Навигация

Klapa w chodniku (K)
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Klapa w chodniku (K)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKlapa w chodniku (K)   Pią 03 Lut 2017, 15:04
Klapa w chodniku (K)

Niepozorna, mijana zwykle bez echa i większego zainteresowania ze strony wszystkich przechodniów – zwłaszcza mugolskich, jednak grono czarodziejów również bardzo często obchodzi ją szerokim łukiem. Niewielu bowiem zdaje sobie sprawę, że klapa ta skrywa wejście do niewielkiego pomieszczenia od podłogi po sufit wypełnionego przeróżnymi, często zakurzonymi i zapomnianymi przez świat tomiszczami. Oprócz tego tajemnicza biblioteczka ukrywa też kilka kufrów wypełnionych bliżej niezidentyfikowanymi fiolkami i przyrządami. Może tobie uda się ją zauważyć?

W tym temacie musisz rzucić kością k6. 1, 2, 3 – nie zauważasz klapy w chodniku i zwyczajnie obok niej przechodzisz. 4, 5, 6 – czyżby los się do Ciebie dzisiaj uśmiechnął? Coś przykuło Twoją uwagę i udało Ci się dostrzec klapę w chodniku. Wejdziesz?

Powrót do góry Go down
avatar

Ambrolauri, Gruzja

34 lata

półkrwi

neutralny

organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
http://petersburg.forum.st/t836-yrjana-anvari http://petersburg.forum.st/t838-yrjana-anvari#2319 http://petersburg.forum.st/t839-violence-in-the-air#2321 http://petersburg.forum.st/t840-gnoj#2322
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Sob 03 Mar 2018, 21:25

06.06.1999

Jak wiele razy już tędy przechodziłeś, co? Nie pamiętasz nawet, choć pęknięcie na płycie, tej trzeciej od krawężnika, na wysokości Sbierbanku przykuło twoją uwagę już pierwszego razu, kiedy przemierzałeś tę trasę. Za każdym następnym obiecywałeś sobie, że to zignorujesz; że zapomnisz; że nie zauważysz, bo może akurat ktoś będzie stał w tym miejscu, może przykryje je porzucona gazeta, może wreszcie wymienią tę płytę. I za każdym razem z dezaprobatą odnotowywałeś, że ponownie skaza ta nie umknęła twojemu spojrzeniu. Nikt przecież nie lubi stawać na pękniętych taflach, to podobno przynosi pecha. Nie próbowałeś sprawdzać wtedy i nie próbujesz teraz, starannie, choć nie bez problemów, wymijając napierający na ciebie z przeciwnej strony tłum.
Gdybyś mógł, ukręciłbyś tej flądrze łeb za wybieranie na miejsce dziennego handlu tak skandalicznie obleganego obszaru – ani nie było to przemyślane, ani praktyczne, jedynie denerwujące, gdy w trakcie szaleńczego slalomu między nieustannie przemieszczającymi się punktami, trafia się nieoczekiwanie na jeden, który niewzruszenie trwa w jednym miejscu… Oferując kwiaty. Nie byle jakie, nawet nie próbuj zaprzeczać, Yrjä, że sam nieraz miałeś ochotę przygruchać sobie na odchodne jeden z bukiecików pachnących tak intensywnie, że aż kręciło się w głowie. Jakby nie było, lubisz otaczać się pięknymi rzeczami, a każdy z tych kwiatów to swojego rodzaju arcydzieło. Taką sztukę należy doceniać, choćby miała przynieść ci zgubę, gdy zbyt głęboko zaciągniesz się zapachem konwalii albo przypadkiem trącisz płatki kamelii. Cały ten proces odbywał się jednak zamknięty między czterema ścianami kwiaciarni, odizolowany od niekorzystnych czynników zewnętrznych, a nie tak na widoku. Mimo że sam wiele razy targów dobijałeś w miejscach publicznych, nie wierzysz, jakoby najciemniej miało być pod latarnią. Zawsze znajduje się ktoś, kto jedynie w plamach światła rozlanych po ulicach wypatruje nieprawidłowości. A ciebie szlag jasny trafia, kiedy oczy musisz mieć dookoła głowy; gdy musisz pozwolić dźwiękom zalewać cię zewsząd i wnikać w każdy nerw, by zgrać się z otoczeniem tak bardzo, że czuć będziesz na karku oddechy wszystkich mijających cię osób, chłód kluczy w kieszeniach płaszczy i ciężar aktówek przyciskanych do piersi.
Stajesz za nią, wciskając się między chłodny kamień kamienicy, a jej wkurwiająco chude ciało. Nawet mimo narzuconego na ramiona swetra – czy co to w ogóle jest – jesteś w stanie dostrzec wyraźnie zarysowane kości łopatek poruszające się swobodnie, kiedy nachyla się nad rozstawionymi kwiatami.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli jeszcze jeden raz przyjdzie mi szukać cię po całym mieście, nafaszeruję cię tymi wszystkimi zasrańcami? Nie potrafisz korzystać z orła? Czy może się rozmyśliłaś i zapomniałaś dać mi o tym znać wcześniej? – Mało kto potrafi wkurwiać się tak, jak ty, z tak błahych powodów. Słowa cedzisz przez zaciśnięte zęby, prawie nie poruszając ustami, obie dłonie opierasz jednak na ramionach Lajli, nachylając się ku niej i udając, że przyglądasz wystawionym kwiatom. Żadne z nich nie są jebanymi goździkami, które mógłbyś zgarnąć i ewentualnie wcisnąć innemu, mniej utalentowanemu zaklinaczowi. Masz bowiem wątpliwości co do tego, by dziewczynie w przeciągu ostatniego tygodnia udało się zaklątwić niemal pół tysiąca kwiatów.


Ostatnio zmieniony przez Yrjänä Anvari dnia Nie 04 Mar 2018, 14:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Czw 15 Mar 2018, 17:52
Rosja to mój dom.
Już nie czuję się cudzoziemką, choć dla niektórych zawsze nią będę. W dalszym ciągu czasem używam bośniackich zamiast rosyjskich słów, bo przecież w pierwszym momencie wydają się brzmieć tak podobnie, a jednak są zupełnie inne, co za każdym razem przypadkowo zdradza mnie, że nie jestem stąd. Ale to właśnie ten kraj kilka lat temu niespodziewanie pozwolił mi zacząć życie na nowo. Ucieczka z ogarniętego wojną Sarajewa doprowadziła do tego, bym wreszcie przejrzała na oczy i dowiedziała się, kim naprawdę jestem. Nigdy nikt nic mi nie dał. Oprócz niego. On dał mi wolność. Wszystko zawsze musiałam robić sama, podobnie jak teraz – sprzedaję kwiaty, mimo że to nie wypada zubożałej damie, którą zdarza mi się od czasu do czasu odgrywać. Czasem rozdaję je zupełnie za darmo, nic się nie stanie, jeśli z metalowego wiaderka z zimną wodą zniknie choćby jeden z najbrzydszych kwiatów. Niekiedy to poprawia ludziom humor, choć często widzą w tym podstęp, nie wierząc w moje dobre intencje. Ale nie ma w tym nic złego, lubię to robić, sprawdzać się i dopasowywać kwiaty do danej osoby. To przecież wcale nie jest łatwe zadanie. A co z tobą, Yrjä? Tak myślałam, że dzisiaj przyjdziesz. Ja bardzo lubię amarylisy – mają w sobie coś delikatnego, ale jednocześnie drapieżnego, to chyba przez ten intensywnie czerwony kolor, ale one do ciebie w ogóle nie pasują. Ani te goździki, których zawsze usilnie szukasz. W ogóle nie rozumiem, dlaczego je sobie tak upodobałeś. Czy to jedyne kwiaty, które znasz? Przypadek czy może kojarzą ci się z czymś przyjemnym? Ale to, w przeciwieństwie do mnie, w ogóle cię nie interesuje. Nie wierzysz w kwiaty tak, jak ja.
- Przecież wiesz, gdzie mnie szukać. – Bądź dla mnie miły, Yrjä. Zmień ton swojego głosu, spójrz na mnie nieco łaskawiej i zerknij tylko na te szkarłatne amarylisy, które trzymam w swoich bladych dłoniach. Podsuwam ci je niepostrzeżenie pod nos, gdy próbujesz udawać, że chciałbyś coś ode mnie kupić. Wystarczy nimi lekko potrząsnąć, by wydobył się z nich przyjemny i kojący zapach. Bądź spokojny, Yrjä. Chyba nie chciałbyś mnie zezłościć. Mnie, rusałki. Może i denerwujesz się z błahych powodów, ale w ogóle mi się to nie podoba. Chociaż wiesz, wtedy na twoim czole robią się takie dziwne, śmieszne zmarszczki. Czasem zastanawiam się, czy znam kogoś, kto wygląda i uśmiecha się równie przerażająco, co ty. Ale chyba nie mógłbyś mi nic zrobić? Może się mylę. Nie chcę tego wiedzieć. – Zawsze jestem w tych samych miejscach. Nie udawaj, że tego nie wiedziałeś. W poniedziałki i wtorki na Niedźwiedzim Ryku przy ulicy z katarynkami, w środy, czwartki i piątki w Magnolii, co drugą sobotę na Mahala przy Pasternaku, a niedzielę – tutaj. A dzisiaj jest niedziela. – Nigdzie nie uciekam. Uciekłam dawno temu, z ogarniętej wojną Bośni i Hercegowiny, ale teraz jestem tutaj. – Już pamiętasz? – Teraz możemy porozmawiać. Na spokojnie. Uśmiecham się kącikami karminowych ust w twoją stroną, w międzyczasie sprzedając bukiet czerwonych róż starszemu, choć niezwykle eleganckiemu i uprzejmemu panu, który zamierza wręczyć je dzisiaj swojej ukochanej małżonce na pięćdziesięciolecie. Wyobrażasz sobie spędzić u boku jednej osoby tyle czasu, Yrjä? Myślisz, że ktoś byłby w stanie z tobą wytrzymać więcej niż godzinę? Jesteś chujem, daleko ci do tego miłego pana. – O niczym nie zapomniałam – odpowiadam zgodnie z prawdą, opierając dłoń na biodrze.
Nie jestem niesłowna.


Ostatnio zmieniony przez Lajla Veličković dnia Czw 15 Mar 2018, 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Ambrolauri, Gruzja

34 lata

półkrwi

neutralny

organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
http://petersburg.forum.st/t836-yrjana-anvari http://petersburg.forum.st/t838-yrjana-anvari#2319 http://petersburg.forum.st/t839-violence-in-the-air#2321 http://petersburg.forum.st/t840-gnoj#2322
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Sro 18 Kwi 2018, 18:44
Nie czujesz się komfortowo w takich miejscach, co jeszcze bardziej potęguje twoje rozdrażnienie. Towarzyszy ci nieznośne wrażenie, jakbyś był szczurem wystawionym na pokaz w szklanej klatce – hipotetyczną możliwość wydostania się na zewnątrz potęguje niezakłócony ciemnymi prętami obraz otoczenia, jednak każda próba przedarcia się przez przezroczyste szczeble kończy się kompromitującą porażką. Żadnej drogi ucieczki, żadnego miejsca do schowania się przed ciekawskimi spojrzeniami podszytymi szyderczością. To uczucie przypomina ci dom – tamten dom, który brutalnie postanowiłeś wymazać ze swojego życia – w najgorszy z możliwych sposobów. Tam też czułeś, że cię obserwują, byłeś w końcu ich kurą znoszące złote jaja, pieniężnym chłopczykiem, którego jednak bali się bić po twarzy, by przypadkiem cię nie oszpecić. To przecież swoją mordą zarabiałeś – jako gówniarz, który jeszcze nie poszedł do Koldovstoretz – na utrzymanie całej rodziny w dostatku, na jaki nie zasługiwali. Obecnie jedynie stare baronowe, te wszystkie upadłe szlachcianki może wciąż byłyby tobą zachwycone, jeśli tak bardzo poleciał im wzrok, że samych siebie w lustrze nie potrafiłyby rozpoznać. Cała reszta z ochotą i zapałem sprawdziłaby, czy przypadkiem nie jesteś jednak diabelskim chochlikiem rozsypującym się w góry złota od uderzenia. Ale, Yrjä, ty nie miałbyś nic przeciwko takiemu laniu po mordzie, bo potem jeszcze chętniej spuściłbyś każdemu odważnemu delikwentowi, który zdecydował się wejść ci pod nogi, łomot, jaki raz na zawsze oduczyłby go podnoszenia ręki na ludzi takich jak ty.
To nie tak, że hołdujesz bezmyślnym rękoczynom szkodzącym całemu społeczeństwu. Po prostu lubisz mieć pewność, że każdy zna swoje miejsce. Jesteś człowiekiem biznesu, Yrjänä, i zdajesz sobie sprawę z tego, że jedynie przemocą możesz wywalczyć sobie drogę ku przetrwaniu i osiągnięciu sukcesu w tym kraju bezprawia. Powątpiewasz jednak, by Lajla podzielała zdanie co do stosowanych przez ciebie metod. Ma swoje kwiatki i własny sposób na zdobycie postawionych sobie celów – sposób, który tobie wydaje się zbyt czasochłonny, co jednocześnie oznacza, że nie interesujesz się nią w jakikolwiek inny sposób poza stricte biznesowym, a i to w ogromnie okrojonym zakresie.
- Masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, kwiatku, skoro uważasz, że miałbym znać i, co więcej, pamiętać twój tygodniowy rozkład jazdy – zauważasz tym samym, rzeczowym tonem, w którym ostrzegawczo wybrzmiewają nuty irytacji. Gniew przychodzi do ciebie równie gwałtownie jak szkwał – trwa jednak tak samo krótko co on. – Ale jeśli ty o wszystkim tak wzorowo pamiętasz, to może z łaski swojej powiesz mi, gdzie masz te goździki? – mruczysz Lajli do ucha, zaciskając palce na przegubie jej wątłej dłoni, w której wciąż trzyma czerwone chabazie. Zamknąłbyś je na tych kwiatach, których nazwy za chuja nie znasz, ale po co się denerwować, aniołku. Po co dawać przechodniom powód do pytających spojrzeń – ludzie nie lubią, kiedy bezsensownie niszczy się przyrodę, nawet jeśli skazana jest na życie przez jeszcze góra tydzień.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Sro 25 Kwi 2018, 20:37
Wychowałam się na ulicy i zawsze naiwnie lgnęłam do ludzi – być może dlatego nie czuję się jak szczur wystawiony w klatce, bo jestem do tego zwyczajnie przyzwyczajona. Chociaż byłam wykorzystywana i przez większość życia nie wiedziałam kim jestem, to dziś jestem dzięki temu mądrzejsza. Jednak w tłumie nieznanych mi ludzi paradoksalnie czuję się bezpieczniejsza niż całkowicie zamknięta w czterech ścianach – one z kolei niezmiennie kojarzą mi się z przerażającą samotnością, a dodatkowo nocami wciąż się panicznie boję, że na moje mieszkanie niespodziewanie spadnie jedna z bomb i nic po mnie nie zostanie. Niby wiem, że tutaj nic mi nie grozi, ale wciąż widmo wojny w Sarajewie za mną się włóczy. A co jeśli Rosja zaraz pogrąży się w wojnie domowej? Wszystkie znaki na niebie wskazują, że konflikt między Starszyzną a Raskolnikami wkrótce nabierze nowego wymiaru, jednak nie wiem, jak to będzie wyglądać. Nie mam na imię Kasandra, nie jestem wróżką, nie potrafię przewidywać przyszłości w szklanej kuli, ale trochę za to znam się na gwiazdach, klątwach i kwiatach. O te ostatnie podczas wojny nie troszczy się nikt. Nikt nie zwraca na nie nawet uwagi. Bo po co one komu, skoro dookoła tyle ważniejszych rzeczy? Sama przecież kiedyś wybrałam życie. Nie dla mnie więc raskolnicze idee, nie byłabym tą, która uparcie by walczyła w imię wolności i honoru, lecz tą, która pragnęłaby jak najszybciej uciec – choć zaczynanie od nowa nie należy do szczególnie prostych czynności. Chcę jednak wierzyć, że nie będę nigdy musiała podejmować takiej decyzji.
- Powinieneś, kwiatku, jeśli masz do mnie interes. – Chociaż to określenie zdecydowanie do ciebie nie pasuje, Yrjä. Co najwyżej mogłabym cię porównać z chwastem, one tak naprawdę nikomu nie są potrzebne, bo więcej z nich szkód niż pożytku, choć niektórzy zielarze usilnie próbują doszukać się w nich dobrych stron. Nie chcę jednak o tobie źle mówić, zleciłeś mi zadanie, z którego miałam się wywiązać. – Dotrzymuję słowa – powtarzam na wszelki wypadek, gdyby nie pamiętał tego, co ostatnim razem mu powiedziałam. Nie podoba mi się dalej jego lekko zirytowany ton i prostackie zachowanie, ale od czego jest rusałczy urok, by nieco go zmiękczyć? Nie drażnij rusałki bez potrzeby, jak powiada stare ludowe przysłowie. – Wszystko będzie gotowe wieczorem. Spotkajmy się w opuszczonej szklarni po zmroku. Tam, gdzie ostatnio. – Choć zadanie, które mi powierzył, mogło się wydawać niewykonalne, wcale takie nie było. To jednak czasochłonny proces wymagający specjalnych zabiegów, by klątwy rzucone na kwiaty były wystarczająco silne i skuteczne, stąd nieznaczne opóźnienie z dostawą. Uwalniając się z nieprzyjemnego uścisku Anvariego, w pewnej chwili coś przykuło moją uwagę. – Czy ty też to widzisz? – Choć zmiana tematu akurat w tym momencie mogła wydawać się czymś podejrzanym, wcale nie była zamierzona. Tam coś było, a przynajmniej takie miałam przeczucie. Jak to możliwe, że nigdy, choć przecież stoję tu z kwiatami odkąd jestem w Rosji, tego nie widziałam? Z ciekawością kucam, by przyjrzeć się mieniącej się w promieniach słonecznych klapie.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Sro 25 Kwi 2018, 20:37
The member 'Lajla Veličković' has done the following action : Kostki


'k6' : 5
Powrót do góry Go down
avatar

Ambrolauri, Gruzja

34 lata

półkrwi

neutralny

organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
http://petersburg.forum.st/t836-yrjana-anvari http://petersburg.forum.st/t838-yrjana-anvari#2319 http://petersburg.forum.st/t839-violence-in-the-air#2321 http://petersburg.forum.st/t840-gnoj#2322
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Pon 11 Cze 2018, 17:28
Nie jesteś w nastroju do słownych przepychanek. Nie podoba ci się, jak łatwo przychodzi Lajli trwonienie czasu – przede wszystkim twojego, bo jej niespecjalnie cię obchodzi, mimo że chociaż trochę powinien, jeśli chcesz, by w terminie wyrobiła się ze zleceniem – równie bardzo przeszkadza ci też, jak bezczelnie małpuje twoje wypowiedzi, podkradając powiedzonka i nadając własnym słowom wydźwięk tak sarkastyczny, że najchętniej poszedłbyś sobie żyły podciąć, byleby nie musieć jej słuchać. Tyle że w tym momencie nie masz absolutnie nic innego do zrobienia, a i poddawanie się tak po prostu, bo byle lala ma własną melodię i nie chce tańczyć do tej granej przez ciebie, nie leży w twojej naturze. W końcu jedyne, co od kilku ładnych lat utrzymuje cię przy życiu to przede wszystkim nieustanna chęć wygranej. Nie interesuje cię nawet sama walka, o ile jesteś pewny zwycięstwa. Tak bardzo do niego przywykłeś, że teraz jesteś w stanie rozpoznać jego zapach, wychwycić te kwaśne nuty nawet wtedy, gdy tylko na moment wychyli się ze swojej dziury jak piesek preriowy wystawiający zaledwie czubki uszu. Czujesz go też tu, mimo odurzającego aromatu kwiatów, tyle że nie potrafisz jeszcze określić, z której strony do ciebie nadbiegnie.
Dlatego wciąż jeszcze przy niej trwasz, Yrjä. Może trochę dlatego, że twoja niezawodna intuicja biznesmena podszeptuje ci kuszące opowieści o fantastycznym interesie, o inwestycji, której nie możesz zaprzepaścić i zastanawiasz się, czy chodzi o te przeklęte kwiaty, czy może o to wychudzone, denerwujące cię stworzenie. Marniejesz, mój drogi, i rozsypujesz się niebezpiecznie – kiedyś w mgnieniu oka dostrzegłbyś, jak wielki potencjał drzemie w Lajli i nie czekałbyś, aż ktoś inny go dostrzeże i sprzątnie ci go tuż sprzed nosa. Teraz pozwalasz emocjom brać górę i zagłuszać twoją jasność myślenia.
- Nie – ucinasz krótko jej propozycję, odważnie chwytając szczęki tego ujadającego psa i miażdżysz mu szczękę, nim zorientuje się, co się stało i zacznie gryźć. – Nie będzie żadnych opuszczonych szklarni i tam, gdzie ostatnio, bo nie mam na to czasu – tłumaczysz prosto, jak upośledzonemu dziecku, chociaż powoli z tonu głosu wyzbywasz się tej złośliwości, gniewu i irytacji. Przecież nie ma się już czym pieklić, skoro wieczorem będziesz miał wszystko, czego potrzebujesz; nie ma się po co denerwować, bo złość piękności szkodzi, a w tobie, Yrjä, niewiele już piękna zostało, więc musisz dbać o to, co jeszcze masz. – Przyjdziesz z nimi do Przedsionka. Przy okazji od razu odbierzesz zapłatę. I może znajdzie się dla ciebie coś jeszcze. – Nie powinieneś tak się szczerzyć, dodając ostatnie zdanie, ale ekscytacja nieoczekiwanie zaczyna wywracać w tobie koziołki i śmiać się mefistofelicznie, jakbyś nieoczekiwanie wszedł w złote gówno. Właściwe trybiki dostały wreszcie nieco oleju, by z mozołem ruszyć do przodu, mieląc myśli, koncepcje i pomysły, tak jak to powinno być. I może ty sam już się rwiesz do pracy, ale bogowie mają dla ciebie nieco inne plany, bo zatrzymują cię w pół kroku za pośrednictwem przypadkowego pytania Veličković. No już daj spokój, dziewczyno. Przecież nic tu nie…
Strasznie brzydko wyglądasz, popaprańcu, ze zmarszczką między brwiami. Widowiskowe myślenie bardzo ci nie pasuje, ale teraz okazuje się koniecznością.
- O czym dokładnie mówisz? – Widzisz przecież wiele rzeczy. Nawet tę klapę, na której nigdy wcześniej nie zawiesiłeś wzroku, ale kiedy spojrzeniem pędzisz za dłonią Lajli, a później za nią samą, nie jesteś pewny, czy była tam od zawsze, czy może zmaterializowała się przed chwilą. Czy może chodzi o coś zupełnie innego, coś na niej, obok niej, czego jednak nie widzisz, bo tak krótkowzroczny – w przenośni – jesteś.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Czw 14 Cze 2018, 17:20
- Nie? – Unoszę tylko brew ze zdziwieniem, słysząc jego pierwszą odmowę. Nie zamierzam bawić się w przepychanki słowne, by przedłużać to spotkanie. Jestem w pracy, choć niewiele kwiatów już zostało mi do sprzedania - jeszcze tylko kilka tulipanów, amarylisów i czarnych róż, które zostały sprowadzone specjalnie z Turcji. Nie zmienia to faktu, że przyzwyczaiłam się już do lubiących wymagać klientów. Czasem wydaje im się, że są panami świata, podczas gdy w rzeczywistości są tylko kolejnymi karaluchami, które można by zdeptać butem. Taki właśnie był Anvari, przeświadczony w tym, że wolno mu wszystko. Postanowiłam więc pozwolić Yrji dalej tak myśleć. Nie zamierzam wcielać się w rolę moralizatora i tłumaczyć, co jest dobre, a co złe. Ja tylko wykonuję swoją pracę, a od problemów z głową są magipsychiatrzy. – Do Przedsionka. – Kiwam tylko głową na potwierdzenie, po czym w międzyczasie witam się z kolejnym klientem, który przygląda się kwiatom, jednak lekko spłoszony odchodzi na widok mrożącego krew w żyłach spojrzenia i mefistofelicznego uśmiechu Yrjäny, jakby przeczuwał, że jego obecność oznacza kłopoty. – Wiesz, gdybyś był choć odrobinę milszy, to nie odstraszyłbyś mi klienta. – Ale to już nieważne, dosyć tych oskarżeń skierowanych w stronę Anvariego. Nie mam ochoty na twoje towarzystwo, kwiatku, a muszę zostawić jeszcze na wszelki wypadek resztki sił na wieczór. – Dobrze. Co masz na myśli mówiąc, że znajdzie się coś dla mnie? – Ciekawość nie pozwala mi nie zapytać, nie wspominając już o tym, by nie sprawdzić tego, co przed chwilą zobaczyłam. Tylko jak to było możliwe? To pytanie, na które nie potrafiłam teraz znaleźć odpowiedzi.
- Nie udawaj – oburzam się na krótkowzroczność Yrjäny, marszcząc z niezadowoleniem czoło. – Nie widzisz tego, co ja? – Bez zastanowienia biorę jego dłoń, choć jest taka dziwnie szorstka i nieprzyjemnie zimna w dotyku, by mu wskazać klapę w podłodze, którą ma przecież pod nosem. Nie wyglądała pod żadnym pozorem jak zejście do kanałów. Niczego sobie nie uroiłam, choć dla pewności przetarłam kilka razy oczy, by upewnić się, czy aby na pewno dobrze widzę. Mogłoby się zdawać, że znam okolice jak własną kieszeń, to jednak nigdy tego nie widziałam. Rozglądając się przez kilka sekund po sylwetkach przechodniów, zdążyłam dostrzec, że nikt oprócz nas nie zwrócił na nią uwagi. Czyżby to był jakiś znak od losu? Mogłam dalej się zastanawiać i nie znaleźć żadnej odpowiedzi, jakim cudem udało mi się to przeoczyć, dlatego zamierzałam zaraz sprawdzić, co jest w środku. – Na Welesa, stoję w tym miejscu ze swoim stoiskiem odkąd tylko pamiętam i przysięgam, że nigdy tej klapy nie zauważyłam – zwierzam się Anvariemu, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Może wyjdę zaraz tylko na nieostrożną wariatkę, która ekscytuje się przypadkową klapą w chodniku, a może faktycznie coś tam jest. Świat magiczny był pełen niespodzianek, a ja, choć przecież jestem czarownicą, dalej nie potrafiłam się do tego całkowicie przyzwyczaić. Spoglądam jeszcze raz na niego, po czym z ciekawością dziecka próbuję otworzyć klapę. Nie mam pojęcia, czego powinnam się spodziewać. A co jeśli to będzie tylko zejście do kanałów miasta?
Ciemność.
Powrót do góry Go down
avatar

Ambrolauri, Gruzja

34 lata

półkrwi

neutralny

organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
http://petersburg.forum.st/t836-yrjana-anvari http://petersburg.forum.st/t838-yrjana-anvari#2319 http://petersburg.forum.st/t839-violence-in-the-air#2321 http://petersburg.forum.st/t840-gnoj#2322
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Pią 31 Sie 2018, 21:02
Nieprawdopodobne, jak łatwo ostatnio wytrącić cię z równowagi. Zastanawiasz się nawet, czy to kwestia tego, że zaczynasz się starzeć, czy może chodzi o to, że jesteś przepracowany – w obu przypadkach należałby ci się porządny odpoczynek, bo irytacja, jaka wzbiera w tobie z byle gównianego powodu jest co najmniej niepokojąca. Do tej pory rzadko kiedy nie udawało ci się nie utrzymać nerwów na wodzy w trakcie załatwiania biznesowych interesów. Czas na leczenie urażonej dumy znajdujesz zawsze po wszystkim, kiedy na spokojnie możesz przeanalizować raz jeszcze przebieg całej rozmowy i szczegóły transakcji, bo przecież wiesz, Yrjä, kiedy powinieneś prezentować się przyzwoicie, a kiedy możesz pozwolić sobie na to, aby spuścić ze smyczy wewnętrzną bestię. I teraz czujesz, jak zaczynasz tracić nad nią kontrolę. Mimo, że powstrzymujesz się od komentarzy, mimo że darujesz sobie przewracanie oczami, mimo że czekasz, aż Lajla łaskawie przestanie udawać głuchą kretynkę, jak burza wzbiera w tobie ochota na roztrzaskanie jej łba o ścianę znajdującą się za waszymi plecami. Od zawsze do szewskiej pasji doprowadzało cię durne powtarzanie cudzych słów, niczym upośledzone echo, ale zazwyczaj nie stanowiło dla ciebie problemu puszczanie mimo uszu takich słownych potknięć. Powiesz więc może, co tak cię gryzie, Yrjä, że teraz wszystko się zmieniło?
- Pierdolisz. To nie czasy na bycie miłym – kwitujesz oględnie jej upomnienie, dłonią przeciągając po włosach. Gdybyś za każdym razem miał przepraszać za to, jaki jesteś, mógłbyś równie dobrze zawiesić sobie na szyi tabliczkę: „Sorry, że jestem chujem”. Ale po co, skoro za to też pewnie musiałbyś przepraszać. – Ty tak na poważnie, Lajla? Może ty masz czas na pogaduszki w pracy, ale nie każdego stać na taki luksus. Przyjdziesz to się przekonasz.
Luksusu czekania na to, aż sprawdzi i powie ci, co takiego ją zainteresowało też nie masz, ale w tym momencie nie ma to znaczenia, bo czujesz, jak do głosu zaczyna dochodzić dusza kolekcjonera. Wiesz, że gdybyś zdecydował się teraz odejść, prawdopodobnie pozwoliłbyś odlecieć dwóm srokom, które siadły ci na ręce i których złapanie jest jedynie kwestią czasu. Z tego też powodu pozwalasz jej chwycić się za rękę, by pokazała, co ma na myśli. Bardzo sceptycznie podchodzisz jednak do jej znaleziska, bo mało to mijacie klap w chodnikach, na które nikt rozsądny nie zwraca uwagi? Nie masz więc powodu, by ekscytować się czymś takim, ale nie mówisz Veličković, by dała sobie spokój z tym cyrkiem. Zamiast tego wzruszasz po swojemu ramionami, skinieniem głowy wskazując na tę nieszczęsną klapę, by w ten sposób zachęcić Lajlę do sprawdzenia, co takiego niezwykłego kryje się pod włazem.
Krytycznym wzrokiem spoglądasz w głąb dziury i, nie przejmując się tym, że zewsząd otaczają was mugole, dyskretnie sięgasz po różdżkę, kiedy stwierdzasz, że chuja widzisz. Nie dla ciebie zabawa w rycerzyka, za całą wiedzę Welesa nie wskoczyłbyś do środka, nie wiedząc na co się piszesz.
- Svetloba. – Możesz być z siebie dumny, Yrjänä, bo twoje dwie sroki przeszły właśnie błyskawiczną przemianę w żar-ptaki. Gwiżdżesz cicho pod nosem, odsuwając się, by Lajli zrobić miejsce. – Panie przodem.


Ostatnio zmieniony przez Yrjänä Anvari dnia Pią 31 Sie 2018, 21:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Pią 31 Sie 2018, 21:02
The member 'Yrjänä Anvari' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Wto 04 Wrz 2018, 23:39
- Yrjä, to nie jest kwestia czasów, ale… – Przyzwoitości? Nie zamierzam cię jednak już bez powodu pouczać. To nie są moje sprawy, skoro nie potrafisz zrozumieć tak prostych rzeczy. Nie da się z tobą rozmawiać na spokojnie, bo zaraz tracisz równowagę, co tym samym czyni cię nieprzewidywalnym człowiekiem. Ja zawsze uczyłam się panować nad emocjami, choć były momenty, w których nie potrafiłam sobie poradzić. Takim kluczowym okresem była dla mnie przeprowadzka do Rosji. Niemal w ogóle nie znałam rosyjskiego, niby potrafiłam zrozumieć kilka słówek, ale gdy już chciałam coś powiedzieć, to okazało się, że w drugą stronę w ogóle to nie działało. Miałam problem, by się zaaklimatyzować; zauważałam coraz więcej różnic między moją ojczyzną a największym państwem na świecie. A przecież do tamtej pory głupio myślałam, że to Sarajewo jest ogromne… Dopiero teraz widzę, jak bardzo się myliłam. Musiałam wziąć się w garść i zacząć ciężko pracować na to, kim teraz jestem. Nie miałam innego wyjścia, jak usunąć emocje na bok i skupić się na tym, co ważne. To nauczyło mnie też kontaktów międzyludzkich – wychodzić do ludzi z pomocną dłonią, słuchać ich problemów czy być zwyczajnie i bezinteresownie miłym, bo dzięki małym czynom możemy choćby uczynić świat ciut lepszym. A Yrjänie brakowało najwyraźniej wszystkiego, co mogłabym nazwać przyzwoitością. – Na żarty, na żarty – mówię z politowaniem, kończąc już ten temat i czekając aż Anvari zrobi cokolwiek, byśmy mogli zobaczyć, co znajduje się na dnie klapy w podłodze. W międzyczasie Zabieram ze sobą sakiewkę z pieniędzmi, na chwilę prosząc pana z naprzeciwka o to, by popilnował moje stanowisko. Przesunęłam je potem zaraz tak, aby nic nie było przypadkiem widać, co robimy.
- Svetloba, no proszę. Taki z ciebie mistrz zaklęć – dodaję nieco głośniej, po czym lekko podciągam sukienkę i próbuję zejść w dół po metalowej, nieprzyjemnej w dotyku drabinie, w jednej ręce mocno trzymając się za szczeble, a drugą przytrzymując skrawek materiału. Kiedy udaje mi się dotrzeć z powodzeniem do celu, co zajęło mi trochę czasu ze względu na to, że to tajemnicze miejsce było położone kilka metrów pod ziemią, to rzucam to samo zaklęcie, co wcześniej Anvari, aby ułatwić mu zejście. – Schodzisz, czy może się boisz?! – krzyczę po chwili do mężczyzny, rozglądając się dookoła uważnie i otwierając szerzej oczy ze zdziwienia. Kto to tutaj wszystko umieścił? Co to było za miejsce? W mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań, niemniej jednak niecierpliwie musiałam poczekać na Yrjänę. Już nie mogłam się doczekać, aż będę mogła to wszystko zobaczyć i dotknąć. Przecież jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się natrafić na coś takiego. Czyżby to był akurat mój dzień? – Dalej, dalej! Nie ociągaj się. Tyle jest tutaj ciekawych rzeczy – poganiam go, widząc jak schodzi. Po chwili Yrjäna już jest na miejscu, a ja patrzę na niego pytająco. Co o tym wszystkim myślisz? Gdzie my w ogóle jesteśmy? Dawno najwyraźniej nikt tu nie był, sądząc po niemałej ilości pajęczyn… Tylko kto to wszystko zostawił? Czyżby to był jakiś tajny schowek, o którym ktoś zapomniał?
Powrót do góry Go down
avatar

Ambrolauri, Gruzja

34 lata

półkrwi

neutralny

organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
http://petersburg.forum.st/t836-yrjana-anvari http://petersburg.forum.st/t838-yrjana-anvari#2319 http://petersburg.forum.st/t839-violence-in-the-air#2321 http://petersburg.forum.st/t840-gnoj#2322
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Czw 06 Wrz 2018, 20:45
Powiedzieć, że nie podoba ci się jej moralizatorski ton to mało. Nie przyszedłeś tu, by wysłuchiwać wyrzutów na temat, jakim to niewdzięcznym jesteś chujem, bo, chociaż może wydawać się to dziwne, jesteś tego świadomy. Gdybyś miał ochotę dowiedzieć się, co powinieneś zrobić, żeby być dla ludzi bardziej przystępnym; gdybyś w ogóle chciał się zmienić, na pewno nie poszedłbyś rozmawiać o tym z Lajlą – jednym z wielu podrzędnych, ulicznych sprzedawców kwiatów. Ale czegoś tak abstrakcyjnego nie masz nawet w najbardziej odległych planach i niech bogowie uchowają, żebyś nie wpadł na ten poroniony pomysł wcale. W interesie, w którym robisz, nikt nie potrzebuje miłych ludzi. Uprzejmości nie przyjęły się, jako wiodący język w tym biznesie. Nie, żebyś w ogóle próbował być uprzejmy, Yrjä. Z góry zakładasz przecież, że to jedynie strata czasu, a przecież nie masz go na tyle, żeby cackać się z każdym klientem i sprzedawcą. W wielu przypadkach musisz przecież działać błyskawicznie, byleby tylko ubiec konkurencję i zaznaczyć, że nie jesteś kimś, z kim wypada pogrywać.
Niecierpliwym cmoknięciem podsumowujesz słowa Veličković. Nie trzeba umieć czytać ludzi, by wiedzieć, że masz ogromną nadzieję mieć już za sobą to spotkanie. Ale widocznie, Yrjänä, przy niej musisz nauczyć się nieco oszczędniej zarządzać pokładami cierpliwości, bo nie doczekasz się tak szybko dosadnego potwierdzenia, że możesz liczyć na jej dzisiejszą, wieczorną obecność w Przedsionku. Zamiast tego otrzymujesz mało wyszukany komentarz na temat twoich umiejętności magicznych. I gdybyś nie wiedział, co takiego możesz znaleźć na dole, w tym dziwnym pomieszczeniu pod chodnikiem, w tym momencie dałbyś sobie spokój i z tymi jebanymi goździkami, i z Lajlą, i nawet z tym niecodziennym odkryciem nęcącym dziesiątkami skarbów. Dusza kolekcjonera kolejny raz daje o sobie znać i domaga zaspokojenia potrzeby posiadania. Mimo uszu puszczasz też kolejne komentarze ostentacyjnie godzące w twoją godność. Może jesteś chujem, ale nie jesteś głupi – pakowanie się do dziury w chodniku do złudzenia przypominającej zejście do miejskich kanałów w publicznym miejscu może wzbudzić niepotrzebne zainteresowanie. Nie wierzysz w to, że prowizoryczne przesłonięcie klapy stoiskiem cokolwiek we względzie bezpieczeństwa zmieni, dlatego przed zejściem na dół rozglądasz się uważnie. Wolisz dmuchać na zimne, niż później bez sensu zostać posądzonym o umyślne demaskowanie magii przed mugolami, bo ostatnie, czego potrzebujesz, to być spisanym przez gwardzistów za taką głupotę.
Mógłbyś jednak czasem trochę wyluzować, bo w takim tempie, w jakim popadasz w paranoję, nikt nigdy nie przekona się, że posiadasz jakąś rozrywkową stronę. Nie, Yrjä, okładanie ludzi po mordach się nie liczy.
- Zważaj na słowa, kochaniutka – mówisz ostrzegawczym tonem, w którym więcej wybrzmiewa groźby niż zwykłego ostrzeżenia, kiedy wreszcie udaje ci się stanąć na równych nogach w tym ciasnym, zatęchłym miejscu.
I to tyle, jeśli chodzi o poświęcanie twojego czasu Lajli i strzępienia na nią języka. Odwracasz się do niej plecami, studiując uważnym wzrokiem to, co masz przed sobą. Spod pokaźnej warstwy kurzu i pajęczyn wyławiasz kształty książek, pudełek, dziwnych metalowych przyrządów. Półki w kilku miejscach usiane są pękatymi teczkami, z których sterczą stosy notatek. Bez zastanowienia sięgasz po pierwszy lepszy wolumin, wzbijając w powietrze tumany kurzu.
- Hmm – podsumowujesz lakonicznie, z zainteresowaniem kiwając głową, kiedy dość pobieżnie przeglądasz trzymaną w dłoniach książkę. Tę na pewno sobie weźmiesz.
Powrót do góry Go down
avatar


Sarajewo, Bośnia i Hercegowina

26 lat

rusałka

nieznana

neutralny

zaklinaczka kwiatów
http://petersburg.forum.st/t1419-lajla-velickovic#6946 http://petersburg.forum.st/t1427-lajla-velickovic#7026 http://petersburg.forum.st/t1434-lajla-velickovic#7054 http://petersburg.forum.st/t1433-azra#7052
PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   Pią 21 Wrz 2018, 17:11
- Dobrze, kwiatuszku – mówię bardziej do siebie niż do niego. Mogłabym uważać na słowa, Yrjänä. Mogłabym się ciebie bać i twoich słów podszytych groźbami i wydobywającymi się z twoich ust jak pociski, ale za wiele w życiu przeszlam, by bać się jakiegoś chłystka o nieprzyjemnej mordzie i z wyliniałymi włosami w kolorze tlenionego blondu. Niby wiem, że Yrjä okłada ludzi po mordzie, nie jest gołosłowny i niebezpieczeństwo ma we krwi, a to, że jestem kobietą nie ma dla niego akurat żadnego znaczenia, by powstrzymać się przed nikczemnymi zagrywkami czy rękoczynami; nie wystarczy to jednak do wzbudzenia we mnie długotrwałego strachu, mimo że czasem bije mi serce o wiele szybciej niż powinno. A może tylko w rzeczywistości sobie wmawiam, że nic nie czuję i udaję sama przed sobą? Już dawno zatraciłam we wszystkim granice – widząc wojnę na własne oczy, na wiele rzeczy zdążyłam się uodpornić. Czy tak to powinno właśnie wyglądać? Na wiele pytań jeszcze nie potrafię sobie odpowiedzieć. Zupełnie tak jak teraz. Gdzie ja jestem? Co to w ogóle za miejsce? Zagubiona w środku ciemnych kanałów pod klapą w chodniku, w doborowym towarzystwie Yrjäny Anvariego, podczas gdy powinnam być w pracy i sprzedawać kwiaty. Brzmi jak początek słabej powieści kryminalnej, choć doprowadziła mnie tu tylko moja lekkomyślność i ciekawość. Oby nie przyszło mi żałować. Wiele już było takich sytuacji, w których to właśnie nieostrożność pakowała mnie ciągle w tarapaty.
- A to co? – szepczę pod nosem i oglądam bardzo ostrożnie jedno ze świecidełek, które niemal od razu przy wejściu przykuło moją uwagę. Czyżby to był jakiś magiczny amulet? Niby nie powinnam mieć żadnych skrupułów przed tym, by go zabrać, biorąc pod uwagę moją przeszłość i złodziejskie umiejętności, ale kątem oka uważnie obserwuję Anvariego, mając nadzieję, że on też zamierza coś stąd przy okazji przywłaszczyć. Wówczas będę mogła siebie usprawiedliwić, mimo że nie jest to właściwe zachowanie. Ale jak tu się powstrzymać? – Czas się zbierać – mówię po chwili do mężczyzny, w międzyczasie zabierając jedną z książek o roślinach i kilka kosztowności, które schowałam momentalnie do bocznej kieszeni w sukience. Wokół było tyle interesujących przedmiotów znajdujących się w zasięgu ręki, że aż nie sposób było je opisać słowami. A wystarczyło tylko otworzyć klapę, na którą nigdy wcześniej nie zwróciłam szczególnej uwagi. Miałam jednak przeczucie, że to nie przypadek. Nie myliłam się. – Muszę wracać do pracy. – A później po raz kolejny spotkać się z Anvarim, by dotrzymać danego słowa. Kiedy już wyszliśmy z kanałów, powracam do swojego stanowiska, żegnam się z Yrjäną i mówię do niego: – W takim razie widzimy się wieczorem. – Nie czekając już na jego odpowiedź i odprowadzając go na do widzenia wzrokiem, zaraz zabieram się do pracy i  układania kwiatów. Jeszcze długi dzień przede mną, zwłaszcza że to dopiero wczesne popołudnie.

Lajla i Yrjänä z temtu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Klapa w chodniku (K)   
Powrót do góry Go down
 
Klapa w chodniku (K)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: