Навигация

Bar „Lel i Polel”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Bar „Lel i Polel”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieBar „Lel i Polel”   Pią 03 Lut 2017, 15:16
Bar „Lel i Polel”

Czasem żartobliwie nazywany przez niektórych „Lej i Polej”. Bar jednak nie zachęca swoim wyglądem do odwiedzin – od zewnątrz jest podniszczony i brudny, a reprezentacyjne posągi dwóch słynnych postaci z mitologii słowiańskiej są najczęściej pokryte pajęczynami i kurzem. Niektórzy za to powiadają, że to najlepsze miejsce, by spróbować regionalnych zakąsek i alkoholi. Niemal w całym lokalu króluje drewno. Podłoga z kolei wyłożona jest starymi perskimi dywanami, a lekko pękające ściany przyozdobione są obrazami słynnych działaczy komunistycznych, których stary właściciel nie chce zdjąć – mimo sprzeczek na ten temat z awanturniczą klientelą. Zwłaszcza po alkoholu, który przelewa się w tym lokalu w ogromnych ilościach.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 25 Mar 2017, 22:30
03.04.1999

Stoczyłeś się po równi pochyłej, że przychodzisz do takiego miejsca?
Mógłby zapytać samego siebie, Yuri. Fakt faktem. Budynek, przy którym zatrzymał się chłopak wyglądał obskurnie. Odrapane, brudne ściany. Zakurzone okna, które od dawien dawna nie widziały szmaty i wody. Aż strach pomyśleć, jak wyglądało wnętrze. Rozsądny człowiek ze dwa razy zastanowiłby się, zanim zamówiłby cokolwiek do jedzenia. Yuri zdecydowanie był przyzwyczajony do innych knajp i innych standardów. Do drogich i lśniących czystością restauracji z profesjonalną obsługą.
A jednak przystanął przy barze. I wcale nie zmarszczył z odrazą swojego wielkopańskiego nosa. Raczej przyglądał się knajpie z zainteresowaniem. Minęło trochę czasu od jego ostatniej wizyty w tanim przybytku. Wraz z kolegami z roku urządzali sobie wypady do miasta. Nie każdy z nich dysponował zasobnym portfelem, dlatego wybierali z poczucia taktu, te mniej wyszukane knajpy.
Tak.
Trafiały się i te w stylu Lel i Polel. Cuchnęły starym olejem, przy stolikach przesiadywali okoliczni pijaczkowie, ale było sympatycznie. Na swój sposób było sympatycznie. Jakoś inaczej czuł się siedząc na starej ławie w towarzystwie dobrych kompanów niż przy stoliku z białym obrusem w towarzystwie kulturalnych rozmówców. Była to naprawdę miła odmiana.
Teraz był sam, jednak z sentymentu albo zwykłej chęci, rozważał czy nie przekroczyć progu baru. Spróbować jakiegoś paskudnego żarcia. Chociaż nie... Słyszał, że w Lel i Polel karmią nie najgorzej. Pilnują w kuchni czystości.
Wahał się jeszcze przez moment, aż w końcu podjął decyzję i pchnął wysłużone drzwi. Spodziewał się zobaczyć zatłoczone wnętrze. Pozajmowane stoliki, jak zwykle okupowane przez amatorów taniego jadła i alkoholików dopijających trzeci albo czwarty kufel piwa.
Zdziwił się, bo wnętrze praktycznie świeciło pustkami. Pomijając smutną starszą panią, która zajadała przy swoim stoliku kanapkę i popijała kawą, w środku nie było żadnych klientów. Widać za wczesna pora na większe libacje. Ledwie wybiło południe. Wieczorem będzie tutaj inaczej.
Na podłodze rozłożono nawet dywany, co poniekąd podnosiło poziom Baru wśród innych podobnych Barów. Nieźle, całkiem nieźle.
Yuri zagapił się na portret wyniośle spoglądającego na otoczenie mężczyzny i ledwo uniknął zderzenia z nadchodzącą młodą kobietą.
Tak właściwie, to wciąż dziewczyną. Zerknął na nią, przymierzając się do wydukania przeprosin, kiedy zorientował się, że zna tą twarzyczkę. Aż nazbyt dobrze.
- Bogna? - spytał zaskoczony. - Skąd się tu wzięłaś?
Odsunął się od niej na krok, jakby chcąc upewnić się, czy aby na pewno nie doszło do pomyłki. Pamięć miał dobrą, a Bogna Nicicka nie zmieniła się jakaś drastycznie od czasów Akademii. Bogna na pewno była tą Bogną, o której myślał.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 26 Mar 2017, 16:22
Na nogach była od wczesnego rana. Bardzo wczesnego. Mimo, że teoretycznie do jej obowiązków powinno należeć tylko przyjmowanie i przynoszenie zamówień właściciel nie wahał się kazać pracownikom przydzielać innych zadań niż w umowie. Tylko kucharzy oszczędzał, no ale w końcu bez nich byłaby to knajpa bez żadnej renomy.
I co z tego, że bez kelnerów ich dań nikt nigdy by nawet nie spróbował?
Tak więc jeszcze półśpiąca zmywała licząc w duchu, że nie upuści na podłogę żadnego naczynia - była pewna, że zawyżona cena potłuczonego obiektu zostanie odjęta z jej pensji. Pamiętała doskonale ile właściciel kazał zapłacić Katji za stłuczone dwa kufle.
Potem wyszła na moment przed lokal na szybkiego papierosa - czym prawdopodobnie odstraszała pierwszych klientów nie bardziej niż podniszczone ściany i ogólnie ponury wygląd - i zaczęła przyjmować zamówienia od osób, które z piciem nie chciały się wstrzymywać do wieczora.
Następnie przez bite osiem godzin zajmowała się tym, do czego zobowiązała się w umowie za stawkę ledwo gwarantującą przeżycie. W momentach wytchnienia rozmyślała, co musi dokupić, by utworzyć nową partię bimbru na umówiony termin, czy warto właśnie dziś kupić gazetę, aby poszukać jakiejś lepszej oferty pracy lub rozważała, co zrobiła nie tak, że skończyła prawie na samym dnie.
Wyliczyła sobie tyle rzeczy, że przy trzydziestej porzuciła całkiem te rozmyślania - inaczej ta lista nie miałaby końca.
Z radością zarówno w duchu, jak i na twarzy zauważyła na zegarze, że nadchodzi koniec jej zmiany, co pozwoliło jej na parę chwil zwiększyć efektywność i nawet dostać parę kopiejek napiwku. Kiedy już miała odnieść pustą tacę, oddać rewir koleżance i wrócić do domu prawie wpadła na kogoś - albo ktoś prawie wpadł na nią. Odwróciła się i zdziwiona stwierdziła, że skądś zna tę twarz. Pewność uzyskała, gdy usłyszała swoje imię.
- Mogłabym spytać cię o to samo - stwierdziła uśmiechając się. - Raczej mało który arystokrata bywa w takim miejscu jak to.
Szybko go zlustrowała wzrokiem - ciężko jej było uwierzyć, że jeszcze spotka Yuriego. Trochę się zmienił, wyprzystojniał, urósł... Tylko z włosami mógłby coś zrobić, pewnie mu do oczu wpadają.
- Właśnie kończę zmianę, jeśli dasz mi chwilę na ogarnięcie się chętnie z tobą pogadam. Musisz mi koniecznie opowiedzieć, co tam u ciebie. - Bogna ucieszyła się niezmiernie widząc znajomą twarz. Miała wrażenie, że wszyscy znajomi skończyli lepiej od niej, czego oczywiście nie miała im za złe - raczej bardzo chciała się dowiedzieć co u nich, jak i powspominać stare, dobre, w sumie beztroskie czasy, których jej brakowało.
- U mnie może nie jest za dobrze, ale przynajmniej stabilnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pon 27 Mar 2017, 21:55
Oho. Bogna powiedziała głośno to, o czym Yuri wcześniej myślał. Tanie bary były dla arystokracji dziwnym miejscem do odwiedzin. Co nie powstrzymało go przed wywróceniem oczami i teatralnym wręcz wzruszeniem ramionami.
- No wiesz, my arystokraci potrzebujemy odmiany w życiu. Trzeba odpocząć od bezustannego stołowania się w Carskiej - powiedział żartobliwie, pozwolił sobie nawet na wesoło - przekorny uśmiech, wskazujący, iż nie należy brać na poważnie jego słów. Ktoś mógłby stwierdzić, że nie chcąc wyjść na snoba, mimowolnie popisał się snobistycznymi manierami. Jego koleżanka akurat nie miała dotąd okazji znudzić się wybornym jedzeniem. Może nigdy wcześniej nie była w renomowanej restauracji dla elit. Gdyby miał czas zastanowić się nad tym, zanim jej odpowiedział, zapewne wstrzymałby się z takimi żartami. Okazał więcej taktu.
Zajął pierwszy wolny stolik i skinął głową, przyjmując do wiadomości, że Bogna zaraz do niego dołączy. Obok stolika błyskawicznie pojawiła się kelnerka - niska brunetka o sympatycznej twarzyczce. Yuri tak naprawdę nie był specjalnie głodny. Nie na tyle, żeby zamówić posiłek. Poprosił więc o zwykłą lemoniadę z pomarańczą i cytryną. Drobne zamówienie, za to w sam raz na początek wiosny. Pamiętał, że wiosną i latem w rodzinnym domu matka zawsze stawiała na komodzie własnoręcznie przyrządzoną lemoniadę.
Obejrzał się na Bognę, żeby zobaczyć, co porabiała. Do głowy mu nie przyszło, że koleżanka znalazła sobie tutaj pracę. To znaczy - zdążył się już zorientować, kto z grona znajomych wybrał się, a kto nie wybrał na Uniwersytet. Bogna zaliczała się do tej drugiej grupy. Mógł ją zrozumieć. Nie każdy chciał albo miał możliwości kontynuować naukę. Do tego potrzebne dobre wyniki z egzaminów końcowych, a także pieniądze. Pytanie tylko czemu zdecydowała się zostać w Petersburgu. Jeśli nie w Rosji, to w Polsce mogła znaleźć lepsze perspektywy. Chyba, że coś ją trzymało w tym mieście. Istniało wiele odpowiedzi na to proste pytanie. Wolał nie wyciągać przedwczesnych wniosków ani oceniać jej wyborów. Nie znał jej sytuacji.
- Najważniejsze, że sobie radzisz - odparł, kiedy koleżanka do niego przysiadła. - Masz pracę. Ja radzę sobie nieźle. Rzekłbym nawet, że wystarczająco dobrze, by nie zawalić mojego kursu. - Upił lemoniady ze szklanki. - Napijesz się czegoś? Ja stawiam. Z okazji naszego spotkania. - Bogna wyglądała jak ładna, ale zmęczona młoda kobieta. Co się dziwić. W takiej knajpie niemało się haruje, by przyzwoicie zarobić. Klienci też raczej skąpili napitków. Bognie przydałoby się na wzmocnienie nieco lemoniady.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sro 29 Mar 2017, 09:35
Bogna machnęła ręką na jego stwierdzenie. Brzmiało z lekka snobistycznie, ale w sumie związek z Wrońskim nawet ją przyzwyczaił do tego, że gdy dla niektórych jedzenie poza domem nawet w nędznych barach to rzadkość, tak drudzy mogą jeść codziennie w drogich restauracjach.
Choć fakt, że były dni kiedy strasznie ją to irytowało.
Poszła na szybko odłożyć wszystko na miejsce, powiedzieć koleżance, którą dzisiaj częścią lokalu się zajmuje i wziąć swoje rzeczy. Jak zawsze po skończeniu pracy upewniła się, że niczym się nie upaćkała lub nie rozczochrała, po czym wróciła na salę.
Szybko wzrokiem odnalazła stolik, przy którym siedział Yuri. Chłopak, a raczej już mężczyzna zdążył sobie zamówić lemoniadę. Dobrze ubrany, z lemoniadą zdecydowanie się wyróżniał i wyglądał jakby był z zupełnie innego świata. Bogna cieszyła się w duchu, że to nie jest pora pijaczków, mogłoby się zrobić nieprzyjemnie, gdyby któryś szukał zaczepki pod byle pretekstem.
Bez wahania usiadła naprzeciw niego. Na pytanie czego by się napiła od razu pomyślała o piwie. Owszem, bawiła się w tworzenie bimbru, ale miała już dosyć posmaku drożdży, a nawet ich zapachu.
- Chyba sobie piwo zamówię, ale pozwól, że się dołożę. Głupio mi żebyś płacił za wszystko sam - powiedziała. Bała się, że potem będzie źle się czuć z tym, że Yuri płacił sam, choć pewnie mu to aż tak wielkiej różnicy nie robiło. - Może też sobie piwo zamówisz? Pracuję tu to wiem, że jak na takie warunki jest nawet niezłe.
Kątem oka widziała, jak jej koleżanki wyglądają, aby zobaczyć kto to przyszedł. Oj, wygląda na to, że będzie musiała im się tłumaczyć. Pewnie nim jutro przyjdzie do pracy zdążą wymyślić teorie od sekretnego romansu przez zawiązywanie spisku, nie biorąc pod uwagę, że ich spotkanie to zwykły przypadek.
Kiedy kelnerka (na całe szczęście nie Judyta, bo to straszna plotkara!) podeszła dziewczyna złożyła zamówienie.
- W sumie jest lepiej niż gorzej, pracowałam w gorszym przybytku - nawiązała do jego poprzedniej wypowiedzi. - Ale to dalej nie jest to, czym chce się zajmować. Powysyłałam listy motywacyjne, ale ciężko teraz znaleźć coś konkretnego.
Kelnerka przyniosła zamówienie, więc Bogna złapała łyk z kufla. Chyba właśnie tego potrzebowała.
- Opowiesz mi o swoim kursie? Jestem bardzo ciekawa jak wygląda.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pią 07 Kwi 2017, 23:11
Yuri miał pewne arystokratyczne odruchy i reakcje. Cóż poradzić. Wychowanie robiło swoje. Choćby i chciał uchodzić za normalnego młodego czarodzieja, to nie mógł tak po prostu odrzucić to wszystko, czego nauczono go w ciągu kilkunastu lat życia. Podobnie, jak Bogna, która zapewne nie zwiodłaby doświadczonych arystokratek, lwic salonowych, gdyby tak pewnego dnia zjawiła się na oficjalnej popołudniowej herbatce z postanowieniem poudawania szlachcianki. Pochodzenia nie dało się zmienić. Można było nauczyć się z nim żyć. Odczuwać dumę z tego kim się było.
Yuri westchnął w duchu. Szkopuł w tym, że Aristovie byli aż zanadto dumni. Ze swojego pochodzenia. Ze swoich pieniędzy. Z posiadanej przez siebie władzy. Kolejny zarozumiały Aristov raczej do niczego nie przyda się społeczeństwu. Stąd też Yuri hamował się z poczuciem dumy. A może najzwyczajniej w świecie pieniądze i pochodzenie nie przewróciły mu jeszcze w głowie? W każdym razie, zdecydował dawno temu, że nie będzie zgrywał wielkiego arystokraty. Dotychczas niezgrywanie wielkiego arystokraty wychodziło mu różnie. Z wymienionego wcześniej powodu. Jednak starał się, naprawdę się starał.
- Lepiej nie - odpowiedział na propozycję wypicia piwa - Za godzinę mam zajęcia z szermierki. Profesor posieka mnie na plasterki, jeśli wyczuje ode mnie alkohol. Napiję się z tobą następnym razem.
O ile będzie następny raz, należałoby dodać. Nie wiadomo, jak Bogna, ale Yuri odnowiłby nawet znajomość ze szkolną koleżanką. Bo czemu by nie? Już sama rozmowa z nią, budziła w nim nostalgiczne uczucia. Miał wiele dobrych wspomnień z Koldovstoretz. Przynajmniej w przypadku tych wcześniejszych lat. O ostatnich roku wolał nie myśleć. Nie teraz i nie tutaj. Skinął głową, przyjmując do wiadomości, że Bogna dołoży się do rachunku. Niezależna z niej dziewczyna. Wiele panien o szlacheckich manierach, wręcz oczekiwałoby, że towarzyszący im mężczyzna opłaci cały rachunek.
- A co takiego chcesz robić? - zainteresował się, biorąc kolejny łyk lemoniady. W tym co mówiła, było trochę racji. Niełatwo było znaleźć sobie porządną robotę tuż po ukończeniu szkoły. Drogę do poważnej kariery gwarantowało albo nazwisko albo studia albo wyjątkowy talent w jakieś dziedzinie magii. W tym względzie Yuri mógł być zupełnie spokojny. Posiadał odpowiednie nazwisko. Kontynuował naukę. Talent do zaklęć, nie chwaląc się, również posiadał. Cały ten kontrast z koleżanką, która musiała radzić sobie sama, uderzył go z pełną siłą, kiedy tak siedział naprzeciwko niej. Czy poradziłby sobie z takimi życiem? Codzienną harówką i oszczędzaniem każdego rubla? Nie dowie się, póki nie spróbuje. Chciał uchodzić za normalnego młodego czarodzieja, czyż nie? W takim razie, powinien przekonać się, jak smakuje ciężko zarobiony chleb.
Póki co, porzucił myśli o pracy i próbach prowadzenia życia zwykłego, niezamożnego obywatela. Skupił się na rozmowie.
- Na początku było mnóstwo zajęć teoretycznych. Wiesz, ze znajomości prawa czarodziejów, historii, negocjacji, bezpieczeństwa narodowego. Tego typu rzeczy. Poszczęściło mi się, bo profesorowie jakoś specjalnie nie przynudzają, więc pilnie słucham, a nie przysypiam na ich wykładach - uśmiechnął się leciutko - Doszły mi także zajęcia praktyczne. Poznaję nowe zaklęcia i ćwiczę stare. Poprawiam kondycję fizyczną... O, właśnie. Trafił mi się doskonały nauczyciel szermierki. Wymagający i ostry, jak najostrzejsze ostrze szabli, ale to prawdziwy mistrz posługiwania się bronią. Z kolei wczoraj byłem na zajęciach dotyczących śledztwa i obserwacji. Każdy dostał eliksir Janusa i zmienił się w kogoś innego. Zadaniem było zidentyfikowanie prawdziwej tożsamości wybranej osoby przy pomocy różnych metod śledczych. Brzmi to teraz strasznie poważnie, ale było przy tym mnóstwo zabawy. Mówcie ci, Uniwersytet to zupełnie inny poziom niż Akademia! -   zdał relację Bognie. Kurs bezpieczeństwa powoli przekształcał go w dobrze wyszkolonego, posłusznego psa Ministerstwa Magii i samej Starszyzny, ale Yuri nie był tym przygnębiony. Cieszyła go wysoko ustawiona poprzeczka na uczelnianych zajęciach. Im więcej poprzeczek przeskoczy, tym lepszy stanie się w tym co robi. Poza tym; nikt nie gwarantował, że kurs całkowicie przekształci go w posłusznego pieska. Posiadał już jako takie doświadczenie w stawianiu oporu ludziom, którzy chcieli zrobić z niego kogoś, kim nie chciał być.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pon 17 Kwi 2017, 13:00
Nie powstrzymywała się od picia. W sumie po co innego miałaby zamawiać piwo? Słyszała, że wiele arystokratek w alkoholu ledwie moczy usta, ale ona ani nie miała szlacheckiego pochodzenia, ani nie zależało jej specjalnie, żeby się pokazać z jak najlepszej strony. Choć może powinna? Kto wie, czy takie zachowanie nie zdegustuje jej kolegi, z którym chyba wolała by jednak zachować choć nikłą relację.
- To może jutro? Robię imprezę, jak masz czas możesz wpaść. Będzie w miarę dobry bimber i niezbyt dużo ludzi, akurat żeby pogadać - dziewczyna wzięła chusteczkę ze stołu i zaczęła grzebać za czymś do pisania. Niestety, od kiedy skończyła szkołę prawie nie miała okazji robić coś więcej od podawania zamówień, tak więc nawet nie pomyślała, by włożyć coś do pisania.
- Poczekaj moment, z kuchni pożyczę coś do pisania.
Nie musiała nawet wstawać. Koleżanka po fachu widząc, że ma problem na moment pożyczyła jej swoje pisadło. Dała nawet jedną z kartek, na której zapisywała zamówienia, także chusteczka mogła wrócić na swoje miejsce, a Yuri otrzymał od niej na prawie białym papierze adres zamieszkania i godzinę rozpoczęcia.
Chwilę zastanowiła się jak odpowiedzieć na jego pytanie. Tyle się wydarzyło...
I w większości same klęski i nieszczęścia. Nie chcieli jej na baletnicę, nie chcieli by im grała, nie chcieli nawet, by robiła fajerwerki, o ich projektowaniu nie wspominając. O uczeniu się na uniwersytecie mogła jedynie pomarzyć. Skończyła jako kelnerka w podrzędnym barze i bimbrownik bez zezwolenia na tworzenie alkoholu.
- Tak szczerze... Teraz wzięłabym wszystko, co byłoby lepsze od bycia kelnerką. Wysłałam ostatnio parę listów szukając pracy albo nawet słabo opłacanego stażu, ale póki co nie idzie mi to kompletnie. Niezbyt mam pomysł co mogę jeszcze zrobić, więc czekam na jakiś łut szczęścia - westchnęła. - A ty? Wiesz już z czym wiążesz swoją przyszłość?
Bogna dopijała swoje piwo słuchając o tym jakie ciekawe rzeczy na studiach ją omijają. Mimo, że nigdy nie pragnęła zostać gwardzistką słuchając o ostatniej "zabawie" aż sama nabrała ochoty pójść na podobny kurs.
- Aż ci zazdroszczę, to brzmi naprawdę ciekawie. Brzmi jak świetna zabawa. Dużo osób z naszej szkoły poszło na ten kurs, kojarzysz? - spytała, ukradkiem spoglądając na zegarek.
Matko, która to godzina!
Wstała gwałtownie, jakby się paliło. Obiecała dzisiaj Izoldzie, że ogarnie dom, w końcu ostatnio w tej kwestii nawaliła... Ona ją zabije!
- Wybacz, ale muszę już zmykać. Współlokatorka inaczej chyba mnie zamorduje - dziewczyna uśmiechnęła się przepraszająco, zostawiła pieniądze za napitek, po czym ruszyła do wyjścia. Miała nadzieję, że w przyszłości będzie mogła pogadać z Aristovem na spokojnie.

Bogna i Yuri z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pią 13 Paź 2017, 15:16

09.05.1999

Lej i polej, i tak na zmianę. Stransky ma dziś za co chlać. Najpiękniejszy dzień w miesiącu zwany dniem wypłaty dobiegał końca, a stosik monet ustawiony przy Luki lewej ręce niedokładnie domytej po taplaniu się w smarze i oleju kurczy się w oczach. Ale też nikt nie powiedział jeszcze, że turlanie kości po barze to pewny sposób na zwiększenie swojego dobytku. Skreślił dopiero piątki i fulla, a ci, co zaproponowali partyjkę mieli już po generale. Takie już twoje przesrane, Stransky, że wygrywasz dopiero, jak cię głód dociska do dżinsów w rozmiarze XS. Dwadzieścia siedem lat, a ty ciągle w trybie survivalu.
Nie upił się jeszcze dobrze zanim trzecia partyjka kości została przezeń widowiskowo przejebana. Szczęśliwie miał w Polelu wiecznie otwarty rachunek, który nawet spłacał. Mniej regularnie niż powiększał. Ale co to dla ciebie długi, Stransky. Najwyżej znów dostaniesz po mordzie, a coś długo ostatnio chodzisz bez chociaż jednego siniaka w widocznym miejscu.
(W niewidocznych też żadnych nie ma.)
Zostałeś przegrany na swoim miejscu przy barze, dlaczego miałbyś odchodzić z ludzkiego widoku, skoro wspomnieliśmy, że siniaków nie masz i prezentujesz się zadziwiająco dobrze jak na siebie. Czyste ubrania (w miarę), czyste ręce (prawie). Caritas nie rzuci się dzisiaj na ciebie spragniony pomóc zagubionemu w życiu dryblasowi.
Nikt inny raczej też się nie rzuci, ale to dobrze. Raczej. A może ty po prostu mało wiesz o życiu, skoro od lat napierdalasz głową w mur i tylko leją ci drinki na pocieszenie.
Uśmiechnąłeś się krzywo do barmanki, a mógłbyś ładniej, bo przecież leje za darmo. Wydobyta z kieszeni spodni (jeszcze nie XS, dobrobyt po wypłacie) talia kart zajmuje lekko trzęsące się ręce. W pokera ograłbyś ich do zera – zawsze dobrze tak sobie pomyśleć od dwustu rubli w górę. Tasujesz, a barmanka się przygląda, jakby nikt inny nie znał się tutaj na kartach.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 14 Paź 2017, 23:05
Lej i polej, a nie wylej, jeszcze gorzej jeśli za kołnierz, bo wstyd będzie, bogowie wszyscy aż się za głowę złapią, jak tak można kurwa, jak można, alkohol marnować. Co innego marnować sobie przez ten alkohol życie. To można. A nawet trzeba, kosztem własnego zdrowia czy majątku można przecież uszczęśliwić bliźniego, a taka postawa się bardzo chwali. Dlatego nie ma źle, Luka, ty łysy skurczybyku, jeszcze masz szansę na zbawienie, ciesz się, zachlej się na śmierć, szybciej wszystko przyjdzie. Może pij teraz już, raz dwa, bo szybciej od snu wiecznego dociera do ciebie Rużątko. Ruża, paradoksalnie, jest jak burza, zwiastuje hałas i chaos. Chociaż dla ludzi jej bliskich prawdziwe burze niejednokrotnie są oznaką zbawienia, chwilą ciszy i spokoju, kiedy Ruża śpi jak przeklęta księżniczka, tylko krasnoludków jej brak. I taktu. Taktu zawsze.
- Będziesz rozkładał pasjansa? Moja ciotka Halina zawsze układała pasjansa na powodzenie. Postawić ci pasjansa na powodzenie? Wiesz co, nie. Lepiej nie. Jest taka wróżba, na Arkana małe właśnie, ale musisz bacznie obserwować rozkład kart, bo od tego zależy odpowiedź. Dasz mi te karty? No daj. Zadaj pytanie, tylko mi nie mów i skup się. Słuchaj. – Podnosi wzrok na chwilę i mętny jest już jakiegoś czasu, tak się kończą wypady z kolegami z pracy. Ruża zachowuje trzeźwość umysłu, poniekąd, tylko nie tak, jak jej się zdaje. Zawsze się wydaje, że jesteśmy całkiem trzeźwi. A potem robi się przerwę na szybkie siku i stercząc w kiblu w pozycji na Małysza zdajemy sobie sprawę o kurwa jednak nie, jednak jestem pijany.
Ruża była w toalecie ponad godzinę temu, bo po pierwszym piwie się nie sika i wtedy nie zarejestrowała jeszcze w jakim jest stanie. Bo nie była w takim, jak obecnie.
- Czy my się znamy? – Prawdopodobnie. - Nieistotne. – Pewnie wpadłaś na niego kiedyś podczas patrolu, jak obijał mordę innym typom spod ciemnej gwiazdy.
- Spłoszyłam ci barmankę. Przepraszam, stary. Ale przepraszam najmocniej. Szanuję cię. Nigdy nie zwróciłam jej uwagi, jak boga kocham, jeszcze mnie tak nikt nie ignorował sumiennie. A przynajmniej nigdy się nie przekonałam. Bo wiesz o co chodzi. – Wyciąga Ruża dłoń w górę we włoskim geście i nachyla się do Luki, aż odległość między nimi jest ciasna jak te spodnie xs, które obu im z powodzeniem weszłyby na dupę. A Ruża to nawet xxski może nosić, taka jest.
- Laska leci, e-wi-den-tnie na goldy. Rozumiesz, obserwowałam to. Te stare pruchna o tam, zawsze jej sypną groszem i próbują dobić targu. Dłonią otwartą o tak, lokując ją z impetem na dolnych partiach tylnych barmanki, ale to nie wychodzi. Każdy tu potrafi w karty grać. Ale nie każdy jest biedny. Masz tu jakieś interesy? Tak tylko pytam, nie moja sprawa, nawet mi nie odpowiadaj. To jak będzie. Zadajesz to pytanie kartom, czy nie? Bo wiesz. Halina mnie nauczyła, jak się to rozkłada. W ogóle to jest zajebista historia, bo ja niedawno dowiedziałam się, że ciocia Halina na świat przyszła zupełnie pod innym imieniem i nazwiskiem. Ale wiesz dlaczego? Miała korzenie niemieckie. To trzeba było jej zmienić. Jak się zastanawiałam nad tym to zaczęłam zauważać te cechy, wiesz, w pamięci. Bo już nie żyje. No ale zaczęłam zauważać. A szkoda, że nie mogę z nią o tym porozmawiać. Tylko mi te pasjanse pozostały. Ona miała taką meblościankę w pokoju, na wysoki połysk. Za szkłem stały porcelanowe słoniki na serwetkach. Ręcznie robionych. – Japa się nie zamyka, a tam gdzieś przecież przy którymś stoliku siedzi towarzystwo zapewne na Rużę czekające. Albo już nie, może już zapomnieli. Może zasnęli. Czas inaczej płynie. Przecież po piwo szła, to nic, jeśli wróci za godzinę. Gorzej, jeśli wcale. Głupio byłoby się tłumaczyć przed szefem. Nawet nie wiadomo z czego.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 15 Paź 2017, 00:18
Masz w tym swoim życiu xs jakiś niezbywalny spokój, Luka. Gdybyś kiedyś rozlał z kieliszka, a jeszcze nie zauważył, bo z zalanym łbem to różnie bywa, zawsze znajdzie się ktoś w gronie twoich bliższych lub dalszych znajomych, kto ci za karę z rozmachem jebnie w tył łysego łba. I wszystko będzie dobrze, równowaga znowu zapanuje we wszechświecie.
Jeszcze nie rozlewasz, nie jest źle. Ruchy też ci nie zwalniają, więc jest całkiem dobrze. Barmanka nalała pierwszego darmowego i drugiego. Nawet byś pogadał z nią przed trzecim, ale w międzyczasie niebo z łomotem spadło ci na głowę.
Głupi to ty nie jesteś, chłopaku, nic nie bój. Swoją dawkę informacji udźwigniesz z klasą, najwyżej nie wszystko zrozumiesz, ale posłuchasz, zapamiętasz, a może nawet przemyślisz.
Ale z takim przemiałem, jakie ma toto małe, co się do ciebie dosiadło, to w całym swoim xs życiu nie miałeś do czynienia. Powodzenia, chłopie.
Jaka, do chuja jasnego, ciotka Halina.
Dziewczyna ci oferowała tajniki siedemnastu milionów w totku, czy jak tam po swojemu rozumiała powodzenie, a tobie po łbie zapierdalała wizja ciotki Haliny.
Ale jak to tak – innym imieniem i nazwiskiem?
Nie ma, oj, nie ma porządku na tym świecie. Za dużo wódki się rozlewa i nie ma się gdzie to podziać wszystko. To i ludzie zmieniają nazwiska, wprawiając biednego Stransky’ego w osłupienie.
Odczekałeś chwilę na wszelki, kiedy wydało ci się, że toto skończyło. Fakt, skończyła. Nie mówi dalej, powódź wstrzymana, jesteś uratowany. Za dobrze nigdy nie pływałeś, trzeba to powiedzieć. Nie bardzo wiesz, co w zasadzie masz jej odpowiedzieć na tę recytację, ale lepiej nie ryzykować, że znowu jej się kurek odkręci i będziesz przez następną godzinę słuchać o wujku Heniu, którego to pewnie miała ciotka Halina.
- Ale co ty chcesz ode mnie, dziewczyno. – mówiła tak długo, że własny głos wydaje ci się obcy. Nieźle. Dobrze zacząłeś w ogóle. Jak się należy, od początku. Najpierw odpowiedzi, a kart i tak nie dostanie, co to za maniery. Ty jesteś gbur, ale swój honor też musisz mieć, Luka. – Kim ty w ogóle jesteś, ja cię nie znam. – możesz zawsze poznać, kto biednemu zabroni, ale… zgubiłeś wątek. Skąd ona to wszystko wie w ogóle. Pasjansów nie rozkładasz, ale dziewczyna i tak cię szanuje. Czyli może zna cię jednak, a ty wyparłeś przykre wspomnienie tego trajkotania.  Ale w zasadzie to zainteresowało cię, jak to trzeba w te dolne części barmanki. Ty się do takich chwytów raczej nie nadajesz, ale co się nauczysz to nawet w teorii twoje i na zawsze już jesteś bogatszy.
- Czekaj, czekaj. – powoli, od początku zacząłeś i dobrze szło. Możesz spróbować nadążyć. Kasę przegrałeś, a następnego masz za darmo. Jak ktoś ci barmanki nie porwie i na Bahamy nie zabierze. To ci gadatliwe toto postawi. W nagrodę, że słuchałeś i nawet coś tam pamiętasz. – Ręcznie robione były słoniki czy serwetki?
Trochę czujesz, że pora się zmywać zanim cię nie ucapi na dobre, ale też trochę bawi cię toto. Takie niemiłosiernie chude, pewnie ma łatwiej, jak chce się upić. Mniej więcej połowę na nią trzeba tego, co na ciebie. Zapewne, bo czy pozory nie mylą? Mógłbyś okazać się filozofem, mój ty chłopie dziarski. Ale jak tak wszyscy czekają, aż wyjdzie z ciebie następny Sokrates, to raczej w twoim przypadku nie mylą te pozory, wiesz.
Ale to nie szkodzi.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 31 Paź 2017, 11:07
Niezbywalny spokój w przypadku Ruży wyglądał zupełnie inaczej. Od dziecka miała wokół siebie całą armię ludzi, którzy gdyby mogli to by jej trzymali nawet szklanki pod usteczkami i sztućce, żeby się nie dajcie bogowie za bardzo nie nadwyrężało biedactwo. Pod takim kloszem ciasnym ją chowano, ugniatano tą energię, której ma Ruża nieskończone pokłady, aż w końcu dostała kurwicy. Ile można chuchać na człowieka. Zdrowy czy nie, Ruża wierzyła, że jak ma kopnąć w kalendarz to stanie się to niezależnie od tego, czy będzie akurat wspinać się na wieżę nadawczą czy będzie siedzieć w fotelu pod czujnym okiem niani. Wystarczy już, że teraz musiała sobie odbijać młodzieńcze lata, podczas których nie spotkało jej nic poza przykrościami nauki w domu, albo jak wolała to określać: aresztu.
I potem takie biedaki jak Luka muszą wysłuchiwać strumienia świadomości, chociaż to nie tak, że gadułą stała się w momencie, gdy opuściła dom rodzinny. Od zawsze pierdoliła co jej ślina na język przyniosła. Zaskakująco jednak była w stanie złapać wszystkie swoje wątki w jedno i wrócić do tematu, który zaczęła sporo czasu wcześniej, chociaż słaby gatunek ludzki ma tendencje do zapominania o czym chciał mówić zanim nawet zacznie.
Żebyś wiedział, Luka, że Halina w istocie miała wujka Henia. Wyobraź sobie ile jest w stanie powiedzieć ci o nim Ruża, albo nie, nie wyobrażaj sobie, na bank jeszcze usłyszysz.
Ale chwilę stoi toto, kiedy słyszy, że jej Luka nie zna, parę sekund na wyrenderowanie odpowiedzi.
- No. Wiem. Ja jestem Ruża… co. Nie. Czy ty mnie słuchasz. Jak porcelanowe słoniki mogły być ręcznie robione. To znaczy wiesz. – Wjechała na odpowiedni tor, skup się teraz Luka. Skup się, albo uciekaj.
- Te akurat były fabryczne wiesz, bo one były tylko malowane ręcznie w takie złote esy floresy i miały na głowach kwiatki, ale takich słoników jest pełno, rozumiesz. A jeden, to był taki unikatowy. Taki był duży no i historia jest taka. Ciotka Halina miała męża, mojego wujka Henia i on miał siostrę, która się rozwiodła z cyganem rozumiesz to. Nie lada wyczyn, ehe. No ale ten cygan, ten Lolek Kwiek, to podróżował po świecie całkiem sporo, to znaczy po świecie to za dużo, ale po Europie, czaisz. No w każdym razie gdzieś tam w górach koło Polski są organizowane takie plenery rzeźbiarskie w chacie, w której on pracował jako leśniczy w latach osiemdziesiątych. Ten Lolek co nie. I tam była taka jakaś, kurde nie wiem, artystka rozumiesz, co się zajmowała ceramiką i Lolek wrócił na Bałkany z taką całą walizą porcelanowych figurek ręcznie robionych no i jeden taki to się trafił ciotce Halinie, że niby pamiątka, ale układ był tego typu, że Lolek niby te słonie ukradł, tak potem wyszło. Ale się niedawno okazało, że wcale nie. – No zdarza się.
Robi Ruża małą przerwę, na solidny łyk piwa, kufel odstawia na bar z większym hukiem niż zamierzała, ale nie zwraca na to uwagi.
- Lolek też te pasjanse stawiał i nigdy nie oszukiwał w kanastę. Potrafisz w ogóle w karty? Ja potrafię, ale niedobrze ze mną grać, dla mnie niedobrze, bo ja nie umiem zachować poważnej twarzy rozumiesz i zawsze się strasznie przejmuję, a jak się przejmuję to mi słabo, a jak mi słabo to mdleję. Ale nie w trakcie gry w karty. – Żeby było jasne.
Milknie na chwilę i przygląda się Luce, z każdą sekundą uważniej, brwi marszczy i jeszcze jednego łyka bierze chociaż od chłopca wzroku nie odrywa, no nic jej nie świta, może zagłuszyła jego imię, może nie podał.
- To jak ty się nazywasz w końcu?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 31 Paź 2017, 23:00
Z ubogiego doświadczenia w zakresie chuchania na ciebie wnioskujesz z niezachwianą pewnością, że wolisz jednak, żeby nie. Zawsze od takich chuchnięć to aż włosy dęba stają pod wpływem niesubtelnych aromatów wisienki czy innego bimbru. Z zastawy stołowej podtrzymywano ci pod twarzą może tylko wiadro, gdy byłeś łaskaw puścić gdzieś pawia; może w eleganckich miejscach mają do tych celów wazy, ale nie bywasz – to nie wiesz. Ale oboje, ty i chude toto, mieliście, jak się kiedyś może okaże, na wypadek gdyby toto dało ci dojść do głosu, areszt w domu i zwialiście z niego z rozkoszą, nie wynosząc sentymentu. Wyniosłeś ze swojego kilkadziesiąt rubli i dwie niepoodpryskiwane jeszcze szklanki. Na handel, czy po prostu chciało ci się pić – nie pamiętają najstarsi górale, ale nie masz już tych szklanek.
- No pewnie, że mogą być ręcznie. – mówisz jakbyś chciał ją przekonać, że osobiście znasz około sześciu osób trudniących się wyrobem słoników z porcelany, a każda z nich natychmiast mogłaby dla ciebie tylko wyprodukować trzydzieści jeden słoników w mniej niż godzinę. Masz dużo zaufania do ludzkich rąk, Luka, i to żaden wstyd. Na własne oczy przekonałeś się nieraz, że z różdżką każdy taki kozak, ale różdżkę też można złamać, jedenastolatek poradzi. Trzeba więc prewencyjnie nauczyć się samymi rękoma, czym się zresztą da, a na tę gadaninę nawet twoje zręczne ręce słabe. Mógłbyś zdzielić toto przez łeb i patrzeć, jak leży pod barem, ale jak to tak – uderzyć toto? Nie masz za co.
Nawet cię zainteresował ten Henio. Z Cyganem, takim z cygańskiego taboru – to musi być bardzo ciekawe, szczególnie jak się chcesz rozwieść. To są bardzo weseli, kolorowi, roztańczeni ludzie, ale z rozwodów chyba nie bardzo się cieszą, jak już pójdzie gruba kasa na „moje wielkie cygańskie wesele”.
Przez te parę minut opowiedziała ci o większej ilości ludzi, niż poznałeś ich przez całe życie. Prawie. A może wydawali się po prostu wszyscy tacy przebojowi, że w twojej główce pełnej wciąż tych samych typów zajęli nagle tyle miejsca. Siebie nie zgub w tej kawalkadzie maszerującej wprost na ciebie z Ruży ust. Taki duży, a o los swój niemal drżysz.
- Jestem Luka.
Niech cię chociaż z imienia, chociaż do dna kufla zapamięta, nim zginiesz pod naporem obcych informacji, o które ani myślałeś się starać. Marny z ciebie absztyfikant, a i typowej aparycji plotkary nie masz. A śmiało można cię nazwać ciekawskim, dociekliwym świata obywatelem, co ze świata gówno zobaczył. Nawet taki Lolek Kwiek, anonimowy Cygan i szmugler słoników jest od ciebie lepszy, bardziej przebojowy. Zobaczył Europę, zobaczył góry, w których zawsze planujesz rozbić namiot i spędzić ożywczą przygodę życia, przejść katharsis. A rozbijasz zawsze tylko butelki na brudnych blatach, spędzasz godziny w Hotynce czekając, aż ktoś się pochyli nad rozciętym łukiem brwiowym. I poczuje, jak chuchasz wisienką.
- Ano potrafię w karty. – serwujesz Ruży mały uśmieszek i popisowo tasujesz karty. Przerzucasz, przesuwasz, coś tam w środku przez moment lewituje, kto wie, kto powie na pewno. Wchodzi szpan.
- W oczko? – nie czekając, aż toto znowu się rozgada, rozdajesz po dwie karty. – Jakbyś mdlała, ocucę cię, zanim cię okradną. – nie okradniesz jej przecież sam, nie jesteś jeszcze dość pijany, a dzień wypłaty trwa. W dzień wypłaty możesz być rycerski i hojny, Luka Caritas Stransky.
Barmanka nie zebrała satysfakcjonującego żniwa, wnioskując po fakcie, że wróciła za bar i strzeliła w ciebie celnie oślizgłym uśmieszkiem. Dobrze znasz ten uśmieszek i kiwasz głową, bo chcesz pięćdziesiątkę.
Wychylasz, a potem, zanim zajrzysz w karty, przyglądasz się jeszcze badawczo chudzielcowi.
- A ty zawsze tyle gadasz?
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 14 Lis 2017, 18:15
Oj Luka, ty byś musiał wpaść do gwardzistów z rana na kac-kawę. Tam nie ma osoby, która nie chucha. W pokoju socjalnym, na korytarzach, w biurach, na komisariacie tylko gorzelnia i umieralnia. Ruża może poświadczyć, chociaż niewiele jeszcze świata widziała, że Biała Gwardia to największy zlepek alkoholików stłoczonych okrutnie na małej powierzchni. Każdy tylko patrzy na swoje buty i stara się płytko oddychać, dopóki nie minie parę godzin, albo dopóki nie będą mogli szczęśliwie uciec na patrol.
W zasadzie Ruża na kursie bezpieczeństwa nie piła tyle, co podczas stażu.
To powinno dać jej do myślenia, chociaż wciąż są pewne figury w Gwardii, które zawsze mkną przez korytarze świeże na umyśle i ciele. Jak jej brat.
O tylu ludziach mogłaby ci jeszcze opowiedzieć, tyle poznała, o tylu słyszała, tak wiele się przewinęło przez jej życie teoretycznie ubogie towarzysko od dziecka a tu proszę. Nocy nie starczy. Ani tej, ani żadnej innej do końca miesiąca, żeby o tym wszystkim wypaplać i jeszcze dołożyć swoje teorie, a z każdym wieczorem dojdzie więcej ludzi i więcej, o których będzie musiała opowiedzieć.
Kiwa głową na to imię ale równie dobrze mogłaby po prostu przełykać ślinę między kolejnymi zdaniami, bo z Ruzi to takie chude, wyrośnięte dziecko, wiele wokół niej jest gestów, które potwierdzają ten wizerunek. I ufna jest jak dziecko i śmieje się jak chochlik i policzki ma rumiane, a jak już zacznie tańczyć po kilku głębszych, to zostaje w samym podkoszulku i spoci się cała, aż jej się kosmyki czarnych włosów do czoła przykleją i wygląda jak typowy jedenastoletni chłopiec po solidnym wycisku na lekcji wychowania fizycznego.
- No w oczko, dobra. – Odstawia kufel i podnosi dwoje dwie karty marne do oczu konspiracyjnie, z tak małej odległości to nikt normalny nie zobaczyłby wartości, ale jak już zostało ustalone – Ruzia jest mentalnie małym chłopcem. A chłopcy się wygłupiają albo zachowują dziwnie nawet o tym nie wiedząc.
No, perskiego oczka to tam nie ma. Ani nawet jednego asa, ale to nic.
- No. Ja zawsze. Jak byłam dzieckiem to moja niania zawsze mi dawała takie cukierki mordoklejki żeby mieć chwilę spokoju rozumiesz, to znaczy ja nie rozumiem, dlaczego nie chciała ze mną rozmawiać ale mam taką teorię wiesz, że ona wcale nie mogła za dużo ze mną rozmawiać. No to dawała mi słodycze, tylko, że ja bardzo szybko znalazłam na to sposób, wiesz musisz żuć bardzo szeroko otwierając usta i najlepiej z otwartą buzią, o tak.O tak. Zamyka i otwiera paszczę powoli kilka razy za każdym razem kłapiąc białymi ząbkami, prezentacja na medal.
- Pokazałabym ci to w praktyce ale tutaj na pewno nie mają cukierków, poza tym, że nie pasują do piwa. Tylko cukier. I nie do piwa, ale do absyntu. Ty piłeś kiedyś absynt? Ja bardzo długo myślałam, że absynt to są takie perfumy francuskie, bo to nawet brzmi co nie? No ale wiesz dlaczego? Bo jak byłam dzieckiem to poznałam w ogrodzie takiego chłopca za płotem stał no i on zawołał mnie bo chciał z kimś grać, więc ja przeszłam przez ten płot i potem dostałam taką okropną burę za to, ale taką straszną, że nie rozumiałam co kto do siebie nawzajem krzyczy, w każdym razie ubrudziłam się strasznie i rozdarłam sobie wtedy kolano i ten Goria to mnie zaprosił do siebie do domu bo jego siostra miała jakieś czyste rajstopy podobno, no ale tam u nich w tym domu to ja w ogóle myślałam, że to taka altanka wiesz, bo dla mnie świat wtedy wyglądał zupełnie inaczej i będąc małym gnojkiem nie bardzo istniało dla mnie pojęcie biedy. W każdym razie mnóstwo karafek tam stało, no mnóstwo z takiego pięknego zdobionego szkła i Goria powiedział, że jego tata handluje absyntem i mam nikomu nie mówić. I ja myślałam, że to są perfumy, przez ten kolor. – Nagłe wspomnienie wydobyte z tak odległych zakątków Ruzi umysłu powoduje u niej mikrochwilę refleksji, w trakcie której sięga po swoje piwo, by upić łyk.
- A ja o tym powiedziałam mojej niani. – Zdanie wyrwane z kontekstu nie miałoby takiej siły jak teraz, kiedy do Ruzi już dorosłej dociera nagle, że to może przez swoje gadulstwo, a nie butną wycieczkę poza bramy domu już nigdy więcej nie zobaczyła chłopca, którego ojciec kiedyś handlował absyntem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 19 Lis 2017, 19:35
Czyli jednak jest kac-odpowiednik na wszystko, kiedy się wróci do życia, a walka ze złem polega najwyraźniej także, jak to wspomina każdy podpity stryjek na każdej rodzinnej bibce, na laniu alkoholu, jako ludzkości największego wroga, prosto w pysk. Z zapałem godnym oklasków i skutkami godnymi płaczu w dzień następny.
Błądzić rzeczą ludzką, z pewnością byś stróżom prawa wybaczył te ich słabości, gdyby tylko zależało ci na wejściu z nimi w jakiekolwiek bliższe kontakty; na razie jednak dobrze ci z dala od ich podejrzliwie rozbieganych oczek i autorytetu, który teoretycznie upoważniałby ich do zamknięcia cię na czterdzieści osiem bez wyraźnego powodu. Należy przy tym szczególnie wziąć pod uwagę niektóre rozrywki, z których korzystasz częściej niż przeciętny zacny obywatel, jakiego chciałaby w tobie widzieć matka Rosja.
Ty to byś wolał w sobie widzieć wielkiego Szu, ale z takimi kartami, co rozdałeś, to ni w kij ni w oko – następna przyniesie ci zwycięstwo albo wywali furę w kosmos. Dobrze, że dziewczyna się rozgadała, może nie zauważy, że nawet puli nie usypaliście sobie z drobniaków, na jakie chodzi to twoje obwoźne kasyno, panie Stransky.
- No? – dołożyć jej, czy nie dołożyć, no bo jak już zdecydowaliśmy, że przyłożyć jej nie chcesz… ale może przemiła barmanka ma chociaż jedną taką mordoklejkę, na poczet starych czasów, kiedy jeszcze nie bała się, że szczęka syntetyczna jej zostanie na cukierku? Jak nic byś Ruży wpakował takiego do dzioba i niech chociaż chwilę, jeśli nie dla twojego spokoju, to dla zahartowania charakteru przez chwilę siedzi cicho. Jak się umie wyjść na mruka, to życie zaraz robi się łatwiejsze i nie przypominałaby przynajmniej wkurwiającego dzieciaka.
Ale co ty tam o dzieciach wiesz. O, może że nie powinny palić, to nie dajesz, jak cię pytają wyrostki pod blokiem. Ostatni bastion moralności petersburskiej młodzieży.
- Piłem. Nic specjalnego. – ale twoje jedno słówko gubi się w jej słów potoku. Czego nie piłeś, na to odpowiedź byłaby być może podobnie uboga w słowa, bo nie wybrzydzasz na ogół, ale trzeba też powiedzieć, że na wiele rarytasów to cię nie stać, a i twoje chamskie gardło nie ma ci za złe, że lejesz w nie wciąż tę samą klasę berbeluchy. Na perfumach też się nie znasz, dla wygody uznajesz, że facet powinien pachnieć benzyną i wódką i takie właśnie aromaty ciągną się za tobą, mięski mężczyzno na sto dwa. Ale absynt zielony widziałeś, podprowadzałeś, na krzywy ryj piłeś, a nawet kupić ci się zdarzyło, na Słowacji akurat. Klimatycznie.
Ale nie było zabawy w żadne kostki cukru, boś nie koń przecież, ani też nie wyedukowano cię w tym zakresie. Teraz to może byś się i pobawił, i z ogniem i z lodem, ale żeby na zielono widzieć świat też znasz już inne sposoby.
Szósta albo siódma pięćdziesiątka zanurkowała ci w przełyk, czas na przerwę. Jak się napijesz, a jeszcze jedno słowo o rużanej niani usłyszysz, wyjdziesz po prostu pokonany, z partią smutnie nieskończoną.
Wzruszyłeś ramionami, na które zrzuciła niewiele myśląc tę smutną historię. A gdybyś się wzruszył?
- Przejebane. – a co ci do tego, kiedy i do kogo przełaziła przez płoty. Gorię niejednego znasz, jeden nawet siedzi w przemyśle destylacyjnym, ale w twoim świecie to nic nowego. Gdybyś poznał synalka jakiegoś dystrybutora, w domu pewnie tylko by cię pochwalili i zaraz byś latał z funduszem rozrywkowym po butelki. Przez płot, czy pod płotem – nikogo nie interesowało. A już na pewno nie niani, bo kto by tam cię niańczył.
Nawet nie kochane pielęgniareczki z Hotynki, jak u nich wylądujesz poharatany. Od płotu.
Może by się coś nauczyła o biedzie od ciebie, skoro dalej jest, najwyraźniej, gówniarzem? Żaden z ciebie kubański pisarz-eseista, wykładu byś jej nie zrobił (jak można się domyśleć po lapidarności twoich wypowiedzi), nawet się za niziny społeczne nie uważasz, ale o życiu dużo wiesz. A na pewno zdaje ci się, że więcej niż panna stażystka gwardzistka wciąż męcząca jedno piwo. A z drugiej strony, może od niej byś się nauczył, jaki to widelec do ryby, a jaki do wydłubania sobie oka w ostatecznym przypływie irytacji od tego gadulstwa.
Jego. Siostra. Miała. Czyste. Kurwa. Rajstopy.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 19 Gru 2017, 19:27
No. No dawaj chłopcze kochany złoty jak ten browar Ruzi, dajże tą kartę, nie bądź taki, że bez puli to i lepiej, bo wcale byście z tych drobniaków za dużo nie ugrali, ani warunków nie ma, ani kart zbyt dobrych, a przynajmniej Ruzia nie ma, no i ile to teraz. Osiemnaście. Ale nie jest na tyle skupiona, żeby w te oczko, no bo kurwa, te rajstopy i szumi jej już w głowie i trzyma te karty tuż przy rzęsach i chrząka w końcu, ale wraz z magicznym chrząknięciem nie dzieje się nic absolutnie, czas się nie zatrzymuje nagle, z rękawa jej as nie wypada, z gardła też nic wbrew pozorom. Za to w japę to mogłaby jednak dostać, tak trochę, chociaż się już zamknęła, takie to chyba są problemy z gadułami, a przynajmniej z Ruzią, że pierdoli jak najęta, a potem chwilę spokoju łaskawie światu ofiaruje. Na grze skupiona, nie?
No i dobrze, bo by Lusia faktycznie wyjść musiał, a Ruzia to historii o niani miała hoho tyle, że panie boże help. O karmelkach, o naklejkach, o skarpetach, o jasełkach, o nowej w płocie dziurze, o zagubionych wałkach, o zepsutym do spódnicy pasku, posolonej herbacie (klasyk), płonącym dywanie, ułamanym zębie i dalej i dalej i dalej, najpewniej w trakcie którejś z tych historii opowiadania przypomniałaby sobie Ruzia jeszcze z siedem innych, a od tych siedmiu kolejne gałęzie by poszły i wszystko to razem poskręcane jak konary byłoby w końcu równie ciężkie i trudne do wyrwania, a w Lusi to już też ziarno zasadziła, tylko, że wkurwu, a nie ciekawości.
No bierzesz kartę czy nie, no nie bierz Ruziu. Osiemnaście masz, lepiej nie będzie.
Na chwilę od kart wzrok dosłownie odrywa i przez wątłe ramię zerka, no bo kochany, przecież ona do tego baru to tylko po nowe piwo przyszła a tu proszę już jakaś obca głowa łysa zna 0,01% zawartości jej głowy.
- Kolega mnie woła wiesz. Się. Dzięki fajnie gadało. – No prawie dobrze to powiedziała, ale kto by na to uwagę zwrócił, kiedy każdy tutaj już zbyt w własny szum w głowie zasłuchany. Karty odkłada, kufel zabiera i jeszcze tylko głową skinęła no siema i pobiegła do kolegów z pracy, z którymi jutro będzie cierpieć na kac-kawie w pracy.

Ruža z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Czw 28 Gru 2017, 00:35
Ile toto ma lat? Zwykle się nie zastanawiasz nad takimi sprawami prowadząc nawet najbardziej jednostronne rozmowy, legalne aspekty swojego życia zostawiając raczej błogosławionemu mamtowdupizmowi, ale postać przybyła, by dręczyć cię w przerwie od uzupełniania kufelka z piwem nie zachowywała się wcale, jakby wolno jej było być w miejscach, gdzie rozlewa się alkohol.
- Weź się, kurwa, ogarnij, dziewczyno.
Przesrałeś partię, Luka i to jasne nawet zanim odsłonisz karty, bo czasem można przegrać samym doborem przeciwnika. A ty, łbie zakuty i zalany, nie patrzysz i każdym ochłapem zainteresowania cieszysz się w swoim stanie wskazującym na intensywne spożycie jak dziecko nową zabawką, którą nawet nie potrafi się posłużyć. Zupełnie jak ty, zachwycony póki któregoś z was nie pierdolnie jak dzwon życie, w którym pasujesz jak pięść do nosa do dowolnie wybranej scenki. Takie powinieneś mieć wszędzie wejście, wiesz, tak sobie myślę, że to jednak działa. Dzień dobry i z bara. Albo z piąchy, a bańki, z kopa. Lepiej tak niż kogoś niemiłosiernie zagadać do emerytury. Jeszcze ci brakuje aż sobie odlecisz do krainy słodkiego starczego bezrobocia prawie całe życie i nie masz na głowie włosów żeby sprawdzić, ale zanim jeszcze Ruža dostanie swoją drugą kartę czujesz, że trochę osiwiałeś od tego trajkotania męczącego.
- Tobie fajnie – skwitowałeś zmęczony i już nawet można ci nie polewać, bo kiedy wzrokiem odprowadzasz kościste dziewczę do tego jej kolegi to trochę ci już wiruje obraz przed oczyma, a przecież niecodziennie musisz tak do runięcia pod bar. Szkoda by było zapomnieć te wszystkie historie, którymi możesz sobie ubarwić życie xs.
No i co, i nie dowiedziawszy się nawet, czy wygrałeś tę grę na niby bezsensowną, jebiesz karty w stół ściśnięte w pięści, aż się zatrzęsły zakurzone szklanki podwieszone za barem fikuśnie jakby to komuś robiło różnicę, czy pije z butelki czy z pokala akurat na witbier.
Pewnie by dziewczątko wygrało, bo nawet w dzień wypłaty nie masz szczęścia, tylko – jak każdy inny zjadacz chleba – po prostu pieniądze, łatwiej wydać niż zarobić. Pobawiłeś jeszcze chwilę szczerbatą barmankę sztuczkami karcianymi pijąc niedużo, tak żeby przyjemniej jeszcze między uszami szumiało jak muzyka, w takt której wrócisz przez miasto do domu.
A w mikrym szeregu perspektyw na jutro czeka tylko hałas w pracy i kac-kawa.

Luka z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sro 04 Kwi 2018, 06:44

9.06.1999

Wylosowana w trakcie kwestyjnej loterii figurka słowika z kamienia księżycowego w ostatnich tygodniach okazała się bardzo nieprzydatna. Odkąd niemal miesiąc temu dowiedziałam się, jakiego rodzaju groźby pod adresem Elżbiety oraz Piwnicy kierował Arseniy Kuragin, trudno było mi na dłużej zmrużyć oczy, a o spokojnym śnie mogłam jedynie marzyć. I to też tylko w wolnych chwilach, których nie poświęcałam na zastanawianie się, jak najlepiej przywrócić Bazyliszkowi jego dawną świetność, tchnąć w niego nieco życia i wszystkim – zarówno Kuraginowi, jak też samej Elżbiecie czy Łukaszowi – utrzeć nosa, pokazując jak bardzo małej wiary są ludźmi.
Uciekający przez palce czas, w przeciwieństwie do trawiącego mnie zmęczenia, okazywał się dużo lepszym motywatorem i sprawiał, że – choć słaniałam się na nogach, nieraz ciągnąc całe dnie i biorąc zmiany Eli, która, kiedy najbardziej była potrzebna, zrobiła jedyne, co umie najlepiej i zapadła się pod ziemię – pomysły przychodziły jeden za drugim. I każdy kolejny zdawał się być gorszy od poprzedniego.
Najgorszy, lecz niewątpliwie również najbardziej inspirujący, ciągnął się już drugi tydzień, kiedy wieczorami, zostawiając lokal w rękach Ambrożego i pod czujnym nosem Twardowskiego, sprawdzałam jak radzi sobie konkurencja. Codziennie inna knajpa, codziennie inna dzielnica Petersburga, co wieczór, ciągnące się niemal do wczesnych godzin rannych, rozmowy i kosztowanie lokalnych specjałów, co noc nowe plany, nowe nadzieje i wielkie rozczarowania, smakujące równie gorzko i paskudnie, co ostatnia partia samogonu, zamówionego jeszcze przez Elżbietę oraz pitego także przez nią – nawet najmniej wybredni bywalcy Piwnicy nie byli w stanie przełknąć więcej niż dwa łyki, za dolewkę serdecznie dziękując litanią podwórkowej łaciny. To jedna z tych mało chlubnych inwestycji, która ciągnie się za nami i z nami od lat, ze sobą natomiast pociągając coraz niżej, ubijając już w mulistym dnie dawną renomę. Za rok, jeśli bogowie i Starszyzna by pozwolili, byłaby to zaledwie speluna na miarę „Lela i Polela”.
Otwierane raz za razem drzwi frontowe skrzypią tak intensywnie i zatrważająco, jakby zawiasy wcale nie z metalu były zrobione – bez właściwej dla tego miejsca ilości alkoholu, dźwięk ten wybrzmiewa w dusznym, skiszonym powietrzu jak chrobot kości, za każdym razem przebijając się przez gwar rozmów, szuranie krzesłami i ostre postukiwanie szkła o szkło. Stolik zwolniony niecałe pół godziny temu (kiedy przy kontuarze stałam od niemal dwóch, prawie nie czując nóg – chciałabym, żeby tylko przez leniwe zaczynające krążyć w żyłach procenty) w połowie drogi między barem a wyjściem, obrasta w brud do tego stopnia, że szklankę ze Łzami Smoka wolę trzymać przy sobie, w obawie, że spróbują zapoznać się z nią nowe formy życia. Wzrok sam woli więc uciekać ku czystszemu – ku tym ułamkom nocnego, nieskalanego świata w postaci ciemnych prostokątów okolonych framugą i drzwiami. I chyba tylko dlatego udaje mi się go dostrzec.
- Tak niefortunnie przebiegły rozmowy, że przyszedłeś aż tu? – Strzał w ciemno; nawet nie próbowałam w trakcie dnia na siłę zaspokajać ciekawości dotyczącej spotkania Starszyzny z Raskolnikami, starając się raczej unikać tego tematu. Tu jednak z człowieka wychodzi wszystko, co najgorsze, podpuszczane najbardziej prymitywnymi instynktami i prostacką atmosferą.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Czw 24 Maj 2018, 20:21
Miałeś podły humor.
I miałeś do tego wiele powodów.
Jednym z nich było to, co stało się na dzisiejszym spotkaniu Starszyzny z Raskolnikami. Choć przecież nie zaszczyciłeś ich swoją obecnością, a wszystko przez twojego zbyt nadopiekuńczego ojca, który osobiście wolał, abyś zajął się swoimi sprawami, to jeszcze do tego doszła sprawa z Natalyą. To nieprawdopodobne, w jak krótkim czasie wydarzyło się tyle rzeczy. Czułeś się dziś cholernie sfrustrowany, że ten Sava Zakharenko, który od pewnego czasu niebezpiecznie kręcił się obok twojej starszej siostry, okazał się być właśnie jednym z największych zbrodniarzy ostatnich miesięcy. Od samego początku przeczuwałeś, że coś jest nie tak. Nie podobało ci się to, że Zakharenkowie, mimo osobistej sympatii do Savy, próbowali wkupić się w łaski rodów założycielskich, co dało się zauważyć ze względu na politycznie zbliżenie z Kuraginami i Aristovami. Teraz już masz pewność, że twoje wcześniejsze podejrzenia były całkowicie uzasadnione, a tę znajomość – choć pod wieloma względami mógłbyś niegdyś określić, że była owocna – należy przekreślić bez odwołania. Dla tych, którzy są zdrajcami Starszyzny, nie ma litości. Savvas chciał być ponad to, ponad Radę Czarodziejów i Raskolników, ale to nie mogło się udać. Martwiłeś się jednak niezmiennie o Varvarę. Z jednej strony nie potrafiłeś znieść jej zachowania – uczucia względem Savy były dziwnie nienaturalne i przesadzone, a z drugiej – wysłałeś na wszelki wypadek kilka krótkich listów, by upewnić się, czy wszystko z nią w porządku. Nie było. To bardziej niż pewne. Widziałeś w tym wszystkim spisek, który zamierzałeś rozszyfrować.
Varvara przepadła. Grigory również. A ty zostałeś z tym wszystkim zupełnie sam, w dodatku całkowicie rozbity po kolacji z Natalyą, która zakończyła się bezwzględnym odrzuceniem jej niecodziennej propozycji. Nie wiedziałeś, co ze sobą powinieneś zrobić, czułeś dziwną potrzebę wygadania się, ale nie miałeś się do kogo zwrócić, dlatego postanowiłeś się upić i wejść na chybił-trafił do jednej z pobliskich spelun. Wcale tam nie pasujesz, Arseniy, w tym swoim urzędowym stroju. Popatrz tylko na innych, to nie twoja liga. Nigdy nie siedziałeś z takimi ludźmi przy barze. Jeszcze pewnie nie wszyscy wiedzą o tym, co się stało, ale może dzisiaj nie powinieneś pokazywać się w takich miejscach. Wszystko ci jedno. Czas mija, nie masz pojęcia, ile już tutaj siedzisz, lecz smak zimnej wódki, choć to na pewno nie jest ta od Aristovów, niemal w ogóle już cię nie wzdryga. Intensywnie myślisz o dzisiejszym dniu i o tym, co zrobiłeś. Natalya była pierwszą osobą, poza rodzinnym gronem, której wyznałeś, że jesteś śmiertelnie chory. Jej propozycja zwaliła cię z nóg, ale nie mogłeś się przecież zgodzić.
- Hm? – Nagle słyszysz czyiś głos, który znienacka wyrywa cię z pijackich kontemplacji nad życiem. Odwracasz się z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy, po czym dostrzegasz Irenę. Całe szczęście, że to nie Elżbieta, choć i tak jej towarzystwo nie jest ci na rękę. Nie znosisz Odrowążów z całego serca. – Jeszcze nie słyszałaś, czy może jesteś tak oderwana od rzeczywistości? – odpowiadasz nieco ironicznie, ostentacyjnie przewracając oczami i bez zastanowienia wypijając dwa kieliszki wódki. Dobrze, że przed tobą jeszcze ponad połowa butelki, w innym przypadku nie zniósłbyś każdego kolejnego słowa płynącego z ust Odrowąż. – Co, może chcesz się podzielić jakimiś sekrecikami? – Ty i Sava Zakharenko już to zrobiliście. Tylko czy dzisiaj jest właśnie jakiś dzień wyznań?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 09 Cze 2018, 18:52
Kiedy byłam młodsza – bardziej nierozważna, mniej świadoma ludzi – zastanawiałam się, dlaczego Arseniy Kuragin jest jaki jest. Nie były to rozważania pełne empatii, raczej ociekały jadem, którym on pluł na wszystko i wszystkich. Pasowały na niego, jak szata uszyta na miarę, były nieprzyjemne w równiej mierze, co on. Zastanawiałam się, czy swoim zachowaniem próbuje wypełnić pustkę po miłości, jakiej mu nie okazywano; czy w ten sposób jedni z najwyższych polityczną rangą czarodziejów wychowują swoje dzieci; czy tak bardzo poturbowało go podczas któregoś z Turniejów Dynastii, że zamiast przykładnego szlachcica każdy musi mieć teraz do czynienia z niewymownie nadętym dupkiem.
Moja młodsza wersja w tym momencie zapewne z rozkoszą sprawdziłaby, jak pasuje jej pięść do kuraginowego nosa, nie pozwalając nawet wykiełkować zalążkowi dopiero co rozpoczętej dyskusji, skoro Arseniy postanowił nadać jej tak paskudny, ukierunkowany od razu na kłótnię ton. Życie jednak już kilka ładnych lat temu zaczęło mnie korygować, ucząc kiedy należy się ukorzyć, a kiedy zaciekle walczyć o prawa swoje i innych; uświadamiając, za jak wieloma murami niektórzy skrywają swoje obawy, tajemnice i wrażliwsze strony, jakby niepokazywanie swojego prawdziwego oblicza, życie w nieustannym kłamstwie samemu ze sobą mogło uczynić ich silniejszych. Nie potrafię więc patrzeć teraz na Kuragina inaczej niż na skrzywdzonego chłopca – chłopca, który sam na siebie zesłał tragedię, odgradzając się od każdego barykadą nienawiści. Bo jakkolwiek łagodne usposobienie miałby po bliższym poznaniu nieustannie ujadający, na widok obcych toczący pianę z pyska pies, nikt nie znajdzie w sobie tyle odwagi, by do niego podejść. Z Arseniyem jest tak samo. Tyle że ja od zawsze miałam w sobie więcej brawury niż rozumu.
- Za mało wypiłam, by czymkolwiek się z tobą dzielić. – Może wydawać się, że mówię z przekąsem, ale więcej w tym prawdy, niż być powinno. Gdyby Arseniy zadał mi to samo pytanie butelkę później, ochoczo bym przytaknęła, nie wyczuwając w jego głosie zgryzoty. Ale jest inaczej, a ja nie mam ochoty wiedzieć, co go ugryzło. Za to bardziej interesuje mnie, czego nie słyszałam, a co tak bardzo go obruszyło. – Zwłaszcza jeśli w tak pretensjonalny sposób podchodzisz do ludzi pracy. Bardzo bym chciała, ale niestety nie mam czasu, by odrywać się od rzeczywistości, a tym bardziej słuchać, jak wszyscy uprzejmie skaczą sobie do gardeł – wyjaśniam, może nieco zbyt ostro, ale zrzucam to na karb alkoholu, który, chociaż szumi przyjaźnie w głowie, na początek postanowił sięgnąć ku sznurkom pętającym moją drażliwość i ścisnąć je nieco mocniej. – Cokolwiek się tam dziś wydarzyło, jutro i tak będzie to temat na pierwsze strony wszystkich gazet.
Więc przynajmniej do jutrzejszego poranka będę mogła żyć w błogiej niewiedzy o katastrofie, jaka spadła na czarodziejskie głowy, chyba że Kuragin w swojej uprzejmości i łaskawości zechce uświadomić mi, jak głupio postępuję, nie interesując się na bieżąco politycznymi tematami i że wydarzenia z Arkaim są na tyle istotne, że to z nimi powinnam pójść do łóżka, by przynajmniej w tym względzie nie ominęła mnie zabawa.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Czw 14 Cze 2018, 14:22
Zawsze taki byłeś. Pozwalano ci na wszystko, a ty umiejętnie to wykorzystywałeś. Dlatego teraz taki jesteś. Może i Grigory zrobił kardynalny błąd, przymykając oko na twoje zachowanie już od dzieciństwa i niemal nigdy nie racząc cię surowymi reprymendami i spojrzeniami pełnymi ojcowskiego zawodu, niemniej jednak naiwnie wierzył, że to właśnie przez chorobę, wadliwe geny Kuraginów, co ukrywano od lat przed światem, należy ci się więcej. Nie chcesz myśleć, że w jakikolwiek sposób mógłby być tobą zawiedziony. Ale na pewno jest – jego pierworodnemu synowi niewiele czasu już zostało. Grigory od zawsze był twoim autorytetem, jedną z niewielu osób, którą prawdziwe szanowałeś i szczerze kochałeś, mimo że na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, iż w ogóle nie rozumiesz takich pojęć jak respekt i miłość. Przez te wszystkie jednak lata nikt nie próbował do ciebie dotrzeć i zrozumieć tego, co się w tobie kotłuje. Nikt nie pytał, dlaczego właśnie tak a nie inaczej się zachowujesz. Nikt nie zastanawiał się, co tak naprawdę kryje się za słowami pełnymi jadu i złości. A może po prostu wystarczyłoby zwyczajnie wyciągnąć do ciebie rękę. Tylko i to dla niektórych mogło to być za dużo. Przebić się przez mur, który długimi latami pieczołowicie budowałeś; przez mowę nienawiści i kontrowersyjne poglądy nieustanne płynące z twoich ust; maski przymocowane niemal na stałe do twarzy. Ale wszyscy byli tacy sami, z góry zakładając, że taki po prostu jesteś. Tylko to nigdy nie bierze się znikąd, o czym nie wszyscy zdawali się wiedzieć. Przylgnęła więc do ciebie już we wczesnych latach szkolnych łatka zadufanego w sobie dupka, który pochodzi z wyższych sfer i jest przekonany o tym, że świat należy wyłącznie do niego. Takiego zdania była zapewne i Irena, za którą w rzeczywistości nigdy nie przepadałeś, nie wspominając już o reszcie rodziny Odrowążów. Z nich wszystkich wydawała się być jednak tą, którą da się jeszcze w jakiś sposób zdzierżyć. Może spróbujesz?
- Wiesz, mnie już chyba niewiele brakuje, skoro z tobą rozmawiam. – Wywracasz teatralnie oczami, po czym szybkim haustem wypijasz kolejny kieliszek wódki, który zaraz odkładasz na drewniany blat. Luzujesz nieco swój granatowy krawat, rozpinając guziki przy szyi i spoglądasz w kierunku Ireny. – Aha. A jak wypijesz, to się podzielisz? – Mimo twojej szczerej nienawiści do Odrowążów, którą pielęgnowałeś w sobie od pierwszej klasy w Akademii Koldovstoretz, w tym momencie wszystko ci jedno, czy zaraz Irena się do ciebie dosiądzie, czy ostatecznie zdecyduje się usunąć w kąt. Niemniej jednak po chwili pokazujesz znaczącym gestem barmanowi, by dostawił kieliszek i polał dziewczynie wódki. – W pretensjonalny sposób do ludzi pracy? Jakbym i ja kimś takim nie był! – To co, Irenko, przyjmiesz jeszcze propozycję i dołączysz do zacnego grona w postaci Arseniya? Taka okazja, by móc porozmawiać z podchmielonym Kuraginem, może się już więcej w twoim życiu nie zdarzyć. – Jutro i przez kilka następnych tygodni, jak nie miesięcy. Pierdolony Zakharenko. – Mimo że nie zdradziłeś jej jeszcze tego, co się wydarzyło, to wiesz, że artykuły o Savvasie wstrząsną całym światem i nadszarpną dobre imię Starszyzny. I ty o tym wolałbyś nie wiedzieć, miałbyś wówczas jeden powód mniej i może nie byłbyś tak pijany, ale na to teraz jest za późno.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pon 18 Cze 2018, 20:25
Tak łatwo jest mieć pretensje do całego świata. Odpowiedzialność za własne niepowodzenia, za kłopoty i niemożność sprostania oczekiwaniom zrzucać na bogów, na ludzi, zarzucając im ciemnotę i ograniczoność, na niebo i ziemię, na kosmiczny porządek, w którym nie znalazło się miejsce dla nas. To najbardziej prymitywny rodzaj samoobrony, bezczelne klepanie się po ramieniu i zapewnianie, że nie ma się o co martwić, to nie my zawiniliśmy, nie tym razem.
Najtrudniej przyczynę problemu dostrzec w samym sobie. Swoim uporze, swoim niezdecydowaniu. W półprawdach, nachalności, bezczynności, braku chęci poznania. Najtrudniej odważnie, bez odwracania wzroku, przyznać się do porażki. Zacisnąć zęby i chwycić tę niepewną, wyciągniętą w geście pomocy dłoń, choćby należała do tego, kogo uznajemy za zaciekłego wroga, komu w sprzyjających warunkach bez chwili zawahania wyłupalibyśmy oczy. Czasem trzeba pozwolić ugiąć się własnej dumie; trzeba wiedzieć, że nie będzie świadczyło to o naszej bezsilności. Tyle że ta wiedza, odwaga ukorzenia się przychodzą zawsze za późno. Dla relacji z Kuraginem prawdopodobnie nie ma już ratunku. Każda rozmowa będzie brzmiała jak tarcie o siebie zardzewiałych, wystrzępionych zębatek, które może zajęczą z ulgą po solidnym naoliwieniu, ale wciąż nie będą potrafiły zgodnie chodzić. Każde spotkanie będzie jak ścieranie się dwóch odmiennych mas powietrza, prowadzące do oczyszczającej atmosferę burzy.
- Może – stwierdzam po prostu, może nieco zbyt pewnie, za bardzo zachęcona ożywionymi rozmowami wokół nas. Chyba mam głupią, naiwną nadzieję, że te wyznania zagubią się wśród karczmarnianego jazgotu, że rankiem ulotnią się przez pory skóry wraz z alkoholem; staną się zaledwie sennymi mirażami, nieuchwytnymi, rozmywającymi swe kontury za każdym razem, kiedy zerknie się w ich stronę. Ta sama głupia nadzieja podpuszcza mnie, by dodać jeszcze: – Jeśli będziesz słuchał, a nie tylko przepuszczał przez głowę, jak kolejny ciąg błahych informacji.
Nie jestem typem osoby, która lubi mówić do ściany. Jeśli wiem, że rozmowa może wyglądać jak rzucaniem grochem o ścianę, nie podejmuję nawet próby strzępienia sobie języka, to strata czasu, który mogę wykorzystać bardziej produktywnie. Ciekawi mnie jednak, jak będzie z tobą, Arseniy. Też jesteś przecież rozsądnym człowiekiem, człowiekiem pracy, jak sam się określasz, chociaż ja mam na ten temat odmienne zdanie, nie chcę go jednak tu i teraz przeforsowywać. Nie mam ochoty na kolejne słowne batalie. Gdybyśmy się teraz takiej podjęli, żadne z nas nie skapitulowałoby, dopóki nie mielibyśmy już sił i możliwości, by mówić dalej. Bez słowa podziękowania korzystam z tego dyskretnego zaproszenia. Nieprzyjemnie podszczypuje mnie obawa, kiedy zajmuję miejsce obok ciebie – nie dlatego, że muszę przebywać tak blisko ciebie, ale dlatego że porzucam bezpieczną przystań stolika-wyspy na rzecz stałego lądu przy kontuarze. Trudno będzie mi teraz oprzeć się pokusie, by podglądać pracę konkurencji.
- Naprawdę musisz taki być? Nie możesz się powstrzymać? – Pytania przechodzą gładko przez gardło ledwie co odkażone kieliszkiem wódki. Zapewne powinnam dopytać, co takiego zrobił mu Zakharenko, że tak się na niego piekli, lecz to ostatnie, co chciałabym wiedzieć. Mimo to zdaje sobie sprawę z tego, że nie wyjdę stąd bez szczegółowej relacji z dzisiejszej konfrontacji Starszyzny z Raskolnikami.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 08 Lip 2018, 18:39
- Może brzmi całkiem zachęcająco – odpowiadasz znad kieliszka wódki. Wolałbyś mieć co prawda pewność, że i Irena ci się z czegoś zwierzy nim kompletnie rozwiąże ci się język, ale tylko wzruszasz bezwiednie ramionami, po czym dodajesz z wyraźnie dostrzegalnym oburzeniem w zachrypniętym głosie: – Wbrew pozorom, potrafię być świetnym słuchaczem. – Choć ta umiejętność ostatnimi czasy powoli w tobie zanika, zbyt często wyłącznie jesteś skupiony tylko na sobie. Może najwyższa pora brutalnie przekonać się, że świat nie kręci się wokół ciebie i posłuchać tego, co do powiedzenia mają inni? Na co dzień przecież obracasz się w wąskim gronie rodziny i najbliższych przyjaciół, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi na tych, którzy nie wywodzą się z wyższych sfer – co najwyżej tylko po to, by zmierzyć ich wzrokiem bądź splunąć im w twarz. W przypadku Ireny sytuacja robi się nieco bardziej skomplikowana. Niby z jednej strony dobrze wiesz, że Odrowążowie to szanowany ród polski (choć Polacy to naród uciążliwych malkontentów, który nie zdobył nigdy twojej sympatii), a z drugiej – mimowolnie zawsze plasowałeś ich na tej samej pozycji, co czarodziejów brudnej krwi. Całe szczęście, że nie da się tym zarazić. – Pozwól mi się dziś wykazać, ale najpierw jeszcze po jednym. – Bez zastanowienia podstawiasz jej napełniony kieliszek wódki pod nos, po czym wznosisz toast, po którym szybkim haustem wypijasz alkohol. Krzywisz się lekko. Tym razem w ogóle ci nie weszło.
- Co ty na to… – W twojej głowie pojawia  się dziwny pomysł, ale nie możesz oprzeć się pokusie, by go nie zaproponować. Nie masz przecież już  nic więcej do stracenia, skoro przed chwilą zdecydowałeś się zaprosić do siebie Irenę. – Wyzbądźmy się swoich… – W tym momencie pozwalasz sobie na przerwę, by przeczyścić gardło schłodzoną wódką przed potokiem twoich słów, których zaraz będziesz żałował. – Uprzedzeń. Ja wobec ciebie, jak i ty wobec mnie. Postaram się nie oceniać, nie krytykować i nie patrzeć z góry, skoro już postanowiłaś skorzystać z mojego zaproszenia. – Bo w końcu w innym przypadku zaraz rozpocznie się między wami batalia słowna, która może nie mieć końca. – Jaki jestem? – Powiedz mu prawdę prosto w oczy, Ireno. Może ty znajdziesz w sobie tyle siły, by to zrobić. Tak naprawdę niewielu ma odwagę to uczynić, a sam nie jesteś przyzwyczajony do krytyki. Nie lubisz, kiedy ktoś próbuje cię oceniać, ale – paradoksalnie, choć typowo – nie masz problemów, by osądzać innych. Dlatego też udało ci się z wyróżnieniem ukończyć studia prawnicze, by móc wydawać osądy, ale do tego, byś zasiadł oficjalnie w ławach Magicznego Sądu, czeka cię jeszcze sporo pracy. – Tak dobrze się znamy, że wiesz, jaki jestem? – pytasz nieco łagodniejszym tonem głosu, unosząc przy tym z zaciekawieniem prawą brew. Nie trudno cię rozszyfrować, jeśli już komuś uda się przebić przez ten mur, który budowałeś od bardzo wielu lat. Nie każdy jednak jest w stanie to uczynić.
A ty, Ireno?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 14 Lip 2018, 21:09
Nie mam w zwyczaju nikogo zwodzić. Krew Odrowążów nigdy nie została zmieszana z rusałczą – o czym z ubolewaniem nie raz wspominał wujek Henryk, botanik z zawodu, genealog z zamiłowania, zuchwale przeinaczając swoje nieudane miłosne podboje i siebie stawiając w roli największego poszkodowanego – nie mam więc nawet krztyny predyspozycji, by z powodzeniem mącić ludziom w głowach. Nie porywam się z motyką na słońce. Mówię, jak jest, zachowując minimalny margines błędu, chociaż zapewne przy takiej ilości alkoholu, jaki hojnie zamierza na naszą dwójkę rozlać podjudzany przez Kuragina barman, powinien być nieco większy i bardziej płynny, z powodzeniem dostosowujący się do warunków, jakie będziemy dyktować.
- Pozorami świata nie zawojujesz, Arseniy. Jeśli jesteś dobrym słuchaczem, po prostu nim bądź. – To rada, jakich wiele. To rada, jakich multum mógł się nasłuchać od życzliwych ludzi. Od dalekiej rodziny, pragnącej nieporadnie wkraść się w łaski Dumy, niekoniecznie jego syna; przypadkowych współpracowników, chcących utrzeć nosa krnąbrnemu koledze z pracy; rozgoryczonych petentów. Wszak w złości najczęściej skłonni jesteśmy mówić prawdę, najłatwiej nam o udzielanie najprostszy i najtrafniejszych wskazówek, które jednocześnie tak lekko przychodzi lekceważyć. Ale ja nie mam nic złego na myśli. Mimo całego nieszczęścia spowodowanego interwencjami Kuragina, jakie zapewne dosięgnęły mnie osobiście jedynie rykoszetem, nie próbuję szukać zadośćuczynienia. Zemsta nie jest dla mnie żadnym rozwiązaniem. – Wykaż się – powtarzam za nim, sugestywnie unosząc postawiony mi przez niego następny kieliszek i równie szybko co on wypijając jego zawartość.
To jest dobra decyzja, ponieważ dzięki znieczulicy, jaka powoli zaczyna ogarniać mnie dzięki alkoholowi, propozycja chwilę później przedstawiona przez Arseniya zostaje przeze mnie przyjęta ze spokojem i zainteresowaniem. Wcale się jej nie dziwię, nie uważam nawet za niestosowną, chociaż taka przecież jest. To wzajemne obnażanie się ze swoich słabości i akceptowanie ich, a niewielu potrafi zdobyć się na tak poważny i odważny krok. Nie przywykłam jednak do unikania wyzwań i łatwo ulegam prowokacjom, by samej sobie pokazać, że nie istnieją dla mnie rzeczy niemożliwe.
- Nie, my się wcale nie znamy – zaczynam powoli, leniwie bawiąc się kieliszkiem, który na nowo został zapełniony wódką. Rozmyślnie postanawiam na razie nie korzystać z pomocy przy rozwiązywaniu języka, na to jeszcze będzie czas. – Nie powiem ci zatem, jaki jesteś, ale mogę ci powiedzieć, jaki mi się wydajesz, bazując na tym, co wiem. – Nie staram się starannie dobierać słów, to nie właściwe ku temu miejsce i już nie ten stan, który pozwala na zachowanie minimum kurtuazji. – Zawsze, we wszystkim musisz mieć ostatnie zdanie i musi stanąć na twoim. Szokujesz i budzisz niechęć, ale nie robisz tego, ponieważ taka masz naturę, ale dlatego, że wszystko chłodno kalkulujesz i potrzebujesz być krok przed innymi. Jesteś ambitny i jesteś skryty – odpowiadam wreszcie konkretnie, nie uciekam wzrokiem, spojrzenie utkwione mam w jego twarzy, niewzruszonej, jakby wyrzeźbiona została w marmurze. Nosie zresztą tak niemożliwie szlachetne rysy, że niejednemu starożytnemu greckiemu artyście mógłby służyć za modela. – Pamiętam, że w Koldovstoretz nie otaczałeś się znajomymi. Nie byłeś sam, ale byłeś i, przypuszczam, nadal jesteś samotny ze swoimi zwycięstwami i porażkami.
Nie proszę, by mi się zrewanżował, wiem że to zrobi i to dlatego wreszcie mocno chwytam w palce kieliszek, pozwalając alkoholowi odkazić gardło po wcześniejszym potoku słów, zmyć z niego ostatki tej prawdy o Arseniyu Kuraginie, jaką znam.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Czw 16 Sie 2018, 01:10
- Nie musisz mnie pouczać – odpowiadasz butnie, łypiąc spode łba na Irenę. Rady to coś, do czego nie jesteś zbytnio przyzwyczajony. Z reguły nie bierzesz ich pod uwagę, chyba że pochodzą bezpośrednio od Varvary albo Grigoriya; w innym przypadku najczęściej świadomie wypuszczasz je drugim uchem, by nie zakrzątać sobie głowy śmieciowymi informacjami. Słuchasz więc wybiórczo tego, co ci odpowiada i rozmawiasz tylko o tym, na co właśnie masz ochotę. Ale dziś jesteś już pijany, pozwalasz sobie na więcej niż zwykle, w końcu musisz się wykazać, że też potrafisz być dobrym słuchaczem. Nastaw więc dobrze ucho, Arseniy, uzbrój się przy tym w cierpliwość, choć po alkoholu może być z tym ciężko. Jak zareagujesz na kilka gorzkich słów prawdy, które zapewne zaraz padną z jej ust? Sam się w to chciałeś bawić, więc masz za swoje. – Nie, nie znamy się – zgadzasz się jednomyślnie z Ireną, co można uznać za niewielki postęp w waszej rozmowie. To nie zdarza się często. – W tym masz rację. Ale obserwowałem cię w szkole. Mimo wszystko, dziewięć lat w jednej klasie pozwala ci wyrobić opinię o drugim człowieku. – Choć to było bardzo dawno, to zawsze musiałeś wszystko wiedzieć i być od innych krok do przodu. Nie zmieniło się to do dziś. Słuchaj jednak już uważnie i pokaż jej, że Arseniy Kuragin nie rzuca słów na wiatr. W końcu lubisz podejmować wyzwania, by udowodnić swoją wartość, a przy okazji dać jej do zrozumienia, że nie miała racji.
- Może… – zacinasz się niekulturalnie na moment, bo wyjątkowo ciężko ci dokończyć w tej chwili to zdanie. Słuchasz jej niezwykle uważnie, nie odwracasz od niej wzroku nawet na moment. Minę masz posągową, jakbyś zamarł i nigdy miał się już nie ruszyć, ale co tak naprawdę kryje się w twoim wnętrzu? Czy prawda cię boli, Arseniy? To, co wszystko właśnie powiedziała Irena, zgadza się z rzeczywistością. Zawsze byłeś samotny, świadomie otaczając się tylko garstką ludzi z wyższych sfer, choć i ich zdecydowanie trzymając na dystans. Niewiele było osób, z którymi mogłeś swobodnie porozmawiać – swego czasu był to tylko Endar czy Agathe, ale i oni nie są dziś szczególnie obecni w twoim życiu. A poza nimi? Jest ktoś jeszcze? W rzeczywistości nie jesteś zbyt dobry w kontaktach międzyludzkich, zawieranie prawdziwych i szczerych przyjaźni przychodzi ci z nieprawdopodobną trudnością i tak naprawdę w ogóle nie odnajdujesz się na płaszczyźnie towarzyskiej, mimo że doskonale potrafisz przybierać różne maski i pozy. Jedynie przy najbliższej rodzinie możesz być sobą. To Varvara i Grigory nadają sens twojemu kruchemu życiu. – Może masz rację, że tak właśnie było. Albo jest. – Bo jesteś ambitny i to nie podlega żadnym wątpliwościom. Brniesz jednak do celu po trupach, nie bacząc na innych i możliwe konsekwencje, które mogłyby cię po drodze spotkać. Jeśli czegoś chcesz, to musisz to dostać, co czyni cię tym samym niezwykle zachłanną i materialistyczną osobą.
- Nie jestem samotny. Mam rodzinę. – To dla niej byłbyś w stanie poświęcić wszystko. Dla Varvary. Dla Grigoriya. Dla twojej matki, gdyby nie zabrało ją z tego świata to cholerstwo, które przypadło ci również w genach. – Cóż, Irenko – wzdychasz nieporadnie pod nosem – niby nie znamy się w ogóle, ale jesteś dobrą obserwatorką. Tego o tobie akurat nigdy bym nie powiedział. – Możesz uznać to za komplement, droga Ireno, choć jest w tych słowach coś dziwnie nieprzyjemnego w odbiorze. Mimo że Odrowąż nie pyta cię, co o niej sądzisz, to nie byłbyś sobą, gdybyś nie wydał swojego osądu. Mimo że nigdy nie było między wami dobrych relacji, to jednak zawsze gdzieś przewijała się przez twoje szkolne życie co nie było niczym dziwnym, skoro jesteście w tym samym wieku. – Dla mnie zawsze byłaś bezbrzeżnie naiwna. Jak dziecko we mgle, które nie wie, co zrobić. Ale byłaś wierna swoim ideom, choć często wydawały mi się utopijne. Było w tobie też coś, co mnie zawsze irytowało. Lekkomyślność? Nieporadność? A może ta nieznośna beztroska? – Tak przynajmniej zapamiętałeś ją z czasów Koldovstoretz, choć mógł być to obraz już dawno przedawniony. – Teraz tylko widzę, że zmieniłaś się. Uspokoiłaś się? Jakbyś zeszła na ziemię – stwierdzasz krótko, unosząc kieliszek wódki do góry i wypijając ją haustem. Nie oznacza to jednak, że zaraz się polubicie. Gdyby nie alkohol to zapewne nigdy by nawet nie doszło do tej rozmowy.
Oj, Arseniy.
Jesteś już pijany.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 19 Sie 2018, 21:09
Maskuję swoją urazę sięgnięciem po kieliszek. Zdaję sobie sprawę z tego, że w takim tempie upiję się szybciej niż powinnam, ale nie jestem w stanie być dla samej siebie okrutną i pozwolić sobie znosić towarzystwo oraz komentarze Kuragina na trzeźwo. Mogę dawać mu drugie szanse jedna za drugą, ale kiedy on wcale nie zamierza z nich korzystać; skoro odbiera je w tak opaczny sposób, z góry zakładając, że śmiem jaśnie pana pouczać, nie będę się więcej narzucała. Kwituję jego uwagę wzruszeniem ramion. Bez dziecinnego odbijania piłeczki. Sięganie po topór wojenny, który kusząco majaczy gdzieś na linii wzroku byłoby w tym przypadku przejawem kretynizmu najwyższych lotów, bo mimo wszystko – tej dziwnej aury swobody i niezobowiązującego charakteru naszego spotkania – nie zapominam o tym, jakim człowiekiem jest Arseniy, gdy tylko odwróci się do niego plecami. Może potrafiłby zamydlić mi oczy przekonując, że nic się nie stało, ale już rankiem nie miałabym gdzie pracować, jeśli nie będę trzymała języka za zębami, we właściwy sposób dzieląc się z nim informacjami, jakie chce uzyskać, i odpowiednio reagować na jego słowne zaczepki.
Zdawkowym kiwnięciem głowy przytakuję jego stwierdzeniu. Nie ma wątpliwości, że tak długi okres czasu nauki w Koldovstoretz był kluczowym momentem na, choćby powierzchowne, poznanie swoich szkolnych kolegów oraz wypracowanie sobie na ich temat własnego zdania. Tyle że wyrobiona opinia dotyczyła nastolatków – dzieciaków pełnych marzeń i wielkich planów na przyszłość; dzieciaków przez dziewięć miesięcy w roku zamkniętych w zamku położonym gdzieś w paśmie górskim; dzieciaków, które rozwijały się pod określone dyktando, trzymane były w szklanej klatce i które dopiero dowiedzieć miały się, jak smakuje prawdziwy świat pozbawiony beztroski i wakacyjnych przerw. Od tamtego czasu minęło osiem lat, podczas których Arseniya Kuragina oglądałam zazwyczaj wyłącznie na zdjęciach w gazetach i czasopismach i który, zdawało mi się, jeszcze bardziej niż w czasach Akademii dbał o własną prywatność.
- Oczywiście, że masz… – zaczynam, jednak Arseniy uprzedza mnie, wchodząc mi w zdanie, więc daję za wygraną, pozwalając mu kontynuować.
Po prawdzie niewiele obchodzi mnie, co ma do powiedzenia na mój temat, jednak ostatecznie dałam mu się zaprosić do tej dziwnej konwersacji, jednocześnie wyrażając zgodę na udział w jeszcze dziwniejszej grze – bo inaczej nie potrafię tego nazwać – toteż nie wypada, abym przestała go słuchać tuż po tym, jak spełniłam jego niecodzienną prośbę. Opieram się wygodniej o blat, zawieszając na Kuraginie uważne spojrzenie. Nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób uciekać od tego, co chce mi przekazać, dobrze przecież pamiętam, jaka byłam. Jeszcze lepiej zdaję sobie sprawę z tego, jaka jestem obecnie, chociaż głównie widzę siebie oczami Łukasza.
- Senya – mówię łagodnie znad kolejnego kieliszka. Wódki w butelce przed nami zaczyna niebezpiecznie szybko ubywać, dlatego żeby nie myśleć o tym, jakie konsekwencje będą łączyły się z jej wyzerowaniem, odwracam się na chwilę w stronę wnętrza pubu, gdzie wśród klienteli wszystko zatraca swoje granice. – Zawsze twardo stałam na ziemi, tylko że wtedy miałam dużo więcej czasu, żeby korzystać z dobrodziejstw, jakie oferuje. Też powinieneś spróbować – sugeruję z błyskiem w oku, ale z tyłu głowy głośno wybrzmiewa mi jedno ze zdań, jakie powiedział. Tą beztroską, jaką mi zarzucił, zawsze starałam maskować się lęk o to, że ideały, w które wierzę, naprawdę mogłyby być zbyt utopijne, by mogły być prawdziwe. To niepewność zawsze popychała mnie do tak wielu absurdalnych i śmiałych rzeczy, jakich kiedykolwiek się dopuściłam. – Może z rodziną? Jakieś krótkie, ale intensywne w lenistwo wakacje? Kiedy ostatnio obudziłeś się naprawdę wypoczęty?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   
Powrót do góry Go down
 
Bar „Lel i Polel”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: