Навигация

Winda
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Winda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieWinda   Pią 03 Lut 2017, 16:05
Winda

Winda to nic innego jak duża, bardzo dobrze oświetlona kabina, która dziennie przewozi dziesiątki osób, będących zarówno gośćmi, pacjentami, jak i członkami uzdrowicielskiej załogi. Na jednej ze ścian znajduje się sięgające sufitu lustro, szczególnie lubiane przez nieczęsto widywane w szpitalu dzieci, a obszerny cyferblat pozwala dostać się w każdy zakątek sporych rozmiarów instytucji – bez konieczności wspinania się po rozlicznych kondygnacjach schodów, co dla wielu jest jedną z największych zalet szpitalu Hotynka.

Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

21 lat

rusałka

błękitna

neutralny

śpiewaczka operowa / studentka
http://petersburg.forum.st/t862-iskra-karamazova http://petersburg.forum.st/t870-iskra-karamazova#2514 http://petersburg.forum.st/t867-zlota-dziewczyna#2500 http://petersburg.forum.st/t871-dargomyzski
PisanieRe: Winda   Sro 20 Wrz 2017, 17:18
Dziesiąta czterdzieści dwa, ten dzień wciąż nie okazał się koszmarnym snem, o czym przypominał Iskrze wyjątkowo niegustowny temblak. W innych okolicznościach fakt, że lekarski błękit nie pasuje do karmazynowej sukienki wywołałby u niej tylko wzruszenie ramion – jak jej kuzynka Varvara lubiła powtarzać, szpital to nie wybieg – ale po tak trudnym poranku nietrudno było o zdenerwowanie choćby takim szczegółem. To raz. Dwa: ze złamaną ręką trudno było jej wzruszyć ramionami. Całe szczęście, za dwadzieścia cztery godziny już nawet tej pamiątki miało nie być, chociaż o czarowaniu przez najbliższe dni panienka Karamazova mogła tylko pomarzyć.
Nie spodziewała się, że ktoś napadnie ją bladym rankiem w drodze na uczelnię. Nie; nie spodziewała się, że ktoś w ogóle odważy się sięgnąć po jej torebkę, chociaż może powinna. To, co działo się ostatnimi dniami w Sankt Petersburgu przechodziło wszelkie pojęcie: bezmyślny wiec Raskolników, pojedynek magiczny na Placu Dumy, tragiczny wybuch, a dziś jeszcze rozbój na niej samej. Na córce nestora.
Tak wyglądał ten zapowiadany koniec świata? Koniec przyzwoitości rosyjskiego społeczeństwa na pewno. Gdyby tylko inne dynastie przestały zamykać oczy, a spojrzały na sprawę trzeźwo, tak, jak robił to pan ojciec, może w końcu zauważyłyby, że w tej sytuacji należy podjąć zdecydowane kroki, nie przebierać w środkach, atakować, zanim ucierpi na tym cała Starszyzna, zgnieść robactwo zanim rozproszy się i rozniesie zarazę.
Ale, oczywiście, to byłoby zbyt skuteczne dla tchórzliwych Aristovów.
Iskra westchnęła cicho. Miała już tego wtorku serdecznie dosyć. Marzyła tylko o tym, by dotrzeć do domu, zdjąć ze zmęczonych stóp szpilki od Dumy (w przeciwieństwie do szpitala, uniwersytet mógł być wybiegiem), włączyć na gramofonie Walc Scherzo w c-dur op.34 Czajkowskiego (to pizzicato zawsze poprawiało jej humor) i pod kocem wypić bursztynowy napar z suszu melisy, który szybko zmyłby z języka gorzkie wspomnienie Szkiele-Wzro (jedną fiolkę wręczono jej na wszelki wypadek – na czwartym piętrze, z którego właśnie wracała, bo na pierwszym raptem zabrakło wszystkiego) i nieprzyjemne spotkanie z przygłuchym gwardzistą. Podczas spisywania zeznań zwykle otoczoną aurą niezmąconego opanowania śpiewaczkę naszła niespotykana ochota na warknięcie w stronę funkcjonariusza, że powinien skorzystać z okazji pobytu w Hotynce i udać się do otolaryngologa. Pewnie by poszedł.
Czasami odznaczanie się rusałczym głosem stawało się takie uciążliwe.
Przymknęła powieki i oparła głowę o ścianę windy, korzystając z okazji, że w niej była sama i mogła sobie pozwolić na okazanie zmęczenia. Pusta winda to zjawisko rzadkie o tej godzinie – widocznie bogowie się zlitowali i nie zsyłali na niej kolejnych, w jej dzisiejszej ocenie bez cienia wątpliwości co najmniej denerwujących, czarodziejów.
Dosyć tych błogosławieństw. Cicha klasyczna melodia (przyjemna, ale niezapadająca w pamięć) w pomieszczeniu na chwilę wyciszyła się jeszcze bardziej; wyczulona na drobne choćby zmiany głośności Iskra poderwała prędko głowę, zaalarmowana. Dopiero sekundę później rozległ się gładki dźwięk rozsuwania się drzwi. Oby nikt znajomy, nie miała ochoty na…
Aleks. — Krewni akurat nie zaliczali się do irytujących znajomych, ale wolała ich w Hotynce nie widzieć. Skłamałaby jednak, gdyby powiedziała, że ani trochę nie ucieszyła się na widok twarzy Alekseia – bo bliskość starszego brata automatycznie sprawiła, że studentka poczuła się bezpieczniej.
Mimo to panna Karamazova ściągnęła leciutko brwi, dopuszczając, by na jej bladym czole małymi zmarszczkami odmalowało się zmartwienie.
Co się stało? — zapytała wyraźnie niespokojna, zawieszając przenikliwe spojrzenie na sylwetce mężczyzny.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Winda   Sro 20 Wrz 2017, 19:47
Jest kilka minut po dziesiątej - dla mnie dzień dopiero się rozpoczyna. Otwieram leniwie oczy i niechętnie zwlekam się z łóżka. Wskazówka zegara zdążyła już kilka razy zmienić swoją pozycję, nim zdążyłem doprowadzić się do porządku - przy okazji ze zdumieniem zauważając kilka rozcięć na zewnętrznej części dłoni, ubarwione dodatkowo sinizną. Wzdycham ciężko, bo zaczynają atakować mnie wspomnienia wczorajszej nocy. Robię więc szybki obchód po mieszkaniu, by upewnić się, że niczego mi nie przybyło ani nie ubyło. Tym razem mogę odetchnąć z ulgą, zdołałem wczoraj się jedynie pobić, nie zeszmacić. Anton zapewne zdążył już zebrać swoje cztery litery do domu, a może wcale go tu nie było? Nie wiem, dni zaczynają mi się zlewać w jedną wielką imprezę. Nie potrafię już powiedzieć, co kiedy miało miejsce. Zresztą, to teraz mało istotne. Mam nadzieję, że nie złapie niczego, z czym później musielibyśmy biegać po szpitalach. A skoro już o szpitalach mowa, jak na złość skończyła mi się maść na tego typu paskudztwa, jak to znajdujące na moich knykciach.
Chwilę później wyłaniam się z jednego z kominków w  dolnych partiach Hotynki. W nonszalanckim geście strzepuję pozostałości pyłu z rękawów marynarki i szybko tego żałuję. Dłoń daje mi do zrozumienia, że jest nieco bardziej potłuczona, niż przepuszczałem. Przez twarz przebiega więc grymas bólu. W myślach przeklinam tego, za którego sprawą przemierzam szpitalne korytarze. Swe kroki kieruje w kierunku windy - nie będę przecież czekać w kolejce, jak ktoś z niższych warstw społecznych. Poza tym, mam tu swoją ulubioną pielęgniarkę. Może oprócz ręki, uda jej się pomóc mi także i w innej kwestii. Galop myśli ucina dźwięk windy i widok osoby, której nie spodziewałem się tu zobaczyć. A już na pewno nie w takim stanie.
- Iskra? - puszczam pytanie w eter, przecież widzę, że to ona a nie jej widmo, choć wolałbym się teraz mylić. - To chyba ja powinienem zadać to pytanie Tobie - odpowiadam nieco chłodno, wbijając swe spojrzenie w temblak. Odsuwam się od drobnej postaci blondynki kilka kroków, tak, alby mogła swobodnie mnie wyminąć. Nie mam zamiaru jednak dać jej tak po prostu odejść. Zapominam więc o zadanym mi przez siostrę pytaniu i manierach. Nie jest to bowiem coś, czemu warto teraz było poświęcać uwagę. Otaczam ją delikatnie ramieniem, zupełnie tak, jakbym się bał, że mogę zrobić jej krzywdę i prowadzę w odrębny korytarz, gdzie  - mam nadzieję - będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
- Co się stało? - pytam, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Czy ktoś jest temu winny? - jeśli tak, osobiście wypruję z niego wszystkie flaki a później ozdobie nimi ścianę w salonie. Może powinienem zachować spokój, brzmieć nieco łagodniej ale nie stać mnie na to w tej chwili. Od zawsze byłem i nadal jestem wysoce przewrażliwiony w kwestii bezpieczeństwa Iskry a każde, nawet najmniejsze zadrapanie na jej ciele, budziło we mnie niepokój i podsuwało najczarniejsze myśli.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

21 lat

rusałka

błękitna

neutralny

śpiewaczka operowa / studentka
http://petersburg.forum.st/t862-iskra-karamazova http://petersburg.forum.st/t870-iskra-karamazova#2514 http://petersburg.forum.st/t867-zlota-dziewczyna#2500 http://petersburg.forum.st/t871-dargomyzski
PisanieRe: Winda   Sob 23 Wrz 2017, 10:28
Iskra była precyzyjnie zaprojektowanym produktem oczekiwań: posłuszna córka, taktowna arystokratka, elegancka dekoracja stołu, przy którym toczyły się poważne, męskie rozmowy, a w przyszłości (niedalekiej, jak podpowiadał jej podejrzany list od pana ojca) wierna narzeczona, żona i matka równie idealnych, złotowłosych cherubinków pulchnych podług renesansowego wzorca; przyszłych panów świata, karamazovych diabłów w anielskiej skórze. Po niepoważnym Fyodorze i awanturniczym Alekseiu ona pojawiła się jakby na ojcowskie życzenie, śliczna, milcząca i plastyczna. Wciąż potykała się z racji młodego wieku, ale doświadczenia nabywała z każdym kolejnym balem, coraz bardziej przybliżając się do ideału damy z wyższych sfer, operującej nazwiskami tak wprawnie, jak eleganccy dżentelmeni szpadą. Iskra - zawsze opanowana, Iskra - enigmatycznie uśmiechnięta, Iskra - przyciągająca spojrzenia każdego kawalera, Iskra - przymykająca oko na męskie wybryki. Mężczyzna musi się wyszumieć, mężczyzna ma potrzeby, taka dama jak ona powinna to rozumieć.
Gdy jej wzrok padł na obitą dłoń Alekseia, wcale nie miała ochoty okazać wyrozumiałości względem braterskiego temperamentu. Właściwie, gdy układała sobie w głowie domniemamy scenariusz wczorajszego wieczoru Aleksa, tknęła ją myśl, że dla rodu lepiej by było, gdyby urodziła się chłopcem. Tak z perspektywy politycznej. Nie musiałaby wcale udawać, że nie ma przed światem skandalicznych sekrecików, bo naprawdę - nie miała wielu. W porównaniu do szalonego życia jej braci, egzystencja panny Karamazovej była wycyrklowana, poukładana, jednostajna w codziennych, rutynowych rytuałach: poranna gimnastyka baletowa, herbata przy nakładaniu różu na policzki, godziny muzycznych ćwiczeń, przeglądanie zaproszeń na podwieczorki i przyjęcia charytatywne. Perfekcyjna nuda, schludne pismo w terminarzu, zawsze tylko herbaciane róże w wazonach, pełne skupienie na interesie dynastii.
Biłeś się — stwierdziła beznamiętnie, ściszając nieco głos, żeby jej słowa nie dotarły do niepowołanych uszu. Hotynka to nie jest dobre miejsce na takie rozmowy, jeżeli wciąż chciała utrzymywać w tajemnicy wybryki brata. Nie dlatego, że je pochwalała. Wszystko, co robiła dla Alekseia, podyktowane było czystą, siostrzaną miłością. Rozczarowanie pana ojca mogło skończyć się tragedią – tym właśnie było dla Iskry wydziedziczenie Aleksa, do którego niechybnie by doszło, gdyby tylko Mefodiy miał pojęcie, jak skandaliczny tryb życia prowadzi aspirujący twórca zaklęć.
W jego oczach jej brat powinien jawić się jedynie niesfornym i narwanym synem. Za to się nie wyklina.
Mam nadzieję, że sprawa była tego warta — westchnęła Iskra ciężko, jakby cała determinacja, by przywołać mężczyznę do porządku, którą czuła jeszcze przed chwilą, wyparowała. Przecież i tak jej nie posłucha, a panna Karamazova była zbyt zmęczona dzisiejszym dniem, by silić się na porządne kazanie, oparła się więc tylko o pierś Alekseia. — Nie przejmuj się tym, Biała Gwardia się zajmie całą sprawą. Niech ci ktoś obejrzy tę dłoń, a potem… Proszę, mógłbyś zabrać mnie do domu?
Bała się wyjść sama na ulicę, a ze złamaną ręką nie mogła przyzwać zaklęciem swojego szofera. Właściwie myślała, by zamówić omnibusa… ale nie miała ani rubla przy sobie przez tego przeklętego złodzieja, przez co zapłacenie za podwózkę mogłoby się trochę pokomplikować.
A eskortowanie przez brata wydawało jej się o wiele bezpieczniejsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Winda   Wto 26 Wrz 2017, 01:21
Różniłem się od swojego rodzeństwa. Nigdy nie byłem wzorem do naśladowania, kimś kogo można by podawać za przykład - chyba, że za przykład jak nie należy postępować. Nigdy nie mogłem i nie będę mógł dorównać Fyodorowi, który w oczach ojca urastał do rangi syna idealnego. Nigdy jednak mi to nie przeszkadzało. Nie czułem bowiem potrzeby, by komukolwiek imponować. Nie chciałem być tworem wygórowanych oczekiwań i niespełnionych ambicji. Byłem jednak tworem arystokratycznego świata. To w szlacheckiej rodzinie przyszedłem na świat. To wśród bogatych i zepsutych do ostatniej cala ludzi przyszło mi się obracać. A ja dość szybko pojąłem jak stawiać kroki, by w tym tańcu się nie przewrócić. Jak to się mówi - jeśli chcesz przetrwać wśród żmij, stań się jedną z nich? I stałem się. Idealnym aktorem. Idealnym łgarzem i oszustem. Przebiegłym, nikczemnym i wypranym do cna z emocji człowiekiem. Zostawiając jedynie trochę ciepła dla tych, którym faktycznie się ono należało.
Iskra była jedną z tych osób, dla których byłbym zdolny do rzeczy wielkich, do poświęceń i do urzeczywistnienia najgorszych koszmarów, jakie kiedykolwiek zagościły w ludzkiej głowie podczas snu. Była najważniejsza - żadna kobieta wcześniej ani później, nie zaskarbiła i nie zaskarbi sobie mojego serca tak bardzo, jak zrobiła to najmłodsza prawowita latorośl Mefodiyego. Kiedy więc ujrzałem ją w progu windy ranną, fala złości rozlała się po każdej komórce mojego ciała. Obolała ręka zeszła więc na drugi plan. W zasadzie nawet nie czułem już, że coś z nią nie tak. Liczyła się tylko ta drobna osoba, stojąca przede mną.
Pozbawiłem płuca powietrza w dość ostentacyjny sposób, odwracając przy tym na kilka sekund spojrzenie. Biłeś się. Brzmiał głos Iskry w mojej głowie. Po kim była taka uparta?
- Ten drugi wygląda gorzej - odparłem, spuszczając nieco z tonu, choć krew buzowała w moich żyłach wciąż z taką samą siłą. Wiedziałem, że nie odpuści, dopóki nie przytaknę jej słowom - wszak znała mnie jak inny, nie musiała pytać a ja nie musiałem odpowiadać, jedynie przytakiwać. Usta wygięły się w lekkim uśmiechu, dokładnie w tym samym momencie, w którym blondynka postanowiła się poddać. - Już dobrze, jestem przy Tobie - dodałem, składając czuły pocałunek na czubku jej głowy, jednocześnie otaczając ją ramieniem i przyciskając jej filigranowe ciało nieco mocniej, do swojego. Była bezpieczna. Nigdy nie pozwoliłbym, by spotkało ją coś złego, nie kiedy jestem w pobliżu. Co do Gwardii, miałem swoje zdanie na ich temat ale ten jeden raz postanowiłem zatrzymać swoje opinie dla siebie.
- Nie przejmuj się tym, to tylko stłuczenie - zbagatelizowałem sprawę siniejącej ręki, odsuwając się od niej na odległość kroku. Przecież nie pierwszy raz odwiedzam te mury w podobnym stanie. Teraz więc najważniejsza była ona, ręka mogła poczekać. - Jak to się w ogóle stało? I... gdzie jest Twoja torebka? - dopiero teraz zauważyłem, że oprócz temblaka, na ramieniu blondynki nie spoczywa nic poza nim . Ściągnąłem brwi, pomiędzy którymi pojawiła się charakterystyczna zmarszczka, po raz kolejny wlepiając wzrok w zmęczone spojrzenie siostry.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

21 lat

rusałka

błękitna

neutralny

śpiewaczka operowa / studentka
http://petersburg.forum.st/t862-iskra-karamazova http://petersburg.forum.st/t870-iskra-karamazova#2514 http://petersburg.forum.st/t867-zlota-dziewczyna#2500 http://petersburg.forum.st/t871-dargomyzski
PisanieRe: Winda   Wto 03 Paź 2017, 18:45
Iskra, od sześciu czy siedmiu lat żyjąca z chorobą (boskim przekleństwem, jak szeptano, gdy myśleli, że nie słyszy – to za grzechy jej ojca, kłamliwi Karamazovie, Weles ich pokarał sprawiedliwie, nareszcie!), która zmusiła ją do pokładania absolutnej wiary w swoje słowa, miała tendencję do wybielania swojej rodziny na każdy z możliwych sposobów. Była mistrzynią w usprawiedliwianiach i zrzucaniu ciężaru winy na cudze barki. Alosza prawie nigdy nie ponosił odpowiedzialności za swoje występki. Tą chętnie obarczała Antona, który – jako przyłożnik i najbliższy przyjaciel jej brata – stał się łatwym celem niechęci panny Mefodiyevny.
Mimo że nie uchodziła w towarzystwie za kokietkę, to nie mogła znieść, gdy mężczyzna opierał się jej żądaniom, a ten Orlovsky, artysta za pół kopiejki, sierota niepewnego statusu krwi i pozbawiony ambicji pijaczyna, ten śmiał nie reagować na jej największą dozę rusałczego czaru. Nie mając wielkiego kontaktu z jemu podobnymi w Akademii, na lekcjach fauny i flory trudno było jej sobie wyobrazić, by z miejsca mogła tak znienawidzić czarodzieja ze względu na domieszkę demonicznej krwi, ale po spotkaniu z tym mężczyzną łatwo mogła uwierzyć w opowieści o oszalałych z gniewu rusałkach rzucających się na przyłożników z pazurami i na odwrót.
Oczywiście, Iskra nie zachowałaby się tak skandalicznie. Ją ucywilizowano, wygładzono i zapakowano w nowoczesność; z gorsetu nie mogła wymknąć się choćby odrobina starożytnej dzikości. Tylko czasem, gdy czegoś chciała, pojawiał się ten błysk w oku, z którym śmiesznie łatwo było jej przekonać głupiutkich adoratorów, że powinni dać jej nie gwiazdkę z nieba, ale cały nieboskłon. Zawsze podśmiewywały się z nich z Jasną w zaciszu petersburskiego mieszkania śpiewaczki. Frajerzy, kwitowała Sorokina znad lampki wybornego francuskiego szampana. Arystokraci potrafili być naiwnymi frajerami, musiała przyznać, choć n i g d y jej bracia.
Aleksei zawsze od niej obrywał najmniej, mniej nawet niż Fyodor, chociaż to ten pierwszy sprawiał więcej problemów. Restaurator (nawet przez myśl jej nie przeszło, by Masquerade mogła pełnić inną funkcję pod przykrywką jadalni) nie miał być nestorem rodu, w tym tkwiła różnica, w końcu nie w miłości. Iskra kochała ich obu tak samo, ale dla Aloszy potrafiła być bardziej wyrozumiała; nawet jeżeli jej cierpliwość została ostatnio mocno nadszarpnięta, i tak wyraźnie większe jej zasoby miała dla niego. Gdyby profesora spotkała w Hotynce w takim stanie, roztrzęsiona, zmęczona i okradziona czy nie, pewnie nie odpuściłaby sobie poważnej rozmowy o obowiązku dbania o dobrą opinię rodu.
Brzegini jedynie kiwnęła głową na wspomnienie, że przeciwnik jej brata wygląda gorzej. Miała ochotę powiedzieć, że nie wątpi, ale po namyśle uznała, że jeszcze mężczyzna wziąłby to za pochwałę swojego występku. Zaraz wyrzuciła z głowy całą tę sprawę (jeżeli ona nie będzie o niej pamiętać, to ojciec też się nie dowie, tak?) i wtuliła się w Karamazova. Może okazywanie w miejscu publicznym rodzinnej czułości było nietaktowne, ale cóż z tego? Po tym szalonym poranku naprawdę chciała, aby ktoś jej pokazał, że już po wszystkim.
I tak chcę, żeby ktoś ci to opatrzył — uparła się Iskra, wyplątując się powoli z objęcia Alekseia. — Po to tu przyszedłeś, tak?
Niezłamaną dłonią odgarnęła z twarzy kosmyk jasnych włosów. Na wspomnienie o torebce zachowała pokerowy wyraz twarzy, choć na sekundę wystudiowaną maskę złamało coś na kształt… wstydu?
Była Karamazovą i dała się okraść. Powodów do dumy raczej nie było.
Ten chłopak… — Na pewno chłopak, nie kłamiesz? Westchnęła ciężko. — Jakiś złodziejaszek zabrał mi torebkę, gdy szłam rano na uczelnię, a przy tym złamał mi rękę. Tego chyba nie planował, bo miałam wrażenie, że jest dość zszokowany. Ja na pewno byłam, w pierwszej chwili nawet nie zrozumiałam, co się dzieje… Cała ta sytuacja musiała wyglądać absurdalnie. — Studentka ściągnęła brwi. Może wizja absolutnie przypadkowego naruszenia kości podczas rutynowej (?) kradzieży w innych okolicznościach by ją rozbawiła, ale dziś szczególnie było jej nie do śmiechu. — Musiałaby, gdyby ktoś ją widział, ale byliśmy sami na tej ulicy. Tak się bałam, że coś mi zrobi, jednak na szczęście się przestraszył i uciekł. Strach wychodzić na ulicę, Alosza. Uważaj na siebie, dobrze? — Popatrzyła na niego z powagą.

/co tu się działo w tym poście, to ja nie wiem, przepraszam. xD
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

właściciel Masquerade
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Winda   Czw 05 Paź 2017, 15:19
Wdech. Wydech. Jeszcze jeden wdech i jeszcze jeden wydech.
Choć oddychanie należy do jednej z tych czynności, które człowiek wykonuje bez większego nadzoru, wręcz automatycznie - ja tym razem musiałem się skupić, by nie zapomnieć o ponownym dostarczeniu należytej ilości tlenu do organizmu.
Kto był na tyle głupi, by ośmielić się okraść Iskrę Karamazovą? Córkę nestora. Arystokratkę! Jaki samobójca zdobyłby się na taki gest. Czy miał pojęcie co go czeka? Co stanie się, kiedy odkryją jego tożsamość? A odkryją na pewno, tego może być pewien.Nieważne, w ile masek przyodzieje swą twarz, w ilu miejscach będzie sypiał, jak daleko spróbuje uciec, oni i tak go znajdą. A kiedy już do tego dojdzie, będzie żałował, że kiedykolwiek ośmielił się spojrzeć w kierunku Iskry.  
Słuchałem uważnie każdego słowa, jakie wypływało spomiędzy ust siostry, analizując każdy, najmniejszy szczegół. Musiałem zebrać jak najwięcej informacji, by dorwać tego, jak go nazwała Iskra złodziejaszka? I nauczyć go dobrych manier. Choć kiedy z nim skończę, nie sądzę, by były mu już potrzebne.
- Rozumiem, że nie wiesz kto to był? Nie znasz jego imienia, nazwiska? Nigdy wcześniej go nie spotkałaś? - dopytywałem, świdrując blondynkę wzrokiem. Iskra miała niebywałą tendencję do pakowania się w kłopoty. Nie dlatego, że była piękna kobietą (co właściwie wystarczyłoby za definicję tendencji do pakowania się w kłopoty) ale była ciągle młoda, naiwna, często zwracała swój wzrok ku ludziom, na których nie powinna zwracać nawet uwagi. Śliczna panna z dobrego domu to łatwy kąsek dla wielu szumowin - a tych było pełno w Petersburgu.
- Zszokowany, to on dopiero będzie - oznajmiłem chłodno, kompletując w głowie zaklęcia, którymi z wielką chęcią potraktuje ów delikwenta, kiedy już znajdzie się w zasięgu mojej różdżki. - Chyba nie myślałaś, że tak to zostawię - spytałem, zauważając spojrzenie siostry. Znała mnie najlepiej ze wszystkich a wciąż spoglądała na mnie tym samym wzrokiem, pełnym obaw i niedowierzania. Choć może właśnie patrzyła tak na mnie przez fakt, że zdążyłem ją już nie raz i nie dwa uświadomić, do czego jestem zdolny.
- Zabieram Cię do siebie - oznajmiłem po dłuższej ciszy. Nie było to ani pytanie, ani prośba. Nie potrzebowałem jej pozwolenia. Zdecydowałem. Będzie więc tak, jak sobie tego życzę. - Chyba nie myślisz, że wrócisz teraz do swojego mieszkania? - tym razem spytałem, retorycznie, ale spytałem. - Ten człowiek zabrał Ci torebkę, zapewne miałaś w niej dokumenty i klucze. Trzeba zmienić zamki i nałożyć dodatkowe zaklęcia ochronne - wyrzuciłem z siebie, rzucając Iskrze nieco karcące spojrzenie. Kimkolwiek był ten zuchwalec, miał teraz wszystko to co stanowiło o bezpieczeństwu najmłodszej z prawowitych latorośli Mefodiyego. Nie mogłem więc tak po prostu pozwolić odejść, musiałem się nią zaopiekować i zadbać, by była bezpieczna - w każdym tego słowa znaczeniu.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

21 lat

rusałka

błękitna

neutralny

śpiewaczka operowa / studentka
http://petersburg.forum.st/t862-iskra-karamazova http://petersburg.forum.st/t870-iskra-karamazova#2514 http://petersburg.forum.st/t867-zlota-dziewczyna#2500 http://petersburg.forum.st/t871-dargomyzski
PisanieRe: Winda   Nie 22 Paź 2017, 21:37
Alosza, proszę. — Nie powinna była mu mówić. Powinna jakoś zmienić temat albo głębiej drążyć kwestię jego zbitej ręki, ale nie powinna mu mówić.
Czasami Karamazov przerażał Iskrę w ten sposób, w jaki przerażają korgorusze w postaci drapieżnych zwierząt: wiesz, że mają cię chronić i nie mogłyby cię skrzywdzić, ale tak czy siak czujesz zimny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Bo Alosza mógłby postawić świat w ogniu, gdyby zechciał; mógłby obrócić go w proch, na obcasach roznieść i samemu spłonąć. Fyodor wydawał jej się trochę jednak spokojniejszy. Jak wiatr – wolny, czasem kapryśny, przyjemny jak chłodny podmuch w upalny dzień albo dziki i zrywający dachy, porywający wszystko, co stanie mu na drodze.
A Aleks – Aleks był pożarem i potrafił głównie niszczyć. Dlatego, gdy wypytywał o szczegóły kradzieży, nie martwiła się o niego, ale – co za niedorzeczność – o złodzieja. Gdyby jej brat dał się ponieść emocjom… wolała o tym nie myśleć. Trudno byłoby to zatuszować i nawet syn nestora nie mógłby tak łatwo uniknąć kary.
Zostaw to Gwardii, do nich należy wymierzanie sprawiedliwości w tym mieście — próbowała mówić stanowczym, spokojnym głosem, ale Karamazov znał ją tak dobrze, że pewnie wychwycił w jej tonie zdradliwą nutę niepokoju. — Myślę też, że pozycja naszego ojca będzie dla nich dostatecznie silną motywacją, aby jak najszybciej namierzyć i stosownie ukarać sprawcę.
Ależ dyplomatycznie.
Iskra nie pomyślała o tym, że złodziejaszek mógłby jakoś wykorzystać zawartość jej torebki. Może zbyt pewnie zakładała, że na to by się absolutnie nie odważył: roiło się w jej mieszkaniu (będącym raczej rezydencją w środku miasta; wyjątkowo okazały prezent od Fyedki na dwudzieste urodziny, tak kochała to, jak chętnie ją rozpieszczał!) od służby, było kilku ochroniarzy, których powołał Mefodiy, którzy całe dnie spędzali raczej na grze w gargulki, bo taki spokój panował w kamienicy, że niewiele mieli do roboty poza eskortowaniem jej w to czy inne miejsce – ale studentka nie lubiła ich towarzystwa, czuła się obserwowana przez ich paciorkowate oczy, więc zwykle kazała im zostawać w domu. I po raz pierwszy ich obecność naprawdę by się jej przydała.
Jak jakiś chłopczyk znikąd mógłby choćby pragnąć napaść na taki dom? Czy miał kolegów po fachu, z którymi mógłby to zrobić? Nie, nie, to byłoby już zbyt śmiałe, to byłoby szaleństwo. Prawda? Poczuła zimną falę strachu rozlewającą się po trzewiach. Wdech, wydech, wdech, wydech i wyuczony półuśmiech. Nie, nie pokaże Aloszy, że jego domysły ją przeraziły, bo ten się jeszcze bardziej nakręci. Będzie opanowana. Ćwiczyła to całe życie.
Jesteś histerykiem — skwitowała — ale jeżeli cię to uspokoi… — Wzruszyła, pozornie niefrasobliwie, ramionami.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Winda   
Powrót do góry Go down
 
Winda
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: