Навигация

Café Scheherazade
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Café Scheherazade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieCafé Scheherazade   Pią 03 Lut 2017, 16:36
Café Scheherazade

Mimo że postać Scheherazade, głównej bohaterki baśni „Księgi tysiąca i jednej nocy”, jest dobrze znana mugolom, to nie zdają sobie oni sprawy z tego, że była także czarownicą arabskiego pochodzenia, która miała ogromny wpływ na rozwój magii. Zyskała niezwykle dużą popularność na ziemiach ruskich, zwłaszcza że podczas jednej ze swoich dalekich podróży odwiedziła Nowogród Wielki, którym była oczarowana. To właśnie na jej cześć para szkolnych przyjaciół – Alyosha i Mefodiy – zdecydowała się założyć ponad dwadzieścia lat temu Café Scheherazade. Przestrzeń niedużego lokalu urządzono bardzo przemyślanie. Ściany oblano purpurą i starym złotem, przy przejściach zawieszono kotary z kolorowych koralików, a w kątach ustawiono fantazyjne donice z tropikalnymi roślinami, które rosną za pomocą magii. Na stołach z kolei położono zapachowe świece roznoszące przyjemny zapach. Lokal bez wątpienia przyciąga orientalnym wystrojem i egzotyczną atmosferą w towarzystwie muzyki, świeżo mielonej kawy czy libańskiego wina.

Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 03 Kwi 2017, 21:38
Och, tylko mam nadzieję, że nie pomyślałeś sobie, drogi Karlo, że tymi wzmiankami o moich kuzynach uznaję ich zachowanie względem pań za najpiękniejsze, co może mnie kiedyś spotkać. Wcale tak nie było. Uważałam, że najpiękniejsze są gesty szczere, dlatego też urzekło mnie twoje gwizdanie i wypowiedzi, które przecież nie są szlacheckie. Bo momentami miałam dość manier. Na przykład na kursie bezpieczeństwa maniery są zbędne. Uczę się walki i obezwładniania, nie ma w tym nic pięknego i na pewno kłóci się z moim idealnym obrazem panienki z dobrego domu. Bo nie do końca chcę nią być. Właściwie jestem pewna, że to tylko otoczka, maska ubierana pod publiczkę.
Wspominałam, że lubię cię słuchać? Właściwie zawsze tak było, że Karlo Mrkšić był tym z naszej dwójki, który częściej gadał. Ale nie było w tym nic nieznośnego, bo zawsze mówił ciekawie. Tak jak na przykład teraz. Zdążyłam sobie już nawet wyobrazić brata bliźniaka, co nie było oczywiście szczytem wyobraźni. Ale w mojej głowie był on prawie jak żywy i zaskakująco różny od Karlo, z którym rozmawiałam.
Słucham więc opowieści z zapartym tchem, akurat gdy przechodzimy obok kiosku. Oczywiście, że w oczy rzuca mi się nazwisko Wrońskiej, więc przy "jakaś taka" od razu myślę o niej. Nim zdążę sama ugryźć się w język, mówię.
- Pewnie masz na myśli pannę Wrońską? Uszyła suknię ślubną mojej siostry. - ta informacja wydaje się na pierwszy rzut oka zupełnie zbędna, ale dla mnie staje się punktem wyjścia do kolejnych fantazji, bo skoro Aisa miała już dwóch narzeczonych, z czego jeden zapadł na śmiertelną chorobę przed ślubem... Dita powinna także szukać sobie kawalera. Ale jej nie ciągnęło do żeniaczki. Wiedziała, że prędzej, czy później to nastąpi, jednak jeżeli nad czymkolwiek z tej materii mogła się zastanawiać, to nad tym, czy Jadzia Wrońska zgodzi się i jej uszyć suknię ślubną. A w takim razie, może wyjdzie ona także spod rąk brata Karlo?
Milczę jednak na temat naszego rozmijania się, bo masz rację, takie rzeczy się zdarzają. Staram się jednak skierować moje myśli na inny tor, bo idziemy do kawiarenki inspirowanej południem, Arabią i baśniami. Czyż to nie wspaniałe połączenie? Dziwnym zbiegiem okoliczności wiem, gdzie znajduje się ten przybytek. Nigdy nie byłam w środku, ale silny zapach świec zawsze wabił moje zmysły. Cieszę się, że mogę tam zawitać właśnie z tobą.
- Właściwie to wolę wino niż kawę... - zaczynam powoli, jakby starając się usprawiedliwić fakt, że kawy nie lubię, po prostu jest za gorzka. Piję natomiast dużo herbaty, prawie codziennie, wina jedynie od święta. Jednak według moich kalkulacji jeżeli zaczniemy już teraz, to do rana powinnam wytrzeźwieć. Nawet z największej ilości alkoholu, choć do niego nie jestem przyzwyczajona nawet w najmniejszym stopniu.
Ale w końcu jesteśmy. Popycham drzwi, wchodzimy. Czuję się, jakbyśmy przechodząc przez te drzwi trafili do zupełnie innego miejsca. Czy to nadal zimny Petersburg? Czy już Turcja i kraje sąsiednie? Wstrzymuję na chwilę oddech zachwycona wystrojem tego miejsca. Chwilę później wsuwam jedną dłoń w rękawiczce między koraliki, torując sobie przejście. Jest jeszcze wcześnie, jesteśmy pierwszymi z gości.
- Może tutaj? - pytam się, wskazując głową na stolik ustawiony zaraz przy oknie. Pomimo ustawienia prawie na widoku z ulicy, miejsce wydawało się naprawdę przytulne. Mogłabym od razu zająć tam miejsce, ale wolę, by sam zdecydował.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 03 Kwi 2017, 22:26
Być może powinien zaoferować jej ramię, chociaż przeszli ledwie kilka przecznic. Bruno jednak z przyzwyczajenia wcisnął ręce do kieszeni, być może w nadziei, że jednak znajdzie się w nich papieros, albo chociaż gąbka do szpilek, którą mógłby poobracać w palcach. Kiedy wymieniła nazwisko Wrońskiej przygryzł dolną wargę powstrzymując uśmiech. Zauważył, że idąc ulicami na pamięć minęli nawet „Aksamit” i mógłby coś jeszcze napomknąć o sobie, ale zamiast tego mruknął jakiś niewyraźny dźwięk mający być potwierdzeniem przypuszczenia Dity (Karlo czuje się mniej komfortowo rozmawiając o zawodzie Bruna; jest z niego niezaprzeczalnie dumny, ale nigdy jakoś nie chciał, by go nauczyć choćby przyszyć sobie guzik).
- Nie wiedziałem, że wyszła za mąż. – małżeństwo było, podobnie jak bogactwo, abstrakcją w życiu Bruna przez dziewiętnaście lat, jedenaście miesięcy i… kilka dni. W każdym razie przez jego zdecydowaną większość i teraz dopiero na dobrą sprawę zdał sobie sprawę, że za rok, może dwa mógłby się już ożenić. Kiedyś ludzie tak robili, tak było normalnie. Więcej dzieciaków miało rodziców.
Bruno nie jest raczej predysponowany do pokładania wiary i nadziei w instytucji małżeństwa, ale podobają mu się welony. Takie długie, co się ciągną po podłodze. Z perełkami albo koronką. Z haftowanymi konwaliami; Bruno lubił haftowanie, ale to element fachu krawieckiego, przy którym najbardziej ucierpiały jego palce.
- Ale oficerki chyba nie żenią się tak szybko, co? Tak się w ogóle mówi: oficerki?
Z tego, co kojarzył, na pewno są takie buty, dość szykowne, ale i tak niezręcznie porównywać do nich ambitną panienkę. Na szczęście dotarli w międzyczasie do kawiarni; Bruno bardzo ją lubił, chyba najbardziej w całym Petersburgu; przychodził tu podczas przerw, czasem kupował na wynos baklavę.
Przypominało mu się tutaj to, co mógłby pamiętać, a jednocześnie przecież nie do końca: elementów śródziemnomorskich było tu akurat wystarczająco, by było mu przyjemnie, ale nie niezręcznie.
- Tak, pewnie, gdzie chcesz. – Ludzie i tak się za nim nie oglądali, a przez okno mogli złapać kilka promieni słońca. Albo krople deszczu, które zburzyłyby iluzję stworzoną przez kolorowe tkaniny i korzenne zapachy.
- Usiądź, przyniosę ci. – Bruno niewiele się zastanawiał, czy powinien już jej powiedzieć, że on jest Bruno a nie Karlo. Bo skoro woli wino już dziwił się mniej, dlaczego spośród tłumku adoratorek ze środowiska szlachcianek zapewnił sobie jego łobuzerski wizerunek akurat ją zapamiętał i przekazał kilka słów. Ale teraz już nie pamiętał jej na pewno, a przecież wszystko zostaje w rodzinie, czyż nie? Zamieniali się ubraniami, podręcznikami, odrabiali za siebie prace domowe, zastępowali się w pracy zanim Bruna zatrudniono w „Aksamicie” – równie dobrze może zająć się odnalezioną cudownie panienką, której dał chusteczkę.
Zamówił dwie lampki słodkiego śliwkowego wina i postawił przed Ditą bez większej ceremonii. Nie pomyślał przy tym, że ostatnie rubelki z kieszeni padły ofiarą kioskarza. Szczęśliwie się składa, że za barem stał ich dobry znajomy; zanim wyjdzie zagada do niego, żeby na poczet bajery zapisał całą butelkę. To się nazywa męska solidarność.
- To co, na zdrowie.
Muzyka grała cicho, pachniało kawą, od roślin było wilgotno i duszno. Bruno jakby na chwilę zapomniał, jak jeszcze przed chwilą palce sztywniały mu od wiatru; zsunął z ramion płaszcz i rozsiadł się w krześle. Podwinął rękawy koszuli i zaczął z przyzwyczajenia bawić się guzikiem.
- Czemu w ogóle zdecydowałaś się na kurs bezpieczeństwa? Dość szczególny wybór.
Nie dodał, że szczególny dla kobiety, byłoby to hipokryzją. Sam przecież zajmował się zawodowo sprawami ogólnie uznawanymi za odpowiedniejsze dla kobiet.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 03 Kwi 2017, 23:12
Z ramieniem, czy bez, nie robiło mi to kompletnie żadnej różnicy. Z ramieniem najczęściej prowadził mnie właśnie ojciec. Nie wiem, czy jest to podyktowane jego ogólną troską względem mnie (pamiętam tylko, że w okolicach moich narodzin działy się nieprzyjemne rzeczy, tyle mi ojciec powiedział), czy może jakimś dziwnym rodzajem dumy? Od czasu wypadku z narzeczonym Aisy (oczywiście mam na myśli tego pierwszego, a nie nieznośnego Karamazova) takie chodzenie kojarzy mi się zupełnie nieprzyjemne. Bo tak powinien odprowadzić ją nasz ojciec Fyodor do ołtarza. Jednak jeszcze nie miał okazji.
- Bo nie wyszła. Jej narzeczony zmarł przed ślubem. Zachorował zupełnie nagle. Ona była na pierwszym roku studiów, a my wtedy... poczekaj... na początku szóstej klasy. - atmosfera zrobiła się troszeczkę grobowa, powietrze jakby stężało. Nikt nie lubił opowiadać o tragediach rodowych, a zwłaszcza ja, gdy wiedziałam, jak bardzo Aisa przeżywała odejście każdego z jej bliskich. Najpierw umarła jej matka, moja ciotka, ta sama, która nigdy się do mnie nie uśmiechała. Potem umarł on. Chciałam ją wspierać, więc cieszyłam się, że jest w nowym, także aranżowanym, narzeczeństwie, mimo, że Avgust nie był według mnie najlepszym kandydatem. - Ale ojciec znalazł jej nowego narzeczonego. Więc może będzie dane jej ją w końcu założyć. Suknię, oczywiście.
Jakoś nagle zauważam, że trochę z automatu równam krok z tym jego. Czyżby efekty musztry znów wychodziły na światło dzienne? A może to konformizm? Dita, mówię sobie, czas się naprawdę rozluźnić, nie jesteś ani w szkole, ani na uniwersytecie. Luz nastąpił dość szybko, bo pytanie o śluby oficerek jest szczególnie ciekawe.
- Nigdy nie byłam na ślubach oficerek. W sumie... Oficerki to buty, chyba powinno się mówić "pani oficer". - w trakcie zastanawiania się nad tą kwestią marszczę lekko nos, usilnie wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Tak, no to na pewno musiał być tytuł "pani oficer". Może kiedyś doczeka się aż jakiś prikaz językowy wymyśli faktyczną nazwę funkcji dla kobiet-gwardzistek. Właśnie... - Albo wystarczy "gwardzistka". Na jedno wychodzi. W każdym razie moja siostra mając te prawie dwadzieścia lat miała już narzeczonego, u mnie nadal posucha. Ale to nawet lepiej. - uśmiecham się wesoło, wystawiając twarz do słońca, które nieśmiało chciało wyłonić się zza chmur. Lubiłam być panią swego losu i wolałabym sama wybrać sobie narzeczonego. Może mojego starszego rodzeństwa wystarczy na wszystkie małżeństwa polityczne.
Zadowolona kiwam głową i zdejmuję czarny płaszcz z ramion. Dopiero teraz zauważam, jak zimno jest na zewnątrz. Moje nogi zaczynają delikatnie drżeć, przyjmując powoli ciepło z pomieszczenia. Płaszcz wieszam a oparciu krzesła, łokcie zupełnie bezceremonialnie stawiam na blat. Nikt nie musi wiedzieć, poza nim oczywiście, że jestem Ditą Oneginą. Nazwisko to nie wszystko.
Znów namyślam się chwilę, bo to niesamowity zbieg okoliczności. Cieszę się ze spotkania, choć przypomina on raczej scenariusz jakiegoś filmu. Szkoda tylko, że nie mam czasu chodzić do kina, bo bawilibyśmy się świetnie. Z zamyślenia wyrywa mnie znów widok kieliszków. Zapach alkoholu skutecznie podrażnia nozdrza, wraz z przyciszoną muzyką, aromatem kawy i oczywistym zaduchem od roślin, wszystko to sprawiało wrażenie miejsca harmonijnego i pełnego. Cieszyłam się, że możemy być jego częścią. Ja i Karlo.
- Na zdrowie. - odpowiadam, stukam nawet lekko swym kieliszkiem w jego. Próbuję jeden łyk, wino jest słodkie. Bardzo dobry wybór, wytrawne niekoniecznie leżały w centrum moich zainteresowań, a przynajmniej tak zgaduję, bo pić nie mam okazji. Może nie lubię? Teraz nie ma to kompletnie znaczenia. Jest dobre, upijam łyk i odstawiam na moment na bok. Czas odpowiedzieć na pytania.
- Wiesz, to jest trochę tajemnica. - mówię ściszonym głosem, rozglądając się na boki, czy ktoś nas przypadkiem nie podsłuchuje. Będąc pewną, że nie ma wielu gapiów, unoszę się lekko z miejsca, by przechylić się przez stół. Dopiero wtedy, mając usta gdzieś na wysokości jego ucha, odpowiadam szeptem. - Wiem, jak się walczy. I nawet to lubię. Poza tym, tam nie znajdziesz rozkapryszonych panien. - siadam na powrót na swoim krześle, biorę kieliszek w dłoń i chowam swój uśmiech za bordową cieczą. W dużej mierze to były właśnie powody, dla których wybrałam właśnie takie studia. Może później wspomnę o jeszcze kilku. Ale jeszcze za mało wina.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 03 Kwi 2017, 23:55
No tak, dziewczyny są teraz samodzielne, mają swoje ręce, swoje nogi (całkiem niezłe, swoją drogą), a niektóre nawet swoje mózgi! Bruno to się zawsze starał tak myśleć, ale nie udało mu się ostatnio wygospodarować czasu na podobne dywagacje, więc musiał założyć, że – w myśl idei nowoczesności – rzeczywiście tak jest. No to czemu by i miał ją pod ramię prowadzić. Albo czemu by jej miał ojciec narzeczonego wybierać.
Dziwne te stare rodziny. Ciekawe, czy mają motto. Albo herb, jak drużyny piłkarskie. Może choć trochę by z tego zrozumiał.
- Szkoda, przykro mi. – zaserwował jej typową formułkę, nieodzowną, kiedy się słyszy o śmierci nieznajomego. Młodego zawsze szkoda. Początek szóstej klasy? To strasznie dawno. Karlo prawie wtedy nie zdał botaniki, ale był przez kilka miesięcy kapitanem quidditcha. Bruno miał pierwszą dziewczynę i w ogóle nie miał pojęcia, czy to haftowanie ma sens. A ktoś w międzyczasie prawie brał ślub, a na ten ślub prawie poszła dziewczyna, która siedzi naprzeciwko niego przy okrągłym stoliku. Wszystko strasznie abstrakcyjne dzisiaj. – A kochała go, czy tak się nie da u was?
W waszym świecie. Kolejny rozłam, który musiałby przemyśleć, chcąc określić swoją pozycję w kraju, społeczeństwie, zwyczajnie po prostu odnieść się jakoś do ludzi wokół. Coś przecież musi go definiować, skoro nie chce przeszłości. A podają tu dobry chorwacki prosek, widział butelkę na półce. Mógłby jej opowiedzieć.
- A dobrze, jak sobie pani oficer życzy. – zasalutował dwoma palcami (chociaż do gołej głowy się tego nie robi, należy pamiętać) – Ja to chyba jeszcze nigdy na ślubie nie byłem, oficerki ani niczyim. Jakoś mi to nie przeszkadza bardzo.
Co wiąże się bezpośrednio z brakiem zaufania dla instytucji małżeństwa. Bruno w ogóle nie miał jeszcze okazji zebrać kilku raczej standardowych doświadczeń: raz jak miał okazję pójść do teatru, Karlo wmanewrował go w bójkę na pół godziny przed i zakrwawił sobie cały front koszuli. Albo jak mieli się nauczyć konno – to było dawno, nie pamięta już, co im stanęło na przeszkodzie, ale nadal żaden nie umie. Tylko w piłkę potrafią dobrze grać, a Dita pewnie nie umie. Chociaż kilkakrotnie już go zaskoczyła, choćby samym swoim przybyciem (może istnieniem w ogóle?), że kto wie, może jest wytrawnym obrońcą.
Nie zauważył, by siedziała jakoś specjalnie niepoprawnie – nawet gdyby siorbała wino pewnie by nie zauważył. Bardziej intrygowała go ta tajemnica; raczej wątpił, by udawany Karlo zrobił na niej takie wrażenie, by wyjawiła, jaki też sekret ją skłonił do podjęcia takich studiów.
Pachniało kawą, cicho grała muzyka, jakieś czardasze czy co innego. Włosy połaskotały go w ucho, wciągnął powietrze, chyba dziwnie głośno. Dopił wino.
- Tak? Ale to, że wiesz, to chyba nie wszystko, co? Ja też się umiem bić. – Pięściami na oślep to raczej nie to samo, ale wie, że kciuki trzeba trzymać na wierzchu i raczej bywa skuteczny w koniecznych ulicznych starciach. Tak ją podpuścił nieszkodliwie, a może chciałaby się spróbować? Karlo na pewno by zaproponował. Tak czy inaczej, do Gwardii nigdy nie było im śpieszno – nie czuli by się dobrze chyba w żadnym zawodzie zaufania publicznego, za dużo się od takich oczekuje.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Wto 04 Kwi 2017, 00:35
Był to jednak jakiś postęp, że dziewczynom dawało się ostatnimi czasy nawet samemu myśleć. Oczywiście nie za dużo, w zdrowych odstępach czasowych, coby się piękne twarzyczki nie skaziły zmarszczką myślenia. Ja uważam jednak, że względny luz w moim wychowaniu zawdzięczam temu, że jestem najmłodsza. Aisa twierdziła, choć nigdy nie powiedziała tego wprost, że jestem ulubioną córką ojca i dlatego mi tak zawsze popuszczał. Może było w tym ziarenko prawdy, ale postanowiłam korzystać z chociaż części wolności, żal byłoby odpuścić taką okazję.
- Rozpaczała bardzo. Więc wydaje mi się, że kochała. Ale nie wiem, nie rozmawiamy o tym. - wzruszam ramionami, bo co innego mam powiedzieć? Mi się wydaje, że kochała, ale ona stara się to z siebie wyprzeć. Iść naprzód, nie oglądać się za przeszłością. W końcu sama jej to poleciłam, bo po wszystkim strasznie zmarniała. Co do miłości? Nie odpowiadam. Uśmiecham się jednak znacząco, bo przecież ty Karlo nie masz pojęcia, że sam kiedyś byłeś dowodem na to, że "tam u nas" kochać się da. Ale nie musisz o tym wiedzieć.
Przez moment walczę ze sobą, żeby go nie poprawić. Ale niech sobie robi co chce, gdy się wymądrzał jeszcze w Akademii i nie miał racji też go przecież nie poprawiałam. Gdy go tak obserwuję dochodzę do krótkiego, ale treściwego wniosku. Dużo w nim uroku za tą warstwą zmęczenia. A może to tylko mój umysł się męczy?
- Chciałabym być na takim zwykłym weselu. Skromnym, dla najbliższej rodziny. Ostatnie wesele na jakim byłam, dwa miesiące temu, leciało w telewizji. Trochę to straszne. - No tak, kochany kuzyn Ernest i jego małżonka Irina. Magi TV. I Spice Girls. Cała masa ludzi, których nie znałam. Zabawa była szampańska, jednak nadal to nie były do końca moje terytoria. Łaknęłam zwykłego życia, może dlatego wyprowadziłam się z Jekaterynburga i trafiłam tutaj?
Zabawne, bo pragnąc normalności stawałam się elementem nienormalnym w 'moim' środowisku. Nie pasowałam do idealnego obrazu szlachcianki, chociaż chciałam utrzymywać jakieś pozory. Nienaganny ubiór, włosy upięte dookoła głowy. Wypolerowane buty i te maniery, które gdzieś mi znikały, na całe szczęście. Jakby się tak zastanowić, zdecydowanie częściej obracałam się wśród nie-szlachciców. Trafiłam nawet ostatnio w samą paszczę lwa, na spotkania Raskolnikowskie. One dopiero pokazały, jak bardzo jestem rozdarta. Z jednej strony - równość jest wspaniałą ideą, z drugiej nie mogę pozwolić na szkalowanie mojej rodziny. Żyj tutaj tak, z podobnym konfliktem tragicznym. Chciałabym, żeby rozbity nos czy zakrwawiony front koszuli był ważniejszym problemem od polityki.
Znów moczę usta w winie, śliwkowa nuta zostaje gdzieś na końcu języka. Umiesz się bić, Karlo? Nie wątpię, wyglądasz na takiego zawadiakę, ale nie mogę brać podobnych przechwałek poważnie, jest naprawdę spora garstka ludzi, nawet mężczyzn w sile wieku, którzy mogliby ze mną przegrać. Nadal jednak nie dysponuję wystarczającą siłą do powalenia takiego karka, dwa na dwa. Mam za to spryt i godziny spędzone z Yurim Aristovem, który wymyślił sobie, że będzie mnie uczył, jak się powinno walczyć, by wygrać.
- Nie zachęcaj mnie do pojedynku, drogi Karlo. Później będzie nieciekawie, jak na mieście się dowiedzą, że pokonała cię Dita Onegina. - zauważam zupełnie rozbawiona, chociaż wiem, że Karlo to wcale nie musiałby być taki łatwy przeciwnik. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że byłaby to jedna z trudniejszych walk. W końcu walczyłyby też sentymenty. Na kogoś, kogo się lubiło, znacznie trudniej było podnieść rękę. Dodajmy do tego jeszcze, że gdyby jej wykładowcy dowiedzieliby się, że prała się z kimś po mordach, prawdopodobnie sprzątanie uniwersyteckich kibli byłoby najłagodniejszą karą.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 00:59
Trudno powiedzieć, co w takiej sytuacji powinien zrobić nasz skandalicznie nieobyty z płcią piękną Bruno. Usiłować stworzyć atmosferę zwierzeń? Po co, nie bardzo interesowały go rozterki siostry Dity, którą mało, jeśli w ogóle pamiętał. Oczywiście, szkoda tak, ale jednocześnie trochę filmowo stracić przyszłego męża tuż przed ślubem, ale nie powinien raczej wyskakiwać z takim pocieszeniem. I sam wpadł na to!
Od takiego myślenia niedługo mu się pojawi na czole ta niesławna zmarszczka, jeszcze go postarzy. Gdyby nie byli aż tak identyczni, na pewno ludzie zgadywaliby, że Karlo jest młodszy – odkąd Bruno nauczył się szyć ubierał się poważniej od brata, żeby nie oskarżyć go o strojenie się. Na wesele albo pogrzeb, nawet takie transmitowane w Magi TV zawsze gotów.
- Na pewno będzie jeszcze okazja. – stwierdził dyplomatycznie. –Mamy po dwadzieścia lat, to jeszcze za wcześnie, żeby znajomi ze szkolnej ławy masowo się żenili. Powinniśmy jeździć po świecie. Albo leżeć pijani pod stołem, co może się udać jeszcze dziś.
Czy by ją zaprosił na swoje? Gdyby w ogóle udało mu się doprowadzić jakąś pannę aż do ołtarza? Na pewno byłoby kameralne, przyjęcie urządzone byle gdzie, może nawet w mieszkaniu, gdyby dorobił się choć trochę większego. Mogłaby sobie przy nim pobyć tak normalna, jak się tylko da i to bez żadnej równościowej podszewki.
Bruno, i tak znacznie chętniej dywagujący nad polityką niż Karlo, zadowalał się niepodważalnym przekonaniem, że – z doświadczenia – równości nie ma, nie nasłuchiwał więc nagabywań raskolników, a i błękitnokrwistym ze zmęczenia przestawał zazdrościć. Często zastanawiał się, czy nie rzucić tych wątpliwości w pizdu i chociaż na kilka miesięcy przeprowadzić się do mugolskiej części miasta, poudawać trochę, że nawet ten podział nie istnieje.
Ale – czy stanowiły aż taki problem? Siedział tu przecież, sierota o nieznanym statusie krwi ze śliczną panienką jak ze szkła, co to się odgraża, że pokona go w pojedynku. Na różdżki – o, to na pewno. Mógłby co najwyżej spróbować wetknąć jej ją w oko, nic więcej nie potrafi zrobić. Ale mogą chyba potrenować walkę wręcz? Pewnie by mu nie przyszło do głowy, żeby chociaż markować ciosy, mogłoby się to skończyć siniakami. Podobno pomaga, kiedy podmuchać na ała, ale na własnej skórze jeszcze tego nie uświadczył.
- Dita, z całym szacunkiem, nie ma szans, żebym się ciebie przestraszył, przynajmniej póki nie zobaczę. Poza tym, mówiłaś sama, że ostatnio cicho o mnie na mieście. Nieważne co, byle mówili, więc nawet jak mnie rozłożysz jakoś to przeboleję.
Zwłaszcza że wszelkie ewentualne żarty wpłynęłyby na konto Karlo, a do tego on mógłby je bezwstydnie szerzyć. Szczególnie kolorowo malowała mu się taka perspektywa; zresztą, rozłożony na łopatki wcale nie czułby się tak źle – przywykł, by prędzej czy później kończyć na podłodze, kompletnie nieprzytomny albo pochłonięty pracą.
Ale hola. Hola. Niech mu najpierw chusteczkę odda, żeby w razie czego miał czym machać jak białą flagą.
- To za dzielne oficerki. Panie oficer, znaczy się.
Uniósł kieliszek i dyskretnie dał znać znajomemu zza baru, że na poczet bajery być może będzie trzeba otworzyć drugą butelkę.
- A w ogóle ile trwają te twoje studia? Chce ci się jeszcze tyle uczyć?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 11:39
Czy aby na pewno nie było za wcześnie? Gdzieś tam w głowie odbijają mi się echem słowa Svyatoslava, który przecież całkiem niedawno sam pytał mnie, kiedy pokażę mu swój pierścionek. Wiem, że to w dużej mierze były tylko żarty, ale czy na żartach się kończyło? Znów zazębiały się okoliczności mojego wyboru studiów. Mam głupie wrażenie, że gdyby nie nauka (i oczywiście jakiś porządek zaręczyn, bo nie wypada, by młodsza córka została wydana przez starszą, takie zasady), mogłabym właśnie nie siedzieć tutaj z tobą, Karlo, tak spokojnie, we wnętrzu oddającym ducha Bliskiego Wschodu.
A powiem ci, to tak w sekrecie, między nami, że ta muzyka wyjątkowo dobrze współgra z moją dusza i chcąc nie chcąc staję się jakoś bardziej wylewna. Więc wybacz mi, gdy będę cię zasypywać słowami, które cię nie interesują. Jeżeli zwrócisz mi uwagę, na pewno się nie obrażę, bo to znów nie leży w mojej naturze.
- ... albo leżeć pijani pod stołem. - powtarzam jakby do siebie, uśmiechając się przy tym ledwie zauważalnie. Bo może właśnie w tym jest sens życia? By upijać się, winem, szczęściem, miłością, każdą emocją, otaczającym nas światem? Czy to nie właśnie cel tego wszystkiego? Może to właśnie w tym kierunku powinnam iść?
Znów chwytam kieliszek, chwilę przypatruję się jak oglądane przez wino wyglądają moje dłonie. Nadal w rękawiczkach. Mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe, tych rękawiczek, przejmowania się szczegółami i wiecznego paplania. Wszystkie wątpliwości zapijam resztką trunku, która pozostała w kieliszku. Nagle perspektywa leżenia na ziemi i ewentualnego odprowadzania się do domów chwiejnym krokiem wydaje mi się aż nazbyt piękna. Jak z obrazka.
- No dobrze, dobrze. Umówimy się kiedyś na sparing. Tylko musimy mieć przygotowane opatrunki, twoja chustka, choć piękna, nie wystarczy. - początkowo wydaję się poddać jego sile charakteru. Bo wierzę, że walczyłby jak lew gdyby oczywiście musiał. Tak naprawdę to chyba nie ma we mnie tyle odwagi, żeby samej wyzwać go na jakiś pojedynek. Ale nadal to całkiem zabawna sytuacja i mam wrażenie, że miałabym ogromne wyrzuty sumienia, gdyby okazja przeszłaby mi koło nosa.
- I za spotkanie. - dodaję, bo jestem przecież sentymentalna do bólu. Nie minęło jeszcze znowu tyle czasu od skończenia szkoły, jednak dla mnie to przecież cała wieczność. Weles jednak był wielki, pozwalał by zdarzały się takie przypadki jak ten. Teraz tylko pomyślmy, jak sprawić, by nie przegapić takiej szansy?
To już chyba rozmyślenie na czas oddawania chusteczki.
- Cztery lata. Większość trwa trzy, ale stwierdziłam, że skoro już się dostałam, to przeboleję. Nauka nie jest wcale taka zła, to raczej legendy, które narosły dookoła wydziału. - wzruszam ramionami, bo tak naprawdę nie mam nic więcej na swoją obronę czy usprawiedliwienie. Poza faktem, że mogę odetchnąć pełną piersią w Petersburgu bez nadzoru rodziców. Ale chwileczkę! Przecież nadal nie wiem, czym on się tutaj zajmuje!
- Wybacz mi moją ciekawość, ale cały czas tak mówię o sobie... może pochwaliłbyś się czym ty się zajmujesz? - pytam zaciekawiona, jakoś odruchowo przekrzywiając głowę w bok.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 17:55
Miał (a raczej: mieli, bo było to jeszcze w czasach, kiedy nie sposób było znać tylko jednego Mrkśića) kiedyś znajomego, który grywał na akordeonie. Siadywał pod figowcami nieopodal mariny i dostawał marne grosze za swoją grę. Śpiewał przy tym czasem piosenki, niektóre po rosyjsku, miał wtedy śmiesznie zachrypnięty głos. Bruno nie miał pojęcia, co to  za język i nie podobał mu się on wcale a wcale. Wolał, kiedy po prostu grał, a najbardziej to w ogóle, kiedy ludzie zatrzymywali się, żeby klaskać do rytmu.
Tylko raz widział tu kataryniarzy, przechodzili ulicą szybko, zgarbieni, padał jeszcze śnieg. Ciągnęli za sobą katarynki, które bez pochodu dzieci jedzących lody wprowadzały tylko w ponury nastrój zamiast bawić; ich muzyka była smętna, a na większości straszył jeszcze poodpryskiwany lakier. Czy jest aż tak przywiązany do radości? Najwyraźniej. Siedziałby najchętniej w swoim amoku, nigdy nie wyzbywszy się do końca aury dzień wcześniej wypitego alkoholu i może cieszył się trochę bardziej. To wystarczy. Nie musi tańczyć do muzyki, która ożywia Scheherezade, ba, nie musi jej nawet słyszeć zbyt wyraźnie – może sposobem na życie jest pamiętanie wszystkiego przez mgłę i ciągłe wątpliwości, co się zdarzyło naprawdę.
Dita nie wyglądała mu na kogoś, kto ma za sobą wieczory (noce?) z urwanym filmem; wygląda, jakby bardzo lubiła świadomość i kontrolę. Bruno, owszem, był ciekaw, ale nie wszystko naraz. Jeszcze zaschnie jej w ustach.
- Może niekoniecznie teraz, bez obaw. – przyjemnie się siedziało, ale w samo południe trzy-cztery lampki to w zupełności wystarczy. Bruno miał niedługo uporządkować sobie życie, zacząć porządną pracę: nie mógł sobie robić opinii degenerata. Zawsze trwał tylko pomiędzy tymi dwoma ekstremami: albo napady ambicji i pracowitości albo skrajny defetyzm i najtańsze piwo ze sklepiku pod kamienicą, w której mieszka. Zalatuje trochę jakby moczem, nieznośnie kwaśne, ale estetyka jak najbardziej odpowiednia do tych podkrążonych oczu i dziwacznie starannego stroju. Mógłby może w takich stanach uchodzić za zblazowanego paniczyka.
- Niech będzie, załatwię sobie do tego czasu sekundanta. – w oklepanym geście stuknął jej kieliszek swoim. Lubił te, może żenujące, ale utarte zwyczaje, na przykład by stukać się kieliszkami przy toaście albo pić bruderszafta. Lubił upewniać się, że będzie następne spotkanie – każde zapamiętane imię i twarz było kolejną cegiełką dokładaną do fundamentu życia na własną rękę w Petersburgu.
Życia, które równie dobrze mógłby wieść spokojnie nie wyszedłszy z trybu szkolnego: byli i tacy, co namawiali go na studia, choć nie wyróżniał się niczym poza karnością. Na samą myśl jednak o trzech (a co dopiero czterech!) kolejnych latach ślęczenia nad książkami i jeszcze cięższej pracy, niż pamiętał z Akademii, przechodziły go dreszcze.
- No, no. – kiwnął głową z uznaniem, choć było to raczej pro forma. Gdyby wypili jeszcze więcej pewnie w końcu otwarcie zaśmiałby się i nazwał frajerką, bo dała się złapać na dyplom, który nic nie daje. Ludzie często myślą, że bez dyplomu nie ma się przyszłości. Bruno jest raczej zwolennikiem dostosowywania się do sytuacji: musiał nauczyć się funkcjonować w tym świecie w jeszcze bardziej abstrakcyjnej dla większości sytuacji braku posiadania różdżki. I jakoś dał radę.
- Nie bardzo jest się czym chwalić. – odpowiedział powoli, przeczesując włosy dłonią, by zyskać na czasie, odwrócić jakoś uwagę Dity. Nie wstydził się przyznać, ale. No: ale. – To tu, to tam, łapię się różnych prac. – przerwał, by poprawić swoje ułożenie na krześle, a kiedy podjął znowu, uznał za stosowne nieco zboczyć z tematu „swojej” osoby. – Masz może jeszcze kontakt z kimś z naszego roku?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 18:52
Może to wina aury oficerki? Pani oficer. Chociaż jeszcze prawdziwym nie dorastałam do pięt, zabawnym było w ogóle przyjmować założenie, że kiedykolwiek nią się stanę. Taki był cel, faktycznie, jednak kto wie, co stanie się za rok? Może nadejdzie katastrofa, będę musiała wrócić do kochanych kryształów w Jekaterynburgu, albo zostanę wysłana znów do Odessy? Złośliwy los przetnie ostatnie moje powiązania z tym miastem, które dla wszystkich prawie było zbyt zimne, zbyt brudne... Chcę się cieszyć momentami w tym mieście, pokolorować je na własnych zasadach, według swojego pomysłu. Jeżeli ma mi w tym pomóc picie wina w twoim towarzystwie, to w końcu zamęczę. Ciebie lub siebie. Chociaż mam przykre wrażenie, że w tym pojedynku już jestem na przegranej pozycji.
- Hej, odpowiada mi estetyka tanich pijaczków. - mówię w końcu, chyba przekraczając już wszystkie możliwe granice. Jednym tylko stwierdzeniem, więc był to niesamowicie dobry wynik. Ale co miałam dokładniej na myśli, spytasz? Proszę, już rozwijam. - Tani alkohol, tanie fajki, palto narzucone niedbale na ramiona, potargane włosy i błyszczące oczy. Zmęczony głos, przypominający bardziej charczenie niż mówienie. Od tych osób najwięcej się dowiesz o życiu. - co mnie nagle wzięło na filozofowanie? Nie mam pojęcia. Jednak fakt faktem, takie osoby jednocześnie okropnie mnie fascynowały, z drugiej wzbudzały jeszcze większy strach. Idealizacja nie była dobrym kierunkiem, bo wielu z nich było przecież w pewnym sensie kryminalistami, ale z drugiej strony... równie wielu to przecież ofiary. Nie chcę mówić, że systemu, bo to był prawdopodobnie tylko jeden z faktorów... Ofiary życia, nie życiowe. To chyba najlepsze określenie, na jakie teraz wpadłam.
- Nie musisz udawać podziwu, wiem co myślą sobie ludzie o takich jak ja. - mówię w końcu, jednak nie jestem nawet w najmniejszym stopniu obrażona. Ba, rozmowa z tym chłopakiem sprawia mi niewątpliwie dużą frajdę, jakbym znów skakała pomiędzy wymiarami. Chociaż teraz żałuję, że dałam się poznać głównie przez własne nazwisko i szlachectwo, które się z tym wiąże. Może uda mi się go wyrwać na jakiś spacer, gdy zrobi się ciepło? Bez zadęcia, idealnie wyprasowanej czarnej sukienki. Piknik w parku wydawał się nawet uroczą opcją, chociaż może lepiej byłoby po prostu pójść nad Newę i udawać, że petersburskie słońce będzie w stanie nas opalić, gdy leżymy na miękkiej trawie? Ucieczka przed nudzącymi się białogwardzistami, którzy tylko czekają, by wlepić mandat młodym ludziom też mogła wchodzić w grę.
- Ach, rozumiem. - kiwam głową i nie ciągnę go dalej za język - na pierwszy rzut oka widać, że nie czuje się z tym komfortowo, choć nie mogę odwrócić od niego wzroku, gdy przeczesuje sobie włosy. Dopiero po chwili wbijam wzrok w stół. - Z naszego roku... tak naprawdę niewiele osób zostało tutaj. Szczerze mówiąc, jesteś ty i ja. Reszty nie miałam okazji zobaczyć, chociaż są ludzie z wyższego rocznika. Na przykład Bogna, pamiętasz Bognę może? Jest jeszcze Yuri Aristov, pomaga mi trochę na studiach.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 21:30
Ofiara życia – jakie to piękne, szczodre określenie. Gdyby znał je wcześniej, kiedy jeszcze miał za złe, może zacząłby go używać w odniesieniu do siebie i całkowicie… ualternatywnił się? Nadałby znaczenie wszystkim tym rzeczom, którym ona je uparcie odbiera: narodowość, status, oczekiwania, nawet płeć. Sam, kiedy opisywała estetykę taniego pijaczka, co jest notabene określeniem równie ujmującym, pomyślał o mężczyźnie. Kobieta w takim położeniu spotkałaby się od razu z krytyką, ale dlaczego?
Przeczesał włosy palcami raz jeszcze i wyprostował się, jakby chcąc zaprezentować. W okolicy nigdzie nie było lusterka, więc przesunął dłońmi po policzkach. Włosy, na miejscu; oczy – przekrwione i błyszczące, co do słowa. Jakby opisywała go teraz, tak, jak tu siedzi. Ale czegoś brakuje.
- Zapomniałaś o kilkudniowym zaroście. – dodał, dumny, że może być inspiracją. – Czy ja wiem… – zamarkował zamyślony wyraz twarzy, ale nie zastanawiał się zbyt długo. – Dla nich życie to też było kiedyś coś innego. Nie ma co idealizować marginesu. Ja bym nie chciał, żeby przychodzili do mnie po rady.
Gdyby wybrała się w okolice dzielnicy Mahala, nie uświadczyłaby na pewno domorosłych filozofów, a na pewno nie z nieszkodliwego rodzaju, który właśnie opisała. Owszem, drobnych pijaczków w Petersburgu nie brakuje – jeśli przejść się węższymi ulicami nie ma ławeczki, z której nie dobiegłyby nawoływania o drobną pomoc finansową i owszem, niektórzy są rozmowni i sympatyczni. Większość jest po prostu zmęczona i przyzwyczajona, że nikt nie chce mieć z nimi nic do czynienia. Te historie o zapraszaniu na obiad biedaczyny spod baru mlecznego nie zdarzają się aż tak często, a i w nałogu nie ma elegancji.
- No, co niby sobie myślą? – może, a nawet zdecydowanie, stereotyp nie szczędzi żadnej z grup społecznych. Bruno sam na ogół wiele z nich podziela: jest niemal wzorowym produktem zbiorowych oczekiwań w tym względzie. – Nie rób z siebie dziwadła, Dita. Po prostu poszłaś na studia.
Prawda, że być może dziwne skojarzenia prowokuje ten fakt, ale u niektórych i tylko w pierwszej chwili; Bruno nie komentował, wyraził tyle zainteresowania, ile wyobrażał sobie, że oczekiwała i z radością porzuciłby ten temat na rzecz innego. Populacja królików w parku, z którego tu przyszli. Zamorskie podróże. Plany na następne spotkanie. Piknik? Brzmi uroczo, bardzo się ładnie zgrywa z wizerunkiem Dity, która siedzi tu jak na szpilkach w swoich białych rękawiczkach.
A jeśli nie populacja królików ani śmiałe plany, to choćby wspólni znajomi, jakkolwiek może być ich niewielu. Bruno mógłby wymienić może dwie osoby, a i to z niemałym trudem. Nie żeby żałował braku popularności; Karlo nadrabiał za dwóch.
- Bogna, tak. Kojarzę Bognę. – pokiwał głową. Poznał ją przez Karlo, a właściwie najpierw przez jej pierwszorzędne wyroby. Nie znał jej zbyt dobrze, ale zawsze to już coś. – Dziwne, jak wszyscy powyjeżdżali. Gdybyś ty tak miała, to gdzie?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 22:03
- Może masz rację. Przepraszam. - urywam w końcu, bo jest mi zwyczajnie głupio. Nie mam za bardzo okazji do zobaczenia drugiej strony tego przykrego medalu. Do bardziej zaniedbanych dzielnic nie zaglądam wtedy, gdy nie muszę, oczywiście z bardzo prostego powodu - nadal trochę się boję. Mogę udawać niezłomną, odważną lwicę, ale tak naprawdę nie ma to kompletnie znaczenia. Nadal mam typowo kobiece strachy i lęki, nadal boję się ludzi pijanych do utraty świadomości. Prawie tak bardzo jak wszelkiego rodzaju eliksirów, którymi zajmuje się część rodziny, jak i żar-ptaka, jego ognia i jaja.
Widać, że przez moment trochę gasnę. Ale zastanawiam się nad tym wszystkim, może to wina alkoholu, że wziął mnie nagle taki nastrój? Jak na dłoni widać, jak bardzo się od siebie różnimy i nie powiem, boli mnie to bardzo, choć tak naprawdę ty pewnie jesteś już do tego przyzwyczajony i nie zwracasz uwagi. Czy gdybym ja nie zwracała uwagi, mogłabym stać się obiektem nienawiści niektórych osób? Chcieliby mojej śmierci? Ale przecież ja nie staram się zmienić sytuacji z czystej wygody i próby uratowania własnej skóry w godzinie sądu. Faktycznie przejmuję się całą sytuacją. Nie mogę pogodzić dwóch części mojej duszy, może to dlatego.
- Że jak się ma nazwisko, to można wszystko, bez ciężkiej pracy. Że tak naprawdę wiedza do niczego się nie przyda, bo wszystko da się kupić za pieniądze. Oczywiście, jeśli się je ma. - mówię to z dziwnym połączeniem smutku i złości. Dłoń zaczyna mi drżeć, zabieram ją z blatu i kładę znów na sukience. Później znów wzdycham i jeszcze raz patrzę prosto w jego oczy. Tym razem przeprosiny są już nieme, mam nadzieję, że istnieje jeszcze chociaż szkielet tego mostu, którym były połączone nasze umysły. Jeżeli jest choć część tego, co było te parę lat temu, zrozumie. Jestem tego pewna.
- Bogna jest super, co prawda długo się nie widziałyśmy, ale... - przechylam się znów konspiracyjnie, po prostu techniki śledcze prawdopodobnie opanowałam na najwyższym poziomie. Znów jesteśmy całkiem niedaleko siebie, ale wmawiam sobie, że tego wymaga przekazywanie tajnych informacji. - ale niedługo robi domówkę, z Izoldą. Jak chcesz, to wpadaj, na pewno przyjdzie ktoś znajomy. W każdym razie ja będę, więc jak coś to wiesz. - jak coś, to mów, podam ci adres, chyba że wiesz, gdzie można ją złapać. Sama cieszyłam się na spotkanie z koleżanką ze szkolnej ławy. Jeżeli się nad tym poważnie zastanowić, przecież trzymałam się bardziej z ludźmi z rocznika wyżej... nawet, jeżeli działo się to zupełnie przez przypadek. Dopiero przy próbie przypomnienia sobie, kto z ich rocznika został jeszcze w mieście to do niej dotarło.
- Sporo osób było spoza Rosji... Polska, Białoruś, Ukraina, Czechy, kraje bałtyckie, Bałkany... Sama Rosja też jest dość spora. Ja... ja bym pewnie wróciła na Ural. To już i tak kawałek drogi stąd. Za granice mnie raczej nie ciągnie, chyba że do Rumunii. - sporo czasu spędziłam nad albumami ze zdjęciami i książkami podróżniczymi o tym kraju. Nigdy nie było mi dane jednak znaleźć się w nim osobiście, właściwie nie pamiętam, czy kiedykolwiek udało mi się wyrwać ze szponów Mateczki Rosji. Zawsze - albo Ural albo Petersburg. Nie było trzeciej opcji.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 22:36
Tak to już jest, że żaden człowiek nie przeszedł całego miasta wzdłuż i wszerz: niektórych zakątków się boi, inne go nudzą a jeszcze pozostałe – tych po prostu się nie zauważa, bo trzeba napatrzyć się na swoje buty. Bruno czasem zastanawia się, czy to prawda, że kobiety boją się być sam na sam w windzie z mężczyzną, i to do tego stopnia, że czekają, aż pierwszy wciśnie guzik z numerem piętra. Nie może tego ogarnąć swoim prostym umysłem, bo jego nauczono strach moderować pięściami.
- Ale za co ty mnie przepraszasz, daj spokój. – zbył jej przeprosiny, być może dlatego, że jemu się głupio zrobiło. Chciała dziewczyna wykazać zrozumienie, docenić jakoś środowisko, z którego Bruno mniej lub bardziej niezaprzeczalnie przecież pochodzi, a on od razu z kąśliwymi uwagami. Dobrze by było, gdyby – chcąc zostać gwardzistką – była świadoma, jak wygląda świat, gdy się wyjdzie poza główne ulice, ale on nie byłby dobrym nauczycielem socjologii. A po coś w końcu poszła na te studia, może cztery lata wystarczą, by zrozumiała.
Nielicznym zrobiłoby to różnicę, przynajmniej Bruno lubi tak twierdzić. To nie jego sprawa, co kto o nim myśli i czy czasem nie podchodzi do niego, bo ma już stary znoszony płaszcz, albo nie przedstawiono go na salonach. Nie to nie, ludzi jest mrowie, a kiedy się jest dwudziestolatkiem z dużą ilością wolnego czasu łatwo znaleźć towarzystwo.
Ci co mają ją nienawidzić, już to robią i robili to zanim przyszła na świat. Im zostaje wierzyć, że idą do przodu i że nikt ich nie zgarnie za to popołudnie – zdarza się przecież, by pies z kotem spały na jednym legowisku.
- No już, nie przejmuj się, coś tak posmutniała? – dziwnie się czuł, gdy w pobliżu nie było Karlo, który chętnie oferował ramię do płaczu wzruszonym pannom. Trochę wypadło mu z głowy, że to on tymczasowo jest Karlo i powinien stawić czoła sytuacji. Owocem chwilowych wahań było raczej niezręczne poklepanie dłoni Dity, która spoczywała na stoliku. Nie przytrzymał jej na wypadek, gdyby na rękawiczce miał zostać swąd papierosowego dymu.
- Trochę tak jest, fakt. – no jak ma temu zaprzeczyć, skoro idealnie ubrała w słowa najczęstsze przekonanie dotyczące starych rodów? Patrzy się tylko na majątek i na nazwisko, bo do ciężkiej pracy do każdy może iść i sobie na wysokie stanowisko zasłużyć, na dobre pieniądze. – Ale przyznaj, trochę macie łatwiej, co? No, chyba że balet i… i ta, etykieta są tak koszmarne jak się mówi. W tym wypadku chyba zmienię swój światopogląd.
Roześmiał się cicho. Bogna jest super. Często sobie z Karlo robili takie reklamy przed nowymi znajomymi.
- Tak? Dzięki, bardzo ciekawie brzmi, może bym wpadł. I zabrał Bruno, niech się chłopak uspołeczni trochę. – wspomina o sobie niby mimochodem, a przecież też poszedłby na imprezę, a co! Niech sobie nie myśli, że jakiś zahukany jest, tylko w domu siedzi. No właśnie: w domu. Wypadałoby wrócić, przebrać się.
Podróże są o wiele łatwiejsze, kiedy dom to cztery ściany, a nie cały kraj i długie lata.
- Serio mówisz? No nie mogę, takie możliwości, a ty chcesz tam wracać? Ja to bym walił jak w dym gdzieś, gdzie jest ciągle ciepło. Inaczej się żyje, jak dostajesz więcej słońca.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 07 Kwi 2017, 23:19
Rozkładam ręce, bo jakoś nie chce mi się tego wszystkiego tłumaczyć. Do własnej głupoty i ignorancji ciężko jest się przyznać. Jednak zauważyła swój błąd, może przez to, że został jej wytknięty wprost. No trudno.
Co do kobiet, które bały się przebywać w towarzystwie mężczyzn, Dita uważała, że warto było na nich uważać. Szczególnie na nieznajomych. Tak naprawdę miała wrażenie, że podobne nauki opowiada się wszystkim dziewczęciom, każda z nich ma zakodowaną pewną dozę nieufności względem płci przeciwnej. Przyjmuje ona oczywiście różne postacie, niektóre są bardziej ostrożne, niektóre mniej. Ale w takim właśnie świecie żyliśmy, trzeba było mieć sposoby na radzenie sobie ze wszystkim. Nawet z mężczyznami.
- Tak jakoś. Dobra, już nie będę ci marudzić, nie ma po co. To ma być wesołe spotkanie po latach, a ja tutaj nagle wszystkie swoje smutki wylewam. - uśmiecham się w końcu, ostatni raz z tą dozą pokuty i prośby o wybaczenie. Automatycznie sięgam dłonią do kieliszka, znów trochę upijam. Czy tylko tyle wystarczy, bym poczuła znajome ciepło roznoszące się po moim ciele i koncentrujące się głównie w uszach i na policzkach? Nie, nie ma mowy, bym dostała już pijackich rumieńców, w życiu!
- Balet to akurat pomaga w walce. - rzucam, oczywiście nie na temat. Ale faktycznie balet wiele mi pomógł, może nie tylko w kwestii uspokojenia skołatanej duszy po wczesnodziecięcym pobycie w Hotynku, ale dodawało to chociaż trochę do zręczności. Taki bonusik. Poza tym, można było zasadzić bardzo ładnego kopa, nie tylko z półobrotu. Jakby się do tego przyłożyć... Ale nie o tym! - Jeżeli chodzi o start, faktycznie, mamy łatwiej. Bo plecy, te sprawy. Z drugiej strony, od dzieciaków wymaga się więcej. Wy mogliście sobie na spokojnie pograć w piłkę czy latać po okolicy z rozbitymi kolanami i buziami usmarowanymi lodami, a dla wielu z nas jakiekolwiek objawy normalnej dziecięcej zabawy były surowo karane. "Nasz" świat mimo wszystko nie jest taki kolorowy. Jest raczej zgniły. Im więcej w nim siedzisz, tym bardziej to wszystko widzisz. Ja wychodzę z założenia, że uczciwą pracą da się osiągnąć wszystko, bez niczyjej pomocy. I cudzych pieniędzy. Sztuką dla nas jest po prostu znalezienie własnego miejsca w świecie, bez ingerencji w nasze życie. Chcę być niezależną, jeżeli te studia pomogą mi w osiągnięciu celu, będę szczęśliwa. - A jeżeli nie, to pozostaje tylko skoczyć z mostu. Albo z odpowiednią siłą rozbić się na miotle w góry Uralu. Na przykład uderzyć w Narodnają. Nagle się coś tak katastroficznie zrobiło...
- O, tak, weź Bruna ze sobą. Chętnie zobaczę was w końcu razem, a i będzie okazja, żeby przeprosić go w cztery oczy. - próbuję w pamięci wygrzebać ostatni moment, kiedy widziałam tę dwójkę razem. Jednak pamięć mam dziurawą bardziej niż niektórzy ludzie skarpetki. Albo, idąc w porównania częściej spotykane, bardziej niż ser szwajcarski.
- Wiesz, tak naprawdę najlepsze wakacje zawsze spędzałam w Odessie. Tam jest faktycznie ciepło. Ale jestem Rosjanką, lubię zimno. Zimny wiatr, deszcz, alkohol. Nie wiem, czy przeżyłabym te słońce. Wiele cech muszę w sobie jeszcze znaleźć, żeby to jakkolwiek ruszyło. Chociaż skoro mówisz o tym cieple, czemu siedzisz tutaj? Nie jesteś wierny swoim przekonaniom, czy to tak tylko na chwilę? - No właśnie, Karlo. Ktoś tutaj chyba nie był wierny swoim przekonaniom.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Café Scheherazade   Sob 08 Kwi 2017, 21:36
Odessa. Też brzmi pięknie. Bruno niewiele wiedział o Rosji, myślał raczej ogólnikowo, wyobrażając sobie w najlepszym wypadku chłodną zieleń skąpo rosnącej trawy, a w najgorszym – niedźwiedzie polarne na bulwarze w środku miasta. Do niedawna nie znał jej przecież w ogóle, ani poznać nie miał okazji, będąc albo w Akademii albo w Splicie na wakacje. Na mapie nie znał się ze szczegółami: wszystkie kilometry przemaszerowane przez Petersburg musiały mu na razie wystarczyć, posiłkowane marzeniami o tropikach. Zawsze widział w wyobraźni ten sam obrazek: złoty piasek, krystalicznie czysta woda, owoce rosnące w słońcu tuż przy ulicy, hałas i swoboda. To, co pamiętał ze Splitu tylko kilkoma drobiazgami różniło się od obrazków z broszur wycieczkowych reklamujących letnie wypady dla bogatych emerytów.
Mieszkanko w kamieniczce z piaskowca z balkonem i widokiem na morze też pewnie miałoby szczury i skrzypiące deski w podłodze. Tacy jak Bruno nie mogli żyć w pocztówkach, niestety, a z tego, co słyszał: szybko przeszedłby mu na takie życie apetyt.
- Nie wiem, na ile. – przyznał. Nawet gdyby chciał wyjechać, potrzeba na to pieniędzy. Bilet na pociąg sam się nie kupi, o takim na statek nie ma co na razie myśleć. Pokoik sam się nie wynajmie, język sam się nie nauczy. Chcąc, nie chcąc: musi jeszcze zostać. – Może się przemogę jeszcze na kilka lat. Wszystko zależy, czy Bruno dostanie tę pracę. – może brzmiało to… miękko, że nie chce ruszać się bez brata, ale to sobie obiecali. Będą żyć swoim życiem, nie muszą razem mieszkać, ale zostaną zawsze przynajmniej w tym samym mieście. Bruno nie zdobyłby się na zmuszenie Karlo do wyjazdu. Nie jest przecież skrajnie nieszczęśliwy, mógłby nawet powiedzieć, że sprawy się układają.
-Nigdy tak nie myślałem o balecie, muszę powiedzieć. Ale w ogóle nie myślałem o nim zbyt wiele, jakoś nie było okazji. – pewnie chodziła co roku na „Jezioro Łabędzie”. Albo „Dziadka do orzechów”, operowe gmachy pasują do futrzanych kołnierzy i kieliszków drogiego koniaku na rozgrzanie. – Gdybyś chciała się wyrwać na chwilę, daj mi znać. – nie wytrzymał i puścił podpitej dziewczynie firmowe oczko Karla. Z początku przejmowali swoje gesty i mimikę nieświadomie, ale z czasem zauważyli, które przydają się najbardziej i wyćwiczyli, by po tych drobiazgach nie można było ich odróżnić.
Im dłużej przyglądał się twarzy Dity, tym jaśniejsze stawało się, że dziewczę będzie miało problem z wstaniem z krzesła. Oczka się szkliły, policzki ładnie zaróżowiły – wszystko wskazywało na to, że pora kończyć, bo o tej porze nie przystoi, by grzeczna panna bywała bardziej pod wpływem.
- Jakoś wyciągnę go do ludzi. Zapisz mi tylko adres, jakbyś mogła. W ogóle, słuchaj, Dita, może umówimy się na takie porządne spotkanie po latach? Miałem spotkać się z Bruno jakąś godzinę temu i chyba muszę już iść. Strasznie cię przepraszam.
To nie była do końca prawda, ale Bruno miał ogromne przeczucie, że gdzieś jednak się spóźnia. Dopił swoje wino i narzucił płaszcz na ramiona.
- Odprowadzę cię, jak chcesz. Jeszcze trochę zanim zostaniesz oficerką, a tu nigdy nie jest zbyt bezpiecznie. – próbował nie dać po sobie poznać, że obawiał się, że Dita się mu wstawiła, ale stanął za jej krzesłem i odsunął, gotów ubezpieczać, gdyby się zachwiała i upadła, ciągnąc za sobą ciężkie zasłony w kolorze kurkumy.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Café Scheherazade   Nie 09 Kwi 2017, 00:32
Więź, która łączyła rodzeństwo była naprawdę szczególna. Zastanawiałam się, czy moje relacje z Aisą mogłyby wyglądać trochę inaczej, gdybyśmy były zrodzone z tej samej matki. Gdybyśmy były faktycznie pełnokrwistymi siostrami, nie tak, jak teraz, połączonymi jedynie osobą naszego ojca. To, że Fyodor Onegin miał swoje za uszami było z początku skrzętnie ukrywane, później nikt nie robił już z tego problemu, skoro na stałe tak naprawdę związał się z moją mamą. Swoją misję spełnił - napłodził dzieci ile mógł, zajął się polityką rodu, więc... to, co robił po godzinach zostawało słodką tajemnicą. Nadal jednak zastanawiałam się, czy byłabym bliższa Aisie, gdyby nie piętno bycia tym dzieckiem, które zabrało jej ojca. Tak naprawdę zachowywać się jak siostry zaczęłyśmy dopiero od paru lat. Zazdrościłam Karlo i Bruno tego, że zdecydowali się być chociaż w pewnym zasięgu razem. Miałam wrażenie, że żadna z nas nie mogłaby się zdobyć na aż takie poświęcenie. Ją ciągnęło przecież do Ufy, mnie do Odessy. Tego nie dało się pogodzić.
- Musisz go naprawdę bardzo kochać. Dbaj o niego, wydaje mi się, że to dobry chłopak. - czy to już czas na pijackie wyznania? Może tak, może nie. Raczej rozplątał mi się język, jeszcze bardziej niż wcześniej. Albo może była to tylko swobodna obserwacja? Nie musiałam być znowu tak bardzo spostrzegawcza. Więź pomiędzy bliźniętami, według wszystkich podań i legend, była wyjątkowo silna. Poza tym, mieli przecież na tym świecie tylko siebie. Na samą myśl o tym wszystkim znów zrobiło mi się przykro i słowo daję, oczy rzeczywiście się zeszkliły.
Ale jak coś, to nie było wzruszenie, tylko efekt alkoholu.
- A szkoda, kiedyś zabiorę cię na jakiś występ, o. - w tym momencie to nawet mogłabym specjalnie dla niego znaleźć jakąś szkołę tańca i wykupić mu cały rok lekcji. Kto wie, może wykupiłabym podwójnie, bo może Bruno też chciałby nauczyć się tańczyć. Zawsze brakowało mi męskiego partnera, bo niewielu mężczyzn interesuje się baletem. Gdy taki się pojawi, staje się oczywiście natychmiast najpopularniejszym w całym gronie i każda chciałaby z takim panem tańczyć. Może ja też znalazłabym gdzieś w kufrze moje pointy?
Na te oczko reaguję oczywiście bardziej, niż wylewnie. Krótkie "och~" i dotknięcie policzka jest już jakby gwoździem do trumny. I w tej chwili mam jedną, jedyną prośbę do swojej świadomości. Proszę, kochana, nie pozwól mi tego pamiętać, bo spłonę wstydem przy naszym najbliższym spotkaniu.
- Ach, tak, tak. To jeszcze chwileczkę, już wyciągnę ci notes... gdzieś go posiałam... - przechylam się na siedzeniu, by sięgnąć do torby. Po krótkiej chwili wyciągam jeden z notesów, trochę nazbyt uważnie wyrywam kartkę, jeżeli oczywiście patrzeć na mój obecny stan. Skupiam się nawet za bardzo gdy piszę, bo litery wyszły mi dzisiaj jak najwspanialsza kaligrafia. Dwa adresy. Bogny i Izoldy oraz mój własny. Tak na wszelki wypadek, jakby zapomniał. Przesuwam kartkę po stole, prosto pod jego nos. - Proszę. Leć do Bruna, pewnie się o ciebie martwi. - macham ręką na te jego przeprosiny, bo przecież nic się nie stało. I tak cały dzień mam już wystarczająco upiększony. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak przyjemnie, naprawdę. Może to sprawka wina, może miłego towarzystwa albo duchoty połączonej z dźwiękami muzyki.
Na całe szczęście udało mi się samej wstać. Nogi faktycznie były troszkę osłabione, jednak nadal nie na tyle, by zatracić równowagę. No może poza tym jednym przypadkiem, gdy ubierając swój płaszcz oparłam się o jego ramię i zdążyłam jeszcze wyszeptać.
- Wyjdź na dwór, bo się zgrzejesz. Zaraz do ciebie przyjdę. - chociaż bardziej brzmiało to jak pijackie świergotanie. Oczywiście, że wykorzystam propozycję odprowadzenia. Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju od dłuższego czasu. Kiedy wiedziałam, że Karlo nie patrzy, podeszłam do barmana i wręczyłam mu banknot. Wydawało mi się, że pokryje koszty wina z napiwkiem. Słowa o zajęciu Karlo nie pozwalały mi być spokojną o jego budżet.
W końcu znów przedostałam się przez zasłonę z koralików i znów przywitał nas wiosenny, petersburski wiatr. Niedługo potem zniknęliśmy już z pola widzenia. Jeszcze nawet nie dwudziestolatkowie.


z/t x2
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Bułgaria

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 21 Lip 2017, 23:31

27.04.1999

Szła spokojnie ulicami, niezauważona. Dla wszystkich innych przechodniów, była tylko kolejną kobietą, która przechodziła tędy. Nic szczególnego, kolejna mało charakterystyczna jednostka w tłumie innych. Uwielbiała to uczucie, kiedy mogła się stać po prostu anonimowa. Piękna cecha większych miast, możesz mieć paru znajomych, przyjaciół... Ale wychodząc gdziekolwiek, prawdopodobieństwo, że ktoś cię rozpozna, jest niewielkie. Dawało jej to dziwne uczucie bezpieczeństwa, nie żeby była strachliwa. A może i była? Czasami. Jednak nigdy nie czuła się dobrze pośród ludzi, jakiegoś większego zbiorowiska. Jakby zaraz z tłumu miałby wyłonić się jej martwy ojciec i skatować ją za złe maniery przy stole, czy że spłoszyła potencjalnego kandydata na męża. Minęły już lata, jednak ten koszmar dalej się za nią ciągnął. Nikomu jednak o tym nie mówiła, w końcu nie chciała być uznawana za wariatkę, chociaż i tak wiele osób już ją tak widziało, to nie było potrzeby dolewać oliwy do ognia. Jest samodzielną, silną kobietą. Niedługo podejmie pracę w sierocińcu, może to ociepli trochę jej wizerunek. Co prawda nie jest to normalny sierociniec... Ale nikt nie musi o tym wiedzieć, prawda?
Weszła powoli do kawiarni. Pierwsze co zrobiła, to zaciągnęła się tym charakterystycznym zapachem świeżo mielonej kawy i aromatem z świec zapachowych. Lubiła to miejsce, dlatego kiedy umawiała się ze swoim przyjacielem na spotkanie, wybrała akurat to. Nie spowodowała tym raczej zdziwienia. Konstanty wiedział, że Vera bywa tu dosyć często. Ostatnio nie mieli czasu się spotkać, każdy był zajęty własnymi sprawami, życiem. Ona kręciła się częściej w okolicach sierocińca, w którym miała podjąć pracę po otwarciu, a on musiał się zająć zbliżającym się ślubem. Jednak udało się w końcu dopasować grafiki i spotkać się na mieście, przestać być przyjaciółmi jedynie na listownym papierze. Nie żeby Verze to przeszkadzało, ale czasem nawet i ona musiała gdzieś wyjść. Usiadła przy wolnym stoliku, na razie nie zamówiła niczego, poczeka z tym na przybycie Konstantego, chociaż prawdopodobnie mogłaby zgadnąć co jej przyjaciel będzie chciał zamówić, to wolała poczekać ot z czystej grzeczności. Tak, znała to pojęcie.
Czekała, pukając nerwowo paznokciami o blat stolika. Jeden z jej tików, miała ich kilka. Przestała już na nie zwracać uwagę. Tap, tap, tap. Wpatrywała się w jeden punkt, umieszczony gdzieś na koralikowej zasłonie, zamglonym spojrzeniem, pozwalając sobie odpłynąć. Dopiero kiedy zasłona się ruszyła, rozproszyła się i spojrzała na osobę, która zawitała do środka.
- Spóźniłeś się - stwierdziła, kiedy zauważyła znajomą twarz, chociaż nie była tego taka pewna w sumie, bo dopiero co wyrwała się z zamyślenia.


Ostatnio zmieniony przez Vera Drăculescu dnia Nie 26 Lis 2017, 16:32, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Sro 26 Lip 2017, 22:13
Café Scheherazade na Niedźwiedzim Ryku to nie tylko jeden z ulubionych lokali Very, ale i też Konstantego. To właśnie tutaj bardzo często przebywali w czasach szkolnych, w końcu zaprzyjaźniając się z właścicielami – Alyoshą i Mefodiyem – którzy byli niezwykle serdecznymi i gościnnymi ludźmi. Tchnęli w to miejsce prawdziwą magię, zachwycając nie tylko niezwykle klimatycznym wystrojem, ale i libańskim winem czy świeżo mieloną kawą, której przyjemny zapach roznosi się po całym pomieszczeniu. Wroński niekiedy tęsknił za odległymi czasami szkolnymi, zwłaszcza za momentami z Verą. Dziś każdy z nich ma inne życie – Konstanty pracuje w Hotynce, niedługo żeni się z Anną, a ona… Cóż, ma swoje zajęcia, Wroński nie do końca wie, co się u niej dzieje, nie licząc okazjonalnej korespondencji czy przypadkowych spotkań w centrum miasta. Ale to wciąż za mało, dlatego ma nadzieję, że po ślubie to się zmieni. Aktualnie jest zmęczony (to chyba zbyt delikatnie powiedziane; zwariuje jeśli kolejny raz będzie musiał iść do Jadwigi) przygotowaniami do tego wydarzenia. Chciałby mieć to za sobą, wrócić do normalności i codzienności – bez irytującego zainteresowania całego świata. Tymczasem z głową pełną myśli wkracza do Café Scheherazade, od razu zauważając swoją przyjaciółkę. Uśmiecha się przepraszająco, powinna się przecież przyzwyczaić, że Konstanty Wroński zawsze przychodzi niepunktualnie. Nawet znajomi się z niego podśmiewają, że spóźni się na własny ślub.
- Jak zwykle – odzywa się na wejściu lekko zdyszany, witając się po przyjacielsku z Verą, po czym zdejmuje płaszcz, odkłada go na wieszak i zajmuje miejsce obok niej. Nie przegląda nawet menu, które leży na stoliku, gdyż Konstanty zna je na pamięć, a niewiele się tutaj zmieniło, pomimo jego długiej nieobecności. – Musiałem zostać na dłużej w szpitalu. Mamy ostatnio trochę problemów z rozprzestrzeniającą się epidemią smoczej ospą – tłumaczy po chwili Konstanty, wiedząc że temat związany ze smokami na pewno zainteresuje Verę. Nie mogła o tym wiedzieć, informacja nie została jeszcze podana do publicznej wiadomości, jednak jutro miało się to zmienić, gdyż wystosowane oficjalne oświadczenie ze strony dyrekcji Hotynki miało wczesnym rankiem pojawić się w magicznych mediach. Wroński wierzy, że szybko uda im się z tym uporać, choć zdecydowanie nie podoba mu się to, że zaledwie w ciągu dwóch lub trzech ostatnich dni znów pojawili się kolejni pacjenci z objawami tej choroby.


Ostatnio zmieniony przez Konstanty Wroński dnia Pią 04 Sie 2017, 03:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Bułgaria

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Sro 26 Lip 2017, 22:47
Teraz wszyscy dookoła się żenią, wychodzą za mąż i inne tego typu podobne sprawy. Vera nawet nie zastanawiała się co by było, gdyby to ona musiała tak ganiać za wszystkim. Najpierw zorganizować ślub, a potem dać się zaobrączkować jakiemuś facetowi, na wieczność przykuć się do niego, a raczej 'póki śmierć nas nie rozłączy', czy jak to tam szło. Od zerwanych zaręczyn nigdy nie myślała o tym, że miałaby wyjść za mąż i założyć rodzinę. Nie była tym typem człowieka, który by do tego dążył. Wizja posiadania własnej rodziny była dla niej przerażająca, dać się podporządkować tak mężowi, by spełniać każde jego życzenie, stać w tle, kiedy on katuje twoje dziecko, które urodziłaś w bólach. Wiedziała, że tak nie jest w każdej rodzinie, że jej była... specjalna. Jednak był to jedyny przykład funkcjonowania rodziny jaki znała, jakiego doświadczyła. W końcu, najwięcej wzorców wynosi się z domu, prawda? Rola lekko niezrównoważonej starej panny z smokami (których jeszcze nie ma) zdecydowanie jej odpowiadała i nie planowała tego zmieniać. Trochę współczuła Konstantemu tego całego ganiania, czasem się zastanawiała, czy opłacało mu się wracać. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc jego odpowiedź.
- Dobrze wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają. - odparła, przyglądając mu się. Może żona oduczy go tego spóźniania się? Nie, to raczej było wątpliwe. Głównie ze względu na jego pracę, która nie była typową pracą od ósmej do szesnastej. Kiedy jej przyjaciel dosiadł się do niej, przywołała kelnerkę ruchem dłoni, by złożyć zamówienie. Ona, jak zwykle, na początek poprosiła o mocną, czarną (jak jej dusza) kawę. Kiedy usłyszała magiczne słowo 'smoki', jej oczy zalśniły charakterystycznie i spojrzała na niego z ciekawością w spojrzeniu. Może nie znała się szczególnie na medycynie, ale ta konkretna choroba była jej bardzo dobrze znana. Jak wszystko, co chociażby ma w nazwie cokolwiek związanego z smokami. Znała przebieg, jak się leczy i wiedziała, że bywa dość uciążliwa, wiele osób ignoruje początkowe objawy, a im dalej w las tym gorzej.
- Epidemią? Macie aż tyle przypadków? - spytała, unosząc brew. Wiadomo, łapie się różne choroby, jednak mówienie o epidemii, to jednak już coś poważniejszego. Cóż, będzie musiała uważać, by niczego nie złapać.
- Paskudna choroba, zwłaszcza, że do momentu, w którym nie pojawi się wysypka, to większość osób ją ignoruje. - dodała po chwili. Chyba to jedyny przypadek, w którym Vera użyła słowa 'paskudny' do określenia czegokolwiek związanego ze smokami. Spokojnie, to już się więcej nie powtórzy. W końcu smoki to jest jej jedyna prawdziwa miłość. W sumie, wypadałoby żeby zapytała się Konstantego o jego przygotowania do ślubu, jednak znała go na tyle dobrze, że wiedziała o tym, że chętniej porozmawia z nią o ignorowanej wysypce i innych uroczych objawach, niż o zbliżającej się uroczystości.
- Mam nadzieje, że nasze następne spotkanie, nie będzie w szpitalu, jak ja to złapię. - rzuciła z uśmiechem na ustach. Zawsze miała dość specyficzne, często dość masakryczne poczucie humoru. Poza tym, słabo by wypadła, gdyby złapałaby jakieś zaraźliwe choróbsko, kiedy planowała niedługo zacząć pracę przy dzieciach.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 04 Sie 2017, 03:36
Konstantemu jeszcze kilka lat temu nie przeszłoby przez myśl to, że mógłby mieć żonę, o czym Vera dobrze wiedziała. Nie da się ukryć, że z Anną był praktycznie od zawsze, nawet jeśli nie do końca wyglądało to na klasyczny związek. Mimo że wiele osób niejednokrotnie kwestionowało ich relację, to jednak ostatecznie udało im się przetrwać i dotrwać do takiego momentu, w którym w końcu wezmą ślub. Nie było łatwo – wszyscy znają historię Konstantego o tym, jak postanowił wyjechać do Włoch i skupić się na swojej karierze zawodowej i życiu wewnętrznym. Problem polega na tym, że nikogo wówczas o tym nie poinformował – z wyjątkiem Very Drăculescu, która przecież była i dalej jest powierniczką jego sekretów. Może jej się przyznać do wszystkiego, a przynajmniej do tego, o czym nie może powiedzieć nikomu innemu. Niektórzy znajomi dziwili się, że Konstanty zdecydował się wrócić do Anny. Chociaż nie – to ona pozwoliła mu wrócić, co tym samym równało się z kolejną szansą dla Wrońskiego. Tylko po co? Dlaczego? Było mnóstwo pytań i wątpliwości, a niektóre z nich wciąż nie zostały rozwiane. Nikt nie wierzył w to, że uda im się dojść do porozumienia. I udało się. Jak na złość. Choć wciąż daleko im do idealnego związku z prawdziwej miłości, to nie wyobraża sobie już życia bez Anny.
- Niestety – potwierdza z niezadowoleniem Konstanty, lekko kiwając głową i wzdychając ciężko pod nosem. Epidemia. W tym momencie inaczej tego nazwać już nie można, mimo że przez ostatnie tygodnie wystrzegał się tego słowa. W końcu ziściły się jego najgorsze przeczucia. – W jutrzejszym numerze Tylko Prawdy będzie o tym obszerny artykuł. Ale kto by się spodziewał, że akurat będziemy zmagać się ze smoczą ospą… Już prędzej obstawiałbym groszopryszczkę czy kameleonkę zwykłą – gdyba na głos Wroński, teatralnie przewracając oczami. Na temat chorób zakaźnych mógłby mówić godzinami, dlatego najlepiej uciąć ten wątek, jeśli nie chce słuchać się jego nudnego gadania. Nie ukrywajmy, nie każdego magomedycyna pasjonuje tak bardzo jak akurat Konstantego. – Spokojnie, moja droga, nie powinienem zarażać. Zresztą, nie chcesz wiedzieć, ile muszę brać silnych specyfików na odporność, by normalnie funkcjonować w pracy. – Bycie uzdrowicielem na Oddziale Zakażeń Niebezpiecznych wiązało się z nieustannym ryzykiem, dlatego też koniecznością są środki zapobiegawcze. Niekoniecznie legalne i ogólnodostępne dla zwykłych czarodziejów. – A dla mnie czarna kawa. Jak zawsze. Tylko nie wiem, jakie ciasto dzisiaj mam wziąć… Może namoura? Tak, niech będzie namoura – mówi do kelnerki, po czym uśmiecha się do Very.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Bułgaria

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Nie 06 Sie 2017, 21:56
Uczucia to jest dziwna sprawa, zwłaszcza dla Very. Gdzie się zaczyna przyjaźń albo miłość a gdzie kończy sentyment? Czemu ze wszystkich ludzi, których Konstanty znał, zdecydował się zaufać właśnie Verze z jego wyjazdem do Włoch. Z pewnością nie była jedyną osobą, której Wroński ufał, jednak to właśnie ją wybrał. Czemu? Pewnie Konstanty sam tego dokładnie nie wiedział, albo wyjaśnienie byłoby w stylu 'bo się przyjaźnimy'. Czasem się zastanawiała nad tym, ale w sumie nigdy nie zapytała. Tak jak o wiele rzeczy, nie lubiła się nigdy dopytywać o wszystko, wolała zostawić czasem pewne rzeczy niedopowiedziane. Wyobrażenia często bywały lepsze niż prawda. Słysząc jego słowa, uniosła wysoko jedną brew.
- Nie wiedziałam, że masz swoich faworytów. - stwierdziła z uśmieszkiem na ustach. Czy uzdrowiciele potajemnie zakładają się, która choroba będzie atakowała w tym sezonie? Pewnie nie, ale to by było ciekawe. Uśmiechnęła się lekko, kiedy powiedział jej, żeby się uspokoiła... jednak jej uśmiech szybko zbladł. Moja droga. Moja Droga, mojadroga, mojadroga, mojadrogamojadroga....moja..droga. Dwa słowa, które wystarczyły by wyrwać ją z normalnego świata i wepchnąć ją znów w jej wewnętrzny koszmar. Czasem znosiła to lepiej, czasem gorzej. Dzisiaj padło na to drugie. Konstanty powinien wiedzieć, jak bardzo nienawidziła jak ktoś się tak do niej zwracał, jak bardzo to się wyryło w jej pamięci, jako jeden z niewielu wiedział... ale i jemu zdarzało się widocznie zapomnieć. Nie mogła być temu winna. To nie jego wina. To ona była dziwna... Szalona. Nie potrafiła się uwolnić mimo upływu lat. Zaczęła się nerwowo śmiać, naprawdę mogła wyglądać na niepoczytalną chwilowo, a przynajmniej na szurniętą. Spojrzała na kelnerkę, która patrzyła na nią z mieszanką zdziwienia i strachu, bo kto wie co takiej odwali, prawda? W sumie, co ona chciała zamówić? Po co tu ona była? Ahh.. tak. Spotkanie. Przyjaciel. Tak, tak... już pamiętała.
- Czarną kawę. - mruknęła w odpowiedzi, nie patrząc ani na kelnerkę, ani na Konstantego. Już dobrze, jesteś bezpieczna... pamiętasz? Mimo że to była prawda, zawsze w jej myślach brzmiało jak kłamstwo, w które chciała wierzyć. Kiedy kelnerka odeszła, spojrzała niepewnie na Wrońskiego.
- O-o..czym my... ah tak. Smocza ospa. - przypomniała sobie o czym w ogóle rozmawiali, jednak nie zarejestrowała tego, co powiedział po 'moja droga', więc w sumie nie wiedziała co mu odpowiedzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 14 Sie 2017, 02:12
Dla Konstantego uczucia nigdy nie były łatwym tematem, o czym Vera Drăculescu akurat dobrze wiedziała. Z reguły wolał o nich nie rozmawiać, a jego życie prywatne – przynajmniej do momentu tajemniczego wyjazdu do Palermo – było raczej stateczne, choć w opinii publicznej uchodził za lowelasa, który sam nie wiedział, czego chciał od życia. Może i nim był (w końcu nie bez powodu został tak a nie inaczej zaszufladkowany), ale to już przeszłość, gdyż już za niespełna kilka tygodni bierze ślub z Anną. Niemniej jednak – oprócz skomplikowanego związku z Lefèvre – na swoim koncie ma kilka miłostek z czasów młodości czy gorących romansów z rodzinnych Włoch, o których wolałby teraz nie pamiętać. Bo Wroński, mimo że wrócił ze skruchą, wciąż nie przyznał się Annie i wolałby, aby to się nie zmieniło. A dlaczego zdecydował się zaufać właśnie Verze? Konstanty miał pewność, że Vera go nie zdradzi. W końcu znał ją wystarczająco długo i wiedział, że zachowa wobec niego lojalność. Nie mylił się, nie ugięła się nawet pod naciskiem ze strony rodziny Wrońskiego – przecież Konstanty był świadomy, że Vera będzie jedną z pierwszych osób, na którą padną podejrzenia w związku z jego zniknięciem. Ale do tej pory ostateczna wersja jest taka, że nikt nie wiedział o pobycie Konstanego we Włoszech. I lepiej niech tak pozostanie, gdyż niektóre tajemnice wolałby zabrać ze sobą prosto do grobu.
- Zboczenie zawodowe – odpowiada zgodnie z prawdą, uśmiechając się lekko do Viery i rozglądając się kątem oka po lokalu. Warto przy tym dodać, że nie są to jego jedyne dziwactwa, ale absolutnie nie zamierza teraz nimi zamęczać swojej przyjaciółki. O wiele bardziej ciekawi go to, co dzieje się u niej w życiu, a przy okazji miał do niej jeszcze pewien interes. – Nieważne. Lepiej opowiadaj, co u ciebie słychać. Dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, a kontakt listowny… Dobrze wiesz, to nie to samo. – Wroński czuje się winny, że ostatnio nieco zaniedbał swą najbliższą przyjaciółkę, przez co nie jest na bieżąco z nowinkami w jej życiu. Awans w pracy i przygotowania do ślubu przyczyniły się do tego, że aktualnie cierpi na chroniczny brak czasu – wkrótce jednak wszystko powinno się uspokoić i wrócić do normy. Wzdycha jeszcze pod nosem, patrząc na Verę i oczekując wyczerpującej odpowiedzi z jej strony.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Bułgaria

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 15 Wrz 2017, 18:51
Vera nie była typem osoby, która mogłaby zdradzić. Wiele osób sądziło, że nie rozumie nawet pojęcia lojalności, jednak to dlatego, że nie zostało jej zbyt wiele osób, względem których mogłaby taka być. A wszystko, co miała zrobić dla Konstantego to nie odzywać się. Nie było to szczególnie wymagające, chociaż jego rodzina potrafiła być irytująca i nawet czasem napastliwa, to po czasie w końcu zrozumieli, że Vera nie ma bladego pojęcia, gdzie się członek ich rodu podziewa. Oczywiście, zdawała sobie z tego sprawę jak najbardziej, jednak po czasie przestali pytać, jedynie od czasu do czasu upominając się, czy aby niczego od niego nie słyszała. Cóż, jej pozostało wzruszyć ramionami i powiedzieć, że nie. Kilka razy nawet rzuciła, że nie powinni sobie robić nadziei, że kiedykolwiek wróci. Była za to skrytykowana, delikatnie rzecz ujmując, ale nie obchodziło jej to szczególnie. Pewnie jej łatwo było to mówić, gdyż dobrze wiedziała, że Konstanty żyje i ma się dobrze. Świat jest jednak niebezpiecznym miejscem, wiele mogłoby się zdarzyć. Drăculescu zaśmiała się dość nerwowo, słysząc o zboczeniu zawodowym, ciągle czując na ciele nieprzyjemny efekt zostawionym po dreszczu jaki ją przeszedł, kiedy napadły ją wspomnienia.
- Nie jestem ciekawym tematem do rozmowy. - odpowiedziała, uśmiechając się niemrawo. Nigdy nie lubiła szczególnie rozmawiać co u niej, Wroński zapewne o tym dobrze wiedział. Zawsze streszczała wszystko bardzo ogólnikowo, nie chciała się zagłębiać w szczegóły, bo wcześniej zazwyczaj nie były one w żadnym stopniu przyjemne. Te czasy minęły, ale starych nawyków trudno się pozbyć. - Więc prawdopodobnie znalazłam w miarę stałą pracę. - zaczęła, stwierdzając w myślach, że to najbardziej neutralny temat. Odkąd zerwała wraz z Stelianem powiązania z rodziną, zazwyczaj chwytała się różnych prac, by zarobić trochę pieniędzy. Nie doskwierała jej bieda nawet bez pracy, dalej miała drobne honoraria ze swoich prac na temat smoków i jej brat pomagał jej finansowo, jednak w końcu pasowałoby, żeby zaczęła żyć swoim życiem, prawda?
- Jako nauczycielka w sierocińcu. - dodała po chwili, licząc w myślach ile sekund minie zanim Konstanty zakrztusi się własną śliną czy czymś. Wątpiła by jej imię i słowo 'nauczycielka' łączyły się jakoś w umyśle jej przyjaciela. Zwłaszcza w sierocińcu, czyli w miejscu z małymi dziećmi. Pewnie łatwiej mu byłoby przełknąć jakby robiła jakieś wykłady na temat smoków, ale to tego musiałaby mieć dyplom, którego nigdy nie zrobiła, no ale pewnie jej nazwisko mogłoby przyćmić brak papierka... ale nauczanie małych dzieci, to zdecydowanie nie brzmiało jak jej bajka.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Sob 23 Wrz 2017, 16:23
- Oj, Vera… – Konstanty wcale tak nie uważa, że Vera nie jest ciekawym tematem do rozmowy. Jest jego bardzo dobrą przyjaciółką jeszcze z czasów szkolnych i kocha ją jak młodszą siostrę, której w rzeczywistości nigdy nie miał. Dlatego Włoch bez wątpienia interesuje się jej życiem, nawet jeśli niekoniecznie jest skora, by o nim mówić. Znają się tyle lat, więc jest świadomy, że najlepiej jest stopniowo wyciągać od niej informacje. Nie wszystko od razu, by przypadkiem panny Drăculescu nie spłoszyć. Bo dla Wrońskiego Vera od zawsze jest niczym dzikie zwierzę, które bardzo ciężko poskromić. Nie zmieniło się to nawet teraz, choć mają już po trzydzieści lat. Wie jednak, że mogą sobie ufać w każdej kwestii, co jest dla niego niezwykle istotne, gdyż lojalnych przyjaciół mógłby zliczyć na palcach jednej ręki. – Stałą pracę? – Wroński unosi brwi ze zdziwieniem, żeby zaraz uśmiechnąć się do niej radośnie. To znakomita wiadomość, zwłaszcza iż od dawna jej kibicował, by w końcu znalazła coś stałego. Nie spodziewał się za to, że Drăculescu zdecyduje się na pracę nauczycielki w sierocińcu. Dziwna sprawa – myśli Konstanty, zabierając się jednocześnie za ciasto, które przed chwilą przyniosła kelnerka.
- Naprawdę? – pyta jeszcze na wszelki wypadek, coby się upewnić, przeżuwając kęs namoury, który zaraz popija czarną kawą. Odstawia porcelanową filiżankę na stolik, po czym spogląda z zaciekawieniem na Verę. – Ale dlaczego prawdopodobnie? Jeszcze nie jesteś pewna, czy ją dostałaś? – Wroński jest dociekliwy, jak przystało na uzdrowiciela. Zawsze zadaje dużo pytań, musi wszystko wiedzieć, tym bardziej że jest zaskoczony zaistniałą sytuacją. Co ją skłoniło do zainteresowania się właśnie taką pracą? Może dobre zarobki? Nie żeby powątpiewał w dobroduszność swojej przyjaciółki, lecz niezbyt mu to do niej pasuje. – Od kiedy to lubisz dzieci i chcesz się bawić w edukowanie? – zastanawia się głośno Konstanty, uważnie obserwując czarownicę i robiąc przy tym nieco poważniejszą minę niż zwykle. Zaraz jednak zamierza sprostować swoje wcześniejsze słowa, by przypadkiem źle go nie zrozumiała. – Nie chcę cię krytykować, absolutnie, po prostu jestem zaskoczony. Kto by pomyślał! – zastrzega od razu Wroński, puszczając jej oczko i upijając kolejny łyk kawy.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Bułgaria

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Czw 28 Wrz 2017, 16:45
Vera jedynie wywróciła oczami, kiedy Konstanty powiedział jej imię w stylu „nie przesadzaj” albo „nawet nie zaczynaj”. Taka była prawda, nie była jakąś wybitnie ciekawą osobą, z interesującym wszystkich życiem. Tego typu sprawy to bardziej mocna strona jego siostry - tej prawdziwej, rodzonej. Vera rzadko kiedy lubiła zwracać na siebie uwagę. Bywały takie momenty, że potrzebowała atencji, jednak zazwyczaj skupiała się na sobie a nie na tym, co inni o niej myślą.
- Hmm... Prawdopodobnie to może złe słowo. Posadę mam pewną, po prostu sierociniec nie został jeszcze otwarty. - Drăculescu zdała sobie sprawę, że użyła nieco złego słowa, więc się poprawiła. Wiadomo, wiele rzeczy może się zdarzyć, zanim sierociniec zostanie otwarty. Mogła umrzeć na przykład, albo coś w tym stylu. Na razie czekała na rozpoczęcie, wtedy będzie mogła oficjalnie powiedzieć, że pracuje tam jako nauczycielka. Jak na razie wszystko potrzebowało jeszcze dopieszczenia, zanim przyjdą pierwsze dzieci, które będzie nauczała. W sumie jedno i to samo, prawda? Ona już wiedziała, że nie będzie tą cierpliwą i troskliwą nauczycielką. Może to i dobrze, w końcu nie będzie nauczać pisania czy czytania, tylko czarnej magii. Vera zaśmiała się, kiedy Wroński zapytał jej się, od kiedy to ona lubi takie rzeczy.
- Od jakiegoś czasu. Widzisz, jak się nie spotykamy częściej, to omijają cię takie zmiany - odparła żartobliwie i napiła się łyka czarnej kawy. Nie musiała tego lubić tak naprawdę, znała Tamarę od bardzo dawna, nawet gdyby nie chodziło o czarną magię i pieniądze to i tak by jej pomogła. Rozumiały się praktycznie bez słów. - Aktualnie głównie pomagam Tamarze dopiąć wszystko na ostatni guzik. - dodała po chwili, odkładając filiżankę z kawą na spodeczek. Nie uraziły jej słowa Konstantego, w końcu sama dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że nie nikt nie spodziewał się tego, że skończy jako nauczycielka. Może poza osobami, które wiedziały, co tak naprawdę się będzie się działo w Świętej Helenie.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Café Scheherazade   
Powrót do góry Go down
 
Café Scheherazade
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: