Навигация

Gabinet Alekseia
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Gabinet Alekseia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieGabinet Alekseia   Sro 27 Wrz 2017, 14:36
Gabinet Alekseia

Utrzymany w rodowych barwach gabinet – to właśnie tu Aleksei spędza większość czasu. Sporych rozmiarów biurko wykonane z ciemnego drewna zdaje się przyciągać wzrok każdego, kto tylko przekroczy próg pokoju. W ścianie, pod jednym z obrazów znajduje się sejf. Jest on jednak pilnie strzeżony przez damę znajdująca się na płótnie a ta, przy choćby najmniejszej próbie dostania się do niego, wszczyna alarm. Po prawej stronie od wejścia, tuż pod oknem usytuowana jest kanapa oraz dwa fotele, oddzielone od siebie niewielkim stołem. W pokoju znajduje się również sporych rozmiarów barek, a w nim tylko najlepsze alkohole, sprowadzane z najróżniejszych zakątków świata.

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 27 Wrz 2017, 17:41
Która to godzina? Pierwsza? Druga? Wytężam wzrok, próbując skupić go na wskazówkach zegara, które chyba wcale nie chcą być przeze mnie zauważone. Walczę jednak, ze sobą, z alkoholem buzującym we krwi i z tymi cholernymi wskazówkami, co to nie chcą zatrzymać się w miejscu. Po kilku minutach daję jednak za wygraną, nie mam siły dłużej wpatrywać się w zdobiące ścianę ustrojstwo. Odbijam się więc od biurka, na którym jeszcze przed chwilą opierałem cały ciężar swojego ciała i chwiejnym krokiem zmierzam w stronę barku, w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ukoić ból codziennej egzystencji. Mamrocząc pod nosem niezrozumiałe obelgi w kierunku zegara, zagłębiam się coraz bardziej w kryształowe karafki, które to raz po raz odbijają się od siebie, drażniąc mój słuch niemiłosiernie. W końcu moja dłoń zaciska się na jednej z nich i delikatnie - a przynajmniej tak mi się wydaje - wyciągam ją z odmętów szklanej gabloty. Następnym i końcowym już przystankiem na mej trasie jest karmazynowa kanapa, obok której na stoliku znajdują się bogato zdobione kieliszki i szklanki - pozostałości sprzed kilku godzin, kiedy to wraz z Antonem przygotowywaliśmy się do wielkiego otwarcia. Zapadam się miękko w sofie, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku od całego zgiełku, jaki towarzyszył moim uszom przez ostatnie kilka godzin. Nie żebym nie lubił wystawnych przyjęć, lejącego się strumieniami alkoholu i towarzystwa pięknych dam - wszak nie było w moim życiu rzeczy sprawiających mi większej przyjemności - jednak inaczej się  sprawa ma kiedy jest się gościem, a inaczej kiedy gospodarzem.
Potrzebowałem dosłownie paru minut spokoju, a spokój ten, mogłem znaleźć jedynie tutaj. Sięgnąłem więc do wewnętrznej kieszeni marynarki, by wydobyć z niej nieco zmięta już paczkę papierosów oraz zapalniczkę, na której połyskiwały złote inicjały - AK. Nie minęło parę sekund a w moich płucach już krążyła nikotyna, dość irracjonalnie ale pozwalając mi tym samym na pełniejszy oddech. Dość nonszalancko odrzuciłem zestaw cichego zabójcy na stolik i zająłem się napełnianiem kryształowej szklanki, brunatnym trunkiem. Na mojej twarzy malował się uśmiech, zbyt przesadny, zbyt pyszny. Wiedziałem, że mi się udało, że mój plan okazał się strzałem w dziesiątkę. Burdel pod przykrywką restauracji? To miał być początek czegoś nowego, czegoś wielkiego. Czegoś, co przyniesie mi nie tylko uznanie nie tylko w kręgach zepsutej arystokracji ale też reszty czarodziejskiego świata, opływającego w złoto i koneksje. Z satysfakcją opróżniałem misternie zdobione szło z resztek spoczywającego na jego nie alkoholu, kiedy moich uszu dobiegł dziwny hałas, tym samym zakłócając mój upragniony spokój.
- Anton? - rzuciłem w eter, docierając do framugi drzwi, na której postanowiłem oprzeć swą ciemną czuprynę. Jednak zamiast wiernego przyjaciela, mój błędny wzrok napotkał jedną z dam, w towarzystwie zbyt nachalnego klienta. Wyprostowałem się więc i nie wypuszczając z ust papierosa, przystąpiłem parę kroków w jego kierunku. - Dama chyba nie jest zainteresowana Twoim towarzystwem - zauważyłem spokojnie, przy okazji wypuszczając w jego kierunku resztki nikotyny. - I nic dziwnego, była w drodze do mnie - podkreśliłem ostatnie słowa, sięgając wolną ręką w jej kierunku. Zacisnąłem swe palce na smukłym przedramieniu blondynki, by w następnym geście przyciągnąć ją do siebie w dość mało delikatny sposób. Mój wzrok nie spoczął na niej dłużej, niż kilka sekund, ponownie skupiając się na sylwetce nieznajomego delikwenta. - Wierzę, że trafisz sam do wyjścia - dodałem chłodno, odwracając się na pięcie i wraz z dziewczyną znikając za drzwiami gabinetu.
Zgasiłem niedopałek w popielniczce znajdującej się na skraju kawowego stolika, drugą ręką zaś sięgnąłem po karafkę, w celu uzupełnienia procentów we krwi.
- Napijesz się? - spytałem, przysuwając ku sobie jedną z czystych szklanek. Nie zamierzałem czekać odpowiedzi, już po chwili i drugie szkło zabarwiło się brunatnym trunkiem. - Proszę - rzuciłem, przesuwając naczynie w jej kierunku - tym samym, dając jej również pozwolenie na zajęcie któregoś z miejsc siedzących. Wyglądała na zagubioną, może nawet trochę wystraszoną. Potrafiłem to dostrzec nawet z tej odległości i nawet jeśli jej większa cześć twarzy, pozostawała ukryta pod maską. Ciche parsknięcie wydobyło się z pomiędzy moich warg, które szybko jednak zatuszowałem łykiem ognistej.
- Czego się tak boisz? - spytałem, wlepiając w nią swe nietrzeźwe spojrzenie. Może nieco zbyt pewne, zbyt głodne. Była tu sama. Tylko ona, ja i towarzystwo czterech ścian - które bardzo szybko z azylu, mogły przekształcić się w złotą klatkę.
Jak więc myślisz księżniczko? Trafiłaś na księcia czy na wilka?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

23 lata

półkrwi

neutralny

dama kameliowa
http://petersburg.forum.st/t1033-sveta#3662
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 04 Paź 2017, 13:09
Czas przelatywał przez palce i odbierał trzeźwość umysłu, dokładnie tak samo jak dźwięki muzyki, która z każdą kolejną minutą stawała się irracjonalnie nieznośna. Drażniła już nie tylko zmysły Svetlany, ale także jej ciało, które wręcz błagało o chwilę spokoju i ukojenia, jakby nie mogło wytrzymać tej feerii barw odciskającej się przykrym piętnem na zbrukanej przez mrok skórze.
Zbyt dużo ludzi.
Zbyt dużo informacji.
Zbyt dużo wszystkiego.
Alkohol lejący się strumieniami sprawiał, że traciła pewność siebie, bo od miesięcy nie otumaniała się nim, by móc pracować. Myślała o małej Tanyi, która potrzebowała tych pieniędzy, wszak Sveta nadal łudziła się, że wystarczy pomoc medyka. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jej iskierka jest po prostu niemową, wszak było to jedną z najbardziej przykrych wizji jakie tylko mogła wykreować. To dlatego przestał ją obrzydzać dotyk mężczyzn, tych bardziej wyrafinowanych i tych szukających ukojenia w brutalności, której tak bardzo się lękała. Pozwalała im na spełnianie swoich zachcianek, by tylko odczuli zadowolenie i byli hojniejsi; to zawsze działało. Dziś jednak oczekiwała tylko względnego spokoju, gdyż zarówno spięte mięśnie jak i strudzony szarą rzeczywistością umysł, domagały się odpoczynku.
Wolnym krokiem zmierzała do alkowy, by móc pozbyć się tych fatałaszków i wreszcie zacząć być kimś bardziej realnym niż wykreowaną na podstawy nowego przedstawienia laleczką przyozdobioną drogimi kosmetykami i zapachami, których nie powstydziłaby się żadna arystokratka. To on pozostawał nadal problemem, z którym nie umiała sobie poradzić, pomimo zakładanych masek. Jego obecność, którą czuła tuż za plecami, wzrok którego się bała, podobnie jak wyginające się w rozbrajającym uśmiechu wargi. Tego jednego wieczora, gdy była do dyspozycji wszystkich - jej tęczówki spoglądały jedynie na niego, by raz jeszcze nauczyć się Karamazova na pamięć i mieć pewność, że nie powinna wchodzić mu w drogę, zwłaszcza teraz, kiedy stała się jego własnością.
Nagły dotyk na drobnym nadgarstku i przyparcie do ściany zrodziło w niej obawę. Nie odczuwała komfortu, tak samo jak nie odpowiadała jej woń pijackiego upojenia nieznajomego, który w swych poczynaniach był coraz bardziej śmiały, a ona pomimo sprytu - nie potrafiła się wyswobodzić. Dopiero szczęk drzwi, które otworzyły się nieopodal, zmusiły ją do spojrzenia w tamtą stronę. Zastygła w bezruchu jak marmurowy posąg i przygryzła policzek od środka. Wolała uciec od tego, zapaść się pod ziemię, byle wydostać się z paszczy lwa. Już miała nawet odpowiedzieć, gdy to męska dłoń ujęła jej ramię i jednym sprawnym pociągnięciem zmusiła do wejścia do środka.
To twój koniec, Sveta.
Przyglądała się strojnemu wnętrzu, tak samo jak szklanym karafkom, których było za dużo. Wzrokiem przesuwała po obrazach, czerwonych sofach i sylwetce mężczyzny, by tylko nie myśleć o tym, co się zaraz wydarzy. Łapała się na tym, że odczuwała swoistego rodzaju strach przed jego gniewem, nieprzewidywalnym i raniącym, ale to przecież ona pierwsza wykonała na nim emocjonalną egzekucję, której żałowała najbardziej. Trzeźwość przywrócił jej dopiero w momencie, gdy podsunął ku niej szkło z bursztynowym płynem, na co od razu pokręciła głową. Nie zamierzał zmieniać swoich postanowień; nawet dla niego.
- Dziękuje - wymamrotała niewyraźnie i pod nosem, wreszcie odsuwając się na bezpieczną odległość. Oczekiwała, że zaraz będzie mogła wyjść, a on nigdy więcej nie dopuści się zaproszenia jej do swojego gabinetu. Usiadła na sofie i skuliła się niemal jak małe dziecko; dłonie splotła w koszyczek, a wzrok spuściła na smukłe uda, które okraszone były pończochami o koronkowym wykończeniu.
- Czego pan ode mnie oczekuje? - zapytała z trudem, choć próbowała nadać barwie swojego głosu nieco głębszego brzmienia, byle jej nie rozpoznał. Chciała też wybadać w ten sposób grunt, bo choć była pewna, że nie zrobi nic wbrew jej woli, tak nie mogła przewidzieć jego reakcji.
Wiedziała, że jest winna.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Gabinet Alekseia   Sro 04 Paź 2017, 13:54
Barwa jej głosu - choć nieco zmieniona - cięła dzielące nas powietrze, nieprzyjemnie drażniąc słuch. Brzmiała dziwnie znajomo. Nie mogłem jednak dopasować jej do żadnej z twarzy, którą wydobywałem z najgłębszych czeluści wspomnień. Świdrowałem ją wzrokiem, w którym jeszcze chwilę temu nie można było dostrzec niczego innego, jak pożądania. Teraz, nabrał on chłodu, błąkał się w nich cień podejrzliwości. Była piękna, niewątpliwie. Piękna i tajemnicza. Dokładnie taka, jaka miała być. Dokładnie taka, jaka powinna być każda z jego dam. Przesunąłem wzrokiem wzdłuż jej filigranowej figur, od gorsetu aż po pończochy, których koronka - w przeciwieństwie do głosu - przyjemnie drażniła wszelkie zmysły. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, by po prostu po nią sięgnąć. Po to co mi się należało. Po to, co było moje. Szybko jednak powstrzymałem swe zwierzęce zapędy, postanawiając zgrywać czarującego arystokratę, jeszcze przez jakiś czas. Wszak budowanie napięcia od zawsze było moją ulubioną przystawką. Postanowiłem więc nie zadręczać się przemyśleniami, na temat możliwej znajomości siedzącej przede mną kobiety. Wszak w swoim łóżku gościłem wiele kobiet, tak jak i sam gościłem w łóżkach wielu kobiet. Być może kiedy udało nam się wpaść na siebie w podobnych okolicznościach.
Noc była jeszcze młoda, mieliśmy wiele czasu na zrzucenie aury tajemniczości. Posłałem jej więc nieco pobłażliwe spojrzenie, jako odpowiedź na jej odmowę w kwestii alkoholu.
- Jesteś pewna? - spytałem, łapiąc szkło w opuszki dłoni, gotów przyciągnąć je w swoim kierunku. Nie zwykłem nalegać, prosić czy błagać. Jeśli czegoś chciałem, po prostu to brałem. Jeśli czegoś wymagałem, miało to być spełnione. Proste, czyż nie? - Wyglądasz, jakbyś potrzebowała czegoś mocniejszego - zacząłem, dając jej tym samym ostatnią szansę na pochwycenie kryształu. - Jeśli jednak nie chcesz, nie będę nalegał. Być może należysz do tego rodzaju osób, które lubią być nękane przez własne demony - rzuciłem w jej kierunku, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak trafne były moje słowa. Przyciągnąłem trunek w swoim kierunku, gotów do kontynuowania swego diablego monologu.
A przecież nieładnie się bawić jedzeniem, Aleks.
Kiedy z ust mojej uroczej towarzyszki padły słowa, które przyprawiły mnie o ciche parsknięcie. Pokręciłem głową, zastanawiając się co też takiego ona może w niej mieć, zadając mi podobne pytanie. Czego oczekuję? Ja? A czegóż oczekiwać może pan od swej ladacznicy. Z pewnością nie planowałem rozmawiać z nią o sytuacji politycznej ani o pogodzie. Najwyraźniej ten delikwent z korytarza, musiał przycisnąć ją do ściany trochę mocniej, niż sytuacja tego wymagała. Wygiąłem więc swe usta w nieco nonszalanckim, bezczelnym uśmiechu i podnosząc wzrok z nad alkoholu, skierowałem w jej stronę pytanie numer jeden.
- A jak myślisz? - spytałem, zapadając się w miękkim oparciu sofy. - Czego mógłbym od Ciebie chcieć? - nie wierzyłem, by była aż tak głupia, by nie wiedzieć czego od niej oczekiwałem. Jeśli więc próbowała grać, miałem zamiar pokazać jej, jak słabą aktorką była. A zdradzało ją niemal wszystko. Podkulona postawa, splecione dłonie, fakt, że nie spojrzała w moje oczy ani razu. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie odpowiadała mi ta sytuacja. Czułem jej uległość, strach. Delektowałem się nim jak najdroższym alkoholem.
- Powiedz mi więc, moja droga, jesteś masochistką? - pytanie numer dwa przecięło powietrze niczym dobrze wymierzony policzek. Z pewnością nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Liczyłem jednak, że prócz ładnych rysów twarzy i kształtnego ciała, jej głowa nosiła odpowiednią ilość oleju. Chciałem jeszcze trochę się z nią podroczyć, nim zerwę z niej pończochy, koronkę i odbiorę jej resztkę godności, której tak zawzięcie próbowała bronić.
To jak, moja piękna damo, jak brzmi odpowiedź na moje pytanie? Skoro tak się boisz, jakie diabły zagnały Cię do tego przybytku rozpaczy nadziei?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gabinet Alekseia   
Powrót do góry Go down
 
Gabinet Alekseia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee


Skocz do: