Навигация

Bar „Lel i Polel”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Bar „Lel i Polel”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBar „Lel i Polel”   Pią 03 Lut 2017, 15:16
Bar „Lel i Polel”

Czasem żartobliwie nazywany przez niektórych „Lej i Polej”. Bar jednak nie zachęca swoim wyglądem do odwiedzin – od zewnątrz jest podniszczony i brudny, a reprezentacyjne posągi dwóch słynnych postaci z mitologii słowiańskiej są najczęściej pokryte pajęczynami i kurzem. Niektórzy za to powiadają, że to najlepsze miejsce, by spróbować regionalnych zakąsek i alkoholi. Niemal w całym lokalu króluje drewno. Podłoga z kolei wyłożona jest starymi perskimi dywanami, a lekko pękające ściany przyozdobione są obrazami słynnych działaczy komunistycznych, których stary właściciel nie chce zdjąć – mimo sprzeczek na ten temat z awanturniczą klientelą. Zwłaszcza po alkoholu, który przelewa się w tym lokalu w ogromnych ilościach.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 25 Mar 2017, 22:30
03.04.1999

Stoczyłeś się po równi pochyłej, że przychodzisz do takiego miejsca?
Mógłby zapytać samego siebie, Yuri. Fakt faktem. Budynek, przy którym zatrzymał się chłopak wyglądał obskurnie. Odrapane, brudne ściany. Zakurzone okna, które od dawien dawna nie widziały szmaty i wody. Aż strach pomyśleć, jak wyglądało wnętrze. Rozsądny człowiek ze dwa razy zastanowiłby się, zanim zamówiłby cokolwiek do jedzenia. Yuri zdecydowanie był przyzwyczajony do innych knajp i innych standardów. Do drogich i lśniących czystością restauracji z profesjonalną obsługą.
A jednak przystanął przy barze. I wcale nie zmarszczył z odrazą swojego wielkopańskiego nosa. Raczej przyglądał się knajpie z zainteresowaniem. Minęło trochę czasu od jego ostatniej wizyty w tanim przybytku. Wraz z kolegami z roku urządzali sobie wypady do miasta. Nie każdy z nich dysponował zasobnym portfelem, dlatego wybierali z poczucia taktu, te mniej wyszukane knajpy.
Tak.
Trafiały się i te w stylu Lel i Polel. Cuchnęły starym olejem, przy stolikach przesiadywali okoliczni pijaczkowie, ale było sympatycznie. Na swój sposób było sympatycznie. Jakoś inaczej czuł się siedząc na starej ławie w towarzystwie dobrych kompanów niż przy stoliku z białym obrusem w towarzystwie kulturalnych rozmówców. Była to naprawdę miła odmiana.
Teraz był sam, jednak z sentymentu albo zwykłej chęci, rozważał czy nie przekroczyć progu baru. Spróbować jakiegoś paskudnego żarcia. Chociaż nie... Słyszał, że w Lel i Polel karmią nie najgorzej. Pilnują w kuchni czystości.
Wahał się jeszcze przez moment, aż w końcu podjął decyzję i pchnął wysłużone drzwi. Spodziewał się zobaczyć zatłoczone wnętrze. Pozajmowane stoliki, jak zwykle okupowane przez amatorów taniego jadła i alkoholików dopijających trzeci albo czwarty kufel piwa.
Zdziwił się, bo wnętrze praktycznie świeciło pustkami. Pomijając smutną starszą panią, która zajadała przy swoim stoliku kanapkę i popijała kawą, w środku nie było żadnych klientów. Widać za wczesna pora na większe libacje. Ledwie wybiło południe. Wieczorem będzie tutaj inaczej.
Na podłodze rozłożono nawet dywany, co poniekąd podnosiło poziom Baru wśród innych podobnych Barów. Nieźle, całkiem nieźle.
Yuri zagapił się na portret wyniośle spoglądającego na otoczenie mężczyzny i ledwo uniknął zderzenia z nadchodzącą młodą kobietą.
Tak właściwie, to wciąż dziewczyną. Zerknął na nią, przymierzając się do wydukania przeprosin, kiedy zorientował się, że zna tą twarzyczkę. Aż nazbyt dobrze.
- Bogna? - spytał zaskoczony. - Skąd się tu wzięłaś?
Odsunął się od niej na krok, jakby chcąc upewnić się, czy aby na pewno nie doszło do pomyłki. Pamięć miał dobrą, a Bogna Nicicka nie zmieniła się jakaś drastycznie od czasów Akademii. Bogna na pewno była tą Bogną, o której myślał.
Powrót do góry Go down
avatar


Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 26 Mar 2017, 16:22
Na nogach była od wczesnego rana. Bardzo wczesnego. Mimo, że teoretycznie do jej obowiązków powinno należeć tylko przyjmowanie i przynoszenie zamówień właściciel nie wahał się kazać pracownikom przydzielać innych zadań niż w umowie. Tylko kucharzy oszczędzał, no ale w końcu bez nich byłaby to knajpa bez żadnej renomy.
I co z tego, że bez kelnerów ich dań nikt nigdy by nawet nie spróbował?
Tak więc jeszcze półśpiąca zmywała licząc w duchu, że nie upuści na podłogę żadnego naczynia - była pewna, że zawyżona cena potłuczonego obiektu zostanie odjęta z jej pensji. Pamiętała doskonale ile właściciel kazał zapłacić Katji za stłuczone dwa kufle.
Potem wyszła na moment przed lokal na szybkiego papierosa - czym prawdopodobnie odstraszała pierwszych klientów nie bardziej niż podniszczone ściany i ogólnie ponury wygląd - i zaczęła przyjmować zamówienia od osób, które z piciem nie chciały się wstrzymywać do wieczora.
Następnie przez bite osiem godzin zajmowała się tym, do czego zobowiązała się w umowie za stawkę ledwo gwarantującą przeżycie. W momentach wytchnienia rozmyślała, co musi dokupić, by utworzyć nową partię bimbru na umówiony termin, czy warto właśnie dziś kupić gazetę, aby poszukać jakiejś lepszej oferty pracy lub rozważała, co zrobiła nie tak, że skończyła prawie na samym dnie.
Wyliczyła sobie tyle rzeczy, że przy trzydziestej porzuciła całkiem te rozmyślania - inaczej ta lista nie miałaby końca.
Z radością zarówno w duchu, jak i na twarzy zauważyła na zegarze, że nadchodzi koniec jej zmiany, co pozwoliło jej na parę chwil zwiększyć efektywność i nawet dostać parę kopiejek napiwku. Kiedy już miała odnieść pustą tacę, oddać rewir koleżance i wrócić do domu prawie wpadła na kogoś - albo ktoś prawie wpadł na nią. Odwróciła się i zdziwiona stwierdziła, że skądś zna tę twarz. Pewność uzyskała, gdy usłyszała swoje imię.
- Mogłabym spytać cię o to samo - stwierdziła uśmiechając się. - Raczej mało który arystokrata bywa w takim miejscu jak to.
Szybko go zlustrowała wzrokiem - ciężko jej było uwierzyć, że jeszcze spotka Yuriego. Trochę się zmienił, wyprzystojniał, urósł... Tylko z włosami mógłby coś zrobić, pewnie mu do oczu wpadają.
- Właśnie kończę zmianę, jeśli dasz mi chwilę na ogarnięcie się chętnie z tobą pogadam. Musisz mi koniecznie opowiedzieć, co tam u ciebie. - Bogna ucieszyła się niezmiernie widząc znajomą twarz. Miała wrażenie, że wszyscy znajomi skończyli lepiej od niej, czego oczywiście nie miała im za złe - raczej bardzo chciała się dowiedzieć co u nich, jak i powspominać stare, dobre, w sumie beztroskie czasy, których jej brakowało.
- U mnie może nie jest za dobrze, ale przynajmniej stabilnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pon 27 Mar 2017, 21:55
Oho. Bogna powiedziała głośno to, o czym Yuri wcześniej myślał. Tanie bary były dla arystokracji dziwnym miejscem do odwiedzin. Co nie powstrzymało go przed wywróceniem oczami i teatralnym wręcz wzruszeniem ramionami.
- No wiesz, my arystokraci potrzebujemy odmiany w życiu. Trzeba odpocząć od bezustannego stołowania się w Carskiej - powiedział żartobliwie, pozwolił sobie nawet na wesoło - przekorny uśmiech, wskazujący, iż nie należy brać na poważnie jego słów. Ktoś mógłby stwierdzić, że nie chcąc wyjść na snoba, mimowolnie popisał się snobistycznymi manierami. Jego koleżanka akurat nie miała dotąd okazji znudzić się wybornym jedzeniem. Może nigdy wcześniej nie była w renomowanej restauracji dla elit. Gdyby miał czas zastanowić się nad tym, zanim jej odpowiedział, zapewne wstrzymałby się z takimi żartami. Okazał więcej taktu.
Zajął pierwszy wolny stolik i skinął głową, przyjmując do wiadomości, że Bogna zaraz do niego dołączy. Obok stolika błyskawicznie pojawiła się kelnerka - niska brunetka o sympatycznej twarzyczce. Yuri tak naprawdę nie był specjalnie głodny. Nie na tyle, żeby zamówić posiłek. Poprosił więc o zwykłą lemoniadę z pomarańczą i cytryną. Drobne zamówienie, za to w sam raz na początek wiosny. Pamiętał, że wiosną i latem w rodzinnym domu matka zawsze stawiała na komodzie własnoręcznie przyrządzoną lemoniadę.
Obejrzał się na Bognę, żeby zobaczyć, co porabiała. Do głowy mu nie przyszło, że koleżanka znalazła sobie tutaj pracę. To znaczy - zdążył się już zorientować, kto z grona znajomych wybrał się, a kto nie wybrał na Uniwersytet. Bogna zaliczała się do tej drugiej grupy. Mógł ją zrozumieć. Nie każdy chciał albo miał możliwości kontynuować naukę. Do tego potrzebne dobre wyniki z egzaminów końcowych, a także pieniądze. Pytanie tylko czemu zdecydowała się zostać w Petersburgu. Jeśli nie w Rosji, to w Polsce mogła znaleźć lepsze perspektywy. Chyba, że coś ją trzymało w tym mieście. Istniało wiele odpowiedzi na to proste pytanie. Wolał nie wyciągać przedwczesnych wniosków ani oceniać jej wyborów. Nie znał jej sytuacji.
- Najważniejsze, że sobie radzisz - odparł, kiedy koleżanka do niego przysiadła. - Masz pracę. Ja radzę sobie nieźle. Rzekłbym nawet, że wystarczająco dobrze, by nie zawalić mojego kursu. - Upił lemoniady ze szklanki. - Napijesz się czegoś? Ja stawiam. Z okazji naszego spotkania. - Bogna wyglądała jak ładna, ale zmęczona młoda kobieta. Co się dziwić. W takiej knajpie niemało się haruje, by przyzwoicie zarobić. Klienci też raczej skąpili napitków. Bognie przydałoby się na wzmocnienie nieco lemoniady.
Powrót do góry Go down
avatar


Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sro 29 Mar 2017, 09:35
Bogna machnęła ręką na jego stwierdzenie. Brzmiało z lekka snobistycznie, ale w sumie związek z Wrońskim nawet ją przyzwyczaił do tego, że gdy dla niektórych jedzenie poza domem nawet w nędznych barach to rzadkość, tak drudzy mogą jeść codziennie w drogich restauracjach.
Choć fakt, że były dni kiedy strasznie ją to irytowało.
Poszła na szybko odłożyć wszystko na miejsce, powiedzieć koleżance, którą dzisiaj częścią lokalu się zajmuje i wziąć swoje rzeczy. Jak zawsze po skończeniu pracy upewniła się, że niczym się nie upaćkała lub nie rozczochrała, po czym wróciła na salę.
Szybko wzrokiem odnalazła stolik, przy którym siedział Yuri. Chłopak, a raczej już mężczyzna zdążył sobie zamówić lemoniadę. Dobrze ubrany, z lemoniadą zdecydowanie się wyróżniał i wyglądał jakby był z zupełnie innego świata. Bogna cieszyła się w duchu, że to nie jest pora pijaczków, mogłoby się zrobić nieprzyjemnie, gdyby któryś szukał zaczepki pod byle pretekstem.
Bez wahania usiadła naprzeciw niego. Na pytanie czego by się napiła od razu pomyślała o piwie. Owszem, bawiła się w tworzenie bimbru, ale miała już dosyć posmaku drożdży, a nawet ich zapachu.
- Chyba sobie piwo zamówię, ale pozwól, że się dołożę. Głupio mi żebyś płacił za wszystko sam - powiedziała. Bała się, że potem będzie źle się czuć z tym, że Yuri płacił sam, choć pewnie mu to aż tak wielkiej różnicy nie robiło. - Może też sobie piwo zamówisz? Pracuję tu to wiem, że jak na takie warunki jest nawet niezłe.
Kątem oka widziała, jak jej koleżanki wyglądają, aby zobaczyć kto to przyszedł. Oj, wygląda na to, że będzie musiała im się tłumaczyć. Pewnie nim jutro przyjdzie do pracy zdążą wymyślić teorie od sekretnego romansu przez zawiązywanie spisku, nie biorąc pod uwagę, że ich spotkanie to zwykły przypadek.
Kiedy kelnerka (na całe szczęście nie Judyta, bo to straszna plotkara!) podeszła dziewczyna złożyła zamówienie.
- W sumie jest lepiej niż gorzej, pracowałam w gorszym przybytku - nawiązała do jego poprzedniej wypowiedzi. - Ale to dalej nie jest to, czym chce się zajmować. Powysyłałam listy motywacyjne, ale ciężko teraz znaleźć coś konkretnego.
Kelnerka przyniosła zamówienie, więc Bogna złapała łyk z kufla. Chyba właśnie tego potrzebowała.
- Opowiesz mi o swoim kursie? Jestem bardzo ciekawa jak wygląda.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

błękitna

neutralny

student kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t564-yuri-aristov http://petersburg.forum.st/t606-yuri-aristov#1058 http://petersburg.forum.st/t614-jurek http://petersburg.forum.st/t607-kniaz#1059
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pią 07 Kwi 2017, 23:11
Yuri miał pewne arystokratyczne odruchy i reakcje. Cóż poradzić. Wychowanie robiło swoje. Choćby i chciał uchodzić za normalnego młodego czarodzieja, to nie mógł tak po prostu odrzucić to wszystko, czego nauczono go w ciągu kilkunastu lat życia. Podobnie, jak Bogna, która zapewne nie zwiodłaby doświadczonych arystokratek, lwic salonowych, gdyby tak pewnego dnia zjawiła się na oficjalnej popołudniowej herbatce z postanowieniem poudawania szlachcianki. Pochodzenia nie dało się zmienić. Można było nauczyć się z nim żyć. Odczuwać dumę z tego kim się było.
Yuri westchnął w duchu. Szkopuł w tym, że Aristovie byli aż zanadto dumni. Ze swojego pochodzenia. Ze swoich pieniędzy. Z posiadanej przez siebie władzy. Kolejny zarozumiały Aristov raczej do niczego nie przyda się społeczeństwu. Stąd też Yuri hamował się z poczuciem dumy. A może najzwyczajniej w świecie pieniądze i pochodzenie nie przewróciły mu jeszcze w głowie? W każdym razie, zdecydował dawno temu, że nie będzie zgrywał wielkiego arystokraty. Dotychczas niezgrywanie wielkiego arystokraty wychodziło mu różnie. Z wymienionego wcześniej powodu. Jednak starał się, naprawdę się starał.
- Lepiej nie - odpowiedział na propozycję wypicia piwa - Za godzinę mam zajęcia z szermierki. Profesor posieka mnie na plasterki, jeśli wyczuje ode mnie alkohol. Napiję się z tobą następnym razem.
O ile będzie następny raz, należałoby dodać. Nie wiadomo, jak Bogna, ale Yuri odnowiłby nawet znajomość ze szkolną koleżanką. Bo czemu by nie? Już sama rozmowa z nią, budziła w nim nostalgiczne uczucia. Miał wiele dobrych wspomnień z Koldovstoretz. Przynajmniej w przypadku tych wcześniejszych lat. O ostatnich roku wolał nie myśleć. Nie teraz i nie tutaj. Skinął głową, przyjmując do wiadomości, że Bogna dołoży się do rachunku. Niezależna z niej dziewczyna. Wiele panien o szlacheckich manierach, wręcz oczekiwałoby, że towarzyszący im mężczyzna opłaci cały rachunek.
- A co takiego chcesz robić? - zainteresował się, biorąc kolejny łyk lemoniady. W tym co mówiła, było trochę racji. Niełatwo było znaleźć sobie porządną robotę tuż po ukończeniu szkoły. Drogę do poważnej kariery gwarantowało albo nazwisko albo studia albo wyjątkowy talent w jakieś dziedzinie magii. W tym względzie Yuri mógł być zupełnie spokojny. Posiadał odpowiednie nazwisko. Kontynuował naukę. Talent do zaklęć, nie chwaląc się, również posiadał. Cały ten kontrast z koleżanką, która musiała radzić sobie sama, uderzył go z pełną siłą, kiedy tak siedział naprzeciwko niej. Czy poradziłby sobie z takimi życiem? Codzienną harówką i oszczędzaniem każdego rubla? Nie dowie się, póki nie spróbuje. Chciał uchodzić za normalnego młodego czarodzieja, czyż nie? W takim razie, powinien przekonać się, jak smakuje ciężko zarobiony chleb.
Póki co, porzucił myśli o pracy i próbach prowadzenia życia zwykłego, niezamożnego obywatela. Skupił się na rozmowie.
- Na początku było mnóstwo zajęć teoretycznych. Wiesz, ze znajomości prawa czarodziejów, historii, negocjacji, bezpieczeństwa narodowego. Tego typu rzeczy. Poszczęściło mi się, bo profesorowie jakoś specjalnie nie przynudzają, więc pilnie słucham, a nie przysypiam na ich wykładach - uśmiechnął się leciutko - Doszły mi także zajęcia praktyczne. Poznaję nowe zaklęcia i ćwiczę stare. Poprawiam kondycję fizyczną... O, właśnie. Trafił mi się doskonały nauczyciel szermierki. Wymagający i ostry, jak najostrzejsze ostrze szabli, ale to prawdziwy mistrz posługiwania się bronią. Z kolei wczoraj byłem na zajęciach dotyczących śledztwa i obserwacji. Każdy dostał eliksir Janusa i zmienił się w kogoś innego. Zadaniem było zidentyfikowanie prawdziwej tożsamości wybranej osoby przy pomocy różnych metod śledczych. Brzmi to teraz strasznie poważnie, ale było przy tym mnóstwo zabawy. Mówcie ci, Uniwersytet to zupełnie inny poziom niż Akademia! -   zdał relację Bognie. Kurs bezpieczeństwa powoli przekształcał go w dobrze wyszkolonego, posłusznego psa Ministerstwa Magii i samej Starszyzny, ale Yuri nie był tym przygnębiony. Cieszyła go wysoko ustawiona poprzeczka na uczelnianych zajęciach. Im więcej poprzeczek przeskoczy, tym lepszy stanie się w tym co robi. Poza tym; nikt nie gwarantował, że kurs całkowicie przekształci go w posłusznego pieska. Posiadał już jako takie doświadczenie w stawianiu oporu ludziom, którzy chcieli zrobić z niego kogoś, kim nie chciał być.
Powrót do góry Go down
avatar


Polska

20 lat

półkrwi

neutralny

modelka Wrońskiej
http://petersburg.forum.st/t633-bogna-ignacja-nicicka#1124 http://petersburg.forum.st/t636-bogna-nicicka#1140 http://petersburg.forum.st/t637-bimbrowniczka#1142 http://petersburg.forum.st/t638-sosen
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pon 17 Kwi 2017, 13:00
Nie powstrzymywała się od picia. W sumie po co innego miałaby zamawiać piwo? Słyszała, że wiele arystokratek w alkoholu ledwie moczy usta, ale ona ani nie miała szlacheckiego pochodzenia, ani nie zależało jej specjalnie, żeby się pokazać z jak najlepszej strony. Choć może powinna? Kto wie, czy takie zachowanie nie zdegustuje jej kolegi, z którym chyba wolała by jednak zachować choć nikłą relację.
- To może jutro? Robię imprezę, jak masz czas możesz wpaść. Będzie w miarę dobry bimber i niezbyt dużo ludzi, akurat żeby pogadać - dziewczyna wzięła chusteczkę ze stołu i zaczęła grzebać za czymś do pisania. Niestety, od kiedy skończyła szkołę prawie nie miała okazji robić coś więcej od podawania zamówień, tak więc nawet nie pomyślała, by włożyć coś do pisania.
- Poczekaj moment, z kuchni pożyczę coś do pisania.
Nie musiała nawet wstawać. Koleżanka po fachu widząc, że ma problem na moment pożyczyła jej swoje pisadło. Dała nawet jedną z kartek, na której zapisywała zamówienia, także chusteczka mogła wrócić na swoje miejsce, a Yuri otrzymał od niej na prawie białym papierze adres zamieszkania i godzinę rozpoczęcia.
Chwilę zastanowiła się jak odpowiedzieć na jego pytanie. Tyle się wydarzyło...
I w większości same klęski i nieszczęścia. Nie chcieli jej na baletnicę, nie chcieli by im grała, nie chcieli nawet, by robiła fajerwerki, o ich projektowaniu nie wspominając. O uczeniu się na uniwersytecie mogła jedynie pomarzyć. Skończyła jako kelnerka w podrzędnym barze i bimbrownik bez zezwolenia na tworzenie alkoholu.
- Tak szczerze... Teraz wzięłabym wszystko, co byłoby lepsze od bycia kelnerką. Wysłałam ostatnio parę listów szukając pracy albo nawet słabo opłacanego stażu, ale póki co nie idzie mi to kompletnie. Niezbyt mam pomysł co mogę jeszcze zrobić, więc czekam na jakiś łut szczęścia - westchnęła. - A ty? Wiesz już z czym wiążesz swoją przyszłość?
Bogna dopijała swoje piwo słuchając o tym jakie ciekawe rzeczy na studiach ją omijają. Mimo, że nigdy nie pragnęła zostać gwardzistką słuchając o ostatniej "zabawie" aż sama nabrała ochoty pójść na podobny kurs.
- Aż ci zazdroszczę, to brzmi naprawdę ciekawie. Brzmi jak świetna zabawa. Dużo osób z naszej szkoły poszło na ten kurs, kojarzysz? - spytała, ukradkiem spoglądając na zegarek.
Matko, która to godzina!
Wstała gwałtownie, jakby się paliło. Obiecała dzisiaj Izoldzie, że ogarnie dom, w końcu ostatnio w tej kwestii nawaliła... Ona ją zabije!
- Wybacz, ale muszę już zmykać. Współlokatorka inaczej chyba mnie zamorduje - dziewczyna uśmiechnęła się przepraszająco, zostawiła pieniądze za napitek, po czym ruszyła do wyjścia. Miała nadzieję, że w przyszłości będzie mogła pogadać z Aristovem na spokojnie.

Bogna i Yuri z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Pią 13 Paź 2017, 15:16

09.05.1999

Lej i polej, i tak na zmianę. Stransky ma dziś za co chlać. Najpiękniejszy dzień w miesiącu zwany dniem wypłaty dobiegał końca, a stosik monet ustawiony przy Luki lewej ręce niedokładnie domytej po taplaniu się w smarze i oleju kurczy się w oczach. Ale też nikt nie powiedział jeszcze, że turlanie kości po barze to pewny sposób na zwiększenie swojego dobytku. Skreślił dopiero piątki i fulla, a ci, co zaproponowali partyjkę mieli już po generale. Takie już twoje przesrane, Stransky, że wygrywasz dopiero, jak cię głód dociska do dżinsów w rozmiarze XS. Dwadzieścia siedem lat, a ty ciągle w trybie survivalu.
Nie upił się jeszcze dobrze zanim trzecia partyjka kości została przezeń widowiskowo przejebana. Szczęśliwie miał w Polelu wiecznie otwarty rachunek, który nawet spłacał. Mniej regularnie niż powiększał. Ale co to dla ciebie długi, Stransky. Najwyżej znów dostaniesz po mordzie, a coś długo ostatnio chodzisz bez chociaż jednego siniaka w widocznym miejscu.
(W niewidocznych też żadnych nie ma.)
Zostałeś przegrany na swoim miejscu przy barze, dlaczego miałbyś odchodzić z ludzkiego widoku, skoro wspomnieliśmy, że siniaków nie masz i prezentujesz się zadziwiająco dobrze jak na siebie. Czyste ubrania (w miarę), czyste ręce (prawie). Caritas nie rzuci się dzisiaj na ciebie spragniony pomóc zagubionemu w życiu dryblasowi.
Nikt inny raczej też się nie rzuci, ale to dobrze. Raczej. A może ty po prostu mało wiesz o życiu, skoro od lat napierdalasz głową w mur i tylko leją ci drinki na pocieszenie.
Uśmiechnąłeś się krzywo do barmanki, a mógłbyś ładniej, bo przecież leje za darmo. Wydobyta z kieszeni spodni (jeszcze nie XS, dobrobyt po wypłacie) talia kart zajmuje lekko trzęsące się ręce. W pokera ograłbyś ich do zera – zawsze dobrze tak sobie pomyśleć od dwustu rubli w górę. Tasujesz, a barmanka się przygląda, jakby nikt inny nie znał się tutaj na kartach.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

medium

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 14 Paź 2017, 23:05
Lej i polej, a nie wylej, jeszcze gorzej jeśli za kołnierz, bo wstyd będzie, bogowie wszyscy aż się za głowę złapią, jak tak można kurwa, jak można, alkohol marnować. Co innego marnować sobie przez ten alkohol życie. To można. A nawet trzeba, kosztem własnego zdrowia czy majątku można przecież uszczęśliwić bliźniego, a taka postawa się bardzo chwali. Dlatego nie ma źle, Luka, ty łysy skurczybyku, jeszcze masz szansę na zbawienie, ciesz się, zachlej się na śmierć, szybciej wszystko przyjdzie. Może pij teraz już, raz dwa, bo szybciej od snu wiecznego dociera do ciebie Rużątko. Ruża, paradoksalnie, jest jak burza, zwiastuje hałas i chaos. Chociaż dla ludzi jej bliskich prawdziwe burze niejednokrotnie są oznaką zbawienia, chwilą ciszy i spokoju, kiedy Ruża śpi jak przeklęta księżniczka, tylko krasnoludków jej brak. I taktu. Taktu zawsze.
- Będziesz rozkładał pasjansa? Moja ciotka Halina zawsze układała pasjansa na powodzenie. Postawić ci pasjansa na powodzenie? Wiesz co, nie. Lepiej nie. Jest taka wróżba, na Arkana małe właśnie, ale musisz bacznie obserwować rozkład kart, bo od tego zależy odpowiedź. Dasz mi te karty? No daj. Zadaj pytanie, tylko mi nie mów i skup się. Słuchaj. – Podnosi wzrok na chwilę i mętny jest już jakiegoś czasu, tak się kończą wypady z kolegami z pracy. Ruża zachowuje trzeźwość umysłu, poniekąd, tylko nie tak, jak jej się zdaje. Zawsze się wydaje, że jesteśmy całkiem trzeźwi. A potem robi się przerwę na szybkie siku i stercząc w kiblu w pozycji na Małysza zdajemy sobie sprawę o kurwa jednak nie, jednak jestem pijany.
Ruża była w toalecie ponad godzinę temu, bo po pierwszym piwie się nie sika i wtedy nie zarejestrowała jeszcze w jakim jest stanie. Bo nie była w takim, jak obecnie.
- Czy my się znamy? – Prawdopodobnie. - Nieistotne. – Pewnie wpadłaś na niego kiedyś podczas patrolu, jak obijał mordę innym typom spod ciemnej gwiazdy.
- Spłoszyłam ci barmankę. Przepraszam, stary. Ale przepraszam najmocniej. Szanuję cię. Nigdy nie zwróciłam jej uwagi, jak boga kocham, jeszcze mnie tak nikt nie ignorował sumiennie. A przynajmniej nigdy się nie przekonałam. Bo wiesz o co chodzi. – Wyciąga Ruża dłoń w górę we włoskim geście i nachyla się do Luki, aż odległość między nimi jest ciasna jak te spodnie xs, które obu im z powodzeniem weszłyby na dupę. A Ruża to nawet xxski może nosić, taka jest.
- Laska leci, e-wi-den-tnie na goldy. Rozumiesz, obserwowałam to. Te stare pruchna o tam, zawsze jej sypną groszem i próbują dobić targu. Dłonią otwartą o tak, lokując ją z impetem na dolnych partiach tylnych barmanki, ale to nie wychodzi. Każdy tu potrafi w karty grać. Ale nie każdy jest biedny. Masz tu jakieś interesy? Tak tylko pytam, nie moja sprawa, nawet mi nie odpowiadaj. To jak będzie. Zadajesz to pytanie kartom, czy nie? Bo wiesz. Halina mnie nauczyła, jak się to rozkłada. W ogóle to jest zajebista historia, bo ja niedawno dowiedziałam się, że ciocia Halina na świat przyszła zupełnie pod innym imieniem i nazwiskiem. Ale wiesz dlaczego? Miała korzenie niemieckie. To trzeba było jej zmienić. Jak się zastanawiałam nad tym to zaczęłam zauważać te cechy, wiesz, w pamięci. Bo już nie żyje. No ale zaczęłam zauważać. A szkoda, że nie mogę z nią o tym porozmawiać. Tylko mi te pasjanse pozostały. Ona miała taką meblościankę w pokoju, na wysoki połysk. Za szkłem stały porcelanowe słoniki na serwetkach. Ręcznie robionych. – Japa się nie zamyka, a tam gdzieś przecież przy którymś stoliku siedzi towarzystwo zapewne na Rużę czekające. Albo już nie, może już zapomnieli. Może zasnęli. Czas inaczej płynie. Przecież po piwo szła, to nic, jeśli wróci za godzinę. Gorzej, jeśli wcale. Głupio byłoby się tłumaczyć przed szefem. Nawet nie wiadomo z czego.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 15 Paź 2017, 00:18
Masz w tym swoim życiu xs jakiś niezbywalny spokój, Luka. Gdybyś kiedyś rozlał z kieliszka, a jeszcze nie zauważył, bo z zalanym łbem to różnie bywa, zawsze znajdzie się ktoś w gronie twoich bliższych lub dalszych znajomych, kto ci za karę z rozmachem jebnie w tył łysego łba. I wszystko będzie dobrze, równowaga znowu zapanuje we wszechświecie.
Jeszcze nie rozlewasz, nie jest źle. Ruchy też ci nie zwalniają, więc jest całkiem dobrze. Barmanka nalała pierwszego darmowego i drugiego. Nawet byś pogadał z nią przed trzecim, ale w międzyczasie niebo z łomotem spadło ci na głowę.
Głupi to ty nie jesteś, chłopaku, nic nie bój. Swoją dawkę informacji udźwigniesz z klasą, najwyżej nie wszystko zrozumiesz, ale posłuchasz, zapamiętasz, a może nawet przemyślisz.
Ale z takim przemiałem, jakie ma toto małe, co się do ciebie dosiadło, to w całym swoim xs życiu nie miałeś do czynienia. Powodzenia, chłopie.
Jaka, do chuja jasnego, ciotka Halina.
Dziewczyna ci oferowała tajniki siedemnastu milionów w totku, czy jak tam po swojemu rozumiała powodzenie, a tobie po łbie zapierdalała wizja ciotki Haliny.
Ale jak to tak – innym imieniem i nazwiskiem?
Nie ma, oj, nie ma porządku na tym świecie. Za dużo wódki się rozlewa i nie ma się gdzie to podziać wszystko. To i ludzie zmieniają nazwiska, wprawiając biednego Stransky’ego w osłupienie.
Odczekałeś chwilę na wszelki, kiedy wydało ci się, że toto skończyło. Fakt, skończyła. Nie mówi dalej, powódź wstrzymana, jesteś uratowany. Za dobrze nigdy nie pływałeś, trzeba to powiedzieć. Nie bardzo wiesz, co w zasadzie masz jej odpowiedzieć na tę recytację, ale lepiej nie ryzykować, że znowu jej się kurek odkręci i będziesz przez następną godzinę słuchać o wujku Heniu, którego to pewnie miała ciotka Halina.
- Ale co ty chcesz ode mnie, dziewczyno. – mówiła tak długo, że własny głos wydaje ci się obcy. Nieźle. Dobrze zacząłeś w ogóle. Jak się należy, od początku. Najpierw odpowiedzi, a kart i tak nie dostanie, co to za maniery. Ty jesteś gbur, ale swój honor też musisz mieć, Luka. – Kim ty w ogóle jesteś, ja cię nie znam. – możesz zawsze poznać, kto biednemu zabroni, ale… zgubiłeś wątek. Skąd ona to wszystko wie w ogóle. Pasjansów nie rozkładasz, ale dziewczyna i tak cię szanuje. Czyli może zna cię jednak, a ty wyparłeś przykre wspomnienie tego trajkotania.  Ale w zasadzie to zainteresowało cię, jak to trzeba w te dolne części barmanki. Ty się do takich chwytów raczej nie nadajesz, ale co się nauczysz to nawet w teorii twoje i na zawsze już jesteś bogatszy.
- Czekaj, czekaj. – powoli, od początku zacząłeś i dobrze szło. Możesz spróbować nadążyć. Kasę przegrałeś, a następnego masz za darmo. Jak ktoś ci barmanki nie porwie i na Bahamy nie zabierze. To ci gadatliwe toto postawi. W nagrodę, że słuchałeś i nawet coś tam pamiętasz. – Ręcznie robione były słoniki czy serwetki?
Trochę czujesz, że pora się zmywać zanim cię nie ucapi na dobre, ale też trochę bawi cię toto. Takie niemiłosiernie chude, pewnie ma łatwiej, jak chce się upić. Mniej więcej połowę na nią trzeba tego, co na ciebie. Zapewne, bo czy pozory nie mylą? Mógłbyś okazać się filozofem, mój ty chłopie dziarski. Ale jak tak wszyscy czekają, aż wyjdzie z ciebie następny Sokrates, to raczej w twoim przypadku nie mylą te pozory, wiesz.
Ale to nie szkodzi.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

medium

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 31 Paź 2017, 11:07
Niezbywalny spokój w przypadku Ruży wyglądał zupełnie inaczej. Od dziecka miała wokół siebie całą armię ludzi, którzy gdyby mogli to by jej trzymali nawet szklanki pod usteczkami i sztućce, żeby się nie dajcie bogowie za bardzo nie nadwyrężało biedactwo. Pod takim kloszem ciasnym ją chowano, ugniatano tą energię, której ma Ruża nieskończone pokłady, aż w końcu dostała kurwicy. Ile można chuchać na człowieka. Zdrowy czy nie, Ruża wierzyła, że jak ma kopnąć w kalendarz to stanie się to niezależnie od tego, czy będzie akurat wspinać się na wieżę nadawczą czy będzie siedzieć w fotelu pod czujnym okiem niani. Wystarczy już, że teraz musiała sobie odbijać młodzieńcze lata, podczas których nie spotkało jej nic poza przykrościami nauki w domu, albo jak wolała to określać: aresztu.
I potem takie biedaki jak Luka muszą wysłuchiwać strumienia świadomości, chociaż to nie tak, że gadułą stała się w momencie, gdy opuściła dom rodzinny. Od zawsze pierdoliła co jej ślina na język przyniosła. Zaskakująco jednak była w stanie złapać wszystkie swoje wątki w jedno i wrócić do tematu, który zaczęła sporo czasu wcześniej, chociaż słaby gatunek ludzki ma tendencje do zapominania o czym chciał mówić zanim nawet zacznie.
Żebyś wiedział, Luka, że Halina w istocie miała wujka Henia. Wyobraź sobie ile jest w stanie powiedzieć ci o nim Ruża, albo nie, nie wyobrażaj sobie, na bank jeszcze usłyszysz.
Ale chwilę stoi toto, kiedy słyszy, że jej Luka nie zna, parę sekund na wyrenderowanie odpowiedzi.
- No. Wiem. Ja jestem Ruża… co. Nie. Czy ty mnie słuchasz. Jak porcelanowe słoniki mogły być ręcznie robione. To znaczy wiesz. – Wjechała na odpowiedni tor, skup się teraz Luka. Skup się, albo uciekaj.
- Te akurat były fabryczne wiesz, bo one były tylko malowane ręcznie w takie złote esy floresy i miały na głowach kwiatki, ale takich słoników jest pełno, rozumiesz. A jeden, to był taki unikatowy. Taki był duży no i historia jest taka. Ciotka Halina miała męża, mojego wujka Henia i on miał siostrę, która się rozwiodła z cyganem rozumiesz to. Nie lada wyczyn, ehe. No ale ten cygan, ten Lolek Kwiek, to podróżował po świecie całkiem sporo, to znaczy po świecie to za dużo, ale po Europie, czaisz. No w każdym razie gdzieś tam w górach koło Polski są organizowane takie plenery rzeźbiarskie w chacie, w której on pracował jako leśniczy w latach osiemdziesiątych. Ten Lolek co nie. I tam była taka jakaś, kurde nie wiem, artystka rozumiesz, co się zajmowała ceramiką i Lolek wrócił na Bałkany z taką całą walizą porcelanowych figurek ręcznie robionych no i jeden taki to się trafił ciotce Halinie, że niby pamiątka, ale układ był tego typu, że Lolek niby te słonie ukradł, tak potem wyszło. Ale się niedawno okazało, że wcale nie. – No zdarza się.
Robi Ruża małą przerwę, na solidny łyk piwa, kufel odstawia na bar z większym hukiem niż zamierzała, ale nie zwraca na to uwagi.
- Lolek też te pasjanse stawiał i nigdy nie oszukiwał w kanastę. Potrafisz w ogóle w karty? Ja potrafię, ale niedobrze ze mną grać, dla mnie niedobrze, bo ja nie umiem zachować poważnej twarzy rozumiesz i zawsze się strasznie przejmuję, a jak się przejmuję to mi słabo, a jak mi słabo to mdleję. Ale nie w trakcie gry w karty. – Żeby było jasne.
Milknie na chwilę i przygląda się Luce, z każdą sekundą uważniej, brwi marszczy i jeszcze jednego łyka bierze chociaż od chłopca wzroku nie odrywa, no nic jej nie świta, może zagłuszyła jego imię, może nie podał.
- To jak ty się nazywasz w końcu?
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 31 Paź 2017, 23:00
Z ubogiego doświadczenia w zakresie chuchania na ciebie wnioskujesz z niezachwianą pewnością, że wolisz jednak, żeby nie. Zawsze od takich chuchnięć to aż włosy dęba stają pod wpływem niesubtelnych aromatów wisienki czy innego bimbru. Z zastawy stołowej podtrzymywano ci pod twarzą może tylko wiadro, gdy byłeś łaskaw puścić gdzieś pawia; może w eleganckich miejscach mają do tych celów wazy, ale nie bywasz – to nie wiesz. Ale oboje, ty i chude toto, mieliście, jak się kiedyś może okaże, na wypadek gdyby toto dało ci dojść do głosu, areszt w domu i zwialiście z niego z rozkoszą, nie wynosząc sentymentu. Wyniosłeś ze swojego kilkadziesiąt rubli i dwie niepoodpryskiwane jeszcze szklanki. Na handel, czy po prostu chciało ci się pić – nie pamiętają najstarsi górale, ale nie masz już tych szklanek.
- No pewnie, że mogą być ręcznie. – mówisz jakbyś chciał ją przekonać, że osobiście znasz około sześciu osób trudniących się wyrobem słoników z porcelany, a każda z nich natychmiast mogłaby dla ciebie tylko wyprodukować trzydzieści jeden słoników w mniej niż godzinę. Masz dużo zaufania do ludzkich rąk, Luka, i to żaden wstyd. Na własne oczy przekonałeś się nieraz, że z różdżką każdy taki kozak, ale różdżkę też można złamać, jedenastolatek poradzi. Trzeba więc prewencyjnie nauczyć się samymi rękoma, czym się zresztą da, a na tę gadaninę nawet twoje zręczne ręce słabe. Mógłbyś zdzielić toto przez łeb i patrzeć, jak leży pod barem, ale jak to tak – uderzyć toto? Nie masz za co.
Nawet cię zainteresował ten Henio. Z Cyganem, takim z cygańskiego taboru – to musi być bardzo ciekawe, szczególnie jak się chcesz rozwieść. To są bardzo weseli, kolorowi, roztańczeni ludzie, ale z rozwodów chyba nie bardzo się cieszą, jak już pójdzie gruba kasa na „moje wielkie cygańskie wesele”.
Przez te parę minut opowiedziała ci o większej ilości ludzi, niż poznałeś ich przez całe życie. Prawie. A może wydawali się po prostu wszyscy tacy przebojowi, że w twojej główce pełnej wciąż tych samych typów zajęli nagle tyle miejsca. Siebie nie zgub w tej kawalkadzie maszerującej wprost na ciebie z Ruży ust. Taki duży, a o los swój niemal drżysz.
- Jestem Luka.
Niech cię chociaż z imienia, chociaż do dna kufla zapamięta, nim zginiesz pod naporem obcych informacji, o które ani myślałeś się starać. Marny z ciebie absztyfikant, a i typowej aparycji plotkary nie masz. A śmiało można cię nazwać ciekawskim, dociekliwym świata obywatelem, co ze świata gówno zobaczył. Nawet taki Lolek Kwiek, anonimowy Cygan i szmugler słoników jest od ciebie lepszy, bardziej przebojowy. Zobaczył Europę, zobaczył góry, w których zawsze planujesz rozbić namiot i spędzić ożywczą przygodę życia, przejść katharsis. A rozbijasz zawsze tylko butelki na brudnych blatach, spędzasz godziny w Hotynce czekając, aż ktoś się pochyli nad rozciętym łukiem brwiowym. I poczuje, jak chuchasz wisienką.
- Ano potrafię w karty. – serwujesz Ruży mały uśmieszek i popisowo tasujesz karty. Przerzucasz, przesuwasz, coś tam w środku przez moment lewituje, kto wie, kto powie na pewno. Wchodzi szpan.
- W oczko? – nie czekając, aż toto znowu się rozgada, rozdajesz po dwie karty. – Jakbyś mdlała, ocucę cię, zanim cię okradną. – nie okradniesz jej przecież sam, nie jesteś jeszcze dość pijany, a dzień wypłaty trwa. W dzień wypłaty możesz być rycerski i hojny, Luka Caritas Stransky.
Barmanka nie zebrała satysfakcjonującego żniwa, wnioskując po fakcie, że wróciła za bar i strzeliła w ciebie celnie oślizgłym uśmieszkiem. Dobrze znasz ten uśmieszek i kiwasz głową, bo chcesz pięćdziesiątkę.
Wychylasz, a potem, zanim zajrzysz w karty, przyglądasz się jeszcze badawczo chudzielcowi.
- A ty zawsze tyle gadasz?
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

medium

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 14 Lis 2017, 18:15
Oj Luka, ty byś musiał wpaść do gwardzistów z rana na kac-kawę. Tam nie ma osoby, która nie chucha. W pokoju socjalnym, na korytarzach, w biurach, na komisariacie tylko gorzelnia i umieralnia. Ruża może poświadczyć, chociaż niewiele jeszcze świata widziała, że Biała Gwardia to największy zlepek alkoholików stłoczonych okrutnie na małej powierzchni. Każdy tylko patrzy na swoje buty i stara się płytko oddychać, dopóki nie minie parę godzin, albo dopóki nie będą mogli szczęśliwie uciec na patrol.
W zasadzie Ruża na kursie bezpieczeństwa nie piła tyle, co podczas stażu.
To powinno dać jej do myślenia, chociaż wciąż są pewne figury w Gwardii, które zawsze mkną przez korytarze świeże na umyśle i ciele. Jak jej brat.
O tylu ludziach mogłaby ci jeszcze opowiedzieć, tyle poznała, o tylu słyszała, tak wiele się przewinęło przez jej życie teoretycznie ubogie towarzysko od dziecka a tu proszę. Nocy nie starczy. Ani tej, ani żadnej innej do końca miesiąca, żeby o tym wszystkim wypaplać i jeszcze dołożyć swoje teorie, a z każdym wieczorem dojdzie więcej ludzi i więcej, o których będzie musiała opowiedzieć.
Kiwa głową na to imię ale równie dobrze mogłaby po prostu przełykać ślinę między kolejnymi zdaniami, bo z Ruzi to takie chude, wyrośnięte dziecko, wiele wokół niej jest gestów, które potwierdzają ten wizerunek. I ufna jest jak dziecko i śmieje się jak chochlik i policzki ma rumiane, a jak już zacznie tańczyć po kilku głębszych, to zostaje w samym podkoszulku i spoci się cała, aż jej się kosmyki czarnych włosów do czoła przykleją i wygląda jak typowy jedenastoletni chłopiec po solidnym wycisku na lekcji wychowania fizycznego.
- No w oczko, dobra. – Odstawia kufel i podnosi dwoje dwie karty marne do oczu konspiracyjnie, z tak małej odległości to nikt normalny nie zobaczyłby wartości, ale jak już zostało ustalone – Ruzia jest mentalnie małym chłopcem. A chłopcy się wygłupiają albo zachowują dziwnie nawet o tym nie wiedząc.
No, perskiego oczka to tam nie ma. Ani nawet jednego asa, ale to nic.
- No. Ja zawsze. Jak byłam dzieckiem to moja niania zawsze mi dawała takie cukierki mordoklejki żeby mieć chwilę spokoju rozumiesz, to znaczy ja nie rozumiem, dlaczego nie chciała ze mną rozmawiać ale mam taką teorię wiesz, że ona wcale nie mogła za dużo ze mną rozmawiać. No to dawała mi słodycze, tylko, że ja bardzo szybko znalazłam na to sposób, wiesz musisz żuć bardzo szeroko otwierając usta i najlepiej z otwartą buzią, o tak.O tak. Zamyka i otwiera paszczę powoli kilka razy za każdym razem kłapiąc białymi ząbkami, prezentacja na medal.
- Pokazałabym ci to w praktyce ale tutaj na pewno nie mają cukierków, poza tym, że nie pasują do piwa. Tylko cukier. I nie do piwa, ale do absyntu. Ty piłeś kiedyś absynt? Ja bardzo długo myślałam, że absynt to są takie perfumy francuskie, bo to nawet brzmi co nie? No ale wiesz dlaczego? Bo jak byłam dzieckiem to poznałam w ogrodzie takiego chłopca za płotem stał no i on zawołał mnie bo chciał z kimś grać, więc ja przeszłam przez ten płot i potem dostałam taką okropną burę za to, ale taką straszną, że nie rozumiałam co kto do siebie nawzajem krzyczy, w każdym razie ubrudziłam się strasznie i rozdarłam sobie wtedy kolano i ten Goria to mnie zaprosił do siebie do domu bo jego siostra miała jakieś czyste rajstopy podobno, no ale tam u nich w tym domu to ja w ogóle myślałam, że to taka altanka wiesz, bo dla mnie świat wtedy wyglądał zupełnie inaczej i będąc małym gnojkiem nie bardzo istniało dla mnie pojęcie biedy. W każdym razie mnóstwo karafek tam stało, no mnóstwo z takiego pięknego zdobionego szkła i Goria powiedział, że jego tata handluje absyntem i mam nikomu nie mówić. I ja myślałam, że to są perfumy, przez ten kolor. – Nagłe wspomnienie wydobyte z tak odległych zakątków Ruzi umysłu powoduje u niej mikrochwilę refleksji, w trakcie której sięga po swoje piwo, by upić łyk.
- A ja o tym powiedziałam mojej niani. – Zdanie wyrwane z kontekstu nie miałoby takiej siły jak teraz, kiedy do Ruzi już dorosłej dociera nagle, że to może przez swoje gadulstwo, a nie butną wycieczkę poza bramy domu już nigdy więcej nie zobaczyła chłopca, którego ojciec kiedyś handlował absyntem.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Nie 19 Lis 2017, 19:35
Czyli jednak jest kac-odpowiednik na wszystko, kiedy się wróci do życia, a walka ze złem polega najwyraźniej także, jak to wspomina każdy podpity stryjek na każdej rodzinnej bibce, na laniu alkoholu, jako ludzkości największego wroga, prosto w pysk. Z zapałem godnym oklasków i skutkami godnymi płaczu w dzień następny.
Błądzić rzeczą ludzką, z pewnością byś stróżom prawa wybaczył te ich słabości, gdyby tylko zależało ci na wejściu z nimi w jakiekolwiek bliższe kontakty; na razie jednak dobrze ci z dala od ich podejrzliwie rozbieganych oczek i autorytetu, który teoretycznie upoważniałby ich do zamknięcia cię na czterdzieści osiem bez wyraźnego powodu. Należy przy tym szczególnie wziąć pod uwagę niektóre rozrywki, z których korzystasz częściej niż przeciętny zacny obywatel, jakiego chciałaby w tobie widzieć matka Rosja.
Ty to byś wolał w sobie widzieć wielkiego Szu, ale z takimi kartami, co rozdałeś, to ni w kij ni w oko – następna przyniesie ci zwycięstwo albo wywali furę w kosmos. Dobrze, że dziewczyna się rozgadała, może nie zauważy, że nawet puli nie usypaliście sobie z drobniaków, na jakie chodzi to twoje obwoźne kasyno, panie Stransky.
- No? – dołożyć jej, czy nie dołożyć, no bo jak już zdecydowaliśmy, że przyłożyć jej nie chcesz… ale może przemiła barmanka ma chociaż jedną taką mordoklejkę, na poczet starych czasów, kiedy jeszcze nie bała się, że szczęka syntetyczna jej zostanie na cukierku? Jak nic byś Ruży wpakował takiego do dzioba i niech chociaż chwilę, jeśli nie dla twojego spokoju, to dla zahartowania charakteru przez chwilę siedzi cicho. Jak się umie wyjść na mruka, to życie zaraz robi się łatwiejsze i nie przypominałaby przynajmniej wkurwiającego dzieciaka.
Ale co ty tam o dzieciach wiesz. O, może że nie powinny palić, to nie dajesz, jak cię pytają wyrostki pod blokiem. Ostatni bastion moralności petersburskiej młodzieży.
- Piłem. Nic specjalnego. – ale twoje jedno słówko gubi się w jej słów potoku. Czego nie piłeś, na to odpowiedź byłaby być może podobnie uboga w słowa, bo nie wybrzydzasz na ogół, ale trzeba też powiedzieć, że na wiele rarytasów to cię nie stać, a i twoje chamskie gardło nie ma ci za złe, że lejesz w nie wciąż tę samą klasę berbeluchy. Na perfumach też się nie znasz, dla wygody uznajesz, że facet powinien pachnieć benzyną i wódką i takie właśnie aromaty ciągną się za tobą, mięski mężczyzno na sto dwa. Ale absynt zielony widziałeś, podprowadzałeś, na krzywy ryj piłeś, a nawet kupić ci się zdarzyło, na Słowacji akurat. Klimatycznie.
Ale nie było zabawy w żadne kostki cukru, boś nie koń przecież, ani też nie wyedukowano cię w tym zakresie. Teraz to może byś się i pobawił, i z ogniem i z lodem, ale żeby na zielono widzieć świat też znasz już inne sposoby.
Szósta albo siódma pięćdziesiątka zanurkowała ci w przełyk, czas na przerwę. Jak się napijesz, a jeszcze jedno słowo o rużanej niani usłyszysz, wyjdziesz po prostu pokonany, z partią smutnie nieskończoną.
Wzruszyłeś ramionami, na które zrzuciła niewiele myśląc tę smutną historię. A gdybyś się wzruszył?
- Przejebane. – a co ci do tego, kiedy i do kogo przełaziła przez płoty. Gorię niejednego znasz, jeden nawet siedzi w przemyśle destylacyjnym, ale w twoim świecie to nic nowego. Gdybyś poznał synalka jakiegoś dystrybutora, w domu pewnie tylko by cię pochwalili i zaraz byś latał z funduszem rozrywkowym po butelki. Przez płot, czy pod płotem – nikogo nie interesowało. A już na pewno nie niani, bo kto by tam cię niańczył.
Nawet nie kochane pielęgniareczki z Hotynki, jak u nich wylądujesz poharatany. Od płotu.
Może by się coś nauczyła o biedzie od ciebie, skoro dalej jest, najwyraźniej, gówniarzem? Żaden z ciebie kubański pisarz-eseista, wykładu byś jej nie zrobił (jak można się domyśleć po lapidarności twoich wypowiedzi), nawet się za niziny społeczne nie uważasz, ale o życiu dużo wiesz. A na pewno zdaje ci się, że więcej niż panna stażystka gwardzistka wciąż męcząca jedno piwo. A z drugiej strony, może od niej byś się nauczył, jaki to widelec do ryby, a jaki do wydłubania sobie oka w ostatecznym przypływie irytacji od tego gadulstwa.
Jego. Siostra. Miała. Czyste. Kurwa. Rajstopy.
Powrót do góry Go down
avatar

Belgrad, Serbia

23 lata

medium

błękitna

stażystka gwardzistka
http://petersburg.forum.st/t1053-ruza-bregovic http://petersburg.forum.st/t1055-ruza-bregovic#3819 http://petersburg.forum.st/t1054-drzewa-umieraja-inaczej-niz-ludzie
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Wto 19 Gru 2017, 19:27
No. No dawaj chłopcze kochany złoty jak ten browar Ruzi, dajże tą kartę, nie bądź taki, że bez puli to i lepiej, bo wcale byście z tych drobniaków za dużo nie ugrali, ani warunków nie ma, ani kart zbyt dobrych, a przynajmniej Ruzia nie ma, no i ile to teraz. Osiemnaście. Ale nie jest na tyle skupiona, żeby w te oczko, no bo kurwa, te rajstopy i szumi jej już w głowie i trzyma te karty tuż przy rzęsach i chrząka w końcu, ale wraz z magicznym chrząknięciem nie dzieje się nic absolutnie, czas się nie zatrzymuje nagle, z rękawa jej as nie wypada, z gardła też nic wbrew pozorom. Za to w japę to mogłaby jednak dostać, tak trochę, chociaż się już zamknęła, takie to chyba są problemy z gadułami, a przynajmniej z Ruzią, że pierdoli jak najęta, a potem chwilę spokoju łaskawie światu ofiaruje. Na grze skupiona, nie?
No i dobrze, bo by Lusia faktycznie wyjść musiał, a Ruzia to historii o niani miała hoho tyle, że panie boże help. O karmelkach, o naklejkach, o skarpetach, o jasełkach, o nowej w płocie dziurze, o zagubionych wałkach, o zepsutym do spódnicy pasku, posolonej herbacie (klasyk), płonącym dywanie, ułamanym zębie i dalej i dalej i dalej, najpewniej w trakcie którejś z tych historii opowiadania przypomniałaby sobie Ruzia jeszcze z siedem innych, a od tych siedmiu kolejne gałęzie by poszły i wszystko to razem poskręcane jak konary byłoby w końcu równie ciężkie i trudne do wyrwania, a w Lusi to już też ziarno zasadziła, tylko, że wkurwu, a nie ciekawości.
No bierzesz kartę czy nie, no nie bierz Ruziu. Osiemnaście masz, lepiej nie będzie.
Na chwilę od kart wzrok dosłownie odrywa i przez wątłe ramię zerka, no bo kochany, przecież ona do tego baru to tylko po nowe piwo przyszła a tu proszę już jakaś obca głowa łysa zna 0,01% zawartości jej głowy.
- Kolega mnie woła wiesz. Się. Dzięki fajnie gadało. – No prawie dobrze to powiedziała, ale kto by na to uwagę zwrócił, kiedy każdy tutaj już zbyt w własny szum w głowie zasłuchany. Karty odkłada, kufel zabiera i jeszcze tylko głową skinęła no siema i pobiegła do kolegów z pracy, z którymi jutro będzie cierpieć na kac-kawie w pracy.

Ruža z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

26 lat

brudna

za Raskolnikami

mechanik
http://petersburg.forum.st/t990-luka-stransky#3240 http://petersburg.forum.st/t995-luka-stransky#3260 http://petersburg.forum.st/t996-luka#3262
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Czw 28 Gru 2017, 00:35
Ile toto ma lat? Zwykle się nie zastanawiasz nad takimi sprawami prowadząc nawet najbardziej jednostronne rozmowy, legalne aspekty swojego życia zostawiając raczej błogosławionemu mamtowdupizmowi, ale postać przybyła, by dręczyć cię w przerwie od uzupełniania kufelka z piwem nie zachowywała się wcale, jakby wolno jej było być w miejscach, gdzie rozlewa się alkohol.
- Weź się, kurwa, ogarnij, dziewczyno.
Przesrałeś partię, Luka i to jasne nawet zanim odsłonisz karty, bo czasem można przegrać samym doborem przeciwnika. A ty, łbie zakuty i zalany, nie patrzysz i każdym ochłapem zainteresowania cieszysz się w swoim stanie wskazującym na intensywne spożycie jak dziecko nową zabawką, którą nawet nie potrafi się posłużyć. Zupełnie jak ty, zachwycony póki któregoś z was nie pierdolnie jak dzwon życie, w którym pasujesz jak pięść do nosa do dowolnie wybranej scenki. Takie powinieneś mieć wszędzie wejście, wiesz, tak sobie myślę, że to jednak działa. Dzień dobry i z bara. Albo z piąchy, a bańki, z kopa. Lepiej tak niż kogoś niemiłosiernie zagadać do emerytury. Jeszcze ci brakuje aż sobie odlecisz do krainy słodkiego starczego bezrobocia prawie całe życie i nie masz na głowie włosów żeby sprawdzić, ale zanim jeszcze Ruža dostanie swoją drugą kartę czujesz, że trochę osiwiałeś od tego trajkotania męczącego.
- Tobie fajnie – skwitowałeś zmęczony i już nawet można ci nie polewać, bo kiedy wzrokiem odprowadzasz kościste dziewczę do tego jej kolegi to trochę ci już wiruje obraz przed oczyma, a przecież niecodziennie musisz tak do runięcia pod bar. Szkoda by było zapomnieć te wszystkie historie, którymi możesz sobie ubarwić życie xs.
No i co, i nie dowiedziawszy się nawet, czy wygrałeś tę grę na niby bezsensowną, jebiesz karty w stół ściśnięte w pięści, aż się zatrzęsły zakurzone szklanki podwieszone za barem fikuśnie jakby to komuś robiło różnicę, czy pije z butelki czy z pokala akurat na witbier.
Pewnie by dziewczątko wygrało, bo nawet w dzień wypłaty nie masz szczęścia, tylko – jak każdy inny zjadacz chleba – po prostu pieniądze, łatwiej wydać niż zarobić. Pobawiłeś jeszcze chwilę szczerbatą barmankę sztuczkami karcianymi pijąc niedużo, tak żeby przyjemniej jeszcze między uszami szumiało jak muzyka, w takt której wrócisz przez miasto do domu.
A w mikrym szeregu perspektyw na jutro czeka tylko hałas w pracy i kac-kawa.

Luka z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

Za długi język to słabość. Ludzi najbardziej trwoży brak historii, brak faktów: bezdenna dziura, którą się samemu tworzy, aby mogli w nią przelewać wszystkie swoje strachy, fantazje i pragnienia.

Ozurgeti, Guria, Gruzja

28 lat

półkrwi

za Starszyzną

znawca prawa magicznego - adwokat w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej, dużą uwagę poświęca także dyplomacji na arenie międzynarodowej zwłaszcza z Włochami, Francją i Belgią
http://petersburg.forum.st/t1624-drahomir-chanturia-budowa http://petersburg.forum.st/t1640-drahomir-chanturia http://petersburg.forum.st/t1634-drahomir-chanturia#8022 http://petersburg.forum.st/t1638-machiavelli#8035
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sro 07 Lut 2018, 22:49
__ czerwiec 1999 r, pierwsze koty za płoty...

Drahomir miał całkiem dobre mniemanie o sobie. Kiedy trafiał na zupełnie przeciwną ocenę własnego charakteru, czuł zwykle niemalże ukłucie zdziwienia w sercu, któremu towarzyszyło rozczarowanie rozmówcą. Czyż nie był poczciwym człowiekiem, decydując się na umówienie spotkania w takim miejscu, by było jak najbliżej Centrum Mediów Magicznych, tak by Dionisie mógł dotrzeć pod adres bez niepotrzebnego nadużywania drogi? Konkludując po łypiących ze ścian „Lelum Polelum” wizerunków słynnych działaczy komunistycznych, - w których towarzystwie znajdował się pewien aż nazbyt popularny w tych kręgach Gruzin z drugim najbardziej rozpoznawalnym wąsem lat czterdziestych mijającego powoli wieku - był w błędzie.
W powietrzu roztaczał się zapach ziemniaczanego puree i zsiadłego mleka. Widocznie tylko tyle stary ma dzisiaj do zaoferowania, jeśli chodzi o przekąski. Z sąsiedniego stolika dobiegł go dźwięk mlaskania. Upił spory łyk piwa, by stłumić grymas, wykrzywiający mu powoli zwykle niewzruszoną twarz. Siedział skierowany przodem do okna. Zachodzące promienie słoneczne padały na jego oblicze, w sposób w jaki oświetla się aktora na scenie w teatrze. Jak gdyby oczekiwały, że za chwile rozpocznie wielką improwizację Dziadów części trzeciej. Nie sprawiał wrażenia, jakby było mu ku temu rączo. Nie wyglądał też na kogoś, komu promienie słoneczne przeszkadzałyby w jakimkolwiek stopniu. Sądząc po zachowaniu współbiesiadników przybytku „Lewuj polewuj”, chcieli się ukryć przed nadchodzącym latem. Większość z nich wybierała bowiem miejsca pogrążone w półmroku.
Jak gdyby lato w Petersburgu mogło się jakkolwiek równać do tego w Italii. Śledząc spojrzeniem rowerzystę przejeżdżającego za oknem baru, wrócił pamięcią do pewnej miejscowości w południowej Italii. Do rowerowych wycieczek. Do pikników na rozłożonym na trawie kocu. Do dokarmiania bezpańskich kotów, które na jego widok zbiegały się ze wszystkich zakątków włoskich podwórek, by nasycić swoje wygłodniałe żołądki. Do całodziennych polowań z sokołami. Do zwiedzania starożytnych ruin. Do powrotów do starej rezydencji, w której gościł cały szereg młodych czarownic czarodziejów jego pokroju. Do wieczornych pojedynków i dyskusji na temat historii magii. A przede wszystkim do zacieśniania więzi w zaciszach sypialni.
Właśnie był na dobrej drodze do przypomnienia sobie imienia czarownicy, z którą integrował się w tamtym czasie najmocniej, kiedy opróżniony już kufel jego piwa zjechał z łoskotem z blatu stolika. Wymijając jego czoło o milimetry, lewitował w kierunku baru, poddając się zaklęciu barmana. Drahomir dał mu znak, że na jednym kuflu się nie skończy. Zwłaszcza w tym momencie, kiedy tamten wyrwał go z bajki wprost do szarej rzeczywistości, w której ciągnęła się za nim nierozwiązana dotąd sprawa ekstradycji kilku czarodziejów, a która powinna zostać rozwiązana już dawno temu. Najlepiej jeszcze zanim ambasador Włoch uznał, że to najwłaściwszy moment by umrzeć. Nowy ambasador - o nazwisku popularnego malarza, który został inspiracją dla epoki baroku - uznał za stosowne, by zbywać go aż sprawa sama się rozwiąże. Albo najlepiej przedawni.
Nie to było jego największym zmartwieniem. Umowa, z której wywiązanie się miało być jedynie kwestią czasu, okazała się być trudniejsza do zrealizowania, niż początkowo zakładał. Wszystkie szczurki poukrywały się w swoich kanałach, nie uświadczył od dłuższego czasu ani jednego na swojej drodze.
Ani jednego.
Drahomir wrócił do stolika z kolejnym baniakiem piwa, ponownie pogrążając się w obserwacji świata za oknem baru. Przypominał przy tym zamkniętego w domu kota, który większą ochotę miał na wyskoczenie przez okno i upolowanie wróbla, niż czekanie aż ktoś go łaskawie wypuści.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

25 lat

czysta

neutralny

dziennikarz w Novyim Mirze
http://petersburg.forum.st/t1256-dionisie-caragiale#5009 http://petersburg.forum.st/t1257-dionisie-caragiale#5025 http://petersburg.forum.st/t1259-dionisie-caragiale#5029 http://petersburg.forum.st/t1258-decebal#5027
PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   Sob 10 Lut 2018, 15:31
Czerwiec w końcu zawitał do Rosji.
Był miesiącem o wiele przyjemniejszym niż maj, którego zachowanie nierzadko było chimeryczne, a dzisiejsze słońce sprawiło, że poczułem się w końcu o wiele lepiej niż zwykle. Brakowało mi tego, przecież o tej porze Bukareszt był skąpany w promieniach słonecznych i przypominał już o nadchodzących wakacjach. Po skończeniu pracy i wykonaniu kilku poprawek, które wprowadziłem dzięki uprzejmości Aleny (mam wrażenie, że z jednej strony powoli zaczynam nadużywać swojego statusu nowicjusza, a z drugiej – wiem, że mój okres próbny zaraz się skończy), postanowiłem wolnym, nieśpiesznym spacerem udać się przez miasta do lokalu, w którym umówiłem się z moim najdroższym przyjacielem, Drahomirem. Choć od mojej przeprowadzki widzieliśmy się zaledwie tylko raz, a to dlatego że musiałem poukładać swoje życie od początku do końca, to w końcu należało to zmienić. Mieszkaliśmy wreszcie w tym samym miejscu, nie byliśmy już ograniczeni kilometrami i mogliśmy widywać się w wolnym czasie. A mnie, jak nikomu innemu, potrzebne było męskie oparcie w tym świecie pełnym kobiet dookoła mnie. W rzeczywistości niewielu miałem przyjaciół z dzieciństwa, z którymi teraz mógłbym porozmawiać tak, jak właśnie z Drahomirem, lecz zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.
Zanim dotarłem do baru „Lela i Polela”, o którym wcześniej nigdy nie słyszałem, chociaż przecież zawsze wydawało mi się, że dość dobrze znam to miasto, to udało mi się przez przypadek znaleźć po drodze kilka interesujących uliczek, gdzie chciałbym w najbliższym czasie wrócić. Wiele miejsc, które mogłem uznać niegdyś za ulubione, dziś już nie istniało. Tak było choćby w przypadku kawiarni na rogu Niedźwiedziego Ryku i Eufrozyny Wielkiej połączonej z niewielką biblioteką, która skryła w sobie wiele skarbów. Pamiętam, że zawsze udawało mi się tam znaleźć coś ciekawego, to właśnie tam też zakochałem się w literaturze rosyjskiej. Wciąż nie udało mi się dowiedzieć, dlaczego zamknęli to miejsce, choć plotki głoszą, że właściciele w końcu zbankrutowali przez problemy ze Starszyzną i wyprowadzili się z Petersburga. Dziś budynek stoi pusty, lecz wystarczy tylko zamknąć oczy, bym przypomniał sobie, jak kulturalne życie tętniło tam zaledwie kilka lat temu. Podobnie jest z ulicą, na której mieści się bar „Lel i Polel”, gdzie mam spotkać się z Drahomirem. Choć niegdyś było tu mnóstwo lokali, to dziś ten zakątek z niewiadomych powodów świeci pustkami. Przynajmniej w środku jest głośno. Od razu zauważam Gruzina, który w dalszym ciągu wygląda przez okno, po czym podchodzę do niego.
- Cześć, Chanturia – witam się z uśmiechem na twarzy, z zaskoczenia poklepując mojego przyjaciela po plecach. Całujemy się na przywitanie, jak przystało po zachodniemu, bo przecież bardziej przyzwyczailiśmy się do innych zwyczajów kulturowych niż tych panujących w Rosji. Dlatego właśnie łatwo rozpoznać, że nie jesteśmy Rosjanami. On Gruzin, który spędził część życia we Francji i we Włoszech, a ja Rumun, rozdarty sercem między ojczyzną a krajami frankofońskimi. – Mam nadzieję, że nie spóźniłem się za bardzo. – Muszę przyznać, że spacer zabrał mi więcej czasu niż się spodziewałem. A dziś, jak na złość, zapomniałem założyć swego zegarka, a nie wpadłem przy tym na pomysł, by zapytać któregoś z przechodniów o godzinę. Z zainteresowaniem rozglądam się po całym lokalu, automatycznie zdejmując skórzana kurtkę i odkładając ją na oparcie krzesła, po czym przenoszę swój wzrok na okrągły stolik. – Piwo? Niech będzie! – Zdążyłem się od niego odzwyczaić, prawie zawsze przy każdej możliwej okazji wybierając czerwone wino wytrawne, do którego byłem przyzwyczajony przez moje pochodzenie, lub wódkę – przecież to właśnie ten alkohol pije się w Rosji zdecydowanie najczęściej. Idąc jednak już śladami Drahomira, ostatecznie postanawiam zamówić to samo.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Bar „Lel i Polel”   
Powrót do góry Go down
 
Bar „Lel i Polel”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: