Навигация

Woliera
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Woliera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieWoliera   Pią 20 Paź 2017, 14:52
Woliera

Woliera to nieduży i osobny budynek, który znajduje się na końcu terenów należących do Wroński. Jest nieduża, częściowo murowana i niemal w całości porośnięta bluszczem, dlatego niekiedy trudno ją dojrzeć wśród ogromnych drzew, które rosną tutaj od wieków. Warto pamiętać jednak o tym, by uważać na niezwykle skrzypiące drzwi – w innym przypadku można przerazić się ciekawskich spojrzeń wron siedzących w niewielkich wnękach. Nic więc dziwnego, że i dla nich w posiadłości znalazło się miejsca, gdyż to właśnie ten ptak – od nazwiska – umieszczony został w ich herbie na zielono-złotym tle.

Powrót do góry Go down
avatar


Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Woliera   Pon 25 Gru 2017, 13:40
Drzwi niebezpiecznie głośno skrzypnęły, kiedy Cecil otworzył je pewnym ruchem. Zaniepokojony, że ktoś niepowołany mógłby to usłyszeć rozejrzał się wokół i - kiedy upewnił się, że w okolicy nie ma żywej duszy - zajrzał do środka. Wrony znajdujące się w środku ani trochę go nie przeraziły. Mając kolejny rok kontakt z Wrońskimi wiedział czego mógł się spodziewać na terenie ich rodowej siedziby. Warto się jednak było upewnić, że żadne dziecię bawiąc się w chowanego nie postanowiło ukryć się w środku. Jeszcze by za dużo usłyszało, a wtedy miałby problem co z nim zrobić.
Choć fakt, że herbowe ptaki pana młodego były dość irytujące. Przyzwyczajone do obecności człowieka patrzyły z ciekawością na trzymaną przez Yaxleya butelkę wódki, kieliszki i talerz kanapek, jak gdyby postanowiły same się nimi zająć. Mężczyzna nie zamierzał im jednak na to pozwolić. Miał robić interesy z Dolohovem, a nie dokarmiać szkodniki.
Skąd w ogóle pomysł, że dobrze byłoby pozwolić taki zwierzętom żyć na terenie własnej siedziby? Na miejscu nestorki Ścibory osobiście by wszystkie wytruł, aby nie srały na podwórku. Ach, ta polska tradycja! W takim tempie całemu rodowi grozi ptasia grypa. Nie żeby Anglik narzekał, jakby wszystko dobrze poszło zostałby niedoszłym małżonkiem, ewentualnie szybkim wdowcem. Jeden problem tworzący szereg mniejszych miałby z głowy.
Na szczęście okolice woliery prezentowały się w miarę. Cecil mógł bez oporów i strachu o zarazki, bakterie i bród postawić wszystko na zaimprowizowanym wcześniej kamiennym stoliku (nie miał pojęcia skąd się tam wziął - podejrzewał jednak, że mogło to być życzenie młodocianych ornitologów chcących pogapić się na wrony) i usiąść na zaimprowizowanym przez nie wiedzieć kogo siedzisku.
Minęła chwila, nim wypatrzył Mikhaila. Zdawali sobie sprawę, że ich wspólne wyjście mogłoby wytworzyć jakieś nieciekawe plotki, dlatego jeden miał dogonić drugiego.
- Good afternoon, Mr Dolohov - powiedział zachęcając go gestem, by usiadł naprzeciwko, kiedy sam zaczął nalewać im wódkę. Nie zamierzał wypić za dużo, a najlepiej tylko kieliszek. Nienawidził chwili, w której uświadamiał sobie, że alkohol za bardzo rozwiązał mu język i zostało mu się najzwyczajniej w świecie ewakuować. I to dla własnego dobra.
Powrót do góry Go down
 
Woliera
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuSkocz do: