Навигация

Wąskie alejki
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Wąskie alejki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieWąskie alejki   Pią 03 Lut 2017, 15:54
Wąskie alejki

Od ulicy Eufrozyny Wielkiej odbiega cała masa bardziej i mniej urokliwych uliczek. Jedne są węższe, drugie szersze; jedne czystsze, drugie tak zabrudzone i zawalone przeróżnymi rzeczami niewiadomego pochodzenia, że trudno nimi przejść. Wiadomym jest jednak, że każda z nich ma swój specyficzny, niepowtarzalny urok i zapada głęboko w pamięć, aczkolwiek nie można zapominać o jednym – to właśnie tutaj grasuje najwięcej typów spod ciemnej gwiazdy, którzy tylko czyhają na niczego nieświadomych przechodniów.

Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

26 lat

wupar

błękitna

neutralny

brak
http://petersburg.forum.st/t1332-valeriya-dolohova http://petersburg.forum.st/t1334-valeriya-dolohova#5735 http://petersburg.forum.st/t1335-gnijaca-mloda-panna#5737
PisanieRe: Wąskie alejki   Sro 20 Gru 2017, 16:37
Było już późno, nie wychodziła z opuszczonej fabryki za dnia. Było już po zachodzie słońca. Szła spokojnie przez uliczki miasta, była ciepła majowa noc. Petersburg jeszcze tętnił życiem... życie... to takie odległe słowo. Zapomniała nawet jak to jest - żyć. Czuć bicie własnego serca, tracić dech kiedy coś niespodziewanego się stało, czuć promienie słońca na swojej skórze, bez obawy o spalenie. Jej całe ciało było zakryte płaszczem, który ukradła kiedyś z jakiegoś wieszaka, kiedy ktoś zapomniał ściągnąć pranie na noc. Dużo za duży płaszcz, przycięty nożyczkami od dołu, by się za nią nie ciągnął, to samo zrobiła z rękawami... ale spokojnie zakrywały nawet jej dłonie. Była drobniutka za życia, po śmierci powinna niby urosnąć i trochę tak się stało, ale dalej nie była potężną osobą (przynajmniej z wyglądu), a ten płaszcz był na dużego chłopa. Kaptur kompletnie zasłaniał jej twarz. Jedynie spod spodu wystawała jej stara, starta, satynowa suknia, w której jej pogrzebano. Nie miała innych ubrań, a nie ryzykowała kradzieżą innych, płaszcz jej wystarczał. Kiedyś dogadała się z z starą aptekarką, by przedłużyła nieco swoją pracę... tak by apteka była otwarta po zachodzie słońca. Nie pytała o szczegóły, zaimponowała jej chyba wiedzą o alchemii, nie istotne. Ważne było to, że mogła dokupić rzadkie składniki po zachodzie słońca, a w maju słońce zachodziło później. Weszła powoli do apteki i podeszła do lady, mówiąc czego potrzebuje... bez większych uprzejmości. Jej głos był cichy, kiedy wymieniała składniki, których potrzebowała. Stara prukwa spakowała jej wszystko, a ona zapłaciła pieniędzmi, które ukradła swojej ostatniej ofierze. W międzyczasie weszła jeszcze jakaś klientka chyba do sklepu. Val nie zdawała sobie sprawy, że ktoś poza nią może kupować zioła o takiej godzinie.
- Czasem się zastanawiam, co taka młoda dziewczyna, robi po nocach z ziołami? - skąd wiedziała, że jest młoda? Cóż... głos jej się nie zmienił, miała dość dziewczęcy głos. Poza tym, była drobniutka, co jedynie trochę maskował za duży płaszcz.
- Nie chcesz wiedzieć. - odpowiedziała pewnie, nieco głośniej. Kobieta się jedynie krzywo uśmiechnęła. Nie drążyła dalej, jakby wiedziała, że  jeśli ją pozna... to będzie dzień jej śmierci. Zapewne jej krew była paskudna, ale z drugiej strony była wystarczająco ciepła, by spłynąć po jej suchym gardle... ugh.. nie teraz. Przynajmniej nie teraz. Odwróciła się, kierując się w stronę wyjścia, nie zwracając uwagi na osobę, która znajdowała się w aptece. Kiedy wyszła, zobaczyła psa, uwiązanego luźno do rynny przy aptece. Znała tego psa z poprzedniego życia... Chciałoby się powiedzieć, że przełknęła ślinę, jednak tego nie zrobiła, bo nie miała czegoś takiego jak ślina. Pies zawył tęskno i próbował do niej podejść, ale zaraz się spłoszył i się wycofał... by znów spróbować ją obwąchać. Valeriya w przypływie głupoty chyba, wyciągnęła do niego swoją dłoń, pies się skulił, jednak nie warczał na nią. Pogłaskała go po łbie. Był przerażony, jednak nie atakował jej. Był zdezorientowany. Val wyprostowała się i zaczęła się oddalać. Pies zajadle szczekał w jej kierunku.
Powrót do góry Go down
avatar

Do you dream of murder?

Samara, Rosja

27 lat

rusałka

błękitna

za Starszyzną

uzdrowicielka w Hotynce
http://petersburg.forum.st/t1103-filipa-karamazova-budowa#4103 http://petersburg.forum.st/t1219-filipa-karamazova http://petersburg.forum.st/t1218-karamazova#4879 http://petersburg.forum.st/t1255-yewa#5007
PisanieRe: Wąskie alejki   Pią 22 Gru 2017, 01:28
Magiya Apteka była dla Filipy stałym punktem na mapie Petersburga. Nieduża, nieco obskurna i znajdująca się na obrzeżach miasta – teoretycznie nie powinna wzbudzić większego zainteresowania, a tym bardziej przychylności  Mefodiyevny.
W praktyce przynajmniej raz w miesiącu – od czterech, może pięciu lat?, nie pamiętała dokładnie – Karamazova była bardzo hojnym, bardzo wymagającym i zwykle zadowolonym klientem, ceniącym wiedzę podstrzałej właścicielki, bogactwo asortymentu i całkowitą dyskrecję dokonywanych transakcji, a przecież nie wszystkie były tak niewinne, jak ten wybrany przed zaledwie kilkunastoma sekundami eliksir na ból głowy, na którego brak ostatniego poranka skarżył się Aleksei. Wtedy to Filipa uśmiechnęła się mściwie znad filiżanki świeżo parzonej kawy, nie mówiąc jednak ani słowa i wracając do lektury najnowszego wydania Tylko Prawdy, i tylko jakoś tak niezdarniej, a co za tym idzie głośniej odstawiła delikatne, porcelanowe naczynie na spodeczek, kątem oka przyglądając się jak mężczyzna krzywi wargi w reakcji na nieprzyjemny dla ucha zgrzyt.
Oczywiście w pamięci odnotowała uzupełnienie domowej apteczki, za którą była odpowiedzialna, tak jak Alosza był odpowiedzialny za pokaźnych rozmiarów barek w salonie, choć nieszczególnym wyzwaniem byłoby domyślenie się, które z nich (wyjątkowo!) bardziej przykładało się do swoich... obowiązków.
To wszystko, pani Nadio – skinęła ostrym podbródkiem w stronę kilkunastu fiolek i paczuszek leżących przed nią na drewnianej ladzie, kiedy starsza czarownica wróciła do niej, kończąc obsługiwać inną klientkę, która po jednym, powierzchownym i zupełnie obojętnym spojrzeniu nie wzbudziła większego zainteresowania Filipy; świeżość dziewanny była zdecydowanie istotniejsza od obdartusa w za dużym płaszczu...
Zostawię listę, dobrze? – razem z pieniędzmi przesunęła w stronę kobiety kartkę zapisaną drobnym, schludnym pismem, będącym efektem żmudnych lekcji kaligrafii i zaprzeczeniem żartów na temat lekarskiej czcionki niemożliwej do rozszyfrowania dla każdego z wyjątkiem aptekarzy z wieloletnim doświadczeniem. – Dziękuję, dobranoc.
Kolejne szczeknięcia dobiegające z zewnątrz tylko przyśpieszyły procedurę wymiany błyszczących rubli na papierowy pakunek, na którym brzeginia zacisnęła szczupłe palce, zaniepokojona wyraźnie słyszalnym poddenerwowaniem psa. Co mogło, aż tak zaaferować ich półgłówka? Z Dantem nawet rutynowe wyjście na spacer, zakupy – weź go ze sobą, przejdzie się, a i bezpieczniej (sic!) z psem... – wiązało się z delikatnymi, minimalnymi skokami adrenaliny. Filipa wcale nie ukrywała, że nie potrafi nad nim dostatecznie panować; ani nawet tego, że niespecjalnie przepada za kilkudziesięciokilogramową własnością Alekseia.
Ale czego się nie robi dla bliźniaka? Szczególnie bliźniaka, któremu przedpołudniem, zupełnie niechcący!, rozbiło się w drobny mak butelkę "to–będzie–gwóźdź–wieczoru–trzymałem–ją–pięć–lat" drogocennej whisky...
No, i czemu hałasujesz? – cmoka niecierpliwie, odsupłując niedbale przywiązaną do rynny skórzaną smycz. Jeszcze trzy szarpnięcia i jej koniec luźno, smętnie nurzałby się w mętnej kałuży. Dante wciska chłodny, mokry nos w udo Filipy, nie przestając przy tym nerwowo kręcić się w miejscu nawet wtedy, gdy dłoń kobiety opada na jego łeb, gładząc go uspokajająco.
Ulica jest pusta.
Poza jedną sylwetką rysującą się w oddali kilkunastu zaledwie metrów. Sylwetką, w której Karamazova rozpoznaje niedawną klientkę apteki – czyżby to niepozorne stworzenie, aż tak zdenerwowało mongołka?
Głupiś – mruczy cicho, mimo wszystko wpijając spojrzenie w kobietę (dziewczynkę?, małe to–to takie), która nie ma jak go przecież dostrzec, odwrócona plecami... Ale jak najbardziej może wyczuć je w tym dziwnym punkcie na karku, do którego jeszcze nie dotarło, że nosimy garnitury i suknie, i że już dawno temu zniknęła sierść, którą można by najeżyć w razie niebezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

26 lat

wupar

błękitna

neutralny

brak
http://petersburg.forum.st/t1332-valeriya-dolohova http://petersburg.forum.st/t1334-valeriya-dolohova#5735 http://petersburg.forum.st/t1335-gnijaca-mloda-panna#5737
PisanieRe: Wąskie alejki   Nie 24 Gru 2017, 23:25
Słodki, słodki głos... głos z poprzedniego życia. Przywoływał wspomnienia, śmiech, promienie słoneczne, próby wciśnięcia Filipie kwiatków we włosy, wyścigi konne z Iskrą w blasku poranka. Życie... przebłyski z życia. Kochała, nienawidziła... jednak nie czuła spełnienia, jej pierwsze życie nie było ukończone, nie tak jakby chciała. Chciała uciec z miłością swojego życia, on by zarabiał z fotografii, ona by dorabiała jako pianistka w jakimś lokalu, by potem pracować jako poważny uzdrowiciel, wszystko by im się ułożyło, mieliby dzieci, Valeriya wynalazłaby lekarstwa na nieuleczalne dotychczasowo choroby, zostawiłaby ślad po sobie, jej imię byłoby w podręcznikach historycznych. Nie. Nie. Nie. Musiała umrzeć. Szybki, intensywny ból, który ją sparaliżował, a potem... zrobiło się tak dziwnie zimno. Zimno i ciemno zaczęło ją otulać, niczym dwa ramiona i tak zostało już. Nie zabrało jej w całości życia, ale nie wypuściło też z objęć. Zostało COŚ pomiędzy. Czy dalej mogła się nazywać Valeryią Dolohovą? Oficjalnie była martwa, więc czy mogła korzystać z tego nazwiska, nie miałaby z niego żadnych korzyści, nie była już szlachcianką. Valeryia? Wszystko to, czym była Val... umarło tamtego dnia. Bieganie na bosaka po rosie, granie na pianinie, wszystko jako sen się ostało. Ah ten piknik z nim... robił jej wtedy zdjęcia, śmiała się, wspinając się na drzewa w sadzie, gdzie razem byli. Piękny sen.
Nie zorientowała się, kiedy nawet się odwróciła, by spojrzeć na Filipę... patrzyła na nią jak na obraz tego wszystkiego co straciła przez swoją śmierć. Można by było powiedzieć, że patrzyłaby na nią z jakimś błyskiem w oku, jednak jej gałki oczne były matowe. Jej usta były wygięte w delikatny, rozmarzony uśmiech. Fifi... jej Fifka. Welesie, jak Filipa nienawidziła, kiedy Val ją tak nazywała. Stare piękne czasy. Wtedy zorientowała się, że się na nią gapi... i że ona też może ją doskonale widzieć, widzieć jej twarz. Co cię napadło Dolohova?! Tyle czasu ukrywania się, by teraz głupio się odwrócić na środku ulicy?! Na wszystkie czarty!
- Jest skołowany... nie wiń go. - odpowiedziała cicho, oczywiście że Val stanęłaby w obronie psa, którego Filipa nazwała głupim. Nie była to wina Dante, poznawał twarz, poznawał sylwetkę... ale jednocześnie zapach był inny. Podobno psy wyczuwały więcej, może wyczuł też co jest z nią nie tak? Czy coś w tym stylu? Nie była pewna, aż tak bardzo nie zagłębiała się w wiedzę na temat swojej rasy. Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się ponownie i poszła przed siebie. Mogłaby uciec szybkim biegiem, ale... nie chciała. Nie mogła się do tego zmusić, by szybko uciec stąd. Jakaś jej część pragnęła spotkania z Filipą, druga kazała jej uciekać jak najdalej. Prawdopodobnie by się popłakała nad swoim beznadziejnym losem, gdyby tylko pamiętała jak to jest płakać..
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Wąskie alejki   
Powrót do góry Go down
 
Wąskie alejki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: