Навигация

Szynk „Czerwona Gwiazda”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Szynk „Czerwona Gwiazda”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieSzynk „Czerwona Gwiazda”   Pią 03 Lut 2017, 15:05
Szynk „Czerwona Gwiazda”

Choć komunizm w mugolskiej Rosji upadł kilka lat temu, to do tej pory nie doszło do dekomunizacji przestrzeni publicznej na szerszą skalę. Wciąż w Petersburgu znajduje się wiele lokali, których wystrój zostawia wiele do życzenia. Takim z miejsc jest właśnie szynk „Czerwona Gwiazda”, który cieszy się dużą popularnością wśród czarodziejów brudnej krwi. Sama nazwa nawiązuje do spopularyzowanego symbolu po rewolucji październikowej na całym terytorium tworzącej się Rosji Radzieckiej, stąd też nie trudno się domyślić, że w środku nie brakuje portretów Lenina czy Stalina. Nad barem zawieszono także sierp i młot, co ma oznaczać ideę dyktatury proletariatu i zamanifestowanie swojego poparcia dla Raskolników – w końcu nikt z obecnych gości nie ukrywa, że są zmęczeni poczynaniami Starszyzny.

Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Sro 27 Gru 2017, 23:51

11.05.1999

A to śmieszne, czy smutne, że Bruno wcale nie miał się za tego uczciwego i porządnego bliźniaka? W życiu nie chciał być od brata lepszy, nie umiałby nawet wywyższać się, gdyby mu każdy mówił, że ma go zostawić w tyle, wypiąć się na Karlo – każdemu po kolei dałby w pysk. Musiał walczyć o tę jedną rzecz w Petersburgu, dzięki której to ogromne brudne miasto stało się jego domem, z ludźmi, z okolicznościami, z sobą samym. Trzeba było bowiem powiedzieć bez owijania w bawełnę, że tak często, jak byłby skłonny dać komuś w mordę za Karlo, tak korciło go, by przywalić też jemu samemu.
Nie oczekiwał, że Karlo z biednej sieroty wyrobi się na salonowca-filantropa, pierwszy by wyśmiał tak desperackie próby wspięcia się do świata o całe mile nad poziomem ich życia, mając za podporę wyłącznie chybotliwą drabinę improwizacji i przekrętów. Gdy patrzał sam po sobie, nawet w hałaśliwej szwalni domu mody Wrońskiej, czuł się tak dotkliwie inny. Chociaż pracował na Eufrozyny Wielkiej, nie chodził tamtędy z przyjemnością. Nawet mimo niezłej kondycji strojów, jakie szył sobie z ogromnych ilości niezużytych materiałów zabieranych do domu z uprzejmości projektantki, brud, który był wszechobecny w jego życiu, zdawał się wyłazić zewsząd, robić plamy na chodniku tam, gdzie postawił stopę. Nie chciał, choć przed laty marzył o tym, zmuszać się do ciągłego przebywania w tych ładnych, drogich miejscach, skoro lepiej mu było tam, gdzie nie musiał niczym się przejmować.
Dlatego odmówił bratu pójścia do „Magicznego Kremla”. Od razu stanął mu przed oczami kpiący uśmieszek kelnera, wredne spojrzenia innych gości restauracji, dla których każdy posiłek jest okazją do łechtania własnego ego co najmniej tak samo jak do napełnienia żołądków.
Nie uśmiechało mu się jedzenie srebrnymi sztućcami pod ostrzałem wścibskich klientów i obsługi, ale – jak to się zwykle zdarzało, gdy mówi się o jedzeniu – Bruno zgłodniał, więc obrali kurs na miejsce, w którym najedzą się dużo i – chociaż tysiące rubli wciąż tkwiły nienaruszone – tanio.
Padło więc na „Czerwoną Gwiazdę”, lokal, w którym Bruno nigdy nie był, ale który też nie zapowiadał, że w karcie dań czekają na nich trzycyfrowe ceny.
Weszli do środka, Bruno skierował się od razu do jednego z wolnych stolików. Zdało mu się jakby, że w progu ktoś przywitał się z Karlo, ale to też nie było nic nowego; prawda, że mocno się od siebie różnili i chociaż Bruno nigdy od ludzi nie stronił, to ten drugi zawsze miał więcej znajomych.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

nieznana

za Raskolnikami

złodziej
http://petersburg.forum.st/t805-karlo-mrksic#2150 http://petersburg.forum.st/t807-karlo-mrksic#2175 http://petersburg.forum.st/t808-ten-drugi-mrksic#2176 http://petersburg.forum.st/t809-szwendak#2197
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Sro 27 Gru 2017, 23:53
Bruno nie musiał uznawać swojej wyższości, żeby Karlo nie patrzył na niego jak lepszą wersję siebie. Może i jego brat nie umiał czarować, jednakże czy to ważne w obliczu faktu, że odnalazł się lepiej i to w magicznej części świata? Młodociany złodziej wątpił. Kiedy krawiec znalazł sobie dobrą, nową pracę, zaczął normalnie zarabiać i rozwijał swój talent Karlo kradł, zabawiał się i żył tak naprawdę z dnia na dzień. Choć fakt, że miało to też swoje zalety - miał sporo znajomych w półświatku gotowych mu zawsze dać jakąś nielegalną pracę, gdy krucho u niego było z kasą.
I Karlo zdawał sobie sprawę, że na szczyt szczytów nie ma żadnej szansy się wspiąć - no bo w końcu jakich oszustw by nie dokonał są przeszkody których nie przeskoczy. Od pochodzenia (a raczej jego braku), przez wykształcenie (a raczej jego brak) po jego zawód (wymuszony i wyuczony, a do tego źle postrzegany). Zresztą czyż nie przyrzekł swojego życia rewolucji wymagającej dużego, jeśli nie pełnego poświęcenia, aby sama idea miała rację bytu? Takie bycie na szczycie i wydawanie zdobytych pieniędzy na własne zachcianki byłoby w końcu jej zaprzeczeniem.
Jedynym wyjątkiem, kiedy nie myślał o raskolnictwie były momenty, gdy Karlo martwił się o brata. Czuł, że sam pożyje krótko, więc chciał, żeby chociaż Bruno dożył wielu lat szczęśliwie.
Kiedy brat odmówił mu pójścia do znanej, eleganckiej restauracji nie oponował. Chociaż sam chciał przekonać się prędzej czy później jak to jest siedzieć w bogato zdobionym miejscu, w nowozakupionym fraku i jedząc rzeczy, o których po pierwszym spróbowaniu ciężko stwierdzić, aby smakowały dobrze nie zamierzał ciągać na siłę krawca do takich miejsc. On był przyzwyczajony, że ludzie patrzyli na niego z góry, Bruno niekoniecznie.
Koniec końców trafili tutaj, do szynku, w którym złodziejaszek bywał już wielokrotnie. Czy kogoś jednak powinno to dziwić? Czerwona Gwiazda jawiła się jako idealne miejsce dla ludzi takich jak on - bez czystej krwi, wierzących w mniej lub bardziej idealizowaną równość, a przede wszystkich zmęczonych istnieniem Starszyzny. Skoro to jednak jego brat zaproponował to miejsce to czyż nie oznaczało, że jego poglądy szły w podobną stronę co te karlowe?
Kiedy szli do wypatrzonego przez krawca stolika Karlo machał ręką i kiwał głową wszystkim swoim znajomym - a kilku ich jednak się tutaj znajdowało, prawdopodobnie w wyższym celu niż tylko podjedzenie sobie i porozmawianie. Sam Karlo dziś jednak nie miał do nich dołączyć - przyszedł tu w końcu z bratem, a jego nie chciał mieszać w tak niebezpieczne hobby jak rewolucja.
Podszedł do nich młody chłopaczek, aby odebrać zamówienie. Złodziej zamówił sobie na dobry początek rossolnik i piwo. Potem spojrzał z ciekawością na to, co zamówi jego brat. Dzisiaj mogli jeść do woli, w końcu mieli pieniądze i czas.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Czw 28 Gru 2017, 23:16
Jeśli nie zaczną się w końcu domyślać, co jeden o drugim myśli, to wszystko dalej będzie w porządku. Po co mają się wzajemnie wpędzać w kompleksy, skoro już i tak obu im niedobrze w tym mieście? Od tego byli braćmi, żeby sobie pomagać przejść przez najbardziej śmierdzące gówno i to jeszcze nie ubrudzić się zbyt mocno. Trzeba przyznać, przynajmniej Brunowi, że nawet mimo swego charłaczego losu miał szczęście odnalazłszy talent do rzeczy, w których magia i tak odgrywa rolę drugoplanową. A wszystko to by rzucił, nawet samej Jadwidze Wrońskiej w upudrowaną twarz, gdyby Karlo tylko powiedział, że ma jakiś problem i trzeba wiać. To jedno – mieć porządek. Drugie – mieć spokój ducha i jedną pewną w życiu rzecz. W końcu jeden zawsze był i będzie także odrobinę drugim i nie mogą być osobno, chociaż wyprowadzili się w końcu do różnych mieszkań.
- Co to za miejsce? – rozejrzał się, wypatrując jednocześnie tych, którzy witali się z Karlo na wejściu. Wnętrze może i było podejrzane i brzydkie, ale taki opis pasował do większości miejsc w Petersburgu, w których bywali. W Splicie przynajmniej, gdy znudziły się im już speluny, mogli wyjść, stąpać po białych kamieniach i wystawiać twarze do słońca. – Nigdy mi nie mówiłeś, a wygląda, że bywasz dość często.
Obaj mają prawo do własnego życia. Bruno mówił zupełnie jakby nie zrobił ostatnio brata w konia zatajając przed nim, że spotkał się z jego dawną panną podając się za niego i dopiero przy kolejnym spotkaniu ujawnił się z własną tożsamością. W ogóle niespecjalnie wspominał bratu o dziewczynie, chociaż przedtem, gdy coś tak często przewijało mu się w myślach to Karlo wiedział o tym pierwszy.
Źle mu z tym było, jakby kłamał, a kompas moralny nawalał mu dokumentnie od wczesnego wieku nastoletniego, więc to nie wieczór na wyznania i wyskakiwanie jak z kapelusza z jakąś historią o haftowanych chusteczkach.
Bruno krótko przeglądał kartę dań, czytając tylko jedną stronę i to nie tę, co zwykle. Jakoś odświętnie czuł się, mimo parszywości sali, aż pożałował, że dres ma na grzbiecie, a nie jakąś koszulę z tych porządniejszych, co nitki nie zwisają przy mankietach. Szybko jednak zapomniał o tym nieistotnym fakcie, z dumą ogłaszając, że zacznie od potrawki z wędzonej makreli, potem zje barszcz, a na koniec życzy sobie pierogi. Miał to być największy posiłek, jaki jadł w tym miesiącu, a mimo to szczerze zastanawiał się, czy od razu nie zamówić także lodów czekoladowych na deser. W końcu żyje się raz, a nie mógł się spodziewać, że w najbliższym czasie książęta uliczni będą dysponowali podobnie wysoką sumą, którą można tak po prostu wydać na siebie nie martwiąc się przedtem, czy ktoś nie zapuka do drzwi po spłatę długów.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

nieznana

za Raskolnikami

złodziej
http://petersburg.forum.st/t805-karlo-mrksic#2150 http://petersburg.forum.st/t807-karlo-mrksic#2175 http://petersburg.forum.st/t808-ten-drugi-mrksic#2176 http://petersburg.forum.st/t809-szwendak#2197
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Nie 14 Sty 2018, 17:27
I to jak niedobrze! Żaden na dobrą sprawę nie czuł się w Petersburgu za specjalnie szczęśliwy. Mogli sobie wmawiać, że jest inaczej, mogli sobie gadać, że jak ten drugi się tu odnalazł, to ten pierwszy też może, ale prawda była taka, że to było najzwyczajniej w świecie kłamstwo. Obaj tęsknili w końcu za Splitem, ciepłem, niepodrobioną rakiją i - przynajmniej Karlo - za czymś, czego nie umiał nawet nazwać. I jedyny plus tej całej sytuacji, jaki złodziejaszek widział to poznanie Izoldy. I tak jak krawiec nie mógł się przemóc, by się przyznać, iż się za Karla podał (ależ by mu się humor poprawił z tej ironii - przecież to Bruno jawił się jako ten uczciwy!), tak on nie potrafił bratu powiedzieć o swojej niespełnionej, starszej miłości. A przecież nie miał się czego bać, prawda? Kto lepiej go w końcu zrozumie niż brat-bliźniak, z którym się nawet nie kłóci o te sławetne "bycie 5 minut wcześniej na świecie".
- Takie... dość rewolucjonistyczne - powiedział wskazując na sierp i młot znajdujący się nad barem. Nie miał odwagi przyznać Mrkšiciowi, że regularnie spotyka się tu z innymi Raskolnikami.
Jeszcze nie miał. Liczył, że kiedyś jej nabędzie.
- Jest tanio, jak widzisz przychodzą tu moi znajomi, więc nieraz przyjdę tutaj coś zjeść czy wypić w przyjaznym mi towarzystwie - Bruno nawet nie zdawał sobie sprawy co mogłoby się stać, gdyby przyszedł w za dobrych ciuchach. Na szczęście dziś ubrani byli niemal identycznie, a i nikt nie miał powodu ruszać któregokolwiek z bliźniaków.
- Może przy okazji się ze mną napijesz? - spytał biorąc duży łyk z kufla. Czuł potrzebę, aby się dzisiaj choć trochę odurzyć. Po czym znienacka, dość żywo nawet jak na niego, nad rossolnikiem wybuchł:
- Wiem, że cenisz sobie Petersburg, ale muszę ci przyznać, że nienawidzę tego miasta.
Spojrzał na brata łagodnymi oczami mając nadzieję, że jego to w żadnym stopniu nie urazi. Dla niego zdzierżył by nawet życie w chatynce z krowich placków, ale musiał to wreszcie z siebie wyrzucić.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Sro 24 Sty 2018, 13:11
Może się napijesz? Bruno uniósł brwi, szczerze tym pytaniem zdziwiony. Dotąd zawsze uważali je za retoryczne, a jego bliźniak nie uległ chyba wrażeniu, że pracując na Eufrozynie pod dyktando hrabiny-czy-kim-ona-tam-jest Wrońskiej nasz mizerny krawczyk wyhodował sobie burżujskie gardło, któremu przyjmowanie alkoholu trzeba anonsować?
- Pytasz dzika, czy sra w lesie – odpowiedział tylko, kiwając kelnerowi głową, że owszem, napije się z bratem, a razem mogą osiągnąć ilość opróżnianą zwykle przez trzech. Każda para bliźniąt dzieliła na ogół ze sobą jakieś specjalne zdolności, w przypadku Mrksićów było to powinowactwo do butelki.
Piwo szybko poszło w odstawkę, zamiast tego podnieśli kieliszki nie tracąc czasu na „na zdrowie”, czy inne toasty. A może powinni choć przy jednej kolejce zaznaczyć, że piją pod to szczęście, które Karlo spotkało w postaci czterech tysięcy rubelków. Kręcąc się tu i ówdzie po mieście i zachodząc dziwnym trafem głównie do mało wyrafinowanych spelunek, Bruno z rosyjską wódką miał już sporo do czynienia. Była przede wszystkim tania, poza tym w smaku niezła, ale częściej jakby ostatnio dochodził do wniosku, że ze słodkawą rakiją równać się jednak nie może.
Długo, bardzo długo szedł w zaparte, że woli zapomnieć. Nie raz i nie dwa czuł się tak upokorzony wspominając splicki sierociniec, że nie chciał nawet myśleć o Chorwacji. Przecież w Petersburgu wiodło mu się nieźle, lepiej niż kiedykolwiek oczekiwał.
- Robotę sobie cenię, nie miasto. – A jednak te słowa opuściły jego usta. Pasta z makreli zniknęła z talerzyka nadzwyczaj szybko, Bruno wiosłował już łyżką w misce z barszczem, ale nawet jego esencjonalny smak (dobrze doprawiony majerankiem), którym szczerze chciał się rozkoszować nie przeszkadzał mu w rozmyślaniu już o pierogach. Co jak co, ale jedzenie w tej części świata podeszło mu chyba najbardziej ze wszystkich rzeczy wypełniających dzień powszedni. – Gdyby nie ona, pewnie bym już tu nie siedział.
W końcu zebrało się w nim i przyznał bratu, że jednak umiałby sobie przypomnieć. Spychane w głąb świadomości obrazy wypływały we wspomnieniach pod same powieki, widział dawno nieodwiedzane miejsca, kiedy tylko zamykał oczy przed snem. – A powiem ci całkiem szczerze, że i szwalnia Wrońskiej zaczyna mi działać na nerwy.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

nieznana

za Raskolnikami

złodziej
http://petersburg.forum.st/t805-karlo-mrksic#2150 http://petersburg.forum.st/t807-karlo-mrksic#2175 http://petersburg.forum.st/t808-ten-drugi-mrksic#2176 http://petersburg.forum.st/t809-szwendak#2197
PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   Czw 08 Mar 2018, 12:13
A kto tam wie? Zmiany w ludziach często przemykają początkowo niezauważenie, tak jak wiele innych rzeczy. Na przykład przyzwyczajenie do luksusu. Albo przerzucenie swojego zainteresowania na coś innego po odkryciu, że dane hobby nas bardziej nas fascynuje. Nie mówiąc już o zakochaniu…
Izolda mogłaby być najcudowniejszą kobietą na tej ziemi i w każdej innej galaktyce, ale musiał o niej zapomnieć. Dla własnego dobra. Ciężko jednak o to, kiedy podświadomie w każdej dziewczynie szukał jej twarzy.
Zaśmiał się na stwierdzenie Bruna, po czym szybko przeszli do rzeczy - w końcu nad czym się tu zastanawiać? I jaki sens jest sobie życzyć zdrowia, kiedy obaj wykazują pełnię sił i nie chorują? W piciu za szczęście też nie widział sensu, skoro dostali je w postaci gigantycznej - jak na nich - sumy rubelków. I dobrze, że na co dzień nie mogli szastać pieniędzmi, jeszcze to by się skończyło tak, że nie umieli by docenić swojego dzisiejszego dnia. A czy jest coś piękniejszego niż możliwość spotkania z bratem bez obawy, że zabraknie mamony do pierwszego?
Karlo również nie wspominał bidula najlepiej. Wielu rzeczy w nim brakowało, to właśnie tam pierwszy raz coś ukradł i w sumie nigdy nie przestał, nie lubił tego jednakowego ubierania wszystkich, a jednak coś go ciągnęło do ciepłej, dawno niewidzianej ojczyzny. Może to ta szarość życia w Petersburgu? Człowiek myśli, że jak zamieszka wszystko samo się ułoży, a tu się okazuje, że nic nie jest dobrze. Starszyzna daje się odczuć mocno, bieda w niektórych miejscach aż piszczy, a ludzie są uprzedzeni. W Chorwacji było jednak trochę lepiej…
Spojrzał na niego zdziwiony po jego wyznaniu. Chyba rozumieli się lepiej niż myślał. Tak bardzo chciał stąd wyjechać, szczególnie od kiedy zrozumiał, że tak naprawdę w niczym nie ma szans. Nawet w miłości.
- Wyjedźmy stąd - powiedział spontanicznie i po pijaku. - W sumie nic nas tu nie trzyma.
Przypomniało mu się przez moment, że ma swoje zobowiązania, zaczął więc szeptać, aby nikt, prócz Bruna oczywiście, nie usłyszał jego wyznania:
- Jeśli stąd nie wyjedziemy pewnie zginę. Walczę za lud, jestem Raskolnikiem… Kto wie, ile w tym kraju jeszcze pożyję - powiedział, ale w oczach brata już widział, że obaj myślą o tym samym.
Wstali, wyszli i nigdy więcej tu nie wrócili.

Bruno i Karlo wyszli
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Szynk „Czerwona Gwiazda”   
Powrót do góry Go down
 
Szynk „Czerwona Gwiazda”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wielka czerwona skała
» Czerwona Pustynia


Skocz do: