Навигация

Jezioro Poviedniki - Page 2
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 :: Mocква :: Okolice
 

 Jezioro Poviedniki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Nie 09 Wrz 2018, 21:00
Mimowolnie zapominasz wiele rzeczy, naiwnie tłumacząc sobie to przesadnym dbaniem o higienę mózgu. Ciężko ci zapamiętać te wszystkie złe rzeczy, które kiedykolwiek przyszło ci uczynić, więc mimowolnie wolisz skupiać całą swoją energię na tym, co ktoś zrobił twojej rodzinie. A taką osobą właśnie był Savvas. Nigdy mu nie przebaczysz tego, jak bez najmniejszych skrupułów wykorzystał Varvarę, choć zapewne nie ma to dla niego żadnego znaczenia. Tchórz, który ukrywa się przed całym światem pod zmienioną postacią i śmieje się wszystkim w twarz – dla takich osób nie ma miejsca w społeczeństwie czarodziejów. Dlatego prędzej czy później bez wątpienia słono zapłaci za to, co zrobił. Dopilnujesz tego, nawet jeśli osobiście miałbyś ubrudzić sobie ręce i go znaleźć, by potem z satysfakcją rzucić nim przed Agathe, pokazując jej, że wcale nie rzucasz słów na wiatr. Lapochka. Tylko ona tak do ciebie mówiła. Nikt więcej. Nie słyszałeś tego określenia od dwóch lat; uderzyło cię z całą swoją siłą jak na zawołanie – niewiele brakowało, by zmiotło cię z powierzchni ziemi, ale dalej z niegasnącym uporem trzymasz się na dwóch nogach, twarz masz niezwykle poważną i groźną zarazem, coby pokazać jej, że nie obchodzą cię to, co do powiedzenia. Nigdy byś nie przypuszczał, że tak będzie wyglądać wasze pierwsze spotkanie – choć do tej pory miałeś problem, by je sobie wyobrazić. Czego jednak mogłeś się spodziewać, skoro postąpiłeś z nią karygodnie, nie wyjaśniając przy tym niczego? Ty sam jesteś sobie winien, Arseniy, mimo że trudno się przed sobą do tego przyznać.
- Nie sądzę, byś miała być z czego dumna. Wszyscy patrzą wam na ręce. A ja wiem, że cała prawda nie wyszła jeszcze na jaw. – Teraz więcej niż wcześniej w tobie gości niepokojących przeczuć, że to w rzeczywistości tylko wierzchołek góry lodowej. Niewiele już brakuje, by lawina nie do zatrzymania ruszyła sama z siebie, a wtedy z całą pewnością uda się poskładać wszystko w jedną spójną całość i wyrównać rachunki. Podskórnie czujesz też, jak mocniej i mocniej masz ochotę zniszczyć ich rodzinę. W końcu nietrudno zaszczepić w tobie ziarnko nienawiści, któremu do wykiełkowania brakuje tylko kilku niewinnych zaczepek. – Podołam, o to nie musisz się martwić. – Może i przywykłeś do podpierania się pozycją twojego ojca, który jest przecież najważniejszym człowiekiem w całej Rosji, ale to nie oznacza, że jednocześnie bez niego nie potrafisz nic zrobić. Nie obchodzi cię powątpiewanie Agathe, gdyż znasz swoje możliwości i jesteś świadomy swoich osiągnięć. Najwyraźniej sporo już zdążyła zapomnieć przez swój pobyt w Jakucji. – Co? O niczym nie wiedziałaś? – dodajesz z satysfakcją w głosie, widząc wymalowane na jej twarzy zdziwienie. Starszyzna nie była według ciebie słaba, niemniej jednak godzina milicyjna była rozsądnym pomysłem, który miał uzmysłowić społeczeństwu, że władza stara się zmierzyć z problemami. – Myślisz, że ktokolwiek się będzie ciebie bał? – kwitujesz tylko odpowiedź Agathe, po czym pozwalasz jej odejść. Wystarczy już na dzisiaj niespodzianek. Pora wracać do domu, Arseniy, zaraz i tak wszystko się skończy.

Arseniy z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

29 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

prikaz Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej, legislacja, specjalista prawa czarodziejskiego
http://petersburg.forum.st/t1414-illyana-osipovna-sorokina#6905 http://petersburg.forum.st/t1418-illyana-sorokina#6944 http://petersburg.forum.st/t1417-rumiana#6936 http://petersburg.forum.st/t1416-illarion#6928
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pon 10 Wrz 2018, 14:26
Na uroczystości pojawiasz się spóźniona. W związku ze zmianami, jakie mają zajść – zakaz publicznych zgromadzeń oraz wprowadzona godzina policyjna – Prikaz Sprawiedliwości działał na pełnych obrotach. Wprowadzenie odpowiednich sankcji wymagało czasu, a skoro pierwszego zabrakło, trzeba było nadrobić te braki włożonym wysiłkiem wielu zaangażowanych w tą pracę osób. Uregulowanie kwestii, które dzisiejszego dnia miały zostać zapowiedziane, a miały wejść w życie już następnego dnia, pierwszego lipca, nie było działaniem, którego pracownicy w Pałacu Sprawiedliwości dokonaliby w ciągu jednego wieczora. Odpowiednie przygotowania trwały już od tygodnia. Był to proces nie tak długi, co intensywny. Sama wydawałaś się tak samo zdziwiona faktem, że ostatecznie udało ci się opuścić swoje miejsce pracy o stosownej porze, jak również jesteś zawiedziona myślą, że tym samym będzie ci wypadało zahaczyć o uroczysty Pogrzeb Jorowita.  Świadomość, że przegapiłaś mowę Grigory'ego Kuragina wcale cię nie martwi. Emanujesz wręcz swojego rodzaju poczuciem ulgi, bo temat ten zbyt długo ciąż ci na barkach w pracy, żebyś miała go poruszać jeszcze poza nią.
Przystając na uboczu, stwierdzasz, że jednak przegapiłaś część właściwą obrządku. Bez niej nie potrafisz wczuć się w żałobny klimat panujący w powietrzu. Część osób przyszło tutaj przyjąć kondolencje po stracie najbliższych. Pozostali wysłuchać, jakie polityczne rozwiązania zaproponuje Starszyzna. Jeszcze inni widocznie chcieli tylko pomalkontencić, co stwierdzasz mijając się z kilkoma osobami, które arogancko opuszczają zgromadzenie. Tą postawą wydajesz się nieco zażenowana. Po to spędzałaś, wraz ze swoimi współpracownikami, wiele wieczorów w Pałacu Sprawiedliwości nad dokumentacjami, planami i dekretami, żeby teraz niewdzięczna magiczna społeczność pluła na wasze starania? Może mogli zaproponować lepsze rozwiązania? Nie? Nie było chętnych. Bo przecież łatwo przychodziło tylko narzekanie.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

26 lat

medium

czysta

za Raskolnikami

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1052-gavriil-yanev http://petersburg.forum.st/t1074-gavriil-yanev#3941 http://petersburg.forum.st/t1075-pan-adwokat#3942 http://petersburg.forum.st/t1073-nevra#3940
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pon 10 Wrz 2018, 21:37

Zawód. Obowiązek. Nie mógł zawieźć swojej matki, nie mógł poświęcić swoich obowiązków na poczet niezrozumianych mocy. Głupotą byłoby mówienie o dziwnych zdolnościach w czasach, które tego nie pochwalały. W miejscu tak zacofanym jak to, w którym żyli. W którym żyła jego matka, a przynajmniej w takim przeświadczeniu żył on sam. Mogło być to mylne wrażenie... Może mylnie było sądzić, że ważniejsze było dla niej dobre imię rodziny, wyróżniające się na tle innych od uczuć dzieci, które wychowała.
Nigdy nie wątpił w ich prawdziwość czy samą obecność... Jednak czuł zbyt wielki ciężar aby móc cokolwiek zrobić. Może sam nałożył na siebie brzemię, którego nie do końca jeszcze rozumiał. Prawdopodobne jest to, że nigdy tego nie zrozumie. Westchnął spokojnie i uśmiechnął się szerzej, może bardziej prawdziwie i jak dawny on. Podniósł lekko podbródek i omiótł spojrzeniem postać matki.
Zdziwiło go jej pytanie, dlatego pozwolił aby między jego brwiami pojawiła się autentyczna zmarszczka. Nie przypuszczał, aby po jego postawie można by doszukać się jakiś anomalii.-Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Może jedynie doskwierać mu praca, a raczej jej nagromadzenie.-Powiedział spokojnie, lekki kiwając głową ii przenosząc swoje spojrzenie na Kuragin'a.
-Nie chciałem przeszkadzać Ci w pracy. Po prostu zauważyłem Cię...-Wzruszył lekko ramionami. Wiedział, że zrobiła sobie przerwę i był to czas na spokojnie skonsumowanie jedzenia. Jednak z drugiej strony, czy w tym momencie nie było najbardziej zajęta? Naprawdę czuł się nieswojo, jakby nie wrócił do czasów, z których odszedł. Było to niepokojące uczucie, jak to, które narastało gdzieś w jego wnętrzu. Cichy głos rozbrzmiewał za jego lewym uchem, rosnąć w siłę. Nawołując go, wręcz krzycząc z prośbą o uwagę. Najwidoczniej były sprawy o wiele pilniejsze od wydarzenia, które odbywało się w tym momencie.
W świecie żywych, gdzie Gavriil naprawdę funkcjonował.
Powrót do góry Go down
avatar


Ciudad Juárez, Meksyk

30 lat

mugol

archeolog, CEO Salida del Sol
http://petersburg.forum.st/t1891-dolores-franco#9461
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pon 10 Wrz 2018, 23:09
Pokiwała głową przytakując jego tokowi rozumowania, jednak uśmiechnęłą się pobłażliwie pod koniec.
- Uczciliby. - przyznała. Nie widziała analogii między plądrowaniem cmentarzy i świętem zmarłych, a masowych morderstwach i świętowaniu w ten sam sposób w jaki mordu dokonano. Podejrzewała jednak, że te osoby mają po prostu spaczony kompas moralny, czego w zasadzie nie miała im za złe. Pies srając pod pomnikiem nie wie, że robi coś złego. Skąd oni mogą wiedzieć co to jest takt? Gdyby jej rodzina spłonęła na stosie prawdopodobnie niechętnie świętowałaby paląc kukły w ogniu, fakt faktem jednak, że naszła ją myśl, że pewnie stosów było za mało. Pewnie echo zbyt nikłe. Gdyby, ach gdyby podjęła się większego rozmachu...
Niecierpliwe palce błąkają się jej po krawędzi jego płaszcza jakby czegoś chciała, tylko nie wiedziała czego. Przyglądała się fakturze materiału, ściegowi pnącemu się wyżej, ku jego szyi, jasnej skórze. Stosy były sympatycznym ukłonem w stronę minionych wieków, a Dolores uwielbiała takie delikatne tradycje. Zajmowały jednak wiele czasu, a co gdyby, a gdyby gdyby. Małe... szafoty? Gilotyny? Rozstrzelanie? Podniosła wzrok na twarz Marka poświęcając mu sto procent swojej uwagi lecz nim zdążyła dodać swój na temat gwardii komentarz dudniący, zapewne magicznie wzmocniony głos wyrywa ją z pantałyku. Dreszcz przebiegł po ramionach setką małych igieł, a ona jak dziecko niemalże, chwyciła mocniej Hablowego rękawa. Mogła wydawać się zlękniona, szklące się oczy mogły sugerować jak bardzo zaskoczył ją ten głos - tylko zaciśnięte usta, tylko drżące płatki nosa zdradzały jej niezadowolenie. Jak śmiał przerwać jej w rozmowie!
Wyprostowała się nieco puszczając biednego Marka wolno, uczepiona przecież niego była niczym kostucha kluczącego ulicami skazańca i zwróciła się wraz z resztą tłumu w stronę mównicy. Z każdym słowem mężczyzny na podeście powoli unosiła w górę złożone jak do modlitwy dłonie, by przytknąć ostatecznie czubki palców do ust z lekkim uśmiechem. Podejrzewała, że pojawienie się na słowiańszczyźnie Czarnego Słońca będzie motorem mobilizującym zjednoczenie dwóch ścierających się do tej pory sił. Była niezwykle ciekawa, czy wystarczą jako groźba, by Raskolnicy i członkowie Starszyzny podali sobie dłonie - fakt faktem i jedni i drudzy czynili w przeszłości rzeczy, których druga strona nie mogła i nie zamierzała ścierpieć. Pytanie: czy Salida del Sol mogło być gorsze od ich odwiecznych wrogów?
To niemal jak komplement, niemal łza wzruszenia. Są w tym zepsutym społeczeństwie głosy nazywające ich działania końcem świata? Czy ta osoba właśnie powiedziała o końcu ery? Kryzysie? Załamaniu? Zapamiętywała uważnie każde słowo, drżąc lekko z podniecenia. Drzwi Pałacu sprawiedliwości będą stały otworem. Gwardia ani służby nie będą niepokoić. Zaraz kolejne notatki w pamięci zarejestrowały i podkreśliły otwierającą się do serca magicznej Rosji furtkę w postaci Raskolników. Jej kolekcja będzie musiała się szybko powiększyć.
"(...)od dnia pierwszego lipca bieżącego roku zabrania się zwoływania i odbywania zgromadzeń publicznych oraz wprowadza godzinę milicyjną między godziną dwudziestą drugą a szóstą na terenie Federacji Rosyjskiej"
Powoli opuściła dłonie, otwierając szerzej oczy. Duma Rosji niemal zbiegł ze sceny. Wyszczekał groźbę godziny policyjnej i czmychnął z mównicy jak speszony nastolatek. Wisienka na torcie! Odwróciła się natychmiast w stronę Marka z promiennym uśmiechem.
- Tak. Teraz się chętnie napiję szampana. - taki ruch ze strony opozycji świadczył jedynie o tym, że zaczęli traktować działania łowców poważnie. Oczywiście mogłaby stęknąć nad tym, że och ach godzina policyjna, Dolores jednak patrzyła w swoich planach znacznie dalej niż niewygody dni powszednich. Jej pracę na rzecz Czarnego Słońca mogli utrudnić na setki sposobów, choćby wprowadzając rewizje osobiste, kontrolę ludności, monitoring, psy tropiące, wszystko to było by kłodą pod nogami jej pracowników budujących w ciszy nocy stosów. Godzina policyjna mogła być zarówno przekleństwem jak i błogosławieństwem, puste ulice pozostawione gwardyjnym patrolom to jeszcze mniej świadków, jeszcze mniej trudności.
Piony skaczą po planszy, ustawienie się zmienia, układ sił pozostawał ten sam. Jeśli Ministerstwo Magii sądzi, że tym posunięciem przygasi żar Słońca - być może przyszedł moment by odkryć kolejne karty z talii. Zrobić kolejny krok. Defensywa nie jest taktycznym zagraniem na wojnie.
"Gdy ludzie nastawią swe umysły na zwycięstwo, nie widzą nic prócz wroga.
Gdy ich umysły są pełne strachu, nie widzą nic prócz strachu."

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

54 lata

błękitna

za Starszyzną

Zastępca Dyrektora Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej, Nestor Rodu Karamazov
http://petersburg.forum.st/t1051-mefodiy-karamazov http://petersburg.forum.st/t1066-mefodiy-karamazov http://petersburg.forum.st/t1065-nieslawny-pan-karamazov#3906 http://petersburg.forum.st/t1067-smialy#3909
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Wto 11 Wrz 2018, 16:30
Mefodiy Karamazov był całkowicie spokojny. Nie pozwolił, by wyprowadził go z równowagi widok grupki podpitych osobników szwendających się od jednego ogniska do drugiego ani wyraźnie opóźnienie w rozpoczęciu uroczystości. Szamanowi normalnie należałby się baty za zwłokę, mniejsza o szacunek do funkcji religijnej. Ale dzisiaj Karamazov był wyjątkowo skłonny wybaczyć ten drobny nietakt. Czemu miałby nie wybaczyć, skoro przymknął oko nawet na to, że syn Grigoryego zaczepiał i przeszkadzał funkcjonariuszce Gwardii podczas sprawowania przez nią służby. Tak w sumie wina nie leżała wyłącznie po jego stronie, bo Agathe Zakharenko nawet nie pofatygowała się, by włożyć mundur (te kobiety!), więc nie reprezentowała w godny sposób Gwardii. W zwyczajnych okolicznościach podszedłby bliżej i tak nagadał smarkaczom, że aż w pięty by im poszło. Wyżywanie się na synu politycznego przeciwnika było poniżej godności. Było czymś brzydkim i niehonorowym. Arseniy Kuragin nie był niczemu winien. Trafił mu się ojciec  - idiota i tyle. Nie chodziło o żadną zemstę za ojcowskie grzechy, lecz o najzwyklejszą w świecie reprymendę. Żaden czarodziej pracujący w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej nie miał prawa zakłócać pracy Białej Gwardii, choćby to zakłócanie przejawiało się wyłącznie w formie niewinnej rozmowy.
Jak wspomniano wcześniej, Mefodiy był dzisiaj bardziej skłonny przemilczeć różne drobne potknięcia.
Pogoda dopisywała, lato zapowiadało się na ciepłe i urodzajne. Ładna pogoda koiła nerwy, pomagała zapomnieć o zawodowych i prywatnych problemach, a świąteczna atmosfera pozwalała się trochę odprężyć. Tak. Mefodiy Karamazov naprawdę był całkowicie spokojny. Zdolny nawet podejść do któregoś ogniska i złożyć paru przypadkowym osobom życzenia z okazji rozpoczęcia lata. Jednak z tym musiał poczekać. Szaman właśnie zapowiedział główny punkt dzisiejszego programu. Może brzmiało to jak herezja, ale Mefodiy śmiał twierdzić, że wystąpienie Grigoryego Kuragina było w tym momencie ważniejsze od spalenia kukły.
Duma wlazł na scenę i nie tracąc czasu rozpoczął swoją kolejną wiekopomną przemowę. Biedak. Mefodiy domyślał się, że Kuragin przysłał mu list w nadziei, że Nestor Karamazovów poprze jego projekt, ewentualnie nie będzie się mu usilnie sprzeciwiał. Mefodiy przeczytał list, lecz nie wystosował natychmiastowej odpowiedzi. Nie odezwał się do Grigoryego także przed rozpoczęciem uroczystości, można rzec, że wręcz unikał jego osoby. Niech Kuragin pocierpi w niepewności. Niech bezskutecznie szuka go wzrokiem wśród tłumów. Niech się zastanawia, co planuje nieobliczalny Karamazov. To taki drobny rewanż za to, jak Grigory odniósł się do niego na spotkaniu dyplomatycznym z Raskolnikami. Możliwe, że zachowywał się niczym naburmuszona, obrażona kochanka strojąca fochy na swojego partnera. Możliwe, że nie zachowywał zbyt odpowiedzialnie. Jednak każdy człowiek zasługiwał na małe przyjemności. Dla Mefodiyego taką przyjemnością była każda zagrywka wobec Kuragina. Na list oczywiście odpisze. Najpóźniej do jutra prześle odpowiedź wraz z oceną dzisiejszego wystąpienia Dumy.
Grigory Kuragin w końcu przemówił.
Tych parę rozpalonych stosów oraz ataków zwierząt miało zwiastować koniec świata? Nie umniejszając tragedii, jaka dotknęła rodziny ofiar - ktoś tu sobie mocno pochlebiał. To co wydarzyło się ostatnio w mieście było wyraźnym znakiem, że w Petersburgu zalęgło się jeszcze więcej szkodników. Więcej kryminalistów do wytępienia ogniem i siarką. Karamazov nie wiedział kim byli ci zbrodniarze. Paląc ludzi na stosach dali do zrozumienia, że znają i cenią sobie stare mugolskie tradycje powiązane z eliminowaniem niepożądanego elementu ze społeczeństwa. Bardzo dobrze. Gdy tylko sprawcy wpadną w ręce Ministerstwa Magii, Mefodiy udowodni im, że i jemu nie obce są pewne mugolskie tradycje. W ramach wykazywania się  wiedzą w tym zakresie, pozwoli kryminalistom przekonać się na ich własnej skórze, jak to w dawnych czasach rozprawiano się z bandytami. Nie oni jedyni na świecie mogli pochwalić się sadystycznymi zapędami.
W dalszej części przemówienia Duma zwrócił się z prośbą do Raskolników. Mefodiy uśmiechnął się. Tak po wilczemu. Drapieżnie. Paskudnie. Słowa Kuragina utwierdziły go w przekonaniu, że postąpił rozsądnie zwlekając z wysłaniem listu. Rozsądnie, a nie nieodpowiedzialnie. Zaczekał bowiem aż Kuragin odsłoni wszystkie swoje karty.
Apel do wrogów Starszyzny przypominał żałosne wołanie o pomoc. Grigory nie prezentował się ani zbyt dostojnie ani silnie. Brzmiał jak desperat. W tamtym momencie tak właśnie prezentował się w oczach Mefodiyego. Jak desperat. Pomysł z zaproszeniem Raskolników do współpracy nie był wcale taki durny. Skorzystają z usług jednych szkodników, żeby pozbyć się innych szkodników. Raskolnikami można było pogardzać, można była ich nienawidzić, ale nie sposób było zaprzeczyć, że stanowili przebiegłą grupę. Przydatną przy tropieniu dewiantów i morderców. Użyteczną przy zapewnieniu bezpieczeństwa zwykłym obywatelom, których los podobno tak bardzo leżał im na sercu. Gdy zażegna się zagrożenie związane z Czarnym Słońcem, przestaną być potrzebni. Wówczas wyrzuci się ich za drzwi. Co bardziej buńczucznych po prostu aresztuje. Nie będzie żadnego cudownego pojednania. Historie, w których zwaśnione strony dochodzą do porozumienia z powodu wspólnego wroga i po wsze czasy żyją ze sobą w zgodzie należy włożyć między bajki. W przeszłości zdarzały się przymierza, niełatwe sojusze, które po jakimś czasie rozpadały się. Do głosu dochodziła polityka i interesy ugrupowań, natomiast w polityce i interesach nie było miejsca na sentymenty.
Mefodiy był gotów współpracować z Raskolnikami, dopóki było to opłacalne dla większości Starszyzny. Więcej! Był gotów zacisnąć zęby i zaakceptować obecność Raskoli w Pałacu Sprawiedliwości. Świętym miejscu do którego nie miała wstępu żadna brudna krew. Tak swoją drogą, ciekawe co powiedzą pozostali nestorzy. Grigory był Dumą, co jednak nie oznaczało, że mógł uprawiać samowolkę. Nie przekonsultował ważnego, niemalże rewolucyjnego pomysłu z resztą Starszyzny. W tej sytuacji brak czasu nie był żadną wymówką. Starszyzna podejmowała kluczowe decyzje za zgodą i wiedzą jej członków. Mefodiy przypuszczał, że po dzisiejszym przemówieniu na Dumę posypie się fala krytyki ze strony nestorów. Przy okazji może uświadomią sobie wreszcie, że pora wysłać staruszka Kuragina na emeryturę.
Ostatnia część przemowy nie zaskoczyła Karamazova, za to dostrzegł na wielu twarzach szok i niedowierzanie. W mieście od lat nie wprowadzano godziny milicyjnej. Zdaje się, że młodsze pokolenia nawet nie wiedziały, co oznacza godzina milicyjna. Ta metoda miała swoje dobre i złe strony. Skończą się nocne włóczęgi po ulicach pijaków i hałaśliwych imprezowiczów. Uczciwi, porządni obywatele grzecznie wrócą do domu przed dwudziestą drugą. Na ulicach pozostaną osobnicy o nieczystym sumieniu, próbujący pod osłoną nocy załatwiać swoje brudne sprawki. Tych od razu będzie można zagarnąć na przesłuchanie. Istniało spore prawdopodobieństwo, że obok kryminalistów "odłowi się" także roztrzepańców, którzy z błahych powodów nie zdążą w porę wrócić  do domu. To były te kłopotliwe i irytujące skutki wprowadzenia godziny milicyjnej. Zakaz zwoływania zgromadzeń publicznych okaże się bardziej dotkliwy dla społeczeństwa, ale pozwoli sprawniej je kontrolować. Wiece Raskolników od dawien dawna były uważane za nielegalne. Wprowadzenie zakazu nieco ostudzi rozgorączkowane umysły obywateli. Dwa razy się zastanowią, zanim zatrzymają się na placu, by posłuchać krzyków buntowników.
Griogry skończył gadać, pożegnał się z widownią i ulotnił ze sceny. Pewnie nie miał nastroju do odpierania zarzutów albo odpowiadania na pytania. Na owacje nie było co liczyć. Mefodiyemu, w przeciwieństwie do Dumy, nadal dopisywał dobry nastrój. Opuścił swoje stanowisko, ot tak, żeby rozprostować nogi i przyjrzeć się z bliska reakcji ludzi na oświadczenie Kuragina. Przeszedł zaledwie kilka metrów, kiedy niespodziewanie natknął się na kogoś znajomego.
- O, proszę. Illyana Osipovna. Dobry wieczór, Illyano - powiedział miękko – Przyszłaś świętować sama? Tak bez rodziny? – rozejrzał się jakby spodziewał się zobaczyć gdzieś w tłumie familię Sorokinów. Utrzymywał z nimi bliskie relacje. Nie tylko dlatego, że byli sojusznikami Karamazovów. Niemniej ważnym powodem było to, że Sorokinowie należeli do  rodziny ze strony matki. A z rodziną trzeba żyć w zgodzie. Ku swojego rozczarowaniu nie dostrzegł nigdzie większej liczby krewniaków. Skupił więc uwagę na Illyanie.
- Jak ci się podobało przemówienie naszej Dumy?
Illyana to bystre dziecko. Miała główkę nie od parady i potrafiła formułować sensowne wnioski. Wiele wskazywało na to, że zrobi w Ministerstwie imponującą karierę. Mefodiy aż czasami zastanawiał się, czy nie byłaby lepszą partią dla tego nicponia Alekseia niż Jasna. Rozważna żona przemówiła mu do rozumu i zmusiła do ustatkowania się.

/Coraz bliżej do pobicia rekordu w długości posta.
Nie obrazisz się, że wtrącę się do ciebie Mefem? /


Ostatnio zmieniony przez Mefodiy Karamazov dnia Pią 14 Wrz 2018, 23:03, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

29 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

prikaz Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej, legislacja, specjalista prawa czarodziejskiego
http://petersburg.forum.st/t1414-illyana-osipovna-sorokina#6905 http://petersburg.forum.st/t1418-illyana-sorokina#6944 http://petersburg.forum.st/t1417-rumiana#6936 http://petersburg.forum.st/t1416-illarion#6928
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Wto 11 Wrz 2018, 21:23
Nie spodziewasz się wymieniać z kimkolwiek opinią na temat minionego przemówienia. Nawet fakt, że ktoś wysuwa się w twoim kierunku z taką propozycją, nie dziwi cię w tym samym stopniu, co osoba, która się na to decyduje. Jak dotąd stoisz niewzruszona, na uboczu, zwyczajowy baczny obserwator w bezpiecznej odległości od centrum uwagi. Jesteś skoncentrowana. Nie chcesz przegapić dalszej części istotnych wydarzeń, jakie mogą mieć miejsce, chociaż wcale się na takowe nie zapowiada. Słowa Karamazova, które wyrywają cię z twojego skupienia, wydają się jednymi z właśnie takich nieoczekiwanych okoliczności.
Przenosisz na niego spojrzenie powoli. Nawet jeśli jesteś córką Sorokinów, z którymi Karamazovie pozostają w pozytywnych stosunkach, nieczęsto zdarza się, żeby sam ich nestor zwracał swoją uwagę ku tobie. Dlatego dajesz sobie czas do namysłu zanim udzielasz mu odpowiedzi. Twojej uwadze nie umyka fakt, że wzrokiem mężczyzna szuka prawdopodobnie członków twojej rodziny. Osipova Sorokina, może twoją matkę, żeby zamienić z nią kilka grzecznościowych uwag, czy poznać jej opinię na temat mającego tu miejsce przemówienia. W przekonaniu, że bardziej niż twoje towarzystwo, Karamazov doceniłby kogoś z większym dorobkiem życiowym, utwierdza cię pytanie, jakie zaraz potem ci zadaje. Kąciki ust unoszą ci się delikatnie jeszcze przed odpowiedzią na te słowa. Niemalże intuicyjnie skinasz mu z wyczuciem głową, dobrze wiedząc, że powinnaś mu okazać większy szacunek niż on musiałby okazać tobie. Z uwagi na doświadczenie zawodowe, jak i jego pozycję społeczną.
Panie Karamazov…
Masz nadzieję, że z relacji Alekseia nie usłyszał, jak krytykowałaś jego syna podczas ostatniego spotkania z Raskolnikami i że ta kwestia nie okaże się prawdziwym powodem, dla którego Mefodiy wyraził zainteresowanie twoją obecnością podczas dzisiejszej uroczystości.
—Niestety, sprawy rodzinne zatrzymały rodziców w domu. Nad czym ojciec boleje, musząc przełożyć je ponad politykę. Gdyby okoliczności nie byłyby naglące, z pewnością by się tu pojawił, czego z całkowitą pewnością nie mogę powiedzieć o matce. Chociaż mimo wszystko… to uroczystość pożegnania Jarowita.
Co samo w sobie powinno stanowić odpowiednią motywację, żeby się tu pojawić. W ten sposób, zestawiając priorytety ze sobą nawzajem, dajesz nestorowi Karamazovów do zrozumienia, że przyczyna, jaka zatrzymała twoich rodzicieli, nie jest błaha. Usprawiedliwiasz ich nieobecność, choć nie starasz się tego robić z nadmiernym wysiłkiem. W końcu ani ty, ani twoja rodzina nie musicie się spowiadać. Karamazov, którego czas jest równie cenny, jak czas Sorokinów, akurat powinien to zrozumieć.
Co zaś tyczy się Endara. Chociaż pracujemy w jednej instytucji, nasze drogi w dobie ostatnich wydarzeń nie krzyżują się tak często razem. Sam pan wie, jak dużo roboty spoczywało ostatnio w rękach Prikazu Sprawiedliwości i Obrony Narodowej.
Dalsze pytanie wydaje ci się zastanawiające. Wydajesz się nie okazywać sardonicznych myśli jakie naszły ci głowę pod wpływem tego zapytania. Jednak odwieczna rywalizacja Karamazova z Kuraginem jest na tyle oczywista, że nie sposób uśmiechnąć się na taką uwagę.
Muszę przyznać, że nie brałam w niej udziału. Jestem jednak pewna, że podobną relację, nieodstającą od przemowy Dumy, może mi udzielić pan, panie Karamazov?
Sorokinowie nie byliby w tak dobrych stosunkach zarówno z Karamazovami, jak i Kuraginami, gdyby nie potrafili dyplomatycznie lawirować słowami zarówno względem przedstawicieli jednego, jak i drugiego rodu. Nie jesteś w rodzinie wyjątkiem od tych asekuracyjnych nauk.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sro 12 Wrz 2018, 11:57
Wydarzenia podczas wesela Jadwigi brutalnie uświadomiły mi, w jak niezwykle popapranym świecie przyszło nam żyć i, jak sądziłam jeszcze przez tamtą jedną noc, jak ogromny wpływ na ludzi ma wizja nadchodzącego końca milenium. Wiadomości z pierwszych stron magicznych gazet pojawiające się w ciągu kilku następnych dni pozbawiły mnie złudzeń co do tego, że tragiczny wypadek podczas yaxleyowego wesela mógł być wyłącznie jednostkowym incydentem. To nie był tylko przypadek. Może pod wpływem informacji, jakimi został nakarmiony mój umysł, zaczęłam jednak  coraz bardziej wierzyć, że wszystko to, to jedynie preludium do ciosu, jaki tajemnicze „Czarne Słońce” zamierza zadać czarodziejskiej kulturze – a może czarodziejom w ogóle. Przychodząc więc na Pogrzeb Jarowita, chyba świadomie zdusiłam w sobie tlący się płomyk nadziei na to, że dzisiejszy wieczór w jakimkolwiek stopniu będzie wesoły – wszystko wokół przypomina o tym, co zaszło w magicznych dzielnicach Petersburga, co wydarzyło się w mniejszych, rozrzuconych po rozległym terenie Federacji Rosyjskiej w całości czarodziejskich wioskach i miasteczkach. Nawet pieśni śpiewane przez dziewczęcy chórek brzmiały jakoś bardziej żałośnie i zwyczajnie żałobnie, jakbyśmy zebrali się na prawdziwym pogrzebie. I może tak właśnie było – może większość z tu obecnych zamierzała pochować jakąś ważną dla siebie część życia.
- To kwiatki czarnego bzu. Nie dość, że całość wygląda fantastycznie, to również bajecznie smakuje! – wyjaśniam, jednocześnie nie mogąc darować siebie zachwalenia smakołyku, który już od pierwszego kęsa ujął mnie za serce. – Dziękuję! I nie bój się go. Robi się groźny dopiero, kiedy powiększy się trzykrotnie. – Wywracam teatralnie oczami i przyciągam futrzaka bliżej siebie, niemal siłą sadzając go sobie na kolanach. Ostatecznie nie jestem przecież na niego aż tak zła i nie pozwolę, żeby przez cały wieczór czuł się niekomfortowo i nieswojo, bo w jakimś stopniu rozumiem, dlaczego postanowił zwiać.
I, co zaskakujące dla mnie samej, rozumiem również decyzję ogłoszoną przez Grigoriya Kuragina dotyczącą wprowadzenia godziny milicyjnej. Czytając kilka dni temu artykuł w Novyim Mirze o krokach, które dla bezpieczeństwa obywateli powinna podjąć Starszyzna z Dumą na czele, poczułam dziwną ulgę, znajdując wśród propozycji tak niecodzienne rozwiązanie. Jestem świadoma wiążących się z nim konsekwencji, ale mają dla mnie drugorzędne znaczenie, jeśli tylko otrzymałabym pewność, że każdy bliski mojemu sercu będzie dzięki temu bezpieczny. Nie spodziewałam się tylko, że wraz z godziną milicyjną zostanie nałożony zakaz zgromadzeń publicznych i czym właściwie będzie – jak odbije się na życiu kulturalnym magicznej Rosji i jaką ceną przypłacą go przedsiębiorcy. Zaciskam palce na fenkowej sierści, mając nadzieję, że po tym wystąpieniu nastąpi jakikolwiek komentarz wyjaśniający wprowadzane zmiany.
- Ale to było nieuniknione – stwierdzam grobowym tonem, jakby faktycznie od dawna wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że do czegoś podobnego wyjdzie. – Znaczy, nie zrozum mnie źle, też jestem tym wstrząśnięta i szalenie boję się, jak bardzo odczuję skutki tej decyzji… Ale może to pozwoli uniknąć takiej serii tragedii, jaka miała miejsce w ciągu ostatnich dwóch tygodni. – Bardzo chcę wierzyć, że to mogłoby się udać. I jeszcze mocniej pragnę wierzyć w to, że próba zaproszenia do współpracy Raskolników nie jest jedynie zręcznym fortelem, by ich wszystkich pozamykać. Wówczas chyba serce by mi pękło.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Czw 13 Wrz 2018, 17:17
Słowo się rzekło i wzbudziło ambiwalentne odczucia w osobach zebranych nad jeziorem Poviedniki. Było to przede wszystkim widać w towarzyszącym ich reakcjach: niektórzy wciąż jeszcze siedzieli oniemiali, inni rozpoczęli żywą dyskusję w gronie ludzi, z którymi przybyli, a część bez słowa postanowiła darować sobie główną część święta, może chcąc natychmiast podzielić się z najbliższymi zasłyszaną nowiną, może pragnąc rozpaczać w samotności, a może chcąc uczcić ostatni wieczór bez wprowadzanej wraz z następnym dniem godziny milicyjnej. A może byli tu jedynie, by wysłuchać przemówienia Dumy, zaś świętować zamierzali w bardziej kameralnym gronie, bez gapiów i grobowej atmosfery, która osiadła nad Poviednikami wraz z wybrzmieniem ostatnich słów Grigoriya Kuragina.
Prowadzący uroczystość szaman, mimo że został powiadomiony o tym, że Duma wystąpi przed rozpoczęciem ceremonii, nie był wtajemniczony w to, czego mowa Ministra miała dotyczyć, nie miał więc czasu, żeby zdążyć przetrawić nowe rewelacje i uporać się ze świadomością, że nowe prawo będzie godziło wprost w niego. W końcu był wołchwem – w ogromnej ilości przypadków prowadził zgromadzenia publiczne, wszak były nimi same święta jak to dzisiejsze. Czy to miało znaczyć, że… Nadeszła właśnie nowa, pozbawiona religijnego aspektu era dla czarodziejów? Bogom to się nie spodoba.
- To już czas… To już czas! – Zakrzyknął szaman. Swoje słowa musiał powtórzyć dwukrotnie, ponieważ za pierwszym razem wybrzmiały za cicho mimo wzmocnienia głosu zaklęciem. – Dzień nieubłaganie chyli się ku końcowi, a wraz z jego odejściem ostatecznie pożegnamy łaskawego Jarowita, z nadzieją oczekując jego przyjścia w przyszłym roku. Jak powiedział Duma, nie powinniśmy się jednak obawiać. – Wołchw skinął krótko w stronę chórku, dając dziewczętom znać do rozpoczęcia kolejnej pieśni. Ponad wodami jeziora zaczęły nieść się wielokrotnie powtarzane melodyjne słowa: Włóczył się Jaryło / po całym świecie / rodził żyto w polu / płodził ludziom dzieci. / A gdzież on nogą / tam żyto kopą / a gdzież on na ziarnie / tam kłos zakwitnie.Jarowit wciąż będzie miał nas w swojej opiece, a jako bóstwo płodności, sprawi że będziemy się nieustannie odradzać, by w przyszłym roku powitać go z jeszcze większą czcią. Tymczasem musimy pozwolić mu przed odejściem oczyścić się w świętym ogniu. – Uniósł wysoko ręce, a kiedy je opuścił, ognisko ze starannie wykonana kukłą bóstwa zaczęło najpierw tlić się słabym blaskiem pojedynczych płomyków, by zaraz w szybkim tempie zacząć jarzyć się intensywnie, pochłaniane zachłannymi jęzorami ognia.
W ciemnościach, spowijających żałobnym całunem najbliższą okolicę i dziwnej ciszy zapadłej po słowach szamana, palące się ogniska wydawały się niezwykle nie ma miejscu, zagłuszając trzaskami palących się drew to niemal nabożne milczenie i ordynarnie rzucając się w oczy, oślepiając swoją jasnością.
Jeśli ktokolwiek spodziewał się, że z ust szamana padną jeszcze jakieś słowa; jeśli miał nadzieję na to, że, jak co roku, ktoś zaprosi wszystkich do wspólnego świętowania, srodze się zawiódł. Tuż po tym, jak mężczyzna zszedł ze sceny, ta została w magiczny sposób zdemontowana, składając się w niewielką skrzynkę. Stoiska z regionalnymi potrawami zamknęły się na dobre w momencie, kiedy wołchw rozpoczął swoją stosunkową krótką przemowę, a uczestnicy uroczystości pozostawieni zostało niemal sami sobie w tej pełnej dezorientacji atmosferze. Czujni pozostali jedynie gwardziści, którzy mieli zapanować nad ewentualnymi niezadowolonymi czarodziejami.
Powrót do góry Go down
avatar


Różanka, Białoruś

26 lat

brudna

za Raskolnikami

pracownica Ministerstwa Magii
http://petersburg.forum.st/t1941-jaryna-fedimovna-butko#10083 http://petersburg.forum.st/t1943-jaryna-f-butko#10172 http://petersburg.forum.st/t1944-chodz-ze-mna-do-muzeum#10173 http://petersburg.forum.st/t1942-bozatko#10171
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Nie 16 Wrz 2018, 14:06
Jaryna jakoś nie mogła znieść myśli, że mogła pojawić się trzecia siła mogąca mieć wpływ na ostatnie, przykre wydarzenia w czarodziejskim świecie - a przynajmniej Petersburgu, nieoficjalnej stolicy rosyjskich czarodziejów. Czarne Słońce, choć od niedawna, to jednak pokazało okrucieństwo przewyższające chyba podejście Starszyzny do czarodziejów mugolskiego pochodzenia, takich jak ona. Ciężko jednak było ocenić Butko, czy ostatnie wydarzenia udowadniają, że Raskolnicy powinni zmienić priorytety i zająć się czymś innym niż walka o równość. Od tego byli jej starsi koledzy z organizacji, którzy czuli się pewniej w planowaniu czy dowodzeniu.
Zresztą ona nie nadawała się do tego, by planować tak ważne dla całego społeczeństwa działania.
Dziewczyna nie spodziewała się, że dzisiejszy wieczór będzie aż tak żałobny - pogrzeb Jarowita może nie należał do najweselszych świąt rodzimowierczych, ale też atmosferą nie przypominał zwykłej stypy. A Jaryna nigdy z czymś takim się nie spotkała. Martwiło ją to, bo wychodziło, że na skraju milenium świat idzie w jakąś niepokojącą stronę. Gdyby wiedziała czemu może nawet starałaby się to powstrzymać, jednakże nie wyobrażała sobie walczyć na oślep z całą grupą? Społeczeństwem? Narodem? Sama nie wiedziała czym.
- Cudne są. Chyba będę musiała poszukać przepisu na nie - zaśmiała się. Dobrym duszkom takie łakocie na pewno musiałyby posmakować. A nawet jeśli nie na pewno ładnie będą się prezentować, no i będzie mogła je sprezentować gościom. - Aż trzykrotnie? Nie wierzę, że jest w stanie - spojrzała na fenka badawczo, po czym już pewnie zaczęła go miziać czy to za uchem, czy to pod bródką. - W sumie od kiedy go masz? - spytała nie mogąc sobie przypomnieć tego momentu. No i oczywiście była ciekawa, od kiedy Irena ma tak uroczego towarzysza.
Butko nie ufała krokom podjętym przez Dumę. Należąc do Raskolników (bardziej przez głupotę niż szczere chęci) widziała już wielokrotnie jak obecna grupa rządząca próbuje stłumić ewentualne próby buntu i w dalszym ciągu próbować zatrzymać władzę wyłącznie dla siebie. Obawiała się więc, że te całe przepisy zostały wprowadzone tylko po to, aby kontrolować społeczeństwo i nie pozwolić mu na swobodne przemieszczanie się, niemal jak za karę. Nie mówiąc już o obecnej cenzurze czy braku możliwości wpływania na obecną politykę...
W każdym razie nowe przepisy, do tego wprowadzone tak nagle, że nie było czasu na reakcję wyglądały jej naprawdę podejrzanie.
No i martwił ją ten zakaz zgromadzeń. Nie widziała jeszcze przepisów na oczy, ale podejrzewała, że większe zebrania ludzi nie będą możliwe bez oficjalnej ochrony, a więc mnóstwo wydarzeń kulturalnych podupadnie. A to będzie prawdziwa katastrofa dla jej umiłowanego rozwoju kulturalnego. W duchu - ku swojemu zdziwieniu - przeżywała to najbardziej, choć ginęli ludzie i to powinno być dla niej największą tragedią.
Dziewczyna spojrzała na Irkę smutno.
- Albo teraz oprawcy zaczną wyciągać czarodziei z ich własnych domów - powiedziała mając nadzieję, że bardzo się myli. Nie chciałaby dożyć czasów, w których coś takiego może się zdarzyć.
Myślała, czy coś jeszcze dodać, aby nie wywrzeć na Odrowąż wrażenia, że dziś bawi się w czarnowidztwo, kiedy przeszkodził jej szaman. Wiedząc, że najlepiej się ogląda całą uroczystość stojąc blisko ogniska powiedziała do swojej towarzyszki:
- Chodź, podejdźmy nim ludzie nam wszystko zasłonią - i ruszyła torując drogę Irenie i Twardowskiemu.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

naukowiec genetyk, wykładowca, pisarka
http://petersburg.forum.st/t1036-persefona-onegina-zd-zakharenko#4259 http://petersburg.forum.st/t1946-persefona-onegina-zd-zakharenko#10198 http://petersburg.forum.st/t1132-bajarz http://petersburg.forum.st/t1133-agape#4262
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pon 17 Wrz 2018, 10:37
Miła przejażdżka z Matveiem była orzeźwiająca w czasie zagrożenia; jakby wyjęta z innych czasów, lepszych, gdy świat nie wydawał się stać na głowie.
Tęskniła za ich młodością. Za ich pierwszym świętem Jarowita. Zmagali się wtedy z innymi problemami, ale wówczas mogła jeszcze wierzyć, że ze wszystkim sobie poradzą, bo są razem – wszystko było bardziej ekscytujące, intrygi, polityczne posunięcia: dziś polityka zdawała się irytująca i nieefektywna, frustrująca w tym, jak bardzo, mimo licznych obrad, nic nie posuwa się naprzód.
Starszyzna potrafiła tylko krzyczeć. Jak w akademii: tylko że teraz wszyscy jej przyjaciele z przyjęć posiwieli i zamiast składać winę za swoje zachowanie na karb młodzieńczego nieokrzesania, należało bardziej wypatrywać u nich oznak starczego głupstwa i zacietrzewienia (jedno i to samo).
Widocznie nawet i Persefonę głupstwo dotykało. Nostalgia nie była przecież mądra. Zawsze jej unikała, starając się nie patrzeć wstecz (tylko teraźniejszość się liczyła: nie użalać się, nie tęsknić, nie oglądać za siebie), a jednak teraz pozwoliła sobie na jej odrobinę: uśmiechnęła się z rozrzewnieniem.
Doskonale — stwierdziła, gładząc męża po ramieniu. Przesunęła dłoń wyżej, by ująć między dwa palce jeden z jego loków. — Naprawdę wtedy myślałam, że kiedyś zetniesz włosy. Założyliśmy się o to, pamiętasz? Miałeś je ściąć, jeżeli… tego już nie pamiętam… ale nie żałuję, że w końcu tego nie zrobiłeś.
Persefona odwróciła wzrok od Matveia, by skierować swoją uwagę na Dumę. Grigoriy wyglądał na pewnego siebie, potężnego, gdy stał tak na scenie, wyprostowany, skupiony, ale dobrze wiedziała, że ta przemowa zapewne musiała spędzać mu sen z powiek. Od tylu lat należała do rodziny Oneginów, nauczyła się zniesmaczona krzywić na kuraginowskie decyzje, ale dziś musiała nestorowi wrogiej dynastii współczuć.
Mogła przewidzieć, jak zareaguje społeczeństwo i Starszyzna. Tymi postanowieniami – i tak spóźnionymi – Kuragin mógł zamknąć sobie drogę do następnej kadencji.
Atena pojawiła się w dobrym momencie. Onegina zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu (nawet tego nie kontrolowała, zwyczajnie to robiła – srogo oceniająca królowa matka), a dopiero stwierdziwszy, że jej córka się prezentuje, westchnęła ciężko i pogładziła ją po policzku.
Dobrze cię widzieć, kochanie. — Tęskniła.
Dzieci tak szybko dorastają. Kolejna kapka nostalgii, niepożądana. Były ważniejsze sprawy.
Wspólny stół… z którym stronnictwem? — szepnęła z wyczuwalną nutą złośliwości. — Muszę to przemyśleć. Co wy uważacie?

/jaki dramat, matko, przepraszam, zupełnie nie mogę się dziś w Persię wczuć
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

29 lat

półkrwi

neutralny

łowca czarownic i magicznych stworzeń
http://petersburg.forum.st/t721-marek-habel http://petersburg.forum.st/t723-marek-habel http://petersburg.forum.st/t725-nie-ma-swietych-bez-grzesznikow#1559 http://petersburg.forum.st/t724-bez#1558
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sro 19 Wrz 2018, 15:45
Jest ci niewygodnie z uczepioną u ramienia kobietą. To nie typowy dyskomfort – w każdym innym przypadku nie miałbyś nic przeciwko, by Dolores targała cię za rękaw, utrzymując pozory niegroźnej, zagubionej kokietki – ale zwyczajna obawa, że w razie problemów będziesz miał tak skrępowane ręce, że możliwość wykonywania szybkich i stanowczych ruchów będzie ograniczona do minimum, zwiastując nieuniknioną klęskę. To między innymi dlatego, by nie narażać się na rozproszenie, podjąłeś decyzję o samodzielnej pracy, w końcu samotność rzadko kiedy stanowi dla ciebie problem, a właściwe zagospodarowanie własnym czasem sprawia, że nawet kiedy wyalienowanie daje ci się we znaki, szybko potrafisz zająć myśli zgoła czym innym. Teraz jednak jesteś wyraźnie zdekoncentrowany i wiesz, że musisz uważać nie tylko na siebie, ale również na Franco. Nie wątpisz, że w razie potrzeby potrafiłaby sobie poradzić. Zdążyłeś przecież przekonać się, że w Meksyku nikt nie ma problemu z tym, by łowcami były również kobiety, a to oznaczało, że Dolores przeszła szkolenie równie intensywne, co ty i jest w takim samym stopniu, co ty, kompetentna. Nie znaczy to jednak, że na twoim terenie może pozwalać sobie na tak nierozważne zachowanie, jednocześnie narażając twoje życie na niebezpieczeństwo. Podświadomość – a może po prostu wrodzony pesymizm – podpowiadała ci bowiem, że w tej ciężkiej, nieudolnie silącej się na swobodną, atmosferze kłopoty otrzymały idealne warunki do wylęgu.
Uwolniony wreszcie od Meksykanki i jej uścisku, nie kusisz więcej losu – niemal natychmiast krzyżujesz ramiona na piersi i cofasz się o krok, niby przypadkiem, by wzrokiem objąć większą część jej sylwetki. W rzeczywistości ponad jej ramieniem obserwujesz reakcje ludzi na kuriozalne wystąpienie Grigoriya Kuragina i niepoprawnie bawi cię to, co widzisz oraz to, co dociera do twoich uszu. Nie rozumiesz tego przejęcia ogarniającego otaczający was tłum, masz wrażenie, jakby większość z nich naprawdę poczuła na karkach oddech zbliżającego się końca milenium utożsamianego z końcem świata, któremu nadano twarz czarnego słońca. Przede wszystkim nie rozumiesz jednak, jak nowe prawo miałoby działać w praktyce i w jaki sposób chroniłoby tych czarodziejów, którzy mieszkają poza granicami magicznych dzielnic. Brak ci wiary w możliwości Rady Czarodziejów, która, dostrzegłszy luki w swoim świetnym planie, postanowiłaby przenieść wszystkich swoich obywateli w obręb Niedźwiedziego Ryku i Eufrozyny Wielkiej w przypadku Petersburga – przymusowe przesiedlenia nigdy nie zdawały rezultatu, to zaś otwiera dla łowców kolejne furtki i drzwi. Sprawia, że na widnokręgu przyszłości nowe możliwości malują się w jasnych, radosnych barwach sukcesu.
- Obawiam się, Dolores, że nie uświadczysz tu takiego rarytasu jak szampan. Wygląda na to, że nikt z nich nie był przygotowany na dodatkowe świętowanie – mówisz tak, jakby naprawdę miało być ci przykro, w twoim głosie trudno jednak doszukać się choćby nuty żalu. Bo jakkolwiek fortunne okazują się dla łowców i czarnego słońca słowa Dumy, to nie uważasz, że to odpowiedni czas na celebrację zwycięstwa. Uważasz, że z tym należy wstrzymać się jeszcze kilka dni, aż burza, jaką wywołał Kuragin nie uspokoi się na tyle, by można było na trzeźwo ocenić sytuację. – Co teraz zamierzacie? – rzucasz nieoczekiwanie, odsuwając się z Franco kawałek, kiedy czarodzieje zaczęli zmierzać w stronę ofiarnego ogniska, by z lepszych miejsc przyjrzeć się właściwemu punktowi obrzędu. – Uświadomić ludzi, że magia istnieje? – Zawsze zagadkową pozostawała dla ciebie kwestia trzymania w tajemnicy informacji o świecie magii – zarówno przez czarodziejów, jak i mugoli, którzy zostali wtajemniczeni. Odsuwając się od rodziny, na własne życzenie pozbawiłeś się możliwości podsuwania bardziej radykalnych rozwiązań walki z czarodziejstwem.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

61 lat

błękitna

za Starszyzną

sędzia Magicznego Sądu / wykładowca na PUMie
http://petersburg.forum.st/t1069-matvei-onegin#3926 http://petersburg.forum.st/t1936-matvei-onegin#10029 http://petersburg.forum.st/t1937-sprawiedliwosc-wymierzamy-sami#10030 http://petersburg.forum.st/t1935-orzel-onegina#10028
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sro 19 Wrz 2018, 19:52
Dziś, kiedy każdy w ich wieku chciałby spokoju na starość musiał zacząć się zmagać z nowymi i nieprzyjemnymi problemami. Czarne Słońce, zbliżające się wybory, niekompetencje Białej Gwardii i ta cała sprawa z Zakharenkami - wydawało się, że wraz z nadchodzącym millenium cała Starszyzna, a wraz z nimi wszyscy czarodzieje z Unii Słowiańskiej będą musieli się zmierzyć z nowymi kłopotami, niemalże dostosowanymi do nowoczesności. W końcu od jak dawna magicznie uzdolnieni unikali stosów? No właśnie.
Więc skoro mogli trochę odsapnąć myślami od spraw politycznych chyba nic się nie stanie, jeśli powspominają przez chwilę młodość i wrócą myślami do bezpiecznych, zdawałoby się że wręcz beztroskich czasów, prawda?
- Też już nie pamiętam - zaśmiał się lekko. Miał wrażenie, że teraz wyglądają jak przeciętne małżeństwo, które między sobą karmi się przeszłością, jakby bez niej nie mogło żyć. - Ach, to dobrze, że jednak je wolisz. Sądzę, że w krótszych włosach wyglądałbym o wiele starzej - nie, żeby było to coś złego, jednakże i tak między nim a Persefoną było prawie dziesięć lat różnicy. Może i teraz było to niedużo, w końcu z czasem różnica wieku przestaje mieć znaczenie, jednakże nie chciał się prezentować tak, jakby mógł być ojcem własnej żony.
Tak jak ukochana skupił się na przemowie Dumy, kiedy ten zaczął mówić. Choć od tylu lat czuł mocną niechęć (a może nawet nienawiść) do kuraginowego rodu to jednak nie przeszkadzało mu to patrzyć na decyzje polityczne przez pryzmat doświadczenia i wiedzy. A tę przez lata zebrał na tyle pokaźną, że wiedział, iż dzisiejsze wydarzenia są czymś nieznanym czarodziejom, przez co ciężko było o podjęcie decyzji, która wedle wszystkich byłaby najlepsza. Nie zazdrościł Kuraginowi, rozumiał wprowadzane zmiany, ale i tak zamierzał wykorzystać je przeciwko niemu kiedy nadejdą wybory.
- Ty też dobrze się prezentujesz - powiedział szczęśliwy na widok córki przygarniając ją ramieniem. Gdyby tylko miał czas z pewnością pogadałby z nią choć chwilę na korytarzu sądu, jednakże w ostatnim czasie oboje znajdowali się w ciągłym biegu. Matvei żywił nadzieję, że w najbliższym czasie zmieni się to choć trochę i będą mogli sobie pozwolić na rodzinny obiad w mniejszym lub większym gronie w Jekaterynburgu.
Na słowa córki pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Mam nadzieję, że przemyślał to tak, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - rzekł. Gdyby udało się zdobyć dane Raskolników pod pretekstem wzajemnego zaufania, a następnie po pozbyciu się Czarnego Słońca zająć się także nimi od razu wiele problemów zostałoby rozwiązanych. Onegin oczywiście nie myślał o eksterminacji totalnej czy ostracyzmie. W końcu ci, co przysłużyliby się sprawie powinni dostać zasłużony szacunek, może nawet dodatkowe prawa dla ludności. Nie może być jednak w takiej sytuacji mowy o kolejnych wiecach czy sabotażach - i choćby po to powinni podać swe dane. By Starszyzna miała zabezpieczenie.
Powrót do góry Go down
avatar

Jekaterynburg, Rosja

26 lat

wieszczy

błękitna

za Starszyzną

Obrońca Magicznego Sądu, adiunkt na wydziale historii magii PUM-y
http://petersburg.forum.st/t1987-atena-onegina http://petersburg.forum.st/t1991-atena-onegina http://petersburg.forum.st/t1990-atena-onegina http://petersburg.forum.st/t1989-arachne
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pią 21 Wrz 2018, 17:19
Jej napięte jak struna ciało odrobinę rozluźniło się po przyjaznym komentarzu matki i okazie czułości rodziców. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ich jej brakowało, a to dosyć nietypowe uczucie dla Ateny – nie potrafiła do końca określić czy rzeczywiście ta sprawa nie dawało jej spokoju przez ostatnie dni. A może chodziło o coś zupełnie innego co niebezpiecznie wisiało nad głowami wszystkich tutaj zgromadzonych? Czego się zresztą dziwić jej nastawieniu, nigdy nie czuła się w takich miejscach najlepiej, przytłaczający zapach straganów z przekąskami torpedował ją ze wszystkich stron, a strzępki rozmów dochodzące do uszu wprowadzały niepotrzebny zamęt w wiecznie pracującym na najwyższych obrotach umyśle. Kątem oka dostrzegła Agathę rozmawiającą z Arseniyem Kuraginem. Zdecydowanie podeszłaby do tej dwójki, gdyby nie fakt jak szybko oboje, po ewidentnie burzliwej dyskusji, zniknęli w tłumie zgromadzonych. Tak dawno jej nie widziałam, a przecież mamy sobie tyle do powiedzenia... Oneginę nieco kusiłoby wspomnieć przyjaciółce o swojej tajnej korespondencji, chociażby po to, by zobaczyć jej reakcję, ale szybko wybiła sobie ten pomysł z głowy. Z drugiej strony ciekawość budziły losy Zakharenkównej i cała ta sytuacja z jej wyjazdem. Zniknęła całkiem niespodziewanie, nie mówiąc o tym nikomu. Z drugiej strony... To całkiem typowe dla nas. Nieprzypadkowo stały się sobie tak bliskie, ich relacja należała do rodzaju przyjaźni, jakich postronni ludzie nie rozumieją. Nigdy nie potrzebowały drugiej osoby, podejmowały własne decyzje, za którymi konsekwencjami mierzyły się na własną rękę, samodzielnie. Dlatego właśnie jedna drugą tak dobrze rozumiała, często czuły taką samą konsternację wobec absurdalnych zachowań społeczeństwa. Mimo swoich angażujących profesji raczej unikały styczności ze światem zakłamanych krętaczy, którzy siedząc za swoimi mahoniowymi biurkami, wydawali rozkazy czy decydowali o czyichś innych losach, do swojej gry używając dłoni pachołków z niższych stanowisk.
Rozgrywka tocząca się na arenie politycznej natchnęła jednak Atenę do ponownego zainteresowania się tematem. Wcześniej unikała tego typu tematów, ignorując plotki przepływające wartkim nurtem na każdej większej zabawie, czy też doniesienia z najwyższych szczebli. Wolała spożytkować energię na swoje prawdziwe zainteresowania i nie poświęcać czasu dla kłamliwości innych. Teraz jednak z niepokojem zauważyła, iż owe zagrywki stają się powoli sprawą powszechną, dotyczącą wszystkich magicznych obywateli Rosji.
Gdzieś w tle zaczęły wybrzmiewać pierwsze wersy pieśni: Włóczył się Jaryło / po całym świecie / rodził żyto w polu / płodził ludziom dzieci. Nie była to może poezja najwyższych lotów, prędzej wioskowe rymy, ale wywoływała nostalgiczne wspomnienia poprzednich lat świętowania. Jaryło – nasz bóg płodności odchodzi, a razem z nim nadzieja na nowe życie. Dopiero  niedawno zaczęła się zastanawiać nad swoją przyszłością i tym jakie właściwie plany może mieć osoba jej rodzaju. Życie wydawało się dużo prostsze, kiedy mogła przejmować się jedynie problemami z rodzaju: jaki wianek założy, albo którą książę przeczyta następną.
Nawet nie zauważyła, gdy zaczęło się ściemniać, co jeszcze bardziej spotęgowało niepokój, jaki przeszywał duszę kobiety. W takich momentach bardzo chętnie zamieniłaby się miejscami z Eudoksją, spokojnie przemierzająca przestworza nad ich głowami. Sowy stanowiły rzadkość w jej ojczyźnie, niewielu czarowników miało zaszczyt być właścicielami tych dumnych stworzeń. Blondynka z jakiegoś powodu czuła się związana z tymi ptakami, zupełnie jak jej mitologiczna patronka. Zazdrościła im swobody poruszania się i podziwiała pewność, z jaką atakowały wyznaczone ofiary. Teraz pragnęła też posiąść jeszcze jedną zdolność Eudoksji – bystrość wzroku, dosłownie i w przenośni. Dzierżąc od wieku dziecięcego brzemię bycia wieszczem stała się w pewien sposób integralna z częścią siebie jaką nigdy wcześniej nie akceptowała. Jaką inni mogli nie akceptować. Atena nie była przecież przypadkową czarownicą z ulicy, która mogłaby posłużyć jako pionek w Wielkiej Grze dzięki swoim wizjom. Nosiła nazwisko Oneginów, a to znacznie zmieniało sytuację całej rodziny. Dotąd, sama nie do końca pewna jak, udało im się to utrzymać w sekrecie. „Wypadki” zdarzały się chyba na każdym etapie jej życia. Podczas rozprawy sądowej? W czasie przerwy przewidziała śmierć klienta. Podczas zawodów z szermierki? Musiała udawać, że zwichnęła nogę przez swojego rywala, a nie wizję poważnego upadku brata ze schodów wieży pałacu. Nawet w trakcie pierwszych klas szkoły zdarzały się spontaniczne prośby do nauczycieli o opuszczenie klasy i udanie się do higienistki.
Widziane obraz nie należały wprawdzie do najlepszego źródła informacji, ale często mimo braku wyraźnego przekazu, przy odpowiedniej interpretacji, mogły dać przewagę na przeciwniku.
To uczucie przychodziło z nienacka, ale kiedy już nastało – cały proces zdawał się zupełnie zwalniać. Najpierw czuła jak jej ciało łapały z różnych stron dziesiątki wyimaginowanych dłoni i powoli utrudniały jakikolwiek ruch. Atenie nigdy nie udało się dopracować techniki wykrywania tego uczucia do perfekcji. Wszystko zależało od pory dnia, okresu w roku i łutu szczęścia. Czasami mogła być przygotowana na wiele dni przed samym wydarzeniem, ale czasami nie była niczego świadoma aż było za późno. Zupełnie tak jak teraz. Nagle poczuła jakby całe powietrze z jej płuc zniknęło, a nogi zdrętwiały. Nie, nie nie! Spanikowana zerknęła na torebkę, ale była pewna, że nie ma w niej naparu z oliwki. Nie mogła przewidzieć jak gwałtowna będzie wizja, a im bardziej się stresowała, tym większa istniała szansa, że nie zapanuje nad odróżnieniem jawy od rzeczywistości i ucierpi. Miała szansę dopóki wszyscy skupiali uwagę na płonących w oddali ogniskach, Matvei i  Persefona mogli ją jeszcze wyprowadzić... Dopóki nie będzie za późno... Zawroty głowy stały się silniejsze, a zatoki wydawały się gotowe do rozsadzenia czaszki młodej kobiety od środka. Z trudem podniosła prawą dłoń do twarzy czując, jak coś ciepłego spływa po jej brodzie. Na opuszkach palców została krew. Drugą ręką ostrzegawczo chwyciła matkę. Zanim straci... Zanim...
- Mamo... – Zdołała tylko wyszeptać, a przed jej oczami zapanowała nieprzebyta szarość. Zawsze zastanawiało ją jak może to wyglądać dla zwykłego obserwatora. Czy czarodzieje byli w stanie wyczuć natężenie magii w pobliżu? Dosyć mgliście wspominała pierwsze wizje i reakcję swoich rodziców. Z początku myśleli, że to jakaś choroba układu nerwowego , być może powodująca zaburzenia umysłowe, ale oboje byli świetnymi magami. Potrafili bez trudu wyczuć to, co każdy w otoczeniu kilku metrów od Ateny. Atmosfera otaczająca ciało wieszczki wręcz buzowało od magii. Ciało Oneginy osunęło się bezwładnie na czyjeś ręce. Nawet nie miała pojęcia czy był to jej ojciec, czy ktoś zupełnie obcy. Jedyne co teraz się liczyło to nadzieja na przetrwanie wizji, otrzymanie obrazu i możliwie jak najbardziej ograniczony kontakt z nim. Pozostali mogli dostrzec jedynie zemdloną młodą czarownicę z szeroko otwartymi oczami, które zaszły się mrożącą w żyłach mlecznobiałą mgłą. Jeśli ktokolwiek rozpoznał by w niej wieszczy, mogły wyniknąć z tego zupełnie niespodziewane konsekwencje, których nawet ona – Atena, mistrzyni logicznego rozumowania, nie potrafiła przewidzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Pią 21 Wrz 2018, 19:42
Chyba nigdy nie istniały dobre czasy do porzucania obowiązków na poczet innych, czasami nawet ważniejszych rzeczy. Ludzie zawsze wymagali, by nawet w najtrudniejszych życiowych chwilach ignorować całą resztę i skupiać się tylko na nich, jakby miały być rozwiązaniem każdego problemu. Żadne z nich nic na to nie mogło poradzić.
Zresztą ciekawe co na jej miejscu, wychowane w taki sposób jak ona zrobiłyby jej dzieci? Ona też kiedyś przecież nie szukała na siłę męża-szlachcica. Zrodziło się w niej to z czasem, jak w jej matce. Może to jakieś przekleństwo, a może przypadek. Ale nawet ambicja, by rodzina jej męża dołączyła do Starszyzny nie sprawiła, że Dunja wydziedziczyłaby Gorankę, która niestety ćpała i handlowała narkotykami. Kobieta akceptowała w swojej rodzinie nawet czarne owce jak widać.
Westchnęła z ulgą słysząc słowa Gava. Uspokajająco położyła mu rękę na ramieniu.
- Weź sobie może wolne. Ja nie wzięłam, bo mamy ciężki okres i momentami czuję się jak wrak człowieka - przyznała. Liczyła też po cichu, że skoro żadna szlachecka klientka nie wpadła mu dotychczas w oko to może chociaż na urlopie kogoś pozna. Nie zamierzała jednak teraz naciskać, wyjścia bywały obecnie dość niebezpieczne.
- Nie szkodzi, mam przerwę. Zresztą nawet na służbie możesz się do mnie zgłaszać - uśmiechnęła się do niego. - Może w lipcu się jakoś zbierzemy? Dawno nie jedliśmy rodzinnego obiadu - rzuciła luźno żałując, że w ostatnim czasie im nie wyszło. Chciała wreszcie się zobaczyć w gronie rodziny, im większym tym lepiej.
Widząc, że zaczynają się obrzędy machnęła ręką do syna, aby zająć lepsze miejsca. Miała nadzieję, że będą mieli dobry widok na płonącą kukłę przedstawiającą Jarowita.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sob 22 Wrz 2018, 14:21
Bawi mnie zdziwienie Jaryny. Bawi w ten pozytywny sposób – bo w przeciwieństwie do pełnych niedowierzania i kpiny reakcji nowych klientów Bazyliszka, w jej stwierdzeniu nie wybrzmiewa niewypowiedziane wyzwanie, bym udowodniła, że sobie z niej nie żartuję, ale zwyczajna ciekawość, jaka towarzyszy poznawaniu nowych gatunków i niecodziennych właściwości stworzeń, których tajemnice mogło by się wydawać, że znamy i niczym nie są w stanie już nas zaskoczyć. Przytakuję więc energicznie na jej słowa, półgłosem wyjaśniając szczegółowo, jak w ogóle dochodzi do tego, że tak urocze zwierzątko potrafi w mgnieniu oka zmienić się w paskudną bestię, gotową bronić swojego terytorium bez opamiętania, jakby jedynym co zna, była walka. W opowieść wplatam również wytłumaczenie, w jaki sposób Twardowski stał się moim zwierzęcym towarzyszem – po niemal siedmiu latach historia ta nie brzmi tak porywająco, co więcej mnie samej zaczyna wydawać się nawet trochę nudna i bardzo oklepana. Szczegóły, które wtedy wydawały się niezwykle istotne, teraz tracą znaczenie i bledną, jak zbyt długo przetrzymywane na słońcu przedmioty, pozostawiając jedynie najistotniejsze informacje, jakby całość była jedynie notką z encyklopedii: wykupiony za symboliczne tysiąc rubli z likwidującego się magizoo, uratowany przed przerobieniem na składniki do eliksirów i amuletów. To nic, że czasem, kiedy w nocy wystraszy się, gdy zbyt gwałtownie obrócę się we śnie na drugi bok, i zacznie przygniatać mnie dużo większym ciężarem, żałuję, że nie jest jedynie ekstrawagancka, nocną lampką. Ostatecznie przecież nigdy nie pozwolę drania skrzywdzić. Nie po to tyle serca i czasu mu poświęciłam, żeby okazało się, że moje wysiłki poszły na marne.
- Daj spokój – śmieję się nerwowo na tak makabryczną sugestię Jaryny. Wcześniej przez myśl nawet nie przemknęło mi, że mogłoby do czegoś takiego dojść, jednak im bardziej zastanawiam się nad słowami Butko, tym mocniej uświadamiam sobie, że taki scenariusz wcale nie byłby niemożliwy. O tajemniczym Czarnym Słońcu wszak nikt nic nie wie. W dużej części dlatego, że mimo stosowania przez nich typowo niemagicznych sposobów radzenia sobie z magią, większość ataków miała miejsce na terytorium dostępnym wyłącznie czarodziejom. To zaś znacząco komplikuje jednoznaczne określenie sprawcy. – Przecież do magicznych mieszkań i domów tak łatwo nie da się włamać – próbuję jeszcze przekonywać, nie wiem tylko czy Jarynę, czy siebie.
Z niemałą ulgą przyjmuję więc propozycję podejścia nieco bliżej wołchwa i miejsca, gdzie zaczęło płonąć już główne ognisko z monstrualną podobizną Jarowita. To przez krótką chwilę pozwala mi oderwać myśli od wizji wdzierających się obcych, nienawistnych osób do mieszkań moich najbliższych. Jedną ręką mocniej przyciskam do siebie Twardowskiego, drugą szukam w ciemnościach ramienia Butko, by i ją do siebie przyciągnąć.
- Zobaczysz, wszystko będzie w porządku, Jaryna – szepcę jej do ucha, przymykając oczy. Mimo wszystko nie potrafię spokojnie, jakby nigdy nic patrzeć na tańczące na ceremonialnych szatach kukły płomienie. – Te nakazy i zakazy będą tylko chwilowe, dopóki sytuacja nie wróci do normy. A za rok znowu spotkamy się w tym miejscu w nastrojach dużo bardziej skłaniających do prawdziwego świętowania.
Powrót do góry Go down
avatar


Różanka, Białoruś

26 lat

brudna

za Raskolnikami

pracownica Ministerstwa Magii
http://petersburg.forum.st/t1941-jaryna-fedimovna-butko#10083 http://petersburg.forum.st/t1943-jaryna-f-butko#10172 http://petersburg.forum.st/t1944-chodz-ze-mna-do-muzeum#10173 http://petersburg.forum.st/t1942-bozatko#10171
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Wto 25 Wrz 2018, 18:24
Jaryna na oczy nie widziała zapewne nawet większości zwierząt - magicznych czy nie - kontynentu europejskiego. Trzymając się cywilizacji (bez względu na to czy takową nazwać stolicę mugolskiej bądź magicznej Rosji, czy też wieś, z której pochodziła) nie miała raczej okazji obcować ze zwierzętami innymi niż te wiejskie czy domowe. A fenek zdecydowanie do takich nie należał. Ciężko też powiedzieć by o takim stworzeniu uczyli w Koldovstoretz, tak więc Butko może i kojarzyła wygląd pustynnych istotek, ale ciężko powiedzieć, by wiedziała cokolwiek.
Z prawdziwą ciekawością wysłuchała opowieści Ireny o jej małym, włochatym przyjacielu o wdzięcznym imieniu Twardowski. Nie mając pomysłu, skąd mogła wziąć takie miano spytała:
- Tak w ogóle... Dlaczego Twardowski? To jakiś dobry znajomy, postać z książki, skąd pomysł na takie imię w ogóle? - dziewczyna nie kojarzyła jakoś dobrze polskiej kultury. Spędzając czas we wręcz tyglu narodowym w szkole wiedziała zarazem wszystko i nic o mieszkańcach Unii Słowiańskiej. I jak po charakterze zapewne mogłaby się domyślać pochodzenia jegomościa lub jegomościni, tak już otoczka kulturowa potrafiła być jej całkiem obca.
Bała się. Bardziej o innych niż o siebie. Podejrzewała, że podczas gdy o Równoświecie jeszcze nikt poza Raskolnikami nie wie (w końcu wszystkim zależało na utrzymaniu jego istnienia w tajemnicy) tak zwykli, niezaangażowani w walkę i rewolucję mieszkańcy nie mieli swojej kryjówki. Okazywali się bezbronni, przynajmniej dopóki ktoś nie odkryje tajemnicy, dzięki której Czarne Słońce tak szybko osiągnęło tak wielki sukces i wystraszyło magiczną część świata, przynajmniej tą rosyjską. W tej sytuacji zostało jej liczyć, że najczarniejsze scenariusze wpadające jej do głowy się nie ziszczą.
Dała się przyciągnąć, gdy Odrowąż złapała ją za ramię, po czym sama oplotła ją ręką. Choć powinny być smutne gdzieś wewnątrz nich zalęgnął się strach.
Komu aż tak zależy, by zniszczyć ten piękny, inny świat, z jednej strony ukryty przed oczami większości ze strachu - w końcu stosy kiedyś były popularną metodą pozbywania się czarodziejów - a z drugiej strony z uznania niższości własnych pobratymców? Jaryna zdecydowanie wolałaby ujawnienie i podanie sobie ręki, tak aby nikt już nie musiał się bać.
- Obyś miała rację - szepnęła. - Złożyłam już dary, mam nadzieję, że coś dadzą.
Na wszelki wypadek przed snem też postanowiła coś zostawić na parapecie swojego okna.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

61 lat

błękitna

za Starszyzną

sędzia Magicznego Sądu / wykładowca na PUMie
http://petersburg.forum.st/t1069-matvei-onegin#3926 http://petersburg.forum.st/t1936-matvei-onegin#10029 http://petersburg.forum.st/t1937-sprawiedliwosc-wymierzamy-sami#10030 http://petersburg.forum.st/t1935-orzel-onegina#10028
PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sob 29 Wrz 2018, 11:39
Żałował, że na wydarzeniu nie było reszty jego dzieci - wszystkie kochał, tęsknił za nimi i był z nich dumny. Większość zajęta karierą czy innymi obowiązkami nie miała za wiele czasu, aby móc sobie pozwolić choćby na kilkudniowy wyjazd na polowanie z ojcem. Inna kwestia czy Matvei powinien sobie pozwolić na taki wysiłek. Coś mu mówiło, że niekoniecznie.
Na początku nie zauważył co się dzieje z jego córką. Jego uwagę zwrócił szaman oraz tłum podchodzący do ogniska, na którym miała zapłonąć ostatecznie kukła Jarowita. Zabawne, że tak niszczycielski żywioł jak ogień miał być oczyszczający ze wszelkiego zła oraz być jakąś metodą na pożegnanie bogów. Uznając, że widział całe wydarzenie wiele razy postanowił z żoną i córką nie przepychać się na siłę, tylko popodziwiać płomienie z daleka. Jeśli jednak Atena chciałaby podejść i...
Krew cieknąca po jej twarzy i wręcz omdlały ton głosu podczas wzywania matki doskonale pokazywał, co się z nią zaczęło dziać. Onegin spojrzał zdumiony, gdyż nie spodziewał się, że to się stanie akurat teraz. Może Jarowit pobłogosławił jego córkę jakąś wizją? Kto tam wie.
Złapał ją, gdy zaczęła upadać i machnął głową, aby dać znać Persefonie, że powinni przesunąć się jak najdalej od tego całego tłumu ludzi. Teraz to było proste, wszyscy obserwowali obrzędy prowadzone przez wołcha. Matvei wziął więc dziewczynę na ręce i zaczął iść w stronę najdalej umiejscowionego, opuszczonego przez obrzędujących ogniska i położył Atenę na drewnianej ławce licząc, że zaraz upora się z wizją i nie odniesie jakichś większych skutków ubocznych.
Od małżonki wziął chusteczkę, którą wytarł krew. Po tylu latach wiedział, że nie mógł za bardzo zrobić nic więcej.

#przepraszamżetakkrótko
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Jezioro Poviedniki   Sro 10 Paź 2018, 20:01
Po tylu latach Matvei Onegin powinien wiedzieć też, że niektóre wizje wcale nie trwają krótko. Samo przeniesienie się z napierającego ze wszystkich stron tłumu, który chciał znaleźć się jak najbliżej ogniska z poświęconą i zajętą ogniem kukłą, okazało się nie lada wyzwaniem, co wcale nie wpłynęło korzystnie na stan Ateny. Niektórzy prychali z niezadowoleniem, nie potrafiąc zrozumieć, jak można w tak ważnej chwili zakłócać spokój i rejterować; inni z zaciekawieniem zerkali na omdlałą czarownicę, może chcąc wywęszyć jakąś sensację, a może upewnić się, że z dziewczyną było wszystko w porządku. Na szczęście dla Ateny nikt nie zorientował się, co tak naprawdę zaczęło się dziać – wbrew pozorom mrok rozświetlany płomieniami ogniska okazał się doskonałym sprzymierzeńcem. Długie cienie rzucane przez świętujących igrały na obliczu Oneginy ze złocistym blaskiem, kryjąc zaszłe bielmem oczy i nie pozwalając odkryć prawdziwego wyrazu jej twarzy, który okazał się na wskroś przeszyty cierpieniem.
Ta wizja była dla córki Nestora wyjątkowo bolesna w przebiegu, choć jednocześnie krótka. Ucisk w klatce piersiowej stał się niemal nie do wytrzymania, a każde zaczerpnięcie choćby płytkiego oddechu jawiło się dziewczynie tak, jakby w jej środku wybuchały miliardy bomb pełnych ostrych odłamków. Sam widziany przez nią obraz również nie należał do wyjątkowo przyjemnych – przed monstrualnie wielkim budynkiem z wykonanymi z czarnego kamienia, kwadratowymi kolumnami ustawiono solidną, równie potężną szubienicę, na której w żałosnych pozach, niczym szmaciane lalki, wisiało sześć przyodzianych w czarodziejskie szaty ciał. Nie sposób było jednak określić, co to dokładnie za miejsce, ani czy ubiór ofiar był typowy dla jakiejś konkretnej grupy społecznej, czy były to jedynie klasyczne, codziennego użytku szaty czarodziejów. Jedyną pewną wskazówką okazała się zaledwie pogoda – zarówno po położeniu słońca, jak również krajobrazie czy ubiorze przechodniów można było dojść do śmiałego wniosku, że w Federacji Rosyjskiej panuje już wczesna jesień. To jednocześnie bardzo pomocne, ale też niemal bez znaczenia.
Gwałtowny powrót do rzeczywistości wcale nie przyniósł Atenie ulgi. Chociaż nad jeziorem już jakiś czas temu ucichły pieśni i toczące się rozmowy, to jednak wszelkie dźwięki wydawały się rozbrzmiewać w głowie dziewczyny nienaturalnie głośno, a sprzed oczu uparcie nie chciał znikać obraz wiszących ciał. Dla Oneginów ocucenie ich córki było jednak znakiem, że na dzisiaj ich celebracja Pogrzebu Jarowita dobiegła końca. Korzystając z pozornego braku zainteresowania, natychmiast zdecydowali się na długą podróż psim zaprzęgiem do zacisznych kątów swojej rezydencji.
Niedługo po nich do swoich domów zaczęli rozchodzić się pozostali świętujący. Mimo zaskakującego przemówienia Dumy, reszta wieczoru przebiegła zadziwiająco spokojnie. Co prawda po dopaleniu się kukły Jarowita do końca kilku uczestników Pogrzebu rozpoczęło bardziej żywiołowe rozmowy na temat tego, co czeka ich od następnego dnia, jednak czuwający nad porządkiem gwardziści w stanowczy sposób dali im do zrozumienia, że nie było to odpowiednie miejsce do prowadzenia tego typu dyskusji. Dzięki temu już krótko po pierwszej w nocy mieszkańcy Poviedników mogli zasnąć nie niepokojeni docierającymi znad jeziora hałasami.

wszyscy z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Jezioro Poviedniki   
Powrót do góry Go down
 
Jezioro Poviedniki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wielkie jezioro
» Jezioro


Skocz do: