Навигация

Ogród - Page 2
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

medium

błękitna

za Starszyzną

powieściopisarka
http://petersburg.forum.st/t1085-kallisto-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1119-kallisto-zakharenko#4173 http://petersburg.forum.st/t1095-ta-druga-siostra-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1120-cerber#4176
PisanieRe: Ogród   Wto 07 Lis 2017, 02:35
Przystojnego Pana Młodego zdaje się kojarzyć mgliście, nie uznaje tego jednak jako obietnicy późniejszego stukania się kieliszkami nad jego tortem weselnyn, bowiem w podobnych, nijakich stosunkach „znam cię z widzenia” jest z zatrważającą większością członków starszyzny.
O Pannie Młodej zaś, nie wie nic, poza tym co swym sokolim wzrokiem zdąży wyłapać – śliczna, rudowłosa nimfa o urodzie nieskazitelnej, niemalże rusałczej. Zakharenko mogłaby z niej uczynić bohaterkę jednej ze swych powieści detektywistycznych, nie wiedząc czemu, utożsamiając płomienną barwę włosia z temperamentem i dociekliwością godną idealnej heroiny.
—Miałam przypomnieć ci o rzewnym wzruszeniu — szepcze do Lwa, nachylając się subtelnie i walcząc z gargantuiczną ochotą zapuszczenia szerszego żurawia po otaczającej ich gawiedzi. Jakie emocje targają innymi, ich bliskimi w podobnym dniu celebracji nowego życia, tworu ulepionego z dwóch stworzeń połączonych... no właśnie, co połączyło Annę i Konstantego?
— Myślisz, że się kochają?
Kallisto nie wierzy w miłość romantyczną, a przynajmniej nie będąc w swojej, parszywej skórze panny obarczonej tuzinem przekleństw; fakt faktem, każda arystokratka może powtarzać te same frazesy, to blondwłosa medium, zdaje sobie doskonale sprawę z tego, iż one nie są nią.
Nie mogłaby odpuścić sobie hucznie świętowanego każdego dnia złotego momentu użalania się nad samą sobą, nawet dziś.
Grymas pustostanu nie odlepia się z jej twarzy ani na chwilę, nawet gdy ciężka, masywna gula osiada na samym dnie żołądka, nawet gdy odczuwa tymczasową ucieczkę oddechu z napiętych płuc. Wyglądają na szczęśliwych, więc najpewniej są szczęśliwi, prawda? Jakie to przedziwnie obce i utopijne, zwłaszcza w oczach kobiety, która nigdy nie rzuci się w wir poruszeń i uniesień u progu kwieciście udekorowanego ołtarza. Nawet gdyby tego podświadomie bardzo pragnęła.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

31 lat

błękitna

neutralny

bardzo poważny biznesmen
http://petersburg.forum.st/t1217-pavel-aristov#4859 http://petersburg.forum.st/t1264-pasha-aristov#5111
PisanieRe: Ogród   Sro 08 Lis 2017, 02:03
Sobiepański Król Słońce swymi złotawymi promieniami rozjaśnia (a może oślepia?) okoliczny plebs i choć na przyzwoity ruch oka widać, iż niewsmak mu kreacje coponiektórych, mniej zamożnych panien, to jak na prawdziwego dżentelmena przystało, każdej znajomej buźce z osobna, skrada całusa na gładkiej powierzchni dłoni. Wszyscy tacy piękni, młodzi i szykowni; mężczyźni o idealnych, kwadratowych szczękach rodem z magazynów dla pań, damy o długich szyjach oplecionych grubymi sznurami pereł, a w tym wszystkim bryluje on, najznakomitszy koneser burżuazji, blichtru i przepychu, sam Pavel Aristov.
Widzi uśmiechy, chichoty doskonale wykalkulowane, każdy głos i szept przystrzyżony, wymodelowany na miarę, wszak wśród tak wybornych graczy jak rosyjska arystokracja, nie ma miejsca na potknięcia laika. Każdy tu ma swoją rolę, jest aktorem na deskach potwornie wystawnego teatru, gdzie o ile didaskalia zdają się czasami zmieniać, to dialogi zawsze są tak samo mdłe i wyuczone, nudzą się po dobrej godzinie spektaklu. Bez pstrokatego polotu, autorskiej, unikalnej aury oraz indywidualnej jaźni, gdzie wszystkie postacie są kukłami i prześlicznymi marionetkami bez duszy i rozumu.
On jest jednym z nich.
Przemierzając trawiaste połacie terenu, kątem oka zauważa Filippę, której to posyła gorące, acz jedynie mogące dryfować w powietrzu, pozdrowienia - niestety nie jest w stanie powstrzymać się od fali konsternacji i zdegustowania, oblewających paszowy grymas twarzy na widok ryżego przyjaciela kobiety, czyż rudzi panowie nie przynoszą pecha i nie wróżą staropanieństwa? Tragizm, istny tragizm dla tej biednej Filippy!
Niemniej, kroczy dalej, nie zawraca sobie głowy karmazynowymi wargami migotającymi ku niemu z daleka, posuwistym krokiem zbliża się do dwojakiego tworu wcześniej już upatrzonego. Przepycha się stanowczo między ławkami, nie zważając na rażący brak miejsca dla kolejnej, nawet butnej osoby, ale hejże, dla Aristova coś zawsze powinno się znaleźć.
—Cóż za grobowe miny na was zstąpiły, nie pomyliliście ceremonii, kochani? — zagaja dziarsko do Igora i jego partnerki Łucji, którym to posyła ten swój parszywy uśmiech głupiego szczęśliwca. Takiego, który nigdy w swoim życiu nie zaznał większej troski i najprawdopodobniej podobna nigdy go nie nawiedzi. No bo, jakżeby śmiała?
Powrót do góry Go down
avatar

spod Kijowa

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Ogród   Sro 08 Lis 2017, 13:26
Śluby, wbrew istniejącej we wszechświecie plotce Jasmin bardzo je lubił, był na nich alkohol, smaczne jedzenie, piękne kobiet, a czasem przy sprzyjających warunkach całkiem skoczna muzyka, jedynie ten moment z wiązaniem się na dobre i złe, zdrowie i chorobę, nie do końca pasował jego światopoglądu. Co prawda stare cygańskie przysłowie dużo dzieci dużo szczęścia, mówi, że efekt takich zachowań powinien być dla niego pożądany, o tyle Vasilchenko wierzył, że nie jest do niego potrzebna jedna i ciągle ta sama kobieta. Nie bronił jednak innym takiej dewiacji, niektórzy lubili biczowanie, podduszanie albo przebieranki, musieli więc być i tacy co szanowali moralizujące zdolności obroży na szyi, a może po prostu jej nie dostrzegali? Sama wizja takiego metalowego kółeczka na jego palcu, sprawiała, że z niepokojem szamotał się jak dzikie zwierze zamknięte w klatce.
Wszyscy goście już powinni znajdować w ogrodzie, szeptem wymieniać pochlebne komentarze na temat sukni panny młodej, komentować wszystko kto z kim przyszedł, kogo gdzie posadzono i dlaczego jeszcze nikt nie podał przystawek. W takim momencie spóźnieni goście powinni po cichutku zająć jakieś wolne miejsca z tyłu i z pokornie zwieszonymi głowami, modlić się, żeby nikt nie dostrzegł ich spóźnienia. Każdy normalny, dobrze wychowany człowiek tak by postąpił, każdy ale nie Jasmin.
On musiał zrobić zamieszanie, a im większe tym lepsze, przecież jego pojawienie się nie mogło zostać pominięte, tak się nie godziło. Dlatego też nagle zrobił się szum wśród dzieci, które dostrzegły siwą plamę zbliżającą się w stronę ogrodu, plamka ta rosła i rosła, aż w pewnym momencie przybrała postać konia, szarego rumaka ze skrzydłami, na którego grzbiecie widać było dwie osoby, ciemnowłosą kobietę i śniadoskórego mężczyznę w bufiastej, kolorowej koszuli i czarnych spodniach z wysokim stanem, ozdobionych złotymi guzikami. Kiedy wylądowali na skrawku wolnej przestrzeni, mężczyzna zszedł pierwszy pomagając swojej partnerce bezpiecznie opuścić grzbiet zwierzęcia.
- Chciałaś droga kuzynko wielkie wejście, to masz, mam nadzieję, że czujesz się usatysfakcjonowana. - Szepnął do niej uśmiechając się szelmowsko.
Niepasującymi do całej twarzy błękitnymi ślepiami przeciągnął po zdegustowanych twarzach obróconych w jego stronę.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Ogród   Sro 08 Lis 2017, 17:56
Przybywam po Jasną punktualnie, o godzinę wcześniej, tak by móc z nią jeszcze zamienić parę zdań, nim jedynym na czym przyjdzie nam (oczywiście tylko z założenia) skupiać swą uwagę, będzie opływający w łzy szczęścia, zachwyty i gratulacje, ślub Anny i Konstantego. Zginam palce, gotów zastukać w ogromne drzwi wejściowe, jednak te otwierają się niemal na oścież a z wnętrza holu, wyłania się starszy mężczyzna - zapewne lokaj, sądząc po ubiorze. Kiwam mu głową na powitanie i przystępuję parę kroków w przód, by przekroczyć próg twierdzy Sorokinów. Wnętrze wprawia mnie w chwilowy zachwyt, choć przecież nie goszczę tu po raz pierwszy. Oznajmiają mi, że panienka Sorokina zaraz się zjawi, a ja już wiem, że jest to nic innego jak jedna z zagrywek mojej uroczej narzeczonej. Przytakuję więc, odpowiadając, że mamy czas i zaczekam na nią tak długo, jak tylko będzie trzeba. Po cichu liczę jednak, że Sorokina zjawi się prędzej, niż później - spóźnienia wypadły już z mody.
- Jasno - mówię, skłaniając się w pas, po czym sięgam po jej dłoń, by złożyć na niej delikatny pocałunek. Wszystko zgodnie z zasadami gry, w którą od tego momentu znów przychodzi nam grać. - Pięknie wyglądasz - mówię i podsuwam jej swoje ramię, by następnie poprowadzić ją w kierunku magicznego samochodu, który wyposażony w szofera, czeka na podjeździe posiadłości. Mężczyzna otwiera przed nami drzwi, przepuszczam Jasną przodem, po czym sam wsiadam do środka, zajmując miejsce obok ciągle chowającej urazę blondynki.
Podróż mija nam w ciszy, chyba żadne nie chce być tym, które zacznie niezręczny temat ostatniego spotkania. Udaje mi się jedynie wyrzucić z siebie jakieś kila słów, zawierających przeprosiny i obietnice, że to ostatni raz, kiedy coś uniemożliwiło nam spotkanie. Nie chcę mówić nic więcej, wolałbym z nią porozmawiać w cztery oczy, bez świadków.
Przybywamy na miejsce jeszcze przed umowną godziną rozpoczęcia uroczystości. Wychodzę pierwszy i sam otwieram drzwi przed Sorokiną. Wyciągam do niej dłoń, pomagając jej tym samym opuścić wnętrze pojazdu.
- Jasno - zwracam się do niej, kiedy zostajemy sami. - Nie, nie pragnę prosić Cię zachowanie pozorów, wierzę, że lekcje aktorstwa wyniosłaś z domu - rzucam szybko, nieco ściszonym głosem, kiedy jej chłodne spojrzenie spotyka moje. - Chciałbym prosić Cię o chwilę rozmowy - mówię nadal cicho, krocząc z nią w kierunku ustawionych w rzędach krzeseł. Kiwam na przywitanie, Leonowi, Meli, nawet Kalisto może dziś liczyć na mój uśmiech. Nie zatrzymuję się jednak przy nich, w pamięci mając wymianę ognia, jaka zaszła pomiędzy Oneginem a Sorokiną, a której konsekwencje ponoszę po dziś dzień. - Możemy udawać przed wszystkimi, jednak nie chciałbym, żebyśmy musieli udawać przed sobą - dodaję, kiedy dochodzimy do rzędu, w którym miejsca zajmuje już moja siostra. Uśmiecham się do niej szeroko, nim jednak przywitam się z nią i jej partnerem, nachylam się nad swą narzeczoną, za pretekst biorąc poprawienie jej jasnego kosmyka włosów - Proszę, Jasno. To tylko parę minut - szeptam jej do ucha, niby przypadkowo muskając je ustami. Odsuwam się, ponownie przybierając na twarz wyuczony uśmiech a swe zainteresowanie przelewam na Filipę.
- Filipo, nie obawiasz się, że blask Twój przyćmi nawet pannę młodą? - pytam, posyłając jej spojrzenie pełne aprobaty. - Skandarze, miło Cię widzieć - mówię, wyciągając rękę ku niemu. O jego obecność przy boku Pippy zapytam później. - A to moja urocza narzeczona, Jasna Sorokina, nie wiem czy mieliście już przyjemność się poznać - dodaję, wskazując na towarzyszącą mi blondynkę.
Wymiana uprzejmości nie trwa długo. Do ogrodu wkraczają Anna i Konstanty a my milkniemy, gotowi uronić łzę nad tym pięknym aktem skończonego kretynizmu.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t569-shoshana-aristova http://petersburg.forum.st/t1272-zuzanka-aristova#5145 http://petersburg.forum.st/t1273-zuzanna#5147 http://petersburg.forum.st/t1274-licho-zuzanny#5149
PisanieRe: Ogród   Sro 08 Lis 2017, 18:13
Na Zuzannie wesela i śluby robiły nieco inne wrażenie. Rzecz jasna były okazją do przebrania się w najpiękniejszą sukienkę i zrobienia sobie najmodniejszej fryzury, a także brylowania w towarzystwie oraz ogólnego pokazania się od jak najlepszej strony. Wesele Ady skończyło się jednak tragedią, przez co sama Aristova zaczęła na takie imprezy kręcić nosem. Grzechem byłoby się jednak nie pokazać. Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. Dziś prawda tego pierwszego była prawdziwsza. Dlatego też już od jakiegoś czasu wybierała materiał, z którego zostanie uszyta jej kreacja na dzisiejszą zabawę.
Z rana męczyła ją migrena i byłaby skłonna Zuzanna stwierdzić, że znów ma zwidy, omamy jakieś. Musiała zażyć odpowiedni eliksir, ażeby draństwo minęło, zniknęło zagłuszone działaniem specyfiku. Jak wiele innych pięknych panien, również Zuzanna od rana kwitła w łazience. Wyszła z niej, gotowa, na chwilę przed przyjazdem Jasmina, kochanego kuzyna. Pachniała bzem i agrestem (ostatnimi czasy przeczytała pewną opowieść, wedle której zapach był niezwykle modny pośród wiedźm takich, jak ona).
Wyglądali bajecznie. Śniady Cygan w falbanach i Śnieżka bez rumieńców, w koronkach i satynie - ostatnie hity mody magicznej. Wiatr rozwiewał materiał ich ubrań, gdy niespieszyli się na wesele. Zwrócili uwagę niemal wszystkich.
- Oczywiście, że tak, drogi Jasminku - zamrugała oczami jak lalka. Gdy zeskoczyła na ziemię przysiąc by można, że zabrzęczało coś wokoło. Szekle, cekiny? Wszyscy winni wiedzieć kto się właśnie zjawił. Obdarowała wszystkich uśmiechem bladych ust chłonąc jak gąbka oburzone i zniesmaczone spojrzenia. Gdzieś tam, dalej, były przygotowane ich miejsca. Och, ciekawe, czy jedzenie koszerne?
- Mam nadzieję, że zatrudnili dobrego kucharza - szepnęła mu na ucho zerkając krytycznie na wiszące ozdoby. Gdzieśtam mignęła jej Jasna. Chciała już stanąć na palcach, wychylić się w jej stronę. Powstrzymał ją odległy widok ryżej i jasnej czupryny przy Soroknie. - Mh - skrzywiła się.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Ogród   Czw 09 Lis 2017, 05:00
Nie chce jej się. Tak bardzo jej się nie chce, że samo zakładanie pończoch zajmuje jej z godzinę. W sumie idzie tylko dlatego, że Krzesimir to luby Iskierki, a i ona Krzesia lubiła od dawien dawna. Był taki wspaniały w swojej uprzejmości, a jakie robił desery! Nie lubiła balowych sukienek, nosiła je rzadko bo były niewygodne i sprawiały, że czuła się jak lalka, a nie normalna dziewucha. Lubiła futra i biżuterię, ale lubiła też skórę, lśniące oficerki i jeździeckie spodnie z wysokim stanem podkreślające jej figurę. Wciągając na siebie jedną z kiecek, które podarował jej ojciec, prostego kroju ołówkową kreację w kolorze przygaszonego turkusu, westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę z tego, że bardziej nie chce iść na to wesele z powodu swojego nieszczęsnego towarzysza, niż jakiegokolwiek innego, nie było jednak wyboru. Była gotowa jeszcze przed czasem, malując usta już sto pierwszy raz i przyglądając się swojej twarzy w lustrze jakby widziała się po raz pierwszy. Odwlekała konieczność zejścia na dół do czasu, aż nie została poinformowana, że Aleksei się niecierpliwi (na co zmarszczyła nos) i wciągnąwszy na ramiona skórzany żakiet zeszła na dół. Wymiana uprzejmości, na ustach uśmiech pozbawiony radości, całowanie rączek i niezręczna podróż do Kaliningradu. Przepraszam, ja też przepraszam, więcej nie będę, bezwartościowe zapewnienia, krótki, pozbawiony romantyzmu pocałunek na zgodę i wróciła do oglądania świata przez okno latającego samochodu.
Nosiła w sercu urazę, wciąż pamiętała jego pełne pogardy spojrzenie i ton głosu, którym ją zbeształ. Milcz zażyczył sobie i tak też zamierzała uczynić, ograniczając tego wieczora swoje wypowiedzi do najbardziej nieodzownegi minimum. Krocząc w stronę ogrodu, na sugestię o zachowywaniu pozorów prychnęła jedynie, niemal bezgłośnie, poprawiając ufryzowane włosy i krawędź pomadki na ustach. Chwilę rozmowy? Posyłając Alekseiowi przeciągłe spojrzenie uśmiecha się blado, chociaż w oczach nie ma nawet cienia wesołości.
- Oczywiście, najdroższy. - dodaje słabo - Parę minut. - podkreśla jednak i uśmiecha się znacznie szerzej, gdy zaczynają mijać znajome twarze.
Coś jej drży wewnątrz na widok Leona Onegina, choć nie jest pewna, czy to torsje czy palpitacja serca, bo zaraz obok widzi piękną Melpomenę, dziś jeszcze słodszą i piękniejszą niż zazwyczaj i robi jej się słabo, zaciska więc palce na ramieniu Aleksa w niepozornym geście. Puszcza oczko koleżankom kiwając do nich brwiami w wyrazie "No w końcu go gdzieś wyciągnęłam!" chociaż w duchu nie mogła doczekać się by go puścić wolno, niech sobie idzie pić ze swoimi wątpliwej jakości przyjaciółmi typu Onegin czy Zakharenko.
Usiadłszy nieopodal Filipy poczuła ulgę na jej widok, uśmiechając się szczerze po raz pierwszy od kilku dobrych godzin.
- Filipo, Twoja sukienka jest nieziemska. - szepcze półgębkiem, filując jednak na jej partnera. Podała mu dłoń uśmiechając się lekko - Miło mi Cię w końcu poznać osobiście.
Och tak, wiedziała dobrze kim był partner Filipy. Zdążyła się o Lazarevie nasłuchać i naczytać od swojej drogiej przyjaciółki Shoshany, a rzeczy jakie Aristóvna o nim opowiadała, a opinie jakie wyrażała, och z pewnością zawstydziłyby niejednego, może nawet jego, tak bardzo, że oblałby się rumieńcem niemal tak rudym jak jego broda. Nic jednak nie dając po sobie poznać zwraca głowę w stronę nadchodzącej pary i tylko przybycie siwego graniana rozprasza gawiedź skupioną na młodych. Ogląda się na Shoshanę, którą wita zdawkowym gestem, chcąc jej oszczędzić dołączania do jej wybitnej grupy indywiduów. Zresztą towarzyszący Aristównie partner wydawał się być ciekawszy niż połowa obecnych w ogrodzie. W milczeniu odwróciła się na powrót w stronę alejki i zainteresowała się ceremonią. Młodzi byli piękni, oboje, widziała jak na siebie spoglądali. Romantyczne związki z miłości były czymś tak niespotykanym, że miała ochotę zamknąć ich w klatce jak jednorożca a potem płakać nad własnym, nędznym losem.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

błękitna

za Starszyzną

śpiewaczka operowa
http://petersburg.forum.st/t1083-melpomene-zakharenko#3997 http://petersburg.forum.st/t1093-melpomene-zakharenko#4044 http://petersburg.forum.st/t1090-mela#4030 http://petersburg.forum.st/t1098-piorka
PisanieRe: Ogród   Czw 09 Lis 2017, 19:32
Twarze wszystkich ludzi tutaj były jedynie maskami skrywającymi prawdziwe emocje. Dawne przyjaźnie, dawne spory, wszystko wprawiało ludzi w poruszenie, gdy tylko spotykali tych, z którymi na co dzień widywać się nie mogli. To była jedyna taka okazja na sto - jedyna chwila na milion. Jedyny moment w jej całym życiu, który sprawił, że coś załomotało w jej sercu tak mocno jak jeszcze nigdy, a policzki przykrył niewinny rumieniec. Dostrzegła gdzieś w tłumie, w oddali sylwetkę zdecydowanie zbyt znajomą niż by teraz chciała. Jej wzrok tylko na chwilę za nią podążył i szybko odszedł gdzieś indziej, gdziekolwiek mógłby zaczepić spojrzenie zwykły gość tego ślubu - oczywiście na parę młodą. Nie mogła zaczepić wzroku zbyt długo na osobie Alekseia. Jakże głupim był smutek goszczący w niej, gdy obserwowała jego osobę. Upływający czas już dawno powinien zdusić w zarodku niepewne, młodzieńcze uczucia. Dlatego odwróciła wzrok zapominając o niedawnym widoku szybciej niż mu się dobrze przyjrzała. Zwłaszcza, że pojawił się w obecności Jasnej. Z chęcią przywitałaby się z nią chociaż dygnięciem, ale wstyd i strach nieco ją onieśmieliły. Chciała skupić się na swoich towarzyszach, tonąc w konwenansach dworskiego życia. Skupiła na chwilę wzrok na Lewie, mężczyźnie z którym przyszła tutaj jej siostra. Była zaskoczona, że wcześniej Kallisto nie wspomniała o tym człowieku, co sprawiało, że była nieco zmartwiona. Nie chciała, aby ich relacja się rozluźniła, trudno jej było wyobrazić sobie życie bez siostry. Mimo iż wyglądał zupełnie normalnie i wypowiadał się tak również, jego spojrzenie przyprawiało go o delikatne dreszcze. Może to po prostu różnica mentalności czy energii?
Następnie skupiła się na Leonie i aż trudno jej było się nie uśmiechnąć. U jego boku miała choć niewielki kąt, w którym mogła odpocząć od natłoku myśli. Nawet cienia smutku na jej twarzy nie miał prawa dostrzec - zbyt dobrze ukrywała to jak naprawdę było.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Ogród   Czw 09 Lis 2017, 20:42
Patrzcie jacy żałośni. Siedzą jak ci królowie złota: bialowłosy Leon pod złotym krawatem i piękna blada Melpomena cała w błyszczącej sukni. Niby tacy piekni, dobrani i zachwycający. Ale jeżeli ktoś spojrzy z boku na tę parę, to zauważy jak oboje odprowadzają spojrzeniem jedną z  tak wielu par. I smutek w każdej parze oczu. I niewyczuwalny ból serca, kiedy tak udają, ze nie chcą wcale spoglądać na tę parę. Ona patrzy na niego, on patrzy na nią. Ale tak, żeby ten drugi sie nie zorientował, tak żeby tajemnica pozostała tajemnicą. Tak, żeby podziwiani nie zauważyli, zeby partner sie nie połapał.
Leon ma wzrok ostrożny. Spod brwi jasnych spogląda jak Jasna Sorokina idzie przez tłum. Widzi jak wita się z całą masą osób. Jak sukienka jej rozwiana muska ramiona. I widzi jak ma włosy upięte, jak gdyby stała kilka godzin i zastanawiała się, czy jej twarz już wygląda najpiękniej. Idzie panna Sorokina, a Leon przez chwile nie oddycha. No tak, wygląda lepiej niż zapamiętał. Prześlizguje w porę spojrzenie na Aloszę, który na szczęście nie spojrzał mu w oczy, bo niestety mógłby zobaczyć w nich cos, co mogłoby go zaniepokoić. Powstrzymuje sie od kolejnego zgubienia jaźni i szybko patrzy na Melpomene, która w tym samym czasie do niego sie uśmiecha. Kochane dziecko, ratunek na tym morzu wspomnień i niezręczności.
Leon przychyla się do drogiej kuzynki i chociaz juz zaczęła się ceremonia, to postanawia przerwać jej wypatrywanie miłości na ołtarzu. Na co tu patrzeć, pfi!
-A co powiesz na to, droga kuzyneczko, żebyśmy dziś upili sie do nieprzytomności, albo przynajmniej tak, żeby gadać głupoty- mowi jej na ucho, specjalnie czekając aż sie zaśmieje. W jednym, samolubnym celu, aby pokazać jak wspaniale sie bawią z Melą.
A czemu ona winna, kochane dziecko. Mógłby oszczędzić jej tych żałosnych gierek, ale z drugiej strony wydaje mu sie nawet zabawne to, że Mela mogłaby się z nim upić. Przecież będąc pod jego opieką, nawet pijana bardzo, nie bedzie ofiarą żartów. Raczej pobłażliwych uśmiechów.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Ogród   Pią 10 Lis 2017, 21:59
Ten dzień, od którego Konstanty zawsze uciekał, w końcu się ziścił. I oto teraz stoi tutaj w eleganckim fraku u boku Anny w pięknej, śnieżnobiałej sukni, w doborowym towarzystwie rodziny i przyjaciół zgromadzonych ze wszystkich zakątków świata i nie zamierza zrobić kroku w tył. Choć Wroński zawsze widział siebie w roli uciekającego pana młodego, który nie da się skuć w kajdany zobowiązań za żadne skarby Słowiańszczyzny, to dziś wie, że jest we właściwym miejscu i czasie. Musiał do tego wpierw dojrzeć i przejść etap niekończących się kłótni z ojcem i matką, którzy bez jego zgody postanowili zaaranżować związek z Anną, wierząc że tak będzie najlepiej. Z początku nie traktował tego poważnie – był młody i nie w głowie były mu miłostki, z czasem jednak przyzwyczaił się do faktu, że Anna jest gdzieś obok niego. Była dobra, cierpliwa i wyrozumiała – w przeciwieństwie do Konstantego, który nigdy nie należał do szczególnie pokornych mężczyzn. Miał za sobą burzliwość przeszłość i niegodne szlachcica występki, jednak dobrze wiedział, że jeśli chce ten ostatni raz odzyskać Annę po tym, co zrobił nie tylko jej, ale i rodzinie, musi się diametralnie zmienić. Ostatnie lata i intensywna praca uzdrowiciela przyczyniły się do tego, że Konstanty się uspokoił i spoważniał, dlatego też po długich latach narzeczeństwa dojrzał do tej decyzji, by poślubić Annę. Początkowo nikt temu nie dowierzał, lecz dzisiejszy dzień staje się faktem i powoli przechodzi do historii. Pora zamknąć stary i rozpocząć nowy rozdział.
Wkrótce początek uroczystości w bajecznie przyozdobionym ogrodzie miał się zakończyć. Po długim i kwiecistym przemówieniu czarodzieja prowadzącego ceremonię, zostało już tylko złożenie przysięgi małżeńskiej i pierścionki, by ostatecznie dopełnić formalności i rozpocząć oficjalną, tak długo wyczekiwaną przez wszystkich część – wesele. Konstanty stara się uśmiechać radośnie i przy tym nie pokazywać na twarzy swojego stresu, jednocześnie cały czas patrząc na stojącą obok rudowłosą Annę. Z miłością i  nieopisanym zachwytem, tak jak to powinno wyglądać między nimi od zawsze. Ściska jej dłoń nieco mocniej, mając nadzieję, że nikt niepożądany nie zechce przypadkiem psuć im ceremonii. Krótka cisza zdaje się zamieniać w nieznośną wieczność, dlatego też wierzy, że za moment będą mogli złożyć sobie przysięgę małżeńską. Choć wcale się nie odwraca, to czuje na sobie wzrok zgromadzonych tutaj gości. Zaraz wszak nastąpi najważniejszy moment tego dnia, podczas którego będą sobie ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że się nie opuszczą  aż do śmierci.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Ogród   Sob 11 Lis 2017, 19:17
Z chęcią postanowił towarzyszyć Hiacyncie na weselu. Mimo, że do magii kreatywnej nadawała się jak głupi do polityki on chyba mentalnie pozostał w jej wieku, dzięki czemu mógł się z nią w miarę normalnie dogadać. No i nie patrzyła w takim stopniu na konwenanse jak Iskierka - kochał siostrę całym sercem, jednakże pod względem pilnowania szlacheckiej etykiety dość mocno się różnili.
Tak więc teraz szedł z nią nie wiedząc do końca czy każdy ma swoje miejsce czy też każdy se wolnego miejsca szuka i nie zdając sobie sprawy, że Cyzię buty mocno obcierają. Fakt, nic by nie mógł z tym zrobić - chyba, że postarać się o skandal, gdyby przeniósł ją nieszlachecko na rękach - ale jednak pewnie zwolniłby kroku zamiast się w duchu z lekka irytować, że dziewczyna wolno idzie. Teraz miał wrażenie, że chce pokazać swą dostojność poprzez wolny, nieśpieszny chód.
Kiedy wreszcie doszli na miejsce dość dużo osób już siedziało na swoich (albo nie) krzesłach. Nie miał jednak czasu się rozejrzeć po obecnych, bo jego weselna partnerka postanowiła podjąć z nim temat płaczu i chusteczek.
- Obiecuję, że nie będę - teatralnie położył dłoń na sercu. - Zachowam się jak na mężczyznę przystało i nie uronię ani jednej łzy. Za to tobie chętnie udostępnię rękaw jeśli będzie trzeba - uśmiechnął się zawadiacko.
Kiedy para młoda szła do ołtarza ucichł czując podniosłość chwili. Nawet on miał jej wyczucie i wiedział, że są takie momenty w życiu kiedy należy milczeć. Tak więc tylko przyglądał się uroczystości nie zwracając uwagi na nic innego, choć nie mógł stwierdzić, żeby sam ślub go szczególnie interesował. W tym względzie zdecydowanie bardziej liczył na wesele.
Czarodziej, przed którym Anna i Konstanty mieli sobie przyrzec miłość i wierność małżeńską wreszcie spytał czy ktoś chce wnieść sprzeciw. Z ciekawości rozejrzał się po obecnych i wśród tłumu mignęły mu piękne włosy Kallisto. Choć wiedział, że nie powinien spróbował złapać ją wzrokiem i uśmiechnął się niemal uwodzicielsko po czym wrócił do obserwowania państwa młodych.
W końcu to ich dzień, niegrzecznie byłoby olać oglądanie ich wielkiego dnia nawet dla tak pięknej istoty jak Zakharenko. A z nią samą może pogadać też później. Najlepiej na osobności.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Ogród   Sob 11 Lis 2017, 20:59
Panowała cisza. Nikt nie wzburzył jej swoim sprzeciwem, cieszcie się, państwo młodzi. Oto najwyraźniej macie wokół siebie samych przychylnych waszemu związkowi, a wszyscy wiemy jak rzadko się to zdarza w kręgach, gdzie każdy z każdym skoligacony jest na sto sposobów i nawet tu, w tym pięknym ogrodzie zakopane są tuziny wojennych toporów.
Czarodziej sprawujący ceremonię klasnął w dłonie z uśmiechem. Był świadkiem niejednej awantury na ślubie, zwłaszcza par z tak burzliwą historią jak Anna i Konstanty. Do tej pory jednak wszystko szło jak należy, po co więc miał przedłużać…
- Nadszedł więc czas na przysięgę. – Nie mógł sobie odmówić odszukania spojrzeniem płaczących w tłumie. Mistrz ceremonii kochał tę robotę bardziej niż kochali się najszczęśliwszy nowożeńcy.
Odchrząknął i machnął różdżką, a smużki światła otaczające całe sylwetki narzeczonych skoncentrowały się ciasno wokół ich złączonych dłoni. Krążyły wokół nich szybko, jakby intencja dającego im ślub czarodzieja mogła je scalić bezpowrotnie, nie pozostawiając już miejsca na wątpliwości, rozpraszanie się obecnością innych ludzi, nie tylko w ogrodzie Wrońskich, ale i potem w całym życiu. Czy nie byłoby ci tak łatwiej, Aniu? Czy nie wolałbyś zapomnieć o nieskończonym wachlarzu możliwości, jakie daje wolność, Konstanty?
A może, szczęśliwcy, wcale nie dostrzegacie niewoli w tej jedności? Dobrze, że się nie rozglądacie, patrzcie dalej wciąż na siebie, oczarowani chwilą. Dość bowiem wokół was niedowiarków, ludzi owładniętych goryczą, uwięźniętych w umowach i konwenansach, by i wam iskry w oczach zgasły. Macie sobie w końcu co wypominać.
- Powtarzajcie za mną, najpierw ty, Anno – przemówił mistrz ceremonii i uroczyście zaintonował: – Oto biorę sobie ciebie, aby cię mieć i zachować na dolę piękną i szpetną, najlepszą i najgorszą, we dnie i w nocy, w chorobie i zdrowiu, albowiem sercem całym cię miłuje i przysięgam miłować wiecznie, póki śmierć nas nie rozłączy.
Słowa znaczą mniej lub więcej tylko w zależności od szczerości, jaką się za nimi schowa. Stary czarodziej słyszał przysięgi odklepane bez zaangażowania i takie przerywane łzami. A oni milczeli, zawstydzeni jakby przed sobą. Kiwnięciem głowy zachęcał oboje do powtarzania linijka po linijce, aż w końcu i Anna, i Konstanty wyrzekli ostatnie słowa przysięgi.
- Wspaniale. – Rozpromienił się mistrz ceremonii, chwytając złączone ręce nowożeńców. – Oto jesteście już małżeństwem.
I po wszystkim. Klaszczcie, goście, wiwatujcie na symboliczny pocałunek, który dopełnia ceremonii. Może zdaje się wam, że nic wielkiego się nie stało i może nawet macie rację wy, sceptycy, ale klaszczcie i cieszcie się wszyscy. Tak wszak nakazuje obyczaj.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Ogród   Sob 11 Lis 2017, 23:22
Ta scena rozgrywała się w jej wyobraźni już pewnie tysiąc razy. Za każdym razem nieco inaczej, a nigdy tak, jak wydarzyła się naprawdę. Zawsze czegoś brakowało, coś innego było w nadmiarze, różnice szczegółów składały się na zupełnie różne obrazy.
Ale czy miało to w ogóle znaczenie, skoro od początku wiedziała, kto będzie stał przy niej przed czarodziejem prowadzącym ceremonię? Skoro nie miała wątpliwości, że jedną z osób chlipiących gdzieś w tle dla ich słów będzie jej matka? Chyba nie, a nawet jeśli, to wobec rzeczywistości to znaczenie drastycznie maleje.
Pierwsze słowo przysięgi, tak krótkie i niepozorne, uwięzło jej w gardle jak kość stercząca w poprzek. Niemal zakrztusiła się nim i dopiero zachęcające kiwnięcie głową Jadwigi sprawiło, że Anna zdobyła się na spojrzenie Konstantemu w twarz i wypowiedzenie przysięgi.
- Oto biorę sobie ciebie… – uwaga skupiona na niej była dotychczas przyjemnym mrowieniem czekającym gdzieś w tle za innymi odczuciami, aż się na nim skupi, aż ją rozbawi, przyniesie dumę. W końcu wszyscy byli zachwyceni. Teraz jednak poczuła się, jakby była odpytywana przez wszystkich świadków jej przysięgi i mimo znajomości jej słów wciąż mogła popełnić jakiś błąd. A jednak mówiła dalej, choć głos trząsł się jej z początku, mówiła szczerze, aż przy końcu wypowiedzi uśmiechała się nawet.
Doskonale znała naturę słów, wie, że można je różnie interpretować, każde do woli przepisywać, a same jakoś się ułożą. A każde z tych zawierających się w przysiędze mówiła jednak prosto, by znaczyło dokładnie to, co miało znaczyć. Tak długo czekała, aż przejdą jej przez usta, że nie miała już cierpliwości na żadne ozdobniki, zbędne przerwy na ciszę dla efektu. Niezależnie, jak powie, efekt będzie przecież ten sam, nie dotyczy nikogo poza nimi dwojgiem.
Nic się nie zmieniło. Widziała i czuła świat tak samo jak przed chwilą, ale już – stało się. Bez hałasu, wybuchów, omdlenia, nagle przestała być Anną, którą była przez dwadzieścia osiem lat. A może właśnie była nią bardziej, skoro element jej tożsamości, którego brak odczuwała przez lata bardziej lub mniej dotkliwie, usadowił się wreszcie na swoim miejscu, uzupełniając jej plan na życie?
Stres, który w niej wzbierał odpuścił nagle w momencie, gdy mistrz ceremonii ogłosił, że małżeństwo zostało zawarte; Anna zaczęła płakać i śmiać się w jednej chwili. Z pierwszymi łzami w oczach, nieco zakłopotana, pocałowała Konstantego, jak nakazywał zwyczaj. Poza tym, nic innego nie nadawało się na pierwszą rzecz mającą miejsce między żoną a mężem. Dopiero wtedy odwróciła się wraz z nim, by w obstawie gości opuścić ogród i pierwszym kieliszkiem wódki (w końcu wżeniła się w polską rodzinę) rozpocząć wesele.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

34 lata

błękitna

za Starszyzną

różdżkarz
http://petersburg.forum.st/t913-niedamir-wronski#2828 http://petersburg.forum.st/t917-niedamir-m-wronski#2891 http://petersburg.forum.st/t921-nie-pozwol-mi-spac#2896 http://petersburg.forum.st/t922-hibiskus#2898
PisanieRe: Ogród   Nie 12 Lis 2017, 15:19
Do mych uszu nie docierały natrętne pytania innych gości. Trochę mi to było nawet na rękę, nie powiem, że mógłbym skarcić tego i owego surowszym spojrzeniem, nawet za próbę insynuacji, że między mym kuzynem a jego żoną nie ma żadnego prawdziwego uczucia. Było, było, oj być musiało, nawet Jadzia tak mówiła, że z całego wachlarza rzeczy niemądrych, zaślubiny bez miłości są tą wadą naznaczone najbardziej. Dlatego nie wierzę, by zarówno Konstanty, jak i Anna byli głupi - młodzi, tak, ale na pewno nie głupi.
Czuć było przecież przez wszystkie emocje przechodzące przez nową panią Wrońską, z jej głosu, mimiki, łez radości i wzruszenia płynących po polikach, że cała ta sytuacja jest autentycznie piękna. Nie mógł wpatrywać się w nią jednak tak obscenicznie, coby nie dodać jej kolejnego powodu do zawstydzenia. To jej wielki dzień, niech płacze, ile chce.
Podniosłem więc wzrok na starego czarodzieja, uśmiechając się do niego krzepiąco. Trzeba przyznać, że wykonał swoją robotę więcej niż perfekcyjnie, zatem bez zbędnego przedłużania mogę przeciąć linę, za którą przymocowany do mojej szyi został ten metaforyczny kamień. Plecy natomiast faktycznie mi się prostują, może nawet pociągam krótko nosem, z wrażenia i wzruszenia. Zaraz jednak nie mam już możliwości o tym myśleć, bo klaszczę w dłonie, wzrokiem szukam wszystkich Wrońskich dzieci, które przez matrony zostały przeznaczone do wypuszczenia pary białych gołąbków, rzucania płatkami kwiatów przed parą młodą. Są. Żadne się nie pobiło, nie skaleczyło, białe sukienki i garniturki w najlepszym porządku, jeszcze tylko Dionizemu szybko poprawiam fryzurę i można zaczynać wesele Konstantego i Anny.
Tylko czy znajdę tam tę, której obiecałem pięć tańców?
Powrót do góry Go down
avatar


piekło (i nie jest to żart ani metafora)

27 lat

błękitna

neutralny

czarnoksiężnik, snycerz, artysta, ex-celebryta
http://petersburg.forum.st/t1039-lew-wronski http://petersburg.forum.st/t1139-dziennik-lwa http://petersburg.forum.st/t1138-relacje-lwa http://petersburg.forum.st/t1142-ptaszek#4318
PisanieRe: Ogród   Nie 19 Lis 2017, 11:33
Lew spojrzał na Lwa drugiego i z miną niby rozbawioną, ale po przyjrzeniu się lepiej... niewiele wyrażającą, przyznał otwarcie, na głos, zniżając jego ton na tyle, aby nie usłyszał go nieodpowiedni człowiek sfrustrowany zakłócaniem ceremonii:
- Bar zlokalizował mnie już dawno - nie skrywał celowości w przekręceniu jego słów poprzez odpowiednią intonację - ale jeżeli podejdę tam pierwszy to zrobię kolejny krok w stronę wydziedziczenia.
Przykra sytuacja.
A jednak ciągnęła się jak gluty z nosa, niejednokrotnie zmuszając Wrońskiego do rezygnacji z jakiegoś planu, aby uniknąć groźnych spojrzeń i pękniętych na czole żyłek. Jego uwaga, wcześniej skupiona głównie na ceremonii, planach i marzeniach Anny-już-Wrońskiej, przerzuciła się na Kallisto. Istotnie, znowu w zamyśleniu zapomniał udawać, że jakkolwiek mu zależy, ale wyglądało na to, że jest już trochę za późno. Cóż, trudno. Zrekompensuje sobie to niedopatrzenie płakaniem na ich pogrzebach. Mógł przecież śmiało planować fakt ich przeżycia, ale teraz...
Głowa przechyliła się lekko w stronę Zakharenko, a dłoń zbliżyła do jej tak blisko, aby ich skóra mogła się zetknąć. Niby przypadkiem, ale naprawdę niewiele pozostawiał przypadkowi.
- Dziękuję - zaczął od przyjemności, wylewając na twarz lekki uśmiech, chociaż nie spojrzał na nią, tylko uparcie wpatrywał się w osoby płaczące tam na ślubnym kobiercu. - Wydaje mi się, że tak. Za dużo łez tutaj wszyscy zainteresowani wylali i zbyt wiele zirytowanych ciotek widziałem, by uznać inaczej - szeptał do niej - i jestem zmuszony do uznania tego za autentyczne. Mało mamy ślubów z miłości... ale dzisiaj najwyraźniej szykuje nam się piękne wesele. Powiedz mi, panienko, lubisz tańczyć?
W całym absurdzie jego osoby trzeba było dopisać, może nawet na przedzie, że był absolwentem Beauxbâtons. Ba! Drugiego męża, tego którego odciętą głowę przechowywał w kufrze w piwnicy jeszcze kilka lat, poznał w tańcu właśnie, chociaż nie tym klasycznym, wyuczonym w akademii magii, a żywym i skocznym, mugolskim swingu. Jakkolwiek to nie brzmiało, Wroński był całkiem poważnym kandydatem aby zdominować parkiet i pozbawić Kallisto czucia w stopach przez następne dwa tygodnie. A jeżeli nie ona, na pewno znajdzie kogoś innego, prawda? W ogrodzie znajdowało się przecież tyle przyjaznych mu osób... na przykład była narzeczona. Podejrzewał ją co prawda o próbę zamordowania go i silną nienawiść, ale miał jej do złożenia tyle ofert... Na pewno się jeszcze kiedyś dogadają. A jak nie, to po prostu zabije ją pierwszy. Miał w tej kwestii sporo doświadczenia.
I koniec. Dla niego krótka chwila, dla nich pewnie cała wieczność?
Nieistotne. Po prostu zaczął klaskać, dołączając się do ewentualnych wiwatów. Odważył się nawet podnieść z miejsca, z cichą nadzieją, że zmotywuje to innych, bo wystarczyło mu skojarzenie go z alkoholizmem, nie musiał być też "przypałowym wujkiem" zgromadzonych tu dzieci.
Kiedy już mogli się wydostać z zajętych miejsc, rzecz jasna, zaoferował towarzyszce swoje ramię.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

24 lata

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Ogród   Nie 19 Lis 2017, 15:01
Zdawało się, że nic nie może przeszkodzić uroczystości, która trwała szczęśliwie bez żadnych przeszkód. Młoda para patrzyła na siebie z nieprawdopodobną jak na skostniałą Starszyznę ugrzęźniętą w powinnościach i interesach miłością. Razem wyglądali niczym z idealnego obrazka, który można by powiesić na ścianie salonu sukien ślubnych z nadzieją, że każda przyszła panna młoda wyobrazi sobie siebie w podobnej sytuacji i dokona zakupu właśnie tutaj. Nikt nie krzyknął: "nie zgadzam się!" przez co cała ceremonia przebiegła bez zakłóceń a małe dziewczynki z płatkami kwiatów z nieprawdopodobną wręcz radością zaczęły wreszcie je rozrzucać - gdyby miały identyczną robotę, jednak zamiast płatkami miałyby rzucać ryżem nie wyglądałoby to tak uroczo. Lew Wroński wstał i zaczął klaskać jakby chciał uhonorować świeżo upieczonych małżonków grupowym wiwatem - a przynajmniej wyglądał na takiego co nie chce klaskać sam.
Nuda, panie, nuda.
Owszem, w plotkarskiej gazecie muszą być też takie radosne chwile jak ta, kiedy wszystko jest dobre i idzie zgodnie z planem, jednak specjalny numer o weselu w posiadłości Wrońskich nie może być optymistyczny, radosny i bez żadnych większych obsmarowań. W końcu ludzie płacą za plotki, dzięki którym mogą poczuć się lepiej, a nie historyjki rodem z harlekina.
W swoich notatkach zapisała więc póki co, że powinna opisać jaka to młoda para jest piękna i młoda. Po wahaniu postanowiła zrobić też przysługę dawno niewidzianemu kuzynowi i opisać, jak to Lew ruszył cały zebrany tu tłum, który razem z nim zaczął klaskać, niech chłopina ma trochę dobrego PR-u. Nie miała jednak dalej pomysłu z kogo zrobić pośmiewisko i w tej materii liczyła, że Galinie coś wpadnie do głowy. W końcu Aristova była bardzo kreatywna, więc kto wie czy jej nie przerośnie w wymyślaniu plot ciekawej interpretacji zachowań wysoko urodzonych.
Póki co jednak cały czas siedziała na swoim miejscu i obserwowała reakcję tłumu. Co jak co, ale im później ktoś ją rozpozna tym lepiej. A najlepiej, jeśli o jej obecności będzie wiedzieć tylko stojąca obok poetka.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Ogród   Pon 20 Lis 2017, 14:52
Wiodę wzrokiem za parą młodą. Wyglądają na szczęśliwych, w tych swoich odświętnych strojach, z rozwianym włosem i uśmiechem sięgającym policzków. Chyba nie udają. To chyba naprawdę miłość. Myślę i na mojej twarzy pojawia się uśmiech, podszyty pogardą. Nie, nie dla nich. Dla siebie samego. Byłem na tyle głupi, by sądzić, że i mnie mógłby czekać los podobny, że kiedyś sam stanę przed ołtarzem i na samego Welesa przysięgać będę przed osobą, którą obdarzę prawdziwą miłością.
Kretyn
Kwituję się sam w myślach i poprawiam nieco na krześle - do końca ceremonii jeszcze długa droga, powinienem więc znaleźć dla siebie nieco wygodniejszą pozycję. Posyłam krótki uśmiech w kierunku swej narzeczonej, która poświęca mi kilka sekund i patrzy na mnie, kiedy tak wiercę się na swoim miejscu. Wbijam swe spojrzenie w przyszłych państwa Wrońskich, jednak nie mogę skupić się na słowach przysięgi, jakie w tym momencie wyrzucają ich usta. Moje myśli krążą wokół panien, którym oddałam cząstkę siebie i co w późniejszym rozrachunku okazało się fatalnym błędem. Spoglądam więc na Melepomene i zastawiam się, co skłoniło mnie, by uganiać się za nią za czasów szkolnych. Pamiętam dobrze spojrzenie Filipy, w którym malowało się niedowierzanie połączone z zażenowaniem, śmiech Leona i twarz Antona, która wyrażała coś na kształt "może sam bym ją puknął". Rzecz w tym, że ja wcale pukać jej nie chciałem ale w to nie wierzył nikt poza mną samym. Westchnąłem cicho, jako podsumowanie tej podróży w czasie. Teraz nie jesteśmy niczym innym jak parą obcych sobie ludzi, których każde spotkanie przebiega w dość niezręcznej wymianie zdawkowych zdań. Podobnie jak każde natknięcie się na Marcelinę. Nie wiem czy potrafię jeszcze z nią rozmawiać. Wróć. Potrafić może bym potrafił, ale chyba nie chcę. W przeciwieństwie do niej, ona chciałaby rozmawiać cały czas. Nie wiem więc jak i z której strony ugryźć to co jest między nami a przecież wiecznie uciekać nie mogę. Jak mam jednak to zrobić, skoro każde zawieszenie wzroku na jej twarzy boli? I w tym momencie zerkam ponownie w kierunku Jasny, osoby z którą przyjdzie spędzić mi resztę życia i chyba coś we mnie pęka. Jej oczy są zabarwione smutkiem, kiedy powinny żarzyć się ikrami. Smutkiem, którego sprawcą jestem ja, Aleksei Karamazow, narzeczony roku. Zaciskam wargi w wąską linię, chyba po raz pierwszy od bardzo dawna, dopadają mnie wyrzuty sumienia (czego Aleks?). Muszę z nią porozmawiać, chociaż wiem, że rozmowa ta nie będzie przyjemna.
Ceremonia dobiega końca. Wszyscy wstają i wiwatują, nawet ja uśmiecham się z uznaniem i klaszczę w dłonie. Konstanty przemawia i zaprasza wszystkich do tańca. Idealnie. Podsuwam Jasnej ramię i prowadzę ją w stronę sali balowej.
- Mogę liczyć na pierwszy taniec? - pytam, nachylając się do niej, kiedy tak suniemy pośród innych gości. Liczę na jej zgodę. Szeptanie po kątach mogłoby zostać źle odebrane - rzucanie przez nią którąś z waz również - to też rozmowa podczas tańca nie wzbudzi niczyich podejrzeń a mnie samemu, zapewni bezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Ogród   Wto 21 Lis 2017, 00:21
Przysięga była dla Konstantego niezwykle ważna. Gdyby postawić go przed ołtarzem jeszcze kilka lat temu, krótko przed jego pamiętnym pobytem we Włoszech, zapewne nie wypowiedziałby ich z taką szczerością, z jaką zrobił to teraz. Co więcej, zapewne nikt by go do tego nie namówił, a do ślubu w ogóle by nie doszło. W tym momencie czuł się jednak prawdziwie szczęśliwy, że stoi u boku pięknej kobiety, której właśnie obiecał to, od czego zawsze uciekał – w towarzystwie najbliższych świadków, całej rodziny Wrońskich i przyjaciół, którzy zechcieli ich dzisiaj zaszczycić swoją obecnością w tym szczególnym dniu. Oto rozpoczął się nowy początek wspólnej historii Konstantego i Anny Wrońskich, mimo że wcześniej nikt nie wierzył w szczęśliwe zakończenie tej opowieści. Ale czy to koniec? Czy wszystko już zostało powiedziane i nie ma absolutnie nic do dodania? W tym momencie chciałby jeszcze spojrzeć na rodziców, zastanawiając się równocześnie, czy wraz z końcem przysięgi z ich oczu popłynęły łzy wzruszenia; czy babcia Ścibora wzrusza się jeszcze na ślubach, choć tyle zdążyła ich przeżyć. Odpowiedzi na niektóre pytania teraz nie uzyska, ale nie jest to dla niego najważniejsze. Konstanty z odwzajemnieniem pocałował więc swoją żonę, uśmiechając się na widok jej drobnego zakłopotania.
Wraz z ogłoszeniem końca oficjalnej części przez mistrza ceremonii, małżonkowie odwrócili się w kierunku ludzi, którzy zaczęli bić im brawa i wiwatować. Jak przystało na pana młodego, Konstanty zaprosił wszystkich zgromadzonych w ogrodzie gości do Sali Balowej, najbardziej reprezentacyjnego miejsca w całym dworze Wrońskich, by tam rozpocząć wesele. Za chwilę przyjdzie jeszcze pora na witanie chlebem i solą czy kieliszkiem wódki, gdyż staropolskich zwyczajów zabraknąć dziś nie może; będą też prezenty i życzenie szczęścia, miłości do końca życia i gromadki dzieci. Bo taki jest już utarty schemat – po ślubie wypada, by spłodzić liczne potomstwo, nie mówiąc już o tym, że Konstanty pochodzi z rodu Wrońskich, którzy słyną ze swojej liczebności. Na całe szczęście, nie czuje aż takiej nieprzyjemnej presji jak jego kuzynostwo – nie wywodzi się wszak z głównej linii dynastii i nie musi się o to martwić. Jedyne, co go nagli to czas, którego powoli zaczyna mu brakować. Ale w tej chwili nie zamierza się tym przejmować. To nie jest odpowiednia pora, by zajmować się rozmowami na tematy poważne. Dlatego też, w drodze do Sali Balowej i w towarzystwie żony i całej rodziny, zagarnia za sobą gości:
- Chodźcie, chodźcie!
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Ogród   Wto 21 Lis 2017, 00:24
Co powiecie, drodzy goście? Podobało się? Marzycie, by samemu stanąć przed ołtarzem i komuś tak wyznać miłość wzajemną? A może żałujecie wypowiadania tych samych słów, które właśnie wybrzmiały? Kłamaliście, małżonkowie? Czy zmiana nie potrafiąca czasem wybaczyć wciąż mnożących się różnic w końcu zwyciężyła nad uczuciem?
Mistrzowi ceremonii udzieliła się powszechna radość, oklaskiwał więc świeżo poślubionych Wrońskich wraz z innymi. Pozwolił, by Konstanty przejął obowiązki gospodarza, nie przeszkadzał już młodym i ich bliskim cieszyć się sobą.
Czy to nie piękne, taki ślub? Zdecydowanie tak. Warto choć na ten jeden dzień zjednoczyć się wewnątrz rodziny, nie wahać się opłacić najlepszych usług, by wszystko poszło idealnie – choć niezaprzeczalnie najważniejsze w tej uroczystości jest chęć dwojga ludzi, zupełnie niezależna od fraka, pięknej sukni, kwiatów i czekającej ich biesiady weselnej.
Główna, oficjalna część uroczystości dobiegła już końca, wiem jednak, moi drodzy, że przyszliście się bawić, pokazać, spotkać ze starymi przyjaciółmi, zawrzeć nowe znajomości. Te krótkie i urocze zaślubiny stały się teraz dodatkiem do waszej zabawy, wstępem do wieczoru, z którego wyniesiecie wspomnienia trwalsze, niż grzeczne siedzenie w rzędach krzesełek. Anna i Konstanty jeszcze z nerwów drżą, wobec waszego spokoju oni zmagali się z ostatnimi krokami przed progiem nowego życia. Ale to także dla was to święto, a wszyscy jednakowo lubujecie się w wystawnych przyjęciach, nie mam racji?
Idźcie więc, idźcie za młodymi, sypcie za nimi płatki kwiatów i ryż na szczęście. Niewielu z was pewnie szczerze leży ono na sercu, ale to nie szkodzi. Należy wam się nagroda, drodzy goście, za te uśmiechy, za wytrwałość, za pamięć o ich burzliwym związku. Wspaniała uczta, rzeki alkoholu, taniec do białego rana – zasłużyliście.
Idźcie, czeka pusta sala, zróbcie sobie w niej wielki bal, niech się stary dwór zatrzęsie w posadach.

wszyscy z tematu
dalsza część zabawy TUTAJ
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogród   
Powrót do góry Go down
 
Ogród
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuSkocz do: