Навигация

Stary Arbat
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 :: Mocква :: Moskwa
 

 Stary Arbat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieStary Arbat   Sro 14 Lut 2018, 19:45
Stary Arbat

Nie podlega wątpliwościom, że Stary Arbat to od wielu lat jedna z najmodniejszych ulic w Moskwie – nie tylko dla świata mugoli, ale również czarodziejów, gdyż to właśnie w tym miejscu przecinają się te dwie społeczności. Można tutaj znaleźć wiele urokliwych lokali schowanych w pięknych, secesyjnych budynkach; nieopodal gromadzą się także handlarze pamiątek, artyści czy choćby sprzedawcy obrazów. W okresie pieriestrojki był miejscem manifestacji politycznych i spotkań nieformalnych ruchów młodzieżowych. Mieszkały tu również prawdziwe sławy literackiego świata, nie dziwi więc fakt, że o Starym Arbacie wspomina tak wiele klasycznych powieści.

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

54 lata

błękitna

za Starszyzną

Zastępca Dyrektora Prikazu Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej, Nestor Rodu Karamazov
http://petersburg.forum.st/t1051-mefodiy-karamazov http://petersburg.forum.st/t1066-mefodiy-karamazov http://petersburg.forum.st/t1065-nieslawny-pan-karamazov#3906 http://petersburg.forum.st/t1067-smialy#3909
PisanieRe: Stary Arbat   Today at 00:00

12.06.1999



Kiedy tamtego nudnego popołudnia do okna gabinetu zapukał orzeł, Mefodiy od razu domyślił się, czego ma spodziewać się po liście przyniesionym przez ptaka. Domyślił się wszystkiego z prostego powodu. A to dzięki temu, że bez problemu rozpoznał w dostarczycielu korespondencji Szarówkę, orlicę wujka Kozmina. Stara orlica dyszała ciężko, widać było, że dłuższe loty sprawiają jej coraz większą trudność. Jej kondycji nie poprawiało to, że była zwyczajnie łakoma, a Kozmin ją przekarmiał. Mefodiy wiele razy radził wujkowi, by kupił sobie młodszego orła. Niech stara Szarówka pójdzie na zasłużoną emeryturę. Niech wygrzewa sobie kości przy piecu, a wujaszek skończy z tym przekarmianiem zwierzęcia. Tak jak należało się spodziewać, Kozmin nie posłuchał mądrych rad Mefodiyego. Nadal wysyłał Szarówkę z listami i karmił tłustym mięsem. Uparty osioł. Jak tu szło się z takim dogadać?
Dzięki bogom, wujek Kozmin przeprowadził się parę lat temu do Moskwy. Tym samym przestał przyprawiać na co dzień nestora rodu o ból głowy. Twierdził, że klimat Samary nie najlepiej wpływa na jego zdrowie. Ponadto stolica bardziej odpowiadała jego gustom niż ponura posiadłość Karamazovów. Cokolwiek to znaczyło.
Kozmin opuścił Samarę, ale w miarę regularnie pisywał listy, dając znać rodzinie, że nadal żyje. Zdarzało się, że niektóre z jego listów zawierały zaproszenie na popołudniową herbatkę. Młodsi Karamazovie byli przecież w stanie od czasu do czasu odwiedzić starego, zainteresować się jego losem.
Mefodiy nie darzył Kozmina jakoś szczególną sympatią. Jego filozoficzne gadki i porady odnośnie rzekomo godnych miana prawdziwego nestora sposobów kierowania rodem zwykle działały mu na nerwy. Jednak Kozmin był członkiem dynastii. Starszym członkiem, któremu należał się jako taki szacunek. Dlatego Mefodiy zaciskał zęby i jak przystało na porządnego nestora, przyjmował zaproszenie wujka. Jedyną uczciwą wymówką od wspólnej herbaty był nawał pracy w Ministerstwie. Tak się składało, że tego dnia nie miał żadnych ważnych obowiązków do wypełnienia, był praktycznie wolny. Mógł za pomocą magii wybrać się w szybką podróż do Moskwy.
Nie omieszkał się pokazać listu z zaproszeniem Saran. Bo czemu tylko on jeden miał cierpieć w towarzystwie wujka Kozmina? Poza tym to Kozmin niegdyś namówił go do poślubienia młodziutkiej Saran Vankeev. Wzięty w dwa ognie Mefodiy (głowa rodziny Vankeevów też dołożyła swoje) w końcu uległ. Głupio zrobił, ale pewnych błędów nie dało się już naprawić. Niech wujaszek nacieszy więc oczy karamazovą małżonką, przy której tak się upierał.
Dał żonie do zrozumienia, że spodziewa się, że mniej więcej za godzinę będzie gotowa do drogi, po czym ruszył wydać odpowiednie zarządzenia służbie.
Tym oto sposobem Mefodiy i Saran znaleźli się w Moskwie. W staroświeckim, nieco zakurzonym i zabałaganionym mieszkaniu Kozmina. Gdyby jakaś dziewucha tak sprzątała pokoje w rodowej posiadłości, jak sprzątała je u Kozmina, dawno dostałaby baty i została przepędzona na cztery wiatry. Wujaszek z nieznanych mu bliżej powodów darzył zatrudnioną przez siebie Marę sporą dozą życzliwości. Nie przeszkadzało mu niedbalstwo służącej. Jak sam to ujął, nie zamierzał jej zwalniać ani w tym ani w następnym roku. Lubił Marę i świetnie się z nią dogadywał. Ktoś mógłby zastanawiać się o czym dwudziestoletnia dziewczyna może rozmawiać z dobiegającym osiemdziesiątki starcem. O jego dawno minionej młodości? O współczesnej modzie?
Tymczasem większość południa minęła Mefodiyemu na popijaniu herbatki i grzecznym odpowiadaniu na pytania Kozmina.
Tak, zdrowie dopisuje reszcie rodziny.
Tak, posiadłość jest w dobrym stanie. Nie grozi jej zawalenie ani żadna inna katastrofa.
Ciągle zastanawia się kogo wybrać na żonę dla Fyodora. To ważne, żeby dziedzic miał żonę, ale trzeba wybrać ją ostrożnie i rozsądnie. Całkiem poważnie rozważał kandydaturę którejś z córek Oneginów. Nic tak nie wzmacnia sojuszy, jak stare, dobre małżeństwo.
Kolejne dziecko? Zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie jest przecież tak, że Saran nie może mieć następnego...
Praca? Och, miał przeczucie, że przez te ostatnie zdarzenia, będzie musiał harować w Prikazie aż do końca lata. Nie ma mowy o urlopie.
Kiedy przy pogaduszkach upłynęło wystarczająco dużo czasu, by spokojnie wstać i  pożegnać się bez sprawiania wrażenia kogoś niekulturalnego, kto wybrał się z wizytą  do wujka wyłącznie z obowiązku, Mefodiy wstał i zaczął uprzejmie żegnać z Kozminem. Tradycyjnie obiecał, że odwiedzi go ponownie w najbliższym czasie. Następnie z niemałą ulgą opuścił jego domostwo.
Nie planował natychmiast wracać do Samary. Zamiast tego skierował kroki w kierunku położonego niedaleko domu wujka, Starego Arbatu. Paplanina Kozmina sprawiła, że zapragnął chwili wytchnienia. Arbat był miejscem, które mogło dać mu te wytchnienie.
Nawet ktoś tak mało sentymentalny jak Mefodiy, potrafił docenić urok i piękno ulicy. Kręciło się tu mnóstwo ludzi: zwykłych przechodniów, turystów, artystów, handlarzy pamiątek i żebraków. Na zmęczonych spacerowiczów czekały rozmaite lokale z urozmaiconymi kartami dań i trunków. Nic, tylko korzystać. Mefodiy skorzystał, a jakże. Rozsiadł się przy jednym ze stolików wystawionych przed lokalem. Pogoda sprzyjała, okolica była ładna. Nie było sensu siedzieć w środku. Gdy zjawił się kelner, zaczekał aż Saran pierwsza złoży zamówienie, po czym sam zamówił sobie lampkę czerwonego wina. Musiał spłukać z ust smak paskudnej ziołowej herbatki.
- Stary głupiec nic się zmienił i raczej już nie zmieni - odezwał się po raz pierwszy po opuszczeniu mieszkania wujka. Zabębnił palcami w stół. Kelner przyniósł zamówienie.
- Zamierzasz coś kupić z okazji naszej wizyty w stolicy? - zainteresował się i uniósł kieliszek z winem - Biżuterię? Perfumy? Nową sukienkę do swojej kolekcji?
Pytać o to, kto zapłaci za jej zachcianki nie musiał. Wiadomo z czyjego skarbca opłacano kaprysy Saran.
Powrót do góry Go down
 
Stary Arbat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: