Навигация

Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieNieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Czw 16 Lis 2017, 18:53
Świat przewrócony na głowę, suche usta i wyostrzony wzrok. Skupiając się na pojedyńczych aspektach istnienia, przy przyświecającym celu odnalezienia wszystkiego, rozpoczyna łowy. Jest już trzeźwa, w każdym razie tak jej się wydaje. Ma obgryziony lakier na wszystkich dziesięciu paznokciach, golf podwinięty pod samą brodę, wygodne leginsy i buty tak miękkie, że nie słychać jak chodzi. Może powinna używać magii, ale jest w takim stanie, że lepiej, jeżeli obejdzie się bez niej. Jeszcze pomyliłaby zaklęcia i zaraz pojawiłaby się policja magiczna i wsadziłaby ją za kratki. A tego nie chce przecież. Dlatego zaraz po przekroczeniu progu, chowa różdżkę i idzie powoli korytarzem. Rozgląda się uważnie, lecz prócz pojedyńczego światła dochodzącego z kuchni nie widzi nic. Wie dobrze, że  to światło pali się całymi nocami, więc wcale nie jest przekonana, że ktoś na pewno jest w domu, a nawet jest pewna, że nikogo w domu nie ma. Idzie do pokoju głównego i łapie jakąś pierwszą lepszą torbę czy plecak i zaczyna wrzucać do niego wszystkie butelki alkoholu jakie znalazła w barku. Pewnie narobiła tym wielkiego rabanu i obudziła wszystkich sąsiadów, ale wydaje się tym nie przejmować. Otworzyła sobie nawet jedną butelkę i upiła porządnego łyka. Tak z rozmachu, tak z przyzwyczajenia. Nawet się nie zdążyła skrzywić, kiedy okazuje się, że ktoś jednak siedział przy tym zapalonym świetle w kuchni. Marcelina obraca się i odstawia butelkę wysokoprocentowego alkoholu na stół i patrzy zmęczona na właściciela domu.
- Och - skrzywiła się i mruga zdziwiona - Cholera - i skoro tylko to powiedziała, to ocenia sytuacje. Widzi chłopaka bladego jak ściana, który nie wygląda ani na właściciela tego lokum, ani nawet na kogoś kto mógłby pochwalić się posiadaniem w domu zamkniętych butelek wódki. Więc kim może być ten człowiek i co robi tutaj? Zaraz przekalkulowała, że to może być taki sam złodziejaszek jak ona. Więc zakręca powoli butelkę i wrzuca ją do torby jak gdyby nigdy nic.
- Nie wiedziałam, że zajęte. To co, wezmę co moje i spadam - przestraszyła się nie na żarty, że ten drugi, będzie chciał zabrać jej zdobycze alkoholowe i że może jeszcze jej coś zrobi, wszak tacy złodzieje to są nieobliczalni. Dlatego się chce wycofać, ale tamten tak stoi i się patrzy z politowaniem, aż spytała: - No co.. - no właśnie, co tak sterczysz i oceniasz, nie masz swoich fantów do zbierania?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Sob 18 Lis 2017, 15:49
Noc, a nocą gdy nie śpię. Miron nie potrzebował dużo snu, rzadko właściwie odczuwał senność ale z przezorności i dbałości o swoje doskonałe ciało czasem sypiał parę godzin. W różnych porach dnia i nocy - dziś akurat nie. Przyglądał się wystawce srebrnych szpil, rozłożonej pedantycznie na kuchennym stole, zastanawiając się co z nimi dalej począć bo przecież sama głupia produkcja przeklętych artefaktów do niczego się nie nada jeśli nie ma jak napawać się sukcesem ich działań. Raban przy drzwiach usłyszał od razu i podniósł się ze stołka, podnosząc ze stołu w sumie nie różdżkę, tylko jeden z noży wprawionych w kościaną rączkę z kamieniem i stanął w drzwiach do kuchni. Co zobaczył, to jakąś pokraczną chudzinę skradającą się jak w komediowym filmie do salonu z wielką torbą przerzuconą przez ramię. Zgarnęła kilka butelek z barku, połowa z nich nie zawierała nawet alkoholu tylko płyny ustrojowe albo inne świństwa, temu też z rozbawieniem na ustach przyglądał się jak z namaszczeniem wybrała jedną, by się z niej zdrowo napić. Fuksem trafiła akurat na wódkę.
Ubrany od stóp do głów w strój roboczy, czyli szmaty, plus szmaty, miał na nogach nawet buty niezdjęte, więc no miała szansę założyć, że tu nie mieszkał. Dom zresztą nie był nawet jego, był jedną z nieruchomości-inwestycji jego dziadka, więc bogaty, pro-szlachecki wystrój nijak pasował do jego obecnego wsiurstwa. Sam pomieszkiwał tylko w kuchni i jednej z sypialni na końcu korytarza.
- Cholera. - powtórzył po niej, starając się naśladować jej intonację. W oczach tańczyły mu wesołe iskierki, nic jednak nie dał po sobie poznać obracając nożyk w palcach.
- Nic się nie przejmuj. Zgarniasz tylko alkohol? - oparł się ramieniem o framugę chwytając ostrze w dwa palce i pokazując jej rękojeść z błyszczącym kamykiem - Ja preferuje świecidełka.
Czy gdyby włamał mu się na chatę ktoś, kto jest w stanie stać na nogach prosto i no chociaż być uzbrojonym w stopniu jakimkolwiek (widział wystającą jej z kieszeni różdżkę, wetkniętą tak niedbale, że był pewien - jeśli ukucnie, to ją zgubi) to by się przejął bardziej? Trudno ocenić. Twardowski fascynował się nawet najdrobniejszymi wydarzeniami z życia, doceniając je znacznie bardziej niż postronny szary człowiek. Włamanie to już prawie przygoda, zresztą, no kto jak kto, ale on nie powinien mieć pretensji. Obronił tyle mieszkań w Petersburgu, że mu się coś od losu za karę należało. Musiał jedynie przyznać, że to co mu się dostało było niemal jak prezent na gwiazdkę. Mikołaju? Prezentów nie dostawał na święta nigdy, zbyteczny gest w rodzinie Twardowskich, czy to tak z okazji braku okazji?
Uśmiechnął się czarująco, błyskając szatańsko oczami w półmroku.
- Widziałem kilka pod stołem w sieni. - wskazał drzwi powrotne do holu końcem noża.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Sob 18 Lis 2017, 16:49
Marcelina patrzy na nóż, który tamten trzyma jak zabawkę, albo jak coś czym lubi się chwalić. Przez chwile myśli, że to odpowiednia chwila, żeby dać nogę i zniknąć, bo ten koleś wygląda jak creeper, który tym nożem to jej może oczy wydłubać a później je zjeść ze smakiem. Dlatego zanim jeszcze zajęła się ocenianiem jego sylwetki, to oceniła, że nóż jest ostry. I jakiś taki fancy.
Unosi wreszcie spojrzenie w twarz tego drugiego i niestety uznała, że w tej ciemności to nic nie widzi, ale koleś z daleka wydaje się dość przerażający.
- Zgarnęłabym coś wiecej, ale nie bede przeszkadzać - przyznaje i chce wyjść, tylko, że jak się okazało, on stoi w drzwiach, wiec niebardzo ma jak wyjść. Zaraz się dziwi na słowa Mirona.
- Co za pacan niby trzyma świecidełka pod stołem - unosi brew jedną i patrzy przez dłuższą chwilę na postać całą w szmaty przebraną - Nie dam się nabrać - ostrzega, ale przechodzi dookoła pokoju, zmierzając w kierunku drzwi przez które pewnie przejdzie żeby upewnić się, że świecidełka są pod stołem. Jest na tyle uważna, żeby nie zbliżać się do kolesia, bo może i chudy jest bardzo, ale pewnie też silny, bo to widać po nim, że umie sobie poradzić. Kaszle dwa razy i czeka, aż tamten sę wycofa albo przynajmniej posunie w bok.
- Niezła chata, ma klimat co - i obraca się i kładzie rękę na biodrze tam gdzie różdżka sobie wciśnięta sterczy. Pewnie by mogła uchodzić za bardziej niebezpieczną, gdyby nie miała powiek na wpół zamkniętych i gdyby jej ręka trafiała dokładnie tam, gdzie powinna była. Ale nie trafia i dopiero po chwili Marcelina wymacała gdzie ma różdżkę. Teraz w gotowości trzyma ją w ręku i czeka, czeka na to, czy będzie musiała jej użyć czy nie. Czy ten chuderlak w szmatach będzie się przyczepiał i zaszkodzi jej w ucieczce z łupami, czy da odejść jak wolnemu człowiekowi. Pociąga nosem i patrzy uważnie na reakcję pana czarnego.
- Chyba ci się nieszczególnie śpieszy?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Nie 19 Lis 2017, 09:06
Mógłby wydłubać, ale żeby jeść? Co on kanibal jakiś pierdolnięty? Wprawiłby Ci w czaszkę jakieś dwa ładne szafiry, zaraz przestałabyś oczy mrużyć, a jak świat wyglądałby piękniej. Miron lubił swoje noże, dostał je od dziadka. W sumie były cztery, jeden zgubił gdzieś w Turcji, czego nie mógł odżałować po dziś dzień, jeden podarował Żywii, na wszelki wypadek, jeden zamknął w sejfie brytyjskiego banku Gringotta, a jeden nosił przy sobie. Każdy miał sekrecik, ale może o tym dowiesz się przy którejś innej okazji.
Twardowski uśmiecha się na tę jej szczodrość, skromność, zgarnęłaby więcej, ale nie chce przeszkadzać, co za dusza człowiek.
- Mi tam nie przeszkadzasz. - wzruszył ramionami- Większość interesujących mnie rzeczy zniosłem do kuchni. - przyznał i co ciekawe mówił prawdę. Wśród wszystkich przedziwnych cech składających się na tego pozornie sympatycznego człowieka, jedną bardzo interesującą była jego prawdomówność. Całą rodzina ukrywała od wieków różne, czasem okropne tajemnice, ucząc swoich potomków rzemiosła jakim jest żonglowanie słowem. Tyle rzeczy można w prost powiedzieć zarazem tyle innych ukrywając. Mrugnął do niej zawadiacko, śmiejąc się lekko na tego pacana. No rzeczywiście jakiś niemądry!
- Butelek kilka. Pod stołem w sieni, taka skrzynka stoi. - wskazał palcem na drzwi do sieni, obracając się lekko, na tyle, by mogła przejść. Wzrokiem śledził tę jej dłoń nieporadnie sięgającą po różdżkę. Mogła być pijana, albo naćpana, albo niespełna rozumu. Albo wszystko na raz. Czy to robiło mu jakąś różnicę? Niespecjalnie.
- Ano nieszczególnie. - przyznał, kiwając lekko głową- Wiem z wiarygodnego źródła, że właściciel tego domu jest obecnie w innym kraju. - kiwnął brwiami. Bo był. Stary Kazimierz siedział w Polsce od dobrych kilkudziesięciu lat i nic nie zapowiadało się, żeby miał wpadać do Petersburga, a już na pewno nie do mieszkania, w którym przesiadywał jego wnusio najdroższy, Ronek.
Oderwał się od framugi i ruszył na powrót do swojej prowizorycznej pracowni w kuchni. Pisklak z torbą pełną jego flaszek wyglądał na wojowniczego, tym zaczepno-obronny, nie będzie jej się w biznes pakował.
- Mam jeszcze whisky w kuchni, rozpieczętowałem. - dodał słowem zachęty i dając jej czas i przestrzeń na myszkowanie wrócił do swoich szpil. Aż ciekaw był, czy dziewucha znajdzie rzeczywiście coś ciekawego w zakamarkach tego mieszkanka. Mu się nie zdarzyło.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Pon 20 Lis 2017, 09:03
Tylko skąd on wziąłby szafiry, chyba musiałby zadowolić się kolorowymi szkiełkami, a jak wiadomo półśrodki wcale nie gwarantują upragnionego rezultatu, jakkolwiek byśmy tego nie pragneli. Podróba zawsze podróbą będzie. Dlatego Marcelina kradnie, bo zamiast iść do lamusa i wziąć szmatę, może się włamać do domu bogacza i zabrać mu futro, satynę albo jedwab jakiś. No chyba, że wydłubie z rękojeści tego noża swojego, ale to byłaby chyba profanacja, zważywszy na to, jak on się tym nożem tak przejmuje, że trzyma je w banku. Masakra, trzymać nóż w banku.
- I co tam robisz z nimi, oglądasz? - zdziwiona tym zachowaniem, unosi brew. Co się tu podziało, że teraz się nie ocenia zdobyczy na chacie, tylko na miejscu. A zaraz pomyślała, że ups, co jeżeli tam w kuchni są wszyscy zakładnicy i on im gardła tym nożem podcina? Ale jak tak pomyślała, to zaraz się zaśmiała ze swoijej wyobraźni, natomiast jemu zakomunikowała: - Ja się ciebie nie boję - bo jest na kacu, bo jest na głodzie, bo na świecie są dużo gorsze rzeczy od wariatów, są na przykład myśli nieprzyjemne, są ojcowie, którzy nie pozwalają spać. Zresztą, ma te rękę na różdżce, najwyżej sie deportuje, nieważne, że pewnie wyląduje w kawałkach gdzieś pod mostem.
Marcelina chyba zna tę sztukę, tylko, że ona kłamie ile wlezie. Po prostu sama już nie wie co jest prawdą, więc może się okłamywać, że wcale tego nie robi. Czasami wydaje jej się, ze ma normalną rodzinę, że ma sioistrę, którą musi się opiekować. Później na chwile o tym zapomina i nagle okazuje się, że tak nie jest. Ale pojawia się inne kłamstwo, może gorsze od pierwszego.
- Hm - zastanawia się, przy okazji zauważając, że ten to ma powalony śmiech. Trochę jak chrypa. Więc jak będzie, iść po te wódki? Zdziwiła ją za to znajomość szczegółów życia mieszkańca tego domu. Tego się chwyciła i dlatego idzie za nim po tę whisky.
- Okradasz swojego przyjaciela? Co ci zrobił? Dziewczynę zabrał? Ludzie tak robią, ale jeżeli łaziłeś odstrojony w te szmatki, to się nie dziw, sama by uciekła prędzej czy później - gada Marcelina co myśli i wchodzi do kuchni.



Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Pon 20 Lis 2017, 15:38
Szafiry by się znalazły. Mógł wyglądać na obdartusa, był jednak potomkiem Twardowskich, którzy, gdyby nie bezczelni Wrońscy, pewnie siedzieliby w Starszyźnie i wymądrzali się wyciągając pomysły z głębokiej dupy tak, jak robili to obecni członkowie tego zacnego grona. Miron pewnie byłby wypacykowanym fircykiem jak wszystkie te młode gogusie i nigdy nie pomyślałby nawet o tym, jak kulawym i ślepym psem jest Starszyzna, jaki to rak społeczeństwa, jak bardzo niewdzięcznym i bezcelowym są narzędziem władzy czarodziejskiej europy.
No na pewno.
Gdyby ktoś mu tak przepowiedział zaśmiałby się w głos i może łzę uronił, Twardowscy się do Starszyzny nie załapali bo w odróżnieniu od szlachetnych Wrońskich nic w nich nie było pańskiego, nic, co by mogło przysłużyć się takiej rządowej bestii. Poza tym byli niewygodni w niemal wszystkim co robili, zawsze, codziennie, nawet teraz kiedy siadał na stołku i włożył skózane rękawice opieczętowane runicznym zaklęciem bezpieczeństwa już tkał w głowie plany, których by szlachcicowi nie wypadało mieć. Powoli powkładał szpile w oddzielne przegródki szklanej gabloty, umazanej czymś rudym, co mogło być krwią, choć wcale nie musiało.
- No to bardzo mi miło! - ostatnią rzeczą, której potrzebował, to żeby ta gęś co mu się na chatę włamała zaczęła drzeć się w przestrachu i bałagan robić. Podsunął odkręconą butelkę w jej kierunku i zaśmiał się lekko na jej kolejną sugestię, nie odrywając wzroku od swoich cennych szpil i dopiero ułożywszy je według wytycznych w grymuarze podniósł wzrok.- Moi przyjaciele nie mieszkają w takich miejscach. - przyznał zgodnie z prawdą, mrużąc jedno oko- I co masz do moich szmat, moja najmilsza, to ubranie robocze. - uniósł brew spoglądając wymownie na jej kreację a'la Chodakowska. Powoli ściągnął z dłoni rękawice i oparłszy je o kolana przyjrzał się sobie. No może nie wyglądał jak supermodel z Avoski, trochę cuchnął naftaliną i chyba miał na spodniach plamę po porannej kawie, ale nie znaczy to, że wyglądał jak fleja! Prawda..? Dla zasady otrzepuje spodnie, jakby miało im to coś pomóc i wskazuje drugi przy stole stołek.
- Tyle bogatych omów w okolicy i akurat ten wpadł Ci w oko? - przyglądał się jej jak pociąga z butelczyny nie rozglądając się nawet za szklanką. Cóż to za wspaniała dzikuska, mógłby ją zamknąć w klatce i schować w piwnicy, gdzieś pomiędzy trumnami. Ciekawe, czy umiała tańczyć salsę.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Wto 21 Lis 2017, 15:25
Gdyby babcia wąsy miała, to by dziadkiem była. Tak, takiego typu teksty to już nie raz słyszała i wcale się nie okazywało, że ten potomek cara, poznany w barze, to miał jakiekolwiek odznaczenia w domu. Ogólnie to bajkami to karmili Marceline od bardzo dawna, a im bardziej przystojny był ktoś, tym gorszą miał bajkę. Więc co apropo tego, że Twardowscy prawie byli ważną dynastią mówi o poziomie przystojności Mirona? Dobrze, że sam w tę bajkę nie wierzy, to można przynajmniej podejrzewać, że nie jest jakimś głupkiem.
Bierze butelkę, rzeczywiście pociąga z dziubka nie rozglądając się nawet za szklaneczką. Swoje smutne oczy kładzie na niego, jakby nimi przewracała znudzona żywotem.
- A pod którym mostem można ich spotkać? Powiedz, to jakbym chciała cie znaleźć, to będę ich pytać o wariata ze srebrem- zaśmiewa się w środku siebie, że tak go pięknie zaliczyła do meneli, którzy Petersburskie ulice zaśmiecają swoimi ciałami. I też wzroczy prędko na te szpile, które sobie ustawił równo przed sobą na stole. Rety, czy on wie, jak to wszystko wygląda? Bo chyba nie wie, że dość osobliwie. Trochę się też oburzyła o to, że ją nazwał najmilszą, aż jej brwi podleciały do nieba, ale na szczęście whisky była w pobliżu, to poratowała.
- Ja też na codzien nie noszę takich ciuszków, conie - machnęła ręką, pokazując, że te skromne ubranka, skromne w rozmiarze, to są tylko na specjalne okazje. - Na ulicy byś mnie nie poznał - przechwala się, ale to prawda, bo jak juz ukradnie te futra i kiecki, to się nosi jak jakaś paniusia z wyższych sfer. Pewnie taki Mirek spod mostu, to nawet nie wiedziałby że to ta sama dziewucha, co ta, która mu na chatę wbiła.
- Przypadek - wzrusza ramionami, taka tajemnicze jest niby. Ale to na prawdę przypadek, więc ciekawe, że akurat się tutaj spotkała z drugim włamywaczem. To trochę jak przeznaczenie!
Salsę? Chyba nie, ale ona kocha tańczyć, wiec może w gruncie rzeczy coś by tam wykombinowała.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Wto 21 Lis 2017, 16:02
Twardowski przysłuchując się dziewczynie jedynie uśmiechał się lekko. Czy ona zawsze tak nawijała? Może za dużo czasu spędzał z chłodnymi damulkami (albo trupami) ale stanowczo odwykł od takich pobieżnych, bezsensownych rozmów. Widział przecież, że dziewczę wzrokiem toczy a ten dziubek butelki to dopiero za drugim razem spotkał jej usta. Mimo wszystko dano się tak po prostu nie cieszył do kogoś, miłe uczucie, warte powtórki.
Na sugestię o moście chrząknął lekko.
- Pod żadnym, pod mostem mieszkają zwierzęta. - mrugnął do niej podnosząc się i pakując szklaną gablotę w skórzany kaftan zawiązywany na rzemienie. Pod mostem też czasem znajdywał prezenty od losu, albo zwabiał takie słodkie pijane dziewczęta kiedy potrzebował ich pięknych, szklistych oczu, nie zdarzało się to jednak często, a ostatnio to właściwie wcale. Był tak zajęty pracą w zakładzie pogrzebowym, że jego własne praktyki odeszły na drugi plan i zmniejszył ich kaliber. Tu małpka, tam papużki, raczej nie eksperymentował na ludziach. Zbyt często. Zerkał jednak na Shagalovą oceniając jej gabaryty, wydawała się miłą dziewczyną, mógłby zrobić z niej wspaniałą towarzyszkę...
Odwrócił się w kierunku komody i otwarłszy drzwiczki wstawił do środka pakunek ze szpilami. Może powinien pograć trochę dłużej, ale w sumie po co. Już i tak żenada trochę, jak się prawda na jaw wyda, że on tego domu nie okrada, tylko w nim mieszka. W komodzie stały jeszcze trzy podobne pakunki, jeden koło drugiego, w niemal tak pedantycznych odstępach jak i same szpile w środku.
- Może bym poznał po oczach... - mruknął by utrzymać swoją aurę creepa, chociaż po ustach błąkał mu się coraz jawniejszy grymas rozbawienia- ..albo pijanym kroku.
Nie żeby wyglądała, jakby była alkoholiczką, ale skoro już sobie prowadzą taki small talk przy okazji jej włamania na jego chatę, to czemu nie miałby tego wykorzystać by trochę rozerwać się jej kosztem. Coś mu się w rekompensacie chyba należało, nie?
Otworzył szufladę i wyjął z niej ...jabłko. Ładne, zdrowe, zielone, i tym swoim nożem z kamykiem błyszczącym powoli odkroił kawałek, opierając się o kuchenny blat tyłkiem.
- I ze wszystkiego co możesz w takim domu zgarnąć - zakreślił ramieniem łuk, by podkreślić jakiż ten dom wielki- Ty wybierasz flaszki?
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Wto 21 Lis 2017, 23:05
Przecież do tego się narodziła. Żeby bawić drugą osobę rozmową, żeby patrzeć swoimi naiwnymi oczętami, pijanym spojrzeniem, w oczy drugiej osoby i sprawiać, że się uśmiechnie. Miało to swój czar, wszak cała była dość przekonująco czarująca. Gdyby nie była, nie udałoby jej się przeżyć nawet kilku dni w samotności, na którą była skazana, kiedy uciekła z chorego domu.
Ale rozbawić trupa, no, to się nadaje do osiągnięć życiowych.
- Czasami wolałabym tysiąc lat przeżyć ze zwierzętami, jak nie mogę już zdzierżyć ludzi - przyznaje, ale filizofia ją ta trochę przeraziła i dodaje: - Ale potem uświadamiam sobie, że ludzie są jednak najbardziej ekscytujący. Rozumiesz? - czy on pojmuje o czym ona mówi, a moze mimo swojej wieczności, wcale tego nie wie, albo ma jej gadanie za pusty bełkot. Co też jest całkiem zrozumiałe. Jej myśli są czasami tak tajemnicze, że i ona zdaje się nie znać ich sensu.
Więc jeżeli Miron jedynie po kształcie biodra wybiera towarzyszki na wieczność, to niech porzuci całą nadzieje, bo wieczne życie z Marceliną byłoby gorsze od ognia piekelnego. No chyba, że zabrałby jej cały charakter a tylko biodra zostawił, wtedy szalej duszo, piekła nie ma. Dosłownie.
Marcelina śledzi poczynania pana w szmatkach i przechyla głowę - I nie bierzesz tego w końcu? To ja mogę wziąć - znaczy, po co jej te szpile to ona nie wie, ale są takie świecące, to moze dostanie za nie jakieś fajne pieniążki. Może jej starczy na jakiś proszek, albo tabletkę.
- Byłabym pod wrażeniem, gdybyś poznał - wywraca tymi oczętami, które pewnie juz zapamiętał, skoro się w nie gapi. Tak ogólnie to to jego spojrzenie było takie dziwne. Puste, ale przewiercające. Trochę jakby był chory psychicznie. I co gorsza, Marcelinie to nie przeszkadzało w prowadzeniu dalszej rozmowy czy powolnym upijaniu się w towarzystwie takiego kolesia. Generalnie to jeżeli ktokolwiek wie jakie ona miała dzieciństwo, to chyba nic dziwnego. Nic gorszego nie może isę jej stać przecież.
- I ze wszystkich alkoholi, które tu stoją, ty wybierasz jabłko? - odpowiada pytaniem na pytanie - Prawdę mówiąc, gdyby były tu jakieś fajne fatałaszki, to zabrałabym je pierwsze. Myślisz, że coś znajdę gustownego w tych szafach?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Czw 23 Lis 2017, 03:14
Bzdurki-rurki. Wcale nie czar ani zabawianie pomogły jej przeżyć, tylko spryt i nie ma co sobie wmawiać, że było inaczej. Miron głupi nie był i dostrzegał dziury w tkanym przez nią tak zwinnie gobelinie, na którym wirowała śmiejąc się perliście ciut nie rusałka. Jeśli chodzi o szuje, och on szuje to wyczuje nosem choćby i w całkowitych ciemnościach. Ta na dodatek jeszcze ciągnęła złamanymi marzeniami i tanią wódą.
- Ciekawe spostrzeżenie. - odrzekł z rozbawieniem. Sam nigdy nie mógł opędzić się od zwierząt, coś było w Twardowskich, że szczególnie psy lgnęły do każdego jak muchy do miodu. Może odorek trupa? Bo raczej nie urok osobisty. Pociągnął nosem odkrawając kolejny plasterek jabłka. Uśmiechnął się lekko do dziewczyny, a za każdym razem jak to robił cień pod jego oczami wydawał się być trochę głębszy, zmieniając w półmroku jego twarz w ziejącą oczodołami pustą czaszkę trupa.
- Zdradzę Ci tajemnicę, słodyczko. - uniósł koniuszek noża i stuknął nim w zamknięte drzwiczki szafki nad blatem, w której chwilę temu ukrył swoje szpile- Takich rzeczy, jakie trzymam w tych paczkach, nie polecam Ci brać. - uniósł lekko brwi, ileż jeszcze mógł z niej drwić, może pora karty odkryć, ale kiedy dziewczyna zupełnie w to wpadła, może z powodu upojenia, może byłą po prostu bardzo niemądrą gąską.
- Jabłka są zdrowe. - wzruszył ramionami. Mógł tak na prawdę bezboleśnie konsumować tylko jedzenie o wysokiej kwasowości. Trawił wszystko co zjadł czy wypił, niektóre rzeczy jednak przewlekały się przez jego układ pokarmowy lepiej inne gorzej, a mu już było wystarczająco problemów z utrzymaniem systemu w pełni sprawności, żeby się jeszcze świadomie torturować.
Zmrużył jedno oko na kolejne pytanie.
- Trudno powiedzieć, nie wiem co lubisz. - wykroił w jabłku dziurkę - Moje ciuchy Ci się nie podobają, ale Żywia trzyma parę sukienek na piętrze. Niestety, możliwe, że albo są obłożone klątwą, albo wyprała je w jakimś eliksirze od którego zejdzie Ci skóra. - zjadł kolejny kawałek równo obranej skórki. Jego siostra nie należała do wesołych panien, nie miała zresztą ku temu żadnych powodów, no i jako mroczna księżniczka nocy musiała mieć kilka powalających kreacji na każdą okazję. Tylko czy akurat taki styl przypasowałby pannie Shagalovej? Cmoknął w zamyśleniu, mieli chyba też jakiś kuferek z biżuterią po babci, ale od dotykania zakutych w tych koliach kryształów czerniały palce, a ostatnia głupia gęś, którą Twardowski sprowadził do domu padła trupem, kiedy bezmyślnie założyła jeden z naszyjników. Stara Wanda nie miała litości za życia, a już po śmierci pastwiła się nad kim się dało. Sąsiad z dołu po dziś dzień śni koszmary z jej duchem w roli głównej, taka z niej żartownisia.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Pią 24 Lis 2017, 14:39
Spryt? Och czy on na prawdę uważał, że Marcelina ma w sobie tyle inteligencji, żeby na spryt starczyło. Jeżeli tak, to znaczy, że ma w niej więcej nadziei niż ona sama umie w sobie wykrzesać. Już prędzej w myślach nazwałaby się szują, ale skoro można być i mądrym i szują, to w sumie całkiem pocieszające.
- A co tam trzymasz, skoro się już tak spoufalamy- pyta i zauważa, że nie patrzy w jego twarz wcale, bo kiedy dwa razy spojrzała, to jej się wydało, że ma do czynienia z kimś kto ma wielkie problemy z jedzeniem, albo że on wcale nie je i to jest jego problem. Trudno było ogólnie cokolwiek o nim sobie myśleć, chcoiaż trzeźwi ludzie pewnie by pomyśleli tyle co: spadam, wcale mnie tu nie było, wcale nie gadam z kolesiem, który bawi się nożem. Ale nie ona, ona chyba oślepła, bo stoi jak gdyby nigdy nic i czasami pije tej whisky, a czasami tylko tak łypie na niego oczętami i mruga powoli znudzona życiem.
A ten mówi do niej słodkie słówka, co jej w jakimś stopniu chyba tłumaczy, dlaczego jeszcze stąd nie uciekła. Marcelina lubi jak się do niej miło mówi.
- Ta Żywia to troche psycholka chyba - skrzywiła się Shagalova, na wyobrażenie skóry, która jej z ramion odpada za każdym razem, kiedy się rusza. Okropna wizja. Po co tak traktować sukienki? Bez sensu. Chwila ciszy i nagle Marcelina odgaduje coś wielkiego: - Zaraz, to ty tu mieszkasz?
I kiedy tylko to powiedziała, uświadomiła sobie, że oczywiście, że tak, on tutaj mieszka. A ona jak gdyby nigdy nic gada sobie z nim jak jakaś głupolka. Zaraz przyciska butelkę z whisky do piersi i się wycofuje z kuchni, jakby chciała uciec gdzie pieprz rośnie.
Bo pewnie policja zaraz tu wbije.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Sob 25 Lis 2017, 16:23
By być dobrą szują, trzeba być sprytnym i mądrym. Głupie szuje kończą się bardzo szybko i najczęściej tragicznie, wszyscy znamy takie historie. Młodych gniewnych, którzy bezmyślnie zaigrali z losem i kończyli na dnie kanałów. Shagalova jakoś te wszystkie lata przetrwała, musiała więc coś jednak w tej głowie trzymać, a nie ślimaka.
- Spoufalamy. - zaśmiał się wesoło, no tak, czasami zapominał, że reakcje między ludźmi powinny być inne. Powinien chyba wyrzucić ją z domu, może wezwać bagiety, może ją zaatakować? Był jednak okropnie ciekawskim stworzeniem i jeśli jeden wieczór śmieszkowania miał go kosztować kilka butelek i widelców, co to za cena. Jeszcze jakby sam ten alkohol miał skonsumować, a tak to praktycznie mu pomogła wynosząc śmieci.- Takie... zabawki. Tak. Jestem dużym dzieckiem, lubię się bawić zabawkami. - musiałby przyznać się, że w zaciszu własnej kuchni przeklina artefakty, a tego chyba robić nie powinien. Urżnąwszy kolejny skrawek jabłka pociągnął nosem, by zmobilizować drętwiejące od kwasoty owocu gardło, nim parsknął śmiechem.
- Psycholka na maksa! - bez wahania przyznał jej rację, wyobrażając sobie minę Żywii gdy jakaś postronna kicia z ulicy próbuje ją wyzwać. Wtedy tej szui tutaj właśnie wyczerpałoby się szczęście, bo mironowa siostra nie należała ani do szczęśliwych ani wyrozumiałych i lubiła truć ludzi. Dlaczego prała ciuchy w dziwnych eliksirach? Ano chyba zgubiła kiedyś swój medalion odpowiadający za ukrwienie tkanek naskórka i teraz bez okładów czasem sypały się z niej wióry.
Miron przygląda jej się z wesołością, kiedy na twarzy dziewczyny zakwita zrozumienie, niemal z żarówką zapalającą się nad poczochraną głową i kiwa głową lekko.
- A no tak wyszło. - wzruszył ramionami, ale chytre dziewczę już tuląc alkohol do piersi wycofywało się krokiem kraba w stronę salonu zapewne z zamiarem ucieczki.
- Już mnie zostawiasz? - spokojnym krokiem podążył za nią, nie że gonił ją czy spieszył się jak dziki, ale no, tak żeby jeszcze ją złapać nim wyfrunie mu ta gąska z gniazda- Odwiedź mnie jeszcze kiedyś, podzielę się alkoholem, nie musisz mnie okradać! - zakpił z rozbawieniem. Cóż za nierozgarnięta, zagubiona istota. Czy ona w ogóle coś ogarniała? Wiedziała którędy do domu wrócić? Na piętrze było z pięć pustych pokojów, powinna tu zostać i go rozśmieszać już na zawsze.
Bardzo lubił wesołych ludzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Witebsk, Białoruś

24 lata

brudna

neutralny

bezrobotna
http://petersburg.forum.st/t1144-marcelina-szagalow#4329 http://petersburg.forum.st/t1315-marcelina-shagalova#5552 http://petersburg.forum.st/t1165-marcelina-shagalova#4443
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Czw 14 Gru 2017, 15:50
Ona sama nie wierzy w to, żeby to co miała w głowie było cokolwiek warte. Czasami ma wrażenie, że wie wiele więcej niż zwykli, weseli ludzie. Ale chwilę później czuje się jak kompletna idiotka, która wmawia sobie niemożliwe. Więc niech jednak będzie tą, która te swoje myśli dla siebie zachowuje, bo tam są przynajmniej bezpiecznie obojętne na towarzystwo.
Unosi brwi, że jego śmieszy jej słownictwo, ale już nic wiecej nie powiedziała, chyba w obawie, że creeper się podnieci i zacieszy na śmierć z tego, co ona gada. Gdyby tylko wiedziała, że i tak ma do czynienia z trupem! A śmieci w postaci butelek to ona mogłaby codziennie wyrzucać. A ich zawartość w siebie wlewać.
- O, w sensie taki fetysz czy serio lubisz zabawki bo jesteś creeperem - dopytuje, bo chce mieć absolutną pewność, czy creeper, czy tylko zboczuch. Bo jak zboczuch, to spoko, nie ma takiej rzeczy, która by zdziwiła biedną Marcelinę. Ona już w tym zakresie to chyba widziała wszystko. - Zresztą, co ja się pytam, i tak mi nie powiesz - macha ręką i łapie za butelke i patrzy sobie na tego Mirona, który podłapał, że ma w domu psycholkę. - No a gdzie ona teraz jest, ta twoja Żywia? - pyta, bo czemu ma sie nie dowiedzieć co w trawie piszczy, może się dowie, że Miron wyjebał Żywie na dwór, bo sie nie chciała już z nim ruchać, albo przesoliła kotleta. Takie ciekawe są pogawędki z ludźmi, których się nie zna o ich życiu, o którym się dotąd nie miało pojęcia.
No ale już koniec tych psot, bo Marcysia sie zorietowała, że jest tu cokolwiek niechciana, albo przynajmniej podejrzana, wiec wzięła te butelkę i sie wycofuje, a ten znów gada jak na creepera przystało.
- No jeszcze mnie nie pogięło - parskła śmiechem i sie wycofuje, ale sie wyjebała dzikuska, wiec sie zaraz podnosi i masuje sobie czoło z boku, albo głowę z boku czoła, bo tam się wywaliła. I nagle odechciało jej się biec do domu swojego (którego nie miała). Patrzy oskarżycielsko na właściciela, który jakiś taki jest jakby podejrzany. - Albo nieważne, daj mi lód bo zaraz dostanę wstrząsu mózgu

Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002 http://petersburg.forum.st/t1919-czarny#9786
PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   Wto 26 Gru 2017, 15:44
Podniecić Mirona słowami to trzeba by mieć talent z innego wymiaru i innej rzeczywistości chyba. Właściwie sama nie wiem czy w ogóle coś go podnieca, czy ekscytuje, choć wiele rzeczy umiłował w swoim życiu-nie życiu.
Ze zboczuchem byłoby łatwiej, co Marcela? Nie tacy się przez Maskaradę przewijają, żeby Cię jeszcze coś mogło zaskoczyć. Z dziwakami jest gorzej, bo nie dość, że nigdy nie wiesz czy to dziwak czy zboczuch, to jeszcze spektrum dziwactwa jest tak wielkie, że bardzo trudno trafić na jakim punkcie kto ma odchył. Patrzy się więc Twardowski na tę gąskę i dalej uśmiecha, już jabłuszko kończąc podjadać.
- Creeperto takie niewdzięzne słowo. - westchnął ciężko - Nie uważam się ani za fetyszystę ani za dziwaka, jeśli moje zdanie się w tym momencie liczy. - rozłożył ręce.
- Z Żywią to jest tak, że nikt nie wie kiedy wychodzi i nikt nie wie kiedy przychodzi. Może akurat stoi tuż za tobą! - zażartował wskazując nagle palcem za plecy dziewczęcia i zaśmiał się, ale ta się wzięła i wypierdoliła takim fikołkiem, że aż mu się szkoda zrobiłi i podszedł do niej dwa kroki jakimś żwawszym tempem. Przygląda się jej z lekko uniesionymi brwiami, co za trzpiotka w gorącej wodzie kąpana.
- Nie mam lodu. - przyznaje z żalem, wyciągając różdżkę. Coś tam jednak jeszcze z zajęć lecznictwa pamiętał - Mehuric. - rzuca, z nadzieją, że to jednak nie wstrząśnienie mózgu tylko guz i że jej tym pomoże a nie zaszkodzi.
- Wiesz, może usiądź, odpocznij. Możesz się przespać na górze. Idź jak się poczujesz lepiej. - zaproponował uśmiechając się jak wariat (któym przecież był). To rzekłszy skierował się na powrót do kuchni, nie chcąc już wzbudzać w dziewczęciu jeszcze większego stresu czy wybuchów emocjonalnych. To widać niezdrowe. 

(2x zt?)


Ostatnio zmieniony przez Miron Twardowski dnia Wto 26 Gru 2017, 15:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)   
Powrót do góry Go down
 
Nieudolny złodziejaszek (Miron Twardowski & Marcelina Shagalova, listopad 1996)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: