Навигация

Boksy pracownicze
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Boksy pracownicze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBoksy pracownicze   Pią 03 Lut 2017, 17:13
Boksy pracownicze

Gwardziści nie są ludźmi wymagającymi, a ich ciągła praca w biegu najczęściej nie wymaga posiadania osobnych pokoi, dlatego też zamiast tradycyjnych biur, ustawiono przy sobie w równych rządkach biurka pracownicze. I choć daje to możliwość swobodnego porozumiewania się z kolegami i koleżankami z pracy, przez większą część czasu panuje tu hałas jak w ulu.

Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

31 lat

błękitna

klątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t1034-orina-valerievna-dolohova http://petersburg.forum.st/t1042-orina-dolohova#3735 http://petersburg.forum.st/t1043-orina-dolohova#3737 http://petersburg.forum.st/t1044-frygia#3740
PisanieRe: Boksy pracownicze   Wto 14 Lis 2017, 00:23
Gwar na sali nasilał się, falował, podnosił się, by znowu na chwilę opaść. Bez zbędnego zagłębiania, wydawało się, że rządzi się nim przypadek, ale występował rytm, który wyznaczany był przez kolejne prędkie wyjście gwardzistów lub pojawienie się na horyzoncie kogoś wyższego szarżą. Obraz dopełniały wszędobylskie papiery, karteczki latały nawet w powietrzu. Jedna wylądowała na blacie przed nią, szybko dopisała coś pod tekstem i machnięciem różdżki posłała dalej. Gra wymagała refleksu, wpisania zaklęcia lub antyzaklęcia, zanim świstek nie rozpadnie się na porwane kawałki, rój dziewiątek lub co też inwencja twórcza podpowiadała inicjatorowi rozgrywki. Zwykła pierdółka dla zabicia czasu dla łamaczy. Rozrywka dość szczeniacka, ale gdy picie w godzinach pracy nie było mile widziane. W tym momencie ląduje przed nią teczka z aktami. Gana, klątwołamacz z silnym zapędami do hipochondrii oraz defetyzmu, bardzo eleganckie połączenie, postanawia podzielić się swoim nieszczęściem. Nie zabrakło barwnych opisów, jak mu klątwa rękę niemal przy łokciu urwała. Gana, na ciebie zawsze można liczyć. Orina wzrokiem pobieżnie przebiega tekst. Stare zaklęcie, siermiężne, paskudne, ale niezbyt efektywne energetyczne. No i co on od niej chce, od profilów sprawców nie jest, może to był wupar z tradycjami. Czarodziej idzie się wyżalić następnej ofierze, w końcu z Dolohovą nie da się rozmawiać. Kolejny jej dzień w Gwardii.
Orina wróciła do cyzelowania raportu z patrolu w porcie. Naszpikowa go już tyloma okrągłymi zdaniami, że Galushce w gardle stanie wspomnienie tego sprawozdania za każdym razem, gdy postanowi ją wysłać na coś równie bezcelowego. Powinna zdać jeszcze dwa raporty, może po prostu w ostatniej sprawie ograniczy się do oddanej figurki. Oczywiście, że to nie wystarczy, nawet nie o potencjał kota chodzi, a raczej szopkę. To było jednak zbyt zawiłe, gdyby celem było samo przejęcie czarnomagicznego przedmiotu lub Libańczyk - żadne z nich nie było tak istotne. Odesłała dwa nie przesadnie grube pliki na inne biurka.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Boksy pracownicze   Czw 16 Lis 2017, 03:01
Przemaszerował między boksami z miną kompletnie pozbawioną wyrazu. Od czasu publikacji tego wątpliwej wartości artykułu miał na głoie z trzy razy więcej niż zwykle, a zwykle miał niemało. Próbował przeforsować otwartą rekrutację na agentów wydziału detektywistycznego, niestety Semen miał muchy w nosie i marudził gorzej niż stara baba na każde rozwiązanie jakie Savie przychodziło do głowy w związku z niedoborem pracowników w jego sekcji. Skręcając między biurkami i przyglądając się, jak tusz z pergaminu tryska jednemu z pracowników prosto w oczy pomyślał, że cieszy się, że nie pracuje jako klątwołamacz. Po prawdzie ostatnio coraz częściej chodził mu po głowie pomysł zmiany zawodu na jakiś zupełnie niezwiązany z prawem, od którego nie zależy ludzkie życie. Próbował przekonać Kosmasa do powierzenia mu pod opiekę rodzinnego domu aukcyjnego, bo rola spasionego kustosza i wodzireja imprez dla bogatych chujków lubiących oliwki na złotych wykałaczkach to w jego oczach idealny sposób na przedwczesną emeryturę i nagłą śmierć z powodu cholesterolu - co zawsze zdawać się będzie lepsze od ugodzenia klątwą w czoło.
Pamiętał, że biurko Oriny stało gdzieś z tyłu, ale błądził bez sensu zaplątany we własne myśli, zagadując do niektórych pracowników by podpytać o minione akcje czy rozwiązania spraw które śledził - a śledził ich całkiem sporo. W sumie od początków kariery w Gwardii ojciec uczył go, że od nadmiaru wiedzy w ich zawodzie, głowa nie boli. Im lepiej orientujesz się w systemie zależności miedzy jednostkami, im lepiej znasz ludzi, z którymi może przyjść Ci współpracować, im dokładniej śledzisz ich schematy działania - tym zdrowiej dla Ciebie w ostatecznym rozrachunku. 
Doloova była dobra w swoim fachu, nie najlepsza, ale też nie średnia. Wciąż była młodą kobietą, choć prawdopodobnie na standardy jej zawodu już starym wyjadaczem. Bez wahania wybierał współpracę z nią ponad współpracą z którymkolwiek innym specjalistą, troche dlatego, że ...cóż, dlatego, że była jaka była. Długi czas myślał, że jest po prostu pełną goryczy starą panną o strasznie nieszczęśliwym życiu i dlatego ma fantazję karpia w rzece - po ostatniej misji jednak wszystko nabrało innej barwy, a on, zatrzymując się przy jej biurku, autentycznie zastanawiał się czy to dobrze czy źle, że wie.
- Czytałem raport Dimitra. - zakomunikował, wyciągając plik papierów spod pachy. Przerzucił kilka. - Nie powiem, żeby to była wasza najlepsza akcja, ale przynajmniej macie kota. - podniósł na nią wzrok - Bo masz go, prawda?
Pytał w archiwum artefaktów, w którym starsza czarownica prowadząca ewidencje westchnęła tylko. Marudzenie na klątwołamaczy, którzy przetrzymywali dowody z powodu swoich, jak to ujęła, "zbędnych badań dodatkowych" zdawało się nigdy nie skończyć, do chwili, kiedy kobieta zdała sobie sprawę z kim rozmawia.
W każdym razie kota w archiwum nie było, a on go na wczoraj.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

31 lat

błękitna

klątwołamacz
http://petersburg.forum.st/t1034-orina-valerievna-dolohova http://petersburg.forum.st/t1042-orina-dolohova#3735 http://petersburg.forum.st/t1043-orina-dolohova#3737 http://petersburg.forum.st/t1044-frygia#3740
PisanieRe: Boksy pracownicze   Sob 18 Lis 2017, 13:13
Manewry Zakharenko na głównej sali przypomniały przeprawę pijanego Mojżesza przez Morze Czerwone. Jego pojawienie nie wzbudzało popłochu, w końcu gwardziści to nie pierwszoroczni z Kolodovstoretz, kilka bezgłośnych przekleństw, trochę prychnięć, nic, co by wybijało się z wiecznego hałasu. Orina wróciła do akt, dotrze w swoim czasie. Tym bardziej, że oficjalnie tych konkretnych akt na oczy nie widziała. Larisa potrzebowała krótkiej konsultacji, a ona była przede wszystkim zainteresowana wzmiankowanym w tle dysydentem. Roma nie będzie zachwycona tymi informacji, tak, jak teraz nie jest Dolohova. Więcej pracy i w krótkim czasie, ale mogły przynajmniej uprzedzić typowe wypadki. Valeriev umieszczając córkę w Gwardii oczekiwał pewnie po niej czegoś innego, aż dziw brał, że tak naiwnie się przeliczył.
Najpierw dokończyła pisać krótką notatkę, którą wsunęła w teczkę i metodycznie ją złożyła by odesłać na biurko innej gwardzistki. Dopiero wtedy podniosła wzrok na Savvasa. Była bliska rzucania uwagi w duchu czy jest pewny, że raport ten był pisany z pełnym zrozumieniem użytych słów, ale na złośliwości nie było miejsca w relacjach ze zwierzchnictwem. Poza tym musiał sobie bardzo porządnie wytresować mahalskiego współpracownika, skoro tak karnie słał raporty lub Orina dalej dawała sobie luz nienależny w takim miejscu. Macie kota i gdzie ta Ruža, gdy się pojawia okazja do żartów tak niskich lotów?
- Nie wspominaj mu o tym, bo się zapije na śmierć za taką ocenę. - Akcja na pewno nie weszłaby do podręczników szkoleniowych dla kadetów, ale obyło się bez konfrontacji, a to było dla niej najbardziej istotne. - Tak, mam kota. - Serio i Bregovićka nie słyszy takiej pustynnej wymiany zdań.
- Nie tutaj - dodała tak dla formalności. Mimo zastosowania skrzynki z mieszanego drewna buka i jawora, wolała nie ryzykować, że ktoś wrażliwy wyczuje jej delikatne drgania. - Jest silna, ale przynajmniej nie jest niestabilna. - Padło klasyczny zdanie-wytrych łamaczy. Orina chciałaby, że kot był stabilny, ale nie potrafiła określić poziomu jego labilności.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Boksy pracownicze   Yesterday at 10:42
Och Dima był wybitnie posłusznym, wytresowanym pomocnikiem. Według opinii biegłych, zależało mu na stabilnej pracy w urzędzie, dlatego tak się starał i raportował, nigdy nie odmawiając Zakharence swoich usług. Sava jednak pilnował, by nikt zbyt dokładnie się temu nadgorliwemu kontaktowi nie przyglądał i kiedy się zdarzało, rzadko to rzadko, ale zawsze czasem, że jakiś miłosierny samarytanin jednak chciał Dimitra zaprosić na rozmowę o pracę - wytykał niedbale ileż ten nieistniejący w rzeczywistości, mahalski rzezimieszek ma za uszami. I tak od lat. Pociągnął nosem czując, że zbliża się kolejna dawka wzmacniających eliksirów, zdążył poważnie nadużyć nielegalnych substancji dopingowych, próbując utrzymać tempo życia przepychając się jednocześnie z nieubłaganie postępującą chorobą.
- Znowu pije? - skrzywił się- Miał przychodzić na misje trzeźwy, najwyraźniej nie umie znieść napięcia. - cmoknął z niezadowoleniem składając papiery i wtykając je sobie na powrót pod pachę. Przyglądał się chwilę Orinie. W otoczeniu biurowego gwaru i atmosfery wartkiego zamieszania wydawała się zupełnie inna, niż w plenerze. Nie wiedział cóż to za pustynne zdania między nimi padają, żartobliwości wzmianek o kocie też nie załapał, ale możliwe, że nie miał poczucia humoru o co zresztą podejrzewało go wielu współpracowników kiedy wisiał nad nimi jak gargulec z dachu próbując dociągnąć tysiąc niezamkniętych spraw do końca.
- To dobrze. - skomentował oszczędnie. Silna i stabilna. Teraz zaczną się schody. Chrząknął lekko, rozglądając się od niechcenia, czy ktoś nie jest zainteresowany ich rozmową, ale organizm w tej części kwatery rzadko kiedy zainteresowany był pojedynczymi, krążącymi po nim jednostkami. Nachylił się więc tylko nieznacznie i spojrzał jej natarczywie prosto w oczy, kiedy tylko ta spojrzała w jego kierunku.
- Orino. - ludzie nigdy nie lubili intensywnie przetrzymywanego kontaktu wzrokowego, szczególnie osobowości silne, czując w tym wyzwanie rosnące iskrami gdzieś z pierwotnych jeszcze ludzkich instynktów - Nie będę się pierdolił w bajerowanie, bo nie mam na to czasu. Sama wiesz co się ostatnio dzieje - zaczął - Istnieje prawdopodobieństwo, że ta figurka to obłożona klątwą skorupa, a docelowy artefakt jest w środku. Chcę wiedzieć, czy możesz to sprawdzić, czy mam to przekazać dalej. - brwi drgnęły mu lekko - A jeśli w środku jest rylec, to musi pozostać między nami, przynajmniej na najbliższy czas...
Za długo już się ugania za tym pierdolonym Anvarim, żeby mu jakiś urzędas się przypałętał do jedynego artefaktu, którym mógł wywabić gnoja z jego szczurzej nory.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Boksy pracownicze   
Powrót do góry Go down
 
Boksy pracownicze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: