Навигация

Księgarnia „Cichy Zakątek”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Księgarnia „Cichy Zakątek”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKsięgarnia „Cichy Zakątek”   Pią 03 Lut 2017, 16:34
Księgarnia „Cichy Zakątek”

Księgarnia nie bez powodu nosi taką nazwę – położona jest w dość ustronnym miejscu, w którym nie słychać już ulicznego zgiełku i hałasu. Schowany między odrapanymi kamienicami budynek jednak nietrudno dostrzec, gdyż wisi na nim ogromny, drewniany szyld z napisem „Cichy Zakątek”. Od lat zaopatruje uczniów z Koldovstoretz w najważniejsze podręczniki czy przedmioty szkolne. Jest także miejscem, w którym można znaleźć największe bestsellery czy rzadkie książkowe unikaty. Księgarnię aktualnie prowadzi stare małżeństwo pochodzące z Mińska, które kilka lat temu przejęło biznes po swojej dalekiej rodzinie z Petersburga. Na końcu księgarni znajduje się także niewielka, przytulna czytelnia, gdzie można nie tylko coś przeczytać w wolnym czasie, ale także wypić ciepłą kawę lub herbatę.

Powrót do góry Go down
avatar

these violent delights have violent ends

Petersburg, Rosja

25 lat

błękitna

za Starszyzną

amnezjatorka, analityk wspomnień, technik magiczny w Wydziale Technicznym Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1459-diana-aristova http://petersburg.forum.st/t1467-diana-aristova http://petersburg.forum.st/t1468-diana http://petersburg.forum.st/t1480-atos
PisanieRe: Księgarnia „Cichy Zakątek”   Sob 06 Sty 2018, 22:21
Widok, którego nie potrafiłam wyobrazić sobie o poranku: błękitno-biały, wiosenny dzień (niezbyt upalny), ja w niebotycznie niewygodnej spódnicy i cienkiej białej bluzce, ze słomkowym kapeluszem zawieszonym na ramieniu, trochę jak studentka na wakacjach. Stoję niepewnie przed drewnianym szyldem księgarni, pod obcasami zgrzytają drobinki szarego żwiru, przez który gdzieniegdzie przebijają się chwasty i żółte mlecze. Z wnętrza księgarni nie dochodzi żaden dźwięk, jedynie wiatr szumi pośród nadkruszonych elewacji i szepcze odmiennym, ściszonym głosem między otwartymi oknami. Osy brzęczą w powietrzu, echo miasta milknie pomiędzy budynkami i cały świat postanawia zatrzymać się na moment – a wraz z nim zatrzymuję się ja.
Pamiętam.
Barwa wspomnień jest intensywniejsza od kolorów otaczającej mnie teraźniejszości.
Sześć lat temu na pobliskim skwerku stała dziwaczna, bezkształtna rzeźba bogini Mokosz, pewnie już dawno skradziona. Tamtego dnia usiadłam na okalającym ją murku, tym jednym, nieostrożnym ruchem wypłaszając z kępki zeschniętej trawy polną mysz, która zatęskniła za miejskim życiem i przeniosła się do centrum Petersburga – ogarnięta paniką istota przemknęła obok moich stóp jak strzała.
Nie krzyknęłam.
Krzyknął Kazimierz – mimowolnie, bardziej z zaskoczenia niż ze strachu (bo nie bał się niczego), a później, rozbawiony własną reakcją, śmiał się głośno (bo lubił się śmiać) i gładził kciukiem wierzch mojej dłoni (bo kochał moje dłonie). Na kogo więc dziś czekam? Na zmarłego przed połową dekady człowieka, który miałby wyłonić się z wnętrza księgarni i – z ustami wygiętymi w wiecznym uśmiechu – raz jeszcze ujął moją rękę?
Zasmuca mnie moja własna naiwność. Czas i zniszczenie nie oszczędzały niczego, nawet nieco zapomnianego przez świat Cichego Zakątka – jednak zamiast doprowadzić do jego destrukcji, nadały temu miejscu pewien nieuchwytny wdzięk melancholijnego ludożercy. Czegoś, co nęci wonią kurzu, starych książek, zakrzepłego przed latami kleju i co przekształca nas w całkowicie innych ludzi.
Wciąż jednakowo samotnych, ale może – choć przez chwilę – mniej smutnych.
Powoli zanurzam się w półmroku księgarni, zostawiając za plecami rozpaloną majowym słońcem ulicę. We wnętrzu wita mnie leniwy półmrok obciążonego balastem historii pomieszczenia, ta niepowtarzalna synteza papieru, drobinek kurzu wirujących w złotych smugach skąpego światła i ciszy – jedynego dźwięku, który pragnęłam słyszeć.
Intuicyjnie sięgam po pierwszą książkę z półki uginającej się pod ciężarem dziesiątek innych pozycji; nieznana ręka nakreśliła na tytułowej stronie staroświecką dedykację: [i]dla najdroższej wnuczki – dziadek[i]. Ten napis również zblaknął z upływem czasu, tak, jak wyblakło wspomnienie pierwszej właścicielki książki. Zatrzaskuję okładkę z cichym, łagodnym klepnięciem starego papieru oraz skóry i dopiero wtedy, wiedziona dziecięcym nawykiem, by najpierw spoglądać w prawo, dostrzegam jego.
Tysiące minut spędzaliśmy w szkolnej bibliotece, wykrzywiając stalówki piór na naprędce spisywanych notatkach.
Tysiąc lat minęło od dnia, w którym widzieliśmy się po raz ostatni.
Tysiące gwiazd umarło pośród wciąż nienazwanych konstelacji
I zaledwie jeden człowiek, którego śmierć odmieniła mnie na tysiąc sposobów.
Przepraszam — pustka w głowie, pustka w myślach, pustka w nagle zaschłym gardle – mogłabym odwrócić się, zwiesić zwykle dumnie uniesioną głowę i wyjść bez słowa, ale wyparłabym się tym samym ostatniej rzeczy, w jaką wierzyłam.
Własnej sentymentalności i wiary w cuda.
Dionisie?
Zmieniliśmy się. Oboje.
Czy choć jedno z nas na lepsze?
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

25 lat

czysta

neutralny

dziennikarz w Novyim Mirze
http://petersburg.forum.st/t1256-dionisie-caragiale#5009 http://petersburg.forum.st/t1257-dionisie-caragiale#5025 http://petersburg.forum.st/t1259-dionisie-caragiale#5029 http://petersburg.forum.st/t1258-decebal#5027
PisanieRe: Księgarnia „Cichy Zakątek”   Pią 12 Sty 2018, 16:48
Tęsknię za Bukaresztem.
Brakuje mi szarej codzienności, żeby co piątek móc usiąść na Lipscani w akompaniamencie bałkańskiej muzyki, głośnych rozmów i niekontrolowanych śmiechów najdroższych memu sercu przyjaciół; wieczorów spędzonych przy jeziorze Herăstrău czy samotnych spacerów po Calea Victoriei, którą znam na pamięć. Z zadumą w oczach podziwiałbym przy tym po kolei Palatul Cantacuzino, a potem Ateneul Român, do którego w dzieciństwie często chodziłem z rodzicami i Livią na koncerty najlepszych orkiestr na całym świecie. Jak zawsze zatrzymałbym się na chwilę z szacunku dla przeszłości na Piața Revoluției, żeby oddać hołd wydarzeniom kończącym epokę Ceaușescu z 1989 roku. Po drodze wstąpiłbym do Pasajul Macca-Vilacrosse, by napić się kawy tureckiej i oddać się ulubionej lekturze – w końcu zawsze mam jakąś książkę na dnie skórzanej torby, którą zwykle noszę przewieszoną na prawym ramieniu. W takie dni jak dzisiaj mógłbym jeszcze pojechać pociągiem do Konstancy, słonecznego miasta, które niegdyś nosiło wdzięczną nazwę Tomis. Wiedziałaś, że to właśnie tam został zesłany słynny Owidiusz i napisał „Tristia”, jedno z jego najważniejszych dzieł poetyckich? Może i ja, w podobnej, choć nie identycznej sytuacji życiowej, zdecyduję się iść tymi samymi krokami? Ile mam w sobie tęsknoty do ojczyzny? Tyle samo, co on, a może znacznie mniej? Pytania bez odpowiedzi.
Paryż Wschodu zamieniłem na Wenecję Północy. Odkąd mieszkam w Petersburgu, próbuję wyrobić swój rytm dnia i uczyć się miasta na nowo. Nie jest to dla mnie łatwe, a przynajmniej nie tak, jak wyobrażałem to sobie na początku. Nie chcę jednak przy tym żałować, że ostatecznie postawiłem wszystko na jedną kartę i znalazłem się właśnie w Rosji. Nie zrobiłem wszak tego dla siebie, ale dla Livii. Wiedziałem, że nie będzie potrafiła odnaleźć się w Paryżu, który niemal od zawsze figurował na mojej liście. Nie znała dobrze francuskiego, ani nigdy nie interesowała się kulturą Francji. W przeciwieństwie do mnie, choć mam tutaj niezwykle bliskich przyjaciół, była za bardzo związana z Petersburgiem, do którego od kilku lat chciała iść także na studia, dlatego absolutnie nie mogłem postąpić inaczej i brutalnie pozbawić ją marzeń. Odkąd niespodziewanie zmarła mama, a papa zamknął się w swoim świecie, to ja bez zastanowienia przejąłem opiekę nad Livią. Od tego momentu musiałem więc mieć na uwadze nie tyle, co własne dobro, lecz i mojej młodszej siostry. Chciałem stworzyć nowy Dom, do którego będziemy mogli wspólnie wracać, ale do tego niewątpliwie potrzeba nam jeszcze czasu. Z początku wydawało mi się, że nie będę miał problemu, by po sześciu latach na nowo się zaaklimatyzować, jednak wcale tak nie jest – czuję się dziwnie obcy, choć nikomu o tym nie mówię.
Dlatego uparcie szukam swoich miejsc, które byłyby moimi ulubionymi, by nie być już dłużej cudzoziemcem; gdzie codziennie mógłbym pić kawę turecką po pracy z widokiem na panoramę Petersburga, a co wtorki chodzić do ulubionej księgarni, pozwalając sobie przy tym na drobne przyjemności związane z zakupem nowej pozycji. „Cichy Zakątek” był dzisiaj przypadkiem na mojej drodze, gdy postanowiłem skryć się przed majowym słońcem, choć jeszcze nie tak ciepłym i intensywnym, jakie zapewne teraz jest w Bukareszcie. Nie byłem w tym miejscu od lat, zapewne od momentu, w którym powróciłem po Koldovstoretz do domu, jednak mam nieodparte wrażenie, że od tamtej pory niewiele się tutaj nie zmieniło – ściany budynku wciąż są tak samo odrapane, jak nie bardziej, a właściciele, państwo Hadleŭski, niezmiennie uśmiechnięci i zadowoleni z życia, mimo że nieco już starsi. Po krótkiej rozmowie odnośnie lat minionych i najnowszych bestsellerów w świecie magicznym, zawędrowałem między regałami z książkami historycznymi, które przykuły dziś moją szczególną uwagę. Po kilku (a może kilkunastu?) minutach zatracenia w raju, niespodziewanie usłyszałem swoje imię. Dionisie. Odwracam się bez zastanowienia, z ciekawością w oczach przyglądając się jasnowłosej kobiecie, która je przed momentem wypowiedziała. Zaraz, zaraz, czy to jest…?
- Diana? – powtarzam z niepewnością w głosie jej imię, jakby absolutnie nie dowierzając, że udało mi się ją tutaj spotkać. Nie widzieliśmy się od dawna, choć doskonale pamiętam, jak w Koldovstoretz spędzaliśmy wspólnie czas w szkolnej bibliotece. Cóż za przypadek, że znów spotykamy się wśród książek. – Nie wierzę, że to ty! Petersburg mnie coraz bardziej zaskakuje – dodaję bez namysłu, z przyjemnością pozwalając sobie na delikatny, lecz radosny uśmiech skierowany w stronę dawnej koleżanki. Czy sześć lat minęło nam jak jeden dzień? Powiedz mi, ile masz w sobie jeszcze ze starej Diany, a ile ja z tego przemądrzałego chłopca, którym byłem? Zostało coś ze starych nas, czy może jesteśmy już zupełnie inni? Wypiękniałaś, Diano, choć przerażający smutek dostrzegam w twoich oczach.
Czy chcę wiedzieć, na ile się zmieniliśmy?
Chcę.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Księgarnia „Cichy Zakątek”   
Powrót do góry Go down
 
Księgarnia „Cichy Zakątek”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Księgarnia


Skocz do: