Навигация

Gabinet Alekseia
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Gabinet Alekseia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieGabinet Alekseia   Sro 27 Wrz 2017, 14:36
Gabinet Alekseia

To właśnie tu Aleksei Karamazov podejmuje ważnych gości, popija ognistą z najbliższymi przyjaciółmi i wypłaca pensje pracownikom swojego lokalu. Utrzymany w ciemnych, stonowanych barwach gabinet znajduje się na końcu korytarza na pierwszym piętrze i nie wyróżnia się niemal niczym szczególnym na tle innych pokojów przeznaczonych do tego typu celów. Znajdziemy tu zarówno biurko nieustannie zasypane papierami, w których nawet sam właściciel nie jest w stanie się do końca połapać, jak i wygodne skórzane kanapy usytuowane tuż obok kominka. Ściany z kolei zmienione zostały w biblioteczki oraz barek, w którym jeszcze nigdy nie zabrakło alkoholu.



Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob 03 Mar 2018, 15:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 20 Paź 2017, 22:54
Złamać najdroższe z serc. Patrząc w tę czerń oczu, doświadczyć zmiany ich nastroju. I z podekscytowanego spojrzenia widzieć, jak nagle ucieka życie, jak energia cała gaśnie, jak brwi unoszą się w zdumieniu, a zaraz skupiają w największym zdenerwowaniu. Uciekałam w popłochu, zostawiłam maskę w gabinecie szefa i z wielkim bólem serca wróciłam po nią przy pomocy rąk pani Grażynki, która sprząta co ranek.
Złamać najdroższe z serc. Należące do kogoś, komu opowiedziałam historię kobiety, którą zawsze chciałam być. Eterycznej, posiadającej niewinną tajemnicę, wielkie serce i obowiązek otoczenia kogoś opieką. W tym właśnie wyobrażeniu zakochaliśmy się oboje. W postaci, którą stworzyłam dla niego, w postaci, która wkrótce dawała mi tak wiele dobrych wspomnień. Przechodząc teraz korytarzem, wspominam wieczór w którym wynajął dla nas cały miejski park, bo powiedziałam, że bardzo lubię tam przychodzić. Rozłożył koc, przyniósł moje ulubione przekąski, a później leżeliśmy ze splecionymi dłońmi i patrzyliśmy na gwiazdy. Był tym, czego chce każda młoda dziewczyna i nie mógł poznać prawdy o mnie. Moglibyśmy tak w nieskończoność, wierzę w to najmocniej.
Upadły wszystkie złudzenia, kiedy dwa dni temu rozwiązał maskę. Prosiłam, żeby tego nie robił, wiedziałam, że to nie wpłynie na nas dobrze. Mi odebrało mowę, kiedy odkryłam, że szefem tego przybytku jest mężczyzna, którego uważałam za księcia na białym koniu. Nie rozważałam wtedy awantury, bo bałam się o swoją skórę. Jeżeli ja go rozpoznałam, to on też miał to uczynić. Był przełożonym i chociażbym bardzo oponowała mógł zdjąć maskę, mógł dowiedzieć się - no cóż, że ta jego wymarzona kobieta to jedynie mara, kłamstwo, nic więcej.
Nie miałam gdzie uciec, a dwa dni po klęsce naszych odkryć dowiedziałam się, że inna dziewczyna zajmuje moje miejsce w grafikach moich klientów. Uśmiechem przywitałam panicza P. ale on został przeprowadzony do kogoś innego. Był skonsternowany i domagał się, żebym to ja go przyjęła, ale wtedy powiedziano mu, że nie chcę go widzieć. To jeszcze mocniej go podjarało i zapłacił tyle, że właściwie to mógłby mieć z trzy inne. A mnie oddelegowano do domu i dopiero dziś po południu dowiedziałam się, że takie zajście miało miejsce.
Dlatego pojawiam się pod gabinetem pana Karamazova i pukam dwa razy. Czekam i patrzę na paznokcie swoje, nieco obdrapane. Mam sukienkę do połowy uda, która konczy mi się na ramionach, prawie całkowicie je odsłaniając. Jako tamta Marcelina, nigdy nie ubrałabym się w ten sposób. Ale on już wiedział, że t a m t a moja twarz była nieco nieprawdziwa. A ja wiedziałam, że jak ubiorę się tak, to może nie będzie mógł się tak dobrze skupić i dostanę nieco lżejszy wyrok.
Czy mam wyrzuty sumienia? A czy ziemia jest okrągła? Obgryzam paznokcie i drzwi się otwierają. Patrzę moimi smutnymi oczami w jego smutne oczy i nagle pojmuję: on mógł być moim wszystkim.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 13:08
Jestem zmęczony. Późno wróciłem, wcześnie wstałem. Nie spałem więc prawie wcale. Po raz kolejny myśli porwały mnie w nocny galop, w prezencie zostawiając cienie pod oczami. Nie zjadłem śniadania. Wypiłem kawę i zapaliłem papierosa przy oknie w kuchni, tak żeby Pippa nie musiała znowu biadolić, że śmierdzi, że niezdrowo i że choć pies pali to jej gremlini kot niekoniecznie. Oczekiwałem choćby cienia grymasu na jej nieskazitelnym, bladym obliczu jednak zamiast tego, dostałem milczącego towarzysza kolejnego majowego poranka, który najwyraźniej postanowił wywiercić mi dziurę w czaszce, swym spojrzeniem.
- Nie teraz Pippo - oświadczam spokojnie, zbierając z krzesła marynarkę i zarzucając ją na swe barki nieśpiesznie. Całuję siostrę w czubek jasnej głowy i wychodzę. Wychodzę do miejsca, które choć ograbione zostało z tytułu azylu przez tego samego złodzieja, który kilka lat temu skradł również moje serce, wciąż pozostaje miejscem, w którym mogę w spokoju zebrać myśli a tego chyba potrzebuję teraz najbardziej. Przemykam niczym cień korytarzami Masquerade, racząc jedynie machnięciem ręki ludzi, którzy najwyraźniej mają do mnie jakąś sprawę. Zatrzaskuję za sobą drzwi gabinetu i mam nadzieję, że przez następne parę godzin będę mógł podjąć próbę poskromienia demonów. Najpierw w swoim umyśle, później w prawdziwym życiu. Wyciągam z kieszeni marynarki w pośpiechu poskładany kawałek papieru, jaki dziś rano dostarczył orzeł Sorokiny i jeszcze raz, w spokoju studiuję nakreślone przez nią zapewne w gniewie i żalu słowa. Zaciskam palce na cienkim pergaminie (który nawet trochę pachnie tą, która została mi przyrzeczona) zastanawiając się, jak bardzo musiały dotknąć ją wyplute przeze mnie słowa, zaledwie wieczór wcześniej i czy istnieje jakaś szansa, na odkupienie swych win. Nie sądzę, by rozumiała co tak naprawdę się stało. Jest porywcza i gwałtowna, mówi często szybciej, niż zdoła pomyśleć a to, często prowadzić może do sytuacji gorszych, niż ta, która miała miejsce w restauracji.
Dwa stuknięcia.
Delikatniejsze niż zwykle. Nie mógł być więc to Anton. Jeśli nie on to kto? Ledwo podnoszę różdżkę, by machnąć nią w stronę drzwi, które nim ponownie zdołam schować wylew nienawiści pod moim adresem do kieszeni płaszcza, zdążą się otworzyć. Podnoszę swój wzrok znad biurka i żałuję, że w ogóle tej różdżki dotknąłem. Nie uciekam jednak wzrokiem, chwilę pozwalam jej patrzeć w swoje oczy, które prawdopodobnie są odbiciem i jej spojrzenia.
Okrutny żart losu, Alekseiu.
- Czego chcesz? - pytam, może zbyt szorstko ale nie potrafię wykrzesać z siebie choćby krzty entuzjazmu. Nie dla mnie dziś wymuszone uśmiechy i elokwentnie składane zdania. Skłamałbym, gdybym powiedział, że cieszę się, że ją widzę. Nie, nie cieszę się wcale. Mam wrażenie, że zaraz zwrócę kawę, którą i tak ledwo co wypiłem. Ta koronka. Ta szpilka. Ta sukienka, która ledwo zasłania jej drobne ciało. Czuję ucisk w klatce piersiowej i już dłużej nie dam rady patrzeć w jej kierunku. Spuszczam więc wzrok na stertę nieważnych papierów, wałęsających się po powierzchni hebanowego biurka. - Jestem dość zajęty, mam nadzieję, że to coś pilnego.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 13:59
Marcelina tak się mu przygląda z progu pokoju, który nazwał swoim gabinetem. Siedzi tam taki przystojny, milczący i zmęczony. Ciekawa jest, czym się tak zmęczył, czy może pił całą noc, żeby nie pamiętać o tym, jak dwa dni temu zastał ją tu jako swoją pracownicę? Nie rozmawiali, więc miała czas na to, żeby wymyślić, jak mu się wytłumaczyć. I nic nie wymyśliła oprócz tego, że powie mu, że tak naprawdę wcale nie ma siostry i jest biedna, gdyż wydała wszystko na biały proszek i kryształowe zapomnienie. Jest zły, słyszy jak mówi. Odsuwa rękę i opiera się o odrzwia czekając, aż znów na nią spojrzy. Gdybym wiedziała, że jest właścicielem takich przybytków, to nie opowiadałaby mu bajek z księżyca. Miała go za inną osobę, więc dlaczego to ona ma czuć się winna? Czy zbesztana przez ten jego ton niedelikatny, a szorstki.
- Widzę. - I dlatego, że widzi, to postanawia wejść do gabinetu i zamknąć za sobą cicho drzwi. Jest jak kot, który zniszczył wazon z piętnastego wieku i wie, że zrobił coś złego, ale nie do końca wie co. Bo czy zdaje sobie sprawę z tego, co źle zrobiła? Byli z Aloszą na kilku wspaniałych randkach i powoli zakochiwała się w tych jego oczach, wierząc w każde słowo, którym ją częstował. Było jej tak wspaniale i wygodnie w tym, że nie chciała nic niszczyć. Dlatego wie, że zrobiła coś nie tak, widzi, w jakim jest stanie.
- Pomyślałam, że porozmawiamy, skoro ostatnio nam się to nie udało. - Przesuwa się kilka kroków w przód, ale nie za dużo. Obserwuje go bacznie, w obawie, że rzuci w nią przedmiotem i każe się wynosić, tak jak zrobił to ostatnio.
Patrzy pod nogi, żeby się nie wywrócić na dywanie, w który wbijają się te szpile wysokie. Przez moment nawet zastanawia się, czy jeszcze pamięta, że z miesiąc temu powiedział mi przez domofon w kamienicy, że ją kocha. Jeżeli był tak bardzo pijany, że tego nie pamięta, to może powinna mu przypomnieć? Nagle wydaje jej się, że to mogłaby być jej najlepsza obrona.
- Nie sądzisz, że powinieneś mi coś wyjaśnić? - pyta, zakłada włosy za ucho i patrzy na niego spokojna jakbym spotkała go w sklepie z biżuterią i dziwiła się, że kupuje obrączki. I chociaż wtedy pewnie uśmiechałaby się na myśl, że może to dla niej, to teraz uśmiecha się gorzko i bardzo delikatnie, gdyż boi się, że nie będzie chciał z nią już nigdy rozmawiać.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 14:39
Wbijam wzrok w biurko i udaję, że przeglądam jakiś ważny dokument, który wcale dokumentem nie jest, nawet świstkiem niezbyt ważnym, bo to chyba jakiś stary kosztorys remontu, co przecież się już dawno odbył. Przekładam pokreślone kartki pergaminu z lewej strony na prawą i prawej na lewą, nieśpiesznie, powoli, co jakiś czas zatrzymując swój wzrok na wyrytych nań słowach, które jednak nie pozostają w mej głowie dłużej, niż zdołam zatrzymać na nim swe spojrzenie. Udaję więc, że jestem zajęty, choć tak naprawdę mam masę czasu, choć niekoniecznie dla niej, niekoniecznie na to, by się z nią zmierzyć. Najpierw miała być teoria, później praktyka. Nie jestem gotowy, nie chcę. Mimo to jednak słucham uważnie każdego słowa, jakie opuszcza jej karminowe wargi, które jeszcze nie tak dawno temu lubiłem przygryzać. Nie patrzę w jej kierunku, a mimo to kątem oka zauważam, jak się zbliża i serce zaczyna mi bić coraz szybciej, jak wtedy, kiedy zerwałem z niej maskę ułudy, którą zdawała się częstować mnie od samego początku. Czego więc chce, po co tu przyszła. Czy nie dość mnie już upokorzyła? Byłem gotów dla niej do najśmielszych posunięć i deklaracji, byłem gotów zrezygnować ze wszystkiego a ona? Nawet nie uraczyła mnie pożegnaniem, kiedy to z dnia na dzień postanowiła zniknąć z mojego życia. Ostatnie zdanie, wwierca się w moje wnętrzności, niczym sporych rozmiarów świder i nie pozwala dłużej trwać w udawanej obojętności.
- Słucham? - pytam, a głos grzęźnie mi gdzieś w gardle. Odchrząkuję więc cicho i zmieniam pozycję, opierając się o oparcie miękko obitego fotela, ponownie zatapiając w niej swe ponoć smutne spojrzenie. - Ja powinienem wyjaśniać coś Tobie? - znów pytam, nie spuszczając z jej na nieszczęście moje, pięknych oczu wzroku nawet na sekundę. Nie mogę patrzeć ale i nie mogę odwrócić od niej swej twarzy. Mimo tego co zrobiła, wciąż lubię zawieszać na niej swej uwagę, choć teraz nie sprawia to już przyjemności a ból.
- A nie uważasz, że powinno być odwrotnie? Że jeśli ktoś z naszej dwójki winny jest drugiemu wytłumaczenia, to właśnie Ty mnie? - jedna z brwi wędruje ku górze, a głos mój może brzmieć nieco arogancko. Nic na to nie poradzę. Wzbudza we mnie emocje, których nie jestem w stanie kontrolować. Nie wiem tylko, czy to ciągle ona, czy sama sytuacja w której się zaśmieliśmy. Czekam jednak, aż jej usta ponownie się otworzą, by uraczyć mnie pewnie równie ciętą odpowiedzią, która pewnie znów popchnie mnie na granice cierpliwości. Już teraz ciężko jest mi się kontrolować, gdyby nie zmęczenie, prawdopodobnie już szykowałbym się do wyrzygania jej wszystkiego, co leży mi na sercu. I może byłoby tak znacznie łatwiej, gdybyśmy postanowili nawrzeszczeć na siebie, by pół przybytku słyszało kłótnię kochanków, jednak nie wiedzieć czemu, znów wybieraliśmy opcję gry. Być może natura gracza była tą, z którą nie dane nam było wygrać.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Czw 16 Lis 2017, 14:59
Ja nie uważam się za gracza, chociaż gdyby ktoś mnie zobaczył, uznałbym że jestem graczem wybornym. Mam uśmiech ponętny, mam kolano odsłonięte i pokazuję teraz Aleksejowi, że tak wiele  moglibyśmy ugadać, gdyby tylko pozwolił sobie nie być nam nie obrażonym. Bo jest na mnie obrażony, widzę to jak na dłoni.
I kto na kogo, a kto przez kogo. Niepotrzebnie dałam mu możliwość myślenia, że jestem kimś więcej niż tylko sobą, ale każda dziewczyna może marzyć prawda? Zgubiłam spojrzenie w jego twarzy i czekam aż uniesie na mnie wzrok. Tak dawno się nie widzieliśmy, a kiedy w końcu się spotkaliśmy, to uciekłam zanim zdążyłam się nacieszyć z tego, że jest tu.
Jak wiele bym dała, wtedy, te dwa dni temu, żeby nie zdejmował mej maski i nie kazał mi rozmawiać. Mogłabym wtedy patrzeć całą noc, albo przynajmniej pół godziny i mogłabym słuchać wszystkiego co chciałby powiedzieć komuś tak nieważnemu jak ja. I za tę jedną noc w jego ramionach mogłabym oddać wszystko. A tak, to zbyt prędko dowiedział się, kim jestem, zbyt szybko zmarszczyło się jego czoło, a ja widząc iskry złości w oczach do których tęskniłam, zbyt szybko uciekłam.
I wracam dziś, zastanawiam się, czy wie dlaczego wróciłam. Gdyby nie był sobą, a zupełnie obcym mi człowiekiem, nigdy bym nie wróciła tutaj do pracy. Ale Alosza na dobre siedział w moim sercu i nie mogłam pozbyć się go tak z dnia na dzień. Kiedy ostatni raz próbowałam zniknąć z jego życia, to tak bardzo na tym ucierpiałam. Pamiętam, że obmyśliłam sobie specjalną drogę do miasta, która nie zahaczała za miejsca, które kojarzyły mi się z Aloszą. Na przykład nie mogłam przechodzić przez park w którym całowaliśmy się schowani pod pergolami bzów. Nie wchodziłam na ulicę przy której było pięć kawiarni w których na zmianę piliśmy kawę i jedliśmy ciastka. Wolałam iść na około, albo nie iść wcale. Później widywałam go, jak szedł ulicą, albo jak odbijał się w lustrze witryny sklepowej, czasami w tłumie rozpoznawałam jego twarz. A potem spotkałam go calutkiego pijanego i wykorzystałam to, że nie pamiętał nic kolejnego dnia (a w każdym razie, upewniłam się, że nie będzie pamiętał, dając mu do wypicia o dwie szklanki alkoholu za dużo). Przez chwile było nam tak dobrze, że nie chciałam wcale, żeby o mnie zapominał. Ale wiedziałam, że nie mogę mu tego zrobić, wiec podałam mu wódkę i skończył się sen. Przeprowadziłam się  do innego mieszkania, zmieniłam pracę. A później jeszcze raz. I okazało się, że jest moim szefem.
- Jeżeli chodzi ci o to, dlaczego urwałam nasz kontakt, to chyba to oczywiste w tym momencie? - rozkładam ręce i unoszę brodę, żeby mu pokazać, że nie boję się mówić prawdy. Może wcześniej tak nie było, ale on miał być idealny, miał być księciem, a nie kimś kto kłamie równie wiele jak ja. Zawiódł mnie i nie mogłam dać mu się teraz zdeptać.
- Myślę, że oboje jesteśmy sobie winni wytłumaczenia - odpowiadam więc pewna siebie, pewna, że mam jednak w tym wszystkim chociaż odrobinę racji. Rozglądam się po gabinecie, ale z niewiadomych przyczyn krzesło dla odwiedzającego stoi zbyt daleko, jakby nie było dla mnie przeznaczone. Dlatego nie siadam, dlatego patrzę na niego z góry. - Nie mówiłeś mi czym na prawdę się zajmujesz - postanawiam być pierwszą, która powie prawdę i to co jej na sercu leży. Niewykluczone, że jednak będziemy na siebie krzyczeć, lecz póki co, to jest mi jedynie przykro, tak bardzo przykro, że miałam go za restauratora a nie burdeltatę. - Gdybym nie dowiedziała się w ten sposób, to pewnie nigdy bym nie wiedziała, że wcale nie jesteś idealny - aż mi łzy w oczach stanęły, lecz mrugam prędko, żeby nie robić z igły widły i płakać zanim jeszcze padną pierwsze słowa sztylety.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Wto 21 Lis 2017, 17:36
Tym razem nie odpuszczam, tym razem dzielnie znoszę spojrzenie jej brązowych oczu. Zastanawiam się czy słowa, którymi mnie uraczy jedynie przybliżą mnie do granic wytrzymałości czy wypchną już poza nie. Czy zdołam opanować rosnący we mnie z każdą sekundą, z którą przedłuża się jej pobyt wśród tych czterech ścian, ból i gniew? Jak daleko posunę się, kiedy już uda jej się wyprowadzić mnie z równowagi? A uda się jej z pewnością, jeśli nadal będzie się tak wiercić w tych kilku zszytych ze sobą skrawkach materiału, plotąc trzy po trzy.
Parskam głośno, podnosząc się z fotela i odwracam od niej swoje spojrzenie. Spoglądam w stronę okna, gdzie przez zasłonięte niedbale zasłony przebijają się leniwe promienie słoneczne. Zabije ją. Ją albo siebie. Albo oboje. Tylko które najpierw? Wracam więc do niej spojrzeniem a ona powinna już wiedzieć, że nie będziemy w spokoju odbijać piłeczki, nie dziś.
- Oczywiste? - pytam, a brwi unoszę wyżej niż poprzednio. - Oczywiste? - powtarzam, nie siląc się na zachowanie spokoju. Zamiar ten od początku był bowiem skazany na porażkę. Walę dłońmi w biurko, tak, że aż kałamarz skaczę na kilka centymetrów ku górze, rozlewając swą zawartość na rozrzucone po blacie pergaminy. Nie dbam o to. Nie dbam w tym momencie o nic. Ani o to czy nas usłyszą, ani o to, czy ten pokój za chwilę zamieni się w pobojowisko. - Nic! Nic Marcelino nie jest tutaj oczywiste! - cedzę przez zęby słowa, wwiercając się w nią swym rozjuszonym spojrzeniem.
Odwracam się od niej i wiedziony jej następnymi słowami, swe kroki kieruję w stronę barku. Nie mogę jej słuchać. Nie mogę z nią rozmawiać. Ta kobieta doprowadza mnie do szaleństwa. W szybkim i niezbyt ostrożnym geście chwytam jedną z kryształowych szklanek w jedną dłoń a w drugą udziwnianą zdobieniami karafkę, wypełnioną whisky. Czy ona ma świadomość tego co zrobiła? Czy ma pojęcie, jak wyglądało moje życie po jej zniknięciu? Czy wie kim dzięki niej się stałem? Wysoce wątpliwe. Nalewam sobie brunatnego trunku i niemal cały od razu w siebie wlewam. Na ironię, tylko ten palący mnie od środka wysokoprocentowy alkohol zdaje się jeszcze gasić pożar, wywołany jej osobą.
- Idealny? - pytam, nalewając sobie drugą porcję. Mam zamiar wychylić ją równie szybko co poprzednią, mimo, że zegar dopiero co wybija godzinę czternastą. - Nikt nie mówił, że jestem idealny. Wybacz mi więc ale nie mogę odpowiadać za fałszywy obraz mnie, jaki sobie wykreowałaś - odpowiadam ściszając swój głos i przykładając szło ponownie do swych warg. Dociera do mnie, że ona również nie może odpowiadać za to, jaki obraz jej stworzyłem w swojej głowie i ponownie coś kłuje mnie dotkliwie w klatce piersiowej.
- Mówisz, że chcesz rozmawiać, dobrze. Usiądź więc proszę  i porozmawiajmy - gestem ręki wskazuję jej jedną z dwóch sof ustawionych pod oknem. Spokój na który silę się, a który jest ledwo słyszalny w moim głosie jest tylko chwilowy. Nalewam sobie trzecią porcję, lecz tym razem nim rozrzedzę nią swą krew, spojrzę kolejny raz na Marcelinę i zadam jej pytanie.
- Robiłaś to już wtedy? Puszczałaś się za pieniądze, będąc ze mną?
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Czw 23 Lis 2017, 11:34
Marcelinie nie podoba się ten podniesiony głos. Ale nie może się dziwić, że się pojawił. Tak wiele mieli sobie do powiedzenia, a on szczególnie miał powody do tego, żeby się oburzać. Przecież to ona zniknęła bez słowa. Gdyby on zniknął wtedy i gdyby się spotkali z pół roku później, to pewnie by mu łeb ukręciła za to, że ja zostawił.
- Chodzi o to .... - zastanawia się, a cisza wybrzmiewa o tyle głośniej że przed chwilą przecież podniósł głos. - .. że ty nic o mnie nie wiesz, Alosza
Nie wie, że Marcelina nie ma siostry, że nie ma normalnej rodziny, że jej ojciec był potworem, że jej psychika nie może być normalna. Że wiedziała, ze musi odejść, bo przecież był dla niej zbyt dobry.
Nikt nie mówił, że jest idealny? Och głuptasek z tego Aloszy, doprawdy!
- Ja mówiłam! - zdenerwowała się, bo co on jej tutaj zaprzeczał. Ona go miała za najbardziej idealnego ze wszystkich. Gdyby miała pieniądze na farby, to by wymalowała jego portretami cały Ermitaż. Idzie usiąść, ale w drodze się burzy: - Jak miałam inaczej sądzić, skoro byłeś taki porządny, dżetelmeński, ja nigdy nikogo takiego nie znałam. Myślałam, że to jakiś sen, że chcesz spędzać ze mną czas. A teraz okazuje się, że masz burdel- tu siadła na tej sofie i kręci głową. No świetnie, jej idealny książe z bajki to alfons. W sumie to by do niej pasowało. Cała jest taka nieudana, to i książe powinien być jakiś taki odklejony.
Zaraz unosi rękę w niezadowoleniu na jego słowa.
- Och więc teraz to nazywa się puszczanie za pieniądze, a nie pomoc dla dziewczyny, bo tylko seksem zarobisz na życie ? - odpowiada cała w nerwach. Och, jak mógł zadać to pytanie, przecież czy on sądzie, że ona przyszła do niego do pracy, bo uwielbia jak obcy faceci, grubi i spoceni, jak oni ją dotykali? Przecież to są podwójne stadardy! Tak to zatrudniał wszystkie dziewczęta, które miały smutne oczy i mówiły, że bardzo potrzebują pieniądza. Przecież Anton wcale nie sprzedał jej innej bajki, niż Alosza sprzedawał dziewczynom. I co, może nigdy, kiedy zatrudniał te swoje pracownice, nigdy nie pomyślał "a gdyby to była Marcela, a gdyby to była Filipa, a gdyby chodziło o jakąkolwiek inną dziewczynę".
Ona patrzy jak on pije, jak się już nawet nie krzywi, jak wlewa w siebie ten alkohol i zaraz będzie tak pijany, że nic im po jakiejkolwiek sensownej rozmowie. Pociąga nosem i patrzy gdzieś w kąt sufitu.
- Wolałbyś pewnie usłyszeć że nie. Albo że tak, wtedy mógłbyś sobie to wszystko wytłumaczyć - zgaduje i tak na prawdę to nie odpowiedziała mu. Ale przecież gdyby przyznała, że nie, to jak wtedy mógłby zrozumieć, dlaczego robi to teraz? Może łatwiej by było, gdyby zaczął tak sądzić? Ale dla niego tylko, bo ona zostałaby z tym ciężarem, który właśnie rośnie jej w piersi. Czy on wie, że jego reakcja, a nawet sama obecność, tak bardzo źle na nią wpływają? Jakby miała znów zmierzyć się z tym co pół roku temu nie odstępowało jej na krok, kiedy musiała zniknąć z jego życia.
- Alosza, ty za dużo pijesz - mówi chowając spojrzenie w dłoniach, ułożonych na udach. Zwracanie mu w tym momencie uwagi, że on za dużo pije, było kolejnym przykładem podwójnych standardów. On nie mógł wpaść w alkoholizm, ale ona była ćpunką, która zarabiała na swoje rzeczy pracując u niego. Ale mimo wszystko przejawiała tutaj człowiecze odruchy, zwracając mu na to uwagę. Przecież przejmowała się nim i jego zdrowiem, nawet jeżeli spoglądając teraz na niego, uświadamiała sobie, że kiedy odeszła, musiał bardzo balować z rozżalenia. I to ją bardzo zabolało, chyba nie sądziła, że tak to na niego wpłynie. A dlatego tak się bała, żeby nie został alkoholikiem, bo przecież jej ojciec był i alkoholikiem i potworem. Nie chciałaby widzieć tego samego w Aloszy, którego przecież darzyła uczuciami najcieplejszymi.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 05 Sty 2018, 17:19
Codzienny spokój lodowego spojrzenia zdaje się być jedynie wspomnieniem. Jakby cały mój wizerunek pozbawionego uczuć potwora, który tak starannie budowałem od czasu jej zniknięcia, nagle rozsypał się w drobny mak. Jasne tęczówki bardziej niż lodową grań przypominały teraz grzbiety wzburzonych fal, za taflą szklanego spojrzenia myśli szalał bowiem sztorm myśli. Wbijam w nią swe rozjuszone spojrzenie, dopijam resztki zalegające w kryształowej szklance i sam już nie wiem, co jeszcze trzyma mnie w ryzach. Parskam głośno - na tyle, że parę kropel brunatnego trunku zdołało na powrót znaleźć się na moich wargach. Ocieram niespiesznie usta, po czym wyginając je w ironicznym uśmiechu, przygryzam dolną wargę. Wszystko, co wypływa z ust Marceliny, cała ta niespójność słów, zdań, sprzecznych ze sobą informacji, wszystko to zaczyna mnie bawić.
- Wybacz mi ale odnoszę wrażenie, że nie przemyślałaś sobie do końca swojej wizyty tutaj - rzucam w jej kierunku, a w głosie mym oprócz zrezygnowania zaczyna się odzywać whisky. Odwracam się od niej i nalewam sobie ostatnią już szklankę - ostatnią podczas jej pobytu w moim gabinecie. Tak, właśnie tyle czasu zostało Ci Marcelino na te Twoje marne wypociny, które aż proszą się o miano pierdolenia ale jak słusznie zauważyłaś, jestem "dżentelmeński" i przy kobietach raczę powściągać się od podobnych bluźnierstw - nieważne, czy siedziała obok mnie dama, czy zwykła dziwka. Chwytam w dłoń kryształ, karafkę i leniwym krokiem w końcu udaję się w stronę drugiej kanapy, na której to zasiadam ciężko. Tak samo ciężko wypuszczam z płuc powietrze, na krótką chwilę pozwalając sobie schować twarz w dłoniach. Nie wiem, czy dam radę się tak z nią tu przepychać. Nie wiem, czy wierzę w choć jedno słowo, które dziś opuściło jej wargi. Nie wiem co robić. Najchętniej przepędziłbym ją stąd jak najprędzej i kazał nie wracać ale... No właśnie. Czy można było tak uczynić z kimś, do kogo żywiło się uczucia równie gorące, jak ja do niej?
- Po co tu przyszłaś Marcelino? - pytam w końcu, pomijając jej wcześniejszą paplaninę. - Po to, by mnie umoralniać? By mówić mi, że piję za dużo a prowadzenie burdelu godzi w moją reputację? - pytam retorycznie, parskam i ponownie zanurzam swe wargi w palącym gardło trunku. Niech daruje sobie tę sztuczną troskę, zgrywanie przejętej. Jakoś większych oporów nie miała by mnie porzucić.
- Jeśli liczysz, ze ukoję ból wyrzutów sumienia, to jesteś w błędzie - rzucam po chwili, lecz nie patrzę już na nią a na resztkę whisky, która jeszcze zakrywa spód obracanej w palcach szklanki. - Musimy ponosić konsekwencje za swoje czyny. Zdecydowałaś się odejść, poświęcić to co było między nami - oto Twoja cena - przełykam kolejny łyk i przenoszę na nią swe spojrzenia. Nie daje mi większego wyboru, muszę zrobić to co konieczne, nawet jeśli uzna mnie za dupka. Ta rozmowa, jej obecność tutaj, to nic innego jak rozdrapywanie starych ran. Żadne słowo, żaden czyn nie zmieni już tego co się stało. Podrywam się więc z kanapy i  kieruje swe kroki do biurka z którego wyciągam szarobrązową kopertę, wypełnioną pieniędzmi.
- Anton popełnił błąd zatrudniając Cię tutaj ale ja go naprawię - wypowiadam te słowa półszeptem, jednak mogę być pewien, że dotarły one uszu Marceliny. Łapię się na tym, że wpatruję się w kopertę nieco zbyt długo. Odbijam się więc na pięcie i kładę przed nią na stole szary pakunek. - Półroczna pensja puls zadośćuczynienie za odebranych klientów.
Później już tylko z bólem żegnamy się bez słowa - ona śpiesznym krokiem opuszczając mój gabinet, ja dolewając sobie kolejnej porcji alkoholu.
Chcąc budować przyszłość, nie możemy żyć w przeszłości. Podjąłeś słuszną decyzję Alekseiu.

Marcelina i Aleksei z tematu.
Powrót do góry Go down
 
Gabinet Alekseia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee


Skocz do: