Навигация

Newska Wyspa
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Newska Wyspa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieNewska Wyspa   Pią 03 Lut 2017, 16:32
Newska Wyspa

Newska Wyspa to nic innego jak ogromne tereny zielone, które dookoła otoczone są rzeką Newą – stąd też wzięła się nazwa tego miejsca. Najczęściej przychodzą tutaj młodzi czarodzieje, zwłaszcza podczas cieplejszych dni. Wówczas jest okazja, aby pospacerować, urządzić piknik z przyjaciółmi czy po prostu pobyć na łonie natury, rozkoszując się przyjemnymi promieniami słońca. Nierzadko także organizowane są tutaj koncerty najbardziej znanych gwiazd w magicznym świecie muzycznym, biorąc pod uwagę ogromną powierzchnię Newskiej Wyspy. Na co dzień jednak pełni funkcję parku, który znajduje się w samym centrum Petersburga. Można więc znaleźć ławki ze stolikami czy przysiąść przy brzegu.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

półkrwi

neutralny

pomoc domowa
http://petersburg.forum.st/t1424-maria-krylenko http://petersburg.forum.st/t1464-maria-krylenko#7267 http://petersburg.forum.st/t1465-maria-krylenko#7270 http://petersburg.forum.st/t1466-anzu-krol-przestworzy#7272
PisanieRe: Newska Wyspa   Sob 27 Sty 2018, 19:09

01.06.1999



Newa o tej porze roku miała w sobie coś... Przyciągającego. Zgodnym chórem uznawało to również okoliczne ptactwo, licznie dziś wznoszące pieśni aż do samego nieba. Słońce świeciło nad horyzontem i miało świecić jeszcze dobre trzy godziny, kiedy Maria wyszła na zarośnięty roślinnością, niewielki taras z naprzeciw siebie ustawionymi ławkami, pomiędzy którymi znajdował się niewielki stolik. Dookoła krzątali się ludzie, matki na spacerze z dziećmi, grupa młodzieży zasiadała właśnie na porośnięte trawą wybrzeże, dla którego wiosenne roztopy były już historią. W umówione miejsce Maria przyszła nieco wcześniej, nie chcąc kazać pannie Smirnoff czekać na siebie zbyt długo. Od mniej więcej trzydziestu minut więc przyglądała się tętniącemu dookoła życiu, sama pozostawała jednak niezauważona. Przynajmniej nie przez ludzi.
Rękę zanurzoną w torebce po sam łokieć odsunęła własnoręcznie uszyty płaszcz, by dobyć spod niego kilka żołędzi, których garść nazbierała po drodze. Ułożyła je na stole i czekała cierpliwie, aż zjawił się przy stole pierwszy gość.
- Częstuj się – zachęciła, podsuwając górę łakoci bliżej, kiedy tylko łapki rudej wiewiórki dotknęły drewnianego blatu. Od kilku ładnych lat miała słabość do gryzoni wszelkiej maści. A najbardziej myszy. Kiedyś jednak z całą pewnością uciekłaby na samo pojawienie się na horyzoncie jakiegokolwiek zwierzęcia. Zwłaszcza, jeśli było ono rozgadane... Jak ta wiewiórka właśnie.
Rozgadane zwierzęta nieco Marię przerażały.
- Obożedziękidziękidzięki pani dobrodziejko, wielkie podziękowania! Dzieci wykarmić muszę cały miot mi ptaszyska wybiły, cały miot, tyle dzieci, a teraz znowu siódemkę mam! Siódemkę, wyobraża sobie pani?! Urwanie głowy, jedno przez drugie jeść chce, co ja pocznę biedna!
Rzuciła się zaraz ze smakiem na pierwszych kilka orzechów, racząc pannę Krylenko następnymi opowieściami o ciężkich zimach i jeszcze cięższych porodach, kiedy zza niskiej brzozy przybiegła w tym zamieszaniu kolejna Pani Wiewiórka. Z nie mniejszym problemem, jak się okazywało.
- Och, nareszcie ktoś nas rozumie! Mnie gniazdo zniszczyli, droga pani, całe gniazdo! Zapasy pochowałam i też mi jakiś hultaj swoim psem je rozgrzebał, pani sobie wyobraża, nic tylko chrust pod nogi, wszystko przeciwko mnie!
- Ej, pani się nie pcha, ja tu pierwsza byłam!
- Jakie pierwsza, ja proszę pani domu nie mam, dzieci w drodze!
- Jakie dzieci?! Moje tu zaraz pomrą z głodu!
- Proszę mnie nie brać na litość ja mam swoje sprawy swoje problemy...
- Litość?! HA, dobre sobie, proszę mnie nie rozśmieszać!
...I tak przez kolejne minuty Maria stała się biernym świadkiem przekomarzania dwóch samotnych matek. Nieludzki jazgot przerywany był pierwszymi, nieśmiałymi jeszcze „rękoczynami”. Choć może lepszym określeniem byłyby „łapoczyny”? Och, tyle pytań! Nad tym panna Krylenko zastanawiała się od ostatnich kilku minut tejże heroicznej walki o przetrwanie gatunku, gdy nagle w ruch u nerwowych Pań poszły zęby. Pisk rozszedł się po najbliższej okolicy, aż ciekawski kruk przysiadł na oparciu jednej z ławek, by przyjrzeć się temu zacnemu widowisku. Ostre jak szpilki zęby drasnęły szyję tej ciężarnej, odrobinę spóźnionej na podwieczorek u Krylenko, a Marii, dotychczas niememu świadkowi scen dantejskich aż zrobiło się słabo. Zdegustowana podniosła się na równe nogi, wyprostowała sylwetkę odzianą w błękitną sukienkę, a obie otwarte dłonie uderzyły z hukiem o blat stolika, rozrzucając żołędzie dookoła. Rozwiany włos zasłonił wizję, groźne spojrzenie jednak nie było do niczego potrzebne, gdy z młodzieńczego gardła wydobył się stanowczy rozkaz:
- SPOKÓJ! NATYCHMIAST!
Kilka głów zwróciło się w jej stronę. Spacerująca ścieżką nieopodal para przyspieszyła kroku, starsza pani w chustce zatrzymała się, by przyjrzeć się wydarzeniu, aż jej zapewne małżonek pociągnął ją za sobą, palcem wskazującym tocząc kółka w okolicy skroni. Blada skóra Ukrainki poczerwieniała aż, nerwowym ruchem dłoni zaczesała włosy za ucho, nim usiadła ponownie. Zdawała się nie zauważać zwróconych w jej stronę przechodniów, widziała jednak. Oj, widziała!
- Pół na pół, albo zabieram wszystkie – dodała już nieco ciszej, dla niepoznaki zakrywając usta dłonią, że niby nos ociera.
Któż spodziewać się mógł, że pewna osoba przygląda się jej uważniej, niż pozostali, przypadkowi ludzie?
Powrót do góry Go down
 
Newska Wyspa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wyspa z domkiem Reito i June
» Wyspa na środku oceanu [Nie istnieje]


Skocz do: