Навигация

Różany ogród
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Różany ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieRóżany ogród    Pią 03 Lut 2017, 15:51
Różany ogród

Różany ogród to jedno z piękniejszych miejsc w Petersburgu. Obojętnie, jaka jest pora roku, alejki ogrodu zachwycają zawsze. Jest całkiem spory i oprócz rzędów róż znajdują się tutaj także inne kwiaty, jednak w tak niewielkich ilościach, że nic dziwnego, iż zostały pominięte w nazwie. Dla obcych ogród różany mógłby przypominać labirynt, ale mieszkańcy potrafią poruszać się po nim bez problemów. Prawie, bo zagadką są ławki i fontanny, które lubią zamieniać się miejscami lub znikać i pojawiać się w obszarze, w którym nikt by nie podejrzewał. Może się więc okazać, że siedząc na ławce nagle znajdziesz się w innym miejscu ogrodu bądź na samym czubku marmurowej fontanny.

Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Różany ogród    Nie 26 Mar 2017, 12:13
Kwiecień to już wiosna. Wiosna z kolei to moja ulubiona pora roku.
Tak mi się przynajmniej wydaje, bo tak, jak nie jestem pewna wielu rzeczy, na przykład którą sekwencję zaklęć rzucić, jeżeli atakuje nas półolbrzym, chociaż wydaje mi się, że wtedy powinno paść zakhystmaya na początek, a później już tylko ofensywa, tak co do wielu rzeczy brak mi tego zdecydowania. Chociaż pewnie mój ulubiony Aristov, Yuri, gdyby miał w ogóle sposób, żeby zajrzeć do mojej głowy, w temacie tej sekwencji zaklęć, w tej chwili już szykowałby swój ulubiony wykład, który zaczynał się słowami "Dita, co ty robisz na tym wydziale, jak w ogóle nie umiesz myśleć". Ale ja uważam, że myśleć potrafię i to czasami nawet szybciej niż on. Bo półolbrzyma nie pokona się głupią siłą.
Czy półolbrzymy lubią róże? Nie znam nikogo, kogo ich piękny, acz delikatny zapach mógł przyprawiać o boleści głowy czy duszności. Sama mogłabym przebywać w tym ogrodzie praktycznie cały rok. Właśnie zbliżamy się do końca pierwszego tygodnia kwietnia, jest już nawet ciepło, mam na myśli to, że w końcu temperatury wzeszły powyżej zera, jednak nie mają tyle odwagi, by przebić się nad piątkę. Nadal to solidny skok, jeszcze dwa tygodnie temu Petersburskie ulice skuwał lód.
Porzuciłam więc ciężkie, zimowe futro, przywdziewając dziś długi płaszcz, ze zdobieniami w stylu bojarskim. Czarny jak noc, ozdobiony złotymi elementami, przy kołnierzu znajdowały się ciepłe futrzane wstawki. Zamiast czapki, jako znak wiosny i cieplejszych dni, pod brodą zawiązałam sobie białą, kwiecistą chustę, która zakrywała moje jasne włosy.
Znów czułam się jak dziewczę, choć nie byłam znowu taka stara. Dopiero za dwa miesiące będę świętować swoje dwudzieste urodziny. Jednak wydaje mi się, że cofam się o te parę lat wstecz, że zimny Petersburg nagle przestaje istnieć i znów jest lato, w Odessie, kwitną kwiaty i jest pięknie. Taka moc przywoływania wspomnień tkwiła w tych drobnych kwiatkach, gdy chwyciłam jeden z nich w palce odziane w czarną koronkową rękawiczkę. Ostrożnie, nabożnie wręcz.  Gdyby Jaryło wybrał sobie za symbol nie żyto, a jakiś kwiat, jestem pewna, że wybrałby różę.
Jestem tak przejęta, że nawet nie czuję, gdy moja dłoń przesuwa się w dół, po łodydze, a cienka, pergaminowa wręcz skóra moich dłoni odrobinę się rani. Dopiero gdy czuję, że jeden z kolców wbija się mocno w mój kciuk, cofam rękę z cichym syknięciem. Jedna kropelka krwi już formuje się na powierzchni. Boję się spojrzeć, boję się własnej krwi, jej koloru i tego, co może się wydarzyć, gdy będzie nie taki. Nie chcę, by ktoś to zauważył. Od razu podnoszę dłoń, rozglądając się uważnie po otoczeniu i szybko zlizuję vitae z palca. Metaliczny posmak, choć delikatny, rozlewa się po moich ustach. Dziwne uczucie. O rękawiczce już nie myślę, musi zostać wyprana.
Moje obserwacje jednak nie przechodzą bez echa. Z oddali widzę znajomą sylwetkę. Przecież to kuzyn Dolohov! Pewnie nie powinnam go nawet w ten sposób nazywać, w końcu są to kuzyni mojej siostry Aisy, ja jestem jedynie na doczepkę, ot tak. Jednak jest to w pewien sposób moja rodzina, bez względu na nazewnictwo. Chowam zranioną dłoń w kieszeń płaszcza i podchodzę do niego. Wyrósł. Tak jak i ja.
- Svyatoslav? - pytam miękko, bojąc się zajrzeć mu w twarz. Stoi tyłem, więc tylko zgaduję. Głupio będzie, gdy okaże się, że to Nikolai albo ktoś zupełnie obcy...
Powrót do góry Go down
avatar


Omsk, Rosja

25 lat

błękitna

za Raskolnikami

właściciel sklepu z eliksirami „Wieszcze Sny”
http://petersburg.forum.st/t603-svyatoslav-dolohov-budowa#1047 http://petersburg.forum.st/t627-svyatoslav-dolohov http://petersburg.forum.st/t629-wybacz-mi-kiedy-sprawiam-ci-bol http://petersburg.forum.st/t628-ptaszyna-arseny-svyatoslav-dolohov
PisanieRe: Różany ogród    Czw 30 Mar 2017, 14:07
Przychodziłem tu sporadycznie, w szczególności po to, żeby odetchnąć po stresujących mnie dniach i denerwujących chwilach. Ostatnio źle mi było ze wszystkim, co mnie dotyczyło. Wydawało mi się, że moje działania sprawią prędzej czy później, że znajdę się na przegranej pozycji w jakimś przytułku dla bezdomnych. Przechadzałem się pomiędzy krzewami różanymi, czasem przystawałem na dłużej, aby zamyślić się nad tym, czy rzeczywiście mam się czego obawiać. Wracałem do minionych wydarzeń myślami, już od dwóch dni nie mogąc pozbyć się natrętnych myśli. One sprawiały, że nie byłem w stanie jeść. Stawałem się apatyczny, a mój nieobecny wzrok krążył gdzieś za rozmówcami. Ostatnio ze snem także było coraz gorzej. Z początku sny były tak naprawdę, jedna wielką plamą. Budziłem się zdezorientowany, nie czułem się wypoczęty. Później zaczynały przychodzić koszmary. Obawiałem się tego, co będzie następne. Miałem opcję, zaakceptować to co się stało, czekać z uśmiechem na dalszy rozwój wydarzeń czy zamartwić się na śmierć. Mój organizm polubił się z tą drugą opcją.
- Dita? - Wyrwała mnie z zamyśleń. Przynajmniej na chwilę. Odwróciłem się w kierunku głosu pospiesznie, aby upewnić się, czy dobrze ją zidentyfikowałem. Tak. To ona. Może dzięki niej przez chwilę zapomnę, o tym o czym nie powinienem pamiętać dla własnego, świętego spokoju. Machnąłem na powitanie, uśmiechając się przy tym lekko. Tak. To był ten jeden z bardziej kulturalnych, niżeli naturalnych uśmiechów. Trudno mi się było uśmiechać kiedy coś ciążyło na sumieniu. A nie byłem kimś kto mógłby powiedzieć, że miałby je czyste. Spokojny będę dopiero wtedy, kiedy będę umierać. Tak. Przynajmniej nie będę odczuwał wtedy konsekwencji swoich działań. Takie myślenie skłaniało do następnej myśli, jaką była rychła śmierć. Ale lubiłem żyć. Uwielbiałem. I nie chciałem ot tak stracić jestestwa na rzecz strachu. Zacisnąłem usta w wąską linię, może Afrodita zdążyła się już zorientować, że myślę więcej niż powinienem. - Ty tutaj? Co u Ciebie słychać? - Zagaiłem. Schowałem trochę niekulturalnie dłonie w kieszeniach czarnego płaszcza, sięgającego mniej więcej za kolano. Nie przepadałem za pstrokatymi dodatkami. Miałem na szyi materiałową chustę, w przydymionym odcieniu szarości, aby się nie przeziębić gdyby pogoda postanowiła spłatać mi psikusa. Stójka płaszcza sama w sobie nie opatuliłaby mi dobrze szyi, nawet gdybym postawił ją, a później zapiął na wszystkie możliwe guziczki. Wyglądałbym jak upośledzony. A chciałem tego uniknąć.
- Masz może chwilę, na krótki spacer? - Zaproponowałem. Naprawdę nie chciałem, żeby znikała tak szybko jak się pojawiła. Relaksowałem się, kiedy zajmowała mi czas swoją paplaniną. Zdarzało mi się zapominać o tym, co było wcześniej, aby skupić się na tym co teraz.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Różany ogród    Pią 31 Mar 2017, 01:21
A jednak kuzyn Svyatoslav! Moje oczy błyszczą zadowolone, widać to nawet spod półprzymkniętych, prawie triumfalnie powiek. Długie, ciemne rzęsy na moment trzepoczą, niczym skrzydła motyla, ale zaraz znów patrzę na mojego drugiego kuzyna zupełnie zaciekawiona. Wydaje się być pogrążony w myślach, a sam widok jego czoła daje mi do myślenia, że nie są to myśli przyjemne. Mam wrażenie, że Dolohovie są faktycznie ulepieni z innej gliny. Aisa przecież często miała dokładnie taką samą minę.
- A i owszem, to ja. - kłaniam mu się prawie teatralnie, łapiąc za rąbek od spódnicy. Czuję się prawie, jakbym była na balu, ale możemy to spokojnie zrzucić na woń róż, która tak intensywnie drażniła mi nozdrza. Mam wrażenie, że mój drogi kuzyn potrzebuje trochę fantazji, by wyrwać się z ponurych objęć codzienności. Kimże bym była, gdybym mu w tym nie pomogła?
Przechylam lekko głowę w bok, gdy słyszę pytanie. Nie mogę powstrzymać się od krótkiego śmiechu, mam nadzieję, że nie będzie mi miał tego za złe.
- Wracam z Uczelni. Jeden z profesorów nam się solidnie rozchorował, więc zostaliśmy zwolnieni wcześniej. Pogoda dziś nawet dopisuje, więc pomyślałam, że to idealny czas, by w końcu wyjść z domu. - Bo spacer to co innego niż musztra na świeżym powietrzu to już dodaję sobie w myślach, rozglądając się uważnie po ogrodzie. Przez moment lustruję też ubranie kuzyna i nawet otwieram już prawie usta, by wspomnieć mu o jakimś nakryciu głowy, bo przecież z głowy ciepło ucieka najszybciej, a i ucho może sobie przewiać, infekcje tego drugiego z kolei nie są zbyt przyjemne i pewnie będzie musiał zawitać w Hotynku na parę dni. Później przypominam sobie, że przecież jest już dorosłym mężczyzną i powinien zadbać o siebie sam. Albo pozwolić to zrobić swojej narzeczonej, jeżeli takową miał a wieści o zaręczynach dziwnym trafem nie dotarły do moich uszu. Ale dziwne rzeczy się działy ostatnimi czasy, Sputnik trąbił o takich wypadkach prawie cały czas.
- Ależ oczywiście, z miłą chęcią. Masz swoją ulubioną alejkę, czy trafiłeś tutaj przypadkiem? - wybacz moją ciekawość, drogi kuzynie. Po prostu jakoś nie pasujesz mi do tego miejsca, sama nie wiem, dlaczego. Może to dlatego, że przywykłam widywać cię w twoim sklepie? A jeżeli już o sklepie mowa... - Powiedz mi, drogi kuzynie... Kończy nam się... znaczy mi i Aisie, Maść Bogunki. Czy jakbym zajrzała do twojego sklepu za parę dni, mógłbyś mi odłożyć ze dwa opakowania? Byłabym naprawdę wdzięczna. - podobna prośba nie powinna cię przecież dziwić. My, siostry Oneginy jesteśmy przecież pannami na wydaniu, a ja nadal nie mam narzeczonego! Może to pora uciekać się do podobnych sztuczek?
Powrót do góry Go down
avatar


Omsk, Rosja

25 lat

błękitna

za Raskolnikami

właściciel sklepu z eliksirami „Wieszcze Sny”
http://petersburg.forum.st/t603-svyatoslav-dolohov-budowa#1047 http://petersburg.forum.st/t627-svyatoslav-dolohov http://petersburg.forum.st/t629-wybacz-mi-kiedy-sprawiam-ci-bol http://petersburg.forum.st/t628-ptaszyna-arseny-svyatoslav-dolohov
PisanieRe: Różany ogród    Wto 04 Kwi 2017, 10:53
Wsłuchuje się nawet dość uważnie w to, co ma do powiedzenia chociaż mętlik w głowie, nieco okiełznany, nadal burzy sposób postrzegania tego co mnie otacza. Trzymam się myśli, że to w końcu minie. Ale jeszcze nie zaczęło mijać. - Wy to macie dobrze. - Kwituję z pobłażliwym spojrzeniem, przypominając sobie czasy, w których człowiek cieszył się ze wcześniej skończonych zajęć prawie tak mocno, jak z comiesięcznej wypłaty. Gdybym miał jednak znaleźć się na nowo w szkole, chciałbym, żeby wykłady trwały w nieskończoność. Chowanie się w domu od jakiegoś czasu działało mi na nerwy, nie chciałem aby ktokolwiek mnie tam spotykał. Na zewnątrz można było skupić się na tym, co teraz, a nie na tym co było jeszcze chwilę temu. - Moglibyśmy iść w tamtym kierunku. - Wskazuję skinieniem na jedną z alejek. Tym samym daję jej znak, że moglibyśmy ruszyć w tamtym kierunku. Chociaż nie bywam tu często, a alejki zbytnio się od siebie nie różnią nie chcę udawać, że miejsce w którym teraz stoimy byłoby najodpowiedniejszym na rozmowę. Wypadałoby się ruszyć. Wiem, że nikt ciekawski nas nie podsłuchuje. Upewniam się jeszcze, czy aby przypadkiem Onegina nie chciałaby wziąć mnie pod rękę, aby iść podobnym tempem. Później już się nad tym nie roztkliwiam bardziej zaprzątając sobie głowę tym, czy zostało mi jeszcze kilka opakowań wspomnianej maści.
- Oczywiście. Zawsze zostawiam kilka opakowań na czarną godzinę, w razie gdyby i mi wypadło jakieś niespodziewane spotkanie. Żartuję. Będę Cię wypatrywał. Ostatnio myślałem też o tym, żeby przesyłać mniejsze zamówienia orłem, ale swojemu nie do końca ufam. - Przyznałem, ze skromnym uśmiechem na ustach. Powinienem w końcu zaopatrzyć się w bardziej wyszkolonego dostawcę, ale myśl o tym, że ktoś mógłby na niego zapolować lub zgładzić go w trakcie lotu nie dawała mi spać po nocach. - A Tobie i siostrze jak idzie spławianie zainteresowanych zalotników? Podejrzewam, że bardzo dobrze, bo jeszcze nie pochwaliłaś mi się nowym pierścionkiem. - Dodaję, tym razem nieco kąśliwie. Próbuję w ten nieco nieudolny sposób podtrzymywać rozmowę. Wydaje mi się to zabawne. W duchu cieszę się, że jednak nie jestem kobietą. Mam odrobinę większe prawo do tego, aby decydować z kimś się ożenię. Dodatkowo nie muszę martwić się o jakąkolwiek czystość. Chociaż słyszałem, że magia potrafi zdziałać cuda, o których nie mówi się głośno. Idziemy powoli, nie spieszymy się. Udajemy, że ten dzień nie ma prawa się skończyć. A ja zamiast podziwiać piękno róż czasem tylko wpatruje się w krańce swoich butów, w brukowaną alejkę, okazjonalnie w kuzynkę, próbując wyczytać coś z jej twarzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Różany ogród    Wto 04 Kwi 2017, 18:25
Wszyscy to ostatnio by najlepiej rozmyślali, czy podarować mi swoje ramię czy nie. Z jednej strony to bardzo miłe, z drugiej odrobinkę krępujące. Zrzućmy to na moje panieństwo i fakt, że raczej nie byłam skłonna do bliskiego kontaktu z mężczyznami. Przez wzgląd na tę moją okropną krępację, okropną dlatego, że w ogóle występowała i uniemożliwiała mi zwykłe cieszenie się z obecności kuzyna, kiwam głową, by podziękować mu za myśl o podobnym geście. Miło.
- Jak tak bardzo nam zazdrościsz, mógłbyś zatrudnić w sklepie jakiegoś subiekta i wrócić na studia. - zauważam żartobliwie, może trochę kąśliwie. Bo starsi to zawsze uważali, że my, młodsi mamy tak super łatwo i po prostu zero problemów. Według nich problemy zaczynały się wraz z pracą zarobkową, a cały stres związany ze studiami i niemiłe konsekwencje zdrowotne tego wszystkiego miały być traktowane jak nic wielkiego. A pracując w sklepie, największy stres jaki możesz mieć, to że dostawca się spóźnia. Albo, że towar stracił ważność. Chociaż wszystkie suszone ingrediencje mogły pewnie być stosowane nawet i z dwadzieścia lat po ususzeniu.
Ruszamy więc w kierunku wskazanym przez niego, a ja z każdym kolejnym oddechem zdaję się oddawać całkowicie różanej woni. Miło było od czasu do czasu pooddychać takim przyjemnym, świeżym zapachem, a nie zatęchłymi książkami Aisy (nie, żebym miała coś do tych książek, bo są stare i pełne wiedzy, przynajmniej tak sądzę, ale pachną przynajmniej niekorzystnie). Z zamyślenia wyrywa mnie ten zgrabny żarcik o nieoczekiwanych spotkaniach pana Dolohova. Automatycznie parskam śmiechem, chowając przy okazji szyję w ramiona. Trwa to ledwie parę sekund, przecież równie szybko przypominam sobie, że nie jestem już dzieckiem i po prostu nie wypada.
Albo może kochany Slava jeszcze nie dał mi okazji do popuszczenia pasa. W każdym razie nie chcę go zgorszyć takim raczej mieszczańskim zachowaniem. Bo co, jak się poskarży siostrze? A ona powie ojcu? Szybko skończy się mój względny luz decyzyjny co do własnego życia. Na to niestety nie mogła sobie pozwolić.
- Tobie ta maść jest niepotrzebna. Nawet taki troszkę zmęczony wyglądasz całkiem nieźle. - pozwalam sobie trochę zażartować, jednak drugie zdanie to prosta obserwacja. I nawet całkiem dobry punkt wyjścia do kolejnej odpowiedzi, bo rozmowy o pierścionkach i zaręczynach dla dwudziestolatki takiej jak ja są jednak trochę przytłaczające. - A może powiedziałbyś mi, kiedy poznam twoją wybrankę serca, Slava? Już wystarczy mi, że Aisa ma narzeczonego, jeżeli to wszystko ma tak wyglądać, to chyba zostanę starą panną. Z wyboru. - na wspomnienie Avgusta przewracam oczami, bo nie jestem jakąś wielką fanką tego, jak traktuje moją siostrę. I jeżeli mam także zostać wplątana w związek polityczny, bez chociaż krzty miłości, mam wrażenie, że w takowym się uduszę. Och i czy przy okazji przekazałam kochanemu prawie-kuzynowi, że jego faktyczna kuzynka już jedną nogą stoi na ślubnym kobiercu?
Powrót do góry Go down
avatar


Omsk, Rosja

25 lat

błękitna

za Raskolnikami

właściciel sklepu z eliksirami „Wieszcze Sny”
http://petersburg.forum.st/t603-svyatoslav-dolohov-budowa#1047 http://petersburg.forum.st/t627-svyatoslav-dolohov http://petersburg.forum.st/t629-wybacz-mi-kiedy-sprawiam-ci-bol http://petersburg.forum.st/t628-ptaszyna-arseny-svyatoslav-dolohov
PisanieRe: Różany ogród    Wto 11 Kwi 2017, 18:31
- Powiem Ci w tajemnicy, że trochę o tym myślałem. Ale zatrudnienie kogoś wiązałoby  się z kosztami, a przede wszystkim ryzykiem, że coś mogłoby regularnie znikać. - Przyznaje się bez bicia. Afrodicie najprawdopodobniej bym zaufał, a nawet jeśli nie do końca to przymykałbym oko na podkradanie maści upiększających. W końcu byliśmy „rodziną”, a przynajmniej ja starałem się traktować ją tak samo jak jej siostrę. Czasami czułem się przy niej obco. Bardziej jak kolega którego znała od lat, niżeli kuzyn który uczył ją tańczyć. Przysłoniłem usta dłonią, trzepocząc rzęsami jak na  skromną damę której ktoś rzucił trafny komplement przystało. Brakowało tu tylko tego irytującego chichotu który wydobywał się z dziewczęcych ust za każdym razem, kiedy się peszyły. Aktor był ze mnie całkiem dobry, ale takie „zabawne” wstawki z moim wykonaniem zabawne były tylko dlatego, że zupełnie nie pasowałem do sumiennie odegranej roli. - Oj przestań, bo się zarumienię. - Dodałem z rozbawieniem. A później ukradkiem trąciłem ją swoim biodrem, w końcu szliśmy obok siebie dość blisko. Ale nie pozwoliłem jej ani upaść, ani nawet odsunąć się o krok. Jedynie stracić odrobinę równowagi. Zachwiać się. Zdziwić. Zrzuciłem winę za takie zachowanie na cały ogród. Wszyscy w końcu wiedzieli, że nawet tu można było stracić zmysły. Odchrząknąłem znacząco. Mimo wszystko to mnie trzymała się łatka brata, kuzyna który w porównaniu do Nikolaia potrafił zrobić lub powiedzieć coś bardzo głupiego. Tamten utrzymywał stosowny dystans, zwykle trzymał ludzi na wodzy, a otwierał się całkowicie tylko przy Svyatoslavie. Byli do siebie bardzo podobni, ale bystre oko wyłapywało różnicę charakterów. Dopełniali się. Czasem tylko zlewali się w jedno, jakby byli tym samym. - Zabiłabyś mnie, a jeśli nie Ty to reszta rodziny by to zrobiła, gdybym jakąkolwiek z tych dziewięciu przedstawił. A upatrzyłaś już sobie jakieś ładne, grube koty, skoro rozmyślasz o staropanieństwie? - Drążę. Napomknąłem o dość dużej liczbie, sprawdzając czujność Dity. Wydaje mi się, że koty byłyby najodpowiedniejsze. Chociaż wolałbym, żeby otaczała się wiernymi psami. Przynajmniej one nie miały tendencji do drapania swoich właścicieli. A z tym mam trochę złych wspomnień. Do Dity pasowałby także kanarek. Żółty.
- Aisa nadal nie pozwoliła mi na rozmowę z nim. Wydaje Ci się, że się mnie wstydzi? - Powiedziałby bardzo upośledzony członek rodziny, któremu makaron zwisałby z nosa w trakcie jedzenia zupy. Powiedziałby. Ale niestety, według wszystkich badań byłem stosunkowo normalny, nie jedliśmy też zupy. A ja zachowywałem się jak na swój wiek bardzo odpowiedzialnie. O przeszłości nie wspominajmy, jeszcze nie raz zrobię coś krytycznie głupiego za co wyląduje za kratkami.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Różany ogród    Sro 12 Kwi 2017, 11:04
O ile dodatkowe koszty mogłam zrozumieć, o tyle motyw kradzieży już znajdował się gdzieś poza moją percepcją. Przecież nie każdy potencjalny subiekt miałby działać na szkodę sklepu. W Petersburgu znajdowało się całkiem liczne grono szubrawców, jednak możliwe, że były to jedynie legendy, gdyż mi samej nie dane było spotkać "typa spod ciemnej gwiazdy". A powinnam! Przecież do takich spotkań właśnie się szkolę!
- Myślę, że jesteś trochę zbyt surowy w ocenie. Ale oczywiście, jeżeli cię nie stać, to już zupełnie inna sprawa. - no ale co ja mogę wiedzieć, na prowadzeniu sklepu to przecież nie znam się w ogóle. Jeżeli już przebywam w jakimkolwiek, to oczywiście w charakterze konsumenckim, chociaż wyobrażam sobie, że utrzymywanie odpowiedniego asortymentu jest rzeczą szczególnie ciężką i pracochłonną. Już nie mówiąc nic o utrzymaniu względnego nawet porządku w zbiorach, co dla sklepów z ingrediencjami było kwestią szczególną. Zresztą, porządek pasował mi do wyobrażenia o drogim kuzynie (chociaż może bardziej ze względu na bliskie skojarzenie z Nikolaiem?), więc myślę, że skoro takowy sklep prowadził, to lubił tam siedzieć. Albo nie widział dla siebie innej drogi.
Przewracam oczami i nawet już bym coś powiedziała, ale trącenie biodrem wybija mnie z rytmu. I mówienia, i chodzenia, co skutkuje paroma drobnymi kroczkami w miejscu jednego, normalnego. Nieco urażona (ale nadal rozbawiona, bo przecież to tylko udawana obraza), unoszę głowę do góry, by spojrzeć kuzynowi w oczy. Tak chcesz się bawić? Dobrze, wylądujesz kiedyś w krzakach i nawet się nie zorientujesz, gwarantuję.
- Jesteś okropny, wiesz? - mówię jedynie, nadymając policzki. O, patrzcie na mnie, jestem Dita Onegina i jestem zła. Ba, nawet staram się ruszyć szybciej, by odejść od niego na parę kroków, wszystko w manifestacji moich ognistych uczuć, ale ten goni mnie na tyle szybko, że taki zabieg nie ma najmniejszego sensu. Pozostaje mi przecież tylko rozchmurzyć się ponownie i posłuchać, co takiego ma mi jeszcze do przekazania.
A zaczęło się ciekawie. Bo oczywiście, jak zwykle połykam haczyk i wierzę mu na słowo. Bo czemu miałabym tego nie robić? Nie wiedziałam, że z Dolohovów mogą się rodzić tacy komedianci. Na dźwięk o dziewięciu pannach lekko rozchylam usta, ale zaraz sprzedaję mu kuksańca w bok, bo nie będzie mnie okłamywał i jeszcze mówił o kotach. Aż tak starą panną to ja nie będę, nie ma opcji.
- Co takiego zrobiłam w poprzednim życiu, że mnie los pokarał kuzynem Don Juanem... - mruczę do siebie, po czym dodaję zupełnie rozbawiona - Mam nadzieję, że chociaż jedna z nich jest całkiem ładna. Mógłbyś się z bratem podzielić, on chyba też nie ma w planach szybkiej zmiany stanu cywilnego prawda? A poza tym to wolę psy. - puszczam do niego oczko, bo właściwie mogę i nawet mi wypada. Warte dodania jest jeszcze to, że gdy mówię o psach, to mam na myśli te większe, żadne yorki czy ratlerki, bo to szczury i do niczego się nie przydają. Tylko się drą, a tego osobiście okropnie nie lubię.
- Ech, weź nic mi o tym typie nie mów. Na miejscu Aisy też bym go tobie nie przedstawiła, bo to straszny burak. Jedyną okolicznością, która ratuje go przed moją pięścią w jego nosie jest fakt, że ma być mężem mojej siostry. Naprawdę, nie żałuj, że go jeszcze nie znasz, bo zajdzie ci za skórę. - nie jestem osobą, która ocenia ludzi negatywnie już od samego początku. Jednak Karamazova znam przecież ze szkoły i póki nie przydarzył się ten jego wypadek byliśmy nawet blisko. Po tym stał się naprawdę nie do zniesienia, ze swoim stylem bycia, który polegał na gnębieniu słabszych. Nie mogę też nie odnieść wrażenia, że wykorzystuje moją siostrę do jakiegoś większego planu. Wystarczą moje podejrzenia, nie było sensu, żeby problem rozpuszczonego dziedzica zrzucać jeszcze na barki Svyatoslava.
Powrót do góry Go down
avatar


Omsk, Rosja

25 lat

błękitna

za Raskolnikami

właściciel sklepu z eliksirami „Wieszcze Sny”
http://petersburg.forum.st/t603-svyatoslav-dolohov-budowa#1047 http://petersburg.forum.st/t627-svyatoslav-dolohov http://petersburg.forum.st/t629-wybacz-mi-kiedy-sprawiam-ci-bol http://petersburg.forum.st/t628-ptaszyna-arseny-svyatoslav-dolohov
PisanieRe: Różany ogród    Czw 13 Kwi 2017, 11:42
Wzruszam tylko ramionami kiedy wspomina o tym, że mnie nie stać. Chciałbym jej powiedzieć, że mam wystarczająco pieniędzy, aby pozwolić sobie na takie luksusy, ale nie chcę wyjść na przebrzydłego paniczyka, który pławiłby się w rodzinnych oszczędnościach. Jestem po prostu przesadnie skąpy, aby dzielić się z kimkolwiek moim dobytkiem. Pracowałbym nad tym gdyby nie to, że tak naprawdę nigdy mi się nie chcę. Tłumaczę to tym, że nie mam czasu. Skłaniam się lekko, na wyszukany komplement o okropności. Chłonę go, jakby był tym najbardziej przeze mnie oczekiwanym. Zdarza mi się często słyszeć takie epitety, padające w moją stronę. Przyzwyczaiłem się do tego. Przylgnęło to do mnie. Spacerujemy, a ja przestałem już zwracać uwagę na to, że wokół tyle było pięknych róż. Mógłbym w Twoim towarzystwie chodzić nawet po pustyni. Chociaż nienawidzę tych wszystkich nachalnych myśli o złotym piasku, wdzierającym się do butów. Wpadającym w oczy. Nie przepadam też za upałem. Wpisuje Cię na listę ludzi z którymi utrzymuję dobry kontakt. Powiedziałbym, że nawet lepszy niż z Aisą z którą powinienem mieć więcej wspólnych tematów. Czasami się o Ciebie boję. O to, że zrobię coś niestosownego kierując się myślą, że przecież nie jesteśmy w pełni rodziną. Że by to nam nie zaszkodziło. Że nikt by nie wiedział. Zagryzam wnętrze policzka, kiedy tak się ze mną drażnisz, a później niewprawnie udaję obrażonego na cały świat, a w szczególności na Ciebie.
- Ale to nie moja wina! Nic nie mogę poradzić na to, że chcą nie tylko mojego nazwiska, a przede wszystkim pieniędzy. Czasem mi się wydaje, że nikt nie myśli o małżeństwie z miłości. - Ale to nie moja bajka. Wolałbym sam się zabić niżeli pozwolić jakiejkolwiek kobiecie usidlić mnie na dłużej. O dzieciach nie wspominając. Nie wyobrażałem sobie takiego prostego, sielskiego życia w czterech ścianach w akompaniamencie krzyków, kłótni, wyzwisk. I śmierdzących tetrowych pieluszek.
- O nie, nie. Z Nikolaiem nie mam zamiaru niczym się dobrowolnie dzielić. Słyszałaś o tym, że siostry kradną sobie chłopaków, a bracia dziewczyny? U nas jest mniej więcej podobnie. Z tym, że z niego straszny smęciciel. - Zaznaczam. W końcu jak nic innego na tym świecie, uwielbiałem oczerniać brata. W dobrym tego słowa znaczeniu mówiąc nie raz, że jest niedorajdą. - Przypomnij mi, jak się nazywał? To trochę nie podobne do Aisy, żeby zadawać się, jak to mówisz z burakami. Myślisz, że ten ślub jest ukartowany, czy rzeczywiście chciałaby z nim być? - Zaczynam się martwić. A nawet z góry zakładać, że jeśli coś byłoby w ich relacji nie w porządku, mógłbym w tajemnicy przed wszystkimi przyczynić się do pokarania delikwenta pod pretekstem wypicia, w rodzinnym gronie jakiś szlachetnych trunków.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Różany ogród    Pią 14 Kwi 2017, 13:58
Och, spieszę z wyjaśnieniem - moje słowa o pieniądzach i tego, czy Slavę stać czy nie, dotyczyły oczywiście opłacalności biznesu. Dolohovowie to w końcu Starszyzna, majątek mieć musieli. Jednak kuzyn Slava postanowił wybrać podobną drogę do mojej i choć trochę pracować na swoje własne utrzymanie. Co prawda w jego przypadku było to coś więcej niż lekcja mikrobiznesu, bo widać było, że na sklepie zależało mu szczególnie bardzo. Czy już mówiłam, że go za tą przedsiębiorczość podziwiam? Ja z pieniędzmi nie szłam raczej w parze, co przecież można było łatwo zauważyć na przykładzie naszej sprzątaczki Teony i tego, że zawsze zostawiałam jej jeszcze dodatkowych parę rubli, bo wypłata, którą dostaje od Aisy wydaje mi się nieodpowiednia.
Przyzwyczaił się od bycia nazywanym okropnym? Ja bym nie potrafiła. Może to dlatego, że tak jak ja, inni ludzie używają tego określenia w sposób raczej pieszczotliwy? Mam nadzieję, że nie myśli, że właśnie wyrzuciłam mu tym jednym określeniem wszystkie jego najgorsze cechy. Bo to przecież tylko droczenie się, zupełnie niegroźne, mogłoby się wydawać. Odpowiedź na te wszystkie pułapki, które na mnie zastawiał, a w które ja, jak to nierozważna łania - wpadałam.
- Powinieneś chyba zmienić towarzystwo. Ostatnio wiele się słyszy o oszustkach, które tylko się czają na majątek przystojnych szlachciców. - może odrobinę marudzę, może znów włączył mi się tryb filozofa, ale czy troska o rodzinę (prawdziwą, z więzów krwi, czy taką tylko z nazwy i przywiązania) nie zakłada także tego, by martwić się o ewentualne życie uczuciowe kogoś bliskiego? Moja troska, przynajmniej według mnie, jest uzasadniona, tak, jak on boi się o mnie, tak ja boję się o niego. Choć przecież nie jesteśmy na tyle blisko, by zwierzać się sobie z poważniejszych problemów. - Albo może koło ciebie krąży ktoś, kto ma czyste intencje, tylko ty tego nie zauważasz? Jak cię trafi strzała amora, to uważaj, żebyś z roztargnienia nie pomylił składników. - znów szturcham go lekko, posyłam mu nawet porozumiewawcze oczko. Nie mogę się też powstrzymać od uśmiechu, przecież sama myśl o miłości, szczególnie tej prawdziwej, kiełkuje gdzieś we mnie już od jakiegoś czasu i nadal chcę wierzyć, że taka prawdziwa, od pierwszego wejrzenia i na zawsze istnieje. Bez tego świat stałby się jakiś mniej przystępny, czarniejszy.
- Serio, podkradaliście sobie kiedyś dziewczyny? - pytam zainteresowana, nawet przystając na chwilę, by zajrzeć mu w oczy. Czy przypadkiem znowu sobie nie robi ze mnie żartów, bo historia ta brzmi mało prawdopodobnie, przynajmniej z jednej strony. O Nikolaiu powiedziałabym wszystko, tylko nie to, że byłby w stanie nagle zamienić się w podrywacza-wyrywacza. Ale miał swój urok. - Myślałam, że będziecie mieli zupełnie inne gusta, a tu proszę... Samych rewelacji się dzisiaj dowiaduję.
Kiwam jeszcze przez moment głową z uznaniem, po czym pada pytanie o tego cholernego dzieciaka. Nazywam go dzieciakiem nie dlatego, że jest ode mnie młodszy, broń boże, w końcu jest wręcz przeciwnie, jednak żadne inne określenie nie opisałoby nawet w połowie tak dokładniej jego charakteru. Oczy na moment mi gasną, odwracam wzrok i z niechęcią w głosie odpowiadam.
- Avgust Karamazov. Wielki dziedzic. Wiesz, jak to mówią ludzie z niższych sfer? - nie, że coś do takowych mam, ale w miejscach publicznych damie nie wypada się odzywać w taki sposób, toteż opieram dłoń na ramieniu kuzyna, staję na palcach i zakrywając drugą dłonią usta szepczę mu konspiracyjnie do ucha - Sra wyżej niż ma dupę. - proszę mi wybaczyć słownictwo, ale naprawdę nic lepiej nie opisuje tego buraka. Na dalszą część słów Svyatoslava wzdycham boleśnie.
- Na pewno jest ukartowany. Ojcowie ich zeswatali. Dlatego okropnie się boję, że podobny los spotka i mnie. Jeżeli miałabym mieć za narzeczonego takiego Karamazova, wolałabym już chyba wypić truciznę, naprawdę. - bo wierzę w małżeństwa z miłości.
Powrót do góry Go down
avatar


Omsk, Rosja

25 lat

błękitna

za Raskolnikami

właściciel sklepu z eliksirami „Wieszcze Sny”
http://petersburg.forum.st/t603-svyatoslav-dolohov-budowa#1047 http://petersburg.forum.st/t627-svyatoslav-dolohov http://petersburg.forum.st/t629-wybacz-mi-kiedy-sprawiam-ci-bol http://petersburg.forum.st/t628-ptaszyna-arseny-svyatoslav-dolohov
PisanieRe: Różany ogród    Czw 20 Kwi 2017, 16:29
- Mam nadzieję, ze mnie strzały amora nigdy nie dosięgną. Naprawdę, nie chciałbym nawet myśleć o głupotach, jakich mógłbym się dopuścić w imię tej nieszczęsnej miłości. - Przewracam nieco oczyma. W pewnym sensie brakuje mi w życiu właśnie czegoś takiego, wywrócenia wszystkiego do góry nogami chociaż wspomniane nawet teraz nie należy do wzorowych, w których nie ma ani grama niepotrzebnego zmartwienia. Ale nie przyznam się. Wzbraniam się rękami i nogami przed odpowiedzialnością za drugą osobę, nie chcę też obiecywać złotych gór. Najchętniej zamknąłbym się w jednym pomieszczeniu sam ze sobą. Powinienem zamieszkać gdzieś głęboko pod ziemią. Albo po prostu umrzeć. Ostatnio nawiedzają mnie o tym myśli, że to najłatwiejszy, najszybszy sposób. Zmęczony już jestem ciągłym stresem. - W takich przypadkach nie patrzy się na osobiste preferencje. Chodzi w tym tylko o to, żeby pokazać rodzeństwu kto jest górą. - Ale nie mówię na ten temat już nic więcej. Nie rozwijam tego tematu, chyba i tak wymsknęło mi się zbyt dużo. A to nie świadczy o mnie zbyt dobrze. Bawienie się uczuciami naiwnych dziewczyn w oczach postronnych zawsze określane jest jako nieodpowiednie, karygodne. A mnie kara jeszcze nie dosięgła. Uciekam. Zastanawiam się nad tym czy już go spotkałem, ale nic nie przychodzi mi na myśl. Może po prostu wyparłem go ze swojej pamięci. Nadstawiam ucha, a później szczerzę się jak głupi.
- Co ty na to, żebyśmy mu trochę życie obrzydzili? - Równie konspiracyjnie szepczę w stronę Dity, mając nadzieję, że nie zastanawiając się ani przez chwilę, skusi się na te małe psoty. Gdybyśmy zdążyli przed ślubem, Aisa mogłaby nadal bawić się, bez martwienia się o to, że czuwa nad nią mąż. Ale jeśli coś poszłoby nie po naszej myśli, nie miałaby zbyt kolorowej przyszłości. Avgust mógłby wziąć na niej odwet za to, że próbowaliśmy go przegonić wbrew zasadom. A ja już mam serdecznie dosyć tych wszystkich narzuconych przez Starszyznę reguł. Sami nie możemy o sobie stanowić. Potrzebujemy pozwolenia na wszystko. Nawet ja na mój sklep, który według ojca jest tylko chwilową fanaberią. - Karamazovów jest jeszcze wielu w kolejce. Nie zdziwiłbym się, gdyby i ciebie za jakiegoś wydali. Zamknąłby cię taki w kuchni, żebyś całymi dniami przy garnkach siedziała. I dzieci niańczyła. Ty wiesz jakie się przez ciąże robią rozstępy? I cellulit. Wyskoczysz mu z takim cellulitem, to cię zostawi dla młodszej. - Najprawdopodobniej nie pomaga to Dicie w uspokojeniu się, ale tak bardzo wkręciłem się w temat, że nie mogłem powstrzymać się, przed zakomunikowaniem co mi na sercu leży. Zauważyliśmy drewnianą ławkę, na której można by na chwilę przycupnąć. Znajdywała się niedaleko małej, skromnej fontanny przedstawiającej trzy żabki. Ale niestety, nie mieliśmy już czasu na rozkoszowanie się pięknymi widokami w swoim towarzystwie. Przypomniało mi się, kiedy spojrzałem na zegarek, że jestem już spóźniony na umówione spotkanie, na które wcale iść nie chciałem. Ale musiałem. Skinąłem ci na pożegnanie, przeprosiłem, a później zniknąłem z horyzontu zostawiając tu samą.

Afrodita i Svyatoslav z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Różany ogród    
Powrót do góry Go down
 
Różany ogród
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: