Навигация

Tawerna Welesa
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Tawerna Welesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieTawerna Welesa   Pią 03 Lut 2017, 16:39
Tawerna Welesa

Tawerna Welesa to wyjątkowo obskurny i odrapany budynek, który ulokowany jest na niemal obrzeżach magicznej części Petersburga. Mimo że absolutnie nie zachęca swoim wyglądem, a szyld lokalu już dawno został zniszczony, to od lat nieustannie przyciąga klientelę. Nie bez powodu, gdyż to właśnie tutaj rozgrywają się wszelkie nielegalne przetargi i handle, stąd też równie często można spotkać tutaj milicję. Interwencje służb bezpieczeństwa i aresztowania drobnych złodziejaszków nikogo nie zniechęcają, a podejrzanej klienteli zdaje się nawet na moment nie ubywać. Samo pomieszczenie niemal w całości wyłożone jest czerwoną cegłą, co nadaje surowości wnętrzu. Oświetla je ogromny, porośnięty pajęczynami żyrandol, który w ostateczności nie daje zbyt wiele światła, dlatego też na drewnianych stolikach umieszczono zardzewiałe, licho tlące się świeczniki. Przy barze stoi za to nieco zaniedbany posąg Welesa, podziemnego boga magii.

Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Nie 10 Cze 2018, 15:09

19.06.1999

Początkowo można było wyjść z mylnego założenia, że ściślejsza niż dotąd współpraca z Gwardią pozytywnie wpłynie na Elenę, że uświadomi ją trochę i umoralni, w efekcie skutkując rozsądniejszym doborem towarzystwa i miejsc, w których się pojawia. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko zyskała kilka dni spokoju od opowiadania się po stronie prawa, dla zachowania równowagi pojawiła się właśnie tu, w przybytku występku, pijaństwa i rozpusty.
Do tawerny weszła jak do siebie, bo też niejako była u siebie. Jasne, żaden z niej był posiadacz czy udziałowiec - zresztą, umówmy się, jakby miała zainwestować jakieś z trudem zarobione pieniądze to na pewno nie w tę spelunę - ale bywała tu tak często, że dawno już zaczęła się czuć niemal jak w domu.
Co, oczywiście, było bardzo złym porównaniem, biorąc pod uwagę, że w domu miała o wiele lepiej.
Tak czy inaczej, wchodząc do lokalu krok miała zawsze wystarczająco pewny, a przy stolikach zazwyczaj zasiadało wystarczająco wielu jej znajomych, by mogła od wejścia uśmiechnąć się przelotnie, jednemu czy drugiemu skinąć głową i z miejsca poczuć się jak członek szemranego stada. Którym w zasadzie przecież była.
- To co zawsze - rzuciła tymczasem przy barze, dokładnie tak jak... cóż, tak jak zawsze. Odkąd zadomowiła się w obskurnym wnętrzu, wypijanie w nim mocnego bimbru o wątpliwych walorach smakowych stało się jakąś tam jej tradycją. Rzadko kiedy brała tu co innego - raz ze względu na przyzwyczajenie, z drugiej strony jednak również przez wzgląd na ograniczone zaufanie. Pędzony przez właściciela bimber już piła, już próbowała, nie umarła. Nie widziała potrzeby próbowania innych rzeczy, które mogłyby się okazać znacznie gorzej przyswajalne.
Wyposażona w niską szklankę o szerokim dnie i butelkę zamówionego trunku - nie zamierzała wypijać jej całej, ale z drugiej strony nie opłacało się kupować alkoholu na porcje; tego, czego nie zmieści, zamierzała tradycyjnie zabrać do domu - usiadła przy jednym ze stolików pod ścianą, odruchowo zgarniając dłonią z blatu zasypujące go okruchy. Nie brzydziła się. Nie mogła, skoro w ogóle tu przychodziła.
Przestawiając nieco krzesła, wygodnie rozwaliła się na jednym z nich, drugie wykorzystując jako podnóżek. Plecak, dotąd zwisający luźno na jednym ramieniu, rzuciła teraz pod stół, tak, by mieć na niego oko. Wiecie, ograniczone zaufanie. Znajomi znajomymi, ale Tyanikova doskonale wiedziała, że wcześniej dobijane interesy niekoniecznie są argumentem, gdy ktoś chce połaszczyć się na twoją własność.
A'propos interesów. Dziś nie odwiedzała lokalu w ich celu. Nie była z nikim umówiona, niczego nie zamierzała kupować czy oglądać, nie miała też nic na sprzedaż. Nie, dziś po prostu przyszła się napić.
Co nie zmieniało faktu, że nieoczekiwana okazja na wzbogacenie się, rozbudowanie kolekcji czy zawarcie intratnych znajomości mogła nadarzyć się zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Tawerna Welesa   Czw 14 Cze 2018, 12:20
Jesteś taki zmęczony.
Musiałeś wyjść czym prędzej ze swojej pracowni, by nie oszaleć. Prawie stamtąd się nie ruszasz, ostatnio poświęcając się tylko po pracy. Widać to po twojej zdartej do krwi skórze na dłoniach, podkrążonych oczach i mocno zmęczonej twarzy, że nie masz czasu na sen i odpoczynek. Dlatego też pierwszy raz od tygodnia postanowiłeś wyjść z domu. Ruszyłeś więc żwawym krokiem przed siebie, myślami natrętnie wracając do Bliskiego Wschodu, jakbyś chciał przywołać na pstryknięcie palca wszystkie wspomnienia i przeżyć je znów na nowo. Nie wiesz, co ze sobą zrobić. Mimo że minął już ponad rok od śmierci Jawada, to czujesz, jakby uleciała z ciebie cząstka życia, która tak naprawdę nigdy nie wróci. Sam jej się pozbawiłeś na własne życzenia, choć wtedy chyba nawet jeszcze nie wiedziałeś, co robisz. Nie mogłeś dłużej zostać w Bejrucie, zacząłbyś się tam dusić na zawołanie tak samo jak wtedy, kiedy miałeś dziewiętnaście lat i chciałeś uciec z rodzinnej Sofii. Mimo upływu lat – nic się nie zmieniło. To samo było też w Stambule, Izmirze czy Baku. Zawsze uciekasz, ale nigdy bez powodu. Ile więc teraz minie czasu, nim Petersburg zacznie ci ciążyć? Co tym razem zrobisz? Kogo zabijesz? Kogo okradniesz? Znowu będziesz czuł się nieswojo i ciężko będzie ci zaczynać każdy kolejny dzień w tym piekielnym mieście. Bo Petersburg to piekło wybrukowane szarością. Widzisz to nawet teraz, spacerując po Niedźwiedzim Ryku i włócząc się z miejsca do miejsca. Wszystko jest tutaj na pokaz. Dlatego właśnie ciągnie cię do tego prawdziwego świata, który mieści się właśnie w takich spelunach. A w nich są i ludzie podobni do ciebie, z prawem na bakier i nie do końca czystym sumieniem. Dostrzegasz kilka dobrze znanych ci twarzy, ale tylko jedna z nich przykuwa dzisiaj twoją uwagę.
- Tyanikova. – Nie mija chwila od wejścia do lokalu i witasz się z koleżanką po fachu, pozwalając się do niej przysiąść bez uprzedniego pozwolenia. Dobrze pamiętasz, jak poznaliście się przez przypadek na początku twojego przyjazdu do Rosji. Od razu wpadła ci w oko, być może dlatego, że – pomimo swojego młodego wieku – miała zadziwiająco dużą i imponującą wiedzę na temat klątwołamactwa, które również i ciebie od zawsze interesowało. W międzyczasie udało wam się dokonać kilku wspólnych transakcji, z czasem miałeś do niej też na tyle zaufania, by zaprosić ją do siebie do pracowni, by pomogła ci przy zaklinaniu przedmiotów, gdy miałeś nóż na gardle i nie byłeś w stanie wyrobić się w terminie. – Cześć. Dawno się nie widzieliśmy. – Z lekkim rozbawieniem na twarzy puszczasz do niej oczko, próbując sobie jednocześnie przypomnieć, kiedy ostatnio raz ją spotkałeś, ale wyjątkowo ciężko jest odszukać ci teraz to wspomnienie. – Samotny wieczór? Czy może przeszkadzam? – pytasz po chwili ciszy, w międzyczasie zamawiając u nowego barmana butelkę zimnej rakii. Początkowo chciałeś iść do „Bałkańskiego Kotła”, by zrelaksować się po ciężkim tygodniu pracy i na moment uciec od dręczących cię myśli, ale przy drzwiach dowiedziałeś się od lekko poddenerwowanego właściciela, że lokal przez kilka dni będzie zamknięty. Nie masz do końca pojęcia, co się stało, choć domyślasz się, że zapewne ma to związek z kolejną łapanką podejrzanych czarodziejów i interwencją Białej Gwardii. To nie pierwszy taki incydent, który tam się wydarzył. „Tawerna Welesa” akurat wcale nie była pod tym względem lepsza, ale nic nie poradzisz na to, że odnajdujesz się w takich miejscach najbardziej. A przecież wiesz, że na dobrą sprawę powinieneś ich unikać.


Ostatnio zmieniony przez Vanya Gorchevski dnia Sro 27 Cze 2018, 01:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Wto 19 Cze 2018, 21:15
Nim przyszedł, zdążyła rozważyć trzy różne scenariusze tego, co powinna ze sobą zrobić w najbliższym czasie, tego, co powinna zrobić z innymi i tego, czego robić absolutnie nie powinna. Nim przyszedł, przez kotłowaninę jej myśli - która wcale nie uspokoiła się ani po pierwszej, ani drugiej szklance bimbru - przemknął bukiet różnych imion, przywoływanych w bardzo różnych kontekstach. Alexander, Irina. Oleg z drugiego piętra. Ta dziewczyna spotykana od czasu do czasu w pubie - Katja? Chyba tak. Katalog postaci, katalog mniej lub bardziej istotnych godności. W tym katalogu Anwar się nie pojawił.
Pojawił się za to osobiście poza nim.
- No proszę - rzuciła lekko, gdy Gorchevski pojawił się przy stoliku. Nie protestowała, gdy zajął miejsce bez zaproszenia, bo i co było w tym dziwnego? Odkąd się poznali, odkąd przekroczyli tę śmieszną granicę czajenia się jeszcze na siebie na rzecz bycia już oficjalnie znajomymi - zawsze to robił. Dosiadał się bez pytania. Proponował robotę w zasadzie nie biorąc pod uwagę odmowy (bo po prostu wiedział, że Elena nie odmawia). Tyanikova zresztą nie pozostawała mu dłużna i w tym też nie było nic dziwnego. Po co pytać o to wszystko? Po co oczekiwać pozwolenia? To głupie. Nie zadawaliby się ze sobą, gdyby coś nie grało, coś nie pasowało, coś było nie tak. Skoro rozmawiali, znaczyło to, że w większości przypadków pytania można było sobie darować. Skoro nie omijali się szerokim łukiem, znaczyło to, że ich kontakty były oczywiste, a pytajniki - zazwyczaj zbędne.
- Ciebie akurat się nie spodziewałam - dokończyła więc tylko blondyneczka, jednocześnie kurtuazyjnie podsuwając Anwarowi butelkę. Pewnie zamówił coś swojego, ich gusta nie zawsze się zbiegały. Mimo tego jakże mogłaby nie zaproponować. Mógł wprawdzie częstować się bez pytania - w zgodzie z powyższymi rozważaniami - ale powiedzmy, że tak było lepiej. Bardziej w zgodzie z dobrym wychowaniem.
- Siedź, jak już siedzisz - rzuciła lekko może niekoniecznie w tym tonie entuzjazmu, którego można by się spodziewać, ale też nie z taką niechęcią, na jaką mogło to wyglądać z boku. To było po prostu stwierdzenie. Zwykła zgoda na to, by spędzić wieczór - lub przynajmniej jego kawałek - wspólnie, skoro obydwoje nie mieli innego towarzystwa. Bo ona rzeczywiście go na dziś nie miała i wychodziło na to, że Anwar również nie.
W międzyczasie wróciła w myślach do spostrzeżenia Gorchevskiego. Dawno się nie widzieliśmy. Tak było. Szczerze mówiąc, Elena nie była sobie w stanie przypomnieć, kiedy spotkali się po raz ostatni. Tydzień temu? Miesiąc? Rok.
Dobra, rok na pewno nie. Ale tak czy inaczej dawno.
- Co się stało, że wyszedłeś ze swojej jaskini? Puścili ci ją z dymem? - Anwar, którego znała, rzadko opuszczał swoje cztery kąty. Anwar, którego znała, potrafił spędzać w swym lokum nieprzyzwoicie dużą liczbę godzin, za nic mając sobie bogactwo usług i atrakcji oferowanych przez Petersburg. Anwar, którego znała, miał z życiem towarzyskim po drodze mniej, niż miała ona.
Nie wiedziała, na ile ten jej Anwar to faktyczny Gorchevski. To mógł być tylko ułamek, jakiś okruch tego, kim mężczyzna był. Ale ona nie znała go innego - jeszcze? Ona miała swój obraz, jakiś zlepek obserwacji, który udało jej się zebrać od czasu przypadkowego spotkania do ostatniego wspólnie przepracowanego popołudnia. I to ten własny kolaż odpowiadał za zadane pytanie. Bo jej Anwar, ten, którego miała w głowie, powinien teraz siedzieć u siebie i prawdopodobnie tonąć pod nawałem zleceń, mniej lub bardziej poprawnych politycznie.


Ostatnio zmieniony przez Elena Tyanikova dnia Wto 24 Lip 2018, 15:51, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pią 06 Lip 2018, 19:45
- Nic dziwnego, że mnie się nie spodziewałaś – mówisz ze szczerym uśmiechem wypisanym na twarzy, wywracając jednocześnie lekko oczami już na samym początku. Prawda jest taka, że ostatnimi czasy nie jesteś zbyt towarzyski. Wolne popołudnia, podobnie jak i późne wieczory, najczęściej spędzasz w swojej pracowni, starając się tym samym wykonać wszystkie zlecone ci zamówienia, głównie te od Raskolników. Doba jest jednak zdecydowanie za krótka, przez co  nierzadko zarywałeś noce, by móc sprostać oczekiwaniom klientów, co da się zauważyć po tobie bez większego problemu. Zastanawiałeś się nawet, czy przypadkiem kogoś nie powinieneś zatrudnić, by odciążył cię chociaż z podstawowych czynności. Nie wiedziałeś jednak, gdzie szukać, choć przypadkiem przeszło ci przez myśl, by zamieścić krótkie ogłoszenie w jednej z magicznych gazet. Nie zależało ci co prawda na szczególnym rozgłosie, o twoim interesie w rzeczywistości wiedzieli tylko nieliczni, lecz byłeś teraz podstawiony pod mur i musiałeś znaleźć kogoś do pomocy. Nie jesteś łatwy we współpracy, zwłaszcza że wszystko najchętniej zrobiłbyś sam i po swojemu, o czym Elena niejednokrotnie zdążyła się przekonać. Nie było chyba za to aż tak źle, skoro Tyanikova jeszcze ani razu mu nie odmówiła z propozycją pomocy przy sprawach związanych z klątwołamactwem. – Ale ja ciebie też nie, jeśli mam być szczery. Ostatnio coś zniknęłaś. – Nie miałeś od niej żadnych wieści. Zastanawiałeś się nawet, czy coś jej się nie stało, skoro od ponad miesiąca nie dawała żadnej oznaki życia i nie odwiedziła cię w pracowni choćby na kilka minut. Jak widać – myliłeś się, bo oto właśnie siedzi przed tobą Elena Tyanikova.
- No wiesz… – zaczynasz niepewnie, nalewając sobie kieliszek rakii i wypijając go haustem na dobry początek. Wiedziałeś dobrze, że twoja koleżanka nie bardzo gustuje w twoim bałkańskim alkoholu, dlatego nie omieszkałeś nie skorzystać z jej propozycji. Nie jesteś szczególnie wybredny, co nie zmienia faktu, że potrafisz docenić dobry trunek. – Nie no, nic się nie stało. Po prostu każdy potrzebuje kiedyś odpoczynku. – Zastanawiałeś się nad tym, by wyjechać z Rosji na kilka dni i zamknąć swój biznes. Przydałaby ci się odrobina relaksu, nawet jeśli nie miałoby to być szczególnie daleko. Może sąsiednia Gruzja? Stamtąd już blisko do Armenii czy Azerbejdżanu, za którym szczególnie było ci ostatnio tęskno, choć dla własnego dobra nie powinieneś tam się pojawiać. – W końcu stwierdziłem, że zasłużyłem i postanowiłem poprosić siebie samego o wolne. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszedłem się gdzieś napić. – A przyznasz, że i samotność zaczęła ci ostatnio niesamowicie dokuczać, czego w ogóle byś się nie spodziewał. Nie bardzo miałeś do kogo się odezwać, nawet twoje rodzeństwo, które przecież mieszkało w tym samym mieście, było pochłonięte swoimi prywatnymi sprawami. Z drugiej strony nie miałeś też ochoty na rodzinne dramaty, może więc powinieneś w końcu odezwać się do Ireny albo Mirona? Zdążyłeś już nawet zapomnieć, jak brzmi głos Twardowskiego. – A ty? Co robiłaś przed ten czas? Domyślam się, że też miałaś dużo na głowie. – Nie da się ukryć, że klątwołamacze są ostatnio jedną z najbardziej rozchwytywanych profesji w świecie magicznym, o czym codziennie sam się przekonujesz, uginając się pod ilością zleceń.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Wto 24 Lip 2018, 16:24
Zniknęła. No tak, rzeczywiście, trochę tak było. Żeby nie było - nie planowała tego. Częściowe wycofanie się z życia towarzyskiego nie było celowe, nie należało do starannie przemyślanych, mających jakiś konkretny cel planów, które Elena układała w swojej główce. Co więcej, ono w ogóle do Tyanikovej nie pasowało, to wycofanie. Było dziwne, nienaturalne. Myśląc o Lenie nie brało się pod uwagę, że może ona tak po prostu odmówić wyjścia na miasto, nie pojawić się w którymś z pobliskich pubów, wzgardzić propozycją melanżu trwającego nie jedną, a dwie bądź trzy noce. Tyanikova była przecież kimś innym, kimś, kto wszystkie podobne oferty przyjmował, który dokładał do nich jeszcze trochę własnej inicjatywy, wracając potem do domu - ku niezadowoleniu Aleksandra - w stanie co najmniej umiarkowanego sponiewierania. Elena nie wycofywała się. Elena nie unikała ludzi.
Teraz jednak jakoś tak wyszło, że rzeczywiście to robiła.
To było dobre spostrzeżenie, to Anwara. Tak dobre, że Elena musiała się dobrze zastanowić, by złożyć jakąś sensowną odpowiedź. Z jednej strony rejestrując wyjaśnienia chłopaka - że jednak mu jaskini z dymem nie puścili, że po prostu pracoholizm trochę go znużył, że po prostu miał wolne, że chciał złapać oddech - z drugiej zastanawiała się. Jeden, drugi niespiesznie wysączony łyk alkoholu towarzyszył wycieczce przez własne wnętrze, małej eskapadzie w poszukiwaniu odpowiedzi. Zniknęła.
Na wszystkich bogów, rzeczywiście zniknęła, wycofała się. Jak to, do cholery, możliwe?
- Faktycznie, było trochę roboty - przyznała w końcu, starannie dobierając słowa, gdy już skinęła parokrotnie głową ze zrozumieniem na wyjaśnienia Anwara. Starannie, bo nie mogła - nie chciała - powiedzieć wszystkiego. Na przykład o współpracy z Białą Gwardią, która ostatnio zaangażowała ją bardziej, niż Elena początkowo zakładała. Jak w ogóle miałaby o tym wspomnieć? Jak miałaby powiedzieć: hej, zabawiam się ze służbami bezpieczeństwa, nie tracąc przy tym własnych klientów, współpracowników, własnych informatorów bez których nie byłaby w stanie rozbudowywać własnej kolekcji? Jak miała postawić swoje nazwisko obok nazwiska Yanevej, nie zrywając przy tym brutalnie starannie splecionej sieci znajomości i koneksji? Nie mogła. No właśnie.
Podobnie nie mogła też wspomnieć o animagii i o tym, co się z nią wiązało, a co było integralną częścią jej życia. O tym, jak bardzo ją to czasami męczyło. Jak bolało. Jak rujnowało jej ciało - a rujnowało bardziej, niż można by się spodziewać. Elena jednak się z tym nie obnosiła. Nie była słaba, by mówić o słabościach, ale też - może przede wszystkim - nie odkrywała swojego azylu. Bo irbis, smukłe, pełne gracji ciało drapieżnika to zawsze był jej azyl, jej wolność, niezależnie ile musiała za to płacić.
- Ludzie dostali ostatnio pierdolca, co? - rzuciła więc ostatecznie, parskając cicho. Klątwołamacze - nie tylko ona - zaczęli byś ostatnio nad wyraz rozchwytywani. Coś się działo, dziwne rzeczy, a gdy dzieją się dziwne rzeczy, to szuka się kogoś, kto w tym siedzi. Klątwołamacze byli takimi ludźmi. Klątwołamacze parali się brudną robotą, a to było teraz bardzo w cenie. - Opędzić się od zleceń nie można, każdy nagle potrzebuje klątwy, zdjąć klątwę albo zrobić cholera wie co jeszcze z tymi klątwami.
Rozparła się wygodniej na krześle, zamyślając się na chwilę.
- No i kolekcja - dodała wreszcie, po kilku momentach zatrzymując dryf myśli. O jej kolekcji Anwar wiedział - ogólnie, o tym, że Ela ją ma, że zbiera co ciekawsze zdobycze. Nie opowiadała mu, co konkretnie posiada, tak jak nie opowiadała nikomu. Szczerze mówiąc, pełnej inwentaryzacji jej zbiorów prawdopodobnie nie zrobił nawet mieszkający pod tym samym dachem Aleksander. Mimo to sam fakt takiego a nie innego hobby nie był dla Anwara tajemnicą, co więcej - czasem korzystała z jego pomocy i tych znajomości, które miał chłopak, a nie miała ona. - Prowadzenie jej i rozbudowywanie to szalenie zajmująca aktywność. I czasochłonna. - Uśmiechnęła się przelotnie. - Nie słyszałeś ostatnio o czymś ciekawym, na czym mogłabym położyć ręce? - rzuciła tak, jak rzucała zazwyczaj, gdy ten temat pojawiał się w ich rozmowach. Niezobowiązująco, ale tak, że gdyby Anwar jednak o czymś słyszał, wyciągnąć z niego jak najwięcej. Wyciągnąć - i odwdzięczyć się. Zapłacić. Być winną przysługę. Elena miała swoją godność, nie oczekiwała pomocy charytatywnej.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Tawerna Welesa   Wto 31 Lip 2018, 19:31
- Czasem tak jest, dobrze to znam – przyznajesz jej bezapelacyjnie rację, opierając się nonszalancko o drewniane krzesło i oblizując lekko nawilżone od alkoholu usta. Elena nie musi ci się tłumaczyć, podobnie jak ty nie musisz tego robić. Sam przecież doskonale wiesz, jak to czas zdradliwie potrafi uciekać. Nim się łaskawie obejrzałeś za siebie i zdecydowałeś o niespodziewanym powrocie do Petersburga, jak na pstryknięcie palcami zdążyło minąć osiem lat od twojego pamiętnego wyjazdu z Bułgarii. Ale twoje życie było intensywne i z dnia na dzień, biegłeś przed siebie tak szybko, jak tylko mogłeś. Jedynie od czasu do czasu zapobiegawczo zwalniałeś, by zaczerpnąć świeżego oddechu i zresetować się choćby na moment. Jedynie teraz się uspokoiłeś – praca niemal w całości przejęła twoje życie towarzyskie, które nigdy nie było aż tak bogate jak choćby w Turcji. Nieustanna myśl o Stambule wciąż rozrywa ci serce, a wspomnienia z najlepszego okresu w twoim życiu wracają do twojej głowy niemal jak bumerang. Może najwyższy czas znowu nauczyć się tu i teraz? – Myślę, że to akurat za mało powiedziane – przyznajesz śmiało z lekkim śmiechem pod nosem, bo to, co ostatnio się działo – i nie tylko w czterech ścianach twojej pracowni – przekraczało wszelkie granice rozsądku. Nigdy nie sądziłeś, że twój mały biznes rzemieślniczy, który postanowiłeś otworzyć pod wpływem niezrozumiałego impulsu, stanie się popularniejszy niż byś zakładał na początku. Do tego stopnia, że coraz częściej zastanawiasz się, czy przypadkiem nie powinieneś kogoś zatrudnić choćby do pracy za ladą w sklepie – co wcale nie jest takie łatwe w tym przypadku, gdyż zazwyczaj wszystko wolisz wykonywać samodzielnie, od czasu do czasu korzystając jedynie z pomocy z zaufanych ci osób, do których z całą pewnością należała Tyanikova. Ale i jej nie mogłeś też nieustannie zabierać cennego czasu.
- Kurwa, pewnie sami jesteśmy teraz przeklęci. – A czasem tak nie jest, że przez przypadek coś ściągnąłeś na siebie? Klątwy od zawsze cię fascynowały, a to, co powszechnie zakazane przyciągało niemal od razu twoją uwagę, mimo że przez wiele lat stałeś z boku i stosunkowo późno zacząłeś rozwijać swoje pasje. Dopiero wyjazd z Bułgarii ci to umożliwił – mimo że niby miałeś możliwości, by zająć się tym wcześniej, ale nie tego chcieli twoi rodzice. A ty nigdy nie chciałeś być produktem oczekiwań, które całe życie spędzi już w postkomunistycznej Sofii. Przynajmniej tak to wszystko ostatecznie zapamiętałeś, bo im starszy jesteś, tym więcej wspomnień z lat młodości masz już za gęstą mgłą. Przysłuchując się uważnie słowom Tyanikovej, zamykasz na moment oczy, by przypomnieć sobie kilka istotnych rzeczy. – Podziwiam twoje zdeterminowanie odnośnie powiększania kolekcji. Ja nie mam w sobie tyle cierpliwości, chyba że coś przez przypadek trafi w moje sidła – odpowiadasz szczerze, pozwalając sobie na krótki uśmiech. – W sumie to… – zaczynasz nieśpiesznie, leniwie na nią spoglądając i racząc się alkoholem przed dalszą częścią swojej wypowiedzi. – Powiem ci, że słyszałem co nieco. – Obiło ci się coś o uszy podczas ostatniej wizyty w Równoświecie, dlatego sam nawet ostatnio o tym myślałeś, czy przypadkiem nie zainteresować tym Tyanikovej i nie szepnąć kilka słów za dużo. Nigdy co prawda oficjalnie nie mówiłeś jej o tym, że należysz do Raskolników, chociaż dobrze znała twoje poglądy i mogła śmiało wydedukować, po której stronie barykady stoisz. – Musiałbym jednak bardziej się zainteresować i zrobić rozeznanie, bo nie chcę wprowadzić cię teraz w błąd. Nie wiem, czy będziesz mogła na tym położyć swoje ręce, ale jestem też pewien, że tego nie pożałujesz – uściślasz po chwili namysłu.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Sob 18 Sie 2018, 17:08
Uśmiechnęła się przelotnie pod nosem na te ich wspólne analizy rynku. Każdy biznes miał swoje wzloty i upadki. Każda dziedzina raz rozkwitała, by za parę dni, tygodni czy miesięcy albo umrzeć śmiercią mniej lub bardziej naturalną, albo po prostu powrócić do bardziej umiarkowanej egzystencji, takiej na pograniczu zwykłej rutyny i narastającej nudy. Rynek klątw i uroków - tak w kontekście ich nakładania, jak i odczyniania - niewątpliwie miał teraz swoją pasję. Sama Elena nie do końca umiała przy tym powiedzieć, dlaczego. To znaczy, w jakiś tam sposób zdawała sobie sprawę, że to zasługa dziwnych wydarzeń. Dziwne wydarzenia, to szalenie szerokie pojęcie, co? Ale dokładnie tak Tyanikova określała wszystko, co ostatnio się działo. Po prostu rzeczywistość zdawała się w jakiś sposób zmieniać, wymykać spod kontroli, a skoro tak, to trudno było dziwić się ludziom, że chcieli mieć pod ręką coś swojego, co potencjalnie mogłoby ich ochronić - lub przynajmniej zaszkodzić komuś, kto byłby zagrożeniem. Elena absolutnie się temu nie dziwiła i rozumiała, że ta dziwność musiała być silnym czynnikiem sprawczym, dzięki któremu Anwar nie mógł opędzić się od roboty. Oczywiście, to nie mogło być jednak wszystko, musiało być więcej możliwych wyjaśnień, więcej argumentów mogących uzasadnić, dlaczego ich branża dosłownie teraz eksplodowała. Tyanikova, choć do myślicielek - przynajmniej pozornie - raczej nie należała, i tak zastanawiała się nad tym czasem. Nie, żeby poznanie powodu takiego a nie innego stanu rzeczy było jej w ogóle do czegokolwiek potrzebne - nie było. Mimo tego zastanawiała się, bo po prostu trudno było się nie zastanawiać. I wiecie co? Nie wymyśliła niczego konkretnego. Po prostu było dziwnie, w bardzo, bardzo szerokim znaczeniu, jakie charakteryzowało to pojęcie.
- To, mój drogi, jest rzeczywiście bardzo prawdopodobne - przyznała tymczasem, uznając jednocześnie koncept bycia przeklętą za wybitnie zabawny. To znaczy, w klątwach tak naprawdę nie było nic zabawnego, a już na pewno nie wtedy, gdy człowiek stawał się jej celem, ofiarą. Mimo tego myśl, że od małego obcując z klątwami, że poświęcając całe życie walce z nimi miałaby w końcu z którąś z nich przegrać, była w pokrętny sposób zabawna. Tym bardziej, że podobny rozwój wypadków był w zasadzie prawdopodobny. Nieważne, jak bardzo było się ostrożnym, błąd czekał każdego. Tak po prostu było, taki był porządek rzeczy. W przypadku zaś ich branży błąd był o tyle problematyczny, że... Cóż. Mógł poskutkować klątwą. Dosłownie.
Tym niemniej, Elena nie czuła się szczególnie sparaliżowana tą perspektywą i pokręciła tylko głową z rozbawieniem, znacznie więcej uwagi - i powagi - przywiązując natomiast do kolejnych słów Anwara. Bo tam, gdzie pojawiała się opcja biznesu i zarobku, tam miejsca na żarty było mały. Tyanikova, co by o niej nie mówił, była profesjonalistką. Był czas na śmieszkowanie, ale był też na konkrety. To niekoniecznie wypadało w tej samej chwili.
- Słyszałeś - powiedziała bardzo powoli, świdrując chłopaka wzrokiem i odruchowo tylko sięgając po alkohol, w którym ponownie zamoczyła usta. - Słyszałeś o czymś ciekawym. No proszę. - Nie spodziewała się tego nie dlatego, że żyła w przekonaniu, że Anwar niczego ciekawego nigdy jej nie powie - niejednokrotnie było już przecież zupełnie odwrotnie - co dlatego, że specyfika jej hobby kolekcjonerki po prostu wymagała cierpliwości. Rzadko kiedy faktycznie się o czymś słyszało. Było bardzo wiele plotek, barwnych legend i pół-zmyślonych historii, a bardzo mało konkretów. Początkowo łapiąc się na byle przynętę, teraz Elena nauczyła się, jak odsiewać ziarno od plew i, przede wszystkim, jak nie liczyć na cud. Czekać, oto do czego często sprowadzało się bycie kolekcjonerką.
A teraz Anwar mówił, że może jednak było coś na horyzoncie i nawet, jeśli w teorii nie mogłaby tego czegoś dostać, jak sugerował kolega, Elena wykazała zainteresowanie. Duże. Nie musiała wiedzieć, o czym dokładnie mówią. Sama perspektywa, że gdzieś w zasięgu istnieje coś ciekawego wystarczała.
- Dobrze wiesz, jak niezmiernie byłabym wdzięczna, gdybyś był w stanie powiedzieć mi coś więcej - stwierdziła więc po prostu, zupełnie nie kryjąc delikatnego rozbawienia. Nie pracowała z Anwarem po raz pierwszy. Znała go jako wiarygodnego, dobrego współpracownika, a on ją - jak miała nadzieję - za solidnego pracodawcę, gdy rzeczywiście w takiej akurat roli występowała. Bo Elena naprawdę starała się, by jej układy biznesowe wyglądały dobrze. Nie wykorzystywała ludzi. Nie brała nic za darmo. A jeśli oszukiwała, to z klasą.
- Gdybyś zdobył dla mnie informacje, byłabym w stanie za nie zapłacić - powiedziała więc dokładnie tak, jak już niejednokrotnie przy podobnych rozmowach. Podobnie też jak zwykle nie dodawała, że informacje towarem są cennym, ale kontakty z innymi ludźmi czy wręcz pokazanie drogi do interesującego przedmiotu - jeszcze cenniejszym. Anwar to wiedział. Nie siedział przecież w biznesie od dziś.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

27 lat

czysta

za Raskolnikami

twórca magicznych przedmiotów i kłątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t618-vanya-gorchevski#1088 http://petersburg.forum.st/t619-vanya-gorchevski#1092 http://petersburg.forum.st/t622-vanya-gorchevski#1097 http://petersburg.forum.st/t620-kadar#1095
PisanieRe: Tawerna Welesa   Pon 03 Wrz 2018, 14:47
- Wiesz, jak to jest. Pewnie sami na siebie coś sprowadziliśmy przez przypadek – odpowiadasz ze śmiechem, lekko szturchając łokciem Elenę. – Chociaż raz mi się coś takiego przytrafiło jak zaczynałem swoją zabawę z klątwami. Co prawda nic groźnego, ale wciąż. – Masz przecież podobny pogląd na to, co się teraz dzieje. Te dziwne wydarzenia, które ostatnio miały miejsce w świecie magicznym, sprawiły że klątwołamactwo stało się teraz czymś wielce pożądanym wśród czarodziejów. Nie brakowało tych, którzy pragnęli poczuć się choć przez moment bezpieczni w Rosji ogarniętej chaosem, podobnie jak i tych chcących z osobistych powodów zaszkodzić innym czarodziejom. Ty nie zamierzałeś nikogo rozliczać ze swoich poczynań, wykonywałeś swoją pracę za uczciwe pieniądze, a co dalej – to już nie było w twoim interesie. Nie zadawałeś niewygodnych pytań, nie przekraczałeś granic prywatności, być może dlatego też zaskarbiłeś sobie zaufanie klienteli. Ostatnimi czasy nie mogłeś też narzekać na sprzedaż w sklepie – wszystkie przedmioty magiczne, które stworzyłeś własnymi rękoma lub sprowadziłeś z innych zakątków świata, zwłaszcza tych dobrze ci znanych, znikały z regałów niemal od razu, a ty uginałeś się pod ciężarem kolejnych zamówień. Nie sądziłeś nigdy, że twój skromny biznes aż tak się rozkręci, zwłaszcza że w zasadzie powrót do Rosji był kwestią przypadku. Niczego nie planowałeś, co wyszło ci tylko na dobre. – Tak w ogóle to zastanawiam się, czy przypadkiem nie znasz kogoś zaufanego, kogo mógłbym u siebie zatrudnić. Raczej do brudnej roboty za ladą. Jeśli tak dalej pójdzie, to więcej pewnie nie wyjdę z pracowni, a wolałbym jednak od czasu do czasu wyjść do ludzi. – Pora w końcu zdecydować się na ten krok, bo inaczej dość szybko się to na tobie odbije. Już przecież chodzisz nieustannie przemęczony.
- Ano, słyszałem – powtarzasz cicho pod nosem, po czym puszczasz do niej z rozbawieniem oczko, widząc ten jej charakterystyczny błysk w oku. W morzu plotek ciężko było uzyskać wiarygodne informacje, potrzeba było czasu, by się przez nie przebić. Rzadko miało się pewność odnośnie wiarygodności źródła, jednak w tym przypadku dobrze znałeś tę osobę, od której usłyszałeś kilka interesujących wiadomości. – Skontaktuję się z nią w najbliższym czasie. Musisz mi tylko przypomnieć o tym listownie, bo inaczej zapomnę – dodajesz po chwili, po czym upijasz łyk alkoholu. – Wiem, wiem. Nie musisz mnie o tym zapewniać. – Znasz Elenę na tyle dobrze, choć stosunkowo krótko, że masz do niej zaufanie. Do tej pory cię nie zawiodła, ze wszystkiego wywiązywała się bez żadnego zastrzeżenia, co tym samym sprawiało, iż znajdowała się w gronie jednych z twoich ulubionych osób. Interesy z nią to była sama przyjemność, czego najczęściej nie dało się powiedzieć o klientach, z którymi miałeś do czynienia na co dzień. O nich mógłbyś napisać książkę, gdybyś tylko miał więcej talentu. – O wszystkim cię poinformuję – zapewniasz ją na sam koniec, opierając się nieco wygodniej o krzesło. – Jak w ogóle  sprawy z ostatnim przetargiem? Wszystko poszło po twojej myśli? – pytasz z ciekawością, po raz kolejny odruchowo sięgając po alkohol. Pamiętasz, że podczas ostatniego spotkania coś Elena wspominała, ale jednocześnie nie chciała zdradzać zbyt wielu szczegółów. Być może teraz będzie chciała się tym z tobą podzielić, skoro najpewniej już jest po wszystkim? – Pochwal się, co tam udało ci się zdobyć. – Zawsze w końcu jesteś ciekawy tego, co tym razem dołączyło do jej niemałej kolekcji, którą przecież tak cierpliwie gromadziła.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Tawerna Welesa   Wto 11 Wrz 2018, 20:35
Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. Temat klątw nie był szczególnie zabawnym, zwłaszcza wtedy, gdy miało się być ich ofiarami, ale umówmy się, Elena zawsze miała specyficzne poczucie humoru. Takie, które kazało jej się śmiać ukradkiem na niektórych pogrzebach oraz, bardziej ostentacyjnie, przy okazji kłótni czy innych spięć. Takie, przez które co niektórzy krzywili się z niesmakiem, a pozostali wciąż widzieli w niej niedojrzałą gówniarę. Tyanikova nie zamierzała jednak nic z nim robić, nie zamierzała dojrzewać ani poważnieć, bo hej, najważniejsze przecież, że sama się dobrze bawiła, nie?
- Cóż, mój brat lubi powtarzać, że mój charakter jest skutkiem jednej wielkiej klątwy i choć sama absolutnie nie mogę się z tym zgodzić - Sasza po prostu nie docenia mojego uroku osobistego - to niby w każdej największej nawet głupocie może być ziarno prawdy - parsknęła cicho.
Upijając łyk alkoholu, potem kolejny, zamyśliła się na moment nad pytaniem Anwara. Znała ludzi, niewątpliwie. Znała bardzo wielu ludzi, z których niektórzy być może faktycznie zasługiwaliby na miano godnych zaufania. To, że Gorchevski pytał ją o kogoś poleconego zupełnie jej nie dziwiło - znali się wystarczająco długo, by on mógł mieć pewność, że Elena nie podstawi mu nikogo felernego, a jej z kolei zupełnie przez myśl nie przechodziło, by mogła chcieć na tej sytuacji w jakikolwiek sposób skorzystać. Wiecie, podstawić własną wtykę, kogoś od brudnej roboty, rękami kogo mogłaby odnieść mniej lub bardziej wymierne korzyści z dojścia do pracowni Anwara. To nie był pomysł, który mógłby przyjść jej do głowy, bo mężczyzna był jej kumplem, po prostu. Może nie najlepszym i nie wybitnie dobrze znanym, może w zasadzie bardziej dalszym niż bliższym znajomym, ale nadal był jej. W jej stadzie. A ona własnego stada nie gryzie, nie sra do własnego gniazda.
- Mogę mieć jedną dziewczynkę - powiedziała w końcu po szybkim przejrzeniu w głowie potencjalnych kandydatur. Miała ich więcej, więcej typów, które mogłaby podsunąć Anwarowi - to, że wskazała akurat na jedną znajomą wynikało po prostu z szybkiego powartościowania potencjalnych pracowników na tych, którzy mogą być mężczyźnie najbardziej przydatni i jednocześnie takich, z których ona sama nie zamierzała korzystać. Bo Elena też miała swoich ludzi, zatrudnianych mniej lub bardziej oficjalnie. W jej przypadku jednak większość współpracowników stanowili mężczyźni, bo... Cóż, powodów była garść, choć te najważniejsze sprowadzały się do zwyczajnej fascynacji męską siłą, którą Tyanikova uważała za całkiem solidny atut u współpracowników, oraz brak większego zaufania do kobiet. Elena doskonale wiedziała, że jej gatunek jest podstępny, dwulicowy i często bardziej niebezpieczny niż panowie. Wiedziała to i właśnie dlatego nie chciała się z pannami użerać. Kobiety mogła mieć w łóżku - w zasadzie gościła je tam całkiem chętnie - ale niekoniecznie w biznesie. Ot, jej własna, arogancka filozofia na prowadzenie działalności.
- Polka, przyjechała niedawno, Arek mnie z nią poznał - kontynuowała więc, jednocześnie nie uważając za stosowne wyjaśniać, kim był Arek. Nie musiała jednak - Anwar to wiedział. Arkadiusz Branicki, jej mentor i przewodnik w szerokim świecie klątwołamactwa nigdy nie był tajemnicą, a jego postać nie raz już przewijała się w rozmowach. - Jest bystra i szybko się uczy, i pytań nie zadaje za wiele. - Uśmiechnęła się przelotnie. Dyskrecja zawsze była w ich branży kluczem. - Zapytam ją, czy byłaby zainteresowana i podrzucę jej namiary na ciebie, gdyby chciała jakichś konkretów. Ostatecznie może miałbyś z niej większy pożytek niż tylko za ladą. - Wzruszyła lekko ramionami, wyjątkowo nie mając na myśli nic nieprzyzwoitego.
Na wzmiankę o potencjalnym nowym nabytku - szybko zaczynała tak myśleć o każdym artefakcie, jaki pojawiał się na horyzoncie - skinęła tylko głową i nie drążyła tematu. Zamierzała się przypomnieć, skoro Anwar sam to zasugerował, ale w tej chwili nie było za wiele do dodania. Dużo natomiast mogła mówić o ostatnim zakupie, o czym aż nadto wyraźnie świadczył szeroki uśmiech, jaki odmalował się na jej drobnej twarzyczce.
- Jak zawsze, kolego, jak zawsze - przyznała bez fałszywej skromności. Wprawdzie było to naciągane, bo jak każdy miała swoje potknięcia i nieudane transakcje, tym niemniej zazwyczaj była skuteczna i większość tego, co chciała zdobyć - zdobywała. - Pióro Saszy Tierieszkowej, słyszałeś o nim? Bardzo ciekawy przypadek klątwy, której działanie polega na produkowaniu kolejnych klątw - wyjaśniła, wiedząc, że choć pióro to przewijało się na kartach starych ksiąg, niewiele w sumie się o nim mówiło, a odkąd uznane zostało za zniszczone, wieści o nim niemal zupełnie zaginęły. - Napiszesz nim czyjeś nazwisko, a osoba ta kolejnego dnia może obudzić się z łbem świni czy innym syfem. To wprawdzie bardziej ciekawostka niż faktycznie użyteczna rzecz, bo raz, że nakładane klątwy to zwykle mało finezyjne, łatwe do zdjęcia żarty, a samo pióro ma swoje zgrzyty i nie wydaje się działać prawidłowo, ale... - Wzruszyła lekko ramionami i roześmiała się cicho. - Lubię ciekawostki.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Tawerna Welesa   
Powrót do góry Go down
 
Tawerna Welesa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: