Навигация

Salon
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieSalon   Nie 31 Gru 2017, 13:11
Salon

W zamku jest wiele bawialni, ta jednak została nieoficjalnie uznana za główną. Wypełniona dymem cygar, zapachem palonego drewna i drogiego alkoholu – można o niej powiedzieć, że jest nawet przytulna w stosunku do innych komnat w zamku. W pokoju przy dużym kominku czekają wygodne, miękkie, obite drogimi materiałami w rodowych barwach sofy, szezlongi i fotele oraz lśniący hebanowy barek pełen drogich alkoholi. Znalazło się tu też miejsce na fortepian. Najwięcej uwagi przyciąga jednak ogromnych rozmiarów rodzinny portret w srebrnej ramie, zawieszony nad kominkiem. Są na nim wszystkie dzieci Mefodiya, ustawione pięknie wokół siedzącego na fotelu ojca. Na obrazie brakuje jednak małżonek nestora rodu.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Salon   Wto 07 Sie 2018, 16:09
22.06.1999

Fyodor wchodząc wyraźnie poczuł zapach palonych cygar, chociaż takowe nie były tu wykorzystywane już kilka dni. Łagodziły je trochę wonie palonego drewna i alkoholu, zdecydowanie przyjemniejsze dla nosa już nie tak młodego dziedzica Mefodiya.
Karamazov przyjrzał się magicznemu portretowi nad kominkiem. Znajdował się na nim nawet Nikita, z którym tak na dobrą sprawę się nie znał. Podejrzewał, że ten dzieciak nie obchodzi nawet jego ojca. Po tym, jak przyszło mu to do głowy młodzieńcowi aż zrobiło się w duchu głupio. Rodzina jest w końcu najważniejsza, a on na dobrą sprawę ma normalne relacje i głęboką więź jedynie z najmłodszą z córek nestora Iskrą. Może powinien spędzić jednak trochę czasu z bądź co bądź bratem, nawet jeśli przyrodnim.
W końcu rodzina jest najważniejsza, prawda?
Położył na fortepianie notatki z tworzonych zaklęć (na większość miał pomysł lub zostały mu zlecone, jednakże miał problem z wymyśleniem nazwy do nich). Kliknął kilka klawiszy instrumentu grając prostą i krótką melodyjkę. Już dawno temu stwierdził, że woli słuchać muzyki niż ją tworzyć czy odtwarzać, jednakże od czasu do czasu chyba każdy miał ochotę coś zagrać nawet jeśli nie miał wcześniej odpowiedniego przeszkolenia. Nie starał się przy tym jakoś bardzo, więc ktoś z bardzo dobrym słuchem na pewno mógł wyłapać nutkę fałszu, która się wkradła do odgrywanej przez dziedzica muzyki.
Potem - ryzykując jakimś nieciekawym efektem niszczącym meble lub roztrzaskującym kominek skupił się na stworzeniu zaklęcia, dzięki któremu z różdżki mają wylecieć białe gołębie. Może ze względu na sugestie najmłodszej Iskierki, a może ze względu na okres pełen ślubów uznał, że takie zaklęcie może stać się podstawą każdego wesela, a więc i jego zarobku. Miał już nawet wymyśloną nazwę, choć podejrzewał, że proste golubely może nikogo nie zachwycić. No ale on nie był od tego, by wymyślać skomplikowane nazwy, a jedynie przydatne czary.
Skupił się mocno na tej wizji, wybrał obszar najmniej zagospodarowany przedmiotami, po czym spróbował szczęścia:
- Golubely! - liczył, że odniesie pierwszy sukces w tym względzie i zrobi pierwszy krok w kierunku własnej księgi czarów.


Ostatnio zmieniony przez Fyodor Karamazov dnia Sro 26 Wrz 2018, 11:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Salon   Wto 07 Sie 2018, 16:09
The member 'Fyodor Karamazov' has done the following action : Kostki


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
avatar

cut my shadow from me

Tobolsk, Rosja

33 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1920-saran-karamazova
PisanieRe: Salon   Wto 07 Sie 2018, 23:48
Celem niektórych jej dni było zaledwie rozczarować swego małżonka, a przez piętnaście lat zdołała przekonać się, jak niewiele potrzeba, by cel ten osiągnąć. Nauczyła się tego jak każde z jego dzieci poddawanych wyczerpującym próbom odnalezienia talentu, wyrobienia karności w zbyt młodych na to umysłach.
Nauczyła się, napotykając upokorzenie za upokorzeniem, że wystarczy choćby w środku dnia przechadzać się po domu w jedwabnym peniuarze i napotkać jedno spojrzenie nestora, by zdobyć wymarzoną dezaprobatę. Saran wynajdywała – głównie z nudów – wiele bardziej wysublimowanych metod na wzbudzenie w swym ciemiężcy irytacji, ale było dopiero krótko po południu. Wstała zaledwie przed chwilą, strój jej więc był raczej przejawem niedbalstwa niż manifestacją sprzeciwu wobec porządku dnia narzuconego przez Mefodyia.
Gdy wchodziła do salonu, napotkało ją zdziwienie – Karamazov senior utknął bowiem w swej szalenie ważnej pracy na najbliższą noc, a być może i kolejny dzień; Saran nie liczyła już godzin, ciesząc się każdym przebłyskiem świadomości, że na kolejnym kroku nie czeka ją jego przykry widok. W salonie zaś stał zwrócony tyłem do drzwi i do niej mężczyzna, tak podobny do jej małżonka posturą, że w pierwszej chwili pomyliła go z Mefodyiem.
Rozpoznała jednak głos Fyodora i intencję rzucenia zaklęcia, choć formuła była jej obca. Przywykła już do (rzekomo twórczych) mamrotań pierworodnego dziedzica posłyszanych w najróżniejszych kątach zamku i umiała bez trudu poznać, kiedy próby nowych zaklęć palą na panewce.
Cień kpiny zatańczył na kanciastej twarzy Saran. Porażka to, najwyraźniej, rzecz rodzinna u Karamazovów, gdy podejdzie się wystarczająco blisko. Nikt zaś nie mógł mieć lepszego oglądu na gmatwaninę rodzinnych relacji w zamku w Samarze niż ona, chociaż na rodzinnym portrecie jej nie uwzględniono.
Bezczelny kurwiarz, pomyślała o Mefodyiu mimo woli, przesuwając spojrzeniem po jego surowej, odmłodzonej nieco przez artystę malarza twarzy. Kazał otoczyć się wianuszkiem dzieci, słowem w historii dzieł w rodowej galerii nie wspominając o kobietach, które przyniosły je na świat.
Saran w jednej chwili postanowiła nieodwołalnie nakazać namalowanie swojego portretu. Ogromnego.
- Och. To ty. – rzuciła zamiast powitania, wchodząc do salonu. Kroki swe skierowała bez wahania w stronę arsenału karafek, by z jednej z nich uszczknąć kilka łyków do kryształowego kielicha. – Omyłkowo wzięłam cię za ojca. – wyjaśniła zdawkowo i zupełnie niepotrzebnie. Równie dobrze to on mógłby tłumaczyć się jej z machania różdżką pośrodku głównego salonu, jeśli przeznaczono mu do ćwiczeń całe zamkowe piwnice. Na salonach panią była Saran, nawet niedbale owinięta jedwabiem, z włosami rozsypanymi na plecach bez żadnego porządku. Spływały czarną rzeką poniżej łopatek, przysłaniały część twarzy.
Odgarnęła kilka kosmyków dopiero zająwszy miejsce na sofie naprzeciw Fyodora, składając na jego postaci wyczekujące spojrzenie. Skoro już zaczął, to proszę. Objąwszy czarkę kieliszka jedną dłonią, nonszalanckim gestem drugiej zachęciła go, by pokazał jej coś jeszcze.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Salon   Sob 11 Sie 2018, 16:40
Zaiste, Mefodiy przesadnie wymagał od wszystkich w swoim otoczeniu bez względu na to, czy mówimy o jego współpracownikach, czy najbliższych. Jemu samemu trochę się upiekło, ale podejrzewał, że Iskierką czasem potrząsa gdy przypomni sobie niektóre opryskliwe guwernantki. On też niezbyt chętnie przypominał sobie razy, które dostawał po rękach linijką.
Miało to swoje dobre strony. W końcu im raniej wstawał tym szybciej mógł się wziąć do pracy i tym prędzej ją skończyć. A wczesnym wieczorem już mieć czas na zabawę.
Fyodor przyzwyczaił się już do tego, że ojca w jego życiu było mało - w końcu pracował w Ministerstwie, miał nestorskie obowiązki i choćby z tego względu jego czas był tak cenny, że nie powinien go marnować na dzieci - od tego byli nauczyciele i pani matka. A teraz, kiedy miał trzydzieści lat i mniej lub bardziej był szykowany do swojej przyszłej roli (a także coraz bardziej naciskany do znalezienia sobie żony) w sumie cieszył się kiedy nestora Karamazovów nie było przy nim w momentach porażek. Podejrzewał, że zostałby skrytykowany za to, że tworzył zaklęcie wypuszczające z różdżki białe ptactwo, a zamiast tego przypadkiem zmniejszył dywan. No cóż, będzie łatwiej go zmienić na inny kiedy znudzi się pani tego domu.
Która zresztą weszła do tego salonu jak gdyby nigdy nic rozczochrana, w szlafroku, pewnie nawet bez śniadania sięgająca po alkohol. Fyodor nie mógł odmówić Saran urody, jakiejś dziwnej odwagi do zaburzania rytmu dnia karamazovego dworu oraz niejasnych intencji względem niego. Żadna żona nestora nie pozwoliłaby sobie pokazać się w t a k i m stroju pasierbowi.
Dziwnie było ją nazywać "panią matką", kiedy ta była właściwie w jego wieku.
- Wszyscy mówią, że jestem podobny bardziej do matki - rzekł pozwalając sobie na nie tytułowanie sobie swojej rodzicielki "panią". Może Kuragina nie była mu tak bliska jak Iskrze, ale jednak. - Kazać sługom przygotować śniadanie? - zaproponował tylko po to, by sprawdzić swoją teorię. W końcu Karamazov jako profesor i wynalazca wiele rzeczy miał w zwyczaju badać empirycznie.
Widząc jej zachętę trochę się zdziwił, ale uznał: Czemu nie? Nie namyślając się długo postanowił na chwilę ożywić rodzinny obraz. To będzie dziwne gadać ze swoim płóciennym odbiciem, ale co mu szkodziło spróbować?
- Statulka! - machnął różdżką, której przez ten cały czas nawet nie schował. Miał nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie dobrze.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Salon   Sob 11 Sie 2018, 16:40
The member 'Fyodor Karamazov' has done the following action : Kostki


'k6' : 3
Powrót do góry Go down
avatar

cut my shadow from me

Tobolsk, Rosja

33 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1920-saran-karamazova
PisanieRe: Salon   Sob 18 Sie 2018, 01:46
Jeśli można w ogóle powiedzieć, że Saran szczerze coś w tym domu lubi (poza zawartością kryształowych karafek i chrzęstem żwiru pod nogami, gdy wychodzi się główną bramą do najbliższego punktu teleportacyjnego), to naprawdę lubiła ten dywan. Gdyby Fyodor wysilił się czasem umysłowo w innym celu niż obmyślanie nowych sztuczek, może domyśliłby się, jak musiała się napracować, by polubić w zamku Karamazovów cokolwiek i może by za ten dywan przeprosił. Po nieobecności małżonek nestora na portrecie rodzinnym, by nie szukać innych na to dowodów, można było jednak bez przeszkód wywnioskować, jak traktuje się obecną wybrankę Mefodyia i domyślić się, że żadnych przeprosin nie będzie.
- Wszyscy jesteście do niego bardziej podobni, niż się wydaje. – powiedziała po chwili ciszy, nie kryjąc rozczarowania. Córki Aleksandry może i były podobne do niej jak lustrzane odbicie. Nawet najgorszy z pochlebców i ostatni z idiotów nie powiedziałby wszak, że subtelny czar swej urody, delikatność rysów i elegancję, którą widać było nawet w nieruchomym portrecie, mogły odziedziczyć po ojcu, ale przejęły od Mefodyia inne cechy, stając się doń podobne w taki sposób, że nie mógłby się ich wyprzeć, gdy znajdą się gdzieś razem.
Saran liczyła kiedyś, że znajdzie tu sprzymierzeńca. Żywiła nadzieję, niemal przez cały pierwszy rok małżeństwa z Karamazovem, że wśród jego dzieci, którym bliżej było do jej rówieśników niż podopiecznych, znajdzie się ktoś na tyle odważny, by powiedzieć o nestorze choć jedno niepochlebne słowo. I chociaż nieraz gołym okiem Saran widziała, jak znerwicowane kończą dzieci, od których na każdym kroku wymaga się za dużo (a kiedy wychowana przez głównego uzdrowiciela Hotynki dziedziczka Vankeevów uznaje, że można wymagać od dziecka za dużo, jest to już całkiem niezły wyznacznik przesady ze strony Mefodyia) i nieraz prawie już zaczynała współczuć choćby takiej wątłej Iskierce, to ani jednego złego słowa nie usłyszała, a sprawy ułożyły się przez kolejne piętnaście lat tak, że teraz już nie miała wątpliwości – o wszystko musi zawalczyć sama. Nikt nie uzna jej za panią tego domu, jeśli ona sama się nią nie uczyni. Wchodząc na wojenną ścieżkę, na którą nie odważyło się wstąpić wiele żon bogatych i ważnych mężów, przestała przyjmować od Karamazovów wszelkie łaski, ze wszystkich sił próbując okazać im, że nie jest w Samarze dzięki ich życzliwości.
- Nie trzeba. – machnęła ręką na ofertę Fyodora. Niechże się nie kłopota takimi drobiazgami jak potrzeby fizjologiczne Saran, nie zgrywa troskliwego gospodarza. Goście nie czują się dość swobodnie w tak pięknych salonach, by nie ubrać się przed zejściem z sypialni w najbardziej odświętne stroje. Na Saran tymczasem, nawet gdyby wszyscy sportretowani nad kominkiem Karamazovowie chórem na polecenie Fyodora zaśpiewali międzynarodówkę, nic już w tym salonie nie może zrobić wrażenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Salon   Pon 20 Sie 2018, 13:50
Fyodor w rodowej siedzibie lubił dużo rzeczy. Bibliotekę, w której nawet Saran znalazłaby coś dla siebie gdyby chciała poczytać o truciznach albo wkraść się w łaski Mefodiya i dowiedzieć czegoś o magii kreatywnej. Rusałcze Rozarium, w którym mimo upływu lat i zaniedbania dalej widać było rękę jego kuraginowej matki. Pokój Motyli, w którym - przynajmniej tak mówią niektórzy służący - zostawił go ojciec, aby zobaczyć czy przejdzie próbę jako prawdziwy syn Karamazovów. Nawet stajnie pozwalające na trochę ruchu, gdy człowiek za długo zasiedzi się nad projektami czy za długo odpoczywa w łóżku (a w tym miejscu bycie o dziesiątej w piżamie jest naganne i udowadnia czyjeś lenistwo).
Wierz mi, Saran, że gdyby wiedział, iż tylko ten dywan lubisz pewnie by przeprosił i nawet postarał mu się przywrócić normalną wielkość. Nawet jeśli na to nie wygląda pierworodny Mefodiya nie chciałby ci niepotrzebnie utrudniać życia.
Na słowa macochy Karamazov spojrzał na jeszcze nieruchomy portret rodzinny.
- Może coś w tym jest - przyznał. - Za to Nikita przypomina w głównej mierze ciebie - i to nie tylko z wyglądu. W końcu on tak jak ty wolał się zainteresować alchemią, prawda Saran?
Fyodor nigdy w rodowym zamku nie musiał szukać sobie przyjaciół. W końcu rodzina była najważniejsza i choć ojcu należał się szacunek wraz z rodzeństwem często pomagali sobie ukrywać małe grzeszki, a i brat stryjeczny, który się z nimi wychował był mu naprawdę bliski. I choć uważał, że przesadne "bratanie się" z żoną ojca może zostać przez niego źle odebrane tak trochę pluł sobie w brodę, że z jej synem nie starał się do tej pory nawiązać relacji. Pewnie jako najmłodszemu potomkowi Mefa mogło być mu ciężko.
Zresztą jakże którekolwiek dziecko nestora Karamazovów miałoby odebrać dane im wychowanie jako nadmiernie wymagające, skoro tylko takie znali? W końcu słabość i przeciętność jest dla plebsu, a od nich można wymagać dużo ze względu na pochodzenie. Nie byli w końcu byle kim, musieli coś sobą reprezentować. Pewnie gdyby Fyodor znał zdanie Saran na ten temat mimo wszystko zdziwiłby się, że ta po odebraniu sławnego wychowania Vankeevów ma takie podejście.
Z drugiej strony nie powinno go to dziwić znając podejście własnej macochy do porządku dnia w rodowej siedzibie.
Tylko kiwnął głową słysząc jej słowa i wiedząc, że przez jej odmowę nie dowie się niczego. Głupio jednak było teraz spytać czy coś w ogóle jadła. Zamiast tego pozwolił postaciom z portretu zacząć wędrować z ramy do ramy, pozwiedzać zamek i komentować to co widzą. Kiedy nalewał sobie ten trunek co wcześniej macocha echa ich głosów zaczęły niknąć gdzieś w oddali, czasem się jednak przybliżając, gdy któryś z namalowanych członków jego rodziny postanowił jeszcze raz zobaczyć jakiś ładniejszy pejzaż. Z ramy już nikt się na nich nie patrzył, został sam fotel, na którym wcześniej siedział Mefodiy Karamazov. W międzyczasie on sam podszedł z butelką i pełnym naczyniem alkoholu do kobiety stawiając karafkę na stoliku, a sam usiadł w fotelu.
- Może teraz ty mi coś zademonstrujesz? - powiedział z uśmiechem niemal rusałczym mogącym topić lodowce i serca co niewinniejszych dziewcząt. - Albo opowiesz co ostatnio widziałaś ciekawego? - wziął łyk trunku patrząc z uwagą na była Vankeevę. Nie tylko ona chciała tu być zabawiana.
Powrót do góry Go down
avatar

cut my shadow from me

Tobolsk, Rosja

33 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1920-saran-karamazova
PisanieRe: Salon   Czw 30 Sie 2018, 01:20
- Tak. – odrzekła zdawkowo, ucinając zbędną wymianę oczywistości. Nikita zawsze był bardziej jej dzieckiem, w końcu nie miała nikogo poza nim. Jej bystry, ale wątły, ponadto tak odróżniający się wyglądem od reszty Karamazovów synek nikł w gromadce starszych potomków Mefodyia i cóż przy tak słabo zaznaczonej obecności jego w domu znaczyła matczyna duma Saran?
Kiedy ma się ojca takiego jak Mefodyi Karamazov, to o jego aprobatę należy zabiegać przede wszystkim. Fyodor z pewnością o tym wiedział, gdyż to na nim skrupiały się oczekiwania nestora. Zapewne z tej przyczyny również młody Karamazov nigdy nie szukał namiastki rodzicielskiego wsparcia u Saran, choć ku temu miał z pewnością także inne, bardziej oczywiste powody.
Była równolatką swego pasierba. Wyglądała natomiast młodziej od Fyodora, szczególnie w poranki, które nadchodziły zbyt szybko po nocach przehulanych tak, jak nie przystoi wspaniałemu kawalerowi, synowi nestora. Saran nigdy nie chciała wyglądać na żonę nestora, ale w dniach takich jak te, aż biło po oczach, że to ona jest na właściwym miejscu. Z głową podniesioną wysoko, idealnie gładką bladą skórą pokrywającą surowe rysy twarzy pozbawionej uśmiechu, chodziła po domu nie dotykając nikogo i niczego, lecz zawsze z wyraźnym poczuciem celu, niezbitą pewnością w każdym kroku. Nawet teraz, dopiero co wyrwana ze snu, nieporządna że aż wstyd (chociaż trudno powiedzieć, ile jeszcze ze wstydu jej zostało), sprawiała wrażenie, że wszystko ma pod kontrolą, przynajmniej w porównaniu z nim. Ilekroć patrzyła na niego zmęczonego „korzystaniem z życia”, widziała, jak snuł się po domu z poszarzałą twarzą, błędnym wzrokiem, bólem głowy, pod którym bębni rytmicznie poczucie winy utracjusza. Przypatrywała mu się dokładnie, z bliska i czuła się staro, bardzo staro. Kontrast między nimi był niemal komiczny, a Saran usilnie zastanawiała się, czy jest w bezmiarze możliwości jakaś oś czasu, na której mogłaby wyrosnąć na osobę bardziej podobną do Fyodora.
Nie chciało się jej wierzyć, że kiedyś, gdy Mefodyi już umrze, to on przejmie władzę nad zamkiem w Samarze, jakaś niewydarzona blond larwa, którą za niego wydadzą, zacznie się tu szarogęsić, a ona pozostanie na łasce pasierba, skazana na żałobną czerń, choć wcale smutna nie będzie.
Saran nie zaśmiała się, chociaż Fyodor musiał przecież żartować. Ani przez chwilę nie postała w jej głowie myśl, by go czymkolwiek zabawiać. Tam, gdzie Saran miała swoje królestwo, nie było żadnego widowiska, chociaż w jej diamentowym kociołku działy się prawdziwe cuda. Ciche, podejrzane, nierzadko śmiercionośne, cuda odmierzane w kroplach. Bez koloru, zapachu i smaku, pokazywały się rzadko, działając po cichu i zawsze tak, jak tego chciała. Wszyscy w rodowej siedzibie Karamazovów doskonale wiedzieli, nad czym Saran spędza tyle godzin w zamkowych piwnicach, ale nikomu nie przeszło zapewne przez myśl, że także i na nich zdarzało jej się testować skuteczność swej pracy.
Saran zerknęła na opustoszałe płótno nad kominkiem. Teraz, gdy nie został już nań żaden z członków rodziny, oglądało się je całkiem przyjemnie.
- Takie drobne sztuczki to nie moja dziedzina. – podążywszy spojrzeniem za Fyodorem, skinęła głową, parodiując gest uznania, po czym napiła się. Owszem, na pusty żołądek, czyżby mogło to jeszcze go zgorszyć? Nie ma to chyba znaczenia, zważywszy na fakt, że od samego początku jej pobytu w Samarze wszystkie dzieci Mefodyia zdawały się pogardzać nią bez zastanowienia.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Salon   Pią 31 Sie 2018, 18:29
Nikity nie miał prawa prawa widywać przez większość roku od kiedy ten został wysłany na nauki do Koldovstoretz. Nie wyciągał go też z zajęć, chociaż pewnie nie miałby z tym większego problemu jako jego sporo starszy brat. Za to teraz, kiedy jego rok szkolny się skończył mógłby w sumie się nim zainteresować. Głupio, że dopiero teraz, że nawet już nie kojarzy, który jego najmłodszy brat rok nauki skończył, ale chyba lepsze to niż nic?
A że młody wolał się uczyć alchemii? Fyodorowi to nie przeszkadzało póki jego eksperymenty nie przeszkadzały w jego własnych eksperymentach. Może do własnych dzieci będzie miał inne podejście.
- Który w ogóle rok nauki skończył? - spytał ją nagle uznając, że jak nie zainteresuje się losem syna Saran teraz to już może sobie odpuścić. Co jak co, ale chłopak dorósł do tego, by podejść do niego jak do samodzielnie myślącego członka rodziny. Może nawet zaproponuje mu jakiś wypad czy dwa w ciągu tych wakacji? To zdecydowanie będzie nienaturalne, jeśli nagle zacznie go zabierać wszędzie. Mimo wszystko nie chciał zastępować Mefa w roli ojca, zresztą miał własne obowiązki.
Ciężko by było, aby przyszły nestor Karamazovów starał się podchodzić do żony swego ojca jak do matki. Dzieliły ich tylko trzy lata, stan cywilny i doświadczenia z nim związane, edukacja, podejście do życia... Ciężko nawet mówić, że mógłby do niej podchodzić jak do starszej koleżanki. Zresztą nawet jakby czuł taką potrzebę wątpił, by Saran potraktowała ją poważnie.
Była Vankeeva musiała wyglądać młodziej od niego - nie piła tyle co on, miała sławne, azjatyckie geny, które pozwalają się starzeć zdecydowanie wolniej, sypiała raczej nieźle w porównaniu do profesora pracującego i bawiącego się nieraz po nocach. Ale nic dziwnego, że poszli w dwie zupełnie różne strony - jemu dano szansę na edukację, rozwój kariery, wykorzystanie młodości. Saran przy nim była jak słowik złapany na wolności po to, by zamknąć go w klatce, aby mógł jedynie ładnie wyglądać i śpiewać. Jego macocha mogła wyglądać pięknie i dostojnie, jednakże Fyodor nie zniósłby jej życia. Zdecydowanie kochał własne, nawet jeśli nie dosypiał i bolała go głowa od alkoholu.
Kiedy jego ojciec żenił się z tą kobietą, obok której teraz jego syn siedział chyba nie zdawał sobie sprawy jak bardzo niezręcznie będzie się im kiedyś żyło, szczególnie jak dojdzie jeszcze jego narzeczona, która na pewno będzie od niego młodsza. W końcu macochy nie będzie mógł odesłać od tak do jej krewnych, nie będzie mógł też jednak pozwolić, by zachowywała się jak pani na zamku, kiedy znajdzie sobie wreszcie żonę. Można się było spodziewać strasznego napięcia między całą trójką, nie mówiąc już o reszcie jego rodzeństwa.
Może to był błąd, ale młody twórca zaklęć nie miał Saran za trucicielkę i w życiu by nie powiedział nie natykając się przynajmniej na poszlakę, że mogłaby cokolwiek testować na jego rodzinie. Miał ją prędzej za znudzoną i zblazowaną żonę nestora, która mimo dostępu do rodowych pieniędzy nawet nie próbowała skończyć edukacji. Jakby to powiedział: jej wybór.
- Szkoda - rzekł po wzięciu łyku alkoholu. Gdzieś z głębi zamku zaczęły dochodzić odgłosy jego namalowanych członków rodziny, którzy wracali na swoje miejsca. Zaklęcie w końcu nie mogło trwać wiecznie, a i Fyedka nie planował z tego robić dłuższego pokazu. - Może przekonałabyś mnie do alchemii.
Wstał z miejsca planując jeszcze raz spróbować stworzyć zaklęcie. Miał wrażenie, że macocha nie zechce powiedzieć mu nic ciekawego, a raczej będzie oczekiwała, że on będzie nad nią nadskakiwał. A na to nie miał teraz czasu, musiał spróbować wreszcie skończyć zaklęcie na ewentualne wesele Iskry. Aż dziw, że Saran nie było jej szkoda, w końcu musiała słyszeć plotki o wstępnym dogadywaniu się rodzin i ślubie jego siostry. Która zresztą była w podobnym wieku, co niegdyś żona ojca, kiedy musiała zmieniać nazwisko.
Skupił się jeszcze raz na wizji białych gołębi wylatujących z różdżki, po czym rzucił:
- Golubely!
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Salon   Pią 31 Sie 2018, 18:29
The member 'Fyodor Karamazov' has done the following action : Kostki


'k6' : 4
Powrót do góry Go down
avatar

cut my shadow from me

Tobolsk, Rosja

33 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1920-saran-karamazova
PisanieRe: Salon   Sob 01 Wrz 2018, 00:58
Macierzyństwo nie zmieniło Saran tak jak zwykle zmienia kobiety. Strącona w otchłań rozczarowania, nie podźwignęła się z niej na czas, by odkryć w sobie matczyną czułość i troskę. Pozostała więc, straciwszy swą szansę na powrót do dawnej wrażliwości, kobietą rozgoryczoną, zdystansowaną od dorastającego syna. Przestraszona zajadłością, z jaką dzieci Mefodyia odgrażały jej się, że nigdy nie zastąpi im matki, zahukana na tyle, by nie móc wydusić z siebie płaczliwych zapewnień, że wcale nie chciała wychodzić za nestora, długo wzbraniała się także przed zbliżaniem do Nikity. Dopiero niedawno, przed kilkoma laty, zabrała się za naprawę tego błędu.
- Pierwszy. Wyjechał wczoraj do Moskwy na kurs jeździecki. – przypomniała zmęczonym tonem. Nie umiała ocenić, co byłoby gorsze: gdyby jego pytanie miało być kpiną, czy gdyby rzeczywiście tego nie wiedział. Nie wymagała od swoich przybranych dzieci, by czuwały nad rozwojem najmłodszego brata, ale by tak bezczelnie nie zauważać kamieni milowych w jego życiu? Tego przewinienia nie usprawiedliwiał nawet fakt, że Fyodor, pierworodny i dziedzic jej męża był na tyle dorosły, by mógł sam być ojcem Nikity, a zachowywał się przy tym nieraz jakby lat miał niewiele powyżej dziesięciu.
- Potrzebujesz widowiska, by się do czegoś przekonać? – zapytała, znacząco unosząc brew. Miłościwi bogowie, Fyodor naprawdę był chyba jeszcze dzieckiem. A wielka szkoda, gdyby musiała ostatecznie porzucić nadzieję na to, że jego osobowość dojrzeje kiedyś do przystojnego męskiego profilu.
W ciszy, która już teraz, tylko między nimi dwojgiem, z dala nawet od oczu Karamazovów uwiecznionych na rodzinnym portrecie, na życzenie mogłaby stać się za ciężką i ciasną, wybrzmiało po raz kolejny zaklęcie, którego przedtem nie słyszała.
- Co właściwie zamierasz osiągnąć? – rzuciła w jego stronę pytanie, kilka kwaśnych słów, którymi zwykle wprowadzała rozłamy w funkcjonowaniu tego domu. Jej małżeństwo wcale nie było jednością, prócz złączenia jej z Mefodyiem nazwiskiem, wprowadziło w życie ich rodziny podziały, które do dziś się mnożyły. Nie dawali już sobie szans, Saran wycofała się i zamiast utorować sobie szlak równoległy do drogi, którą podążał Mefodyi, wkroczyła na ścieżkę wojenną, karkołomny slalom, na którym krzyżowała się z mężem, ścierając za każdym razem w otoczeniu wybuchów.
Nie mogła się doczekać, choć rozsądek nieustannie przypominał, że ten dzień nigdy nie nadejdzie, aż zostanie w rezydencji zupełnie sama. Z obcą figurom matczynym niecierpliwością wypatrywała zamążpójścia córek Mefodyia, a jakaś część jej zawistnej osobowości życzyłaby sobie, by wylądowały u boku kandydatów podobnych temu, który jej się trafił.
Mefodyi był perfekcyjny na papierze, a Saran chciała mieć nadzieję. Z początku szukała argumentów, którymi przekonałaby się, że warto rezygnować dla niego z ambicji, ale rzeczywistość sytuacji, w jakiej się znalazła dowiodła tylko, że uległa zgoda na decyzję rodziców była błędem. Popadając ze skrajności w skrajność, Saran myślała wielokrotnie o alternatywnej przyszłości, w której wyklęta ze świata arystokracji, mogłaby odpowiadać sama za siebie i realizować tylko własne cele, a myśli te jeszcze bardziej ją pogrążały. Była skazana na zupełnie inny rodzaj frustracji niż ten, który dręczył Fyodora. Podczas gdy on mógł liczyć na stworzenie czegoś nowego i utrwalenie swego wkładu w historyczny postęp cywilizacji, jej pozostawało działanie w cieniu niespełnionych marzeń.
- Jeśli na naszym uniwersytecie wykładają specjaliści mylący się tak często w swych badaniach, nie żałuję, że się na to nie zdecydowałam. – powiedziała, nie przejmując się szczególnie grzecznością. Odpłacała mu zaledwie za setki razy, gdy za jej plecami nazwał ją suką w rozmowach z rodzeństwem. Była zresztą pewna, że brak wykształcenia – co do którego wbrew pozorom nadal nie miała zbyt wielkiego wyboru – także mają przeciw niej i kpią z niego. O ile przedtem Saran miała żal do siebie i wszystkich wokół o brak formalnego wykształcenia, ostatecznie została alchemiczką, a jej umiejętności nie można było zakwestionować brakiem dyplomu.
- Obawiam się, że studiowanie alchemii nawet w domowych warunkach przynosi bardziej wymierne korzyści. – o tym, że wyznawała wyższość swojej ukochanej dziedziny nad wszystkimi, którymi zajmowali się mieszkańcy posiadłości w Samarze – od muzyki, przez politykę, do tworzenia zaklęć – doskonale wiedziano, a Saran szczególnie lubiła wszczynać dyskusje na ten temat.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Salon   Czw 06 Wrz 2018, 21:53
Skoro macierzyństwo za bardzo nie cieszyło Saran powinna mimo wszystko się cieszyć, że to nie ją spotkał los pierwszej żony Mefodiya. Nie dość, że zaszła w ciążę przed tym, nim komukolwiek do głowy wpadło do głowy połączenie węzłem małżeńskim Aleksandry i Karamazova, nie dość że zmarła w dość młodym na chorobę genetyczną to jeszcze przed śmiercią zdążyła urodzić obecnemu nestorowi czwórkę dzieci również nie zdobywając wcześniej wyższego wykształcenia. Choć najwyraźniej wszystkie żony Mefa kończyły tak samo to przynajmniej jego obecna małżonka nie musiała męczyć się z porodem więcej niż raz. Bo to raczej wątpliwe, by zechciała zajść w kolejną ciążę, prawda?
- Sam chciał? Aż szkoda, Saviel bardzo dobrze uczy jazdy - stwierdził tonem oczywistości. Całe jego rodzeństwo uczyło się jazdy konnej na miejscu, w rodowej siedzibie, a do innych miejsc przenosiło jedynie dla ładniejszych widoków, które można było zobaczyć z wierzchowca, dla wspólnej przejażdżki ze znajomymi, polowań i rywalizacji. Miał więc nadzieję, że jego przyrodni brat pojechał uczyć się czegoś, czego Saviel nie umiał, bo podstarzały już nauczyciel i zarządca rodzinnej stajni znał się na rzeczy jak mało kto i mało rzeczy ze świata jeździeckiego mu umykało.
Zresztą doceniłabyś pani Karamazovo, że twój pasierb próbuje zainteresować się bratem. Ile kamieni milowych zauważyłaś w życiu dzieci swego męża?
- Alchemia by cię do siebie przekonała, gdybyś nie zobaczyła naocznie jej możliwości? - spytał nie ukrywając, że uznał to za głupie pytanie. Gdyby ludzie mieli decydować o tym, czy pójdą drogą magii kreatywnej, prawniczą czy muzyczną ucząc się przez kilka pierwszych lat wyłącznie teorii zapewne większość nie szła by tą drogą - musieli wpierw zobaczyć, jaka czeka na nich "nagroda". On sam gdyby się nie przekonał o możliwościach swojej ulubionej dziedziny chociażby w domu tona pewno spróbowałby innej drogi. A Saran zapewne mogła zobaczyć te możliwości mając tylu magomedyków w rodzinie.
Zignorował jej ton i odpowiedział swobodnie, jak to on umiał:
- Szykuję zaklęcie na ewentualny ślub.
Nie wchodził w najmniejsze szczegóły o jaki ślub mu chodzi, kogo z kim, nic. Sam jeszcze nie wiedział jak powinien podchodzić do samej sprawy, choć przecież dostał już parę sygnałów, że mariaż Iskierki zapowiada się lepiej, niż myśli. Jeśli jednak Saran miałaby wiedzieć o trwających pertraktacjach na temat tegoż małżeństwa to wolał nie dawać jej ewentualnej satysfakcji, że cała sprawa go męczy. Niech se nie myśli.
Jakby tak się zastanowić związek Yankeevy i jego ojca był idealną przestrogą dla niego przed małżeństwem, i to pod czyimś naciskiem. Był tak nieharmonijny, bez szans na jakiekolwiek dogadanie się, że nawet nie chciał sobie wyobrażać jak on sam męczyłby się w takim związku. Jedyny ratunek jaki dla nich widział to sprytnie podany eliksir miłosny i kto wie, czy gdyby zamiast w magię kreatywną poszedł w kierunku alchemii sam nie zacząłby z takowym kombinować, byle mieć spokój we własnym domu i brak zmartwień z dogadaniem się na przyszłość. W tej sytuacji jednak zostało mu liczyć, że chociaż z własną, teoretyczną, przyszłą małżonką się dogada.  
W sumie to ciekawe, że rodzice Saran postawili właśnie na Mefodiya. Może i Fyodor czy jeden z jego braci (choćby stryjeczny) nie zdawali się Vankeevom aż tak dobrą partią, jednakże chociażby ze względu na wiek w małżeństwie takiej dwójce łatwiej byłoby się dogadać. Tymczasem oni się uparli akurat na nestora. Fyodor nie życzyłby takiego losu żadnej ze swoich sióstr.
- Jeśli uważasz, że badania polegają na całkowitej nieomylności to żyjesz dość sporym złudzeniem w tej kwestii. Trzeba sprawdzić dość dużo możliwości przed znalezieniem rozwiązania - stwierdził uznając jej wypowiedź za oczywistą głupotę. Gdyby dało się samym rozumowaniem znaleźć odpowiedź jak dokonać tego czy tamtego świat w swym postępie zaszedłby zdecydowanie dalej. Może nawet mugole rzeczywiście zaczęliby mieć łatwiejsze i lepsze życie od czarodziejów. Ach, to dopiero byłby przeraźliwy świat!
No i naukowcy okazaliby się zbędni - wystarczyliby mędrcy nie robiący błędów w rozumowaniu.
- Niby jakie? - spytał z jednej strony obojętnie, z drugiej zaczepnie oglądając swoją różdżkę ze wszystkich stron i myśląc nad odpowiednim ruchem do zaklęcia. Jeśli jego macocha miałaby rzucać tekstami podobnymi do tego na temat badań profesorów to coś czuł, że ta dyskusja może okazać się jałowa dla obu stron.
Zanim jednak kobieta mu odpowiedziała skupił jeszcze raz swoją uwagę na wizji ptaków wylatujących z różdżki, zakręcił ręką kółko dwa razy, po czym krzyknął:
- Golubely!
Miał nadzieję, że dziś dokona choć pierwszych postępów w tej kwestii.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Salon   Czw 06 Wrz 2018, 21:53
The member 'Fyodor Karamazov' has done the following action : Kostki


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
avatar

cut my shadow from me

Tobolsk, Rosja

33 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1920-saran-karamazova
PisanieRe: Salon   Pon 24 Wrz 2018, 02:30
Kiedy wychodziła za Mefodyia, pełna strachu i zbyt zszokowana, by czemukolwiek się sprzeciwić, zapewne wystarczyłoby jej porównanie do poprzedniej żony Mefodyia. Być może odnalazłaby w sobie trwalszą solidarność z tamtą kobietą, zrozumiała, że los żony nestora toczy się – niezależnie od punktu startowego i momentu rozpoczęcia wędrówki – tą samą drogą.
- Owszem. – odpowiedziała na pytanie o Nikitę, odwracając wzrok. Nie chciała, by Fyodor zauważył wyraz żalu, który wstąpił na jej twarz w tamtej chwili. – Obawiam się, że Nikita nie czuje się zbyt dobrze w tym domu. – celowo nie nazwała posiadłości Karamazovów domem rodzinnym syna. Nie uważała też lekcji jazdy konnej za konieczność, chociaż sama chętnie korzystała z nich w młodym (jak gdyby nie była wciąż daleka od progu starości…) wieku. Pozostawiłaby synowi wolność wyboru, nawet kosztem niepochlebnej opinii ojca,  przyrodniego rodzeństwa i wszystkich innych, którzy będą w przyszłości uzurpować sobie prawo do wydawania osądów na temat chłopca. Poznała już ciężar nieprzychylnych spojrzeń i mało wyszukanych obelg, pod jej adresem padło ich już dosyć, by na wszelkie przejawy wrogości ludzkiej uodporniła się. Gdyby Nikita także nauczył się dźwigać to brzemię, stałby się jej sojusznikiem w pełni, jej położenie wreszcie stałoby się dla kogoś zrozumiałe.
- Fyodorze – zwróciła się do pasierba zmęczonym głosem. Jednak nie będzie dyskusji, jeszcze na nią za wcześnie, a wino, jakim Saran się raczy, jest zdecydowanie za słabe. – zechciej następnym razem podjąć swoje eksperymenty w miejscu bardziej do tego odpowiednim niż salon, w którym odpoczywa się i przyjmuje gości. W ciszy i spokoju.
Przez wiele lat wzbraniała się przed narzucaniem dzieciom Mefodyia czegokolwiek. Czuła, że jest na to za młoda, na każdym kroku dawano jej ponadto odczuć, że jej zdanie liczy się mniej niż głupawe pomysły Fyedki, wygłupy Alekseia czy marudzenie Iskry. Obserwowała ich życie z zawiścią, zazdrościła im niewielkiej swobody, na jaką im pozwalano, przyszłości, której ona już nie miała.
Z biegiem czasu na miejscu zazdrości pojawiła się irytacja i zawzięcie, a Saran przestała uginać karku, umykać przed dziećmi, które być może powinna pokochać, chociaż była im matką w wieku bardziej odpowiednim dla siostry. Nie pociągnęła tematu nadchodzącego ślubu, chociaż chętnie pofolgowałaby wyrosłej w ułamku sekundy ciekawości – która to z eterycznych rusałek zostanie wypchnięta z gniazda sępa, w jakiego z każdym dniem przeistaczał się Mefodyi? Skoro jednak uznała, że nie ma ochoty na rozmowę z pasierbem, a mąż prędzej czy później zmuszony będzie poinformować ją o każdej podjętej w tej kwestii decyzji, nie odezwała się, biorąc się w zamian za sączenie z czarki. Nie spuszczała oka z Fyodora.
- Och, na wszelkie świętości, to żałosne… – w teatralnym geście załamała ręce i skrzywiła się. Co też ona widziała we Fyodorze, czy rzeczywiście było tam kiedyś cokolwiek poza pomysłem na utarcie nosa Mefodyiowi? Kiedyś usilnie starała się wmówić sobie, że młody Karamazov z pewnością ma talent, który równoważy jego pociąg do szczeniackich wybryków. Kiedyś udałoby się jej odnaleźć zalążek fascynacji, który urósłby do szczerej ciekawości – mogłaby siedzieć w miejscu bez ruchu, bez tchu i czekać, aż wreszcie uda mu się rzucić nowe zaklęcie. Wiele się jednak zmieniło w międzyczasie, na tyle, by Saran nie mogła więcej znieść patrzenia na jego żmudną pracę. Wstała więc i powłócząc połami lekkiego okrycia wyminęła Fyodora, by wyjść z salonu.

Saran z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Salon   
Powrót do góry Go down
 
Salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» "Wrota Hadesu" - salon gier.
» Duży salon
» Dom - salon


Skocz do: