Навигация

Gabinet Alekseia
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Gabinet Alekseia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieGabinet Alekseia   Sro 27 Wrz 2017, 14:36
Gabinet Alekseia

Utrzymany w rodowych barwach gabinet – to właśnie tu Aleksei spędza większość czasu. Sporych rozmiarów biurko wykonane z ciemnego drewna zdaje się przyciągać wzrok każdego, kto tylko przekroczy próg pokoju. W ścianie, pod jednym z obrazów znajduje się sejf. Jest on jednak pilnie strzeżony przez damę znajdująca się na płótnie a ta, przy choćby najmniejszej próbie dostania się do niego, wszczyna alarm. Po prawej stronie od wejścia, tuż pod oknem usytuowana jest kanapa oraz dwa fotele, oddzielone od siebie niewielkim stołem. W pokoju znajduje się również sporych rozmiarów barek, a w nim tylko najlepsze alkohole, sprowadzane z najróżniejszych zakątków świata.

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 27 Wrz 2017, 17:41
Która to godzina? Pierwsza? Druga? Wytężam wzrok, próbując skupić go na wskazówkach zegara, które chyba wcale nie chcą być przeze mnie zauważone. Walczę jednak, ze sobą, z alkoholem buzującym we krwi i z tymi cholernymi wskazówkami, co to nie chcą zatrzymać się w miejscu. Po kilku minutach daję jednak za wygraną, nie mam siły dłużej wpatrywać się w zdobiące ścianę ustrojstwo. Odbijam się więc od biurka, na którym jeszcze przed chwilą opierałem cały ciężar swojego ciała i chwiejnym krokiem zmierzam w stronę barku, w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ukoić ból codziennej egzystencji. Mamrocząc pod nosem niezrozumiałe obelgi w kierunku zegara, zagłębiam się coraz bardziej w kryształowe karafki, które to raz po raz odbijają się od siebie, drażniąc mój słuch niemiłosiernie. W końcu moja dłoń zaciska się na jednej z nich i delikatnie - a przynajmniej tak mi się wydaje - wyciągam ją z odmętów szklanej gabloty. Następnym i końcowym już przystankiem na mej trasie jest karmazynowa kanapa, obok której na stoliku znajdują się bogato zdobione kieliszki i szklanki - pozostałości sprzed kilku godzin, kiedy to wraz z Antonem przygotowywaliśmy się do wielkiego otwarcia. Zapadam się miękko w sofie, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku od całego zgiełku, jaki towarzyszył moim uszom przez ostatnie kilka godzin. Nie żebym nie lubił wystawnych przyjęć, lejącego się strumieniami alkoholu i towarzystwa pięknych dam - wszak nie było w moim życiu rzeczy sprawiających mi większej przyjemności - jednak inaczej się  sprawa ma kiedy jest się gościem, a inaczej kiedy gospodarzem.
Potrzebowałem dosłownie paru minut spokoju, a spokój ten, mogłem znaleźć jedynie tutaj. Sięgnąłem więc do wewnętrznej kieszeni marynarki, by wydobyć z niej nieco zmięta już paczkę papierosów oraz zapalniczkę, na której połyskiwały złote inicjały - AK. Nie minęło parę sekund a w moich płucach już krążyła nikotyna, dość irracjonalnie ale pozwalając mi tym samym na pełniejszy oddech. Dość nonszalancko odrzuciłem zestaw cichego zabójcy na stolik i zająłem się napełnianiem kryształowej szklanki, brunatnym trunkiem. Na mojej twarzy malował się uśmiech, zbyt przesadny, zbyt pyszny. Wiedziałem, że mi się udało, że mój plan okazał się strzałem w dziesiątkę. Burdel pod przykrywką restauracji? To miał być początek czegoś nowego, czegoś wielkiego. Czegoś, co przyniesie mi nie tylko uznanie nie tylko w kręgach zepsutej arystokracji ale też reszty czarodziejskiego świata, opływającego w złoto i koneksje. Z satysfakcją opróżniałem misternie zdobione szło z resztek spoczywającego na jego nie alkoholu, kiedy moich uszu dobiegł dziwny hałas, tym samym zakłócając mój upragniony spokój.
- Anton? - rzuciłem w eter, docierając do framugi drzwi, na której postanowiłem oprzeć swą ciemną czuprynę. Jednak zamiast wiernego przyjaciela, mój błędny wzrok napotkał jedną z dam, w towarzystwie zbyt nachalnego klienta. Wyprostowałem się więc i nie wypuszczając z ust papierosa, przystąpiłem parę kroków w jego kierunku. - Dama chyba nie jest zainteresowana Twoim towarzystwem - zauważyłem spokojnie, przy okazji wypuszczając w jego kierunku resztki nikotyny. - I nic dziwnego, była w drodze do mnie - podkreśliłem ostatnie słowa, sięgając wolną ręką w jej kierunku. Zacisnąłem swe palce na smukłym przedramieniu blondynki, by w następnym geście przyciągnąć ją do siebie w dość mało delikatny sposób. Mój wzrok nie spoczął na niej dłużej, niż kilka sekund, ponownie skupiając się na sylwetce nieznajomego delikwenta. - Wierzę, że trafisz sam do wyjścia - dodałem chłodno, odwracając się na pięcie i wraz z dziewczyną znikając za drzwiami gabinetu.
Zgasiłem niedopałek w popielniczce znajdującej się na skraju kawowego stolika, drugą ręką zaś sięgnąłem po karafkę, w celu uzupełnienia procentów we krwi.
- Napijesz się? - spytałem, przysuwając ku sobie jedną z czystych szklanek. Nie zamierzałem czekać odpowiedzi, już po chwili i drugie szkło zabarwiło się brunatnym trunkiem. - Proszę - rzuciłem, przesuwając naczynie w jej kierunku - tym samym, dając jej również pozwolenie na zajęcie któregoś z miejsc siedzących. Wyglądała na zagubioną, może nawet trochę wystraszoną. Potrafiłem to dostrzec nawet z tej odległości i nawet jeśli jej większa cześć twarzy, pozostawała ukryta pod maską. Ciche parsknięcie wydobyło się z pomiędzy moich warg, które szybko jednak zatuszowałem łykiem ognistej.
- Czego się tak boisz? - spytałem, wlepiając w nią swe nietrzeźwe spojrzenie. Może nieco zbyt pewne, zbyt głodne. Była tu sama. Tylko ona, ja i towarzystwo czterech ścian - które bardzo szybko z azylu, mogły przekształcić się w złotą klatkę.
Jak więc myślisz księżniczko? Trafiłaś na księcia czy na wilka?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

23 lata

półkrwi

neutralny

dama kameliowa
http://petersburg.forum.st/t1033-sveta#3662
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 04 Paź 2017, 13:09
Czas przelatywał przez palce i odbierał trzeźwość umysłu, dokładnie tak samo jak dźwięki muzyki, która z każdą kolejną minutą stawała się irracjonalnie nieznośna. Drażniła już nie tylko zmysły Svetlany, ale także jej ciało, które wręcz błagało o chwilę spokoju i ukojenia, jakby nie mogło wytrzymać tej feerii barw odciskającej się przykrym piętnem na zbrukanej przez mrok skórze.
Zbyt dużo ludzi.
Zbyt dużo informacji.
Zbyt dużo wszystkiego.
Alkohol lejący się strumieniami sprawiał, że traciła pewność siebie, bo od miesięcy nie otumaniała się nim, by móc pracować. Myślała o małej Tanyi, która potrzebowała tych pieniędzy, wszak Sveta nadal łudziła się, że wystarczy pomoc medyka. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jej iskierka jest po prostu niemową, wszak było to jedną z najbardziej przykrych wizji jakie tylko mogła wykreować. To dlatego przestał ją obrzydzać dotyk mężczyzn, tych bardziej wyrafinowanych i tych szukających ukojenia w brutalności, której tak bardzo się lękała. Pozwalała im na spełnianie swoich zachcianek, by tylko odczuli zadowolenie i byli hojniejsi; to zawsze działało. Dziś jednak oczekiwała tylko względnego spokoju, gdyż zarówno spięte mięśnie jak i strudzony szarą rzeczywistością umysł, domagały się odpoczynku.
Wolnym krokiem zmierzała do alkowy, by móc pozbyć się tych fatałaszków i wreszcie zacząć być kimś bardziej realnym niż wykreowaną na podstawy nowego przedstawienia laleczką przyozdobioną drogimi kosmetykami i zapachami, których nie powstydziłaby się żadna arystokratka. To on pozostawał nadal problemem, z którym nie umiała sobie poradzić, pomimo zakładanych masek. Jego obecność, którą czuła tuż za plecami, wzrok którego się bała, podobnie jak wyginające się w rozbrajającym uśmiechu wargi. Tego jednego wieczora, gdy była do dyspozycji wszystkich - jej tęczówki spoglądały jedynie na niego, by raz jeszcze nauczyć się Karamazova na pamięć i mieć pewność, że nie powinna wchodzić mu w drogę, zwłaszcza teraz, kiedy stała się jego własnością.
Nagły dotyk na drobnym nadgarstku i przyparcie do ściany zrodziło w niej obawę. Nie odczuwała komfortu, tak samo jak nie odpowiadała jej woń pijackiego upojenia nieznajomego, który w swych poczynaniach był coraz bardziej śmiały, a ona pomimo sprytu - nie potrafiła się wyswobodzić. Dopiero szczęk drzwi, które otworzyły się nieopodal, zmusiły ją do spojrzenia w tamtą stronę. Zastygła w bezruchu jak marmurowy posąg i przygryzła policzek od środka. Wolała uciec od tego, zapaść się pod ziemię, byle wydostać się z paszczy lwa. Już miała nawet odpowiedzieć, gdy to męska dłoń ujęła jej ramię i jednym sprawnym pociągnięciem zmusiła do wejścia do środka.
To twój koniec, Sveta.
Przyglądała się strojnemu wnętrzu, tak samo jak szklanym karafkom, których było za dużo. Wzrokiem przesuwała po obrazach, czerwonych sofach i sylwetce mężczyzny, by tylko nie myśleć o tym, co się zaraz wydarzy. Łapała się na tym, że odczuwała swoistego rodzaju strach przed jego gniewem, nieprzewidywalnym i raniącym, ale to przecież ona pierwsza wykonała na nim emocjonalną egzekucję, której żałowała najbardziej. Trzeźwość przywrócił jej dopiero w momencie, gdy podsunął ku niej szkło z bursztynowym płynem, na co od razu pokręciła głową. Nie zamierzał zmieniać swoich postanowień; nawet dla niego.
- Dziękuje - wymamrotała niewyraźnie i pod nosem, wreszcie odsuwając się na bezpieczną odległość. Oczekiwała, że zaraz będzie mogła wyjść, a on nigdy więcej nie dopuści się zaproszenia jej do swojego gabinetu. Usiadła na sofie i skuliła się niemal jak małe dziecko; dłonie splotła w koszyczek, a wzrok spuściła na smukłe uda, które okraszone były pończochami o koronkowym wykończeniu.
- Czego pan ode mnie oczekuje? - zapytała z trudem, choć próbowała nadać barwie swojego głosu nieco głębszego brzmienia, byle jej nie rozpoznał. Chciała też wybadać w ten sposób grunt, bo choć była pewna, że nie zrobi nic wbrew jej woli, tak nie mogła przewidzieć jego reakcji.
Wiedziała, że jest winna.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 04 Paź 2017, 13:54
Barwa jej głosu - choć nieco zmieniona - cięła dzielące nas powietrze, nieprzyjemnie drażniąc słuch. Brzmiała dziwnie znajomo. Nie mogłem jednak dopasować jej do żadnej z twarzy, którą wydobywałem z najgłębszych czeluści wspomnień. Świdrowałem ją wzrokiem, w którym jeszcze chwilę temu nie można było dostrzec niczego innego, jak pożądania. Teraz, nabrał on chłodu, błąkał się w nich cień podejrzliwości. Była piękna, niewątpliwie. Piękna i tajemnicza. Dokładnie taka, jaka miała być. Dokładnie taka, jaka powinna być każda z jego dam. Przesunąłem wzrokiem wzdłuż jej filigranowej figur, od gorsetu aż po pończochy, których koronka - w przeciwieństwie do głosu - przyjemnie drażniła wszelkie zmysły. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, by po prostu po nią sięgnąć. Po to co mi się należało. Po to, co było moje. Szybko jednak powstrzymałem swe zwierzęce zapędy, postanawiając zgrywać czarującego arystokratę, jeszcze przez jakiś czas. Wszak budowanie napięcia od zawsze było moją ulubioną przystawką. Postanowiłem więc nie zadręczać się przemyśleniami, na temat możliwej znajomości siedzącej przede mną kobiety. Wszak w swoim łóżku gościłem wiele kobiet, tak jak i sam gościłem w łóżkach wielu kobiet. Być może kiedy udało nam się wpaść na siebie w podobnych okolicznościach.
Noc była jeszcze młoda, mieliśmy wiele czasu na zrzucenie aury tajemniczości. Posłałem jej więc nieco pobłażliwe spojrzenie, jako odpowiedź na jej odmowę w kwestii alkoholu.
- Jesteś pewna? - spytałem, łapiąc szkło w opuszki dłoni, gotów przyciągnąć je w swoim kierunku. Nie zwykłem nalegać, prosić czy błagać. Jeśli czegoś chciałem, po prostu to brałem. Jeśli czegoś wymagałem, miało to być spełnione. Proste, czyż nie? - Wyglądasz, jakbyś potrzebowała czegoś mocniejszego - zacząłem, dając jej tym samym ostatnią szansę na pochwycenie kryształu. - Jeśli jednak nie chcesz, nie będę nalegał. Być może należysz do tego rodzaju osób, które lubią być nękane przez własne demony - rzuciłem w jej kierunku, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak trafne były moje słowa. Przyciągnąłem trunek w swoim kierunku, gotów do kontynuowania swego diablego monologu.
A przecież nieładnie się bawić jedzeniem, Aleks.
Kiedy z ust mojej uroczej towarzyszki padły słowa, które przyprawiły mnie o ciche parsknięcie. Pokręciłem głową, zastanawiając się co też takiego ona może w niej mieć, zadając mi podobne pytanie. Czego oczekuję? Ja? A czegóż oczekiwać może pan od swej ladacznicy. Z pewnością nie planowałem rozmawiać z nią o sytuacji politycznej ani o pogodzie. Najwyraźniej ten delikwent z korytarza, musiał przycisnąć ją do ściany trochę mocniej, niż sytuacja tego wymagała. Wygiąłem więc swe usta w nieco nonszalanckim, bezczelnym uśmiechu i podnosząc wzrok z nad alkoholu, skierowałem w jej stronę pytanie numer jeden.
- A jak myślisz? - spytałem, zapadając się w miękkim oparciu sofy. - Czego mógłbym od Ciebie chcieć? - nie wierzyłem, by była aż tak głupia, by nie wiedzieć czego od niej oczekiwałem. Jeśli więc próbowała grać, miałem zamiar pokazać jej, jak słabą aktorką była. A zdradzało ją niemal wszystko. Podkulona postawa, splecione dłonie, fakt, że nie spojrzała w moje oczy ani razu. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie odpowiadała mi ta sytuacja. Czułem jej uległość, strach. Delektowałem się nim jak najdroższym alkoholem.
- Powiedz mi więc, moja droga, jesteś masochistką? - pytanie numer dwa przecięło powietrze niczym dobrze wymierzony policzek. Z pewnością nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Liczyłem jednak, że prócz ładnych rysów twarzy i kształtnego ciała, jej głowa nosiła odpowiednią ilość oleju. Chciałem jeszcze trochę się z nią podroczyć, nim zerwę z niej pończochy, koronkę i odbiorę jej resztkę godności, której tak zawzięcie próbowała bronić.
To jak, moja piękna damo, jak brzmi odpowiedź na moje pytanie? Skoro tak się boisz, jakie diabły zagnały Cię do tego przybytku rozpaczy nadziei?
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-zrobie-ci-dobrze#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 20 Paź 2017, 22:54
Złamać najdroższe z serc. Patrząc w tę czerń oczu, doświadczyć zmiany ich nastroju. I z podekscytowanego spojrzenia widzieć, jak nagle ucieka życie, jak energia cała gaśnie, jak brwi unoszą się w zdumieniu, a zaraz skupiają w największym zdenerwowaniu. Uciekałam w popłochu, zostawiłam maskę w gabinecie szefa i z wielkim bólem serca wróciłam po nią przy pomocy rąk pani Grażynki, która sprząta co ranek.
Złamać najdroższe z serc. Należące do kogoś, komu opowiedziałam historię kobiety, którą zawsze chciałam być. Eterycznej, posiadającej niewinną tajemnicę, wielkie serce i obowiązek otoczenia kogoś opieką. W tym właśnie wyobrażeniu zakochaliśmy się oboje. W postaci, którą stworzyłam dla niego, w postaci, która wkrótce dawała mi tak wiele dobrych wspomnień. Przechodząc teraz korytarzem, wspominam wieczór w którym wynajął dla nas cały miejski park, bo powiedziałam, że bardzo lubię tam przychodzić. Rozłożył koc, przyniósł moje ulubione przekąski, a później leżeliśmy ze splecionymi dłońmi i patrzyliśmy na gwiazdy. Był tym, czego chce każda młoda dziewczyna i nie mógł poznać prawdy o mnie. Moglibyśmy tak w nieskończoność, wierzę w to najmocniej.
Upadły wszystkie złudzenia, kiedy dwa dni temu rozwiązał maskę. Prosiłam, żeby tego nie robił, wiedziałam, że to nie wpłynie na nas dobrze. Mi odebrało mowę, kiedy odkryłam, że szefem tego przybytku jest mężczyzna, którego uważałam za księcia na białym koniu. Nie rozważałam wtedy awantury, bo bałam się o swoją skórę. Jeżeli ja go rozpoznałam, to on też miał to uczynić. Był przełożonym i chociażbym bardzo oponowała mógł zdjąć maskę, mógł dowiedzieć się - no cóż, że ta jego wymarzona kobieta to jedynie mara, kłamstwo, nic więcej.
Nie miałam gdzie uciec, a dwa dni po klęsce naszych odkryć dowiedziałam się, że inna dziewczyna zajmuje moje miejsce w grafikach moich klientów. Uśmiechem przywitałam panicza P. ale on został przeprowadzony do kogoś innego. Był skonsternowany i domagał się, żebym to ja go przyjęła, ale wtedy powiedziano mu, że nie chcę go widzieć. To jeszcze mocniej go podjarało i zapłacił tyle, że właściwie to mógłby mieć z trzy inne. A mnie oddelegowano do domu i dopiero dziś po południu dowiedziałam się, że takie zajście miało miejsce.
Dlatego pojawiam się pod gabinetem pana Karamazova i pukam dwa razy. Czekam i patrzę na paznokcie swoje, nieco obdrapane. Mam sukienkę do połowy uda, która konczy mi się na ramionach, prawie całkowicie je odsłaniając. Jako tamta Marcelina, nigdy nie ubrałabym się w ten sposób. Ale on już wiedział, że t a m t a moja twarz była nieco nieprawdziwa. A ja wiedziałam, że jak ubiorę się tak, to może nie będzie mógł się tak dobrze skupić i dostanę nieco lżejszy wyrok.
Czy mam wyrzuty sumienia? A czy ziemia jest okrągła? Obgryzam paznokcie i drzwi się otwierają. Patrzę moimi smutnymi oczami w jego smutne oczy i nagle pojmuję: on mógł być moim wszystkim.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 13:08
Jestem zmęczony. Późno wróciłem, wcześnie wstałem. Nie spałem więc prawie wcale. Po raz kolejny myśli porwały mnie w nocny galop, w prezencie zostawiając cienie pod oczami. Nie zjadłem śniadania. Wypiłem kawę i zapaliłem papierosa przy oknie w kuchni, tak żeby Pippa nie musiała znowu biadolić, że śmierdzi, że niezdrowo i że choć pies pali to jej gremlini kot niekoniecznie. Oczekiwałem choćby cienia grymasu na jej nieskazitelnym, bladym obliczu jednak zamiast tego, dostałem milczącego towarzysza kolejnego majowego poranka, który najwyraźniej postanowił wywiercić mi dziurę w czaszce, swym spojrzeniem.
- Nie teraz Pippo - oświadczam spokojnie, zbierając z krzesła marynarkę i zarzucając ją na swe barki nieśpiesznie. Całuję siostrę w czubek jasnej głowy i wychodzę. Wychodzę do miejsca, które choć ograbione zostało z tytułu azylu przez tego samego złodzieja, który kilka lat temu skradł również moje serce, wciąż pozostaje miejscem, w którym mogę w spokoju zebrać myśli a tego chyba potrzebuję teraz najbardziej. Przemykam niczym cień korytarzami Masquerade, racząc jedynie machnięciem ręki ludzi, którzy najwyraźniej mają do mnie jakąś sprawę. Zatrzaskuję za sobą drzwi gabinetu i mam nadzieję, że przez następne parę godzin będę mógł podjąć próbę poskromienia demonów. Najpierw w swoim umyśle, później w prawdziwym życiu. Wyciągam z kieszeni marynarki w pośpiechu poskładany kawałek papieru, jaki dziś rano dostarczył orzeł Sorokiny i jeszcze raz, w spokoju studiuję nakreślone przez nią zapewne w gniewie i żalu słowa. Zaciskam palce na cienkim pergaminie (który nawet trochę pachnie tą, która została mi przyrzeczona) zastanawiając się, jak bardzo musiały dotknąć ją wyplute przeze mnie słowa, zaledwie wieczór wcześniej i czy istnieje jakaś szansa, na odkupienie swych win. Nie sądzę, by rozumiała co tak naprawdę się stało. Jest porywcza i gwałtowna, mówi często szybciej, niż zdoła pomyśleć a to, często prowadzić może do sytuacji gorszych, niż ta, która miała miejsce w restauracji.
Dwa stuknięcia.
Delikatniejsze niż zwykle. Nie mógł być więc to Anton. Jeśli nie on to kto? Ledwo podnoszę różdżkę, by machnąć nią w stronę drzwi, które nim ponownie zdołam schować wylew nienawiści pod moim adresem do kieszeni płaszcza, zdążą się otworzyć. Podnoszę swój wzrok znad biurka i żałuję, że w ogóle tej różdżki dotknąłem. Nie uciekam jednak wzrokiem, chwilę pozwalam jej patrzeć w swoje oczy, które prawdopodobnie są odbiciem i jej spojrzenia.
Okrutny żart losu, Alekseiu.
- Czego chcesz? - pytam, może zbyt szorstko ale nie potrafię wykrzesać z siebie choćby krzty entuzjazmu. Nie dla mnie dziś wymuszone uśmiechy i elokwentnie składane zdania. Skłamałbym, gdybym powiedział, że cieszę się, że ją widzę. Nie, nie cieszę się wcale. Mam wrażenie, że zaraz zwrócę kawę, którą i tak ledwo co wypiłem. Ta koronka. Ta szpilka. Ta sukienka, która ledwo zasłania jej drobne ciało. Czuję ucisk w klatce piersiowej i już dłużej nie dam rady patrzeć w jej kierunku. Spuszczam więc wzrok na stertę nieważnych papierów, wałęsających się po powierzchni hebanowego biurka. - Jestem dość zajęty, mam nadzieję, że to coś pilnego.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-zrobie-ci-dobrze#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 13:59
Tak się mu przyglądam z progu pokoju, który nazwał swoim gabinetem. Siedzi tam taki przystojny, milczący i zmęczony. Ciekawa jestem czym się tak zmęczył, czy może pił całą noc, żeby nie pamiętać o tym jak dwa dni temu zastał mnie tu jako swoją pracownicę? Nie rozmawialiśmy wcale, więc miałam całe dwa dni na to, żeby wymyślić jak mu się wytłumaczyć. I co wymyśliłam prócz tego, że powiem mu, że tak na prawdę wcale nie mam sioistry, a jestem biedna, bo wydałam wszystko na biały proszek i krzyształowe zapomnienie.
Jest zły, przecież słyszę jak mówi. Ja odsuwam rękę, której obgryzałam paznokcie od ust i opieram się o odrzwia czekając, aż znów na mnie spojrzy. Gdybym wiedziała, że jest właścicielem takich przybytków, to nie opowiadałabym mu bajek z księżyca. Miałam go za zupełnie inną osobę, więc dlaczego to ja mam czuć się winna? Czy zbesztana przez ten jego ton niedelikatny, a szorstki.
- Widzę - i dlatego, że widzę, to postanawiam wejść do gabinetu i zamknąć za sobą cicho drzwi. Jestem jak kot, który zniszczył wazon z piętnastego wieku i wie, że zrobił coś złego, ale nie do końca wie co. Bo czy ja wiem, co źle zrobiłam? Byliśmy z Aloszą na kilku wspaniałych randeczkach i powoli zapadałam się w te jego oczy i wierzyłam w każde słowo, którym mnie częstował. I było mi tak wspaniale i wygodnie w tym, że nie chciałam nic niszczyć. Dlatego wiem, że zrobiłam coś nie tak, bo widzę w jakim jest stanie.
- Pomyślałam, że porozmawiamy, skoro ostatnio nam się to nie udało - przesuwam się kilka kroków w przód, ale nie za dużo. Obserwuję go bacznie, w obawie, że rzuci we mnie przedmiotem i każe się wynosić, tak jak zrobił to ostatnio.
Patrzę pod nogi, żeby się nie wywrócić na dywanie w który wbijają się te szpile wysokie. Zastanawiam się, czy on jeszcze pamięta, że z miesiąc temu powiedział mi przez domofon w kamienicy, że mnie kocha. Jeżeli był tak bardzo pijany, że tego nie pamięta, to może powinnam mu przypomnieć? Nagle wydaje mi się, że to mogłaby być moja najlepsza obrona.
- Nie sądzisz, że powinieneś mi coś wyjaśnić? - pytam i zakładam włosy za ucho i patrzę na niego spokojna jakbym spotkała go w sklepie z biżuterią i dziwiła się, że kupuje obrączki. I chociaż wtedy pewnie uśmiechałabym się na myśl, że może to dla mnie, teraz uśmiecham się gorzko i bardzo delikatnie, bo boję się, że nie będzie chciał ze mną już nigdy rozmawiać.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Pią 03 Lis 2017, 14:39
Wbijam wzrok w biurko i udaję, że przeglądam jakiś ważny dokument, który wcale dokumentem nie jest, nawet świstkiem niezbyt ważnym, bo to chyba jakiś stary kosztorys remontu, co przecież się już dawno odbył. Przekładam pokreślone kartki pergaminu z lewej strony na prawą i prawej na lewą, nieśpiesznie, powoli, co jakiś czas zatrzymując swój wzrok na wyrytych nań słowach, które jednak nie pozostają w mej głowie dłużej, niż zdołam zatrzymać na nim swe spojrzenie. Udaję więc, że jestem zajęty, choć tak naprawdę mam masę czasu, choć niekoniecznie dla niej, niekoniecznie na to, by się z nią zmierzyć. Najpierw miała być teoria, później praktyka. Nie jestem gotowy, nie chcę. Mimo to jednak słucham uważnie każdego słowa, jakie opuszcza jej karminowe wargi, które jeszcze nie tak dawno temu lubiłem przygryzać. Nie patrzę w jej kierunku, a mimo to kątem oka zauważam, jak się zbliża i serce zaczyna mi bić coraz szybciej, jak wtedy, kiedy zerwałem z niej maskę ułudy, którą zdawała się częstować mnie od samego początku. Czego więc chce, po co tu przyszła. Czy nie dość mnie już upokorzyła? Byłem gotów dla niej do najśmielszych posunięć i deklaracji, byłem gotów zrezygnować ze wszystkiego a ona? Nawet nie uraczyła mnie pożegnaniem, kiedy to z dnia na dzień postanowiła zniknąć z mojego życia. Ostatnie zdanie, wwierca się w moje wnętrzności, niczym sporych rozmiarów świder i nie pozwala dłużej trwać w udawanej obojętności.
- Słucham? - pytam, a głos grzęźnie mi gdzieś w gardle. Odchrząkuję więc cicho i zmieniam pozycję, opierając się o oparcie miękko obitego fotela, ponownie zatapiając w niej swe ponoć smutne spojrzenie. - Ja powinienem wyjaśniać coś Tobie? - znów pytam, nie spuszczając z jej na nieszczęście moje, pięknych oczu wzroku nawet na sekundę. Nie mogę patrzeć ale i nie mogę odwrócić od niej swej twarzy. Mimo tego co zrobiła, wciąż lubię zawieszać na niej swej uwagę, choć teraz nie sprawia to już przyjemności a ból.
- A nie uważasz, że powinno być odwrotnie? Że jeśli ktoś z naszej dwójki winny jest drugiemu wytłumaczenia, to właśnie Ty mnie? - jedna z brwi wędruje ku górze, a głos mój może brzmieć nieco arogancko. Nic na to nie poradzę. Wzbudza we mnie emocje, których nie jestem w stanie kontrolować. Nie wiem tylko, czy to ciągle ona, czy sama sytuacja w której się zaśmieliśmy. Czekam jednak, aż jej usta ponownie się otworzą, by uraczyć mnie pewnie równie ciętą odpowiedzią, która pewnie znów popchnie mnie na granice cierpliwości. Już teraz ciężko jest mi się kontrolować, gdyby nie zmęczenie, prawdopodobnie już szykowałbym się do wyrzygania jej wszystkiego, co leży mi na sercu. I może byłoby tak znacznie łatwiej, gdybyśmy postanowili nawrzeszczeć na siebie, by pół przybytku słyszało kłótnię kochanków, jednak nie wiedzieć czemu, znów wybieraliśmy opcję gry. Być może natura gracza była tą, z którą nie dane nam było wygrać.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-zrobie-ci-dobrze#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Czw 16 Lis 2017, 14:59
Ja nie uważam się za gracza, chociaż gdyby ktoś mnie zobaczył, uznałbym że jestem graczem wybornym. Mam uśmiech ponętny, mam kolano odsłonięte i pokazuję teraz Aleksejowi, że tak wiele  moglibyśmy ugadać, gdyby tylko pozwolił sobie nie być nam nie obrażonym. Bo jest na mnie obrażony, widzę to jak na dłoni.
I kto na kogo, a kto przez kogo. Niepotrzebnie dałam mu możliwość myślenia, że jestem kimś więcej niż tylko sobą, ale każda dziewczyna może marzyć prawda? Zgubiłam spojrzenie w jego twarzy i czekam aż uniesie na mnie wzrok. Tak dawno się nie widzieliśmy, a kiedy w końcu się spotkaliśmy, to uciekłam zanim zdążyłam się nacieszyć z tego, że jest tu.
Jak wiele bym dała, wtedy, te dwa dni temu, żeby nie zdejmował mej maski i nie kazał mi rozmawiać. Mogłabym wtedy patrzeć całą noc, albo przynajmniej pół godziny i mogłabym słuchać wszystkiego co chciałby powiedzieć komuś tak nieważnemu jak ja. I za tę jedną noc w jego ramionach mogłabym oddać wszystko. A tak, to zbyt prędko dowiedział się, kim jestem, zbyt szybko zmarszczyło się jego czoło, a ja widząc iskry złości w oczach do których tęskniłam, zbyt szybko uciekłam.
I wracam dziś, zastanawiam się, czy wie dlaczego wróciłam. Gdyby nie był sobą, a zupełnie obcym mi człowiekiem, nigdy bym nie wróciła tutaj do pracy. Ale Alosza na dobre siedział w moim sercu i nie mogłam pozbyć się go tak z dnia na dzień. Kiedy ostatni raz próbowałam zniknąć z jego życia, to tak bardzo na tym ucierpiałam. Pamiętam, że obmyśliłam sobie specjalną drogę do miasta, która nie zahaczała za miejsca, które kojarzyły mi się z Aloszą. Na przykład nie mogłam przechodzić przez park w którym całowaliśmy się schowani pod pergolami bzów. Nie wchodziłam na ulicę przy której było pięć kawiarni w których na zmianę piliśmy kawę i jedliśmy ciastka. Wolałam iść na około, albo nie iść wcale. Później widywałam go, jak szedł ulicą, albo jak odbijał się w lustrze witryny sklepowej, czasami w tłumie rozpoznawałam jego twarz. A potem spotkałam go calutkiego pijanego i wykorzystałam to, że nie pamiętał nic kolejnego dnia (a w każdym razie, upewniłam się, że nie będzie pamiętał, dając mu do wypicia o dwie szklanki alkoholu za dużo). Przez chwile było nam tak dobrze, że nie chciałam wcale, żeby o mnie zapominał. Ale wiedziałam, że nie mogę mu tego zrobić, wiec podałam mu wódkę i skończył się sen. Przeprowadziłam się  do innego mieszkania, zmieniłam pracę. A później jeszcze raz. I okazało się, że jest moim szefem.
- Jeżeli chodzi ci o to, dlaczego urwałam nasz kontakt, to chyba to oczywiste w tym momencie? - rozkładam ręce i unoszę brodę, żeby mu pokazać, że nie boję się mówić prawdy. Może wcześniej tak nie było, ale on miał być idealny, miał być księciem, a nie kimś kto kłamie równie wiele jak ja. Zawiódł mnie i nie mogłam dać mu się teraz zdeptać.
- Myślę, że oboje jesteśmy sobie winni wytłumaczenia - odpowiadam więc pewna siebie, pewna, że mam jednak w tym wszystkim chociaż odrobinę racji. Rozglądam się po gabinecie, ale z niewiadomych przyczyn krzesło dla odwiedzającego stoi zbyt daleko, jakby nie było dla mnie przeznaczone. Dlatego nie siadam, dlatego patrzę na niego z góry. - Nie mówiłeś mi czym na prawdę się zajmujesz - postanawiam być pierwszą, która powie prawdę i to co jej na sercu leży. Niewykluczone, że jednak będziemy na siebie krzyczeć, lecz póki co, to jest mi jedynie przykro, tak bardzo przykro, że miałam go za restauratora a nie burdeltatę. - Gdybym nie dowiedziała się w ten sposób, to pewnie nigdy bym nie wiedziała, że wcale nie jesteś idealny - aż mi łzy w oczach stanęły, lecz mrugam prędko, żeby nie robić z igły widły i płakać zanim jeszcze padną pierwsze słowa sztylety.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Wto 21 Lis 2017, 17:36
Tym razem nie odpuszczam, tym razem dzielnie znoszę spojrzenie jej brązowych oczu. Zastanawiam się czy słowa, którymi mnie uraczy jedynie przybliżą mnie do granic wytrzymałości czy wypchną już poza nie. Czy zdołam opanować rosnący we mnie z każdą sekundą, z którą przedłuża się jej pobyt wśród tych czterech ścian, ból i gniew? Jak daleko posunę się, kiedy już uda jej się wyprowadzić mnie z równowagi? A uda się jej z pewnością, jeśli nadal będzie się tak wiercić w tych kilku zszytych ze sobą skrawkach materiału, plotąc trzy po trzy.
Parskam głośno, podnosząc się z fotela i odwracam od niej swoje spojrzenie. Spoglądam w stronę okna, gdzie przez zasłonięte niedbale zasłony przebijają się leniwe promienie słoneczne. Zabije ją. Ją albo siebie. Albo oboje. Tylko które najpierw? Wracam więc do niej spojrzeniem a ona powinna już wiedzieć, że nie będziemy w spokoju odbijać piłeczki, nie dziś.
- Oczywiste? - pytam, a brwi unoszę wyżej niż poprzednio. - Oczywiste? - powtarzam, nie siląc się na zachowanie spokoju. Zamiar ten od początku był bowiem skazany na porażkę. Walę dłońmi w biurko, tak, że aż kałamarz skaczę na kilka centymetrów ku górze, rozlewając swą zawartość na rozrzucone po blacie pergaminy. Nie dbam o to. Nie dbam w tym momencie o nic. Ani o to czy nas usłyszą, ani o to, czy ten pokój za chwilę zamieni się w pobojowisko. - Nic! Nic Marcelino nie jest tutaj oczywiste! - cedzę przez zęby słowa, wwiercając się w nią swym rozjuszonym spojrzeniem.
Odwracam się od niej i wiedziony jej następnymi słowami, swe kroki kieruję w stronę barku. Nie mogę jej słuchać. Nie mogę z nią rozmawiać. Ta kobieta doprowadza mnie do szaleństwa. W szybkim i niezbyt ostrożnym geście chwytam jedną z kryształowych szklanek w jedną dłoń a w drugą udziwnianą zdobieniami karafkę, wypełnioną whisky. Czy ona ma świadomość tego co zrobiła? Czy ma pojęcie, jak wyglądało moje życie po jej zniknięciu? Czy wie kim dzięki niej się stałem? Wysoce wątpliwe. Nalewam sobie brunatnego trunku i niemal cały od razu w siebie wlewam. Na ironię, tylko ten palący mnie od środka wysokoprocentowy alkohol zdaje się jeszcze gasić pożar, wywołany jej osobą.
- Idealny? - pytam, nalewając sobie drugą porcję. Mam zamiar wychylić ją równie szybko co poprzednią, mimo, że zegar dopiero co wybija godzinę czternastą. - Nikt nie mówił, że jestem idealny. Wybacz mi więc ale nie mogę odpowiadać za fałszywy obraz mnie, jaki sobie wykreowałaś - odpowiadam ściszając swój głos i przykładając szło ponownie do swych warg. Dociera do mnie, że ona również nie może odpowiadać za to, jaki obraz jej stworzyłem w swojej głowie i ponownie coś kłuje mnie dotkliwie w klatce piersiowej.
- Mówisz, że chcesz rozmawiać, dobrze. Usiądź więc proszę  i porozmawiajmy - gestem ręki wskazuję jej jedną z dwóch sof ustawionych pod oknem. Spokój na który silę się, a który jest ledwo słyszalny w moim głosie jest tylko chwilowy. Nalewam sobie trzecią porcję, lecz tym razem nim rozrzedzę nią swą krew, spojrzę kolejny raz na Marcelinę i zadam jej pytanie.
- Robiłaś to już wtedy? Puszczałaś się za pieniądze, będąc ze mną?
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-zrobie-ci-dobrze#4443
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Czw 23 Lis 2017, 11:34
Marcelinie nie podoba się ten podniesiony głos. Ale nie może się dziwić, że się pojawił. Tak wiele mieli sobie do powiedzenia, a on szczególnie miał powody do tego, żeby się oburzać. Przecież to ona zniknęła bez słowa. Gdyby on zniknął wtedy i gdyby się spotkali z pół roku później, to pewnie by mu łeb ukręciła za to, że ja zostawił.
- Chodzi o to .... - zastanawia się, a cisza wybrzmiewa o tyle głośniej że przed chwilą przecież podniósł głos. - .. że ty nic o mnie nie wiesz, Alosza
Nie wie, że Marcelina nie ma siostry, że nie ma normalnej rodziny, że jej ojciec był potworem, że jej psychika nie może być normalna. Że wiedziała, ze musi odejść, bo przecież był dla niej zbyt dobry.
Nikt nie mówił, że jest idealny? Och głuptasek z tego Aloszy, doprawdy!
- Ja mówiłam! - zdenerwowała się, bo co on jej tutaj zaprzeczał. Ona go miała za najbardziej idealnego ze wszystkich. Gdyby miała pieniądze na farby, to by wymalowała jego portretami cały Ermitaż. Idzie usiąść, ale w drodze się burzy: - Jak miałam inaczej sądzić, skoro byłeś taki porządny, dżetelmeński, ja nigdy nikogo takiego nie znałam. Myślałam, że to jakiś sen, że chcesz spędzać ze mną czas. A teraz okazuje się, że masz burdel- tu siadła na tej sofie i kręci głową. No świetnie, jej idealny książe z bajki to alfons. W sumie to by do niej pasowało. Cała jest taka nieudana, to i książe powinien być jakiś taki odklejony.
Zaraz unosi rękę w niezadowoleniu na jego słowa.
- Och więc teraz to nazywa się puszczanie za pieniądze, a nie pomoc dla dziewczyny, bo tylko seksem zarobisz na życie ? - odpowiada cała w nerwach. Och, jak mógł zadać to pytanie, przecież czy on sądzie, że ona przyszła do niego do pracy, bo uwielbia jak obcy faceci, grubi i spoceni, jak oni ją dotykali? Przecież to są podwójne stadardy! Tak to zatrudniał wszystkie dziewczęta, które miały smutne oczy i mówiły, że bardzo potrzebują pieniądza. Przecież Anton wcale nie sprzedał jej innej bajki, niż Alosza sprzedawał dziewczynom. I co, może nigdy, kiedy zatrudniał te swoje pracownice, nigdy nie pomyślał "a gdyby to była Marcela, a gdyby to była Filipa, a gdyby chodziło o jakąkolwiek inną dziewczynę".
Ona patrzy jak on pije, jak się już nawet nie krzywi, jak wlewa w siebie ten alkohol i zaraz będzie tak pijany, że nic im po jakiejkolwiek sensownej rozmowie. Pociąga nosem i patrzy gdzieś w kąt sufitu.
- Wolałbyś pewnie usłyszeć że nie. Albo że tak, wtedy mógłbyś sobie to wszystko wytłumaczyć - zgaduje i tak na prawdę to nie odpowiedziała mu. Ale przecież gdyby przyznała, że nie, to jak wtedy mógłby zrozumieć, dlaczego robi to teraz? Może łatwiej by było, gdyby zaczął tak sądzić? Ale dla niego tylko, bo ona zostałaby z tym ciężarem, który właśnie rośnie jej w piersi. Czy on wie, że jego reakcja, a nawet sama obecność, tak bardzo źle na nią wpływają? Jakby miała znów zmierzyć się z tym co pół roku temu nie odstępowało jej na krok, kiedy musiała zniknąć z jego życia.
- Alosza, ty za dużo pijesz - mówi chowając spojrzenie w dłoniach, ułożonych na udach. Zwracanie mu w tym momencie uwagi, że on za dużo pije, było kolejnym przykładem podwójnych standardów. On nie mógł wpaść w alkoholizm, ale ona była ćpunką, która zarabiała na swoje rzeczy pracując u niego. Ale mimo wszystko przejawiała tutaj człowiecze odruchy, zwracając mu na to uwagę. Przecież przejmowała się nim i jego zdrowiem, nawet jeżeli spoglądając teraz na niego, uświadamiała sobie, że kiedy odeszła, musiał bardzo balować z rozżalenia. I to ją bardzo zabolało, chyba nie sądziła, że tak to na niego wpłynie. A dlatego tak się bała, żeby nie został alkoholikiem, bo przecież jej ojciec był i alkoholikiem i potworem. Nie chciałaby widzieć tego samego w Aloszy, którego przecież darzyła uczuciami najcieplejszymi.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gabinet Alekseia   
Powrót do góry Go down
 
Gabinet Alekseia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee


Skocz do: