Навигация

Wąska uliczka (K) - Page 2
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Wąska uliczka (K)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Wto 25 Wrz 2018, 12:56
Odetchnęła cicho gdy, zdawało się, wszystko było ustalone. Dashov ostatecznie nie odprawił jej z kwitkiem, zamiast tego wręczając wizytówkę. Ta wprawdzie nie była w pełni satysfakcjonująca - jakkolwiek rozumiała potrzebę dyskrecji, Elena była też szalenie przywiązana do informacji, które, najzwyczajniej w świecie, chciała posiadać; wizytówka mężczyzny nie zaspokajała jej potrzeb, bo też podawała tylko adres, który łatwo przecież było zmienić - ale w tej chwili była dokładnie tym, czego Tyanikova potrzebowała. Otrzyma pomoc - jarchuk otrzyma pomoc, tylko to się liczyło.
- Dosyć, dosyć rozległe - odparła zwięźle na ostatnie pytanie weterynarza. Nie oszacowała dotąd dokładnie, ale nie dało się ukryć, że psu się oberwało i zdecydowanie nie był w najlepszym stanie. Zresztą, czy w innym przypadku szukałaby tak nagłej pomocy? Nie. Raczej nie.
Skinąwszy głową na znak, że będzie w stanie sama doprowadzić zwierzę do gabinetu Dashkova, w kolejnej chwili deportowała się z cichym pyknięciem.
Do mieszkania wpadła tylko na chwilę, słowem nie odzywając się do Aleksa. Nie zaszczyciła go tez żadnym wyjaśnieniem. Zamiast tego jak wicher wparowała do pokoju, w którym pozostawiła jarchuka - ten chyba nawet nieszczególnie się poruszył, odkąd uwalił się za progiem - i, przykucnąwszy przy psie, bez wahania objęła go ostrożnie, nie chcąc urazić ran. W następnej chwili już jej nie było - tym razem zniknął też jednak również pies.
Aportowała się pod drzwi wskazane na wizytówce. Jarchuk ustał na własnych łapach, choć z trudem. Elena odetchnęła cicho i z krótkim tylko wahaniem uchyliła drzwi gabinetu, ostatecznie wchodząc do środka i ostrożnie, z zaskakującą czułością zachęcając psa, by również uczynił te kilka kroków do przodu.
Nie wołała od progu i nie zapowiadała się. Dashkov się ich spodziewał, więc nie sądziła, by miała powód wydzierać się wniebogłosy, że już są.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Sob 29 Wrz 2018, 17:03
Musieli jedynie się dotrzeć. Znaleźć nić porozumienia, którą w tym przypadku niechybnie stanowiło dobro zwierzęcia i udzielnie mu jak najszybciej fachowej pomocy. Po tym rozmowa szła zdecydowanie lepiej niż można było się tego spodziewać po stosunkowo niefortunnym początku. Posiadając najbardziej niezbędne informacje oraz zapewnienie, że nie musi wysyłać po stworzenie dodatkowych par rąk do pomocy dla Eleny, Vitaly razem z Petyą udali się do kliniki Dashkova, by w oczekiwaniu na przybycie pacjenta niezwłocznie przygotować wszystkie potrzebne do zabiegu rzeczy, a przede wszystkim wzmocnić zabezpieczenia. Ostatnie, czego potrzebowali, to rozproszenia i nieoczekiwanych gości.
Kiedy więc Tyanikova zjawiła się na miejscu, czekający na nią przy wejściu Petya wskazał, gdzie powinna się udać, a następnie zaczął nakładać na gabinet szereg zaklęć maskujących. I został już na swoim miejscu, na niewielkim taborecie postawionym przy drzwiach wejściowych, nie zamierzając wchodzić w drogę temu, co ze sobą przyprowadziła kobieta. Bydlę było niemal trzykrotnie większe od normalnego psa i wyglądało zwyczajnie paskudnie nie tylko ze względu na poparzenia.
Vitaly na szczęście nie miał jakiegokolwiek problemu z zaakceptowaniem nowego pacjenta. Spodziewał się, co może przyprowadzić ze sobą Elena, chociaż wyobraźnia nie podsunęła mu jedynie, że to dość rozległe oparzenie będzie… Aż tak rozległe. Natychmiast sięgnął po sporych rozmiarów buteleczkę ze środkiem usypiającym.
- Biedactwo! Kto ci zrobił taką krzywdę? Cśś, spokojnie, zaraz przestanie cię boleć – zwracał się wyłącznie do jarchuka, nawet nie podnosząc głowy na Elenę, jakby dając jej tym samym do zrozumienia, że nie ma obowiązku odpowiadać na jego pytania. Obszedł zwierzę dookoła, szukając najmniej uszkodzonego przez płomienie fragmentu ciała, w które mógłby się wkłuć, a kiedy wreszcie mu się to udało, za pomocą zaklęcia delikatnie i nie bez problemów przeniósł ciało stworzenia na stół. Nawet pozbawiony przytomności jarchuk okazał się być niezwykle odporny na czary. – Jeśli chcesz, by jak najszybciej wrócił do pełni sił, będziesz musiała ograniczyć używanie przy nim czarów i w ogóle kontakt z magią. Będzie to możliwe? Jarchuki są odporne na magię, ale to nie znaczy, że nie odczuwają jej działania. A w takim stanie, kiedy jest niedysponowany, doświadcza jej jeszcze bardziej, co wcale nie jest pomocne w regenerowaniu – wyjaśniał w trakcie pracy, z pietyzmem nakładając na oparzenia spore ilości intensywnie ziołowej maści, której ostry zapach w niedługim czasie wypełnił całe pomieszczenie i chyba jedynie dzięki boskiemu wstawiennictwu nie wyrwał gwałtownie psa z objęć Morfeusza.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Nie 30 Wrz 2018, 11:50
Tym razem bez oporów podporządkowała się instrukcjom, podobnie jak nie sprzeciwiała się, gdy Dashkov zaczął rozmawiać - cóż, a przynajmniej przemawiać do - nie tyle z nią, co z jarchukiem. Co więcej, ten specyficzny, lepszy kontakt ze zwierzęciem doskonale rozumiała i - na wszystkich bogów - nawet ją rozczulał. Wszystko dlatego, że bardzo, bardzo go podzielała. Tyanikova nie była odludkiem i zazwyczaj nie miała problemów ze zjednywaniem sobie ludzi, ale wciąż, gdyby miała powiedzieć, w kim ma najlepszego, najwierniejszego przyjaciela, zapewne wskazałaby własnego psa, przywiezionego z Tybetu Vero. Elena pałała do psów miłością ogromną, niczym nieskażoną i teraz, widząc, że weterynarz prawdopodobnie w dużym stopniu je podziela, automatycznie w notesie własnej głowy dopisała mu plus dziesięć punktów w rankingu poznanych osób.
Dla pozytywnego nastawienia Rosjanki nie było bez znaczenia też to, że mężczyzna faktycznie wydawał się nieporuszony tym, że akurat ten przyprowadzony pies jest rasy... Cóż, nazwijmy to - niestandardowej. Prawda była taka, że przecież w tej chwili miałby pełne prawo wysłać tego swojego przydu... no, pomocnika i najzwyczajniej w świecie zadenuncjować ją Białej Gwardii. Elena zaś doskonale zdawała sobie sprawę, że gwardziści - a przynajmniej ich część - tak naprawdę mogła tylko czekać, by zyskać na nią cokolwiek, jakikolwiek pretekst, by móc przyjrzeć jej się bardziej. To, że była zdolnym klątwołamaczem, z którego usług mogli chcieć korzystać to jedno - to, że przy tym z prawem średnio było jej po drodze to zupełnie oddzielna kwestia. Tyanikova nie miała złudzeń - nim jako tako odnalazła się w światku marginesu społecznego z pewnością popełniła błędy. Nie jeden, nie dwa, ale na pewno co najmniej kilka, kilkanaście błędów, które mogły ściągnąć na nią podejrzenia. To, że aż dotąd nie podłożyła się na tyle, by gwardziści mogli wezwać ją na dywanik, w pewnym stopniu graniczyło niemal z cudem. Albo po prostu świadczyło o szalonej trosce Aleksandra i Arkadiusza, którzy mogli pozacierać co nieco potknięć młodej, wykorzystując własne kontakty i, dajmy na to, własny urok osobisty.
Nie zmieniało to jednak faktu, że gdyby przyłapano ją na posiadaniu jarchuka, zapewne żadna pomoc nie byłaby wystarczająca, a ona na korytarzach Kwatery pojawiłaby się dla odmiany niekoniecznie w roli gościa. Z tym, że Dashkov raczej nie wyglądał na takiego, który zamierzałby na nią donieść. Co więcej, Elena zaczynała wyciągać nieśmiały wniosek, że w razie konieczności będzie mogła liczyć na jego pomoc nie tylko dziś, ale także później. Za odpowiednią opłatą, oczywiście, ale to akurat nie było żadnym problemem.
- Będzie - odpowiedziała tymczasem, gdy mężczyzna dla odmiany zwrócił się do niej. Przy odpowiedzi nie zawahała się, choć przecież - nie ukrywajmy - te ograniczanie kontaktów psa z magią mogło być pewnym problemem. Wprawdzie Tyanikova nie snuła bogatych planów wykorzystywania jarchuka jako psa bojowego, tak naprawdę wystarczało jej samo posiadanie nowego, egzotycznego pupila, tym niemniej... Zmarszczyła lekko brwi, gdy nasunęła jej się potencjalnie nieco bardziej kłopotliwa kwestia związana z niewystawianiem jarchuka na magię. Mianowicie - kwestia jego mieszkania.
- Jak się będzie miało do tego przebywanie psa w magicznym pomieszczeniu? - zapytała powoli. - To znaczy, doczarowanym do mieszkania.
To był pierwszy plan Eleny. Jasnym było, że jarchuk nie mógł od tak włóczyć się po mieszkaniu - tak ze względu na obecność innych, niemagicznych zwierząt, samo ryzyko, że ktoś go zauważy, jak też zwyczajną zasadę ograniczonego zaufania. Tyanikova mogła być zachwycona bestią, ale nie zapominała, jakie wiąże się ryzyko z posiadaniem takowego. Nie miała przecież gwarancji, że oswojony zaklęciem jarchuk rzeczywiście takim pozostanie. Nie miała też pewności, że jego potulność będzie stale rozciągnięta także na Aleksandra czy innych, którzy potencjalnie mogliby pojawić się w mieszkaniu - a przecież Elena nie zamierzała doprowadzać do krwawej jatki. To, co nasunęło jej się jako pierwsze, związane było więc z powiększeniem mieszkania. To nie byłby pierwszy raz - podobnie magicznie dobudowany, ukryty był też pokój zapełniony kolekcją jej artefaktów. Na tej samej zasadzie zamierzała zapewnić również wybieg dla jarchuka - z pomocą brata czy wujka Feliksa wyczarować kolejną salkę, w której pies miałby wystarczająco przestrzeni i spokoju, by pokojowo i dobrze egzystować. Jeśli jednak miała nie wystawiać go na magię, to mogło rodzić pewne problemy, dlatego musiała tę kwestię uściślić. Nie chciała krzywdzić nikogo, kto mógłby ucierpieć na obecności jarchuka - łącznie z sobą samą - ale nie chciała również krzywdy psa. Jeśli pierwszy plan okaże się nierealny, będzie musiała pomyśleć nad nowym, równie dobrym.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Pon 15 Paź 2018, 15:45
Był weterynarzem – w dodatku weterynarzem z powołania – trudno zatem, żeby nie posiadał dobrego kontaktu z jakimkolwiek zwierzęciem. Jego przypadek należał do tych bardzo szablonowych – odkąd pamiętał, posiadał niezwykle silną więź ze stworzeniami. Kiedy tylko nadarzała się okazja, sprowadzał do domu – a później do swojego pokoju w Koldovstoretz – chore i słabe zwierzęta, by ich doglądać do czasu, aż nie wrócą do pełni sił. Całkiem odmienną sprawę stanowił natomiast fakt, że Dashkov był też poświstem, co zwyczajnie jedynie ułatwiało mu zarówno samą pracę, jak i kontakt z pacjentami. Nawet jeśli te okazywał się tak trudne w obyciu, jak jarchuki, ćmuki, bazyliszki, wodniki czy taka Elena. Z niektórymi po prostu należało obchodzić się jak z dziećmi i wiedzieć, czym je przekupić.
Na natychmiastową, zbyt szybką odpowiedź dziewczyny pokiwał ostrożnie głową, unosząc z zastanowieniem brwi. Zgodnie z etyką swojej pracy, nie zamierzał zadawać pytań, które nie miały związku ze zwierzęciem i jego bezpieczeństwem po zabiegu. Obawiał się jednak, że porywczość Tyanikovy i jej postawa „zrobię wszystko sama” mogłaby tylko zaszkodzić stworzeniu. Na szczęście nie musiał główkować, jak wyciągnąć z Eleny informacje, które, jak podejrzewał, próbowała ukryć, ponieważ w następnym pytaniu wszystko wyjaśniła. Vitaly westchnął, wcierając w łapy jarchuka ostatnią porcję maści, po czym z nieprzyjemnym odgłosem ściągnął z dłoni rękawiczki, a następnie wytarł ręce w papierowy ręcznik.
- Powiem tak. Gdybyś trzymała go w takim pomieszczeniu, równie dobrze mogłabyś mi pozwolić go teraz uśpić, a męczyłby się o wiele krócej – odpowiedział z powagą, nawet nie mrugnąwszy, kiedy wspominał o pozbawieniu zwierzęcia życia. – Takie pomieszczenie to czysta magia. Pochłaniałby więc jej ilości w dużo większej dawce niż powinien i niż wytrzymałby to jego organizm w obecnym stanie. Więc albo znajdziesz mu bardziej przyjazne otoczenie, albo możemy zakończyć tę sprawę tu i teraz. – W czasie kiedy mówił, postąpił kilka kroków w przód, podchodząc do Eleny i oddalając się na bezpieczną odległość od jarchuka. Bydlak był potężny i, mimo doświadczenia, trudno było Dashkovowi ocenić, czy podana ilość środka będzie wystarczająca, czy zwierzak ocknie się lada moment, tym samym robiąc więcej kłopotów i sobie, i przebywającym w pomieszczeniu ludziom.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Sro 17 Paź 2018, 15:26
Westchnęła cicho. Czyli jednak nie mogło być prosto, łatwo i przyjemnie. Gdzieś podświadomie się tego spodziewała, od pierwszego zastrzeżenia Dashkova, by oszczędzić jarchukowi magii, w duchu podejrzewała, że to jednak utrudni śmiałe, jakże doskonałe plany, które powzięła. Teraz, gdy stało się jasne, że faktycznie będzie musiała je zrewidować, nie pozostało jej nic innego jak... Cóż, zrobić to, po prostu. Wymyślić coś innego. Oczywistym było bowiem, że uśpienie psa nie było żadnym rozwiązaniem. Elena w ogóle nie brała go pod uwagę.
- Nie. Nie, nic nie kończymy - zaprotestowała ostro, tyleż samo ze zwykłego oporu posiadacza, który nie zamierzał rozstawać się zabawką, co ze zwykłej miłości do zwierząt, w zastraszająco szybkim tempie obejmującej teraz także uśpionego jeszcze potwora. - Coś wymyślę - odetchnęła cicho, z zaskakującą nawet ją samą czułością spoglądając na jarchuka. - Nie zrobię mu krzywdy. Nie dam zrobić mu krzywdy - mruknęła cicho, jednak z pełnym przekonaniem.
Chrząkając cicho, w przypływie nagłej potrzeby zbliżyła się do psa i ostrożnie położyła mu rękę na głowie, głaszcząc przez krótką chwilę masywny łeb. Potem znów uniosła spojrzenie na Dashkova. Na ten moment wychodziło, że wizyta została zakończona.
- Jakieś zalecenia poza tym? - zapytała. Ograniczyć magię, to już wiedziała. Ale czy coś jeszcze? - Jakieś opatrunki, smarowanie? - Ruchem głowy wskazała na potraktowane maścią oparzenia. - Wizyta kontrolna? - Uśmiechnęła się przelotnie.
Pozostając tuż obok jarchuka, sięgnęła jednocześnie do sakiewki.
- Ile jestem winna? - To zapewne było najważniejsze pytanie tego wieczoru. Było ją stać, była tego pewna. Miała pieniędzy więcej niż mogłoby wyglądać i niż zazwyczaj się przyznawała. Teraz, niezależnie jaką sumę podałby weterynarz, raczej nie miała w planach negocjować - tak dlatego, że nie uważała tego za potrzebne, Dashkov przecież zrobił kawał dobrej roboty, jak też przez wzgląd, że sam mężczyzna targować się raczej na pewno nie będzie.
Załatwiając z mężczyzną ostatnie sprawy, jednocześnie w głowie układała nowy plan. Plan, którego nie mogła przełożyć, wszystko musiała dokończyć teraz. To sprawiało, że noc bardzo, bardzo się wydłużała, ale... Mniejsza z tym. Da radę. Nie pierwszy raz.
No i, poza tym, wyśpi się po śmierci, nie?
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Wąska uliczka (K)   Sob 20 Paź 2018, 16:14
Vitaly uśmiechnął się nieprzyjemnie, widząc i słysząc stanowczy opór Eleny. To dobrze, że tak jej zależało na tym stworzeniu, że będzie skłonna na jakiś czas wyrzec się wygód, jakie niosło ze sobą użytkowanie magii. To znaczy, że czworonóg trafił we właściwe ręce, a jego po wszystkim nie będzie dręczył choćby cień wyrzutów sumienia, że pozwolił na skrzywdzenie bogom ducha winnego zwierzęcia. Bo, wbrew pozorom, już nie raz i nie dwa bił się z myślami, czy powinien dokończyć finalizację niektórych interesów głównie dlatego, że nie podobało mu się podejście właścicieli do ich pupili. Teoretycznie nie miał w tej kwestii nic do powiedzenia. Układ był nad wyraz prosty: on robi swoje, otrzymuje zapłatę, nikt o nic nie pyta, klienci są zadowoleni. Tyle, że czas powoli weryfikował w praktyce pomysł młodego szczyla, który miał serce większe niż rozum i który chciał pomagać każdemu, bez względu na to, jak na niektóre przypadki patrzyło prawo. Dorosłemu Dashkovowi kręgosłup moralny czasem dawał się we znaki.
- W porządku, bardzo mnie to cieszy – odparł zwięźle, by zaraz znów odwrócić się do Eleny tyłem, aby przy bracie stołu przyszykować nad dziewczyny niewielką paczuszkę, w której znajdowały się najważniejsze rzeczy do pielęgnacji jarchuka. Z całym kompletem, który wręczył Tyanikovej, podszedł do zwierzęcia. – W tej butelce znajduje się środek uspokajający, po którym pies powinien spać przynajmniej piętnaście minut. Tyle czasu powinno starczyć na naniesienie na poparzenia tej maści. Jedna dawka środka to piętnaście mililitrów. – Z pudełka podnosił po kolei każdy z wymienianych specyfików. – Bandaży ani opatrunków ci nie dam, musisz zaopatrzyć się w nie we własnym zakresie i bezwzględnie stosować, ponieważ zwierzę na pewno będzie próbowało się drapać i zlizywać maść. Jeśli zajdzie taka potrzeba, możesz również kupić mu i założyć kołnierz, jeżeli opatrunki nie będą wystarczały i będzie je zrywać. Na wizytę kontrolną możesz liczyć wyłącznie, jeśli po trzech tygodniach rany widocznie się nie zmniejszą i będą wciąż się jątrzyć. Za wszystko należy się dwa tysiące rubli – zakończył lakonicznie, błyskawicznie dokonując wymiany. Sama Elena zniknęła mu z oczu razem z jarchukiem w równie ekspresowym tempie.

Elena z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Wąska uliczka (K)   
Powrót do góry Go down
 
Wąska uliczka (K)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Boczna uliczka


Skocz do: