Навигация

Café Scheherazade
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Café Scheherazade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieCafé Scheherazade   Pią 03 Lut 2017, 16:36
Café Scheherazade

Mimo że postać Scheherazade, głównej bohaterki baśni „Księgi tysiąca i jednej nocy”, jest dobrze znana mugolom, to nie zdają sobie oni sprawy z tego, że była także czarownicą arabskiego pochodzenia, która miała ogromny wpływ na rozwój magii. Zyskała niezwykle dużą popularność na ziemiach ruskich, zwłaszcza że podczas jednej ze swoich dalekich podróży odwiedziła Nowogród Wielki, którym była oczarowana. To właśnie na jej cześć para szkolnych przyjaciół – Alyosha i Mefodiy – zdecydowała się założyć ponad dwadzieścia lat temu Café Scheherazade. Przestrzeń niedużego lokalu urządzono bardzo przemyślanie. Ściany oblano purpurą i starym złotem, przy przejściach zawieszono kotary z kolorowych koralików, a w kątach ustawiono fantazyjne donice z tropikalnymi roślinami, które rosną za pomocą magii. Na stołach z kolei położono świece roznoszące przyjemny zapach. Lokal bez wątpienia przyciąga orientalnym wystrojem i egzotyczną atmosferą w towarzystwie muzyki, kawy czy też libańskiego wina.

Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 21 Lip 2017, 23:31

27.04.1999

Szła spokojnie ulicami, niezauważona. Dla wszystkich innych przechodniów, była tylko kolejną kobietą, która przechodziła tędy. Nic szczególnego, kolejna mało charakterystyczna jednostka w tłumie innych. Uwielbiała to uczucie, kiedy mogła się stać po prostu anonimowa. Piękna cecha większych miast, możesz mieć paru znajomych, przyjaciół... Ale wychodząc gdziekolwiek, prawdopodobieństwo, że ktoś cię rozpozna, jest niewielkie. Dawało jej to dziwne uczucie bezpieczeństwa, nie żeby była strachliwa. A może i była? Czasami. Jednak nigdy nie czuła się dobrze pośród ludzi, jakiegoś większego zbiorowiska. Jakby zaraz z tłumu miałby wyłonić się jej martwy ojciec i skatować ją za złe maniery przy stole, czy że spłoszyła potencjalnego kandydata na męża. Minęły już lata, jednak ten koszmar dalej się za nią ciągnął. Nikomu jednak o tym nie mówiła, w końcu nie chciała być uznawana za wariatkę, chociaż i tak wiele osób już ją tak widziało, to nie było potrzeby dolewać oliwy do ognia. Jest samodzielną, silną kobietą. Niedługo podejmie pracę w sierocińcu, może to ociepli trochę jej wizerunek. Co prawda nie jest to normalny sierociniec... Ale nikt nie musi o tym wiedzieć, prawda?
Weszła powoli do kawiarni. Pierwsze co zrobiła, to zaciągnęła się tym charakterystycznym zapachem świeżo mielonej kawy i aromatem z świec zapachowych. Lubiła to miejsce, dlatego kiedy umawiała się ze swoim przyjacielem na spotkanie, wybrała akurat to. Nie spowodowała tym raczej zdziwienia. Konstanty wiedział, że Vera bywa tu dosyć często. Ostatnio nie mieli czasu się spotkać, każdy był zajęty własnymi sprawami, życiem. Ona kręciła się częściej w okolicach sierocińca, w którym miała podjąć pracę po otwarciu, a on musiał się zająć zbliżającym się ślubem. Jednak udało się w końcu dopasować grafiki i spotkać się na mieście, przestać być przyjaciółmi jedynie na listownym papierze. Nie żeby Verze to przeszkadzało, ale czasem nawet i ona musiała gdzieś wyjść. Usiadła przy wolnym stoliku, na razie nie zamówiła niczego, poczeka z tym na przybycie Konstantego, chociaż prawdopodobnie mogłaby zgadnąć co jej przyjaciel będzie chciał zamówić, to wolała poczekać ot z czystej grzeczności. Tak, znała to pojęcie.
Czekała, pukając nerwowo paznokciami o blat stolika. Jeden z jej tików, miała ich kilka. Przestała już na nie zwracać uwagę. Tap, tap, tap. Wpatrywała się w jeden punkt, umieszczony gdzieś na koralikowej zasłonie, zamglonym spojrzeniem, pozwalając sobie odpłynąć. Dopiero kiedy zasłona się ruszyła, rozproszyła się i spojrzała na osobę, która zawitała do środka.
- Spóźniłeś się - stwierdziła, kiedy zauważyła znajomą twarz, chociaż nie była tego taka pewna w sumie, bo dopiero co wyrwała się z zamyślenia.


Ostatnio zmieniony przez Vera Drăculescu dnia Nie 26 Lis 2017, 16:32, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Sro 26 Lip 2017, 22:13
Café Scheherazade na Niedźwiedzim Ryku to nie tylko jeden z ulubionych lokali Very, ale i też Konstantego. To właśnie tutaj bardzo często przebywali w czasach szkolnych, w końcu zaprzyjaźniając się z właścicielami – Alyoshą i Mefodiyem – którzy byli niezwykle serdecznymi i gościnnymi ludźmi. Tchnęli w to miejsce prawdziwą magię, zachwycając nie tylko niezwykle klimatycznym wystrojem, ale i libańskim winem czy świeżo mieloną kawą, której przyjemny zapach roznosi się po całym pomieszczeniu. Wroński niekiedy tęsknił za odległymi czasami szkolnymi, zwłaszcza za momentami z Verą. Dziś każdy z nich ma inne życie – Konstanty pracuje w Hotynce, niedługo żeni się z Anną, a ona… Cóż, ma swoje zajęcia, Wroński nie do końca wie, co się u niej dzieje, nie licząc okazjonalnej korespondencji czy przypadkowych spotkań w centrum miasta. Ale to wciąż za mało, dlatego ma nadzieję, że po ślubie to się zmieni. Aktualnie jest zmęczony (to chyba zbyt delikatnie powiedziane; zwariuje jeśli kolejny raz będzie musiał iść do Jadwigi) przygotowaniami do tego wydarzenia. Chciałby mieć to za sobą, wrócić do normalności i codzienności – bez irytującego zainteresowania całego świata. Tymczasem z głową pełną myśli wkracza do Café Scheherazade, od razu zauważając swoją przyjaciółkę. Uśmiecha się przepraszająco, powinna się przecież przyzwyczaić, że Konstanty Wroński zawsze przychodzi niepunktualnie. Nawet znajomi się z niego podśmiewają, że spóźni się na własny ślub.
- Jak zwykle – odzywa się na wejściu lekko zdyszany, witając się po przyjacielsku z Verą, po czym zdejmuje płaszcz, odkłada go na wieszak i zajmuje miejsce obok niej. Nie przegląda nawet menu, które leży na stoliku, gdyż Konstanty zna je na pamięć, a niewiele się tutaj zmieniło, pomimo jego długiej nieobecności. – Musiałem zostać na dłużej w szpitalu. Mamy ostatnio trochę problemów z rozprzestrzeniającą się epidemią smoczej ospą – tłumaczy po chwili Konstanty, wiedząc że temat związany ze smokami na pewno zainteresuje Verę. Nie mogła o tym wiedzieć, informacja nie została jeszcze podana do publicznej wiadomości, jednak jutro miało się to zmienić, gdyż wystosowane oficjalne oświadczenie ze strony dyrekcji Hotynki miało wczesnym rankiem pojawić się w magicznych mediach. Wroński wierzy, że szybko uda im się z tym uporać, choć zdecydowanie nie podoba mu się to, że zaledwie w ciągu dwóch lub trzech ostatnich dni znów pojawili się kolejni pacjenci z objawami tej choroby.


Ostatnio zmieniony przez Konstanty Wroński dnia Pią 04 Sie 2017, 03:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Sro 26 Lip 2017, 22:47
Teraz wszyscy dookoła się żenią, wychodzą za mąż i inne tego typu podobne sprawy. Vera nawet nie zastanawiała się co by było, gdyby to ona musiała tak ganiać za wszystkim. Najpierw zorganizować ślub, a potem dać się zaobrączkować jakiemuś facetowi, na wieczność przykuć się do niego, a raczej 'póki śmierć nas nie rozłączy', czy jak to tam szło. Od zerwanych zaręczyn nigdy nie myślała o tym, że miałaby wyjść za mąż i założyć rodzinę. Nie była tym typem człowieka, który by do tego dążył. Wizja posiadania własnej rodziny była dla niej przerażająca, dać się podporządkować tak mężowi, by spełniać każde jego życzenie, stać w tle, kiedy on katuje twoje dziecko, które urodziłaś w bólach. Wiedziała, że tak nie jest w każdej rodzinie, że jej była... specjalna. Jednak był to jedyny przykład funkcjonowania rodziny jaki znała, jakiego doświadczyła. W końcu, najwięcej wzorców wynosi się z domu, prawda? Rola lekko niezrównoważonej starej panny z smokami (których jeszcze nie ma) zdecydowanie jej odpowiadała i nie planowała tego zmieniać. Trochę współczuła Konstantemu tego całego ganiania, czasem się zastanawiała, czy opłacało mu się wracać. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc jego odpowiedź.
- Dobrze wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają. - odparła, przyglądając mu się. Może żona oduczy go tego spóźniania się? Nie, to raczej było wątpliwe. Głównie ze względu na jego pracę, która nie była typową pracą od ósmej do szesnastej. Kiedy jej przyjaciel dosiadł się do niej, przywołała kelnerkę ruchem dłoni, by złożyć zamówienie. Ona, jak zwykle, na początek poprosiła o mocną, czarną (jak jej dusza) kawę. Kiedy usłyszała magiczne słowo 'smoki', jej oczy zalśniły charakterystycznie i spojrzała na niego z ciekawością w spojrzeniu. Może nie znała się szczególnie na medycynie, ale ta konkretna choroba była jej bardzo dobrze znana. Jak wszystko, co chociażby ma w nazwie cokolwiek związanego z smokami. Znała przebieg, jak się leczy i wiedziała, że bywa dość uciążliwa, wiele osób ignoruje początkowe objawy, a im dalej w las tym gorzej.
- Epidemią? Macie aż tyle przypadków? - spytała, unosząc brew. Wiadomo, łapie się różne choroby, jednak mówienie o epidemii, to jednak już coś poważniejszego. Cóż, będzie musiała uważać, by niczego nie złapać.
- Paskudna choroba, zwłaszcza, że do momentu, w którym nie pojawi się wysypka, to większość osób ją ignoruje. - dodała po chwili. Chyba to jedyny przypadek, w którym Vera użyła słowa 'paskudny' do określenia czegokolwiek związanego ze smokami. Spokojnie, to już się więcej nie powtórzy. W końcu smoki to jest jej jedyna prawdziwa miłość. W sumie, wypadałoby żeby zapytała się Konstantego o jego przygotowania do ślubu, jednak znała go na tyle dobrze, że wiedziała o tym, że chętniej porozmawia z nią o ignorowanej wysypce i innych uroczych objawach, niż o zbliżającej się uroczystości.
- Mam nadzieje, że nasze następne spotkanie, nie będzie w szpitalu, jak ja to złapię. - rzuciła z uśmiechem na ustach. Zawsze miała dość specyficzne, często dość masakryczne poczucie humoru. Poza tym, słabo by wypadła, gdyby złapałaby jakieś zaraźliwe choróbsko, kiedy planowała niedługo zacząć pracę przy dzieciach.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 04 Sie 2017, 03:36
Konstantemu jeszcze kilka lat temu nie przeszłoby przez myśl to, że mógłby mieć żonę, o czym Vera dobrze wiedziała. Nie da się ukryć, że z Anną był praktycznie od zawsze, nawet jeśli nie do końca wyglądało to na klasyczny związek. Mimo że wiele osób niejednokrotnie kwestionowało ich relację, to jednak ostatecznie udało im się przetrwać i dotrwać do takiego momentu, w którym w końcu wezmą ślub. Nie było łatwo – wszyscy znają historię Konstantego o tym, jak postanowił wyjechać do Włoch i skupić się na swojej karierze zawodowej i życiu wewnętrznym. Problem polega na tym, że nikogo wówczas o tym nie poinformował – z wyjątkiem Very Drăculescu, która przecież była i dalej jest powierniczką jego sekretów. Może jej się przyznać do wszystkiego, a przynajmniej do tego, o czym nie może powiedzieć nikomu innemu. Niektórzy znajomi dziwili się, że Konstanty zdecydował się wrócić do Anny. Chociaż nie – to ona pozwoliła mu wrócić, co tym samym równało się z kolejną szansą dla Wrońskiego. Tylko po co? Dlaczego? Było mnóstwo pytań i wątpliwości, a niektóre z nich wciąż nie zostały rozwiane. Nikt nie wierzył w to, że uda im się dojść do porozumienia. I udało się. Jak na złość. Choć wciąż daleko im do idealnego związku z prawdziwej miłości, to nie wyobraża sobie już życia bez Anny.
- Niestety – potwierdza z niezadowoleniem Konstanty, lekko kiwając głową i wzdychając ciężko pod nosem. Epidemia. W tym momencie inaczej tego nazwać już nie można, mimo że przez ostatnie tygodnie wystrzegał się tego słowa. W końcu ziściły się jego najgorsze przeczucia. – W jutrzejszym numerze Tylko Prawdy będzie o tym obszerny artykuł. Ale kto by się spodziewał, że akurat będziemy zmagać się ze smoczą ospą… Już prędzej obstawiałbym groszopryszczkę czy kameleonkę zwykłą – gdyba na głos Wroński, teatralnie przewracając oczami. Na temat chorób zakaźnych mógłby mówić godzinami, dlatego najlepiej uciąć ten wątek, jeśli nie chce słuchać się jego nudnego gadania. Nie ukrywajmy, nie każdego magomedycyna pasjonuje tak bardzo jak akurat Konstantego. – Spokojnie, moja droga, nie powinienem zarażać. Zresztą, nie chcesz wiedzieć, ile muszę brać silnych specyfików na odporność, by normalnie funkcjonować w pracy. – Bycie uzdrowicielem na Oddziale Zakażeń Niebezpiecznych wiązało się z nieustannym ryzykiem, dlatego też koniecznością są środki zapobiegawcze. Niekoniecznie legalne i ogólnodostępne dla zwykłych czarodziejów. – A dla mnie czarna kawa. Jak zawsze. Tylko nie wiem, jakie ciasto dzisiaj mam wziąć… Może namoura? Tak, niech będzie namoura – mówi do kelnerki, po czym uśmiecha się do Very.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Nie 06 Sie 2017, 21:56
Uczucia to jest dziwna sprawa, zwłaszcza dla Very. Gdzie się zaczyna przyjaźń albo miłość a gdzie kończy sentyment? Czemu ze wszystkich ludzi, których Konstanty znał, zdecydował się zaufać właśnie Verze z jego wyjazdem do Włoch. Z pewnością nie była jedyną osobą, której Wroński ufał, jednak to właśnie ją wybrał. Czemu? Pewnie Konstanty sam tego dokładnie nie wiedział, albo wyjaśnienie byłoby w stylu 'bo się przyjaźnimy'. Czasem się zastanawiała nad tym, ale w sumie nigdy nie zapytała. Tak jak o wiele rzeczy, nie lubiła się nigdy dopytywać o wszystko, wolała zostawić czasem pewne rzeczy niedopowiedziane. Wyobrażenia często bywały lepsze niż prawda. Słysząc jego słowa, uniosła wysoko jedną brew.
- Nie wiedziałam, że masz swoich faworytów. - stwierdziła z uśmieszkiem na ustach. Czy uzdrowiciele potajemnie zakładają się, która choroba będzie atakowała w tym sezonie? Pewnie nie, ale to by było ciekawe. Uśmiechnęła się lekko, kiedy powiedział jej, żeby się uspokoiła... jednak jej uśmiech szybko zbladł. Moja droga. Moja Droga, mojadroga, mojadroga, mojadrogamojadroga....moja..droga. Dwa słowa, które wystarczyły by wyrwać ją z normalnego świata i wepchnąć ją znów w jej wewnętrzny koszmar. Czasem znosiła to lepiej, czasem gorzej. Dzisiaj padło na to drugie. Konstanty powinien wiedzieć, jak bardzo nienawidziła jak ktoś się tak do niej zwracał, jak bardzo to się wyryło w jej pamięci, jako jeden z niewielu wiedział... ale i jemu zdarzało się widocznie zapomnieć. Nie mogła być temu winna. To nie jego wina. To ona była dziwna... Szalona. Nie potrafiła się uwolnić mimo upływu lat. Zaczęła się nerwowo śmiać, naprawdę mogła wyglądać na niepoczytalną chwilowo, a przynajmniej na szurniętą. Spojrzała na kelnerkę, która patrzyła na nią z mieszanką zdziwienia i strachu, bo kto wie co takiej odwali, prawda? W sumie, co ona chciała zamówić? Po co tu ona była? Ahh.. tak. Spotkanie. Przyjaciel. Tak, tak... już pamiętała.
- Czarną kawę. - mruknęła w odpowiedzi, nie patrząc ani na kelnerkę, ani na Konstantego. Już dobrze, jesteś bezpieczna... pamiętasz? Mimo że to była prawda, zawsze w jej myślach brzmiało jak kłamstwo, w które chciała wierzyć. Kiedy kelnerka odeszła, spojrzała niepewnie na Wrońskiego.
- O-o..czym my... ah tak. Smocza ospa. - przypomniała sobie o czym w ogóle rozmawiali, jednak nie zarejestrowała tego, co powiedział po 'moja droga', więc w sumie nie wiedziała co mu odpowiedzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Pon 14 Sie 2017, 02:12
Dla Konstantego uczucia nigdy nie były łatwym tematem, o czym Vera Drăculescu akurat dobrze wiedziała. Z reguły wolał o nich nie rozmawiać, a jego życie prywatne – przynajmniej do momentu tajemniczego wyjazdu do Palermo – było raczej stateczne, choć w opinii publicznej uchodził za lowelasa, który sam nie wiedział, czego chciał od życia. Może i nim był (w końcu nie bez powodu został tak a nie inaczej zaszufladkowany), ale to już przeszłość, gdyż już za niespełna kilka tygodni bierze ślub z Anną. Niemniej jednak – oprócz skomplikowanego związku z Lefèvre – na swoim koncie ma kilka miłostek z czasów młodości czy gorących romansów z rodzinnych Włoch, o których wolałby teraz nie pamiętać. Bo Wroński, mimo że wrócił ze skruchą, wciąż nie przyznał się Annie i wolałby, aby to się nie zmieniło. A dlaczego zdecydował się zaufać właśnie Verze? Konstanty miał pewność, że Vera go nie zdradzi. W końcu znał ją wystarczająco długo i wiedział, że zachowa wobec niego lojalność. Nie mylił się, nie ugięła się nawet pod naciskiem ze strony rodziny Wrońskiego – przecież Konstanty był świadomy, że Vera będzie jedną z pierwszych osób, na którą padną podejrzenia w związku z jego zniknięciem. Ale do tej pory ostateczna wersja jest taka, że nikt nie wiedział o pobycie Konstanego we Włoszech. I lepiej niech tak pozostanie, gdyż niektóre tajemnice wolałby zabrać ze sobą prosto do grobu.
- Zboczenie zawodowe – odpowiada zgodnie z prawdą, uśmiechając się lekko do Viery i rozglądając się kątem oka po lokalu. Warto przy tym dodać, że nie są to jego jedyne dziwactwa, ale absolutnie nie zamierza teraz nimi zamęczać swojej przyjaciółki. O wiele bardziej ciekawi go to, co dzieje się u niej w życiu, a przy okazji miał do niej jeszcze pewien interes. – Nieważne. Lepiej opowiadaj, co u ciebie słychać. Dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, a kontakt listowny… Dobrze wiesz, to nie to samo. – Wroński czuje się winny, że ostatnio nieco zaniedbał swą najbliższą przyjaciółkę, przez co nie jest na bieżąco z nowinkami w jej życiu. Awans w pracy i przygotowania do ślubu przyczyniły się do tego, że aktualnie cierpi na chroniczny brak czasu – wkrótce jednak wszystko powinno się uspokoić i wrócić do normy. Wzdycha jeszcze pod nosem, patrząc na Verę i oczekując wyczerpującej odpowiedzi z jej strony.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 15 Wrz 2017, 18:51
Vera nie była typem osoby, która mogłaby zdradzić. Wiele osób sądziło, że nie rozumie nawet pojęcia lojalności, jednak to dlatego, że nie zostało jej zbyt wiele osób, względem których mogłaby taka być. A wszystko, co miała zrobić dla Konstantego to nie odzywać się. Nie było to szczególnie wymagające, chociaż jego rodzina potrafiła być irytująca i nawet czasem napastliwa, to po czasie w końcu zrozumieli, że Vera nie ma bladego pojęcia, gdzie się członek ich rodu podziewa. Oczywiście, zdawała sobie z tego sprawę jak najbardziej, jednak po czasie przestali pytać, jedynie od czasu do czasu upominając się, czy aby niczego od niego nie słyszała. Cóż, jej pozostało wzruszyć ramionami i powiedzieć, że nie. Kilka razy nawet rzuciła, że nie powinni sobie robić nadziei, że kiedykolwiek wróci. Była za to skrytykowana, delikatnie rzecz ujmując, ale nie obchodziło jej to szczególnie. Pewnie jej łatwo było to mówić, gdyż dobrze wiedziała, że Konstanty żyje i ma się dobrze. Świat jest jednak niebezpiecznym miejscem, wiele mogłoby się zdarzyć. Drăculescu zaśmiała się dość nerwowo, słysząc o zboczeniu zawodowym, ciągle czując na ciele nieprzyjemny efekt zostawionym po dreszczu jaki ją przeszedł, kiedy napadły ją wspomnienia.
- Nie jestem ciekawym tematem do rozmowy. - odpowiedziała, uśmiechając się niemrawo. Nigdy nie lubiła szczególnie rozmawiać co u niej, Wroński zapewne o tym dobrze wiedział. Zawsze streszczała wszystko bardzo ogólnikowo, nie chciała się zagłębiać w szczegóły, bo wcześniej zazwyczaj nie były one w żadnym stopniu przyjemne. Te czasy minęły, ale starych nawyków trudno się pozbyć. - Więc prawdopodobnie znalazłam w miarę stałą pracę. - zaczęła, stwierdzając w myślach, że to najbardziej neutralny temat. Odkąd zerwała wraz z Stelianem powiązania z rodziną, zazwyczaj chwytała się różnych prac, by zarobić trochę pieniędzy. Nie doskwierała jej bieda nawet bez pracy, dalej miała drobne honoraria ze swoich prac na temat smoków i jej brat pomagał jej finansowo, jednak w końcu pasowałoby, żeby zaczęła żyć swoim życiem, prawda?
- Jako nauczycielka w sierocińcu. - dodała po chwili, licząc w myślach ile sekund minie zanim Konstanty zakrztusi się własną śliną czy czymś. Wątpiła by jej imię i słowo 'nauczycielka' łączyły się jakoś w umyśle jej przyjaciela. Zwłaszcza w sierocińcu, czyli w miejscu z małymi dziećmi. Pewnie łatwiej mu byłoby przełknąć jakby robiła jakieś wykłady na temat smoków, ale to tego musiałaby mieć dyplom, którego nigdy nie zrobiła, no ale pewnie jej nazwisko mogłoby przyćmić brak papierka... ale nauczanie małych dzieci, to zdecydowanie nie brzmiało jak jej bajka.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Sob 23 Wrz 2017, 16:23
- Oj, Vera… – Konstanty wcale tak nie uważa, że Vera nie jest ciekawym tematem do rozmowy. Jest jego bardzo dobrą przyjaciółką jeszcze z czasów szkolnych i kocha ją jak młodszą siostrę, której w rzeczywistości nigdy nie miał. Dlatego Włoch bez wątpienia interesuje się jej życiem, nawet jeśli niekoniecznie jest skora, by o nim mówić. Znają się tyle lat, więc jest świadomy, że najlepiej jest stopniowo wyciągać od niej informacje. Nie wszystko od razu, by przypadkiem panny Drăculescu nie spłoszyć. Bo dla Wrońskiego Vera od zawsze jest niczym dzikie zwierzę, które bardzo ciężko poskromić. Nie zmieniło się to nawet teraz, choć mają już po trzydzieści lat. Wie jednak, że mogą sobie ufać w każdej kwestii, co jest dla niego niezwykle istotne, gdyż lojalnych przyjaciół mógłby zliczyć na palcach jednej ręki. – Stałą pracę? – Wroński unosi brwi ze zdziwieniem, żeby zaraz uśmiechnąć się do niej radośnie. To znakomita wiadomość, zwłaszcza iż od dawna jej kibicował, by w końcu znalazła coś stałego. Nie spodziewał się za to, że Drăculescu zdecyduje się na pracę nauczycielki w sierocińcu. Dziwna sprawa – myśli Konstanty, zabierając się jednocześnie za ciasto, które przed chwilą przyniosła kelnerka.
- Naprawdę? – pyta jeszcze na wszelki wypadek, coby się upewnić, przeżuwając kęs namoury, który zaraz popija czarną kawą. Odstawia porcelanową filiżankę na stolik, po czym spogląda z zaciekawieniem na Verę. – Ale dlaczego prawdopodobnie? Jeszcze nie jesteś pewna, czy ją dostałaś? – Wroński jest dociekliwy, jak przystało na uzdrowiciela. Zawsze zadaje dużo pytań, musi wszystko wiedzieć, tym bardziej że jest zaskoczony zaistniałą sytuacją. Co ją skłoniło do zainteresowania się właśnie taką pracą? Może dobre zarobki? Nie żeby powątpiewał w dobroduszność swojej przyjaciółki, lecz niezbyt mu to do niej pasuje. – Od kiedy to lubisz dzieci i chcesz się bawić w edukowanie? – zastanawia się głośno Konstanty, uważnie obserwując czarownicę i robiąc przy tym nieco poważniejszą minę niż zwykle. Zaraz jednak zamierza sprostować swoje wcześniejsze słowa, by przypadkiem źle go nie zrozumiała. – Nie chcę cię krytykować, absolutnie, po prostu jestem zaskoczony. Kto by pomyślał! – zastrzega od razu Wroński, puszczając jej oczko i upijając kolejny łyk kawy.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Czw 28 Wrz 2017, 16:45
Vera jedynie wywróciła oczami, kiedy Konstanty powiedział jej imię w stylu „nie przesadzaj” albo „nawet nie zaczynaj”. Taka była prawda, nie była jakąś wybitnie ciekawą osobą, z interesującym wszystkich życiem. Tego typu sprawy to bardziej mocna strona jego siostry - tej prawdziwej, rodzonej. Vera rzadko kiedy lubiła zwracać na siebie uwagę. Bywały takie momenty, że potrzebowała atencji, jednak zazwyczaj skupiała się na sobie a nie na tym, co inni o niej myślą.
- Hmm… Prawdopodobnie to może złe słowo. Posadę mam pewną, po prostu sierociniec nie został jeszcze otwarty. - Drăculescu zdała sobie sprawę, że użyła nieco złego słowa, więc się poprawiła. Wiadomo, wiele rzeczy może się zdarzyć, zanim sierociniec zostanie otwarty. Mogła umrzeć na przykład, albo coś w tym stylu. Na razie czekała na rozpoczęcie, wtedy będzie mogła oficjalnie powiedzieć, że pracuje tam jako nauczycielka. Jak na razie wszystko potrzebowało jeszcze dopieszczenia, zanim przyjdą pierwsze dzieci, które będzie nauczała. W sumie jedno i to samo, prawda? Ona już wiedziała, że nie będzie tą cierpliwą i troskliwą nauczycielką. Może to i dobrze, w końcu nie będzie nauczać pisania czy czytania, tylko czarnej magii. Vera zaśmiała się, kiedy Wroński zapytał jej się, od kiedy to ona lubi takie rzeczy.
- Od jakiegoś czasu. Widzisz, jak się nie spotykamy częściej, to omijają cię takie zmiany - odparła żartobliwie i napiła się łyka czarnej kawy. Nie musiała tego lubić tak naprawdę, znała Tamarę od bardzo dawna, nawet gdyby nie chodziło o czarną magię i pieniądze to i tak by jej pomogła. Rozumiały się praktycznie bez słów. - Aktualnie głównie pomagam Tamarze dopiąć wszystko na ostatni guzik - dodała po chwili, odkładając filiżankę z kawą na spodeczek. Nie uraziły jej słowa Konstantego, w końcu sama zdawała sobie sprawę z tego, że nie nikt nie spodziewał się tego, że skończy jako nauczycielka. Może poza osobami, które wiedziały, co tak naprawdę się będzie się działo w Helenie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Czw 12 Paź 2017, 03:23
- Naprawdę cieszę się, że wreszcie udało ci się coś znaleźć. Obyś była zadowolona ze swojej przyszłej pracy – dodaje z lekkim uśmiechem na twarzy, w międzyczasie upijając nieco większy niż wcześniej łyk czarnej kawy. Słysząc słowa swojej przyjaciółki na temat zmian w jej życiu osobistym, Konstanty kręci nieznacznie głową, po raz kolejny wzdychając dyskretnie pod nosem. – Wiem, że nie spotykamy się zbyt często. – Nie lubi się tłumaczyć, choć w tym momencie odnosi wrażenie, że powinien to zrobić. Jest przytłoczony nie tylko przygotowaniami do ślubu, ale przede wszystkim pracą, która zabiera mu cenny czas. Marzy mu się, by wyjechać choć na chwilę do Rzymu; by złapać trochę oddechu wolności i zająć się czymś, co sprawia mu przyjemność. Bo choć zawód uzdrowiciela jest czymś, co kocha z całego serca, to Konstanty jest świadomy tego, że ostatnio zwyczajnie się przepracowuje. A tak nie powinno być. Całe szczęście, niedługo zamierza wziąć wolne, nawet jeśli mieliby sobie w Hotynce bez niego nie poradzić – w końcu od czasu jego awansu ma znacznie więcej obowiązków.
- Sierociniec należy do Tamary? – dopytuje się dociekliwie. Wroński nie słyszał o tym, co nie zmienia faktu, że dobrze o czymś takim wiedzieć. Pamiętał Aristovą jeszcze ze szkoły, choć nigdy za sobą specjalnie nie przepadali. Jedynie od czasu do czasu widywali się przypadkowo na bankietach organizowanych przez Starszyznę, choć i tam nieczęsto bywała. Gdyby się jednak nad tym dłużej zastanowić, to przecież ród Aristovów ma smykałkę do biznesu, o czym świadczy chociażby ich własna historia, dzięki której złośliwie są nazywani nuworyszami. – No proszę. Po raz kolejny jestem zaskoczony. A tak w ogóle, co słychać u Steliana? Nie widziałem go już tak dawno. Na ostatnim polowaniu nie mieliśmy szans prawie w ogóle porozmawiać. Pogoda tak szybko się zepsuła, aż żal starań Dunji – wspomina niezadowolony ostatnie wydarzenia, dalej przyglądając się przyjaciółce. Choć Konstanty zdecydowanie bardziej od czasów szkolnych jest zżyty z Verą, to przecież Stelian jest jego dobrym kolegą. Zawsze go lubił, nawet jeśli ich kontakt najczęściej ograniczał się do niezbędnego minimum.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 20 Paź 2017, 15:41
- Dzięki - odparła krótko na temat zadowolenia z przyszłej pracy. Cóż, to się zobaczy jak już sierociniec zostanie otwarty. Nie będzie pewnie ulubioną nauczycielką dzieci, jednak zapewne nie będą miały żadnego wyboru. Nie chciała wywołać wyrzutów sumienia u swojego przyjaciela swoimi słowami. Zdała sobie sprawę z tego, że jej słowa mogły zabrzmieć jak zarzut, dopiero wtedy kiedy zobaczyła minę Konstantego.
- Nic się nie stało, zdaje sobie sprawę z tego, że ostatnio nie masz zbyt dużo czasu wolnego. - W przeciwieństwie do niego, zdawała sobie sprawę z tego co dzieje się w życiu tej drugiej strony. Ślub i praca, chyba że coś się zmieniło, chociaż w to wątpiła. Ostatnio to ona była tą połówką, która zaskakiwała w ich przyjaźni, nie on. Konstanty miał dość stabilne życie, raczej bez szaleństw. Kiedyś nie pomyślałaby, by użyć tych słów i jego imienia w jednym zdaniu, no ale proszę, takich czasów doczekaliśmy. Teraz to Vera powoli zaczynała żyć spóźnioną młodością, czas na głupoty i mniej rozważne decyzje.
- Tak, Święta Helena. Dziwię się, że nie słyszałeś - odpowiedziała i sięgnęła po raz kolejny po swoją kawę. Wiadomo, nie było o tym jakoś bardzo głośno, jednakże narzeczony jego siostry wykładał pieniądze na sierociniec, tak więc mogło się Wrońskiemu coś obić o uszy… Ale nie obiło.
- U Steliana? Cóż, jak to u niego. W wyjazdach do dziwnych miejsc, szukając dziwnych rzeczy. Ostatnio nie bywa często w Petersburgu - stwierdziła, wzdychając ciężko. Źle się czuła bez brata w pobliżu, jej prywatny ochroniarz przed całym złem tego świata miał też inny zawód. Nie mogła nic na to poradzić, musieli zacząć żyć własnymi życiami. Tęskniła za nim, ale co mogła na to poradzić? - Że też nie widziałeś mojej miny, jak dostałam zaproszenie. - Zaśmiała się lekko. Cóż, nie byli ulubieńcami wśród swojego rodu, a od czasu kiedy wynieśli się z Rumunii… Zaproszenia na szlacheckie zabawy przestały przychodzić. Mina Very zapewne była bezcenna, kiedy otworzyła kopertę z zaproszeniem na polowanie. Imienne zaproszenie! Dla niej i dla Steliana! To nie było coś, czego się spodziewa każdego dnia.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

31 lat

błękitna

za Starszyzną

uzdrowiciel i zastępca dyrektora Oddziału Zakażeń Niebezpiecznych
http://petersburg.forum.st/t702-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t708-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t710-konstanty-wronski http://petersburg.forum.st/t709-merkury#1489
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 20 Paź 2017, 18:22
- Ostatnio nie jestem z niczym na bieżąco, chyba że chodzi o uzdrowicielskie sprawy – mówi Konstanty, mrugając porozumiewawczo do Very. Nie za bardzo interesowały go nowe biznesy i inwestycje, których ostatnimi czasy w Petersburgu było za wiele. – Domyślam się, że dużo pracuje. Muszę jednak się z nim niedługo skontaktować. Miałbym do niego bardzo ważny interes. Potrzebuję paru wyjątkowo rzadkich ingrediencji, by przygotować kilka skomplikowanych eliksirów dla moich pacjentów. W Rosji są niedostępne, próbowałem je znaleźć na czarnym rynku, ale i tam są niemożliwe do znalezienia. – Praca na Oddziale Zakażeń Niebezpiecznych niekiedy wymaga niekonwencjonalnych rozwiązań, zwłaszcza jeśli nie wszystkie składniki są dostępne ze względu na prawo magiczne obowiązujące na terenach Słowiańszczyzny. Inaczej z kolei jest na Zachodzie, gdzie postęp w magomedycynie jest o wiele większy i szybszy, dlatego też w najbliższym czasie Konstanty zamierza przeforsować dwie ustawy zmieniające prawo odnośnie niektórych ingrediencji. Wpierw jednak najpierw musi skontaktować się z innymi uzdrowicielami i prawnikami, coby później przedłożyć je Ściborze.
- Vera, to przecież nie jest tak, że jesteście całkowicie wykluczeni ze społeczeństwa magicznego. – Wroński nigdy nie patrzył na to w ten sposób, choć doskonale wie, że rodzeństwo Drăculescu postanowiło usunąć się w cień po tym, co wydarzyło się w ich rodzinnym gronie. Do Rumunii nie zamierzali wracać, co było w opozycji do polityki prowadzonej przez smoczych władców, którzy postanowili zamknąć się we własnym kraju i odciąć się od Rosji. – Na moim weselu musisz być. I nawet nie próbuj się wykręcać! – śmieje się perliście, po czym dopija swoją kawę i patrzy porozumiewawczo na Verę. Najwyższa pora, aby wyjść z kawiarni i odetchnąć świeżym powietrzem. – To co, proponuję jeszcze spacer wzdłuż Newy? – Wyciąga z kieszeni spodni swój portfel, z którego wyciąga należność za zamówienie swoje i Very, nie czekając nawet na jej odpowiedź. Przecież wie, że się zgodzi. Wroński nieśpiesznie wstaje z krzesła i zakłada płaszcz, lekko uśmiechając się do swojej przyjaciółki.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

31 lat

błękitna

neutralny

nauczycielka
http://petersburg.forum.st/t842-vera-draculescu#2344 http://petersburg.forum.st/t846-vera-draculescu#2362 http://petersburg.forum.st/t844-dragon-lady#2358 http://petersburg.forum.st/t847-aithusa#2363
PisanieRe: Café Scheherazade   Pią 20 Paź 2017, 18:54
- Czas na powrót do świata - stwierdziła z lekkim uśmiechem na ustach. Jeśli dalej tak się zatraci w swoich własnych obowiązkach, to ominęłoby go nawet to jakby Raskolnicy obalili Starszyznę. Powinien utrzymać chociaż minimum zainteresowania tym co się dzieje dookoła. Vera nigdy nie należała do osób znających wszystkie nowinki i plotki, ale przeglądała regularnie gazetę i słyszała to i owo.
- Na pewno jak znajdzie chwilę, to nie odmówi ci pomocy. Szukałeś czegoś na czarnym rynku? Proszę, proszę… - zapewniła, popijając drobnego łyka kawy. Stelian miał ostatnio sporo zleceń, rzadko nic nie robił, jednak była przekonana, że znajdzie czas dla starego kolegi, a jak nie znajdzie sam, to Vera bardzo chętnie mu w tym pomoże. Zaśmiała się lekko, wytykając mu nieco ten czarny rynek, nieładnie tak. I jeszcze do tego się przyznaje bez bicia. Nie było to w sumie nic złego, nielegalny handel kwitnął w Rosji i był tak samo popularny jak ten legalny, że nikt na to nie zwracał uwagi, no ale co z tego. Słysząc jego słowa na temat społeczeństwa magicznego, wywróciła oczami. Nie była aż tak pewna tego, nie żeby jej to przeszkadzało. Sami się wykluczyli.
- Niby nie… - napomknęła, przyznając mu częściowo rację. Nigdy nie zostali wydziedziczeni. Jęknęła z niezadowoleniem, kiedy Konstanty wspomniał o jej obecności na jego ślubie. Dobrze wiedział jak ona nienawidziła takich uroczystości!
- Zostawienie prezentu i wymknięcie się nie wchodzi w grę? - spytała z drobnym promyczkiem nadziei, chociaż wiedziała, jaka jest prawda. Nie chciała zrobić Konstantemu przykrości, ale ona naprawdę nienawidziła ślubów i wesel! Wiadomo było, że tam przyjdzie, nawet jeśli będzie marudziła do samej daty tej uroczystości. Dopiła swoją kawę i odstawiła pustą filiżankę, by następnie spojrzeć na Konstantego. - Jasne - zgodziła się na spacer, czemu by nie. Później zaczęli się zbierać, dlatego też założyła swój płaszczyk. Miała już się wtrącić, by Konstanty za nią nie płacił, ale machnęła na to ostatecznie ręką, wiedząc, że i tak przecież Wroński postawi na swoim. Ostatecznie oboje opuścili kawiarnię.

Konstanty i Vera z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Oban, Szkocja

29

czysta

neutralny

psycholog służb bezpieczeństwa, próbuje być dyplomatą, szpieguje
http://petersburg.forum.st/t1968-ben-watts http://petersburg.forum.st/t1972-ben-watts#10463 http://petersburg.forum.st/t1973-ben#10465 http://petersburg.forum.st/t1974-sigyn#10467
PisanieRe: Café Scheherazade   Nie 26 Sie 2018, 20:36
10.06.99

Nie nawykł do tego, by nie wiedzieć, co miał robić, a jednak – ups! - oto był. Z dłońmi wciśniętymi do kieszeni skórzanej kurtki podpierał ścianę tuż przy wejściu do Hotynki, od czasu do czasu zerkając na zegar umieszczony na jednym ze słupów. Czekał. Z drobnym kłębkiem rozdrażnienia rozpierającym się w piersi jak rozleniwiony kociak obserwował żeliwne wskazówki, nabierając w pewnym momencie więcej powietrza i najzwyczajniej w świecie wzdychając. Miał odebrać Charliego z pracy i dobrze się bawić w jego towarzystwie przy butelce w barze, który akurat by wybrali, a tu taki klops. Jeden wielki klops, bo godzinę temu wchodząc do szpitala zdążył tylko złowić wzrokiem rudą głowę Anglika, zanim ten wrzasnął, że mają nagły wypadek i żeby na niego zaczekał.
Czekał, choć prawdę powiedziawszy miał już dość, nawet jeśli lubił czasem wspominać w towarzystwie, że potrafił być bardzo cierpliwy. Potrafił, ale zdawał też sobie sprawę, jak wyglądała czasem praca w służbie zdrowia (Claire i Charlie uprzejmie go uświadomili) i wraz z wybiciem pełnej godziny oczekiwania, Ben stracił nadzieję, że jego wieczór będzie wyglądał dokładnie tak, jak sobie to zaplanował. Ruszając nagle ze swojego miejsca spod ściany przestraszył nieduże stadko gołębi dziobiących ledwie kilka kroków dalej, które poderwało się zaraz do panicznego, nieco pokracznego lotu. Jakie miał opcje? Opcja numer jeden – wrócić do domu i pomóc Claire w sortowaniu notatek, z których później sporządzała kwartalny raport dla brytyjskich służb. Nie, choć uwielbiał ją jak nikogo innego, niespecjalnie miał na to ochotę. Opcja numer dwa – zawrócić pod szpital i jednak warować pod drzwiami. Nie, w tym tempie noc by go zastała. Opcja numer trzy – bawić się dobrze samemu. Tak, zdecydowanie bramka numer trzy.
Tylko gdzie?
W Petersburgu mieszkali z Claire ledwie od paru miesięcy i każde wyjście w miasto w kierunku innym niż siedziba gwardii stanowiło swego rodzaju przygodę w nowych zaułkach i uliczkach. Siedząc pewnego dnia nad mapą, studiując nazwy ulic oraz położenie budynków użyteczności publicznej Ben doszedł do jednego niezwykle prostego wniosku – potrzebowaliby lat, żeby zapoznać się z każdym zakamarkiem i czuć się tu równie swobodnie co w Londynie i miejscowościach, w których dorastali. Niby nic niezwykle odkrywczego, a jednak przyniosło ze sobą gwałtowne poczucie osamotnienia, które lubiło od czasu do czasu podnosić swój paskudny łeb i rozciągać usta w koszmarnym uśmiechu odsłaniającym garnitur długich zębów. Grożąc mu w myślach palcem, by nawet dzisiaj nie próbowało, Watts rozglądał się po szyldach nie szukając niczego konkretnego. Czekał aż coś go zaciekawi, ściągnie uwagę i nakaże zajrzeć do środka.
O! Wpół kroku zmienił kierunek, ledwo wymijając starszą panią, która dziarsko szła tuż za nim, a aktualnie odgrażała się, że wsadzi mu trzymaną koronkową parasolkę tam gdzie słońce nie dochodzi, po czym zniknął za drzwiami upatrzonego lokalu. Purpura, złoto oraz egzotyczne zapachy nie należały do rzeczy, za którymi wybitnie by przepadał i ze zmarszczonymi brwiami przez ułamek sekundy debatował odwrót, zanim dojrzała go uśmiechnięta kelnerka. Zaokrąglona w ten przyjemny dla oka sposób, z którym Ben miewał problemy, bo odbierał mu czasem trzeźwość myślenia. Zanim się zorientował siedział wciśnięty przy stoliku z butelką wina, otoczony natrętną kolorystyką, cichym pobrzękiwaniem koralików i mieszającymi się intensywnymi zapachami parzonej kawy oraz cynamonowych (chyba cynamonowych) świec. Pasował tam jak pięść do nosa.
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Café Scheherazade   Sro 29 Sie 2018, 12:49
Skąpany w różowym świetle zachodzącego słońca, Jasmin Vasilchenko wolno spacerował między pełnymi turystów petersburskimi uliczkami. Otoczony obco brzmiącymi akcentami, słowami, których znaczenia nie rozumiał, zaczynał popadać w tak bliską swemu sercu melancholię. Samotny jak jeszcze nigdy w życiu, bez swojego wiernego towarzysza, zdawał się być wrakiem samego siebie. Usta pozbawione tak typowego szelmowskiego wyrazy, błękitne oczy przygaszone, wypatrujące przed sobą tej jednej konkretnej burzy, czarnych loków, którą jednak nigdzie nie potrafił dojrzeć. Tragiczne było życie mężczyzny, bez kobiety źle, z nimi jeszcze gorzej, a to wszystko wymieszane z wieczną pogonią za nieuchwytnym. Czy gdyby panna, za którą tak tęsknił była by mu milsza, czułaby to samo, to czy wówczas, nadal podążałby za nią równie nieustępliwie, czy zadowoliłby się tym szczęściem? Mimo, że wiecznie odpychał od siebie odpowiedź na to pytanie, znał ją aż za dobrze.
Idzie powoli, a każdy kolejny krok zdaje się trudniejszy. Samotność mu ciąży, kiedy nawet ukochanego swego przyjaciela Gienie musiał zostawić, by nie przyciągać do swej osoby ciekawskich spojrzeń, trzeba było wiedzieć, że było z nim źle. W tak znanym, ale jednak obcym Petersburgu, stara się znaleźć dla siebie miejsce, przestrzeń, w której zapomni o wszystkich błahych, ale obecnie wybitnie denerwujących go problemach. W końcu oczom jego jawi się miejsce kolorowe, a w tej ferii barw tak kiczowate, że jedynie cygańskie i arabskie serce jest wstanie docenić, tak dużą ilość różnych barw na jednym przedmiocie. Dodatkowo strzegąca wejścia tancerka z odsłoniętym brzuchem, staje się kolejnym atutem, tajemniczej Cafe Scheherezady.
Wybiera stolik w kącie pomieszczenia, otoczony miękkimi poduszkami, z czerwoną sziszą po środku i kilkoma niewielkimi tealightami w fikuśnym świeczniku. Powietrze jest tu duszne i gęste, mrok przyjemnie rozbija światło świec, a on przez chwilę czuje się, jakby znowu był w podróży. Rozkłada się na kanapie w pozycji na wpół leżącej, na pół siedzącej po czym zamawia karafkę winę, miskę owoców i miętowy tytoń do fajki wodnej. Rozłożony niczym maharadża przygląda się nowym i starym klientom, wodzi wzrokiem za brązowooką kelnerką, a w wolnych chwilach popija chłodne czerwone wino.
Zanurzony we wspomnieniach i oparach miętowego dymu, jego uwagę zwraca pewien mężczyzna. Na pierwszy rzut oka widać, że nie jest stąd. Czy to zasługa alkoholu, samotności, która czaiła się na niego pomiędzy kłębami pary, a może zwykła ciekawość. Przygląda się młodemu wikingowi, a kiedy ich spojrzenie się spotyka, skinieniem głowy zaprasza go do swojego stolika.
Wkłada do ust daktyla oblanego miodem, kiedy blondyn powoli przemieszcza się w jego stronę.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Café Scheherazade   
Powrót do góry Go down
 
Café Scheherazade
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: