Навигация

Sala nr 69
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Sala nr 69

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieSala nr 69   Pią 03 Lut 2017, 16:20
Sala nr 69

W sali znajduje się szereg łóżek zasłoniętych jasnymi kotarami oraz nocnych szafek z lampką. Wyraźnie widać starania pielęgniarek, które starają się dbać, by w pomieszczeniu panowała przytulna i przyjazna atmosfera. Na kafelkowanych ścianach znajdują się pojedyncze obrazy przedstawiające głównie krajobrazy oraz martwą naturę. Pokój jest utrzymany w białej kolorystyce, w powietrzu zaś unosi się zapach lekarstw i eliksirów.

Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

jeszcze 22 lata

czysta

neutralny

student medycyny, asystent, stażysta
http://petersburg.forum.st/t1475-lukasz-odrowaz#7375 http://petersburg.forum.st/t1489-lukasz-odrowaz#7579 http://petersburg.forum.st/t1490-a-dajcie-mi-wszyscy-swiety-spokoj#7581 http://petersburg.forum.st/t1488-odrzel#7577
PisanieRe: Sala nr 69   Pią 07 Wrz 2018, 20:55
21.06.1999


Był już po dość ciężkiej operacji, podczas której z jego lewej ręki powyciągano odłamki szkła, które wbiły mu się głęboko sięgając bez problemu ścięgien. Na szczęście Odrowąż żył w czasach, kiedy eliksiry czyniły cuda i w ciągu dosłownie paru dni wszystko powinno mu się w kończynie zregenerować, jednak póki co leżał na szpitalnym łóżku z innymi pacjentami i miał bardziej niesprawną niż sprawną rękę.
Nie przeszkadzało mu to uczyć się do pozostałych egzaminów, z których nie zamierzał się zwalniać. W końcu był praworęczny, nie istniały więc większe przeszkody, aby w ogóle mógł podejść i zdać wszystkie testy pozwalające mu pójść na pełnoprawny staż, który miał już zagwarantowany. W końcu już od dłuższego czasu pomagał w Hotynce i choć niekoniecznie był lubiany (zapewne przez to, że starał się pomagać dając swoje dobre rady) to jednak ciężko było zaprzeczyć, że wiedzę miał jak mało który student, a nawet stażysta.
Łukasz miał nadzieję, że to nie tylko czcze gadanie. W końcu nie dążył do sukcesu w zakresie lecznictwa tylko po to, by na końcu drogi się okazało, że do niczego się nie nadaje. To by było strasznie smutne, a do tego niczym by się nie różnił od reszty rodziny dążącej do totalnych głupot.
Jedyne co go zastanawiało to w którym miejscu zgubił swoją notatkę na temat kupałki. Podejrzewał, że na weselu, ale każdy z pracowników restauracji zaprzeczył, że w ogóle takową widział. Chłopak westchnął przeciągle zdając sobie sprawę, że albo musi zmarnować czas na zrobienie nowej notatki, albo uznać, że na ten temat wie już wszystko i skupić się na reszcie pliczku ze skróconym spisem wiedzy z tych kilku lat nauki.
Póki co postanowił upewnić się, że wie na blaszkę to, co ma pod ręką. Potem się zajmie notatkami z zajęć, które leżały u niego w domu i wbrew jego woli zbierały kurz, zamiast się do czegoś przydać.
Pocieszało go jedynie, że leżąc w szpitalu zawsze mógł podpytać jakiegoś lekarza o taką czy inną chorobę upewniając się co do faktów z pierwszej ręki.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Sala nr 69   Pon 08 Paź 2018, 21:59
Nie wiem, co sprawiło, że nie zdecydowałam się spędzić tej nocy w szpitalu – czy wciąż był to skutek szoku i zdezorientowania po wypadku na weselu Yaxleyów, czy dar przekonywania Łukasza, który zaręczał, że nie potrzebuje niańki i że moja obecność będzie go jedynie rozpraszała, a przecież powinien teraz każdą wolną chwilę poświęcić na naukę. Nie oponowałam, mimo że w każdym innym przypadku kłóciłabym się o to, jak powinien obecnie swój wolny czas wykorzystać. Może winny wszystkiemu był magomedyk, który obiecywał, że mój brat będzie miał zapewnioną najlepszą opiekę? Cokolwiek nie wpłynęło na moją decyzję, poskutkowało tym, że do Hotynki zmierzałam z duszą na ramieniu i wyrzutami sumienia tak ciężkimi, że kiedy znajdowałam się coraz bliżej szpitala, czułam jak z każdą chwilą trudniej stawiać mi kolejne kroki. Jakby nogi chciały wrosnąć mi w ziemię. Jakby chciały odroczyć moment, kiedy stanę w drzwiach jego sali nie zastając go tam, tylko gładko zaścielone łóżko i szeroko otwarte okna.
Jednak na głównym placu przed szpitalem nie ujrzałam stosów; wokół nie kręciła się niepokojąco duża ilość gwardzistów i dziennikarzy; żaden skrawek terenu nie został odgrodzony. W rejestracji koszmarnie zmęczona pielęgniarka głosem robota poinformowała mnie, że Łukasz już jest po operacji i że nie powinnam zajmować mu wiele czasu, ponieważ musi odpoczywać i w żadnym wypadku nie przemęczać się. Na piętrze, na którym go ulokowano, jak zwykle panował chaos – jednak typowy dla tego rodzaju miejsc, bez niepotrzebnych napięć prowokujących kolejne szybsze uderzenia serca zamykające się w błędne około. Do sali 69 podchodzę więc już nieco bardziej spokojna, niemal zrelaksowana, o ile o relaksie można mówić dzień po konfrontacji z jarchukami i w dniu, w którym w magicznych dzielnicach zapłonęły niezidentyfikowane stosy.
I ręce mi opadają, kiedy widzę Łukasza z nosem w notatkach. Nie mam jednak serca, żeby wypominać mu o zaleceniach lekarza. Skoro sam już niedługo zamierza nim zostać, powinien zdawać sobie z nich sprawę – a potem nie mieć pretensji do swoich pacjentów, którzy nie będą stosować się do jego światłych rad, tylko też siedzieć w książkach, kiedy winni regenerować siły. Każdy kij ma dwa końce.
- Jak się czujesz? – pytam od progu na tyle głośno, by mnie usłyszał, jednak na tyle cicho, by nie obudzić dwóch śpiących w tym samym pokoju mężczyzn. – Pielęgniarka powiedziała mi, że już jesteś po operacji. – Podchodzę bliżej dopiero, kiedy zwraca na mnie uwagę, po czym siadam na skraju jego łóżka.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

jeszcze 22 lata

czysta

neutralny

student medycyny, asystent, stażysta
http://petersburg.forum.st/t1475-lukasz-odrowaz#7375 http://petersburg.forum.st/t1489-lukasz-odrowaz#7579 http://petersburg.forum.st/t1490-a-dajcie-mi-wszyscy-swiety-spokoj#7581 http://petersburg.forum.st/t1488-odrzel#7577
PisanieRe: Sala nr 69   Sob 20 Paź 2018, 18:29
Jakby nie patrzeć nie istniał żaden powód, dla którego Irena miałaby nad nim ślęczeć, skoro był w bezpiecznym miejscu, a ona z pewnością miała co robić w "Bazyliszku". A nawet jeśli nie zawsze mogła znaleźć tę zapijaczoną mordę, którą była ich siostra i upewnić się, że ten jej kochaś nie okazał się żadnym wycinaczem nerek i innych ważnych organów. Nie mówiąc o setce innych możliwości w kwestii jego zawodu, które mogły się spełnić. No ale Odrowąż nie był od tego, by działać przeciwko przeciw temu pożal się Boże związkowi, a od tego, by się uczyć i osiągnąć sukces. Więc się uczył.
A co do wolnego czasu - dlaczego nie miałby go wykorzystywać po swojemu? Jednego relaksował telewizor czy sen, drugą dobra książka, trzeciego gotowanie, czwartą zmywanie, a on lubił spędzać spokojne chwile na zdobywaniu wiedzy. Czuł się przy tym niemal jak dziecko z nową zabawką, jak zły bohater filmu czy literatury zdobywający wiedzę o tym, jak zdobyć władzę, jak ktoś, kto czyta książkę o szachach by wielokrotnie zwiększyć swe szanse na zwycięstwo w turnieju. Nie wydawało mu się, żeby to było coś złego, choć wiedział, że większość ludzi patrzy na jego hobby jak na dziwactwo. Zależnie od człowieka to dziwactwo było różnie oceniane - od takiego całkiem przydatnego, przez bezsensowne, aż po niebezpieczne (w końcu ile można się uczyć?). Może Łukasz nawet by się nad tym zastanowił, ale miał wszystkie te opinie gdzieś.
Czytał właśnie o odmianach kameleonki, kiedy w odwiedziny przyszła do niego jedna ze starszych sióstr. Nie zauważył jej od razu skupiając się na sposobach leczenia i wczytując się dokładnie w kwestię rozpoznawania objawów (gdyby wiedział co się stanie wypisałby je sobie wszystkie!). Kiedy jednak w powietrzu zawisło pytanie spojrzał na Irkę odsuwając trochę nogi, aby miała miejsce do siądnięcia.
- Już lepiej. Lewa ręka dalej jest prawie niewładna, ale na eliksirach pewnie za maksymalnie dwa dni powinno być już wszystko w porządku, a mnie powinni wypuścić do domu - powiedział licząc w duchu, że wyjdzie już jutro. Nie miał ochoty tu przebywać, przez całe życie zdąży się naoglądać tego miejsca. - A jak z tobą? To wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet nie miałem jak listu wysłać - przyznał. Tak po prawdzie niedawno się obudził i aż dziw brał, że nie czuł się jak nowonarodzony po tej narkozie, którą mu zaoferowano. W sumie czuł się jeszcze dość dziwnie, ale nie narzekał na swój stan.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

czysta

za Raskolnikami

współwłaścicielka Piwnicy Bazyliszka
http://petersburg.forum.st/t878-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t963-irena-odrowaz http://petersburg.forum.st/t879-podobne-wzywa-podobne http://petersburg.forum.st/t948-bazylia
PisanieRe: Sala nr 69   Pią 07 Gru 2018, 20:54
Delikatnym, lecz jednocześnie stanowczym gestem wyciągam mu z dłoni książkę, zamykając ją bezceremonialnie, nawet nie wysilając się, by założyć czymś miejsce, w którym skończył czytać, i odkładam na stolik obok. Może się wściekać, może mieć mi za złe, że mu przeszkadzam i nie pozwalam się rozwijać w taki sposób, w jaki on uważa za stosowne, ale, na wszystkie cuda świata, absolutnie nie powinien odmawiać mi poświęcenia chociaż pięciu minut na rozmowę, podczas której nic innego nie będzie go rozpraszało. Zwyczajnie jest mi to winien. Jako brat; jako pacjent; jako człowiek.
Wzdycham z rezygnacją, na chwilę zamykając oczy w nadziei, że ten gest pomoże mi przerobić słowa Łukasza na bardziej znośne. Wcale się tak jednak nie dzieje, więc otwieram je ponownie i pełne litości spojrzenie zawieszam na bracie.
- Jesteś pojebany – mówię z przekonaniem, chwytając jego prawą rękę i zamykając ją w swoich obu dłoniach. – W dwa dni może i będą potrafili sprawić, że odzyskasz w niej czucie, ale na moje oko przydałaby ci się jeszcze krótka, może tygodniowa rehabilitacja, żebyś miał pewność, że nie wystąpią żadne komplikacje. – Nie jestem magomedykiem, nie kształciłam się pod kątem uzdrowicielstwa, ale, wbrew temu, co może myśleć o mnie Łukasz, nie jestem głupia. Całkiem nieźle znam podstawy lecznictwa – były mi potrzebne nie tylko w Chatandze, gdzie niemal zawsze brakowało rąk do pracy w oddziale szpitalnym, ale również wtedy, gdy uczestniczyłam w misjach ratunkowo-przemytniczych, kiedy zawsze przydawał się ktoś, kto potrafił coś więcej poza przyklejeniem plastra, zabandażowaniem rany czy podaniem właściwego eliksiru. I dlatego tak dziwi mnie i denerwuje bezmyślność Łukiego. Bo czy będzie dobrym magomedykiem, jeśli na własnej skórze nie zazna tego, co powinien przejść pacjent i jak powinien być traktowany? – Chyba że chcesz oblać rok, bo podczas egzaminów tak zacznie boleć cię ręka, że będziesz zwijał się z bólu. Nie żartuję! – dodaję ostrzegawczo, kiedy dostrzegam, że chce zacząć protestować. – W Chatandze mieliśmy taki przypadek. Skończył się na amputacji. W twoim przypadku to byłoby równoznaczne z pogrzebaniem kariery uzdrowicielskiej, prawda? – Unoszę brew, nie daję mu jednak odpowiedzieć na to pytanie, bo zaraz znów się odzywam. – Ja natomiast mam się względnie nieźle. Opatrzyli mnie jeszcze w restauracji i kazali przyjść za kilka dni na kontrolę, ale już dzisiaj widzę poprawę. – Milknę, przygryzając wargę. Tak naprawdę obrażenia fizyczne wcale nie są dla mnie tak istotne – prędzej czy później zniknie po nich jakikolwiek ślad. Dużo gorzej sprawa ma się z psychiką, a dzisiejsze poranne wydarzenia ani trochę nie poprawiły mojej kondycji. Nie mam tylko pojęcia, jak o tych rewelacjach powiedzieć Łukaszowi. Wszystkie słowa wydają się niewłaściwe.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala nr 69   
Powrót do góry Go down
 
Sala nr 69
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: