Навигация

Sobór Wasyla Błogosławionego
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 :: Mocква :: Moskwa
 

 Sobór Wasyla Błogosławionego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieSobór Wasyla Błogosławionego   Sro 14 Lut 2018, 19:38
Sobór Wasyla Błogosławionego

Sobór Wasyla Błogosławionego został zbudowany z inicjatywy Iwana Groźnego we wschodniej części Placu Czerwonego, który miał upamiętniać słynne zwycięstwo w wojnie z Tatarami i zdobycie ich stolicy – miasta Kazań. Sam car nie chciał, aby na świecie powstała druga, równie piękna cerkiew, dlatego nakazał oślepienie Barmy – pskowskiego architekta. Wnętrze budynku tworzy niezwykle kręty labirynt przejść pomiędzy kaplicami i kondygnacjami. Ściany cerkwi pomalowane są nie tylko we wzory geometryczne, ale także i kwiatowy. Przez wieki sobór był wielokrotnie przebudowywany i odbudowany przez zniszczenia. Do XVII w. kopuły poszczególnych obiektów były pozłacane, dopiero później zostały one kolorowo ozdobione. Dziś ta dekoracja jest elementem bardzo charakterystycznym dla Soboru Wasyla Błogosławionego, który cieszy się popularnością.

Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-zeus#9577
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Sro 16 Maj 2018, 13:11

09.06.1999

Sobór Wasyla Błogosławionego był już zamknięty. Nie bez powodu Kosmas Zakharenko wybrał to miejsce, by w trybie natychmiastowym spotkać się tam ze swoją żoną – zwykle nie uczęszczali do niego czarodzieje, a późnymi wieczorami było niedostępne dla zwiedzających turystów. To, co wydarzyło się dzisiejszego popołudnia przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Choć osobiście nie było go na przełomowym spotkaniu Starszyzny z Raskolnikami, o wszystkim zdążył się dowiedzieć w zastraszająco szybkim tempie od zaufanych ludzi stojących po jego stronie. Od samego początku Kosmas nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło zaledwie kilka godzin wcześniej. Dlaczego Savvas to zrobił? Nieoczekiwanie ziścił się najgorszy z możliwych scenariuszy, którego absolutnie nikt się nie spodziewał. Bo przecież prawda nigdy miała nie wyjść na jaw, a teraz byli o krok od tego, by dowiedzieć się, kto w rzeczywistości stoi za tym wszystkim. Kosmas jednocześnie wiedział, że ma w garści samego Grigoriya Kuragina czy Nikodima Aristova, z którymi od kilku miesięcy nieustannie spiskował. Mimo że był zupełnie nowym graczem w Radzie Czarodziejów, to uparcie wierzył, że byli sobie potrzebni, a efekt do­mina da się zatrzymać. W innym przypadku na jaw wyjdzie cały spisek – a lista zamieszanych czarodziejów w zamach w Muzeum Sztuki Magicznej była długa i zaskakująca dla przeciętnego obywatela, co z pewnością jeszcze bardziej nadszarpnęłoby wizerunek Starszyzny. Zakharenko był świadomy tego, że nie może nigdzie uciec, kiedy wszystkie oczy skierowane są na niego i jego rodzinę. Potrzebował teraz Hekate i czasu, by wyciągnąć nóż z pleców, który wbił mu Savvas.
Jego nerwowe kroki niosły się echem po opustoszałej cerkwi. Kosmas miał nadzieję, że jego żona otrzyma list na czas i stawi się na spotkanie, by mogli na osobności porozmawiać o tym, co się niespodziewanie dzisiaj wydarzyło nim rzucą się na nich hieny i obrzucą ich kolejnymi oskarżeniami. Odetchnął z dziwną ulgą pod nosem, widząc jak stoi przed ołtarzem i niecierpliwie czeka na jego przybycie. Droga pośród rzędów drewnianych ławek dłużyła mu się niemiłosiernie. Był przecież już tak niedaleko ukochanej Hekate, a im był bliżej, tym bardziej czuł w środku, że zaraz rozpadnie się na milion kawałków i nic z niego nie pozostanie. Tylko przy niej potrafił okazywać swoje prawdziwe uczucia. Tylko dla niej był w stanie zrobić wszystko. Czy było za późno na to, by cokolwiek jeszcze uratować? Czy uda im się ugasić pożar, który wywołał ich syn? Gdzie tym razem popełnili błąd? Czy pokładali zbyt wielkie nadzieje w Savvasie? Czy sumienie nie dawało mu spokoju i wzbudzało w nim poczucie winy na tyle, by wyznać to całemu światu? Czy zdążył wydać już wszystkich i skazać ich na publiczny ostracyzm? Przecież nie tak to miało wyglądać. Kilkoma słowami Sava zniszczył to, na co tak długo pracowali. Z początku wszystko układało się po ich myśli, bez problemu udało im się pozbyć Artemiusa i Eliadesa, by w końcu móc wynieść rodzinę na szczyt i zacząć grać pierwsze skrzypce w Starszyźnie, a teraz Savvas stanął przeciwko nim, tym samym wytaczając najcięższe działo, jakim była gorzka prawda. Kosmas chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił tego zrobić. W ciszy objął jedynie Hekate, jakby za kilka sekund miał się skończyć świat. Powiedz, Hekate, dlaczego tak się stało?
Dlaczego?
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

51 lat

błękitna

za Starszyzną

redaktor naczelna „Tylko Prawdy”
http://petersburg.forum.st/t1131-hekate-zakharenko#4249 http://petersburg.forum.st/t1174-wygladaj-jako-kwiat-niewinny#4587 http://petersburg.forum.st/t1175-wiedzma
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Pią 18 Maj 2018, 20:17
Hekate Zakharenko nie przyszła na ten świat, by biegać. Urodziła się, by kroczyć z gracją w tempie, które pozwala nie upaść nawet na dziesięciocentymetrowych obcasach (nie nosi takich od lat, uznawszy je za niedorzeczność), poza tym – by nadążył za nią każdy, kto zechce o coś zapytać, poprosić, zrobić zdjęcie, ostatecznie po prostu obejrzeć, jak mija go z godnością, nie rozglądając się dokoła. Hekate Zakharenko chodzi tak, że strach zajść jej drogę. Jedyną zmianą w jej wyglądzie mogącą zdradzać pośpiech jest drobna zmarszczka zaznaczająca się między delikatnie zmarszczonymi brwiami. Zdobiła jej twarz teraz; nie ma czasu, już za późno. Każdy krok niosący się echem po świątyni był stawiany rozważnie, z ostrożnością, jaka na co dzień ustępuje miejsca pewności. Kolana uginały się pod nią, trzy razy prawie upadła ślizgając się na posadzce. Zatrzymała się przed ołtarzem, opierając dłonie na barierce broniącej wstępu dalej jak zniedołężniała staruszka.
Żadne „przepraszam” tak jej przedtem nie ciążyło. Żadna zagadkowa wiadomość od męża, synów, czy córek nie odniosła takich skutków. Nie wiedziała, co Savvas zamierzał zrobić. Gdyby pozmieniać kolejność wydarzeń, jednym słowem mogłaby sama zapobiec katastrofie, powstrzymać lawinę, której huk już ją doganiał. Złowieszczy hałas jej wyobrażeń zwiastował klęskę pod natłokiem pytań i oskarżeń. W ostatniej chwili wzbił się ponad niego odgłos kroków dochodzący od wrót kościoła. Hekate z wolna powiodła wzrokiem po wizerunkach świętych uwiecznionych na ikonach, po czym odwróciła się, by – stojąc na tle ołtarza pokrytego złotem i żółtego światła świec tańczącego na ornamentach – spojrzeć w niespokojną twarz męża.
Jeśli miał dla nich nadejść moment, w którym powinni zacząć się modlić o pomoc – nadszedł właśnie teraz.
To koniec, myśleli oboje. Zgiełk panujący w jej zwykle poukładanej głowie był na to najlepszym dowodem; w twarzy nadchodzącego Kosmasa rozpoznała więcej niż dosyć oznak zwątpienia. To koniec, myśleli oboje, a żadne nie mogło powiedzieć.
Żadne „przepraszam” nie spowodowało jeszcze tragedii. Przeciwnie, to pierwsze słowo, jakie przychodzi na myśl człowiekowi, gdy ten postanowi coś naprawić. Ostatnie „przepraszam”, jakie dla Hekate przeznaczył jej pierworodny syn zaprzepaściło wszystkie ich szanse, było posłańcem żałoby.
Lepiej by było, myślała, a serce nie biło jej w piersi. Musiała zatrzymać je na jakiś czas, zignorować wszystko, co mógł oznaczać widowiskowy występ Savy na spotkaniu z Raskolnikami i po prostu pomyśleć, co jeszcze można odkręcić. Czy jest to jeszcze możliwe. Lepiej by było, gdyby umarł. Mogłaby tęsknić za nim wiedząc, że nie ma już żadnych szans, by go kiedyś zobaczyła. Gdyby był na tamtym świecie, jak na ironię, lepiej by to zniosła, niż świadomość, że musi odwrócić się od niego.
Skryta w ramionach Kosmasa, odchrząknęła cicho, zduszając po raz kolejny płacz, jaki w niej wzbierał. Odstąpiła od niego i podarowała mężowi mały, tak typowy dla siebie, a jemu znany uśmiech. Z tym wyrazem twarzy ruszyła wzdłuż barierki, aż dotarła do świecznika, w którym dopalały się skrawki wosku. Jeśli wyciągnie dłoń nad płomieniem – czy poczuje cokolwiek?
- Mamy za co być wdzięczni twoim przodkom, którzy postradali zmysły. – odezwała się drżącym głosem, nie dziwiąc się już niczemu, nawet własnemu okrucieństwu. – Gdy przekażemy światu informację, że Sava zwariował, nikogo to nie zdziwi. W Radzie zapewne przyjmowali zakłady – które z nas jako pierwsze trafi na oddział zamknięty w Hotynce.
Ogień ze świecy sparzył jej palce. Ale to nie ma już znaczenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-zeus#9577
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Pią 01 Cze 2018, 13:59
To koniec. A przecież miał być dopiero początek. Wszystko to, co dzisiejszego popołudnia zrobił Savvas, właśnie zaprzepaściło ich dalekosiężne plany. Kosmas wraz z Hekate mieli wielką misję do spełnienia, choć bez wątpienia wymagała ona krwawych ofiar w postaci Eliadesa, Artemiusa czy chociażby samego Savvasa. Bo i on nią niewątpliwie był, mimo że Kosmasowi nigdy nie przeszłoby to przez myśl, by tak właśnie określić swojego syna. To na jego barkach od początku spoczywała największa odpowiedzialność, jednak w ostateczności Zakharenko nie miał żadnych skrupułów, by bez słowa nią go obarczyć. Czy teraz powinien więc czuć się winny jako ojciec, że jego pierworodny niespodziewanie ugiął się pod natłokiem obowiązków i dręczącego go sumienia? Zakharenko nie potrafił wciąż dostrzec tego, gdzie popełnił błąd. W którym to momencie się stało? Może powinien wtedy nie posłuchać Hekate i dolać synowi Rusałczego Nektaru, by skupił się na Varvarze? Czy może to, że z troski o jego dobro i kondycję psychiczną odsunął go od Białej Gwardii, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło go do szaleństwa i wyznania na oczach całego świata? Dlaczego nie dostrzegł żadnych niepokojących znaków z jego strony? A może Savvas je pokazywał, lecz Kosmas, zbyt zajęty sprawami Białej Gwardiii, nie był w stanie ich zauważyć? Wiedział, że to, co teraz powie będzie trudne. Dla każdego rodzica by było. Ale rewolucja wymagała ofiar. Kosmas nie zamierzał pozwolić na to, by strawiła jeszcze jego, Hekate i resztę rodziny. Na pomoc Savvasowi było już za późno.
- Nie jest naszym synem – odpowiedział twardo Kosmas, choć jeszcze zaledwie chwilę temu czuł, jakby zaraz miałby się rozpaść na milion kawałków. Nie było w nim ni krztyny zawahania. Nigdy na nikim tak się nie zawiódł jak na  pierworodnym, w którym razem z Hekate pokładali największe nadzieje. Savvas ich zdradził i rzucił na pożarcie rodzinę Zakharenko całemu światu. Kosmas pomylił się, ale nie mógł uwierzyć, że pomylił się do takiego stopnia co do własnego syna. – Nie jest już naszym synem – powtórzył nieco głośniej, by echo rozniosło się po Soborze Wasyla Błogosławionego. Niech i Bóg będzie mu świadkiem, jeśli istnieje, że Kosmas przekreślił Savvasa. Nie będzie już dla niego miejsca przy rodzinnym stole w Odessie. Nie będzie też i miejsca w ojcowskim sercu. Czy i Hekate będzie stać na taki krok? – Nic nie poradzę na wadliwe geny – rzucił Kosmas z rozżaleniem w głosie, spoglądając głęboko w oczy Hekate. Wszyscy w Starszyźnie znali przecież historie o tym, jak brat zarzynał brata, by zdobyć złotą krew, co z czasem doprowadziło do historycznej klęski ich rodu. Teraz miało być przecież zupełnie inaczej. Niestety, żadne z nich nie potrafiło przewidzieć przyszłości. – Savvas zwariował. Jak wielu naszych przodków. – Taka będzie oficjalna wersja. Ale co dalej? Dobrze wiesz, Kosmas, że to nie wystarczy. Zaraz wszyscy zaczną węszyć. Mógł mieć i plecy w postaci Kuraginów i niechętnych im Aristovów, choć również uwikłanych w zamach w Muzeum Sztuki Magicznej, ale to wciąż za mało. Ziścił się najgorszy scenariusz, z którego musieli teraz szybko wybrnąć.
Tylko jak?
Pomóż, Zeusie.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

51 lat

błękitna

za Starszyzną

redaktor naczelna „Tylko Prawdy”
http://petersburg.forum.st/t1131-hekate-zakharenko#4249 http://petersburg.forum.st/t1174-wygladaj-jako-kwiat-niewinny#4587 http://petersburg.forum.st/t1175-wiedzma
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Sob 02 Cze 2018, 20:25
Mogła stracić syna na tak wiele sposobów. Kosmas posyłał go na najniebezpieczniejsze misje, niepomny na jej matczyne zmartwienia. Drżała o jego życie i bezpieczeństwo już tyle razy, że nieszczęście uderzające w czas, gdy nareszcie uspokoiła się na tyle, by uwierzyć, że udało jej się uchronić męża, siebie i swoje dzieci przed złem tego świata i konsekwencjami swoich postępków uderzyło w nią o wiele mocniej. Nieugięcie się od tego ciosu kosztowało ją wszystko. Gdyby to nie Kosmas ją tu wezwał, nie ruszyłaby się z domu. Snułaby się po komnatach odeskiej posiadłości, wiodła opuszkami palców po złotych zdobieniach i z niemal dziecięcą ciekawością przyglądałaby się pustce rosnącej w jej wnętrzu. Nie zostało jej już nic, z własnej winy straciła najukochańszego syna. „Koniec” był żałośnie niewystarczającym określeniem na etap, który nastał w jej życiu. A skoro było już po końcu, na jaką drogę mogła wejść? Tylko uczepić się Kosmasa, jej kotwicy na wzburzonych falach oceanu smutku, pomóc mu uratować się przed karą, jaka miała na nich spaść.
- Odszukaj go. Za wszelką cenę. – zawsze był pod ich kontrolą. Zapędzili się za daleko w sterowaniu jego osobą. Osiedli na laurach przekonania, że już im się nie wymknie. Oddał im w całości swój pojętny umysł. Miał też to nieszczęście oddać im serce, gdy było jeszcze pełne naiwnej dziecięcej miłości. Skutecznie i okrutnie zabrali z niego miejsce na nowe, dojrzale uczucie, które mogłoby im go odebrać. Ostatecznie upodlili go każąc udawać, że nie popełnili tego błędu, nie odebrali mu tej wolności. Napoili kobietę, której zechciał na krótką chwilę zaufać, rusałczym nektarem i wypaczyli pozór miłości, by i nim posłużył ich politycznym celom.
To nie Savvas tu zwariował.
- Musimy wrócić do domu. Porozmawiać z dziećmi, a przede wszystkim z Deimosem. – sparzone palce ukryła w dłoni Kosmasa, chwytając się jego rąk jakby tonęła. – Będzie musiał go zastąpić. – nie w Gwardii, to pewne. Jej drugi syn dopiero co wrócił, a nie chcąc powtórzyć błędów popełnionych przy pierworodnym musiała pozwolić mu na chociaż jakąś niezależność. Ale wolne miejsce po Savie na scenie politycznej trzeba będzie kimś wypełnić. Po matce zaś, młodszy brat będzie najbardziej wiarygodnym głosem wśród oskarżycieli Savvasa.
Hekate wstrząsnął dreszcz. Nawet w myślach wzbraniała się przed wypowiadaniem imienia syna.
Nie pytała już, dlaczego. By jakkolwiek funkcjonować, musiała odciąć się od tego, co się stało w tak dużym stopniu, jak to tylko możliwe. Wznieść mur pomiędzy emocjonalnym przywiązaniem matki, a konsekwencjami, z jakim będzie musiała zmierzyć się żona zabójcy, dyrygentka koncertu, jakim był zamach na życie Eliadesa Zakharenki. Musiała, zagubiona wśród rozpaczy, odnaleźć choć cząstkę gniewu, mobilizacji do działania.
- Będą nas szukać. – ich orły zapewne już krążyły szukając właścicieli, by im dostarczyć wezwania do sądu. – Będą przesłuchania i oskarżenia. Kosmas… – zarzuciła mężowi ręce na szyję, jakby to już było ich pożegnanie. – To może być dla nas za dużo.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-zeus#9577
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Czw 14 Cze 2018, 16:03
- Obiecuję ci, Hekate... – A ty nie rzucasz przecież słów na wiatr, Kosmasie. – Zrobię wszystko, by go znaleźć.I zamordować. Ale tego już nie wypowiedział na głos, starając się trzymać emocje na wodzy, co w tej sytuacji nie było łatwym osiągnięciem. Kosmas wiedział, że wielokrotnie mogli stracić swojego syna – nie tylko Savvasa, ale i Deimosa. Nie mieli jednak oporów przed tym, by wykorzystywać go do własnych celów. Nie byli jednak absolutnie przygotowani na to, że to ich najstarszy syn, ten, w którym pokładali największe nadzieje, zawiedzie ich akurat w tak kluczowym momencie. Przecież teraz już wszystko miało być inaczej. Zaplanowali sobie dokładnie całą przyszłość, do której w końcu udało im się utorować drogę, co nie było tylko efektem starań w ostatnich miesiącach, lecz długich lat. Być zdradzonym przez syna to coś, czego Kosmas nie życzyłby największemu wrogowi. Nigdy nie czuł takiego żalu jak teraz, ale jednocześnie był świadomy tego, że musi go przezwyciężyć i stawić czoła nowym przeciwnościom, które od dnia następnego będą na nich czekały na każdym kroku. Przerażająca była wizja upadku jego rodu, ziściły się najgorsze myśli Kosmasa ze spotkania z Savvasem w jego gabinecie w Kwaterze Białej Gwardii. Nie tak miało być. Nie tak. Teraz tylko musieli się uspokoić, oswoić się z rzeczywistością i przystąpić do dalszego działania. Kosmas pod żadnym pozorem nie zamierzał się poddawać i składać broni. To nie będzie jeszcze ich koniec.
- Wrócimy – powtórzył ledwo słyszalnie za nią, pozwalając sobie na kolejne westchnięcie pod nosem. Kosmasa przez ostatnie dni nie było w pracy, pozwolił sobie na urlop i przekazał stery Yanevie, dlatego obawiał się teraz, jak jego współpracownicy zareagują na powrót po tym, co wydarzyło się zaledwie kilka godzin temu. – Wrócimy jeszcze dziś. Zajmiesz się Deimosem, porozmawiaj z nim, a ja rozpocznę poszukiwania Savvasa. Najpierw jednak będę musiał udać się do gabinetu. – Nie Savvas w tym momencie był najważniejszy, choć to on był sprawcą całego zamieszania. Zapewne przepadł już jak kamień w wodę, zmienił swój wygląd i zaszył się gdzieś tysiące kilometrów stąd, dlatego szanse odnalezienia ich syna w przeciągu następnych kilku godzin były znikome. W tym momencie musieli przede wszystkim ustalić wspólną wersję wydarzeń, choć zrobili to już kiedyś na wszelki wypadek, zdając sobie sprawę z tego, iż muszą być przygotowani na każdą ewentualność. – Poradzimy sobie ze wszystkim – odpowiedział twardo i pewnie, słysząc w głosie swojej najdroższej żony mnóstwo wątpliwości i zrozumiałego strachu. On też się bał, nie był nieustraszony, jednak – jako mąż, Komendant Białej Gwardii i Nestor Zakharenko – miał obowiązek, by nieść cały ciężar na swoich barkach. Uparcie wierzył, że jeśli tylko zasieje w Hekate odrobinę nadziei, to uda im się z tego jeszcze wybrnąć. To ona była jego siłą. A teraz nadeszła najwyższa pora, by przejść do konkretów i zacząć działać.
- Tak, nie ma wątpliwości do tego, że będą nas chcieli przesłuchać. Musimy rozważyć różne opcje, by nie dać się złapać. Czy w zanadrzu mamy coś, co mogłoby nam pomóc? Jakieś eliksiry? Cokolwiek. – Jako doświadczony gwardzista dobrze wiedział, jak to wszystko działa. Biała Gwardia była przewidywalna w swoich procedurach. Nie mieli jednak tyle czasu, by na wszystko odpowiednio się przygotować, zwłaszcza że już zdążyli posłać po nich posiłki. – Poza tym, proszę… Nie poddawaj się, Hekate. Tylko razem jesteśmy w stanie wygrać. Proszę, pamiętaj, że po naszej stronie są Kuraginowie i Aristovowie. Nie mają jak się z tego wywinąć. Nie tkwimy w tym sami. – Była jeszcze Varvara, która była dla nich nieoficjalnym gwarantem dotrzymania umowy z Ministrem Magii.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

51 lat

błękitna

za Starszyzną

redaktor naczelna „Tylko Prawdy”
http://petersburg.forum.st/t1131-hekate-zakharenko#4249 http://petersburg.forum.st/t1174-wygladaj-jako-kwiat-niewinny#4587 http://petersburg.forum.st/t1175-wiedzma
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Czw 05 Lip 2018, 23:12
Wiedziała, że Kosmas musi znaleźć ich syna, a jednocześnie jakaś jej najbardziej ludzka część trzymana przy życiu przez matczyne uczucia pragnęła, by nie udało mu się tego dokonać. Dopóki nie odzyskają kontroli nad Savvasem nie będą bezpieczni, a jednak nie chciała tak ostatecznie pochować syna. Kosmasa zaś znała dość dobrze, by wiedzieć, że pogrzeb to jedyne, co kochający i polegający na synu w każdej sprawie dotąd ojciec zaoferuje pierworodnemu zdrajcy.
Trzydzieści wspólnych lat. Więcej, niż połowa życia, a Hekate zawsze była pracowita; jeden błąd z pewnością nie zdołał zniszczyć sieci, jaką pieczołowicie przez cały ten czas oplatała swoją rodzinę. Nie zaprzeczyłaby, zapytana, że kochała Savvasa najbardziej. Był jej pierwszym, najważniejszym dzieckiem. Kochała go miłością poświęconego czasu, wysiłku włożonego w jego wykształcenie i dorastanie na człowieka sukcesu, jakim stał się pod jej kierunkiem. Chociaż powinna może określić go skorupą sukcesu. Jego zniknięcie spowodowało w jej sercu spustoszenie, ale przyświecał jej jeszcze jeden, ważniejszy cel. Matczyna miłość do Savy nie mogła równać się z uczuciem, jakie przywiązało ją do Kosmasa. Ten mężczyzna, pozornie przeciętny, a jednak dysponujący tak niewyobrażalną charyzmą, był pierwszym i najważniejszym katalizatorem jej rozwoju. To przy nim nauczyła się być sobą, w pełni wykorzystać swój potencjał. Jej miłość do męża była w lwiej części wdzięcznością – gdyby musiała oddać wszystko, co jej w życiu podarował (łącznie z dziećmi, także ukochanym Savą), przestałaby istnieć. Przed nim była jedną z setek durnowatych panienek chowanych pod kloszem salonów; nikt nie spojrzał na nią dwa razy, kiedy nosiła jeszcze nazwisko Dolohov. Dopiero kiedy została Hekate Zakharenko, urosła w oczach wszystkich, przez lata stała się godną imienniczką bogini zemsty. Nie stała się po prostu bezwzględną krzewicielką niezgody i zbrodni – nauczyła się, jak zawrzeć w swoim działaniu mądrość.
- Coś się znajdzie. – odparła bardziej przytomnym tonem, myślami wracając już do sekretarzyka, w którym przechowywała uwarzone w domowym laboratorium eliksiry. Musiała także zabezpieczyć inne niż dom w Odessie miejsce, w którym mogliby bez cienia podejrzeń opracować dalszy plan. Najchętniej wyjechałaby z mężem do Grecji, która zawsze zdawała się witać ich z otwartymi ramionami (może warto byłoby w pewnym momencie i tam poszukać Savvasa?), ale musieli tkwić nadal w samym środku krzyżowego ognia oskarżeń.
Teraz to ona musiała wystarczyć za dom całej swojej rodzinie.
- Oczywiście. – westchnęła, opierając się jeszcze przez chwilę o niezachwianą postać męża. Przecież się zabezpieczyli. Sama dopilnowała, by nestorzy odpowiednich rodów w zupełności im zaufali, nalegała, by wtajemniczyć ich w plan Kosmasa dość wcześnie; tak, by teraz nie mogli ich wydać nie obciążając siebie samych. Emocje przyćmiły jej na chwilę niepodważalne fakty, a nie mogła marnować ani jednej minuty więcej. Jeśli teraz się nie opamięta – straci znacznie więcej; dziesiątki lat jej pracy stracą znaczenie. – Oczywiście, masz rację. Warto byłoby zapewnić Varvarze dyskretną ochronę. Wciąż nie mam pewności, czy… – urwała, zastanawiając się, czy da radę wypowiedzieć imię syna. Poniosła klęskę. – czy się w niej nie zakochał naprawdę. Może chcieć się z nią skontaktować, więc niezależnie od jego zamiarów, obserwacja Kuraginy to niezły pomysł. – jej przypadek był wyjątkowy; w reszcie związków, w jakie łączą się ludzie nie panuje równowaga pomiędzy tym, co dyktuje serce i tym, czego pragnie serce. Hekate zaś uparcie wierzyła, że Savvas jest mimo jej zakazów zdolny do miłości innej niż służalcze posłuszeństwo rodzicom i obawiała się, że czymś na jej kształt obdarzył akurat Kuraginę. Wcześniej nie widziałaby w tym uczuciu nic dobrego, postrzegała – nawet, gdy było ewentualnością – je jako słabość, a teraz musiała to wykorzystać.
- Byłabym zapomniała. Skontaktuj mnie z Godunovą, czy jak nazywała się ta uzdrowicielka, którą opłacasz. Razem z nią i Deimosem muszę opracować jakiś wiarygodny obraz rozwijającej się choroby… Savvasa.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-zeus#9577
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Wto 17 Lip 2018, 01:11
- Choć tyle – odpowiedział Kosmas na słowa Hekate niemal szeptem, kiwając lekko głową i odgarniając jej włosy. Patrzył na nią tak jak po raz pierwszy na Balu Zwycięstwa – z miłością, choć wyjątkowo widać było w tym spojrzeniu jeszcze żal i strach wywołany tym, co zrobił ich syn. Zakharenko potrafił sobie wyobrazić bardzo wiele, ale nie byłby w stanie żyć bez Hekate. To ona była jego siłą. To w niej miał nieprawdopodobne szczęście zakochać się jako młodzieniec i to nie zmieniło się aż do teraz. Z upływem czasu jego niewinne, lecz płomienne uczucie tylko przybierało na mocy, aż w końcu samoistnie stało się na tyle potężne i niezachwiane, że nikt nie był w stanie go zniszczyć. Mimo iż Kosmas zawsze kochał swoje dzieci ponad życie, to i je byłby w stanie w imię miłości dla Hekate poświęcić – zupełnie tak jak teraz zamierzał to uczynić z Savvasem. Dla dobra całej rodziny, którą musiał utrzymać w ryzach, on już nie istniał. Nie było dla niego miejsca w odeskim Akropolu, choć dopiero co prawdziwy dom udało im się odzyskać. Dziś, dziewiątego czerwca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, Kosmas i Hekate Zakharenko stracili swojego najstarszego syna. Odszedł z tego świata niechlubnie jako zdrajca krwi. A mógł być przecież wielkim bohaterem. – Nie możemy stracić Varvary z oczu. Jest naszą cenną kartą przetargową. Inaczej kolejnym problemem będzie sam Grigoriy Kuragin, jeśli coś jej się przez przypadek stanie. – Czy ktoś mógł jeszcze teraz przewidzieć do czego ten człowiek jest w stanie jeszcze się posunąć? Tego zdawali się nie wiedzieć nawet greccy bogowie, w których Kosmas zawsze mocno wierzył.
- Spotkamy się jeszcze dziś – postanowił twardym głosem Kosmas, mimo że nie miał pewności, co wydarzy się w Kwaterze Białej Gwardii. Wizja nagłego powrotu do pracy po kilkudniowym urlopie napawała go dziwnym przerażeniem, co nie zdarzało się zbyt często, jednak to on wciąż sprawował najwyższą funkcję, której nikt nie miał prawa mu odebrać. Nie mogli mu też oficjalnie niczego zrobić, choć był świadomy tego, iż jego najwięksi wrogowie z pracy, których zdążył sobie w ostatnim czasie przysporzyć, będą wyjątkowo naciskali na to, by go zatrzymać. Kosmas doskonale znał wszelkie procedury, które powszechnie obowiązywały w świecie magicznym, jednak nigdy nie poczuł ich na własnej skórze. – Oczywiście, adres do doktor Godunovej znajdziesz w mojej teczce w kufrze. Pieniądze nie grają teraz roli, więc zrób, co możesz. Tylko… – Wziął głęboki oddech, by zaraz dokończyć: – Tylko powiedz mi, najdroższa, że poradzimy sobie z tym wszystkim. Razem. Owszem, czeka nas piekło, ale…  – Wiedział, że Hekate dalej była z nim, lecz chciał to od niej usłyszeć, by móc zacząć działać. Nigdy nie wymagał szczególnie wiele od swojej żony, zawsze potrzebował zwykłego zapewnienia lub krótkiej deklaracji, czyli czegoś, co po prostu podniosłoby jego morale. – Razem. Tylko ciebie potrzebuję. Nie zostawiaj mnie nigdy. Nie teraz, Hekate. Tylko o to proszę. – Ujął jej załzawioną twarz w swoje zimne dłonie, by złożyć na miękkich ustach Hekate pocałunek. Przez ponad trzydzieści lat nigdy nie zdarzyła im się taka sytuacja jak dziś. Jeszcze kilkanaście minut temu mogłoby się wydawać, że spotkanie w Soborze Wasyla Błogosławionego to ich ostatnie pożegnanie. Ale czy właśnie tak miał wyglądać koniec Kosmasa i Hekate? Nie mogli się poddać.
Nie teraz.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

51 lat

błękitna

za Starszyzną

redaktor naczelna „Tylko Prawdy”
http://petersburg.forum.st/t1131-hekate-zakharenko#4249 http://petersburg.forum.st/t1174-wygladaj-jako-kwiat-niewinny#4587 http://petersburg.forum.st/t1175-wiedzma
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Nie 05 Sie 2018, 22:07
Zawsze miała dla niego słowa. W najtrudniejszych chwilach nie przestawała otulać go swoim kojącym szeptem, jak cierpliwy ogrodnik czuwała nad jego umysłem, zawczasu pozbywając się chwastów wątpliwości. Wznosiła pomnik Kosmasa, wiara w jego sukces stawała się złotem, które pokrywało jego postać, by inni odwracali od niej wzrok, onieśmieleni. Miał być nietykalny, niepokonany, nagrodzony wszystkim, na co zasługiwał.
Ona musiała zapewnić mu to wszystko, dopilnować, by w zbroi osłaniającej wrażliwą konstrukcję jej planu porośniętą gąszczem kłamstw nie znalazła się żadna szczelina. Gdyby mogli wrócić do Balu Zwycięstwa, co by zmieniła? Czy mogłaby wpłynąć na cokolwiek? Mimo ostrych zakrętów i wyczerpujących najcierpliwszego piechura wzniesień na ich wspólnej drodze, Hekate z chęcią poddałaby się urokowi Kosmasa jeszcze raz, przeznaczyła mu te same słowa szeptane w tańcu. Nie mogło być dla niej innego życia – mogło jej się wydawać, że skończyło się ono wraz z utratą Savy, ale w rzeczywistości było podporządkowane Kosmasowi.
- Wybacz mi. – mogłaby znienawidzić siebie samą za samo tylko sprowokowanie w nim myśli, że byłaby w stanie od niego odejść. Za każdy moment, w którym Kosmas wątpił w jej niezachwianą dotąd siłę, z godnością poniosłaby najsroższą karę. Uznałaby ją za w pełni zasłużoną. – Nie mogłabym nigdy cię zostawić. Nie ma mnie bez ciebie. – i zamierzała zrobić wszystko, by znowu mu to udowodnić.
- Dobrze się składa, że w Avosce wciąż uwielbiają o niej pisać. Może tym sposobem uda mi się czegoś dowiedzieć bez wzbudzania podejrzeń ministra. – była gotowa nawet otoczyć znienawidzoną Kuraginę opiekuńczą aurą swej uwagi i czujności, chociaż najchętniej utopiłaby córkę ministra w najbliższej rzece jak starą schorowaną sukę. Hekate obwiniała tę kobietę za wszystko złe, co spotkało Savvasa. Gdyby nie jej podłe oszustwo, jej rusałczy czar wystawiający na próbę serce Savy, ich sekret byłby bezpieczny, a matka wciąż miałaby syna.
Rodzice nie powinni przeżywać swoich dzieci, taki porządek rzeczy jest wbrew naturze. Podobnie, przyroda nie zna przypadków, w których można by umrzeć za życia. Hekate tymczasem musiała wznieść w sercu mogiłę dla syna, który wciąż żył – i oby był zdrowy – ciałem, setką ciał, które mógł wybrać zgodnie ze swym upodobaniem. Najpiękniejsza ozdoba jej świata, gwiazda, przy której bledły wszystkie światła rozświetlające niebo w bezchmurną noc w jednej chwili, chwili, której Hekate nie była nawet świadkiem, bezpowrotnie straciła swój blask. W ciemności powstałej po zniknięciu Savy, musiała odnaleźć się szybko i ruszyć do przodu, by nie dopadła jej pogoń kary.
W nikłym świetle pustej świątyni, cienie na jej rękach zaczęły niepokojąco przypominać plamy krwi. Dlaczego pozwoliła sobie zapomnieć, że umarli potrafią przemawiać równie głośno co ryczący tłum głosem starych listów albo rozgoryczonych żywych? Nie przebierała w środkach każąc synowi sięgać po rozwiązania ostateczne, ale nawet to nie zabezpieczyło jej w zupełności.
Co jeszcze mogła zrobić prócz podjęcia rozpaczliwej próby naprawienia swoich błędów, chociaż w zaślepieniu przez rozpacz nie dostrzegała nawet, w których miejscach nastąpiły?
Po raz pierwszy od dawna, a nawet chyba po raz pierwszy w życiu – tym nowym życiu prowadzonym jako królowa ich spisku, jadowity pająk sączący truciznę w wiele obiegów jednocześnie – była zupełnie zagubiona, jej własna trucizna popłynęła w żyłach, dotarła do mózgu, skaziła umysł niewiedzą.
Przyszłość, wobec której jeszcze wczoraj miała tak wielkie nadzieje właśnie śmiertelnie przeraziła Hekate Zakharenko.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-zeus#9577
PisanieRe: Sobór Wasyla Błogosławionego   Czw 09 Sie 2018, 18:59
- Wierzę ci. – Kosmas wierzył Hekate jak nikomu innemu. Wiedział, że nigdy go nie oszuka, podobnie jak i on nie był w stanie tego zrobić. Od razu przecież z łatwością by rozpoznała, gdyby ją okłamał; mogła czytać z niego jak na dłoni, a on jej zawsze na to świadomie pozwalał. W małżeństwie nie powinno się mieć żadnych sekretów, przynajmniej takiego zdania był Kosams. – Nie zwątpiłem w nas ani chwilę. Chciałem tylko to usłyszeć – odpowiedział szczerze Zakharenko, posyłając jej krótki, wręcz ledwo zauważany uśmiech. Oboje byli przekonani o tym, że ich sekret nie wyjdzie na jaw. W rękach Hekate i Kosmasa był bezpieczny. Podobnie sprawa, przynajmniej tak im się początkowo wydawało, miała się z Savvasem. Pierworodny syn był dla nich najważniejszy, toteż nie mieli niemal żadnych oporów przed tym, by to właśnie jemu powierzyć najistotniejsze zadania związane z pozbyciem się Eliadesa i Artemiusa. Niemniej jednak Zakharenko zawsze starał się go otwarcie nie faworyzować, pozostawiając przy tym miejsce dla reszty swoich dzieci, które całkowicie wspierał w osobistych celach, jak i wtajemniczał w sprawy rodzinne. Nie krył przed nimi niczego; każdy z nich był zamieszany w ten spisek. Deimos i Arystea byli już na miejscu, podczas gdy Echo wciąż przebywała na Syberii. Teraz to jednak o Hekate i o nich musiał się zatroszczyć najbardziej, by nic im się przypadkiem nie stało. Savvas został już przekreślony. Nie miał dla niego ani grama ojcowskiego miłosierdzia. – Spróbuj – polecił Kosmas, słysząc jej słowa. – Porozmawiaj jak najszybciej z Deimosem i Arysteą. Ja napiszę do Echo. – Zakharenko chciał, aby już wróciła, w końcu wystarczająco długo nie było jej w domu, choć jednocześnie wolałby ją w to nie mieszać i zostawić w spokoju.
- Chodźmy stąd. – Złapał ją nieco mocniej za rękę, po raz ostatni podczas tego spotkania spoglądając w jej zaszklone oczy tak, jakby miał jej nigdy więcej w życiu nie zobaczyć. – Już czas, by iść, moja droga. – Teraz musieli rozejść się w swoje strony, mimo że Kosmas najchętniej by tego nie robił i zostałby z Hekate. Musiał jednak udać się teraz do Kwatery Białej Gwardii, by zmierzyć się z oskarżeniami i podejrzeniami płynącymi pod jego adresem, a ona – wrócić do Odessy, by porozmawiać z Deimosem i Arysteą i poszukać czegoś, co zapewni im bezpieczeństwo w następnych dniach. Kosmas doskonale wiedział, że po czymś takim burza szybko nie ucichnie – to dopiero zaledwie początek tego, co jeszcze może się wydarzyć. – To nie jest nasz koniec. – Ostatnie słowa, które padły z jego ust przed wyjściem z soboru, były pełne zdecydowania i narastającego w nim gniewu. Kosmas chciał, żeby usłyszał je cały świat – w tym Savvas, którego znajdzie za wszelką cenę i wymierzy sprawiedliwość własnymi rękoma za to, co dziś zrobił. Nie pozwoli na to, by pogrążył ich rodzinę jeszcze bardziej, a teraz nie mógł być nawet pewien, czy nie postanowi zdradzić innych tajemnic rodowych, które nie wyszły do tej pory na światło dzienne. Robiąc kilka kroków do przodu od żony, Kosmas przeżegnał się na odchodne, mimo że zwykle modlił się tylko do bogów greckich, po czym teleportował się prosto do Petersburga, gdzie zapewne wszyscy czekali już na jego powrót z urlopu.

Hekate i Kosmas z tematu
Powrót do góry Go down
 
Sobór Wasyla Błogosławionego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Watykan - Wielka Nierządnica


Skocz do: