Навигация

Tawerna Welesa
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Tawerna Welesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieTawerna Welesa   Pią 03 Lut 2017, 16:39
Tawerna Welesa

Tawerna Welesa to wyjątkowo obskurny i odrapany budynek, który ulokowany jest na niemal obrzeżach magicznej części Petersburga. Mimo że absolutnie nie zachęca swoim wyglądem, a szyld lokalu już dawno został zniszczony, to od lat nieustannie przyciąga klientelę. Nie bez powodu, gdyż to właśnie tutaj rozgrywają się wszelkie nielegalne przetargi i handle, stąd też równie często można spotkać tutaj milicję. Interwencje służb bezpieczeństwa i aresztowania drobnych złodziejaszków nikogo nie zniechęcają, a podejrzanej klienteli zdaje się nawet na moment nie ubywać. Samo pomieszczenie niemal w całości wyłożone jest czerwoną cegłą, co nadaje surowości wnętrzu. Oświetla je ogromny, porośnięty pajęczynami żyrandol, który w ostateczności nie daje zbyt wiele światła, dlatego też na drewnianych stolikach umieszczono zardzewiałe, licho tlące się świeczniki. Przy barze stoi za to nieco zaniedbany posąg Welesa, podziemnego boga magii.

Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

26 lat

błękitna

neutralny

smocza dama
http://petersburg.forum.st/t1058-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1062-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1061-smocza-dama http://petersburg.forum.st/t1063-aida
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią 06 Paź 2017, 00:06

10.05.1999

Mówi się, że w pewne miejsca nie wypada chodzić. Damie nie przystoi pokazywać się w podejrzanych lokali. Zakazy i nakazy. Całe szczęście nie jestem w Bukareszcie. Petersburska śmietanka towarzyska jeszcze nie do końca zdążyła oswoić się z rumuńską szlachcianką, więc jeżeli tylko chciałam stawałam się cieniem. Poza tym, jestem smokiem i nikt nie będzie mi mówił co mogę, a czego nie mogę. Zresztą, nie miałam być sama. Aleksei i Anton mieli być moim towarzystwem podczas dzisiejszego wieczoru. Papużki-nierozłączki. Początkowo naprawdę zastanawiałam się czy mój najdroższy przyjaciel jeszcze z czasów Akademii Koldovstoretz nie ma skłonności ku przedstawicielom płci brzydkiej. Ale nie mnie to oceniać. Wiedziałam, że w ich towarzystwie szybko uda oderwać mi się myśli od rzeczywistości i złych myśli.
„Tawerna Welesa”, już sama nazwa tego przybytku wskazywała na to, że nie jest to raczej miejsce dla delikatnych panien z dobrego domu. Na szczęście nie jestem jedną z nich. Dlatego ubrana niezbyt eleganckie szaty wchodzę pewnym krokiem do środka. Rumuńska uroda idealnie wpasowuje się w klimat lokalu. W środku panuje półmrok, co trochę utrudnia mi zlokalizowanie moich dwóch kompanów. Przeczesuję wzrokiem tłum zgromadzonych tu ludzi, aż w końcu odnajduję dwie znajome twarzy. Zgrabnie przechodzę pomiędzy kolejnymi klientami tawerny, na ogół wyższymi ode mnie o co najmniej głowę.
- Witajcie panowie – mówię niby to oficjalnym tonem, ale szeroki i (co jest u mnie rzadkością) szczery uśmiech formuje się na mojej twarzy. Następnie zajmuję wolne miejsce, zakładając jedną nogę na drugą. Czuję się wyjątkowo swobodnie. Nikt nie patrzy na mnie oceniającym wzrokiem, a nawet jeżeli to raczej nie ocenia idealnie wyprostowanych pleców czy odpowiedniego ułożenia nóg, jak to zwykle było.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią 06 Paź 2017, 00:59
Początek maja, choć dla niektórych zaczął się niezbyt fortunnie, w najmniejszym calu nie zwiastował nadciągającej katastrofy. Wszystko układało się po mojej myśli, interesy szły zgodnie z planem a Masquerade zyskiwało coraz większą popularność a co za tym szło, przynosiło coraz więcej pieniędzy.
Nie sądziłem, że ciemne chmury, które rozgościły się na petersburskim niebie, zwiastowały burzę i dla mnie. Może Anton miał rację? Może któryś z bogów postanowił pokarać nas, grzeszników? Może potop był jedynie metaforą, a zamiast w wodzie, mieliśmy utonąć we własnych kłamstwach i poczuciu winy. Może to duchy przeszłości miały w odpowiednim momencie odciąć nam dopływ tlenu i utopić nas we wspomnieniach, zbyt gorzkich byśmy zechcieli przywoływać je w codziennych sytuacjach a które zepchnęliśmy w najdalsze zakątki umysłu? Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę modlił się o koniec najpiękniejszego miesiąca w roku. Wiosna była jedną z ulubionych pór roku ale teraz, chciałem ją posłać w cholerę.
Wszedłem do środka jako pierwszy. Poza mną mieli jeszcze przybyć Nevena i Anton - jedyne przychylne mi jeszcze dusze (z którymi nie łączyły mnie więzy krwi), w tym kurwidołku rozpaczy. Miałem dość wrzasków, trzaskania drzwiami, wymownych spojrzeń i przydługawych listów, proszących o uwagę, której nie byłem w stanie teraz poświęcić. Dość wytykania mi wydarzeń dnia poprzedniego, biadolenia, płaczu, zrzucania winy za swoją naiwność i znoszenia ciężaru obecności jednej z kobiet, która znaczyła coś więcej, niż kilka połamanych desek w zabytkowym łóżku. Miałem ochotę się upić i choć nie było to coś, co odbiegało od rutyny mojego tygodnia, miałem ochotę zrobić to wśród ludzi, od których nie uświadczę spojrzenia przepełnionego pożałowaniem i litością.
- Zapalisz? - przywitałem przyjaciela szerokim uśmiechem, wyciągając w jego kierunku papierośnicę. Anton zawsze wiedział w którym momencie się zjawić; akurat wydobywałem srebrne puzderko z wewnętrznej kieszeni płaszcza, kiedy miejsce obok mnie, zostało zajęte przez bruneta. Nie długo po nim, pojawiła się Nevana, którą tak jak jej poprzednika, przywitałem szczerym uśmiechem. - Witamy piękną damę - odpowiedziałem z zadowoleniem, wypuszczając z ust niewielką ilość dymu. Skinąłem głową na barmana, by nalał nam po szklance whiskey. W końcu nie przyszliśmy tu rozprawiać o niecodziennym wystroju tego miejsca i pokładach weny twórczej magicznych architektów, za sprawą których miejsce to nabrało ów specyficznego klimatu, a rozcieńczyć nieco krew porządną ilością taniego alkoholu.
Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią 06 Paź 2017, 01:54
Podciągnąłem rękaw szaty, odsłaniając blady nadgarstek naznaczony drobną siateczką niebieskich żył, odnajdując spojrzeniem tarczę zegara, mówiącą wyraźnie, że jestem spóźniony. Zaledwie dziesięć minut!, co właściwie chyba nie powinno kwalifikować się pod „ileż można na ciebie czekać, Orlovsky! Ostatni raz to robię!”, dlatego też przeczesałem palcami włosy, wszywając w kąciki ust uśmiech, którym obdarzyłem barmana i zabłąkaną w kącie tawerny rozczochraną kelnerkę – byłaby nawet ładna, gdyby ktoś porządnie wyszorował ją gąbką obficie nasączoną mydłem. Tym kimś jednak nie miałem być ja, bowiem ponad jej głową złowiłem spojrzeniem znajomą postać Alekseia, na którego widok rozpromieniłem się wyraźnie, przyśpieszając kroku i dopadając do stolika zajmowanego przez Karamazowa, odsuwając z cichym zgrzytem krzesło, na którego siedzenie opadłem miękko, wspierając łokcie na lepkim blacie, co obrzydziłoby mnie okrutnie, gdyby mojej uwagi nie przykuła wyjątkowo pochmurna mina mężczyzny siedzącego na przeciwko mnie. Zamarłem w chwilowym bezruchu; wyjątkowo udatnym nieśmiałym spojrzeniem muskając twarz Aleksa aż do momentu, w którym uśmiechnął się… A ja? Odpowiedziałem tym samym, wyciągając w jego stronę dłoń, zagarniając z papierośnicy jednego jej mieszkańca.
Paskudniejszego miejsca nie było? – zaciekawiłem się, odpalając papierosa, którego końcówka rozjaśniła przygaszone wnętrzności lokalu, kiedy zaciągnąłem się mocniej, łechcząc płuca tą nikotynową ekstazą. – Oprócz kolejki fundujesz odwszenie?
Nie żartowałem, a przynajmniej niecałkowicie, kiedy krzywiłem się z odrazą, odlepiając łokcie od stołu i niepewnie przyglądając się materiałowi ciemnej marynarki, odnajdując na niej bliżej niezidentyfikowane plamy na widok, których grymas na mojej twarzy poszerzył się...
Zaraz zamieniając się w szeroki uśmiech, kiedy tylko zarejestrowałem pojawienie się przy stoliku trzeciej osoby. Iskierka poruszenia zajarzyła się w ciemnych oczach, gdy uniosłem się lekko, czekając aż Neve usiądzie pomiędzy mną, a Aleksem, dopiero po tym ponownie opadając na zajmowane wcześniej miejsce.
Na Welesa, dobrze, że jesteś – wzdycham cicho pod nosem, wspierając plecy w oparcie krzesła, nienachalnym spojrzeniem przebiegając po delikatnej postaci czarownicy. – Zacząłem się nawet obawiać, że Aleksei zaciągnął mnie tutaj tylko po to, żeby roztrwonić na ingrediencje moje narządy…
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

26 lat

błękitna

neutralny

smocza dama
http://petersburg.forum.st/t1058-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1062-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1061-smocza-dama http://petersburg.forum.st/t1063-aida
PisanieRe: Tawerna Welesa   Sob 07 Paź 2017, 12:23
Podobno eleganckie spóźnianie się jest w modzie. Musiałam przyznać, że wcale nie zmartwiłam się, kiedy wyszłam troszeczkę za późno i niezbyt się śpieszyłam, aby zdążyć na czas. Raczej szłam powoli rozkoszując się ciemnością. W nocy zawsze było coś intrygującego. Ludzie myśleli, że jeżeli słońce zajdzie za horyzontem, a świat zatapia się w ciemności to są całkowicie nietykalni. Bo przecież nikt ich nie widzi. Wygodne. Najlepiej było to widać właśnie w Tawernie, do której przyszło mi wejść chwilę temu. Wnętrze nie zachwycało. Surowe ściany, słabo działające lampy, które nadawały temu miejscu pewny rodzaj klimatu. Nawet ten rozpadający się posąg przedstawiający Welesa nie drażnił oka. W pewnym sensie.
Zaśmiałam się delikatnie na uwagę Antona. No tak miejsce nie budziło zaufania, a tym bardziej znaczna część klienteli. I gdybym nie znała Antona i Alekseia naprawdę mogłabym pomyśleć, że przyprowadzili mnie tutaj tylko i wyłącznie po to, aby za odpowiednie pieniądze sprzedać moje narządy wewnętrzne. Z nieufnością spojrzałam na blat stołu. No czystość nie była mocną stroną Tawerny. Ale czego można było się spodziewać po miejscu nazwanym "Tawerną Welesa". Raczej niezbyt wiele dobrego. Posłałam Antonowi konspiracyjne spojrzenie. - Cóż, nawet jeżeli to teraz jest nas dwóch. Może powinniśmy uciec póki jeszcze mamy czas? - rzuciłam, a moje usta wygięły się w nieco chochlikowaty uśmiech. Wzięłam do ręki szklankę wypełnioną bursztynowym napojem. Starałam się nie zwracać uwagi na czystość naczynia. - Zatem opowiadajcie mili panowie - zwróciłam się do swoich towarzyszy nieco teatralnie podniosłym tonem. Zdecydowanie wolałam postawić się w roli słuchacza, a to co leży mi na duszy i sercu zostawić gdzieś bardzo głęboko zakopane. Taka już moja natura. Nawet w towarzystwie zaufanych mi osób, nie umiałam otworzyć się na tyle, aby przyznać się do swoich trosk. Cóż, może dlatego, że żaden z nich nie zrozumie jak wielkim ciosem było dla mnie zerwanie zaręczyn? Dużo lepiej udałoby się zrozumieć sprytne odsunięcie mnie od rodzinnych spraw. Czyżby moi kochani kuzyni wraz z nestorem bojąc się filigranowej kuzyneczki wysłali ją aż do Rosji, dając mi udziały w rosyjskim rezerwacie? To jak ochłapy rzucone dla psa.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

właściciel Masquerade, aspirujący twórca zaklęć
http://petersburg.forum.st/t1022-aleksei-karamazov http://petersburg.forum.st/t1023-aleksei-karamazov#3608 http://petersburg.forum.st/t1024-do-you-dare http://petersburg.forum.st/t1025-hygin#3611
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon 09 Paź 2017, 21:00
Wnętrze „Tawerny Welesa” nie zachwycało. Odrapane, surowe ściany, deski, skrzypiące pod naciskiem nawet tak filigranowej osoby jaką była Nevena i stary żyrandol, który już dawno zdążył przyzwyczaić się do towarzystwa kurzu a z którego wciąż sączyło się przytłumione światło. Obsługa i jakość alkoholu również pozostawiały wiele do życzenia. Wszystko to jednak stanowiło na korzyść ów przybytku. Tak, korzyść. Mogłem być pewny, że żadna nieproszona para uszu, nie zainteresuje się rozmową trójki (Anton, czuj się zaszczycony) arystokratów.
- Anton, na Welesa! - żachnąłem się, wlepiając spojrzenie pełne niedowierzania w przyjaciela. - Wydawałeś moje pieniądze w gorszych spelunach - upomniałem go, marszcząc przy tym nieznacznie czoło. Fakt, temu miejscu daleko jej było do restauracji czy barów, w jakich zwykle przychodziło spędzać nam czas wolny, jednak prędzej niż z jego strony, mogłem się spodziewać narzekania ze strony arystokratki. Wątpiłem bowiem, by Nevena kiedykolwiek wcześniej - jeśli nie musiała wyciągać nas skądś, lub tak jak teraz, nie wciągnęliśmy jej gdzieś na drinka - miała przyjemność, gościć w podobnym miejscu. Należała jednak do wąskiego grona panien szlachetnie urodzonych, które oprócz pięknej twarzy, miały do zaoferowania równie piękny umysł i potrafiły być czymś więcej, niż ozdobą salonową swego męża.
Ktokolwiek weźmie ją więc za żonę - będzie szczęśliwcem.
Myśl ta prawie przerodziła się w wypowiedź. Prawie, bo zdążyłem ugryźć się w język i zalać pomysł rzucania podobnymi zdaniami w kierunku panny Drăculescu, brunatnym trunkiem. Głupotą byłoby poruszanie tego tematu po tym, jak zachował się mój własny kuzyn.
- Zanim oddam was okolicznym handlarzom narządów, pozwólcie mi się z wami napić - postanowiłem jednak kontynuować żartobliwą wymianę zdań, przytykając powoli kończącego się papierosa do ust. - Odurzeni alkoholem będziecie łatwiejsi do sprzedania, może nawet zechcecie współpracować - dodałem, gasząc papierosa w leżącej na środku stołu popielniczce. Przez chwilę zastanawiałem się nad ideologią tego pomysłu, szybko jednak przegnałem podobne myśli z głowy. Wnętrzności Antona z pewnością nie nadawały się na żaden handel - no chyba, żeby jakoś oddać je na PUM studentom medycyny. Tak dobrze zakonserwowanych narządów z pewnością jeszcze nigdy nie widzieli.
Powrót do góry Go down
avatar

Never take advice from me, you will end up drunk

Petersburg, Rosja

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

pisarz, malarz, łowca posagów i spadków, dobra dusza w Masquerade
http://petersburg.forum.st/t947-anton-orlovsky#3015 http://petersburg.forum.st/t1000-anton-orlovsky http://petersburg.forum.st/t965-anton-do-uslug#3129 http://petersburg.forum.st/t1143-vladimir#4322
PisanieRe: Tawerna Welesa   Wto 24 Paź 2017, 18:13
Za nic mam żachnięcia Karamazova, upomnienia czy niedowierzające spojrzenia, którymi mnie raczy. Właściwie może przejąłbym się nimi bardziej, niechętnie przyznając mu rację, gdyby nie fakt, że całą uwagę skupiam na doczyszczeniu rękawa marynarki, pocierając materiał bawełnianą chusteczką wyciągniętą z kieszeni spodni, a kiedy nie przynosi to oczekiwanych rezultatów, zniecierpliwiony unoszę ciemne oczy na mężczyznę.
Co wcale nie zmienia faktu, że jedynym plusem tego typu miejsc jest to, że można spokojnie uprawiać w kiblu seks bez zabezpieczenia – mówię, zezując podejrzliwie na zawartość szklanki Alekseia. – Bo na miejscu kupałki czy innego trypra bałbym się, że tężec z kumplami spuści mi wpier... – przerywam, mitygując się i nieco speszony spoglądam na towarzyszącą nam kobietę. To tyle jeśli chodzi o bycie dżentelmenem. – ...dol.
Kończę dzielnie, po czym wsuwam filtr papierosa pomiędzy wargi; jeżeli zajmę czym innym język, to przestanie płatać figle? Może tak, może nie. Warto spróbować, dlatego w akcie najwyższej odwagi (desperacji?) zaciskam palce prawej dłoni na szklance, która wedle krótkiego rozrachunku przypada mnie. Po piątym szocie brunatnego trunku, którym jak dostrzegam kątem oka moi towarzysze już się raczą, może przestanę zwracać uwagę na całą gamę zacieków, których historii właściwie nie chcę znać.
Obawiam się, że wie gdzie nas szukać – zdecydowanie milej na powrót osadzić spojrzenie na Nevenie, zachłysnąć się jej uśmiechem, udać (doprawdy?) zmartwienie, że nie dane jest nam razem się wymknąć, opuszczając spelunkę i jej podłe trunki, w których w końcu umaczam wargi, żeby zaraz tego pożałować. Gdybym miał określić smak paliwa, nie wahałbym się ani chwili wskazując na własną szklankę... – Dlatego równie dobrze możemy się z nim napić, odwlekając w czasie nieuniknione.
"Zatem opowiadajcie, mili panowie", kusi dalej nasza rumuńska przyjaciółka, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo kocham brzmienie własnego głosu. Może faktycznie tak jest? Nie, niemożliwe – staram się przecież uchodzić za skromnego...
Alosza, właśnie, powiedz... – zawieszam głos, obracając na końcu języka kolejne słowa, które wraz z tytoniowym dymem mają ulecieć w pobliże Karamazova. – Co ze ślubem? Wyznaczyliście już datę?
Wiem, że zachowuję się w tym momencie jak dupek, nie potrafię się jednak powstrzymać we właściwym momencie. Nic nie poradzę na to, jak mocno bawią mnie te arystokratyczne mariaże... Zdaje się, że starannie pielęgnując historię o wielkiej romantycznej miłości, szybko zapomniałem o tym jak bardzo wyrachowanym posunięciem było moje własne małżeństwo.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

26 lat

błękitna

neutralny

smocza dama
http://petersburg.forum.st/t1058-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1062-nevena-draculescu http://petersburg.forum.st/t1061-smocza-dama http://petersburg.forum.st/t1063-aida
PisanieRe: Tawerna Welesa   Nie 29 Paź 2017, 17:28
Wysłuchałam słów Antona i chociaż żadne z nich nie powinno wypłynąć przez moje usta to w zupełności się z nim zgadzam. Miejsce sprzyjało dzikim seksualnym ekscesom w równie zadymionej i jeszcze bardziej obrzydliwej toalecie. Z rozbawieniem, które próbowałam ukryć, patrzyłam jak Anton dzielnie kończy swoją niecenzuralną wypowiedź. Moje usta zaczynają wyginać się w delikatny półuśmiech, który próbowałam zamaskować za pomocą cienkiego papierosa. Wetknęłam filtr pomiędzy wargi i odpaliłam go od zapałki. Swobodnie ułożyłam jedną rękę na swoich udach, w drugiej oczywiście trzymając papierosa. Nie ufałam zbytnio podejrzanie wyglądającemu stołowi. Nie chciałam wybrudzić swojego czarnego płaszcza. I tak miałam dziwne przeczucie, że oddam go do prania zaraz po powrocie bo krzesła również nie były zbytnio czyste. Wypuściłam ze swoich płuc chmurę dymu. Cóż, zapewne nie było żadnej różnicy. Pomieszczenie nadal było zadymione, przymglone. Światło wydobywające się z żyrandola jakby gubiło się gdzieś po drodze. Alosza nawet nie wiedział jakie ma szczęście, nie poruszając mojego obecnego stanu cywilnego. Smocza dama nigdy nie zapomina. Nie wybaczałam zbyt szybko. I bardzo ciężko było zdobyć moje przebaczenie. A czasem było to w ogóle niemożliwe. Być może to był jeden z tych beznadziejnych przypadków? Skutecznie hamowałam potok niepotrzebnych słów filtrem papierosa w moich ustach.
Nie mogłam powstrzymać melodyjnego śmiechu, który wydobył się spomiędzy zaciśniętych warg. Tak rzadko się śmiejesz, Neveno, szeptał jakiś głos z tyłu głowy. W towarzystwie Antona i Alekseia mogłam sobie na to pozwolić. Już samo to, że siedziałam w jakiejś spelunie w ich towarzystwie o czymś świadczyło. Czułam się przy nich swobodnie, byłam w jakiejś części sobą. - W takim razie cieszę się, że przed wycięciem narządów mogę jeszcze wypić w dobrym towarzystwie - powiedziałam, unosząc szklankę wypełnioną bursztynowym trunkiem. - Przy okazji moja wątroba trochę straci na wartości - dodałam po chwili. Lodowate, niebieskie oczy z ciekawością wpatrywały się w postać Karamazowa spod wachlarzu gęstych rzęs. Ślub, to nie był dobry temat. Nie dla mnie. Jednakże póki Alosza nie skontrował tematu w moją stronę mogłam swobodnie (pozornie) siedzieć na krześle, wypuszczając kolejną chmurę dymu. - No właśnie, czy już mam kupować suknię? - zagadnęłam, unosząc jedną brew ku górze.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Tawerna Welesa   Czw 04 Sty 2018, 22:16
Bardzo mi przykro, piękna Neveno, ale nie dowiesz się, czy masz kupować sukienkę, czy nie. W tym samym momencie, gdy zadałaś pytanie, drzwi od Tawerny Welesa otworzyły się z takim impetem, że prawie wyleciały z zawiasów. Do środka wpadło kilku umięśnionych mężczyzn na widok, których w knajpie wybuchło drobne zamieszanie – ktoś zaklął głośno, zaszurało czyjeś krzesło, a jeden z bywalców knajpy poderwał się do góry, jakby chciał czmychnąć przez okno. W lokalu niespodziewanie zamilkły śmiechy i rozmowy, a atmosfera stała się niezwykle napięta – jedynie stojący za kontuarem barman ze stoickim spokojem polerował szklankę. Nie była to pierwsza i nie ostatnia wizyta nieoczekiwanych gości, a naloty Białej Gwardii stawały się taką samą rutyną, jak prowadzony tutaj nielegalny handel i szemrane interesy. Mimo to, Tawerna Welesa nadal przyciągała do siebie sporą klientelę, podobnie jak dzisiejszych gwardzistów, którzy na pierwszy rzut oka nie wyglądali zbyt przyjaźnie. W końcu nie przyszyli tutaj wypić po kieliszku wódki. Stojący najbliżej wejścia mężczyzna od razu wyciągnął różdżkę i wymownie spojrzał na wszystkich chłystków, którzy jego zdaniem najbardziej rwali się do bitki, z kolei pozostali stróże prawa natychmiast ustawili się w strategicznych punktach lokalu zwarci i gotowi. Wszyscy, łącznie z barmanem, czekali na dalszy rozwój wypadków. Dowódca tej ekspedycji rozejrzał się po lokalu, aż skupił uwagę na jednym punkcie. To on. Doskonale wiedział, że to on.
- Brać go – wydał krótki rozkaz, po czym machnął od niechcenia ręką w kierunku skulonego przy stoliku mężczyzny o długich, tłustych włosach i ćpuńskim wzroku. Gwardzistom nie trzeba było powtarzać. Dwóch z nich w mgnieniu oka dopadło wskazanego im czarodzieja. Ściągnęli go z krzesła i brutalnie obalili na ziemię, a ten zaczął krzyczeć: – To nie ja, to Zhenya! To on wszystkiemu jest winien! Ja nie mam z tym nic wspólnego! Puśćcie mnie, kurwa, natychmiast! Ja wam zaraz… – Nie spodziewał się, że tak szybko go wytropią po powrocie do Petersburga, ale szybko sobie uświadomił, że wpadł przez własną głupotę i nie ma już szans, by się wydostać. Próbował się jeszcze szarpać, ale zaraz został uspokojony celnym kopniakiem w żebra. A rozjuszony dowódca wyjątkowo gwałtownym ruchem wyciągnął różdżkę i rozejrzał się po knajpie, zauważając przy tym kilka znajomych twarzy.
- Wszyscy won! – warknął z niezadowoleniem gwardzista, sugerując przy tym, że w trybie natychmiastowym powinni się stąd ewakuować. – Chyba, że macie ochotę składać zeznania w Kwaterze Białej Gwardii. – Większa część klienteli niemal od razu skorzystała z tej propozycji, zgarniając do połowy opróżnione butelki i mknąc w stronę drzwi, by nie wpaść w sidła stróżów prawa. A kilkoro z nich przy okazji pozwolili sobie wylegitymować niektórych czarodziejów, w tym Antona Orlovskyego, z którym wcześniej nie mieli do czynienia. Postanowili sobie za to ominąć Alekseia Karamazova, który prowadził „Masquerade” na Eufrozyny Wielkiej, czy jego urodziwą towarzyszkę o smoczych genach, co nie zmieniało faktu, że postanowili im przypomnieć, że to nie jest miejsce dla takich jak oni. Po tym, jak wyproszono ich z lokalu, drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem. Koniec zabawy.

Aleksei, Anton i Nevena z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Nie 10 Cze 2018, 15:09

21.06.1999



Początkowo można było wyjść z mylnego założenia, że ściślejsza niż dotąd współpraca z Gwardią pozytywnie wpłynie na Elenę, że uświadomi ją trochę i umoralni, w efekcie skutkując rozsądniejszym doborem towarzystwa i miejsc, w których się pojawia. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko zyskała kilka dni spokoju od opowiadania się po stronie prawa, dla zachowania równowagi pojawiła się właśnie tu, w przybytku występku, pijaństwa i rozpusty.
Do tawerny weszła jak do siebie, bo też niejako była u siebie. Jasne, żaden z niej był posiadacz czy udziałowiec - zresztą, umówmy się, jakby miała zainwestować jakieś z trudem zarobione pieniądze to na pewno nie w tę spelunę - ale bywała tu tak często, że dawno już zaczęła się czuć niemal jak w domu.
Co, oczywiście, było bardzo złym porównaniem, biorąc pod uwagę, że w domu miała o wiele lepiej.
Tak czy inaczej, wchodząc do lokalu krok miała zawsze wystarczająco pewny, a przy stolikach zazwyczaj zasiadało wystarczająco wielu jej znajomych, by mogła od wejścia uśmiechnąć się przelotnie, jednemu czy drugiemu skinąć głową i z miejsca poczuć się jak członek szemranego stada. Którym w zasadzie przecież była.
- To co zawsze - rzuciła tymczasem przy barze, dokładnie tak jak... cóż, tak jak zawsze. Odkąd zadomowiła się w obskurnym wnętrzu, wypijanie w nim mocnego bimbru o wątpliwych walorach smakowych stało się jakąś tam jej tradycją. Rzadko kiedy brała tu co innego - raz ze względu na przyzwyczajenie, z drugiej strony jednak również przez wzgląd na ograniczone zaufanie. Pędzony przez właściciela bimber już piła, już próbowała, nie umarła. Nie widziała potrzeby próbowania innych rzeczy, które mogłyby się okazać znacznie gorzej przyswajalne.
Wyposażona w niską szklankę o szerokim dnie i butelkę zamówionego trunku - nie zamierzała wypijać jej całej, ale z drugiej strony nie opłacało się kupować alkoholu na porcje; tego, czego nie zmieści, zamierzała tradycyjnie zabrać do domu - usiadła przy jednym ze stolików pod ścianą, odruchowo zgarniając dłonią z blatu zasypujące go okruchy. Nie brzydziła się. Nie mogła, skoro w ogóle tu przychodziła.
Przestawiając nieco krzesła, wygodnie rozwaliła się na jednym z nich, drugie wykorzystując jako podnóżek. Plecak, dotąd zwisający luźno na jednym ramieniu, rzuciła teraz pod stół, tak, by mieć na niego oko. Wiecie, ograniczone zaufanie. Znajomi znajomymi, ale Tyanikova doskonale wiedziała, że wcześniej dobijane interesy niekoniecznie są argumentem, gdy ktoś chce połaszczyć się na twoją własność.
A'propos interesów. Dziś nie odwiedzała lokalu w ich celu. Nie była z nikim umówiona, niczego nie zamierzała kupować czy oglądać, nie miała też nic na sprzedaż. Nie, dziś po prostu przyszła się napić.
Co nie zmieniało faktu, że nieoczekiwana okazja na wzbogacenie się, rozbudowanie kolekcji czy zawarcie intratnych znajomości mogła nadarzyć się zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Stambuł, Turcja

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Tawerna Welesa   Czw 14 Cze 2018, 12:20
Jesteś taki zmęczony.
Musiałeś wyjść czym prędzej ze swojej pracowni, by nie oszaleć. Prawie stamtąd się nie ruszasz, ostatnio poświęcając się tylko po pracy. Widać to po twojej zdartej do krwi skórze na dłoniach, podkrążonych oczach i mocno zmęczonej twarzy, że nie masz czasu na sen i odpoczynek. Dlatego też pierwszy raz od tygodnia postanowiłeś wyjść z domu. Ruszyłeś więc żwawym krokiem przed siebie, myślami natrętnie wracając do Bliskiego Wschodu, jakbyś chciał przywołać na pstryknięcie palca wszystkie wspomnienia i przeżyć je znów na nowo. Nie wiesz, co ze sobą zrobić. Mimo że minął już ponad rok od śmierci Jawada, to czujesz, jakby uleciała z ciebie cząstka życia, która tak naprawdę nigdy nie wróci. Sam jej się pozbawiłeś na własne życzenia, choć wtedy chyba nawet jeszcze nie wiedziałeś, co robisz. Nie mogłeś dłużej zostać w Bejrucie, zacząłbyś się tam dusić na zawołanie tak samo jak wtedy, kiedy miałeś dziewiętnaście lat i chciałeś uciec z rodzinnej Sofii. Mimo upływu lat – nic się nie zmieniło. To samo było też w Stambule, Izmirze czy Baku. Zawsze uciekasz, ale nigdy bez powodu. Ile więc teraz minie czasu, nim Petersburg zacznie ci ciążyć? Co tym razem zrobisz? Kogo zabijesz? Kogo okradniesz? Znowu będziesz czuł się nieswojo i ciężko będzie ci zaczynać każdy kolejny dzień w tym piekielnym mieście. Bo Petersburg to piekło wybrukowane szarością. Widzisz to nawet teraz, spacerując po Niedźwiedzim Ryku i włócząc się z miejsca do miejsca. Wszystko jest tutaj na pokaz. Dlatego właśnie ciągnie cię do tego prawdziwego świata, który mieści się właśnie w takich spelunach. A w nich są i ludzie podobni do ciebie, z prawem na bakier i nie do końca czystym sumieniem. Dostrzegasz kilka dobrze znanych ci twarzy, ale tylko jedna z nich przykuwa dzisiaj twoją uwagę.
- Tyanikova. – Nie mija chwila od wejścia do lokalu i witasz się z koleżanką po fachu, pozwalając się do niej przysiąść bez uprzedniego pozwolenia. Dobrze pamiętasz, jak poznaliście się przez przypadek na początku twojego przyjazdu do Rosji. Od razu wpadła ci w oko, być może dlatego, że – pomimo swojego młodego wieku – miała zadziwiająco dużą i imponującą wiedzę na temat klątwołamactwa, które również i ciebie od zawsze interesowało. W międzyczasie udało wam się dokonać kilku wspólnych transakcji, z czasem miałeś do niej też na tyle zaufania, by zaprosić ją do siebie do pracowni, by pomogła ci przy zaklinaniu przedmiotów, gdy miałeś nóż na gardle i nie byłeś w stanie wyrobić się w terminie. – Dawno się nie widzieliśmy, co nie. – Z lekkim rozbawieniem na twarzy puszczasz do niej oczko, próbując sobie jednocześnie przypomnieć, kiedy ostatnio raz ją spotkałeś, ale wyjątkowo ciężko jest odszukać ci teraz to wspomnienie. – Samotny wieczór? Czy może przeszkadzam? – pytasz po chwili ciszy, w międzyczasie zamawiając u nowego barmana butelkę zimnej rakii. Początkowo chciałeś iść do „Bałkańskiego Kotła”, by zrelaksować się po ciężkim tygodniu pracy i na moment uciec od dręczących cię myśli, ale przy drzwiach dowiedziałeś się od lekko poddenerwowanego właściciela, że lokal przez kilka dni będzie zamknięty. Nie masz do końca pojęcia, co się stało, choć domyślasz się, że zapewne ma to związek z kolejną łapanką podejrzanych czarodziejów i interwencją Białej Gwardii. To nie pierwszy taki incydent, który tam się wydarzył. „Tawerna Welesa” akurat wcale nie była pod tym względem lepsza, ale nic nie poradzisz na to, że odnajdujesz się w takich miejscach najbardziej. A przecież wiesz, że na dobrą sprawę powinieneś ich unikać.
Powrót do góry Go down
 
Tawerna Welesa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: