Навигация

Teatr Opery i Baletu
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Teatr Opery i Baletu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieTeatr Opery i Baletu   Pią 03 Lut 2017, 15:51
Teatr Opery i Baletu

Petersburski Teatr Opery i Baletu został założony na początku XVIII w. i do tej pory cieszy się ogromnym uznaniem wśród czarodziejów, zwłaszcza z wyżyn społecznych. Powstał z inicjatywy księcia Eduarda Kuragina, słynnego miłośnika kultury i sztuki. Początkowo występy odbywały się w jego prywatnej rezydencji, jednak po paru latach zdecydował się otworzyć swój teatr w Petersburgu, tym samym zaczynając tworzyć własne sztuki i opery. Na początku XX w. część budynku niespodziewanie spłonęła, uszkodzenia jednak szybko naprawiono. Aktualnie jest to niezwykle popularne miejsce, gdzie wystawiane są nie tylko sztuki czarodziejskie, ale także mugolskie, które zyskują coraz większą popularność w świecie magicznym. Świadczy to również o otwartości i tolerancji wobec sztuki. Cały budynek utrzymany jest w myśl rosyjskiego baroku, idealnie wpasowując się w bogatą architekturę miasta.

Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

wdowa
http://petersburg.forum.st/t787-natalya-wronska
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 08 Cze 2017, 01:40

18.04.1999

Stoję na balkonie, Petersburg mam u stóp.
Dzisiaj rano otworzyłam pierwsze pudło. Wyciągnęłam miękkie mokasyny i szerokie spodnie. Spacerowałam przez całe przedpołudnie po dawniej znanych uliczkach, wypiłam kawę w nowootwartej kawiarni. W parku poczytałam książkę.
Niczego nie muszę. Nigdzie się nie śpieszę. Nic nie muszę udowadniać.
Usłyszałam kiedyś, że w naszym przypadku wolność zyskuje się dopiero po śmierci małżonka. Początkowo jesteśmy własnością rodziny. Potem męża. Dopiero przekładając obrączkę na drugą dłoń zyskujemy pełną niezależność. Nie musimy nic więcej udowodnić. Byłyśmy wystarczajaco dobre by zostać żonami, wystarczająco cierpliwe by wytrzymać z kochankami - przychodzi czas nagrody.
Nie wiem czy bardziej pasuje mi łatka młodej wdowy, czy lepiej byłoby mi z opinią skandalistki. Wtedy mówiono by, że to po matce, że niedaleko upadło jabłko od jabłoni, kolejne ośmieszenie w rodzie Oneginów.
Teraz nagminnie mi współczują. Składają kondolencje. Obejmują, w geście zrozumienia ściskają dłoń. A mnie przecież ulżyło.
Ulżyło?
Sama jeszcze nie wiem, jestem oszołomiona własną niezależnością.
Wracam do mieszkania późnym popołudniem i spontanicznie decyduję by wybrać się na balet. Nie widziałam żadnego od dwóch lat. Wkładam sukienkę, którą sama wybieram, wygładzam krótsze włosy. Wreszcie ściełam włosy, wciąż nie mogę się przyzwyczaić i dziwie się patrząc w lustro. Podoba mi się ta zmiana. Butów nie wkładam przesadnie wysokich, dbając bardziej o własną wygodę niż chęć przypodobania się. Komukolwiek.
Ozdabiam usta czerwoną szminką. Przez chwilę się waham - wkładam jednak obrączkę. W holu słychać szepty, kiedy zajmuję jedną z lóż widzę poruszenie. Tak szybki powrót na salony?
Zbyt szybki?
Skupiam się balecie, nie plotkach. Don Kichot - cztery akty z prologiem, pierwsza połowa zachwyca. W spalonej słońcem Argentynie rolę baletu pełni tango. Sensualne, kipiące od emocji, czasem nawet krzykliwe. Nigdy nie zostałam jego fanką.
Znacznie bardziej wolę powściągliwość baletową, wyrażanie największych uczuć drobnymi gestami. Jego lekkość i wagę jednocześnie.
Zbyt prędko mija mi ta pierwsza połowa.
Stoję teraz na balkonie, w dłoniach obracają kieliszek szampana. Wymieniłam sporo uprzejmości i uśmiechów, odeszłam od towarzystwa gdy po raz kolejny zaczęły się sypać kondolencje. Wolę przyglądać się ornamentom na ścianie niż wysłuchać następnego tak bardzo jest mi przykro.
To może okrutne - ale mnie przecież nie jest.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Wto 13 Cze 2017, 22:21
Ty jesteś wolny, Arseniy.
Albo przynajmniej tak ci się wydaje, co nie jest niczym nowym. Chciałbyś uciec od wielu rzeczy – w tym łamiji, która codziennie spędza ci sen z powiek, ale wiesz, że w tym przypadku to niemożliwe. Przez ostatnie lata próbowałeś niemal każdego sposobu, aż w końcu z impetem dotarło do ciebie, że niewiele zostało ci z życia. Bez zastanowienia zerwałeś zaręczyny krótko po tym, jak bezlitosna choroba prawie zabrała cię na tamten świat. Nie było już nadziei, jednak wtedy udało ci się z nią zwyciężyć – przynajmniej na chwilę. Teraz czujesz się silniejszy, co nie jest do końca prawdą. Lubisz sobie tak wmawiać. Długo powtarzane kłamstwo w końcu staje się prawdą, a ty zdajesz się o tym wiedzieć najlepiej. Nie możesz z nikim być, a raczej nie potrafiłbyś się z kimś związać. Przecież z czasem odejdziesz. Może za kilka godzin. Jutro. Za miesiąc. Czekasz, Arseniy, czekasz, choć wolałbyś mieć to za sobą. Uzdrowiciele nie dają ci żadnych szans, dlatego też odliczasz już do swojej śmierci w myślach, mimo że nie dajesz po sobie poznać, że coś jest nie tak. Jesteś dziedzicem, który wkrótce umrze. Nie tak miało być. Miałeś wielkie plany wobec świata, lecz najprawdopodobniej nie zdążysz ich zrealizować. Nawet jeśli dasz się pokonać to wciąż będziesz Arseniyem Kuraginem – tym, który dzielnie walczył z chorobą.
Wolny czas poświęcasz sobie. Mniej pracujesz w Ministerstwie Magii, gdyż nie powinieneś zbytnio się przepracowywać; coraz częściej za to chodzisz do kina, teatru czy opery, by oderwać się od przygnębiającej rzeczywistości. Na Don Kichota ostatecznie miałeś wybrać się z najdroższą Varvarą, która jest bez wątpienia najbliższą osobą w całym twoim życiu, ale tym razem wyjątkowo nie mogła sprawić ci tej przyjemności i musiała zostać w pracy na dyżurze. Martwisz się o nią szczerze, gdyż ostatnimi czasy za bardzo się przepracowuje, choć wcale nie musiałaby tego robić. Budzą się jednak w tobie niepokojące uczucia, których wcześniej nie znałeś, ale i tak starasz się ich zbytnio nie uzewnętrzniać. Podczas antraktu w sztuce przymusowo zdążyłeś wymienić kilka uprzejmości z ludźmi, których nie widziałeś od miesięcy, jednak nie sądziłeś, że akurat w tym miejscu zobaczysz Natalyę Wrońską, która właśnie samotnie stała na balkonie z kieliszkiem szampana. Nie rozmawialiście dawno, mimo że czasem mijaliście się na studiach bez słowa. Jak gdyby nigdy nic między wami nie było. A przecież było. Dobrze pamiętasz to, co się działo w szkole – ciężko będzie ci zapomnieć o tym okresie. Patrzysz na nią z dołu sali z lekkim uśmiechem, unosząc naczynie z alkoholem i wznosząc toast.
Na zdrowie.


Ostatnio zmieniony przez Arseniy Kuragin dnia Wto 13 Cze 2017, 23:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

wdowa
http://petersburg.forum.st/t787-natalya-wronska
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Wto 13 Cze 2017, 23:21
Pamiętam pierwszy uśmiech.
Pamiętam ten ostatni.
I wszystko pomiędzy - i wszystko, co potem.
Chociaż przechodziliśmy obok siebie bez słowa przez te wszystkie lata, wierzyłam, zapewne naiwnie, że to kwestia czasu. Dlatego kiedy papa otworzył kopertę z zaproszeniem na te wielkie zaręczyny wpadłam w wściekłość. Jak mogłeś mi to zrobić?
Nie wiem komu zrobiłam bardziej na złość, tobie czy sobie, poznając na twoich zaręczynach Wrońskiego. Udało mi się jednak dopiąć swego, mój ślub był pierwszy. Zadbałam byś miał doskonały widok na ołtarz.
Nie planowałam spotkać Cię dzisiaj. Nie wiem teraz czy planowałam spotykać w ogóle - bo i co możemy sobie powiedzieć po tych wszystkich latach?
Zapewnie nic, przecież rozmowy nie są w naszym stylu.
Ale proszę - jesteś tutaj. Sam czy z żoną? Dorobiliście się już potomka? A może na świat przyszła córka, słodka róża Kuraginów, wielkie rozczarowanie i jeszcze większa presja kolejnej ciąży. To bardzo niefortunne kiedy przyjemność miesza się z obowiązkiem.
Na całe szczęście - ja swój już wypełniłam. Co prawda obeszło się bez dzieci, ale Wrońskich jak mrówek, nikt nie ma mi za złe. W końcu nie miałam wystarczającej ilości czasu, wdowiejąc tak młodo.
Wciąż dobrze wyglądasz. Nieomal nic się nie zmieniłeś. Ciekawe czy trzymasz tomik poezji za pazuchą, czy dalej pamiętasz wiersze Puszkina? Grzywka nieco wpada ci do oczu, ktoś powinien ją odgarnąć. Czy żona nie dba o twój wizerunek?
Ciekawe czy jesteście szczęśliwi. O to nie wypada mi jednak spytać, to jedna z tych nigdy nie poruszanych kwestii. Musicie być szczęśliwi, przynajmniej na zewnątrz.
Ciekawe czy my byśmy byli, gdyby jedno z nas nosiło inne nazwisko? Nie zastanawiasz się nad tym czasem? Jak teraz, gdy unoszę kieliszek w geście toastu. Bez uśmiechu, nie rozdaję ich aż tak szczodrze jak ty. Myślę, że by się nam udało. Zamieszkalibyśmy w jednym z tych pięknych mieszkań z dużą biblioteką. Ja porankami czytałabym poranną prasę, po twoim powrocie chodzilibyśmy do kina. Teatru. Opery. Bądź zostawali w domu, przed kominkiem, rozmawiając o wszystkim. To może być recepta na udany związek.
Z drugiej strony - co mogę wiedzieć o udanych związkach. A co ty?
Zastanawia mnie czy będziesz się tylko tak uśmiechać, a może zbierzesz w sobie na tyle odwagi by wspiąć się na balkon. Nieomal jak książe do księżniczki zamkniętej w wysokiej wieży.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sro 14 Cze 2017, 00:07
Nie masz pojęcia, co tobą kierowało.
Chciałeś pójść do przodu, byłeś przekonany, że w ten sposób uda ci się ją zmusić do działania, ale w rzeczywistości osiągnąłeś zupełnie odwrotny skutek. W zwyczaju miałeś działać irracjonalnie i niewiele się w tej kwestii zmieniło – nawet teraz. Choć z zaręczynami poszło wyjątkowo sprawnie, to z ślubem zwlekałeś jak tylko mogłeś. Poniekąd czułeś presję rodziny, która – świadoma twojej szczególnie beznadziejnej sytuacji – chciała, abyś pozostawił po sobie w spadku potomka, niekoniecznie dając mu w prezencie wadliwe geny. Ale powiedziałeś nie. Niewiele brakowało, by łamija poszatkowała cię w całości; cudem wróciłeś do zdrowia po kilku miesiącach rekonwalescencji. Od tego czasu się nie przemęczasz. Pracujesz tylko do południa, nie żałujesz sobie najdroższego wina, a wieczorami zaczytujesz się w książkach, na które wcześniej nie potrafiłeś znaleźć czasu. Choć nie jest już to Puszkin, zdaje się, że z niego wyrosłeś –  podobnie jak z romantycznej koncepcji miłości, która nigdy do ciebie nie pasowała. Ale wciąż za to namiętnie słuchasz Czajkowskiego. Pewne rzeczy się nie zmieniają.
Nie wiesz, co mógłbyś jej powiedzieć. Nie jesteś jedną z tych osób, które żyją przeszłością. Mogło potoczyć się inaczej, lecz nie zamierzasz dłużej o tym myśleć. Zbyt wiele było nieprzespanych nocy, a teraz? Nic. Serce nie bije ci szybciej, jedynie jesteś lekko zdziwiony, bo przecież nie planowałeś jej nigdzie spotykać. Przyzwyczaiłeś się, że przez ostatnie lata zawsze migała ci gdzieś w tłumie, zupełnie jak dzisiaj, a mimo to nie odważyliście się ze sobą porozmawiać. Nie masz jej za wiele do opowiedzenia o swoim życiu. Jesteś sam, nie dorobiłeś się potomka, nie założyłeś żadnej rodziny i nie wyzdrowiałeś. Choć ukończyłeś studia i dostałeś pracę w Ministerstwie Magii, to nie tak wyobrażałeś sobie swoje życie. Miałeś być człowiekiem sukcesu, który zrewolucjonizuje magiczny świat, ale obawiasz się, że zwyczajnie nie starczy ci czasu. A co z tobą, Natalyo? Słyszałeś przecież, że szybko zdążyła owdowieć. Nigdy nie życzyłeś jej źle, choć byłeś zaskoczony jej decyzją o zamążpójściu. Nie mogłeś nie pojawić się na ślubie, mimo że w środku gotowała się w tobie złość i zazdrość. Przecież mogłeś to być ty, Arseniy. Uśmiechasz się ten ostatni raz, by za chwilę niespodziewanie zniknąć jej z oczu.
Uciekasz?
Czy tylko na tyle cię stać?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

wdowa
http://petersburg.forum.st/t787-natalya-wronska
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sro 14 Cze 2017, 01:13
Byłam przekonana, że po mnie przyjdziesz.
Tak naiwnie, aż do bólu - po prostu pewna. Nawet nie denerwowałam się ślubem, nie przejmowałam kwiatami i wystrojem, sukienką tylko trochę, bo przecież chciałam wyglądać pięknie w ten dzień. Siedziałam w swojej sypialni, popijając szampana (co takiego jest w szampanie, że tak często mi towarzyszy?), odliczając minuty do twojego wtargnięcia. Wcale nie musiałeś mnie porywać na koniec świata. Wystarczyłoby zwyczajne nie Natalyo, nie chodziło mi przecież o szalone ucieczki na drugi koniec świata.
Za to następnego dnia spotkalibyśmy się w kawiarni, tej samej w której naprzemiennie przesiadywaliśmy przez cały okres studiów, tym razem przy jednym stoliku.
Wyobraź sobie moje zdziwienie gdy przyszło mi powiedzieć tak. Chociaż większe, zdecydowanie, było to rozczarowanie.
Zbyt wiele, zapewne, wymagałam od tej naszej cichej znajomości, jak mała dziewczynka wyobrażając sobie, że stoi za nią ogromne uczucie. Jedno z tych, którym nie przeszkodzą nawet konwenanse.
Ciekawe, czy moja matka też wierzyła w takie głupoty? To pewnie dziedziczne, chociaż mnie dostało się nieco więcej rozumu, osiemnaście miesięcy małżeństwa zdecydowanie wyleczyło mnie z podobnych nonsensów. Dlatego wcale się nie dziwie kiedy znikasz mi z oczu.
Pewnie zobaczymy się za jakiś czas przy jednej z tych okazji, których ominąć nie można. Tam pewnie już będziesz z żoną uwieszoną na ramieniu, zmuszony towarzyszyć jej przez cały wieczór.
Nie wiem czy spojrzę na to z zazdrością - prędzej w ogóle.
Bawię się pustym już kieliszkiem szampana, wodząc wzrokiem od jednej pary do drugiej. Młodzi, starzy, roześmiani i ukrywający łzy. Kobiety, mężczyźni, te o diamentowych kolczykach, ci ukrywający poszarpane mankiety. Dookoła nas pełno takich historii. Bardziej lub mniej spełnionych, niektórzy dochodzą nieomal do końca, do w pełni złamanego serca, inni rozstają się w połowie. Nas nie było stać nawet na rozpoczęcie. Co stało się z tą naiwną odwagą lat nastoletnich, kiedy zastąpiła ją tak wielka duma?
Zbyt wiele od ciebie oczekiwałam. A sama też nie chciałam wiele dać, pewnie ze strachu.
Przekonania, że wychodzi ze mnie temperament matki.
Z drugiej strony, ona też była z domu Kuraginów, liczyłam, że stawianie wszystkiego na jedną kartę jest u was rodzinne.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sro 14 Cze 2017, 23:02
Miałeś przyjść, ale nie przyszedłeś.
Ostatecznie nie zdobyłeś się na odwagę. Nie postawiłeś wszystkiego na jedną kartę. Ty byłeś już zaręczony, ona szykowała się do ślubu. Niby wystarczyło powiedzieć tylko nie, ale nie padło ono z niczyich ust. Nie miałeś później zbytnio wyjścia, musiałeś przyzwyczaić się do faktu, że tak naprawdę nie masz na co liczyć. Może w rzeczywistości nie znaliście się dobrze – zwykle w swoim towarzystwie częściej milczeliście niż rozmawialiście. Myślałeś więc o niej mniej, nie mogłeś sobie pozwolić na to, by dalej w tak dużym stopniu zakrzątała twoją głowę. Odpuściłeś, choć nie sądziłeś, że pójdzie ci to tak łatwo. Z tobą jednak nigdy nie wiadomo. Lubisz się oszukiwać, a prawdziwe uczucia skrywasz w najgłębszych zakamarkach swojej duszy, tym samym starając się, by nigdy nie ujrzały one światła dziennego. A przecież wówczas mogło być zupełnie inaczej, tak jak sobie to wyobrażałeś przez cały okres szkolny. Gdyby każde z was wykazało choć trochę inicjatywy – pewnie siedzielibyście teraz wspólnie w ogrodzie, zwyczajnie ciesząc się własnym towarzystwem i korzystając z wyjątkowo dobrej pogody.
Ale już nie uciekasz. Nie tym razem. Prawda jest taka, że nie masz nic do stracenia, niewiele życia ci zostało, więc chcesz się odezwać i usłyszeć jej głos, który wciąż rozbrzmiewa w twojej głowie. Rozpoznałbyś go zawsze i wszędzie, nawet jeśli spotkałbyś ją po kilku latach nieobecności. A ty, zmieniłaś się, Natalyo? Zdarzyło ci się obserwować ją na studiach, choć zawsze starałeś się to robić dyskretnie, by przypadkiem nie przyłapała twojego wzroku. Chyba jednak stała się dla ciebie bardziej ludzka. W pamięci masz jak w czasach szkolnych uchodziła za Królową Lodu – zasługiwała na ten przydomek, nie tylko ze względu na swoje syberyjskie pochodzenie. A dziś? Wdowa po Wrońskim. O ironio, podobny los najprawdopodobniej wkrótce podzieliłaby z tobą, gdyby wziąć pod uwagę zaawansowane stadium twojej choroby. Po kilku minutach przedzierania się przez gęsty tłum i kręte schody, w końcu pojawiasz się obok niej. Nic jeszcze nie mówisz, tylko wpatrujesz się uważnie w tył jej sylwetki i opadające na plecy jasne włosy. Odezwiesz się? Czy nic nie powiesz? Mógłbyś po prostu zniknąć, nie byłoby to niczym nowym, ale nie masz nawet pewności, czy nie jest to przypadkiem wasze ostatnie spotkanie. Bo może tak być, że łamija za chwilę cię zaatakuje. A ty nie chciałbyś odejść bez rozmowy.
Nie teraz.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

wdowa
http://petersburg.forum.st/t787-natalya-wronska
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 15 Cze 2017, 02:11
Wdowa po Wrońskim.
Chociaż w duszy na zawsze pozostanę Oneginą, myślę, że pasuje mi to nowe nazwisko. Brzmi melodyjnie z imieniem, wzbudza odpowiedni szacunek w towarzystwie. Szczególnie teraz, kiedy przychodzi mi nosić stonowane kolory.
Dobrze mi w czerni.
Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób - ale dobrze mi w byciu wdową, pasuje mi podobna rola. Swoboda w decydowaniu o własnym czasie, funduszach i sympatiach. I chociaż wciąż przychodzi mi udawać (rozpacz na przykład czy tęsknotę), staranniej dopieram sceny na których rzeczywiście chcę wystąpić.
Ciekawe jak odnalazłabym się w roli Kuraginy?
Czy przyszłoby się nam zmierzyć z ogromną burzą, kiedy stanąłbyś przed swoją rodziną, trzymając moją rękę? Powiedziałbyś - ona albo żadna, a na ich twarze padłby blady strach. Nie dość, że Onegina, to jeszcze ta, kukułczy podrzutek. Wiesz o tym, prawda? Musiały dotrzeć do twoich uszu wszystkie opowieści o ekscesach mojej matki.
Wiesz, co przeszło mi przez myśl kiedy przyszło mi powiedzieć tak? A co jeśli to mój bliski kuzyn, brat, wuj? Ojciec pewnie nie, w końcu ten doskonale wie o moim istnieniu, ale co jeśli właśnie przyrzekam wierność, miłość i wszystkie inne do końca życia jego bratu?
Zrobiło mi się wtedy niedobrze, pamiętam, wzruszeni goście uznali, że to z przejęcia. To miłe, że w niektórych momentach potknięcia interpretuje sie na naszą korzyść.
Nie wiem czy wtedy gotowa byłam na podobną burzę. Za wszelką cenę nie chciałam usłyszeć, że jestem podobna do swojej matki, ceną okazałeś się ty. Dzisiaj jednak noszę inne nazwisko, a ostatnie dwa lata nauczyły mnie lekkości w stosunku do konwenansów.
Szkoda, że za późno.
- Nie sądzisz, że w scenie czwartej aktu drugiego pas de deux było nierówne? - nie odwracam się, chociaż uśmiecham lekko, czując na plecach twoje spojrzenie. To jak dotyk intuicji, nieznacznie przyśpieszony puls, lekkie drżenie rąk. Stań obok, z tej wysokości doskonały widok - Dwa lata i takie pogorszenie jakości, aż strach sprawdzić co jeszcze ucierpiało - możesz mi opowiedzieć. Jak ulice z kolorowych zrobiły się szare i jak długo trzeba czekać na jedzenie w najlepszych restauracjach? Które kawiarnie zamknięto, dlaczego zastąpiły je głośne bary? I co wydarzyło się u ciebie?
Ty interesujesz mnie najbardziej.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 15 Cze 2017, 20:38
Może i dobrze jej w czerni.
Ale nosiłaby ją nawet, gdyby związała się z tobą. Prędzej czy później zostałaby wdową po Kuraginie. Łamija cię nie oszczędzi – prędzej czy później odejdziesz z tego świata, Arseniy. Może jednak nie musiałaby udawać rozpaczy czy tęsknoty, przynajmniej chciałbyś wierzyć, że jej uczucie do ciebie byłoby wówczas prawdziwe i szczere. Wasze rody od wieków są skłócone i zdaje się, że na ten moment nieprędko się to zmieni. Nie raz i nie dwa próbowano zażegnać stare konflikty, jednak próby pojednania zwykle kończyły się jednym wielkim fiaskiem. Chciałbyś wierzyć, że tym razem byłoby inaczej. Przecież gdybyś ją wybrał – to nie odpuściłbyś. Poruszyłbyś dla niej niebo i ziemię, byleby tylko z nią być. Nie byłyby dla ciebie ważne złowrogie spojrzenia ojca. Nie mieliby nic do powiedzenia najważniejsi Oneginowie. Zawsze musisz postawić na swoim, nawet jeśli miałoby ci to przynieść więcej strat niż korzyści. Słyszałeś wiele plotek na jej temat, ale nigdy nie chciałeś im wierzyć. Dla własnej wygody. Sam niejednokrotnie byłeś obiektem fam, lecz z reguły nawet ich nie dementowałeś. W końcu ty jesteś ponadto.
- Nierówne. – Przytakujesz lekko głową. Jak widać, nie tylko ty zauważyłeś, że pas de deux nie było doskonałe, a nie sądzisz, by był to celowy zabieg. Nie powinno się popełniać błędów przy takich sztukach jak ta. – Dwa lata to długi okres – odpowiadasz zgodnie z prawdą, wzdychając cicho pod nosem. Dobrze wiesz, co mówisz, bo przecież sporo zdążyło się przez ten czas zmienić. Nie tylko w twoim życiu, ale i w mieście. Petersburg, choć wciąż miejscami nieznośnie eklektyczny, to zaczął się piąć w górę – wraz z drapaczami chmur, które ostatnimi czasy stały się wyjątkowo modne zwłaszcza wśród mugoli. Architektura zrobiła się więc mniej wyszukana – jakby socrealizm był inny – nie zawsze idealnie wpasowując się w klimat miasta. W przeciągu kilku miesięcy niespodziewanie zamknięto wiele kulturalnych miejsc, co rzekomo spowodowała pogarszająca się sytuacja polityczna. Ale słyszałeś też, że ludzie najzwyczajniej w świecie wyjeżdżają za szczęściem i pieniędzmi na Zachód. Ty jednak nie mógłbyś zostawić matuli Rosji. Niczego ci tu nie brakuje. Żyjesz w dostatku i nie widzisz tego, że większość społeczeństwa żyje w biedzie. – Twoje małżeństwo ucierpiało – stwierdzasz dobitnie, choć nie zamierzasz składać kondolencji. Przecież domyślasz się, że tego wieczoru już wiele zdążyła ich usłyszeć. Jesteś jednak ciekawy tego, jak powodzi się jej w życiu. Poza tą całą tragedią, która się wydarzyła.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

26 lat

błękitna

za Starszyzną

wdowa
http://petersburg.forum.st/t787-natalya-wronska
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 03 Sie 2017, 12:42
Od czerni nie da się uciec.
Pytanie tylko w jakim wieku przyjdzie ją włożyć. Ja, oddając swoją rękę mężczyźnie w wieku mojego ojca, doskonale wiedziałam, że przyjdzie mi ją założyć szybciej niż rówieśniczkom. Może nie przypuszczałam, że już po dwóch latach, ale jeśli mam być całkowicie szczera, nie dawałam sobie więcej niż dziesięciu lat stanu małżeńskiego.
Miałam nadzieję uniknąć w tym czasie macierzyństwa.
Chociaż – nie sądzisz, że to dodałoby mi jeszcze więcej powagi? Doskonale wiem, że kiedy miną pierwsze tygodnie współczucia dla młodej wdowy, będę słyszeć za swoimi plecami szepty o modliszce wydającej pieniądze po zmarłym mężu. A przecież nie zasłużyłam na ten spadek, umarł bezdzietnie, nie pozostawił po sobie żadnego potomka. Przynajmniej nie z pierwszego łoża. Z drugiego, wiem bo sprawdziłam, też nie było żadnych.
W przypływie ludzkich uczuć chciałam się podzielić majątkiem Wrońskiego – przecież nie będę narzekać, że cały zasilił moje konto. Posag też mam całkiem spory, mimo wszystko to bardzo smutne, że wolność w naszych kręgach liczy się ilością pieniędzy.
Miłość też można liczyć w ten sposób. Może ta ozłocona jest jednak trwalsza? Popatrz, ja byłam dla ciebie gotowa zrezygnować ze wszystkich przywilejów szlacheckiego małżeństwa, a i tak przyszło mi włożyć na palec inną obrączkę, z wielką pompą przysięgać miłość, wierność i tak dalej.
W zdrowiu i w chorobie. O tej drugiej części, tak przynajmniej pokazuje mi literatura, często się zapomina. Tak jakby miłość mogła być szczęśliwa jedynie w perfekcyjnych okolicznościach – a romantyczna, jak w naszym przypadku, (nie)kochanków po dwóch przeciwnych stronach. Nic nie ma takiej siły przekreślenia miłości jak choroba. Wtedy zmieniamy się w męczenników i rezygnujemy. Przecież nie możemy skazać drugiej strony na takie cierpienie. Poświęcenie. Blablabla.
Nie znam większej bzdury. To egoizm, nie altruizm – w chorobie jesteśmy najbardziej bezbronni, nadzy, nie mający możliwości schowania się za żadnym obronnym murem. A dopuścić kogoś tak blisko, wiele miłości nie przeżywa tej próby.
Ciekawe czy ty trzymałbyś moją rękę gdyby przyszło mi wić się z bólu, walczyć o każdy oddech bądź wymiotować krwią. Ja trzymałam tę męża, ale nie miało to nic wspólnego z miłością. Prędzej – z szacunkiem. Może ze współczuciem – Moje małżeństwo się skończyło – na długo przed pogrzebem – Tragicznie – dodaję po dłuższej chwili, przecież mężczyzna umierający w, jak to się mawia, sile wieku to zawsze wielka tragedia – Jak ma się twoje? Powinnam składać gratulacje? – pierwszy Kuragin już na świecie? Zdrowy, silny, oczywiście chłopiec? Bardziej podobny do ciebie czy może oczy ma po matce.
Tobie mogłabym urodzić dziecko. Chciałabym.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 24 Sie 2017, 22:31
Od czerni nie da się uciec. Dobrze o tym wiesz, Arseniy. Nie chciałeś więc, by twoja narzeczona przywdziała ją tak wcześnie. W rzeczywistości nie kochałeś jej szczerze, nie była ci nawet szczególnie bliska, lecz miałeś do niej szacunek, co nieczęsto u ciebie się zdarzało. Choć nie dowiedziała się o twojej chorobie, to jednak nie miałeś wyjścia – musiałeś to zrobić, zerwać z nią, by zachować w tej sytuacji twarz. O ile wciąż jakąś masz. Bo przecież ty, Arseniy, nie jesteś święty jak mogłoby się wydawać, mimo że lubisz takiego zgrywać. Pod tym niewinnym uśmiechem, błękitnymi oczami i nienagannym wyglądem kryje się przecież diabeł, który – mimo że chwilowo jakby się uspokoił – wciąż może być niebezpieczny. Jest w tobie coś bez wątpienia niepokojącego i innego, wystarczy ci się przyjrzeć nieco dłużej, by stwierdzić, że nie jesteś jak inni Kuraginowie. A może właśnie taka jest wasza prawdziwa natura, a ty jedyny nie boisz się jej pokazać? Tyle pytań, jeszcze mniej odpowiedzi. Mogłeś się jednak spodziewać w tym przypadku, że Natalya prędzej czy później zapyta o życie małżeńskie, do którego nawet nie doszło. Jak ma się twoje? Ile masz dzieci, Arseniy? Czy wszystkie są zdrowe? Najwyraźniej Natalya Wrońska nie wiedziała. Albo udawała, że nie wie. Może tylko chciała cię lekko ugodzić?
- Słyszałem o tym. – Masz składać kondolencje? Czytałeś w gazetach o jej małżeństwie, które skończyło się tragicznie. Nie zostawili na niej suchej nitki, ale wyjątkowo w ogóle cię to nie dziwi. To dziennikarskie hieny żerujące na cudzej krzywdzie. Nigdy osobiście nie wierzyłeś co prawda w jej nieskończoną miłość do Wrońskiego, ale to przecież jego wybrała. Nie ciebie. Nie byłoby jednak zbyt wielkiej różnicy, skoro i tak równie szybko zostałaby wdową. Już dawno łamija miała cię zabrać ze sobą do grobu, a ty wciąż utrzymujesz się przy życiu. Ile ci jeszcze czasu zostało, Arseniy? Czy choroba poszatkuje cię tak, że nic z ciebie nie będzie? Nie znasz odpowiedzi na te pytania, musisz więc żyć z dnia na dzień. Nie masz aktualnie innej opcji. – Jestem sam. – Krótko i zwięźle. Niby ślubuje się miłość w zdrowiu i chorobie, ale nie chciałbyś umrzeć zaraz po zawarciu związku małżeńskiego. Wybrałeś samotność. Z rozsądku, nie z powodu absurdalnej miłości mogącej istnieć jedynie w perfekcyjnych okolicznościach. – Nie ma więc powodu, by składać gratulacje. – Nie patrzysz w jej kierunku, wyglądając tylko z balkonu na dół. Przerwa niedługo się skończy i będziesz musiał pójść na swoje miejsce. Wróciła. Petersburg znów stał się jej domem? Kogo planuje złapać teraz w lepkie sidła? Nie wiesz, czy chcesz to wiedzieć. Masz jednak to szczęście, że zaraz zaczyna się kolejna część przedstawienia.
- Udanego wieczoru, Natalyo.

Arseniy i Natalya z tematu


Ostatnio zmieniony przez Arseniy Kuragin dnia Wto 24 Paź 2017, 17:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sro 18 Paź 2017, 18:35
Varvara miała wyrzuty sumienia. Robiła źle i każdy domorosły moralista miałby święte prawo upomnieć ją tak srogo, że aż by się zarumieniła. Ale Varvarą Kuraginą kierowała przecież nie tylko przemożna ciekawość. Prowadziła śledztwo, zdobywała ważne informacje. Demaskowała – kogo? Zamiast wiedzy musiała jej na razie wystarczyć ciekawość.
Gdy wstępowała po schodach Teatru Opery i Baletu, światła które mijała zdawały się rozbłyskać jaśniej. Nieco toporne to porównanie, ale właśnie taki efekt chciała osiągnąć. Wolna od męskiego ramienia zamiatała ostatnie już stopnie przed wejściem do wspaniałego hallu ciężkim materiałem czerwonej sukni zamówionej niedawno z atelier Wrońskiej. Polka szyła projekty bardziej nowoczesne i ciekawsze od Avetisyan, a z pozoru zwyczajna okazja, jaką była premiera „Romea i Julii” Prokofieva wymagała jednak odrobiny ekstrawagancji.
Suknia podkreślała więc figurę Varvary, Kuragina nie pozwoliłaby jednak sobie, by przyciągać wzrok w sposób ostentacyjny. Trudno to jednak pogodzić z zamiarem bycia najpiękniejszą kobietą na widowni. Chciała, by zaniemówił na jej widok, zapomniał wręcz języka w gębie, a gdy już go odnajdzie – by mówił bez zająknięcia to, co chciała usłyszeć.
Savvas Zakharenko. Choć poznali się już przed laty, nigdy wcześniej nie wzbudzał w niej ciekawości, która doprowadziłaby ją do strojenia się w bajecznie drogie suknie i wydawania fortuny na ustronną lożę. Wszystko jednak zmieniło się, gdy jakiś czas temu przez wyjątkową naradą Starszyzny usłyszała na tarasie Pałacu Sprawiedliwości rozmowę dotyczącą Zakharenków. A ta rozmowa, choć powtórzyła ją tylko bratu, gdy wrócili już do domu, pozostała w jej pamięci, ciągle stwarzając nowe pytania i wątpliwości.
Uradziła więc, a pomógł jej w tym Arsenyi, że – nie wzbudzając poruszenia wśród nestorów – sama postara się czegoś dowiedzieć. Wydobyć zeń cokolwiek, co mógł wiedzieć o tragicznej śmierci swego krewnego w wybuchu muzeum. Na swój sposób była także uzdolniona w tym kierunku.
Zwykle za wszelką cenę starała się, by nie postrzegano jej przez pryzmat wyjątkowej urody rusałki. Nie mogła jednak zaprzeczyć, by nie niosła ona ze sobą zbawiennego wpływu na męskie umysły, a Sava – którego dostrzegła właśnie kątem oka na szczycie schodów – cóż.
Stała profilem do niego, pozornie pochłonięta przez lekturę dedykacji na tablicy poświęconej założycielowi teatru (skąd inąd jej dalekiemu krewnemu), a gdy odwróciła się i jej wzrok pochwycił jego oczy, uśmiech, któremu dotąd pozwalała swobodnie błąkać się po twarzy w okamgnieniu dojrzał do swej pełnej okazałości, jakby jej radość na widok Zakharenki nie znała granic. Zbliżyła się doń wolnym krokiem, upewniwszy się najpierw, że na jego ramieniu nie jest uwieszona żadna dama, z którą musiałaby konkurować.
- Sava. – jej usta lśniły czerwienią satynowej pomadki, a twarz jaśniała blaskiem wspomożonym jeszcze dodatkową warstwą maści bogunki. – Co za spotkanie.
Od Arsenyia wiedziała, że wybiera się na spektakl. Wiedziała, że warto kupić dla siebie bilet w ostatniej chwili i spędzić długie godziny przygotowując się do wyjścia. I mimo wciąż rosnącej ciekawości i głupawej dziewczęcej uciechy z wrażenia, jakie chciała na nim zrobić, wciąż miała wyrzuty sumienia.
- Nie wiedziałam, że lubisz Prokofieva.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Czw 19 Paź 2017, 08:37
Od czasu zebrania starszyzny w marmurowej komnacie minęło kilka dni, a jego niepozorny wtedy katar zamienił się w pełnowymiarową chorobę. Ktoś mógłby pomyśleć, że magiczni uzdrowiciele mogliby poradzić sobie z tym w moment i pewnie miałby rację, gdyby chory miał czas pochylić się nad swoim zdrowiem. Egipska statuetka Bast wciąż wymykała mu się z rąk jak sam Anvari chowający się po kanałach lepiej niż najsprytniejszy szczur, przesłuchania musiały iść pod lupę a raporty kontrolował osobiście, bo weles jeden raczy wiedzieć jakie ludzie mogą rzeczy nawygadywać, a Kosmas przecież z pełnym zaufaniem powierzył odpowiedzialność pierworodnemu. Kallisto miała jakiś gorszy okres co rzutowało na Melpomene, która gorszy okres miała chyba całe życie, jedynie matka jeszcze nie podrzuciła mu jakiegoś kukułczego jaja w postaci zadania nie do wykonania.
Do teatru przyszedł bynajmniej dla przyjemności, dostał osobiste zaproszenie z ministerstwa magii bezpośrednio od dyrektora wydziału współpracy z zagranicą i choć zaproszenie było podwójne, Zakharence zabrakło siły by wpaść na pomysł zaproszenia jakiejś miłej damy. Po krótkiej dyskusji przy lampce koniaku, przemądrzali wąsaci dziadowie politycy, których Sava nieszczególnie szanował, bo wiedział jak mało wiedzą o rzeczywistości, ruszyli w kierunku widowni gorąco zajęci rozmową na temat danych, które uznał za stosowne i nieszkodliwe im ujawnić. Jak bardzo ten wieczór miał się odwrócić przeciwko niemu - nie mógł się nawet spodziewać.
Akurat stał, zdawać by się mogło, bezcelowo u szczytu schodów, rozglądając się po ludziach. Tylko wprawny obserwator mógłby wyczytać z ruchów tego mistrza kłamstw i sztuczek rzeczywisty powód postoju. Bielejące kłykcie, zaciskane kurczowo na zdobionej poręczy i ciemność zasnuwająca spojrzenie gdzieś na horyzoncie widzenia. Przemęczenie, niedożywienie, alkohol i ciągła czujność siadły okrakiem na jego barkach przez chwilę nadając mu drapieżny wygląd szaleńca o nieobecnym wzroku. Tylko przez ułamek sekundy, bo rzeczywistość jawiąca mu się przed oczami uderzyła go z siłą tsunami, wyrywając go ze słabości i wypluwając styranego na piaszczysty brzeg zobowiązań.
Przez chwilę stał i nic nie robił, baraniejąc jak kompletny głupiec i patrząc na Varvarę twarzą pozbawioną wszelkiego wyrazu. Żadnych typowych mu uśmiechów, przerysowanych ukłonów czy puszczania oczek, którymi tak lubił żonglować na co dzień na granicy dobrego smaku i komedianctwa. Stał po prostu i próbował sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widział piękniejsze stworzenie, acz myśli jego rozprysły się jak bańka, kiedy Kuragina tworzyła rubinowe usta.
- Varvaro. - skłonił się lekko, próbując nie oderwać od niej wzroku, choć coś szeptało w jego duszy, że ta kobieta to demon. Nikt nie może być człowiekiem i wyglądać tak wspaniale. - Wyglądasz zjawiskowo.
Podał jej dłoń by pomóc wejść na ostatnie parę stopni, jak to robił zawsze ze swoją szarmancją zupełnie nie z tej epoki. Uśmiechnął się słabo, w duchu licząc na to, że nie zemdleje tu przy niej porażony gorączką. Wcale w tym nie pomagała.
- Zdradzę Ci kolejny sekret - szepnął nachylając się do niej, jakby podtrzymywał tradycję rozpoczęta w kinie. Savvas i jego ogromne tajemnice- Nie specjalnie, lubię tylko Kamienny Kwiat, pozostałe balety nie są w moim guście. Wolę Czajkowskiego. - silił się na swój luzacki ton, ale no właśnie - silił się.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sob 21 Paź 2017, 01:07
Nie do końca jeszcze rozumiała, jak się zdaje, zasady gry, w którą wskoczyła na główkę skupiając się na nieistotnych szczegółach zamiast mało zachęcającej perspektywy uderzenia w dno; Sava miał więcej doświadczenia w udawaniu, mógłby przejrzeć ją na wylot w ciągu tych pierwszych niepewnych momentów i zapewne, gdyby nie opłakany stan zdrowia, zorientowałby się, że coś się kroi. Ale jedno było już przynajmniej jasne: nie zmieniła się całkowicie; maska, którą przywdziała niewiele jeszcze różni się od prawdziwej zmanierowanej Varvary – lecz to wystarczyło, by z pełnym prawdopodobieństwem przypuszczać, że ten teatrzyk będzie uzależniał.
Bo powinna przecież zauważyć. Może nie wszystko naraz, może bez stawiania nieomylnej diagnozy na pierwszy rzut oka, ale chociaż coś, co zasugerowałoby jej, że tym razem jest inaczej. W pierwszej chwili jednak nad spostrzegawczością przeważyła zachłanność typowa dla targowiska próżności. Skupiła się na wypatrywaniu znaków, czy osiągnęła zamierzony efekt – a te były dość jasne, by nie poświęcać im więcej uwagi.
Tym razem łapczywie słuchała jego tajemnic; na początek niech będą nawet te śmieszne, błahe. Niech poczuje się łaskawy racjonując jej te szczegóły bez większego znaczenia, a ona – lawirując między nimi z wrodzoną klasą i perfekcyjną iluzją absolutnej fascynacji na twarzy – poczeka, aż będzie gotów jej zaoferować sekrety, za których zdradzenie groziło mu więcej niż skrytykowanie gustu muzycznego.
- Zatem nuży cię historia wyklętych przez gwiazdy kochanków? – tak się o nich mówiło, prawda? O dwojgu gówniarzy bez pomyślunku, co to jakimś cudem zdobyli zaszczytne pierwsze miejsce w rankingu smutnych historii miłosnych.
A gdyby zajrzeć do któregoś z ich rodzinnych domów, tych pozornie pięknych, bogatych i szczęśliwych młodych ludzi, nierzadko znalazłoby się pod przykrywką perfekcyjnej harmonii nieszczęścia dalece bardziej przygnębiające niż przedwczesna śmierć z ideą brzmiącą w pustej młodzieńczej głowie.
- Trudno się dziwić. Tym bardziej, że kompozycjom Czajkowskiego istotnie nie można odmówić uroku. – dodała po krótkiej chwili, opierając swoją dłoń na jego na czas, jaki zajęło im pokonanie kilku stopni. – Przyszedłeś sam? – zapytała jakby mimochodem. Nie widziała, z kim rozmawiał nim zaprzątnęła jego uwagę.
- Arsenyi miał mi towarzyszyć dziś wieczór. – gładko dołączała kolejne słowa do swej wypowiedzi, pilnując, by te nieprawdziwe nie wyłamywały się z szyku zdań. W rzeczywistości jej brat nie zamierzał pokazywać się w teatrze, zajęty ważniejszymi sprawami w Ministerstwie, nawet mimo ciekawości, jak potoczą się działania Varvary. – Niestety, coś zatrzymało go w pracy. – mała zbolała minka na dowód żalu. – Nie chciałabym ingerować zanadto w twoje plany, ale może zechcesz dotrzymać mi towarzystwa w loży, którą – jak się okazuje – zbyt pochopnie zarezerwował?
Wszystko ujdzie jej płazem, gdy wygląda tak jak dziś wieczór, ale nawet niewprawny badacz etykiety uznałby jej propozycję za dość… mało finezyjną. Bardziej zależało jej jednak na dyskretnej atmosferze, w której mogłaby poruszyć tematy sprzed tygodnia. – Zawsze czuję się niezręcznie, gdy okoliczności zmuszają mnie do samotnego oglądania spektaklu. – dodała jakby na swoje usprawiedliwienie z delikatnym uśmiechem, którego nie znosiła: była to bowiem podręcznikowa mina panny, którą rycerz na białym koniu musi wybawić z nie lada opałów; w ich rzeczywistości raczej towarzyskich niż związanych z ziejącymi ogniem smokami, ale odruch na dobrą sprawę ten sam.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sob 21 Paź 2017, 04:28
W grze pozorów miała silną broń, przewagę i naturalny talent będący sekretem jej rusałczej krwi. Sava również miał swoje narzędzia pracy, żadne z nich jednak nie mogło mu dziś pomóc, nie w tej rozgrywce, nie w tym stanie. Szedł przez chwile w milczeniu, przyglądając się mijanym przez nich ludziom i zastanawiając na pograniczu zdrowego rozsądku a totalnej otchłani jaką tego wieczoru była Kuragina, dlaczego wszyscy się na nich patrzą. Czy wszyscy się patrzą? Czy to on się gapi.
- Nuży. - przytaknął, zwracając spojrzenie znów w jej kierunku i znów baraniejąc. Czuł się głupio i coś mu o tym uparcie w głowie przypominało. Zakharence nie zdarzało się zapominać języka w gębie nawet w towarzystwie pięknych kobiet. Było ich w jego życiu kilka, by nie powiedzieć wiele, najpiękniejszych saren, na które liczył, że uratują jego potępioną dusze i sumienie dotykiem swoich porcelanowych dłoni. Wspomnienie tych dłoni jednak bladło prędko, kiedy to Varvara trzymała swoje jasne palce na jego nadgarstku. O czym on to? Hmm...
- Jestem w pracy. - przyznał, wypluwając pierwsze szczere wyznanie tego wieczora. Nie jakiś tam 'sekret', nie żart czy wystudiowany, dawno zaplanowany komentarz, tylko zwyczajne stwierdzenie, zdanie, którego nie przepuścił przez maszynę logiki przyśrubowaną to jego czaszki między mózgiem a jamą ustną- Gdybym miał wybór w ogóle by mnie tu dziś nie było. - otworzył szerzej oczy i zmarszczył brwi, próbując połapać rozjeżdżające się kropki i jakoś łączyć je w logiczną całość. Dlaczego jej to powiedział? Planował powiedzieć coś zupełnie innego. - Jestem trochę chory. - słowa wypadały z jego ust, a sam Zakharenko zachodził w głowę czym jest to spowodowane. Próbował nie patrzeć na swoją towarzyszkę natarczywie, nie mógł jednak oderwać wzroku od tych pięknych oczu, czerwieni ust, od uśmiechu od którego słabły mu kolana. Powstrzymywał się by nie pożerać jej wzrokiem i posilił na słaby uśmiech.
- Arsenyi? - czekaj, kto to Arsene. Zaplątana gęstwina myśli przypominała nieprzebyty czarny las pełen kłamstw jak pułapek, które przecież sam ustawił, którymi sam się obwarował dla własnego bezpieczeństwa. Był wprawnym oklumentą z wieloletnim doświadczeniem, mierząc się z przeciwnikiem, próbującym wedrzeć się do jego myśli miał swoje sekrety obstawione tajemnicami, obstawione bajkami i kłamstwami i jeszcze innymi tajemnicami w labiryncie, w którym ostatecznie nic nie było prawdziwe. Jak to jednak mogło mu pomóc teraz, w tej chwili, kiedy sam ochoczo wybiegał z tego labiryntu byleby prosto w jej ramiona.
- Będę rad. - puścił ją przodem przez boczne drzwi na widownię- Pozwól jedynie, że rozmówię się ze swoimi obowiązkami tego wieczora. Dołączę do Ciebie za kilka minut.
Obowiązek obowiązkiem był, w różnych stanach emocjonalnych, fizycznych czy psychicznych Sava bywał na co dzień, należał jednak do tej grupy beznadziejnych pracoholików, którzy niezależnie od pory dnia i nocy, czy samopoczucia, pamiętali o zobowiązaniach zawodowych. Udał się do loży dyrektorskiej, gdzie uprzejmie przeprosił za nieobecność i życzył miłego spektaklu, po czym skierował kroki w stronę miejsca, które zarezerwowała Varvara. Miał dziwne uczucie, jakby kropki, które przed chwilą z trudem dostrzegał, zaczynały znów zbiegać się w jakiś ważny wzór, potężne kichnięcie jednak wybiło go z pantałyku. Zatrzymał się przed wejściem, opierając dłonią o jeden z filarów między którymi wisiała kotara mająca zapewnić odrobinę prywatności osobom zasiadającym na niewielkim balkonie i potarł palcami oczy. Dziś bardziej, niż zwykle, miał ochotę po prostu już umrzeć.
- Varvaro. - wśliznął się do środka i zajął miejsce obok Kuraginy.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sob 21 Paź 2017, 13:20
Do loży wpuszczono ich bez najmniejszych pytań o godność czy bilety; była w teatrze stałym gościem, benefaktorem hojnych datków na rzecz sztuki aktorskiej kultywowanej w tym przybytku. Otwierano dla niej zawsze tę samą lożę i dbano, by nikt i nic nie zakłócało Kuraginie odbioru sztuki.
Osiągnęła też swoje małe zwycięstwo; Sava przełożył jej towarzystwo nad przebywanie z wpływowymi ludźmi, którzy mogli zapewnić mu kolejne awanse, stanowisko nie do ruszenia i pensję godną powszechnej zazdrości. Dopiero jednak, gdy oddalił się, zostawiając ją samą w loży, dotarła do niej rzecz, którą wcześniej przeoczyła, a która mogła mieć kolosalne znaczenie.
Powinna była zauważyć. Mimo pięknej sukni i głupawych uśmieszków, wciąż była uzdrowicielką, a w Petersburgu panowała epidemia. Powinna być wyczulona na jakiekolwiek niepokojące objawy, a wręcz podejrzewać każdego z obecnych w większych skupiskach ludzi o roznoszenie drobnoustroju. I wreszcie zauważyła, lecz czy nie była to też dobra okazja, by osłabienie i rozkojarzenie wykorzystać jeszcze trochę?
- Nie miałam wcześniej okazji, by złożyć ci kondolencje. – odczekała kilka chwil, gdy się do niej dosiadł, po czym nachyliła się do niego, kładąc rękę na jego dłoni w pocieszycielskim geście. Ileż to razy widziała przymilające się do żałobników kobiety i pochlebców odnajdujących w sobie nowe pokłady współczucia odzwierciedlane przez wylewne gesty, krzepiące uściski ramion, podtrzymywanie sylwetek, które wcale nie uginały się pod ciężarem smutku. – Szczerze współczuję ci straty. To straszna tragedia.
Nie naciskała – nie zdziwiłyby go zapewne kolejne pytania, bo wszyscy chcieli o coś pytać – jego, Kosmasa, Hekate: rodzinę świetnie zorganizowaną i taktycznie rozlokowaną w najważniejszych dla funkcjonowania magicznej Rosji komórkach społeczeństwa. Ale zależało jej, by najpierw poczuł się spokojnie, uspokoić jego instynkt detektywa i czekać. Być może nie miała tyle czasu, ile była gotowa poświęcić na prowadzenie gier z Savvasem, ale pierwsze jej podejście musiało zakończyć się dobrze: podłożyć podatny grunt pod bardziej konkretne wnioski.
I wtedy, nachylona ku niemu, gdy dzielił ich bardzo niewielki dystans, a ona podniosła wzrok na twarz Zakharenki, naprawdę zauważyła, że wzrok ma niezdrowo błędny. Że dłoń ma wilgotną, rozgrzaną i bije od niego dziwne gorąco. Rusałki mamiły mężczyzn od wieków, zgodnie z genetyczną predyspozycją, lecz ich bliskość nigdy nie wywoływała objawów somatycznych. W tym momencie przypomniała sobie znowu, co mówił, jak nie maskował uprzejmością powodu swego przybycia do teatru i dotarło do niej, że nie może ignorować jego stanu, nawet gdyby on zechciał je zlekceważyć i gruchać tu z nią sobie, gdy w tle piruety kręcili najświetniejsi baletmistrze Rosji.
- Gorączkujesz. – ryzykowała bezpowrotną utratę czarownej atmosfery, ale uzdrowicielskie poczucie obowiązku wzięło górę nad przymilanie się, z którym czuła się podle, nawet mimo tego, że Sava reagował na nie lepiej, niż mogła sobie wymarzyć. Przyłożyła dłoń do skroni Zakharenki, nie obawiając się, że ktoś zobaczy – loża gwarantowała dyskrecję na tyle dużą, że wolała sobie nie wyobrażać, kogo i po co zapraszał tu Arsenyi przychodząc na nudne przedstawienie.
- Sava. – przywołała jego spojrzenie, opuszczając dłoń. – Mogę ci jakoś pomóc? Jeśli chcesz, możemy wyjść.
Z zupełnie profesjonalnych pobudek chciałaby go teraz obejrzeć, upewnić się, że nigdzie na jego ciele nie pojawiają się niepokojące zielone plamy. Gdyby okazało się, że niegroźne, nieswoiste na ogół objawy doprowadzą go do poważnych stadiów choroby, nie mogłaby sobie darować. Byłby to ogromny błąd zaniedbania w sztuce lekarskiej i niewybaczalna porażka.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Nie 22 Paź 2017, 07:48
Sam nie był pewien co wyprawia. Z wąsatymi ważniakami pożegnał się nie bez ulgi, nigdy nie lubił takich spotkań. W normalnych warunkach pewnie by panikował, bo przecież nigdy nie mógł sobie pozwolić na tak otwarte spełnianie własnych zachcianek - dziś jednak, jakimś magicznym sposobem było mu całkiem wszystko jedno. Chciał jedynie wrócić na lożę i znów pobyć chwilę w towarzystwie Kuraginy.
Usiadł na kanapie ze słabo ukrywaną ulgą i sięgnął po dzban ze schłodzonym białym winem, stojącym obok kosza z owocami na stoliku, który wydał mu sie przesadnie ozdobionym kwieciem. Nalał trunku do obu kieliszków i wziął swój w palce nie mogąc doczekać się, byle tylko uciszyć myśli.
- Mm. -pokiwał powoli głową, uśmiechając się do niej. Kropki znów zaczęły się rozbiegać w popłochu, jakby wzór, w który miały sę ułożyć nie miał racji bytu w jej towarzystwie.- Dziękuje, ale to nie taka tragedia. - napił się zimnego wina może nieco zbyt łapczywie i odstawił kieliszek, by - próbując być dyskretnym - potrzeć jedną ze skroni jakby to miało przynieść jakąś ulgę.- Eliades musiał odejść.
Nie był już pewien, czy to gorączka, czy jej dotyk palił mu wnętrzności i rozum. Gdy znów ujęła jego dłoń poczuł się bardzo błogo, wpatrując w nią szarymi oczami, które dziś nawet nie próbowały strzelać iskrami wesołości jak zdarzało się to na co dzień.
- Och, Twoja troska mi schlebia, Varvaro. - powiedział miękko i zmrużył oczy czując jej dotyk na swoim czole i skroni- Ale też i wprawia w zakłopotanie. - zaśmiał się lekko, odchylając nieco głowę w geście uniku. Poprawił kołnierz koszuli i spojrzał na scenę, na której pierwszy tancerze zaczynali swój wspaniały performance.
- To tylko lekkie osłabienie - żachnął się, mrugając lekko oczami- Podczas ostatniej misji w terenie zlekceważyłem pogodę myśląc, że to już wiosna.
Wyprostował się nieco bardziej, ganiąc się w myślach. Musiał wyglądać strasznie żałośnie, skoro Varvara Kuragina wyglądająca dziś jak anioł i przyciągająca spojrzenia zarówno mężczyzn jak i kobiet, chciała zmarnować swój wspaniały wieczór i zamiast oglądać żałosnych Romea i Julię kręcących piruety po scenie zaproponowała, by rzucić wszystko i zająć się jego gorączką.
Po twarzy przebiegł mu gorzki grymas, ze wszystkich ludzi w jego otoczeniu najmniej spodziewał się, że to Kuragina okaże mu tyle troski. Niemniej jednak musiał jakoś wziąć się w garść, był przecież w stanie jakoś maskować swoje permanentne zmęczenie w codziennych relacjach - dlaczego przy niej tak strasznie się rozmiękł? Tak bardzo się odkrył, obnażył? Spojrzał na nią i westchnął cicho.
- Absolutnie się nie przejmuj. Przecież przyszliśmy tu na Prokofieva. Wina?
Rozwój sytuacji tego wieczora zależał tylko od niej. Osłabiony Savvas nie trzymał gardy i nie próbował czarować jej swoim urokiem sympatycznego gostka, kumpla jej brata. Wpatrywał się w nią wzrokiem nieco błędnym, jednak pozbawionym ostrożności i uprzedzeń. Pytanie czy moralność pani uzdrowicielki nie zostanie nadszarpnięta, jeśli wykorzysta tę okazję i czy łatwo będzie Zakharence znów spojrzeć w oczy, kiedy spotkają się innym razem, w innych okolicznościach.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Nie 22 Paź 2017, 22:32
Chociaż widziała jak na dłoni spokój malujący się na jego twarzy pod wpływem jej dotyku, to gdy przemówił, cofnęła rękę jak oparzona. Przeklęła w myślach to wypadnięcie z nadanej sobie na ten wieczór roli. Przecież mówił. Dokładnie tak, jak chciała, wszystko szło aż za dobrze. Wystarczyło się uśmiechać i umiejętnie dozować niby przypadkowy dotyk. I zignorować trawiącą go gorączkę.
Dlaczego nie? W końcu przysięga, jaką składają uzdrowiciele przed rozpoczęciem pracy nigdy nie niosła w jej opinii jakiegoś definiującego życie znaczenia. Była frazesem, który uleciał jej z głowy w momencie, gdy skończyła wypowiadać jej ostatnie zdanie.
- Musisz mi wybaczyć, Sava. Nie chciałam, byś poczuł się nieswojo. – uśmiechnęła się do niego przepraszająco. Miała niebywałe szczęście, że nigdy przedtem Zakharenko nie był jej pacjentem w Hotynce i nie mógł wiedzieć, że karta czułej opiekunki, której na sercu leży dobre samopoczucie każdego, jaką właśnie zagrała jest pierwszej wody blagą. – Mogę się tylko wytłumaczyć skrzywieniem zawodowym. Ta smocza ospa spędza mi sen z powiek i każda wzmianka o chorobie jest potencjalnym powodem do niepokoju.
Wolałaby istotnie rozmyślać po nocach o rzeczach znacznie przyjemniejszych, ale kariera – choć kwitnąca teraz bardziej niż kiedykolwiek – nie dawała jej wyboru. Poprzednią noc spędziła krążąc między łóżkami pacjentów a ciasną dyżurką, gdzie rozpisywała na rano kolejne dawki leczniczych eliksirów.
- Z pewnością tęsknisz za wiosną. Odessa musi pięknieć o tej porze roku. – udała rozmarzenie; w rzeczywistości odwiedziła nadmorską Odessę zaledwie raz, w sierpniu i było jej tam stanowczo za gorąco, nie wspominając o tłoku turystów czekających ją w każdym z miejsc wartych odwiedzenia. Kiedy odbierała od Zakharenki kieliszek wina, jej palce – znowu jedynie pozornie z przypadku – musnęły wierzch jego dłoni. – Ale nie masz pewnie zbyt wielu okazji, by być w domu rodzinnym? Dziękuję.
- Podziwiam, z jaką godnością to wszystko znosisz. – taki brak przywiązania do nestora rodu, skąd inąd także jego bliskiego krewnego Savy, wydał się Varvarze dziwaczny. Gdyby w wybuchu w muzeum zginął jej ojciec (jego poprzednik już wcześniej pożegnał się bowiem ze światem), lub – co gorsza – brat, nie pozbierałaby się przez długie miesiące. Ale powiedział to tak dziwnie: musiał odejść. Jak gdyby tłumaczył poświęcenie dla większego dobra.  – Ciekawi mnie, skąd u ciebie to pogodzenie z losem. Zamierzacie chyba dociec, kto jest odpowiedzialny za ten zamach?
Wcześniej pragnęła, by przedstawienie czym prędzej się zaczęło. Mogłaby zamilknąć, utkwić wzrok w tańczących aktorach i łudzić się, że niezręczna sytuacja, jaką zainicjowała przez tę przeklętą chorobę, zniknie z pamięci Savvasa. Gdy jednak pierwsze dźwięki zabrzmiały dopiero teraz, była zła. Akurat kiedy zdobyła się na zadanie istotnego pytania!
Cóż. Jeśli uzna jej pytanie za niewygodne, oto ma podaną na złotej tacy wymówkę, by nie odpowiadać. Varvara upiła kilka łyków chłodnego wina, by ukryć irytację i niechętnie skierowała wzrok na scenę oświetloną światłem reflektorów. I zniecierpliwiona czekała, aż najwspanialsza tragedia miłosna rozwinie się przed jej oczyma wystarczająco, by zasłużyła na antrakt. Szczerze kochała muzykę i doskonale wiedziała, że znów wzruszy ją „Taniec Rycerzy”. Ale w żadnym razie nie przyszła tu dla Prokofieva. Ani też, na dobrą sprawę, dla Zakharenki.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Pon 23 Paź 2017, 19:38
Może nie o kartę czułej opiekunki Zakharence w tym wypadku chodziło, a o zwykły wyraz troski, który był mu zupełnie obcy. Był księciem Odessy, z żelaza i złota, nie bywał słaby więc pochylanie się nad jego chorobą budziło niechęć i nieufność większą, niż jej nagłe flirciarskie zapędy, w których notabene kompletnie nie dostrzegał niczego podejrzanego. Na jej przepraszający uśmiech również uśmiechnął się przepraszająco, nie chciał bowiem wypaść grubiańsko, odrzucając jej troskę. Wolał jej uniknąć, szczególnie, że troska zazwyczaj niesie za sobą obowiązek zadośćuczynienia, a obowiązków miał ostatkiem aż nadto.
- Dla uspokojenia Twego serca mogę obiecać, że to nie smocza ospa. - kiwnął głową. W zasadzie to nie mógł tego obiecać, bo bogowie raczą wiedzieć do mu dolegało, ale zakładał, że to nie smocza ospa. Na wszystkich świętych, gdyby to była ospa to byłby dopiero ambaras. Tyle do zrobienia, a on w szpitalu? Nie godzi się.
Śledził wzrokiem tancerzy podskakujących na scenie w rytm muzyki i ostatkiem trzeźwej świadomości zastanawiał się, czy balet kiedykolwiek rzeczywiście go cieszył. Przywykł już do spektakli i koncertów w takim stopniu, że umiał wdać się w dysputę na temat lepszości jednego kompozytora, a talencie innego choreografa - mimo to, szczerze wolał te cyganki tańczące latem na ulicy przy muzyce trąbki i skrzypiec, zbierając miedziaki i sprzedając mugolom trefne wróżby. Teatr był miejscem podziwu, ozdobnym, dopracowanym, działającym bez skazy, zgranie orkiestry i tancerzy, światło, scenografia. A jednak wolał być na ulicach.
- Odessa. - westchnął cicho. Dawno nie był w domu. Powinien wrócić na chwilę, podróż to przecież żaden wysiłek, nie miał jednak zwyczajnie czasu pomyśleć o odwiedzinach. Już widział złote włosy matki, jej uśmiech i dłoń wyciągniętą, żeby mu włosy przygładzić i zaraz dodać, że już trzeba je ściąć bo zaczyna wyglądać niechlujnie.
Spojrzał na Varvarę ponownie i obraz matki zaraz rozmył mu się, a jej złote włosy zastąpił piękny blond należący do Kuaginy. Spijał z jej rubinowych ust każde słowo, jakby karmiła go mówioną ambrozją i zapadał się w tym. Było mu dobrze, na chwilę, przez chwilę, trochę ukołysany gorączką, trochę białym winem, chciał zostać w tym miejscu w tym stanie na dłużej. Pozamykać wszystkie inne zmysły, odciąć się od świata zewnętrznego, tylko tu z tą Varvarą siedzieć. I niech mu mówi co chce, że Odessa jest piękna, że smocza ospa szaleje, że tancerze skaczą równo czy nierówno, niech mu opowiada o czymkolwiek.
Uśmiecha się na jej kolejne pytanie, ach ta Varvara, jak ona nic nie wie.
- Eliades był słaby, miał błędne myślenie, nie mogliśmy się rozwijać. Rozwój jest podstawą przetrwania, pewnie wiesz... - zaczął i choć coś mu w głowie dzwoniło, pewien był, że to anielskie chóry - ... nie ma też czego dociekać, przecież wszystko wiem od samego początku. Trudno tylko upilnować wszystkich, by nie odkryli prawdy.
Zamknął oczy. Muzyka zaczynała mu na prawdę działać na nerwy, wszystko psuła! Nigdy nie lubił Prokofieva, a teraz, w tej sytuacji, udało mu się go nawet znienawidzić. Pomyślał przez chwilę, że trzeba się jednak było dać stąd zabrać, zniknąć gdzieś z Kuraginą, niech go bada, a on będzie mógł spokojną chwilę spędzić z nią sam na sam. Bez trąbek, pompek i organów.
- Wiesz, że gram na skrzypcach? - zapytał zupełnie znikąd takim tonem zupełnie innym niż zawsze. Może trochę rozbawionym, trochę skruszonym, jakby teraz dopiero zdradził jej jakiś szczery sekret o sobie samym.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Wto 24 Paź 2017, 00:30
Balet – przypuszczalnie najbardziej wysublimowana forma sztuki. Trzeba lata spędzić na wykształcaniu w sobie dyscypliny, doskonałej kontroli nad własnym ciałem, a to równocześnie z rozwijaniem wrażliwości, która w precyzyjnych, niemal mechanicznych ruchów przekazać emocję powinowatą muzyce rozbrzmiewającej spod sceny. Tancerze i tancerki wdzięczyli się do widzów, wykonywali bezbłędnie najtrudniejsze cabrioles, widowiskowe grand jeté i bez wątpienia zasługiwali na oklaski, które dobiegały do uszu Varvary jakby zza kurtyny; jakby znalazła się z dala od eleganckiej loży, a w zamian zbliżała do tajemnicy.
A więc jednak Sava nie zamierzał uchylać się od odpowiedzi.
- Sava… – była w stanie domyślać się, co Zakharenko chciał powiedzieć. Jakie znaczenia mogły czaić się za każdym słowem – niedopowiedzenia były rozrywką wyższych sfer, każdy prędzej czy później musiał paść ofiarą paskudnej komedii omyłek. Nie chciało jej się jednak wierzyć, by w którejkolwiek z nich ktoś mógłby paść ofiarą dosłownie. Powtarzała więc jego imię, spokojny rytm, stale przypominający mu, że o niego w tym wszystkim chodzi, że Varvary nie zajmuje nic poza jego osobą, a jej myśli nie wykraczają poza urokliwą teraźniejszość.
Co to ma znaczyć?, uparcie krążyło jej po głowie to pytanie i cisnęło się na usta, ale nie mogła zadać go tak bezpośrednio. Czar mógł w każdej chwili prysnąć, zwłaszcza że wysnuła go tylko improwizacją, zdołała powlec jego czujność jedynie lichą powłoką mogącą w każdej chwili zerwać się pod naporem ważności słów, jakie jej przekazywał.
O Starszyźnie nie można było powiedzieć słowa bez wplatania w każde zdanie wytrychów pokroju „jedności”, „solidarności”, „współpracy”, „uczciwości”. Varvara mogłaby bez przeszkód żyć pod kloszem ignorancji i z błogim wyrazem twarzy powtarzać te ideały, niezbicie w nie wierząc. Ale tak jak on miał swoje ulice, ona miała szpital. Bardziej kontrolowane środowisko, oferujące na dodatek ucieczkę w obojętność nauki i teoretyzowanie, ale nie mogła już cofnąć poznania pewnej części prawdy o świecie, który znajduje się niewyobrażalnie daleko od archangielskiej posiadłości Kuraginów.
Chciała zrozumieć, bez żadnych ozdobników usłyszeć, jakiej to prawdy nie mogli odkryć wszyscy, lecz czy nie należała do wszystkich? Czy nie byłoby zbyt wielkim przejawem zuchwałości, gdyby wprost poprosiła go o przyznanie się do wszystkiego? Może dostałaby dokładnie to, czego chce. W końcu książę Odessy natrafił tego wieczoru na najprawdziwszą księżniczkę, której nie odmawia się niczego. Nawet za cenę złamania obietnic i własnych postanowień.
Muzyka, grana czysto i dźwięcznie na idealnie nastrojonych instrumentach, nagle zaczęła drażnić jej uszy, jak gdyby mogła powstrzymać ją od usłyszenia nie tylko słów, ale nawet myśli Zakharenki. Wciąż nie zebrała dość odwagi, ale o rozwoju ludzkości mogła dyskutować zawsze. Badała w końcu postęp, ewolucję genów przenoszących przypadłości starych rodów; podkradała surową wiedzę z bardziej zaawansowanych w tej dziedzinie niemagicznych książek, prowadziła badania, na które ze skarbca Kuraginów szły ogromne sumy.
Postęp był jej sprzymierzeńcem. Selekcja naturalna mogła pomóc jej w rozwikłaniu zagadki.
- Masz rację. Ciągła zmiana warunkuje przetrwanie. Przeżywają najsilniejsi. – powtarzała bardziej wzniosłe fragmenty zapamiętane z wykładów z PUM. Głos prawie jej zadrżał, ale mógłby uznać, że to przez emocje, jaką wzbudzała specyficzna atmosfera. – Więc stanąłeś na straży waszego rozwoju, Sava? – zapytała nieśmiało, znów nachylając się do Zakharenki. I stchórzyła. Gdyby się okazało, że… nie, w to nie uwierzy. Ale nie mógłby jej chyba teraz okłamać. Obserwowała, jak z jego twarzy i zachowań znikają szczególiki, którymi zwykle urozmaicał ich spotkania, bez których nie widziała go wcześniej. Teraz, ze wszystkich chwil, mogła podejrzewać go o szczerość.
- Nie miałam pojęcia. Żal mi, że wciąż tak słabo cię znam, Sava.
Ona, na szczęście, nie musiała rewanżować się tym samym.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Wto 24 Paź 2017, 17:09
Nie miał zamiaru uchylić się przed niczym, a jego imię powtarzane jej miękkim głosem zostawiało w jego pamięci pieczątki jak pocałunki. Sava, Sava, czy ktoś piękniej wymawiał jego imię kiedykolwiek wcześniej, Sava, czy ktoś w ogóle kiedykolwiek wcześniej do niego mówił, Sava, odwrócił się powoli w jej stronę, trochę bardziej niż głową, patrząc na nią z ciepłym uwielbieniem, gubiąc się w jej oczach. Nie był nawet pewien, o czym do niego mówiła, niech tylko coś mówi.
Całe życie temu odrzucił potrzebę miłości, wyrwał z piersi serce i wyrzucił do stawu koło domu, zastępując je szczerozłotym kołaczem Zakharenków, plecionym z obowiązków i zasad. Nie brakowało mu w życiu kobiet, wiedział jednak, że nie miał już miejsca w sobie na głębsze uczucia, były tylko obowiązki względem złotej krwi i zwyczajne fizyczne potrzeby. Dawno temu zrozumiał, że miłości nie ma i poza chemiczną reakcją, poza uzależnieniem i fizycznością, w nim, jako człowieku nie było uczuć.
Teraz jednak... wyciągnął powoli palce w stronę jej twarzy, opuszkami palców dotykając niemal nieśmiało pukli jej doskonale ułożonych włosów. Nie miał nic do powiedzenia, było mu po postu dobrze. Czy go w tej chwili nawet obchodziło jaka jest piękna? Już nie, pękła tama wezbrana, coś ciepłego i słodkiego podchodziło mu pod gardło, palcem wskazującym przesunął po linii jej włosów w stronę skroni. Czuł coś, czego wyrzekł się dawno temu, chciał pozwolić sobie w tym zostać, płynąć kraulem przez te gorące źródło rosnące mu w piersi, przynosząc tyle szczęścia co bólu, jak dawno zapomniany talent, promieniujący ogrom radioaktywnej miłości, jak nieużywane nogi kłujące setką igieł, kiedy na nowo, niczym kaleka ucząca się chodzić, próbował rozszyfrować co czuje.
- Varvaro... - powiedział, a głos mu się dziwnie załamał. Po twarzy Zakharenki przebiegł niepokojący grymas. - Ja jestem strażnikiem mojej rodziny. Posłusznym, uniżonym, oddanym. Zrobię wszystko, co zrobić trzeba, żeby moja rodzina nie musiała się niczym troskać, byśmy mogli... - urwał i przełknął ślinę opuszczając dłoń, jakby każde kolejne słowo sprawiało mu coraz większą trudność. Odstawił pusty kieliszek na stolik i położył dłoń na mostku, próbując bezmyślnie zniwelować to nasilające się kłucie.
- Nie ma czego żałować. Nie ma we mnie nic, co kobieta taka jak Ty mogłaby uznać, za ciekawe. - gorycz mieszała się w tym zdaniu z chłodem jego szarej codzienności. Tak jak grając na skrzypcach, muzyk musiał nasłuchiwać fałszywych nut tak teraz Sava próbował zrozumieć symfonię dzwoniącą mu w głowie. Nie była to żadna znajoma melodia.
- Obawiam sie... - ujął jej dłoń otwierając powoli oczy. Był smutny, czuł się staro, czuł się zmęczony. Wiolonczele zaśpiewywały rzewne melodie kiedy baletmistrz Romeo kręcił miłosnego pirueta w stronę swej ukochanej.
I on czuł, że się kręci. W środku mu się kręci, w głowie, w żołądku. Ucisk między płucami wcale nie chciał zelżeć, z ust wyrwało mu się nawet głuche stęknięcie, a rozbudzone, zardzewiałe emocje trzeszczały kakofonią, krzycząc jak bezdomne psy w schronisku, jedna przez drugą i domagając się jego uwagi. Uwagi, której od dawna nie chciał im poświęcić.
- Obawiam się, że nie mogę spędzić z Tobą tego wieczora. - wziął ciężki wdech pozwalając jej dłoni wyśliznąć się z jego. Zwrócił spojrzenie w dół, w stronę sceny. Czuł się, jakby całkiem na nowo to serce z piersi wyrywał, nie chciał tego przecież, a może serca nie chciał? Tracić, nie tracić, i tylko to Sava... szumiące w głowie jak słodki narkotyk.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Wto 24 Paź 2017, 23:08
Miał piękne imię. Nie spotykało się takich w Rosji: melodyjnych i nad podziw delikatnych, jak na imię dla mężczyzny. Przypominało o greckim słońcu rzucającym swoje światło na korzenie jego dynastii. Niemal smakowało winem, jakim spływają Dionizje.
Dlaczego nie zażyczyła sobie wcześniej, by ktoś tak na nią patrzył? Zapomniała, jak czuje się kobieta, dla której ktoś gotów jest postradać zmysły.
Hołdowała w życiu nauce. Magię, którą dzieci upiększają sobie życie, chciałaby do ostatniego słowa zamknąć w okowy podręczników. Wszystko wiedzieć i ze wszystkim walczyć tak, by zostało to, co można mieć pod kontrolą.
Varvara wie więc, co to miłość. Nic, gdy odjąć nieznaczące ozdobniki, prócz fluktuujących w mózgu poziomów neuroprzekaźników. Skóra, ślina, a nawet pot – zero poezji, tylko serotonina i oksytocyna decydowały o zakochaniu.
To nawet zabawne, że dwoje niewierzących w miłość po grób ludzi oglądało wspólnie romans wszechczasów.
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę! A ja przestanę być z krwi Kapuletów.
- To godna podziwu postawa. – wciąż odczuwała niewyjaśniony pokój, w pamięci żywymi pozostawały jego słowa sprzed kilku chwil. Ale poniekąd przecież, póki nie odkryła prawy, doskonale go rozumiała. – Z pewnością wiele już dla nich zrobiłeś?
Nigdy. Choćby usychała z tęsknoty, nie pozbyłaby się dobrowolnie godności Kuraginy. Prędzej czy później przyjdzie jej zmienić nazwisko, które nosiła z dumą przez dwadzieścia osiem lat, ale póki co…
Varvara zakochała się raz. Uczuciem dziewczyny, która umiała wykrzesać z siebie jeszcze resztki naiwności mimo dotkliwej świadomości, że jej małżeństwo będzie ukoronowaniem interesu, nie wzajemnego uwielbienia.
Zakochała się nagle, zaskoczona tym serca porywem. I kochała – o, ironio – bez wzajemności zbyt długo, by nie wstydziła się do tego teraz przyznać. Zakochała się raz i musiała pogodzić się z losem, zapomnieć. Przystała na swoją klęskę już dawno temu, ale zapomnieć nie udało jej się po dziś dzień.
Nie dlatego jednak zmroziło ją, gdy ręka Savy dotknęła jej włosów. Zawsze doskonale ułożone, a twarz opanowana. Tak długo o tym rozmyślała, że zaczęła w końcu chcieć także tylko tego, co stale mogła kontrolować. A dłoń Savy wymknęła się spod tej kontroli i ważyła się jej dotknąć. Jak kobiety, którą można tak po prostu wziąć za rękę i poprowadzić w codzienność, w której – ku powszechnemu zaskoczeniu – nie rozbije się jak szklana figurka.
Varvara znieruchomiała, wpatrzona w Zakharenkę wzrokiem niemal zdziczałym ze zdziwienia. Ona przecież była z porcelany, co jeśli zostaną ślady?
Ku jej własnej trwodze, ze zdziwieniem zmieszała się ciekawość.
- Pozwolisz, że o tym, czy powinieneś tak surowo się oceniać, osądzi kobieta taka jak ja. – odbiła jego nużącą już wypowiedź z (czyżby?) figlarnym uśmiechem. Mężczyźni nader często zgrywali skromnych lub zajętych na co dzień sprawami, których płeć piękna nie jest w stanie zrozumieć. Czy każdy z nich nie życzyłby sobie jednak, by jego towarzyszka miała do zaoferowania więcej niż rozmowy o modzie, muzyce i skandalach w towarzystwie?
Zbliżał się antrakt. Nie zauważyła, dopóki nie zapowiedział swojego odejścia. Gra okazała się znacznie bardziej zajmująca, niż oczekiwała, i teraz – po raz pierwszy w ciągu ich kilkuletniej znajomości – wolałaby, by został.
- Ach, Sava. – po raz ostatni (?) spróbowała ujmującego uśmiechu. – Dlaczego? Zasługujesz na jeden wolny wieczór. To dobre dla zdrowia, tak czasem zrobić coś dla siebie. Chyba że… - chyba że to o mnie chodzi., dokończyła w myślach. Nie mogła mu się narzucać. Zarzucanie włosami, trzepot rzęs i cała reszta arsenału, jakim posługują się kobiety zdesperowane leżały także w zakresie jej możliwości. Varvara jednak, uciekając się do tych nieeleganckich taktyk, nie byłaby już zupełnie sobą.
- Chyba, że wzywają cię niecierpiące zwłoki obowiązki. W tym wypadku, nawet mimo że ten wieczór ucieszyłby mnie znacznie bardziej, gdybyś został, nie śmiem cię zatrzymywać.
Ale na tak niewielki szantaż mogła sobie chyba pozwolić?
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

neutralny

zdrajca renegat
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Sro 25 Paź 2017, 04:01
Wsunął palec pod krawat i miękkim ruchem rozplątał węzeł ściągając go z szyi. Rozpiął guzik, dwa,jednak to, co dławiło go było w środku i żadne zdejmowanie akcesoriów nie mogło go przed tym uchronić. Patrzył błędnym, nieco nieobecnym wzrokiem przed siebie i potarł powoli palcami oczy. Wszystkiego za dużo, za mocno, za bardzo, wszystko to, czego nie wolno chcieć i mieć: rozprężenie, przyjemność, piękno.
- Zrobię dla nich wszystko... - niemal szepnął, bardziej do siebie niż do niej i wspierając się na podłokietniku sofy wstał niepewnie, chwiejąc się nieco. Nie było dobrze, nigdy nie było dobrze. Jak długo można spychać wszystko do piwnicy Sava?
Tak jak i ona nigdy nie wyrzekłaby się nazwiska, tak i on na zawsze pozostawał Zakharenką. Wartość rodziny była nadrzędna, czego zresztą innego można się było spodziewać po synu Kosmasa i Hekate, dwójki niemal półbogów, choć do niedawna bagatelizowani, stojący na krawędzi upadku i biedy, powoli jak bluszcz rozplatali wici i pięli się uparcie. Wiesz co rośnie pod gęstym bluszczem? Nic. Pod bluszczem jest tylko ciemność, zimno i wilgoć.
Odwrócił się powoli, a jego łagodny, nieco zmęczony wyraz twarzy bladł, jakby pośmiertnie tężejąc. Zasługiwał? Na jeden wolny wieczór? Śmiał wątpić, przymykając leniwie oczy. Pies myśliwski Kosmasa Zakharenko, bezwzględny Gwardzista, detektyw o liście sukcesów tak bogatej, że nie jeden współpracownik kwestionował prawdziwość i legalność jego pracy - całkiem słusznie. Od dawna nie był dobry, choć nosił dworską maskę dżentelmena, od dawna wyśmiał sprawiedliwość, samemu balansując na krawędzi ludzkiej krzywdy i zdrady. Dorobił się piętna tam, gdzie w głowie powinna mieszkać moralność, grubej, perłowej blizny, którą wąż jego duszy pieszczotliwie mógł językiem gładzić z dumą mówiąc "Teraz jesteś prawdziwym dziedzicem Zakharenko." Po mięśniach karku wspinało mu się znajome uczucie, wywołując dziwny tik od którego lekko pokręcił głową jakby myśl natrętną chciał od siebie odgonić. Balet niemal dobiegał końca, wiedział co powinien zrobić, kropki pojawiały się na planszy jak błędne ogniki, wracało uczucie znużenia, choroba tuląca gorączką, ucisk w piersi wcale jednak nie zelżał dokładając swoich trzech gorszy do koszmarnego samopoczucia, a jęki upartych uczuć, które znów próbował wyrzucić na dno pamięci szarpały za serce niczym szaleni muzycy wygrywający żałobny tren na strunach jego żył.
Uśmiechnął się słabo, nie, nie pozwoli. Kobieta taka jak ona nie powinna nawet próbować oceniać tej porcelanowej maski, którą nosił na co dzień. Nie mogła wiedzieć o nim nic i nawet będąc mądrą, nawet gdyby domyślała się czegoś, nie byłaby w stanie zgadnąć, zrozumieć, a już na pewno zaakceptować całej prawdy. Takich kobiet, jak jego matka, zdolnych zrozumieć, nie było wiele, śmiał nawet twierdzić, że żadnej.
- Tym razem musisz mi uwierzyć na słowo. - odwrócił się powoli tyłem do balustradki balkonu i sięgnął po butelkę wina, stojącą w srebrnej misie wypełnionej lodem.- Zrobiłem to, czego tak bardzo się obawiasz, zabiłem Eliadesa. I zrobiłbym to jeszcze sto tysięcy razy, gdybym dostał takie polecenie.
Wcisnął krawat do kieszeni.
- Miłej nocy, Varvaro.
Jak długo można spychać wszystko do piwnicy Sava?
Bardzo długo.

z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

28 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka
http://petersburg.forum.st/t786-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t800-varvara-kuragina http://petersburg.forum.st/t799-varvara
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Pią 27 Paź 2017, 23:29
Zabiłem Eliadesa.
Życie arystokraty, który jest jednocześnie mężem stanu i kobiety, nierzadko ojcem i wpływową figurą, nie jest łatwe. Wiele trzeba takiemu wybaczyć. Niewierność małżeńską, zaniedbanie ojcowskiego obowiązku, drobne oszustwa, kłamstwa i nieuczciwości. Wszystko było bowiem dla sprawy, a sprawa usprawiedliwia wiele. Plotki, spiski, nieszkodliwe afery. Oszczerstwa, intrygi, uszkodzenie ciała w stopniu od niewielkiego do średniego. Ale morderstwo? Pozbawione skrupułów, brutalne i wyśmienicie zamaskowane. Bardzo w stylu szlacheckich hegemonów, ale w idealistycznej wizji Varvary nie trzeba się już było uciekać do takich zbrodni. Każdego można było przekupić, zastraszyć, unieszkodliwić na sposoby inne niż ten ostateczny. A oto Sava stoi przed nią i przyznaje się do zabójstwa. Z pewnością, rozmysłem i dumą – nie miała wątpliwości, że właśnie to brzmi w jego głosie.
Zabiłem Eliadesa.
Zawsze był taki szarmancki. Całował w rękę, przynosił kwiaty – sprawiał wrażenie idealnego zalotnika, gdyby przyszło mu do głowy się o kogoś starać. Na dodatek robił karierę w Gwardii, chlubił się zawodem zaufania publicznego. Jego zawadiackie uśmieszki bawiły ją, a jemu odejmowały powagi, wszystko tak łatwo lekceważył, ignorował nawet podstawy dobrego wychowania, by dobrze się bawić, mieć święty spokój, czy spełnić jakikolwiek inny ze swych celów. A tymczasem pod każdym z pozornie niefrasobliwych gestów, po każdą łobuzerską miną tkwił ten ciężar, który na jej ramiona zrzucał ze swego sumienia.
Zabiłem Eliadesa.
Musiała stąd wyjść, musiała uciekać. Obawiała się, że Sava w końcu powie albo zrobi coś, co przekroczy granicę zwykłej rozmowy, ale nie mogła spodziewać się tak bezpośredniego wyznania. A więc rozmowa na tarasie Pałacu Sprawiedliwości, która skłoniła ją do tej zasadzki na Zakharenkę, miała więcej znaczenia, niż mogła przypuszczać. Musiała stąd wyjść. Biec ile sił w nogach do Arsenyia, do ojca. Ale prócz oszołomienia, zmroził ją też strach przed determinacją jego słów.
I zrobiłbym to jeszcze sto tysięcy razy.
W milczeniu patrzyła, jak Sava odchodzi. Nie spuszczała z niego oczu, wbijając wzrok w dłonie mężczyzny. Płynne ruchy, pewne kroki – nic nie zdradzało sekretu, z jakim musiał chodzić po świecie. I teraz tylko ona jedna wiedziała, czy mogła zatem czuć się bezpiecznie?
Odczekała chwilę, aż nabrała pewności, że Savy nie ma już w teatrze i wybiegła z loży. Bileterzy próbowali ją zatrzymać, wołali za nią zdziwieni. Ale Varvara była już myślami daleko stąd, na progu gabinetu ojca w Archangielsku.
Wiedziała, kto stoi za zamachem na Muzeum. Znała jego prawdziwy powód. I ta wiedza wypalała jakby dziurę w jej świadomości, musiała jak najszybciej komuś powiedzieć, wypluć te słowa jak truciznę. Serce galopowało jej w piersi, nie pozwalając nawet zastanowić się, co to oznacza dla całej rodziny Zakharenków. Czy to możliwe, że wspólnie wszystko zaplanowali?
Varvara biegła po schodach, wciąż potrząsając głową i oglądając się za siebie, aż nie stanęła na chwilę, by na środku ulicy teleportować się do domu. Ręka nieco jej drżała, ale jej pragnienie, by znaleźć się w Archangielsku było tak silne, że bez zakłóceń przeniosła się do posiadłości Kuraginów.

Varvara z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Teatr Opery i Baletu   Pon 23 Lip 2018, 21:13
18.06.1999

Dzisiaj, ledwo kilka miesięcy po sprzedaniu pierwszego egzemplarza książki "Szaleństwo wuparzych oczu" tenże materiał źródłowy miał swoją premierę w teatrze pod reżyserią Innokentiego Velitchkova, początkującego reżysera i scenarzysty z artystycznej rodziny. Pochodzenie dawało mu dużą szansę na zabłyśnięcie i wykazanie się, jednak Kuragina na wszelki wypadek skreśliła go już na samym początku. Wolała się pozytywnie zaskoczyć sztuką niż zawieść płonnymi nadziejami. No i dzięki tej "ignorancji" przygotować do wyłapywania idealnych materiałów do plotek. W końcu nie postanowiła skorzystać z zaproszenia tylko dla własnej przyjemności.
Weszła elegancko ubrana, choć tak by nie zwracać na siebie przesadnej uwagi. Jedyne, co mogło zdradzić jej obecność to charakterystyczne, niebieskie pióro kraski, ale nie wszyscy na szczęście powiązywali ten element z nią i pisanymi przez nią artykułami w Avosce. Upiła szampana, który wszyscy dostali na powitanie i przywitała się z paroma znajomymi, na których się natknęła. Przy żadnym nie zatrzymała się jednak na dłużej chcąc wypatrzeć co ciekawsze osobistości. Może będzie Vaso Romaniuk? W połączeniu z byłą żoną oglądanie ich razem mogłoby być ciekawe... A Gana nawet by dopłaciła, oni z reguły byli gwarancją napisanego artykułu i kilku plot.
Ciekawe czy Eduard Kuragin spodziewał się, że kiedyś jego daleka kuzynka (a może potomkini? Gana nigdy aż tak nie interesowała się bardzo dalekimi korzeniami by o tym wiedzieć) będzie tu stać i zamiast prowadzić teatr albo zajmować się sztuką zajmie się zawodowo szukaniem taniej sensacji. Pewnie by się zawiódł gdyby jakiś wieszcz mu to przepowiedział. Kuraginę jednak mało to obchodziło.
Odłożyła kieliszek na tackę i poszła do łazienki upewnić się, że makijaż jej się nie rozmazał. Ani nie chciała źle wyglądać, ani dać się zapamiętać z tak błahego i głupiego powodu.
Powrót do góry Go down
 
Teatr Opery i Baletu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: