Навигация

Most Pałacowy
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Most Pałacowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieMost Pałacowy   Pią 03 Lut 2017, 15:14
Most Pałacowy

To bez wątpienia najsłynniejszy i najpiękniejszy most w całym Petersburgu, który swoją nazwę zyskał dzięki położeniu pomiędzy Pałacem Zimowym a wschodnim cyplem Wyspy Wasiljewskiej. Jest niezwykle charakterystyczny, odznacza się żeliwnymi balustradami i ozdobnymi lampami, jednak największe wrażenie most robi latem, gdy w trakcie tzw. białych nocy centralne przęsło mostu jest podnoszone do góry. Jest to cecha charakterystyczna dla wielu mostów w Petersburgu, które otwierane są głównie na noc, by umożliwić żeglugę statków, płynących Newą aż do Ładogi.

Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Most Pałacowy   Czw 28 Wrz 2017, 22:43

24.04.1999

Czuję jak na czoło opada mi mokry od mżawki (prawdopodobnie również od ognistej), gruby i ciemny jak syrop lok – odgarniam go leniwym gestem, wilgocąc palce, które zaraz zaciskam na rękawie czarnej szaty towarzyszącego mi mężczyzny. Aleksei zdaje się tego nie dostrzegać. Jest zbyt pochłonięty opowieścią, gestykuluje przy tym żywo i mało co nie przypala mnie papierosem, więc dla własnego bezpieczeństwa odsuwam się o krok, wypuszczając z dłoni szlachetny materiał, który tak barbarzyńsko potraktowałem przed chwilą. Karamazow zżyma się za każdym razem, gdy to robię, co nie ukróca moich niszczycielskich zapędów, a jedynie wyostrza czujność każącą cofnąć dłoń, kiedy tylko Aleks odwraca na mnie spojrzenie – gramy w tę grę od lat! Uśmiecham się, starając się nadążyć za potokiem słów wylewających się z ust mężczyzny, choć prawdę mówiąc straciłem wątek już jakiś czas temu, konkretnie wtedy gdy woda z kałuży przelała się przez mój lewy but, tworząc w nim zalążek nowej Atlantydy. Czułem jak chlupocze przy każdym kolejnym kroku, co wydawało mi się nawet zabawne… Przez jakieś dziesięć metrów.
Myślisz, że kiedyś przestanie padać? – pytam, przerywając monolog Aleksa, potrząsając przy tym nogą, jakby mogło to w jakikolwiek sposób poprawić katastrofalną sytuację mojego obuwia. – Wiedziałeś, że już kiedyś na świecie był podobny potop?
Beztrosko porównuję siebie do Noego, mimo że za kołnierz mojej szaty wsuwają się wyłącznie dwie lub trzy zabłąkane krople deszczu. Z  rezygnacją stawiam stopę na ziemi, wzdychając ciężko, widocznie odpuszczając sobie chwilowo dalszą wędrówkę i wspierając się na żeliwnej balustradzie, przez którą przechylam się niebezpiecznie, mocno ściskając w dłoni butelkę wódki.
Tak pokarano grzeszników, Karamazov – mówię to, przełykając palący trunek, więc właściwie nie mam pewności, czy zrozumiał ten mój krótki wywód podsunięty przez odmęty pamięci sięgającej najwcześniejszych dziecięcych lat.
Zdarzało mi się zasypywać go podobnymi ciekawostkami, śmiało można było powiedzieć, że aspirowałem do miana samozwańczego specjalisty w dziedzinie historii mugoli. Za cel oczywiście ustanowiłem sobie poszerzenie horyzontów Aleksa, na co ten wcale nie reagował tak entuzjastycznie jakbym chciał, co właściwie zupełnie mi nie przeszkadzało, a wręcz bawiło. Czasami – rzadko, bo rzadko – całkiem udatnie zżymał się, pusząc przy tym arystokratyczne piórka, które miałem ochotę wyrwać mu u podstaw. Nigdy tego nie robiłem, wybuchając śmiechem w odpowiednim momencie, rozładowując atmosferę i przytykając mu gwint butelki do ust.
Pij, bo jutra możemy nie dożyć – dramatyzuję, patrząc jak kropelki ognistej wymykają się z ram jego warg i suną leniwie po szyi. Zgarniam je opuszką palca, zaraz wsuwając ją w usta. Smakuje dziwnie.
Spirytusem i Karamazovem?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Most Pałacowy   Sob 30 Wrz 2017, 14:02
Kolejna kropla deszczu spływa strużką wzdłuż i tak już mokrej od deszczu twarzy. Nie pamiętam dokładnie od jak dawna jesteśmy skazani na przemoknięte marynarki i koszule przywierające do naszych ciał niczym czułe kochanki. Leje już od kilku dłuższych dni - od ilu niestety nie wiem, jestem zbyt pijany, teraz i w ogóle, na co dzień. Alkohol wydaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem - w każdej kwestii. A z kim mogłoby mi się tak dobrze upić jak nie z nim?
Pytanie przyjaciela skłoniło mnie do przerwania monologu i zadarcia głowy ku górze. Napełniłem płuca gryzącym dymem, wpatrując się w ciemne sklepienie, jak gdybym chciał się upewnić, czy aby przypadkiem niebo nie zmieniło zdania. Kilka większych kropel znów spłynęło po mej twarzy, kilka innych dostało się do oczu. Otarłem twarz mankietem od rękawa - co na niewiele się zdało, wciąż przecież zataczaliśmy się pijacko spacerowaliśmy.
- Kiedyś na pewno - odpowiadam beznamiętnie, po raz kolejny zaciągając się papierosem. Moja mina sugeruje, że długo głowiłem się nad złożeniem tych trzech słów w godną odpowiedź. Kiedy jednak pada następne pytanie, marszczę brwi i posyłam Antonowi nieco pobłażliwe spojrzenie. - Potop? - pytam dość retorycznie, nie dając mu jednak wiele czasu na odpowiedź. - Nie przesadzaj, to zaledwie trochę więcej centymetrów w rzece niż zazwyczaj - kończę zdanie, zatrzymując się na przeciwko mężczyzny. Ostatnie przytknięcie papierosa do ust i jego końcówka znajduje swój finał pod podeszwą mojego buta. Wypuszczam resztki dymu, który zapewne zbyt długo przebywał już w moich płucach i wlepiam swój wzrok w Antona, nastawiając się na słuchanie dalszych dywagacji na temat deszczu. To jednak - ku mojemu zdziwieniu - nie następuje. Po raz kolejny więc dochodzi do mnie, że chyba nie potrafię do końca nadążyć za tokiem myślenia swego towarzysza, mimo, że znamy się od tylu lat. Ściągam więc brwi, pomiędzy którymi powstaje drobna zmarszczka i po chwili dłuższego pustego, pijackiego wpatrywania się w mężczyznę, sięgam do wewnętrznej części marynarki, w celu zatrucia swych płuc jeszcze bardziej - tego wieczoru i tak już nic im nie pomoże.
- Sądzisz, że i teraz leje z tego powodu? Z powodu grzeszników? - pytam, a minę mam chyba całkiem poważną. Słowa Antona wpędzają mnie w chwilę zamyślenia, żeby zaraz wywołać na mojej twarzy lekki uśmiech. - Nie uważasz, że nas, spotkałaby kara o wiele bardziej dotkliwsza? - posyłam mu znaczące spojrzenie, mając nadzieję, że tym samym zmuszę go do zrobienia krótkiego rachunku sumienia. Odpalam papierosa, gotów do podjęcia tematu - przecież lubimy wspominać - jednak mój towarzysz ma dla mnie zupełnie inny plan. Może to przez opóźnioną reakcję, ale kompletnie nie zauważam, kiedy Anton podrywa się z miejsca, żeby przytknąć mi szkło do ust - zmuszając tym samym do upicia porządnego łyka. Palący smak wódki, rozlewa się po moich ustach, znaczy ścieżkę wzdłuż gardła, mieszając się gdzieś z gryzącym dymem.
- Jeśli będziesz mnie tak atakować wódką, to mogę być tego pewien - odpowiadam, odsuwając od ust gwint butelki.
Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Most Pałacowy   Pon 02 Paź 2017, 13:55
Pragmatyczność Alekseia wydusza spomiędzy moich warg głośne – obrzydliwie teatralne, ale udatne! – westchnięcie, do którego dokładam gwałtowne potrząśnięcie głową, co nie jest najlepszym pomysłem. Kropelki wody rozbryzgują się dookoła, a mokre włosy przylepiają się do równie mokrego czoła. Nie potrzebuję lustra, żeby wiedzieć jak wyglądam – idiotycznie, to przecież właściwa (i bardzo nieobiektywna) odpowiedź. Dlaczego zaproponowałem pieszy powrót do domu? Dlaczego Aleksei zgodził się na ten niedorzeczny pomysł? Siebie potrafię usprawiedliwić; zdaje się, że spacer w świetle księżyca i wśród ciepłych kropli deszczu wydawał mi się romantyczną wizją, mimo że przy boku nie miałem urokliwej towarzyszki, a mrukliwego Karamazowa, co nie wydawało mi się szczególnie problematyczne. Ale jego nie tłumaczyło nic, zupełnie nic. Nawet zadziwiająco trzeźwy argument, że teleportacja w stanie tak bardzo wskazującym na spożycie (zbyt) dużej ilości alkoholu, może skończyć się nieszczęśliwie. Przestałem go słuchać już w momencie, gdy doszedł do słów "pamiętasz jak zostawiłeś lewą dłoń w tym obskurnym barze, w którym zaczepiała cię wyjątkowo szpetna dziwka?", a przynajmniej udałem, że nie słucham, wyciągając po kryjomu portfel z kieszeni jego szaty, oznajmiając (przerywając mu w pół słowa, co niestety jest moim brzydkim nawykiem), że dzisiaj ja płacę, co oczywiście zrobiłem, napawając się zdumieniem mojego towarzysza, które trwało dopóki nie zwróciłem mu jego mocno uszczuplonej własności, narażając się na pobłażliwe spojrzenie ukraszone cichym parsknięciem. Rozbawienia czy rezygnacji?
Nas? Dlaczego wrzucasz mnie do jednego worka z grzesznikami? – ignoruję jego racjonalność, skupiając rozchwianą wódką uwagę na zadanym pytaniu. Dziwi mnie ono, a niewinność ciepłego brązowego spojrzenia w pełni to oddaje. Zaprzeczam, bo to przecież najłatwiejsze rozwiązanie, nie dopuszczam do siebie myśli, że robię coś złego, że często krzywdzę przy tym innych, kiedy sam bawię się doskonale i beztrosko. Aleksei irracjonalnie jest szczerszy, bardziej prawdziwy. Nie oszukuje siebie, nie oszukuje mnie, potrafiąc ściągnąć z twarzy maskę, którą zwykle prezentuje światu. Nie ukrywa, że tyle w nim moralności co w Sodomie i Gomorze, kiedy ja kreślę własną granicę przyzwoitości. Granicę, która koniec końców nie ma wiele wspólnego z najmniejszym choćby porządkiem.
To byłaby dobra śmierć – mówię i wzruszam ramionami, spłukując z języka posmak, będący prawdopodobnie wspomnieniem perfum Karamazowa, który teraz pachnie tylko i wyłącznie dymem tytoniowym i rozlaną przeze mnie jeszcze w pubie whisky. Czuję to wszystko wyraźnie, kiedy wsuwam dłoń w kieszeń jego szaty, wyciągając z niej papierośnicę, z której niezbyt zręcznie wyłuskuję jednego papierosa. Chwilę zajmuje mi jego odpalenie, deszcz nie jest tego wieczoru moim sprzymierzeńcem. Zaciągam się mocno dymem, wsuwając srebrne puzderko z powrotem na jego właściwe, zdecydowanie bardziej bezpieczne niż moja dłoń, miejsce.  – Prawie poetycka, wiesz?
Odsuwam się o krok, oferując mężczyźnie więcej przestrzeni, mimo że przecież jest przyzwyczajony do tego jak ciężko jest mi zrozumieć pojęcie sfery komfortu drugiego człowieka. Dotyk odgrywa główną rolę wśród moich zmysłów, przejmuje pierwsze skrzypce prymitywnej, demonicznej natury, której okiełznanie staje się wyjątkowo uciążliwe, gdy krew w moich żyłach rozrzedza się pod wpływem procentów.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Most Pałacowy   Sro 04 Paź 2017, 12:36
Dzień, w którym Anton przestanie postrzegać się jako twór idealny niemający na swoim sumieniu ani jednej skazy czy rysy, będzie dniem poprzedzającym koniec świata. Pokręciłem więc ze zrezygnowaniem głową, wiedząc, że nie przekonam go do swoich racji. W zasadzie racji nie tyle moich, co wszystkich, których ścieżka kiedykolwiek przecięła się ze ścieżką mojego wiernego kompana, ale jak go znam ich racje będzie miał jeszcze głębiej w dupie, niż moje. Uniosłem ręce nieco wyżej, dając brunetowi swobodniejszy dostęp do wewnętrznych kieszeni swej szaty - nie żeby kiedykolwiek potrzebował przyzwolenia czy raczył o nie poprosić. Anton sięgał po to co chciał, ze zdziwieniem przyjmując każde upomnienie, bo przecież w swoim mniemaniu, nie robił nic złego. Nigdy. Przykładając papierosa do ust, zastanawiałem się, czy oprócz mnie i paru panien, które jeszcze nie wiedzą, że są jedynie chwilową miłością Antona, ktokolwiek był w stanie wykrzesać z siebie choćby jedno dobre zdanie na jego temat. Co choć z pewnych względów logiczne, nadal pozostawało dla mnie niezrozumiane.
- Nie krępuj się - rzucam, kiedy mężczyźnie w końcu udaje się znaleźć srebrne puzderko. Oczywiście przez myśl mi nie przejdzie, by Anton mógł się czegokolwiek krępować. Marszczę brwi, zastanawiając się nad sensem słów Orlovskyego. Piękna śmierć? Poetycka? Gdzie? W deszczu? W rzece? Poprzez utonięcie? Mam wrażenie, że już nie kontroluję swojego wyrazu twarzy, na którym pojawia się wyraźny grymas zmieszania połączonego z niezrozumieniem. O czym on znowu pierdoli?  
- Jak piękna śmierć w deszczu? - pytam, nie zdając sobie zapewne sprawy, że zlepiłem słowa niemal tak sprawnie jak pijacy żebracy przesiadujący pod kamienicami mniejszych uliczek. W tym stanie jednak głos mój rozbrzmiewa szybciej, niż myśli zdążą uformować się w logiczne, spójne zdanie.  
- Ale ty pierdolisz Orlovsky - stwierdzam, ponownie wciskając papierosa między usta. - Za dużo wypiłeś i znowu ci się na te artystyczne sranie zbiera - dodaję, wypuszczając powietrze z płuc i na wpół wypalonym papierosem, wskazuję trzymaną przez Antona butelkę. - Daj mi to! - I nie czekając na niego, sięgam w kierunku wódki. Skutki tego czynu będą następujące - albo przyłożnik skończy marzyć o śmierci rodem z powieści czytanych przez Iskrę, albo ja urżnę się do tego stopnia, że zacznę mu wtórować.
Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Most Pałacowy   Nie 15 Paź 2017, 00:33
Na przestrzeni lat przyzwyczaiłem się do tego, że Aleksei nie zawsze nadąża (podąża?) za moimi myślami, jednak nigdy nie miałem mu tego za złe, cierpliwie starając się naprowadzić go na właściwą ścieżkę – czasami wystarczyła drobna sugestia, delikatne uniesienie brwi i zmarszczenie czoła, niekiedy jak krowie na rowie trzeba było wyłożyć sprawę prosto i jasno, upewniając się, że jej sedno dotrze do Karamazova. Tak było i teraz, kiedy ponownie wyciągnąłem przed siebie dłoń, zaciskając palce na rękawie mojego towarzysza, samym tym gestem domagając się niepodzielnej uwagi, która pod wpływem alkoholu rozmywała się, obdzierając mnie z pożądanej atencji.
Nie – ponownie potrząsam głową, ściągając przy tym brwi w prostej linii i gwałtownie wydmuchując dym, aż otacza mnie gęstą chmurą. – Nic nie rozumiesz.
Tracę cierpliwość, choć obiecywałem sobie, że do tego nie dojdzie, ale ognista przecież wie lepiej, a ja właściwie nie mam dzisiaj siły z nią walczyć. Jestem na to zbyt pijany, zbyt przemoknięty i chyba marznę, choć tego nie jestem do końca pewien, dlatego też puszczam rękaw Aleksa i przytykam palce dłoni do swojego policzka. Jest ciepły, one są zimne, a Karamazov bełkocze jak podrzędna pijaczyna, narażając się na spojrzenie pełne dezaprobaty.
Moje, rzecz jasna.
To żadne artystyczne sranie – zaprzeczam urażony, odsuwając się na krok, tym samym zwiększając odległość dzielącą mężczyznę od trzymanej przeze mnie butelki, z której sam pociągam krótki łyk, przełykając trunek na tyle sprawnie, że ten nie zdąża wypalić na moim języku potępieńczej ścieżki, którą mógłby chcieć cofnąć się z powrotem. To byłoby zgoła nieprofesjonalne i uwłaczające, mimo że za świadka miałbym wyłącznie pijane szlacheciątko.
Dobra, bo z tobą – tłumaczę, więc cierpliwie, poddając się dziwnemu rozrzewnieniu, każącemu tym razem zachwiać się w stronę bruneta. Wciskam mu  w dłoń na wpół opróżnioną butelkę, samemu zaciągając się papierosem. Nie wiem czego się spodziewam próbując przebić się przez betonowy mur uczuć (czego?) Karamazova, co właściwie chcę usłyszeć w tym nietrzeźwym pragnieniu spowijającym moje ciało ciasno jak całun. Że jestem ważny? Że niezastąpiony? Że odprowadzi mnie do łóżka, bo znowu za dużo wypiłem i bredzę nieco od rzeczy? Wzdycham niemo, wydmuchując nozdrzami stróżkę dymu.
Jesteś zbyt pragmatyczny.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Most Pałacowy   Sob 21 Paź 2017, 10:42
Ile to już lat dzieliliśmy wspólny pijacki los? Ile butelek ognistej zdążyło pęknąć pod naciskiem naszej zachłanności i dobrej zabawy? Ile dziewcząt przeklina nasze imię, choć już na sam jego dźwięk robi im się słabiej? Ile nosów razem złamaliśmy, wracając wczesnym rankiem przez plac pałacowy? Mógłbym tak stać i zastanawiać się przez resztę nocy. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że Anton towarzyszy mi od zawsze - moja pamięć nie sięga wspomnień, w których nie przewijałaby się jego sylwetka.
Przewracam oczami, w swoim alekseiowskim stylu, sięgając do wewnętrznej kieszeni szaty, by po chwili grzebania w kieszeni, wydobyć z niej kolejnego papierosa.
- Chcesz? - pytam, wkładając idealnie zwinięty rulonik z tytoniem między usta a srebrną papierośnice wyciągam w jego kierunku, jakbym już znał odpowiedź na zadane pytanie. - A ty jesteś jak baba - podsumowuję zlepek zdań oburzenia, jakie kieruje pod moim adresem Orlovsky w iście dorosły sposób.
Nasze wyjścia zawsze kończą się tak samo. Zawsze. Anton - mimo że pije od kiedy samodzielnie zaczął dosięgać do półki z alkoholem - nigdy nie wie, gdzie leży granica pomiędzy upiciem a upierdoleniem się do nieprzytomności. Nie wiem, czy mam mocniejszą głowę, czy może po prostu umiem dawkować sobie szlachetne trunki ale statystycznie rzecz biorąc, to ja jestem tym, któremu przypada zatarganie odprowadzenie Antona do domu. I tym razem byłoby podobnie, gdybyśmy nie wdali się w dyskusje z tymi sztywniakami i gdyby w porę nie wyrzucono nas z tego kurwidołka - nie żeby Anton znów próbował zbałamucić czyjąś żonę. Tak więc po raz kolejny, wracaliśmy - ja mocno wstawiony, Anton na prostej drodze do upierdolenia się - ze skradzioną butelką ognistej, kłócąc się jak dwie przekupy pod stadionem narodowym.
- Jesteś jak baba, ale z taką babą jak ty, to mógłbym się ożenić - wypalam nagle, bez większego sensu, kiedy moje myśli zaczynają na powrót krążyć wokół słowa żona. Zastanawiam się nad swoim przyszłym losem, który najwyraźniej dzielić będę musiał z Jasną, bo to ją ojciec mi na małżonkę wybrał, pomimo mojego daremnego sprzeciwu. - Naprawdę, gdybyś był kobietą - przerywam, by pochwycić w dłoń butelkę - to już dawno miałbyś moje nazwisko - dokańczam, upijając porządny łyk wódki, która zaraz to rozlewa się palącym strumieniem wzdłuż mojego gardła.
Aktualizacja statusu - jestem na tej drodze do upierdolenia się wraz z Antonem, przyślijcie kogoś po nas.
Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Most Pałacowy   Pią 03 Lis 2017, 15:14
Nie pal tyle, chcę powiedzieć, ale gryzę się w język, mocniej zaciskając wargi na filtrze papierosa, który odebrałby moim słowom tę pożądaną nutę mądrości – mądrości, którą jak zwykle tylko ja w nich słyszę, co właściwie przeważnie niespecjalnie mi przeszkadza. Kręcę natomiast przecząco głową, wciąż czując w ustach smak dopiero co wypalanego papierosa i skupiam się na kolejnych słowach, których infantylizm pewnie rozbawiłby mnie, gdybym nie wypił tej ostatniej pięćdziesiątki, przez którą teraz wychudły kot urażonej dumy stroszy sierść, a pełne wargi wydymają się, co faktycznie nieco upodobnia mnie do obrażonej baby, z czego tylko niejasno zdaję sobie sprawę.
Dlatego wcale nie zaprzestaję prezentowania tą ekspresywną mimiką twarzy, jak bardzo gardzę w tym momencie Aloszą. Co chyba odnosi zamierzony skutek, bo ciężar mojego milczenia przygniata jego barki – a przynajmniej ja przysiągłbym, że tak właśnie jest! – i każe uzupełnić wypowiedź, od której pewnie zmiękłyby mi kolana, gdyby mogły być jeszcze mniej stabilne niż są w tym momencie, a prawdę mówiąc, niewiele mi już brakuje żeby zrównać się z petersburskim brukiem. I to wcale nie metaforycznie… Chrząkam cichutko, wypluwając smużkę dymu.
Wiesz… – zaczynam powoli, pstrykając niedopałkiem za balustradę odgradzającą mnie od rzeki i uśmiecham się szeroko do Alekseia. Mało brakuje, a puściłbym w jego stronę piękne perskie oko, hamuję się jednak. Nie po to tyle czasu ćwiczyłem to zagranie z Marceliną przy barze, żeby wykorzystać je nie w porę! – Zawsze podejrzewałem, że trochę na mnie lecisz.
Antonina Karamazova, brzmi to tak samo pięknie, jak niedorzecznie i wyrywa z mojej piersi lekko zachrypnięty śmiech, który niewiele ma wspólnego z tym przeznaczonym dla uszu kolejnej muszki mającej wpaść w misternie tkaną, lepką pajęczynę.
Ale musiałbyś się bardziej postarać – cmokam, wysuwając rękę i obejmując palcami dłoń Alekseia, wyswobadzając z jego objęć niecnie skradzioną z baru wódkę, będącą kolejnym grzeszkiem na moim sumieniu. To się nazywa kleptomania, Anton, i to się leczy!, próbował mnie strofować Karamazov, ale nie odebrał tej lekcji moralizatorstwa co ja, więc zupełnie mu to nie wyszło. Może gdyby nie upijał z niej wtedy kolejnego hojnego łyka… Przejąłbym się bardziej? A tak to przecież nawet nie robi mi to żadnej różnicy.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Most Pałacowy   Czw 16 Lis 2017, 13:09
Wciskam papierosa pomiędzy wargi i zaciągam się porządnie, spalając przy tym z centymetr tytoniu. Anton zaczyna bełkotać. Wiesz… Spoglądam na niego marszcząc przy tym nieznacznie brwi i zaczyna do mnie docierać, że to już ten etap, w którym każdy następny łyk będzie jedynie pogarszał naszą zdolność swobodnego wypowiadania się, którą nabyliśmy jakieś paręnaście lat tamu. Patrzę na niego a on szczerzy się do mnie w pijackim uśmiechu. Szczerze powiedziawszy, niewiele mu brakuje (temu uśmiechowi) do tego, jakie posyła każdej mijanej w knajpie pannie.
- Tak? - pytam, a brzmieć mogę nieco zaczepnie. Jedna z brwi sunie ku górze, wyginając się w łuk zdziwienia. Ja? Lecieć na Antona? Jeszcze mi alkohol tak w głowie nie naprzestawiał, bym zaczął interesować się zamiast pannami, swym przyjacielem. Z moich ust wydobywa się więc ciche parsknięcie, a zaraz po nim, znów przytykam kończący się już - ku mej ogromnej rozpaczy - papieros.  
- Tylko głupiec mógłby być ślepy na twoje piękno. - Wewnętrzne, zewnętrzne, nie ma znaczenia. Jestem pijany i plotę od rzeczy. Ostatnie kilka łyków wódki, najwyraźniej wyszarpuje mnie z objęć arystokratycznego sztywniactwa i pozawala płynąć w poetycki świat Antona. - A ja nie jestem głupcem, Orlovsky - komentuję dość szybko, posyłając mu jeden ze swych zawadiackich uśmiechów - a przynajmniej staram się, by tak wyglądał, choć po wlaniu w siebie takiej ilości alkoholu, różnie ten grymas na mej twarzy może się układać.
Marszczę brwi i już chcę protestować, kiedy palce Antona zaciskają się na szyjce butelki, jednak bardziej niż wódka i fakt, że mój przyjaciel za chwilę nie ustoi na nogach, moją uwagę przykuwają słowa bruneta.
- Postarać się bardziej? - pytam retorycznie, bardziej sam siebie, niż jego. Marszczę brwi jeszcze bardziej, gdzieś pomiędzy wciągnięciem do płuc ostatniej dawki nikotyny a dość nerwowym grzebaniu w wewnętrznej kieszeni marynarki.
Gdzieś tu był.
Musi tu być.
Zawsze mam go przy sobie.
Mam!
Wyciągam spod kilku warstw przemokniętego materiału złoty pierścionek, niegdyś należąc do mojej matki. Najpiękniejszy jaki widziałem. Najbardziej wartościowy.
- Kiedyś obiecałem sobie, że dostanie go tylko ta, która będzie go godna… - zacząłem, przyglądając się obracanej w palcach błyskotce. - Od kiedy doszło do mnie, że takich panien już nie ma, jesteś chyba najodpowiedniejszym kandydatem, na następnego właściciela - to mówiąc, niemalże padłem na kolana (no w sumie na jedno) w iście poetyckim i romantycznym geście, wyciągając ku mężczyźnie dłoń.
- Antonie Orlovsky, czy zechcesz uczynić mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi? - spytałem, dodając do tego całą tą otoczkę, związaną z drżącym głosem i (w moim przypadku) udawanym przejęciem. Wpatrywałem się w niego wyczekująco. Kolejne krople spływały strumieniami po mojej twarzy. Swąd niedopałka papierosa unosił się w powietrzu i mieszał z wydychanymi przez nami oparami wódki.
Jeśli ktokolwiek mógł się oświadczyć tak pięknie Antonowi, to tylko ja. Orlovsky przyjął moje oświadczyny bez zawahania, a potem pijackim krokiem skierowaliśmy się razem w stronę centrum miasta.

Aleksei i Anton z tematu
Powrót do góry Go down
 
Most Pałacowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: