Навигация

Zbrojownia
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Zbrojownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieZbrojownia   Czw 26 Paź 2017, 18:24
Zbrojownia

Sorokinowie szczycą się wspaniałą kolekcją broni oraz sprzętu wojennego z całego świata, gromadzoną już od wielu pokoleń. Największe chluby rodowe znajdują się w kryształowych gablotach na środku pomieszczenia, pod ścianami zaś zobaczyć można mnogość stojaków obwieszonych zbrojami rycerskimi i konnymi, tarczami bitewnymi, flagami i obrazami rozwieszonymi bogato na ścianach. To jedno z ulubionych miejsc w zamku samego Osipa Sorokina.

Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Zbrojownia   Sro 08 Lis 2017, 17:42

08.05.1999

Wszystkie jej najpiękniejsze futra zostały przeniesione do podziemi ze względu na renowacje, jakie Adela zarządziła w skrzydle sypialnym. Zbrojownia była obłożona zaklęciem konserwującym, dzięki któremu wilgotność i temperatura pomieszczenia były odpowiednie do przechowywania niekiedy stuletnich napierśników i skórzanych kropierzy. Gdzie indziej, jak nie tu trzymałaby swoje wszystkie skarby mogąc przy okazji pobawić się wszystkimi ostrymi narzędziami, jakie jej dziadek i pradziadek tak ochoczo skupowali do rodzinnej kolekcji.
Rozsiadła się wygodnie na jednej z sof z butelką wina, jednego z tej skrzynki, którą dostali w prezencie od Janashvili z okazji jej zaręczyn. Ostatnio Nikolai sprowadził specjalnie dla niej kilka przepięknych srebrnych lisów i czarnych jak noc soboli i z kim miałaby się tym szczęściem nie podzielić, jak nie z przyjaciółką ze szkolnych lat Szosaną. Mimo dwuletniej różnicy złapały dobry kontakt już od samego początku, mimo, że od wielu lat czuła, że Aristówna coś przed nią ukrywa. Wszyscy jednak mieli swoje sekrety, mogły się przecież dzielić największymi bolączkami codzienności, swoje demony ukrywając wewnątrz.
Jasna nie miała trudnego dzieciństwa, gdyby spojrzeć na nie z perspektywy doświadczeń Shoshany. W sumie miała je całkiem lekkie porównując do lwiej większości ludzi z jej pokolenia, choć i tak zdołała wyłuskać z całego tego szczęścia kilka twardych nasion i boleć nad nimi jak nad największą skazą. Zawsze jednak, mimo różnic, mogła napisać najokropniejszy, najbardziej jadowity i pełen żalu list to Szosanki by się jej wygadać ze wszystkich złości i smutków i nikt inny nie rozumiał jej tak doskonale. Czasem wymiana listów zajmowała im dobrych kilka tygodni, zamieniając stos pergaminów w cieknące jadem, obrzydliwe wręcz eseje na temat tego kto jest taki, a siaki, a z kim ten czy tamten co zrobił.
Dziś był jeden z tych wieczorów, kiedy potrzebowała się zwierzyć przyjaciółce ze swych bolączek, wymienić się biżuterią czy jakimś futrzyskiem mięciuśkim i spędzić wieczór na chichotaniu i obrabianiu dupy innym. Kiedy tylko Szosana zeszła do Zbrojowni, Jaszka uśmiechnęła się szeroko, podnosząc się z leniwego rozwalenia do podparcia.
- Nonareście. - zakręciła głową, unosząc kieliszek z winkiem. Jeszcze troszkę i by się wzięła podpiła na tyle, że byłoby jej wszystko jedno, a przecież miała tyle żalu do wygadania! O wszystkich!


Ostatnio zmieniony przez Jasna Sorokina dnia Nie 03 Gru 2017, 16:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t569-shoshana-aristova http://petersburg.forum.st/t1272-zuzanka-aristova#5145 http://petersburg.forum.st/t1273-zuzanna#5147 http://petersburg.forum.st/t1274-licho-zuzanny#5149
PisanieRe: Zbrojownia   Nie 26 Lis 2017, 02:29
Między Bogiem a Prawdą Shoshana ostatnimi czasy nie wyściubiała nosa z domu bardziej niż wymagała od niej tego praca w Hotynce. To nie tak, że musiała pracować by żyć. Jak na Aristova przystało, pieniędzy miała tyle co arabscy książęta piasku w kraju. Pracowała by poszerzyć swoją wiedzę z zakresu magicznej medycyny a także po to by pokazać biednej gawiedzi, że arystokracja pracą się nie brzydzi i wyciąga rękę do potrzebujących. Rzecz jasna nie miało to nic wspólnego z rzeczywistym podejściem Zuzanny, która biednej gawiedzi nie lubiła tak samo jak brukselki na obiad.
Odkąd wynajęła tego niepewnego lewusa, podającego się za medium, niejakiego Ruslana, męczyły ją zawroty głowy. Ostatnimi czasy wyjątkowo uporczywe stały się koszmary, które wracały częściej niż zwykle. Skrzypiące drzwi, kroki na pustym korytarzu. Pogłos nieistniejących rozmów, bezdech i opuchnięte oczy. Kilka razy ze wstrętem zareagowała na światło; obrzydzona zasyczała niczym wściekły, brudny kot.
Do jasnej się jednak wybierała, choćby na zewnątrz było już ciemno. Wystroiła się przed lustrem w swoją ulubioną czerń, dołączyła do niej nieco srebra w postaci wypolerowanego łańcuszka i kolczyków. Nigdy nie nosiła zbyt wiele biżuterii powinna, zważywszy na cygańską matkę i żydowskiego ojca. Najlepiej by było, gdyby obwieszała się złotymi szeklami. Tymczasem nosiła się Zuzanna zazwyczaj wyjątkowo skromnie. Niezwykle modnie, ale skromnie. Zazwyczaj.
Obmawianie innych było jedną z ulubionych czynności panny Aristovej. Szczególnie upodobała sobie ku temu tych, co jej na odcisk nadepnęli bądź tych, co to nie mieli jak się wybronić. Jasna miała pokazać jej nowe perły i Zuzanna była ich niezwykle ciekawa. Korale takie oglądała już wiele razy, ale za każdym razem czuła pewien zachwyt. Stukot obcasów oznajmił jej przybycie. W dłoniach trzymała niewielkie puzdereczko, prezencik dla gospodyni.
- Och wybacz, musiałam dobrać odpowiednie kolczyki - wytłumaczyła się ze spóźnienia. W rzeczywistości wyłgała, za dużo bowiem czasu spędziła przy toaletce pozbywając się śladów po męczącej i płaczliwej nocy. To była tajemnica, o której nikt nie wiedział. Niemal nikt. - Zarękowiny ci służą, rzekłabym, ale to nie prawda. Zmarszczka chyba ci się robi od marszczenia brwi.
Usiadła w fotelu obok i podsunęła Jasnej pakuneczek.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Zbrojownia   Nie 26 Lis 2017, 17:38
No to nie ma co się dziwić, że tak dobrze się dogadywały. Od czasu śmierci Tomasa życie towarzyskie Jasny umarło chyba bezpowrotnie, tak bardzo, że zastanawiała się, czy może nie zacząć drugiego kierunku studiów, żeby z nudów nie zgnić w tym lodowym zamczysku. Dobrze jednak, że Aristównie chciało się czasem odwiedzić koleżankę to przynajmniej dla spokoju ducha mogła uznać, że jej towarzyskość wcale nie podupada tylko przepoczwarza się (w jakieś monstrum zapewne). Z uśmiechem wkokosiła się w miękkie skóry na sofie niczym kura na grzędzie i zaraz nalała Szoszanie pełny kieliszek, co się będą rozdrabniać w elegancje francje i nalewać po pół, nie.
- No rozumiem, sie tam przejmujesz. - machnęła ręką, patrząc z ciekawością na puzderko.- A co to? - zaraz ochoczo sięgnęła po nie, upiwszy wpierw zdrowego łyka z kieliszka i postawiwszy go na ziemi.
Drobne prezenciki, niby błaha rzecz ale przecież robiły to nie od dziś. Jasna nie lubiła się za bardzo z nikim dzielić, szczególnie rzeczami bliskimi jej sercu (albo członkami rodziny, dlatego tak trudno było jej znieść te pojawiające się w domu żony) Shosa jednak to zupełnie inna historia. Z nią wręcz chciała się dzielić, wymieniać i cieszyć niemal wszystkim, od biżuterii bo kiepskie podrywy.
- Nie mów! - zaraz uniosła brwi i dotknęła czoła patrząc w jeden z najbliższych, lśniących napierśników. Tylko tego jej brakowało, zmarszczek!
- Nie wyobrażasz sobie przez co ja ostatnio przechodzę... - zaczęła natychmiast, jak tylko przełknęła rubinowy trunek- ... wiesz, że Endar się ożenił parę miesięcy temu, pisałam Ci o tym. W ogóle się z tym nie obnosi, w sumie to rozumiem, ale ona cały czas siedzi w domu i nie wiem czy mi jej bardziej szkoda czy bardziej nie mogę jej znieść. - jęknęła. Żadnej żony nie mogła znieść, Hersilia na samym początku swojej kariery Sorokiny to się dorobiła tak strasznych epitetów z ust Jasny, że no na dzień dzisiejszy to mogłoby być niezręcznie, gdyby miały się przyjaźnić. - Ona śpiewa i tańczy i maluje i te figurki koszmarne wszędzie stawia i cały czas ją gdzieś widze jak wzrusza ramionami i mówi, że się zgubiła. Jak można się zgubić we własnym domu? - potrząsnęła głową. To dopiero rozgrzewka, Sorokina najbardziej na świecie chciała obrobić dupę Karamazowowi, ale wolała, żeby obie już były troche pozbawione skrupułów z drobną pomocą winka.- Do tego Rumiana cały czas mi nie daje spokoju i nazywa mnie leniem, wyobrażasz sobie, a Nikolaj nawet mnie nie odwiedza. Już o moim narzeczonym to nie wspomnę!
A wspomni. Na pewno. I będzie bardzo dużo dziś gadać więc pij Szoszano póki jeszcze nie oczekuje od Ciebie elaboratów.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t569-shoshana-aristova http://petersburg.forum.st/t1272-zuzanka-aristova#5145 http://petersburg.forum.st/t1273-zuzanna#5147 http://petersburg.forum.st/t1274-licho-zuzanny#5149
PisanieRe: Zbrojownia   Pon 27 Lis 2017, 02:17
Zakręciła na placu kruczoczarny kosmyk włosów, bo i loki miała niezwykle modnie ułożone. Z przyjemnością odwiedzała Jasną. Nawet teraz, kiedy nie panowała nad swoimi odruchami. Już przed samym wejściem do zameczku miała ochotę zwymiotować, choć wcale nie miała ku temu powodów.
W puzderku Jasna znalazła przepaskudną, srebrną broszkę z krasnalem.
- Popatrzysz na tę broszkę i pomyślisz, że możesz wyglądać gorzej niż niż tym swoim narzeczonym - Shoshana zawsze pewna swego. - Tak, tak! o tutaj - łaskawie nawet wskazała mniejsze ledwie widocznej zmarszczki mimicznej.
- Nie obnosi się, bo sie wstydzi - stwierdziła krótko. - Dostałaś w domu nieroba. Zgubiła się? Ach! U siebie nie miała pewno tylu pokoi i pięter - wzruszyła bezlitośnie ramionami. Nawet nie wiedziała kto ro Hersilia. Może gdzieś tam jej się obiła po uszy. -Śpiewa, tacy, i co z tego macie? Więcej rolek papieru toaletowego do zużycia.
Uniósł kieliszek wina do ust i upiła łyk. Cierpkie, czerwone, nie lubiłs takiego. Czego się nie robi dla przyjaciół? Przy trzeciej i tak będzie jej już wszystko jedno, choć nigdy nie przedobrzała z alkoholem.
- Och. Poczekaj, Rumiana zblednie i nie będzie jej tak wesoło. A narzeczony? Może mu ucieknij?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Zbrojownia   Sob 02 Gru 2017, 05:31
Dziewczyna wydobyła broszkę z pudełka i zachichotała okropnie.
- Kogoś mi przypomina. - rzeczywiście, krasnal mrugał w bardzo charakterystyczny sposób, który kojarzył się Sorokinie z pewnym dżentelmenem z przeszłości. Aż się wzdrygnęła- Okropna. Dzięki! - śmiejąc się wesoło wpięła broszkę w klapę swetra, jednego z tych eleganckich wełniaków, które wszystkim rozdawała Hersilia i przykrywając dłonią krasnala westchnęła ciężko- Czy da się wyglądać gorzej? Mam już zmarszczki, źle sypiam, nic mi się nie chce. Może to depresja? - sięgnęła po kieliszek i wpatrzyła się w sufit. Raczej leniwodupie niż depresja, ale kto by tam ją oceniał. Miała poważne życiowe rozterki!
- Może powinnam mu uciec... - Shoshana nie zawsze miała trafione pomysły, w sumie to często były jedynie złośliwie rzucanymi komentarzami, ale jeszcze od czasów szkolnych Jasna czasem stawiała sobie wyzwania, by te jej przytyki przekuć w rzeczywistość. Uśmiechnęła się do siebie, kontynuując alkoholizowanie- Pamiętasz jak byłyśmy w Carskiej Restauracji na kolacji? Wyobraź sobie, że później, jak już wychodziłam to patrze, a on tam siedzi z - nie uwierzysz kim. - wpatrzyła się w Aristównę- Z LEONEM ONEGINEM. Czaisz? I się uśmiecha do mnie i mi mówi, że to jego przyjaciel! - wzburzenie bierze górę gdy już na samo wspomnienie gotuje się jej krew- To chyba gorzej jakby mi w twarz napluł, Jakby miał w życiu wrogów to ja bym się nie obnosiła na lewo i prawo, że się z nimi przyjaźnie z poczucia godności i dobrego wychowania, a on pysk cieszył, że taki z niego ho ho przewrotniaczek! - od całego wywodu zaschło jej w gardle, więc dokończyła winko i zaraz nalała sobie więcej.
Nikomu nie miała okazji zwierzyć się z tego, jak bardzo ją Karamazow zranił tym opierdolem w Carskiej, bo i podobnie do Shoski nie miała zbyt wielu przyjaciół, a już takich, którzy z bolączek serca nie zrobią bezmyślnie punktu szydery to prawie wcale.
- A potem jeszcze na mnie nawrzeszczał jak na jakąś służącą! - niemal wykrzyknęła płaczliwym tonem, choć do smutku było jej raczej daleko i to sugerowało bardziej zdenerwowanie- Shosa, co ja mam robić. Daj mi jakiś pomysł...
Od lat już jak zasiadały wiedźmy na sabacie i zaczynały obrabiać wszystkim dupy, knuć i planować jakby zrobić ludziom największe świństwa zgrywały się projektując najgorsze bestialstwa jakby koniunkcja planet jakaś zaistniała i dwie półkule mózgu połączyły się w jedną maszynę zniszczenia.
Wpatrywała się w przyjaciółkę wyczekująco i tylko przez chwilę w jej myśli zagościła taka wątpliwość jakaś, że Shoshana ma jakiś tik twarzy, którego wcześniej nie miała.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t569-shoshana-aristova http://petersburg.forum.st/t1272-zuzanka-aristova#5145 http://petersburg.forum.st/t1273-zuzanna#5147 http://petersburg.forum.st/t1274-licho-zuzanny#5149
PisanieRe: Zbrojownia   Wto 26 Gru 2017, 15:31
Patrzyła milcząc chwilę i patrząc na sweterek przyjaciółki. Och, jakże ona nie lubiła swetrów. Wszystkie gryzące, żadna wełna Zuzannie nie pasowała. Taką miała delikatną skórę. Tak przynajmniej sama twierdziła. Uznała, że krasnale pasują do takich wełniaków niezależnie od ceny.
Co ty wiesz o złym sypianiu? chciałaby zapytać, ale nie powiedziała tego na głos.
- Może jakieś zioła? Mogę ci przynieść coś z Hotynki - odpowiedziała miast powyższego. Sama przez jakiś czas stosowała eliksiry, ale i one w którymś momencie przestały pomagać. Przyczyn do dziś nie udało jej się poznać. Na pewno? Wiesz, że coś jest nie tak. Nie coś, co. - Spakować się szybko, dyskretnie, po cichu. Wyjść nocą, kiedy wszyscy będą spać, albo bladym świtem, kiedy spać będą jeszcze mocniej. Pójdziesz w siną dal. Na przykład zbierać muszle na bałkańskich plażach. Nie uważasz, że to romantyczne? Poznałabyś jakiegoś przystojnego rybaka - napiła się winka, bo od gadania zaschło jej w gardle. - Albo i nie, bo oni śmierdzą rybami. Ależ by było okropnie, jakby ten smród i do ciebie się przyczepił. Śledziowa Sorokina. Jasna z dorsza. Brzmi jak nazwa sałatki! - wcale a wcale Zuzanna nie uważała swoich pomysłów za liche. Chyba, że je rozebrała na czynniki pierwsze, jak i w tym przypadku. Aż upiła kolejny łyk, z przejęcia.
- Pamiętam, pamiętam - nie pamiętała. Ale kto ją przyłapie na tym kłamstewku? Dalsza część rewelacji wzbudziła jednak w niej nie lada zainteresowanie. - Onegin? - aż uniosła swoje ciemne brwi. - No wiesz ty co? I to tak przy ludziach? - pokręciła głową i znowu chlupnęła z kieliszka, tym razem nieco więcej niż damie wypadało przy jednym przechyleniu naczynia. - Co za wstyd. Tak strasznie ci współczuję. A to pizdryk plastuś, jak to Adeńka mówiła.
Rzadko Zuzanna wspominała swoją siostrę. Nie lubiła w żaden sposób pokazywać, że za nią tęskni. Bywały jednak momenty, że nie potrafiła się powstrzymać. Jak teraz.
- Karamazov z Oneginem. Jeden wart drugiego. Że też sparowali cię z kimś takim - Igor, pomyślała Shoshana, byłby znacznie lepszy. Nie mielił ozorem na prawo i lewo choć jak na mężczyznę przystało - nie był idealny.
- Ucieknij. A ja przypadkiem powiem Galinie, że Ten zasrany Onegin to nie jego przyjaciel, a kochanek. Tylko nie do żadnego rybaka! To już lepiej drwal, chociaż oni to brudni chodzą. I do żadnego pijaka - bo takiego to może ci się nie udać dobić. - Ach, Galina - skrzywiła się. - Może w końcu wtedy do czegoś się przyda ta niemota. Już nawet w Sputniku o tej zakale piszą. Z półtajemnicy zrobiła się historia publiczna. Chora, całą magię wokół siebie psuje. Kiedyś chciałam jej kielich w żabę zmienić. Po kryjomu, chybcikiem. Wiesz, że potrafię. Zamiast tego pękła mi spódnica! - nie musiała mówić, w jakim miejscu. Jasna doskonale się pewno domyślała gdzie miała Aristova szew. - Leczyć się tego nie da, tylko życie innym utrudnia. Ta genetyka zeżre wszystko. Sam brud i syf. Nie wiem, czy już skreślać Kuraginów, czy jeszcze poczekać.
Wypiła już ponad połowę wina z kieliszka. Oby Jasna miała jeszcze butelkę. Omawiały tu takie sprawy, że na trzeźwo to się nie dało.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Zbrojownia   Sro 27 Gru 2017, 04:44
Nic Jaśnie nie było wiadomo na temat przypadłości Szoski, bo choć dzieliły się niemal wszystkim, to też niczym konkretnym też, co było zarazem zabawne jak i smutne całkiem.
- Coś mocniejszego chyba niż zioła by się przydało... - krzywi się lekko i zaraz Zuzi dolewa, co będzie tak z pustym kieliszkiem siedzieć- Macie tam coś na pewno co konia z nóg zwali.
Wraca potem do pozycji na pleckach niczym pieseczek, ale już się powoli nabzdryngoliła i jej wcale nie przeszkadza, że tak sobie siorbać będzie nieporadnie z kieliszka bo teraz to jej wygodnie i wszystko jedno. Dwie damulki się dobrały, rozjebane na futrach jak te hurysy, gwiazdy, divy.
- W siną dal... - chichocze - Chyba z Twoim kuzynkiem Vasilchenko. Co prawda stary to mi chyba na zawał zejdzie jak się dowie, że z Vasilchenkiem z domu dałam nogę, ale co, raz się żyje! Endar też się z pół-cyganką hajtnął wziął, czemu ja mam sobie nie pozwolić. - rechocze lekko, wcale nie jak dama i popija dalej, prawie się krztusząc na śledziową Sorokinę, a już jasna z dorsza to taką salwę śmiechu wywołuje jakby się Jasna nie śmiała przez ostatnie sto lat.
- Boże, no aż tak dobrze mi życzysz? Myślałam, że się lubimy! - rzuca z przekąsem, ocierając łezkę rozbawienia z oka. Obraca się zaraz na boczek, świnka wygodnicka.
- Jeden wart drugiego. - prycha, unosząc kieliszek w toaście- Wiesz, z drugiej strony ziółka też si przydadzą. Masz coś co wywoła sraczkę? Taką przewlekłą, wiem komu zaaplikować. - znów rechocze, no żarty dziś górnolotne takie, że aż brawa bić zostaje.- Powiem Ci w sekrecie... - nachyla się - ...że Endar próbuje znaleźć powód, by zerwać te zaręczyny. Obiecał, że pogada z ojcem. - konspiracyjny szept owiewa jedynie Shoshanę winnym oddechem, po czym Jasna kiwa z powagą głową. Tak było! I słucha co tam Zuza o Galinie już już smaruje.
- Bardzo okropne. Obstaculusy są jak porażka świata magii, nie wiem czy bym sobie poradziła tak lekko jak Kuragina, gdybym urodziła takiego odmieńca. - westchnęła ciężko. Nie to, że jej się do dzieci spieszyło, bardziej plotła co jej winko na język przyniosło, ale taka prawda. Jasna nie była zbyt tolerancyjna, wychowana według zimnych i twardych zasad Sorokinów, już szczególnie taką abominację jak obstaculus uznawała za najgorszą. Zaprzeczenie ładu, magii.
- Czytałam, wstyd trochę, jak jeszcze dołożysz do tego tę pracę jej niesamowitą w Avosce to już nie wiem czy śmiać się czy płakać. - wzdycha - Kuragin, Ku-ra-gin... - puka się palcem w podbródek - Arseni! Arseni Kuragin, to ten co wy coś tego... tak? Czy nie. - marszczy brwi bo już nie pamięta za dobrze, albo zbyt pijana, żeby posklejać kawałki wspomnień.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t569-shoshana-aristova http://petersburg.forum.st/t1272-zuzanka-aristova#5145 http://petersburg.forum.st/t1273-zuzanna#5147 http://petersburg.forum.st/t1274-licho-zuzanny#5149
PisanieRe: Zbrojownia   Wto 06 Lut 2018, 04:54
tu siedzieć o suchym pysku. Pochodziła z rodu najznamienitszych twórców wódki (ok, to trochę odległe od wina) i na procentach znała się na mało kto. Bo i krew w sobie miała żydowską; procent długu liczyła w pamięci.
- Ach, tak! Jasmin jeździ tu i tam. Raz był w Czechosłowacji, raz na Białorusi, raz nawet w NRD. Podobno zahaczył i o Somalię, gdzie mało co nie zaraził się tyfusem. Uratowały go cekiny przy koszuli. Magiczne. Tak przynajmniej uważała Zuzanka. - No wiesz co? Ja jestem Vasilchemko w połowie! - zaskrzeczała wpół obrażona. Arisrtovy miały to do siebie, że za pieniędzmi szli jak Jaś mi Małgosia za ciasteczkami. Inna sprawa, że żydowskie polityczne spowinowacenia gołociły innych później z kamienic i wszystkiego innego. Zostawały tylko chodniki. - Oczywiście, że mam eliksiry na biegunkę. Stolec do wyboru, do koloru - stwierdziła jasno. Biegunka, w dodatku ostra, wcale nie wyła trudna do wywołania. To był typowy i standardowy dowcip stażystów Hotynki. Załatwić komuś sraczkę życia.
- I co? Myślisz, że uda mu się je zerwać? Och, tak bardzo mi się nie podobają te wymuszone zaślubiny. Polityka rodowa gównem śmierdzi - upiła kolejny łyk wina. - Kilka zwykłych miłostek mogłoby obalić całą tradycję. Mogłoby i powinno!
Już Zuzanna dobrze wiedziała, że jako kobieta ma mało do gadania w tym całym magicznym śmiecistanie. A jednak za uszami miała swoje plany. - A ja to bym wyszła za tego Lazareva - powiedziała Jasnej w sekrecie. - Może i rudy, ale wysoki. Lazarevy są teraz niczym nic. Ale za miesiąc może nie będą? Och, zapaliłabym!
Skrzywiła pełne jak dwa księżyce usteczka i złapała zaraz Zuzanna za papierosa.
- Jakby mieć takiego obstaculusa w rodzicie, to by było straszno! I ona siedzi i pisze i urzęduje sobie w naszym świecie. Ach idź tym Kuraginem! - zawołała obrażona. Bez pardonu dolała sobie wina do kieliszka.
Powrót do góry Go down
 
Zbrojownia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: