Навигация

Pchli targ
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Pchli targ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisaniePchli targ   Pią 15 Wrz 2017, 22:13
Pchli Targ

Bazarek znajdujący się na niewielkim placu utworzonym między chruszczowkami. Większość sprzedawanych tutaj bibelotów jest nic niewarta, jednakże wprawne oko wypatrzy od czasu do czasu cudeńko, którego nie umie wycenić biednie odziany staruszek czy kłótliwa baba w kwiecie wieku. Od czasu do czasu kręcą się tu poszukiwacze zabytków lub szarzy mieszkańcy Petersburga, którzy liczą na napotkanie okazji życia albo kupno papierów wartościowych za bezcen. Z reguły są okradani wprawnymi rękami złodziejaszków albo oskubani podczas słynnej gry w trzy czerwone kubki – ale tak to już jest, że jak raz spróbujesz w nie zagrać, to mili panowie cię nie puszczą, aż od razu nie przepuścisz wszystkich pieniędzy.



Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro 14 Lut 2018, 14:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Pchli targ   Sro 27 Wrz 2017, 06:30

13.05.1999

Powodowana płytkimi podnietami wyruszyła na targ jak głupia, podążając za wskazówkami zawartymi w liściku niewiadomego pochodzenia. Trochę myślała, że to może jakaś zawoalowana informacja od jednego ze źródeł, z którymi utrzymywała kontakt poszukując materiałów do swoich badań (jak i nowych rozwiązań do ratowania Onegina), z drugiej strony miała dziwne przeczucie, że to chyba jednak jakaś zupełnie inna historia, w którą będzie mogła się wplątać. Metafora z szukaniem wybrańców nie pasowała do żadnej z szukanych przez nią rzeczy, sprawy jednak były dla niej zbyt ważne, by zignorować teraz jakąkolwiek poszlakę, dlatego też pani doktor nie mogła przepuścić dzisiaj takiej okazji.
Ubrana więc wcale nie podejrzanie w szary prochowiec, z piękną apaszką zawiązaną ciasno pod szyją, wielka pyszna dama ruszyła na bazar - świetnie się tam, Sasieńko, nadajesz z tym twoim lookiem gwiazdy.
Sroka jednak siedziała głęboko w Godunovej duszy i zaraz jak przyuważyła wszystkie bibeloty, koraliki, zwoje, puszeczki i inne blaszane zegarki zaraz wściubiła nochal między wszystkie cudowności, przypominając sobie popularną parę lat temu piosenkę o Kolorowych Jarmarkach. A tak właśnie tutaj było.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pchli targ   Pią 29 Wrz 2017, 17:53
Uważaj na siebie, Saskio. Przybywając w takim stroju i to po tym, jak się ściemniło zdecydowanie za bardzo, zwróciłaś na siebie uwagę i teraz co niektórzy mieszkańcy okolicznych blokowisk mają cię na obserwacji. Przyglądają ci się ni to z zaciekawieniem, ni to groźnie, lecz mimo to po ich minach ciężko stwierdzić, czy czegoś od ciebie będą chcieli. Choć kto wie, pewnie miejsce do gry w trzy kubki by ci zwolnili.
Chociaż było już po ósmej, to nie wyglądało na to, żeby targ miał całkiem opustoszeć – choć większość straganów była już zamknięta, ludzie sprzedający bibeloty na kocach dawno się zwinęli, a sprzedawcy zwierząt zabrali się z nimi do domu, w dalszym ciągu możesz kupić sobie coś słodkiego i ciepłego do jedzenia, szukać ciekawych pozycji wśród podejrzanych książek na sprzedaż i przeglądać różne, czasem urocze, czasem błyszczące, a czasem wyglądające na drogie drobiażdżki. Dokładnie tak, jak teraz to robisz.
Wśród oferowanych cudeniek trafiłaś na straganik z magicznymi amuletami. Kierując się instrukcjami z listu mogłaś domyśleć się, że to właśnie tu dostaniesz więcej informacji na temat zostania wybrańcem. Starsza pani oferująca prawdopodobnie same fałszywki przyglądała ci się uważnie od kiedy zaczęłaś być w zasięgu jej wzroku, jednak nie odzywała się, dopóki nie trafiłaś w okolice jej stoiska.
- Może amulecik? Sądzę, że mam w ofercie takie, które rozwiążą większość pani problemów – Uśmiechnęła się tajemniczo, wskazując na jeden. – Ten na przykład chroni przed wodnikami, ostatnio jest ich tak dużo w okolicy… – No cóż, to na pewno pośredniczka z listu. Na powitanie miała o nich coś wspomnieć i czekać na twoje udawane zainteresowanie, aby nie pomylić cię z nikim innym.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Pchli targ   Sob 30 Wrz 2017, 06:47
Udawała w życiu tak długo, że już jej to weszło w nawyk, jak rutyna codzienności, mycie zębów i szczotkowanie włosów. Była poważną panią doktor i zachowywała się tak, jak na poważną panią doktor przystało. Prawda jednak taka, że to właśnie w ciemnych uliczkach, to na straganach z podejrzanymi bibelotami, to przeglądając ostrożnie amulety i fidrygałki czuła jak krew jej w żyłach przyspiesza. Jak na święto Newroz, kiedy Kurdowie zbierali się na ziemiach jej ojca, rozpalali wielkie ogniska i tańczyli, walczyli, bawili się, a straganów z magicznymi bibelotami było tak wiele, że nie mogła ich zliczyć! Wtedy była tylko dzieckiem, wierzyła w to, że amulety działają, a ona kiedyś będzie poskramiaczem magicznych stworzeń tak jak jej ojciec. Dziś jednak wzrost ciśnienia z powodu ekscytacji na widok wszelkiej maści festynów i bazarków pakowała umiejętnie pod ciasno zapięte garsonki i płaszcze, a na stojaki obwieszone dziesiątkami przeróżnych świecidełek patrzyła z głębokim sceptycyzmem.
Zatrzymała się przy pani Starszej, spoglądając na jej drobiazgi i próbując ukryć konfuzje wywołaną imaginacją stad wodników przemykających po ulicach, potrząsnęła jednak lekko głową, marszcząc brwi i nachyliła się nad jej straganem.
- Wodniki. Straszne utrapienie. - Nie mogła się powstrzymać przed zlustrowaniem posiadanych przez kobietę przedmiotów na sprzedaż. Niezliczoną już ilość razy widziała skutki niewłaściwego użycia amuletów. Czy któryś z tej oferty był cokolwiek wart? Wyciągnęła palec i szturchnęła ten wskazany przez kobiecinę. - Rzeczywiście, przyda mi się.
Podniosła wzrok. Była beznadziejna w gierki i miała zdolności aktorskie kamienia, nie umiała się nawet ubrać odpowiednio do okazji - czy wypadnie przekonująco próbując kupić wisior przeciw najazdowi wodników?
Westchnęła w duchu.
Może to był jednak głupi pomysł.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pchli targ   Nie 15 Paź 2017, 17:58
Udawaj dalej, Saskio. Przecież widzisz, że tych paru podejrzanych typów pięćdziesiąt pięć metrów od dłuższego czasu bacznie cię obserwuje. Przyglądają się tobie, jakby byli na łowach i najwyraźniej zawzięcie dyskutują ile jest wart twój prochowiec, ile piękna apaszka, ile wcale nie takie tanie buty.
A przynajmniej wątpisz, by mogli rozmawiać o czym innym.
Z jakiegoś powodu boją się jednak podejść do tego straganu pełnego prawdopodobnie lipnych amulecików i błyszczących naszyjników. Wygląda na to, że stojąca po drugiej stronie lady starsza pani ma tutaj niezły respekt, który chroni nawet jej klientów. Aż strach się od niej oddalać, w końcu kto wie, czy jeśli teraz byś sobie nie poszła żaden z tych obserwujących cię mężczyzn nie spróbowałby zagadać?
Teraz jednak to wzrok handlarki wydaje się szczególnie uprzykrzający. Wwierca w ciebie spojrzenie, jakby chciała obejrzeć dokładnie twoją duszę i nie daje po sobie poznać, co myśli o twojej grze aktorskiej. Za to sama skupia się na swojej roli.
- Z pewnością, złociutka. Ale sądzę, że ciebie stać na jakieś lepsze cudeńka. Tych musiałabyś nakupić całą garść, zanim byłabyś chroniona jak przez jeden, szczególny amulet. Chodź ze mną, pokażę ci go. – To mówiąc, zaczęła składać swój stragan.
- Masz list? – szepnęła. – Potrzebuję potwierdzenia, że ty to ty. – Czekając na odpowiedź z twojej strony, kobiecina powoli chowała cały swój kram. To chyba ostatni moment, żeby się wycofać, Saskio. Nawet ci groźnie wyglądający mężczyźni nie przyglądają ci się tak chętnie, jakby sama rozmowa z tą staruszką czyniła cię nagle nietykalną. Pytanie tylko, czy jutro nie będziesz rozmyślać o tym, co straciłaś?
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Pchli targ   Nie 15 Paź 2017, 19:27
Nie umknęło jej uwadze czujne spojrzenie zbirów nieopodal stoiska i nie mogła zdecydować czy czuje się bardziej ukontentowana, czy zestresowana sytuacją, w jakiej się znalazła. Nie to, że pani doktor zbyt często czuła presję innych ludzi - pracując w szpitalu idzie się w pewnym momencie przyzwyczaić i osiągnąć znieczulice w tym temacie, będąc też wychowanym w Kirgistanie nie da się uniknąć rozwiązywania takich nieprzyjemnych sytuacji siłowo. Była jednak przecież paniusią, damą, elegancką i z klasą. Już nie rzucała się na ludzi z klątwami na ustach, teraz czytała książki i herbatę słodziła dwiema kostkami idealnie białego, rafinowanego cukru.
- Mmm. Szczególny. - Wąskie i tak usta znikły niemalże zaciśnięte w grymasie zastanowienia, choć wyglądała raczej jakby kwestionowała zdrowe zmysły swojej rozmówczyni. Nigdy nie dostanie nagrody, jeszcze obrazi wszystkich wokoło, a już z kobieciną lepiej nie mieć na pieńku, skoro nawet bandziory się jej lękały. Zaraz gorliwie przeszukała swoje kieszenie i wydobyła równo złożony liścik w całkowicie dyskretny sposób.
- Chętnie go zobaczę. - Klamka zapadła, a serce drgnęło jej niebezpiecznie. Odrobina adrenaliny w znieczulonym tragediami innych ludzi życiu. Nie mogła odeprzeć od siebie myśli o pewnym handlarzu, z którym spotkała się ciemną nocą w romantycznym parku świateł. Jego wilcze oczy i pozbawiony wzruszeń profil. Teraz ponownie szła jak naiwna koza za tajemniczą handlarką, układając w głowie tysiące głupich scenariuszy, w niektóre z nich wplatając obrzydliwe bogactwo, w inne tragedie z księciem na białym koniu, a w te najlepsze Yrjäne Anvariego, pojawiającego się znienacka tuż za zakrętem.
Godunova obejrzała się przez ramię na podejrzanych typów, ci jednak najwyraźniej wreszcie dali za wygraną. I całe szczęście, nie była przecież typem wojownika, była naukowcem i to nie w kij dmuchał. Nie rozumiała zupełnie i nie zamierzała próbować zrozumieć zamachu na geniusz jej intelektu i choć nie chciała się przyznać - obawiała się, że w starciu z siłą takich rzezimieszków nie miałaby żadnych szans. Może jednak wreszcie powinna zainwestować w jakiś amulecik? Może to te wodniki, może baba ze straganu jednak nie była starą wariatką? O wszystkim przecież Saskia miała się przekonać już za chwilę.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pchli targ   Nie 22 Paź 2017, 14:37
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Trzeba go zobaczyć. – Widząc jej próby udawanego zainteresowania, postanowiła kontynuować rolę namawiającej, trochę natrętnej przekupki. Choć twoja gra aktorska, droga Saskio, nigdy raczej nie zostałaby nagrodzona, to jednak staruszka nie jest tu po to, aby ci wypominać braki w talencie aktorskim. Kto wie, może ludzi nieumiejących udawać jest tyle, że zwyczajnie babuleńka się przyzwyczaiła, a twoje umiejętności udawania nie robią na niej wrażenia? To by świadczyło o tobie lepiej, niż myślisz. Równie dyskretnie, po tym jak podałaś kobiecie list, ona go rozłożyła i szybko przeczytała zawartą w nim treść, uśmiechając się z jednej strony radośnie, a z drugiej – dość nieprzyjemnie. Kto wie? Może tak to wygląda wyłącznie przez wszechobecne ciemności?
- Skoro tak, chodź ze mną. Sądzę, że poczekanie tu aż wrócę nie będzie dla ciebie zbyt przyjemnym doświadczeniem, kochaniutka – rzekła pewnie, wyjmując z jednej szuflady dzisiejszy zarobek, a przynajmniej tak ci się zdało, gdyż przy wyjmowaniu woreczka coś charakterystycznie brzęknęło, po czym zamknęła na klucz cały stragan.
Machnęła ręką, wskazując ci kierunek waszej pieszej wycieczki, a następnie powolnym krokiem ruszyła w stronę otaczających targ chruszczowek. Wyraźnie się nie spieszyła, tak jakby zdawała sobie sprawę, że raczej się już nie wycofasz, przy okazji dając ci czas do namyślenia się, co możesz zobaczyć na miejscu. A pewnie pomysłów masz sporo, czyż nie? Wspięłyście się na trzecie piętro jednego z bloków i dopiero wtedy przystanęłyście przed mieszkaniem numer osiem. Twoja przewodniczka zapukała dwa razy szybko, choć delikatnie, raz mocno i znowu delikatnie. Dopiero wtedy ktoś lekko otworzył drewniane drzwi.
- Przyprowadziłam wybraną – szepnęła tak, aby nikt z sąsiadujących mieszkań nie mógł jej usłyszeć. Dopiero po tym stwierdzeniu drzwi otworzyły się na całą szerokość, dzięki czemu mogłyście wejść do środka. W salonie kilkoro ludzi siedziało w kręgu w prawie całkowitych ciemnościach, tylko świeczka pośrodku oświetlała ich twarze.
- Witaj, Saskio Godunovo – przywitał cię ich przywódca. – Usiądź, proszę. Zanim zaczniemy nasze spotkanie, zechcesz się czegoś napić?
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Pchli targ   Wto 14 Lis 2017, 14:33
Niestety, Saski nigdy nie dane było być aktorką. Gdy bozia rozdawała talenty, jej dusza łapczywie zgarniała z puli geniusz i wizjonerstwo, zupełnie zapominając o tak prozaicznych cechach jak umiejętność wpasowania się w sytuacje. Ty nazwiesz to autyzmem, dla niej to codzienność. Dlatego też z niezrozumieniem przyglądała się grymasowi na twarzy babeczki, próbując rozszyfrować co tu się dzieje. Klamka zapadła, ale może, tylko może, gdyby zaczęła uciekać właśnie teraz, w tej chwili, krzycząc tak głośno, że wypadną jej płuca - może jeszcze byłaby nadzieja?
- Dobrze - bąknęła za to jedynie, przyglądając się jak kobiecina, zadziwiająco szybko, zwija swój kram. No tak. Pragmatyzm. Tylko hajs. Kiwnęła brwiami na zgodę i ruszyła za nią alejkami. Po co w ogóle tu przyszła? Powinna była siedzieć w domu, w książkach, szukać rozwiązań na przypadłości nierozwiązywalne, analizować badania nie do zanalizowania, a jeśli już trwonić czas to na coś sensownego - na przykład czytanie romansów z zeszłego wieku. Im dalej jednak za babcią szła, tym wszystkie auto-pretensje jej bladły, a po przestąpieniu progu płytowego bloku serce rzeczywiście zaczęło pompować krew szybciej. Sekretny rytm pukania do drzwi kojarzył jej się mgliście z dzieciństwem, z zabawami, jakie grała z innymi dzieciakami w rodzinie. Smutny uśmiech zatlił jej się na ustach, gdy na chwilę zapadła się w tym wspomnieniu, zaraz jednak zgasł na słowo wybraną. Gdzieś w środku, w Saskii, coś zrobiło fikołka, nie będąc pewnym, czy się lękać, czy czuć ukontentowaną. Nikt nigdy nie uważał jej za wybraną, co więcej, nigdy nawet nie czuła się specjalnie wyjątkowa, czy chciana. Jakiś zakamarek jej duszy wciąż jednak próbował przebić się egocentryzmem i samouwielbieniem przez grubą pierzynę auto-nienawiści i takie słowa jak wybraniec czy jedyna sprawiały, że pani doktor oblewała się szczenięcym rumieńcem. Może dlatego, że nie zdarzało jej się w życiu słyszeć tych zwrotów w stosunku do własnej osoby?
Chrząknęła.
- Słucham? - Zmrużyła oczy, by wypatrzeć coś we wszechobecnych ciemnościach, jednak migotliwy blask padający z tańczącego płomyka nie był najlepszym źródłem poznawczym. - Ym. Chętnie? - Próbowała rozejrzeć się po pomieszczeniu, by zanotować jakikolwiek jego układ, jakieś meble czy coś, co mogłoby jej podszepnąć, co się tu właściwie dzieje. Spojrzała nawet pytająco na babcię, choć ta zdawała się nie przyglądać jej wyrazom twarzy. Skąd akurat wiedzieli, jak jej na imię? Poczuła zaraz lekki ucisk w piersi, czy teraz właśnie miała stać się bohaterką wspaniałej historii jak z ukochanych książek?
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pchli targ   Nie 19 Lis 2017, 14:25
Jeśli uważasz, że historia, której częścią się stałaś, może być w jakimkolwiek stopniu wspaniała, więcej nosisz w sobie optymizmu niż rozumu, droga pani doktor.
Wzrok powoli przyzwyczaja się do półmroku panującego w mieszkaniu, lecz z ciemności nie wyłaniają się żadne konkretne kształty poza wyraźniej zarysowanymi sylwetkami siedzących w okręgu osób. Przez ich twarze co rusz przemykał cień podrygującego nerwowo płomyka świecy, mogłaś jednak zauważyć, że większość z nich jest od ciebie starsza, tylko dwójka zdawała się być w studenckim wieku.
Staruszka, która cię przyprowadziła zniknęła ci z oczu w jednym z bocznych pomieszczeń. Zabrzęczały tylko koraliki zasłonki imitującej drzwi, cała reszta dźwięków, jakie do ciebie dochodziły, mogły być wszystkim i niczym. Może trzymają tu strzygę? Może prowadzą badania podobne twoim? Może są grupą mugolskich szaleńców, która porywa naiwne czarownice? Trzaski i blaszane stukoty przerywa odgłos gotującej się w czajniku wody. Chwilę później do pogrążonego w ciszy pomieszczenia znów wchodzi twoja przewodniczka, wręczając ci parującą, glinianą czarkę. Przez mocny, ziołowy aromat przebija się zapach lawendy, ale czy jako tak uzdolniony lekarz, będziesz w stanie wyczuć dodatek dendery, muszkatu i hyzopu? Skoro zaszłaś już tak daleko, odważysz się zrobić jeszcze jeden krok, byś może decydujący o tym, czy poznasz rozwiązanie zagadki, którą stała się dla ciebie króciutka, listowna wiadomość?
- Pij i słuchaj – poleciła kobiecina, błyskając zębami w uśmiechu, który w jej intencjach mógł uchodzić za dobrotliwy, jednak w rzeczywistości sprawiał, że przez ciało przebiegały ciarki.
- Nie bój się. – Po tych słowach zwykle następują same złe rzeczy. – Jesteśmy ci wdzięczni, że zdecydowałaś się przyjść. To znaczy, że nie myliliśmy się co do twojej osoby i nasza sprawa nie jest ci obojętna – zaczął mężczyzna, który wcześniej cię powitał. Nachylił się lekko do przodu, dzięki czemu mogłaś dostrzec jego twarz. Ciemne kędziory opadały mu na czoło, na orlim nosie opierały się okulary w rogowej oprawie, a brodę znaczył kilkudniowy zarost. Ciężko było uznać go za przystojnego, lecz miękki baryton jego głosu sprawiał, że łatwo można było uwierzyć w dobre intencje i prawdziwość jego słów. – Nie będziemy trzymać cię w niepewności, wystarczająco długo czekasz na wyjaśnienia. Chcieliśmy prosić cię o pomoc. Zapewne słyszałaś o jajkach Fabergé? Część z nich uchodzi za zaginione zarówno w mugolskim, jak i naszym świecie. Chodzą jednak słuchy, że zgubami zaopiekowała się Starszyzna i trzyma je w reprezentacyjnych komnatach Pałacu Sprawiedliwości.
Przerwał na chwilę swoją opowieść, prosząc gestem dłoni o przyniesienie czegoś. Zainteresował cię ten wstęp, Saskio? Wciąż wygląda ci to na jedną z czytywanych przez ciebie historii? Spójrz więc na jajo, które przyniósł jeden z mężczyzn. Trudno stwierdzić, co błyszczy bardziej: ono czy twoje oczy.
- To wierna kopia duńskiego jaja królewskiego. Z pewnych względów potrzebujemy jednak oryginału, który znajduje się w prawosławnej kapliczce w Pałacu. Nikt z nas nie może podmienić tego cuda samemu, ponieważ nie jesteśmy tam mile widziani, ty jednak nie wzbudzisz żadnych podejrzeń, zwłaszcza jeśli podmiany dokonasz w czasie tej kwesty, która lada dzień odbędzie się w ogrodach Pałacu. Pomożesz nam odzyskać to, co należy się ludowi? – Możesz odnosić wrażenie, że masz jeszcze jakieś wyjście, że możesz zdecydować, czy wciąż chcesz brać w tym wszystkim udział. Ale chyba sama zdajesz sobie sprawę z tego, Saskio, że wiesz już za dużo i odmowa udzielenia pomocy nie wchodzi wcale w grę. Zresztą, chyba nawet nie masz ochoty rezygnować, bo wyobraźnia podsuwa ci szereg wspaniałych scenariuszy. – Hojnie odpłacimy ci za twój trud.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Pchli targ   Wto 28 Lis 2017, 16:01
Wspaniałość przygód można interpretować wielorako, przecież zarówno wielkie romanse jak i głębokie tragedie noszą w sobie pierwiastek niesamowitości, czyż nie? W ulubionych książkach Godunovej nawet ulubieni bohaterowie czasem ginęli w dramatycznych okolicznościach, wyciskając łzy z oczu czytającego i powodując kilkudniową depresję. Czy myślała o tym, że może dziś umrzeć? Chyba nie bardzo, wciąż zdawało jej się, że ten cały list, te wodniki i sekretna sekta to jakiś kawał albo przygoda, za którą pewnie słono sobie policzą, a nie była pewna, czy wzięła ze sobą wystarczającą ilość rubli. Była jednak gotowa płacić, choć jeszcze nie wpadło jej do głowy, że mogą chcieć od niej coś innego niż pieniądze. Każda mała przygoda była lepsza od kolejnego nudnego dnia jej życia, każdy ból lepszy od bólu istnienia, czyż nie?
- Dziękuję - mówi, przyjmując od staruszki czarkę. Nie byłaby sobą, gdyby jej nie obwąchała przynajmniej lekko, nagminne zażywanie przedziwnych eliksirów, które testowała przed badaniami wyczuliło ją na popełnianie takich drobnych błędów jak kredyt zaufania. Zdarzyło jej się zamówić dostawę od tego lewego alchemika z Finlandii czy skąd on tam był i tak bezmyślnie zmieszała eliksiry myśląc, że to to, co zamówiła, że skończyła z głową w sedesie na trzy dni. Musiała wziąć urlop w pracy.
Nie umknęła jej dendera ani hyzop i może dlatego z zupełnie innym nastawieniem wysłuchała tego, co mieli jej do powiedzenia. Delikatny aromat ziół na prawdomówność, trochę halucynogenny, czy aż tak zależało im na tym, by odkryć jakie miała do nich podejście? Przysunęła czarkę do ust, próbując udać, że pociąga z niej maciupki łyk bez dotykania ustami powierzchni parującej cieczy, zaraz jednak gdy mężczyzna zaczął mówić opuściła dłonie, odsuwając je od twarzy.
Przysłuchiwała się w milczeniu temu o czym opowiadał i choć twarz miała pozbawioną wyrazu to serce i tak zatrzepotało jej szaleńczo w piersi, gdy się tak do niej nachylał. Fabergé nie było jej jakoś wybitnie znanym terminem, w związku z czym wysłuchała z uwagą całego wywodu o tym jakie są cenne, tak cenne, że Starszyzna okrywa jedno w Pałacu Sprawiedliwości. Rzeczywiście, gdy inny jegomość pojawił się z kopią aż westchnęła, przyglądając się delikatnej powierzchni, misternym zdobieniom - było przepiękne.
- Hm? - Aż zawiesiła się na chwilę, chrząknęła jednak zaraz. - Ludowi? - zamrugała lekko, czy to Raskolnicy? Uśmiechnęła się słabo, szczerze, to w porównaniu Starszyzny i ludu zawsze było jej bliżej do tego drugiego. Rody słowiańskie dla takiego zjadacza chleba jak Godunova to przecież tylko figura, są tam gdzieś i zajmują się czym - uśmiechaniem się, wydawaniem pieniędzy i bankietów, balami i dobieraniem futer do sukienek. To z szarymi ludźmi spędzała czas, to im ratowała życie i wycierała z brody ślinę, gdy dostawali zapaści na ostrym dyżurze. To ich mijała na ulicy, robili jej kaweę w kawiarni i im płaciła za bułki rano. Czy pomoże odzyskać to, co się należało ludowi?
Nie trzeba pytać dwa razy.
- Pomogę. - Kiwnęła głową, w kwestii zaś zapłaty zmarszczyła lekko brwi. - Jeśli chodzi o odpłatę… - Nie wiedziała czy jest w pozycji, by stawiać jakieś warunki, kto nie ryzykuje jednak - nie wygrywa.
- Nie potrzebuję pieniędzy, żyję dość skromnie i dobrze mi z tym, prowadzę jednak badania i byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście rozpatrzyli wsparcie ich w jakiś możliwy dla was sposób…
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pchli targ   Pon 11 Gru 2017, 14:45
- Uglemavane. – Zaklęcie przecina ciszę, jaka na moment zapanowała w pokoju, gdy każda z obecnych osób skierowała swój wzrok na ciebie, Saskio, oczekując twojej reakcji, czekając na twoje słowa niczym wierni pragnący spijać mądrości głoszone przez patriarchę Aleksego II. Zgodzisz się? Twoje zawahanie i niepewność odbijają się na ich twarzach niepokojem – czyżby znowu się pomylili, znowu zwiodły ich pozory, a może napar, który miałaś wypić, okazał się za słaby, bo chyba nie okazałaś się tak nierozsądna, by go nawet nie skosztować? Gdy jednak fałszywe jajko Fabergé przybrało rozmiary pozwalające bezproblemowo schować je w damskiej torebce, wypowiadasz magiczne słowo, niemal natychmiast odczarowując wszystkich spiskowców. Każdy z nich wyraźnie się rozluźnił: niektórzy wygodniej usadowili się na krzesłach, inni pozwolili sobie przetrzeć dłonią zmęczoną twarz, kilkoro głębiej odetchnęło, jakby przez tych parę chwil wstrzymywali oddech. – Proszę. Od teraz powodzenie zadania znajduje się wyłącznie w twoich rękach. Nie zapomnij przywrócić go do normalnych rozmiarów, gdy oryginał umieścisz w tej torbie. – Lider otaczającej cię grupki Raskolników udziela ostatnich wskazówek i przypomnień, wstając w pewnym momencie i podchodząc do ukrytej w cieniu szafki. Wracając w krąg światła, widzisz w jego ręce prosty, materiałowy worek ze sznurowaniem u góry. Jest mniejszy od zwyczajnej torby, a pozwijany na pewno się w niej zmieści. – Jest zaklęta: wszystko, co do niej włożysz, będzie mógł wyjąć tylko ktoś inny, w tym przypadku jeden z naszych ludzi, który odpowiedzialny będzie za odebranie od ciebie przesyłki. Ponadto każdy przedmiot, który w niej umieścisz automatycznie zmniejsza swoją wagę i masę pięciokrotnie, dlatego nie będziesz musiała stosować na interesującym nas jajku dodatkowych czarów. Schowaj to. Och, i dokończ, proszę, napój. Uwierz, nie chcesz taką błahostką urazić matuszki Lariny – dodał uprzejmie, nachylając się w twoją stronę, by nadać tym konkretnym słowom jeszcze większej konspiracyjnej nuty. Odchrząknął jednak zaraz, prostując się i odchodząc kawałek, zatrzymując się opodal wejścia do pokoju. – Natomiast o ostatecznej formie odpłaty porozmawiamy, kiedy dostaniemy artefakt, niemniej będziemy mieli na uwadze twoją prośbę. Pamiętaj, dostań się do kapliczki. Po wszystkim nawiążemy z tobą kontakt. A teraz wracaj prosto do domu i z nikim nie rozmawiaj o naszym spotkaniu.
Mężczyzna gestem ręki wskazał ci wyjście z mieszkania. Przy drzwiach wyjściowych znowu pojawiła się starowinka, która wcześniej cię tu wprowadziła, gotowa ponownie towarzyszyć ci w krótkiej drodze powrotnej na targowisko. Wygląda na to, że wielka przygoda dopiero się dla ciebie zaczyna.

Saskia z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Pchli targ   
Powrót do góry Go down
 
Pchli targ
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: