Навигация

Pub „Matrioszka”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Pub „Matrioszka”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisaniePub „Matrioszka”   Pią 03 Lut 2017, 16:32
Pub „Matrioszka”

To miejsce ciche i odosobnione, jak na tego typu lokal w samym centrum Petersburga. Ile ludzi by nie weszło do środka – wydaje się być niemal zawsze pustym, a wszystko to przez osobne pokoje dla gości, które zapewniają obecnym chwilę prywatności i atmosferę intymności. Lokal jest pełen słodkich tajemnic, zamkniętych drzwi, dyskretnej obsługi kelnerskiej i najlepszego wina czerwonego sprowadzanego z całego świata, jednak prym wiodą te okraszone słynnym, gruzińskim nazwiskiem Janashvili. W oddzielnych pomieszczeniach stoją skórzane kanapy, długie niskie stoły, a z sufitów zwisają żeliwne żyrandole ćmiąc migotliwym blaskiem zapachowych świec.


Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

28 lat

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / Batalion Specjalny
http://petersburg.forum.st/t617-dragan-bregovic http://petersburg.forum.st/t643-dragan-bregovic#1190 http://petersburg.forum.st/t644-dragan#1193
PisanieRe: Pub „Matrioszka”   Pią 20 Lip 2018, 23:58

09.06.1999



Dzień, w którym Starszyzna zgodziła się zasiąść przy jednym stole z Raskolnikami nie mógłby być takim zupełnie normalnym dniem. Co do tego zgadzali się chyba wszyscy. A co poniektórzy nawet wykorzystali tą historyczną chwilę, by samemu zapisać się na kartach historii. Nieważne jak cię zapamiętają, byle zapamiętali. Do takiego wniosku najwyraźniej doszedł Saavas Zakharenko. Każdy zwyczajny gwardzista marzył by złapać jakiegoś niebezpiecznego czarnoksiężnika i dostać awans oraz pochwałę od dowódcy. Każdy zwyczajny gwardzista wyobrażał sobie, że zostanie bohaterem podczas wyjątkowo ważnej akcji Białej Gwardii, tudzież podczas bitwy z wrogiem zagrażającym Petersburgowi. Ale Saavas uznał, że takie coś do niego nie pasuje. Saavas zdecydował, że stanie się sławny, zwalając na łby szlachty i Raskolników wiadomość przy której takie zaklęcie usonora wydawało się łagodną pieszczotą. Szokujące wyznania to wręcz rewelacyjny sposób na ogłupienie, zdezorientowanie większej grupy osób. Może Gwardia powinna wprowadzić je w swoje metody oszałamiania przestępców?
Żarty, żartami. Historyczny występ Saavasa wstrząsnął całą Kwaterą. Syn dowódcy zorganizował zamach na cywilów? Członek Białej Gwardii mordował niewinnych ludzi? Takie coś normalnie nie mieściło się w głowie. Saavas był złym, bardzo złym psem. Nie po tresowano go przez te wszystkie lata, żeby teraz atakował tych, których miał chronić. Zbulwersowani koledzy już ostrzyli sobie na niego zęby. Bo Gwardia przypominała psią czy też wilczą sforę. Sfora broniła i opiekowała się każdym ze swoich członków, ale wobec zdrajców i odstępców była bezlitosna. To niemal pewne, że Gwardia będzie wytrwale ścigać renegata i uczyni, co w jej mocy, by doprowadzić go do sprawiedliwości. O ile sama wcześniej nie rozszarpie go na strzępy. Po tym co uczynił Saavas ani Komendant ani nikt ze Starszyzny raczej nie miałby o to żalu do Gwardzistów.
Kwatera nie zdążyła otrząsnąć się z szoku, kiedy w towarzystwie gwardzistów pojawił się Mefodiy cholerny Karamazov. Bynajmniej nie po to, żeby uciąć sobie pogaduszki z dowództwem. Miał złożyć zeznanie z wydarzeń w Arkaim. Tak zwyczajnie. Karamazov, który od lat trząsł Prikazem został zatrzymany i miał grzecznie opowiedzieć na parę pytań oficera. Hah! Dragan sam nie wiedział czy bardziej podziwiać czy współczuć gwardziście, który ośmielił się zrobić coś takiego Karamazovi. Przy takiej zuchwałości, aż człowiek się zastanawiał, czy w owym gwardziście nie płynęło odrobinę krwi Bregovićców. Zatrzymywanie wysoko postawionego członka Starszyzny bez oficjalnego rozkazu - to było bardzo w stylu Bregovicćów. Dragan roześmiałby się, gdyby sytuacja nie była tak poważna i napięta. Bez względu na to czy zatrzymanie było prawidłowe czy nie, staremu draniowi Karamazovi należała się mała nauczka.
Szalony dzień Gwardii chylił się ku końcowi, gdy Dragan opuszczał Kwaterę. Robił to z niejaką ulgą. Chciał, potrzebował uciec na trochę od zamieszania i ciężkiej atmosfery, jaka zapanowała wewnątrz budynku.
Muszę się napić. Idziesz? rzucił napotkanemu w drodze do wyjścia Imre Almásyemu. Tak jak się spodziewał, Imre nie trzeba było długo namawiać do wspólnego picia. Znali się jeszcze z czasów sprzed Gwardii. Mężczyzna był od niego starszy, jednak wiek był przeszkodą im w nawiązaniu bliżej przyjaźni. Charakter pracy w Gwardii sprzyjał powstawaniu mocnych więzów i przyjaźni. Jakże inaczej. Im dłużej pracujesz w Gwardii, tym bardziej przekonujesz się, jak ważne jest zaufanie do kolegów. Tym bardziej, że któryś z tych kolega może kiedyś osłaniać ci plecy podczas większej rozróby z kryminalistami. Bliższa przyjaźń z Imre wynikała też z tego, że był on spokrewniony z Gárdonyiami. Bregovicće i Gardonyii zwykle za sobą nie przepadali, ale Gwardia nie miała zrozumienia dla rodowych animozji. Każdy miał żyć z każdym w zgodzie i zgodnie pracować. Niewątpliwie takie podejście do sprawy pozwalało nawiązywać znajomości nawet członkom niechętnych sobie rodzin. Dzięki temu oraz faktowi, że zdążył poznać Imre trochę wcześniej, Dragan nie miał żadnego problemu z zagadnięciem węgierskiego czarodzieja. Obaj wywodzili się z rodzin, którym nie obca była wojaczka, stąd też szybko odnaleźli wspólny język.
Pozostało jedno ważne pytanie. Czemu Dragan wybrał pub z jakimiś oddzielnymi pomieszczeniami, skórzanymi kanapami i świeczkami zamiast wybrać się do przyzwoitej knajpy z przyzwoitą wódką i przyzwoitymi pijackimi burdami. Odpowiedź była całkiem prosta. Dragan potrzebował spokoju. Potrzebował przemyśleć sobie przy kieliszku różne rzeczy. Bijatyka w barze, choćby nie wiem, jak wspaniała, nie sprzyjała rozmyślaniom. W Matrioszce było dziwacznie, ale przynajmniej nikt nie przeszkadzał. Przybytek słynął z podawania znakomitego wina od Janashviliów, jednak po przejrzeniu karty alkoholi, Dragan odkrył, że serwują coś więcej niż tylko wino.
- Nie tak to miało wyglądać - zwierzył się Imre po drugim albo trzecim kielichu -  Głupi Sava. Głupi Raskolnicy. Głupia dyplomacja. Głupie... wszystko. Masz jakieś pomysły, jak możemy wyleźć spod tego stosu głupoty, który zwalił nam się na głowy?  
Sięgnął po butelkę i dolał sobie wódki. Zaraz potem opróżnił kieliszek jednym haustem. Chyba powinien zwolnić. Jak tak dalej pójdzie biegać i co rusz donosić butelki.
Powrót do góry Go down
avatar


Węgry, Budapeszt

36 lat

półkrwi

za Raskolnikami

najemnik w Białej Gwardii, zaklinacz broni magicznej
http://petersburg.forum.st/t1890-amalaric-illes-almasy#9451 http://petersburg.forum.st/t1896-imre-almasy#9493 http://petersburg.forum.st/t1895-almasy#9492 http://petersburg.forum.st/t1894-turul#9491
PisanieRe: Pub „Matrioszka”   Czw 26 Lip 2018, 17:13

Tak wiele członków wielkich rodów zajmowało wysokie stanowiska w Białej Gwardii. Imre często zastanawiał się ile jest słuszności w drodze, jaką kroczy, wykonując swoje rozkazy, a ile w tym niepoprawności, fałszu i potępienia dla jego własnych ideałów, które niegdyś sobie wyznaczył. Wtedy, jako młody i naiwny jeszcze wierzył, że łatwo można je wypełnić. przez jakiś czas może nawet podążał swoim głosem powinności. Po czasie stał się jednak trochę wypalony, a aktualnie zmęczony stawianiem oporu przeciw nieuniknionemu. Powoli się starzał, tracił zapalczywość i ikrę, z jaką wstąpił w szeregi Białej Gwardii. Jako obowiązkowy gwardzista, robił co mu karzą i nic ponadto. Nie wynikało to ze strachu, czy korzenia się przed potężniejszymi od niego. Dawno już przestał lękać się i podziwiać siłę Starszyzny. Zachowywał bezpieczną pozycję, wygodną i dobrze płatne stanowisko. Nie było w tym zakłamania, bo i nie podejmował się tematów polityki. Na razie też wyraźnie nie opowiedział się po żadnej ze stron politycznego sporu. W pracy nie stawał podejmował żadnego stanowiska z wiadomych powodów. Poza nią bratał się z ludźmi, z którymi dopiero się docierał. Nie widział wśród nich swoich przyjaciół. Jeszcze. Tego samego miana nie mógł przypisać żadnemu z czarodziei, w których towarzystwie jak dotąd się obracał. Miewał jednak sympatię do kilku osób. Jak Dragana. Bregović, choć błękitnokrwisty, nie zachowywał się, jak z krwi arystokrata. Kierował nim własny umysł i własne poczucie moralności. Nie to, jakim kryli wzajemnie swoje szlacheckie tyłki. Za to go szanował. Za swoje zdanie i brak obawy przed przeciwstawieniem się wobec tego, z czego prawdopodobnie w jakiś sposób wyrósł. Z powodu tego porozumienia, nie musiał odmawiać mu wspólnego wyjścia do pubu, co niechybnie by uczynił w stosunku do innych gwardzistów. Skinął na zgodę głową. Dragan musiał znać już Almásy’ego na tyle, żeby wiedzieć, że w swoim milczeniu nie wyrażał arogancji, a jedynie niepytany nigdy się nie odzywał, a spytany, bardzo rzadko – kiedy musiał, bądź jeszcze rzadziej – kiedy potrzebował.
Może inaczej pojmowali przyjaźń, dlatego pozwalał Draganowi nazywać go właśnie w ten sposób. Sam jeszcze do tego nie dojrzał. Gdyby to zrobił, musiałby już teraz zdradzić serbowi, jakie ideologie zajmowały mu ostatnio głowę i jakie spotkania odbierały mu jego wolny czas. Tymczasem, usiadł w milczeniu przy stoliku wyznaczonym ich dwójce przez przyjaciela. Oparł się rękoma na blacie, podpierając podbródek na kciukach obu dłoni. Palce skrzyżowane w koszyczek zwrócone miał ku górze, w ciszy wsłuchując się w słowa towarzyszącego mu mężczyzny.
Wiesz, że nie lubię mieszać się w politykę naszych działań — zwrócił się w końcu z rozwagą, cofając dłonie od twarzy i sięgnął jedną z nich po piwo, odzywając się pierwszy raz tego wieczoru więcej niż jednym czy dwoma słowami. I jemu język po kilku kuflach nieco się rozwiązywał.
Sava i Raskolnicy nie wydają się tak obłąkani przy szaleństwie samej dyplomacji — zauważył ryzykownie, choć dalej ostrożnie, upijając porządny łyk piwa i przetarł dłonią gęstą szczecinę na brodzie, którą powinien już przyciąć, jako, że daleko mu było do ożenku, a nie chciał, żeby pomylono go z żonatym z jakąś rumuńską panną.
Możemy odwrócić głowę i spojrzeć w innym kierunku — zaproponował.
To była jego długoletnia praktyka.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

28 lat

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / Batalion Specjalny
http://petersburg.forum.st/t617-dragan-bregovic http://petersburg.forum.st/t643-dragan-bregovic#1190 http://petersburg.forum.st/t644-dragan#1193
PisanieRe: Pub „Matrioszka”   Czw 02 Sie 2018, 23:18
Dragan nie potrzebował samych wygadanych, hałaśliwych przyjaciół. Owszem przy wygadanych, hałaśliwych przyjaciołach czas płynął szybko, zabawa bywała przednia. Ale Dragan, jak każdy człowiek, potrzebował odmiany. Towarzystwa kogoś, kto umiał milczeć, kiedy należało milczeć i odzywać się wtedy, kiedy naprawdę miał coś do powiedzenia. Być może dlatego albo właśnie dlatego lubił przesiadywać w kompanii Imre.
Imre sprawiał wrażenie kogoś bardziej statecznego, bardziej opanowanego od Bregovicća, u którego przecież krew to nie woda. Zdroworozsądkowość Imre parę razy zapanowała nad impulsywnością Dragana. Wybiła mu parę durnych pomysłów z łba. Tak, obaj wywodzili się z rodzin, które tradycyjnie zajmowały się wojowaniem, ale w pewnym stopniu różnili się też od siebie. Nie wpływało to negatywnie na łączące ich relacje. Raczej pozwalało im się wzajemnie uzupełniać w wielu kwestiach.
Dragan między innymi po to zabrał się do knajpy z Imre, żeby poznać odmienny punkt widzenia, usłyszeć co ma do powiedzenia na temat tej przeklętej historii starszy kolega. Cenił sobie jego zdanie, dlatego był zawsze skłonny wysłuchać go do końca. Jak zareagowałby, gdyby pewnego dnia dowiedział się o politycznych poglądach Almásyego? To zależy w jakich okolicznościach poznałby jego poglądy. Czasy robiły się niepewne. W mieście panował na razie względny spokój, ale za parę dni mogły rozpętać się zamieszki, wybuchnąć kolejny wielki skandal z udziałem członka Starszyzny albo podskoczyć ceny podstawowych towarów. Niewykluczone, że w tym, co powtarzali co niektórzy czarodzieje kryło się ziarenko prawdy. Nadchodziły zmiany. Stare tradycje, prawa i obyczaje musiały ustąpić miejsca czemuś nowemu. Dragan rozumiał, że zmiany są czasami konieczne, nie był tylko pewien czy te przychodzące zmiany przypadną mu do gustu. Poglądy Imre w najlepszym razie uznałby za rezultat pewnych zmian, jakie się w nim wcześniej dokonały, tudzież próbę dostosowania się do nowych czasów. W najgorszym razie: za zwykłą zdradę Gwardii. Tak jak już wspomniano, wiele zależało od okoliczności. Bez względu na okoliczności odkrycie, że on i Imre praktycznie stali po przeciwnych stronach barykady, byłoby dla niego tak samo przykre i bolesne. Nawet gdyby zaakceptował ten fakt po męsku - ze spokojem i opanowaniem, udawaniem, że nic wielkiego się nie stało, to w głębi serca czułby się nieco zawiedziony.
- Wiem - mruknął odrywając wzrok od kieliszka - Chociaż zabrzmiało to tak jakby nie obchodziło cię czy bijemy bandziorów czy zwyczajnych obywateli. Bez urazy - dodał szybko, niemal pojednawczo, jakby obawiał się, że Imre obrazi się za tą insynuację -  To, że nie lubisz mieszać się w politykę naszych działań nie sprawia, że polityka naszych działań nie lubi mieszać się ci do roboty. Niestety. Gdzie nie spojrzysz wszystkim kieruje jakaś cholerna polityka działań i układy. Nie uciekniesz od tego -   zakończył z niechęcią. Jeszcze kilka wypitów kieliszków, a Dragan gotów będzie przyznać, że Starszyzna z całą swoją polityką była znacznie głupsza od Savy, Raskolników i dyplomacji razem wziętych. Byłoby to bardzo brzydkie, bardzo podejrzane twierdzenie. Czarodziejowi ze szlacheckiej rodziny nie uchodziło opowiadać takich rzeczy.
-  Tu się z tobą zgodzę. Dyplomacja to czyste szaleństwo. Każe ci się grzecznie uśmiechać do kogoś, komu masz szczerą ochotę przyłożyć w pysk - uniósł kieliszek w niemym toaście. Na zdrowie. Dragan raczej nie nadawał się na dyplomatę. Preferował mniej subtelne sposoby rozwiązywania poszczególnych problemów.
Za to przez dłuższą chwilą zastanawiał nad ostatnimi słowami Imre.
- Odwrócić głowę i spojrzeć w innym kierunku? - powtórzył za towarzyszem. Skrzywił się. - Za późno. Nie mogę odwracać głowy po tym, co się stało. Tak jak nie mogę wąchać łajna i udawać, że pachnie fiołkami - zamilkł, podumał sobie przez moment nad czymś i podjął wątek - Powiedz no, Imre - rozsiadł się wygodniej, znowu podparł ramieniem. Dobra, spróbuje wyjaśnić to przyjacielowi jak chłop chłopu - Odwróciłbyś tak głowę, gdyby jaki cham i prostak nawyzywał cię od najgorszych, obraził ci matkę, ojca, a na koniec napluł w twarz? Czy przeciwnie - broniłbyś honoru i tak dał sukinsynowi w mordę, że ten zobaczyłby wszystkie gwiazdy na niebie? Tak samo jest z naszą Gwardią. Gwardia ma swój honor i tego honoru trzeba bronić. Bez honoru Gwardia stanie się tym za kogo biorą ją różni Raskole i im podobni wywrotowcy. Watahą psów biegnącą na każde skinienie Starszyzny. Tym się właśnie stanie. Dlatego kiedy taki Sava Zakharenko pluje i ubliża Gwardii, nie możemy odwracać głowy i patrzeć w drugą stronę - warknął. W wielu przypadkach Dragan był bezkompromisowy. Gdy coś mu się nie podobało, mówił albo dawał wyraźnie do zrozumienia, że mu się nie podoba. Rutyna i konformizm były dobre, ale na dłuższa metę zapewne doprowadziłyby go do szaleństwa albo zabiły. Cóż poradzić. Dragan nadal był młody. Płynęła w nim gorąca krew Bregovicćów. Być może za parę lat, gdy zbliży się wiekiem do wieku Imre, to w końcu zapragnie, tak jak on, stabilizacji i spokoju. Jednak nie było co do tego całkowitej pewności.

/Z góry przepraszam, jeśli wyszedł z tego bełkot. Coś słabo mi się kleił ten post/
Powrót do góry Go down
avatar


Węgry, Budapeszt

36 lat

półkrwi

za Raskolnikami

najemnik w Białej Gwardii, zaklinacz broni magicznej
http://petersburg.forum.st/t1890-amalaric-illes-almasy#9451 http://petersburg.forum.st/t1896-imre-almasy#9493 http://petersburg.forum.st/t1895-almasy#9492 http://petersburg.forum.st/t1894-turul#9491
PisanieRe: Pub „Matrioszka”   Wto 02 Paź 2018, 11:58
Słowa Dragana nie były w stanie urazić Almásy’ego. Zdanie Imre na temat charakteru ich pracy, było tak samo surowe jak jego aparycja, kiedy je wypowiadał. Poprawił się nieco na siedzisku, opierając jedną rękę, zgiętą w łokciu na kolanie. Nie chciał zawodzić wyobrażeń kumpla, ale…
Bo nie obchodzi mnie. I nie powinno. W naszej pracy robimy rzeczy, z którymi nie musimy się zgadzać. Dlatego tam nie mam zdania. Poza nią…
Wzruszył trochę obojętnie ramionami. Całe życie przystosowywał się do sił większych od siebie. Uczony, że jego zdanie nie liczy się tak samo, jak zdanie nadzorujących go osób, wstrzymywał się od wypowiadania go głośno. Wiedział, kiedy powiedzenie go głośno może coś zmienić, a kiedy nie mogło, cieszył się, że chociaż w jego wyobrażeniu pozostaje ono niezmącone.
… potrafię zachować opinię dla siebie — zakończył.
W przeciwieństwie do Bregorovićca, Almásy dorastał w przeświadczeniu, że polityka nie jest dla niego. Nie umiał ładnie, elokwentnie dobierać słów. Wypowiadał się w sposób oszczędny i prostolinijny. Jego działania mówiły zresztą o nim więcej niż on sam. Dziwne, że Dragan, wypowiadając swoje zdanie w charakterze dosadnym i bezpośrednim, nie unikał takich tematów tak samo, jak Imre.  Co do pracy, był najemnikiem na usługach Gwardii. Praca najemnika nieznacznie różniła się w swoim podejściu od pracy Gwardzisty. Imre robił to, co mu kazali, za to, ile mu za to zapłacili. Nie zadawał pytań, bo też nie zawsze chciał znać na nie odpowiedzi. Wychodził z założenia, że umysł miał czysty i gotowy do pracy tylko wtedy, kiedy nie wydawał swoich ocen. Dragan udzielał je bardzo ochoczo. Dlatego Almásy uśmiechnął się kącikowo, choć uśmiech ten prawdopodobnie zginął w gęstym zaroście.
I nie próbuję uciekać, ale walka z naszego stanowiska to jak uderzanie głową w ścianę, a ja wolę mieć kark cały.
Czy przemawiała przez niego ignorancja? Może trochę. Może, wbrew temu, jak bardzo próbował nie upodabniać się do ojca, czasami zachowywał się, jak on. Tłumaczył sobie jednak, że doszukując się podobieństw, zawsze jakichś się dopatrzy, a on przecież podążał swoją drogą. Długo ją znajdował, ale przynajmniej teraz już ją znał.
Nie krzywił się na obrazowe porównania gówna i fiołków. To była czysta natura. Skrzywił się natomiast na wspomnienie ojca i matki, choć w jego stonowanej twarzy, było to tylko lekkie ściągnięcie brwi i zaciśnięcie ust.
Tak bym zrobił, nie tylko dlatego, że matki nigdy nie znałem, a ojca nie szanuję. Honor nie ma ceny, nie da się go zmierzyć i wycenić, nie da się za niego nic kupić, ani do niczego go użyć. Honor, dla ludzi, jak ja, to tylko wyszukane słowo bez wartości.
Wiele było cech, w których się różniły, ale ta jedna, mocno ich dzieliła. Imre nie obrażał się za nazywanie go psem Starszyzny. Upił kilka łyków piwa, zwilżając gardło nieprzyzwyczajone do wypowiadania tak wielu słów na raz. Zrobił krótką przerwę, pocieszając się po pracy tym jednym piwem i rozmową z kumplem, po czym wrócił do tematu.
Nie przeszkadza mi bycie psem Starszyzny. Póki co.
Nie często podłapywał takie przenośnie, ale ta analogia wydawała mu się dość jasna, dlatego zwracając wzrok na przyjaciela, dodał bez trudności:
Tak długo, jak będę wilkiem i będę wiedział jak ugryźć.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Pub „Matrioszka”   
Powrót do góry Go down
 
Pub „Matrioszka”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: