Навигация

Sala Balowa - Page 2
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Sala Balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
avatar


Bratysława, Czechosłowacja

28 lat

czysta

za Raskolnikami

saper / pirotechnik
http://petersburg.forum.st/t932-vit-halicek#2967 http://petersburg.forum.st/t935-halicek-vit http://petersburg.forum.st/t933-dla-mnie-bomba http://petersburg.forum.st/t934-cypisek
PisanieRe: Sala Balowa   Czw 07 Gru 2017, 18:27
Z każdym kolejnym ponadprogramowym Halićkiem w pobliżu ubywałoby czasu do wielkiego wybuchu. Każdy problem spęczniałby do tak ogromnych rozmiarów, że w sali nie byłoby czym oddychać i w końcu szlag by to wszystko trafił, w powietrze wzbiłyby się skrawki zielonych wstążek, tyle by było z wesela. Już z jednym takim Vitem na sali jest duszno.
Jemu natomiast tłoczno nie bywało nigdy, bo zawsze jakoś sobie świetnie radził żonglując tymi dziewczętami i puszczając wszelkie wyrzuty mimo uszu, to nie ważne, to nieistotne.
Tak jak rodzinne historie, nie ważne jak bardzo byłby dla Ani ciekawe (może w innych warunkach ciekawsze. Ha, nie może, na pewno) to najpewniej więcej ich nie dostanie, więc proszę bardzo, zdrowie młodej pary oraz wujka Bolka i vitusiowego dziadka.
Nie dziwota, że przez tyle lat gdy wpadali na siebie zawsze jedynie przypadkiem nie zobaczyła Vitusia w tym bardziej szarym niż khaki mundurze, bo nie ma mowy, żeby go zobaczyła w tym ciężkim wyposażeniu. Oddziały inżynieryjne nigdy nie maszerowały sobie po mieście ot tak. I to dobrze się składa, bo nawet by się Ania za nim obróciła, gdyby go w tym mundurze widziała, w myśl powiedzenia za mundurem panny sznurem.
Za nim w tym miesiącu to wyjątkowo sznurem, jakby mało miał na głowie.
Kiwa więc tym łbem co na nim tyle ciąży i parska na tę radę aniną, nie złośliwie wcale, bardziej ze świadomości, że to nie wypali na pewno.
- „Nie za szybko” nie jest moją mocną stroną. – A przynajmniej nie na tej płaszczyźnie, co innego na misjach rzecz jasna, ale do kobiet to on był niecierpliwy bardzo, jak mały chłopiec, daj mi, daj, chodź tu, no chodź. Wszystko sobie zabierał co chciał, tylko ta Bonia takim nowym zjawiskiem była i byłby pewnie rozplanował sobie wszystko, gdyby mu parę dni temu do chaty znowu się Marzenka nie wpieprzyła z hukiem w sposób, jakiego bardzo nie / lubił.
Chuj z Marzenką, na pewno siedzi teraz gdzieś u koleżanki, żrą ciastka kruche maślane i oglądają maraton Złotopolskich.
Ciekawe, co ma na sobie.
A pod spodem?
Co? A, Bonia wróciła. Za dużo tych kobiet, dwie tu stoją takie piękne przed nim, a on łachudra o tej trzeciej myśli, co zamiast kiecki od Wrońskiej ma na nogach dres z abibasa.
Niech ją szlag jasny strzeli, wdycha Vit boniowe perfumy, żeby te myśli zupełnie teraz niepotrzebne rozproszyć i uśmiecha się do towarzyszki.
Panieboże jaka ona słodka, życzenia składa.
Ręce z kieszeni nawet Vit wyciąga ale to wcale nie z grzeczności, jakby się mogło zdawać, tylko, żeby tą za młodą dla niego Bognę przyciągnąć do siebie.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Sala Balowa   Czw 07 Gru 2017, 22:39
Może rzeczywiście bez sensu postanowili o tłuczeniu szkła. Zwyczaj zdawał się uroczy, trochę zawadiacki, odrobinę dekadencki – wszystkiego po trochu, a tu zamiast uciechy okazało się, że zapewniał raczej utrapienie, chociaż zaklęto przedtem kieliszki, by odłamki szkła z chwilą, gdy dotkną podłogi, znikały bez śladu. Tymczasem dobrze się stało, że Bonia (choć na sali, łącznie choćby z panem młodym, dość było uzdrowicieli, by obstawić dyżur) stała na straży i pomogła jednej z panien. Gdyby Ania była świadkiem tego szlachetnego czynu, nie wahałaby się podziękować jako, bądź co bądź, pełniąca obowiązki gospodarza.
Ślicznie wygląda, powie każdy, kto ma oczy. Jadwinia ma jasno określone zasady, nie zatrudnia do pokazów i katalogów dziewcząt, którym można było czegokolwiek odmówić. Ania na ten przykład nie nadawałaby się zupełnie, choć wszyscy wokół zapewniali, że pięknie prezentuje suknię, bo nawet męcząc się na obcasach Bogna, o żyrafie-Vicie nie mówiąc, miała tę przyjemność, by spoglądać na nią z góry.
Czyli za mała jest nasza Ania, żeby się po wybiegach prowadzać i zbyt nieśmiała zresztą też.
- Wiem właśnie, że nie jest. – w końcu już cię trochę zna, żołnierzyku, i już-już prawie ustawiała się w ten sznurek do ciebie. Ale nie jest przecież ani ślepa, ani za bardzo już swobody nie ma, by teraz ryzykować podobny błąd. Teraz kolej Boni.
- Nie ma potrzeby zwracać się do mnie per „pani”. Dziękuję ci bardzo. – Anna, z uśmiechem jak z żurnala (ach, czyli jednak nie może oprzeć się wyszukiwaniu czegoś, co mogłoby w niej przypominać modelkę) zamarkowała zwyczajowe pocałunki na subtelnie umalowanych policzkach dziewczęcia. – Szczęście z pewnością się nam przyda, w końcu sporo było go już potrzebne, by w ogóle doszło do ślubu. – żadna tajemnica, nawet wy, znajdy obce w tym towarzystwie na pewno już o tym słyszeliście. Kiedy Konstanty zniknął, Bogna zdaje się prowadzała się z jego kuzynem, tym uroczym, pewnie słyszała to i owo, więc to, czego mu Ania nie wspominała, Vit pewnie usłyszy od niej, gdy w końcu zostaną sami.
- Wszystkiego jednak – uśmiechała się wciąż radośnie, nie chcąc teraz silić się na nauczycielski ton (bo, choć mężatka, za młoda jeszcze była, by prawić lekcje o życiu), ale rzuciła krótkie spojrzenie Vitowi zanim podjęła: - wszystkiego mieć nie można.
Jak choćby opowiastek rodzinnych. Trudno się mówi i idzie się dalej. A na Anię czas najwyższy, skoro partner porzucony jest teraz partnerem odnalezionym i nie musi już go zabawiać.
- Wybaczcie mi, powinnam znaleźć Jadwigę. – Jadwigę, Hiacyntę, Ściborę, nawet Radomiła. Tak wielu gości będzie się jeszcze upominać o towarzystwo Ani, że spędzenie z tą dwójką nawet kwadransa byłoby nietaktem. A Bonia wyglądała na tak miłą, że aż się jej żal zrobiło. – Proszę, bawcie się dobrze.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

26 lat

medium

czysta

za Raskolnikami

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1052-gavriil-yanev http://petersburg.forum.st/t1074-gavriil-yanev#3941 http://petersburg.forum.st/t1075-pan-adwokat#3942 http://petersburg.forum.st/t1073-nevra#3940
PisanieRe: Sala Balowa   Pią 08 Gru 2017, 15:40
Ludzka śmierć, taki czarujący, wdzięczny temat na wesele, prawda? Każdy powinien się przyzwyczaić, że u starszyzny trup ściele się gęsto i często, co to by było za wesele bez pogrzebu parę dni później? Dwa wesela i pogrzeb. A jeśli chodzi o tamten przypadek śmierci, cóż... kto tam wie jak to naprawdę było, czy ktoś mu nie podłożył mydełka pod nogi. Ze starszyzną nigdy nie wiadomo. Skinął głową, kiedy dziewczyna powiedziała, że zdrowie najważniejsze. W sumie nie znał młodej pary, poza tym że byli ze starszyzny i powinni stracić swoje uprzywilejowane stołki, to nie życzył im źle! Potem przechylił z nią kielona. Lekki grymasik wstąpił na jego twarz, kiedy wódeczka rozgrzewała jego gardło po raz drugi tego wieczora, jednak po chwili wyparował i wrócił wzrokiem do Gany z delikatnym uśmiechem na ustach. Zaśmiał się delikatnie, słysząc jej słowa.
- Tak, jestem prawnikiem... zawsze chętnie pomogę. - odpowiedział grzecznie i spojrzał na nią z uśmiechem na ustach.
- Może usiądziemy gdzieś i przegryziemy coś w międzyczasie, czy nie będzie to aż tak długa sprawa? - zaproponował, patrząc w stronę obficie zaopatrzonych stołów w różne przekąski, później pewnie jedzie jakaś gorąca potrawa, ale na razie można było ot tak coś przegryźć. Jeśli to będzie coś poważniejszego, rozmowa się przedłuży, to co mają tak stać jak dwa kołki? Można usiąść, zjeść, przechylić jeszcze jednego kielona i tego typu sprawy. Zwłaszcza, że rozmowy o prawie nigdy nie kończyły się na dwóch, trzech zdaniach.
- A więc... o co konkretnie chodzi? - spytał, kiedy już dziewczyna zdecydowała, czy pójdą usiąść coś przegryźć, czy będą tutaj tak sobie stali pod ścianą i dyskutowali.
Powrót do góry Go down
avatar


piekło (i nie jest to żart ani metafora)

27 lat

błękitna

neutralny

czarnoksiężnik, snycerz, artysta, ex-celebryta
http://petersburg.forum.st/t1039-lew-wronski http://petersburg.forum.st/t1139-dziennik-lwa http://petersburg.forum.st/t1138-relacje-lwa http://petersburg.forum.st/t1142-ptaszek#4318
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 10 Gru 2017, 11:43
Problemem nagle stało się to, że przynudzanie zdawało się ciągnąć w nieskończoność, a Lew nie czuł w sobie aż takich pokładów siły, aby wystawiać na próbę resztki cierpliwości do tego typu rzeczy. Mógł z uśmiechem wznosić jakieś toasty i kręcić się w kółeczku - owszem, ale zanim ludzie na tej sali staną się zdolnymi do zabawy (jeżeli w ogóle) minie jeszcze trochę czasu. Teraz natomiast wszyscy będą krążyć i plotkować - jak rekiny, harpie- wypytywać się o przeszłość, której nie znał. Ba! Nie zdziwiłoby go, gdyby ktoś próbował przywołać jakieś wspólne z poprzednim Lwem wspomnienia, a obecny Lew mógłby jedynie udać spazmatyczny atak kaszlu, bo zebrani tu Wrońscy byli dla niego absolutnie nikim.
Nie pamiętał ich i nie szanował, ciężko mu było się z nimi czasami porozumieć, bo z góry zakładali, że coś ich łączy, a przecież nie łączyło. Był jedynie widmem, cieniem kogoś, kogo pamiętali i komu współczuli, kiedy zataczał się zarzygany w jakimś rynsztoku, rujnując relację z ojcem i bratem, spadając na dno dna ludzkiej egzystencji.
Lew poczuł więc potrzebę chwilowego ukrycia się z dala od poszukujących stada samotników i chętnych do przywitań i gratulacji. O, tu już ruda biegnie i o nim myśli, zaraz pewnie zacznie się wypytywać dlaczego od roku do niej nie pisze. A tam zasuszona ciotka mierzy go przenikliwym spojrzeniem, jakby jej syna pobił lata temu. Nienie, to zdecydowanie nie była jego godzina. Ale Lew nie był sam. Lewa dłoń ułożyła się na boku Kallisto, przyciągając ją do siebie. Ciekawe czy też się tu czuła jak jakiś odszczepieniec. Poznali się w warunkach nieco innych. Ona całkowicie odleciała w chmury, on zamiast garnituru miał na sobie stereotypowe wdzianko studenta akademii sztuk przepięknych i nóż sprężynowy. Musiała być do niego podobna, skoro poznali się na cmentarzu i naprawdę postanowili wybrać na tę imprezę wspólnie.
- Kallisto - zaczął więc, tonem głosu bardzo niskim, pochylając się nad jej uszkiem z szelmowskim uśmieszkiem, żeby ludzie skategoryzowali to bardziej jako pieszczoty młodych i zakochanych, a nie próbę zaoferowania koleżance narkotyków - nie miałabyś ochoty na coś... cięższego, niż wino bąbelkowe?
W całym tym absurdzie zależało mu na odpowiednim zaakcentowaniu siódmego słowa (miłego liczenia) tejże wypowiedzi, aby nie uznała tego za propozycję przechadzki w stronę stolika i upicia czystej, tylko wyprawy poza Salę Balową, aby zażyć czegoś bardziej nieodpowiedniego.
- Mógłbym ci przy okazji pokazać kilka ładnych miejsc - kontynuował - i podejrzewam, że historia jednego z nich mogłaby ci się spodobać.
Tak naprawdę, to z tym podobaniem się strzelał, ale "chodźmy na całkiem miły spacer po mym rodzinnym dworze i bawmy się po naszemu" brzmiało w jego głowie trochę lepiej niż "co ty na to aby zamknąć się w garderobie państwa młodych i popijać tabletki alkoholem jak para przegrywów".
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 10 Gru 2017, 14:55
Ślub Ady, nawet jego własny, wszystko to głośno krzyczało o bezsensowności tej instytucji, z tego nigdy nie wychodziło nic dobrego, wszystko było w porządku, potem ludzie się pobierali i nic już nigdy nie było takie samo. A jednak ludzie z nieznanych mu powodów, czuli wewnętrzny imperatyw, ciągnący ich na siłę ku temu szaleństwu, nie oceniał, to była ich wola.
Słysząc ponaglenie do tańca, śmieje się głośno prowadząc swoją przeuroczą, niczym oset partnerkę na parkiet. Obejmuje ją w pasie, delikatnie ujmuje jej dłoń, po czym wprowadza ich w delikatnie w sunące dookoła nich pary. W tak bliskim spotkaniu wyczuwa zapach bzu i agrestu, uśmiecha się do niego delikatnie.
- Czy istnieje obecnie jakieś większe faux pas, niż zrobienie hucznej zabawy bez waszego alkoholu? - Pyta się spoglądając w jej oczy.
Delikatny obrót, i ponowne sunięcie w rytm narzucany przez smętną brzęczącą orkiestrę, czy wszyscy psia ich mać arystokraci musieli połknąć kij od szczotki? Gdzie pasja, gdzie emocje, wszyscy wirują jakby od linijki, niczym postacie w nakręcanej pozytywce.
- Nikogo innego bym się po drogim Gorii nie spodziewał, jednak będzie się musiał mocno nagimnastykować by jego partnerka była wstanie przebić swą urodą, pannę, która zgodziła się mi dziś towarzyszyć. - Kolejny obrót po czym taniec się kończy, zmienia się melodia, na szybszą, bardziej skoczną. Ta się kartonom nie spodoba. Jaśmin wolno odprowadza swoją partnerkę do stolika i obiecuje, że zaraz przyniesie im coś do picia. 
Droga do stołu z alkoholami jest długa i trudna, wymaga dużo sztucznych uśmiechów, wiele komplementów, zapewnień, że z każdym rokiem panie wyglądają na coraz młodsze, a pańskie wąsy wyglądaj jak nigdy wspaniale. W końcu przy stole z alkoholami, ma chwilę spokoju. Uśmiecha się do aristowskiej wódeczki, chociaż jedna, szczerze i przyjazna twarz w tej jamie lwa, odchłani kultury i fałszywych uśmieszków.
Oparty o stół rozgląda się w poszukiwaniu znanych twarzy, gdzie ukrył się Leon? Od rozmowy z Nemesis próbował spotkać się z przyjacielem, ale jakoś nigdy nie było im po drodze. Za którym filarem Goria sprowadza na pokuszenie jakąś niewinną duszyczkę, gdzie oni wszyscy się podziali, czy skazali go na samotność? Jest jeszcze jedna osoba, którą spodziewał się tu dzisiaj spotkać, ale im bardziej próbuje się ją wypatrzeć w tłumie tym bardziej uświadamia sobie, że nigdzie jej nie widzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

25 lat

czysta

neutralny

dziennikarz w Novyim Mirze
http://petersburg.forum.st/t1256-dionisie-caragiale#5009 http://petersburg.forum.st/t1257-dionisie-caragiale#5025 http://petersburg.forum.st/t1259-dionisie-caragiale#5029 http://petersburg.forum.st/t1258-mircea#5027
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 10 Gru 2017, 19:13
Nie było okazji, bym mógł potwierdzić swoją obecność na weselu Anny i Konstantego. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez kilka tygodni – moja przyjaciółka była zbyt zajęta organizowaniem najważniejszego dnia w swoim życiu, a ja z kolei przeprowadzką do kulturalnej stolicy Rosji i wdrażaniem się w tryb mojej nowej pracy jako dziennikarz w Novyim Mirze. Mogłem wcześniej poinformować ją o tym listownie, wolałem jednak uzyskać efekt przyjemnego zaskoczenia, jakim miała być moja niespodziewana obecność. Zawsze uważałem, że to niezwykle ważne, by mieć przy sobie w dniu ślubu osoby, które są szczególnie bliskie sercu, dlatego nie mogłem nie pojawić się na jej weselu z Konstantym. Choć nigdy go nie traktowałem jako odpowiedniego kandydata dla Anny, mimo że wielokrotnie próbowałem się przekonać do jego osoby, to chciałem, aby była szczęśliwa. Jeśli to właśnie jemu zdecydowała się powierzyć swoje serce – musiałem to zaakceptować i życzyć im jak najlepiej. Dziś po raz pierwszy mimowolnie uwierzyłem w szczerość jego słów i poczułem, że oddaję Annę w dobre ręce, na moment zapominając o bolesnej przeszłości, którą Wroński niegdyś jej zgotował. Nie zasługiwała na to, by ktokolwiek i kiedykolwiek ją krzywdził. Dlatego nawet niechcący uroniłem łzę na ceremonii, szybko jednak starłem ją dłonią, by przypadkiem nie zauważyła tego moja partnerka. Na Sali Balowej postanowiliśmy na moment się rozstać, gdyż każde z nas miało coś do zrobienia.
- Anno, poczekaj! – krzyczę po raz kolejny nieco głośniej, próbując ją dogonić i przedzierając się jednocześnie przez tłum ludzi tańczących na parkiecie w rytm niezwykle skocznej muzyki, która wypełniała całą Salę Balową. Najwyraźniej nie usłyszała mojego wołania, dlatego postanowiłem przyspieszyć kroku. W końcu jednak udało mi się ją złapać, zagrodziłem jej drogę i ręką od razu zaprosiłem do tańca z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Zapewne nie spodziewałaś się mnie tutaj teraz, co? – Bonjour et félicitations! Nie mogłem się oprzeć, by nie przywitać się w jej rodzimym języku. Widząc niemałe zaskoczenie w oczach Anny, poczułem, że naprawdę stęskniłem się za moją małą Francuzką. Podświadomie chciałem, żeby to była nasza ostatnia tak długa rozłąka, ale dobrze wiedziałem, że to niemożliwe do spełnienia. – Mam nadzieję, że podoba ci się niespodzianka – mówię z nieskrywanym zadowoleniem w głosie, nie potrafiąc przestać się uśmiechać. Przyjechałem. Jak widać. To jeszcze nie koniec nowości, jednak ze wszystkim będę musiał poczekać aż skończy się wesele. Nie chcę zabierać jej zbyt wiele czasu w tym niezwykle ważnym dla niej dniu. Plotki mogą poczekać.


Ostatnio zmieniony przez Dionisie Caragiale dnia Nie 24 Gru 2017, 14:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 10 Gru 2017, 19:23
- Tego właśnie obawiam się najbardziej. Że zwariuję całkowicie, jeśli nie będę miał możliwości zrobić czegokolwiek, co jest związane z moją pracą. – Wzdycha ciężko pod nosem, nie bardzo przejmując się tym, że nie odpowiada jej wizja tańczenia na parkiecie. Dziś jest jednak ten dzień, w którym zdecydowanie nie powinna mu odmawiać. – Jeśli mam być szczery to nie było czasu, by zaplanować miesiąc miodowy, dlatego myślę, że razem do tego przysiądziemy. To będzie nasza pierwsza wspólna decyzja po zawarciu małżeństwa. Przyznam jednak, że przydałoby nam się trochę więcej słońca. Choć pogoda nam dzisiaj dopisuje, czyż nie? – Konstanty puścił oczko w kierunku Very, w tym samym momencie ostrożnie, choć zdecydowanie obracając ją wokół własnej osi w rytm muzyki granej przez orkiestrę. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż jego przyjaciółka najprawdopodobniej w ogóle nie wyszłaby na parkiet, gdyby Wroński jej o to nie poprosił. Zazwyczaj przecież Drăculescu wolała siedzieć przy stole na takich uroczystościach, obserwując wszystkich uważnie i czekając do momentu, w którym wreszcie będzie mogła wyjść i nie zostanie to przez nikogo uznane za niegrzeczne. Nigdy nie należała do zbytnio towarzyskich osób – w przeciwieństwie do Konstantego, który przecież niegdyś uwielbiał brylować na wszelakich balach. I tak też było dzisiaj. Idealnie.
- Wiesz, mam dla ciebie taką propozycję. Musisz sobie w końcu przygotować listę z punktami, za które będziesz chciała mi coś zrobić. – Śmieje się, kątem oka szukając na parkiecie żony, która właśnie skończyła rozmawiać z Halíčkiem i w mig została zaczepiona przez Dionizego. Dawno go nie widział, zresztą sama Anna nie była pewna, czy przyjedzie z Rumunii. Chyba nigdy nie widział jej tak obleganej, co nie oznacza, że zamierza być zazdrosny. Zazdrość to okropne uczucie, zwłaszcza w tak ważnym dniu jak dzisiaj. Źle by to o nim świadczyło.  – A jak z twoją pracą w świętej Helenie? Nie słyszałem jeszcze nic o otwarciu – próbuje zagaić z lekkim uśmiechem, nie zamierzając nawet na moment schodzić z parkietu, choć widzi, że Vera najchętniej by z niego uciekła. A może mu umknęło? Nie był ostatnio na bieżąco ze wszystkimi informacjami. Po kilku przemyśleniach uważał, że to ciekawy pomysł. Może dzieci obudzą w Verze nieznane dotąd pokłady ciepła i ludzkości, której niekiedy jej brakowało. Dalej była jedną z najlepszych przyjaciółek Konstantego, mimo że bardzo mocno się już różnili. Czas nie był dla nich zbyt łaskawy, starali się być blisko, choć coraz bardziej rozchodzili się w swoją stronę. Wroński jednak uparcie wierzył, że ich wieloletnia przyjaźń zdoła przecież wytrzymać wszystko.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

błękitna

neutralny

czytam wasz los z gwiazd, kart i dłoni, odprawiam rytuały, widzę duchy, jestem pewnie najlepiej znaną ci wdową w Rosji
http://petersburg.forum.st/t914-hersilia-lavinia-sorokina-zd-caravaggio#2831 http://petersburg.forum.st/t918-hersilia-l-sorokina-caravaggio#2892 http://petersburg.forum.st/t919-wdowa-po-tym-sorokinie#2893 http://petersburg.forum.st/t920-caesar-golab-i#2894
PisanieRe: Sala Balowa   Pon 11 Gru 2017, 21:06
Że też nawet z wesela kuzyna potrafisz zrobić skandal, Silia – jak ty to robisz, nie wiem.
Boję się pojawić w Kaliningradzie, podejrzewając – słusznie – że do niego zjedzie się też przynajmniej garstka Caravaggiów. Czuję na sobie ich śliskie spojrzenia, gdy podskakuję do Aneczki i Cosco i składam im najszczersze gratulacje. Czuję je, gdy piję szampana i gdy – na Bachusa – nawet gdy wgryzam się w babeczkę z kremem.
Niezręczne.
Powinni byli cię wydziedziczyć, zdają się mielić w ustach, powinnaś zapłacić za swoje grzechy więcej niż tylko wygnaniem.
Albo może mam już paranoję. W końcu tu jeszcze niedawno wmawiałam panu młodemu, że widzę duchy.
Mam trzydzieści trzy lata, zdążyłam zostać wygnana z kraju, śmiertelnie pokłócić się z rodziną, bezdzietnie owdowieć i oszaleć.
Przynajmniej jest co wpisywać do CV. W każdej sytuacji trzeba zauważać plusy.
Sorokinowie też mają swoje do powiedzenia w sprawie mojej obecności na tej uroczystości. Klucząc między stolikami i szukając Niedamira, który, nawiasem mówiąc, wsiąkł, a obiecał mi przecież pięć tańców i już czuję się podle bez jego obecności u mojego boku, łapię zimny jak lodowe pustkowie wzrok Osipa. Mierzy mnie spojrzeniem od stóp do głów, moją czarną suknię z fioletowym połyskiem, moją diamentową biżuterię (ten komplet najbardziej lubił Tommaso, dostałam od niego na pierwszą rocznicę ślubu, kiedy jeszcze oboje wierzyliśmy, że jakoś się nam ułoży i będziemy razem szczęśliwi), moje włosy spięte na włoską modłę i aż czuję chłodną falę tej dezaprobaty. Nigdy mnie nie lubił.
Stary sukinsyn.
Och, droga Wenus, gdzie jest Mirek, żeby uśmiechem odgonił wątpliwości i to przerażające przeczucie, że naprawdę nikt tutaj, w tej sali, w tym mieście, w tym kraju mnie nie chce? To nie twój teren, Hersilia, nie twój świat. Spadaj gdzieś za granicę, tułaj się jak Eneasz, tylko ty, w przeciwieństwie do niego, nigdy nie znajdziesz swojej Italii.
Mogłam dzisiaj zostać w domu, a prezent wysłać gołębiem.
Początek imprezy, a ja już chcę stąd wyjść i czuję się tak, jakbym balansowała na samej granicy płaczu. Ale przecież nie będę płakać. To był okropny miesiąc, ale nie będę płakać. Pokażę im wszystkim. I unoszę głowę jeszcze wyżej, eksponuję tę błyszczącą kolię, która ładnie podkreśla mi dekolt (chyba za głęboki na rosyjskie standardy, ale na sycylijskie w sam raz), stukam obcasami jeszcze głośniej.
Sczeznę, a nikomu w tym pokoju nie dam satysfakcji.
Idę do stołu z alkoholami, dumna i wyniosła, ale jednak na gwałt potrzebująca wina. Nie wątpię, że są tu jakieś z domu – Cosco lubi włoski alkohol, a ja uważam, że z naszymi winami żadne inne nie mogą się równać. Biorę lampkę i leję sobie jedną, nie żałuję. Sącząc powoli czerwony jak krew napój (mam ochotę przechylić i po prostu wypić do dna, ale resztki dobrego wychowania mi nie pozwalają) obserwuję gości. Jasną z tym Karamazovem wirujących w tańcu – pan mi się nie podoba, czy na pewno będzie dla niej dobry? Nie chcę, żeby zrobił jej krzywdę, jest taka młoda – Cosco z jakąś czarnowłosą damą, której nie znam, ale prezentuje się bardzo ładnie, Anię rozmawiającą z mężczyzną, którego (znowu) nie kojarzę. Powinnam ich wszystkich znać z nazwisk choćby?
Och, co to mnie obchodzi.
Podnoszę wzrok znowu. Ściana pięknych dam i eleganckich dżentelmenów odsuwa się, ukazując mi zupełnie nowy widok: przy drugim krańcu stołu, oparty o niego z dobrze, jak dobrze mi znaną nonszalancją, stoi on. Nie widzę jego twarzy, ale poznam go przecież wszędzie, nawet po tylu latach.
Patrzę i czekam, aż mnie zauważy, a gdy odwraca głowę w tę stronę, unoszę oszczędnie poznaczony śladem mojej czerwonej szminki kielich w geście przywitania.
No, to tym razem już do dna.


Ostatnio zmieniony przez Hersilia Sorokina dnia Pią 15 Gru 2017, 15:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Sala Balowa   Pon 11 Gru 2017, 22:07
Oparty o stół przygląda się wirującym parom, temu jak powtarzają wyuczone na prywatnych lekcjach kroki, brakuje im lekkości, nie ma w tym uczuć. Nie pasuje tu. Tak nie powinno wyglądać wesele, nikt się tu nie radował, wszyscy zachowywali się tak poprawnie i tak od linijki, że na sam ich widok nabierał ochoty, żeby ryczeć z bólu. Jego cygańskie, wolne serce nie mogło na to patrzeć. Gdzie są jego przyjaciele pozbawieni kagańca wymuszonej grzeczności, gdzie był ktokolwiek, kto tak jak on czuł się tu nie na miejscu.  
Jak najdłużej odwlekając to w czasie, trochę mu się to nie uśmiecha, trochę go to wewnętrznie boli, ale w końcu się odwraca i nalewa dwa kieliszki. Już zamierza wrócić do Shoshany, skoro przyszli tu razem, to na nim spoczywał obowiązek zabawiania swojej uroczej kuzyneczki rozmową i tańcem, opędzenia od niej natrętnych adoratorów, a dopuszczanie jedynie, tych których uzna za godnych. Już ma tam iść, wrócić do miejsca, z którego przybył, jak gdyby nigdy nic nie dostrzegając przyglądających się mu ciemnych oczu.
 Cóż by to była za strata, ból tak niemożliwy do opisania słowami, tak przewiercający duszę na wskroś, że aż zmuszający oczy do wypełnienia się łzami. Czując na sobie czyjeś spojrzenie rozgląda się, po twarzach. Czyżby miała to być kolejny zdegustowany jego zachowaniem arystokrata, a proszę was bardzo, śmiejcie się z niego, szydźcie, palcami wytykajcie, ale i tak go nie skrzywdzicie, bo on nie gra według waszych sztywnych zasad.
No i wtedy ją dostrzega. Aniele mój, znowu przy mnie jesteś. Prawie upuszcza trzymane w dłoni kieliszki, kiedy ich oczy się spotykają. Serce mu się zatrzymuje, a jednak je ma, nie rozpadło się na dobre przy ich ostatnim spotkaniu, jeszcze bije, a może to to jedno niepozorne spojrzenie, skleiło je na nowo, żeby zaraz mogło się znowu rozbić.
Kiwa jej głową, boi się podejść, pierwszy raz od dawna Jasmin Vasilchenko, się czegoś boi, lęka się bo zna ból, który go czeka jeśli do niej podejdzie, jeżeli choć na chwilę pozwoli sobie utonąć w jej oczach. Nie idź tam głupi cyganie, chyba, że czyhasz na własną zgubę.
Ma odejść, zniknąć wśród tańczących par i zapomnieć, że ich spojrzenia choć na jedną sekundę się spotkały, że serce znowu zaczęło mu bić szybciej, ale coś w jej twarzy mu na to nie pozwala, coś w niej nie pasuje. Skąd ten smutek, żal, jakim prawem ten cholerny Sorokin na to pozwolił, gdzie ten drań, czort przeokropny, się teraz ukrywa, kiedy on nie pragnie niczego bardziej, niż przyozdobić mu twarz własną pięścią.
Na raz wypija dwa kieliszki, bo jak tak do damy z wódką, tylko czysty spirytus wchodził w rachubę.
Zanim zdąży się zastanowić, gdzie w jego poczynaniu ukrył się sens, czy spomiędzy zwojów mózgowych wystaje gdzieś logika, już jest w połowie drogi, nim się zorientuje, już stoi naprzeciwko. Kłania się gorliwie w pas i prosi o dłoń, żeby choć na jedną chwilę móc poczuć jej ciepło, by przez jedną chwilę móc sobie wmawiać, że jest przy nim ciałem i duchem, że nie jest z nim.
- Ja niewolnik twoich oczu, twoich włosów sługa korny, czekam w bladych snów przezroczu, na choć jeden, gest niesforny* - śpiewasz jej to głupi cyganie, a nie powinieneś, nie wyleczyłeś się. Z niej się nigdy nie wyleczysz, nie z niej.
- Błagam o wybaczenie za mą pychę, za to, że śmiałem sobie pozwolić ukraść Ci tę jedną chwilę, choć mam nadzieję, że zechcesz ich w mym towarzystwie spędzić trochę więcej? – Pyta, ale mimo pozornej pokory w głosie w oczach płoną diabelskie ogniki.

*Ukochana Grzegorz Paczkowski
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Sala Balowa   Wto 12 Gru 2017, 22:36
- Nie wariuj, ja w tym duecie jestem od bycia wariatką. - powiedziała udawanym, oburzonym głosem, że Konstanty śmie kraść jej rolę w ich przyjaźni. W końcu to ona była tą wariatką, tą której lepiej było zejść z drogi, nie mieć z nią kontaktu... on był tym dobrym i kochanym, tak powinno zostać, tym bardziej po ślubie Wrońskiego. - Kto wie, może Anna to zmieni? Będziesz mniej czasu spędzał w pracy, więcej z żoną... - wzruszyła delikatnie ramionami. Bardziej się skłaniała ku wersji, gdzie Konstanty będzie jeszcze więcej czasu spędzał w pracy niż wcześniej. Jakby teraz w ogóle z niej wychodził. Zagnie czasoprzestrzeń, by spędzać więcej czasu w szpitalu. Grymasiła kiedy ją okręcił dookoła jej własnej osi, nie żeby nie lubiła tańczyć... w sumie byłoby jej to obojętne, gdyby nie fakt, że za bardzo jej się kojarzyło z domem i tymi wszystkimi imprezami, na których bywała jeszcze za czasów, kiedy ona też należała do elity, no a przynajmniej jej ojciec. Niech mu ziemia ciężką będzie.
- Naprawdę Konstanty, o pogodzie będziemy rozmawiać? - rzuciła z uśmieszkiem na ustach. Jakby nie było lepszych tematów do rozmowy! Może powie jej, że nie mają w sumie o czym dyskutować i pozwoli jej zejść z parkietu? Marzenia, hah! Wiedziała, że tak się nie stanie. - W porządku. Pogoda dzisiaj ładna, doprawdy. Bogowie wam sprzyjają. - odparła 'poważnym' głosem, godnym jakiejś starowinki, która prawiła morały młodej parze,  w tym samym czasie absolutnie niewinnie postawiła nogę, tak by Konstanty się lekko potknął. Na twarz się raczej nie wywali, ale równowaga się zachwieje. Oczywiście to było niecelowe! Absolutnie! Wcale nie próbowała go zabić, absolutnie!
- Ohh.. wybacz. Nie potrafię tańczyć. - rzuciła niewinnie, robiąc jedną z tych uroczych minek, które potrafiła robić każda kobieta. Czekała na jakieś spojrzenie od Konstantego w stylu "i tak będę cię męczył dalej na tym parkiecie" Ugh. Przyjaciele. Słysząc o Świętej Helenie, nie powstrzymała się od wywrócenia oczami. Miała jedynie pomóc Tamarze to postawić na nogi i usunąć się w cień, będąc jedynie nauczycielką, teraz wszystko stanęło na głowie, a następnie zwaliło na jej barki. Widać było, że ten temat jest jej trochę w niesmak aktualnie, wolała o tym chwilowo nie myśleć. No ale skoro pytał, to mu odpowie.
- Nieprędko usłyszysz... - mruknęła z niezadowoleniem. - Tamara zaginęła. Bogowie wiedzą gdzie ją wcięło... powoli przejmuje jej obowiązki i ogarniam ten bajzel, ale to zajmie jeszcze trochę czasu. - oparła, zgodnie z prawdą. Nie było jej lekko, odkąd przejęła obowiązki Tamary. Latanie za sponsorami, jakimiś pracownikami... nie pisała się na to, ale w sumie bez Świętej Heleny zostawała na lodzie, nie miała żadnej pracy, nawet mieszkała aktualnie w tym budynku, tak więc byłoby dość słabo, jeśli nagle by to wszystko padło. Prawdopodobnie bez czyjejś pomocy, nie dałaby rady stanąć na nogi... a nie była osobą, która o takową się prosi, więc byłoby ciężko. Jednak zdecydowała na to, że nawet bez Tamary jakoś to postawi, chociaż miała wrażenie, że ją to przytłacza. Nie chciała Konstantemu zawracać tym głowy przed ślubem, ale teraz teoretycznie było już po.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

błękitna

neutralny

czytam wasz los z gwiazd, kart i dłoni, odprawiam rytuały, widzę duchy, jestem pewnie najlepiej znaną ci wdową w Rosji
http://petersburg.forum.st/t914-hersilia-lavinia-sorokina-zd-caravaggio#2831 http://petersburg.forum.st/t918-hersilia-l-sorokina-caravaggio#2892 http://petersburg.forum.st/t919-wdowa-po-tym-sorokinie#2893 http://petersburg.forum.st/t920-caesar-golab-i#2894
PisanieRe: Sala Balowa   Pią 15 Gru 2017, 17:22
On wypija swoje kieliszki (czy ten drugi był dla jego partnerki? Oczywiście, że przyszedł tu z kimś, zawsze był z kimś), ja odstawiam szybko pustą lampkę i zamieram w oczekiwaniu, chociaż wiem, że na żaden ruch z jego strony czekać nie mam prawa. To ja dokonałam wyboru wiele lat temu i teraz muszę – każdego, dłużącego się dnia w samotności, którą już się krztuszę, już nią rzygam – mierzyć się z jego konsekwencjami.
Czy żałuję? Nie wiem.
Bo Jasiu, och, Jasiu, czy to nie wyglądałoby tak samo? Czy nie znudziłabym ci się szybko? Miłość zawsze trwalsza do kogo, kto nie jest nasz. Namiętniejsza – do kogo, kto nigdy nie będzie.
Chciałabym, żebyś odpowiedział na wszystkie moje pytania „nie”, śmiechem przegonił mój pesymizm (a jeszcze przed chwilą twierdziłam, że należy szukać plusów!), ale cóż znaczy to wszystko w obliczu wyroków Wenus? Co znaczyło „i że cię nie opuszczę” w ustach Tommaso, skoro opuścił i to jeszcze zanim umarł, skoro opuścił – wiele, wiele lat temu?
Co znaczyło „ślubuję ci miłość i wierność” w moich własnych? Co znaczyło: „a teraz proszę cię pokornie, Virgo Vestalis Maxima, abym mogła złożyć śluby na chwałę Włoch, Nowego Rzymu i całego ludu wierzącego”?
Patrzę niewzruszona na to, co kiedyś utraciłam i zastanawiam się, czy stalibyśmy tutaj, gdybym wtedy, gdy szepnął: „ucieknijmy gdzieś daleko” odpowiedziała, wbrew rozsądkowi, a zgodnie z głosem serca, „tak”? Czy śpiewałby mi teraz?
Bolą mnie. Jego słowa. Nie chcę ich słyszeć, chcę zapomnieć tę piosenkę, ale wgryza mi się w bębenki i łatwo nie daje się odpędzić.
Hersilio, ty wstrętna egoistko. Ty okropna, podła, wyrachowana egoistko.
Paniczu Vasilchenko — mówię, wspaniale naśladując staranną wymowę rosyjskich arystokratek, z nutą żartobliwego oburzenia w głosie. — Kobiet — wsuwam dłoń w jego dłoń — nie pyta się tak otwarcie o to, czy mają ochotę spędzić wieczór w panicza towarzystwie.
Oczy błyszczą mi diablesko, a usta powoli wyginają się w ostrym, tajemniczym uśmiechu. Pamiętasz jeszcze, jak to było ze mną tańczyć, Jasmin?
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Sala Balowa   Sob 16 Gru 2017, 01:19
Czy gdyby wtedy powiedziała tak, świat wyglądałoby inaczej? Czy mogliby w końcu być szczęśliwi? W małym domku, na końcu niczego, w miejscu, o którym Bóg zapomniał, z dala od wielkiej polityki, rodów i ich zasad, tylko oni i mała gromadka piskląt. Czy tak, mogłaby wyglądać ich przyszłość? 
Przez kilka lat pragnął tego, cholera, niczego tak bardzo nie chciał, jak życia u jej boku. Budzenia się przy nim i zasypiania. Badania refleksów światła tańczących po jasnej skórze. Uczeniu się na pamięć, jak emocje malują się w jej oczach. Pragnął tego nawet teraz. Jednak równie mocno jak jeszcze jeden raz posmakować tych ust, próbował odejść z tego, wymazać ich wspomnienie i ruszyć dalej. Nie potrafił tego, to przez to nie udało mu się wyjść za Nemesis, bo dzień wcześniej ujrzał na ulicy kogoś podobnego, a może to była ona, nie poznała go, poszła dalej, a on tam stał i znowu nie mógł zapomnieć. Tamto słowo nie, czy była oznaka jego głupiej nadziei, myśli, że jeśli wystarczająco długo poczeka to kiedyś mu się uda?
Przygląda się jej, sukni, która delikatnie opina jej ciało, ale którą przecież tak łatwo można by było zrzucić i zapomnieć o niej, włosom, szyi, na której leżą diamenty, nawet nie chce myśleć od kogo je dostała. Głupi Sorokinie, przyjdź tu natychmiast, bo ten beznadziejny Cygan nie ręczy za siebie. 
- Pani Sorokin - w pewien sposób wypluwa to słowo, rani go, rozdziera duszę na wskroś. - Wiem to - przez chwilę jest mu trudno znaleźć odpowiednie słowa, kiedy jej dłoń pojawia się na jego. Delikatnie muska ją ustami. Na jedną chwilę otacza go zapach jej perfum dochodzący nieśmiało, z jasnego niczym porcelana nadgarstka. Mógłby tak tkwić w tym zgięciu i milion lat, w końcu jednak musi się podnieść, jedna i tak zdaje się to ociągać w czasie jak najdłużej. - Nie chciałbym jednak zawracać pani czas, jeśli moja obecność nie byłaby mile widziana. - Dostrzega jej uśmiech, jest niebezpieczny, w głowie mężczyzny na jedną chwilę pojawia się czerwona lampka, którą jednak szybko ignoruje.
- Zatańczysz ?- Niby pyta, ale nawet na chwilę nie puszczając jej dłoni, trzyma się jakby miała w każdej chwili zniknąć, odejść od niego. Czy wtedy pozostałoby mu coś innego niż kamień u szyi i Newa?
Prowadzi ją na parkiet, powoli, chce się nacieszyć każdym krokiem, każdą sekundą, która teraz bezlitośnie brnęła do przodu, zamiast zatrzymać się i pozwolić mu wycisnąć z niej wszystko.
Ustawiając się w pozycji posyła jej iście diabelski uśmiech, po czym na chwilę pochyla się do jej ucha i swoim śpiewnym głosem szepcze.
-Trwaj chwilo trwaj, jesteś taka piękna.
Za każdym razem, kiedy w swoim życiu cytował te słowa, wszystko potem sypało się w drobny mak, może warto było jeszcze raz zaryzykować, ostatni raz. Jutro i tak zniknie. Za długo już był w cywilizacji, ciągnęło go do dziczy, ten świat nie był dla niego, może ojciec jakoś zrozumie, że nie przyprowadzi mu synowej, że na wnuki będzie jeszcze musiał poczekać, że nasza linia rodu tak szybko nie zostanie podtrzymana.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Sala Balowa   Sob 16 Gru 2017, 13:54
Nie no, bez przesady, tłuczenie kieliszków idealnie się wpasowuje we Wrońskich, którzy w końcu przywieźli ze sobą zwyczaje z Polski. Gorzej, że ta tradycja jednak groziła jakimiś skaleczeniami, ale jak to mówią: jest ryzyko, jest zabawa. A tamta panna następnym razem zachowa może rozsądniejszą odległość. W innym wypadku zostanie zmienić ten zwyczaj.
A na Marzenkę to ty lepiej uważaj Vituś. Najpierw nie daje ci planować, potem zabiera twoje myśli, a kto wie czy z tego miejsca nie jest już blisko do oglądania tych najpiękniejszych nóg na święcie Wesny odchodzących w siną dal. Na twoje szczęście Nicicka nic o twojej rodaczce, będącej dla ciebie chyba sam nie wiesz kim nie wie. Jeszcze.
- Jak sobie życzysz - powiedziała z uśmiechem nim dały sobie tradycyjne pocałunki, które zawsze się składało przy życzeniach. Dokładnie trzy, więc jeden policzek zawsze był jakoś taki trochę pomijany.
A o tym zniknięciu Konstantego rzeczywiście musiała wiedzieć. W końcu jak Krzesimir miałby się nie przejąć zniknięciem kuzyna, kiedy z niego to taki dobry chłopak jest? Widziała po nim, jak bardzo go to obeszło i aż dziw, że nie dość, iż wszystko skończyło się dobrze to jeszcze mogła to zobaczyć na własne oczy. Ale czy Vit powie coś więcej na ten temat? A kto tam wie? Na pewno nie Bogna.
Nie załapała dokładnie o co Annie chodziło, gdy mówiła, że wszystkiego to nie da rady mieć. Podejrzewała, że chodziło o ich rozmowę, nim przyszła (w końcu kobieta rzuciła mu spojrzenie), ale nie miała pomysłu, o co mogłoby chodzić. Żałowała tylko, że jak już miała okazję porozmawiać z panną młodą ta musiała już zmykać dalej. Jak już nawiązały ze sobą kontakt świeżo upieczona Wrońska zdała się jej naprawdę przyjemną osobą.
- Dziękujemy - powiedziała świeżo upieczonej mężatce na odchodne.
Skoro już jednak poszła zabawiać resztę gości sama Nicicka postanowiła skupić się na osobie, której dzisiaj miała towarzyszyć.
Bez większych oporów dała się przyciągnąć i spojrzała mu z ciekawością w oczy. Coś powie, nie powie niczego, pójdzie z nią na parkiet albo uzna, że woli pić sam?
- Jakiejś kuzynce pana młodego szkło z rozbitego kieliszka wbiło się w nogę. Próbowałam ratować sytuację. - Jeszcze by wyszło, że tak zniknęła bez powodu. A przecież to dość niegrzeczne tak sobie iść nie zważając na porzucane towarzystwo. Przynajmniej sama by to tak odczuła. I zaraz poczęła ciągnąć dzisiejszego eleganta za rękę z wesołym okrzykiem: - Chodź na parkiet!
Nie po to przecież pierwszego dnia miesiąca tańce ćwiczyli, żeby teraz tak stać pod ścianą jak te kołki.

Bogna i Vit z tematu


Ostatnio zmieniony przez Bogna Nicicka dnia Sro 27 Gru 2017, 13:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

błękitna

neutralny

czytam wasz los z gwiazd, kart i dłoni, odprawiam rytuały, widzę duchy, jestem pewnie najlepiej znaną ci wdową w Rosji
http://petersburg.forum.st/t914-hersilia-lavinia-sorokina-zd-caravaggio#2831 http://petersburg.forum.st/t918-hersilia-l-sorokina-caravaggio#2892 http://petersburg.forum.st/t919-wdowa-po-tym-sorokinie#2893 http://petersburg.forum.st/t920-caesar-golab-i#2894
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 17 Gru 2017, 01:16
Zatańczę.
Nie trzeba mnie o to pytać, bo na to jedno zajęcie zawsze mam ochotę. Salony ukochały sobie walczyki, na które wystarczy mieć pomysł, by z nudnego tańca przerodziły się w coś wyjątkowego, żeby poczuć dreszcz ekscytacji. Jednym dotykiem da się przekazać całą gamę uczuć, sztuką jest ją poprawnie odczytać. A ja nie chciałabym zmarnować niepowtarzalnej okazji tańca z tobą na coś bezuczuciowego.
Tyle mogłabym ci powiedzieć, Jasmin. Przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak się skończyło. Nie odchodź. Przytul mnie. Pocałuj. Boję się. Źle mi w tym świecie.
Musiałabym być egoistką, żeby mu to przekazać. Odpuścił sobie i to dla niego bardzo dobrze. Nie powinien marnować na mnie życia, nie powinien czekać w nieskończoność, bo nie jestem w stanie dać mu tego, czego pragnie. Cichych poranków w małym domku, gromadki dzieci, leniwych wieczorów, drewna w kominku, ciasta marchewkowego z żurawiną i orzechami.
Nie umiem piec.  
Stworzyć domu też nie. Nie wiem jak, nikt mi nigdy nie pokazał. Słabo pamiętam dzieciństwo na Sycylii, to tylko barwne obrazki w mojej pamięci, zdjęcia, jakby nie moje, jakby przyuważone w katalogu biura podróży. Jak powinno wyglądać małżeństwo, widziałam tylko w filmach Tommasa. Nasze – oddzielne łóżka w pokoju hotelowym – odbiegało od wszystkiego, co sobie wyobrażałam. Od jego marzeń o prawdziwym szczęściu pewnie też. Nie potrafiliśmy niczego zbudować: bez wskazówek, bez wiedzy wyniesionej z gniazda.
Wciąż nie wiem, jak to wszystko jest naprawdę. Czuję się dysfunkcyjna i po prostu, po ludzku przerażona.
A jednocześnie chciałabym dać z siebie wszystko. Kupić dwie poduszki, jedną kołdrę i poszewki: jaskrawo pomarańczową, bladoróżową i białą. Przestrzegać tradycji Spasu Zimowego. Nauczyć się robić to cholerne ciasto.
Tylko co, jeżeli znowu nie wyjdzie? Związek, nie ciasto, chociaż ciasto też. Co, jeżeli znowu sparzę rękę? Za drugim razem będzie bolało mocniej.
Czy mogłabym zaryzykować? Dla niego? Wyciągnąć swoje źle pozszywane, podeptane włoskie serce i położyć je przed Jasminem, nie mając gwarancji, że je podniesie, zamiast po nim przejść?
Nie powinnam się nawet nad tym zastanawiać. On nigdy nie będzie mój. On już nigdy nie będzie mój.
Przyzwyczaiłam się do takich myśli – to chyba trochę smutne.
Nic nie mówię. Ustawiam się w pozycji, wiercę się tylko nieznacznie, gdy kładzie rękę na mojej talii, trochę spinam. Ręce wciąż mam puszczone pozornie luźno. Raz, dwa, lewa, prawa, lewa, prawa, raz.
Przenoszę spojrzenie z jego ramienia, na którym doszukuję się pyłków, na jego twarz, spoglądam mu w oczy niebieskie – które nigdy nie będą moje.
Niebezpiecznie byłoby o tym zapomnieć w tylko naszym walcu.
Słyszałeś, co stało się w grudniu? — szepczę; odnalezienie języka jest szczególnie trudne.


Ostatnio zmieniony przez Hersilia Sorokina dnia Pon 18 Gru 2017, 23:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Sala Balowa   Nie 17 Gru 2017, 12:42
Naprzemienne wesela i pogrzeby nie powinny nikogo dziwić. W końcu wiele osób ma chociaż małą rodzinę, która w miarę trzyma się razem. A w takich enklawach bardzo łatwo o śmierć, narodziny i takie połączenia rodzin, jakie się nawiązuje poprzez małżeństwa. Szczególnie, kiedy należy się do Starszyzny - wtedy to się nie ma wyboru, trzeba w tym uczestniczyć nawet jeśli człowiek chce świętego spokoju!
A śmierć jej prawnika rzeczywiście zdawała się jakaś nieprawdopodobna. Nie miała jednak jak pogrzebać w tej sprawie, tym bardziej, że czasowo musiała się skupić na tym nieszczęsnym procesie. Nie jej wina, że Dolohovie słyną z trucicielstwa, nekromancji i tworzenia armii homunkulusów - oczywiście te dwa ostatnie są w sferze plotek i domysłów, ale czyż to nie to właśnie należy do jej zadań? Żeby dawać ludziom rozrywkę bawiąc się takimi informacjami?
- To bardzo miło z pana strony… - Wiadomo, pomocy prawniczej nie udziela się za darmo, ale nie każdy chciałby, żeby jego wolny czas marnowano na własne problemy.
- Lepiej usiądźmy. Niekoniecznie musi być długa, ale nie ma co tak stać pod ścianą - powiedziała i uśmiechnęła się słysząc jego propozycję, po czym zaczęła się rozglądać za jakimś miejscem. Najlepiej takim na uboczu i z dala od niepożądanych przez nią osób, które mogłyby zacząć podsłuchiwać. Wystarczyło, że mężczyzna miał poznać jej problemy natury prawnej.
Kiedy jakieś wypatrzyła nie zważając czy miejsce jest zajęte (najwyżej się przeniosą!) podeszła tam machając do Gavriila, aby szedł za nią. Po tym, jak usiadła i zaczęła sobie wybierać kanapki do przegryzienia zaczęła temat:
- Nie wiem, czy kojarzy pan Agafię Gárdonyi, z domu Dolohovą? Nawet jeśli nie pewnie zdaje sobie pan sprawę z czego słynie ten ród. A może i słyszał pan i o jej mężu, który był nieprzyjemnym w obyciu człowiekiem, szczególnie wobec kobiet? - Postanowiła nalać sobie kolejny kieliszek wódki, który zaproponowała też Yanevowi. Gdy ten zdecydował czy chce, z lekkim wstydem (w końcu miała już kilka tych rozpraw, a znowu doprowadziła do kolejnej!) kontynuowała - Bo właśnie powstał problem taki, że trochę przesadziłam z artykułem na ich temat w Avosce. Może pan kojarzy, ten cały Laszlo podobno mocno się zmienił, stał się wręcz milusi, a ja zasugerowałam, że to sprawka jego żony. I zrobiłam to w sposób, że teraz mam rozprawę o zniesławienie - domyśli się czy nie domyśli o co może chodzić? A może czytał ten artykuł? Kto tam wie. Głupio jej było jednak opowiadać o tym jak na spowiedzi, gdy w pobliżu przeszedł jakiś Onegin. W końcu mógłby tej całej Agafii powiedzieć co podsłuchał…
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Sala Balowa   Wto 19 Gru 2017, 00:22
Czekał na nią rok.
Dwanaście miesięcy.
Trzysta sześćdziesiąt sześć dni.
Osiem tysięcy siedemset osiemdziesiąt cztery godziny.
Ponad trzydzieści jeden milionów sekund, a każda straszna, każda rozdzierająca duszę, dłużąca się w nieskończoność. Nieskończone ilości myśli, zastanawianie się co robi, czy chociaż przez chwilę pomyślała o nim, czy tęskni, czy jest szczęśliwa, czy to wszystko ma jakiś sens.
Rok w zaświatach. Rok nieustannego rozdrapywania ran, przypalania ich rozgrzanym do czerwoności prętem, zmuszaniem się wbrew zdrowemu rozsądkowi do przeżywania tego w kółko. Wszystko to by czuć, by cierpieć, bo tylko to przypominało mu, że nie była jego snem że pojawiła się naprawdę.
Po roku zapomniał, a przynajmniej tak sobie wmawiał. Powtarzał sobie to do znudzenia, aż w końcu stało się to prawdą, a przynajmniej mniejszym kłamstwem. Osiągnął cel, nie pamiętał już zapachu perfum, nie było już ciemnych oczu, ani wspomnień pocałunku. Zmartwychwstał, wrócił do życia, pojawił się na progu ukochanego domu zarośnięty i wychudzony, na skraju śmierci z głodu. Pojawił się pusty.
Powiedz to na głos, powiedz czego od niego chcesz, kurwa, powiedz mu cokolwiek.
Prawie słyszy „przepraszam, mam męża”, kiedy wzdryga się pod jego dotykiem. W niebieskich oczach maluje się smutek, chce odejść, wrócić do baru, zgarnąć flaszkę albo dwie, wrócić do ogrodu i utopić smutki w alkoholu. Mimowolnie oddala się od niej. Nie chce jej krzywdzić, ale dostrzega, że jego osoba nie jest tu mile widziana. Niech więc tak będzie, kiedy takty walca dobiegną końca, on zniknie, już nigdy Cię nie zrani Aniele, zejdzie do swego piekła i tam zostanie już do dnia pańskiego.
„Przepraszam, mam męża” zdaje się pojawić po raz kolejny, kiedy unika jego spojrzenia, kiedy usilnie stara się spoglądać gdzieś nad nim. Kolejna maleńka szpileczka trafia go w serce. Ile jeszcze jest wstanie znieść?
Ostatnie „przepraszam” zmienia się w pytanie i parę czarnych oczu skupionych na jego.
Grudzień, co się wydarzyło w grudniu, gdzie był, co porabiał. Tybet. Mała zimna wioska, ognisko, zupa z soczewicy i bimber z soczewicy, placki z soczewicy i milion innych mazi i dań, które można zrobić z tego parszywego czegoś.
- Soczewica – pyta, śmiejąc się smutno z własnego żartu po czym spogląda jej głęboko w oczy i kiwa przecząco głową. - Nie. Od drugiego maja zeszłego roku nie było mnie w mieście i nie było ze mną kontaktu. Wróciłem dwa tygodnie temu i jeszcze nie zdążyłem nadrobić zaległości.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

błękitna

neutralny

czytam wasz los z gwiazd, kart i dłoni, odprawiam rytuały, widzę duchy, jestem pewnie najlepiej znaną ci wdową w Rosji
http://petersburg.forum.st/t914-hersilia-lavinia-sorokina-zd-caravaggio#2831 http://petersburg.forum.st/t918-hersilia-l-sorokina-caravaggio#2892 http://petersburg.forum.st/t919-wdowa-po-tym-sorokinie#2893 http://petersburg.forum.st/t920-caesar-golab-i#2894
PisanieRe: Sala Balowa   Wto 19 Gru 2017, 23:31
Przepraszam, wychodzę za mąż. To było najpierw.
Przepraszam, mam męża. To było potem.
Przepraszam, jestem wdową – to będzie teraz?
Widzę smutek w jego oczach i nagle, tym jednym spojrzeniem, rozbraja mnie. Nie chciałam, ciśnie mi się na usta, a dłoń, bez chłodnych kalkulacji umysłu, wyrywa się, by spocząć na jego policzku (czy jego skóra jest w dotyku właśnie taka, jak zapamiętałam?). Tam powinno być jej miejsce. I tam nie będzie mogła się znaleźć.
Sekunda zawahania, przerażająca, długa jak wiek sekunda, w której unoszę rękę, wystarcza mi, by powściągnąć zryw słabości. Ostatecznie kładę ramię na jego ramieniu, zmuszam go, by się przybliżył, chociaż widzę, że tylko zwiększył dystans między nami. Nie chcę, żeby się odsuwał. Chcę, żeby był tutaj, blisko, serce do serca.
Może mają rację, że jestem żmiją.
Może powinnam przeprosić za wiele innych rzeczy. Za złamanie mu serca, za egoizm, za to ramię, za sprzeczne sygnały, za mieszanie mu w głowie – przepraszam.
I przepraszam, że zaraz zamieszam mu w niej ponownie, kiedy on już się z tym uporał.
Nie wie. Wciągam ze świstem powietrze, znowu uciekając wzrokiem gdzieś w bok, ale zaciskam mocniej palce na jego marynarce. Tamten grudzień zamarzł w mojej pamięci: pamiętam, że tego dnia strasznie padał śnieg. Ja siedziałam na fotelu w salonie, czytałam książkę. Tommaso przewijał się czasem na korytarzu, chodził od pokoju do pokoju, a za nim dreptała służąca, ta malutka – chyba nie mógł znaleźć swojej ulubionej marynarki: szarej, przetykanej srebrną nicią, Flavia mu ją kiedyś kupiła. Bilety zamówił już tydzień wcześniej. Stwierdziłam, że nie chcę z nimi iść; chciałam, żeby spędził trochę czasu z siostrą. Wszedł do pokoju z firmowym uśmiechem. Jak wyglądam?, wspaniale wyglądał. Zawsze pięknie się prezentował. Poprawił mankiety koszuli. Nie czekaj do późna. Wyszedł. Trzasnęły drzwi.
Gwiazdy nie powiedziały mi, że już nie wróci.
Mój mąż… — zaczynam ostrożnie, niepewnie. Biorę jeszcze jeden wdech. — Zamordowano go.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

26 lat

medium

czysta

za Raskolnikami

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1052-gavriil-yanev http://petersburg.forum.st/t1074-gavriil-yanev#3941 http://petersburg.forum.st/t1075-pan-adwokat#3942 http://petersburg.forum.st/t1073-nevra#3940
PisanieRe: Sala Balowa   Pią 22 Gru 2017, 03:55
- Przyjemność po mojej stronie. - Odparł krótko, z szarmanckim uśmiechem na ustach, a następnie podążył wraz z Ganą w stronę jakiegoś stolika, co by nie stać tak i nie podpierać ściany. Kiedy kobieta zaproponowała kieliszek, nie odmówił, jednak delikatnie zasugerował, by to on polał w kieliszki. W końcu nie wypadało, by to kobieta w towarzystwie mężczyzny polewała. Jeszcze był w miarę trzeźwy, więc trzeba było mieć maniery. Parę kieliszków później już to nie będzie miało znaczenia. Przechylili za kołnierz, a następnie Gav wrócił do wysłuchiwania Gany. Nie przeszkadzał jej, jedynie w ciszy analizował wszystko to co mówiła. Westchnął ciężko.
- A więc sprawa o zniesławienie. - westchnął lekko, nie lubił takich spraw. W takich przypadkach, najczęściej wynik zależał od tego, kto da więcej smaru sędziom. Zagryzł tą wódkę czymś w końcu, skoro siedzieli przy stole, ile można tak bez zagrychy chlać, panie daj spokój. Kiedy przełknął, wrócił wzrokiem do Gany. Chwilowo nie przypominał sobie tego artykułu, możliwe, że go czytał, jednak obecnie miał problem z znalezieniem go w swojej pamięci.
- Na początku, pasowałoby rozważyć możliwość polubownego rozwiązania sprawy. Adwokat może wystosować przedsądowe wezwanie do zaprzestania działań przeciwko pani, jako że do momentu stwierdzenia przez sąd tego, że jest pani winna zarzutowi - jest pani niewinna. - Zaczął swój sądowy wywód, zabierając się do jedzenia, w końcu ile można tak siedzieć i nic nie jeść, przecież na wesele się głównie przychodzi nachlać i nażreć, przy okazji potańczyć. A właśnie, gdzie jego partnerka? Bogowie wiedzą. - Najlepiej byłoby rozwiązać sprawę nie wciągając w to sądu, przed rozprawą na oficjalnym spotkaniu. Gdzie można byłoby wynegocjować załatwienie sprawy po cichu. Sądzisz, że jest taka możliwość? - Spytał, zerkając na nią. Wciąganie sądu w cokolwiek nigdy nie kończyło się dobrze, najlepiej załatwić coś prywatnie, jeśli jest taka możliwość. Pewnie zawierałoby to oficjalne przeprosiny i może jakąś rekompensatę pieniężną, jednak ciągle lepiej to brzmi, niż grzywna oraz możliwość pozbawienia wolności w skrajnych przypadkach.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala Balowa   Pią 22 Gru 2017, 04:33
Przechodzą do sali balowej, wsnuwając się niepostrzeżenie w grupy i pary nieprędko wypełniające wiekopomną komnatę Wrońskich. Traci z zasięgu wzroku siostrę oraz kuzyna, a wszystkie znane twarze zdają się blednąć w świetle ogromnego żyrandola rozpostartego tuż nad nimi. Zabawne, tyle ludzi wokół ściśniętych razem na jednej powierzchni, a uczucie izolacji i osamotnienia wciąż żywe i pełne werwy, jak nigdy dotąd.
Cudowne, wysoko wysklepione wnętrze sali zachwyca ją bardziej niżeli reszta plotkarskich rewelacji, która zaraz zmiecie wszystko dookoła, nie oszczędzając nawet parkietu. Cóż, sama Kallisto nie musi nawet otwierać ust, żeby kogoś porządnie obsmarować niczym innym jak ostro ciachanym spojrzeniem zniesmaczonej damulki. Na kadr wkracza gdzieś Jasmin Vasilchenko, ten sam, który jeszcze niedawno na ceremonii objawił się na cholernym koniu – ale ponieważ Zakharenko nie sądzi, aby zdegustowanie wystąpieniem cygana mogło zostać szybko wyparte, odwraca wzrok, mimowolnie przysuwając się do Lwa. Nie ma wątpliwości, iż z powodu nie posiadania dotąd okazji wchodzenia w bliższe stosunki z Wrońskimi, przyszłość dzisiejszego wieczora otaczać ma szron niepewności... który niezwłocznie zostaje stopiony przez niebieskookiego Wrońskiego. Propozycję zażycia czegoś cięższego obraca w zabawny żarcik, tak jakby zdążyła już zapomnieć, że kilka dni temu spotkała go kompletnie naćpana na starym cmentarzu. Kontempluje tak przez przedłużający się moment, próbując wychwycić z gawiedzi element, bądź istotę, która pomogłaby jej w podjęciu arcyważnej decyzji.
- Teraz? Tak nie wypada.
Czyż jeszcze przed chwilą, bodajże w ogrodzie nie zapraszał jej do szalonych zabaw na parkiecie? Kallisto mimo wszystko głęboko rozważa zaproszenie ucieczki do cichych kątów Wrońskich, a nuż faktycznie opowie jej ciekawe historie, które poprą do przodu jej wenowy zastój?
Albo zacznie obmacywać ją w schowku na miotły. Pół biedy.
- W porządku, prowadź zatem.
Wplata dłoń pod jego ramię, okazując gotowość do wymknięcia się kopule pięknej, fikuśnej fasady, która bez ich obecności...cóż, na pewno będzie trzymać się równie pewnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Sala Balowa   Sob 23 Gru 2017, 17:28
Mój mąż… Na te słowa przechodzi go dreszcz, mimowolnie zatrzymuje się w tańcu i przez myśl przechodzi mu, żeby stąd uciec. Gdzie miał głowę, zapraszając ją do tańca i ponownie wystawiając się na zranienie. Czy kolejna pieśń była tego warta? Kolejna gafa, nie pierwsza i nie ostatnia tego wieczoru. Jednak muzyka milknie i wszyscy się zatrzymują, żeby zaklaskać zdolnej orkiestrze, by podziękować za ich trud. W tej chwili ciszy, dzieje się coś, czego nie da się jednoznacznie zrozumieć, coś wybitnie pozbawione sensu.
Tomas Sorokin nie żył.
Na jedną chwilę zdaje mu się, że świat stał się piękniejszy, nic już nie stało im na przeszkodzie. Przez sekundę oczy mu się błyszczą, kiedy na nią spogląda, pragnie krzyknąć do orkiestry, by zagrali czardasza, oberka, nieważne byle szybko i radośnie, niech świat raduje się z nim, bo w końcu z chmur wydostanie się słońce, bo w końcu dni będą piękne.
Jasmin spogląda w jej oczy, chce w nich utonąć, próbuje sobie mówić, że teraz będzie mógł się już w nie zapatrywać zawsze. Szybko jednak zauważa, że tylko on się cieszy, tylko on zauważa w tym szansę. Dopiero teraz widzi, że ona go nie kocha, że prawdziwą przeszkodą, dla której z nim nie uciekła, nie był Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, ale on.
Nie udaje mu się ukryć tego bólu, który spada na niego jak grom z jasnego nieba. Stoją więc tak, mimo kolejnej piosenki, mimo par, które patrzą na nich i komentują, mimo plotki, która zaczyna się szerzyć wokół nich. W końcu po wersie, uśmiecha się, ale ten uśmiech jest bolesny, tak bardzo sztuczny i wymuszony, że serce zaczyna krwawić.
- Składam najszczersze kondolencje. – Nie wiadomo dla kogo one były. Dla niej, bo straciła męża, czy dla samego siebie, bo stracił wszelkie nadzieje i wszystko przestało mieć sens? Powoli sprowadza ich z parkietu, nie ma sił na kolejny taniec, na każdy kolejny uśmiech, nawet podniesienie kieliszka do ust, jest wysiłkiem ponad wszelką miarę.
- Muszę panią opuścić, chyba nie czuję się najlepiej, coś musiało być w tych koreczkach, nie polecam. – Zaczyna iść w stronę ogrodu, przez chwilę ma nadzieję, że za nim pójdzie, powie, że wszystko to opacznie zrozumiał, że jest jeszcze dla nich jakaś szansa. Kochasz go, piękna Hero? Czy wskoczyłabyś za nim w ogień? Czy miły ci jest on, ponad wszystkich innych, pragniesz budzić się właśnie z nim, być mu na dobre i złe, czy pomylił się w swym dzisiejszym osądzie? Jeśli darzysz go czymś choćby mniejszym, jeśli potrafisz powiedzieć nie, to milcz, zostaw go w tym momencie, bo sensu w tym nie ma. Pozwól mu odejść, nieważne co głupiego postanowi zrobić, kierowany bólem, który ma w sobie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Sala Balowa   Wto 26 Gru 2017, 02:47
- Absolutnie nie zamierzam odbierać ci tytułu wariatki, o to nie musisz się martwić, ale nie zapominaj przy tym, że to ja jestem czarną owcą tej rodziny. Chociaż w końcu wziąłem tak długo wyczekiwany ślub i mam nadzieję, że udało mi się trochę zrehabilitować w ich oczach. – Nad Konstantym Wrońskim krążyła dziwna klątwa, najprawdopodobniej spowodowana tym, że jego ojciec Jan chciał mieć liczną gromadkę dzieci, jak przystało przecież na klasycznego przedstawiciela swojej dynastii, a nie mógł. Nie wiadomo, jak im się to ostatecznie udało, ale w końcu na świat niespodziewanie przyszedł on, Konstanty. Zawsze wymagano od niego więcej niż się powinno, w czym Wroński widział genezę swoich późniejszych problemów. Przez całe życie wywierali na nim zbyt dużą presję, co doprowadziło do tego, że postanowił odciąć się od rodziny. W końcu jednak był już na tyle dojrzały i gotowy, by zmierzyć się ze swoimi trudnościami twarzą w twarz. Miał przy tym ogromną nadzieję, że w końcu postanowią mu odpuścić. – Wątpię, jeśli mam być szczery. Moja żona, jak to brzmi!, dostała pracę w Ministerstwie Magii – mówi wyraźnie dumny z tego, że Anna wkrótce zacznie pracować jako tłumacz języka francuskiego w Prikazie Współpracy z Zagranicą. Konstanty osobiście uważał, że to o wiele ciekawsze zajęcie niż bycie bibliotekarką na Petersburskim Uniwersytecie Magicznym.
- Oczywiście, że nie zamierzam. A co do tańca, to przestań. Nie jest źle – odpowiada zupełnie szczerze i poważnie. Vera zwykła najczęściej zaniżać poziom swoich umiejętności. Nawet jeśli to był pierwszy raz od dawien dawna, kiedy wylądowała z kimkolwiek na parkiecie, to i tak radziła sobie dobrze. – Tamara? – Konstanty unosi prawą, przysłuchując się jej nieco uważniej. Nigdy za nią nie przepadał, choć była od niego starsza, to zawsze miał do niej wiele zastrzeżeń. Krótko mówiąc, w oczach Wrońskiego uchodziła za dziwaczkę. – Od czasów Koldovstoretz jej nie lubiłem, podobnie było z tymi siostrami. Zaginęła? Muszę przyznać szczerze, że jestem zdziwiony twoimi doniesieniami. Zgłaszałaś to może do Białej Gwardii? Jeżeli chcesz, mógłbym się skontaktować później z Dunją Yanevą. – Czy może przepadła jak kamień w wodę i nie da się już z tym nic zrobić? W tym samym momencie Konstanty po raz kolejny robi piruet i zmienia nieco tempo, by było adekwatne do muzyki granej przez orkiestrę. – Skoro sama zamierzasz to wszystko przejąć, to masz w ogóle kogoś, kto jest w stanie ci z tym pomóc? – W końcu sierociniec to niezwykle szlachetna idea, którą należało wspierać. Może i on, jeśli tylko udałoby się wygospodarować trochę czasu po ślubie, mógłby się w to zaangażować. Będzie musiał o tym porozmawiać z Verą i Anną, która na pewno by była tym zainteresowana.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Sala Balowa   Czw 28 Gru 2017, 23:10
Utarło się zwyczajem wielopokoleniowym wręcz, że na ślubach się płacze. Podczas wesel już rzadziej, ale wciąż znajdą się tacy, którym wypada wręcz kilka łez nad szczęściem młodych uronić. Ale żeby to łkała sama panna młoda, i to już po raz drugi w ciągu kilku godzin! Nie do pomyślenia, Aniu, wstyd. Zawsze byłaś taka skłonna do wzruszeń? Chyba tak, skoro nawet średnich lotów powieści mogły w przeszłości doprowadzić cię do płaczu.
A jak tu porównywać kiepską literaturę do widoku przyjaciela, którego nie spodziewała się zobaczyć jeszcze przez kilka miesięcy? W dzień ślubu Annie wolno wszystko, więc padła w objęcia Rumuna znowu śmiejąc się przez łzy.
- Dio! Przyjechałeś! – Wysyłając listem zaproszenie do Dionisie, Anna nie miała zbyt wielkich nadziei. Choć znali się długo, wiedziała, że dopiero co skończył studia, pewnie porządkuje sobie trudne początki dorosłego życia, a nie zdawało jej się, by łączyła ich przyjaźń dość mocna, by rzucił wszystko i przebył szmat drogi tylko po to, by zatańczyć z nią kilka razy i zamienić stanowczo zbyt mało słów, by wystarczyło im za porządną rozmowę. Wielokrotnie rozmawiała z nim o swoim ślubie, w większości były to jednak pozbawione entuzjazmu gdybania snute pod nieobecność Konstantego, więc Dionisie pewnie zdziwił się jak wszyscy, gdy otrzymał zaproszenie.
- Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że jesteś! – Stale zaczepiana przez kogoś w tłumie gości przestała nawet wypatrywać go. Trudno było jej nawet odnaleźć świeżo poślubionego męża, z którym powinna być nierozłączna, w końcu trwał jeden z najważniejszych ich wspólnych dni, więc na wytęsknionego przyjaciela trafiła więc chyba tylko przypadkiem. Mogli znaleźć się dużo później, słaniając się już na nogach, kiedy większość gości nie może już ustać równo na nogach, ale to i tak nie miałoby znaczenia. Studencka znajomość nauczyła ich już dogadywać się w każdym miejscu, każdym stanie ducha i umysłu.
- Jak ci się podoba przyjęcie? Opowiadaj, co u ciebie. Jesteś sam? Livia nie mogła ci towarzyszyć? – Młodsza siostra Dionisie według najlepszej wiedzy Anny nie lubiła zostawiać go samego odkąd byli zdani na siebie. Lubiła ją, dziewczyna była bardzo podobna do brata i wpatrzona w niego jak w obrazek, niejednokrotnie czuła ukłucie zazdrości widząc tak zgrane ze sobą rodzeństwo.
Zorientowawszy się, że niemiłosiernie zbombardowała Dionisie pytaniami, Anna uśmiechnęła się przepraszająco i posłusznie podała mu ręce, by mógł poprowadzić do tańca.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

25 lat

czysta

neutralny

dziennikarz w Novyim Mirze
http://petersburg.forum.st/t1256-dionisie-caragiale#5009 http://petersburg.forum.st/t1257-dionisie-caragiale#5025 http://petersburg.forum.st/t1259-dionisie-caragiale#5029 http://petersburg.forum.st/t1258-mircea#5027
PisanieRe: Sala Balowa   Sob 30 Gru 2017, 03:38
- Nie mogłem nie przyjechać, zwłaszcza że przeprowadziłem się do Petersburga. – Początkowo miałem jeszcze jej o tym nie mówić, ale nie mogłem ominąć tego faktu, pozwalając sobie jednocześnie na to, by śmiejąca się przez łzy Anna wpadła w moje objęcia. Odwzajemniwszy z pełną mocą przyjacielski uścisk, dopiero wtedy ostatecznie zdałem sobie sprawę, jak bardzo się za nią stęskniłem, mimo że nasza przyjaźń nie była już tak mocna jak kiedyś. Jako nieco młodszy kolega Wrońskiej (doamne, muszę przyzwyczaić się do wypowiadania jej nowego nazwiska!), dopiero porządkowałem swoje życie. Niedawno udało mi się ukończyć kilkuletnie studia dziennikarskie w Bukareszcie, a w kwietniu razem z Livią niespodziewanie postanowiliśmy przeprowadzić się do Petersburga, gdzie bezproblemowo otrzymałem pracę w redakcji „Novyiego Miru”, z której czerpałem coraz więcej satysfakcji i zadowolenia, chociaż to dopiero zaledwie kilka tygodni spędzonych przed biurkiem i maszyną do pisania. – A ty za to nie wiesz, jak ja się cieszę, że mogę ci towarzyszyć w tak ważnym dla ciebie dniu. – Po tych słowach pełen radości uśmiech mimowolnie ciśnie mi się na usta, a w rzeczywistości nie zniknął z mojej twarzy nawet na moment. Czy mogłoby być inaczej, skoro cieszę się szczęściem bliskiej mi osoby? Pamiętam przecież chwilę, w której już wszyscy przestaliśmy wierzyć w dobre zakończenie tej historii. A jednak okazuje się, że może być inaczej, jeśli tylko człowiek tego pragnie.
- Jest wspaniale! – odpowiadam zgodnie z prawdą, by po chwili zaprowadzić moją rudowłosą przyjaciółką na parkiet i móc sobie z nią przez moment porozmawiać. Przecież ostatecznie nie zamierzam zabierać jej zbyt dużo czasu. To dzień, który przede wszystkim powinna spędzić ze swoim mężem, a na nas przyjdzie jeszcze pora. – Muszę przyznać, że dworek Wrońskich to bardzo klimatyczne miejsce. Osobiście czuję się trochę, jakbym przeniósł się na Wołoszczyznę dawnych lat, co jest niewątpliwie miłym skojarzeniem. A poza tym małym odniesieniem do Rumunii, wyglądacie dzisiaj na szczęśliwe małżeństwo i mam nadzieję, że tak zostanie do końca waszych dni. – Porozumiewawczo pozwalam sobie puścić oczko w kierunku Anny, zaledwie na moment przekazując ją jednemu z wujków Konstantego do tańca. Szybko jednak do mnie powróciła i dalej mogliśmy oddać się rozmowie. Całe szczęście, bo nie wypadało się kłócić z jej krewnym o to, że powinien mi jak najszybciej odstawić moją przyjaciółkę na miejsce. Na wspomnienie o młodszej siostrze tylko westchnąłem cicho, próbując przy tym nie dać po sobie poznać, że zacząłem się o nią ostatnimi czasy martwić. Ale to wciąż tylko ja, Dionisie Caragiale, nadopiekuńczy brat, który ma nieznośną tendencję do wyolbrzymiania każdej sytuacji związanej z Livią, zwłaszcza jeśli chodziło jej zdrowie. Chciałem wszak mylić się i tym razem, jednak w dalszym ciągu nie było pewności, co się dokładnie dzieje.
- Wierz mi, że bardzo chciałem zabrać Livię na ślub, ale niestety rozchorowała się kilka dni temu i została w domu. Oby to nie było nic szczególnie poważnego, w innym przypadku czeka nas w najbliższym czasie kolejna wizyta w Hotynce. Kazała wam jednak przekazać najszczersze gratulacje – tłumaczę pokrótce Annie, nie zamierzając za bardzo wdawać się w szczegóły. To nie był odpowiedni temat na dzisiejszą okazję, choć wszyscy wiedzą, że zdrowie i polityka to najczęściej poruszane kwestie po paru kieliszkach wódki. Ja jednak zamierzałem być od tej reguły wyjątkiem, zwłaszcza że miałem do wykonania tutaj misję związaną z moją partnerką i artykułem na temat pewnego śledztwa. – Pewnie będziesz zaskoczona odpowiedzią, przyszedłem dzisiaj z Ružą Bregović. Na pewno ją kojarzysz, jest jedną z wnuczek Serbana Bregovićia, ale to nie jest teraz istotne. Wolałbym za to usłyszeć, jak czujesz się w nowej roli jako Anna Wrońska, która po kilkunastu latach życia w Rosji zrzuciła brzemię cudzoziemki z Francji i wżeniła się w polsko-rosyjsko-włoską rodzinę – zastanawiam się z niemałym rozbawieniem w donośnym głosie, nieustannie szalejąc na parkiecie w rytm skocznej muzyki. Opowiadaj, Anno, jestem przecież ciekawy, czy przez te kilka godzin zdążyło coś się zmienić. A może to tylko formalność, na którą tak długo czekałaś? W końcu jest wszystko tak, jak chciałaś. Ale czy to już wystarczy, by być szczęśliwym człowiekiem? Na te pytania, jak i inne, próbowałem sobie odpowiedzieć, choć może to za wcześnie na to.


Ostatnio zmieniony przez Dionisie Caragiale dnia Nie 11 Lut 2018, 11:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Sala Balowa   Sob 30 Gru 2017, 16:17
Patrzyła zachwycona, jak Yanev nalał im obojgu wódki do kieliszków nie rozlewając nawet kropelki. Jej nie zawsze się to udawało. A największe problemy z nierozlewaniem miała niestety jak już wypiła, przez co marnowała alkohol.
Ile ona właściwie już wypiła? Trzy kieliszki? Tyle to chyba minimum, bo już zaczęło szumieć jej w głowie. Nie, żeby nie lubiła tego stanu, ale nie zdawał się jej za dobry bacząc na fakt, że miała opowiadać o swoim problemie. Jeszcze zacznie mówić nie na temat albo wypapla za dużo informacji o sobie i co będzie? Postanowiła, że do załatwienia tej kwestii koniec z alkoholem.
- Niestety - Gana nie tyle ich nie lubiła, co ją te sprawy już zmęczyły. Ludzie byli przewrażliwieni i gdyby chodziło o inną osobę pewnie by się nie przejęła chęcią oskarżenia jej w sądzie o popełnienie jedynego przestępstwa, jakie jej się zdarzyło popełnić. Ale gdy tę kwestię podnosiła właśnie ta nieobliczalna kobieta... Cóż, lepiej było mieć się na baczności.
- Zająłby się pan tym? Wygląda pan na ogarniętego w tych kwestiach - wiadomo, mogłaby się bawić w polecanki, ale bała się, że odeślą ją do kogoś stronniczego, kto poleci jej prawnika nieprzychylnego jej rodowi. Wolała poszukać kogoś "z gminu", nawet jeśli temu gminowi blisko było do wyższych sfer.
Sama zaczęła jeść. Picie takich ilości na pusty żołądek nie wydawał jej się zbyt dobrą opcją.
- Jest na to szansa. Ale ta kobieta jest tak drażliwa, że to różnie może się skończyć - nie zwróciła uwagi, że zaczął mówić do niej na "ty", w końcu już trochę wypili, a wódka łączy ludzi. - Są jakieś szanse, że jej zarzut będzie w razie czego oddalony jako bezpodstawny? - dopytała. To by było najwygodniejsze, ale kto wie jak to się potoczy? Może Dola, ona podobno wie wszystko.
- No i jak się panu odwdzięczę za pomoc? - postanowiła na wypadek dopytać. Najoczywistsza wydawała się forsa, ale wiedziała, że niektórzy bardziej cenią sobie jakieś kontakty, znajomości, informacje, obsmarowanie kogoś w gazecie... Mógł wybierać, była Kuraginą, więc istniała duża szansa, że zdobędzie mu to, czego tylko sobie zażyczy.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Sala Balowa   Sro 03 Sty 2018, 23:16
Ponieważ jedną z największych bolączek w życiu Anny Wrońskiej (czas najwyższy przyzwyczaić się do nowego nazwiska, choć nosiła je oficjalnie dopiero od kilku godzin; będziemy więc powtarzać je możliwie często) jest brak rodzeństwa – może dlatego wytrwała w postanowieniu dołączenia do najliczniejszej i wyjątkowo zgranej na tle innych rodów w Starszyźnie rodziny? - jest ona od lat zdania, że lepszy brat nadopiekuńczy niż żaden. Niemal już nawet nominowała Dionisie do piastowania tej funkcji i w swoim życiu, odczuwając przy nim poczucie odpowiedzialności właściwe starszemu rodzeństwu. Może to dlatego tak mocno tęskniła za Rumunem nawet mimo krótkości okresu, w jakim rozwinęła się ich przyjaźń?
- Naprawdę? To cudownie! – rozpromieniła się niekłamaną radością na wieść, że Caragiale mieszka teraz w Rosji. Być może oboje będą w nadchodzącym czasie bardziej zajęci, niż im się wydaje i choć zmniejszył się dystans między nimi, wciąż nie będzie im się udawało znaleźć czasu na spotkania rozwlekane w godziny, które uciekały im w czasach studenckich, przegadane nad książką albo przebumelowane w kinie.
- Masz tu jakąś pracę? – dopytuje Ania, stawiając w ślad za nim pierwsze kroki tańca. Muzyka gra powoli, nie muszą podskakiwać, klaskać, czy kręcić się jak kołowrotki – idealne warunki, by jednak uciąć krótką pogawędkę, zwłaszcza że jemu Anna mogła wszystko mówić szczerze, bezpieczna od ryzyka, że jej słowa zostawią brzydki ślad w czyjejś niepowołanej pamięci.
- Naprawdę, niewypowiedzianie cieszy mnie, że przyjechałeś, ale jak dotąd zdaje mi się, że to bardziej impreza dla was, gości, niż dla mnie. Każdy ciągle czegoś chce, z Konstantym zatańczyłam chyba dopiero dwa razy. Miałeś szansę zamienić z nim kilka słów? Ucieszy się na twój widok.
Dopiero teraz. Przeszedłszy około roku temu przez kłopotliwy okres, gdy Konstantemu dolegała nieprzerwanie zazdrość o chyba każdego mężczyznę, z którym Anna kiedykolwiek nawiązała znajomość – a była to w znakomitej większości przypadków zazdrość niepotrzebnie rozbuchana i całkowicie nieuzasadniona – jej wtedy przyszły, a dziś już obecny małżonek zaczął przekonywać się do jej przyjaciół i podejmować starania, by samemu ich choć trochę polubić. Anna już dawno dała mu (i całej reszcie jego rodziny) do zrozumienia, że nie zamierza wykreślać z życia najważniejszych dotychczas ludzi z chwilą, gdy zostanie członkinią dynastii Wrońskich. Nie obyło się bez wrzasków i płaczu, ale w końcu dopięła swego i była gotowa na niepomierne szczęście, które miało czekać na końcu drogi zwieńczonej ołtarzem małżeńskim.
- Och, mam nadzieję, że uda wam się tego uniknąć. Proszę, podziękuj jej i przekaż od nas życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. – cień przemknął po twarzy pani Wrońskiej; nie chciałaby wymuszać na nim pogodnego nastroju, robienia do wszystkiego dobrej miny, gdyby istotnie bardzo martwił się o zdrowie siostry. Wiedziała w końcu, że rodzina jest dla niego priorytetem.
- Bregović? – babcia Ścibora nie będzie zadowolona z obecności kolejnego przedstawiciela tej rodziny na przyjęciu. Należało z okazji wesela wyciągnąć do Serbów przyjazną dłoń, obdarować zaproszeniem, nikt nie zabraniał jednak wszystkim Wrońskim żywić nadziei, że nikt z niego nie skorzysta. Anna, owszem, słyszała już coś o Ruży, ale niezależnie, czy były to dobre rzeczy, czy obelgi, nie przeszkadzała jej obecność Bregovićówny. Zaciekawiła, jeśli już.
- Kręcicie ze sobą, czy jak? – nie kojarzyła, by przedtem Dio z kimś się umawiał, nigdy bowiem nie odczuwała potrzeby rozpatrywania go pod kątem związków. Kiedy jednak można o nich dyskutować, jeśli nie na weselu? Wszyscy są spragnieni dobrej zabawy i gotowi są wypatrywać już tu, na sali, kolejnych zrękowin.
- Nie pytaj mnie jeszcze o to, jak się czuję. Sama na razie nie wiem, prawdę mówiąc. – coś się skończyło, Annę czekało wiele zmian i nawet jeśli snuła przedtem w głowie różne domysły dotyczące przyszłości, prawda mogła się z nimi znacząco rozminąć. – Może napisz za tydzień lub dwa. Wyjeżdżamy na miesiąc miodowy, wtedy z pewnością odpowiem ci, że czuję się wyśmienicie.
Oboje z Konstantym potrzebowali odpoczynku i czasu dla siebie. A czy można wyobrazić sobie spokojniejsze i bardziej urokliwe otoczenie niż skryty w Alpach pensjonacik, w którym pobyt sprezentował im jeden z przyjaciół Konstantego? Annie nie wydawało się, by można na to pytanie odpowiedzieć twierdząco.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala Balowa   
Powrót do góry Go down
 
Sala Balowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuSkocz do: