Навигация

Klub Dżentelmena
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Klub Dżentelmena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKlub Dżentelmena   Sro 13 Wrz 2017, 16:53
Klub Dżentelmena

Lokal nie należy wcale do specjalnie ukrytych, wstęp do środka jednak mają tylko nieliczni. Przeznaczony głównie do spotkań towarzyskich, podczas których uczestnicy mogą oddawać się wielogodzinnym rozmowom, rozkoszując się do woli paletą szlachetnych alkoholi i drogich cygar. Klub Dżentelmena to miejsce, gdzie przyjemny czas może spędzić jedynie męska część Starszyzny – kobiety nie mają do niego wstępu, członkostwo jest dziedziczne lub przyznawane w wyjątkowych okolicznościach dżentelmenom, za których poświadczyć może co najmniej czterech obecnych członków klubu. Ciężkie, ciemne meble, długie skórzane kanapy, stoły na giętych nogach i kamienne ściany zdobione bogato sztukaterią, obwieszone obrazami najdostojniejszych i najznakomitszych. Spokojna muzyka i brak ekscesów czyni z klubu tchnące elegancją, bardzo popularne miejsce wśród Starszyzny.

Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Sro 13 Wrz 2017, 16:57
Ponętny świat elit. Przyciemnione światło, elegancja, szef sali witający go na wejściu nader uprzejmym "Witam, panie Zakharenko" w towarzystwie lekkiego ukłonu. Uprzejme uśmiechy wymienione z kilkoma znanymi twarzami siedzącymi przy jednym ze stolików do pokera. Atmosfera klubu dżentelmena sprawiała taką przyjemność i wygodę, że mógł w niej pływać, nurzać się, wcierać ją w pory swojej skóry przepełnione brudem ulic po których biegał zganiany jak pies przez ostatnie tygodnie, tropiąc poszlaki związane z działalnością raskolników.
Potrzebował przerwy, a tu, w tym lokalu, czas zdawał się zwalniać na chwilę. Wszystko było ułożone, zaplanowane, obsługa znała już jego upodobania, oczekiwania, lista zasad była klarowna i prosta dla każdego, kto z mlekiem matki wyssał wiedzę o obracaniu się w wyższych sferach.
Przy długim, szerokim barze, nim jeszcze zdążył do niego dotrzeć, barman z rubinową muchą pod szyją już stawiał na blacie pękatą szklankę wódki na lodzie, a drugi w nienachalny sposób szykował się, by z tacą zastawioną butelką i zaklętą misą z lekko dymiącym w przyjemnym cieple wnętrza lodem, podążyć za nim do jego stolika.
Nie widział Wrońsiego już stanowczo za długo, obaj byli okropnie zabiegani, Wroński nadganiał ostatnie sprawy związane ze ślubem, a Sava, jak zwykle po uszy zaplątany to w sprawy rodowe to Białej Gwardii, nie miał nawet czasu zastanowić się co w życiu go omija.
Usiadłszy w jednym z niewypowiedzianie wygodnych foteli odpiął dolny guzik marynarki i sięgnął do papierośnicy. Waniliowe cygaretki, słodka używka na którą nie mógł sobie pozwalać nigdzie poza tym miejscem. Woń aromatyzowanego tytoniu byłą zbyt oczywista, jako szuja/szpieg/detektyw/podglądacz niepotrzebne skreślić nie mógł sobie pozwolić na pozostawianie po sobie tak banalnych śladów.
Od kiedy otrzymał orła od Kostki nie ma co się bajerować, odliczał dni do spotkania. Sam z siebie nie pomyślałby nawet o tym by tu wpaść, w natłoku obowiązków zupełnie zapominając, że żeby żyć trzeba czasem pożyć.
Pławiąc się w gęstym dymie lepiącym się do stęsknionych płuc już widział Wrońskiego jak wchodzi do środka, witany uprzejmie przez maitre d'hotel. Uśmiechnął się szeroko, bo choć przyjaciel wyglądał na zmęczonego, to wyglądał bardzo dobrze! Kto w dzisiejszych czasach nie był zmęczony w ich wieku?
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 14 Wrz 2017, 12:30
Wielcy panowie spotykają się w Klubie Dżentelmena.  W towarzystwie drogiego alkoholu i dymu nikotynowego łechtają swoje ego, oficjalnie nazywając się panami świata. Bo przecież kim innym mogliby być, skoro nie nimi. To ludzie sukcesu, wysoko urodzeni, obrzydliwie bogaci i znakomicie wykształceni. To jedno z ich miejsc, gdzie kobiety, nawet szlachcianki i żony Nestorów, nie mają prawa wstępu. To męski świat, a Konstantemu była potrzebna taka odmiana po całym dniu spędzonym z matką Gaią, babcią Ściborą, narzeczoną Anną i kuzynką Jadwigą. Wroński przychodził tutaj jeszcze zanim niespodziewanie wyjechał do Włoch. Odkąd jednak wrócił nie miał zbyt wielu okazji, by tutaj zawitać. Skupił się wyjątkowo na swojej rodzinie i pracy uzdrowiciela, co szybko przyczyniło się do awansu w pracy. Czas przed ślubem z kolei był dla niego bardzo napięty - w końcu cała uroczystość miała odbyć się już za kilka dni. Konstanty nie chciał zbytnio organizować wieczoru kawalerskiego, jednak ostatecznie dał się namówić Savie, by wreszcie się z nim spotkać i porozmawiać. W końcu ma z nim kilka kwestii do obgadania, które nie dawały mu spokoju. A on – jako doświadczony gwardzista i syn Komendanta Białej Gwardii – powinien zaspokoić jego ciekawość. Niespóźniony, wyjątkowo punktualnie, przychodzi więc do Klubu Dżentelmena i już na samym wejściu widzi w oddali Savę Zakharenko.
- Savvasie, witaj – mówi z zadowoleniem w głosie do swojego przyjaciela, podchodząc do niego z otwartymi ramionami. Uśmiecha się do niego szeroko, po czym zajmuje miejsce obok niego, zastanawiając się przy tym nad tym, co powinien dzisiaj wziąć. – Już myślałem, że nigdy nie uda mi się dostać wolnego w pracy, ale mogę to w końcu powiedzieć. Oficjalnie mam urlop i możemy się porządnie napić – chwali się, odpinając guzik czarnej marynarki i szukając swojej papierośnicy w kieszeni. Brzydki nawyk, który ostatnio znowu do niego wrócił. Czyżby to przez nadmiar stresu? Uzdrowicielowi w końcu nie wypadało palić, ale nie znał nikogo ze swojej pracy, kto by tego nie robił w trakcie przerw. A dzisiaj może sobie wyjątkowo na to pozwolić. Chociaż Konstanty jest zmęczony, co wyraźnie widać po jego twarzy, to cieszy się, że przed ślubem będzie miał trochę wolnego czasu, by odpocząć i domknąć niektóre sprawy związane z finalnymi przygotowaniami do tego wielkiego wydarzenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 14 Wrz 2017, 14:18
Podniósł się by uściskać Wrońskiego po czym obaj zasiedli dając sobie chwilę na nacieszenie się faktem świętego spokoju.
- Konstanty, przyjacielu.
Zakharenko odłożył słabo tlącą się cygaretkę do ciężkiej kryształowej popielnicy i z uśmiechem przyglądał się przyjacielowi. Nie widzieli się stanowczo zbyt długo, na tyle długo, żeby profil Konstantego wydał mu się zabawny; wiesz jak to jest jak znasz kogoś niemal całe życie i kiedy myślisz o tej osobie masz w głowie jakiś obraz z dawnych lat zamiast aktualnej twarzy i wyglądu? Dopóki się dziś nie spotkali Sava zawsze zastanawiając się jak się jego druh ma widział tego chudego, wysokiego mądrale, który czasem musiał go kryć kiedy ten wymykał się nocą po szkole.
Rzadki zdarzało się mu przystanąć i rzeczywiście pomyśleć nad tym, jak szybko mija czas. Uśmiechał się lekko, kręcąc nieznacznie głową aż zaśmiał się lekko.
- Chciałbym doczekać się urlopu... ale na wesele przyrzekam, że przyjdę! - mrugnął wesoło- Co sie dzieje, Kostia. Ślub? Dorosłość! Zastępca dyrektora oddziału? - wymienił kilka najistotniejszych faktów, bo tak, on przecież wiedział wszystko o wszystkich. Nie byłby sobą ani dobrym detektywem, gdyby miał jakieś uszczerbki w informacjach- Jestem pełen podziwu przyjacielu jakie sukcesy odnosisz.
Przyznał zupełnie szczerze, po czym nachylił się w stronę stolika i wrzuciwszy kilka kostek lodu do pustej, kryształowej szklanki uniósł dłoń przyzywając jednego z kelnerów.
- Na prawdę jestem - spojrzał na niego unosząc swojego drinka w geście toastu.
W takich chwilach pojawiała się ta jedna cicha myśl w głowie Zakharenki, bezgłośna presja matki by znalazł godną kobietę bo to przecież już czas, bo się nie godzi i nigdy nie wypowiedziane wprost oczekiwanie ojca, zmierzające w zupełnie innym kierunku. Jego obowiązek krwi względem własnego rodu i nazwiska. W bardzo rzadkich chwilach, takich jak ta, zdarzało mu się na chwilę zawiesić w tych rozmyślaniach, jednak uśmiech Wrońskiego zaraz wyrwał go z zadumy.
- Jak idą przygotowania? Wyobrażam sobie wasz babiniec w akcji, Ścibora pewnie w swoim żywiole. - zaśmiał się. Szalona czarownica, co bardziej pyszałkowaci dżentelmeni z młodego pokolenia czasem zakładali się na nowy rok, czy w przyszłym nestorka postanowi już pożegnać się z tym światem, czy dalej będzie śmierci grać na nosie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Nie 17 Wrz 2017, 13:58
- Możesz poprosić ojca – śmieje się Wroński, choć na pewno i Zakharenko przydałoby się trochę wolnego czasu. Taki już ich los, że muszą dużo pracować. A u Konstantego w życiu bardzo dużo się dzieje. Poczynając od niespodziewanego awansu w pracy, poprzez przygotowania do ślubu czy epidemię smoczej ospy, z którą najlepsi rosyjscy uzdrowiciele starają się zażarcie walczyć. Choć na razie to tylko walka z wiatrakami – niewiele mogą zrobić, skoro epicentrum wciąż jest nieznane, a zarażonych w Hotynce pojawia się coraz więcej. Niemniej jednak i Wrońskiemu potrzebna jest chwila odpoczynku, nie samą pracą i ślubem przecież człowiek żyje, dlatego spotkanie z Savą było mu potrzebne. Nie wspomniał mu jeszcze, że zaprosił tutaj Niedamira, ale jest przekonany, że jego przyjaciel na pewno nie będzie miał nic przeciwko. – Ech, kiedyś trzeba… Chyba by mi już nie odpuścili, gdybym znowu zdezerterował – wzdycha Wroński, odpalając przy tym cygaro. Ale na to się nie zapowiada. Nie tym razem. Konstanty zamierza to wszystko przetrwać. Nie jest to do końca spełnienie jego marzeń, lecz wie, że taka jest kolej rzeczy. Wszyscy od niego oczekują, że w końcu się ustatkuje.
- Dziś cały dzień spędziłem z Anią, Jadwigą, moją matką i Ściborą. Wyobraź sobie, że było ciężko – kwituje szybko, jakby nie bardzo miał ochotę o tym rozmawiać. Za dużo ostatnio przebywa w towarzystwie kobiet, by jeszcze przy Savie poruszać ten temat. Z czasem jednak na pewno i do tego dojdzie, zwłaszcza jak wypiją trochę więcej alkoholu i nie będą zastanawiali się nad tym, co mówią. A z kobietami są same problemy. – Zostało tylko kilka dni do ślubu, a mam wrażenie, że jeszcze tyle jest do zrobienia. Jutro najpewniej przykują mnie łańcuchami, bym na wszelki przypadkiem nie ruszał się już z Kaliningradu. – Przewraca z niezadowoleniem oczami, zamawiając przy tym butelkę najdroższego wina czerwonego, na które dzisiaj ma ochotę. Wcale nie podoba mu się ta wizja, choć przecież niewykluczone, że mogłaby się sprawdzić, biorąc pod uwagę jego dawne występki. – Tylko spróbuj mi nie przyjść – grozi mu z lekkim uśmiechem na twarzy, zaciągając się dymem i patrząc na Savę.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 21 Wrz 2017, 09:08
W odróżnieniu od Konstantego, w życiu Savy nie działo się nic. Przynajmniej nie w tym oficjalnym życiu, które wiódł, nie w świetle nazwiska, które jak najsłodsze brzemię niósł na barkach. Pracował, pracował,knuł z ojcem, potem pracował jeszcze trochę, by za czterdzieści lat pochylić się nad grobem i mruknąć "Zjebałeś, Savka, zmaściłeś popisowo". Nic to jednak.
Na sugestię towarzysza zaśmiał się trochę zbyt gromko, aż łezka mu się w oku zakręciła i zamachał lekko ręką.
- Wyobraź to sobie, jak ojcu mówie, że idę na urlop. - nie to by Kosmas był jakimś zamordystą i tyranem. Wiedział jednak ile pracy obaj włożyli w to, by dostać się w tym momencie w to dokładnie miejsce. Bardzo możliwe, że choć brzmi to nieco egocentrycznie, gdyby Sava wycofał się z aktywnego udziału w działaniach nestora, plany mogłyby się co najmniej poważnie zachwiać. Nie lubił myśleć o sobie jako o sile wykonawczej, skromność była przezeń mocno ukrywaną cechą, wiedział jednak, że ma ważną rolę, misję można by rzec, by nie powiedzieć, że życiowy cel.
- Kiedyś trzeba..! - zawtórował za nim, unosząc szklankę w toaście tym słowom.
Trzydziestoletni, samotny mężczyzna to już był temat do szeptów w pałacowych kuluarach. Sava doskonale wiedział, dlaczego jego własna rodzina nie popycha go do ożenku, choć temat ten przewinął się kilkukrotnie przez rozmowy z ojcem. Póki co samotność i życie singla tłumaczono niebezpiecznym zawodem i związanymi z nim niewygodami. Mieć żonę, a już najgorzej dzieci, w momencie kiedy gang zorganizowanych politycznych sabotażystów zna nie tylko Twoją twarz ale i nazwisko - było co najmniej nierozsądne.
- Mogę sobie wyobrazić - zaśmiał się - pomyśl, że to już ostatnie dni, za kilka chwil będzie po ślubie, przygotowania pójdą w zapomnienie, a łańcuchy, którymi Cię jutro przykują zostaną Ci już na zawsze! - puścił mu perskie oko, kręcąc głową i za to również wzniósł toast.
Łańcuchy miłości, małżeński święty związek między dwójką ludzi. Po cichu zazdrościł Wrońskiemu, wiedząc, że sam na taką przyjemność nie ma co liczyć, nawet jeśli się ożeni, to raczej nie z miłości.
- Oczywiście, jakże mogłoby mnie zabraknąć. Ktoś będzie musiał pocieszyć te wszystkie zrozpaczone, zakochane w Twobie dziewczęta.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

34 lata

błękitna

za Starszyzną

różdżkarz
http://petersburg.forum.st/t913-niedamir-wronski#2828 http://petersburg.forum.st/t917-niedamir-m-wronski#2891 http://petersburg.forum.st/t921-nie-pozwol-mi-spac#2896 http://petersburg.forum.st/t922-hibiskus#2898
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 21 Wrz 2017, 14:27
Oj, Konstanty, żebyś ty wiedział, jakim rykoszetem się odbijają na mnie przygotowania do twojego ślubu.
Oj, Konstanty, gdybyśmy nie byli rodziną, gdybyś nie miał na nazwisko Wroński, to bym ci dał w zęby bez wahania.

Ale cieszę się, bo co mam się nie cieszyć. Zawsze to jakaś uroczystość i choć znowu przy okazji jakiegoś ożenku słyszę nad sobą ględzenie "Miruś, ty byś sobie też mógł jakąś żonę w końcu znaleźć, Miłek zaraz dorasta, dziecko potrzebuje matki. A taki mądry, zaradny chłopak z ciebie, wyszedłbyś z tego sklepu raz, na bal poszedł, poznał kogoś", to w głębi duszy jest mi z tym nawet dobrze. Bo wyobraź sobie, Konstanty, ja mam takie ględzenie co jakiś czas, a wiesz, kto będzie musiał wywiązać się odpowiednio z małżeńskich obowiązków i to już całkiem niedługo? Bingo, ty.
Najpierw jednak obiecałem sobie, że pożegnam się z tobą w stanie kawalerskim godnie, z najwyższymi honorami, jak na mojego najdroższego kuzyna i przyjaciela (no homo), przystało. Klub dżentelmena, ach, idealne miejsce na wszystkie pożegnania, będzie mi cię braknąć, gdy Ania nie pozwoli ci do nas przyjść, na cygaro albo dwa. Szklankę ognistej.
Skłaniam więc głowę przed szefem, witającym mnie oczywiście po nazwisku, choć można powiedzieć, że znamy się już trochę, ba, w normalnych okolicznościach pewnie skutkowałoby to poklepaniem po ramieniu, krótką wymianą zdań, sprawozdaniem z życia w okresie między wcześniejszym spotkaniem a teraz. Może nawet przystałbym na taką rozmowę i w tym momencie, ale widzę przecież loki Konstantego i ... Savvasa? Chyba to był on, chociaż z nim - zawsze ciężko stwierdzić. Panowie już dobrze się bawili, wnioskuję po toastach, a ja akurat wpadłem w momencie, gdy padło nazwisko mojej siostry i babci.
Wybaczcie mi stłumiony śmiech.
- Jak tam ostatnie chwile przed więzieniem, Kostek? - mówię do niego, poklepując go po przyjacielsku w ramię. Chwilę później już ściskam jego dłoń, zaraz i pana Zakharenki, po czym gestem przywołuję osobę odpowiedzialną za alkohol. Ognista. Dzisiaj na to mam humor.
- Powiem ci, że Jadzia to sobie chyba umarzyła, żeby ten wasz ślub był najpiękniejszy w całym magicznym świecie. Serio, nie da się z nią o niczym innym porozmawiać, tylko śluby i śluby - wywracam oczami, bo o ile trzydziestoletni kawaler to powód do podszeptów na balach, to trzydziestoczteroletni z dwuletnią "sierotą" przygarniętą przez niego to już materiał na niezły skandal.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Pią 22 Wrz 2017, 13:11
- Podejrzewam, że może być ciężko. – Konstanty jest świadomy bardzo bliskiej relacji Savy z Kosmasem, niemniej jednak i jemu przydałoby się trochę odpoczynku od spraw związanych z Białą Gwardią. Wroński z kolei nigdy nie pracował z Janem, gdyż różdżkarstwo go nie interesowało i absolutnie nie potrafiłby sobie wyobrazić wspólnych interesów z ojcem. Zbyt często się kłócili i z całą pewnością nie wyszłoby z tego nic dobrego. Ale Konstanty w końcu zdecydował się pójść własną ścieżką, co wpłynęło na niego korzystnie – został uzdrowicielem i do wszystkiego doszedł sam, bez pomocy rodziny. Choć złośliwi szlachcice podszeptywali, że zawdzięcza to nie umiejętnościom, lecz wyłącznie błękitnej krwi i pochodzeniu, to jednak Wroński woli myśleć o sobie jak o samodzielnym, niezależnym i ambitnym czarodzieju, który ma jeszcze wiele przed sobą. Jest zadowolony ze swojej aktualnej posady, lecz jednocześnie wie, że nie pozostanie zbyt długo w tym samym miejscu. – Ale pomyśl o tym. Odpoczynek na pewno też ci dobrze zrobi – mówi do przyjaciela, mrugając do niego porozumiewawczo. Słucha cierpliwie jego słów, kręci głową z niezadowoleniem, po czym wypija do dna alkohol.
- Daj spokój. Nie wierzę, że zaraz będzie już po wszystkim. – Trzydzieści jeden lat to nie przelewki. Wroński czuje się już staro, choć przecież nie powinien, ale ostatnimi czasy bardzo spoważniał, skupiając się wyłącznie na pracy i rodzinie. W dodatku wątpi w osądy Savvasa, raczej inna kobieta niż Anna by już na niego spojrzała. A przynajmniej tak mu się wydaje, gdyż niekoniecznie przejmuje się tym, co dzieje się wokół niego. Konstanty zamierza coś jeszcze na ten temat dodać, wtem do Klubu Dżentelmena przychodzi Niedamir. – Ach, zapomniałem ci też powiedzieć, Savvasie, zaprosiłem jeszcze mojego kuzyna – dodaje szybko do Zakharenko, po czym wita się z Niedamirem i prosi o szkło dla niego. – Odnoszę wrażenie, że Jadwiga bardziej przejmuje się tym ślubem niż ja. A przecież sama niedługo po nas wychodzi za tego Yaxleya. – Wroński przewraca teatralnie oczami, po czym wzdycha ciężko pod nosem. Gdyby nie matka i bliskie kuzynki, Konstantemu w zupełności wystarczyłby skromny ślub w najbliższym gronie rodziny i przyjaciół. Wiedział jednak, że nie było to możliwe. W tym przypadku nie miał zbyt wiele do gadania, dlatego też musiał pogodzić się z odgórnymi decyzjami jego kobiet.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Sro 27 Wrz 2017, 05:52
Savie zdarzało się czasem mieć przebłyski pomysłów o pójściu własną ścieżką. Rzadko to rzadko, coraz rzadziej w sumie, zawsze p alkoholu albo narkotykach do których miał śmiesznie łatwy dostęp będąc stróżem prawa, ale miewał. Szczególnie ukrywając się w cudzej skórze, lubił siedzieć i wymyślać historie przywdziewanym twarzom - wtedy zwłaszcza chciało mu się innego życia, innych wyborów i innych ludzi. Wtedy zazdrościł najgorliwiej, nienawidził najpikantniej i kochał najbardziej namiętnie. Wtedy właśnie - kiedy nie był Savvą Zakharenko.
Uśmiechnął się na słowa Konstantego.
- Jak Ci panna ucieknie sprzed ołtarza to razem pojedziemy na wczasy, coby się rezerwacja na miesiąc miodowy nie zmarnowała. - zaśmiał się. Był słaby w kupowanie prezentów, zabukował więc Wrońskiemu i przyszłej pani Wrońskiej leniwe spa w górach Dynarskich w jednym z ostatnio popularnych hoteli ukrytych przed wścibskim wzrokiem mugolskich turystów. Miejsce nazywało się Żmijową granią, bo wiło się niestrudzenie pomiędzy alpejskimi szczytami.
- W innym wypadku wydaje mi się, że nie znajdę pretekstu. - mrugnął do niego i zaśmiał sie wesoło.
Zauważył Niedamira już z oddali i skinął mu głową, z początku nie wiedząc nawet, że starszy Wroński ma do nich dołączyć. Co za chujowa dedukcja, panie Zakharenko, takiś z pana detektyw jak z koziej dupy trąbka, za szybko wciągasz te wóde, dżentelmenik za pół rubla.
Uścisnął drugiemu Wrońskiemu rękę i zasiadł na powrót w wygodnym fotelu.
Pamiętał czasy, kiedy rzeczywiście robili tu głupie rzeczy, mając po dwadzieścia lat, czując się bezkarni i zdolni władać światem, Klub Dżentelmena był skłonny organizować im specjalne przyjęcia w specjalnych lokacjach, wyselekcjonowanych i przygotowanych na tip top, by tylko zadowolić kwiat starszyźnianej młodzieży.
Czy pamiętał z tamtych czasów Niedamira? Trudno mu było sobie w tej chwili przypomnieć, nie dzieliła ich znowuż tak ogromna różnica wieku, wiedział też, że Wrońscy byli ze sobą blisko.
- Kobiety i wesela... - Sava rozłożył bezradnie ręce. W sumie kobiety i wszystko, wesela, dzieci, rodziny, kobiety i praca, kobiety i sport, kobiety i cokolwiek - osobiście był wobec nich bezradny, co żadnym sekretem wcale nigdy nie było.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

34 lata

błękitna

za Starszyzną

różdżkarz
http://petersburg.forum.st/t913-niedamir-wronski#2828 http://petersburg.forum.st/t917-niedamir-m-wronski#2891 http://petersburg.forum.st/t921-nie-pozwol-mi-spac#2896 http://petersburg.forum.st/t922-hibiskus#2898
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Sro 27 Wrz 2017, 14:19
Chwila niezręcznego przedstawienia i usprawiedliwiania mojej obecności. Znoszę wszystko wyjątkowo spokojnie (taki już jestem, w końcu gdyby Wrońscy tak nie kochali kobiet, już dawno byłbym pchany w ramiona nie-Alicji i nie-Hersilii i nie-każdej, którą bym chciał, no bo przecież dziedzic, trzeba przedłużyć linię, spokojnie, spokojnie, jest jeszcze Krzesimir, ode mnie się proszę odczepić). Z Konstantym łączy mnie prawie tak samo zażyła relacja, co z rodzeństwem, w końcu zostało to w pewien sposób mi wynagrodzone (piękna, skądinąd, rola świadka, po trzydziestce). Nie zmienia to jednak faktu, że przez moment mam taką myśl, małą, niepewną, że może lepiej zostawić panów samych, bo bawią się świetnie, samemu może wyłapać wzrokiem jakiegoś starego znajomego. Szybko jednak wyrzucam te myśli z głowy, w końcu to wieczór kawalerski (przyznam szczerze, że spodziewałem się organizacji takowego w innym miejscu, głównie ze względu na obecność pań, ale nie oceniam). A wieczory kawalerskie, są od tego, żeby się dobrze bawić, prawda?
Na moment jeszcze spinam się, ba, marszczę lekko nos, niezadowolony na brzmienie nazwiska - przyszłego nazwiska, które przyjmie jego siostra.
- Nic mi nie mów, proszę, o tym człowieku. Nie wiem czemu zasadził się akurat na naszą Jadwigę, skoro z swoim statusem mógłby mieć każdą pannę na Wyspach - nie dodaję jeszcze innej, dość oczywistej sprawy, że przecież dzieli ich jakieś osiem lat, o ile jeszcze się nie mylę w matematyce. Cecilowi bliżej jest przecież wiekiem do mnie (no homo), czemu, na Welesa, nie mógł znaleźć sobie panny jakoś bardziej pasującej do jego przymiotów?
Kręcę szybko głową, jakbym chciał odgonić nieznośne myśli i na całe szczęście tak właśnie się dzieje. Dziękuję krótkim uśmiechem za szkło, od razu zapijam nieprzyjemne myśli, bez skrzywienia, bo i nie jestem już młodzikiem, czas szybko leci i było jak się przygotować do smaku alkoholu. Posyłam jeszcze jedno spojrzenie Savvasowi, pełne zrozumienia, bo jednak coś nas łączy w tym całym morzu cech. Bezsilność wobec kobiet, główny przymiot większości mężczyzn.
- Spójrz na to z innej strony, kuzynie. Chwila szaleństwa, a później już z górki - o ile "z górki" oznacza coś lepszego niż oficjalne już i prawomocne wyrzuty, żale, i bałagan w głowie. Wierzę jednak, że Ania nie jest z tych panien, które zadzierając nos wysoko, zapominają, by patrzeć sobie pod nogi. Przecież czekała na ciebie, prawda?
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Wto 03 Paź 2017, 00:57
- Rezerwacja? – pyta ciekawsko Konstanty, wciąż uśmiechając się do Savy. – Mam nadzieję, że Anna nie ucieknie. Jesteśmy już tyle lat ze sobą, najwyższa pora, by przypieczętować nasz związek małżeństwem – przyznaje szczerze, niemal od razu odganiając od siebie złe myśli. Nie może się nie udać. Co prawda to bardziej przyzwyczajenie niż prawdziwa miłość, jednak Konstanty nie wyobraża sobie swojego życia bez rudowłosej Anny. Była przy nim odkąd tylko pamięta, choć nie zawsze ich relacja przypominała związek. W końcu był okres, w którym nie zwracali na siebie uwagi, pojawiając się razem tylko na rodzinnych spotkaniach. Był też czas, kiedy bez zapowiedzi wyjechał do Włoch, gdzie kształcił się u najlepszych uzdrowicieli w Europie. Nieoczekiwanie wrócił, udało się wszystko naprawić, choć niewątpliwie potrzeba było do tego dużo czasu i cierpliwości ze strony Konstantego. Co więcej zdaje się, że teraz jest inaczej. Jest stabilnie, a stabilizacja to coś, co ostatnio Wroński zaczął wreszcie cenić. – Mam teraz tylko jedno pytanie: który z was będzie następny? – Ciemnowłosy mężczyzna posyła im poważne spojrzenie, po czym wybucha gromkim śmiechem, dopijając lampkę czerwonego wina.
- No tak, powinien natychmiastowo wrócić do tego Londynu zamiast bałamucić naszą biedną Jadzię. – Wroński ma wrażenie, że nigdy nie uda mu się przekonać do Yaxleya. Nie ma na to już żadnego wpływu, z Jadwigą ciężko jest mu rozmawiać, gdyż wciąż nie może mu wybaczyć tego, że zostawił nie tyle swoją rodzinę, co Annę. Jedyna nadzieja w Niedamirze, choć chyba na to za późno. Klamka zapadła. – Nie wiem, czy z górki, kuzynie. Chyba bym tego tak nie określił. Czeka nas sporo zmian po ślubie i nie mam pojęcia, jak sobie z tym poradzimy – wzdycha pod nosem Konstanty, uważnie patrząc to na Savę, to na Niedamira. Taka jest rzeczywistość. Muszą zamieszkać w końcu razem, Anna zaraz zacznie nową pracę w Ministerstwie Magii, a z czasem pojawią się też naciski ze strony familii o potomstwo. Choć już niektórzy mu o tym wspominali, mając ogromną nadzieję, że Konstanty pod tym względem nie podzieli losu swoich rodziców. – To co, panowie… Skoro jesteśmy już w komplecie, to oficjalnie proponuję wznieść wspólny toast – mruga porozumiewawczo do przyjaciół, po czym nalewa im zimnej wódki do kieliszków. Alkoholu na stole jest dzisiaj wręcz pod dostatkiem.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Pią 06 Paź 2017, 12:58
Sava zaśmiał się lekko na wspomnienie Yaxleya. Zakręcił zimną wódką w szklance i zmrużył zawadiacko jedno oko.
- Angol kręci się koło Godunovej, wiecie, ta lekarka co współpracuje z moim ojcem... - zaczął tajemniczo- Nie żebym coś sugerował, ale jeśli Jadwidze jej małżonek nie w smak, nieszczęścia chodzą po ludziach.
Oj Zakharenko Ty to już wiesz o tym najlepiej. Jak ktoś stoi Ci na drodze wystarczy Ci chwila, by zmarnować komuś życie. Czy miałbyś coś przeciwko zlikwidowaniu Yaxleya? Ani odrobinę. Szczególnie, gdyby to sobie usprawiedliwić dobrem siostry najlepszego przyjaciela.
- Rezerwacja, rezerwacja. - pokiwał głową z namaszczeniem- Alpy. Przecież należy się wam obojgu wyjazd, a gdzie romantyczniej, gdzie piękniej jak w europejskich górach. - westchnął. Czasem aż sam nie dowierzał jaki w nim tkwił beznadziejny romantyk. Szczególnie przy trzeciej szklance.
Na przewrotne pytanie Konstantego zaśmiał się wesoło.
- Ustąpię Niedamirowi tego zaszczytu. - nie że niespieszno mu było do ożenku, wręcz przeciwnie, w sumie to nawet by nie miał nic przeciwko. Bezsprzecznie miał istotne plany związane ze swoją przyszłością i raczej zamykały się one w rodzinie, nie musiały a wręcz nie powinny były być oficjalnymi. Przynajmniej w najbliższej przyszłości. Dochodził mimo to do momentu w życiu, gdzie poza pracą i obowiązkami związanymi ze zmianami w całej dynastii nie miał czasu na to, co ludzie nazywali domem. Przydałaby mu się kobieta do pilnowania ogródka, umilania strzępków wolnego czasu, ktoś kto czekałby na niego do późnej nocy i radował się, że znów wrócił żyw z kolejnej misji.
Chyba łatwiej było kupić psa.
- Toast! Słusznie. - podniósł się z pozycji siedzącej- Bierzesz, przyjacielu żonę, Twoja sprawa i Twój los... - zaczął niemal tekstem piosenki uśmiechając się z przekąsem - Pierwszy toast zawsze - для встречи. - uniósł szklaneczkę, kłaniając się lekko obu towarzyszom.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

34 lata

błękitna

za Starszyzną

różdżkarz
http://petersburg.forum.st/t913-niedamir-wronski#2828 http://petersburg.forum.st/t917-niedamir-m-wronski#2891 http://petersburg.forum.st/t921-nie-pozwol-mi-spac#2896 http://petersburg.forum.st/t922-hibiskus#2898
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Sro 01 Lis 2017, 12:17
Pytanie o małżeństwo padło w towarzystwie trójki (niedługo już dwójki) starych kawalerów, wszystkich po trzydziestce. Zdaje mi się, jakby fotel, w którym zasiadłem zaraz miał mnie zacząć parzyć, niemiłosiernie, jak spojrzenia moich rodziców, którzy wciąż czekają na moje zaślubiny, z tą dziecięcą jeszcze naiwnością, za którą ich kocham. Odkasłuję, zupełnie nie tak, jakbym czuł się niekomfortowo, ale jakby przez brak alkoholu miało mi zaschnąć w gardle. Przesuwam wzrok po Savvasie, po Konstantym i rzucam krótko, racząc ich jeszcze zupełnie profesjonalnym uśmiechem.
- Będę musiał chyba ustąpić. Wyobraźcie sobie, że macie wydać swą córkę za mąż. Pozwolilibyście jej wyjść za mężczyznę z dzieckiem? Nawet, gdyby był Wroński - Miłek, Miłek, mój drogi syn. Przyzwyczaiłem się już do życia starego kawalera, poza tym, która z kobiet chciałaby wychowywać nie swoje dziecko? Jak mógłbym się wtedy nie obawiać o jego dobro? Mogę znaleźć sobie ewentualnie jakąś wdówkę, choć to i tak nie byłoby czymś, czym należałoby się chwalić na salonach. Podobała mi się rola chrześcijańskiego wręcz wybawcy małej sierotki, pomimo tego, iż nasza wspólna historia nie malowała się już tak szlachetnie, przynajmniej nie na standardy rodziny Starszyźnianej.
Marszczę jednak nieco brwi, gdy słyszę informację o kontaktach mojego przyszłego szwagra z doktor Godunovą. Warte zapamiętania, jednak będę musiał spytać pana Zakharenko o szczegóły, nieco później, na osobności. Nie, żebym miał jakieś podłe plany do Yaxleya, co to, to nie. Po prostu muszę uważać na siostrę. Tak, tym chcę się teraz karmić, obrazem siebie jako idealnego brata, by zmyć choć trochę niesmak po przypomnieniu sobie, że przecież odrobinę plamię honor swojej rodziny.
Jak to dobrze, że u Wrońskich rządzą kobiety.
Dziękuję krótkim skinieniem głowy za alkohol. Dezynfekuje ciało i duszę. Przez moment przyglądam się szklance pustym wzrokiem, lecz pustym nie tyle ze smutku, co z wspomnień. Toasty bowiem zawsze zanoszą mnie do dalekiej Gruzji. Miałem kiedyś przyjaciela, Gruzina z krwi i kości, i muszę powiedzieć, że zawsze zazdrościłem im tej lotności w wygłaszaniu wspaniałych, przepięknych toastów. Może kiedyś posiądę dar podobny, na razie pozwalam panu z Odessy na prosty (trochę polski). Jeszcze się rozkręcimy.
Unoszę szklankę do góry, z czymś, co można byłoby nazwać tajemniczą aurą. Alkohol łaskocze w język, powinienem popić, ale przecież polska krew. Popić wypada. Ale nikt nie patrzy.
Następny będzie za wasze zdrowie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 02 Lis 2017, 14:02
- Znam Godunovą z pracy – przyznaje momentalnie Konstanty, słysząc tajemnicze słowa swojego przyjaciela. Nie sądził jednak, że Saskia będzie miała cokolwiek wspólnego z Yaxleyem, dlatego nie zamierza ukrywać zdziwienia. Powoli przestawało mu się podobać, że taka osoba jak ona ma tyle wspólnego z tak wpływowymi ludźmi. Jest w stanie zrozumieć jej powiązanie z Kosmasem, gdyż jest jedną z uzdrowicielek, która zajmuje się jego chorym bratem. Tylko co Cecil Yaxley mógł mieć z nią wspólnego? Wiele myśli zaczyna pojawiać się w jego głowie, choć jest świadomy tego, że to nie jest odpowiedni czas i miejsce na podejrzenia. – Nie żebym coś sugerował, ale chyba musimy porozmawiać z Jadwigą na osobności, Niedamirze. – Póki jest czas. Póki jeszcze cokolwiek można zmienić, choć zdaje się, że klamka już dawno zapadła. Jadwiga wpadła w wir przygotowań do najbliższych ślubów w rodzinie Wrońskich, nie bardzo chyba przejmując się kandydatem, za którego ma wyjść za mąż. Przynajmniej takiego zdania był Konstanty. Z pewnością jednak jego przyszła żona wiedziała na ten temat o wiele więcej. – To jeszcze raz! Za nasze zdrowie. – Kolejny toast, by nieco przyspieszyć i wprawić się w lepszy humor. Wroński spogląda na swojego kuzyna, przewracając lekko oczyma.
- Jesteś z nas najstarszy i jeszcze chcesz ustępować?! – oburza się, próbując choć na chwilę przybrać poważny wyraz twarzy, co nieszczególnie mu wychodzi. Konstanty nie do końca rozumie podejście Niedamira. To, że ma dziecko nie oznacza, że jego los jest zdeterminowany. Może jednak po tym, co się stało, nie widzi już dla siebie przyszłości. Wroński jednak zapewne byłby takiego samego zdania, gdyby Anna do niego nie wróciła. Podejrzewa, że jego życie wówczas ograniczałoby się wyłącznie do pracy. – Nie wiem jak Sava, ale mój punkt widzenia chyba znasz. Miłek cię nie przekreśla. – To teraz czas wypić za zdrowie Miłka. Bo mężczyzna samotnie wychowujący dziecko nie jest powodem do wstydu. Nie zmienia to faktu, że takie przypadki w Starszyźnie nadal należą do rzadkości. Konstanty uśmiecha się do przyjaciół, unosząc szklankę z alkoholem. Panowie, pijemy do dna!
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Czw 02 Lis 2017, 15:16
Czy tylko Sava w ogóle nie robił sobie nic z kwestii małżeńskich? Owszem, szeptało się o jego przeciąganym kawalerstwie, ale dopóty, dopóki Kosmas i Hekate nie zadecydują inaczej, nie przymierza się nawet by się porozglądać za wybranką serca. Sresztą, której dałby to serce takie, pisklaka nieopierzonego o ślepych oczkach, któremu żółć cieknie z każdej arterii. Nie życzcie Panowie żadnej damie takich wybranków do małżeńskiej przysięgi.
Na wypowiedź Niedamira Zakharenko cmoka z przekąsem, marszcząc ekspresyjnie brwi.
- Specjalista do spraw małżeńskich jest ze mnie absolutnie żaden... - zaczął taktownie - ...w związku z czym się wypowiem! - zaśmiał się wesoło i opróżnił swoją szklankę. - Jesteś pan porządnym człowiekiem, panie Wroński. - puścił mu perskie oko uśmiechając się przychylnie. Poza tym, dziecko to jak piesek!... już chce dodać ... a która panna nie poleci na egzaltowanego młodzieńca z pieskiem. Całe szczęście ma tyle godności, by swoje porównania trzymać dla siebie i nalewa wszystkim jeszcze po trochę każdego z wybranych przez nich trunków.
- Miłek! Ha! No już samo imię mnie przekonuje. - wznosi toast za syna Niedamira, chyba nawet obił mu się o uszy ten temat zagadkowej samotności Wrońskiego, bycia samotnym ojcem. Zakharenko był jednak ostatnim sprawiedliwym, żeby biedaka oceniać, sam bowiem ukrywał przed arystokratyczną szlachtą znacznie szkaradniejszy sekret swoich genów i nie miał odwag nigdy wyjawić go, a co dopiero z podniesionym czołem przyjmować oceniające spojrzenia ludzi.
- Pomyśl, że może dla tego dziecka byłoby lepiej. Brak matki w życiu... - zaciął się na chwilę, bo sama myśl o utracie Hekate odbierała mu oddech w piersi; chrząknął lekko - ... brak matki w życiu musi mieć niebagatelny wpływ na rozwój każdego brzdąca. - dokończył. Zaraz jednak przeniósł się ze swoimi pociskami uwag, ze szczerym uśmiechem w stronę Konstantego.
- A wasze dziecko kiedy, już w drodze? - to był jeszcze śmieszniejszy temat do podrążenia tuż przed ślubem. Brakowało mu siwych loków na głowie i mógłby zgrywać starą Ściborę, marszczącą brwi w zamyśleniu. Przyjdzie i na niego czas, ale póki co, chwilo trwaj, alkoholu śpiewaj w żyłach, a najdrożsi przyjaciele żeńcie się i żyjcie w szczęściu, coby on sam się mógł w blasku tego rodzinnego ciepła trochę powygrzewać.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

34 lata

błękitna

za Starszyzną

różdżkarz
http://petersburg.forum.st/t913-niedamir-wronski#2828 http://petersburg.forum.st/t917-niedamir-m-wronski#2891 http://petersburg.forum.st/t921-nie-pozwol-mi-spac#2896 http://petersburg.forum.st/t922-hibiskus#2898
PisanieRe: Klub Dżentelmena   Nie 12 Lis 2017, 13:31
Więc oczy me kierują się znów na Konstantego, jakby w niemej prośbie, by ciągnął dalej. Cóż robi doktor Godunova? Czy moje przeczucia na temat tej angielskiej zarazy dostaną już przymiot "prawdy"? Widać, że wiadomość o powiązaniu Yaxleya z tamtą kobietą nie przypadła mi szczególnie do gustu. Może przez to trochę zbyt mocno ściskam w palcach szklankę, skóra przesuwa się z cichym piskiem po mokrym, chłodnym szkle.
Kiwam głową, musimy porozmawiać. Musimy interweniować zanim będzie za późno. Odwołanie zaręczyn byłoby mniejszym skandalem niż wbiegnięcie z impetem na wesele i bezceremonialne krzyknięcie "nie zgadzam się!". Tak, tak, zerwanie zaręczyn nawet nie urośnie do rangi skandalu, jeśli się wyda, jakim to niegodziwcem Yaxley mógłby teoretycznie być, jak bardzo mógłby splamić honor rodziny naszej, mimo tego, że Jadwinia nie nosiłaby już naszego nazwiska.
Pozwalam natrętnym myślom odejść, wraz ze spływającym w dół gardła alkoholem. Czy relaks widoczny na mojej twarzy to już prawdziwe odprężenie, czy nadal udawane, na potrzeby chwili? Ciepły, radosny śmiech wydostaje się z moich ust, widząc tak naburmuszonego kuzyna. Zupełnie tak, jakbyśmy znowu mieli po trzy-sześć lat i znów pokłócili się o zabawki. Już mam wtrącać, że złość piękności szkodzi, zwłaszcza przed tak ważnym dniem. Ale musi mu wystarczyć moja wpół-strapiona, wpół-rozbawiona mina, ręce rozłożone w teatralnym geście niewiedzy i szybkie spuszczenie wzroku na szklankę. Nie, żebym sam zachowywał się w tym momencie niezwykle komicznie.
- Obaj panowie szczególnie dzisiaj mi przychylni... - zaczynam cicho, przenosząc cały ciężar ciała do przodu tak, by oprzeć się łokciem o stół, w zupełnie konspiracyjnej manierze przyciągając ich samym tylko wzrokiem bliżej, by nastawili uszu, bo mówić będę szeptem i to bardzo tajne rzeczy. - Przyznajcie przed sobą, chcecie po prostu się bawić na mój koszt na weselu, prawda? - śmiałe posunięcie, godne Wrońskiego. Ale przecież wiedzą moi kompani, wiedzą dobrze, że to wszystko żarty, przekomarzania, że nigdy bym ich o coś takiego nie posądził zupełnie poważnie.
Wracam więc do pleców wyprostowanych o oparcie fotela, a całą swą uwagę, czasowo oczywiście, przenoszę tylko i wyłącznie na pana Zakharenko.
- Widzisz, ja przynajmniej nadałem mu imię, które kojarzy się pozytywnie. Nie to co moi rodzice i babcia - uśmiecham się kątem ust, bo przecież Niedamir ma oczywiście negatywne konotację! A tak, Radomił, syn mój najdroższy, dostał imię miłe (ups), wdzięczne i pasujące, miejmy nadzieję, do jego przyszłego charakteru. - Co do matki, także masz rację, Savvasie. Jednakże pamiętać musimy, że nie może być to jakakolwiek, przypadkowa kobieta. Tak, wiem, lepsza każda matka, niż żadna, ale sam rozumiesz...
W końcu przyszło mi zejść z gorącego krzesła. Zaciekawiony odpowiedzią, przenoszę więc wzrok znów na kuzyna, na pana wieczoru. Sam mogę tylko przypuszczać, że dzieci zejdą na dalszy jeszcze plan i decyzja o ich posiadaniu, jeżeli nie będzie dziełem przypadku, zajmie mu jeszcze więcej czasu, niż ta o zaślubinach.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klub Dżentelmena   
Powrót do góry Go down
 
Klub Dżentelmena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”


Skocz do: