Навигация

Biblioteka Uniwersytecka
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Biblioteka Uniwersytecka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBiblioteka Uniwersytecka   Pią 03 Lut 2017, 14:41
Biblioteka Uniwersytecka

Biblioteka studencka jest oddzielnym, wykonanym w słynnym stylu neoklasycystycznym budynkiem, umieszczonym obok głównego gmachu Petersburskiego Uniwersytetu Magicznego. To miejsce, w którym przyjemnie pachnie starym pergaminem i świeżym atramentem, a słychać najczęściej skrobanie po papierze piór i szmer rozmów odwiedzających. Stara bibliotekarka Natasha wciąż narzeka na hałas w niej panujący, ale większość studentów nie boi się podeszłej staruszki. Setki drewnianych regałów, w których można się zgubić i latające pergaminy w powietrzu to codzienny widok. Okrągłe stoliki znajdują się w rogu sali i nierzadko są oblegane przez stałych bywalców biblioteki, zwłaszcza tuż przed egzaminami.

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Nie 17 Wrz 2017, 17:38
06.05.1999

Dość gwałtownie uchylił się przed lecącym w jego stronę pergaminem. Chciał jeszcze chwilę pożyć, a nie uśmiechało mu się ani zginąć w tak durny sposób, ani oberwać od starej Natashy za „niszczenie dobra wspólnego”. Czasami dziwił się, że jeszcze ktoś z tą starą babą chce dyskutować. W końcu ciągle tylko zrzędziła i zrzędziła.
Wędrował między półkami tak, jakby się zgubił, jednakże doskonale znał drogę do działu z książkami dotyczącymi legend i baśni. Bardzo zależało mu na znalezieniu jednej z wielu przypowiastek o którymś z kielichów, które potrafiły zmienić wodę w ciecz o wymarzonych właściwościach. Jedna z piękniejszych studentek na trzecim roku go spytała czy taki wynalazek ma w ogóle prawo bytu i Fyodor nie wyobrażał sobie, że miałby nie postarać się o odpowiedź. Nie dość, że miał szansę na miłe spotkanie z uroczą dziewczyną pod pretekstem wyjaśniania sprawy to jeszcze cała sytuacja natchnęła go do stworzenia czegoś niemożliwego. Bogowie! Czy ktoś wcześniej wpadł na pomysł stworzenia takiego kielicha? A nawet jeśli, to czy kiedykolwiek udało się takowy stworzyć? Raczej nie, Karamazov musiałby wtedy o tym usłyszeć jako interesujący się tematem.
A takie urządzenie było idealne na początek, by założyć własny biznes i rozpropagować jego nazwisko. Kiedy już by podbiło krajowy i zagraniczny rynek mógłby pomyśleć o miotłach i kociołkach sygnowanych nazwą jego rodu.
Na razie musiał jednak odkryć czy tajemnica takiej rzeczy tkwi bardziej w alchemii czy magii kreatywnej. Jeśli to raczej magia kreatywna istniała duża szansa, że prędzej czy później stworzy takowy magiczny kielich sam. Jeśli zaś alchemia… Istniał dla niego duży problem. Nie wyobrażał sobie bowiem nikogo angażować w ten projekt - oznaczałoby to, że nie może go sobie całkowicie przypisać, a więc i jego wyłączna dystrybucja mogłaby okazać się mocno utrudniona. Zresztą pewnie straciłby na tym spore zyski.
Rosjanin odmachał grupie zaprzyjaźnionych z nim studentów (zaprzyjaźnionych na tyle, że po ukończeniu przez nich edukacji obiecał im wspólne wyjście na piwo. Albo wódkę!) i zaczął przeszukiwać wszystkie książki z bajkami, skupiając się zwłaszcza na rodzimych. Nie pamiętał kompletnie jak mogła się ona zwać, a i sama studentka nie podała mu takiej informacji, jednakże liczył na to, że dość szybko na nią przypadkiem wpadnie i z pomocą treści przypomni sobie wszystkie szczegóły.
Po trzeciej przejrzanej lekturze przestał być taki optymistyczny.


Ostatnio zmieniony przez Fyodor Karamazov dnia Czw 21 Gru 2017, 19:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Sro 20 Wrz 2017, 00:43
Jak na złość ostatniego dnia pracy w bibliotece uniwersyteckiej Anna zaczęła zastanawiać się – co jeśli po tygodniu w ministerstwie zacznie jej brakować tutejszej atmosfery? Spokoju i wyłącznie błahych problemów pokroju kary za przetrzymanie książki zbyt długo. Miała ambicje, a i marzenia nigdy jej nie opuszczały, narażając wciąż na uczucie niedosytu i rozczarowanie, ale też zwyczajnie się przyzwyczajała. Osiadała w spokoju i perfekcyjnym porządku: chronologii wydarzeń, kolejności alfabetycznej, której pilnowała w katalogach i której nic nigdy nie zaburzało. Była zbyt drobna, spokojna i przyzwyczajona, by stać na straży rzeczy bardziej zmiennych.
Niewiele rzeczy spakowała z biurka dzielonego z Natashą – kubek, pióro, kilka drobiazgów. Nie potrzebowała nawet kartonu nieodłącznego zwykle w takich scenach. A jednak odchodziła. Wychodzi na to, że jak coś zmieniać – to może od razu zmienić wszystko. Może żeby w końcu ruszyć się z miejsca, znaleźć w sobie zapał i odwagę do rzeczy „większych”, niż te, które dotychczas jej wystarczały. A może, kiedy okaże się, że jest nieszczęśliwa, żeby nie było nigdy dokładnie wiadomo, dlaczego.
Odkładała zwrócone przez studentów książki na półki. Ponieważ był to najwyżej przedostatni raz, gdy miała okazję wykonać tę czynność, zdecydowała się przejść między regałami i poumieszczać woluminy na swoim miejscu bez pomocy magii. Żaden z trzymanych tomów nie miał wrócić do działu z baśniami i podaniami ludowymi, ale gdy spostrzegła ruch między tymi zwykle mało uczęszczanymi regałami, zaciekawiło ją, któż to się tam zakręcił. Mimo przesiadujących w bibliotece hord studentów wśród półek panowała względna cisza i spokój; oczy i uszy Ani po dwóch latach pracy tutaj były wyczulone na wszelkie zakłócenia. Często, zwłaszcza przed południem, gdy trudno było się jeszcze dobudzić, zakłócenia mogły okazać się urozmaiceniem mało ekscytującego dnia. Zachęcona perspektywą przyłapania jakiegoś mało twórczego żartownisia na sklejaniu ostatnich stron książek gumą balonową, zaczaiła się za regałem, ale dojrzawszy kogoś zdecydowanie nie będącego studentem… w zasadzie mogłaby się rozczarować, ale niech będzie.
- Cześć, Fedya. – Za jej studenckich czasów nie było wykładowców takich jak on. Zaprzyjaźnionych ze studentami tak mocno, żeby wychodzić z nimi na piwo i młodych na tyle, żeby zawracać w głowach studentkom.
- Znowu czytasz bajki? – Jak to, taki dorosły, człowiek nauki. Bajki to raczej jej działka. Zapytaj Ani, Fedya. Ona wszystko o tych nieprawdach wie.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Pią 22 Wrz 2017, 18:12
Fyodor nie miał bladego pojęcia, że Anna Lefèvre definitywnie zmienia pracę. Od kiedy skończył studia i nie musiał już uczyć się z podręczników, z których część zdawała się być niemożliwa do zdobycia poza specjalistycznymi antykwariatami rzadko zaglądał do bibliotek. To, co powinien wiedzieć było dla niego zupełnie oczywiste, a gdy jakaś kwestia go zainteresowała z reguły eksperymentował z nią u siebie w domu. Dzisiejsza sytuacja stanowiła (nie)chlubny wyjątek, kiedy - żeby ogarnąć ogólną koncepcję pomysłu - musiał się uważnie wczytać w zapomnianą dawno temu przez niego treść. I gdyby to jeszcze była jakaś książka naukowa, nawet z przedrostkiem popularno-! Na jego szczęście nikt nie zwracał uwagi, jakie książki tego dnia przeglądał profesor.
I zarówno z powodu jego odstawienia książek (przynajmniej przez większą część roku na żadną nawet nie patrzył) jak i przygotowań rudowłosej Lefèvre do ślubu (o których musiał wiedzieć, w końcu miał się pojawić na weselu przyszłej pani Wrońskiej) ostatnio nie mieli szansy na siebie wpaść. Niektórzy twierdzą, że świat jest mały, ale zapominają wspomnieć, że niektórzy żyją w zupełnie różnych rzeczywistościach.
A dla Fyedy oni właśnie tak żyli - on jako wieczny chłopiec nauczający innych do zawodu, ona szykująca się do bycia żoną pracująca sobie w spokojnym miejscu. I aż dziw, że choć zupełnie nie było im sobie po drodze mieli okazję się spotkać i nawiązać jakąś nić porozumienia.
- O, cześć, Aniu. Byłem pewien, że ciebie dzisiaj nie ma, widziałem tylko Natashę - zdziwił się szczerze na jej widok, choć też wyraźnie uradował. Znali się w końcu już kilka ładnych lat. Nie dziwota patrząc na fakt, że pan Lefèvre był jednym z mistrzów Karamazova przyuczających go do wymarzonego fachu.
- Czasami trzeba - zaśmiał się. Odłożył na miejsce kolejną z przeglądanych książek i po krótkiej chwili zastanowienia postanowił spytać Annę o dręczący go fakt. - Wiesz może, w której z książek znajdę bajkę o kielichu? Może kojarzysz, zmieniał on wodę w płyn o dowolnych właściwościach. Ostatnio rozmawiałem o nim ze studentką i teraz kwestia jego ewentualnego stworzenia nie daje mi spokoju - zapytał po chwili. Fyodor nie krył się z tym. W końcu znała go i z całą pewnością zdawała sobie sprawę, że on tworzył. A co? To już przede wszystkim zależało od dnia, zlecenia albo chęci.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Czw 12 Paź 2017, 22:48
Także i Ania nie do końca planowała, że rozstanie się w końcu z książkami i zmurszałą przeszłością, która zawsze była dla niej bezpieczną przystanią, pozwalała nie stawać się na dobre Anną; zachować stały element kotwiczący ją w znajomym środowisku pośród całego wielkiego świata, który zamiast fascynującego stawał się jakby przytłaczający, żeby – na poczet dojrzałości Ani, w którą wszyscy chcielibyśmy wierzyć – nie powiedzieć: straszny.
- Jestem, jestem. – Dwa razy, żeby nie było wątpliwości. Jeszcze tu jest, ale czy nie chciała wreszcie uciec? – Ale jeszcze tylko przez kilka dni. – Czas najwyższy, Aniu, obwieścić światu zmiany, jakie zajdą w twoim życiu prócz zmiany nazwiska. Nowe będzie nie tylko miejsce pracy; opróżniasz w końcu swoje urocze moskiewskie mieszkanko z rzeczy bardziej i mniej ważnych. I najważniejszych, tych zamkniętych w maleńkich kryształowych fiolkach. Tam się schowa Ani poprzednie życie.
Między bajkami, razem z tą o kielichu.
- Tak się składa, że wiem. – Słowo pisane pozostanie jej forte. Chociaż studenci wypożyczali książki z tego działu niezmiernie rzadko, Anna pamiętała mniej więcej pozycję każdego tomu, który przejrzała próbując urozmaicić sobie popołudnia w pustej wypożyczalni. – To jedna z moich ulubionych.
Wysłużona książka w płóciennej oprawie stała z brzegu na czwartej półce od dołu. Anna sięgała po nią kilkukrotnie, a za każdym razem, gdy wyobrażała sobie zawartość baśniowego kielicha było w nim coś innego. Gdyby miała taki w swoim posiadaniu w tej konkretnej chwili pewnie zażyczyłaby sobie, by wypełnił się po prostu chłodnym chardonnay na uspokojenie.
- Stworzenia? – zaciekawiły ją, jak to zwykle było, wymysły Fyodora. Była w końcu córką naukowca, wychowała się obracając w pulchniutkich niezdarnych rączkach metalowe zębatki. Ojciec zawsze pochlebnie wypowiadał się o pomysłowości Karamazova; był zresztą zawsze szczodry w swych ocenach, jak i wiedzy, którą przekazywał nielicznym uczniom przyjmowanym kiedy przestał już wytwarzać myślodsiewnie.
Musiał być chlubnym wyjątkiem łaskawego nauczyciela w trudnym arystokratycznym życiu Fedyi. Anna na samo wspomnienie guwernantek, które uczyły ją tańczyć w dzieciństwie dostawała niestrawności; a pierworodni nestorów muszą się także już za młodu kształcić w wielu innych, trudniejszych dziedzinach.
- Podczas pakowania się w domu znalazłam jeszcze kilka notatników z zapiskami ojca. Może chciałbyś także je przejrzeć w wolnej chwili?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Sob 28 Paź 2017, 15:55
Sam Fyodor nie zdawał sobie sprawy, jak wielkie zmiany go czekają w jego życiu - z jego perspektywy większe nawet, niż w życiu Anny Lefèvre. W końcu ona do swojego dnia ślubu szykowała się od całych lat, a on już niedługo miał zostać naciśnięty przez ojca i się zaręczyć. A potem raczej szybciej niż później ożenić. W sumie to, co ma się dopiero wydarzyć nie powinno go dziwić - on jest dziedzicem rodu, zegar tyka, a Mefodiy Karamazov w jego wieku miał chyba już czwórkę dzieci. On przy nim naprawdę jest wiecznym chłopcem, nie chciał jednak za bardzo dorastać. Może to właśnie łączyło go z rudowłosą Anią? Przynajmniej do tej pory. Teraz wszystko miało się zmienić.
Mężczyzna ze zdziwieniem zmarszczył brwi. Czyżby o czymś nie wiedział?
- Tylko przez kilka dni? Ale dlaczego? Coś się stało? Mam nadzieję, że cię nie wyrzucili - Osobiście, jakby miał kogoś wyrzucić, to Natashę. Może i starszym ludziom należał się szacunek, a ona znała to miejsce jak własną kieszeń, jednakże ta kobieta potrafiła być upierdliwa i Fyodor unikał jej jak tylko mógł. I to bez względu na to czy akurat był tylko studentem, czy już profesorem. Ale kto wie, może wraz z wiekiem człowiek nabywa wkurzających innych przywar?
- No to dobrze trafiłem - zaśmiał się lekko, słysząc że Ania jest z historią o kielichu doskonale zaznajomiona. Ale w sumie nie powinno go to zaskakiwać. Od dawien dawna przecież wiedział, że kobieta kochała książki, a i w tej pracy w bibliotece spędziła trochę czasu. Raczej jego zdziwienie powinna budzić sytuacja, w której przyszła pani Wrońska nie wiedziałaby, gdzie szukać konkretnego druku.
Z ciekawości spojrzał, gdzie sięga ręka bibliotekarki. Wolał wiedzieć na przyszłość za czym powinien się rozglądać, gdy jego pomysły znów zostaną zainspirowane starymi, zapomnianymi przez wielu baśniami. Ale kto by nie lubił bajek, w których kawałek ozdabianego metalu może się wypełnić każdą, wymarzoną cieczą? Fyodor w tej chwili postawiłby na jakiś dobry sok. Jak zaczynał pić jego kreatywność potrzebna do tworzenia ulatywała, za to wkradała się brawura, przez którą potrafił robić naprawdę głupie rzeczy. Na szczęście brata w tym nie wyprzedzał.
- Tak. Wątpię, by taki kielich wyszedł mi za pierwszym razem, ale na początku może wystarczy taki, który zamienia dowolną ciecz w jakąś konkretną. Na przykład wodę w wino czy sok w wódkę - powiedział. Gdyby ktoś mu zasugerował, że nigdy nie powinien mówić o swoich planach w miejscach publicznych na głos, bo jeszcze ktoś mu je ukradnie, to by go chyba wyśmiał. Zresztą wiedział, że stworzenie takiego kielicha musi być trudne - jeśli on przy swoim doświadczeniu musiał poeksperymentować, to co dopiero młodzik z ukończonego przez niego kierunku? - Naprawdę mógłbym? - Fyodor bardzo lubił ojca Ani. Był jednym z jego najlepszych mistrzów, nic więc dziwnego, że zobaczenie jego notatek jawiło mu się niemal jako wielkie wydarzenie. - Jeśli tylko nie masz nic przeciwko.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Pią 17 Lis 2017, 20:28
Czekanie nie zawsze pomaga i tylko cud może czasem odwrócić niechęci i strachy, przekuć je w podekscytowanie wnoszące życie nawet między półki zastawione kurzącą się skórą opraw i martwym słowem. Anna obeznała się już z prawidłami rządzącymi matrymonialnymi zwyczajami rosyjskiej szlachty i faktem było, że jej pokolenie, a więc i pokolenie Fedyi, później stawało na ślubnym kobiercu niż decydowali się na to ich rodzice. Co powodowało ten pośpiech? Jasne, to były „inne czasy”, mniej pewne, bardziej zależne od dzietności, lata budowania spokoju, w którym oni mogą dorastać jak pączki w maśle. Więc ociągali się z zawieraniem małżeństw, przeznaczali czas na kształcenie się, rozwój zainteresowań i kariery. Anna była zapewne jedną z pierwszych kobiet w swojej rodzinie, która otrzymała zatrudnienie w tak ważnej państwowej instytucji, jaką było Ministerstwo.
- Nie, nie wyrzucili. – Przeciwnie, podczas poprzedniego dnia pracy raz czy dwa usłyszała nawet od studentów, że będzie jej im brakowało, ale zdobycie ich sympatii nie było wielkim osiągnięciem, gdy za jedyną konkurencję robiła jej Natasha, zmęczona już użeraniem się z młodością. – Dostałam propozycję zmiany pracy i zdecydowałam się ją przyjąć. Będę tłumaczką w Prikazie Współpracy z Zagranicą w Ministerstwie.
Zaaplikowała na to stanowisko pod wpływem impulsu, nigdy nie myśląc nawet przedtem o tak formalnym środowisku pracy. Nie wiedziała zupełnie, czego się spodziewać – jej rodzice nie naciskali nigdy na robienie widowiskowej kariery, zadowalali się zamiast tego pracą w swoich niszowych dziedzinach. I opłaciło się najwyraźniej, skoro sława zdobyta przez jej ojca na konstruowaniu myślodsiewni wciąż okrywała jej nazwisko. Niedługo miała jednak się z nim rozstać, dobrze więc, że to nie na sławie zależało jej w życiu.
Odszukała w książce odpowiednią stronę i tak otwarty tom podała Fyodorowi. Choć był dobrym i lubianym wykładowcą, nigdy nie kojarzyła jego widoku z książkami – nieraz przesiadując w jego warsztacie miała okazję przekonać się, że woli praktyczny aspekt magii i ma zapał do tworzenia, którego jej z kolei zawsze brakowało.  Zdolności manualne i cierpliwość miała tylko do zegarków i po dziś dzień żadna awaria nie stanowi dla niej problemu. Gdyby zaś kiedyś połączyli siły, może nawet powstałby taki kielich.
- Może przejrzysz też „Antologię zatrutych kielichów”? To bardziej naukowe opracowanie, a Kokoschka był wybitnym badaczem. Powinniśmy jeszcze mieć egzemplarz.
No bo – czy to nie wystarczy? Jeśli umie w odpowiednim momencie powołać się na wiedzę kogoś innego i wykorzystać ją według własnych potrzeb, po co samemu brnąć przed innych, próbować wybić się kosztem spokoju i normalnego życia, do którego Ania stworzona była bez dwóch zdań?
- Ależ oczywiście. Sama czytałam je już wielokrotnie, a zresztą nie zapowiada się, bym mogła z nich skorzystać. Podeślę ci je do gabinetu. – Notatki ojca z ostatnio odnalezionych zeszytów dotyczyły badań natury czasu; trwały całymi latami, by jej ojciec mógł pojąć jego naturę i nauczyć się z nią współpracować na tyle dobrze, by myślodsiewnie mogły przechowywać wspomnienia niezależnie od wielu czynników wciąż w tak samo dobrej kondycji.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Wto 21 Lis 2017, 17:31
Nie dało się zaprzeczyć, że kiedyś było groźniej - mniejsze możliwości medyczne, wojny nie-wojny, rządy Agrafeny Obłąkanej i wszelkie nieszczęścia spadające na czarodziejski lud nie sprzyjały własnemu rozwojowi osobistemu, drodze edukacji, luźnemu życiu czy ignorowaniu obowiązku wobec rodziny. W końcu żaden ród nie mógł sobie pozwolić na darmozjadów, którzy na ich koszt żyli by sobie, kształcili, bawili, a nie dawali od siebie nic, na czym cała rodzina by zyskała. Teraz obyczaje w tej kwestii się poluźniły - w końcu oficjalnie panował pokój, Raskolnicy nie byli zagrożeniem, a stary ład nie musiał się martwić żadnymi innymi potencjalnymi zagrożeniami. I to z prostego powodu - w końcu nie istniały. Choć kto wie, jeśli Raskolnicy byli zdolni do dokonania tak podłej rzeczy jak ta w Muzeum Sztuki Magicznej…
To świadczyło o nich bardzo źle - w końcu wychodziło, że nie mają szacunku do ludzkiego życia, sztuki ani dziedzictwa kulturowego.
Przez raczej mało zauważalną chwilę nie wiedział co na to odpowiedzieć. Karamazov zdecydowanie nie czuł się gotowy na nadchodzące zmiany - a wszystko w jego środowisku się zmieniało. Iskierka się podobno widywała z jednym Wrońskim, wieczna narzeczona Ania nie dość, że też wkrótce miała dać się wciągnąć ich ekspansji to jeszcze zmienić pracę ze spokojnej biblioteki na raczej niespokojne Ministerstwo. Alosza miał wyjść za Jasną, a Filipa starała się osiągnąć sukces w karierze medycznej. I tylko on ani nie miał jeszcze narzeczonej - tym bardziej żony - ani nie planował jakoś specjalnie swojej kariery. Owszem, marzyło mu się przedsiębiorstwo produkujące magiczne rzeczy, marzyła mu się własnoręcznie stworzona księga zaklęć jego autorstwa, ale to też nie należało do jego priorytetów. Jakim jednak egoistą musiałby być, gdyby kazał tym wszystkim, ważnym dla niego ludziom nigdy się nie zmieniać? To nie byłoby w jego stylu. Uśmiechnął się więc szczerze ciesząc się, że rudowłosa nie spoczywa w żadnym razie na laurach, a dalej chce się rozwijać.
- Gratulacje! Od kiedy zaczynasz nową pracę? - dodał z ciekawości. Odwiedzić jej w robocie raczej nie będzie mógł, no ale kto wie? - Ciężko było? - zapytał w domyśle o rekrutację. Różne rzeczy słyszał o uzupełnianiu wakatów w tak ważnej instytucji. Z reguły opowieści zależały od osoby.
Mefodiyowi Karamazovowi póki co wystarczało, aby jego syn spełniał się w typowych dla jego rodu umiejętnościach. I Fyodor póki co robił to doskonale - myślał nad księgą zaklęć, uczył na PUMie, co też można było uznać za pewne wyróżnienie patrząc na jego wiek, szykował się powoli do rozpoczęcia produkcji magicznych przedmiotów… Tak samo do tej pory skupiali się na swoich pasjach. I Fyeda słysząc o nowej pracy Lefèvre mógł mieć tylko nadzieję, że nie zawalą jej papierkową robotą w takiej ilości, że nie będzie nawet chciała spojrzeć na książkę. Anna bez książki była dla niego niewyobrażalna.
A i kto wie czy nie będzie w przyszłości potrzebować jej rady do jakiego tomu zajrzeć? Tak jak teraz, kiedy nie wiedząc o jego istnieniu poszukuje wręcz po omacku jakichkolwiek przydatnych informacji, a przyjaciółka proponuje mu niczym światło naukową publikację, która może mu naprawdę dużo dać.
I jak on się odnajdzie w tej bibliotece bez niej?
- Z chęcią. Tylko powiedz, gdzie go znajdziemy - Spojrzał z uśmiechem na nią ponad opisaną i podaną mu bajką, legendą, mitem. Czuł, że będzie musiał dla dobra badań wypożyczyć i przeczytać oba druki, ale to nic nie szkodziło. W końcu jak raz na pół roku lub trzy miesiące przeczyta coś ważnego to nie straci za dużo czasu na badania.
- Nawet nie wiem jeszcze jak ci się za nie odwdzięczę - powiedział, idąc z nią po dzieło Kokoschki. - Jak coś daj mi wcześniej znać, że chcesz je z powrotem, abym zdążył się z nimi pożegnać - powiedział żartobliwie, ale blisko było temu do prawdy. W końcu jako tworzyciel - choć póki co bez żadnych przełomowych dzieł w stylu magicznego kielicha - byłby głupcem, gdyby nie chciał się dobrze zapoznać z mądrością swego mistrza. A w razie czego wolał to sobie  odpowiednio rozplanować w czasie.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Czw 28 Gru 2017, 23:13
Historia kołem się toczy i czasy jakby znów robiły się nie tak dobre, jak marzyło się Ani. I tak już zmieniała wszystko w swoim życiu. Czekało na nią nowe nazwisko, wielka rodzina, której będzie częścią, jeszcze większy dom, w którym będzie musiała się odnaleźć i całe pokolenia ludzi o błękitnej krwi, przed którą być może przyjdzie jej odpowiadać gdyby powinęła jej się noga. Zawsze jest jakieś ryzyko i nigdy nie wiadomo, czy nastąpi implozja, czy uderzenie nadejdzie z zewnątrz.
Makabryczne zdarzenie w Muzeum Sztuki Magicznej było kolejnym dowodem na to, że trzeba mieć się na baczności nawet mimo zapewnień mediów, że Starszyzna ma wszystko pod kontrolą, a jej własna rodzina ma wielką okazję do radości i świętowania, jakkolwiek nie wydawałoby się to nieuczciwe.
Anna nigdy nie chciała ratować świata. Naiwnie ufała, że historia i tak ocali najważniejsze dzieła z dziedzictwa, jakie utworzyła kultura gatunku ludzkiego. Nie można zliczyć świątyń, pałaców, które padły już ofiarą bezmyślnej przemocy, rewolucji, której obietnice skończą się tym samym rozczarowaniem co wszystkie jej poprzedniczki, ale są jeszcze zabytki na tym świecie, które stoją niewzruszenie od tysięcy lat i których nikt nie śmie tknąć.
A mimo to ruszyła. Dość zgnuśniałej biblioteki, funkcjonowania w trybie zachowawczym. Świata nie zwojuje, ale może poczuje się poważniej, odnajdzie więcej inicjatywy, gdy znajdzie się w bardziej zorganizowanym otoczeniu.
- Jeszcze przed ślubem mam pierwsze szkolenia. Ministerstwo bardzo poważnie traktuje zatrudnianie tłumaczy. Najwyraźniej. – A Ania wciąż nie jest pewna, czy jej się to w zasadzie podoba. Czy prestiż ministerialnej posady jest aż tak atrakcyjny, by wychodzić dlań ze strefy komfortu tak długo wygrzewanej, pełnej tylko szelestu przewracanych stron?
Dobrze robi na ambicję, postarać się o coś nieco powyżej zwyczajowego progu wymagań. Miała trafić wśród nieznajomych, uczestniczyć w znacznie bardziej formalnych spotkaniach, słyszeć o bardziej światowych sprawach, a istota niejednej kluczowej dla sprawy rozmowy miała zależeć od jej intencji i interpretacji słów. Nie obawiała się znajomości języka, bo choć od lat nie mówiła po francusku na co dzień, sentymentem była wciąż przywiązana do wszystkiego, co wiązało się z ojczyzną jej papy. Wciąż to właśnie tam miała wiele swoich ulubionych miejsc.
Fyodor niepotrzebnie się obawiał, ponieważ także Anna nie zamierzała odstawiać książek. Nawet mimo narzekań starszej bibliotekarki, labirynty regałów zawierających księgozbiór uniwersytecki stanowił jakby wzór dla układu korytarzy jej sympatii, które odkładała w sercu. Biblioteka była szkieletem dla wielu wspomnień i tłem dla wielu niespełnionych marzeń, które wciąż nie straciły na mocy.
- Jest tu niedaleko, dosłownie za rogiem. – Nie dało się słyszeć ich kroków na miękkiej wykładzinie zapewniającej ciszę w bibliotece. Studenci pewnie nie przyzwyczajali się do niej nigdy, pewnie i profesor Karamazov wolał twórczy zgiełk stołówek, korytarzy i auli wykładowej, po której zawsze niesie się przynajmniej szmer pochrapywania niezainteresowanych leserów. Anna mogła tylko liczyć, że znajdzie się na jej miejsce ktoś równie do niego cierpliwy i gotów bez zająknięcia pozwolić mu na opieranie swoich badań o wyssane z palca bajki.
Zaklęciem przywołała z górnej półki antologię Kokoshki i podała ją Karamazovowi.
- To powinno ci wystarczyć na początek. Natasha, jeśli poprosisz ją potem o pomoc, trochę pomarudzi, ale zna chyba na pamięć każdą z książek, które tu przechowujemy.
Uśmiechnęła się i poklepała uspokajająco ramię Fyodora.
- Coś czuję, że w najbliższym czasie będę miała pełne ręce roboty i nieprędko zechcę sama doszukać się w nich czegoś, co zrozumiem. – Nieraz korciło ją, by poświęcić nawet cały dzień na myszkowanie w warsztacie i zapiskach ojca, w końcu zawsze fascynowały ją konstruowane przez niego mechanizmy, ale prędzej czy później wszystko robiło się za trudne, a poziom zaawansowania kunsztu jego prac obnażał poważne braki w jej wiedzy. Nie żeby nie chciała nigdy ich nadrobić, ale dopiero zaczynała wznosić najważniejszą budowlę – konstruowała szkielet dalszej części swojego życia i teraz to na tym musi się skupić.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

wykładowca PUMu / twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t906-fyodor-medofiyevich-karamazov#2743 http://petersburg.forum.st/t923-f-m-karamazov#2932 http://petersburg.forum.st/t925-obleje-cie-na-tym-egzaminie-zycia#2935 http://petersburg.forum.st/t924-kniaz#2933
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Czw 11 Sty 2018, 23:12
Jeśli to cię, Aniu, pocieszy nie tylko u ciebie zjawisko zataczania koła przez historię i wielkich zmian, wręcz rewolucji występuje. Prawdopodobnie występuje u większości, jeśli nie całej populacji ludzkości bez względu na wiek, płeć, wykształcenie czy też czystość krwi. Fyodor większych zmian w swoim życiu się nie spodziewał, ale przecież nie zdawał sobie również sprawy, że starsza z jego sióstr brata się z przedstawicielem wrogiego rodu.
Kto wie? Może ten wybuch był potrzebny, a ofiary nie zginęły na marne? Oczywiście szkoda tak odebranego życia i zniszczonych eksponatów, ale może właśnie dzięki takim tragediom ludzie przypominają sobie o kruchości życia, stają na baczność i starają się, by było chociaż, tak po prostu, bezpieczniej.
Karamazova trochę mimo wszystko martwiło środowisko, w jakie jego przyjaciółka miała wejść. Ale to raczej bardziej ze względu na fakt, że sam nie widział siebie w Ministerstwie Magii - w końcu stanowiska tam są sztywne - niż ze względu na brak wiary w przyszłą panią Wrońską. Miał jednak nadzieję, że po pierwszym szoku się tam odnajdzie, ewentualnie - jeśli to będzie jej własna wola - wróci tutaj, do biblioteki, dzięki czemu nie będzie musiał się męczyć z Natashą. Wstrętne babsko!
- Szybko - stwierdził. - Dasz radę mimo przygotowań do ślubu? - Choć nie mógł być pewien, że wszystko nie zostało już dopięte brał pod uwagę, że zawsze może coś wyskoczyć w ostatniej chwili. Z reguły tak się zdarzało, los bywa przewrotny.
- No i jak z językiem? Pamiętasz coś jeszcze z niego? - spytał dość zaczepnie. On sam znał francuski - powiedziałby - biegle, tak jak parę innych. Wiedział jednak, że nie każdy ma szansę, wręcz większość nie ma, zdobyć solidne wykształcenie. On owszem, nie potrzebował tłumacza, ale jednak większość pracowników Ministerstwa Magii wywodziła się od przeciętnych obywateli Unii Słowiańskiej, a szczególnie rosyjskiej części.
Przez chwilę miał ochotę spytać o bibliotekę Wrońskich, ale byłby głupcem gdyby dopytywał o takie oczywistości. Na pewno jako szanowany ród jakąś mają. I z pewnością kobieta będzie miała przed sobą możliwość odkrywania nowych, często rzadkich, cennych dzieł. Może nie powinien się za bardzo o nią martwić? Po zastanowieniu wyglądało na to, że te wszystkie zmiany mogą pójść Lefèvre tylko na dobre.
A i ty się tak o niego nie martw. W końcu największych odkryć poprzednich wieków dokonywano przez wiarę w mity, legendy, baśnie. Może właśnie czytając o twojej ukochanej bajce z dzieciństwa Fyodor odkryje coś niesamowitego, co zrewolucjonizuje świat?
Westchnął ciężko słysząc o starej bibliotekarce, ale i tak się uśmiechnął. Przecież doskonale wiedziała, że pojawi się tu zapewne dopiero, gdy ktoś ją zastąpi na stanowisku.
- To co? Idziemy zanotować ich wypożyczenie? - spytał raczej retorycznie, rozglądając się po bibliotece. - A skoro ci się nie spieszy to bardzo dobrze. Będę miał czas na ich dokładne zbadanie.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

28 lat

czysta

za Starszyzną

tłumaczka w Ministerstwie Magii
http://petersburg.forum.st/t594-anna-lefevre#1014 http://petersburg.forum.st/t706-anna-lefevre#1482 http://petersburg.forum.st/t707-anna-lefevre#1483
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Sro 24 Sty 2018, 12:46
Trudno uznać to za pocieszające. W zasadzie jedyna okoliczność łagodząca nałożenie na nadchodzące lata wyroku powtarzalności to to, że każda niewiedza jest z gruntu krzywdą dla ludzkiego rodzaju. Powtarzając za Orwellem, że ignorancja to siła, powtórzyłoby się także błąd popełniany przez systemy totalitarne, nie ma co jednak obejmować wszystkiego od razu na tak szeroką skalę. Nawet nieświadomość, czy coś nie psuje się w rodzinnych relacjach mogła bardzo zaszkodzić, zaburzyć układ dotąd bardzo wygodny, dający poczucie bezpieczeństwa. Anna naiwnie wierzyła, że nie da się zbudować takiego na kłamstwie, lecz im bliżej była podjęcia pracy z politykami, tym pominięcie pewnych faktów oddalało się od ram zakrojonych przez pojęcie kłamstwa.
Nie dziwiło jej szczególnie, że Karamazov – bardzo arystokratyczną manierą zresztą – mierzy ją swoją miarą. W pozornie neutralnych pytaniach dało się mimo wszystko wyczuć zwątpienie, Ani pozostawało tylko mieć nadzieję, że wykładowca nie waży się sugerować jej, że przemyślawszy wszystko po stokroć i z wielkim wysiłkiem przeszedłszy przez proces rekrutacyjny teraz miałaby się nie nadać.
- Fedya, oczywiście, jak w ogóle możesz o to pytać? – Uśmiechnęła się z niedowierzaniem podszytym żartem, ale tylko odrobinę. – Przecież to mój język ojczysty, nie mogłabym go zapomnieć.
Przecież przez wiele lat mówiła po rosyjsku z łatwo zauważalnym śpiewnym akcentem, przez który wielokrotnie brano ją za świeżo przybyłą do Petersburga cudzoziemkę. Naleciałości słabły z czasem, stając się czymś na kształt żartu lub nieznaczącym wyrazem przekory, a Rosja była już domem Anny, jednak zaszczyt bycia jej ojczyzną przypadał niepodzielnie Francji. Każdy z językowych niuansów, wymysły udziwniające posługiwanie się francuskim potocznie, coraz liczniejsze zwłaszcza w ostatnich latach, nie stanowiły dla niej tajemnicy. Nie miała zbyt wiele do roboty będąc całymi dniami w bibliotece, pod dostatkiem było zaś książek w innych niż rosyjski językach, by nie wyjść z wprawy w posługiwaniu się nimi. Także w Kaliningradzie, prócz pokaźnej kolekcji polskich woluminów, do których przeczytania musiała jeszcze się podszkolić, udało jej się znaleźć w rodzinnych zbiorach kilka dzieł po francusku, postanowiła też sobie solennie powiększyć jeszcze ich zasób. Francuski dawno temu przestał już być językiem kulturowych elit, jeśli nie stało się to już to nim upłynie kolejne stulecie podzieli los zapomnianej łaciny, z tą tylko nadzieją, że zostanie mu funkcja użytkowa.
- Nie ma potrzeby, potem mogę sama się tym zająć. – Anna podała Fyodorowi książki, wysunąwszy przedtem zza ich okładek karty biblioteczne. Był to system ocierający się już o przestarzałość, ale Natasha lubowała się w porządkowaniu katalogów (i chyba też zapamiętywaniu jak na międzynarodowych zawodach numerów seryjnych książek, którymi sama je opatrzyła), więc i Ania była na niego skazana. Po kilku latach pracy nie był wcale uciążliwy.
- Wiesz, Fedya, ja zaraz muszę wychodzić, jestem umówiona z Jadwigą na przymiarkę, więc weź już proszę te książki. Nie przejmuj się terminem zwrotu, ulubieńcy bibliotekarek mają taryfę ulgową. Może umówimy się na kawę po twoich zajęciach, to przekażę ci notatniki papy osobiście? Wyślę ci wiadomość orłem!
Wyprowadziwszy go na skraj labiryntu regałów, Anna pożegnała profesora Karamazova i skierowała się do wyjścia z biblioteki pod czujnym okiem starszej bibliotekarki.

Anna i Fyodor z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Pon 12 Lis 2018, 18:12
14.07.1999

Chyba tylko Jasna wierzyła jeszcze, że mógłby uratować świat. Wiara, jaką pokładała w nim młodsza siostra była prawdopodobnie ostatnią barierą, o którą wspierał się ślad powszechnie przyjętego systemu wartości, cień szczerego przywiązania do rodziny i pragnienia, by być dobrym dla bliskich. Tylko za nią – dopóki, rzecz jasna, w Irkucku nie pojawiła się Adela, największy spisek przeciw jego oziębłości, jak na ironię skreślony jego własną ręką – czuł się odpowiedzialny, tylko przy niej rozumiał, że jest prócz następcy nestora i podwładnego sądu także bratem. Nie byłoby przewinienia, którego by jej nie wybaczył, ani granicy, której nie przekroczyłby, gdyby jej miało to jakoś pomóc w życiu. Młodsza siostra była największą, chociaż nieudolnie wyrażaną, miłością w jego życiu, najpewniejszym z uczuć, jakich doświadczył. Kiedy więc wyjawiła mu, że potrzebuje ratunku od swej sytuacji, puścił się biegiem wbrew wszystkiemu – opinii ojca, interesowi rodziny, zdrowemu rozsądkowi, który uparcie podpowiadał, że Karamazov jest właściwym kandydatem do ręki Jasny – do miejsca, w którym mógłby znaleźć dla niej pewną drogę do swobody. Z zaangażowaniem, o które trudno u niego, gdy idzie o sprawy zawodowe, jakiś czas temu zaczął delikatnie podważać pewność co do reputacji Karamazova. Swojej nigdy nie miał zbyt wiele, odrobina dobrej woli, na którą zdobył się przez pierwsze miesiące ich narzeczeństwa dawno już się wyczerpała. Trudniejszym zadaniem było otwarcie oczu ojca na to, jakim człowiekiem może okazać się Aleksei i czym skutkowałoby to dla najmłodszej Sorokiny. Ostrożnie, tak, by nie ukazać prawdziwej niechęci wobec narzeczonego siostry, przemycał drobne uwagi w rozmowach z nestorem, cały czas czekając na więcej informacji od kobiety, którą poprosił w tej sprawie o pomoc.
Przychodząc w umówione miejsce spotkania, zupełnie jak ostatnim razem, Endar wciąż nie miał pewności, czy może zaufać Kuraginie. Będąc niemal w zupełności świadom wszystkich powiązań łączących Starszyznę od środka, wiedział, ile ryzykuje posyłając panią detektyw w pogoń za krewniakiem, zwłaszcza że oboje byli na dodatek blisko spokrewnieni z miłościwie Rosji panującym Dumą. Czas Grigoryia może i dobiegał już końca, wyścig by zająć jego miejsce ruszył z kopyta, ale młody Sorokin wciąż był przeczulony na tym punkcie. Wszystko, co działo się tak blisko wysokiej polityki mogło położyć się długim cieniem na jego życie.
Niecierpliwie oczekiwał przybycia Gany. Tym razem wybrał inną godzinę i miejsce spotkania, tak, by w bibliotece – tym razem tej należącej do uniwersytetu – było znacznie więcej ludzi, a ich nie dało się dostrzec na pierwszy rzut oka. Chociaż nie przywiązywał większej uwagi do plotek, nie umknęło jego uwadze, że wspomniano o nim w którymś z numerów „Avoski”, jaki podsunęła mu jakiś czas temu Jasna.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Pią 16 Lis 2018, 15:25
Gana nie zdziwiłaby się przekonaniu Jasnej, gdyby tylko o nim wiedziała – sama wierzyła w swoich braci i celowość ich działań, co pokazywał choćby fakt, że mimo strachu i chęci zatrzymania nie powstrzymywała Efima przed wyruszeniem w niebezpieczną podróż do terenów objętych wojną, głodem, epidemiami i innymi niebezpieczeństwami. Wiedziała jakie to jest ważne dla niego, by zmieniać świat i choć najchętniej zrobiłaby wszystko, by dla jego bezpieczeństwa został w Petersburgu to jednak jedynie co to go ściskała na pożegnanie, upewniała się, że wziął aparat i dawała jakieś przekąski na drogę. Nie tłumaczyła mu jaka to głupota, bo wiedziała choćby po sobie, że takie gadanie źle by odebrała w stosunku do siebie. A przecież ludzie potrzebowali również ploteczek i rozrywki, nie tylko informowania o tym jaki ten świat jest podły i okrutny. Większość osób w jakiś sposób stykała się z tym przecież na co dzień.
Kuragina nie miała problemu z tym, by obciążyć ciekawymi lub nieciekawymi  - zależnie od punktu siedzenia – swojego mniej lub bardziej dalekiego krewniaka. W końcu i tak należeli do wrogich rodów, nie mieli ze sobą szczególnego kontaktu, nawet ciężko było powiedzieć, że w jakiś sposób się szanowali lub lubili. Tak na dobrą sprawę się nie znali, a że Ganie zależało na zachowaniu dobrych relacji tylko z wybranymi członkami rodziny… Cóż. Wniosek był jeden, do tego bardzo prosty – kobieta nie miała wyrzutów sumienia, by szukać brudów czy dowodów przeciw Alekseiowi Karamazovi. Tym chętniej wzięła się do roboty wiedząc, że szkoda tracić czas na rozmyślania o moralności. Mimo tego zadanie i tak nie należało do łatwych – ciężko odkrywało się przykrywkę jaką była restauracja, której szefował mężczyzna. Trochę jednak udało jej się odkryć. Nie wszystko zapewne, ale prawdopodobnie wystarczająco, by jej klient był zadowolony i by mógł osiągnąć to co tylko zechciał. A na jego zadowolenie Gana liczyła, w końcu dzięki jego polecankom wśród znajomych mogłaby zdobyć nowe zlecenia, a tych nigdy nie było jej mało.
Sorokin szczęśliwie dla Kuraginy nie wiedział, że główna linia niekoniecznie za nią przepada. Nie było to znane oficjalnie, wręcz było ukrywane, aby pokazywać publicznie jacy to Kuraginowie są zżyci i że jak się zadrze z jednym to zadrze ze wszystkimi. Prawda jednak różniła się od pozorów, dzięki czemu mężczyzna w razie czego nie mógł jej wykorzystać przeciw samozwańczej i skutecznej pani detektyw. A przynajmniej skutecznej do tej pory i – jak miała nadzieję – w dalszym ciągu też.
Plotka z Avoski również Ganie nie umknęła. Wiedziała doskonale kto ją wymyślił i wcale jej się to nie podobało. Nie mogła jednak nic na to poradzić, skoro została zaakceptowana przez redaktor naczelną. Mogła jednak spróbować się wykazać dla pieniędzy i kolejnych zleceń przed młodym prawnikiem.
- Witam, paniczu Sorokinie – podeszła do niego jakby zaskoczona, aby stworzyć pozory, że to nie było umówione spotkanie. – Usiądziemy gdzieś? Mam parę ciekawych rzeczy do przekazania… – podała mu książkę, w której ukryła kawałek umowy. Była pewna, że na dobry początek może Endarowi pokazać, że cała ta restauracja to wygrana w grze hazardowej, a ciekawsze kwiatki zostawić na później.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Wto 27 Lis 2018, 21:13
Cierpliwie wypatrywał pani detektyw. Niemal nieprzypominający dziś sam siebie, w bardziej pogodnym, luźnym stroju przechadzał się po głównej hali biblioteki. Wyglądał młodziej, swobodniej niż zwykle, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że przyjaźnie. Nie mogło być dla niego lepszego kamuflażu.
Kiedy dostrzegł nadchodzącą kobietę, poczekał aż się zbliży się do niego sama. Przywitał się z Kuraginą jakimś półsłówkiem, czym prędzej zajmując wraz z nią miejsce przy jednym ze stolików. Wokół zgromadzili się studenci dyskutujący żarliwie nad kubkami z herbatą z bufetu, pracownicy naukowi PUMu, wreszcie także czarodzieje spoza uczelni korzystający z bibliotecznych zbiorów. Endar wrócił na krótką chwilę myślami do dni, kiedy sam zasilał szeregi studentów i tracił przy tych stołach długie godziny, wkuwając kodeksy i analizując stare akta najsłynniejszych spraw. Po dziś dzień pamiętał najtrudniejsze eseje, jakie musiał pisać na zajęcia z prawa karnego, historii i międzynarodowego arbitrażu, jak na ironię, te właśnie, przy których najwięcej musiał się namęczyć, by w karierze zawodowej czym prędzej o nich zapomnieć. Rzadko zastanawiał się w tamtych czasach, dlaczego właściwie to robi. Żaden z jego braci nie zdecydował się na kontynuowanie edukacji poza Koldovstoretz, pozwalając mu na brylowanie, zapisanie się w pamięci wykładowców. Jeśli mu się to udało, to chyba tylko w negatywnym świetle.
Nic z tego nie miało jednak już znaczenia. Czasy studenckie dawno minęły, były tylko wspomnieniem, dobrym mimo wielu upierdliwości. Miały w sobie rodzaj beztroski, który dawno nie towarzyszył Endarowi. Przejął książkę od Gany i zaczął ją przeglądać, niby od niechcenia. Natrafiwszy na umieszczoną między stronami kartę z umową, przyjrzał się jej bardziej uważnie. Była wiarygodnie opieczętowana, podpisana czytelnie, już na pierwszy rzut oka wiążąca.
- Skąd pochodzi ten dokument? – zapytał, prawdopodobnie strzępiąc tylko język. Oczywiście nie mogła zdradzić mu swoich źródeł, a on powinien tłumić podobne odruchy. Tym razem nie był obrońcą, nie musiał – a wręcz nie mógł – spierać się z nikim, budując dramatyzm, próbując przekonać do siebie każdego, kto zechciał słuchać. Musiała wystarczyć mu dyskrecja, a zaufanie skuteczności Gany, chociaż z natury przychodziło mu trudno, także na razie nie wydawało się błędem, jaki mógłby przekreślić jego niezłą reputację i oszukać wyszkolony przez pracę w sądzie instynkt.
- Proszę. – zachęcił ją, spoglądając w ciepłe oczy znad umowy. – Nie musi pani budować tak napięcia. – im szybciej usłyszy wszystko, czego udało się jej dowiedzieć, tym lepiej. Nie chciał marnować czasu i niepotrzebnie ryzykować. Miał nadzieję, że właśnie z tego był znany – ze skuteczności i słowności; współpraca, z której będzie zadowolony mogła okazać się dla Kuraginy bardzo korzystną. Gdyby udało mu się rozwinąć własną kancelarię, potrzebowałby sprawnych informatorów.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Wto 04 Gru 2018, 23:23
I ona się dziś zabawiła w kamuflaż - założyła okulary-zerówki, włosy związała w warkocz, nałożyła lekki makijaż, strój dobry na uczelnię i niemal studentkę mogła udawać, choć nigdy swojego szczęścia na Petersburskim Uniwerku nie próbowała. Może powinna? Podobno studia to najpiękniejszy okres w życiu człowieka, powinna to rozważyć dla samej radości ze zdobywania wiedzy, jak pewnie przekonywaliby ją rodzice. Ona jednak wolała korzystać z informacji zdobytych w inny sposób niż na wykładach czy poprzez czytanie książek.
Ruszyła za nim do wolnego stolika manewrując między paroma latającymi pergaminami, które nie wiedzieć czemu same nie wróciły na półkę. Miała nadzieję, że nikt w jej okolicy czarować nie będzie, inaczej może wystąpić problem kiedy jej obecność zakłóci działanie zaklęcia. Z drugiej strony biblioteka to nie miejsce do ćwiczenia rzutów czarów.
Musiała przyznać sama przed sobą, że chyba dobrze, iż zdecydowała się jednak pójść na staż do Avoski - ma doświadczenie, spoko pracę, nabyła też jakiegoś doświadczenia, by ruszyć z samodzielną agencją detektywistyczną... Fakt, małą, jednoosobową i nie szukającą morderców czy dzikich kultystów, ale do szczęścia wystarczyła jej adrenalina, nie zagrożenie życia. Chyba najzwyczajniej w świecie by nie usiedziała nad tymi grubymi podręcznikami, które trzeba przeczytać, by uporać się z egzaminami.
- Ze sprawdzonego źródła - odpowiedziała nawet bezczelnie, wiedziała jednak, że on raczej nie spodziewał się szczerej i tylko prawdy. W końcu lepiej żeby mniej wiedział, prawda? Aby nie musiał się w razie czego tłumaczyć, podawać inną wersję zdarzeń. Co najwyżej odeśle ciekawskich do niej.
Wygrzebała teczkę z torebki wzdychając cicho, choć zauważenie. A już liczyła, że będzie jakaś większa zabawa niż podanie dowodów i dziękuje, miło się współpracowało.
- Jak pan sobie życzy - rzekła tylko.
Wyjęła pustą fiolkę i kolejny papierek - zaświadczenie od specjalisty, że znajdował się w tym narkotyk - a także kolejną książkę, w której ukryła zdjęcia kobiet. Większość miała z tyłu dane osobowe na wypadek, jakby Endar chciał się z którąś skontaktować. Spora część z nich pracowała w najstarszym zawodzie świata, część za to pewnie była zwykłymi kochankami. Można po tym było dojść do wniosku, że syn szedł w ślady ojca. Zaczęła mówić, gdy się upewniła, że nikt ich nie podsłuchuje.
- Pan Aleksei Karamazov prócz hazardu ułatwia dystrybucję narkotyków, zapewne też sam je bierze, aczkolwiek by to udowodnić potrzebowałabym więcej czasu i funduszy. Te przyjemne dla oka damy to jego kochanki, ewentualnie panie na jedną noc. Nie zauważyłam by się jakoś angażował mocniej w jakikolwiek związek - powiedziała ironicznie, w końcu oczywiste było, co się kryło za tym słowem. - Niestety, zapewne żeby się dostać głębiej do prawdy pewnie bym musiała wynająć osobę trzecią, a nie wiem czy pan się na to zgodzi. Może to, co mamy teraz panu wystarczy, jeśli nie będę musiała kogoś poszukać. Albo zaryzykować na sobie i wypić miksturę Janusa, aby wcielić się w nieznaną Karamazovowi twarz. Co oczywiście też potrwa, bo nawet w męskiej formie na pewno nie dostanę się do największych tajemnic od tak - zakomunikowała szczerze wierząc, że Sorokin pracując w zawodzie, w którym sprawy nieraz się ciągną zrozumie, że z pustego kielicha i Salomon nie naleje, szczególnie w postaci rudowłosego obstaculusa.
Popatrzyła na niego czekając na reakcje i ewentualne pytania.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   Pią 07 Gru 2018, 23:34
Nie zdziwiłby się, gdyby nawet tu znaleźli się zbyt wścibscy obserwatorzy, a Avoska napisała w następnym numerze, że tym razem przyłapano go na podrywaniu studentek. Nie byłby pierwszym przedstawicielem szlachetnie urodzonych ryczących trzydziestek, przed którym postawiono podobny zarzut (uszanowanie, profesorze Karamazov), ale kolejne wspomnienie jego osoby na łamach tego szmatławca uznałby już za jakąś osobistą nieprzyjemność, być może motywującą nawet do podjęcia kroków, na które zwykle okazywał się zbyt leniwy. Może powinien pokazać się z Adelą w jakimś eleganckim miejscu? Miał na głowie mnóstwo spraw, z czego wszystkie były znacznie poważniejsze niż pogłoski podające w wątpliwość jego mężowską wierność, ale może taki przerywnik dla świętego spokoju też mógłby zasłużyć na jego uwagę. W końcu jeśli już zmieniało się wszystko…
Spojrzawszy zaledwie raz na kolejny dokument, który mu podała, Endar nabrał przekonania, że niedługo zmieni się także przyszłość Jasnej. Hazard nie był w ich sferze zwyczajem godnym pożałowania i reprymendy, przeciwnie – niektórym wręcz wypadało od czasu do czasu przegrać jakąś okrągłą sumę w kasynie, ot, remedium na wszechobecny w życiu ludzi ważnych stres. Podobnie przymykano oko na niektóre nadużycia, ale większość narkotyków, zwłaszcza nowych na rynku spotykała się już z jawną dezaprobatą, a gdyby udało mu się dowieść uzależnienie – to mogłoby oznaczać dla Sorokina sukces.
Przyjrzał się podpisowi złożonemu pod ekspertyzą, notując w pamięci konieczność skontaktowania się z tym specjalistą.
Zdjęcia ukryte w książce przejrzał natomiast tylko pobieżnie, zerkając na odwrotną stronę tylko w kilku przypadkach. W tym akurat nie było nic dziwnego, ale w tak delikatnej sprawie, jak narzeczeństwo Alekseia – informacje na ten temat były jak najbardziej na miejscu.
- O fundusze proszę się nie martwić, tylko przekazać mi stosowne rachunki. – czy to za usługi już wykonane, czy na poczet następnych działań Gany, to było Endarowi zupełnie obojętne. Pieniądze nie były żadnym zmartwieniem, nawet gdyby zaczęła żądać odeń znacznie większych sum niż dotychczas – w księgach rodowych obracały się kwoty, wśród których zgubiłoby się stado słoni, maleńkich w porównaniu jak porcelanowe figurki. Był w stanie przekazać jej ruble jeszcze dziś, oczywiście za wieloetapowym pośrednictwem. – I nie ustawać w poszukiwaniach. Potrzebuję jeszcze kilku pewnych szczegółów zdolnych pogrążyć Karamazova. – wietrzył już sukces w powietrzu. Mógł pracować z tym, co już otrzymał od Gany, prawdę powiedziawszy zdziwiła go skuteczność śledczej. Przezorny jednak zawsze był ubezpieczony, a tym razem Sorokin naprawdę musiał być bezbłędny – szykował się więc jak do najtrudniejszej sprawy, w końcu na szali leżało dobro jego najukochańszej siostry.
- Jeżeli nie jest to absolutna konieczność, wolałbym, by nie został w to zaangażowany nikt więcej. – dyskrecja zawsze była kluczem do sukcesu, a w tak ciasnym kręgu, w którym operowali niemożliwym było zrealizować jego przedsięwzięcie, jeśli nie będą się jej mocno trzymać. Może i Endar zaczynał brzmieć jakby cierpiał na jakąś paranoję, ale mówiono o nim już znacznie gorsze rzeczy niż inwektywy dotyczące zdrowia psychicznego. – Ma pani jeszcze czas, chociaż bardzo skłonny jestem dodatkowo wynagrodzić pośpiech. – nauczył się już co prawda cierpliwości, potrafił swoim spokojem w oczekiwaniu doprowadzić swoich bardziej krewkich bliskich do szału, ale bardzo nie lubił nie dostawać tego, co sobie upatrzył od razu – każdy kolejny dzień czekania był dla niego próbą.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Biblioteka Uniwersytecka   
Powrót do góry Go down
 
Biblioteka Uniwersytecka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: