Навигация

Biblioteki
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Biblioteki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBiblioteki   Czw 26 Paź 2017, 18:20
Biblioteki

Największym pomieszczeniem na drugim piętrze są biblioteki w kształcie litery E, złożone z równoległych korytarzy, wzdłuż ścian których ciągną się wysokie regały obficie wypełnione wiedzą. Na końcu każdego z przejść znajduje się biurko, gdzie można w spokoju pracować, a u wylotu wszystkich umieszczono kilka kanap, przy których nierzadko rodzina spędza wolny czas ze względu na to, że większość sypialni również znajduje się na drugim piętrze.

Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Pią 24 Lis 2017, 11:37

17.05.1999

Przez chwilę stała przy jednej z kanap koło biblioteki przyglądają się jej z zaciśniętymi ustami. Leżał na niej pled. W paski. W kolorach tak odrażających, że wyglądał jakby go tu ktoś bezdomny przyniósł. Pochyliła się lekko przyglądając splotom i z uniesionymi brwiami zauważyła, że chyba był robiony ręcznie. Cóż. Ostrożnie przysiadła na tej drugiej, nieprzykrytej kocem połowie kanapy i podciągnąwszy kolana pod brodę zawinęła się szczelniej w wielki, elegancki sweter z angory, który dostała od Hersilii. Ciepły, mięciutki, ponoć kulili go razem z Tomasem, chcąc jej go sprezentować na urodziny. Przykrywanie się kocem Adeli to modowe zabójstwo, nawet w domu. Choć... wydawał się całkiem cieplutki.
Wyciągnęła z jednej z bibliotecznych półek książkę o ...rzemieślnictwie i artystycznym kowalstwie? Zamrugała zdziwiona, bo pewna była, ze sięgała po krój i szycie, ale co się będzie tym specjalnie przejmować. Cierpiała ostatnimi czasy na zabójczą chorobę zwaną chronicznym znudzeniem. Miała nadmiar niezagospodarowanego czasu, a od kiedy nagminnie unikała opuszczania zamku, czasu zrobiło się jeszcze więcej. Zaczynała rozważać rozpoczęcie drugiego kierunku studiów, bo do pracu to jej się za bardzo nie chciało, a póki mama i tato nie widzą problemu z jej utrzymywaniem, zamierzała czerpać aż jej się garści zmęczą. Przewróciła kilka stron wstępu, przechodząc do działu o paleniskach i zależności temperatur or używanego paliwa. Może... zostanie kowalem?
Jęknęła na głos przykrywając głową książkę i chowając twarz w kolanach. Wszystko było do niczego, jak w te noce, kiedy leżąc w łóżku przypominasz sobie coś głupiego, co zrobiłeś dziesięć lat temu i nie możesz przestać się tym torturować - tak ostatnio, każdego dnia, spędzała niewypowiedzialną ilość czasu na rozmyślaniu nad wszystkimi błędami ostatnich kilku lat. A było ich całkiem dużo, nawet jeśli wolała to zbagatelizować. Zaczynała mieć smutne podejrzenia, że czas pożegnać się z beztroską, bo powoli głupie sytuacje przestawały uchodzić płazem, niezadowolenie na twarzach najbliższych było niespecjalnie ukrywane, a poczucie winy, jak winna latorośl, pięła się do góry po kręgosłupie dając o sobie znać za każdym razem, kiedy chciała machnąć ręką z myślą "A tam!".
Jeden z ukochanych psiaków Jasnej, Róża, wielki jak mały niedźwiadek owczarek kaukaski wcisnął swój łeb wielkości kowadła pod jej kolano, na co zaśmiała się lekko. Oh dear Toto, chciało by się zacytować klasyka, only you know my heart. Gdzie by było lepiej, jak nie gdzieś po drugiej stronie tęczy, tylko gdzie ten zbawienny huragan?
Sięgnęła po leżący na stole pergamin i nakreśliła na nim kilka słów, po czym złożywszy go w samolocik puściła go w powietrze zaklęciem, by odnalazł drogę do ptaszarni. Może odnajdzie, może nie odnajdzie, zwinęła się na kanapie w kokon i przytuliwszy się do Róży ucięła drzemkę, a co, nie ma co sie przepracowywać.


Ostatnio zmieniony przez Jasna Sorokina dnia Nie 03 Gru 2017, 16:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Nie 26 Lis 2017, 15:49
Nie miał pojęcia, gdzie odnajdzie Jasnę, a znajomość rozkładu pokoi i upodobań jego najmłodszej siostry tylko w niewielkim stopniu ułatwiało mu zadanie. Gdyby to wciąż poznająca drogi przecinające się w ich domu Adela miała odszukać pannę Sorokinę, po kwadransie, który zajęło mu zajrzenie do ogrodu i zbrojowni, zapewne załamałaby ręce i zrezygnowała. Ale Endar miał do spełnienia braterski obowiązek - w papierowej torbie oznaczonej emblematem cukierni spoczywało kilka miodowych węży, którymi należało umilić jej popołudnie.
Odnalazł siostrę w bibliotece. Stało się to dopiero po chwili, przez którą nasłuchiwał kroków lub słów, ostatecznie jednak do Jasny doprowadziło go sapanie psa. Zobaczył ją owiniętą szarością, śpiącą na kanapie.
Hersilia wszystkim kupowała swetry. Jak to się dzieje, że nie zamarzliście tu do tej pory?, wciąż to święte oburzenie; urodziny, imieniny i wszystkie inne święta rodzinne zawsze były dla niej okazją do manifestacji niechęci do zimna, a jednocześnie – wykazania się wyczuciem stylu, które Jasnę zjednywało do bratowej. Miała zresztą więcej zalet, a Endar (niestety) powinien być pierwszym nawet przed swym najstarszym bratem do wychwalania ich z ledwością znajdując umiar. Uporczywa fascynacja jej osobą, której uległ wbrew sugestiom rozsądku nieprzerwanie przez lata jej małżeństwa z Tomasem wprawiała go w podszyte niepokojem zakłopotanie. Dopiero gdy Włoszka owdowiała, pierworodny Sorokin został pochowany, a ona po pogrzebie ostatecznie opuściła Irkuck, wszystko wróciło do normy. Endar był jednak zapewne jedyną osobą tego zdania, nietknięty przez żałobę, a jego beztroska za sprawą jego własnych poczynań zresztą, znów, zaledwie po kilku miesiącach, została zakłócona.
Siłą rzeczy najbardziej ze wszystkich domowników przyzwyczaił się do sposobów, w jakie Adela znaczyła swoje terytorium, zostawiając zrobione bądź kupione przez siebie drobiazgi wszędzie w miejscach, gdzie ich odrębność od wystroju całego zamku najbardziej raziła oczy. Z cichym westchnieniem podsumowującym płonność jego nadziei na to, że z czasem jego żona nabierze tej samej klasy, którą imponowała Hersilia zdjął barwny pled z kanapy i zwalczywszy chwilowy napad konsternacji okrył skuloną nań sylwetkę Jasny. Jakkolwiek nie pasowała do rodziny Sorokinów, nie był w stanie wątpić w szczerość jej dobrych intencji i było niejako obowiązkiem, by i innych domowników do nich przekonał. W nielicznych chwilach refleksji nad kondycją swojego małżeństwa Endar wręcz współczuł Adeli osamotnionej zupełnie, gdy nie było go w domu, a gdy był – jej samotność była zaledwie symbolicznie redukowana. Może więc uda mu się jakoś połączyć nudę dręczącą Jasnę z pragnieniem Adeli, by zadomowić się w Irkucku?
Spała spokojnie, a jej twarz bardziej niż w każdych innych okolicznościach przypominała tę dziecięcą buzię, której żadne z nich nie powinno już tak dobrze pamiętać. Dzieciństwo zostało za nimi daleko w tyle, oboje zrobili już wiele kroków prowadzących do stabilizacji dorosłego życia.
- Wstawaj, chochliku.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Nie 26 Lis 2017, 18:21
Śniło jej się coś dziwnego o tym, jak stoi na wielkim szklanym murze, ubrana w średniowieczną rycerską zbroję, a w oddali majaczą jej figury starszego rodzeństwa, gigantyczne, majestatyczne, poruszające się powoli. I machała do nich i machała, pytała, czy może z nimi tak maszerować przez wielkie łąki, ale... chochliku.
Pled Adeli był rzeczywiście Ciepły, choć wcale nie był jakiś wełnisty, czy gruby. Może wplatała w niego zaklęcia? Jasna nie miała pojęcia jak wygląda magia, którą operowała Indianka i chyba na chwilę obecną wolała się w tę wiedzę nie wgłębiać. Zmarszczyła się na twarzy zaciskając oczy.
- Nie wstane! Tak będę leżeć! - naciągnęła koc wyżej na głowę, ale zaraz usłyszała szelest papierowej torby i wyściubiła zza krawędzi głowę z zainteresowaniem nie mniejszym jak Róża, któa postawiła uszy i zaczęła za miodowymi wężami węszyć.- Endar!
Jasne rece wystrzeliły spod przykrycia obejmując brata, ale też chytrze sięgając po torbę z cukierni, po czym usadowiła się i uśmiechnęła do niego unosząc lekko ramiona.
- Nie wiedziałam, czy dziś wracasz... - mruknęła, rozwijając torbę i zaglądając do środka na wijące się smakołyki.
Ostatnio czasem nie wracał. Nie to, że jakoś nadzwyczaj uważnie śledziła jego obecności i nieobecności w zamku, z pewnością zauważała to mniej niż Adela, jednak po tylu latach wspólnego życia mogła wyczuć, że ich ścieżki na korytarzach krzyżują się rzadziej niż zwykle. Nie wysnuła z tego jeszcze żadnej teorii, choć przecież tak lubiła wymyślać bzdurne historyjki, którymi karmiła głodnych afery znajomych, szukających dziury w nieskazitelnej fasadzie Sorokinowego życia. Uważała, że nie mieli skaz, trochę dlatego, że wszystkie braki, jakie zdawać by się mogły widocznymi postronnym obserwatorom, uważała za istotne cechy charakterów poszczególnych członków rodziny i gdyby ktokolwiek rzeczywiście spytał ją o coś konkretnego, wyśmiałaby każdy zarzut w sekundę. Na prawdę wierzyła, że jako rodzina nie borykają się z wewnętrznymi problemami, zazębiają się i działają cicho i sprawnie niczym mechanizm doskonałego zegara. Może dlatego endarowa małżonka tak bardzo odstawała od reszty Sorokinów - w ogóle nie umiała być częścią większego obrazka, przynajmniej tak postrzegała ją jego młodsza siostra. Czy to dlatego nie wracał do domu na noc?
- Od razu mi lepiej jak jesteś! - rozciągnęła usta w szerokim uśmiechu, co robiła rzadko i w sumie tylko do Endara. Z czwórki rodzeństwa córki były stanowczo bardziej ekspresyjne, a Jaszka od najmłodszych lat wdzięczyła się i chichotała, ćwicząc swoje przyszłe talenty manipulacyjnej szlachcianki. Mimo to nie szczerzyli się do siebie zazwyczaj, nie rzucali sobie w ramiona, nie gładzili po głowach, w takich warunkach ten szeroki uśmiech był najszczerszym przejawem siostrzanej miłości na jaki było ją obecnie stać. Wyciągnęła jednego węża i odgryzła mu kawałek wijącego się ogona. Jak była mała próbowała wsadzić całego do buzi, ale uciekał jej zawsze bokiem, na co reagowała z rozpaczą raz nawet poważnie się krztusząc.
- Jak Ci minął dzień w pracy? Bo mój minął mi okropnie. - podkreśliła, krzyżując nogi i naciągając na nie pled. Przyglądała się chwilę barwnym pasom, żując słodycz z zapamiętałością.- Nie widziałam dziś nikogo, nawet Adeli. - dodała, podkreślając tę Adelę, jakby fakt nie napotkania jej na codziennych ścieżkach obowiązków był jakiś nadzwyczajny.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Sob 02 Gru 2017, 18:25
Choć z rodzeństwem nie łączyła go nigdy przyjaźń (w przypadku Tomasa ich relacja była tak odeń daleka jak to możliwe bez wkraczania na teren otwartej wrogości), jedno łączyło ich niezmiennie; mianowicie, Jasna zawsze miała pozostać dla nich dziewczątkiem, które należy rozpieszczać nie żałując ani rubla i chronić przed brzydszą stroną rzeczywistości. Trudno będzie, przynajmniej Endarowi, wyrwać się z tej myślowej ramy, a w miarę jak Jasna dorasta staje się to konieczne.
Ale nigdy nie odmówi (ani jej, ani, ku własnemu zdziwieniu, sobie) drobnych przyjemności pokroju miodowego węża. Kupił pięć. Jeden dla Jasny, jeden dla siebie. Jeden dla Adeli – nie mógł sobie przypomnieć, czy wcześniej miała już okazję ich spróbować, więc, tknięty chyba tylko instynktem dobroczyńcy, wziął. Kolejny dla Jasny na później, a ten jeden, co został… cóż. Może mecenas Sorokin nie jest zbyt słodki, by poczęstować się dwoma. Pierwszemu odgryzł syczącą głowę, patrząc potem, jak ogon łakocia z każdą sekundą wije się coraz mniej żywotnie.
- Czemu miałbym nie wracać? – fuknął, w rzeczywistości nie rozeźlony jej słowami, a własną głupotą. Owszem, nie wracał, lecz sądził, że siostra nie zauważy jego nieobecności po nocach, albo przynajmniej zwróci na nią uwagę znacznie później. Spośród dzieci Osipa Sorokina, ich dwoje miało ze sobą najlepsze stosunki, ale nie można zaprzeczyć, że coraz mniej uczestniczą wzajemnie w swoim życiu.
Co się zaś tyczy niewracania - czy wstydzi się odrębności żony od oziębłych Sorokinów, czy wstydzi się swej sorokinowej oziębłości przed nią – odpowiedzi należy szukać u kogoś innego, Endar nie jest na tyle skłonny do introspekcji, by uznał grę w zostawanie na noc w biurze zbyt uciążliwą, by nie ciągnąć jej jeszcze przez jakiś czas. Sytuacja była dość napięta, w związku z wydarzeniami pierwszych dni maja ciągle przesłuchiwano świadków i nowych podejrzanych w sprawie zamachu na muzeum; jakkolwiek Endar nie miał styczności z większością z nich, ogólne zamieszanie stanowiło dość wiarygodny pretekst do wydłużania dni w noce spędzone na niewygodnej sofie w gabinecie w piwnicach Ministerstwa. Czego by się nie obawiał i wstydził, musiało to być doznanie dość silne, by przedkładać ten ponury nocleg nad noc w łożu z baldachimem.
- Hm? – pytanie siostry wyrwało go z zadumy. Gdzie więc się podziewała?, zechciał zapytać w pierwszej chwili, przejęty wciąż osobą Adeli i perspektywą rychłego przedstawienia jej towarzystwu. Był pewien, że to ze względu na nadchodzące wydarzenie przyłapywał się na myśleniu o niej częściej niż zdarzało mu się tuż przed i po ślubie, ale nie zamierzał zanudzać Jasny swoimi obawami towarzyskimi. Co się z nim dzieje, musiał przywoływać się nieraz do porządku. Zajmuje się kwestami, balami, nawet strojami kobiet? Nigdy przedtem nie interesowały go dyrdymały socjety. Wrócił więc myślami do pracy i rodziny.
- Wziąłem dzisiaj sprawę. – jednemu z petersburskich oligarchów przedstawiono zarzuty o defraudację pieniędzy ze skarbu państwa; nie była to dla niego wymarzona tematyka rozprawy, ale afera z pewnością nie obejdzie się bez wielkiego zainteresowania mediów, a z prawnikami było trochę jak z aktorami – do sławy potrzebny jest rozgłos, a trudniej o niego piwnicznym szczurom sądu niż gwiazdom ekranu.
- Poza tym nic nowego, mój sąsiad w biurze, Onegin, to wrzód na dupie. Ale lepiej ty mi coś opowiedz.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Nie 03 Gru 2017, 16:16
Powoli i Jasna dawała się skusić tej brzydszej stronie rzeczywistości i choć życie pod opoką bezpiecznych bratowych skrzydeł było najwygodniejsze, a ona och jak uwielbiała wygodę, to jednak ciemna strona księżyca zawsze będzie wzbudzać ciekawość lotnych umysłów. Im więcej jednak okropnych rzeczy przytrafiało się dziewczynie w tym doroślejszym życiu, tym bardziej tęskniła za głupią naiwnością lat wczesnej młodości. Nie musiała mierzyć się z tragediami ani obowiązkami, jakie czyhają na każdego człowieka, który przekroczy magiczną granicę wieku odpowiedniego. Szczególnie kobietę, która w zasadzie nie ma w życiu nic mądrego do roboty.
Zapamiętale żuła wężowy przysmak przez chwilę tylko rozpamiętując czasy błogiego dzieciństwa, kiedy jeszcze objadali się łakociami 'bo tak' i nic innego się nie liczyło.
- Nie wiem. Wydaje mi się, że ostatnio często nie wracasz. - pomijając fakt, że wbrew uparcie zgrywanej głupocie, którą tak uporczywie próbował w niej czasami wytępić, była bystrym dzieciakiem, który zauważał wiele - Endar był fundamentalną osobą w jej życiu. To całkiem ciekawe, jak relacje między rodzeństwem plątały się niespodziewanie, gdzie Tomas i Endar byli najbliżsi jej sercu przy czym sobie na wzajem w ostateczności skłonni byli podawać dłoń przy bożonarodzeniowym opłatku. Straciwszy najstarszego brata Jasna nie mogła przeżyć dnia nie zastanawiając się, co porabia najmłodszy i gdyby okrutny los pechowca odebrał jej i go, z rozpaczy rzuciłaby się z klifu. Bez zastanowienia. Jak miała więc nie zauważyć jego częstych nieobecności?
- Może do Adela... - mruknęła niby od niechcenia, kątem oka obserwując jednak tę enigmę, jaką była prokuratorska, pozbawiona grymasów twarz. Wciąż, za przykładem matki, zdarzało jej się marszczyć nos na jego żonę. W odróżnieniu od rodzicielki cierpiała nie tyle może ze względu na jej odmienność, co właśnie przez to, że podświadomość podszeptywała jej jakoby zdystansowanie brata miało swoje źródło właśnie w osobie Indianki. Od kiedy ta się wprowadziła, wszystko się powoli zmieniało.- Też mam czasem ochotę od niej uciec. - wydęła usta, ale zaraz uśmiechnęła się miękko, niemal przepraszająco. Nie chciała wdepnąć bratu na odcisk.
Na wspomnienie jego towarzystwa w pracy Jasna skrzywiła się nieprzyjemnie. Ostatnie czego życzyła komukolwiek to spędzanie czasu z Oneginami, a już z tym jednym przypadkiem szczególnie.
- Nie znoszę go. - palnęła bezmyślnie, nie zastanawiając się nawet, żeby takie wyznanie mogło sprowokować jakieś pytania. Endar był prawdopodobnie najinteligentniejszą i najsprytniejszą bestią w rodzinie. Łączenie faktów przychodziło mu z łatwością budzącą zazdrość i pewnie gdyby nie był takim szukającym poklasku nygusem wspiąłby się po szczeblach kariery w zawrotnym tempie. Jeśli tego nie robił, musiał mieć ku temu powód - a przynajmniej tak uważała Jasna. - Mam nadzieję, że Ci nie napsuje w sprawie. Słyszałam, że jest idiotą. - spróbowała zamaskować wcześniejszy błąd wzruszeniem ramion i odgryzła kolejny kęs miodowego węża.
Jasna kłamstwa tkała jak pajęczyca swoje sieci już od maleńkości i choć z czasem osiągnęła mistrzowską wprawę zawsze była jedna osoba, której nie umiała zełgać patrząc prosto w oczy. Tak i teraz gdzieś ześlizgnęła się wzrokiem z trochę zmieszaną miną, udając że rozkoszuje się smakołykiem, czując jak sama sobie grunt pali pod nogami.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Nie 03 Gru 2017, 17:59
To, co biedne i brzydkie, najzwyklejsze na świecie a tak obce światu białych murów, pysznych futer i zdobycznych na syberyjskiej puszczy poroży fascynowało go co najmniej tak jak egzotyka pochodzenia Adeli i Hersilii przed nią. Endar był nierozerwalnie sercem związany z życiem, które wiódł w Irkucku, lecz Petersburg ze swym tłokiem na ulicach, hałasem maszynerii ogłuszającym, gdy jest się w sąsiedztwie mugolskiej części miasta i brudem ulic Mahala także był w pewnym sensie jego miejscem. Nie oznaczało to bynajmniej jednak, że do każdej speluny, gdzie zdarzyło mu się pić, gdy wymagał tego ciężki miniony dzień, zabrałby także Jasnę. Przeciwnie, od dnia, w którym przypadkiem natknął się na siostrę w jednym z niepewnych zaułków, w dodatku po zmroku, częściej upominał ją, jaki rodzaj miejsc na spotkania jest odpowiedni dla młodej damy. Nauka o „prawdziwym życiu” zawsze miała być dla niej czymś innym niż zapewne wyobrażała sobie patrząc na to, co lekką ręką wybacza się Tomasowi, Nikolaiowi i Endarowi. Jasna miała temperament, który Endar zawsze cenił i znając tę siostrzaną cechę nie mógł dziwić się, że prędzej czy później będzie rozczarowana oczekiwaniami, jakie stawia przed nią matka, naczelna dyktatorka tego, co wypada.
- Mam ostatnio trochę więcej pracy. Zapowiadali awans, może mógłbym otworzyć własną kancelarię. – mówił ogólnikami, by ustrzec się przed wyznaniem jej obaw dotyczących Adeli, ale nie karmił jej bzdurami wyssanymi z palca: własna działalność dałaby mu większą autonomię i komfort wyboru klientów, z którymi zechce pracować. Mógłby uczynić swoje usługi przywilejem elit i rozwijać się tylko w jasno określonym przez siebie kierunku. Na ogół nie narzekał na bycie w większości przypadków adwokatem z urzędu, ale im dojrzalszy się stawał i im bliżej była perspektywa samodzielnego utrzymania własnej rodziny wyższą potrzebą było też obranie jak najbardziej finansowo i wizerunkowo opłacalnego toru działania.
- Nie pleć głupstw. – szczeknął lekceważąco i być może Jasna mogłaby uznać to za obraźliwe gdyby nie sterczący mu z ust koniuszek ogona miodowego węża nadający jego wypowiedzi raczej komiczny wydźwięk. – W końcu to moja żona. – pewnie i tak wyczuje, że trafiła w sedno swoim przypuszczeniem, ale Endar postanowił spróbować jeszcze odwlec poruszanie z siostrą jej tematu. Ufał jej najbardziej z całej rodziny i to Jasna wiedziała o nim najwięcej, ale wrodzonej skrytości nie zamierzał nawet dla niej się wyzbyć.
- Nie dam takiej mimozie przeszkodzić mi w pracy. – że nie lubili się z Oneginem było jasne zanim jeszcze zostali zmuszeni jakkolwiek ze sobą współpracować, a czas spędzany wspólnie w sądzie jeszcze pogłębił ich niechęć. Z pewnością kilkakrotnie wspominał Jasnie o nim (nie mógł przecież odmówić sobie odnowienia w pamięci obrazu czerwonego jak cegła Leona z wydzierganym przez jego babunię swetrem opowiadając siostrze o tym zdarzeniu), ale żeby mieli ze sobą coś więcej do czynienia – taka wiedza była mu obca. A bardzo chętnie by ją zdobył, choćby po to, by Oneginowi następnym razem zagrozić połamaniem wszystkich kończyn, jeśli narazi się Jasnie.
- Nie sądziłem, że się znacie.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Wto 05 Gru 2017, 15:29
Nie było trudno być ciekawską, mając niezachwianą wiarę w siatkę bezpieczeństwa rozpiętą wysoko ponad ziemią, wiedząc, że ma kogo prosić o pomoc. Czy czuła się z tym faktem lepsza? Ważniejsza? Raczej było to normalne, a ludzi, którzy nie mieli silnej rodziny uważała za godnych współczucia. Jasna była przecież tak współczująca.
Wszyscy Sorokinowie dziedziczyli gen ciekawości, choć patrząc na ojca trudno było przyznać by był on wielkim odkrywcą. Był mężczyzną silnym, przebiegłym i niezwykle charyzmatycznym, zdawać by się na pierwszy rzut oka mogło, że swoje cechy sprawiedliwie rozdzielił pomiędzy trzech synów czyniąc Tomasa społecznym bożkiem, Nikolaja awanturniczym siłaczem a Endara inteligentnym analitykiem. Żyjąc jednak z nimi na co dzień widać było, jak te cechy w które byli pozornie ubodzy przeplatają się wzajemnie. Skądinąd ciągnęło by go do mroku? Dlaczego męczyłyby go sterylne, bezpieczne ściany? Nie wybuchał śmiechem, ani gniewem, ani w ogóle niczym w sumie nie wybuchał, jednak z trzech braci, gdy nabroiła, zawsze najbardziej obawiała się Endara.
To jemu nigdy nie chciała podpaść, w jego oczach nigdy nie chciała okazać się miernotą. Z czasem kiedy dorastali gdzieś te potrzeby rozpływały się po sytuacjach życia codziennego, przywiązanie jednak zacisnęło się już wiecznym węzłem, za który bezlitośnie szarpały rzeczy nawet tak błahe jak jego nieobecności czy odmienna żona.
- Naprawdę? - zachwyciła się- Najwyższy czas! Matka oszaleje ze szczęścia, Endar! - pokręciła głową. Rodzicielka zdawała się mieć w życiu jeden cel, wychować doskonałe dzieci i obstawić nimi cały świecznik magicznego świata.
Podciągnęła wyżej adelowy pled i wyprostowała nogę by szturchnąć nią brata, kiwając przy tym brwiami.
- No wiem, że Twoja żona. Jaki jest jej ulubiony kolor? - uniosła brwi opierając się wygodnie i robiąc zadowoloną minę. Mogła strzelać jak kulą w płot, a może jednak znała go lepiej, niż nawet jemu się wydawało.- Którego dania naszej kuchni nie znosi.
Wydęła prześmiewczo usta. Wiedziała, że żona brata z ledwością przełyka wszelkiej maści kiszonki, które tak bardzo uwielbiał ojciec. Marynowany śledź jednak był jej największym wrogiem i mimo, że Jasna widziała, jak Indianka próbuje z uprzejmości nie kręcić nosem, to zjedzenie nawet najmniejszego kawałka wywoływało w jej oczach łzy. Czy wiedział to Endar? Dziewczyna z trudem mogła sobie przypomnieć ich ostatnią, wspólną, rodzinną wieczerzę. Matka tłumaczyła to jego zapracowaniem i w zasadzie Jasna też tak sądziła, ale dla samej radości przekomarzania się drążyła mu dziurę. Czy spodziewała się, jak blisko celu trafiła tymi swoimi głupawymi złośliwościami?
Zaraz jednak, kiedy brat wszedł na temat Onegina straciła wszelką ochotę do śmiechów. Przygryzła wargi walcząc z sobą, bo niechętnie przed nim ukrywała nawet najdrobniejsze głupoty, którymi zalewała go w listach każdego dnia. Leon Onegin jednak był srogą tajemnicą i przenigdy nie poruszała tej czułej struny by nie musieć kłamać.
- Ach. - machnęła niedbale ręką, pakując łapczywie resztę węża do buzi. Teraz by się pouśmiechała, pomrugała głupio oczami, pochichotała i ktokolwiek inny by zrezygnował z ciągnięcia tematu. Nie z nim jednak takie numery, nie to, że nie próbowała. Westchnęła więc i kiwnęła głową z poczuciem strasznego, strasznego wstydu, budzącym się w trzewiach.
- No znamy się... Już nawet nie pamiętam za dobrze skąd. - przyznała szczerze, bo i po wizycie u doktor Godunovej, która namieszała jej we wspomnieniach bardzo trudno jej było w tej plątaninie niechęci dotrzeć do sedna, prawdy o tym skąd ta niechęć się w sumie wzięła.
Coś innego jednak cisnęło się na usta, bardzo niebezpiecznie, jak torsje tylko ze słowotokiem, próbowała powstrzymać ale bardzo, bardzo trudno jej było nic nie powiedzieć Endarowi.
- Ostatnim razem, jeszcze przed weselem Wrońskich... - zaczęła niepewnie - ...pokłóciłam się z nim trochę w Carskiej Restauracji. Wypiłam trochę winka i wiesz, jakoś tak mnie to rozochociło do złośliwości... - podniosła na niego niepewny wzrok ze słabym uśmiechem, oj tak, lubiła się awanturować o nic po kilku kieliszkach czegoś mocniejszego, a jak już się z Rumianą zaczynały przerzucać docinkami to ojciec ze śmiechu niemal płakał, tak się potrafiły wzajemnie zagotować- ...siedział tam z Alekseiem, to podeszłam i jakoś tak wyszło. - wzruszyła ramionami ze skruszoną miną. Wpatrywała się jednak wytrwale w pasiasty pled ciągając za zdobiące jego krawędź sznurki, o ewidentnie coś tam jeszcze było do dodania, tylko nie umiała poskładać bulgoczącego jej w gardle słowotoku w jeden sensowny ciąg myślowy. - Nie dogaduje się z Karamazovem. - wydusiła skromnie.- Nie jest dla mnie dobry.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Czw 07 Gru 2017, 23:21
Istotnie, gdziekolwiek nie pokierowaliby swoich kroków (w końcu Tomas zjeździł cały świat, a ojciec przez cały ten czas bez trudu miał na niego oko), mogli być pewni, że gdyby postanowili nagle zamknąć oczy i przejść kilkaset kroków nie widząc otoczenia, przed upadkiem uchroniłyby ich wszechobecne koneksje. Nie trzeba im było troski o siebie nawzajem, gdy to Osip Sorokin nad nimi czuwał, nieważne, co nim kierowało. Był nawet dla własnych dzieci zagadką, choć każde z nich prędzej czy później dostrzegło (lub dopiero dostrzec miało) swoje podobieństwo do niego. Endar nie mógł zaprzeczyć, że wiele z cech, które cenił w sobie pochodzi od ojca, ale mierziła go myśl o wychowywaniu synów i córek, tak jak zrobił to stary Sorokin. Jasnym bowiem było od lat, kto jest rodzicielskim faworytem i tylko ciężka praca, jaką wykazywał się sam nie mogąc ujść niezauważoną zapewniała mu aprobatę rodziców.
- Rumiana zrobiła już oszałamiającą karierę w moim zawodzie; matka co najwyżej odetchnie z ulgą, gdy zobaczy, że nie tkwię w miejscu. – na szczęście miał Jasnę, a o jej szacunek nie musiał zabiegać wciąż próbując udowodnić, że nań zasługuje. To nawet zabawne, że nim się spostrzegł, ba, zanim nawet ożenił się i mógł zacząć myśleć o założeniu rodziny, już zaczął faworyzować siostrę. Jakże więc miał ustrzec od tego swoje przyszłe potomstwo?
Cała nadzieja, choć nie wierzył, że kiedykolwiek przyjdzie mu tak myśleć, w Adeli. Twarz złagodniała mu, choć nie zdał sobie z tego sprawy, gdy w jego pamięci pod wpływem słów Jasny ożyła scena tego feralnego obiadu.
Jak mogła przypuszczać, że przeoczył coś, co dotyczyło Adeli, skoro nawet ona – niechętna jej i spędzająca z bratową jeszcze mniej czasu niż zaniedbujący mąż, choć obie przez większość czasu były w domu – zauważyła? Nie spuszczał oczu z żony, pilnując, czy nie zbłaźni siebie i jego, szczególnie podczas pierwszych wystawnych kolacji, jakimi rodzice chcieli jej zaimponować. A kiszonki, które skradły syberyjskie serce Osipa Sorokina, tak raziły podniebienie Adeli, że mimo prób zachowania twarzy, Endar sam niemal poczuł tylko się w nią wpatrując, jak kwaśność i goryczka przetworów przeradzają się w jej najgorszy koszmar.
- Śledzie w marynacie, ulubione ojca.
Odpowiedział pewnym siebie tonem wytrenowanym na sali sądowej. Pytanie o kolor z rozmysłem przemilczał, nie wyznając się na tym za bardzo. Wiele odcieni zlewało mu się w oczach, a sam nigdy nie nosił jaskrawych barw. Najbardziej przyzwyczajony był do wszechobecnej w zamku bieli i bezpiecznych ciemnych neutralnych odcieni swoich szat, a Adela zaskakiwała go wciąż rzeczami ważniejszymi niż kolory stroju i kupowanych bibelotów. Żeby zaś usprawiedliwić go przed nie tyle Jasną, co czytelnikami, ulubionych kolorów matki i sióstr także nie znał.
Parsknął, śmiechem na poły z czymś na kształt zmęczenia. Jasna, choć wyrastała na mądrą kobietę i wyzbywała się głupawych przyzwyczajeń, które bez skrupułów krytykował, gdy próbowała nimi zamydlić mu oczy, czasem najwyraźniej wciąż zachowywała się jak dziecko. Endar na ogół szanował wypowiedzi kobiet i ich wolną wolę, zwłaszcza, gdy dobrze jakąś znał i wiedział, że została odpowiednio wychowana. Ale gdyby Adela przeszkodziła mu w spotkaniu z przyjacielem (nie orientował się w sympatiach Onegina, raczej kojarzył natomiast towarzystwo, w jakim pokazywał się narzeczony Jasny) i wdała się na dodatek w kłótnię z nim, nie mógłby pozostawić tego bez poważnej rozmowy. Tym bardziej poczuł ukłucie żalu wyobrażając sobie, jak żałosny obrazek musiała sobą przedstawiać nieco wstawiona Jasna.
- Nie powinnaś była. – półgłówek czy nie, Sorokina reprezentuje, zwłaszcza pozbawiona towarzystwa rodziców i rodzeństwa, całą rodzinę. – Nie tylko dlatego, że to nie przystoi, ale też Onegin zwyczajnie nie jest tego wart. Wiedziałaś, że naprawdę nazywa się Hiacynt?
Nie żeby akurat to przekreślało wszystkie potencjalne zasługi Onegina, ale Endar nie miał serca tak po prostu besztać Jasny, by bronić godności postaci tak mu niemiłej jak Leon.
Kilka łusek miodowego węża przywarło mu do podniebienia. Biblioteki posiadłości Sorokinów były świetnie urządzone, ale stanowczo brakowało w nich choćby stolika z kilkoma karafkami brandy. Zawsze, gdy słuchał o „wybranku” Jasny, nachodziła go ochota na drinka.
- Uważam, że nie powinnaś tkwić w tym durnym układzie, jeśli tak się czujesz. Jeśli chcesz, pomówię o tym z ojcem.
Najchętniej Endar samodzielnie doprowadziłby jakoś do rozpadu narzeczeństwa Alekseia z jego siostrą, ale nie miał możliwości działania własnoręcznie. Trzeba było się zastanowić i postępować rozważnie, w końcu na umowach takich jak małżeństwo buduje się reputacje i sojusze.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Pią 08 Gru 2017, 11:05
Do starszej siostry to Jasna miała chyba najdalej, pomijając ich częste sprzeczki, Rumiana zdawała się uważać najmłodsze dziecko w rodzinie za niedorozwojka, choć nierzadko robiła to z czystej złośliwej satysfakcji by smarkuli trochę utrzeć nosa. Była w końcu Rumianą, a każdy kto był od niej młodszy prędzej czy później odczuwał chłód dorastania w jej cieniu. Skrzywiła się mimowolnie na jego słowa.
- Rumiana to inna sprawa. - wzruszyła ramionami - Ona jest starsza. I jest... inna. - nie umiała sprecyzować na czym ta siostrzana inność polegała, ale zapał Rumianej, jej ciężka praca i niechęć do zauważania wartości codziennego życia czynił z niej w oczach Jasny jakiegoś kosmitę. Zaśmiała się jednak zaraz lekko - No tak, matki nie zadowolisz. - powiedziała nieco ciszej, oglądając się przez ramię, czy przypadkiem żona Osipa nie filuje gdzieś zza rogu. Gdyby Endar powiedział o niej otwarcie jakieś niepochlebne słowo, to zdawało się jej, że matka może by to jeszcze przełknęła - w końcu tak uparcie tolerowała Adelę, cokolwiek Endar by przy tym robił (albo właśnie czegokolwiek nie robił) i jakby się z tym nie czuł. Miała przeczucie za to, że gdyby to z jej ust usłyszała zgryźliwość uziemiłaby ją na wieczność. Podejrzewała, że matka miała jej za złe to nic nierobienie. Każdy członek rodziny gdzieś zmierzał w jakimś konkretnym kierunku, mniej lub bardziej podążając za swoimi pasjami. Tylko Jaszka, chochliczek, cukiereczek, wyglądała dobrze z kuszą, jeździła konno tyłem na przód i opowiadała ojcu głupie dowcipy.- No dobra, to ja oszaleję ze szczęścia? - zaproponowała z lekkim uśmiechem.
W oczach Jasny zawsze będzie dobrym bratem, dobrym mężem, dobrym ojcem. Nawet jeśli miała swoje podejrzenia, podług których jego nieobecności kumulowały się w osobie Adeli, łatwiej było jej znaleźć w Indiance tysiąc wad niż w Endarze choćby jedną. Gdyby miał synów i córki i jednych traktował inaczej niż drugich, ślepo zapewne wierzyłaby, że tak ma być bo na pewno ma ku temu powód.
- Tak! - zaśmiała się- Och jak ona próbowała strasznie zachować zimną krew. Pamiętasz ojca? Dawno nie widziałam na jego twarzy miny takiego niedowierzania. - parsknęła i pogładziła wyimaginowaną brodę ze zmarszczonymi brwiami markując starego Osipa gładzącego swoje kędziory.
Wydęła lekko usta.
- No wiem. - przyznała - Przeprosiłam. - westchnęła. Co prawda w liście i chyba dodała o pięć słów za dużo, ale zdarzało się jej zapominać, że poza domem nie wszyscy ludzie na świecie czują do niej wystarczającą sympatię, by wybaczyć takie wpadki i machnąć ręką. Zazwyczaj przecież nie upijała się do takiego stopnia w miejscach publicznych, znając siebie pewnie nawet by nie podeszła do ich stolika, niespecjalnie zainteresowana konfrontacją z Oneginem ani towarzystwem Karamazowa, który od czasu zaręczyn nagminnie ją ignorował. Mogłaby to bycie ignorowaną przekuć w jakąś nić porozumienia z żoną brata, nie podejrzewała jednak by Endar robił to celowo, ani, że było to ignorowanie w rzeczy samej. W cudzym oku źdźbło, prawda?
- Po prostu... Aleksei mnie ignoruje. Obiecuje spotkania, na których nigdy się nie stawia. Wysyła listy o tym, jaki jest zapracowany, a potem widzę go roześmianego z Oneginem w restauracji popijającego drinki... - wyrzuciła na jednym wydechu, wciąż wzrokiem ślizgając się gdzieś po krawędzi sofy i leżącym pod niej dywanie - Hiacynt? - uśmiechnęła się. Lubiła hiacynty, choć nie pamiętała już dlaczego, ładne kwiaty, przynosiły ciepło na serduszku. Leon Onegin, ten palant wół nazywał się... Hiacynt? Zachichotała jak chochlik.
- Myślisz, że zgodziłby się na zerwanie zaręczyn? - podniosła wzrok - Słyszałam od Nikolaja, że sytuacja w Buriacji robi się coraz bardziej napięta. Wsparcie Karamazowów może mieć kluczowe znaczenie w momencie, kiedy znów będą próbowali odzyskać autonomię. Tak mówiła mi matka... - skrzywiła się. Nadganiała tyle ile mogła w tematach politycznych i społecznych, wolała jednak trzymać się z daleka od wszelkich układów, stąd też fakt, że była przedmiotem zawiązywania paktu nie napawał jej ani szczęściem ani dumą.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Pon 11 Gru 2017, 20:01
W świecie, gdzie należą do nich saloniki letnie i jadalnie, nie ma miejsca dla kobiety w kancelariach, gmachu Ministerstwa, miejscach, gdzie dzieją się rzeczy ważne. To także ubodło Endara, że musiał dzielić się zawodem z siostrą i rozwijać się w jej cieniu – w środowisku pracy nieraz krążyły zresztą plotki na jej temat, jakoby to młodością i urodą zdobyła wysokie stanowisko. Pogłoski te, ilekroć słyszał, drugi Sorokin w sądzie wytrwale dementował, ale nie był skłonny toczyć na ten temat zajadłych kłótni, jak mógłby to robić, gdyby to Jasnę ktoś posądzał o podobną gotowość do nierządu i oszustw.
- Jest oczkiem w głowie rodziców, co tu kryć. Kiedy zabrakło gwiazdy Tomasa…
Do wściekłości doprowadzał go brak poszanowania ojca dla szczęścia Jasny. Była z nich najmłodsza, miała dożyć zmian na świecie, które jemu mogą tylko się śnić. A ten chciał ją uwięzić w skostniałym układzie, który niby należało szanować. Jasna była jednak w oczach Endara zbyt wielką ofiarą, jeśli stawką w grze było wzmocnienie przyjaźni między rodami, które i tak już od setek lat stoją za sobą murem.
- Nie jesteś jedyną Sorokiną na wydaniu. – zauważył trzeźwo. Spośród córek nestora rodu Jasna była, co prawda, o niebo lepszą kandydatką na żonę niż oziębła i zaprzątnięta wyłącznie pracą Rumiana, a wydawało się co najmniej uczciwym, by żenić dzieci arystokratów na tym samym stopniu pokrewieństwa do seniora rodziny. Nie chodziło w końcu o uczucia między dwojgiem ludzi, a o dziedziczenie po dziesiątkach pokoleń i powielanie milionowych majątków. Endar doskonale rozumiał tę zależność i nie wahał się kwestionować jej statusu pośród tych kształtujących relacje między dynastiami. Może należy się wobec tego zastanowić – co, u licha, skoro ma tę wiedzę, kierowało nim w doborze żony? Gdyby wybrał jedną z krewkich Węgierek, którym sama Franciska śpiewała kołysanki w przypływie babcinej miłości, albo zaczął w porę zalecać się do Kuraginy powalającej urody, w mig zyskałby w oczach ojca (bo świadczy to, że leży mu na sercu interes) i matki (bo te panny na piersi matki Rosji wychowane odebrały te same lekcje etykiety i prowadzenia domu, co ona i nie musiałaby wymuszać na nich asymilacji z kulturą Wschodu).
- A dla Karamazova i tak się nie nadajesz. Taki najwyraźniej potrzebuje idiotki. – a więc może dlatego? By ustrzec się od małostkowości? Może dlatego, że za każdym razem, gdy Adela odważy się coś do niego powiedzieć, on jest ciekaw? Albo nawet w odmienności podejścia do wyboru biżuterii i sukien, w śmiesznym upodobaniu do brzydkich pledów chce odnaleźć coś innego, co intryguje. A także i tych banalnych drobiazgów wystarczy na te lata, które zajmie im dotarcie się wzajemnie do wspólnego życia.
Widząc, w jak paskudny humor wpędza ją nawet wspominanie spotkań z narzeczonym (a czy każda kobieta nie marzy, by snuć opowieści o schadzkach z wypiekami na twarzy i szczegółami, których stanowczo nie powinien znać starszy brat?), Endar niezdarnie objął siostrę ramieniem przysunąwszy się do niej na wersalce.
- Dobrze, to grzeczniej przeprosić i dojrzalej. Ale ty, Jasna, jesteś córką nestora Sorokinów i od każdego musisz wymagać szacunku. – bezwiednie zaczął miąć w ręce miękki materiał pledu, gdy już znalazł się przy siostrze i jego skrawek wylądował na jego kolanach. – Należy ci się on z urodzenia ze względu na płeć i pochodzenie, ale teraz takie czasy, że nawet szlachta zdaje się o tym zapominać.
Endar nie wygłaszał jej przedtem chyba podobnej lekcji. Gdyby bowiem kiedyś prześledziła jego historię (dotąd i w przyszłości zresztą również trzymaną w sekrecie) wyszłoby szybko na jaw, że nie nadaje się w tej kwestii na moralistę. Zanim przysięga małżeńska (której dotrzymywał; kilka miesięcy to nie aż takie znowu osiągnięcie) zobowiązała go do wierności, zadawał się czasem z kobietami, których żadną miarą nie można by posadzić przy stole razem z nestorem i jego małżonką i traktował je w sposób, którego nie opisałby siostrze wiedząc, że jest w jej oczach co najmniej rycerzem w lśniącej zbroi.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Wto 12 Gru 2017, 17:56
Wspomnienie Tomasa przebiegło cieniem po twarzy dziewczyny. Minęło już trochę czasu, a choć nie należała do panien płaczliwych myśl o najstarszym bracie wciąż wywoływała znikąd tę oślizgłą gulę w gardle. Tomas zginął ugodzony zaklęciem, które było przeznaczone dla niej. Ułamek chwili, przekleństwo i wizg zaklęcia tnącego powietrze. Próbowała, by poradzić sobie lepiej z jego śmiercią, wmówić sobie, że to przypadek, że on po prostu niechcący stanął na linii strzału. Wciąż jednak widziała przerażone o jej zdrowie spojrzenie jego oczu i gasnące w nich życie tuż po tym. To nic, że sama uczyniłaby bez namysłu dokładnie to samo, że mimo niesnasek pomiędzy nimi zrobiłaby to dla każdego ze swojej czwórki... już trójki rodzeństwa. I tak, wciąż, każdego dnia wspomnienie tamtego ataku wracało do niej koszmarem. Ojciec wiedział, ojciec patrzył na swoje chochliczątko, które przecież w alkoholu nigdy specjalnie nie gustowało, które nie robiło awantur tylko uśmiechało się słodko, patrzył i wiedział, że po prostu trawi to, co na nią spadło. Nie znaczyło to jednak wcale, że wolno jej było zachowywać się tak, jak to robiła przez ostatnie kilka miesięcy. Tylko Endar widział ją inaczej, tylko z nim umiała rozmawiać szczerze, tylko jemu nigdy nie umiała skłamać. Ach boże, ile razy nałgała Rumianej, z tych kłamstw można było zbudować drugi zamek! Ale nie Endarowi. On i tak by wiedział, że kłamie.
Uśmiechnęła się słabo. Skostniałe układy, mimo progu dwudziestego pierwszego wieku, szlachectwo, konotacje, aranżowane małżeństwa. Niby śmieszne, ale i tak działo się za zamkniętymi drzwiami. Rozmowy o rozwoju, o zmianach i wzroście, a i tak trzymali się staromodnych obyczajów. Na jego kolejne słowa jedynie parsknęła śmiechem, prawie wypluwając ostatni kąsek miodowego węża.
- Kto by się z nią ożenił, Endar. Jakiś... psychopata. - również nie miała najlepszej opinii o romantycznej stronie siostry. Chociaż może to złe sformułowanie, nie sądziła, żeby Rumiana w ogóle miała romantyczną stronę. Nie byłą nawet pewna, czy rozpatrywała swoją siostrę jako kobietę. Była przepiękna i inteligentna, wielu mężczyzn zabiegało o jej względy, w oczach Jasny jednak pozostawała wytrwale pracującym golemem. Twardym, zimnym i po trupach pchającym się do celu.- Czyją byłaby żoną, górnika? - potrzeba by chyba rzeczywiście kilofa, by odkopać w niej jakieś szczątkowe resztki serca i choć było to chyba domeną wszystkich członków rodziny Osipa, to mimo wszystko - serce zmarznięte można ogniem ogrzać, ale jego braku nie zastąpisz pięknymi słowami i wygodną posadką w Ministerstwie. 
Zaśmiała się jeszcze i jeszcze raz, no tak, idiotki. Kilka słów z ust brata zawsze działało jak kojący balsam. Nigdy nie był wybitnym oratorem, jednak zawsze widziała to w nim jako pozytywną cechę. Oszczędny w słowach to, co miało być powiedziane w siedmiu słowach potrafił zmieścić w czterech. Zarówno komentarzy ucinających dyskusję jak i krótkich zdań poprawiających jej humor. Podniosła na niego spojrzenie. Znała go przecież całe życie i byli ze sobą bliżej niż z resztą rodziny, wciąż pozostawał dla niej jednak zagadką. Mówił o wartościach idealnie trafiając we wszystkie niepewne punkty o których rozmyślała wieczorami, ale czy stosował je również względem siebie? Patrzyła czasem na jego relacje z Adelą, wciąż będąc niechętną względem jakiejkolwiek innej kobiety pojawiającej się w jego życiu z czystej siostrzanej zazdrości o uwagę. Indianka nigdy nie zachowywała się w sposób, który mógłby tę zazdrość wzbudzić, a jednak i tak szukała w Endarze choćby najmniejszych oznak niechęci czy zmęczenia żoną (powodzenia, po kilku miesiącach?), których mogłaby się uczepić. Zawsze odnosił się do niej z uprzejmością i nie spodziewała się, by nawet gdyby zrobiła mu taką awanturę jak ona sama Karamazowowi, zbeształ ją w tak niski sposób. Odkąd stała się częścią rodziny niczego jej nie brakło, a jednak, nie mogła się pozbyć wrażenia, że w tych jej wielkich złotych oczach brakowało jej wszystkiego.
Oparła się czołem o jego ramię. Może tak jest lepiej, nie miała wglądu do ich relacji co zresztą było bardzo zdrowe, wydawało się jej jednak jako pobocznemu obserwatorowi, że było im z tym dobrze. Czy miała rację? Kto wie.
- Mógłby mnie traktować jak Ty Adele. - powiedziała trafiając co prawda jak kulą w płot, było to jednak pocieszające stwierdzenie, skoro dla pobocznego obserwatora było to godne kopiowania- Spędzacie razem miło czas, ale nie zawracasz jej za bardzo gitary. Ma dziewczyna przestrzeń i środki, żeby się cieszyć życiem - i irytować ich matkę...- Wydaje mi się, że jest między wami dobrze, nie? - spojrzała na niego z dołu. Albo go próbowała wyczuć, albo rzeczywiście głupia gąska wierzyła, że jej brat ma serce zimne, ale dlatego, że jest ono ze szczerego złota. I tu kłoda pod nogi, mógł zapewnić o wspaniałym uczuciu, które połączyło go z Indianką, pozwalając jej dalej snuć dziecinne marzenia o prawdziwej miłości. Mógł też przyznać siostrze jak powiernikowi, że nawet jeśli coś powierzchownie wydaje się doskonałe to wewnątrz może być puste, dać jej kolejną lekcję życia i nauczyć, że prawdziwej miłości nie ma. Mógł też odwrócić kota ogonem, cokolwiek, a ona i tak wszystko przyjmie, ze wszystkim się zgodzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Wto 12 Gru 2017, 23:42
Nie było tajemnicą, że Endar nie tęsknił za bratem, niezależnie, czy ten znajdował się na drugim końcu świata, czy całkiem blisko domu, ale skryty pokrywą trumny i warstwą ziemi. Podobnie raczej powszechnie wiadomym było, że także za żyjącym rodzeństwem i rodzicami nie usychał, gdy nie był akurat z nimi, kto więc w ogóle wie, czy młody Sorokin tęsknić potrafi, czy jednak pozory uroku i sympatyczności są powierzchowne, a pod nimi spoczywa bezkształtna bryła uczuć niezrozumiałych i ułomnych. Gdyby może, jak Jasnie, zdarzyło się mu otrzeć o śmierć tak widowiskowo jak stało się to, gdy zginął Tomas, coś drgnęłoby w nim, bryła mogłaby się rozpaść, a jej odłamki można by jeszcze wyszlifować w pełną emocjonalną tożsamość. Nie umiałby poradzić sobie z wyrwą w nowo wytworzonym, odczuwającym sercu, pewnie skończyłby jeszcze gorzej niż Jasna. Minął już czas, gdy jej wyskoki można było bezkarnie zwalić na kryzys wieku nastoletniego, który niestety nie ominie nikogo, a oficjalna żałoba już minęła dla wszystkich poza małżonką Tomasa, więc dla Endara jej reakcje były wciąż dziwne i nadmierne, bo nie rozumiał, uparcie i beznadziejnie. I mimo ciągot do niebezpiecznych miejsc i ludzi, którym nie wahał się folgować, pozostawał otulony (mylną, być może, ale jakże silną) pewnością, że nic mu nie grozi.
- O, Rumiana ma dość zalet, by znaleźć narzeczonego. Leżą w naszym skarbcu ułożone w zgrabne stosy. – to jest, oczywiście, gdyby potencjalny zalotnik zdecydował się pozostać ślepy na to, co do zaoferowania siostra Endara ma swoim wyglądem i umysłem albo kochał kogoś innego i brał ślub wyłącznie, by przetrwać w jakimś skostniałym układzie. Ten gorzki uśmiech, a raczej jego groteskowa parodia, który pojawił się na twarzy Jasny, znalazł swoje odbicie w minie Endara. Wszak i jemu, gdy zakładał Adeli na palec obrączkę zdawało się, że kocha kogoś innego. A gdy się oświadczał był tego wręcz pewien. Najbliższe tęsknocie uczucie jak dotąd była w stanie wzbudzić w nim tylko Hersilia, a nawet ono nie było w pełni motywowane miłością czystą i pewną, wyrosłą jak się należy – we właściwym czasie i z właściwych powodów.
Z kwaśnego uśmiechu prędko narodził się śmiech. Pozbawiony wesołości, podszyty jedynie niemal histerycznym rozdrażnieniem. Obiecał jej i sobie, że dla oczu postronnych będą z Adelą szczęśliwą parą. Nie znał jej prawie wcale, niektórych z jej cech wręcz się obawiał, ale najwyraźniej był mimo to wystarczająco przekonujący, by nawet Jasna wolała jej los od spędzenia życia z Karamazovem.
Czy miał się za lepszego od Alekseia? Zawodowca, kandydata na męża, człowieka w ogóle? Pewnie w końcu doszedłby do wniosku, że tak i nawet mimo tego, że w ogóle nie kocha Adeli lepiej byłoby Jasnie z kimś bardziej jak on. Nie wątpił bowiem ani przez chwilę, że gdziekolwiek nie rwałoby się jego serce, otoczyłby małżonkę nawet nie tak egzotyczną jak Indianka należnym jej szacunkiem i przynajmniej nie krył przed nią, dlaczego nie może lub nie chce się z nią widzieć.
Choć była pokrytą śliską powłoką salonowych uprzejmości, a Endar umiał kłamać z twarzą jak z marmuru, koniec końców Adela mogła liczyć, że dostanie od niego dwie rzeczy: pieniądze i szczerość. I nie mógł wciąż uwierzyć, że chyba bardziej zależy jej na tym drugim.
- Hm. Ciekawie to ujęłaś. Nie zawracam jej gitary, istotnie. – byli w końcu, mimo wiążącej ich umowy, swoimi własnymi osobami, skrajnie różnymi na dodatek. Każde z nich, choć byli już razem od miesięcy, musiało po swojemu ułożyć sobie tryb funkcjonowania w małżeństwie. Endar, jak na razie, i planował robić tak nadal przynajmniej do czasu pierwszego przedstawienia żony przed towarzystwem Starszyzny, żył jakby małżeństwa między nie było, a on odpowiadał za Adelę wyłącznie formalnie i nie był jej winien przywiązania.
- Chyba tak. Lepiej, niż się spodziewałem. – przyznał w końcu, bo ile mogła krążyć mu pomiędzy myślami zanim w końcu z kimś o niej porozmawia? – Ale nie da się ukryć, że mógłbym starać się bardziej.
Pogłaskał Jasnę po głowie i nagle wyprostował się, rujnując ich wygodne ułożenie. Z Adelą nie czułby się zapewne dość swobodnie, by tak po prostu usiąść przed kominkiem z książką, złożyć głowę na jej kolanach i pozwalać, by jej ręka rozczesująca mu włosy leniwym gestem rozpraszała go na tyle, by musiał tę samą stronę czytać kilka razy, by zrozumieć jej treść. Podparł się na kolanach, przybierając bardziej czujną, spiętą pozę, jakby zbierał się do wstania.
- Obawiam się jednak, że zupełnie nie wiem, jak się za to zabrać.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Biblioteki   Sro 13 Gru 2017, 07:17
Siostra nie widziała w nim tej emocjonalnej ułomności. Tak łatwo jej było ocenić, że trawa po drugiej stronie płotu była bardziej zielona. Rumiana zawsze doskonalsza, Tomas zawsze odnoszący sukcesy, Nikolaj zawsze bardziej szarmancki, Endar zawsze mądrzejszy. W odróżnieniu od wielu znanych sobie najmłodszych z rodzeństwa nie wykształciła w sobie ziarna zazdrości, o lśniącej łusce, tkwiącego gdzieś w środku jej wnętrzności. Z łatwością dziecka wszelkie braki w starszym rodzeństwie przekuwała w głowie w ich największe atuty i choć z wiekiem docierało do niej, że nierzadko nie tylko się myli, co jeszcze ocenia ich krzywdząco - tak właśnie wybierała żyć. Wmawiać sobie różne rzeczy, zaprzeczać innym, oczywistym, zasłaniać dłońmi uszy i śmiejąc się przewracać na drugi bok.
- Wszyscy ludzie są już tak wyrachowani? - Tomas zawsze wydawał się jej jedynym romantycznym mężczyzną w rodzinie. Jasna wciąż nie wiedziała co powodowało Nikolajem ani Endarem, że powzięli sobie żony, bo też nie zauważała w ich zachowaniach tych samych cech bezbrzeżnej miłości, jakie tliły się w duszy najstarszego z braci. Spojrzała na Endara inaczej, czy jego małżeństwo też było tylko bilansem zysków i strat? Vasilchenko nie od wczoraj byli rodem, z którym Sorokinowie nie wiązali żadnych nadziei. Czy małżeństwo z Adelą było, tak jak w jej wypadku, tylko zagraniem politycznym? Czy zrobił to dla pieniędzy? Bo dopatrywać się w oczach Endara tych miłosnych wybuchów, którymi wzrokiem obrzucał Hersilię Tomas to raczej nawet nie planowała.- Nie jestem pewna, czy podoba mi się świat, w którym przyszło nam żyć. - bąknęła niezręcznie, całkiem jednak szczerze.
Na dźwięk dziwnego śmiechu brata przeszedł ją dziwny dreszcz, choć nie poczuła się jakoś specjalnie zaniepokojona. To chyba po prostu siostrzana intuicja, zmarszczyła brwi i wydęła usta po tym, jak odsunął się od niej tak niespodziewanie. Nie to, żeby rodzinne przytulaski były rzeczą codzienną i przewlekłą, ale jednak wyraźnie coś się wydarzyło.
Jaśnie było wbrew pozorom dużo łatwiej zrozumieć Adelę niż innym członkom rodziny. Była między nimi najmniejsza różnica wieku i wciąż pamiętała, jakie miała priorytety mając te dwadzieścia dwa lata. Z pewnością nie zamążpójście ani siedzenie przykutą do małżonka przez całe dnie. Czego nie mogła wiedzieć, to o ile czasem intuicja podpowiada trafnie jak należy ocenić ludzi w swoim otoczeniu, to mierzyć Indianki swoją miarą w żadnym wypadku nie powinna. Wolność od zobowiązań i zawracanie gitary były przecież ostatnim, co Awendele miała w głowie, a miała w niej rzeczy niewypowiedzianie dużo. Czasem zdawać by się mogło, że choć była najmłodszą osobą w zamku, to żona Endara była z nich wszystkich najbardziej dojrzała emocjonalnie i uczuciowo.
- Może mógłbyś. - zaczęła niepewnie, widząc napięcie rosnące wokół ramion brata jak chomąto zarzucone wołu. Czy ślub to w ogóle dobry pomysł, skoro wiąże się z takim brzemieniem? Czy istniały związki małżeńskie, którym było po prostu dobrze? Może Rumiana jednak całkiem słusznie stała się golemem, może lepiej być ostro ocenianą zimną suką, nić przechodzić przez to wszystko przez co przechodzą pozostali znani jej ludzie. Śmierci małżonków, małżeństwa z przymusu, brak romantycznej więzi czy uczuć. Nawet jej rodzice nie wyglądali na takich, którzy kiedykolwiek szaleli na swoim punkcie z miłości.- Może mógłbyś - powtarza - Ale skoro tego nie robisz, to znaczy, że jeszcze nie czas? - była tylko dzieciakiem i choć bardziej niż czegokolwiek chciała ulżyć bratu w tym zdenerwowaniu, to mogła świat mierzyć tylko swoją małą miarką i raczej ubogim doświadczeniem. Wyciągnęła rękę i położyła mu ją ostrożnie na plecach.
- Adela nie wygląda na nieszczęśliwą... - nie wiedzieć czemu poczuła się, jakby wstępowała właśnie na topiącą się wiosną, zamarzniętą pokrywę lodową przy zamkowego jeziora. Jeden nieostrożny krok i wszystko popęka - Znacie się dopiero kilka miesięcy, z czasem będzie lepiej. Tak mówiła mi matka. - bąknęła. Matka znała remedium na wszystko, choć czasem zdawało się, że zmyśla rozwiązania na poczekaniu nierzadko, choć czasem były zupełnie absurdalnymi, jej rady okazywały się nader pomocne. Jasna kiedyś, dawno temu podkochiwała się w bracie swojej przyjaciółki, teraz jednak przypięta do niego zaręczynowym pierścionkiem czuła się, że nie zna go wcale bo sposób w jaki traktował ją teraz odbiegał zupełnie od tego jak odnosili się do siebie lata temu. I właśnie to padło z ust żony Osipa, 'wszystko z czasem staje się łatwiejsze'. Ogólnik śliski i gładki jak rzeczny otoczak, który można było przypasować do każdej sytuacji. Jasna bardzo chciała podarować bratu tego otoczaka, nie była jednak pewna, czy Endar zechce go wziąć.
- Kiedyś na pewno się pokochacie. - uśmiechnęła się lekko, zupełnie nieświadoma, że to właśnie to było obawą Endara, nie brak miłości.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteki   Czw 28 Gru 2017, 21:15
Och, nie ma obawy, w końcu wszystko zostaje w rodzinie. Zazdrość, która przez łaskawość losu nie zatruwa serca Jasny od zawsze jest towarzyszką Endara. Szpeciła jego myśli niemal od początku życia, uparta zawiść zabraniała nawet tęsknić za zmarłym bratem, którego powinien przecież idealizować, brać na wzór dla siebie. W rzeczywistości nie odczuwał nawet wyrzutów sumienia, gdy inni Sorokinowie ronili łzy na wspomnienie o Tomasie, a on nie był w stanie wykrzesać z siebie choćby westchnięcia. Przy każdym z nich czuł się słaby, od każdego chciał czasem uciec i nawet kochana młodsza siostra nie była wyjątkiem od tej reguły.
Jasna zawsze szlachetniejsza. Nie będzie przecież nazywał jej w myślach głupią czy naiwną, za bardzo ją kochał, by obrażać ją tak, gdy nie przyświecał mu w tym żaden cel dydaktyczny.
- Co mam ci powiedzieć, Jasna? – zapytał ponurym tonem nie oczekując od siostry odpowiedzi. – Jest jak jest.
Pewnie i brakuje mu romantyzmu. Zawsze w porę udawało mu się tłumić porywy serca, które uznawał za nierozsądne, a za niektórymi nie chciało mu się gonić, choć słodko mamiły go obietnicami szczęścia. Odwaga i zuchwałość sprzyjały mu w snach, rzeczywistości zostawiając chłodne kalkulacje i pokłady frustracji tak ogromne, że powinien się ich wstydzić, zrobić coś, by się ich pozbyć. Ślub z Adelą nie miał być sposobem na radzenie sobie z tym uczuciem wytrącającym z rąk wszystkie inne narzędzia pracy z ludźmi, a zaledwie środkiem do celu. W pewnym, jemu tylko znanym procencie, a pewnie też i po części nieświadomie chciał dzięki niej zapomnieć o ostatniej rzeczy, jaka wciąż przypominała mu, że przegrał z Tomasem. Łudził się, że znalazłszy już żonę młodą i piękną ta zaabsorbuje go na tyle, by nie uciekał myślami do Hersilii, której nie było już w Irkucku. Wszelkie próby nawiązania z nią kontaktu częstszego niż podczas rodzinnych świąt, na które była już skazana były bezsensowne i mogły skończyć się wyłącznie dwiema rzeczami: bólem i ciepłym swetrem, jeśli akurat wypadła jego kolej, by dostać prezent od Włoszki.
A więc tak, to chyba wyrachowanie. Nie poczuł się jednak szczególnie urażony, gdy go o to oskarżyła. Powinna wszak wiedzieć, i to lepiej niż reszta rodziny, że nie zakochał się w Adeli zanim złożył jej propozycję małżeństwa i do dziś nie poczuł do niej nic cieplejszego niż sympatia z przyzwyczajenia, które w końcu zaczęło się pojawiać w ich wspólnym życiu. Nie było jednak też tak, że krzywdził dziewczynę swą obojętnością, z tego bowiem, co dała mu odczuć, i ona nie kochała jego.
- Nie o to chodzi. – machnął w końcu ręką, słuchając siostrzanej paplaniny. Nie cierpiał niewypowiedzianych mąk z tytułu braku ciepła w swoim małym ledwo co rozpalonym małżeńskim ognisku. Na razie dawało tylko dużo dymu i musieli nauczyć się rozpoznawać w gęstwinie swoje sylwetki, by potem wzajemnie się wspierać. Umiał, kiedy trzeba, być cierpliwy i w końcu i tak zdecydowałby zawierzyć wszystko upływowi czasu. Chwilowy dyskomfort spowodowany wyrzutami sumienia da się zatuszować dodatkowymi godzinami pracy i szybko wróci do normy. Przeczeka, zgodnie z radami matki, których nigdy nie chciał słuchać, ryzykując tym samym, że za dziesięć lat obudzą się z Adelą obok siebie, spojrzą na twarz małżonka i zapragną przemożnie uciec z życia, w którym wspólnie ugrzęźli i będą już tylko skazani na nieszczęście rozrastające się jak chwast toczący pięknie utrzymany ogród.
- Nie liczę, że uda mi się ją uszczęśliwić. – przyznał, po raz kolejny nie bez wahania. Nie zwlekał z wypowiedzeniem tych słów dlatego, że dopiero zaczynał je rozumieć. Przeciwnie, stało się to jasne bardzo szybko i tylko niechęć do przyznania przed siostrą i sobą samym porażki powstrzymywała go od nawiązania do osoby swojej żony. – Ale to, że wierzysz w powodzenie moich prób jest bardzo budujące. Tobie będę je zawdzięczał, jeśli komukolwiek.
Nie umiałby, będąc w jej sytuacji, pocieszać innych tak przekonująco. Dalece bardziej wolał składać deklaracje działania, szukać rzeczywistych, choćby nawet drastycznych rozwiązań niż roztaczać bez sensu wizje szczęścia, które tworzy się samo, bez starań osób bezpośrednio zainteresowanych. Było jednak prawem Jasny, jako siostry najmłodszej i dotychczas bezwstydnie przez rodzeństwo rozpieszczanej, by wierzyć w bajki jak najdłużej, za nich wszystkich.
- Pójdę już. Mam kilka listów do napisania. – wstał z wersalki pozostawiwszy na siedzisku po sobie papierową torbę, w której spoczywał ostatni miodowy wąż. – Spróbuję też porozmawiać z ojcem, a zobaczymy się przy kolacji.
Uśmiechnął się do siostry na odchodne.

Endar z tematu
Powrót do góry Go down
 
Biblioteki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: