Навигация

Studnia Życzeń
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Studnia Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieStudnia Życzeń   Czw 26 Paź 2017, 18:43
Studnia Życzeń

Studnia Życzeń została umieszczona w głębi śnieżnobiałych, pozbawionych jakichkolwiek okien korytarzy. Jest to miejsce, do którego nie jest trudno trafić, gdyż – mimo że zakątek sam w sobie jest niewielki – znajduje się na skrzyżowaniu różnych dróg zamkowych. Niemal całą przestrzeń jasnej podłogi zajmuje niska studnia o gładkiej białej cembrowinie z surowego kamienia, wypełniona czarną wodą, która od zarania dziejów pozostaje w ciągłym ruchu. Najprawdopodobniej nie ma żadnych magicznych właściwości, choć mówi się, że jeszcze sto lat temu spełniała życzenia niektórych Sorokinów.

Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Studnia Życzeń   Pią 06 Lip 2018, 00:29
Było już późno, kiedy wrócili do domu. Pozornie nieznaczący nic spacer po Petersburgu, krótki przerywnik niewypełniony ponurymi myślami o losie Zakharenki, który najwidoczniej jako jedyny miał jaja, żeby powiedzieć, co myśli (Endar wciąż miał wątpliwości, do jakiego stopnia powinien wierzyć jego deklaracji o dokonaniu morderstwa, ale podsumowawszy wszystkie za i przeciw, był Savie raczej przychylny) i tak skończył się na nieprzyjemnej refleksji.
Chociaż w murach posiadłości Sorokinów nie było śladu po słonecznej czerwcowej pogodzie, zdjął marynarkę i podwinął rękawy koszuli, jakby atmosfera miała szybciej wyparować zeń w ten sposób. Idąc razem z Adelą od wejścia do zamku, chciał usiąść z nią w Sali myśliwskiej i – o, zgrozo – porozmawiać, ale gdzieś już między pierwszym a drugim krokiem zmienił zdanie i zatrzymali się tam tylko, by mógł nalać sobie alkoholu z karafki. Potrzebował choćby cienkiej zasłony nieświadomości, jeśli zamierzał wrócić do niefortunnego momentu sprzed kilku godzin, w którym nieopatrznie palnął żonie o tym, że niedawno spotkał się z wdową po Tomasie w Parku Świateł.
- Przepraszam cię za moją reakcję przedtem. Z Hersilią… – urwał, nie wiedząc, co może powiedzieć żonie o Włoszce. Jedna widziała w nim majestatycznego orła, a druga kota-drapieżnika. Żadna nie miała racji, bo drapieżnicy nie uciekają, dają posłuch swoim instynktom, wygrywają przemocą. Endar zaś uciekł, nie czekając aż przypadek stawiający przed nim dawną nieodwzajemnioną miłość pozwoli mu zwalczyć swój strach. Bał się bowiem, bał się jak rzadko, nie zagrożenia z zewnątrz, a tego, co jej słowa mogłyby uczynić w jego pozornie uporządkowanym, analitycznym, sterylnym niemal wnętrzu. Gdyby tylko zasugerowała mu, że to on mógłby być teraz przy niej, że to jemu – mając wtedy wybór – dałaby się uszczęśliwić, rzuciłby wszystko i puścił się w pogoń za tą szansą, rujnując zbudowane dotychczas życie, być może łamiąc przy tym także wątłe, nadszarpnięte już przez trudną przeszłość serce Adeli. – Niełatwo mi o tym mówić. Łączą nas skomplikowane relacje.
Do niczego nigdy nie doszło, chciał już się bronić, złamać swoje postanowienie i stać się tym rodzajem męża, którym był już od lat Nikolai, o którym bycie mógł podejrzewać żałosnego Leona Onegina. Prędzej stałby się świadomie mężem okrutnym w swej oziębłości, lecz wiernym niż zdecydował się wikłać wszystkich po kolei w nieszczęście miłości, która nie może już znaleźć spełnienia. Gdyby Endar pozwolił jej trwać, rozrosłaby się jak ropa, pokryłaby jego serce zwyrodnieniem nie do odratowania. Wytrwale próbował zapomnieć, uciekał do pracy, do alkoholu, nawet zmuszał się do trwania w niezrozumiałym towarzystwie Adeli, by niedawna śmierć Tomasa przestała być szansą. Kiedy mówił, zawędrował bezwiednie pod studnię, która według legend miała moc spełniania życzeń.
- Przyznam ci, chciałbym żałować, że ją poznałem.
Studnia dawno nie ugięła się pod wolą któregoś z żyjących Sorokinów, a wszyscy mieli, jak się zdawało dość charyzmy, by pokierować nawet wodnymi wirami operując zaledwie jednym słowem. Jakkolwiek mocno nie życzyłby sobie interwencji losu, został całkiem sam. Nie zamierzał poruszać z Adelą tego tematu. Była młoda, skłonna do zazdrości mając tylko jego uwagę, ponadto nieświadoma jeszcze wielu spraw. Emocje Endara były poplątane, ponakładane na siebie w sposób, który uniemożliwiał wyjaśnienie ich pojedynczo. Musiał wyjawić żonie ten sekret, zamiast trzymać się kurczowo wspomnień i wyobrażeń o Hersilii; dać im w ten sposób możliwość zbudowania między sobą więzi, którą dla własnego dobra musieli w końcu uformować.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Studnia Życzeń   Sob 07 Lip 2018, 00:23
Wątpliwość nigdy nie była wyjściowym stanem Awendele. Młoda ciałem i duchem dziewczyna podejmowała decyzje, które w dużej większości można było uznać za co najmniej nieprzemyślane, często pochopne, nierzadko zgubne w skutkach. Czyny jednak zawsze współgrały z jej absurdalnie szczerym sercem i choć musiała ponosić ich konsekwencje nie czuła żalu. Wolność jaką mogła sobie dać była teraz jedyną wolnością jaką miała, gdyby jeszcze do całego tego wielkopańskiego życia dorzuciła sobie sama ograniczenia norm społecznych zimnych Słowian, zimnych Sorokinów, oszalałaby. Tym bardziej smutne było to, dla pobocznego obserwatora, który mógłby będąc wykluczonym z pożycia tego rodu, zaobserwować skalę subtelnych acz postępujących zmian w jej zachowaniu.
Szła w towarzystwie Endara, milcząca, w stronę Sali Myśliwskiej, zupełnie nieświadoma celu jaki przyświecał tej ich przechadzce, choć sam fakt zainteresowania, chęci spędzenia wspólnego popołudnia, propozycji, która nie wyszła z jej inicjatywy tylko jego był na tyleż intrygujący, że nie poddawała wątpliwości wyniku tego wieczoru. Jak mogła się przeliczyć, może się okazać za tych kilka chwil, godzin, zdań. Lekki uśmiech błąkał po jej ustach, choć nie widać było typowej wesołości czającej się w kącikach oczu, balansującej na rzęsach w podrygach hamowanego śmiechu. Awendele nie lubiła Hersilii, choć też trudno określić te uczucie zwykłym zwrotem "niechęć". Sposób bycia włoszki, sposób w jaki patrzyła na ludzi, w jaki się poruszała przyprawiał ją o nieprzyjemny dreszcz, zimny, w okolicach karku. Nieświadoma młoda głowa nie wysnuła, mimo wrodzonej bystrości, żadnych daleko idących wniosków względem zachowania małżonka w jej towarzystwie, choć może to niewinność jeszcze, brak doświadczenia w tych skomplikowanych relacjach, kto z kim i dlaczego, co wydawało się podstawową wiedzą każdego petersburskiego młodzika. Może to wychowanie wśród miłującej się wioski indiańskiej, może to szczerość serca, trudno podejrzewać innych o zdradę samemu nie nosząc w sercu jej pierwiastka.
Obserwowała jak nalewał sobie trunku, tak samo, jak robił to zdawało się każdego wieczora, który spędzali razem. Zaczynała widzieć w tym pewną smutną zależność, czyżby nie był w stanie spędzić z nią czasu w stanie trzeźwym?
Usiadła na cembrowinie, ubrana jak zwykle w coś zupełnie odstrzelonego, wyszywaną w indiański wzór kolorowymi paciorkami bluzkę, spodnie z dziwnymi frędzlami, na bosaka, poczochrana. Ileż by siły kobiety Sorokinów nie próbowały włożyć w uformowanie jej na podobieństwo słowiańskiej damy, ta grudka gliny zdawała się ciągle wylewać z ramki, płynąć i toczyć się na powrót w taką formę, jaką u progu życia nadały jej ręce kobiet z białych gór. Myśl o tym, że przyszedł do niej sam z siebie i chciał rozmawiać skrzesała w jej piersi ogromną iskrę żaru, która z trzaskiem zgasła, gdy okazało się kto będzie tematem ich rozmowy. Nie ptaki, pisklęta hodowane dzielnie w ptaszarni, nie rodzina, przyjaciele z pracy, śmieszni wrogowie, pal licho, nawet nie on, już nie spodziewała się, choćby bardzo chciała, że chciałby porozmawiać o niej samej, Awendele i tym kim i jaka była, by spróbować choć trochę zrozumieć jej formy i kolory.
Hersilia.
Wpatrywała się w ruchomą czarną wodę bez słowa, to ten czas kiedy mówił on, tyle ile chciał, to czas by brać to co jej dane. Słuchała, bo brać dawane trzeba, słowa to emocje, a każdy ich przebłysk poczuwała się w obowiązku pielęgnować jaki by nie był, choć zimna bryła lodu powoli rosła w jej brzuchu.
Skomplikowane relacje.
Spuściła nogi na drugą stronę białego murku i ostrożnie zanurzyła je w lodowatej, czarnej wodzie. Które uczucie było trudniejsze? Gorsze w przetrawieniu? Kłujący w pięty mróz, czy te drobne szpileczki w sercu? Powoli, zbyt wolno, tryby w jej głowie obracały myśli i obrazy, słowa jakie wypowiadał, próbowała układać je w całość ale nie mając żadnego przykładowego obrazka mogła jedynie zgadywać czego są to puzzle. I tu jedna z tych subtelnych zmian w Awendele, młoda Indianka jeszcze sprzed roku natrafiając na trudności czy nie rozumiejąc czegoś pytała w prost, przyznawała się do swoich braków w wiedzy, do swoich słabości, chciała wyjaśnień, czystych, klarownych sytuacji. Adela, młoda Rosjanka, milczała, jak należy szlachciance, dopisując sobie czarnym tuszem braki w puzzlach w skrajnie niejasnej dla siebie jeszcze grze pozorów.
- Nie wiem, co chciałbyś ode mnie usłyszeć. - mówi mieszając stopami w wodzie, była tak czarna, że nie widziała swoich zanurzonych w niej kostek- Może dlatego, że nie wiem co chcesz mi powiedzieć, Atsa.
To był tik. Obcy, kiełkujący dopiero, zawsze znajdywała jakieś czułe ukojenie w wodzie, komplementarnym żywiole tego ognia, które pielęgnowała w sercu od urodzenia. Zaczęło się od strumienia, później spacery w deszczu, teraz ta nieprzenikniona czarna toń studni.
- Chciałabym, żebyś żałował, że ją poznałeś? - wciąż na niego nie patrząc pyta bezradnie, bo nie wie, czy to to chciałby usłyszeć. Czy to tędy droga? Czy w ogóle mówią jednym językiem?
Nie podlegało wątpliwości, że Hersilia i Awendele, choć obie równie egzotyczne, prezentowały skrajnie różne typy odmienności. Awendele nigdy nie pomyślałaby o tym, że jej odmienność jest gorsza od czyjejś innej. Adela za to, niestety już tak.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Studnia Życzeń   Pon 09 Lip 2018, 21:28
Gorycz alkoholu spłynęła po ścianie gardła, zostawiając po sobie spokój przyzwyczajenia. Endar już nie upijał się w domu; tylko naraziłby się tym na chwilę słabości, moment poza obsesyjną kontrolą, którą utrzymywał nad sobą w otoczeniu rodziny. Potrzebował tylko łyku, odrobiny, która nie zakłócała jasności umysłu. Nie mógł pozwolić sobie na otępienie, chciał być wręcz dotkliwie świadom każdej chwili i każdego słowa.
- To już kwestia moich zasług, a ponieważ tych zwyczajnie nie ma – twojej dobrej woli. Żałując jej, żałowałabyś także mnie, a tego nie chciałbym. – zawiesił głos, coraz mocniej wahając się, czy mówić dalej. Czy zasugerować jej, że gdyby nie Hersilia, nie byłoby jej tu, nie dusiłaby się zimnem Irkucka; byłaby wolna nawet od jego nienachlanej obecności w swoim życiu. Nie musiałaby zostawiać domu dla jakiejś umowy między rodami, własnym kosztem łagodzić starych porachunków obcych ludzi.
Ale czy naprawdę musiał jej to mówić? Części na pewno zdążyła się już domyślić, widział, jak poczucie krzywdy zakrada się ku niej, jest coraz bliżej i czeka tylko, by dopaść do jej boku, pochwycić i wysączyć do ucha jad o tyle zabójczy, co wyekstrahowany z prawdy.
Nie zasłużyłaś na to.
Chciał nie tyle żałować, że ją poznał, co nie żałować w ogóle. Idąc przez życie, wracając co dzień do domu, który kiedyś był jej azylem, a teraz stał się lochem Adeli, czuwał w oczekiwaniu na moment, kiedy Hersilia nie pójdzie już za nim dalej. Zapomnieć o niej bez skrupułów, zostać w chwili obecnej, przy kobiecie, którą na siebie skazał. Młodą, intrygującą kobietę. Była wciąż tak bezpośrednia, że jedno jej słowo umiało zbić go z pantałyku; miała w sobie bystrość przyciągającą myśl i gibkość przyciągającą spojrzenie. Była zjawiskowo piękna w swej inności, nawet w półmroku korytarza i cudacznych ubraniach. Mimowolnie włóczył za nią spojrzeniem, gdy mijała go zostawiając na ramieniu ślad po rozgrzanej od spokojnego snu dłoni. Wodził wzrokiem po jej twarzy, szukał wskazówek, ciekawości. I wciąż nie wiedząc, czy ją znalazł, patrzył dalej, analityczne spojrzenie odgadywało kształty jej ciała, niecierpliwy umysł zapamiętywał bezlitośnie, a myśli nie pozwalały mu zasnąć. Endar był chyba pierwszym mężem na tym świecie, który wahał się tak długo, mając taką kobietę jak Adela przy sobie.
Mógłby spróbować ją kochać. Na tyle, na ile był zdolny ze swą ułomnością, przecież mógłby – niczego jej nie brakowało. To on ciągle odmawiał czegoś jej i sobie samemu, wciąż zabraniał, z dnia na dzień coraz mniej wiedząc, o co mu właściwie chodzi. Nawet gdyby miał kochać ją pozorem, zbliżyć się tylko do jej ciała, zostawiając serce i rozum nietkniętym sanktuarium, umiałby bez wątpienia zatracić się w uwielbieniu.
Była przecież tuż obok, perfekcyjnie w zasięgu dotyku. Wystarczyło, że usiadł tuż przy niej, tak, by mogła oprzeć się o niego, chociaż powinien obawiać się, że prędzej odskoczy, przelękniona ataku.
Nieśmiało, zupełnie niepodobnie do siebie, a jednak identycznie do każdej z poprzednich sytuacji, w których próbował jej dotknąć, wyciągnął rękę. Czasem zdawało się mu, że są oddzieleni taflą szkła, nieosiągalni dla siebie nawzajem. Tymczasem jego palce natrafiły na gładkość skóry szybko i nieodwołalnie, lekko przemknęły po smukłej szyi Adeli, by zatrzymać się na jej policzku. Poczuł się niewiarygodnie głupio; najpierw zaczął tę trudną rozmowę, wepchnął Adelę w niezręczną atmosferę, by teraz zamilknąć i nieporadnie dopraszać się jej uwagi.
Zwykle niepodzielnie władał słowami. Kiedy mówił, wszyscy inni milkli. Przecież musiał jakoś jej wyjaśnić, że najchętniej wygoniłby Hersilię z myśli ich obojga, odrzucił ideę, jaką stała się przez lata milczenia i karmienia się płonną nadzieją. Była pusta, zajmowała tylko miejsce w jego życiu, gotowa w każdej chwili zgnić, zarazić go nieuleczalnie.
Musiał poprosić Adelę o ratunek, uniżenie błagać ją, by zechciała podarować mu czułość, którą grubiańsko odrzucał, a akurat teraz słowa opuściły go, zostawiając samego ze spojrzeniem przeistaczającym się w płomień, który zachłannie lizał profil Adeli.
- Już niczego od niej nie chcę. – wykrztusił w końcu. Coś się w nim zmieniło, mówił innym głosem niż przed chwilą; zniknął sądowy ton, sztuczność zdolna przeistoczyć się w maskę każdej emocji. Nie powinien wracać do Hersilii. Powinien powiedzieć Adeli, że w ogóle jej nie przypomina. Że jest piękna zupełnie inaczej; tak, że mogłaby przyćmić każdą wizję upojnych chwil spędzanych z Włoszką. Powinien podziękować jej za to, że jest prawdziwa, zapewnić, że zechce w końcu być niczym więcej tylko Atsa, obiecać że znajdzie w sobie coś, co będzie tylko dla niej, coś, co się jej spodoba, w czym dostrzeże siebie samą.
- Przepraszam. – wydyszał, nie mogąc pozwolić sobie na nic więcej, póki tego nie powiedział. Coś ściskało go w piersi żelazną obręczą, jakby własne ciało karało go za łamanie narzuconych sobie samemu bez żadnego sensu zasad. Musiał w końcu przełamać tę bezsilność i pewnie zabierał się za to najgorszym z możliwych sposobów. Nachylając się ku Adeli, tam, gdzie przed chwilą wstrzemięźliwie dotykała jej jego dłoń, przyłożył zesztywniałe od wątpliwości usta. Drugą dłonią odnalazł łagodne zagłębienie krzywizny kręgosłupa Adeli, podtrzymując ją w bezruchu.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Studnia Życzeń   Czw 12 Lip 2018, 00:56
Kajdany przyrzeczeń, które sam sobie nakładał, okowy dźwigane każdego dnia przez wszystkich, którzy nosili chlubne nazwisko Sorokinów. Wszystkich, których krew uznawana była w tych stronach za błękitną. Starszyzna, rody pańskie, członkowie rady czarodziejów, zasady, obowiązki, niepisane obietnice i zakazy, cóż z tego, że brukowana droga do przyszłości lśni złotem i brokatem, skoro jest zimna i niewdzięczna? Awendele raz za razem rozbijała o ten trakt kolana szukając choćby szczeliny, mysiej dziury, drogi ucieczki od zdawać by się mogło nieuniknionego. Przysiąc by mogła, że jej idole, porozwieszane w najzimniejszych kątach zamczyska nie są już tak niechciane, że czasem jakaś żyła ciepła, energii zapulsuje w białych, nieskazitelnych ścianach, że plamy koloru i formy jakie z uporem szaleńca wciska w niechcące żadnych zmian ramy i wnęki zaczynają być częścią całości. Może to złudna nadzieja, a może to wszystko co pozwala jej budzić się co rano bez krzyku na ustach.
Księżyc wciąż świecił taką samą białą barwą, słońce grzało skórę coraz skorzej z nadejściem lata, życie w przedzamkowych lasach rozpędzało się z każdym tygodniem, mała iskra, której trzeba jedynie kilku czułych podmuchów wiatru, by rozpalić ogień.
Cierpliwości, Awendele, cierpliwości indiańska szamanko.
Palce stóp powoli drętwiały pod wpływem lodowatej wody mimo, że w jej żyłach płynął ogień i nie mogła odeprzeć od siebie tej myśli, rosnącej w jej sercu z wolna, że to musi być całkiem wygodne. Otępić się, wyłączyć, zamarznąć wewnątrz. Żyjąc w tak popsutym, sztywnym i fałszywym świecie, kto zdrów na umyśle chciałby doświadczać tego koszmaru pełnią serca? Tak bardzo łatwiej jest być obojętnym, zimnym, odrętwiałym, tak bardzo lżej...
Przyglądała się swojemu Atsie bez słowa, spojrzeniem, w którym widać było jedynie niepodzielną uwagę. Od kiedy się poznali, przez te wszystkie dni, tygodnie, miesiące, nie byłoby jednego zdania, słowa, którego ona nie przywitałaby z zainteresowaniem. Podejrzewała, że jego analityczny umysł widzi w tym tęsknotę za nim, głód kontaktu, jego słów, obecności. Prawda byłą jednak dużo prostsza, na prawdę chciała go słuchać, niezależnie od tego, czy mówiłby godzinami o swojej pracy - czego nie robił, czy półsłówkami dzielił się z nią relacją przeżytego dnia - co zdarzało się czasem, Awendele miała w sobie nieprzebrane źródło uwagi tak dla świata jak i współobecnych w nim istot, od szczurów w piwnicach po matronę Sorokinową, każda jedna ważna, każda jedna będąca częścią wielkiego kręgu życia. Przyglądała się z jakim trudem przychodzi mu rozmawianie z nią i ogarniał ją cichy smutek, smutek nad nim, niezdolnym do komunikacji, nad nią samą, nieumiejętnie prowadzącą go ku szczerości i zaufaniu, a finalnie nad nimi obojgiem, związanymi węzłem małżeńskim, który obojgu zdawał się zaciskać jak pętla wokół szyi.
Wbrew lękliwym oczekiwaniom Endara, jego dotyk wcale nie spłoszył jej jak sarny, wręcz przeciwnie, szeroki uśmiech zakwitł na jej ustach kiedy zimno jego palców mierzyło się ponownie z żarem powierzchni jej piegowatej skóry Przyjmowała ochoczo ten dotyk, bo choć próbowała ubierać swoje frustracje w skromne szaty zrozumienia, wciąż była młodą dziewuchą, w której wszystko ze sobą buzuje i przeplata się tworząc barwne kobierce.
Przepraszam.
Słowo wypowiedziane z takim ciężarem, takim duszącym bólem, jakby rzeczywiście skrzywdził ją w sposób, w jaki żaden inny człowiek nigdy jej nie skrzywdził. Jak ostrze noża wycelowane w serce, przepraszam, które było uformowane z setek wątpliwości, zimne i twarde, ostre w swoim pragnieniu zadośćuczynienia, przepraszam za to, co w mojej głowie.
Czy powinna wzdrygnąć się, czy zesztywnieć, czy powinna pąsowieć czy uchylić się przed pocałunkiem zimnych ust małżonka? Zasady i powinności nigdy nie trzymały się blisko Adeli, Awendele śmiała wręcz z nich kpić, także w momencie tej chwili podniosłej nieświadoma zupełnie trudu z jakim przyszło mu obdarowanie jej tą drobną czułością... zaśmiała się. Lekko, ciepło, wesoło. Zaśmiała się jak dziewczynka, jak Indianka z polany, za nic mając ostrożność i etykietę ujęła w dłonie jego twarz zbyt szybko, by mu w ogóle do głowy przyszło się wycofać.
- Na dobre i złe, w dostatku i biedzie - zaczęła pięknym rosyjskim, te same słowa, które kilka miesięcy wcześniej z trudem dukała nowo poznanym językiem- w zdrowiu i chorobie, dobrej i złej doli, do końca życia. - pocałowała go bezpardonowo prosto w usta jak pieczęć na sercu, z uśmiechem w kącikach oczu, szczerością i prostotą.
Nie krzywdź innych, ani siebie, Atsa. Kogo tak na prawdę w tym wszystkim chcesz przeprosić, kogo ranisz najmocniej wkładając ten ciasny i sztywny surdut powinności. Pozwól sobie chociaż przy niej, chociaż na chwilę rozpiąć guziki i nie bać się, bo ze wszystkich ludzi Twoja Adela jest ostatnią, która kiedykolwiek będzie przeciwna Tobie. Ot tak. Bo tak. Bo to ona.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Studnia Życzeń   Pią 13 Lip 2018, 21:55
- Nie rób tak. Będzie ci zimno. W łaźniach są przecież baseny termalne. – wierzchem dłoni musnął ugięte kolana Adeli, zwracając uwagę na jej stopy zanurzone w wodzie. Dobrze znał ból mrozu ściskającego serce, doświadczał go od lat i zdążył się przyzwyczaić do nijakiej powierzchowności życia, ujawniającą się w końcu  jako obojętność na większość spraw. Jeśli zaś uda się komuś na wskroś zmrożonemu nieczułością skupić na czymś, wydrzeć lodowi kawał mięśnia sercowego i ogrzać go w dłoniach, by ożył i czemuś się poświęcił, istnieje duże ryzyko, że źle wybierze beneficjenta łaski heroicznego wysiłku, jakim jest przywiązanie. Nie mógł na to pozwolić Adeli; nie po tym, jak oglądał jej fascynację światem i upór w sympatii do jego ogółu. Nie rozumiał takiej postawy, nawet nie dostrzegał jej w całości, utożsamiając tylko z ckliwymi momentami, gdy podnosiła na ręce pieski matrony Sorokinowej lub gdy wymykała się do ptaszarni przed świtem, by z bliska słuchać kwilenia pierzastych sopranów, ale instynktownie chciał jej chronić.
Jeśli był z czegoś w sobie niepodważalnie dumny, to tylko ze swojej wolności. Wytrwale odrzucał insynuacje jakoby tkwił w samym środku politycznej machiny i działał na podobieństwo zębatki uwięźniętej między innymi – w narzuconym tempie i jednej tylko płaszczyźnie. Było to jednak niczym więcej jak próbą niedostrzeżenia belki we własnym oku; uległ wszak wielu z szantaży szlacheckiego życia, niektórym ułatwiając zadanie skokiem na główkę w sam środek pogmatwanych układów zabezpieczonych tym, co dla Starszyzny obwieszonej klejnotami i złotem powinno stanowić prawdziwe bogactwo, słaby punkt – chwiejnymi słowami. Endar był zaś pająkiem w sieci umów oplatających warstwę społeczną, w której się wychował; panoszył się wśród nich, wikłając niemal co dzień w kolejne, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiążące się okażą. Przywykł do tego, by wyślizgiwać się z obietnic, przygotowywać na oszustwo na każdym kroku, w końcu nie tylko był naocznym świadkiem zepsucia toczącego moralność szlachty, ale przede wszystkim – zajmował się nimi zawodowo na sali sądowej. Wysłuchiwał tylu kłamstw i tyle wyreżyserowanych pieczołowicie scenariuszy wytrącił już z ręki starszym i ważniejszym od siebie, że, zadufany w sobie, myślał już o sobie jak o nieosiągalnym widzu niepowodzenia ofiar naprędce nabranych zobowiązań.
Adela tymczasem, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, rozbijała lustro tego zapatrzenia, uświadamiając mu, że nie może wobec niej zatrzymać się tylko na słowach wypowiedzianych przed kilkoma miesiącami. Pamiętał każde z nich w kolejności i zadziwiający spokój, jaki towarzyszył mu w momencie pieczętowania związku małżeńskiego. Z tego, co wiedział o ludzkich emocjach, do jak drastycznie karanych czynów mogą popchnąć, wnioskował, że nie powinien tak powściągliwie przeżywać tamtej chwili. Właściwie zaś powinien przeżyć ją w ogóle, a nie przejść tylko jak przechodził – obojętnie, wolnym krokiem – przez pierwsze lepsze popołudnie wiosennego dnia. Trzymał ją wtedy za ręce, ale jakby nie czuł ciepła skóry; patrzył przez tiul welonu, niewidzącym wzrokiem lustrował nie-Hersilię przysięgającą mu nie-miłość. I sam jakby słyszał echo własnego głosu, bez emocji powtarzającego te same słowa.
Nie spodziewał się, że Adela do nich wróci. Nie sądził, by chciała je pamiętać, asymilować się w jego świecie. Tym bardziej więc zdziwiła go płynność, z jaką posługiwała się już rosyjskim; był to nieomylny znak, że mimo frędzli, plecionych pledów i innych głupstw, jakimi pstrzyła zamek Sorokinów wsiąkała już w ich rzeczywistość.
Przez chwilę pożałował nawet, że przedstawił ją już w towarzystwie, kazał wbijać się w piękne suknie, które nijak do niej nie pasowały. Przytłoczony nieznajomym ciepłem zdziwił się pragnieniem, by tu została, taka jak teraz, zatrważająco dobra i lojalna, wzruszająco młoda i zaskakująco dojrzała jednocześnie; na dziwaczną krótką chwilę zechciał, by była jego twierdzą. Dawno nie miał takiego przebłysku świadomości swoich niedociągnięć w posługiwaniu się emocjami; nikt przed Adelą nie inspirował w nim refleksji nad własną słabością. Ale nie powinien teraz o tym myśleć; dłonie Adeli niemal go sparzyły, w pierwszej chwili dotkliwie zimne na jego twarzy, a potem – jak zwykle, choć co mógł o tym wiedzieć, tchórz, uchylający się przed nią do tej pory? – przyjemnie ciepłe, miękkie i czułe. Jeśli ktoś dotykał go tak przedtem – nie chciał pamiętać.
Pocałowany przez nią znacznie śmielej niż sam się na to odważył, znieruchomiał na ułamek sekundy. Nie wiedziałby, jak odpowiedzieć na jej przysięgę, więc może i dobrze się stało, że Adela zdecydowała się na ten gest. Jej pocałunek był bardzo dziewczęcy, chociaż zdecydowany, to Endar nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Adela słucha instynktu, nie doświadczenia. Wciąż z trudem przyjmował do siebie świadomość, że instynkt to jedyne, co ma dziewczyna chowana w szlacheckim rodzie dla przyszłego męża, żeby mógł zadowalać chore upodobania o czystości.
Nie wiedząc, czego chciała – powinien chyba domyślić się, że wolałaby najpierw zyskać jego emocjonalną bliskość niż cielesne gesty – zareagował odruchowo, otaczając ramieniem drobną sylwetkę Adeli. Przysunął się bliżej, podtrzymując pocałunek i tak się w nim zapamiętał, że nie usłyszał nawet, jak trącona przez niego niecierpliwą ręką szklanka wypełniona do połowy ginem roztrzaskała się o kamienną posadzkę.
Powrót do góry Go down
 
Studnia Życzeń
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» studnia


Skocz do: