Навигация

Przychodnia weterynaryjna
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Przychodnia weterynaryjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisaniePrzychodnia weterynaryjna   Pią 03 Lut 2017, 16:39
Przychodnia weterynaryjna

Dostosowana do potrzeb zwierząt magicznych jak i nie, mieści się na parterze dużego budynku na końcu ulicy. Klinikę założył przed laty szanowany profesor i od lat zatrudnia w niej wielu specjalistów od różnych gatunków i chorób. Gabinety są tylko trzy, przed wejściem do ich sterylnych wnętrz trzeba jednak odczekać swoje w wypełnionej przedziwnymi dźwiękami i zapachami poczekalni. Przemiła recepcjonistka o imieniu Slava przy wejściu pyta, czy pan był umówiony, przyjmując także tych, którzy potrzebują pomocy bez uprzednio ustalonej wizyty. Po biurku skaczą tresowane szczury i układają kartoteki pacjentów. Jest w przychodni również niewielkie ambulatorium, w którym jeszcze jeden weterynarz zajmuje się przypadkami nagłymi.

Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Pią 14 Kwi 2017, 14:05
Już od wczoraj jej mrucek był chory. Niedawno przygarnięty, młody, żwawy nie sprawiał wrażenia, aby coś miało mu się dziać. Dziś Dunja z zawodem i smutkiem patrzyła, jak wczoraj uroczy zwierzak dziś jest zupełnie nie w formie. No ale cóż zrobić? Skoro mu nie minęło wiedziała, że musi go wziąć do weterynarza.
Zastanawiała się czy przedtem wysłać orła, ale stwierdziła, że z samego rana może uda jej się wejść bez zapisu. Jak nie to spróbuje się wepchnąć albo umówić już na miejscu. Ewentualnie zaryzykuje i pójdzie do PUMowskiej lecznicy, tam na pewno potrzebują "obiektów badań".
Przychodnia w Niedźwiedzim Ryku już na wejściu zrobiła na niej dobre wrażenie. W recepcji schludno, tresowane szczury układały kartoteki, a recepcjonistka z uśmiechem nie wyglądającym na sztuczny od razu ją zauważyła.
- Dzień dobry pani. Była pani umówiona? - spytała ją kobieta z plakietką z napisem "Slava".
- Niestety nie. Myślałam, że mojemu mruckowi minie złe samopoczucie przez noc, ale że nic się nie zmieniło przyszłam do państwa z samego rana już nie pytając o wolny termin. Może zostać przyjęty?
- Proszę chwilę poczekać... - Slava sprawdziła w terminarzu. - Doktor Vasilchenko jest w tej chwili wolny. Proszę poczekać w poczekalni, pójdę go poinformować.
Dunja pozornie spokojnie usiadła, ale po głowie latało jej wiele myśli. Nigdy nie spodziewała się spotkać jakiegokolwiek szlachcica w takim miejscu jak to. Dla niej to oznaczało dwie rzeczy - był czarną owcą albo kimś podążającym za marzeniami. W obu przypadkach jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Czuła, że jest szansa, aby któraś z jej córek dobrze się z nim zapoznała...
W końcu chodziło o nazwisko, bo dobre partie trafiały się w każdej grupie społecznej.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Sob 15 Kwi 2017, 00:00
Kawa. Innej opcji nie ma. Umyłeś już ręce po przycięciu pazurków u starszawego teriera i w przerwie od ignorowania piętrzących się na biurku teczek czas zrobić sobie kawę. Przez kilka minut, które minęło od wstawienia wody do zalania smętnej kupki pomielonych ziarenek najtańszej arabiki, mierzyłeś ostrożnym wzrokiem dokumentację i rozważałeś szansę na ucieczkę przed nimi zanim przyjdzie kolejny pacjent, umówiony dopiero za godzinę. Kalkulacje wyszły marnie i ja już wiem, co sobie myślisz, Kola.
Że takie tresowane szczury to świetna sprawa i chyba też musisz sobie zainstalować jednego. Nie zauważyłeś nigdy, by Slava musiała się mierzyć z takimi ilościami biurokracji, więc chyba faktycznie sporo pomagają.
A skoro już o Slavie mowa, ta właśnie zajrzała przez uchylone drzwi. Zastała cię wąchającego kawę, czyli – w raczej nieprofesjonalnej pozycji.
Czyli jednak znalazł się ratunek przed wypełnianiem zaległych kart. Te wszystkie szczepionki, protokoły, zużyte maści i opatrunki skutecznie cię przerastały. Kobieta z mruckiem natomiast? Brzmiało wyśmienicie, oczywiście, niech wejdzie. Weź dwa-trzy małe łyki gorącego napoju na pobudzenie, popraw kitel i jakoś pójdzie. Mrucki nie należą do najbardziej skomplikowanych stworzeń.
- Dzień dobry. - witasz się grzecznie, z zapałem niewspółmiernym do prezentowanego przypadku. Ruda pani wniosła na rękach mrucka, może nieco przy kości, ale na pierwszy rzut oka wszystko było z nim w porządku. – Nazywam się Vasilchenko, postaram się pomóc.
Nie miałeś przyjemności widzieć kobiety wcześniej, ale to nie szkodzi. Jesteś profesjonalistą, przyjmujesz nawet niezapisanych wcześniej pacjentów, witasz nowych jak dobrych znajomych. Atmosfera modelowego gabinetu, jak stoi napisane w broszurce, którą można sobie wziąć z biurka Slavy.
- Proszę powiedzieć, co się stało.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Sob 15 Kwi 2017, 15:11
Dunja czekając tę krótką chwilę zachwycała się szczurami na biurku recepcjonistki. Mrucek niestety nie - normalnie byłaby zirytowana, że próbuje łapać czyjeś zwierzątko domowe, ale dziś byłby to dobry objaw. Westchnęła lekko zrezygnowana.
Kiedy Slava przyszła ją poinformować, że może już wejść do gabinetu dopytała z ciekawości, gdzie można dostać tak pracowite zwierzątka. Niestety, kobieta nie chciała jej powiedzieć informując, że to tajemnica przychodni. Szkoda, pewnie w jej pracy by się przydały, gwardziści wbrew pozorom zajmują się w dużej mierze także biurokracją.
Uśmiechając się przyjaźnie Yaneva weszła do gabinetu z zamiarem zarówno wyleczenia mrucka, jak i przyjrzeniu się doktorowi. Liczyła, że wreszcie znajdzie jakiegoś porządnego mężczyznę dla córki - żadna z jej pociech nie umiała sobie nikogo takiego znaleźć.
- Dzień dobry doktorze - zamknęła za sobą drzwi.
Ostrożnie położyła zwierzątko na stole, aby Vasilchenko mógł je obejrzeć. W międzyczasie oceniła, że on sam wygląda dobrze i przystojnie.
- Właśnie nie wiem. Jeszcze wczoraj z rana było z nim wszystko w porządku, a po południu Boris markotniał w oczach, nie chciał jeść ani pić, nic go nie interesuje. Nawet te szczury na recepcji, normalnie by chciał się na nie rzucić. Mam go od niedawna, poprzedni właściciel nie informował mnie, że ma jakieś zdrowotne problemy. Tak mnie ta sytuacja zmartwiła, że naprawdę wolałam nie czekać co będzie, pewnie jest już odwodniony - powiedziała lekko zmartwionym głosem.
Przez chwilę obserwowała poczynania mężczyzny. Zastanawiała się czy dałaby radę go jakoś zapoznać z córkami.
- Chyba jakiś zły dzień mamy, co? Pan też nie wygląda za dobrze - zaczęła niewinnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Pon 17 Kwi 2017, 23:35
Mrucek (a, nie – już Boris) faktycznie wydawał się nieco otępiały. Chociaż na ogół są bardziej przyjazne i ufne niż zwyczajne koty, żaden nie zniósł jeszcze pomiaru temperatury tak dobrze, jak ten. Przeprosiłeś kobietę półgębkiem, a potem zacząłeś gadać do zwierzęcia. Że nie będzie bolało, może, owszem, niezbyt to przyjemne, ale konieczne. Miał suchy nos, a to wieloznaczny, ale dość ważny objaw. Wydało ci się też, że oczy mu łzawią.
- Dobrze, że pani z nim przyszła, mrucki są czasem delikatnego zdrowia, zwłaszcza po zmianie otoczenia. Skąd go pani dostała? – nie żeby trzeba je było koniecznie kupować z hodowli za ogromne pieniądze, ale lubią łapać choroby od innych zwierząt. Jeśli był trzymany z psami albo ptakami, trzeba by rozszerzyć badania.
Zajrzałeś do uszu zwierzęcia, pomagając sobie niewielką latarką. Potem oglądasz jamę ustną, sierść, przysłuchujesz się, jak oddycha.
- Zauważyła pani może wymioty albo kichanie? – dopytałeś panią, podnosząc na nią wzrok. Głaskaniem po karku próbowałeś zjednać do siebie rozstrojonego po zmierzeniu temperatury Borisa. – Co zjadł wczoraj rano?
Kobieta wyglądała poważnie i elegancko, na twój gust jakby urwała się z biura. Ale ty nie zajmujesz się ludźmi. Zanim podjąłeś znowu badanie Borisa, rzuciłeś tylko tęsknie kątem oka na kubek z napoczętą kawą.
- Być może i nienajlepszy. Nie zdążyłem z kawą rano. Ale wiem, co robię, proszę się nie obawiać.
Ani ze śniadaniem nie zdążyłeś, ani z goleniem. Pora już bardziej obiadowa, może po wizycie Borisa zrobisz sobie przerwę, pójdziesz do najbliższej jadłodajni na coś ciepłego. Najpierw jednak rzuć okiem na termometr i wylecz kobiecie mrucka.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Sro 19 Kwi 2017, 12:45
Widać było, że mężczyźnie zależy, aby dojść co dolegało jej pupilowi. Dunja w ciszy przyglądała się jak próbuje go uspokoić, mierzy mu temperaturę, sprawdza nos i oczy... Nie wiadomo jak wobec ludzi, ale wobec zwierząt na pewno był troskliwy.
- Przygarnęłam go od jednej rodziny. Ich... - Dunja nie byłą pewna, czy samica mrucka to kotka czy jest też nazywana jakoś inaczej. - Mrucka się... okociła i szukali domu dla jej potomstwa. Małe się wychowywały z psem, dwoma kotami i dziećmi właścicieli jeśli to ważne - napomknęła. Może to brzmiało jak tłumaczenie się, ale stwierdziła, że w tym wypadku lepiej powiedzieć za dużo. - Czy jego pochodzenie dużo zmienia?
Vasilchenko w mniemaniu Dunji też miał problem znaleźć konkretne objawy, a przynajmniej się nimi nie "chwalił". Cały czas przechodził od jednego rejonu zwierzęcia do drugiego i dokładnie oglądał.
- Kichanie owszem, zauważyłam, wczoraj kichał w miarę dużo. Ale wymiotów żadnych nie zauważyłam - mrucek, choć wydawało się to kobiecie niemożliwe, wyglądał po badaniach na jeszcze bardziej zmarnowanego. Czuła, że weterynarz nie będzie mu się za dobrze kojarzył. - Dawałam mu tylko karmę sprzedawaną jako ta dla mrucków. Choć ostatnio musiałam mu ją zastąpić kocią, bo dostosowanej dla niego nie było w sklepie, ale sprzedawczyni stwierdziła, że to nie robi jakiejś wielkiej różnicy - powiedziała zdziwiona licząc, że nie wprowadzono jej w błąd. - Czyżby jednak karma miała znaczenie?
Obserwowała jeszcze chwilę jak mężczyzna badał Borisa, gdy ten odezwał się. Niedobrze, chyba źle odebrał jej wypowiedź.
- Nie chciałam sugerować niczego złego doktorze. Po prostu organizuję polowanie i pomyślałam, że tak zapracowanemu człowiekowi jak pan przyda się trochę rozrywki - powiedziała zachęcająco.
Może kontakt z naturą go skusi. W końcu widać, że lubi zwierzęta.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Pon 24 Kwi 2017, 12:16
Nie planowałeś, żeby aż tak ci zależało. Mogłeś wypracować sobie lepszą postawę, więcej dyscypliny i być tancerzem na poważnie. Ale nie. Poszedłeś na tę weterynarię i na głupim mrucku ci teraz zależy. Niejeden wytknąłby ci to jako błąd, ale żeby to pierwszy?
- Raczej niewiele. – oceniasz, przystępując do badania brzucha zwierzęcia. Młode mrucki częściej, niż byś wolał rozwijają alergię na sklepowe karmy, stąd pewnie dolegliwości i brak apetytu, ale to kichanie? Może eleganckiej pani za mocno pachnie w domu perfumami i naftaliną.
- A był szczepiony? Przeciwko katarowi, wściekliźnie? – Boris wygląda na większego niż mrucki zwykle poddawane szczepieniom, ale gdyby nie miało to miejsca w pierwszych dwóch tygodniach życia, to lepiej późno niż wcale. A jeszcze w czasach, kiedy ruch antyszczepionkowy osiąga szczyty popularności szkoda nawet gadać.
- Najlepiej byłoby przez pierwszy miesiąc lub dwa jednak kupować specjalną karmę, może pani dostać taką bez problemu w sklepiku obok naszej przychodni. Wygląda na to, że dolega mu jakaś niestrawność, ale wolałbym jeszcze zrobić badania krwi.
Przez jakiś czas dziwnie się czułeś, kiedy to, co mówiłeś było bez wahania brane za fachową wiedzę i każdy ci ufał. Wcześniej nie zajmowałeś się niczym wystarczająco długo, by być stuprocentowo pewnym swojej wiedzy, a w ciągu ostatnich kilku lat doszło do tego, że połowa pytań i czynności przychodzi ci mechanicznie.
- Dziękuję, ale nie przepadam za polowaniami. – nie znaczy to, byś na rzecz dobrobytu zwierząt odmawiał jedzenia mięsa czy handlu futrami w wąskich uliczkach Mahala, ale nie po to jedne zwierzęta leczysz, by potem inne dla sportu samemu zabijać, nawet jeśli zostałyby wyhodowane specjalnie na ten cel. Łowiectwem pasjonuje się twój ojciec, ale nigdy nie udało mu się zrobić z tego szlachetnej tradycji. Każdy Vasilchenko umie za to tańczyć, a jeśli nie umie – nadrabia entuzjazmem.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Nie 14 Maj 2017, 18:11
Z oczywistych względów Dunja nie znała przeszłości Mykoli, chociaż sama w sobie była dla niej mało ważna. Póki nie wyprawiał rzeczy, którym powinna postawić kres jako gwardzistka uznawała go zdatnego na męża dla którejś córki. A że choćby chciała nie miała warunków, by oceniać go inaczej niż po pozorach patrzyła na niego jak na doktorka kochającego zwierzęta.
Chyba najlepiej by się nadał dla najstarszej córki. Ona się zachwyca mugolami, to on by się zachwycał zwierzakami. Albo środkowej, też się poświęca karierze. Najmłodsza by się chyba przy nim wynudziła.
- To dobrze - powiedziała, by dać znak, że cały czas go słucha. - Jeśli chodzi o szczepienia to nie mam szczerze powiedziawszy pojęcia. Niby poprzedni właściciele mówili, że dbali o młode, nawet wymieniali co robili, ale nie wspomnieli nawet o szczepieniach. Myślałam wręcz, że są niepotrzebne, tym bardziej, że tak jak u nich Boris jest mruckiem nie wychodzącym, siedzi tylko w domu - kobieta westchnęła głęboko mając wrażenie, że właśnie wychodzi na jaw, jak bardzo zaniedbała sprawę Borisa. Niby dopytywała tamtych ludzi co i jak, ale na upartego mogła kupić jakiś poradnik czy - tak jak teraz - udać się do weterynarza. Albo nawet profesjonalnego hodowcy. Za opłatą czy nie na pewno ktoś by coś doradził.
- Można mu na wypadek podać szczepionki czy podwójna dawka mu raczej zaszkodzi? - spytała wyliczając w myślach czy wzięła odpowiednią ilość pieniędzy na takie dodatkowe wydatki. Niby zawsze może napisać na szybko do któregoś z dzieci, by jej wysłali brakującą kwotę orłem, ale oczyma wyobraźni widziała, jak bardzo może jej to zepsuć opinię.
Dunję w sumie ucieszyła wieść, że ma gdzie kupić żywność dla swojego mrucka.
- Czyli za miesiąc lub dwa w razie nagłej potrzeby mogę dać mu kocią karmę? A ten sklepik to po wyjściu z lecznicy w lewo czy w prawo? - dopytywała czując, że potem zapomni to zrobić. Głupio by wyszło, gdyby pół godziny szukała jednego sklepu.
- Mam go jakoś przytrzymać? - spytała widząc, że Vasilchenko szykuje się do pobrania i zbadania krwi. Pomyślała, że przy okazji można go dodatkowo zbadać, aby z góry było wiadome, czy przypadkiem do czegoś poprzedni właściciele się nie przyznali. - A czy można mu zrobić dodatkowe badania, aby upewnić się, że prócz dzisiejszych objawów jest zdrowy? Czy też będzie tym za bardzo osłabiony?
Przez chwilę zastanawiała się co na to odpowiedzieć. Mogła się domyślać, że nawet na bezkrwawe polowanie ktoś, kto jest weterynarzem może nie być chętny. Fakt, że nie mogła zagwarantować teraz, że krew się nie poleje...
- Och, wielka szkoda - powiedziała smutno. - Pan się wydaje takim miłym człowiekiem. Jestem pewna, że moje dzieci świetnie by się z panem dogadały. Mój syn jest chyba w podobnym do pana wieku, tak samo jak starsza córka - trajkotała licząc, że podłapie temat. Jak nie córki to syna, albo poleci się ich zwierzętom. Ewentualnie, że sam zacznie o sobie gadać, byle jej nie słuchać.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Sro 17 Maj 2017, 22:52
Kiedy słyszysz, że elegancka pani nie wie, co też działo się z mruckiem zanim dotarł do jej domu, wcale się nie dziwisz. Chwali się jej, że wobec tego przyszła do ciebie, a nie zbagatelizowała objawów Borisa. Wielu właścicieli zwierząt, które przyjmujesz jakby filtrowała wszystko, co mówisz, zapamiętując zaledwie niewielką część zaleceń, bo przecież chodzi o zwierzę, gdyby coś to niewielka strata. Do niektórych domów dostało się przypadkiem, dla części była prezentem albo konsekwencją znudzenia. Zbyt często zdarza się, że po poradę i leczenie przychodzą zbyt późno, a ty nic nie możesz już zrobić. Szkoda by było takiego małego mrucka, więc przygotowujesz dwa zastrzyki.
- Niektóre szczepionki można powtórzyć, koniecznie też proszę z nim przyjść za trzy miesiące, wtedy należy podać jeszcze kilka innych. Źródła zakażeń są różne, proszę nie sugerować się tym, czy zwierzę wychodzi, czy nie. Niektórymi chorobami może zarazić się nawet od ludzi. – niewiele jest takich schorzeń i zdarza się to rzadko, ale bardzo dobrze działa na nawet najbardziej opornych właścicieli. A elegancka pani nie wydaje się aż tak oporna, po prostu nic nie wie o swoim zwierzęciu. Ale od tego to już ty jesteś.
- Tak, proszę przytrzymać go za kark, żeby się nie szarpnął. – kierujesz do niej prośbę, wyczuwając palcami dobre miejsce do wkłucia. Nie przestajesz mówić w czasie pobierania krwi i zamiany strzykawek. – Ostatecznie można podać mu kocią karmę, ale nie wcześniej niż pani wspomniała.
Po podaniu zastrzyków uśmiechasz się uspokajająco i dajesz kobiecie znak, że może puścić Borisa i usiąść sobie na niewygodnym, ale dostosowanym dla ludzi krzesełku. Spotykasz się z najróżniejszymi reakcjami opiekunów zwierząt i jej nie jest wcale rzadka ani przesadzona; gdy zdają sobie sprawę, że zwierzęta mogą chorować tak często i poważnie jak ludzie, dociera do właścicieli, jak wiele spraw mogli zaniedbać.
- Oczywiście, mogę zrobić jeszcze dodatkowe badania, ale proszę nie przejmować się zanadto. – stawiasz osowiałego mrucka na wagę, zaglądasz mu w oczy i uszy. – Wygląda dobrze, a objawy, z którymi pani przychodzi pewnie przejdą z czasem i łagodnymi lekami. Nie miała pani przedtem zwierząt?
Ale najwyraźniej ma dzieci, a według twoich wyobrażeń to prawie to samo. Z którymi na dodatek dobrze byś się dogadał; dziwnie poczułeś się na tę rewelację, zwłaszcza, że widać już niestety, że dzieciństwo masz za sobą i tym bardziej pośredniczenie rodziców w zawieraniu znajomości nie jest już konieczne.
- Dziękuję za taki komplement i proszę mi darować, ale na pewno jest pani za młoda, by mieć dzieci w moim wieku. – albo po prostu dobrze się trzyma jak na swoje lata; tak czy inaczej, odrobina pochlebstw nigdy ci jeszcze nie zaszkodziła, a gdyby jej starsza córka w podobnym do ciebie wieku okazała się ładna, lepiej też nie palić za sobą wszystkich mostów tak od razu.
Mimo to nadal czułeś się trochę dziwnie, a najlepszym wyjściem z tej sytuacji było skupienie się na mrucku.
- Wyniki powinny być dzisiaj wieczorem. Jeśli pani sobie życzy mogę zatrzymać Borisa u nas na kilka dni i przeprowadzić badania, albo przyprowadzi go pani jutro, pojutrze, kiedy będą wyniki i będę mógł sprecyzować leczenie. Na razie zapiszę mu ziołowe tabletki na trawienie i syrop odrobaczający.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Nie 21 Maj 2017, 19:09
Czyli podwójna dawka nie zaszkodzi. Dunja przez chwilę z braku lepszej alternatywy przyglądała się jak Vasilchenko przygotowuje dwa zastrzyki. Podejrzewała, że jej córki mogły by patrzeć z pewnym przestrachem lub obrzydzeniem na igły - kobieta sama się kiedyś bała zarówno ich, jak i potłuczonego szkła - jednakże po tylu latach pracy w Białej Gwardii człowiek przyzwyczaja się do gorszych widoków.
- Od ludzi? - spytała zdziwiona. - Pierwszy raz słyszę, może pan podać przykład jakiejś choroby? Albo sposobu zakażenia?
W myślach Yaneva zapisała sobie, kiedy będzie należało przyjść z powtórną wizytą. Może wtedy wyśle córkę? Sama uda, że jest chora, któraś z nich na pewno się zgodzi zrobić dla niej przysługę, ciężko będzie uznać to za zapoznawanie na siłę, a bez takiego nacisku młodzi może porozmawiają na spokojnie i się dogadają.
Ona też za młodu nie chciała wyjść za młodzieńca, z którym na siłę ją wiązano.
- To u pana się zapisuję na wizytę czy w rejestracji? Może z góry ustaliłoby się termin mojego przyjścia z Borisem, to sobie też za pamięci do kalendarza wpiszę. Jeszcze zapomnę - powiedziała lekko przepraszającym tonem, jakby uznawała to za robienie komuś problemu.
Przez chwilę kombinowała, jak najlepiej złapać mrucka, aby nie mógł za bardzo się wyrywać.
- Tak jest dobrze? - chciała się upewnić. - Oczywiście - odpowiedziała ignorując fakt, że mężczyzna nie wspomniał dokładnie jak trafić do sklepu zoologicznego. Stwierdziła, że to nie jest najważniejsza kwestia, a w razie czego dopyta się recepcjonistki.
Boris z lekka się wyrywał, przez co kobieta czuła się trochę niekomfortowo. Jak większość osób nie cieszyła się na widok igły wbijającej w skórę, więc skupiała wzrok to na twarzy, to na ramieniu weterynarza. Po wszystkim usiadła na wskazanym krzesełku próbując się łagodnie usadowić, ale po dłuższej chwili zrezygnowała. Postanowiła jednak wspomnieć o tym problemie w ankiecie, jeśli ta przychodnia oczywiście jakąś robiła. W końcu niektóre przybytki próbują poprawić jakość usług nie pytając o sugestie użytkowników.
- Skoro tak pan mówi to już sobie odpuśćmy dodatkowe badania - odgarnęła włosy, które wpadły jej do oczu. - Wie pan, tu odchowywałam dzieci, tam robiłam karierę, nie mogłam sobie pozwolić na dodatkową odpowiedzialność - uśmiechnęła się trochę smutno. - Teraz się na szczęście wszystko ułożyło tak, że mogę sobie pozwolić na takie radości życia.
Doktor Vasilchenko nie wyglądał na kogoś, kto uwierzyłby, że można w jej wieku mieć całkiem dorosłe dziatki. No ale jeśli tak jak Dunja zostaje się rodzicem w młodym wieku...
- Parę latek różnicy może być, ale gwarantuję, że to nie jest znaczna różnica - powiedziała oceniając na oko, że mężczyzna może mieć maksymalnie trzydzieści dwa lata. Jakby się ogolił to nawet by nie przekraczał trzydziestki. - Może kiedyś będzie miał okazję się pan przekonać.
Dunja postanowiła, że lepiej - przynajmniej chwilowo - nie oferować zaaranżowania spotkania. Czuła, że to mogło by źle wyglądać.
Kobieta przez chwilę rozważała, która opcja wyglądała na bardziej odpowiednią. Niby wolała wziąć Borisa ze sobą, jednak bała się zrobić coś nie tak, gdy chorował. Tymczasem może nawet po odbiór mrucka udało by się jej wysłać któreś dziecię.
- Jeśli jest możliwość go jednak zostawić, to bym skorzystała. Jestem pewna, że w przychodni będzie pod lepszą opieką niż w domu. Dostanę może wiadomość kiedy mogę przyjść po niego i na konsultację badań?
W międzyczasie podeszła do zwierzaka i pogłaskałą go delikatnie, z uśmiechem po łebku. Wyglądał na wykończonego.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Wto 23 Maj 2017, 20:03
- Tak, tak, dziękuję. – kiedy kobieta przytrzymała mrucka, szybciej uporałeś się z pobraniem od niego krwi. Przyłożyłeś wacik, by krew nie pociekła po futerku zwierzęcia. Gładząc tułów zwierzątka obejrzałeś je jeszcze, by w końcu przekazać na kolana właścicielki.
- Damy mu teraz chwilę odpocząć. Proszę potrzymać go jeszcze trochę, póki nie wypiszę leków, nie będzie się tak denerwował. – zwierzętom zawsze lepiej w domu, ale więź, którą tworzą z właścicielami koty jest na tyle specyficzna, że przypuszczałeś, że zwierzak nie załamie się przez kilka dni w lokum zapewnionym przez przychodnię. – Jeśli pani sobie życzy, Boris zostanie u nas tak długo, aż objawy nie ustąpią. Niedługo podam mu pierwszą dawkę leku.
Kto to widział, byś zrobił się tak potulny? Dawniej nie byłeś tak skory do przestrzegania zasady „klient nasz pan”, może nawet odesłałbyś mrucka z powrotem z właścicielką, twierdząc, że zwyczajnie się struł i musi swoje wyrzygać. Jak każdy.
Wygrzebałeś czysty druczek i zacząłeś wypisywać leki dla Borisa. Chwilę zajęło ci zastanowienie (pamięć do nazw specyfików zawsze ci szwankowała), ale szybko przypomniałeś sobie, co trzeba i pisząc opowiadałeś eleganckiej pani, co też chciała wiedzieć.
- Zdarza się, że koty, a więc i mrucki łapią grypę od rodziny. – kiedy jeszcze miałeś kota, nieraz zaziębialiście się razem, aż uśmiech ci się zakręcił po twarzy. Brakowało ci marudnego dachowca, ale pies, którym się opiekujesz jakby to wyczuwał i zrobił się ostatnio strasznie zrzędliwy. – Albo gruźlicę, ale to dość przestarzały przykład. – wątpisz zresztą, by kobieta w ogóle słyszała o tej jednostce chorobowej, w końcu dotyczyła w większości mugoli. Społeczność czarodziejska borykała się raczej z epidemiami groszopryszczki, a ta zwierząt się nie imała. Podpisałeś recepty i podając kartki kobiecie olśniło cię. – A do tego sklepu to w prawo. Zaraz w pierwszą uliczkę, nad drzwiami wisi niebieski szyld.
Zadowolony z przejęcia, jakie pani wykazuje zdrowieniem swojego podopiecznego odnalazłeś nawet kalendarz. Zapisujesz w nim od wielkiego dzwonu stałych pacjentów, część w złych rubryczkach, a jeśli już we właściwych, to akurat wtedy kalendarz ginie pod stosem niewypełnionych dokumentów i rezultat jest taki, że Slava i tak pilnuje wszystkich twoich wizyt. Musisz koniecznie przekazać jej terminarz, by mogła mieć twój grafik pod kontrolą. Czasem, gdy pijecie razem kawę, dociera do ciebie, że chociaż to ty pozornie spełniasz w klinice ważniejszą funkcję, bez niej zagubiłbyś się w papierologii, przez którą musi de facto przeprowadzać cię jak dziecko za rączkę.
- Zapiszę panią do siebie na przyszły czwartek. Będzie to wizyta kontrolna, a o tym kiedy będzie pani mogła odebrać Borisa poinformujemy panią orłem, dobrze? Zależy nam, by podopieczni jak najszybciej trafiali z powrotem do domów. Pani nazwisko, proszę? – po biurku mogą tu skakać tresowane szczury, a jeśli czeka się dość długo to proponuje się coś do picia, ale dla zwierząt to zawsze jakby szpital i nie masz serca przedłużać niepotrzebnie ich pobytu tutaj.
- Jeśli pani tak twierdzi, może kojarzę pani syna lub córkę ze szkoły. – mówisz bez przekonania, bo mimo zachowań typowych dla nastolatka i dość świeżego wyglądu, szkoła była już dawno temu. Nie znaczy to jednak, że – gdyby się okazało, że faktycznie jej potomstwo nie jest ci obce – nie chciałbyś odnowić starych znajomości. Można powiedzieć przecież, że ludzie interesują cię tak samo jak zwierzęta i lubisz mieć ich dużo wokół siebie.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Sro 07 Cze 2017, 11:09
Krew od Borisa na szczęście została pobrana szybko. I dobrze, ta "operacja" była nieprzyjemna dla wszystkich w pomieszczeniu mimo, że teoretycznie dyskomfort powinien odczuwać jedynie mrucek. No cóż, zdarza się. Krew na szczęście po futerku nie wyciekła, więc jak zwierzątko będzie się myło może nie zdrapie sobie strupa chcąc wyczyścić to miejsce do czysta - Dunja nie chciałaby tego. Nie dajcie bogowie, by w takim wypadku krew mu wypłynęła. Nie dość, że może zacząć sobie w takim wypadku regularnie rozdrapywać ślad po igle, a więc także powiększać ranę i zwiększać szansę na zakażenie to jeszcze by któryś dywan pobrudził. Czyli w sumie mogłoby dojść najwyżej do samych nieszczęść.
- Oczywiście. Chodź tu mały... - kobieta bez wahania wzięła Borisa na kolana mówiąc do niego pocieszająco. Wykończony po tych wszystkich zabiegach nie wyglądał za dobrze. Pewnie lepiej by swoje odchorował w domu, jednakże biorąc go ze sobą Dunja nie miała gwarancji, że dopilnuje jego leczenia. Prócz swatania dzieci i spotkań towarzyskich miała też ciężką i zajmującą pracę jako zastępczyni komendanta. Nie znała dnia ani godziny, a kto wie czy w domu miałby kto zwierzęciu podać lek? - Dziękuję doktorze - odpowiedziała po jego stwierdzeniu, czując, że dobrze się zajmą jej pupilem.
Yaneva cieszyła się w duchu, że trafiła na Mykolę. Zdawał się jej wyrozumiały i troskliwy dla zwierząt, nie robił jej wyrzutów, że zaniedbała sprawę, a także nie wychodził z roli wykwalifikowanego weterynarza mimo wyraźnego zmęczenia. Nie dość, że była zadowolona z usługi to musiała też stwierdzić, że na męża dla którejś z jej córek raczej by się nadawał.
Przynajmniej pozornie.
- Chyba bardzo przestarzały. Nawet nie kojarzę takiej choroby - chodziło oczywiście o wspomnianą gruźlicę. Dunja praktycznie nie znała mugolskiego świata, ciężko więc, by interesowały ją nieistniejące w sumie choróbska. A że nie chciała za bardzo rozpraszać mężczyzny durnymi pytaniami o choroby nie-magicznych skupiła się na głaskaniu pupila, czasem spoglądając czy Vasilchenko już skończył wszystko wypisywać.
- A jaki jest napis na szyldzie? - dopytała. Kiedy szła w te rejony parę takowych minęła, a nie chciała z powodu nietrafionej nazwy sklepu go ominąć.
Przynajmniej czasem jej się zdarzało przez takową nazwę przybytku nie zauważyć...
Nie zwróciła uwagi, że weterynarz szuka pasującego im terminu, dopóki się nie odezwał.
- To dobrze. Jakby się przyzwyczaił do życia jeszcze Boris nie chciałby ze mną wracać do domu - zaśmiała się. - Dunja Yaneva. Mam podać adres domu? Jak coś może pan wysłać orła do głównej siedziby Białej Gwardii, wiadomość wtedy też na pewno do mnie dotrze - powiedziała jakby nigdy nic. W końcu dla niej to była tylko praca, choć ułatwiająca życie.
- A kojarzy pan jakichś Yanevów? Bo jeśli tak to było na pewno moje dzieci - nawet najmłodsza córka już ukończyła Koldovstoretz. Ach, co za czasy! Wtedy Dunja jeszcze czuła się młoda i miała całe życie przed sobą. Teraz miała wrażenie, że dziadzieje - kupiła se mrucka, czeka na wnuki i nawet na awansie przestało jej zależeć!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

30 lat

błękitna

za Starszyzną

weterynarz
http://petersburg.forum.st/t570-mykola-vasilchenko#955 http://www.petersburg.forum.st http://petersburg.forum.st/t595-pepsi-kola#1015 http://www.petersburg.forum.st
PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   Czw 03 Sie 2017, 22:37
Kobieta wyglądała na wystraszoną, chociaż nawet nie zbliżyłeś się do niej z igłą. Nie wyglądała aż tak staro, ale – kto wie? – może to już ten wiek, że się człowiek wszystkim przejmuje. Sam nie lubiłeś igieł, zielonych szpitalnych fartuchów, zgiełku pełnej przychodni, szpitala… W innym rodzaju hałasu czujesz się jak w domu, ale gdy otaczają cię jęki, kłótnie i brzęk maszynerii i blaszanych łóżek, czujesz jak ciarki pełzną ci po plecach. Przynajmniej kiedy sam nie masz kitla: swojej zbroi uodparniającej na stres wszystkich, którzy tu przychodzą. Zbroja cienka, poplamiona kawą, ale na lepszą nie zasłużysz – taki z ciebie, Kola, rycerz jak z koziej dupy trąba.
- Proszę się nie denerwować, wszystko już będzie dobrze. – czasami zwierzęta lepiej znoszą swoje choroby niż ich właściciele. Po latach pracy dotarłeś do bezbłędnego wniosku, że futrzaki nie wydały na siebie pieniędzy – to im wszystko jedno. Ale jak zwierzę, które się wykarmiło, wyczesało i układało na mięciutkich legowiskach zachoruje, a jeszcze czego, zdechnie odrobinę przed czasem: wynika z tego awantura. Zależy na kogo się trafi, niektórzy mają wyrzuty, inni martwią się tak, że prędzej ci do śmiechu niż profesjonalnego pocieszania.
- Tak, być może niepotrzebnie palnąłem. Czarodzieje od lat w zasadzie już na to nie chorują. – sprostowałeś nie podnosząc wzroku, schylony nad biurkiem, by dopisać do karty mrucka inicjały właścicielki. – Proszę podać swój adres Slavie w rejestracji. – kręcisz głową. Jeszcze czego. Są dni, w których masz problem z własnym adresem. Chcąc jeszcze zapamiętać cudze i samemu wysyłać do nich listy, skończyłbyś kręcąc się wokół własnej osi na środku Placu Dumy.
- Pani kochana, ja nie wiem, co jest napisane na tym szyldzie. – no ileż można. Jest sklep, sklep ma szyld, szyld jest niebieski: czego chcieć więcej? Ryk nie jest wcale aż tak ogromny, a kobieta – jak sama była uprzejma ci zasugerować – jest Gwardzistką, na pewno ma łeb na karku i poradzi sobie z kupieniem woreczka karmy. A jeśli nie… może lepiej, żeby mrucek do niej nie wracał. A o jej podwładnych w tej sytuacji aż żal myśleć. – Wierzę jednak, że da pani sobie radę. – dodajesz, by nie wyjść na kompletnego gbura.
- Yaneva… – powtarzasz półgłosem, wysilając przytępioną mózgownicę. Trudno ci tak z rękawa wymienić wszystkich znajomych i nie bardzo cię interesują potencjalni gwardziści idący gorliwie w ślady mamy, więc odpowiadasz:
- Nie wydaje mi się. Niestety. – podchodzisz do kobiety, wyciągając ręce po mrucka. – To już wszystko. Wezmę go teraz i zaniosę gdzieś, gdzie będzie mógł odpocząć. – zwierzę jest ociężałe na twoich rękach, zmęczone od nerwów. – Bardzo dziękuję za wizytę. Całą resztę załatwi pani ze Slavą.
Otwierasz przed Yanevą drzwi gabinetu, przepuszczając ją przed sobą. Żegnasz ją jeszcze raz skinieniem głowy, spoglądasz na Slavę i przechodzisz z mruckiem do sąsiedniego pomieszczenia.

Dunja i Mykola z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Przychodnia weterynaryjna   
Powrót do góry Go down
 
Przychodnia weterynaryjna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: