Навигация

Komis „Rubel”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Komis „Rubel”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieKomis „Rubel”   Pią 03 Lut 2017, 17:30
Komis „Rubel”

Ulubione miejsce wszystkich złodziei, którzy właśnie tutaj skradzione przedmioty wystawiają na sprzedaż. Drewniane półki uginają się pod ciężarem starych książek, zdobionych szkatułek, białych świec, ciężkich kartonów, świecącej i niekiedy kiczowatej biżuterii, antycznych rzeźb i dziwnych artefaktów; z witryny za to machają do przechodniów zaczarowane manekiny ubrane w skradzione szaty, po sklepie latają zrabowane miotły, a pudełka pełne najróżniejszych drobiazgów przewracają się pod nogami klientów. Towar to właściwie jedyne wyposażenie tego przybytku oprócz regałów i starej lady, zza której rubaszny właściciel negocjuje jak najwyższe ceny. Wieczny chaos panujący w jego komisie zdaje mu się nie przeszkadzać – stary Alfred odnajduje się w nim jak ryba w wodzie.

Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Komis „Rubel”   Pią 30 Mar 2018, 08:30
Sławetny komis "Rubel", o którym każdy wiedział, że sprzedaje tak naprawdę wyłącznie ukradzione przedmioty. Wszystkie te miotły, szkatułki, biżuteria, rzeźby - nic nie było w praktyce zdobyte uczciwie. Dunja dziwiła się, że ta wylęgarnia złodziei jeszcze istnieje. Patrząc teraz na nią zaczęła rozważać czy nie zacząć nasyłać w okolicę gwardzistów, którzy by każdego idącego w stronę komisu przeszukiwali. Może jakby "Rubel" stracił swoich głównych klientów koniec końców sam z siebie by upadł.
Kiedy już się napatrzyła na ten nierzucający się w oczy budynek zaczęła rozglądać się za Mironem - informator dał cynk, że dziś miał pojawić się w okolicy. Yaneva po takim czasie zdążyła zwątpić w słowa Panka, jednakże dalej to była jedyna poszlaka, której mogła się trzymać jeśli chodzi o kwestię zamachu. W końcu ona sama miała się zajmować innymi sprawami, a tu z różnych względów mogła bez obaw o wchodzenie w czyjeś kompetencje przesłuchać podejrzanego.
-Widzisz go? - spytała Peera, z którym wspólnie szukała Twardowskiego. Akta niestety nie zawierały za wiele informacji na temat Polaka, więc musieli je zdobyć sami. Z tej okazji ubrali się po cywilnemu, aby za bardzo nie rzucać się w oczy. Na Mahala obserwacje w mundurze były czystą i skrajną głupotą. Szczególnie jak kibice wracali po meczu.
Nagle Miron - albo ktoś bardzo do niego podobny - pojawił się na horyzoncie. Kobieta już chciała pewnie ruszyć w jego kierunku, ale po pierwsze zorientowała się, że jeśli kojarzy jej twarz z gazet może za szybko ogarnąć, co się właśnie dzieje. A po drugie ktoś w razie czego powinien się na niego zaczaić z drugiej strony, gdyby próbował uciec.
- Ja się zaczaję na niego z tyłu, jakby chciał uciec, a ty spróbuj go zatrzymać. Może pójdzie z nami z własnej woli - powiedziała, po czym możliwie niezauważenie zaczęła przemykać między ludźmi.
Powrót do góry Go down
avatar

Oslo, Norwegia

43 lata

nieznana

neutralny

gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1008-peer-lagerlof http://petersburg.forum.st/t1014-peer-lagerlof#3441 http://petersburg.forum.st/t1013-merlin#3440
PisanieRe: Komis „Rubel”   Wto 03 Kwi 2018, 06:37
Rosjanie zapewne doskonale wiedzieli, co robią, skoro przez tak długi czas wzbraniali się przed dopuszczeniem kobiet do pracy w służbach porządkowych. W warunkach panujących w Federacji Rosyjskiej zwyczajnie nie potrafiły odnaleźć się na swoich stanowiskach, w czasie misji siejąc jedynie diabelski zamęt i nawet swoim urokiem nie były w stanie nadrobić fatalnego wrażenia – nie wspominając o łataniu nim dziur, jakie własnymi decyzjami tworzyły. Na pewno lepiej sprawdziłyby się jako krawcowe, ewentualnie zaplecze techniczne, nieocenione wsparcie z bezpiecznego centrum dowodzenia znajdującego się w podziemiach Kwatery Głównej. Ale. Nie. W. Terenie.
Peer musiał przyznać – z całym szacunkiem, jakim darzył panią komendant – że tyczyło się to w ogromnej mierze przede wszystkim jej osoby. Piastując tak ważny stołek, lepiej dla wszystkich (a na pewno dla niej) byłoby, gdyby misje nadzorowała zza swojego biurka, nie próbując swoim podwładnym pokazywać, jak powinni egzekwować prawo i pilnować porządku na ulicach jej miasta. Ale sępa od padliny się nie odpędzi. Zacisnął więc Peer mocno zęby, kiedy Yaneva zakomenderowała mu, że najświeższe wieści na temat Twardowskiego zweryfikuje osobiście.
Zacisnął je też wówczas, gdy, przeciągając szyję, rozejrzał się po okolicy i mijających ich ludziach, próbując z tłumu obcych mu twarzy wyłapać tę, którą kojarzył ze zdjęcia z folderu o dziwnym pochodzeniu. Pokręcił przecząco głową, wracając do opierania się o ścianę sklepu rowerowego, znajdującego się naprzeciwko „Rubla”. Pewnie szybciej znalezienie go zajęłoby mu w gołębiej postaci, lecz równie szybko zostałby zapewne ustrzelony – niedługo po przyjeździe uświadomiono mu bowiem, że jego wyuczone zdolności stosunkowo łatwo szło pomylić tu z umiejętnościami, na jakie patrzyło się, łagodnie mówiąc, nieprzychylnym okiem. Jedno, niefortunne postrzelenie wystarczyło mu na ten kwartał.
Zacisnął je również wtedy, kiedy Dunja postanowiła zrobić na poczciwego przedsiębiorcę pogrzebowego obławę, jakby Polak poszukiwany był co najmniej jednym listem gończym, a nie zaledwie donosami pełnymi uprzedzeń niezrozumiałych dla Lagerlöfa.
- Tak jest, pani komendant – kiwnął jej porozumiewawczo głową, lecz mimo to w bezradnym geście wzruszył ramionami, odpychając się od ściany i robiąc kilka kroków w stronę mężczyzny mogącego za ich podejrzanego uchodzić. Niech go Thor strzeli, jeśli cała ta akcja nie okaże się jedną, wielką, smutną fuszerką. – Pan Twardowski? – zagadnął go oficjalnym, nieco zatroskanym tonem, szybko się z nim zrównując. Do pełni dramaturgii tej chwili brakowało jedynie w pobliżu karczmy „Rzym”. – Doszły mnie słuchy, że rozwiązuje pan problemy.
A Peer to wyglądał na takiego, co nie jeden ma problem z nie jednym.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002
PisanieRe: Komis „Rubel”   Wto 10 Kwi 2018, 23:03
Pan Twardowski. Tak. To był pan Twardowski. Pan Twardowski to zarobiony człowiek, wiecie, ludzie umierają na pęczki szczególnie w tak niespokojnych czasach. Niektórych przepełnia niechęć, trwoga, pogarda czasem w stosunku do tak starego i istotnego zawodu jakim jest grabarz. Mógł przecież znaleźć mniej oczywiste zajęcie, nie wiem, otworzyć kwiaciarnie i sprzedawać żonkile, ale bądźmy szczerzy, czy gdyby taki pysk łypał na miłych państwa zza kwiecistych bukietów, te gadzie oczy czarne, to byście kupowali na potęgę wszelkie róże i krokusy z okazji braku okazji? Matkę oszukasz, ojca oszukasz, nawet jeśli to stary Kazimierz Twardowski, ale samego siebie Miron nie oszukasz. Po co walczyć z pozorami, skoro można prowadzić intratny biznes, mimo, że opiera się na ludzkich zgonach.
Do rubla przychodził przecież regularnie, ostatnio nawet częściej niż zwykle bo i praca, można było powiedzieć, paliła mu się w rękach. Udoskonalił swoje wspaniałe kapucynki, a ostatnio nawet stworzył ptaka. Pokraczną krzyżówkę sierpówki i gołębia wydającą okropne dźwięki ale doskonałą do kontroli terenów z powietrza. Taki Lagerlöf to by się poczuł pewnie jak w rodzinie. Z neseserem w dłoni przemierzał Mahala, które zdążyło już stać się jego drugim domem, przestrzenią w której czuł się pewnie, a już na pewno pewniej niż dwójka gwardzistów czających się przy sklepie rowerowym. Nie wiedział co prawda jeszcze o tej zasadzce i o tym , że ten rybi pęcherz wypchany gnojem który każe na siebie wołać Panek to ciota tak okrutna, że stanowczo przekracza skalę przewidywań samego Twardowskiego, w związku z czym kiedy obcy mężczyzna przestąpił mu drogę strzelając oczami z troską w głosie, pytając go o to czy rozwiązuje problemy, opuścił rękę wcześniej wyciągniętą w kierunku klamki komisowych drzwi.
- Słucham? - podniósł wzrok i rozejrzał się po grupie mijających ich osób, co to za historia? Czy to "Mamy Cie!" ? Przeniósł wzrok na powrót na mężczyznę z dziwnym akcentem i uśmiechnął się na pół uprzejmie na pół szalenie, jak to na śliskobrzuchą żmiję przystało. - Tak. Miron Twardowski. - wyciągnął do rozmówcy dłoń, robiąc krok w przód, w jego stronę zmniejszając tym samym dystans między nimi. Na prawdę myśleliście, że będzie przed wami uciekał? To rzeczywiście niewiele wiecie o Twardowskich.
- Problemy? Zdarza mi się. Każdego dnia. - zmrużył lekko jedno oko - To dość osobliwy sposób na rozpoczęcie rozmowy.
Powrót do góry Go down
avatar

Oslo, Norwegia

43 lata

nieznana

neutralny

gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1008-peer-lagerlof http://petersburg.forum.st/t1014-peer-lagerlof#3441 http://petersburg.forum.st/t1013-merlin#3440
PisanieRe: Komis „Rubel”   Pon 16 Kwi 2018, 14:31
Każdy gwardzista, który miał problemy ze swobodnym poruszaniem się po Mahala powinien zostać dyscyplinarnie zwolniony. Kto to widział, żeby psy nie potrafiły wyraźnie i stanowczo zaznaczyć swojego rewiru? Kto to widział, żeby na swoim terenie czuły się jak zaszczute, zamknięte w klatkach szczeniaki, drżące na samą myśl o tym, że miałyby wyjść z tych klitek i zacząć zaznawać wolności? Peer – z racji wciąż aktualnego statusu emigranta – czuł się zwolniony z obowiązku bycia jak ryba w wodzie w takim środowisku. Dużo lepiej i skuteczniej wychodziło mu bycie tym, kim był – zagubionym, choć zbyt pewnym siebie obcokrajowcem. Z tego też powodu byłby skłonny wysłać wszystkich swoich nowych kolegów na prawdziwą szkołę przetrwania w miejskiej dżungli, bo o ile każdy z gwardzistów zdawał się być wyjątkowo solidnie przygotowany i przystosowany do przetrwania w wydumanych, wyssanych wprost z podręczników warunkach, o tyle można było odnieść wrażenie, że praca stróża prawa pozbawiała ich naturalnego przystosowania do życia w społeczeństwie i ze społeczeństwem. Zwłaszcza takim, co z prawem raczej miało na bakier.
Pan Twardowski był typowym przedstawicielem takiego modelu – również wyjętym niemal z kart podręcznika, co już powinno wzbudzać wątpliwości, bo gdyby przestępcę i rzezimieszka robiono z każdego, kto ma niewyjściową mordę, kartoteki pękałyby w szwach. A Peer byłby pierwszym, którego pozbawiono by odznaki gwardzisty. Czasem zastanawiał się, czy ten stan rzeczy to jedynie wina bogów, czy może problem leżał po stronie rodziców i wyjątkowo niefartownego losu w loterii genowej.
- Bo i sprawa dość nietypowa – przyznał enigmatycznie, uścisnąwszy Mironowi dłoń. – Oficer Peer Lagerlöf, Biała Gwardia – przedstawił się i wyciągnął w stronę mężczyzny legitymację na tyle dyskretnie, by poza nimi, żaden przechodzień nie dostrzegł, co się dzieje. Jeszcze tego brakowało, by pojawienie się gwardzisty po cywilnemu wywołało głupie poruszenie. – Chciałbym zadać panu kilka pytań, najlepiej w mniej zatłoczonym miejscu. Może przeszlibyśmy na tyły komisu? Po wszystkim nie będzie musiał się pan bardzo fatygować z dokończeniem załatwiania własnych spraw – zaproponował tak swobodnym tonem, jakby właśnie umawiali się na piwo. Nie zamierzał jednak wpadać w panikę. Już samo zniknięcie Yanevy i próba przyczajenia się na czarodzieja w miejscu, w którym trudno było o jakąkolwiek interwencję, budziła w nim śmiech. Jeśli Twardowski zamierzał dać nogę, to żadna zasadzka nie była mu straszna, o ile zdał egzamin na teleportację. Peer zastanawiał się jedynie, kiedy Dunja też to sobie uświadomi i jednak zechce wspomóc swojego podwładnego na miejscu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002
PisanieRe: Komis „Rubel”   Pon 16 Kwi 2018, 15:31
Nie miał co zakładać, czy jego rozmówca zna okolicę dobrze czy słabo, czy bywa w rublu czy wie jaki panuje tam chaos. Nie było sensu w wymyślaniu teorii spiskowej dziejów, w opracowywaniu planów wyjścia z tej sytuacji, rozważaniu kto ma tutaj lepsze karty. Żyli w takich czasach, że nawet niewinni ludzie ponosili odpowiedzialność karną za darmo, a światło prawa w którego blasku grzała się biała gwardia świeciło wybiórczo - nie było to żadną nowością. Oficer więc, Miron kiwną głową kątem oka zerkając na legitymację. Ładna. Widział podobne na straganach z zabawkami dla dzieci podczas jednego z festynów na dziedzińcu Pasternaka. Uśmiechnął się sympatycznie, chyba te uprzejme uśmieszki to jakaś domena zbirów z Petersburga, bo choć on i Panek stali na dwóch końcach skali kultury i wychowania, to jednak coś było bardzo podobnego w ich sposobie spoglądania na ludzi i sprawiania przyjemnych pozorów - ktoś tak doświadczony jak Lagerlöf z pewnością takich miłych ryjów widział w swoim życiu mnóstwo. A jednak Twardowski skłonił się lekko, ponownie rozejrzał po przechodniach i sięgnął do klamki. W tym układzie oboje ryzykowali, Twardowskiemu z pewnością fakt gawędzenia z gwardzistą w cywilu nie przysporzyłby fanów ani specjalnie pozytywnie nie wpłynął na i tak trudną do określenia mianem pozytywnej opinię 'na mieście'. Milczał przeciągającą się chwilę by w końcu skinąć głową.
- Ależ oczywiście. Proszę. - obejrzał się przez ramię szukając partnera swojego nowego kolegi. Gwardziści nigdzie nie chodzili w pojedynkę jeśli chodziło o sprawy służbowe. Takie podstawy znały nawet dzieci, a już szczególnie te rozrabiające w tej dzielnicy. Yaneva musiała się dobrze ukryć w tłumie, bo wcale jej nie zauważył, nie, żeby to cokolwiek zmieniało. Gdyby chciał mógłby przecież odmówić, mógłby się deportować, mógłby - a niech tam - pojedynkować się z tym tu smutaskiem. Przecież było mu wszystko jedno umrzeć prędzej czy później - w końcu i tak był trupem.
Przekręcił błyszczącą gałkę i wszedł do komisu dziarskim krokiem zakładając, że Gwardzista raczej nie zechce iść przodem. Względny bałagan, jaki na co dzień można było zastać w tym przybytku wątpliwych rozkoszy był mu znajomy i choć estetyka wystroju Alfreda była zupełnie różna od preferencji Mirona, to odnajdywał się już tu niemal jak w swoim sterylnym i pedantycznym studio. Skierował kroki do lady, na której położył swój neseser i uśmiechnął się do właściciela lokalu.
- Alfredzie. - uścisnął mu dłoń, sięgając ponad szerokim dębowym blatem - Czy byłbyś tak uprzejmy i użyczył nam swojego zaplecza na kilka chwil? - patrzył sprzedawcy prosto w oczy - Ja i mój przyjaciel potrzebujemy chwilę porozmawiać.
Ups. No przecież, że się z Alfredem znają. I to nawet całkiem dobrze. Oficjalny ton Twardowskiego z pewnością zwrócił uwagę sprzedawcy, a już szczególnie ten fragment o przyjacielu, wiadomo przecież, że typ taki jak Miron nie ma ich wiele, by nie powiedzieć - wcale. Czy zrozumiał aluzję czy nie, jego twarz pozostawała zagadką gdy skinął głową i machnął ręką w kierunku drzwi na tyły sklepu.
Pozostawiwszy torbę na blacie Miron powitalnym, zachęcającym gestem zaprosił Lagerlöfa za zamknięte drzwi.
- Obskurne miejsce, prawda? - przyglądał się mu - Proszę się nie bać, idę tuż za Panem, Panie Władzo. - dodał szeptem tak, by te słowa sięgnęły tylko Peera.
Powrót do góry Go down
avatar

Oslo, Norwegia

43 lata

nieznana

neutralny

gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1008-peer-lagerlof http://petersburg.forum.st/t1014-peer-lagerlof#3441 http://petersburg.forum.st/t1013-merlin#3440
PisanieRe: Komis „Rubel”   Nie 22 Kwi 2018, 17:50
pisałam na raty, więc mam nadzieję, że tekst ma jakikolwiek logiczny ciąg ;_;

Peer zaczynał być dotkliwie świadomy tego, na jakich zasadach działał rosyjski wymiar sprawiedliwości i z każdym kolejnym doświadczeniem egzekwowania prawa przez jego przedstawicieli, zabawa w takiego gwardzistę podobała mu się coraz mniej. Dostrzegał w tym wszystkim elementy wspólne, które, od biedy, mogły stanowić fundament jego pracy w Federacji Rosyjskiej, były one jednak na tyle mgliście zarysowane, że mogło ich nie być wcale. To zupełnie tak, jak przypisywanie Robin Hoodowi roli szeryfa – niby wszyscy uważali, że to bohater pozytywny, z dobrymi pobudkami i stojący na straży swojego prawa, ale wciąż był złodziejem i przestępcą. Nie inaczej wyglądało to z Białą Gwardią, której metody działania znacznie różniły się od tych, stosowanych dotychczas przez Lagerlöfa. Jeśli mógł bezsprzecznie dopasować dowody przestępstwa do człowieka, dopiero wówczas stawał się taki dla niego wyjętym spod prawa. W każdym innym przypadku wszyscy byli jedynie podejrzanymi, których nie należało niepokoić, bo wciąż pozostawali prawymi obywatelami.
Było to dość naiwne, jednak pozwoliło mu zawrzeć owocne znajomości, czym nie mogli pochwalić się jego koledzy po fachu. Niemniej zanosiło się na to, że tym razem to on poniesie na tym polu sromotną porażkę, bo nic nie wskazywało, by dość wyważony początek jego relacji z Twardowskim finalnie zakończyć miał się korzystnym dla nich obu układem. W najlepszym wypadku Peer z radością zapomni o całym zajściu i będzie miał nadzieję, że Miron postanowi zrobić to samo.
Raźnym krokiem wszedł za nim do komisu, samemu nie próbując sprawdzać, gdzie, na litość bogów, znajdowała się Dunja i nie zastanawiając się, dlaczego było jej przy nim. Absolutnie nawet nie brał pod uwagę możliwości, że to jego mogli wrabiać. Taki sprawdzian na gwardzistę. Albo żeby go udupić. Mało to potrzeba było Yanevie – najwyraźniej niesłusznie do niego uprzedzonej – by uznała podejmowane przesz Peera kroki za kolejny przejaw niesubordynacji i działanie na własną rękę, bez czekania na wsparcie. To nie miało znaczenia, bo już znalazł się w jaskini lwa. I niespodziewanie ukuło go rozczarowanie, spuszczając z niego emocje, jakby był balonem. Wszystko w „Rublu” wyglądało tak, jak można się było spodziewać po tego typu miejscach. Żadnego zaskoczenia. Pewnie nawet poruszanie się po lokalu nie sprawiłoby problemu, bo szybko można byłoby dojść, co i gdzie się znajduje.
- Witam – skinął oszczędnie głową w stronę sprzedawcy, unosząc brwi na słowa Mirona. Zdziwiły go bardziej niż fakt jego znajomości z właścicielem. Bardziej oczywistym szyfrem już się nie dało mówić?
Komentarze na ten temat zostawił jednak dla siebie, ruszając dalej, we wskazane miejsce. Jeśli do tej pory uważał, że wszystko miał pod kontrolą, pewność ta stosunkowo szybko się ulotniła. Niemal wzdrygnął się, kiedy oddech Mirona owiał mu skórę na karku. Inna sprawa, że sposób, w jaki Twardowski się wysławiał – ton głosu, dobór słów i odległość dzieląca jego wargi od lagerlöfowego ucha – sprawiał, że krew czuła się zwyczajnie w obowiązku mrozić żyły, a włosy na karku z czystej przyzwoitości na zawołanie stawały dęba.
- Nie zamierzam zająć panu wiele czasu, panie Twardowski – zaczął na wstępie, odwracając się przodem do mężczyzny, kiedy znaleźli się na zapleczu równie niepraktycznie urządzonym, co główna sala. – Jakie relacje łączą pana z Pankratiyem Ostapyukiem?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002
PisanieRe: Komis „Rubel”   Nie 22 Kwi 2018, 19:19
Głupio powiedzieć, że Miron się tą sytuacją bawił. Nie było tak. Przez krótką chwilę na ulicy rzeczywiście rozważał wymiksowanie się z sytuacji, mógł spokojnie próbować swoich sztuczek bo przecież w znikaniu i ukrywaniu się był bardzo dobry, a skoro od lat udało mu się ukryć przed Kazimierzem Twardowskim to Biała Gwardia federacji nie mogła być większym wyzwaniem. Fakt faktem jednak, gdy dzwoneczek w drzwiach zadzwonił ponownie, obwieszczając wszem i wobec ze drzwi zamknęły się, a klamka, dosłownie i w przenośni, zapadła... Było mu znacznie wygodniej. Pomiędzy brudnymi kuframi, stertami rupieci, przy dębowym blacie, śledzonym uważnymi oczkami właściciela sklepu. Czy to był szyfr? Czy Miron rzeczywiście jak ostatni debil podstawiał sugestie Alfredowi pod nos? Powinien jeszcze ręką zasłonić się i niby dyskretnie głową kiwać w kierunku obcokrajowca, by dodać tej scenie więcej teatralności. A jak wszyscy wiemy - Twardowski kocha artyzm i artystów. No ale nic to, poszli na zaplecze, pan władza przodem, pan potulny obywatel zaraz za nim i na równie pełnym rupieci zapleczu znów kliknął zamek kolejna klamka zapadła, co z tymi klamkami? Oparł się ramieniem o framugę zamkniętych za jego plecami drzwi.
- Bardzo mi miło. - kiwnął głową, nie lubiąc czasu marnować więc przejście Gwardzisty do konkretów przyjął z uprzejmym wyrazem twarzy. Może Lagerlöf nazwiska Twardowskich znać nie miał jak, ale to przecież polska szlachta, a jakby nie patrzeć Miron szlachcic jak z żurnala wyciął, elegancki płaszcz, koszula pod szyję zapięta, no, biżuterii trochę zbyt wiele jak na mężczyznę i spojrzenie upiorne podkrążonych oczu, ale póki co zachowywał się ani podejrzanie ani jak na bywalca Mahala przystało. Co ten Ostapyuk, z głupim na rozum się zamienił?
- Z Pankiem? - uniósł brwi. A to psia krew szumowina bagienna. Odchylając połę płaszcza wyciągnął z małej kieszonki zegarek na łańcuszku, prezentując sto procent staroświeckiej tandety u schyłku lat dziewięćdziesiątych, po czym skierował kroki w stronę wolnego taboretu przy zawalonemu papierzyskami biurku. Wskazał nań dłonią, jakby pytał się o przyzwolenie, patrzcie go, jaki korny, gdyby nie te kurwiczki wesolutkie w oczach to można by uwierzyć, że poważny człowiek. Zasiadł i uśmiechnął się lekko, a nie uśmiechał się niestety ładnie i choć pozostawiał na twarzy maskę uprzejmości myśli już puścił luzem jak gończe psy, by z zakamarków pamięci wyłuskały jakąś najokropniejszą przewlekłą klątwę wiecznej sraczki, którą zamierzał Panka uraczyć.- Jest...hm. - zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć gdzie właściwie spotyka tego uśmiechniętego szczura najczęściej- Trudno powiedzieć, czy mamy jakiekolwiek relacje. Prowadzi interes parę przecznic od mojego domu pogrzebowego. Poza tym mijam jego... - chrząknął nieznacznie- dziuplę, kiedy spaceruje Mahala. - uśmiechnął się lekko, uprzejmie, zachęcająco, brakowało mu neonowego światełka dyndającego na żyłce nad czołem, albo furkoczącego niczym robaczek-zanęta rozwidlonego języka.- Więc, relacje raczej żadne, jeśli już szukać konkretów to negatywne. Nie uważam go za... - i tu zapadła chwila niezręcznej pauzy, podczas której Twardowski szukał odpowiedniego słowa, które byłoby jednocześnie kulturalne, ale odzwierciedlało podłość i obrzydzenie jakim Ostapyuk go napawał. Cmoknął w końcu.- Nie uważam go. - tyle.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Komis „Rubel”   Sro 25 Kwi 2018, 16:01
Dunja na zbyt długo - jak na jej gust - zgubiła z oczu Mirona i Peera. Złapała ich kątem oka dopiero, kiedy ci wchodzili do "Rubla". Na ten widok kobieta przeklęła w duchu widząc, że Lagerlöf jak zwykle jej nie posłuchał. Mieli w końcu Twardowskiego zgarnąć do siedziby, a nie przeprowadzać miłe rozmowy na jego terenie!
Tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi odczekała chwilę nim zaczęła iść w kierunku budynku. Nie chciała zwrócić na siebie uwagi szybkim krokiem czy wyraźnym pośpiechem. To jak dawanie takim mętom żyjącym na co dzień w tej dzielnicy zielonego światła do dokonania kradzieży lub napadu. A co jak co, ale Yaneva nie chciała się męczyć z dodatkowymi osobami. Jeszcze zdążą zostać złapane i trafią za kratki, na razie ma ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład przesłuchanie człowieka, który mógł dokonać zamachu (choć pewnie się do tego nie przyzna. Przynajmniej nie od tak).
Bez wahania weszła do środka. Dzwonek zabrzęczał zapewne wystarczająco, by mężczyźni na zapleczu zorientowali się, że ktoś wszedł do środka. Dunja, jak rzadko kiedy w cywilnym ubraniu na służbie podeszła pewnym krokiem do blatu, za którym stał Alfred i z uśmiechem na ustach pokazała swoją legitymację.
- Dunja Yaneva z Białej Gwardii. Proszę mi wskazać gdzie poszli tamci panowie - może i brzmiało to jak prośba, ale wystarczyło spojrzeć w oczy kobiety, aby zorientować się, że to nieprawda. Właściciel, jakby zaskoczony, że póki co nic z dziejących się tu rzeczy nie dotyczy jego osoby wpuścił Yanevę na "drugą stronę". Ta otworzyła drzwi zaklęciem i po szybkim zaglądnięciu do środka weszła na zaplecze.
- Dunja Yaneva z Białej Gwardii. Przyszłam na przesłuchanie - powiedziała bardziej do Mirona, po czym zwróciła się do Peera patrząc na niego nieprzyjemnym wzrokiem. - Proszę zacząć od początku, abym mogła wysłuchać całości.
Miała dość jego niesubordynacji i w duchu już sobie obiecała, że coś z tym wreszcie zrobi.
Powrót do góry Go down
avatar

Oslo, Norwegia

43 lata

nieznana

neutralny

gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1008-peer-lagerlof http://petersburg.forum.st/t1014-peer-lagerlof#3441 http://petersburg.forum.st/t1013-merlin#3440
PisanieRe: Komis „Rubel”   Sro 02 Maj 2018, 12:59
Rozmowy takie jak ta, powinny być prowadzone jedynie w męskim towarzystwie – opcjonalnie, jeśli przesłuchiwanym była kobieta, śledztwo przeprowadzać winien tylko mężczyzna: nie byłoby problemów ze zbaczaniem z tematu, zbyt szybkim przechodzeniem do konkretnych konkretów czy zastraszaniem. Jedynie kulturalna, rzeczowa rozmowa we względnie swobodnej atmosferze. Jak w tym momencie. Peer nawet uprzejmie skinął głową, oczywiście zezwalając Twardowskiemu na zajęcie miejsca przy biurku, samemu woląc aż tak się nie spoufalać i jednocześnie nie ograniczać sobie ruchów. Na wszelki wypadek. Zachowanie czujności w pracy gwardzisty należało do priorytetów.
Nie umknął mu więc melodyjny dźwięk dzwoneczka obwieszczający wejście kogoś do sklepu, mimo to starał się nie odrywać wzroku od swojego rozmówcy. Zakładając za plecy ręce, trącił dłonią przytwierdzoną do paska różdżkę, by sprawdzić, czy na pewno nadal znajduje się na swoim miejscu. Okazałoby się mocno niefortunnym zbiegiem okoliczności, gdyby pozwolił niezauważenie pozbawić się kawałka zaczarowanego drewna, a na zaplecze, niczym huragan, wtargnęło wsparcie dla tego młodego dżentelmena. Choć przeczucie w dość jednoznaczny sposób wrzeszczało Lagerlöfowi do ucha, że z ich dwójki w potencjalnym starciu to jemu przydałyby się posiłki.
- Negatywne? – Uniósł wysoko brwi, mimo że po wcześniejszej rozmowie z Pankiem takie określenie relacji Twardowski-Ostapyuk nie bardzo go dziwiło. W większe zdumienie wprawiło go jedynie to, że to z Mironem przyszło owocniej dyskutować. W nakreślonej przez Panka charakterystyce, przedsiębiorca pogrzebowy jawił mu się raczej jako słowiańskie wcielenie młodego Voldemorta. – Mógłby pan rozwinąć tę myśl? W jakim kontekście negatywne? Zaszedł panu za skórę czy to raczej pan nadepnął mu kiedyś na odcisk? – Druga opcja jemu samemu wydawała się w tym momencie zwyczajnie absurdalna, musiał brać jednak poprawkę na to, że Miron, choć wyglancowany na sto dwa, mógł mu tą swoją nienaganną prezencją robić tylko wodę z mózgu.
Odwrócił się gwałtownie, kiedy drzwi na zaplecze otworzyły się na oścież i stanęła w nich Dunja Yaneva. Rychło w czas. I jak zawsze z nieocenioną poradą dotyczącą prowadzenia przesłuchania.
- Pani komendant – skłonił lekko głowę, uśmiechając się kątem ust. – Niewiele pani ominęła, poza potwierdzeniem, że obaj panowie nie pałają do siebie sympatią. W tym momencie pan Twardowski zaczął mówić, z czego wynikają te uprzedzenia, więc może pozwólmy mu kontynuować? – Znów uniósł brwi, następnie krótkim ruchem dłoni zachęcając ich podejrzanego do wznowienia swojej relacji, przerwanej w tak nieuprzejmy sposób. Takie zachowanie świadczyło fatalnie o organizacji Białej Gwardii, już nie wspominając o samowolce, jakiej podejmowali się gwardziści w stosunku do swoich przełożonych. Trochę lipa, co nie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002
PisanieRe: Komis „Rubel”   Sro 02 Maj 2018, 22:40
Rzeczywiście było w tym coś poprawnego, organizacja przesłuchań może powinna mieć różne schematy dostosowywane od przypadku do przypadku. Widać przecież, że na takiego Twardowskiego metody, które wcześniej działały na kogoś pokroju Ostapyuka, nie były potrzebne. Może przydała by się jakaś restrukturyzacja Białej Gwardii? Skoro do każdego jednego świadka czy oskarżonego podchodzili w ten sam sposób - z kijem, ale bez marchewki, to jak żeż mają dostrzec czy to osioł jest, tu patrz przykład Panka, czy pies, inna gromada ssaków zupełnie, niezainteresowany marchewką, zaś kijkiem - jak najbardziej.
Skinął Twardowski głową, tak, negatywne. Raczej żadne - należy pamiętać, że tego zwrotu użył i że ostatecznie próbując doszukać się czerni i bieli to negatywne. Uniósł lekko brwi przymierzając się do odpowiedzi, a przyznać trzeba, że przez chwili ułamek było mu trudno się skupić takież mu do głowy potworności przychodziły, takie okropne klątwy jakimi biednego Panka obdaruje szczodrze jak nigdy nikogo nikt, nawet sam święty Mikołaj, zaraz jednak usta otworzył, gotów precyzować, kiedy drzwi, ówcześnie przezeń zakluczone, pierdolnęły dziarsko, na co i on, tak jak wcześniej jego rozmówca, odruchowo sięgnął w kierunku różdżki. Toż to Mahala mili państwo, co wy chcecie się pozabijać? Komis Rubel nie w kij dmuchał, Gwardia to tu nie zagląda często, a szkoda, bo na zapleczu czasem takie cyrki się odchrzaniają, że można na samą myśl osiwieć. Najwyraźniej jednak nie zachował się na tyle gwałtownie by się tu zaraz rozpętała jatka zaklęć of-def zamieniając klitkę z uginającym się pod stertą śmieci stolikiem w małe, trzaskające wesoło zaklęciami piekiełko wypełnione jękami konających. Bo patrząc na tę trójkę można było się spodziewać, że każde z nich zna kilka konkretnych klątw, które chciał nie chciał, prawy czy nieprawy (lewy?) zawsze wychodzą na przód w sytuacjach stresowych. Rzecz w tym, że ten prawy, na dodatek Gwardzista, związany jest swoim kodeksem i obowiązkami, a ten lewy, już szczególnie taki lewus jak typ Twardowskiego, któremu wszystko jedno, to się nie cygani i w przytulanie i całuski nie bawi.
Przygląda się więc kobiecie, która nie bez klasy wstąpiła do tego zacnego pokoju emanując niemal prawością niczym ten palladyn wkraczający do lochów, piorunowała swojego najwyraźniej podkomendnego wzrokiem i ta krótka wymiana zdań między nimi była spuentowana niestety... ciszą. Ciszą podczas której brwi Twardowskiego powoli wędrowały wyżej, niemal tak wysoko jak brwi Lagerlöfa chwilę temu i parsknął śmiechem, cichym, nie jakimś rubasznym barytonem, lekko jeszcze, dżentelmenik z piekła rodem, usta dłonią przysłaniając i unosząc ją lekko w przepraszającym geście. Spojrzał na gwardzistów ponownie, usilnie kryjąc rozbawienie które jednak już krążyło mu w kącikach oczu i ust, na boga, to jest dochodzenie... moment, przesłuchanie w wydaniu Białej Gwardii? Nie dziwota, że wszystko w tym kalekim mieście kuleje.
Chrząknął.
- A więc: pan oficer Lagerlöf - spojrzał na niego - ..i pani komendant Yaneva. - pokiwał głową spoglądając zaraz na nią. Taki układ sił. Jego przełożona? Oceniając po tym jak prezentowała się jej jednoznaczna mimika nie przepadała za obcokrajowcem, a też i wystarczyło umieć oczami mrugać coby spojówkę nawilżyć w czas by zarejestrować, że zupełnie im ta współpraca i chyba wyobrażenie o niej nie pokrywało się jedno z drugim.
Chrząknął ponownie, tym razem już znacznie umiejętniej kryjąc rozbawienie sytuacją. Pora wstać panie Twardowski, dama w towarzystwie, a pan Twardowski to przecież dżentelmen jak z żurnala, to już mówiłam.
- No dobrze. Skoro to przesłuchanie... - tu spojrzał na Yanevę - ...a nie nieformalna pogawędka - tu spojrzał na Peera - to wypadałoby się udać na Komisariat, a nie ukrywać na zapleczu. - czy on musiał im, jej, mu, tłumaczyć jak to się odbywa w przypadku, kiedy pada słowo przesłuchanie? I po co w takim razie te ubranka cywilne, mogli tu wmaszerować w pełnym rynsztunku.
- Niestety, nie mogę sobie na to pozwolić w tej chwili - machnął lekutko dłonią w stronę drzwi próbując przypomnieć, że on tu jednak przyszedł kręcić biznes, a to miała być tylko chwilka w kanciapie, "siedem minut w niebie"- i o ile nie planują mnie państwo aresztować tu i teraz z radością stawię się na komisariacie w późniejszym terminie. - zmrużył jedno oczko - Bardziej dogodnym. - dla niego, oczywiście. Och ty łachudro Twardowska ty. Wsunął dłonie powoli w kieszenie płaszcza- ...swoją drogą, miałem okazję poznać kiedyś jakiegoś Yaneva... - och łajzo, oj ty zimny, zimny gadzie. Pomijając, czy włączając nieszczęsnego, kryjącego się wśród tych zaśmierdłych raskolników, Gavrila?
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Komis „Rubel”   Sro 23 Maj 2018, 09:14
Gdyby Dunja znała przemyślenia Peera na temat przesłuchań pomyślałaby tylko:
- Pierdolenie.
Wystarczyło sobie przypomnieć rozmowę z Pankiem. Podejrzewała, że Skandynaw by się wykłócał, ale dałaby głowę, że gdyby dyskutowała z tym Rosjaninem w stylu Lagerlöfa to oboje by siedzieli na tym przesłuchaniu kilka godzin czekając, aż przesłuchiwany wreszcie łaskawie coś powie. A tu wystarczyło trochę poprzeklinać, naobiecywać, ogólnie załapać o co temu mętowi chodzi, by zaczął mówić...
I nawet sobie nie wyobrażała, by kobiety, które padły ofiarą jakiegoś mężczyzny miałyby jakiemuś innemu przedstawicielowi tej płci o tym opowiadać. Przecież to mogłoby spowodować traumę na całe życie jakby trafił się ktoś strasznie niedelikatny, wiedzący lepiej, że strój czy pora na spacer była z pewnością nieodpowiednia...
No, ale to Rosja. Może na półwyspie żyje się inaczej i tam grzecznościowe rozmówki niczym z kumplem są wręcz konieczne, aby ludzie zaczęli gadać. W sumie Sofija chyba nawet po jakimś meczu za granicą wspominała, że ludzie z tego miejsca świata są strasznie małomówni, więc może rzeczywiście trzeba mieć inne podejście do takowych...
Posiłki nadchodzą Lagerlöf. Zadowolony?
Nawet jeśli to jednak tego nie okazał. Kobieta jednak nie zamierzała się tym przejmować - sprawa przez to rozdzielenie się poszła się w sumie jebać naruszając przy okazji dobre imię Białej Gwardii i Yaneva postanowiła przyszłym współpracownikom Norwega wspominać, by nie zostawiać go samego za nic w świecie. W końcu jaki normalny, zdrowy na umyśle gwardzista nie tylko w Rosji, ale i w całej Unii Słowiańskiej zamiast wziąć potencjalnego przestępcę na komisariat w celu przesłuchania ucina z nim pogawędkę na zapleczu? Po prostu kurwa nie.
Na wypadek jednak jeśli przeklinałaby w duchu jakiegoś chorego mentalnie człowieka postanowiła go od wszelkiego wysłać na badania psychiatryczne. Jest drugą najważniejszą osobą w Gwardii, więc może, a potencjalne psychiczne problemy Peera mogą ułatwić nie tyle odsunięcie go od wszelkich zadań w terenie, co nawet odsunięcie go od służby na dłuższy czas. Dunja by nie narzekała, nawet odpuściła dotychczasowe niesnaski.
Dlatego nic nie powiedziała gdy nie czekając na jej reakcję pozwolił Twardowskiemu kontynuować. Jedynie uniosła brwi, aby pokazać swoje niezadowolenie. Jeszcze zdąży się z nim policzyć.
Za to na Mirona spojrzała już groźnym wzrokiem, wręcz wrogim. Może i siedzieli na zapleczu "Rubla", ale w życiu nie powinien przy stróżach prawa pozwolić sobie na takie zachowanie. Margines społeczny, ot co!
Słuchając wypowiedzi Polaka Yaneva na szybko przeanalizowała sytuację. W ciągu dnia lub dwóch jest szansa, że przesłucha jego sąsiadów, jak sobie da trzy to może uda się przeszukać dom Twardowskiego, miejsce pracy, rozejrzeć się po okolicy... Odciski palców można wziąć przy okazji przesłuchania. Choć najchętniej zaciągnęłaby go do siedziby już, zaraz licząc, że załapie się choć trochę na śledztwo dotyczące zamachu (jeśli to ten gagatek to zrobił oczywiście) to jednak danie sobie paru dni na sprawdzenie wszystkich tropów wokół niego nie wydawało się głupie.
- Jeśli nie dziś to za trzy dni o dwunastej. Ale niech się pan spóźni choć pięć minut... - zamilkła pozwalając w powietrzu zamilknąć niemej groźbie. Niech się już domyśla co może się pod nią kryć.
Już miała Mirona zostawić i zająć się swoim podwładnym, kiedy usłyszała jego słowa i spojrzała z niedowierzaniem. Jedyna osóbka z jej rodziny, którą mógł poznać taki człowiek to na jej oko była Goranka.
- Wnioskuję, że był pan zadowolony, że o tym wspomina - powiedziała mocno beznamiętnie. Nie widziała powodu, by się wgłębiać w ten temat.
Powrót do góry Go down
avatar

Oslo, Norwegia

43 lata

nieznana

neutralny

gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1008-peer-lagerlof http://petersburg.forum.st/t1014-peer-lagerlof#3441 http://petersburg.forum.st/t1013-merlin#3440
PisanieRe: Komis „Rubel”   Pią 25 Maj 2018, 21:32
Oczywiście, że był zadowolony. Nie zauważyła Dunja, jak mu kącik ust drgnął na jej widok? Jak na jej widok naprężył się niczym struna? W porządku, aż tak go nie poniosło, każdy musi jednak uwierzyć, że zrobiło mu się jakoś lżej na duchu, kiedy do pomieszczenia zajrzała burza rudych włosów, których nie szło pomylić z żadnymi innymi. To klasyczne uczesanie, tak mało fantazyjne, tak bardzo dodające Yanevie lat, będzie mu się śniło jeszcze długo w najgorszych koszmarach. Mimo to był zadowolony. Do czasu, bo nie spodziewał się, że sytuacja wymknie im się spod kontroli w tak upokarzający sposób. A może nie docenił Twardowskiego. Albo po prostu – musiał przyznać to sam przed sobą – dał dupy jak typowa dziwka i nabrał się na te mironowe uprzejmości. Na Odyna, każdemu może się przecież zdarzyć.
Wdech. Szybkie policzenie do pięciu. Wydech. I znowu – wdech; jeden, dwa, trzy, cztery, pięć; wydech. To była farsa, ale po co się od razu gorączkować. Gdzieś po drodze, może kiedy gwardziści wzajemnie się zgubili, zapodział im się również plan działania, a teraz oboje próbowali wyjść na kompetentnych i szło im to jak po grudzie, co w stosunkowo sprytny sposób wykorzystał Twardowski. Niech go Thor z Perunem trzasną w tę jego zakłamaną mordę.
Sam Peer powinien wreszcie uznać, że w dobrym tonie byłoby trzymanie gęby na kłódkę, kiedy rozporządzenia zaczęła wydawać jego przełożona, ale nie ugiął się tym krótkim przebłyskom słabości. Wbrew pozorom ważyło się właśnie dobre imię Białej Gwardii, której mimo wszystko nie potrafił mieć w dupie tak bardzo, jakby chciał.
- Moment – wszedł w słowo Dunji, która już przystała na absurdalną propozycję mężczyzny. Gdyby wiedział, jak łatwo dała się omamić jego gadce i natychmiast porzuciła pomysł przesłuchania go w takim miejscu, uznając to za niedorzeczne i świadczące o brakuj zdrowego rozsądku, zostawiłby ją samą z tym tamtym, ale wyglądało na to, że miał o niej nieco lepsze zdanie niż ona o nim. Nawet jeśli z takim spokojem przychodziło jej godzenie się, że to nagle byle jaki oprych dyktuje warunki swojego przesłuchania. A jeśli jednak okaże się winny dokonania zamachu na muzeum? Wolałby zebrać teraz baty za swoją niesubordynację i niepostępowanie zgodnie z protokołami, niż pozwolić, by tą chwilową szefową spotkały szykany za puszczanie wolno zbrodniarzy, bo trochę poczarowali swoimi kaprawymi oczkami. – Mamy rozumieć, że wzywanie do Kwatery nie będzie panu i pańskim interesom w żaden sposób wadziło? – zapytał bez ogródek, kładąc nacisk na interesy. Bawienie się w podchody i udawanie, że Biała Gwardia nie miała na Twardowskiego niczego, za co mogłaby go wsadzić na dwadzieścia cztery, było dziecinadą. – Możemy dokończyć rozmowę tu i teraz, może bez żadnych konsekwencji, albo za trzy dni stawi się pan u nas, co zapewne nie umknie uwadze półświatkowym pluskwom i od tego czasu będzie się za panem ciągnął smród gorszy od trupiego. – Miał ogromną nadzieję, że Yaneva nie zacznie zaraz latać po schowku jak kot z pęcherzem, tylko na spokojnie doda dwa do dwóch.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

27 lat

nieznana

za Raskolnikami

przedsiębiorca pogrzebowy
http://petersburg.forum.st/t1080-miron-twardowski http://petersburg.forum.st/t1360-pan-twardowski http://petersburg.forum.st/t1086-pan-twardowski#4002
PisanieRe: Komis „Rubel”   Pon 04 Cze 2018, 16:21
Problem w całej tej sytuacji zdaje się polegał na tym, że Miron Twardowski był Mironem Twardowskim. Można się domyśleć, że gdyby gwardziści przydybali dziedzica którejś z rodzin znajdujących się w zacnej grupie Rady rozmowy wyglądałyby inaczej. Można zgadywać też, że w drugą stronę, gdyby to był ktoś wychowany na zasadach jakimi rządziła się tutejsza polityka zapewne również podchodziłby do gwardzistów w inny sposób. Tyle, że to Twardowski, owoc lędźwi hochsztaplera i cyganki, nektomaty i wieszczki, dziecko przeklęte zanim się jeszcze urodziło. Dla niego wszystko, co się w życiu zdarza to jedna wielka przygoda, a potencjalna możliwość przy okazji cierpień, a już daj panie boże śmierci, to tylko kolorowa posypka na tym kuszącym, lukrowanym pączku. I byłby się może wzdrygnąć powinien na ten gniewny, nawet wrogi wyraz twarzy pani komendant, dreszczy przestrachu dostać na tę niewypowiedzianą groźbę, a tu nic, dalej się uśmiechał sympatycznie. I tu już nawet nie chodziło o brak poważania dla organów władzy - dla niego człowiek to człowiek, na równi mając Dumę i żebraka, panią komendant i starego Alfreda sprzedawcę z komisu Rubel, żyjąc przekonaniem, że poza przedrostkami i przyrostkami, rolami i zadaniami wszyscy jesteśmy ludźmi, a w skali człowieczeństwa mało kto spada poniżej poziomu Twardowskich.
Rozłożył bezradnie ramiona, no za trzy dni to on się postara, no będzie ciężko no, na pewno zrobi co w jego mocy ale ludzie umierają cały czas, rzec można, że wręcz... niespodzianie! i co zrobić jak tu mu nagle pogrzeb wypadnie? Nie ma tak na hop siup.
- Nawet bardzo. Nazywał się Anfim, byl szlachetnym człowiekiem. - chciał dodać 'świeć panie nad jego duszą' ale obawiał się, że takiej karuzeli śmiechu powaga pai komendant nie przetrawi i wysadzi ich wszystkich w powietrze. Ciekawe gdzie w życiu Anfim trafił, że się jego drogi skrzyżowały z drogami Twardowskich?
I gotów był już wychodzić, zrobił nawet krok czy dwa w stronę drzwi, a że zaplecze wielkie nie było to już-już klamkę chwytał, kiedy zaraz Lagerlöf postanowił jednak momencikować.
Och.
Groźby?
Ten dziwny obcokrajowiec zaczynał mu się coraz bardziej podobać.
Odczekał chwilę by pozwolić dramaturgii jego słów wybrzmieć w pełni, być może rozumiejąc relację istniejącą między gwardzistami dać pani komendant moment na przetworzenie tego podstępnego zabiegu po czym wyprostował się wsadzając ręce w kieszenie i odwrócił się by podejść do Peera. Blisko. Podejść bardzo blisko. I tym razem był również bardzo poważny.
- Panie oficerze Lagerlöf. - oficjalna przemowa raz - Trupi smród, na prawdę? - śmieszny żart, szczególnie o przedsiębiorcy pogrzebowym - Nie jestem pewien, za jakiego człowieka mnie Pan uważa, aczkolwiek przestaje mi się ta rozmowa podobać. Chyba zupełnie odechce mi się współpracy, a następną rozmowę odbędziemy w towarzystwie mojego prawnika. Zobaczmy... - wyciągnął bladą łapę z kieszeni i zaczął wyliczać na opancerzonych palcach- Nagabywanie, nierejestrowane przesłuchanie na zapleczu, groźby... zapewne zaraz coś jeszcze Pan dołoży. Może fizyczną napaść? - patrzył mu prosto w oczy- Mam świadka - machnął ręką w stronę Yanevy - Pani zapewne wylegitymowała się przy wejściu, więc nawet dwóch - dodał mając na myśli sprzedawcę.- Jestem bardzo zajętym, poważnym człowiekiem więc albo proszę postawić mi zarzuty i aresztować, albo do zobaczenia się z Państwem na komendzie kiedy czas na to pozwoli.
Powrót do góry Go down
 
Komis „Rubel”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: