Навигация

Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieNajgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pią 13 Paź 2017, 19:06
Ostatnia ucieczka przed rzeczywistością.
20 luty, 1998
Bieszczady, Polska
L.H. Onegin, J.Sorokina

Polska biała zima, lubiła zimę, śnieg był czysty i kojarzył się z domem w Irkucku. Mróz okrutny, idealny, akurat taki, że śnieg nie zmieniał się na ścieżkach w szarą breję, tylko przy najdrobniejszym nawet podmuchu wiatru tańczył migocząc jak brokat. Wybierali przypadkowe miejsca, niepopularne wśród magicznej arystokracji i choć nie upadli tak nisko, by chować się wśród mugoli, to i tak było już całkiem nisko. Tak nisko, że nie widzieli już problemu w ciężarach wzajemnych nazwisk, tak nisko, że wspinali się na piechotę do ukrytego magicznie hoteliku gdzieś na Bukowym Berdzie, po co im teleportacja skoro mogli marznąć, śmiać się cicho, wplatać lodowate palce w swoje włosy i stać w milczeniu patrząc w dół na Ukrainę, na zachód, na niknącą we mgle Grandysową Czubę. Upadli tak nisko bo w miłość, naiwną, bezmyślną, chorobliwie romantyczną niczym z książek dla starych czarownic, którym nic w życiu nie wyszło.  

Pokój był większy niż się spodziewali, ze względu na magicznie powiększone wnętrze hotelu, choć i tak mały, w porównaniu ze standardami do jakich przywykli w życiu codziennym. Wszystko jej jednak było jedno, przecież kominek trzaskał przyjemnie suchym drewnem, rozlewając ciepłe światło po niewielkim parkiecie ukrytym pod grubym dywanem. Przeciągnęła się leniwie leżąc na kanapie stojącej naprzeciw kominka i podciągnąwszy puszyste futro by okryć nagą skórę ramion spojrzała miękkim wzrokiem na oświetlony migotliwym blaskiem profil Onegina.
- Dlaczego nie możemy tu zostać na zawsze. - zapytała cicho, wplatając palce w sierść srebrnych lisów, z których sama zerwała skórę na to ekstrawaganckie, ekskluzywne okrycie. Było to głupie, retoryczne pytanie, które jednak zadawała sobie zawsze, gdy ukryci przed światem wymieniali się sobą wraz z przeciągłymi spojrzeniami, gorącymi oddechami i nie milknącym szeptem do wczesnych godzin rannych. Wsunęła bose stopy między jego plecy, a miękkie obicie kanapy, nie tyle z zimna co ze zwykłej chęci fizycznego kontaktu.
Dawno przestała się upominać, jakie to niepoważne, jakie głupie, nierozsądne, dawno przestała przygryzać wargi w niepewności, wyciągając z dna szuflady medalion szyfrujący, by odpisać na kolejny jego list. Nie miał już dla niej imienia, nie miał nazwiska, był powiernikiem tajemnic i szczerego uczucia, charakterystycznym zapachem specyficznych kwiatów i smakiem wody kolońskiej. Kiedyś miała za ten grzech zapłacić, ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz, byle wyrwać jeszcze jeden dzień z tomów przeznaczenia.


Ostatnio zmieniony przez Jasna Sorokina dnia Nie 03 Gru 2017, 16:19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pią 13 Paź 2017, 23:18
Upaść tak nisko, by nie widzieć czubka własnego nosa. Tatuażu nazwiska nie widzieć w odbiciu twarzy, nie czuć ciężaru odpowiedzialności na barkach. Tak nisko, pod grunt przyzwoitości. Upaść, ale nie połamać się. Upaść w ciepłą pierzynę, w zimny puch, w czystość pościeli, w mokry śnieg. I cieszyć się i stąpać każdej godziny stopami po suficie, wymieniać się uśmiechami, całusami.
Tak śnię co jakiś czas. Wyrwany z kontekstu rodzinnych spotkań czy pracy w Sądzie, kiedy pojawiam się w jednym z pokoi hotelowych, kiedy udaję obcą osobę, zmieniam nazwiska i twierdzę, że jestem na delegacji.  A wszystko to dlatego, że zakosztowałem zakazanego owocu. I wszystkie te teorie powinny iść się schować, bo przecież nie wiedziałem od samego początku, że owoc jest zatruty. Ale zrobiłem to. Natomiast wielu rzeczy też nie zrobiłem.
Chciałem się rozwieźć, ale żona twierdzi, że możemy jeszcze spróbować. Powoli traci nadzieję, ale moja obojętność zabiła nas już dawno temu. Nie umiem patrzeć na nią tak jak dotychczas, przecież nawet gdybym się postarał, nic dobrego nie mogłoby z tego wyjść. Zdarza się, że  podczas pobytu w mroźnej krainie snów wymykam się do łazienki i długo przyglądam się swojemu odbiciu. Chcę zapamiętać to spojrzenie, tę minę rozkochaną, bym mógł spróbować udawać je przed żoną, kiedy wrócę. Ale nie jestem dobrym mężem, zapominam o tej sztuczce coraz częściej. Na przykład teraz. Nie uciekam, by znaleźć odpowiednią maskę. Wolę siedzieć na kanapie, wolę już nawet oglądać jak skwierczy ogień. Myśleć o tym co mnie spotkało, odwracać głowę i widzieć najpiękniejsze z oczu. Tak, to lubię najbardziej.
- Czasami zdaje mi się, że te dni są tylko snem.  - mówię w odpowiedzi, ale oboje tak myślimy. Wyrywamy pojedyncze dni, czasami uda nam się spotkać tylko na kilka godzin. Wracam po nich do domu w takim stanie jakbym poszedł na piwo z kolegami. Nie słucham, nie widzę. Rzeczywistość, która z nich jest tą prawdziwą? - Wszystko to jest surrealistyczne. Wracam do domu i wydaje mi się, że to tylko fantazja, jakaś nieczysta myśl. Gdybym tylko mógł ich żałować - ręka moja podnosi się z kanapy i wędruje do kolana, które wysuwa się spod tych srebrnych lisów. Wydaje się, ze jestem w transie, upojony każdym z elementów, który odbiera mi głowę. - Tak wiele bym oddał ... - nie kończę tego co mówię, bo to nie ma sensu. Powiedziałem jej to już pierwszego dnia, kiedy dowiedziałem się, że ma nazwisko mego wroga. Powiedziałem jej prosto z mostu, że Gdybym mógł, to zrobiłbym dosłownie w s z y s t k o. To takie żałosne i takie nieprawdziwe, chyba dobrze wiedziałem, że to nigdy się nie zdarzy. To moje poświęcenie. A może nie wiedziałem, może sobie wmawiam coś, powtarzam jak papuga, bo na prawdę jestem przekonany, że potrafiłbym oddać bardzo dużo.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Sob 14 Paź 2017, 07:06
Oboje wiedzieliście, że to destrukcyjna gra, gotowi byliście poświęcić wiele, jak szaleńcy lecący w kosmos bez skafandra, jak wycieczkowicze wspinający się na pięciotysięcznik bez tlenu. Jeszcze przyjdzie wam zapłacić za przyjemność chwil spędzonych pod osłoną cierpliwej powierniczki sekretów, nocy. Rozciągnęła usta w uśmiechu kuląc się, by nieporadnie podnieść się z pozycji leżącej w taki sposób, by nie zgubić Twojej ręki ze swojego kolana. Każdy dotyk, najdrobniejsza pieszczota, była jak skarb droższy od Twoich ukochanych diamentów. Za Twoim spojrzeniem tęskniła w ciszy własnego domu, za Twoim ciałem bezowocnie rozglądały się niespokojne dłonie, wędrując po bezbrzeżnym łóżku małymi kroczkami palców w nadziei, że może jednak, jakimś cudem, jesteś tam. Beznadziejnie zadurzona wierzyła, że to wszystko się jakoś ułoży, miała perspektywę choć przestała szukać sensu. Wsunęła ramiona w rękawy białego futra pachnącego perfumami i tym absurdalnie drogim winem, które wczoraj rozlało się niechcący, co nie obchodziło was wcale, bo byliście zbyt zajęci sobą wśliznęła się pod Twoje ramię.
- To tylko fantazja... - położyła głowę na Twoim brzuchu - ...nieczysta myśl jakaś. - powtórzyła cicho.
Dłonią lekko, badawczo niemal, jakby sama siebie przekonując raz po raz na nowo o tych surrealistycznych chwilach spędzonych razem, przemknęła po zagięciach koszuli, palcem obrysowawszy linię żuchwy dotknęła ust, które mimo łagodnego uśmiechu wciąż nosiły znamiona ciężaru bycia dziedzicem. Chciałaby cały ten ciężar zdjąć z Ciebie, uratować przed niechybną śmiercią osobowości, presją bycia Oneginem, byś jedyną presją jaką doświadczał były jej niecierpliwe dłonie, a jedyne zmęczenie wyrażało się w przyspieszonym oddechu miłosnych uniesień. Zasługiwałeś na to. Zamknęła oczy ujmując Twoją twarz, znała na pamięć te kości policzkowe, zmarszczkę pod dolną powieką, fakturę papierowo białych włosów.
- Oddaj mi siebie. - szepnęła głupio, bezmyślnie, jasną dłonią chwytając kark Twój niczym wąż i niczym najsłodsza żmija znajdując ustami Twoje, by ukąsić je w czułym pocałunku. Opuszki palców znały już swoje utarte szlaki między białymi niemal włosami, za uszami, splatając się na plecach w węzeł, z którego już nigdy nie będziesz się mógł uwolnić.
Westchnęła bezgłośnie chowając twarz w zagłębieniu Twojej szyi.
- Tomas niedługo wraca z Włoch. - wiedziałeś już o Sorokinach niemal wszystko, a nie miała by nic przeciwko, gdybyś wiedział nawet więcej. Chciałaby, żebyś był częścią ich życia, tak jak byłeś częścią jej, chciałaby, żebyś poznał Tomasa, przecież to wspaniały człowiek, tak empatyczny i pełen zrozumienia, miłości, Tomas by przecież zrozumiał, on by wszystko, zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Sob 14 Paź 2017, 11:47
Ciężar mam w sercu, kiedy pomyślę... więc nie myślę. Staram się, albo też wcale nie. Przebywanie z Jasną jest jak pójście do kina na na prawdę dobry film. Robisz ten pierwszy krok: kupujesz bilet. I siadasz w fotelu, a potem historia Cię wciąga, wciąga tak bardzo, że nie ma Cię przez dwie godziny. Jest ta historia, obca, nowa, ją odkrywasz, w niej się zatapiasz. Wszystkie osobiste myśli schodzą na drugi, trzeci tor. Tyle, że później ona na mnie patrzy swoimi smutnymi oczętami i wiem, że film się kończy, wraca do mnie ten ciężar i burmuszę się z niezadowolenia. Dlaczego, dlaczego musimy kończyć przedstawienie? Czy nie wpadniemy nigdy na pomysł by upozorować śmierć, by uciec gdzieś na drugi koniec świata, założyć farmę pełną kukurydzy i kurek, zbierać jajka? Nie. Bo diamenty cieszą mocniej niż jajka. Brutalne.
Ciężar mam w sercu, kiedy Twoje ciało znów przysuwa się do mojego, bo wiem, że to wszystko nas zgubi. Będziemy szczęśliwi chwilę, a za chwilę znów będziemy cierpieć. Wiem dobrze, że mam ostatnią chwilę, żeby zaprzestać, być odpowiedzialnym i robić co do mnie należy.. ale wtedy trzy sekundy mijają i już mam usta ukochane na moich ustach. Tracę głowę.
Oddam, oddam wszystko. Diamenty, nazwisko, dziedzictwo, oddam tę koszulę jedwabną, oddam dom i pierścienie, wszystko oddam a potem pójdę i powiem, że oddaję się Tobie. - Już dawno oddałem ci serce, czy chcesz coś jeszcze? - pytam rozbawiony, odkrywam, że dłonie moje, całą siłą tulą to ciało niewieście, jakby ktoś miał przyjść do tego bieszczadzkiego hoteliku i wyrwać mu je w zazdrości i złej wierze.
Jest tak miło, lecz znów coś nam się pojawia. Imię brata. Tomas, on nie jest jak inni, tak mnie zapewniałaś. Ale ja nie chcę Ci wierzyć, wiem przecież jacy są Sorokinowie. Zawistni, nielojalni, zbyt zachłanni, nielubiący pokoju. Nie umiałem wyobrazić sobie, by którykolwiek z braci Jasnej był na tyle zdrowy na umyśle, by nie chcieć wejść na tereny moich ojców. Jasna twierdziła, że Tomas, Tomas jest inny.  Bawię się jej włosami.
- Cieszysz się? - na pewno tak, przecież to jej ukochany brat - Może jak posłuchasz jego opowieści, to przekonasz się i pojedziemy razem do Włoch - marzę, marzę na głos. Marzę dalej i nagle kręcę głową, wzdycham i mówię największe głupstwo pod słońcem.
- A może skoro jest taki jak mówisz, to poprze Cię. Ja mógłbym zostawić żonę, a ty mogłabyś zostawić rodzinę. Tomas stanąłby po Twojej stronie. Bylibyśmy wreszcie wolni - i z nadzieją głupca patrzę na nią i czekam na to, aż mi serce złamie. Jestem jak ten Ted Mosby, który musi pierwszy powiedzieć to słowo o miłości, jestem jakby nierozsądny, jakby dwunastoletni. I cieszę się, bo teraz myślę, że pojechalibyśmy świętować do Włoch. Albo i dalej, może nawet do Meksyku.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Sob 14 Paź 2017, 17:24
Widzisz, tuli się, kokosi, przymila jak egzotyczne zwierzątko o pięknej skórze i włosach, łagodnym uśmiechu i profilu zimowej księżniczki. Elegancka zarówno w balowej sukni jak i umorusana parującą krwią wyciągniętej harpunem na brzeg foki. Sorokinowie byli tak zagadkowym rodem, zamkniętym daleko w bieli mroźnej Syberii gdzie nikt nie śmie zaglądać w przestrachu przed bezlitosnym uściskiem nieposkromionej natury. Czy dlatego wydała Ci się ciekawa? Inna od porcelanowych panienek, w których objęciach tańcowałeś podczas i po przyjęciach? Miała smak inny, niż Twoja nudna żona. Uśmiechała się miłością, choć w oczach miała żar niegasnącego pragnienia Twojej osoby, osoby, która poświęcała jej uwagę. Nie to, by kiedykolwiek brakło jej uwagi, Ty jednak widziałeś w niej coś więcej niż najmłodszą córkę, małą siostrzyczkę, głupią i psotną.
- Tylko wszystkiego. - zaśmiała się bezgłośnie, odrzucając głowę lekko w tył i potrząsając nieujarzmionym gąszczem jasnych włosów. Uniosła jedno ramię zerkając na Ciebie z przymrużeniem oka.
- Bardzo. Ma przyjechać z żoną, ponoć jest piękna i mądra, ponoć kochają się w sposób niezwykły, głęboki, prawdziwie... - mówiąc to bawiła się piórami niesfornej grzywki zmierzwionej tuż nad Twoim czołem.- Pojedźmy. Będzie wspaniale, zaszyjemy się gdzieś na Sycylii, będziemy mieć w ogrodzie malwy i nigdy więcej nikt nie powie słowa dynastia. - ześlizgnęła się z Twoich kolan by okutana jedynie w futro udać się do skromnego barku, znajdującego się w jednym z kredensów w kącie pokoju. Nalewa bursztynowej, polskiej nalewki do dwóch szklanek przy akompaniamencie trzaskających kostek lodu i chwyciwszy je wraca do Ciebie z uśmiechem.
- Nigdy nie będziemy wolni z cieniem nazwiska Onegin ciągnącym się za nami jak smutny służący. - podała Ci szklankę- Wyrzeknij się ich, zabijmy Twoją żonę i zniknijmy na zawsze. - pomarańczowa poświata ślizgała się po jej łydkach i kolanach, ogień kominka odbijał się w oczach które mimo bezapelacyjnego uczucia na samą myśl o tym pociemniały.
Była gotowa.
Gdybyś zaproponował te kurki, tą kukurydzę, pogodzilibyście rzeczywistość z diamentami, głupia młoda gąska miała przeświadczenie, że bogactwo jej się zwyczajnie należało więc prędzej czy później i złoto i szlachetne kamienie znalazłyby swoje miejsce na farmie. Czy mogłaby dla tego wszystkiego przestać być Sorokiną? Zaśmiała się lekko sama do siebie unosząc szklankę wyczekująco w toaście Twojej - chciało by się rzecz wkrótce zmarłej - żony. Czekała, aż powiesz tak, aż skiniesz głową, aż zachłyśniecie się nalewką i sobą na wzajem. Aż się wszystko odmieni wreszcie.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Sob 14 Paź 2017, 20:56
Patrzę tak smutno na pannę Sorokin. Jakie szczęście ma jej brat, że może się ze swoją mądrą, piękną żoną pokazywać wszędzie. Chciałbym tak móc, chciałbym móc mieć Sorokinę za żonę i jeździć z nią, obsypywać diamentami i publicznie trzymać ją za dłoń, a może niekiedy nawet skraść pocałunek. - Szczęściarze... - unoszę brwi i tak sobie dumam nadal. Włochy, to brzmi tak jak nasz miesiąc miodowy. Już wyobrażam sobie jak złote słońce padałoby na ciało Jasnej, kiedy ta stałaby w oknie i oglądała zachód słońca. I patrzyłbym na nią tak jak teraz patrzę, kiedy się odsuwa. Z tak rozanieloną miną, że mogę uchodzić za wariata.
- Ostatnio kazałem puścić Ojca Chrzestnego, szukaliśmy tego mugolskiego ustrojstwa z dwa dni. A kiedy już miałem wyświetlić film, wpadł ojciec i spytał czy postradałem zmysły. Ciekawe co powiedziałby, gdyby zobaczył mnie teraz. - spoglądam tęsknie jak te długie nogi chowające się w wilczym futrze odchodzą w stronę barku. Jakże kuszące jest to połączenie skóry i bogatego zwierzęcego futra. Muszę się trzymać mocno kanapy, żeby nie wstać i nie pójść śladem tych nóżek. Na szczęście wraca do mnie Jasna, a w jej dłoni znajduje się jakiś trunek.
Oto ja, grzesznik. A dotąd byłem tak przepisowym człowiekiem. Czasami paliłem papierosa, ale to rzadko. Spałem tylko z moją żoną, upijałem się tylko z kuzynami i to też nie za często. Chodziłem do pracy, wygrywałem sprawy, przegrywałem sprawy. Nosiłem krawat, garnitur, wyściową szatę, układałem włosy i przepuszczałem kobiety w drzwiach. A teraz, teraz zdradzam swoją żonę, piję przed południem i marzę o tym, żeby zwiedzić cały świat z dziewczyną, która ledwo skończyła szkołę.
Co się ze mną podziało i dlaczego, kiedy piję tej nalewki, to słyszę, że Jasna chce kogoś zabić. Ale, ale po co, dlaczego? Spojrzałem na nią nierozumiejącym wzrokiem przepełnionym bólem. Kochana, najmilsza, czy ty żartujesz?
- Nie dałbym rady jej zabić. Jest niewinna, jak ją zostawię, to nawet nie będzie chciała moich diamentów - nie zgadzam się z tym pomysłem, nawet jeżeli był tylko żartem, to nie umiałbym z nim się zgodzić. Tak po prostu kogoś ZABIĆ? Moją ukochaną żonę? Znaczy się, no nie kocham jej już wcale, ani odrobineczki. Ale nie zabiłbym jej, przecież była moją pierwszą dziewczyną. No i to nie z jej winy nie umiemy ze sobą żyć, to ja, ja, ja wszystko zrobiłem. - Zresztą nie chcę znikać, chcę, żebyś była księżniczką w Kryształowej Twierdzy. Nie chcę się już chować po małych hotelikach.. chociaż to takie ekscytujące- łąpie ją jeszcze za rękę, ale widzę po minie, że ta zabawa długo już nie potrwa. Moja miła traci humor, mojej miłej coś się zaczęło niepodobać. - Moglibyśmy mieć wszystko, dałbym ci wszystko
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Nie 15 Paź 2017, 15:54
Kiwa się lekko, przenosząc ciężar z nogi na nogę, lekko gnąc kolana w płynnym niby-tańcu i gładząc lisie futro leniwym gestem. Wszystko było dobrze, było ciepło, cicho, byłeś obok i oczy miałeś otwarte, rozmawialiście. Wiesz, ona czasem patrzy na Ciebie kiedy śpicie w nocy spleceni w swoich ramionach, mało sypia w ogóle, raptem kilka godzin na dobę, przygląda Ci się wtedy i powoli przełyka ciężar tych spotkań, próbuje je strawić bo rosną jej w trzewiach jak niezdrowe, halucynogenne grzyby. Twój spokojny oddech i cień rzucany przez szerokie ramiona zza których przez szczelinę w zasłonach zerka wścibski księżyc. Niczego więcej nie chce, tylko Ciebie całego i tak jej obiecujesz, że wszystko jej dasz, a jednak tego, czego pragnie najbardziej dać jej nie chcesz. Zamyka oczy opuściwszy dłoń ze szklanką i odwraca wzrok z lekkim grymasem.
Nie dałbym rady jej zabić wzdycha w duchu Jest niewinna.
Sorokina nie widziała problemu w ludobójstwie, w zasadzie nigdy nie wzruszały jej morderstwa ani śmiertelne pojedynki. Życie samo w sobie miało taką wartość jaką byłeś w stanie mu nadać, a jeśli miałaby być tak nieszczęśliwą kobietą za jaką uważała żonę Onegina, przyjęłaby śmierć z ulgą jako prezent od losu. Silni dominują słabych, którzy giną po prostu pod naporem bezwzględnej rzeczywistości. Tak działała natura w której Jasna się wychowała i takimi wędrowała ścieżkami moralności. Nie uważała za złe stanąć do pojedynku z drugim człowiekiem i zabić go, a miała pewność, że z takim przeciwnikiem jakim była pani małżonka nie miałaby kłopotu.
Twój dotyk wyrywa ją zza kurtyny własnych powiek, kiedy tym miękkim gestem przyciągasz na powrót jej uwagę. Próbuje się uśmiechnąć, ale brwi ma lekko zmarszczone, a kąciki ust niebezpiecznie gną się w dół na kształt nieszczęśliwej podkówki.
- Mówisz, że dałbyś mi wszystko, a nie chcesz mi dać siebie. - miauczy, zaciskając palce na Twojej dłoni. Powoli klęka przed Tobą, na kolana, tuż przed Twoimi kolanami, nie wypuszczając Cię z ręki i odstawia szklankę gdzieś obok. Kaskada futra tworzy wokół Twoich stóp miękki namiot a Jasna kładzie głowę na jednym z Twoich ud.
- Chciałabym zobaczyć Kryształową Twierdzę. - przyznała, bo o wspaniałym zamku Oneginów słyszała od ojca- Ale to niemożliwe i ja się z tym przecież godzę. Dlaczego nie chcesz iść ze mną, daj mi wszystko teraz, daj mi swoją wolność, daj mi siebie. - wpatruje się bez słowa w Twoje oczy w których widzi narastające na powrót zmęczenie, kryjące się w kącikach małych zmarszczek powoli rozbiegających się w kierunku Twoich skroni.
Milknie.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Nie 15 Paź 2017, 16:48
Jak odmówić kobiecie. Ukochanej, która się wije u stóp twoich i błaga, żebyś coś dla niej zrobił. I chcesz powiedzieć: dla Ciebie pół świata zabiję, ale z drugiej strony wiesz, że tak się nie stanie. Nie umiejąc składać obietnic bez pokrycia kręcę głową i opieram ją na ręku. Osłaniam oczy od światła kominkowego, patrzę w najpiękniejszą twarz i czuję, że ona nie odpuści, a ja, ja się nie zgodzę przecież.
W jakim świecie żyję. Gdzie są moralność i zasady. Kto powiedział tym wszystkim arystokratom, że jedynie mieczem można zwojować. Sorokin, czy to nazwisko jednak coś oznacza, czy Jasna nie jest przypadkiem jak ta Ewa co kusiła Adama? Czy nie chce mnie zniszczyć dla swoich celów. Przecież to by było na rękę Sorokinom, mieć takiego dziedzica w garści, który robiłby w s z y s t k o dla nich. I nawet jeżeli prawdą jest, że nie zabiłbym nikogo, bo nie uznaję takich ofiar, to nagle łapię się na tym, że podejrzewam mą miłą o zdradę. I patrzę z niedowierzaniem i mówię najspokojniej jak mogę, ale w moim głosie czuć nutę smutku:
- Ale o czym ty mówisz, moja miła. Ta Twoja wolność.. przecież gdybym kogoś zabił, nigdy już nie byłbym wolny, to poczucie winy nie opuściłoby mnie do końca życia, a jakbym odnalazł siłę, to bym i samego siebie szybciej zabił - tłumaczę jej jakby na prawdę nie znała zasad, którymi rządzi się ludzkie serce. Może jest jedynie robotem, może... ale to okropna myśl... może nigdy mnie nie kochała?
- Nie. Nie mogę, nie będziemy tak rozmawiać, nigdy więcej nie proś mnie o podobne rzeczy, zrozumiałaś? - muszę być stanowczy, chociaż rozpływam się widząc tę syrenę, której oczy są z brylantów najdroższych ukute. Niech mi tylko odpowie, niech zgodzi się na mój układ. Wtedy zrobię wszystko, żebyśmy mogli być razem.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Nie 15 Paź 2017, 17:11
Wolną dłoń kładzie na Twoim drugim kolanie, gładzi je powoli, kojąco, widzi przecież, że się zafrasowałeś a to wcale nie jest to, co chciała osiągnąć. No już, uspokój się, nie marszcz brwi bo każda zmarszczka na Twojej twarzy gniecie ją w piersi jak kamień jakiś, ciężko jej patrzeć jak Twoje oczy znów stają się smutne, zrezygnowane.
- Ja to zrobię. - mówi miękko bez mrugnięcia okiem- Ty nie powinieneś, ja wszystko zrobię ja o wszystko zadbam. - zamyka oczy wydymając lekko usta- Ty tylko zgódź się, powiedz tak, obiecaj mi, że pójdziesz za mną, obiecaj a ja Ci uwierzę i niczym już nie będziemy się troskać poza tym co zjeść na kolacje i czy wolimy wstać o dziesiątej czy przeleżeć w łóżku cały dzień... - mówi cicho, tka swoje marzenia tak łatwo, otwiera szczenięce serce, rozpościera je przed Tobą, zaprasza, chodź do mnie, daj mi siebie.
Niestety, na To co mówisz potem otwiera nagle oczy i choć uśmiech pozostał na jej twarzy wydawał się być zimny i plastikowy, a brwi drgnęły nim zmarszczyły się powoli.
- Nie mów tak do mnie. - powiedziała nim podniosła głowę z Twojego uda- Co to za ton. - powieki opadły jej ciężko kiedy wzięła głęboki wdech, choć plastikowy uśmiech został jej na twarzy jak słabo zaprogramowana grafika, która nie zrestartowała się wraz z wygaśnięciem nastroju.
Zdenerwowałeś się, no dobrze, to nic, wdech Jasna, oddychaj. Zgarnęła dłonią włosy na plecy wciąż mając oczy zamknięte. Nic się nie stało, nic przecież, a jednak. Nie będziemy tak rozmawiać dreszcz przebiegł ją po plecach zrozumiałaś?. Jak do psa, jak ojciec karcący smarkatą córcie, jak pan i bezwartościowa służka. Zdenerwowałeś się tylko, nie zrozumiałeś po prostu jakie miała intencje, próbuje sobie wmówić, że nic się nie stało jednak jakoś już nie chce Cię po kolanie głaskać, podnosi się z klęczek i nie patrzy na Ciebie wcale.
- I tak ją zabije. Nie dam rady przeżyć innej kobiety w Twoim sercu. - mówi cicho i chłodno. Jak każda syrena poza słodkim licem kiedy już zwabi biednego marynarza do wody ma też drugą twarz, zabójczą w swym przerażającym pięknie. Poza słodką, zakochaną w Tobie bez pamięci dziewuchą była przecież Sorokiną, a mottem rodu nie od parady stało "Nawet zima się nas lęka".
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Nie 15 Paź 2017, 18:30
Szczenięce serce? Och, który szczeniak ma w sobie tyle ciemności co ta kobieta. Namawia do przerwania życia, do popełnienia jednego z grzechów najgorszych. Może nawet najgorszego. Patrzę w jej oczy, kiedy mówi, że zrobi to sama, bez niczyjej pomocy. Taka delikatna istota? Ta sama, która wzdryga się pod nawet najdelikatniejszym dotyku. Ta która zamyka oczy, kiedy opowiadam jedną ze strasznych historii. Ta sama. I łamie mi to serce i patrzę na nią z przerażeniem.
- Jasna...- błagam ją, błagam, żeby przestała wygadywać głupoty. Niech przejrzy na oczy, niech zrozumie, że tak niczego nie rozwiąże. Naoglądała się amerykańskich filmów, naczytała romantycznych nowelek. Chce mnie do spółki, abyśmy byli niczym Bonnie i Clyde. Ale ja się dotąd widziałem z nią w otoczeniu wiejskich domków, pałacyków na przedmieściach, a nie przygody drogi. Natomiast teraz, teraz to zaczynamy grać już w jednej z książek Fitzgeralda. Ona, niczym najpiękniejsza Daisy, a ja bogaty i kochany, ale na końcu i tak zostanę sam i wciąż do niej tęskniąc umrę.
- Stanowczy mam nadzieję - zdenerwowałem się również i widzę, że moja syrena przeobraża się, już nie jest tylko piękna, ale zaczyna być coraz bardziej przerażająca. Kiedy wstaje mówię: - Nie obrażaj się kochanie - ale ona mówi, że zabije moją żonę i przestraszyłem się, bo ona jest jeszcze bardziej stanowcza niż ja chciałem być. Mogłaby to zrobić? Mogłaby z zimną krwią odebrać życie drugiej osobie. Mówi, ze z miłości, ale to jest absurdalne.
- Nie żartuj tak nawet - wstaję z kanapy, wyglądamy zabawnie, wcale nie dostojnie jak na arystokrację przystało. Ona w jakimś futrze co jej się co chwila zsuwa z ramion, a ja bez spodni, tylko w koszuli, bo nawet spodni nie zdążyłem założyć. Chcę ją złapać za szyję i wytarmosić ten ukochany łeb, żeby wiedziała, że nie, nie pozwolę jej na to. Ale się powstrzymuję, przecież już i tak za daleko się posunęliśmy mówiąc do siebie ostrymi słowami. Przecież nigdy nie podnosiliśmy na siebie głosu. Kłóciliśmy się o proste rzeczy, nasz pierwszy i jedyny kryzys był, kiedy dowiedzieliśmy się o swoim pochodzeniu. Błagałem wtedy Welesa, by okazała się raczej mugolką niż Sorokiną. Teraz błagam Welesa, żeby zaraz wymazał z jej serca te czarne plany.
- Przecież jesteś jedyną w moim sercu - mówię zły na nią, że może myśleć inaczej, a później podchodzę i łapię ją za te ramiona delikatne i chude, które powinna chować w ramionach moich, kiedy przytuleni zasypialibyśmy po trunku, który wylałem wstając by jej pokazać, że mi zależy na spokoju jej sumienia. - Nie przerażaj mnie, nie mów tak. Nikogo nie zabijesz, przyrzeknij
Boję się bowiem, że nie umiałbym kochać morderczyni.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pon 16 Paź 2017, 05:11
Potrząsa głową jak lew, a pod zmarszczonym łukiem brwiowym jasne oczy ciemnieją niby burzowe niebo. Wstajesz, a ona sofa się o krok, chwytasz ją za ramiona, a ona próbując się wyślizgnąć miota troche zbyt gorliwie, wdeptując w szklankę co to ją sama na ziemi postawiła chwilę temu. Szkło pęka z trzaskiem pod naporem bosej stopy kalecząc miękką skórę podbicia, nic jej to jednak nie obchodzi. Ból fizyczny nie stanowił dla niej wyzwania chyba nigdy, w odróżnieniu od tego bólu, który właśnie kwitł jej w tym otwartym, szczenięcym sercu jak czarne pnącza winorośli, pełgające i wgryzające się w miękką tkankę duszy.
- Jaki mi dajesz wybór, Leon. - mówi cicho, a wzbierająca linia łez, troche jak niebezpiecznie rosnąca fala, pojawia się nad dolną powieką- Wyrzec się rodziny albo stracić Ciebie?
Głos jej drży, choć trudno stwierdzić, czy to ze smutku czy złości, widzisz przecież, że jej twarz staje się nagle zagadką, kiedy próbuje utrzymać słodki uśmiech ale spojrzenie toczy gromy.
- Jestem jedyną? - zwątpienie było straszną trucizną, która mogła spopielić najgorliwszy płomień uczucia. Czuła, że gdybyś rzeczywiście miał w sercu tylko ją nie potrzebował byś żony, nie potrzebowałbyś nikogo, zrobił coś, cokolwiek i uciekł z nią rzeczywiście na tę Sycylię słoneczną, do tych kwiatów w ogrodzie i leniwych popołudni w świetle słońca. Ty jednak, możliwe, że jako starszy i bardziej roztropny - w końcu dziedzic - zdawałeś sobie sprawę z niezręczności sytuacji. Łatwiej było przekonać sorokinową córę do ucieczki z domu niż wykręcić się z odpowiedzialności jaka ciążyła na Twoich barkach, I jeszcze to morderstwo. Ale czy to nie jej naiwność i porywcza dusza uwiodły Cię za pierwszym razem? Kiedy wpadając w Twoje ramiona na balu to ona pociągnęła Cię do tańca i nie wypuściła z rąk Twoich rąk przez całą noc?
Przyrzeknij.
Odwraca wzrok.
- Nie. - odstępuje dwa kroki pozostawiając na parkiecie i dywanie czerwone pocałunki krwii, jak kwiaty, rude gerbery wieńca pogrzebowego waszej przyszłości. No i stało się, pierwsze nutki nieszczęścia, misjonarze rozpaczy, małe słone kropelki rozpoczęły swoją wędrówkę w dół jej policzka ciągnięte niestrudzenie przz grawitacje. Opatuliła się ciasno futrem, jakby to miało pomóc jej poczuć się pewniej w tej sytuacji i odwraca od Ciebie wzrok. Bardzo nie chce, żebyś widział ją jak beczy.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pon 16 Paź 2017, 10:23
Przepaść. Rośnie pomiędzy nami przepaść, zapadają się kawałki ułożonego przez nas mostu, który miał połączyć te dwa zwaśnione rody. Nie będziemy romantyczni, nie poświęcimy życia dla siebie. Może tak naprawdę nigdy się nie kochaliśmy. Bo przecież twierdzi się, że tylko dla ukochanej osoby można oddać życie. Ale ja w to nie wierzę, bo mam swoje obowiązki. Urodziłem się po to, żeby wypełnić je najlepiej jak umiem. Ojca i matkę kocham, rodzinę kocham, to im oddałem swoje życie. A teraz ona błaga, żebym wszystko to pozostawił, żebym się przyznał do kłamstwa.
Ciężko, jest tak bardzo ciężko. Chcę jeszcze złapać się tej dryfującej kłody, która nazywa się "pretensja", bo widzę, że ona już zaraz się rozpłacze. Nienawidzę siebie za to, że kobieta przeze mnie płacze. I to jeszcze ukochana. Jej łzy są jak gorąca woda, która wypala mi w skórze dziury. Będę cierpiał jeszcze bardziej, kiedy zaraz mocniej się rozpłacze.
- Myślałem, że to oczywiste, Jasna. Przecież ja nie mogę wyrzec się rodziny - staram się być racjonalny, takie zboczenie zawodowe. Ona jest najmłodszą córką, rodzice nic od niej nie wymagają, więc dlaczego... po prostu nie może od nich odejść. Jak nie ze mną, to z kolejnym mężem odejdzie. Przecież akurat starą panną nie pozwolą jej być. Jest zbyt piękna na to. - Wyobrażasz sobie co to by było? Przecież Narcyz nie jest gotowy - nie chcąc wchodzić w ten problem znów się zasmucam, bo uświadamiam sobie, że wypuściłem ją z rok po raz ostatni - A Twoi bracia? Czy Tomas albo Ednar nie odnaleźliby Cię na drugim końcu świata? Nie można wiecznie uciekać, właśnie tego chcę uniknąć. Chcę, żebyśmy mogli zostać tu, w Rosji.
Czy jest jedyną? Moje oczy zasmucone są i stękam z niedowierzania. Tyle razy ile jej to powiedziałem, tyle teraz boli mnie nerwów na twarzy. I wszystkie one sprawiają, ze jakoś tak pobladłem, zszarzałem i zaczynam przypominać bardziej ścianę niż człowieka.
N i e.
Boję się jej jeszcze nieco, bo musi być niezwykle zdeterminowana, żeby grozić mi, że kogoś zabije. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby faktycznie miała to zrobić. Patrzę na ziemię i widzę, że coś jest nie tak.
- Ty krwawisz - przeraża mnie to i zaraz chcę rzucić się podnieść ją, żeby już nie wbijała sobie tego szkła głębiej i głębiej. Zmiana tematu, to takie dyplomatyczne. Ale idę w jej stronę i sam napotykam zaporę ze szklanego dywanu przeklinam pod nosem, ale chociażby się siłowała, to podnoszę ją i zanim odłożę na jakieś bezpieczne miejsce, to proszę ostatni raz:
- Zostawisz swoje nazwisko i weźmiesz moje? Bez ofiar
Jej dzikość to było to, właśnie to, co ci się w niej podobało Leonie. A teraz pokutuj i wiedz, że ta zabawa musiała się tak skończyć.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, specjalizacja: magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pon 16 Paź 2017, 20:45
Tak też i ona teraz myśli patrząc w Twoją niewzruszoną twarz. Czy wiesz, że gdy się frasujesz masz taką zmarszczkę pod okiem ale tylko lewym? Twarz masz zimną, kamienną, wzrok obcy, zdystansowany jakbyś na powrót schował siebie prawdziwego do tej pancernej skorupy z grawerowanym ONEGIN na powierzchni. Jasna patrzy wzrokiem po meblach, niedbałym ruchem ze złością ociera policzki, nie płacze przecież, ona nigdy nie łącze i nikt nie widział jej łez.
Może kiedyś, z raz, Endar. Ale to się nie liczy.
Butna dziewucha obejmuje się ramionami coraz ciaśniej, jakby to mogło powstrzymać Twoje słowa, odepchnąć je, wcisnąć Ci na powrót do ust. Wiesz, też zaczęła wątpić.
- Bawi Cię to? - czy to rzeczywiście miłość, czy jedynie była zabawką na chwile Twoją, błyskotką niedostępną na co dzień, igraszką i wyzwaniem, które raz zdobywszy nie masz problemu porzucić dając pierwszy z brzegu najśmieszniejszy i najbardziej absurdalny za razem powód.
Co ją Narcyz obchodzi, co ją Tomas i Endar, teraz pęcznieje w swojej głowie jak drożdże z napisem Jasna na każdym atomie. Egoistyczna poduszka bezpieczeństwa rośnie szaleńczo próbując asekurować pękające na kawałki serce, które jak upuszczona kryształowa popielnica rozprysnęło się na tysiące lśniących, zdradzieckich drobin gotowych pociąć Ci ręce i stopy jeśli tylko się doń zbliżysz.
Czy wiesz, że właśnie stworzyłeś potwora, Leonie? Czy zdawałeś sobie kiedykolwiek sprawę z tego jaka ciąży na Tobie odpowiedzialność, kiedy podjąłeś się romansu z tak młodą i niewinną, naiwną duszką?
Cmoknęła przewracając oczami, krwawię nie krwawię jest mi tak bardzo wszystko jedno! Walczy uparcie z Twoimi ramionami co sprawia, że przez chwilę na prawdę głupio tańczycie rujnując dywan swoim osoczem, kiedy jednak podnosisz ją z ziemi lekko jakby jej wcale nie było nieruchomieje niczym kocie chwycone przez matkę. Tego bała się najbardziej, że po tych wszystkich strasznych słowach zbliżysz się ponownie, będziesz pachniał sobą a zagięcia Twoich ramion będą pasowały do jej ciała tak, jak pasowały od pierwszej wspólnie spędzonej wieczerzy.
- Kocham Cie, Hiacynt. - szepcze cicho w Twoją koszule, nie mając odwagi podnieść wzroku. Nie to, że nigdy Ci tego nie powiedziała wcześniej, jednak nie tym tonem, nie w ten sposób. Daje się ponieść do łóżka trzymając kurczowo skrawka materiału opinającego Twoje ramię i milczy, a przecież to milczenie jest już wystarczającą odpowiedzią.
Nigdy nie wyrzeknie się rodziny, nie wyprze braci i Rumianej, nie odwróci od ojca i matki. Była Sorokiną, rodem, który był daleko od wszystkich, zdystansowany, obcy, trzymający się tylko i wyłącznie razem. Bez nich, och bez nich czuła się nikim i nawet, kiedy przez chwilę myślała, że dla Ciebie jest kimś myśl ta umarła nagle, a Jasna stała się pusta w środku.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    Pią 20 Paź 2017, 17:37
Te wyznania w koszule przebijają mi serce i w odpowiedzi zdołałem jedynie odpowiedzieć z automatu:
- Ja Ciebie też
Kocham cię. Jak to żałośnie brzmi. Jak pożegnanie, a przecież wcale nie chciałem się z nią żegnać. Boję się jednak i wiem, że tak będzie - że to będzie już szło tylko w tę gorszą stronę. Nie spotkamy się już nigdy, nigdy nie będziemy bezpieczni, nigdy nie zapomnimy się, nigdy nie znajdziemy się w takiej sytuacji w jakiej jesteśmy teraz, daleko i głęboko w Bieszczadach. I głaszczę jej włosy i chociaż ona nie płacze, to ja chyba uroniłem jedną łzę.
Bo ona milczy i to nie dlatego, że się zgadza. Zostawiam ją na łóżku i waham się, ale w końcu się odsuwam. Sięgam po różdżkę. Zamiast przeprosić i błagać ją o to, żebyśmy mogli w nieskończoność ukrywać się, zaczynam machać różdżką i leczyć jej tym samym stopy. Jest pomiędzy nami cisza, czasami pytam czy ją boli, ona odpowiada coś, może że ją boli, a może że nie boli. Kiedy kończę leczenie stóp, to zajmuje się sprzątnięciem bałaganu.
Może nie zajęło mi to tyle czasu, co mogłoby, gdybym robił to nie magicznie, ale ręcznie, ale zdążyłem sobie wiele rzeczy przemyśleć i podjąłem, jak mi się wydawało wtedy, najlepszą decyzję.
- Jaszka, kochanie, nie możemy tego tak ciągnąć. Nie spotkamy się już nigdy w ten sposób, mam nadzieję, że to rozumiesz - smutne mam oczy i smutno patrzę w ziemię po tym, jak powiedziałem to zdrobnione jej imię patrząc wprost w oczy. Już nie mogę patrzeć, wbijam wzrok w ziemię i kręcę głową. - Nie będę już zawracał Ci głowy, musimy oboje pójść swoją drogą. To za daleko zabrnęło, byliśmy bardzo nieostrożni. Ja byłem - chcę wziąć całą winę na siebie i patrzę zasmucony w oczy mojej ukochanej Jaszki. A potem znów unikam spojrzenia i zaczynam zbierać swoje rzeczy do walizki.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)    
Powrót do góry Go down
 
Najgorsi (Leon Onegin & Jasna Sorokina, luty 1998)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: