Навигация

Gabinet Komendanta
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Gabinet Komendanta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieGabinet Komendanta   Pią 03 Lut 2017, 17:19
Gabinet Komendanta

Gabinet Komendanta to niezwykle przestronny gabinet w bardzo szykownym, staroruskim stylu. Ściany bogato zdobione złoconymi, fantazyjnymi motywami roślinnymi, okraszonymi elementami z prawdziwego bursztynu. Na samym środku pomieszczenia stoi niebotycznych rozmiarów hebanowe biurko, będące niezwykłym arcydziełem rzemieślnictwa; w dębowej ramie wyrzeźbione zostały z najdrobniejszymi detalami sceny zwycięskich batalii czarodziejów rosyjskich. Jest ono kosztownym podarunkiem, jednym z resztą z wielu, wręczonym zaledwie kilka lat temu Białej Gwardii z ramienia Starszyzny.

Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Sro 06 Gru 2017, 04:40

19.05.1999

Kwatera Białej Gwardii rzadko pustoszała zupełnie, nawet w święta i nowy rok ktoś zawsze krzątał się po budynku, zamykając bądź śledząc swoje sprawy. Nierzadko Savvas był jednym z tych niedobitków, spędziwszy w kwaterze większość dorosłego życia powoli czuł się tu jak w domu. Nie było to zresztą trudne, skoro Kosmas, tak jak w domu, zajmował najwyższe stanowisko zarządcy. Późnym popołudniem, kiedy już zdał swoje teczki na powrót do archiwum i odesłał raporty szybkim tranzytem do odpowiednich działów, usiadł na krótką chwilę za swoim biurkiem, aby bezmyślnie popatrzeć się w przestrzeń. Wydarzenia ostatnich kilku dni wciąż odbijały mu się czkawką, choć jak nikt umiał utrzymywać pozory tego, że nic się przecież nie stało. Jakby kiedykolwiek przyszło mu do głowy, że ma za mało zmartwień, jakby przez myśl mu przemknęło, że chyba ma za dużo wolnego czasu i się nudzi, to teraz bezapelacyjnie nie miał na co narzekać. Efekty upojenia Rusałczym Nektarem widział dwukrotnie, raz podczas podstawowego szkolenia na gwardzistę, raz podczas misji i to było wystarczająco dużo, by wyrobił sobie zdanie o tym, jak bardzo jest to niebezpieczny środek. Teraz na co dzień mierzył się z pełnym miłości spojrzeniem Kuraginy, ogromem uwagi jaki mu poświęcała i tęsknotą, jaką obciążała go, kiedy tylko opuszczał jej towarzystwo. Dbali z matką o to, by dawka nie usmażyła jej mózgu, jednak utrzymała w gorącym uczuciu na tyle, by nie chciała pobiec i wypaplać całej rodzinie sekretu, który on sam wygadał, bo mu było ciężko gębę trzymać na kłódkę.
Wciąż nie mógł w to uwierzyć i na same wspomnienie miał ciarki, potarł więc dłońmi twarz i sięgnąwszy do szafki w biurku wyciągnął z niej butelkę alkoholu znalezionego w szmuglerskiej dziupli podczas ostatniego patrolu.
Niby nie przekupstwo, a jednak wiedział, komu ta butelka musi wylądować na stole. Poprawił kołnierz munduru i ruszył w kierunku gabinetu swojego ojca. Sytuacja, w którą się wkopał jak dureń była żenująca, jednak póki co niegroźna. Kuragina pod wpływem eliksiru siedziała cicho, trzeba było jednak sprawę jakoś zamknąć bo i nie można dziewczyny na wieczność faszerować eliksirami, nie była Artemiusem przecież. Trzeba było znaleźć rozwiązanie i choć grono informatorów i ludzi zależnych od Savvasa Zakharenko nie było małe, jego zaufany amnezjator wpadł jak kamień w wodę od kiedy dostał zlecenie na zbadanie wspomnień pewnej pracowniczki cukierni, co Sava zanotował w pamięci na przyszłość. Kosmas był więc jedyną deską ratunku, a zależało mu na czasie, bo sam nie był gotów ani skłonny, by się tak oddawać związkowi czy jakiejkolwiek formie przywiązania. Jakaś część jego duszy cieszyła się z tej manipulacji nad umysłem Varvary, lwa jednak część czuła się strasznie niezręcznie - miał tendencje do spotykania się z paniami wcale nierzadko, nie przewidywał jednak z którąkolwiek coś na dłużej czy na poważnie, przecież miał zobowiązania względem rodziny i ojcowskich planów, gdzież mu tam do tego jakaś niewiasta plącząca się pod nogami. Musiał rozwiązać sytuację najszybciej, jak to było możliwe.
Zapukał więc do drzwi gabinetu i usłyszawszy uprzejme przyzwolenie, wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Cześć - przywitał się, kierując kroki w stronę biurka i postawiwszy na nim butelkę, usiadł w jednym z wolnych foteli. Oj, Savvas wiedział, co go teraz czeka, szykował się na to już dłuższy czas. Przyznawanie się matce było łatwiejsze, choć była wymagająca zawsze starała się dostrzegać ludzką stronę swojego syna. Kosmas nie przewidywał miejsca na słabości, przynajmniej w osobistym wyobrażeniu samego Savvasa.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-hermes#4153
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Sob 09 Gru 2017, 18:34
Kosmas Zakharenko, odkąd oficjalnie objął zaszczytną funkcję Komendanta Białej Gwardii, bardzo rzadko kiedy opuszczał miejsce swojej pracy. Zazwyczaj przebywał w gabinecie za długo, wracając dopiero późnymi nocami do domu, gdzie zawsze cierpliwie czekała na niego Hekate wraz z ukochanymi dziećmi. Ostatnimi czasy jednak niechętnie to robił, mimo że w końcu – po latach mieszkania w Petersburgu – przeprowadzili się do rodzimego pałacu w Odessie, odzyskując to, co od samego początku powinno do nich należeć. Nie to jednak było powodem jego zachowania. Kosmas nie mógł nie dowiedzieć się od Hekate o tym, co zrobił Savvas. Był wściekły na syna za to, że dał się tak zmanipulować córce Kuragina, z którym po kryjomu się układał. Grigory wiedział o wszystkim – w przeciwieństwie do jego dzieci, które do samego końca miały być zupełnie nieświadome tego, co rozgrywało się za ich plecami. A Kosmas mógłby stracić przez Varvarę i syna wiarygodność w oczach Starszyzny. Był nowym Nestorem swojego rodu i nie mógł sobie na to pozwolić. Tu nie było teraz miejsca na przypadkowe błędy – byli zaledwie kilkanaście dni po objęciu władzy w rodzinie, a już musieli tuszować to, co zepsuł Savvas. Zakharenko czekał na niego z niecierpliwością, w międzyczasie zapalił papierosa, choć zdarzało mu się to niezwykle rzadko, po czym nalał sobie whisky do szklanki. Musiał z nim poważne porozmawiać, gdyż nie mieli wcześniej okazji zrobić tego na osobności. Przyszedł.
- Raczej dobry wieczór – odpowiedział chłodno Kosmas, odwracając się na swoim skórzanym fotelu w kierunku Savvasa, po czym obdarzył go wzrokiem pełnym indyferencji. Wiedział, że powinien być łagodniejszy dla syna, ale nie potrafił. Savvas postawił butelkę na jego biurku, a Kosmas tylko zaśmiał się gorzko. To nie był właściwy ruch. – To dla mnie czy dla siebie? Nie nadużywasz przypadkiem alkoholu? – Ojcowska troska czy zgryźliwość? Mimo że Savvas miał już trzydzieści jeden lat, to wciąż pozostawał jego dzieckiem, za które odpowiadał. Coraz częściej zastanawiał się nad tym, czy może powinien odpocząć i zająć się czymś innym niż Biała Gwardia. Zakharenko widział, że nadmiar obowiązków źle na niego wpływał, nie był jednak w stu procentach pewien, czy dalej zasługuje na propozycję, o której celowo zdążył mu kilka razy wspomnieć. Niczego nie obiecywał, gdyż wolał, by była to dla niego zachęta niż jakby miał spocząć na laurach, dlatego w dalszym ciągu mógł się z tego wycofać. Ale jeszcze nie teraz. Był jego synem i nie mógł go skreślić ze swojego życia na zawołanie. Potrzebował trochę czasu, by pogodzić się z tym, co Savvas zrobił. Nie mógł mu zarzucić braku lojalności wobec rodziny, wciąż jednak nie był wystarczająco silny, by zaspokoić ojcowskie ambicje, które zdawały się nie mieć końca. W tej chwili Kosmas miał w głowie mętlik i nie potrafił go w żaden sposób poskromić. Zapewne z powodzeniem uspokoiłaby go obecność Hekate, ale musiał załatwić to sam na sam.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Sob 09 Gru 2017, 19:16
Westchnął bezgłośnie i zamknął oczy. Tylko na chwilę, o pół sekundy dłużej niż mrugnięcie, bo choć Kosmas był jego ojcem i nikomu na tej planecie nie ufał bardziej niż jemu i matce, to wolał w obecnej sytuacji nie lekceważyć jego niezadowolenia.
- No to dobry wieczór - mruknął więc ponuro, zaraz się z tego fotela podnosząc i biorąc tę butelkę, co to ją przez pół misji kitrał po kieszeniach, żeby nie było, że dowody wynosi, a na którą ojciec tak szczodrze zareagował gorzkim śmiechem. - Miała być dla ciebie, ale ja chyba bardziej potrzebuję - dodał, kierując się w stronę skromnie wyposażonego, jednak eleganckiego barku i odkorkował ten swój zdobyczny rarytas. Miało być na spokojnie, ale już słyszy ten ton ojcowski, już pod językiem czuje smak pretensji i ciężej mu się oddycha, głową pokręcił, by ten ciężar dziwny, pojawiający się na ramionach jakoś z karku zrzucić, ale nigdzie to napięcie nie umykało. Wręcz przeciwnie, zdawało się jedynie nasilać pod naciskiem kosmasowego spojrzenia. Nalał hojnie do szklanki uśmiechając się gorzko na słowa ojca, z bezgłośnym, smutnym śmiechem, którego nie mógł zauważyć, póki syn stał do niego tyłem. Nic jego oczom nie umknie, prawda? Żaden błąd. Bo choćby w tym momencie rzeczywiście przemawiała przez niego troska, to Savvas przyszedł tu w zbroi, spodziewając się, że każde słowo, które zostanie dziś tu wypowiedziane będzie precyzyjnie zadanym cięciem, mającym mu pokazać, jak bardzo spierdolił wszystko.
Spokojnie jednak, nie miał już czternastu lat i nie przyznawał ojcu do pierwszych wycieczek pod postacią cienia na własną rękę, podniósł szklankę do ust i wcale nie łapczywie, z namysłem ją wypił, po czym nalał drugą i wrócił na ten fotel na powrót, stawiając butelkę znów na stole, już uboższą o dwa drinki.
Westchnął, alkohol rozchodził się płomieniem po jego piersi, dając mu jakąś iskrę przy której mógł ogrzać duszę pod tym taksującym, chłodnym spojrzeniem Kosmasa. Wiele lat zajęło mu nauczenie się, by patrzeć ojcu w twarz, niezależnie od sytuacji. By wytrzymać to spojrzenie, nie ugiąć się i nie korzyć jak pies, choć czuł się przed nim robakiem. On. Savvas Zakharenko, złoty książę, czuł się jak larwa szturchana patykiem. Siedział jednak niewzruszenie, twarzą w twarz z największym herosem, niedościgłym wzorem, a zarazem najstraszniejszym demonem, z jakim przyszło mu się zmierzyć.
I o czym myślał?
Minęło już kilka boleśnie długich dni, podczas których był w stanie tak beznadziejnym, że nie mógł odnaleźć drogi z ramion kochanek do własnego domu. Jako Dima, jako Roman, jako Dusan, uciekał od samego siebie, od wyrzutów sumienia, których nie potrafił przeskoczyć, od poczucia porażki, które łamało mu kości i paliło skórę, przez które nie mógł jeść, nie mógł spać, nie mógł patrzeć prosto.
Myślał o tym, jak kruchym jest ojcowski szacunek, jak unikatowe są gesty miłości. Mógł latami przez krew i błoto, mógł własnymi rękami wszystko, mógł nigdy okiem nie mrugnąć, nie zadawać pytań i to było normalne, codzienność. Wystarczyło potknięcie, choroba trawiąca mu wnętrzności gorączką, słabość i rusałczy wdzięk, by stracić wszystko, a miał już trzydzieści lat na karku i wcale nie był pewien, czy ma siłę od nowa budować swój wizerunek w oczach Kosmasa.
- Potrzebuję amnezjatora - zdecydował się przerwać ciszę jako pierwszy, choć nie powinien. Wiedział, że trzeba było czekać na burę, dostać w skórę, przeprosić czołobitnie i wtedy dopiero, gdy zapłacił za te spotkanie, mógł mieć jakieś życzenia. - Jedyny, któremu ufałem zniknął miesiąc temu. Obawiam się, że to Raskolnicy - mówi i znów podnosi szklankę do ust, bo ciepło poprzedniego drinka już uciekało koniuszkami palców, a twarz ojca wciąż pozostawała niewzruszoną bryłą lodu. Czy powinien zacząć od szczegółowego opowiadania cóż wydarzyło się tamtego feralnego wieczoru? Domyślał się, że o tę część sytuacji zadbała matka, prostując jak nieistotnym była ta informacja. Czy powinien próbować się tłumaczyć? Nigdy, to oznaka słabości, a na nią nie miał miejsca. Jedynym, na co w tej chwili mógł sobie pozwolić to, mimo sztywniejącego od napięcia karku, brnąć na przód. Ten wieczór musi się kiedyś skończyć.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-hermes#4153
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Nie 10 Gru 2017, 18:01
- Może potrzeba ci czegoś innego – zasugerował ze stoickim spokojem Kosmas, jednak pozwolił najstarszemu synowi, by nalał sobie alkoholu. Choć wciąż w jego sercu było ziarno goryczy, to nie chciał, by Savvas się przepracowywał. Widział po jego zmęczonej twarzy, że potrzebuje odpoczynku. Przez moment pojawiła się w nim myśl, że być może to on jest temu winny, skoro nałożył na niego tyle obowiązków. Był jego synem, dlatego wymagał od niego więcej niż od innych. Nie chciał też, by Sava popełniał te same błędy, co on w swojej młodości, dlatego zawsze starał się go od nich chronić. Kosmas nie mógł jednak kontrolować go w takim stopniu, jak kiedyś. – Może powinieneś od przyszłego miesiąca wziąć urlop. – Czy to jeszcze sugestia, czy może rozkaz? Zakharenko nie zamierzał wdawać się z nim w niepotrzebną dyskusję. Był nie tylko jego ojcem, co Komendantem Białej Gwardii i to on miał prawo decydować o wszystkim. A rozsądek mu podpowiadał, że powinien usunąć Savvasa w cień. – Do czego ci amnezjator? – Kosmas zastanawiał się, czy w tym momencie miał na myśli Varvarę, czy siebie. Savvas nie był niewinny, miał już wystarczająco szkarłatnej krwi na rękach, mimo całkiem młodego wieku i oficjalnie krótkiego stażu w Białej Gwardii. Poniekąd starał się dokładnie zrozumieć, że to, co zaszło w ostatnich tygodniach, mogło go przerosnąć, jednak wciąż nie mógł pozbyć się swojej obojętności, z jaką wypowiadał każde słowo skierowane do syna. Kosmas spojrzał na niego uważnie, nie dając po sobie jednak niczego poznać. Pozwolił mu dokończyć to, co zaczął mówić, choć to nie on powinien zrobić to pierwszy. Nie po to wezwał go dzisiaj do swojego gabinetu. Minęło kilka nieznośnie długich chwil, zanim Zakharenko postanowił cokolwiek mu powiedzieć.
- Raskolnicy – powtórzył cicho, jakby do siebie, palcami stukając w szkło, które trzymał w ręku. Panosząca się zaraza, choć to nie oni stali za wybuchem w Muzeum Sztuki Magicznej. Wszystko jednak zostało odpowiednio ukartowane, by społeczeństwo było przekonane, że to oni stoją za kwietniową tragedią, która pochłonęła Eliadesa Zakharenko i kilka innych ważnych osobistości, nie licząc już przypadkowych ludzi. Wstrząsnęło to niewątpliwie całym światem, zainteresował się nawet Zachód, który wreszcie przychylniejszym okiem spojrzał na Starszyznę, choć pojawiły się też niepochlebne komentarze na ten temat. Nikt jednak nie podejrzewał ich, Zakharenko. Byli bez winy, w środku tej tragedii – nie dość, że stracili swojego Nestora, to jeszcze przyszły dziedzic rodu został uznany za niepoczytalnego. – Jedyny, któremu ufałem – wycedził jego słowa z gorzkim uśmiechem na twarzy. Varvarze też ufałeś? A nie pomyślałeś, że naiwnie pokładasz swoje zaufanie w niewłaściwych osobach? – Wszystko szło zgodnie z planem, nikt nie miał niczego się dowiedzieć. Niewielu było wtajemniczonych w intrygę – część rodziny Zakharenko, najważniejsi przedstawiciele Starszyzny i kilku ich zaufanych podwładnych. Kosmas straciłby jedynie w ich oczach wiarygodność, gdyby dowiedzieli się, że coraz więcej osób o tym wie, a był dopiero na początku budowania swojej pozycji w Rada Czarodziejów. Musiał na wszystko niezwykle uważać, by niczego nie zepsuć, jeśli chciał osiągnąć coś więcej niż bycie tylko kolejnym nic nieznaczącym Nestorem Zakharenko. Bo choć to było jego największym marzeniem, to był świadomy tego, że na tym nie poprzestanie. Widział siebie jako kogoś, komu uda się zrewolucjonizować Starszyznę. A najpierw trzeba wkupić się w łaski tych, którzy trzymają władzę.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Nie 10 Gru 2017, 18:38
Kiwnął kornie głową, może powinien. Powiedz tylko, ojcze, kto będzie po kanałach ścigał informatorów, kto dbać będzie o donosicieli w taki sposób, by nie pobrudzić dobrego imienia Gwardii, która nie od parady nazywała się Białą. Kto będzie bił, kto zabijał, kto podsłuchiwał nocami w spelunach tak brudnych, że od widoku pękały oczy? Miesiąc wolnego brzmiał w ustach ojca jak bardzo gorzki i przykry żart. Śniło mu się czasami, że wziął wolne na dwa dni po to tylko, by pojechać na ryby. Prawda jest taka, że nawet jeśli w grafiku widniał jako urlopowicz, to pod postacią Dimy grał w karty z rynkowymi przekupami przyglądając się przechodniom, jako Aliszka kręcił się po obrzeżach miasta sprzedając paciorki i śledząc niby przypadkiem tych, którzy w najnowszych aktach widnieli jako podejrzani, wkładając cudze buty i twarze pracował każdego dnia, każdego dnia zapominając odrobinę bardziej kim był na prawdę, każdej chwili rozciągając w sercu czarną dziurę pochłaniającą resztki zdrowego rozsądku. Miał w życiu tylko jedną kotwicę, rodziców. Całe swoje długie lata wędrówki po splątanych ścieżkach wszystkich tych żywotów, które ciągał za sobą jak woły przetrwał, bo wiedział, że gdy tylko potknie się o najdrobniejszy kamień może dłoń wyciągnąć i Kosmas bądź Hekate zawsze tę dłoń chwycą. Rzadko, z wiekiem coraz rzadziej się potykał, jednak niezachwiana wiara w swoją kotwicę i tylko ona pozwalała mu właśnie osiągać wszystko to, czego nigdy nie będą mogli osiągnąć jego rówieśnicy. Nie mieli takich rodziców. Jak ma się więc czuć dziedzic, który całe swoje jestestwo zbudował na wierze, a który o ten kamień potykając się i dłoń wyciągając, wraz z wsparciem dostaje policzek za policzkiem, baty za batami? Ma się czuć jak pies, który zapomniał chyba, że ręka, która nagradza jest też ręką, która każe. Trzydzieści lat było tylko westchnieniem w skali nieograniczonych oczekiwań Kosmasa, a Savvas coraz częściej czuł, że i on, syn najdroższy, pierworodny, duma rodziny, był jedynie tutaj pionkiem. Czy czuł gorycz? Z pewnością, jednak rozsądnie wybierał ją polubić. W końcu wszystko w jego życiu było gorzkie.
- Ta farsa z Kuraginą nie może trwać zbyt długo - zaczyna z namysłem. - Arseniy może i jest młody, ale przecież nie jest głupi, a wszystkich nie napoimy Rusałczym Nektarem, by spoglądali na nas przychylnie. - Sytuacja, w którą wpadł, była jak chyboczący się klocek domina. Potrzebował amnezjatora, by szybko wyswobodzić się z miłosnych kajdan, w które niemal jak za karę został wpięty przez matkę i ojca. Kiedyś, czemu nie, rozważałby taki układ jako zabawną odmianę od codzienności - na chwilę obecną jednak każde spojrzenie na rozanieloną twarz Varvary przyprawiało go o dreszcze, przypominając o swojej największej porażce. Tam, gdzie Savvas upadł po raz pierwszy, bo ta dłoń, po którą łapczywie sięgał, celowo cofnęła się, by upadł na pysk, by wymierzyć mu przy tym karę na miarę uczynku.
Przecież nic nie było tak ważne, jak sukces jego ojca.
Zamknął oczy, słysząc szeleszczącą złośliwość padającą z kosmasowych ust. A więc do takich będziemy się zniżać przytyków, tak bardzo nie w stylu szlachetnych dżentelmenów. Wiedział, że ojciec musi być naprawdę zawiedziony, naprawdę rozsierdzony, by takimi właśnie operować szpilami. Westchnął ciężko i mimo że na usta cisnęło się „ufam tobie i matce”, to obawiał się, że to będzie krok za daleko, a choć nierzadko w dorosłym życiu balansował na niebezpiecznej granicy cierpliwości ojca to nigdy, odkąd był małym chłopcem, nie postąpił tego kroku. Wziął powolny oddech, drugi i choć grymas bólu zmarszczył mu brwi to uśmiechnął się słabo. Musiał ojcu na to pozwolić. Na szyderstwo, na kpiny, na wiercenie palcem w tej jeszcze gorejącej ranie. Była zbrodnia, musiała być i kara. Nie będzie przecież teraz się piskorzyć, że przecież on tego nie zrobił specjalnie, że nie zdradził jej rodzinnego sekretu w zaufaniu jak jakaś głupia trzynastolatka przyjaciółce z ławki. Nie będzie przecież tłumaczył, że nie ufa nikomu, bo tak go Kosmas wychował. Nie będzie się wypierał, walczył, pora było klęknąć i głowę posypać popiołem.
- Nie pomyślałem - przyznał wbrew temu, co w rzeczywistości czuł i uważał względem ojcowskiego komentarza i całej sytuacji. W mówieniu dokładnie tego, co rozmówca chciał usłyszeć był mistrzem, Kosmas go przecież sam tego nauczył. - Powinienem być rozważniejszy - dodał nieszczerze, bo i tak uważał, że rozwaga nie miała nic do rzeczy w związku z sytuacją zaistniałą tamtego wieczora. Musiał teraz jednak przepraszać, innego wyjścia z tego impasu na linii ojciec-syn nie widział. Cisnęły mu się na usta przepełnione żalem słowa, jadowite „przykro mi, że masz za syna takiego nieudacznika” czy „jaki musisz być zawiedziony swoim dziedzicem, czyż nie?”, ale nie zamierzał wpadać na powrót w tę spiralę szaleństwa. Ledwie się z niej wyciągnął, a dolewać oliwy do palącego gniewu ojca to już samobójczy zamach.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-hermes#4153
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Wto 26 Gru 2017, 14:45
Kosmas doskonale wiedział, że nietypowe umiejętności jego syna, które ujawniły się akurat w tym pokoleniu, były czymś w rodzaju daru od losu. Jako wielbiciel historii, nie tylko Greków, ale i Zakharenków, miał świadomość tego, iż niegdyś jego przodkowie przejawiali podobne zdolności, lecz od lat nie ujawniły się w żadnym z nich. Oprócz Savvasa. Dzięki swojej skórze kameleona mógł niezwykle wiele zdziałać, był nieocenioną pomocą w Białej Gwardii – tam, gdzie inni nie potrafili nic wskórać, tam Kosmas zawsze posyłał swojego lojalnego syna. Potrafił go jednak niemal zawsze poznać. Dobrze wyuczył się już tych wszystkich ról, w które Savvas potrafił się wcielać niemal jak w prawdziwym teatrze greckim. To przecież on wszystkiego go nauczył, okazał mu wiele wsparcia i pokazał, jak powinien korzystać ze swoich umiejętności, choć przecież mógł go od razu wydziedziczyć i bez skrupułów skazać na ostracyzm społeczny. Nie zrobił tego, nie przeszło mu to nawet myśl, ale wiedział, że taki nieszczęśliwy los Savvasa zapewne by spotkał, gdyby tylko miał odrobinę mniej szczęścia i urodził się w zupełnie innej rodzinie. Synowi jednak niewątpliwie ciężko było go zaskoczyć, acz udało mu się tego kilkakrotnie dokonać, kiedy wziął ojca z zaskoczenia. Kosmas zawsze był niezwykle ostrożny, obsesyjnie uważał na to, co komu mówił i w jakim miejscu, gdyż każde jego niewłaściwie wypowiedziane słowo mogłoby być w niecny sposób wykorzystane przeciwko niemu, zwłaszcza że ukrywał wiele tajemnic, które ostatecznie nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. A w gabinecie, swoim małym królestwie i centrum dowodzenia Białej Gwardii, czuł się swobodnie i komfortowo – wszystko to przez najlepsze zaklęcia wygłuszające, których nikt nie miał prawa złamać. Mogli więc tutaj rozmawiać o wszystkim sam na sam, bez większych obaw, że usłyszy ich ktoś niepożądany. Kosmas nie chciał przeprowadzać tej pogadanki w Odessie, by nie mieszać w to wszystko Hekate.
- Nie jesteś dzisiaj zbyt odkrywczy – powiedział bez ogródek Kosmas, szczodrze nalewając sobie alkoholu do naczynia, które zaraz uniósł w górę, by wznieść niemy toast. Od kilku dni niemal rozpaczliwie szukał kogoś, kto mógłby im pomóc rozwiązać ten problem, lecz znalezienie zaufanego amnezjatora wcale nie było łatwą sprawą. Musiał być to ktoś spoza środowiska, najlepiej niemieszkający w Petersburgu i nieorientujący się w sprawach związanych ze Starszyzną, dlatego potrzebował na to jeszcze czasu. – Chociaż może powinieneś pomyśleć o tym, by zatrzymać ją na stałe… – Czy to zły pomysł, Savvasie? Za żonę będziesz miał córkę samego Dumy, nie ma przecież lepszej partii w całej magicznej Rosji niż Varvara Kuragina, a historie o tragicznych małżeństwach bez miłości zapewne już znasz. Kosmas Zakharenko miał jednak to niebywałe szczęście, by poślubić kobietę, którą pokochał od pierwszego wejrzenia, jakkolwiek to ckliwie zawsze brzmiało. Mimo że teraz głośno gdybał, to nie było pewności, co zamierza z tym ostatecznie zrobić. Do czasu kwesty charytatywnej jeszcze wszystko mogło się diametralnie zmienić. – Powinieneś przede wszystkim nie kłamać ojcu w żywe oczy. – Okłamuj każdego, Savvasie, ale nie jego. Myślisz, że nie wie, kiedy to robisz? – To, co teraz budujemy nie jest tylko moją czy matki zachcianką. Budujemy dla was przyszłość, której nie zapewniłby wam ani Eliades, ani Artemius. Dla ciebie, Savvas. Dla Deimosa. Dla Kallisto i Melpomeny. Wyobraź sobie, co by było, gdyby inni się dowiedzieli. Nie tylko stracilibyśmy w oczach Grigoryego Kuragina, przecież wiesz, że igramy w tym momencie z ogniem, ale co, jeśli wyciekłoby to znacznie dalej? Chciałbyś zobaczyć, jak wykonują na nas wyrok? – Wystarczyłoby, że informacja pojawiłaby się w magicznych mediach. Oto on, Kosmas Zakharenko, Komendant Białej Gwardii, zabija swoich wrogów z pomocą żony i dzieci, by dojść do władzy w Starszyźnie.
Jaki byłby wyrok: śmierć w Chatandze czy śmierć na oczach całego świata? Czego domagaliby się ludzie?
Wybieraj.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Wto 26 Gru 2017, 15:26
Zaczynało mu to spotkanie niezwykle ciążyć na duchu. Miał w głowie perspektywę tego ile to jeszcze będzie trwało i sama myśl o tej przewlekłej agonii duszy napawała go dreszczem wstrętu. A to przecież był dopiero początek. Uszczypliwościom najwyraźniej nie miało być końca i Sava po raz kolejny zrozumiał, dlaczego z problemami łatwiej było mu kierować kroki do matki. Miała znacznie chłodniejszą osobowość i zamiast stawiać sobie za punkt honoru mieszać pierworodnego z błotem z miejsca przeszła do konkretów i choć wcale nie klepała go po główce mówiąc "Nic się nie stało" to jednak rozumiała obraz sytuacji. Zdarzało mu się czasem myśleć, że Kosmas ze swoim charakterem żmii daleko by nie zaszedł bez Hekate za plecami i jej stoicyzmu.
Na wspomnienie o zatrzymaniu Kuraginy na stałe nawet nie drgnęła mu powieka. Był zmęczony tą szopką, choć zdawało się, że ojciec w ogóle nie widział w nim człowieka, tylko nakręcaną maszynkę do wykonywania zadań, pozbawioną własnego rozumu czy moralności. Zatrzymanie Kuraginy na stałe wiązałoby się z okropnym małżeństwem na które nie był gotów się poświęcić, nawet gdyby wymagali tego oboje, chociażby ze względu na to, iż równałoby się to z pojeniem Varvary nektarem już do kresu jej dni, a Matka wiedziała dobrze czym kończy się przedawkowanie eliksirów miłosnych. I on, Savvas, nie miał zamiaru dorzucać sobie tej wisienki na torcik.
- Kłamać? - uniósł pytająco brwi. Młody Zakharenko miał zawód kłamcy, oszusta, gracza i bajkopisarza. Na tym opierał cały swój sukces, że umiejętnie operował informacjami zarówno tymi, które do niego docierały jak i tymi, które sam sprzedawał. Kłamstwo przestało być kłamstwem w jego dzienniku moralności już dawno temu, tak jak zbrodnia czy grzech przestały nosić jakiekolwiek piętno pokuty. Czy jednak zdarzało mu się ojcu skłamać w żywe oczy? Już dawno nie i nie sądził, by nieszczere przyznawanie się do winy, której nie uważał za swoje było nim rzeczywiście. Co więc Kosmas mógł mieć na myśli?
Mógłby nad tym gdybać jeszcze chwil kilka, gdy nagle ojcu zebrało się na kazanie z serii tych, które słyszysz średnio raz na pół roku z ust jednego z rodzicieli. Przygląda się więc ojcu kiedy ten po raz kolejny mówi jaka przyszłość jest ważna, jak ciężko z matką planują, jak pracują by ją osiągnąć. Nikt nigdy jednak nie pytał ich, dzieci, czy ta przyszłość jest rzeczywiście taką, jaką by chcieli. Szczerze, gdyby zapytać Savvasa czy to, co tak zawzięcie kreują rodzice, jest tym o czym śni po nocach - nie byłby w stanie odpowiedzieć. Pod nakładem obowiązków gwardzisty, szpiega, mordercy i pierworodnego nie zostało mu zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tym co go czeka za tych parę lat. Gdyby miał mówić szczerze, od serca, to nie spodziewał się dożyć wieku Kosmasa; tym bardziej czując, że te argumenty, jakimi ojciec teraz próbował podkreślić jego winy wydawały się nietrafione. Od dawna czuł się jedynie elementem tej układanki, nie końcowym zwycięzcą. Od kiedy został Gwardzistą wiedział, że to ojcowską przyszłość buduje i ojcowskie wizje spełnia, a nie swoje własne - mówienie więc o tym jak bardzo we dwójkę z matką dbają o przyszłość swoich dzieci napawało go jedynie smakiem goryczy. Nic to jednak, bo Kosmas zaraz przerzucił się na typowe "czy zdajesz sobie sprawę z tego..." i tu już pęka tama wezbrana.
- Trzydzieści lat. - wcina się bez ogródek w tę ojcowską tyradę - Trzydzieści lat zdawało mi się, że dostrzegasz we mnie cień inteligencji. - mówi wcale nie szczędząc goryczy w swoim głosie- A Ty jednak, mimo wszystko, masz mnie za kretyna.
Co, on nie wiedział? On nie wiedział co ich czeka gdyby prawda wyszła na jaw? Gorszym od wszystkich przytyków jakimi mógł dziś oberwać było traktowanie go niczym ćwierć inteligenta. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego co robi, lekkomyślny młodzieniaszek myślący o niebieskich migdałach. Jeśli zaraz ojciec rzuci czymś w stylu 'gdybyś nie był idiotą nie popełniłbyś tego błędu' to weźmie i wyjdzie. Natentychmiast kurwa.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-hermes#4153
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Wto 26 Gru 2017, 18:12
- Nigdy nie miałem cię za kretyna. – Gdyby miał, to już dawno, by go tutaj nie było. Mógłby przecież natychmiastowo pozbyć się Savvasa w momencie, w którym przypadkowo dowiedział się, że jest cieniem. W końcu wszyscy czarodzieje dobrze wiedzieli, jak nieprawdopodobnie potężne są to umiejętności, stąd chorobliwy strach przed nimi w społeczeństwie magicznym był całkowicie uzasadniony. Kosmas więc niezwykle cierpliwie i z rodzicielską troską w oczach patrzył na niego, jak dorasta i rośnie przy nim potęga, mimo że miał chwile, w których bał się przyszłości. A co, jeśli kiedyś Savvas zdecyduje zbuntować się przeciwko rodzinie i wykorzystać to, czego się nauczył, przeciwko ojcu? – Nie zapominaj o tym, że jesteś moim najstarszym synem i zawsze chciałem dla ciebie jak najlepiej. Od małego widziałem w tobie ogromny potencjał, który chciałem rozwijać. Dobrze wiedziałem, czego cię uczyć i gdzie cię posłać, byś był w tym najlepszy, a ty mówisz, że od trzydziestu lat mam cię za kretyna. Jak śmiesz. – Więc nie zapominaj, dzięki komu tutaj jesteś, Savvasie. Kto cię wychował, kto wskazał ci właściwy kierunek. Czy Kosmas popełnił błąd? Nie chciał o tym myśleć, bez względu na wszystko Savvas dalej był jego pierworodnym synem, tym, który w dalekiej przyszłości najprawdopodobniej zajmie jego miejsce. Nie ma w końcu, oprócz Deimosa, innego kandydata, ale jednocześnie nie zamierza pozwolić na to, by ich relacje wyglądały tak, jak jego z Artemiusem. – Jestem tylko cholernie rozżalony, że dałeś się omotać jakiejś pierdolonej rusałce, która w mig mogłaby zniszczyć wszystko, na co tak długo wspólnie pracowaliśmy. Potrafiłeś poradzić sobie z tyloma wrogami, a pozwoliłeś… Ech, dziwisz się? – Kosmas podniósł się ze swojego miejsca, odkładając tym samym szklankę na blat, po czym podszedł bliżej do Savvasa i spojrzał mu prosto w oczy. Możesz stąd wyjść, droga wolna, ale to nie jest teraz odpowiednie rozwiązanie.
- Tak, przyznaję zupełnie szczerze, że jestem tobą zawiedziony jako ojciec. – Nie było mu łatwo wypowiedzieć te słowa. To oczywista sprawa, że zdecydowanie bardziej wolał chwalić niż karać, zwłaszcza syna, który miał już trzydzieści lat. Nie potrafił jednak inaczej. Nie był przecież taki jak Hekate. Ona potrafiła załatwić wszystko na spokojnie, a Kosmas w osobistych relacjach z dziećmi pozwalał sobie na złośliwości i wybuchowość. Był też przy tym niezwykle surowy i wymagający, może dlatego Savvas o wiele częściej wolał pójść ze swymi problemami do matki niż do niego, obawiając się, że Kosmas go zgani. – Wciąż jednak jesteś moim synem i nic nigdy tego nie zmieni. Musisz mi tylko teraz  obiecać, że to się więcej nie powtórzy. Nie stać nas z matką na kolejne potknięcia, tym bardziej na kweście, która jest już za kilka dni. Musisz wziąć się w garść. Nazywasz się Savvas Zakharenko. – Powiedziawszy w końcu te słowa, mocno poklepał go po prawym ramieniu, patrząc przy tym na niego nieco łagodniej niż wcześniej. Wiedział, że Savvas bez wątpienia będzie chciał się zrehabilitować po tym, co się stało. Nie miał jednak pewności, czy rezultaty będą dla niego wystarczająco satysfakcjonujące, o czym zamierzał wkrótce porozmawiać z Hekate. Poza tym, to nie jedyne, co Zakharenko chciał przekazać swojemu synowi, gdyż zamierzał mu wspomnieć o jego planach na przyszłość. – Chciałbym, abyś także pomyślał o urlopie w Białej Gwardii. Widzę, że chodzisz przemęczony i potrzebujesz skupić się na sobie – dodał spokojnie Kosmas, pozwalając sobie przy tym na ciche westchnięcie pod nosem. Nie wiedział, czy Sava jego decyzję przyjmie z zadowoleniem, czy wręcz przeciwnie. Pewne było tylko jedne, że nie miał prawa jej kwestionować. To nie koniec tematu, jednakże na tym zamierzał dzisiaj poprzestać. Czekała go jeszcze długa rozmowa z Hekate, ale to nie dziś. Zaraz wrócą do Odessy, zjedzą wspólną kolację i każdy rozejdzie się w swoją stronę.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Sro 27 Gru 2017, 02:35
"Sól w nasze rany, cały wagon soli, by nie powiedział kto, że go nie boli." Nie miał go za kretyna, a jednak mówił o rzeczach oczywistych, czując chyba za punkt honoru wcierać mu ten pysk w błoto. Przyjmij to Sava, wpuść do środka, jak barwnik w wodę niech Cię to pokoloruje na ten bury odcień poczucia winy. Kiedy ostatnio czuł się winny? Dawno. Czy czuł się winny aż tak strasznie, jak właśnie teraz zaczynał pod taksującym spojrzeniem Kosmasa? Nigdy.
Coś było w tym sposobie wypowiedzi ojca, że niby prawił Ci komplement, niby mówił o Twoich mocnych stronach, a jednak siebie samego w tym hołubił. To JA widziałem w Tobie potencjał, to JA pomogłem Ci się rozwijać, to JA wiedziałem czego Cię uczyć. Niewiele w takiej przestrzeni miejsca na rozwój osobowości własnej, ego jak i super ego Savvasa było jedynie bańką powietrza, umykającą szybko z ust tonącego, daleko im do wielkiej lodowej góry charyzmy jego ojca. Tak został wychowany.
"Piach w nasze oczy, cały Synaj piasku" Zamyka oczy biorąc powolny wdech i pociera palcami ich kąciki. Pierdolona rusałka. No tak. Bo oprzeć się czarom istot magicznych to jednak jest betka, prawda? Chciał zapytać kiedy jego ojciec wynalazł remedium na rusałczy czar i czemu się nim nie podzielił z synem wcześniej, ale i ten komentarz, jak wiele innych tego wieczora, po prostu przełknął niczym gorzką tabletkę. Był silny, silniejszy niż niejeden syn ojcowskich kolegów, by nie powiedzieć - niż oni wszyscy. Był zaradny, gotów do poświęceń, nie zadawał pytań i nie kwestionował poleceń. Poległ w starciu z najczystszą magią naturalną i już na zawsze dźwigać będzie to brzemię.
Kosmas podniósł się by niemal przyjacielsko zbliżyć się do syna, prawie jakby chciał mu rzeczywiście rodzicielską czułość okazać. Twarz Savy pozostała niewzruszona gdy podniósł na ojca wzrok, a ten wejrzał mu w sam środek duszy by wypowiedzieć najgorsze przekleństwo jakie mogły usłyszeć uszy dziecka. I wtedy, wtedy implodowało mu serce.(...)jestem tobą zawiedziony jako ojciec.
I nic już więcej nie słyszał przez chwilę, tylko szum własnej krwi, ciśnienia, które mu raptownie skoczyło by zaraz opaść niemal do tętna zerowego. "But w nasze krocza, kopniaków choć tysiąc"
Wpatrywał się w Kosmasa twarzą pozbawioną wyrazu i czuł jak zamiast tego ważnego organu w piersi rośnie mu czarna dziura, która wciąga powoli wszystko, uczucia, myśli, chłodną analizę sytuacji, gorycz, smutki, wyrzuty sumienia. Wszystko. Nawet to klepnięcie dociera do niego z opóźnieniem, na tyle szybko jednak, by przez zamierające bicie własnego serca dosłyszeć, jak mu Kosmas ostatni gwóźdź w trumnę wbija. Już się nawet nie rusza, nawet ojca wzrokiem nie śledzi, już gdzieś spojrzeniem po wnętrzu własnego umysłu się ślizgał, przyglądając się siatce pęknięć w tej złotej kopule, którą budował wiele lat. To by było nawet zabawne, tak zdać sobie sprawę z tego jak niewiele trzeba by zniszczyć komuś życie, gdyby nie było to tak zajebiście smutne. Nie miał jednak już w sobie nic by nawet nad sobą zapłakać. Pozbawiony wartości, pozbawiony szacunku swojego niedościgłego wzoru, teraz pozbawiony jedynego zajęcia, które mobilizowało go, by ranem wstać z kanapy i kąpać się, jeść śniadanie i przeżyć kolejny dzień. Urlop. Wiedział dobrze co to znaczy. Uprzejme wypierdalaj zawoalowane w słowa troski.
"I salwę w płuca, czy też sznur na szyję..."
Próbuje usta rozewrzeć, głos wydobyć, ale ta dziura czarna, wirująca powoli robiąc z jego wnętrzności mamałygę, chyba i głos mu wsiorbała, nie bacząc na to czy się godził z tym czy nie. Czy w ogóle koś baczył na jego zgodę? Kiedykolwiek?
Zaciska lekko usta, ostatnia podróż Savvasa Zakharenko, bierz swój krzyż i biegnij.
- Dziękuję Ojcze. - i były to chyba najtrudniejsze słowa, jakie musiał wydusić z zapadających się płuc, ostatni oddech straceńca- Czy to wszystko? - pyta jeszcze, choć już znacznie odleglej, bo teraz dryfuje daleko, jak kłoda na powierzchni martwego morza.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

52 lata

błękitna

za Starszyzną

Nestor Zakharenko / komendant Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t1105-kosmas-zakharenko#4122 http://petersburg.forum.st/t1106-kosmas-zakharenko#4152 http://petersburg.forum.st/t1108-kosmas-zakharenko#4155 http://petersburg.forum.st/t1107-hermes#4153
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Wto 02 Sty 2018, 21:36
Czy powinien był mówić takie słowa? Kosmas nie chciał okłamywać syna i zwodzić go, że nic się nie stało. Nie miał już pięciu lat, dlatego musiał mu wyznać to, jak bardzo był jego zachowaniem zawiedziony. Przez całe życie Savvas potrafił radzić sobie w wielu różnych sytuacjach i nigdy go wcześniej nie rozczarował. Nie zwracał wtedy uwagi na jego pojedyncze pomyłki, ale wówczas nie miały one tak wielkiego znaczenia jak teraz. Mogli wiele stracić, zwłaszcza że ich sytuacja wciąż nie była pewna. Choć Kosmas trzymał w garści Białą Gwardę ą i za nic w świecie nie pozwoliłby, by okrutna prawda wyszła na jaw, a Hekate z kolei niepodzielnie władała „Tylko Prawdą” i odpowiednio selekcjonowała artykuły w magicznych mediach, by nie wzbudziły żadnych podejrzeń co do Zakharenków, to wciąż wystarczyło przypadkiem powiedzieć kilka nieodpowiednich słów za dużo, by wszystko to, na co tak długo i ciężko pracowali, stracić bezpowrotnie na pstryknięcie palca. Varvara Kuragina, mimo że była niezwykle inteligentną, wykształconą i urodziwą kobietą ze względu na swoje rusałcze geny, mogła im bez problemu pokrzyżować plany. Nie mogli jednak jej się pozbyć tak, jak zapewne zrobiliby to w normalnych warunkach. Sprawa była o tyle trudna, że była córką samego Grigoriya Kuragina, który powoli stawał się nowym sojusznikiem Kosmasa. A on z kolei nie chciał stracić zaufania w jego oczach, wierząc tym samym, że może mu pomóc w jego dalszej karierze w Starszyźnie. Wybory Dumy zbliżały się wielkimi krokami, a Kosmas musiał do tego czasu zbudować swoją pozycję. Czy musiał to wszystko tłumaczyć teraz Savie? Nie, ale i tak postanowił to zrobić. Był jego ojcem i miał do tego pełne prawo, nawet jeśli Sava w środku czuł, że nigdy go tak naprawdę nie doceniał. Nie było to do końca prawda, czego przecież jego najstarszy syn powinien być świadomy, choć jednocześnie w morzu oczekiwań nader ambitnego ojca dało się utonąć i więcej nie wypłynąć na powierzchnię.
- Nie dziękuj – powiedział tylko Zakharenko, słysząc słowa swojego najstarszego syna. Kosmas absolutnie nie oczekiwał, by Savvas musiał mu w tym momencie dziękować. Był za to jednak nieprawdopodobnie przekonany o tym, że niezmiennie powinien być wdzięczny za to, w jaką stronę umiejętnie pokierował jego życiem. Przecież to on z Hekate dali mu to wszystko, choć skazali go jednocześnie na dręczące wyrzuty sumienia i krew niewinnych ofiar na rękach. Nie zmyje jej nigdy, choćby próbował; będzie ją nosił przez całe życie jak ojciec i matka, ale teraz to nie było szczególnie istotne, gdyż nikt o tym nawet nie myślał. Każdy z nich chciał wreszcie wydostać się spod jarzma nieudolnych rządów Eliadesa i nieustannie przytakującemu mu Artemiusowi, by wreszcie rozpocząć zupełnie nowy etap w dynastii Zakharenków. – Chyba że coś jeszcze chciałbyś powiedzieć? – zapytał po chwili, unosząc prawą brew. Kosmas spojrzał jeszcze raz uważnie na swego syna, po czym dopił resztkę alkoholu. Pozwolił sobie na ciche westchnięcie, po którym spakował najważniejsze papiery i akta do skórzanej, czarnej walizki i skinął głową w kierunku Savvasa. Nie rozstawał się z nią nigdy, a miał zamiar jeszcze przejrzeć kilka rzeczy po kolacji. – Jeśli nie, to myślę, że możemy wracać do naszego domu. Na pewno mama i reszta na nas czekają. – Do Odessy. Do tego miejsca, z którego kiedyś musieli się wyprowadzić, a dziś spokojnie mogli tam wrócić. Tak jak kiedyś. Pamiętasz, Savvasie, jaki byłeś wtedy mały? Czy tobie tak samo kojarzy się słowo „dom”, czy może już przesiąkłeś Petersburgiem? Bo Kosmasowi przychodzi do głowy tylko jego ukochana Odessa. Od zawsze czuł niezwykłą więź z miejscem, w którym się urodził. W końcu to tam wieki temu rozpoczęła się historia jego dynastii, która – po wielu latach licznych wzlotów i upadków – w końcu miała nabrać konkretnego kształtu. Kosmas wierzył, że wreszcie uda mu się wynieść swój ród na piedestały. Tam, gdzie ich miejsce.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

31 lat

cień

błękitna

za Starszyzną

gwardzista / detektyw
http://petersburg.forum.st/t1009-savvas-zkharenko#3365 http://petersburg.forum.st/t1011-savvas-zkharenko http://petersburg.forum.st/t1012-sava-the-savage#3416 http://petersburg.forum.st/t1010-ryszard
PisanieRe: Gabinet Komendanta   Nie 07 Sty 2018, 16:38
Przez wiele lat życia opanował odgrywanie ról do perfekcji, będąc cieniem nosił w sobie wiele osobowości. Ciężką pracą zbudował zdumiewające portfolio dopracowanych i autentycznych osobowości, które nie tylko istniały w policyjnych kartotekach jako niezależni informatorzy, ale budowały jego własny kręgosłup. Wprawnie, niczym szermierz, nauczył się szafować intencjami, emocjami, uczuciami, lawirować między nimi tak, by jak kot zawsze spadać na cztery łapy. Savy nie było łatwo złapać, nie łatwo było go oszukać i nader trudno było go jakkolwiek dotknąć czy skaleczyć. Zawsze za obrazem dżentelmena kryła się jeszcze jedna warstwa i jeszcze jedna, sztuka udawania obojętności godna Oscara.
Dziś, teraz, nie udawał już nic. Czuł się pusty w środku, był wydmuszką wypełnioną czarnym, gryzącym dymem porażki. Godzina życia, która pożogą rozlała się po nieskazitelnej, do tej pory ukrywanej przed światem, doskonałej osobowości Złotego Dziedzica. Nie miał nic do powiedzenia, nie miał nic do dodania, nie było matematyki ani logiki, która mogła w jego głowie wytłumaczyć, objaśnić czy złożyć równanie zdolne sprecyzować jakim cudem coś takiego mogło zniszczyć mu życie. Stawiając na szali te trzydzieści lat ciężkiej pracy uważał do tej pory, zupełnie szczerze, że to było potknięcie, a nie porażka. Tak długo jak mógł, niczym tonący, trzymać się tej krawędzi rozumu, trzymał się - na bogów - kurczowo niczym szaleniec. Dostał po łapach i wpadł w tę toń, zimna ciemność zamknęła się nad nim i wraz z pustką przyniosła ulgę ciszy, łagodne odrętwienie, objęcia szczerej obojętności, dawno nie widzianej kochanki.
- To wszystko. - odrzekł cicho, przyglądając się pustym spojrzeniem tej bezpłciowej przestrzeni jaką było wnętrze ojcowskiego gabinetu. Nie widział tu już żadnych symboli jego charakteru, nic mu się już nie kojarzyło z niczym, żadna synapsa, żadna myśl nie łączyła się z niczym konkretnym jakby nagle ktoś mu tę zdolność prędkiej dedukcji jednym kliknięciem wyłączył. Kosmasie, czy kiedykolwiek zdasz sobie sprawę z tego jak własnymi pragnieniami zniszczyłeś swoje dziecko?
Podniósł się i wraz z ojcem opuścił Kwaterę w milczeniu. Do Odessy, do domu jego ojca i jego matki. Czy Sava miał dom? Nie był tego pewien. Nie był już nawet pewien, czy wciąż ma rodzinę.

Kosmas i Sava z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gabinet Komendanta   
Powrót do góry Go down
 
Gabinet Komendanta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee


Skocz do: