Навигация

Teatr Mariński
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Teatr Mariński

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieTeatr Mariński   Pią 03 Lut 2017, 15:15
Teatr Mariński

Teatr Mariński jest siedzibą jedną z najlepszych trup na świecie i prawdopodobnie najpopularniejszym tego typu obiektem w Petersburgu. Siedziba teatru powstała w 1860 roku, jako rekonstrukcja budynku projektu Alberto Cavosa, gdyż poprzedni gmach został spalony. Słynie z doskonałych wykonań dzieł rosyjskich kompozytorów, dlatego też uważana jest za jedną z najwybitniejszych scen muzycznych o bogatej tradycji. Nie bez powodu wstępy na spektakle nie są tanie, szczególnie jeśli się wybierze przedstawienie na parterze, gdzie ceny osiągają niewyobrażalne sumy. Jeszcze dosłownie kilka lat temu Teatr Mariński był znany jako Leningradzki Państwowy Akademicki Teatr Opery i Baletu pod imieniem S. Kirova.

Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Wto 19 Cze 2018, 16:50
Teatr Mariński podupadł. Dla jego obecnego dyrektora, Valerya Gergieva, był to wyjątkowo bolesny cios – do tej pory, przez niemal jedenaście lat sprawowania nadzoru nad teatrem, jeszcze nigdy placówka ta nie odnotowywała tak tragicznych wyników sprzedaży biletów i oglądalności przedstawień. Przez dziesięciolecia był jednym z głównych ośrodków kulturalnych nie tylko w Petersburgu, ale całej Federacji Rosyjskiej, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że w ciągu najbliższych kilku tygodni sytuacja miała ulec diametralnej zmianie.
Teatr pustoszał i nawet coraz bardziej obniżane ceny wejściówek – zazwyczaj tak kosztownych, że na ich zakup pozwolić mogli sobie jedynie co zamożniejsi obywatele, a obecnie tanie do tego stopnia, że niekiedy drożej wychodził dojazd do Marińskiego z najodleglejszego krańca miasta – nie były w stanie ratować pogarszającego się położenia zarządu i aktorów. Nie wspominając o dekoracjach, które w znacznej części zostały poważnie uszkodzone, a nieustanne poddawanie ich naprawom było zwyczajnie nieopłacalne – koszty wciąż rosły, jednak przychód systematycznie malał. Sytuacja stawała się na tyle poważna, że sprawą tajemniczych zajść w teatrze zaczęły interesować się również czarodziejskie media i urzędy, a wieczorami nie brakowało chętnych do rozwikłania zagadki lewitujących przedmiotów. Samozwańczy detektywi zawsze jednak poddawali się niebywale szybko: czasem własnym znużeniem, ponieważ nie działo się nic, czasami przez czujnego dozorcę, który nie pozwalał, by po zamknięciu po obiekcie kręcili się podejrzani ludzie (może odpowiedzialni za cały ten ambaras).
Dzisiejszy wieczór zapowiadał się jednak spokojnie, głównie przez fakt, że w repertuarze figurowała opera Nikolaia Rimskyego-Korsakova, która nijak miała się do panującej pory roku, dalekiej od wczesnej wiosny. Kiedy więc Śnieżka się rozpoczęła, na teatralnej widowni zasiadało ledwie trzydzieści osób. I kiedy po pierwszej godzinie opera wciąż trwała bez jakichkolwiek zakłóceń, w każdym obecnym na sali zaczynała kiełkować nadzieja (w niektórych też ogromne rozczarowanie), że zła passa została właśnie przerwana. Niedługo jednak było trzeba czekać na szereg dziwnych wydarzeń. Zaczęło się niewinnie – od niespodziewanych wybuchów płaczu dobiegających z miejsc, w których nikt nie przebywał. Później aktorom kwestie więzły w gardłach, by ostatecznie jedna z dekoracji z hukiem runęła na scenę, raniąc poważnie dwie aktorki. Decyzja o przerwaniu przedstawienia zapadła natychmiast – bardziej ze strony widzów, którzy zaczęli dość chaotycznie kierować się ku wyjściu. W ciągu zaledwie kwadransa budynek zdawał się całkiem opustoszeć, a na pewno nie słychać było na korytarzach żadnych rozmów i szmerów. Ranne kobiety odwieziono do szpitala, zaś reszta obsady, dla własnego bezpieczeństwa, postanowiła również opuścić mury teatru. Dzisiaj już niczego nie odegrają.
Ale ktoś jednak zamierzał kontynuować przedstawienie, zważając na obecność uważnego dozorcy.
Powrót do góry Go down
avatar

Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Teatr Mariński   Sro 20 Cze 2018, 18:46
Yevgeny nigdy nie lubił teatrów. Niedobrze mu się robiło od ich pretensjonalności, naocznie widocznej już po przekroczeniu progu. Teatr Mariński kojarzył mu się z miejscem, w którym wieczory mógłby spędzać jego nadęty, bogaty ojciec, coby po dniu w pracy przyjrzeć się z widowni sztucznemu światu, w którym bohaterowie nie potrzebują jedzenia, domu czy pracy, którzy za to równo przez trzy godziny są w stanie prawić monologi do nikomu nieznanego adresata. Ku nieszczęściu chłopaka, matka niestety podzielała zainteresowania swojego męża i zanim ten wyprowadził się z rodzinnego domu, często zabierała całą rodzinę na premiery spektakli, na które równo co miesiąc zapraszano ją w pracy. Od klasycznej i równie wiekowej Syfildy, po Noc Wigilijną Nikołaja Rimskiego-Korsakowa oraz inne opery i balety których nazw Bryusov nigdy nie zapamiętał, podobnie jak z głowy wyparł większość przyjęć w Irkuckim foyer, zlanych w jeden mętny wieczór, wśród roześmianych ludzi klasy wyższej i brzęczących kieliszków szampana lub białego wina.
W związku z niechęcią do spektakli, nigdy nie prezentował także zbyt dużego zrozumienia dla Viorici, choć rzadko poruszał w jej obecności tematy związane z kulturą, wiedząc, że jemu wystarczy zaledwie chwila, żeby pozbawić się argumentów, których zazwyczaj było nie więcej niż dwa, dziewczyna natomiast mogła mówić o literaturze i sztuce zdecydowanie dłużej, niż Yevgeny by chciał. Z tego oraz wielu innych powodów na pierwszy rzut oka wydawali się nieinteresująco dobrani: ona schludna, on bałaganiarz, ona marzycielka, on twardo stojący na ziemi, ona sinusoidalna w emocjach, on płaski niby linia pulsu po zgonie, ona błyskotliwa, on uważał, że błyskotliwość to tylko cecha klasowo zróżnicowanego społeczeństwa. A jednak mimo to Bryusov postanowił pojawić się dzisiaj na progu Teatru Marińskiego, ba, przekroczyć ów próg i stanąć pomiędzy ludźmi, niby ślepiec w kinie, bowiem różnił się od zgromadzonych nie tylko intelektem, ale i wyglądem. Stara, poprzecierana kurtka, trochę za gruba jak na początek lata oraz ciemne spodnie z dziurą nad lewym kolanem w żadnym stopniu nie przypominały garniturów i koszul uczęszczających do teatru koneserów sztuki - nawet jeśli nie było ich wcale tak dużo, jak się spodziewał.
Ledwo wszedł do pomieszczenia, jedna z wybiegających w pośpiechu kobiet potrąciła go ramieniem, by zaraz mężczyzna idący w ślad za nią, niemal nie uderzył go łokciem w twarz. Yevgeny uchylił się, prezentując nieprzyjemny, podirytowany grymas i już miał wykrzyknąć coś za znikającą na zewnątrz parą, kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na znajomej postaci. Z bladego lica dwudziestolatka zniknęła ansa, zastąpiona nieco wymuszonym uśmiechem. Dopiero kiedy upewnił się, że i Viorica go zauważyła, wyprostował się, kątem oka zerkając na ścianę nad recepcją.
- Punktualny jak szwedzki zegarek. – odparł, nie zauważając własnego błędu i unosząc kącik ust nieco do góry, dopiero teraz rozglądając się po przestrzennym wnętrzu i zdając sobie sprawę, że znajdują się w nim zupełnie sami (lub, jeśli wierzyć plotkom, wręcz przeciwnie).


Ostatnio zmieniony przez Yevgeny Bryusov dnia Pią 22 Cze 2018, 19:30, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

19 lat

czysta

neutralny

aspirująca aktorka
http://petersburg.forum.st/t1845-viorica-caragiale#8776 http://petersburg.forum.st/t1887-viorica-demetra-caragiale#9411 http://petersburg.forum.st/t1851-fiolkowe#8841 http://petersburg.forum.st/t1888-chekhov#9412
PisanieRe: Teatr Mariński   Czw 21 Cze 2018, 23:54
Viorica była zachwycona. Oslawiony niegdyś Teatr Mariński... na który było ją stać! Nic nie mogło zepsuć tego wieczoru. Ani dobiegający ją płacz dzieci z pustych siedzeń dokładnie obok niej - Welesie, broń tę naiwną duszę, że na to nie zwazała. Ani nawet dezorganizacja na scenie, zapomniane kwestie, nieprzewidziany rozpad dekoracji. Miała zapamiętac tylko te najpiękniejsze chwile. Najbardziej dopracowane linie dialogowe, perfekcyjna grę aktorską, wykwintne stroje, nieodnawiane elementy wystroju teatru i dekoracji na scenie. Właśnie te aspekty zaszły jej w pamięć. Jej zachwyt nie gasł nawet kiedy ludzie rzucili się do wyjścia. Weles, opiekun poezji, sztuki i rzemiosła, powinien był ja zrozumieć. Dlatego trzymał ja w opiece, kiedy tłum przepchał ją do korytarza. Nie chciała opuszczać teatru. Stała w miejscu, wpatrzona w świecącą pustkami scenę, a później podziwiała zdobienia na suficie, odbijana z ramienia do ramienia, aż w końcu wpadła na Yeva, skonfrontowana z jego wypowiedzią.
- Szwedzki? - spytała, mając przez chwile wrażenie, że żyła zwykłą fantazją, jeśli w istocie, najpunktualniejszymi zegarkami były te słowackie. - Och... tak myślałam. Naprawdę, słowackie?
Przyjęła to do wiadomości bardzo łatwo. Aż dziwne, że ze swoją łatwowiernością i brakiem zaufania dla siebie samej, dalej posiadała jakąś wiedzę własną, zamiast steku głupstw wypowiedzianych przez przypadkowych ludzi. Tylko, że Yev nie był przypadkowy. Yev był przyjacielem (może tylko jej zdaniem). Jemu mogla wierzyć.
- Muszę spytać o to Dionisie.
Pewność, z jaką wypowiedziała te słowa, niepokojąco świadczyły o tym, jak ufała, że Dionisie był znawcą każdego tematu. Strach pomyśleć, jak zawaliłby się jej świat, gdyby okazałoby się, że jej brat wcale nie posiadał wiedzy uczonych całego świata.
- Chodź! Nie chciałbyś stanąć na tej scenie, chociaż raz? Wyobrazić sobie jakby to było, gdybyś stał na niej n a p r a w d ę, podczas spektaklu?
Nie dając mu czasu na odpowiedź, pociągnęła go za dłoń, na środek sceny. Jeśli chciała rozwiązać zagadkę tajemniczych niepowodzeń tego miejsca, na razie zachowaniem wcale tego nie zdradzała. Stając na podeście, wyciągnęła ręce na boki. Rozkładając je tak, przymknęła oczy i zakręciła się wokół własnej osi, a jako, że zapomniała przy tym puścić jego dłoń, jedynie wkręciła się w ich ręce.
- To... Niesamowite.
Jej oczy iskrzyły radością. Podziwem. Usta zaś nie potrafiły ułożyć myśli w słowa. Była pasjonatką poezji, literatury i sztuki, ale sama jeszcze nie dojrzała do zabierania własnego głosu.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Sob 23 Cze 2018, 21:44
Ktoś tu chyba nie zdawał sobie sprawy z niestosowności własnego zachowania.
Na nieszczęście Viorici i Yevgeniya, wśród wychodzących w popłochu widzów nie zabrakło byłych entuzjastów odkrywania tajemnic nawiedzonego teatru. Jeden z elegancko ubranych mężczyzn zwrócił uwagę na Bryusova – trudno było ominąć młodzieńca wzrokiem, skoro tak skandalicznie odstawał swoją prezencją od reszty publiki, bo nawet w czasie wielkiego kryzysu Teatru Marińskiego nikt nie zapominał, do jak renomowanego miejsca przychodził. Chłopiec nie dość, że wyglądał jak siedem nieszczęść, to na dobór złego zamiast opuścić budynek wraz z innymi, kierował się w stronę powoli zamierającej sceny, z której znikali aktorzy, wynosząc swoje ranne koleżanki w bardziej bezpieczne miejsce i uważając, czy nic nie zamierza im w międzyczasie znowu spaść na głowę. A kto postępuje w tak bezceremonialny sposób, poza kimś, kto zamierzał napawać się widokiem doszczętnie zniesławionej instytucji? O podejrzanym wypadało natychmiast powiadomić odpowiednie osoby, co też mężczyzna o pyzatej twarzy uczynił przy wyjściu z gmachu. W ramach nagrody za donos miał nadzieję uczestniczyć w schwytaniu psotnika, spotkał się jednak z ogromnym rozczarowaniem i bezwzględnym wyproszeniem na zewnątrz przez portiera, który za ostatnim widzem zamknął główne wejście za klucz – by nikt więcej do środka się nie dostał i aby nikt, kto pozostał wewnątrz, tak prędko z teatru nie wyszedł. Następnie, gdy wszelkie odgłosy na korytarzach ucichły, skierował się dość nerwowym krokiem do głównej sali, w której odbywały się występy. Zza drzwi dochodziły go strzępy rozmowy, a to znaczyło, że wewnątrz znajdowały się co najmniej dwie osoby! Zawahał się przed naciśnięciem klamki, jednak ostatecznie uchylił drzwi. Najpierw delikatnie, chcąc sprawdzić, z kim i w jakiej ilości ma do czynienia, a później wślizgnął się do środka z surową miną.
Nim jednak w ogóle w pomieszczeniu pojawił się dozorca, Viorica i Yevgeny na własnej skórze przekonali się, że scena, na którą postanowili wejść tuż po nieszczęśliwym wypadku i wykręcać piruety, nie jest dobrym miejscem do zachwytów nad powoli splajtującym teatrem. Jedna z linek podtrzymujących podwieszoną do sufitu puchową kulę zerwała się i z impetem runęła w dół, dotkliwie smagając Bryusova w ramię. Sama kula zawisła niebezpiecznie nad młodzikami i w takim stanie zastał ich Avgust Garanin.
- Co wy sobie myśleliście, smarkacze? – zagrzmiał już nie ze swojego miejsca pod drzwiami, ponieważ szybkim krokiem ruszył w ich stronę. – Że możecie sabotować każde przedstawienie, by tylko mieć chwilę możliwości na nieskrępowane korzystanie ze sceny, na której dla kogoś takiego jak wy nie ma miejsca? Nie na mojej zmianie! – Sprawnie wskoczył na podwyższenie, stając przy dwójce młodzików i oboje bez pardonowo chwycił za ubrania na ramionach. – Wynocha stąd! Nie będziecie mi się tu mazać i odgrywać własne dramaty!
Viorica i Yevgeny, jeśli chcieli w teatrze jeszcze zostać, nie mieli innej możliwości pozbycia się nerwowego dozorcy, jak zneutralizowanie go czarami. Żadna rozmowa raczej nie będzie w tym przypadku skuteczna – co najwyżej jeszcze bardziej skomplikuje sytuację, w jakiej się znaleźli. Czasu do działania było coraz mniej, ponieważ w dość szybkim tempie zbliżali się do wyjścia z Marińskiego.
Powrót do góry Go down
avatar

Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Teatr Mariński   Nie 24 Cze 2018, 23:10
Yevgeny skrzywił się na krótki moment, warga mu drgnęła jak w jakimś nerwowym tiku, który minął dopiero po krótkiej chwili, zastąpiony skromnym uśmiechem.
- Nie musisz się go o wszystko pytać, wiesz o tym? – zagadnął, opierając się o ścianę i unosząc spokojny, nieco pobłażliwy wzrok na młodszą dziewczynę. Osobiście nigdy nie pokładał aż takiej wiary w drugim człowieku. Już jako dziecko wszystko chciał zawsze robić sam, niczego nie oczekiwał, o niewiele prosił, płakał kiedy matka próbowała pomóc mu wstać, kiedy przewrócił się na chodniku i wpadał w histerię, kiedy po pięciu nieudanych strzałach z wiatrówki ojciec próbował przytrzymać tył broni, żeby nie odrzucała do tyłu. Sam z resztą – zwłaszcza z upływem lat – nie był pierwszą osobą, której należało ufać. Często kłamał bo należało, ale znacznie częściej robił to jedynie z nudy. Jeszcze kiedy przyjaźnił się z Lucyą – tą naiwną, choć w gruncie rzeczy niezwykle światłą dziewczyną – często wmawiał jej różne bzdury, mniejsze lub większe, za które później zazwyczaj otrzymywał przysłowiowe uderzenie stosem książek prosto w swój pusty, nadęty łeb.
Dzisiaj nie zdążył się nawet zastanowić, bowiem gdyby miał na to czas zapewne zaparłby się jak pies, który nie chce jeszcze wracać do domu i stał w miejscu kiwając głową na boki i udając, że nie wie, co się do niego mówi. Tymczasem jednak, Viorica zdążyła już złapać go za rękę i pociągnąć do środka, z większym entuzjazmem niżby się spodziewał. Płyta bukowa sceny teatru zastukała cicho pod podeszwą jego trampek, kiedy oboje wbiegli na scenę. Bryusov nie zdążył jednak uciszyć rozemocjonowanej dziewczyny, gdy nad ich głowami rozległ się trzask i jedna z wiszących pod sufitem puchowych kul ze świstem runęła w dół, uderzając chłopaka w lewe ramię.
- Cholera. – syknął odruchowo, łapiąc prawą dłonią za miejsce obrażenia i unosząc zaraz wzrok ku wiszącemu nad nimi, jak kat przed skazanym, elementem dekoracji. – Wszystko w porządku? – spytał odruchowo i na jednym wydechu, nie zdążył jednak nawet spojrzeć w stronę dziewczyny (świat niestety nigdy nie był dla niego zbyt uprzejmy), bo drzwi do sali otworzyły się, wpuszczając do środka rosłego mężczyznę, który ruszył wartkim krokiem w ich stronę, by niedługo później złapać ich obojga żylastymi dłońmi za materiał ubrania. Gniew, który dotąd tlił się gdzieś z tyłu głowy w postaci niewielkiej iskierki, teraz rozpalił się żywym płomieniem. Yevgeny szarpnął się gwałtownie, energicznym ruchem celując różdżką w napastnika.
- Iertare!
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Nie 24 Cze 2018, 23:10
The member 'Yevgeny Bryusov' has done the following action : Kostki


'k6' : 5
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

19 lat

czysta

neutralny

aspirująca aktorka
http://petersburg.forum.st/t1845-viorica-caragiale#8776 http://petersburg.forum.st/t1887-viorica-demetra-caragiale#9411 http://petersburg.forum.st/t1851-fiolkowe#8841 http://petersburg.forum.st/t1888-chekhov#9412
PisanieRe: Teatr Mariński   Pon 25 Cze 2018, 19:42
Viorica nie dostrzega od razu oznaki uporu Yevgeny'ego. Nie jest jednak aż tak naiwna żeby nie widzieć wyraźnych różnic w ich temperamencie. Oczytana, zafascynowana ludzką naturą i osobliwością każdej jednostki, nie może zignorować dzielących ich poglądów, pasji, czy zachowań. Do tego zresztą ma w sobie zbyt wiele wrażliwości i empatii. Nie potrafiłaby spojrzeć na niego lekceważąco. Dlatego wyczuwając   trochę cięższą niż zwykle aurę, uchyla powieki. Przechyla głowę na bok, patrzy na niego z koncentracją i lekko uchylonymi wargami, z zastygniętą na nich wypowiedzią, która nie opuszcza jednak jej ust. Zamiast tego, wydobywa się z nich okrzyk zdumienia, kiedy część dekoracji spada na jego ramię. Choć wyjątkowo mocno ciąży też na jej sumieniu.
Yevgeny... — wypowiada jego imię miękko, a jej wzrok, chociaż już wcześniej wydawał się łagodny, teraz był jeszcze mniej inwazyjny. Nie błyszczał jak uprzednio. Wydawał się bardziej rozsądny i przyziemny, trochę pozbawiony radości, melancholijny, ale na pewno nie w ten zły sposób.
Nic mi nie jest, ale ty...
Wyciąga już różdżkę, żeby mu pomóc, ale nie ma czasu żeby z niej skorzystać. Zaciska tylko palce na smukłej rączce, kiedy coś silnego i bardzo natarczywego ciągnie ją do tyłu. Dotkliwie odczuwa uścisk patyczkowatych palców na ramieniu, ale wzrok ma ulokowany na Bryusovie. Dokładnie obserwuje zmiany na jego twarzy, a kiedy oczy zdają się czernieć w ten znany jej sposób, kiedy się złości, kolejny raz brakuje jej czasu żeby zapobiec większej tragedii. Musi popracować nad refleksem i improwizacją. Może dlatego jeszcze tak mało wie o aktorstwie. Przystaje w miejscu, patrząc jak zaklęcie przyjaciela opuszcza końcówkę jego różdżki. Jeszcze nie wie, czy czar jest skuteczny, ale odruchem mu zapobiega. Pierwszy raz Viorica wykazuje jakiś praktyczny impuls zamiast niekontrolowanego entuzjazmu.
Probuzdhane.
Chociaż po namyśle nie wie, czy obrzucanie mugola zaklęciami, jedno po drugim, nie będzie ze sobą niosło nieprzewidzianych skutków ubocznych.
Dlaczego to zrobiłeś, Yev?
Próbuje zrozumieć co właśnie miało tu miejsce.
Możemy porozmawiać... — zawiesza ton. Wpatruje się w mężczyznę. Na rozmowy jest już chyba za późno, ale przecież można spróbować — Dzień dobry, panu. Jestem Viorica, a to Yevgeny. Nie jesteśmy łobuzami. Przyszliśmy pomóc.
Nie wiedziała, czy Yevgeny chciał pomóc, ale nie pierwszy i nie ostatni raz oceniła jego zamiary prawdopodobnie błędnie.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Pon 25 Cze 2018, 19:42
The member 'Viorica Caragiale' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Pon 02 Lip 2018, 12:21
Nie tylko obrzucanie mugola zaklęciami, ale samo ich stosowanie w jego obecności zdecydowanie niosło ze sobą nieprzewidziane i bardzo niekorzystne dla dwójki młodych czarodziejów konsekwencje. Nim do czegoś podobnego znowu by doszło, powinni najpierw uzgodnić między sobą plan działania i nie pracować na zasadzie przeciwności, ponieważ z natury nigdy nie niesie to ze sobą korzystnych rezultatów. Jak teraz. Dozorca, chociaż oszołomiony zarówno zaklęciami, jak i niecodziennym zdarzeniem, odsunął się gwałtownie od dzieciaków, mierząc ich spojrzeniem, w którym mieszało się przerażenie, zdezorientowanie i kapka obrzydzenia.
- Czarodzieje! – wymówił to słowo z czymś, co jedynie przy odrobinie dobrej woli nazwać można pogardą. – Nie jesteście łobuzami? Jesteście zakałą tego świata! To, co się dzieje w tym teatrze to wasza wina! Wy sprowadziliście na to miejsce klątwę! Wynocha stąd, albo wezwę milicję! – łypał złowrogo to na jedno, to na drugie, przede wszystkim uwagę jednak zwracając na ich dłonie, w których Viorica i Yevgeny nadal dzierżyli różdżki.
Avgust Garanin był świadomy tego, że w pojedynkę nie poradzi sobie z dwójką czarodziejów, ale przy odrobinie refleksu może uda mu się uniknąć oberwania kolejną porcją zaklęć. A był całkiem zwinny i mimo że poważny uraz kolana, który przekreślił jego karierę baletową nieraz jeszcze dawał się we znaki, wciąż pozostawał mężczyzną w sile wieku i z pełnią wigoru. Nie przewidział – zresztą jak Bryusov i Caragiale – że nadal nie uwolnili się od dziwnych zdarzeń, jakie rozgrywają się we wszystkich pomieszczeniach teatru, a nie jedynie na jego deskach. Nic więc dziwnego, że cała trójka podskoczyła, kiedy za plecami Avgusta drzwi do sali otworzyły się w hukiem i do środka weszła blada elegancko ubrana postać z jeszcze bardziej surowym wyrazem twarzy niż ten, jaki prezentował młodzikom portier. Zaraz potem wejście zamknęło się z takim samym ogłuszającym łoskotem.
- To nie tak, nie tak! Wszystko zepsuliście! ZNOWU! – zagrzmiał nowy przybysz, a powietrze wokół niego niebezpiecznie zafalowało. Niemal w tym samym czasie reflektory na scenie zapaliły się i oślepiające wiązki światła skierowały się ku dwójce czarodziejów i Garaninowi.
- Co do diabła? – Dezorientacja portiera była bardzo wyraźna. Wzrokiem przeskakiwał z młodzieży na obcego, a później na scenę, nie wiedząc, na czym pierwszym się skupić. Wyglądało to tak, jakby do tej pory nie był świadkiem dziwów rozgrywających się tuż pod jego nosem, a jedynie o wszystkim słyszał.
A jeśli Viorica albo Yevgeny wykazali się nieco bardziej zimną krwią i zamiast na scenie, spojrzenie skupili na tajemniczym mężczyźnie, bez problemu mogli zauważyć, że nie był materialny, a przenikanie przez połowę foteli w drodze ku centralnemu punktowi sali przychodziło mu bez problemu.
W obszernym, teatralnym pomieszczeniu zaczynało robić się zdecydowanie zbyt tłoczno, mimo że obecne były tu jedynie trzy osoby i duch. A to znaczyło, że kogoś należało się jak najszybciej pozbyć. Albo Viorica i Yevgeny wezmą nogo za pas, albo zdecydują się raz, a dobrze rozprawić z niechętnym do rozmowy portierem, albo zneutralizują ducha, który – na pierwszy rzut oka wszystko na to wskazywało – był głównym sprawcą niecodziennych wydarzeń.
Powrót do góry Go down
avatar

Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Teatr Mariński   Czw 05 Lip 2018, 22:30
Mówi się, że jeśli ktoś lub coś ma cię zaskoczyć, to i tak to zrobi, nieważne, jak nerwowo będziesz się rozglądał, jak cicho będziesz szedł, na ile zamków będziesz zamykał drzwi. Mimo to, po Viorice spodziewał się tego ostatniej. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę przed siebie, blokując jego zaklęcie i sprawiając, że Yevgeny jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany jej zachowaniem, pozwalając by pulsująca rana na ramieniu wyznaczała rytm bicia jego serca.
- Zwariowałaś? - warknął, nachylając się w stronę przyjaciółki, gdy ta, niepomna wcześniejszych wydarzeń zwróciła się w stronę nieznajomego mężczyzny, na którego nie zdążył nawet spojrzeć, powietrze bowiem nagle uderzyło go falą, jak wezbrane morze, a potem, nieprzyjemnym chłodem, sprawiło, że ciarki spełzły po kręgosłupie niczym leniwe krople zimnej wody. Drzwi po drugiej stronie sali zamknęły się z łoskotem, tak głośnym, że Bryusov odruchowo podskoczył. Niematerialny mężczyzna zagrzmiał z siłą, sprawiającą że jego głos rozniósł się po całej sali, po czym, przenikając przez miejsca siedzące zbliżył się w ich stronę, zawisając w powietrzu jak jeden z wielu elementów dekoracji. Yevgeny obserwował go uważnie, mrużąc oczy, jak najeżony pies, gotowy w każdej chwili rzucić się z zębami na napastnika.
W pomieszczeniu zapadła cisza, przerwana dopiero przez nagłe wykrzyknienie portiera, które - jak piorun uderzający o ziemię - doprowadziło do znacznie szybszej eskalacji wydarzeń. Korzystając z rozkojarzenia dziewczyny, zwróconej twarzą w stronę ducha, agresywnym ruchem skierował różdżkę na Avgusta Garanina, próbując swojego szczęścia po raz kolejny i licząc, że tym razem Viorica nie zdąży go powstrzymać, a portier chociaż na jakiś czas straci przytomność.
- Krutina! - warknął, czując jak zaklęcie przedziera się przez torkwesowe drewno różdżki i po raz kolejny wystrzela niewidzialną mocą w stronę napastnika. Ledwo wypowiedział te słowa, zaraz odwrócił się przodem do ducha, tak, jakby obawiał się, że jego nagłe zachowanie, mogłoby sprowokować atak ze strony nieznajomego.
- Kim jesteś? - ostro zaakcentowane pytanie wydarło się spomiędzy zaciśniętych zębów chłopaka, który wciąż trzymał różdżkę końcem zwróconą w stronę eterycznej postaci.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Czw 05 Lip 2018, 22:30
The member 'Yevgeny Bryusov' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

19 lat

czysta

neutralny

aspirująca aktorka
http://petersburg.forum.st/t1845-viorica-caragiale#8776 http://petersburg.forum.st/t1887-viorica-demetra-caragiale#9411 http://petersburg.forum.st/t1851-fiolkowe#8841 http://petersburg.forum.st/t1888-chekhov#9412
PisanieRe: Teatr Mariński   Czw 05 Lip 2018, 23:19
Robi jej się nieco przykro, bo nie lubi jak Yevgeny warczy, a już z pewnością nie lubi jak warczy na nią. Zachowuje jednak zdrowy rozsądek i się z nim nie kłóci. Nie próbuje mu też wejść na sumienie, ani nawet dać mu do zrozumienia, że trochę jej szkoda, że się na nią złości. Dlatego chociaż z jej twarzą okazanie smutku byłoby bardzo dojmujące i angażujące, Viorica powstrzymuje się od smutnych grymasów, od tych skruszonych również. Jedynie prostuje się, poruszona jego słowami, a już później trochę traci orientację. Avgust, który jeszcze przed chwilą wydał jej się miłym, choć trochę znerwicowanym portierem, teraz ujawnił się jako mugol. Wyjątkowo mocno nienawidzący czarodziejów mugol. Viorica niewiele ma do czynienia z mugolami, dlatego nie wie, jak powinno się z takimi postępować. Na szczęście, jej przyjaciel jest bardziej doświadczony od niej. Dlatego nie przeszkadza jej, kiedy ten ciska w nadgorliwego pracownika teatru zaklęciem. Nie staje na przeciw działaniom Yeva też z kilku innych powodów. Oniemiała, reaguje zesztywnieniem na nagłą serię niefortunnych wydarzeń i zmian elementów wystroju wokół nich. Tak. Zamknięcie drzwi i spadające nagle przedmioty, czy chłód panujący w pomieszczeniu Vio traktuje jak część dzisiejszego wystąpienia. Mimo wszystko przygryza wargę, bo nie jest do końca pewna czy ten spektakl jej się podoba. Ma w sobie coś magnetycznego, fascynującego, przez co nie może oderwać oczu od nagle pojawiającej się w pomieszczeniu dumnej osobistości, ale w tym magnetyzmie i hipnotycznej sile jest też coś przerażającego. Co prawda nie podskakuje jak Yev na huk zamkniętych drzwi, ani nawet nie wzdryga się tym razem na zaklęcie opuszczając różdżkę Bryusova, ale coś wywołuje nieprzyjemne, chłodne dreszcze na ciele i paraliżujące mrowienie. Przez to, Viorica nie może uwierzyć, że tak myśli, ale ma nadzieję, że zaklęcie odpychające Yevgeny’ego zadziała i Avgust straci przytomność, nie musząc być świadkiem następnych wydarzeń.
Czy Ty jesteś reżyserem całego tego przybytku? — pyta w nagłym przebłysku inspiracji, wpatrując się wprost w same blade ślepia ducha. I chociaż podchodzi do niego kilka kroków, instynktownie staje za ramieniem Yevgeny’ego, trochę w osłonie przed tajemniczą postacią, a trochę rwąca się do niej. Viorica nie może się zdecydować, co kieruje nią bardziej. Strach, czy zainteresowanie. Na razie jednak zachowuje ostrożność, a przy tym też czystość myśli. Chwyta Yevgeny’ego za ramię, obejmując je lekko i opuszcza jego dłoń z różdżką wycelowaną w nieznaną postać, tak, że teraz jej końcówka wskazuje ziemię.
Albo znanym pisarzem?
Proszę, niech to będzie znany dramatopisarz – przechodzi jej przez myśl, bo jest tyle pytań, które chciałaby mu zadać!
Yevgeny, a co jeśli to ktoś ważny? — szepcze mu do ucha, wspinając się na palce, naprawdę poruszona. Wręcz podekscytowana, choć dalej nieco niepewna tego, co może zaraz nadejść, a może ich również zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Nie 08 Lip 2018, 12:23
Szybkie akcje potrzebują szybkich reakcji i właściwego refleksu. Całe szczęście, że Yevgeny mógł się pochwalić tym ostatnim – to dzięki podjęciu kolejnej, pozornie brawurowej decyzji, nastolatkowie uporali się z jednym z problemów, który stał im na drodze do rozwiązania zagadki przeklętego teatru. Zaklęcie ugodziło portiera z pełną mocą, co po części można było przypisać gniewowi, jaki ogarniał Bryusova. Mężczyznę odrzuciło od nich aż pod ścianę, o którą uderzył z impetem, tracąc przytomność. Byli więc chociaż przez chwilę uwolnieni od jego towarzystwa i nienawiści wobec czarodziejów. Pytanie tylko, czy ostatecznie Viorica i Yevgeny zdecydują się podjąć wyzwanie rozwikłania tajemnicy, jaka od dłuższego czasu spędzała sen z powiek setek mieszkańców Petersburga, czy może nie przemknie im to choćby przez myśl i jeszcze jednym, nierozsądnym pomysłem zaprzepaszczą wszystko, co do tej pory zostało osiągnięte. Oto bowiem stało przed nimi kolejne wyzwanie, wcale nie lepsze od Avgusta Garanina.
- Kim jesteś, kim jesteś! – zaskrzeczał w odpowiedzi na pytanie chłopca duch, zamiast jednak przybliżyć się do nastolatków, sunął nieustępliwie w stronę sceny. – Dzisiejszej młodzieży za grosz brak ogłady i obycia w kulturze! Oczywiście, że jestem reżyserem. Feodor Solntsev – przytaknął na słowa dziewczyny i przedstawił się, a w jego tonie pojawiły się nuty dumy i odrobiny wyrozumiałości. Wyglądało na to, że Viorica z powodzeniem poruszyła czułe struny zjawy i nieco ją udobruchała. A to już połowa sukcesu. Teraz wystarczyło jedynie utrzymać ten dobry nastrój, by finalnie wprowadzić ducha w prawdziwy zachwyt. Oboje jednak tak dobrze sobie radzili, że chyba nie powinno stanowić to dla nich żadnego problemu. – Pisarzem też, po części. Bardziej adekwatne słowo to – scenarzysta – dodał z roztargnieniem, pojawiając się wreszcie tuż przed sceną.
Wyblakły surdut w ostrym świetle reflektorów na każdym innym zapewne prezentowałby się bardzo miernie, jednak z postawy widmowego mężczyzny biła niewyobrażalna siła, co sprawiało, że z miejsca każdy okazywał mu szacunek. Niestety nie zawsze tak było. Odwróciwszy się przodem do wejścia na salę, Viorica z Yevgenym mogli dostrzec na twarzy mężczyzny niewyobrażalne zmęczenie i rezygnację, które odznaczyły się również mnóstwem zmarszczek na czole i w kącikach oczu. Nie wydawał się jednak bardzo stary – mógł mieć co najwyżej sześćdziesiąt lat. Włosy wciąż były ciemne, niepoprzetykane pasmami siwizny i schludnie zaczesane do tyłu, lekko podwijając się na karku.
- Ale to nie jest to! Nie to! Nie grają tak, jak powinni! Nie to, co powinni! – Lament ponownie poniósł się donośnie po sali i w jego akompaniamencie kolejne dekoracje runęły na scenę. Tak rozchwianego emocjonalnie ducha nie wypadało zostawiać samego. A i lekarstwo było całkiem łatwe do znalezienia. Wystarczyło jedynie słuchać, co zjawa mówiła.
Powrót do góry Go down
avatar

Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Teatr Mariński   Sob 14 Lip 2018, 16:01
Zaklęcie zadziałało satysfakcjonująco - Avgust Garanin wpierw wyleciał w powietrze, a potem uderzył plecami o ścianę przy wejściu, padając na podłogę twarzą w dół i niezaprzeczalnie tracąc przytomność. W przeciwieństwie do Viorici, na Yevgenym nie zrobiło to większego wrażenia, było natomiast gestem wykonanym równie odruchowo co dolewanie mleka do kawy czy mycie zębów zaraz po wstaniu z łóżka; prostym sposobem na pozbycie się niepotrzebnych gapiów, nie tak skutecznym jak pamiętne zaklęcie rzucone jeszcze za czasów szklonych, na daną chwilę jednak – wystarczającym. Rdzeniem jego życia były w końcu, pomimo pozornego ułaskawienia, wciąż były pojedyncze horrory codzienności, które opisać mógłby z długiego doświadczenia (a może już rutyny?), choć bez szczególnego błysku.
Jego satysfakcja z udanej akcji nie trwała jednak długo, bowiem duch zaskrzeczał zaraz w odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie. Yevgeny zmarszczył brwi w nieukrywanym niezadowoleniu, nie odwracając wzroku od eterycznego mężczyzny, nieustępliwie sunącego w powietrzu w stronę teatralnej sceny. Zamierzał stłumić ciekawską naturę towarzyszki, działając według swojego – znacznie bardziej gwałtownego – planu, lecz na dźwięk jej pytań nieznajomy odwrócił wzrok, prostując się i zadzierając brodę z wyrozumiałością, znaną jedynie ludziom dobrego pochodzenia.
Feodor Solntsev. Powtórzył w myślach imię i nazwisko, lecz niewiele mu mówiło, w każdym razie nic więcej poza tym, co postać postanowiła zdradzić sama. Nigdy nie sądził, że kulturowa wiedza przyjaciółki przyda się na coś więcej, niż błyśnięcie znanym nazwiskiem na zajęciach czy przywołanie nieoczywistej anegdotki podczas spotkania towarzyskiego, teraz jednak poczuł się szczerze zadowolony z jej obecności, czego nie dał po sobie poznać wystarczająco mocno, bowiem odwrócił się jedynie w stronę Rumunki, nachylając się do jej ucha, akurat gdy Feodor nie spoglądał wprost na nich.
- Znasz go? – spytał szeptem, chcąc być pewnym, że duch go nie usłyszy, Viorica za to – jak najbardziej. Ledwie zdążył się odsunąć, kiedy głos nieznajomego rozniósł się po całym pomieszczeniu z taką doniosłością, że kolejne dekoracje z hukiem uderzyły o scenę, tym razem na szczęście, nie raniąc żadnego z nich. Na podwyższeniu przeznaczonym dla aktorów, roztargniony duch wyglądał jak żywe (bądź niekoniecznie) dzieło sztuki, poświęcone ludzkiej złości i desperacji.
- I zrzucanie na nich dekoracji jest twoim zdaniem najlepszym rozwiązaniem? – odparł, tak zaskoczony swoimi słowami, że mało nie zatkał ust prawą dłonią. Po tych słowach zamilkł, nie chcąc kierować na siebie złości i tak rozchwianego emocjonalnie reżysera oraz nie czując się w gruncie rzeczy uprawnionym, do wyciągania jakichkolwiek, głębszych wniosków o człowieku, którego nie znał, a o którym – miał nadzieję – przyjaciółka wiedziała znacznie więcej. Po raz pierwszy od dawna, Yevgeny postanowił uspokoić swoją wrodzoną impulsywność (czy w ducha można w ogóle rzucić zaklęciem?) i poczekać na eskalację wydarzeń lub chociaż – jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia, które zważając na charakter nieznajomego miały pojawić się niebawem, wcale nie wyciągane mu z gardła na siłę.


Ostatnio zmieniony przez Yevgeny Bryusov dnia Pią 03 Sie 2018, 13:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

19 lat

czysta

neutralny

aspirująca aktorka
http://petersburg.forum.st/t1845-viorica-caragiale#8776 http://petersburg.forum.st/t1887-viorica-demetra-caragiale#9411 http://petersburg.forum.st/t1851-fiolkowe#8841 http://petersburg.forum.st/t1888-chekhov#9412
PisanieRe: Teatr Mariński   Sro 18 Lip 2018, 02:19
Dla Viorici to niezastąpiony dzień. Odkąd Feodor Solntsev zdradza jej swoje imię – które tylko jej wydaje się tak znane, a co chyba nawet bardziej zaskakujące, tak emocjonujące – nie liczy się już żaden Avgust Garanin, ani nawet fakt, że ten leży z twarzą przylepioną do podłogi. Sam Yevgeny liczy się w tym momencie tylko tyle ile liczy się dla niej ich przyjaźń. Czyli całkiem sporo, ale w danej chwili, niewywierająca na nią żadnego wpływu. Czego nie można powiedzieć o imieniu reżysera, o którym słyszała tylko Viorica. Panienka Caragiale, na jego dźwięk wychodzi zza pleców Yevgeny’ego. Fakt, że to sam Feodor Solntsev, wszystko zmienia! Podchodzi w kierunku sceny, bardzo zgrabnie wymijając po drodze wszystkie przeszkody, bo ma cel, ku któremu zmierza i od którego nie może oderwać oczu.
Nie spodziewałam się, że kiedyś naprawdę spotkam Feodora Solntseva. Muszę przyznać, że na żywo — co jest kwestią dość dyskusyjną, ale Viorice pół-przeźroczysta forma i chłodna aura zdaje się zupełnie nie przeszkadzać — wygląda pan znacznie dostojniej. Inaczej niż przedstawili pana ikonę w leksykonie najznakomitszych scenarzystów Rosji.
Z każdym słowem jest coraz bliżej ducha, wygodnie nie wspomina, że w tym leksykonie o Feodorze wspomniane jest jednym zdaniem, głównie, w opisie zdjęcia przeznaczonego innemu znanemu twórcy, obok którego – na fotografii – przypadkiem znajduje się Solntsev. Nie ma w tym jednak żadnego podstępu, bo panienka Caragiale jeszcze nigdy nie stała bliżej kogoś, kto znał największe sławy na profesjonalnej scenie teatralnej. Łatwo więc zrozumieć jej wzruszenie tą chwilą.
Jestem Viorica Caragiale, początkująca aktorka. Jakże mi miło.
Podnosi zwiewną sukienkę zaledwie o centymetr i dyga fachowo gościowi Teatru Marińskiego. Zupełnie tak, jakby urodziła się w tamtych czasach. Spojrzenia jasnych oczu nie potrafi oderwać jednak od sylwetki tajemniczego mężczyzny. Spogląda na niego z mieszanką uwielbienia i niepewności.
To musi być straszne, obserwować jak pana dziedzictwo zostaje odgrywane w zły sposób. Czy możemy jakoś pomóc? Może moglibyśmy odegrać to tak, jak pan sobie zaplanował? Czy to role dla dwóch osób? Tak, wiem, jestem tylko aspirującą aktorką, a to Yevgeny — Yevgeny’ego nie potrafiła nawet nazwać w kontekście teatru, dlatego dodała – mój przyjaciel. Oczywiście rozumiem, gdyby miał pan co do tego obawy, bo pewnie pracował pan z doświadczonymi aktorami, ale to byłaby dla mnie ogromnie duża szansa i przyjemność zagrać w pana sztuce. Czy-czy mogę? — aż się zająknęła z przejęcia, a zaraz potem się zreflektowała, zerkając na Yevgeny’ego za sobą — Możemy?
Wzrok Yevgeny’ego wędrował dalej za dekoracjami na scenie i poza nią, dlatego Viorica nawołała go prośbą.
Dekoracje poczekają, Yev.
Wpatrywała się w jego tęczówki oczu przez chwilę z taką koncentracją wypisaną na twarzy, że nie trzeba było być geniuszem, żeby się domyślić co właśnie myślała.
To przecież Feodor Solntsev, Yevgeny! – to samo zresztą miała wypisane w drżącym tonie głosu.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Teatr Mariński   Wto 31 Lip 2018, 12:33
Duch reżysera spojrzał na ciebie groźnie, Yevgeny, co zdecydowanie potęgowała jego niematerialna forma i umiejętność poruszaniem przedmiotami na odległość. W szczególności to ostatnie.
- Jak mam inaczej poustawiać aktorów, jak nikt mnie nie słucha? - zadał retoryczne pytanie dość wściekłym głosem. - Nikt nie reaguje na nic innego, szczególnie kiedy nie grają tego co trzeba - wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale machnął ręką najwyraźniej uznając cię za ignoranta po tym, jak przyjrzał się twojemu strojowi. - Powinieneś wyjść z tej świątyni kultury! - krzyknął, a wazon ze sztucznymi kwiatami nagle rozbił się pod twoimi stopami. Chyba przyjście tutaj w takim stroju nie było najlepszym pomysłem.
Za to na ciebie, Viorico, spojrzał zdecydowanie łaskawszym okiem.
- Jestem opisany w takim leksykonie? Cudownie! - aż klasnął w dłonie tak, że mimo braku jego materii usłyszeliście charakterystyczny dźwięk. - Co o mnie piszą? - spytał podekscytowany na tyle, na ile może być tylko duch. Niestety, nie zwracał na ciebie takiej uwagi jakiej mogłaś chcieć i skupił się jednak na słuchaniu o sobie. Najwyraźniej miał nadzieję, że opisano go w książce całkiem dokładnie.
Kiedy opowiadałaś o jego artystycznych cierpieniach mężczyzna ukradkiem otarł samotną, półprzezroczystą łzę. Zdecydowanie sprawa jego sztuki nie dawała mu spokoju. Może w tym tkwi rozwiązanie zagadki ostatnich wydarzeń?
- Nic nie szkodzi, dawałem radę z kompletnymi amatorami - stwierdził. - Wystawmy "Przekleństwo Pokrowki". Idźcie się przebrać, już, natychmiast! - przegnał was podekscytowany ruchem dłoni, jakby chciał się od was odpędzić, jednak wiedzieliście, że chodzi o coś innego.
Yevgeny, zaświtało ci, że ten reżyser zapewne pisał swoje sztuki w poprzednim wieku. Pewnie będzie oczekiwał stroju z takowego okresu, czyż nie? A może zechcesz zrobić mu na złość za to zrzucanie dekoracji i zasugerujesz przyjaciółce złe stroje?
Viorico, kojarzysz, że mowa jest o dramacie, którego Feodor Solntsev nie zdążył nigdy wystawić, gdyż umarł wcześniej na zawał serca. Chciał on w tym dramacie odwołać się do tradycji z greckiego antyku i umieszczać na scenie najwyżej dwóch aktorów na raz (nie licząc chóru). Może jakoś z przyjacielem dasz radę uspokoić duszę artysty i pozwolić mu dzięki temu odejść w spokoju?
Powrót do góry Go down
avatar

Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Teatr Mariński   Czw 02 Sie 2018, 16:20
Spojrzenie ducha było zimne, szklane i nieruchome, skrywała się w nim za to nieukrywana i silniejsza niż u niektórych żywych groza. Zażenowanie sytuacją osiadło na Yevgenym jak kurz (albo popiół), oblepiając go całego i przykurczając mięśnie twarzy tak, że jasne spojrzenie okrągłych oczu zwęziło się do dwóch poziomych kresek. Spojrzał pokrótce na Vioricę, choć tak naprawdę nie wiedział, czego oczekiwał, bo dziewczyna sprawiała wrażenie tak zafascynowanej obecnością znanego reżysera, że nawet nie zwróciła na niego uwagi, wpatrzona w eteryczną postać stojącego przed nimi rozmówcy.
Feodora Solntsev krzyknął, a pod stopami chłopaka na milion kolorowych kawałków roztrzaskał się wazon, którego nagłe uderzenie o podest wywołało mimowolną reakcję odskoczenia o krok w tył, by serce podskoczyło tak wysoko, że omal nie uderzyło o podniebienie. Byrusov skrzyżował ręce na piersi, piorunując pisarza wzrokiem, lecz powstrzymując się od dalszych uwag. Był gotowy stać w miejscu i czekać, aż sprawy przyjmą korzystniejszy obrót, lecz im więcej słów wydobywało się z ust przyjaciółki, tym bardziej jego oczy ciemniały, zalewając się grozą; wizją nieuniknionej i niedalekiej przyszłości przyszłości.
„To przecież Feodor Solntsev, Yevgeny!” prawie że usłyszał to na głos, pełne ekscytacji wykrzyknienie iskrzące w tęczówkach dziewczyny kiedy ta, jak przywiązany do ręki balonik, pociągnęła go wzrokiem w stronę kulis, gdzie znajdowały się przebrania.
- Viorica, co to jest „Przekleństwo Pokrowki”? – warknął zatrzymując się tuż obok niej i niechętnie rozglądając dookoła. – Co ty wyprawiasz? Nie zamierzam występować na scenie dla jakiegoś egzaltowanego histeryka. – dodał zaraz, zerkając przez ramię, jakby chciał upewnić się, że reżyser ich nie podsłuchuje. Kiedy nie dostrzegł w okolicach kurtyn niczego dziwnego, znów przeniósł wzrok na rozwieszone na wieszakach przebrania, wyglądem sięgających sprzed kilku wieków jak i tych, które na jego gust wyglądały jak coś, co można kupić w każdym sklepie przy ulicy Eufrozyny Wielkiej.
Niepomny minionej złości artysty, Bryusov zniknął na moment pomiędzy kostiumami, by za chwilę wychylić się tuż za ramieniem przyjaciółki w szerokim, damskim kapeluszu zdobionym we fryzowane pióra. Nakrycie głowy miało odcień matowej czerwieni, rzucało na połowę jego twarzy półkolisty cień i błyszczało delikatnie, kiedy poruszył głową, a słabe światło jarzeniówek natrafiło na wysadzane pojedynczymi cekinami rondo.
- Myślisz, że mu się spodobam? – zapytał, przesadnie teatralnym głosem, z kobiecą kokieterią trzepocząc rzęsami, posyłając Viorice prześmiewcze spojrzenie i wykrzywiając usta w krzywym, zardzewiałym jakby uśmiechu.
Powrót do góry Go down
 
Teatr Mariński
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: