Навигация

Korytarz
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKorytarz   Pią 03 Lut 2017, 16:19
Korytarz

Podłużny, wysoki korytarz na czwartym piętrze zdaje się nie mieć końca; ogromne okna z jednej strony wychodzą na zatłoczone ulice Petersburga i część ogrodów szpitalnych, z kolei na przeciwległej ścianie znajdują się masywne drzwi do sal. Na korytarzu często znajdują się pacjenci, spacerujący tam i z powrotem, pragnący na chwilę rozprostować nogi. Gdzieniegdzie umieszczone są także drewniane i wyjątkowo wygodne ławeczki, na których można sobie przysiąść w trakcie tej krótkiej podróży po szpitalu.

Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Czw 04 Sty 2018, 23:29
20.05.1999


Lekki, majowy wiatr targał zwiewną, zieloną sukienką niewysokiej, rudowłosej dziewczyny. Słońce ogrzewało jej bladą skórę, na której mimo wszystko pojawiła się gęsia skórka. Szpitalny ogród zaczął już kwitnąć dziesiątkami barw, gdzieś za jej plecami rozbrzmiewała rozmowa dwojga ludzi... pacjenci? Nieistotne, Maria nie oglądała się za siebie, a twardym krokiem przemaszerowała przez ogród, prosto na korytarz Oddziału Zatruć i Wypadków Magicznych. Na przekór pięknej, wiosennej pogodzie, kobietę zdawało się coś dręczyć, trawić od środka. Uczucie zupełnie innego rodzaju, niż dolegliwości leczone tutaj przez wprawnych uzdrowicieli - troska. Już od pewnego czasu nie widziała się z bratem, a jego lakoniczne wiadomości oraz uciekanie od rozmowy twarzą w twarz sprawiały, że Marię ogarniały myśli najgorsze.
Była niekiedy przewrażliwiona, to prawda. Zdarzało jej się zamartwiać o Felka z powodu głupich spraw, opatrywać jego skaleczenia, doprowadzając tym raz do małej katastrofy... Troszczyła się o niego, na swój nieudolny sposób. Tym razem jednak od początku nie wydawało jej się to prostym skaleczeniem, czy złamanym sercem. Ta rzecz była poważna, poważnie też podeszła do niej Maria. Biorąc sprawy w swoje ręce i zostawiając pana Jakova samego na całych pięć godzin, wybrała się do Hotynki osobiście. By przekonać się na własne oczy, że to, co Feliks nazywał w listach niczym, czym trzeba byłoby się martwić, takim faktycznie było.
Rozglądała się wokół w poszukiwaniu jakiejkolwiek znajomej twarzy, bądź przynajmniej szpitalnego uniformu. Niezbyt biegła w topografii oddziału nie zamierzała błądzić w nim i szukać Felka na oślep, dlatego uderzyła do pierwszej kompetentnej osoby, jaką po drodze napotkała. Równie niewysokie dziewczę, jak Maria spojrzało na przybyłą, rumianą z emocji kobietę, z wymalowanym na twarzy zaskoczeniem. Rudowłosa bowiem od razu przeszła do rzeczy.
- Przepraszam najmocniej, szukam mojego brata, Feliksa Krylenko. Odbywa tutaj staż u pana Zahar... Zakharienko? Chciałabym się tylko z nim zobaczyć, proszę – ostatnie zdanie dodając już nieco ciszej, patrzyła błagalnie na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

22 lata

półkrwi

neutralny

stażysta/ student
http://petersburg.forum.st/t1458-feliks-krylenko#7187 http://petersburg.forum.st/t1460-feliks-krylenko#7230 http://petersburg.forum.st/t1461-znajomi-felka-ktory-stal-sie-lidia http://petersburg.forum.st/t1462-ptak#7232
PisanieRe: Korytarz   Pią 05 Sty 2018, 17:05
Jak się czuje Lidio?
Dziękuję, bardzo dobrze, a ty?
Tłumaczenie: Chujowo, ale stabilnie, czemu kurwa się pytasz?
Feliks przemierza korytarz oddziału, żeby pozanosić wszystkim lekarzom odpowiednie specyfiki, czasami myślał, że pan Zakhrenko nie do końca rozumiał założenia jego stażu, to jemu miał produkować mikstury, natomiast jego przełożony, gdy miał taki kaprys oddawał go jako tanią siłę roboczą każdemu, kto o to poprosił. Tak więc Feliks, a potem także i Lidia stała się maszyną do masowej produkcyji eliksirów, dla połowy oddziału zatruć i kilku innych. Mistrz parzonej kawy, jak się z niego po cichu śmiali, wszystko przez to, że raz wylał cały dzbanek kawy na siebie i prawie wysadził w powietrze jedno z laboratoriów na pierwszym piętrze.  
Idzie więc korytarzem od góry do dołu obładowany tymi wszystkimi próbówkami, kiedy nagle przed oczami miga mu znana ruda fryzura. Zatrzymuje się jak wryty, z dłoni prawie wypada mu cała tęcza różnych płynów, a z twarzy odpływa krew. Wycofaj się, szybko tępa Lidio, póki Cię jeszcze nikt nie zauważyły. Szybko, dupa w troki i w tył zwrot. Nie ma jednak na to siły, jakaś dziwna moc, zatrzymuje go w miejscu,  a szare oczy przyglądają się dwóm kobietom, jednej widocznie smutnej i drugiej, złapanej z łapanki.
Już ma się wycofać, ale jego oczy spotykają się z zaczepioną kobietą, czyżby wyczuła jego spojrzenie? Jeśli tak niech poczuje także to, zimne spojrzenie Lidii, mrozi pielęgniarkę, dając jej do zrozumienia, żeby milczała, nie zostaje to jednak dobrze zinterpretowane i już po chwili słyszy.
- Przykro mi, niewiele wiadomo na temat sprawy Feliksa. – Mówi spokojnym, miarowym głosem, a zanim na twarzy Marysi zdąży pojawić się smutek, podnosi dłoń i wskazuje nią na Lidię, stojącą kilka kroków z tyłu. - Ale to jest nowa asystentka pana Zakhrenko powinna wiedzieć więcej, a przynajmniej móc pani pomóc znaleźć pana doktora.- Odchodzi trochę za szybko, jakby spodziewała się, że pioruny opuszczą oczy Lidii i spopielą ją żywcem. A niech cię Zuzanno Lebiediev.
Feliks, który przez chwilę próbował jeszcze uciec, nie ma już na to żadnej szansy, stara się ładnie uśmiechnąć do idącej w jego stronę siostry, nie wychodzi mu to jednak, grymas, który tworzy nadaje się jedynie do straszenia dzieci w trakcie dziadów. Kiedy siostra do niego podchodzi robi wszystko, żeby nie spojrzeć jej w oczy, jakby bał się, że będzie mogła z nich wszystko wyczytać.
– W czym mogę pomóc? – Pyta trochę zbyt opryskliwie, stresuje się, nie chce zostać rozpoznany. Gdyby nie zajęte ręce odruchowo zacząłby obgryzać paznokcie. Jak zawsze, gdy bał się skarcenia, za coś co przeskrobał.


Ostatnio zmieniony przez Feliks Krylenko dnia Sob 06 Sty 2018, 11:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Sob 06 Sty 2018, 01:22
Sama nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak bardzo tym wszystkim się denerwuje, dlaczego jakiekolwiek zapewnienia, że jej brat żyje i nic mu nie jest, nie zadowalały jej w najmniejszym stopniu, a wręcz brzmiały jak nieśmieszny, w kółko i do znudzenia powtarzany żart. Nietrudno się domyślić, że ta przypadkowa, niewinna dziewczyna stała przed nie lada wyzwaniem wytłumaczenia czegoś najbardziej upartej kobiecie świata. Krylenko bowiem, jak przystało na kobietę ulepioną z najtwardszej gliny nie zamierzała opuszczać tego miejsca bez odpowiedzi na jedno, fundamentalne pytanie. Co musiało się wydarzyć, by brat postanowił unikać kontaktu z własną siostrą? Dla Marii nie istniało żadne logiczne wyjaśnienie, bo i co Feliks mógł przed nią taić? Nieślubne dziecko zrobione jednej z sanitariuszek szpitala? Kłopoty z prawem?Rzucenie studiów i roztrwonienie resztek pieniędzy w zakładach...? Nie, to nie był on, nie mógł być. Wyobraźnia jednak pędziła dalej w sobie tylko znanym kierunku, nie przestawała podsuwać Marii najgorsze scenariusze. Odesłana więc do kolejnej osoby zaszczyciła ją tylko obojętnym spojrzeniem, dopóki nie usłyszała dwóch, magicznych słów. Nowa asystentka. Od piersi aż po same czubki palców przeszedł ją zimny, nieprzyjemny dreszcz podobny temu, jaki czuła stawiając stopę po raz ostatni na werandzie ich wspólnego domu. Nieuprzejmość nieznajomej tylko pogłębiała to nieprzyjemne wrażenie. Maria zacisnęła usta i choć miała wielką chęć odpyskować, wstrzymała konie. Na razie.
- Szukam mojego brata, był asystentem w laboratorium na tym oddziale. Nigdzie nie mogę go zastać i jestem o krok od podjęcia zdecydowanych środków – wypowiedziała twardo, zdecydowanie i wyprostowała się, dumnie wypinając pierś. Gdyby nie ta skromna, samodzielnie uszyta sukienka, można byłoby pomylić ją z prawdziwą damą, nic z tych rzeczy jednak. Dumna kobieta sprzątała tylko stary pałac i szalała z troski o młodszego brata.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

22 lata

półkrwi

neutralny

stażysta/ student
http://petersburg.forum.st/t1458-feliks-krylenko#7187 http://petersburg.forum.st/t1460-feliks-krylenko#7230 http://petersburg.forum.st/t1461-znajomi-felka-ktory-stal-sie-lidia http://petersburg.forum.st/t1462-ptak#7232
PisanieRe: Korytarz   Sob 06 Sty 2018, 16:30
Stojąc teraz na środku korytarza i plując sobie w twarz, za te listy, które wysłał i jeszcze bardziej za te, które powinien wysłać, przecież mógł powiedzieć Marii prawdę. Dwa tygodnie temu doszło do wypadku, który zmienił wszystko i już nie był jej maleńkim braciszkiem. To znaczy był nim, tylko tak jakby bogatszym i uboższym o pewne elementy. Nie zmieniło to za bardzo jego charakteru, po za tym, że ostatnio jadł więcej słodyczy, a ostatnio mocno denerwował się o byle co. Wmawiał sobie, że nic się nie stało, że nadal był sobą.
Kolejne spojrzenie na zmęczoną i niepewną twarz siostry, która zdawała się jakby stężyć po słowach, którymi określiła go tamta pielęgniarka. Nie lubił tego spojrzenia, oznaczało, że będzie miał kłopoty, jeżeli nie w tej chwili to na pewno w niedalekiej przeszłości. Przełyka ślinę i szybko spuszcza wzrok wracając do kontemplacji podłogi, cóż za fascynujący wzór.
Dlaczego nie potrafił napisać do siostry prawdy? Chyba miał nadzieję, że uda się całą sprawę zamieść pod dywan, że będzie mu dane przeczekać na tyle, by przy ich następnym spotkaniu być znowu sobą. Nie zapowiadało się jednak na to, a im dłużej zwlekał z wypowiedzeniem prawdy, tym było trudniej, tym prawda bardziej się od niego odsuwała. Czemu nie napisał do niej na początku, czemu?
- A pani brat to? – Pyta choć wie, ale przecież Lidia nie musi. Nie znała Feliksa, pojawiła się po jego rzekomym przeniesieniu, które pan Deimos ustalał w trakcie trwania jego przymusowego urlopu, zwanym także kwarantanną pod hasłem, nie chce, żebyś mi się w trakcie pracy nagle zmienił w kogoś innego i wszystkie eliksiry powylewał.
Zanim panna Krylenko zdąży się zdenerwować i wyrwać Lidii wszystkie mysie kłaki, ta jakby doznaje olśnienia. Felek, choć w innym ciele nadal nie może patrzyć na cierpiącą siostrzaną twarz. Więc udaje, że się domyśla, że już sobie przypomniała.
- Feliks Krylenko? – Pyta niechętnie spoglądając w siostrzane oczy, jakby się bał, że zaraz coś w nich oczyta, że zaraz je pozna, a przecież już nie wygląda jak dawniej. Włosy straciły dawny cherubiński blond, oczy z niebieskich smętnie zszarzały, jedynie wzrost pozostał niezmienny i tak panna Smirnoff przyglądała się Marii z tego samego metr siedemdziesiąt siedem, co kiedyś Feliks. – Pan Krylenko został przeniesiony do szpitala w Moskwie, gdzie z powodu walki ze smoczą ospą, bardziej była potrzebna jego pomoc. – Po szpitalu krążyło już wiele plotek. Jedna mówiła, że Felek uciekł po tym jak pan Deimos, chciał z nim robić ekhem i jeszcze trochę mhymhy, inna bardziej racjonalna mówiła, że w ramach końca studiów postanowił skupić się na nauce, odstawiając praktyki na dalszy plan, ktoś twierdził, że miał wypadek i wpadł pod mugolski samochód albo, że przez źle uwarzony eliksir stał się żabą. Plotek było wiele, niektóre rozprzestrzeniał sam Felek, by przez przypadek nikt nie odkrył prawdy, nie żeby wierzył, że kogoś ona interesowała.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Sob 06 Sty 2018, 23:36
Ostatnią rzeczą, na jaką Maria byłaby w tej chwili skłonna wpaść był pomysł, że ta nieco opryskliwa kobieta, która właśnie przed nią stoi, jest w istocie jej bratem. Tak nierealny scenariusz, nawet mimo rzeczywistości, jaka ich otaczała nie wpadłby dziewczynie do głowy. Nie teraz w każdym razie, kiedy o Lidii nie wiedziała praktycznie nic. Mogłaby czegokolwiek domyślić się po bliższym poznaniu, mało znaczących dla osób postronnych gestach, czy nawykach. Nie teraz jednak, nie na tym etapie. A na pewno nie w tym stanie ducha.
Maria obserwowała zachowanie kobiety i owszem, zauważyła pewien dysonans pomiędzy jej opryskliwością, a trudnością u utrzymaniu dłuższego kontaktu wzrokowego, czymś na kształt zmieszania. Może to zmęczenie i zbyt wiele pracy? Teraz to ona spuściła wzrok. Uzdrowiciele i wszelkiej maści stażyści musieli przecież uwijać dzień i noc, jak mrówki, przy chorych i cierpiących. Nie pomyślała. Teraz i ona poczuła się głupio, zawracając ludziom głowy w szpitalu swoimi prywatnymi sprawami. Miast więc spodziewanego wzburzenia otrzymał Feliks kolejną emocję ze spektrum tych, od strony których znał siostrę nieco mniej – mianowicie poczucie winy. Uniosła wzrok na hasło smocza ospa, pojawiły się w nich nawet małe iskierki zrozumienia. Krew z jej krwi, zaiste. Musiał mieć pełne ręce roboty, a ona zawracała mu niepotrzebnie głowę. Znów dała się ponieść swojej paranoi. Zupełnie jak wtedy, gdy wyrwała go o trzeciej nad ranem z łóżka sparaliżowana strachem, umęczona snem o zadymionej izbie.
- Rozumiem – skapitulowała, ton jednak nadal miała twardy, by powoli przejść do spokojnej i nieco bardziej pogodnej wersji Marysi, do jakiej zapewne przywyknął Feliks – czyli wszystko z powodu kwarantanny... Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie mógł ukończyć studia w terminie? - Nie zamierzała żalić się obcej kobiecie, ale obawiała się o to, czy pozostałe fundusze pozwoliłyby jej bratu na ewentualne powtarzanie przedmiotów z powodu zbyt napiętego szpitalnego grafiku. Była więc rozdarta, z jednej strony pękająca z dumy z powodu postawy Feliksa, a z drugiej jednak pełna obaw. Czy wszystko nie pójdzie na marne? Szczęśliwie, do jej uszu nie dotarła jeszcze żadna ze szpitalnych plotek.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

22 lata

półkrwi

neutralny

stażysta/ student
http://petersburg.forum.st/t1458-feliks-krylenko#7187 http://petersburg.forum.st/t1460-feliks-krylenko#7230 http://petersburg.forum.st/t1461-znajomi-felka-ktory-stal-sie-lidia http://petersburg.forum.st/t1462-ptak#7232
PisanieRe: Korytarz   Pon 08 Sty 2018, 18:18
Bolało go to kłamstwo, to i każde inne wypowiedziane w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a najgorsze w tym wszystkim było to, że z każdym następnym było łatwiej. Zaczynało się od u mnie wszystko w porządku, potem mówiło się, że nie mogę się spotkać bo mam dyżur, aż w końcu wmawiało się swojej siostry, że było się w delegacji? Gdzie był koniec tej szalonej karuzeli śmiechu i w którym momencie, to stało się takie proste, kiedy stracił przed tym ostatnie opory?
Nie pamiętał, swojego pierwszego, było to tak dawno temu, jakby w innym życiu, w czasach, które już dawno odeszły w niepamięć. Pamiętał jednak karę jaka go za nie spotkała, chociaż było to tak odległe, że w tym momencie wydawało mu się, że musiało się dziać w  innej epoce, w innym wszechświecie, ale pamiętał jak matka zabroniła mu zjeść deseru i nie pozwoliła obejrzeć wieczorynki. Było to strasznie niesprawiedliwe i niewspółmierne do przewinienia, jednak odbębnił ją. Jak widać nic z tej lekcji nie wziął do siebie, gdyż nadal kłamał i zaczynało mu to wychodzić coraz lepiej.
Niepewnie spogląda w jej oczy, teraz to ona czuje się zażenowana? Ale czemu? Odpowiedź na pytanie pojawia się sama, trafił w jej czuły punkt. Było to zagranie poniżej pasa, ale co miał zrobić, czy inne kłamstwo byłoby lepsze?  Może powiedziałbyś jej prawdę, zrozumie. Od dnia wypadku ma wrażenie, że w jego głowie zamieszkał jakiś nowy głos, który czasami wydawał się być aż nazbyt prostolinijny. To nie było takie proste, a przynajmniej w głowie Feliksa już dawno rozwinęło się do kolosalnych rozmiarów.
- Nie wygląda pani najlepiej, może poproszę pana Zakhrenko, żeby przypisał pani jakiś eliksir na wzmocnienie? – Im dłużej przygląda się siostrze tym bardziej niepokoił go jej wygląd, skoro nie mógł jej pomóc jako Felek, to na Lidię spadł obowiązek ochrony Marii.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Czw 11 Sty 2018, 21:42
Oboje mogliby opowiedzieć sobie nawzajem bardzo wiele o kłamstwach. Kłamstwach w dobrej wierze. Począwszy od momentu, gdy obojgu im przyszło przeżywać żałobę, nie skończywszy właściwie nigdy. Bo czy Maria choć słowem rzekła bratu o przypadłości, na jaką cierpi mężczyzna, u którego przyszło jej pracować i mieszkać? Bynajmniej. Chroniła sekretu dobrze wiedząc, że prawda wpłynie na Feliksa. Zwłaszcza, gdyby miał świadomość, że dziewczyna stara się wykorzystywać swoją zdolność do komunikacji z lykantropem, który w postaci zwierzęcej najchętniej przyozdobiłby szkarłatem alabaster jej skóry. Feliks wiedział tylko tyle, ile wiedzieć musiał. Stanowili więc razem parę równie kochającego się rodzeństwa, co i nieszczerego. Każde z nich z własnymi ku temu powodami. Kiedy przyjdzie im pogubić się w kłamstwach?
- Ja? Nie najlepiej...? - Po raz kolejny w tej rozmowie zaklinała rzeczywistość, raz to splatając, raz rozplatając palce, jeden po drugim wyłamując je z rosnącym na wargach uśmiechem. Bo w istocie, nie spała najlepiej i to wyjątkowo nie z powodu pana Jakova zawodzącego w czeluściach piwnicy. Tej nocy było względnie spokojnie, nawet świerszcze darowały jej nocnego koncertu, wszystko ucichło specjalnie dla niej.
- Nie, nie, to tylko... - Potrząsnęła gwałtownie głową, jeszcze tylko brakowało jej nadmiernej atencji ze strony zatroskanego personelu szpitala! - Nie, absolutnie nie trzeba, wystarczą mi zioła. W domu mam pod dostatkiem, a zapewne przeszkadzam. Chciałam się tylko dowiedzieć, co z moim bratem i skoro już wszystko wiem, to... - Zabrakło jej tchu, a by nie wzięło górę zakłopotanie, jej twarz przyozdobił uśmiech jeszcze szerszy. Wyciągnęła dłoń do kobiety.
- Maria. Krylenko. Nie chcę przeszkadzać jeszcze i panu Zakhrenko, gdybym więc mogła tylko prosić o możliwość kontaktu na wypadek, jakbym miała jeszcze jakieś wątpliwości? Ewentualnie poprosić o spotkanie w innym miejscu, niż... - Odsunęła się o krok na widok smutnej kobiety z wiewiórczą kitą, zapewne jednej z nieszczęsnych pacjentek hotynki. W głowie Marii wciąż kłębiło się całe morze pytań, ale czy mogła kierować je do nieznajomej? - Jeszcze ktoś uzna, że urządza pani sobie towarzyskie pogawędki w pracy, wolałabym nie stawiać pani w takiej sytuacji.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

22 lata

półkrwi

neutralny

stażysta/ student
http://petersburg.forum.st/t1458-feliks-krylenko#7187 http://petersburg.forum.st/t1460-feliks-krylenko#7230 http://petersburg.forum.st/t1461-znajomi-felka-ktory-stal-sie-lidia http://petersburg.forum.st/t1462-ptak#7232
PisanieRe: Korytarz   Pon 15 Sty 2018, 23:16
Mamy mówią, że najgorsza prawda jest zawsze lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. Mamy mówią wiele rzeczy, ale ich nie powie już nic. Nie zgani za to dziecinne zachowanie, za brak wiary w to drugie, nie uśmiechnie się tak jak tylko one potrafią i głosem oznajmiającym prawdę objawioną nie doda, że to Maria zrozumie i może będzie wstanie pomóc, a przynajmniej zdejmie z pleców ciężar, nie uświadomi, że wtedy będzie lżej.
Spogląda na nią niepewnie, przejmując się tym, co przecież stać się nie może. Chociaż może akurat on by tego chciał, żeby chociaż oczy siostry ujrzały w nim starą twarz? Tak się jednak nie stanie, spuszcza więc wzrok, który odruchowo leci gdzieś na bok. Cały Feliks w tej jednej chwili jest kupka zdenerwowania. Niespokojny wzrok, spocone ręce, jeszcze chwila, a mu te kolorowe eliksiry z dłoni się wymskną i cała podłoga wypełni się skroploną tęczą.
Słysząc siostrzane tłumaczenie i widząc jej zmęczoną twarz, ma ochotę trzepnąć ją po głowie i powiedzieć, żeby lepiej dbała o swoje ciało. Już mu się wargi rozchylają by wytknąć, że jego zdaniem, to nie jest w najlepszym stanie, ale się powstrzymuje. Przez chwilę zamiera z lekko rozwartymi ustami, po czym szybko je zamyka. Jako Lidka nie ma prawa pouczać i prawić kazań Marii, bo kim ona dla niej jest. Tylko nieznajomą, siostrą byłego pracownika, nikim?
- Rozumiem, jeżeli dostaniemy jakieś wiadomości na temat Feliksa, powiadomimy panią niezwłocznie. – Kiedy słyszy propozycję spotkania w innym miejscu, przez chwilę nie wie co powiedzieć. Przez głowę przewijają się różne odpowiedzi – tak, nie, nie mogę, może innym razem, oczywiście, bardzo chętnie, jutro wyjeżdżam na Syberię hodować renifery. Zanim jednak odpowie cokolwiek przypomina sobie postać ojca i złożoną kiedyś od niechcenia przysięgę, że będzie dbał o siostrę. Obecna sytuacja nie zwalniała go z tych słów, a wręcz zmuszała do zwiększenia wysiłku.
- Oczywiście, kiedy i gdzie chciałaby się pani spotkać? – Odsuwa się na bok, kiedy jakieś dwie osoby próbują ich wyminąć na korytarzu. Choć one tkwią tu gdzieś poza czasem, dla reszty płynie on normalnie, on też musi do niego wrócić. Przypomina sobie o tych nieszczęsnych fiolkach i czekających na nie lekarzach i pacjentach. Przygryza lekko wargę i z nieszczęsną miną spogląda w twarz Marii.
- Muszę już iść, mam nadzieję, że pomogłam, będę czekać na pani sowę, moje imię to Lidia Ivanowna Smirnoff. – Wszystko poza nazwiska wybrał losowo, bez żadnego wzoru, jedynie by nadal czuć więź ze swym starym życiem postanowił się nazwać, chociaż po części, na cześć matki. Lekko kiwa siostrze na do widzenia, po czym rusza w przerwanym kierunku.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Sob 20 Sty 2018, 00:46
Choć Maria dowiedziała się dziś więcej, niż sumarycznie przez ostatnich kilka dni, czekała ją jeszcze cała, nieznośnie długa noc pełna bezsensownych przemyśleń – znała siebie aż za dobrze i wiedziała, że tak właśnie będzie. W takich właśnie chwilach brakowało jej matki. Żadna przyjaciółka, bliższy, ani dalszy znajomy nie potrafili zastąpić jej pokrzepiającego uścisku, sposobu, w jaki niegdyś dodawała Marii otuchy, czy rad, którymi sypała, jak z rękawa. To ona zawsze była od trudnych rozmów, dźwigania trosk całej rodziny, czy zbierania do kupy załamanego Feliksa, kiedy nawet Maria nie potrafiła tego dokonać. Dziś przydałby jej się ktoś taki, jak nikt inny na świecie. Może ona właśnie byłaby w stanie na pierwszy rzut oka rozpoznać w pannie Smirnoff swojego syna...? Maria poległa przy tym na całej linii, zaaferowana całą otoczką nie przykładała wagi do szczegółów – tego, w jaki sposób owa kobieta się poruszała, jakie miny stroiła... Nie była w stanie odnieść się do gestykulacji, tę część załatwiły za Feliksa trzymane w rękach fiolki. Wszystko to zmyliło Marię, zaślepiło. Zapewne jeszcze będzie jej z tego powodu wstyd, teraz jednak musiała wszystko poukładać w głowie, zrobić miejsce na nowe wnioski i przemyślenia. Bez pochopnych działań, powtarzała sobie. Cokolwiek jeszcze miało to w jej mniemaniu oznaczać.
- Bardzo dziękuję za pomoc – wyraźnie złagodniała przez tę rozmowę, od zdecydowanego, niemal roszczeniowego tonu stopniowo przechodząc płynnie w ton delikatny. Uniosła się niepotrzebnie, zakłóciła spokój placówki i między innymi to ta świadomość trzymała jej nerwy na wodzy. Kobieta przed nią stojąca nie zdążyła zrobić jej żadnej przykrości, niemniej gdy się przedstawiła, plecy Marii przeszedł zimny, nieprzyjemny dreszcz. Nie dała po sobie tego poznać – odezwę się na pewno. Możemy się spotkać w niedzielę po południu...? Jeśli nic nagłego się nie wydarzy. - Maria także miała pracę. Niemal całodobową i przez specyfikę szanownego pracodawcy nie mniej wymagającą, niż nadzór nad pacjentami sprawowany przez tutejsze pielęgniarki. Paradoksalnie jednak polubiła to. Świadoma roli, jaką odgrywa w życiu pana Jakova nie dała zwieść się jego gruboskórności i niekiedy podłej wręcz skłonności do obnoszenia się ze swoimi chwiejnymi nastrojami. Była mu skłonna wszystko wybaczyć, gdy tylko stawał się znów do zniesienia. Masochizm w czystej postaci.
- Miło było panią poznać, w sobotę ustalimy miejsce spotkania, na pewno się odezwę – tak oficjalnym tonem zakończyła rozmowę, by zaraz przyspieszonym krokiem znaleźć się z powrotem w ogrodzie. Zażarta dyskusja, której urywki zasłyszała już wcześniej, wciąż trwała w najlepsze. To dwa kruki, łypiące z gałęzi na przechadzających się w tę i nazad debatowały o życiu i śmierci. W innym stanie ducha i w innych okolicznościach Maria przystanęłaby, aby posłuchać, wymienić kilka zdań. Dziś poprzestała na skrzyżowaniu spojrzenia z jednym z ptasząt, po czym powiewając materiałem zielonej sukienki, ruszyła w stronę wyjścia. I domu.

zt x2
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   
Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: