Навигация

Kantyna
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Kantyna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKantyna   Pią 03 Lut 2017, 17:18
Kantyna

Niewielki sklepik z wyrobami tytoniowymi, prasą, alkoholem, środkami czystości i napojami, połączony ze skromną kawiarnią, w której pracownicy mogą chwilę odpocząć nad filiżanką kawy, bądź czegoś mocniejszego, w chwili wolnej od pracy. Wystrój kantyny jest dość skromny, choć może właśnie ta skromność daje odsapnąć ludziom, którzy w różnych warunkach spędzają większość swojego dnia. Drewniane krzesła z pikowanymi obiciami siedzeń, długie stoły na giętych nogach i nisko wiszące żyrandole pełne nigdy niegasnących, magicznych świec. W tle najczęściej lecą najnowsze hity rosyjskiej opery, które to są wielką miłością Danuśki pracującej od wielu lat za barem.

Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Kantyna   Wto 14 Lis 2017, 15:55

18.05.1999

Już z samego imienia i nazwiska Semen Ovechkin działał mu na nerwy. Zakharenko pracował na najwyższych obrotach, za przełożonego jednak mając człowieka, żyjącego najwyraźniej według zasady: „Skoro możesz zrobić tyle, to możesz też i więcej”, nigdy nie będącego w pełni zadowolonym z wyników niczyjej pracy. Wszedł do kantyny popołudniową porą w celu spotkania się z wyznaczonymi sobie wspólnikami i uchyliwszy okn,  wyciągnął z kieszeni papierosy. Połowa listu, który otrzymał od Semena była absurdalna, a druga połowa przyprawiała go o drżenie powiek - ostatni numer „Tylko Prawdy” wyprowadził go z równowagi jak dawno nic. Gdzie jest Biała Gwardia? - głosił tytuł artykułu i gdzieś w wersach można było znaleźć opieszałość Białej Gwardii i to, jaka była skandaliczna, jak autorowi z powodu tego absurdu jest niebywale smutno. Przeżuł i przełknął garść wulgaryzmów, kiedy do porannej kawy czytał najnowszy numer gazety, po czym bez słowa, ale i bez znanego sobie uśmieszku zadowolenia udał się do pracy. Ovechkin zapewne przymierzał się, by mu w pysk wetrzeć całą tę sprawę z morderstwami, miał już od dłuższego czasu przeczucie, że główny detektyw czyha tylko na okazję, by powinęła mu się noga, coby młokosowi pokazać, że za wysokie progi.
Przysunął do okna krzesło i kupiwszy kolejną dziś już kawę, usiadł na nim odpalając papierosa. Danusia zawsze marudziła na jego papierosy, ale od kiedy zaczął jej przynosić raz na jakiś czas nowy numer Avoski czy te importowane pudrowe landrynki, które tak bardzo lubiła podjadać, jej awersja do popalania przy oknie jakby zmalała. Zdawało się, że był pierwszym z grupy, czego w sumie się należało spodziewać - już sobie wyobrażał opierdol roku ze strony przełożonego, gdyby taki Bohuslav mu uprzejmie doniósł, że Zakharenko się spóźnił. Przetarł dłonią twarz i napił się kawy, po czym wyjrzał za okno ćmiąc peta. Zagadkowym nazwiskiem był dla niego łowca Lazarev i choć kojarzył go z twarzy, w końcu był synem Vladimira Lazareva, to nie wiedział, że dżentelmen para się łowiectwem i tym bardziej nie przyszłoby mu do głowy, że wybiorą go do sprawy tak niewygodnej jak zamachy na czarodziejów bronią niemagiczną. Czy Lazarevowie przypadkiem nie byli w dużej mierze nadętymi, neutralnymi bobkami zajmującymi się mediatorstwem pomiędzy silniejszymi i bardziej znaczącymi dynastiami magicznymi?
Uśmiechnął się do zerkającej na niego nieprzychylnie z drugiego końca kantyny Danuśki.
- Książę Igor? - zagaił głośniej. - Uwielbiam Borodina! - Uniósł w górę kciuk.
Wcale nie, ale nic go to kłamstwo nie kosztowało, a twarz kobiety zdawała się odrobinę mniej marszczyć w złości.


Ostatnio zmieniony przez Sava Zakharenko dnia Nie 03 Gru 2017, 18:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Kantyna   Sro 15 Lis 2017, 16:55
W końcu jakieś zadanie. Uśmiechnął się dziarsko pan Kryll, czytając list od nowego przełożonego. Wreszcie jakiś cel, tajemnica, zadanie, lubił patrole, chodzenie, to sprawiało mu przyjemność, bo można było pobiegać za jakimś złodziejem albo pomóc staruszce przejść przez ulicę. Była to dobra praca, jednak każdy dzień, po którym świat nie zdawał się być chociaż trochę lepszy niż na jego początku, zdawał się Czechowi być dniem straconym, dodatkowo było w tym coś z oszustwa, jakby w rzeczywistości dostawał pieniądze za nicnierobienie. W końcu jednak miał szansę to zmienić, zmierzyć się z prawdziwym zagrożeniem razem z panami Zakharenko i Lazarevem mieli zrobić coś, co naprawdę się liczyło.
Z większym niż zwykle uśmiechem na ustach, Bohuš wkroczył do komendy, a widząc wręcz bijący od niego dobry nastrój ludzie z przerażeniem odskakiwali na boki, jakby w obawie, że się czegoś od niego zarażą. Wchodząc do kantyny rozejrzał się dookoła, nie wiedział jak mieli wyglądać jego partnerzy, jednak sława pani Danusi dotarła nawet do niego, postanowił więc to ją poprosić o pomoc. Po kilku konwenansach związanych z ustaleniem, że maj jeszcze nigdy nie witał ich tak piękną pogodą, że w kręgosłupie trochę łupie, a w zasadzie nie jest tak źle; że wnuki ładnie się chowają, a najnowszy balet w Teatrze Maryjskim był wyśmienity, mimo drobnego potknięcia w czasie trzeciego aktu. Kiedy gąszcz społecznych konwenansów został przebrnięty, Bohuš zapytał się, czy widziała przypadkiem pana Savę Zakharenko i Skandera Lazareva. Z uśmiechem wskazała mu palacza stojącego przy oknie. Kryll podziękował jej skinieniem głowy, po czym podszedł do detektywa.
- Bohuš Kryll, honorowy gwardzista stawia się, przepraszam za spóźnienie, jeszcze nie do końca znam budynek. – Była to minuta, ale i tak wypadało przeprosić, nieznajomość trasy nie była żadnym usprawiedliwieniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Nicea, Francja

35 lat

¾

neutralny

publicysta, realizator w Płanieta FM
http://petersburg.forum.st/t1266-tetreau-parade http://petersburg.forum.st/t1269-parade-tetreau#5139 http://petersburg.forum.st/t1268-tetro#5137 http://petersburg.forum.st/t1271-lalique#5144
PisanieRe: Kantyna   Nie 19 Lis 2017, 15:44
Tetreau się nie spóźnił. A przynajmniej nie do samego budynku Białej Gwardii. To, że na parterze zatrzymała go jakaś gwardzistka szukając najmniejszych pretekstów, żeby opóźnić jego pojawienie się w – jak się od niej dowiedział – kantynie to już inna sprawa. Wszystko spisała, wszystko. Łącznie z panieńskim nazwiskiem matki, co wydaje się zbędne, a chyba jednak wciąż jest wpisane w standardową procedurę. Na dzień dobry zmęczył się odpowiadaniem na pytania, aby gwardzistka wypełniła kwestionariusz, ale rozumiał to zupełnie, przecież byle Francuzika nie wpuszczą bez sprawdzenia. Jeszcze różdżkę sprawdzała dobre pięć minut, ale Tetreau zniósł to wszystko cierpliwie obserwując tylko kobietę z cieniem dezaprobaty, ile można obracać w dłoniach kawałek drewienka, jeśli sprawdziła już ostatnie zaklęcia.
(Caldura do porannej kawy, Vrakanye, żeby przywołać z szafy ten szary sweter i Blizo, aby zamknąć drzwi mieszkania, bo w jego wykonaniu nawet czarowanie jest bezpiecznie nudne.)
W kieszeni spodni miał złożony starannie list od detektywa Ovechkina, który chciał w pierwszym odruchu wyjąć, gdy w końcu dostał się na korytarz, ale zrezygnował. Kolejne przeczytanie listu lub gapienie się w podpis nie doprowadzi go do kantyny. Za to doprowadziła go tabliczka w formie strzałki z eleganckim grawerem, klasa sama w sobie, esencja wystroju tego typu placówek w latach dziewięćdziesiątych. Ściany takie piękne, a tu nagle wielki kalendarz z koniem na łące, papier zalaminowany, na górze i dole srebrne listewki, no cud. Oczywiście kalendarz na rok ubiegły, bo jest dopiero maj, nikomu się nie spieszy, żeby uaktualnić, niech wisi na korytarzu. Pani Danusi się na pewno ten koń w galopie podoba.
Zatrzymuje się na chwilę w progu. Do wyboru ma podbić do kobiety, która łypie na niego wzrokiem, który się Tetreau wcale nie podoba, albo do dwóch mundurowych. Sprawa jest jasna.
- Witam, przepraszam uprzejmie. Moje nazwisko Paradé. Szukam detektywa Ovechkina.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Kantyna   Sob 09 Gru 2017, 14:52
Semen Ovechkin miał dziś ciężki dzień. Jakby nie dość mu było problemów tworzonych przez Raskolników to jeszcze tyle spraw, którymi musiał się naraz zająć, że głowa mała. I gdyby jeszcze dało się je załatwiać w normalnych warunkach, ale nie! Jemu, głównemu detektywowi Białej Gwardii w tak paskudnej sprawie jak mordy z broni palnej, zostało ją omówić w kantynie. Kto to widział? Fakt, mieli ręce pełne roboty, bo ostatnio dużo się działo, ale nie mogło do niego dojść, czemu jakaś mniej paląca zagadka nie jest omawiana w takim miejscu jak to.
Do tego tak ciekawego mordercę musiał sobie odpuścić i oddać temu całemu Zakharenko. Jak myślisz, Sava, czy w takim natłoku spraw twój przełożony zdąży wyrazić swoje niezadowolenie?
- Jestem za panem, panie Paradé – powiedział to bezbarwnym, niewyrażającym niczego głosem. Nie czuł potrzeby przepraszać za swoje spóźnienie. I tak nie był ostatni. List od Skandara Lazareva sugerował, że ten prawdopodobnie dołączy do trójki przebywających w kantynie mężczyzn później. – Pan Lazarev napisał mi, że z powodu pilnej sprawy nie da rady niestety dołączyć do panów od razu. Nie chciałbym tego przekładać na później, więc omówmy najważniejsze sprawy. – Usiadł, po czym gestem pokazał, by stojący zrobili to samo, następnie poprosił panią Danusię, że lepiej aby wyszła z pomieszczenia. Ta już moment później była na korytarzu i nawet nie próbowała podsłuchiwać.
Już po chwili w kierunku Savvasa i Bohuša zostały popchnięte akta sprawy zawierające informacje o kilku morderstwach z broni palnej. Nie ma w nich właściwie żadnych informacji, które mogłyby wam ułatwić śledztwo –  chyba, że umiecie wyciągnąć coś z faktu, że czarodzieje są mordowani poprzez ładowanie im kulki w łeb, a ich śmierć nie zawsze jest dokonywana dla rabunku. Przy kilku ofiarach nawet nic nie ginęło, tylko rzeczy wokół nich były porozrzucane.
- W tych aktach macie podstawowe informacje o sprawie. Jak pewnie wiecie do tej pory ofiary były znajdowane na Mahala, ale ostatnio jak pan Tetreau nam zgłosił do mordu doszło na Niedźwiedzim Ryku. – Semen spojrzał z uwagą na jedynego dotychczas świadka. Jak się czujesz pod jego wzrokiem, Tetreau? – Dlatego w imieniu Białej Gwardii chciałem prosić, aby poszedł pan wraz z panami Savą Zakharenko i Bohušem Kryllem na miejsce przestępstwa, aby lepiej zobrazować, co zaszło. Miejsce zbrodni nie zostało jeszcze całkiem sprawdzone, możliwe więc, że wpadniecie na jakiś trop – zwrócił się tym razem do siedzących przed nim gwardzistów. – Jeśli będą mieli panowie jeszcze jakieś pytania, proszę wysłać mi orła. I w razie czego wysyłać mi informacje, gdzie ma do was dołączyć pan Lazarev. To wszystko – powiedział szybko, po czym wstał i bez pożegnania wyszedł z pomieszczenia.
Chyba najwyższy czas zająć się tą sprawą.

Bohuš, Sava i Tetreau z tematu
(dalsza część misji tutaj)
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Kantyna   Sob 14 Kwi 2018, 10:31

09.06.1999



Współpraca z Białą Gwardią nie była czymś, co uwzględniała w swoich planach na najbliższą przyszłość. Jako klątwołamacz, oczywiście, w każdej chwili powinna brać to pod uwagę - ot, specyfika profesji, że państwowe służby bezpieczeństwa mogły potrzebować jej usług - mimo tego większość argumentów w jej przypadku sprowadzała się raczej do wniosku, że z Gwardią jej nie po drodze. Bo umówmy się - nie była najlepsza w swym fachu. Zamierzała być, ale nawet przy wrodzonej arogancji miała dość rozsądku, by przyznać, że jeszcze trochę jej do tego brakuje. Tak, może i mogła zaoferować świeże spojrzenie, jak to zwykle określał Branicki, może i charakteryzowała się często nieszablonowym podejściem do klątw (które w wielu przypadkach były niczym innym, jak zagadkami o różnym stopniu złożoności), wreszcie - może jej brawura czasem okazywała się atutem, nie wadą, mimo tego w branży wielu było lepszych od niej. Bardziej doświadczonych. Takich, co to widzieli więcej. Z tej perspektywy musiała uznać, że albo Gwardia z jakiegoś powodu znalazła się pod ścianą i chwytała się jej jak tonący deski, albo też darzyła Branickiego tak wielkim szacunkiem, że wierzyła w każde (albo przynajmniej w większość) jego słowo.
Drugą problematyczną kwestią były też jednak same zainteresowania Eleny oraz, w szczególności, sposoby, po jakie sięgała w realizacji związanych z nimi zachcianek. Biorąc pod uwagę, jak lekko traktowała prawo w kontekście załatwiania niekoniecznie legalnych transakcji na niekoniecznie legalne artefakty, pojawianie się z własnej woli w Kwaterze było dla niej niczym wchodzenie w paszczę lwa. Jasne, nie afiszowała się ze swoimi praktykami, o pełnej skali jej działalności na czarnym rynku wiedział tak naprawdę tylko jej brat, Aleksander, oraz - jasna sprawa - współpracownicy, mimo tego nadal czuła się trochę jak samobójca. Albo przynajmniej masochistka. Wiedziała, że brat nigdy by jej nie wydał (a przynajmniej szczerze w to wierzyła), podobnie jak wszyscy podejrzani ludzie, z którymi przyszło jej w którymś momencie współpracować (w tym przypadku z kolei starała się zadawać jedynie z tymi o niezachwianej reputacji w środowisku, niesprzedającymi swych klientów), mimo tego w głowie pozostał pewien dyskomfort. Bo jakby to był podstęp, albo jakby wyszło coś przypadkiem, to podkładała się Gwardii pod nos, podana elegancko na talerzu.
Mimo tego umówionego dnia, o wskazanej godzinie, stanęła na progu kantyny służb, rozglądając się za tą, z którą miała rozmawiać. Kojarzyła jej zdjęcie z gazet, stąd przynajmniej nie zwracała na siebie uwagi zbyt długim wystawaniem jak sierota przed wejściem - dostrzegłszy błysk rudości ponad głowami nielicznych gwardzistów spożywających jeszcze śniadanie, bez wahania ruszyła ku niej. Szybkim krokiem - takim, który mówił, że ma pełne prawo tu przebywać - przemierzyła pół długości pomieszczenia, by wreszcie zatrzymać się przy stoliku pani komendant.
- Dzień dobry. Elena Tyanikova - przedstawiła się Dunji. - Byłyśmy umówione.
Jeśli nawet przez moment zastanawiała się, dlaczego spotykają się akurat tutaj, a nie w jednym z tych tak bardzo oficjalnych gabinetów, szybko wyciągnęła swoje własne, proste wnioski - decyzja o współpracy jeszcze tak całkiem nie zapadła, a Yaneva chciała ją najpierw zobaczyć. Ocenić. Sprawdzić na wszystkie te sposoby, które gwardziści trzymali w zanadrzu na podobne okazje.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Kantyna   Nie 15 Kwi 2018, 18:30
Tymczasem Yaneva była zdecydowana na współpracę z Tyanikovą. Jeszcze nie wiedziała czy tylko w kwestii zbadania kielicha, ale jednak. Wierzyła Branickiemu i jego radom wystarczająco mocno, by nie czuć potrzeby testowania Eleny.
Pułapki też na niej nie zastawiła - żeby robić tego typu obławy trzeba najpierw mieć chociaż cień podejrzenia, że ktoś właśnie łamie prawo.
Wybór miejsca też został podyktowany dość prostą przyczyną - Dunja musiała coś przekąsić. Pani Danusia z reguły miała smaczne przekąski, które najlepiej się sprzedawały, gdy na stołówce jeszcze nic nie podawano, a że czuła głód to postanowiła po takową zajść. Myślała, że zdąży i jednak spotka się z klątwołamaczką w swoim gabinecie, ale jak widać trochę się pomyliła.
- Dunja Yaneva - przedstawiła się otrzepując ręce przed uściśnięciem dłoni. - Pozwoli pani za mną. Nie chcę marnować czasu.
Kobieta zaprowadziła swego "gościa" do specjalnego pomieszczenia. Biała Gwardia nieraz miała kontakt z różnego rodzaju klątwami, nic dziwnego więc, że miała przygotowany pokój do badań nad nimi. Dunja gestem prosząc o chwilę cierpliwości otworzyła jedną z szafek walcząc wcześniej z zacinającym się zamkiem, po czym wyjęła zapakowany w zabezpieczające pudło kielich. Był praktycznie w takim stanie, w jakim Yaneva znalazła go w kanałach - kto by ryzykował jego mycie, skoro może być zaklęty?
- Znalazłam go podczas badania kanałów. Jak pewnie pani słyszała w niektórych obszarach miasta od dłuższego czasu na powierzchnię wychodzą wodniki i inne monstra. Znalazłam tam lulka, który ma właściwości halucynogenne, zarżniętego wodnika i ten kielich, do którego chyba była spuszczona jego krew. Oczywiście wszystko co mówię jest ściśle tajne - dodała takim tonem, aby nie było wątpliwości. - Niestety podejrzewam rytuały czarnomagiczne. Dlatego chciałabym, aby pani zbadała dla mnie ten kielich. Oczywiście otrzyma pani stosowne wynagrodzenie - zastępczyni komendanta przesunęła kielich w stronę Eleny od razu nastawiając się na obserwację jej pracy.
Od tego zależała dalsza współpraca.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Kantyna   Nie 15 Kwi 2018, 20:09
Konkrety, to lubiła. Przebywanie w kantynie, w której normalnie nie powinna się w najbliższej przyszłości znaleźć mimo wszystko trochę ją... krępowało? Cóż, nie było to może najlepsze określenie, wciąż jednak dosyć bliskie prawdy. Elena czuła się wśród gwardzistów niekomfortowo. Nie niezręcznie, nie zawstydzona i nie przerażona, ale wciąż daleko jej było do odprężenia. To nie było jej naturalne środowisko. Nie była takim typem klątwołamacza. Wiecie, idealistą. Strażnikiem prawa, sprawiedliwości i pokoju na świecie. Nie była bohaterką i nie miała ambicji ratowania świata. Jej pobudki były niższe. Znacznie niższe - i przez to zupełnie odstające od atmosfery Kwatery.
Tym bardziej więc bardzo było jej na rękę przejście do rzeczy. Silnym, powitalnym uściskiem dłoni - silniejszym, niż należałoby się spodziewać po dziewczęciu w jej wieku i jej postury; znacznie bliższym męskiemu, stanowczemu, w jakiś sposób dominującemu - przełamując pierwsze lody, lekkim skinieniem głowy przyjęła tylko przejście do sedna i bez wahania ruszyła za Dunją. Chyba nie zamierzali jej zamknąć. Chyba nie stanie zaraz przed drzwiami celi. Czyli chyba może faktycznie mogą popracować.
Po drodze poprawiając zarzucony na ramię, lekko sfatygowany plecak, zdjęła go dopiero, gdy znalazły się w pomieszczeniu docelowym. W milczeniu spoglądając na poczynania Yanevy, zmarszczyła brwi lekko na uzyskany zarys sytuacji. Bo tak, to prawda, że słyszała o dziwnych wizytach wodników i im pokrewnych. Miała jako takie pojęcie o zamieszaniu i niepokojach, jakie to wywoływało. Mimo tego... Brzmiało to trochę dziwnie. Niestandardowo. Niezgodnie z szablonami, do których przyzwyczaiła się, pracując na własnym poletku.
Z drugiej strony, kultura Celtów była kulturą Celtów. Gdyby wszystko, co działo się na świecie, podlegało tym samym regułom, co ona, ludzie szybko by się znudzili. Elena szybko by się znudziła.
Uśmiechając się przelotnie na wzmiankę o wynagrodzeniu, ugryzła się w język, wyjątkowo powstrzymując od bezpośredniego komentarza w stylu no, mam nadzieję. Arkadiusz najwyraźniej przedstawił ją... Cóż, kompleksowo. Ewidentnie uświadomił Gwardię, że Tyanikova jest pełnokrwistym najemnikiem, który charytatywną pracą się nie para. To w jakiś sposób ją bawiło. Ale zastanawiało również.
Jak bardzo Gwardia była w dupie, że potrzebowała kogoś z zewnątrz, kogoś, kogo dodatkowo musiała opłacić?
Nie zamierzała się nad tym zastanawiać - nie teraz. Gdy kielich pojawił się w jej polu widzenia, wszystko stało się prostsze. Bo praca - jej praca - była prosta. Przynajmniej dla niej. I wcale nie chodziło o to, że Elena była chodzącą encyklopedią klątw i uroków - nie była. Wszystko sprowadzało się do pasji, z jaką Tyanikova podchodziła do rzeczy. Ona zwyczajnie swój fach lubiła, a to wiele, bardzo wiele ułatwiało.
- Zakładam, że nie zetknęliście się przedtem z niczym podobnym - rzuciła nie tyle z potrzeby zdobycia faktycznych informacji, co raczej po to, by nie siedziały w ciszy. Ela nie potrzebowała milczenia przy pracy, a wiecie, to zawsze trochę bardziej kulturalne, jak się zagaja rozmowę.
W międzyczasie ostrożnie pochyliła się nad zabezpieczonym kielichem, splatając przy tym ręce za plecami. Nie zamierzała dotykać artefaktu. Nie zamierzała w zasadzie w ogóle brać go do rąk - przynajmniej w najbliższym czasie. Pudełko, w którym był zamknięty, z pewnością uchroniłoby ją od przykrych konsekwencji, z jakimi mogłoby się wiązać obmacywanie kielicha osobiście, nie o to jednak chodziło. Praca nad czarnomagicznymi przedmiotami była systemem drobnych kroczków, dokładania kolejnych puzzli. Pośpiech nie popłacał, przeskakiwanie kolejnych etapów również nie.
Tyanikova zaczęła więc od tego, co zawsze, chwilowo nie zastanawiając się, ile tak naprawdę ma czasu. Yaneva chciała konsultacji? Dostanie ją, cierpliwość będzie jednak niezbędna. Elena nigdy się nie spieszyła. Nigdy nie robiła niczego na odwal.
- Verutavo. - Wyciągając różdżkę, machnęła nią lekko w kierunku kielicha. Niestandardowo? Być może. Nie było jednak nic gorszego, jak wytężać siły nad artefaktem, który finalnie okazywał się być tylko marną podróbką. Jeśli miała traktować przedmiot poważnie, od początku chciała mieć pewność, że jest tego wart. Nie lubiła, gdy ktoś zabawiał się jej kosztem.
W międzyczasie bez pośpiechu okrążyła też stolik, oglądając kielich ze wszystkich dostępnych w ten sposób stron. Pierwsze oględziny były ważne. Pozwalały stworzyć sobie ogólny obraz, model przedmiotu w głowie, a przy odrobinie szczęścia - zauważyć też punkt zaczepienia, którego można było się chwycić. Specyficzne symbole. Jakieś rysy, zdarty lakier czy farbę. Szczegóły, które mogły być jakąś podpowiedzią - lub odpowiedzią.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Kantyna   Nie 15 Kwi 2018, 20:09
The member 'Elena Tyanikova' has done the following action : Kostki


'k6' : 4
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Kantyna   Pon 16 Kwi 2018, 18:45
Dunja mogła czuć się dumna z tego, na kogo postanowiła postawić podczas zbadania kielicha. Elena do swojej pracy podchodziła nad wyraz poważnie, chociaż każdy, kto ją widział, oceniając dziewczynę na pierwszy rzut oka, mógł kręcić jedynie głową – kto tak młody, znałby się na łamaniu klątw lepiej niż klątwołamacze z Białej Gwardii? A jednak nowe spojrzenie nieraz okazywało się kluczem do sukcesu. Gdyby więc Dunja była podrzędnym gwardzistą, zapewne w tej chwili mogłaby liczyć na to, że po udanych oględzinach i zbadaniu przedmiotu, ciepło powitałoby ją widmo szybkiego awansu. Ale problemem ludzi będących u szczytu władzy było to, że jedynie samym sobie mogli gratulować.
Zaklęcie rzucone przez Elenę wyraźnie wskazało, że kobiety nie mają do czynienia z falsyfikatem. Kielich zdecydowanie był kielichem – nic nie zostało w niego transfigurowane, nie był też kopią naczynia, które mogło zostać zabrane przez kogoś, kto w kanalarz odprawiał rytuały, albo w ogóle zostało w jednym z podziemnych korytarzy. Czar nie odpowiedział jednak na najważniejsze pytanie, które nawet nie przyszło ani Dunji, ani Elenie do głowy – czy kielich w ogóle był zaklęty? Yaneva nie wspomniała przecież swojej towarzyszce, że przyniosła go do Kwatery bez żadnych skutków ubocznych, których działanie mogłaby odczuć z czasem. Czy znaczyło to, że miały do czynienia z przedmiotem obłożonym taką klątwą, której efekty były dostrzegalne dopiero po upływie dłuższego okresu czasu, czy tak naprawdę Gwardia postanowiła wydać pieniądze jedynie po to, aby dowiedzieć się, że nie ma żadnego zagrożenia? Należało w tym momencie naprawdę uważnie przyjrzeć się kielichowi i czym prędzej rozbroić tę tykającą bombę, o ile to możliwe i nie okaże się, że zadanie to przerosło nawet tak zdolną klątwołamaczkę.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Kantyna   Sob 21 Kwi 2018, 11:11
Sama Dunja też wolała konkrety. Kiedy do człowieka dochodziło ile czasu marnuje na ciągłe zmiany decyzji i niepewność w działaniu nagle łatwiej mu było wziąć się w garść i działać zdecydowanie - a przynajmniej w pewnym stopniu udawało się uniknąć różnych wahań.
Dla Dunji to było oczywiste, że musiała wyjaśnić jaka jest sytuacja. W końcu bez niej Elena zmuszona by była po omacku szukać w kielichu tego, co może być ważne, a przy okazji ominąć rzeczy, które - pozornie do pominięcia - mogą mieć diametralny wpływ na sprawę. A na kulturze Celtów się nie znała i w sumie nigdy nawet nią nie interesowała...
Dla odmiany nie zamierzała jednak wyjawiać kwestii, dla których postawiła na niezależnego klątwołamacza. Sprawy Gwardii zostawały w Gwardii, chyba że z jakichś ważnych powodów nie dało się inaczej. Ale to się zdarzało naprawdę rzadko.
- Ciężko mi powiedzieć. Nie znam się na łamaniu klątw, więc nie jestem w temacie - rzekła dość wymijająco, ale zaskakująco szczerze, choć mogło to zostać odebrane zupełnie inaczej. Czego jak czego, ale Yaneva nawet z takim doświadczeniem zawodowym nie śmiała udawać znawcy w sprawach, o których nie miała pojęcia. Zbyt wiele w tej pracy miała do stracenia, by ryzykować czcze przechwałki.
Kobieta w ciszy obserwowała działania Tyanikovej. Wolała nie przeszkadzać, bo kto wie jak to mogłoby się skończyć? W międzyczasie jednak postanowiła wspomnieć o niepokojącej jej kwestii licząc, że dość szybko sprawa będzie jasna.
- Najważniejsze kwestie, które dobrze byłoby zbadać to kwestia do czego kielich był używany oraz czy nie została na niego nałożona jakaś klątwa.
Poprawiła fryzurę na ile się dało bez lustra, aby włosy przestały jej wpadać do oczu i wygładziła mundur. Kiedy dziewczyna rzuciła zaklęcie z wyraźnym pytaniem spojrzała na Elenę licząc na jakąś konkretną odpowiedź. Przedmiot prawdziwy czy nie? Zaklęty? A może - o ironio - znalazł się w kanałach pod wodnikiem przypadkiem? Choć trzeba przyznać, że ta ostatnia kwestia wydawała się absurdalna.
Powrót do góry Go down
avatar


Astrachań, Rosja

23 lata

czysta

neutralny

klątwołamacz do wynajęcia, kolekcjonerka artefaktów
http://petersburg.forum.st/t1636-elena-tyanikova-sie-buduje#8025 http://petersburg.forum.st/t1645-elena-tyanikova#8106 http://petersburg.forum.st/t1646-elena-tyanikova#8107 http://petersburg.forum.st/t1647-mayavi#8108
PisanieRe: Kantyna   Nie 22 Kwi 2018, 19:04
Westchnęła cicho. Powinna się spodziewać, że współpraca z Gwardią może być... problematyczna. I to nawet po wykluczeniu problemów wspomnianej już wcześniej natury. Nawet, jeśli rzeczywiście gwardziści nie zamierzali - jeszcze - iść z Eleną na noże, jeśli rzeczywiście nie zdawali sobie sprawy, jakie grzeszki Tyanikova miała na sumieniu, jeśli istotnie chodziło wyłącznie o współpracę - to ta nadal nie musiała iść gładko. Bo służby bezpieczeństwa to mimo wszystko specyficzne środowisko i specyficzni ludzie. Nie mówiąc o tym, że kij oficjalności, regulaminów i zasad mają wsadzony tak głęboko w... No. Głęboko na tyle, że naprawdę trudno były podjąć z nimi jakąś sensowną - w ocenie Eleny - dyskusję.
- Rozumiem - podsumowała więc tylko zdawkowo odpowiedź Yanevy, nie ciągnąc wątku. Z jednej strony to było oczywiste, że Dunja nie zamierza opowiadać Tyanikovej o wszystkim, co ta ostatnia mogłaby chcieć usłyszeć - mimo to klątwołamaczka poczuła się w jakiś sposób zawiedziona. Rozczarowana tak, jak rozczarowany byłby kilkulatek, gdyby nie dano mu dokładnie tego, co miał w polu widzenia i czego by sobie zażyczył. Do pełni obrazka brakowało teraz tylko, by zaczęła tupać nóżką, drzeć się wniebogłosy i, opcjonalnie, tarzać po podłodze w histerii, ale z tego, zdaje się, już wyrosła.
- Cóż, wiemy przynajmniej, że... Co? - po zadziałaniu zaklęcia miała już oświadczyć, że nie mają do czynienia z żadną doskonałą podróbką, słowa Yanevy zatrzymały ją jednak w połowie. Na moment przerwała oględziny i spojrzała na gwardzistkę, marszcząc brwi nieznacznie.
- Czy nie została? - powtórzyła za kobietą pytająco. - Nie macie ofiar? Nie stało się nic niepokojącego? Żadnych sygnałów sugerujących, że rzeczywiście macie w tym klątwę?
Odetchnęła powoli. To trochę komplikowało sprawę. Ba! Sprawiało, że Tyanikova w duchu warczała cicho. Nie do końca takie zagadki lubiła. Wolała zmagać się z pytaniem z jaką klątwą mieli do czynienia, a nie czy w ogóle z jakąś.
No ale nic. Przyszła. Była tu. Kielich był na wyciągnięcie ręki. A więc po kolei, tak?
- To oryginał - dokończyła więc najpierw przerwaną wcześniej wypowiedź, powoli dobierając słowa. - Żadna transfiguracja, żadna kopia, surowy, realny artefakt.
Ponownie pochylając się nad kielichem, zamyśliła się na chwilę.
- Kiedy został znaleziony? - zapytała, nie spoglądając jednak na Dunję. Patrzyła na kielich. Nie zdecydowała się wziąć go w ręce, ale nos miała niemal przyklejony do ścianki zabezpieczającego pudła, w którym był zamknięty. Musiała coś zobaczyć. Musiała i koniec. Jej ambicji nie usatysfakcjonowałoby nic mniej. - Miała go pani w rękach? - Oczywistym było, że ktoś mieć go musiał, inaczej nie dałoby się zapakować go w pudło. Elena nie wiedziała, w jaki sposób Gwardia obeszła się ze znaleziskiem, wypadałoby jednak uzupełnić tę lukę. Nie mogła pracować nie mając pełni obrazu.
W międzyczasie coś przyszło jej do głowy.
- Swoją drogą, wie pani, że nie pracuję sama? - Odrywając na moment wzrok od kielicha, ponownie spojrzała na rudą. - Arkadiusz mógł o tym nie wspomnieć, ale mnie najmuje się w duecie. Z bratem.
Powrót do góry Go down
 
Kantyna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: