Навигация

Brudne ulice
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Brudne ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBrudne ulice   Pią 03 Lut 2017, 17:33
Brudne ulice

Brudne, śmierdzące szczynami, wódką, rozkładem i śmieciami wylewającymi się na wąskie, nierówne chodniki. Taki widok już nikogo nie dziwi – ale wszyscy woleliby też nie przeprawiać się przez te góry błota i brudu dzień w dzień, mimo to nie ma chętnego, by coś zrobić ze stanem uliczek. W końcu i tak równie szybko zostaną zaśmiecone. Zaleca się tutaj szczególną ostrożność i nierozglądanie się niepotrzebnie na boki, gdyż nie brakuje tutaj złodziejaszków czy pijaków zalanych w trupa, a czasem i trupów.

Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Pią 13 Paź 2017, 18:10

20.04.1999

Jak na młodą arystokratkę w niezupełnie dojrzałym wieku należało, przynależała do tajemniczej grupy zblazowanych, szukających wrażeń młodych ludzi, zapraszających na zamknięte imprezy artystów, muzyków, ekscytujących odmieńców. Wiesz jak jest, szlachta cieszy oko i znudzone dusze wszystkim tym, czego na co dzień nie wolno im było oglądać z bliska. Zoo dla bogatych, pełne markowanego zszokowania, pisków strachu, śmiechów i wulgarności, do których żaden z obecnych nigdy nie przyznałby się w biały dzień. czasem nawet, dla hecy, nosili maski, choć i tak każdy wiedział kto jest kim. Na wiele pozwalali jej już od wczesnego dzieciństwa, a z natury wolała bywać na imprezach nieoficjalnych, bawić się tam, gdzie nikt jej w tańcu nie zobaczy (i nie przeszkodzi), lubiła gryźć ludzi, którzy działali jej na nerwy a sekretne zloty były ku temu jedyną sposobnością. Nie lubiła przecież niemal wszystkich.
Kiedy otrzymała tajemniczo wyglądającą kopertę zapraszającą drobnym druczkiem do najobskurniejszych z zakamarków najobskurniejszej dzielnicy miasta uśmiechnęła się po raz pierwszy od kilku tygodni. Potrzebowała tego odrealnienia bardziej teraz, niż kiedykolwiek. Naskrobała prędko list jedynej osobie, od czasu śmierci Tomasa, której spowiadała się ze swoich planów, włożyła piękną sukienkę, rudy płaszcz i otoczona szalem perfum z ustami w kolorze ciemnej burgundy pomknęła w chłód wieczora na wskazane miejsce.
Bawimy się rzadko, ale bawimy się pięknie.
Jakie było jej zdziwienie, kiedy czarne trzewiki zadudniły głuchym echem w jednym z zaułków Mahali, kiedy klucząc między brudnymi uliczkami z coraz większą paniką w oczach zaczynała powoli rozumieć, że ktoś z niej najzwyczajniej zakpił. Strach i agresja to ponoć bliźniacze uczucia, ponoć często, gdy coś nas gniewa winniśmy się zastanowić czego się lękamy, przemyśleć własne emocje by zapanować nad burzą w głowie. Nic to jednak teraz, bzdura, gniotąc w pięści anonimowy list i marszcząc groźnie brwi przyspieszyła kroku skręcając co chwila w kolejną, błędną uliczkę. Mijała ludzi, na których nawet nie chciała spoglądać, przeskakując przez jaskrawe w zapadającym mroku plamy ludzkich wydzielin.
Dławiąc w gardle bulgot gniewnego krzyku najmłodsza Sorokina zamiast znajdywać wyjście z gąszczu niebezpiecznych alejek gubiła się w nich bezpowrotnie i przysiąc by mogła, że słyszy równomierny, spokojny krok tuż za sobą, na granicy świateł latarni i ciemności zakątków. Oglądając się co chwilę za siebie wpadła z pełnym impetem w wychodzącą zza zakrętu postać.


Ostatnio zmieniony przez Jasna Sorokina dnia Nie 03 Gru 2017, 16:56, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 16:42
Lubi Mahalę bardziej, niż byłby gotów przyznać się choćby któremuś z rodzeństwa. Prostą i nieokrzesaną biedotę, tętniące w każdej uliczce życie, którego jego królowie powinni nienawidzić. Które powinno się z litości kończyć? Endar nie wierzył, by filantropia była rozwiązaniem problemu, jaki nękał Rosję od dziesięcioleci; rozłam pomiędzy uprzywilejowaną mniejszością (do której należał, przechadzając się w pysznym wełnianym płaszczu z guzikami ze srebra) nie zniknie nigdy nawet mimo woli możnych (której zawsze brakuje), a darowizny na ubogich, także te, które szczodrze z własnej kieszeni przeznaczał podczas bali charytatywnych, były niczym innym jak środkiem działania w PR. Bogacze robili to dla poklasku i spokojnego sumienia.
Śmierdzący jegomość owinięty w, nie przebierając w słowach, szmaty sikał na mur. Dziwacznie ucieszony tą manifestacją chamstwa i męskiej swobody, Endar był perwersyjnie zafascynowany tym, co działo się za przepuszczającymi wiatr oknami domów tych ludzi, do których nigdy nie chciał zajrzeć. Nie kusił go także żaden chory eksperyment, w ramach którego miałby porzucić swoje bogactwa i wielkopańskie przyzwyczajenia na rzecz czasu spędzonego tutaj, jak jeden z nich.
Nieżyczliwi, a w tym pewnie także i nestor Sorokinów, nie stawiałby złamanego grosza, że jego najmłodszy syn wytrzymałby w takich warunkach choćby trzy dni. Mimo to Endar z powodzeniem zadziwiająco często musiał zjawiać się w nieprzyjaznej dzielnicy Petersburga; to tu czekali na niego spragnieni alkoholu i ciepłego posiłku informatorzy. Do wielu, zwłaszcza tych ciekawych spraw, za które najwspanialsi ojcowie, mężowie i obywatele płacą najwięcej, przydaje się pomoc elementu zasiedlającego te brudne uliczki. Kręcą się zawsze nie tam, gdzie trzeba, słyszą i widzą więcej, niż by się wydawało beztroskim ludziom będącym pod wpływem adrenaliny, jaką daje czyn niedozwolony.
Wracał z „Kotła” uboższy o kilkaset rubli, a bogatszy o informacje. Przechodził ulicami szybko, migał na rogach i przemykał pod kołyszącymi się delikatnie zblakłymi szyldami. Nie wyróżniał się, nie zatrzymywał. Nie bał się, ale tu nie jest miejsce, by ktokolwiek się wyróżniał. Prócz niej.
Dziewczyna w rudym płaszczu wpadła na niego; impet zderzenia cofnął go o kilka kroków, odruchowo podtrzymał też kobietę, by nie upadła. Była ładnie ubrana i mocno umalowana. Tu tylko jeden rodzaj kobiet maluje się tak wyzywająco. Endar już chciał zmarszczyć czoło, opatrzyć kobietę kilkoma bezczelnymi zdaniami, ale gdy minęło pierwsze zaskoczenie rozpoznał w niej osobę, której nigdy nie spodziewałby się zobaczyć na brudnych ulicach Mahali.
- Jasna?! – nachylił się, by zajrzeć jej w oczy, trzymając ręce na jej ramionach. Łatwo dostrzegł, że jest spanikowana. – Co ty tu robisz?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 19:21
W pierwszym momencie prawie udławiła się własnym sercem, które podskoczyło jej do samego gardła i gdyby miała otwarte usta pewnie wzięłoby i wypadło jej z między zębów na rudy płaszcz pozostawiając brzydką plamę. Chwycona pewnie za ramiona i doprowadzona do chybotliwego pionu spojrzała wystraszonym wzrokiem na Endara, choć w kropkach źrenic jej oczu gotowało się już jakieś okropne ochronne przekleństwo.
-Endar! - niemal krzyknęła odpychając jego ramiona, silnie zakleszczone na jej barkach, na boki i obejmując go natychmiast bardziej z potrzeby opanowania drżenia niż rzeczywistej czułości.- Endar na słodką Dole i Białoboga.
Odsunęła się w końcu czując mieszaninę wstydu i złości na samą siebie z powodu tak błahego lęku. Miała przecież różdżkę, miała kordzik ukryty pod płaszczem, już mając lat czternaście sama chodziła w tundrę siedzieć w zaspie i czekać na karibu. Co miasto z niej robiło, wypłoszoną, zblazowaną smarkulę ganiającą od imprezy do imprezy. Niemal słyszała w głowę naganę Endara, w sumie spuściła nawet głupio wzrok uginając się pod jego pytaniem.
- Przyszłam na przyjęcie. - mieli już ponad dwie dychy na karku, a wciąż to jemu była najbardziej posłuszna. Jak za czasów smarka, Tomas zawsze patrzył na nią pobłażliwe, Nikolaj był zajęty swoim światem przyjaciół i tylko Endar karcił ją wzrokiem czy słowem za cokolwiek. Był zawsze bardziej spostrzegawczy i znacznie rzadziej ulegał jej urokowi i graniu słodkiej, trzepoczącej rzęsami idiotki. Jedyna osoba, której nigdy nie umiała skłamać.
Nawet teraz, pąsowiejąc rumieńcem na policzkach, wyciągnęła rękę w jego stronę podając mu zmiętolony list. Zbyt zaaferowana, by zainteresować się co on tu robił w środku nocy, ubrany elegancko jak zawsze, pachnący wodą kolońską i ponurym podmiejskim pubem, w uliczkach tak obskurnych jak ta.
- Chyba dałam się ośmieszyć. - mruknęła z goryczą, podnosząc głowę i spoglądając z niechęcią w bok w mrok obiegającej od skrzyżowania uliczki. Strach przekuwał się we wstyd i złość na samą siebie bardo szybko obracając emocjami od których krew ponownie napłynęła jej na twarz. Głośny łomot w uliczce równoległej do ich miejsca spotkania szybko jednak ją otrzeźwił.
- Myślę, że ktoś mnie śledził. - powiedziała ciszej, oglądając się ponownie za siebie, przypominając sobie o tajemniczych krokach, które zdawały się za nią podążać jeszcze chwilę temu.Wyciągnęła z kieszeni różdżkę i nakreśliwszy nią krąg na ziemi wyszeptała Dostigat przyzywając swego wiernego korgorusza.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 19:21
The member 'Jasna Sorokina' has done the following action : Kostki


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 20:09
Jasna nigdy nie chciała dać mu po sobie poznać, że się boi. Nie przyznawała się do lęku, bo wychowano ją na prawdziwą Sorokinę; taką, której nawet panująca na Syberii niepodzielnie zima się obawia. Ale Jasna, do większego stopnia niż sama zdawała sobie z tego sprawę, wciąż była po prostu młodą dziewczyną, która nie wie jeszcze zbyt dużo o świecie i przytłoczona silnymi emocjami, jakie nią targały nie radzi sobie ze wszystkim tak, jakby w to uwierzyli Tomas i Nikolai. Ich wspaniali starsi bracia (Endar myślał czasem, że byli zwyczajnie zbyt głupi, by odczuwać strach) woleli na ogół swoje wzajemne towarzystwo i wspólne brawurowe rozrywki. On zaś miał oko na ich małą siostrzyczkę, obserwując ją i ucząc się odczytać prawdę spod jej wyuczonych ruchów i udawanych minek. Wiedział, że ona wie, że on wie, dlatego słowa nagany – która należała się w tym przypadku bezapelacyjnie – dobrał oszczędnie, starannie i wygłosił dopiero wtedy, gdy harda siostrzyczka ochłonęła skryta przed światem w jego ramionach. Pogładził ją po głowie, ale wkrótce odsunęli się od siebie. Byli ze sobą blisko, najbliżej z całego rodzeństwa, ale carowie zimy nie znają się na bezinteresownej czułości.
- Przyjęcie? – dopytał protekcjonalnym tonem, rozglądając się wymownie po okolicy. Nawet gdyby organizator silił się na oryginalność i kontrowersję, nikt o zdrowych zmysłach nie wydałby w żadnym z domów znajdujących się w promieniu kilometra żadnego przyjęcia, na które mogłaby być zaproszona panna Sorokina. Listownie na dodatek.
W świetle pobliskiej latarni przejrzał notkę, którą otrzymała siostra. Potem dokładnie, słowo po słowie, przeczytał jej treść jeszcze raz.
- Na to wygląda. Pamiętasz, jaki orzeł ci to przyniósł? – uznał wzruszając ramionami. Liścik wcisnął do kieszeni płaszcza. Gdyby okazało się, że Jasna wylądowała przez niego w bardziej przykrym położeniu niż to, w którym ją zastał, nie zaszkodzi oddać papierka do grafologa i dojść, kto okaże się nadawcą zaproszenia.
- Długo już tak błądzisz po tych uliczkach? – przyjrzał się siostrze badawczo. Wyglądała na zdyszaną, ale odzyskiwała spokój.
Endar obejrzał się za źródłem hałasu gdzieś niedaleko, ale większe znaczenie miały słowa, które Jasna wypowiedziała zaraz potem.
- Co ty mówisz? – był raczej zaciekawiony niż przestraszony jej przypuszczeniem. Skoro był już obecny na miejscu, przyczyn do niepokoju było zdecydowanie mniej – znał te ulice, a przez swoje kontakty mógł czuć się względnie bezpieczny, na pewno w porównaniu z młodą dobrze ubraną kobietą chodzącą tędy samotnie i wyraźnie na czuja. Rozejrzał się, chwycił Jasną za nadgarstek i poprowadził w jedną z uliczek, gdzie przystanęli na chwilę, by zobaczyć, kto nadejdzie.
- Nie wygłupiaj się, Jasna. – skomentował jej próbę sprowadzenia korgorusza po chwili, gdy w uliczce nikt się nie pojawiał.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 21:31
Jedna rzecz, że tak ją wychowano, w oszczędności emocji i zimnej odwadze, galwanizowana w nich na zimno jak sztylet, inna rzecz, że bardzo trudno było stanąć naprzeciw Endara i być po prostu słabym. Nigdy nie dziwiła się, czemu odnosił tak niepomierne sukcesy w swoim zawodzie, zdawała sobie sprawę z tego jak potrafił patrzeć na ludzi, jaką emanował energią. Była jego siostrą i wciąż, po tylu latach potrafiła zatrzymać się w ciągu dnia by zastanowić się nad tym czy wyssał to z mlekiem matki, czy to klątwa czarnego księżyca. Był zbyt inteligentny na gierki i zawsze zdawał się myśleć dwa kroki w przód, okazując przy nim słabość człowiek czuł nie tylko tyle, że był mniejszy, czuł się niczym robak, biały, tłusty i ślepy, pełgający pod naciskiem tych niewzruszonych jasnych oczu.
- Przyjęcie. - powtórzyła nieco przepraszająco, widząc jego lekko uniesioną brew. Tak, to się nie godzi, tak, teraz sama zdawała sobie z tego sprawę. Tak. Wstyd.- Znalazłam na stole koło kominka, jedno z bożątek odbierało poczte... - głupio zwalać winę na bożątka, ale rzeczywiście nie odbierała poczty osobiście. Przygryzła wargi w bardzo dziecinnym grymasie, niektóre odruchy były już zbyt silnie zakorzenione w jej codziennej grze by się przed nimi powstrzymać. Założyła uciekający pejs włosów za ucho i spojrzała na brata z miną pełną powagi.
- Myślisz, że... ktoś mógł to zrobić specjalnie? - zapytała niepewnie, podejrzliwie, dając się wciągnąć w węższą uliczkę z której było tylko jedno wejście i wyjście. Zignorowała słowa Endara, choć zdarzało się jej to rzadko i zmarszczyła brwi nad ziemią na której gęsta mgła formowała się w obły kształt na czterech łapach. Magia rytualna była jedyną dziedziną zaklęć, które przychodziły jej z łatwością, często przyzywała swojego korgorusza w błahych celach, żeby pobiegał z nią po lesie albo popływał w rzece. Stworzenie było całkiem materialne już od wczesnych lat nauki w koldowstorec, choć tak ojciec jak i matka zachodzili w głowę nad samą jego formą. Nic pięknego, smukłego, nic majestatycznego. Taka słodka córka i taki brzydki zwierz.
Hiena wyskoczyła z runicznego kręgu, kłapiąc bezdźwięcznie paszczą i przyglądając się lśniącymi, niewidzącymi oczami dwójce Sorokinów- Idź, znajdź go. - powiedziała Jasna, klękając koło miejsca przyzwania. Hiena zamiotła migotliwym ogonem i lekkim truchtem wybiegła z alejki zatrzymując się tylko na chwilę by wyjrzeć za róg i rozejrzeć w obu kierunkach uliczki. Widać było, że to manifestacja duszy ostrożnej i podejrzliwej, tak śmiesznie różnej od tego na kogo dziewucha kreowała się na co dzień. W sekrecie chciała zaskarbić sobie uznanie Endara, odzyskać choć odrobinę klasy w jego oczach po tej żenującej wpadce, którą był fakt spotkania się tu w tak żałosnych okolicznościach. Być może wcale nie potraktował tego ze specjalnym zainteresowaniem, był jednak mężczyzną, którego respekt i podziw przez całe życie zdobyć jej było trudno; wymagający, surowy, surowszy niż ojciec ale i znacznie bardziej obiektywny.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 14 Paź 2017, 23:50
Kiedy trzeba było, przywoływał siostrzyczkę do porządku. Celnie w punkt wskazywał, co zrobiła źle i milkł, licząc, że doprowadzi tym, żeby nie robiła tak nigdy więcej. Ale znacznie szybciej i więcej niż się spodziewała, wybaczał dziewczynie i na swój pokrętny sposób zawsze chciał pomagać. Nigdy zaś nie usłyszała od niego wprost, że zawiódł się na niej. Endar Sorokin, mimo swego analitycznego podejścia i obiektywizmu (o ten akurat jest posądzany niesłusznie; nigdy nie walczył o nią jawnie, lecz niezmiennie stawał w głupiutkich rodzinnych konfliktach po stronie Jasnej) nie nadaje się do dydaktyki, toteż kazań prawić nie będzie. Szczególnie nie w tym czasie i otoczeniu.
- Teraz nie ma się już czym przejmować. – orzekł ze spokojem, obserwując twarz Jasnej w poszukiwaniu znamion odwrotnego niż zamierzony efektu, jaki mogły odnieść jego słowa. Nieporadnie usiłował ją uspokoić po prostu. Nie mógł nakazać jej, by przyglądała się każdemu zwierzęciu dostarczającemu pocztę – listy w większości przypadków nie stanowiły zresztą bezpośredniego zagrożenia. A – choć tego siostrze nie powie w przeciągu najbliższych kilku lat – nie mógł, prawdę powiedziawszy, dziwić się, że Jasna skorzystała z tego zaproszenia. Sam, widząc adres w szemranej okolicy, poczułby trudną do opanowania ciekawość, a był także w pewnym, niemal groteskowym sensie hedonistą, więc nie mógłby sobie odmówić przygody.
- Specjalnie? – powtórzył głucho, nie zwracając nawet na to uwagi. Mogła być nieco przewrażliwiona po niedawnym zamachu, bądź co bądź – widziała na własne oczy śmierć brata, a kto wie, czy odejście Tomasa było jedynym, którego była wtedy świadkiem. Czuła się ofiarą, ruchomym celem i – choć tego także nie zamierzał jej mówić – z jego doświadczenia z osobami po tak wstrząsających przeżyciach to okropne uczucie nie opuści jej jeszcze przez jakiś czas. – To wysoce nieprawdopodobne. – ocenił, siląc się na ton profesjonalisty. – Ktoś sobie zażartował i tyle.
Obserwował, jak formuje się przed nim korgorusz Jasnej. Gdy zobaczył go po raz pierwszy, rozbawił go jego kształt. Uznał go niedługo za szczególnie trafny, ale tym bardziej nie mógł uwierzyć, że siostrze wciąż chce się bawić w gierki, w których nagrodą jest zostanie uznaną za tępawą trzpiotkę. Był pod wrażeniem, że opanowała ten, jeden z trudniejszych, aspektów magii. Jeśli musisz, mówiło jego spojrzenie, gdy śledził poczynania Jasnej. Oparł się plecami o szorstką ścianę i założył na siebie ramiona. Stał tak w zrelaksowanej pozie, ale przez cały czas nasłuchiwał. W uliczce panowała cisza, z oddali dobiegała grająca w którymś z mieszkań muzyka.
- I co? – w tym krótkim pytaniu zadanym chwilę po zniknięciu hieny nie można było wyczuć jego zniecierpliwienia. Endar, szczególnie po spotkaniu z informatorami, podczas których musiał ostrożnie ważyć słowa i nieraz sprzedawać im wierutne bzdury, potrafił już ukrywać przed nią, co myśli. Bywało, że rozpoznawała, gdy kłamie – wzajemne zrozumienie i świadomość, że oboje udają było jak miecz obosieczny. Nie mógł wciąż iść przez życie w przekonaniu, że Jasna nie rozgryzie jego małych trików.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Nie 15 Paź 2017, 16:56
Objęła się ramionami w zniecierpliwionym geście wpatrując się w oświetlony ulicznymi lampami prostokąt wyjścia z zaułka. Rzeczywiście, wszystko się zaczęło zmieniać od czasu śmierci Tomasa i nieszczęsnych zaręczyn z Karamazowem. Bawiła się bezmyślnie na przyjęciach na które wcale nie chciało jej się chodzić, błąkała się po uliczkach dzielnic do których wcale nie chciało jej się zaglądać, rozmawiała i spędzała czas z ludzki, którzy nie mogli być jej bardziej obojętni. Czy to był sposób na odreagowanie? Pamiętała czasy w których śmierć nie wzruszała jej niemal wcale, była jedynie nieuniknioną częścią każdego życia, a już śmierć w pojedynkach byłą niemal szlachetna, niemal oczekiwana. Sama była butna, lubiła się droczyć i przekomarzać, czasem z rodzeństwem, później z rówieśnikami w szkole. Co prawda rzadko rzeczywiście dochodziło do pojedynków, miała do perfekcji wypracowane zagrywki słodkiej idiotki, mimo to nigdy nie wydawała się być specjalnie lękliwa. Teraz było zupełnie inaczej, teraz w domku nad Dunajcem w ogrodzie trzymała dwa wielkie owczarki kaukaskie, po mieście chodziła z nożem u pasa, oglądała się za ramię i bezmyślnie, łatwo, dawała się ponieść podejrzeniom.
Z kolejnej spirali zamyślenia wyrwało ją pytanie Endara
- Hm? - spojrzała na niego i w dokładnie tej chwili hiena przebiegła u wylotu alejki by znów zniknąć za rogiem. Dziewczyna zmarszczyła brwi, bo przysiąc by mogła...
...że znów słyszy równomierny krok, nie byłą pewna, jakby się zbliżał. Ciężkie obuwie i inny dźwięk... laska? Dotknęła ramienia Endara patrząc na niego pytająco. Czy to słyszał? Czy słyszał te kroki czy to tylko w jej głowie?
W końcu napięcie sięgnęło zenitu, kiedy na końcu zaułka rzeczywiście pojawiła się postać. W ciemnym płaszczu z wysokim kołnierzem, zza którego niewiele było widać mimo, że obcy stał w świetle latarni. Hiena wyskoczyła zza rogu i potężnym susem rzuciła obcemu w stronę głowy z całym impetem swojego ciała, ten jednak w ostatniej chwili zdzielił korgorusza trzymaną w jednej z dłoni laską. Zwierze z głuchym hukiem upadło w głąb alejki w stronę sorokinowego rodzeństwa, a Jasna zasłaniając dłonią usta postąpiła krok w kierunku swojego zwierzęcego powiernika. Nim jednak hiena zdołała podnieść się na nogi nieznajomy przestąpił jej ciało stawiając stopę na żebrach zwierzęcia i przenosząc ciężar powoli, by przy przy trzasku pękających kości (a może to pękało zaklęcie?) zwyczajnie ją rozdeptać.
Sorokina zachłysnęła się powietrzem.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 21 Paź 2017, 01:08
Endar był zawsze orędownikiem ostrożności. Miewał, jak każdy zblazowany i zmęczony ciągłym narzucaniem reguł syn zapyziałych arystokratów, ciągoty w kierunku szeroko pojętego niebezpieczeństwa, lecz zwykle w porę zdążył opamiętać się – kamienna twarz nie miała okazji zmienić się w szczery wyraz strachu bądź podniecenia.
Ale Jasna chyba jednak przesadzała. Nie wątpił, by była to jedna z nielicznych wizyt, jakie samotnie złożyła dzielnicy Mahala, może nawet pierwsza. Ale dość często irytowała go podchwyconą od pozostałych braci brawurą, czy bezmyślnością trzpiotki udawaną tak dobrze, że nie widział czasem powodów, by w nią nie wierzyć – skąd zatem to dmuchanie na zimne, które kiedyś z pewnością by ją zmęczyło?
Muzyka dobiegająca z budynku nieopodal była skoczna i pozostawała jedynym dźwiękiem, jaki dobiegał jego uszu. Do czasu. Po chwili bowiem usłyszał też kroki, które tak przeraziły jego siostrę. Z początku był gotów ujrzeć i co najwyżej zrugać jakiegoś zuchwałego pijaczka, jakich nie brakuje w tej okolicy, ale to, co zobaczył wprawiło go w osłupienie.
Korgorusz Jasnej padł od uderzenia mężczyzny. Endar nie znał się na tej magii, ale nie widział wcześniej niczego podobnego. Spojrzał na siostrę. Patrz na mnie, starał się przykuć jej wzrok do swojej twarzy, tylko na mnie i się nie bój.
Niewiele myśląc postąpił kilka kroków do przodu i dobył różdżki z kieszeni płaszcza. Odciągnął siostrę od struchlałej postaci jej korgorusza i zacisnął palce prawej dłoni na różdżce. Drugą rękę trzymał lekko uniesioną, próbując nakazać, by Jasna została za nim.
- Kim jesteś? – zapytał głośno, siląc się na groźny, wymagający ton. Choć przychodząc tu samemu zdarzało mu się wbrew rozsądkowi lekceważyć różnorodność (wyjątkowo rozumianą w bardzo źle rokującym dla nich sensie) Mahala, teraz szerokość spektrum zagrożeń uderzyła go ze zdwojoną siłą.
To nie było ich miejsce. Nigdy nie mogli być pewni, jak każdy, kto przechodził tymi uliczkami, kogo – lub co – spotkają na swojej drodze.
- Czemu ją śledziłeś? – bał się. Więc uciekł się do znanej taktyki ukrywania lęku i zupełnej niewiedzy, co dalej zrobić. – Czego chcesz?
Wątpił, by agresywny ton i pytania zrobiły jakiekolwiek wrażenie na nieznajomym, ale – w końcu był Sorokinem. I nawet jeśli bracia, ba, własny ojciec, nie wahałby się nazwać go tchórzem i słabeuszem, ucieczka nie wchodziła w grę. Przynajmniej dopóki nie zostanie jedyną opcją.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Sob 21 Paź 2017, 06:53
Nie był to ani dźwięk pękającej hieny, ani pękającego zaklęcia. Biorąc łapczywe wdechy zorientowała się, że usłyszane chrupnięcia pochodziły z jej własnego wnętrza, kiedy to jej żebra pękły powodowane uszkodzeniem korgorusza. Ból jednak nie znaczył wiele, kiedy czuła, że traci rozum patrząc na nieruchomą, kremowo-szarą masę z rozwartymi szeroko, pustymi oczami. Krąg przyzwania ulotnił się z sykiem a korgorusz rozpadł się w małe drobinki, niczym potłuczona bombka. Podniosła wzrok, klęcząc w jakiejś brudnej kałuży nad kupką migotliwego pyłu rozmywającego się w stęchłym powietrzu i poczuła złość podchodzącą jej do gardła, zalewającą uszy, nos, wzrok, zerwała się na równe nogi i już chciała rzucić na nieznajomego, choćby z pięściami, zębami, kopiąc i krzycząc, z bólu stękając i miaucząc niczym demon, kiedy ręka Endara, bardziej władczo niźli kiedykolwiek, zastąpiła jej drogę. Oddychała ciężko, mając oczy pełne łez bezsilnej złości i zaciskając pięści do białości.
Nieznajomy obrócił laską w powietrzy i znów ciężko się na niej podparł. Milczał po pierwszym pytaniu, po drugim chrząknął a po trzecim zrobił jeszcze jeden krok w stronę rodzeństwa. Jasna wyjęła swoją różdżkę, choć nigdy nie była za dobra w rzucaniu zaklęć, dużo chętniej chciała wyciągnąć wiszący u pasa kord i pociąć obcego na cienkie plasterki.
- Podobają mi się jej lakierowane, złote guziki. - obcy podniósł podbródek, a smoliste, proste włosy spłynęły do tyłu miękką falą odsłaniając jego profil. Nie wyglądał na typowego bandytę, miał nieco mongolskie, azjatyckie rysy i twardy akcent ludzi ze stepów. Jasna zaraz dopowiedziała sobie bezmyślnie, że to jakiś chędożony Vankeev i w duszy życzyła mu śmierci bardziej niż kiedykolwiek komukolwiek. Na co dzień powściągliwa jak wszyscy Sorokinowie, w chwilach takich jak ta upodabniała się bardziej do nierozsądnego, w gorącej wodzie kąpanego Nikolaja niż sprytnego i przebiegłego Endara.
- Teraz zejdź mi z drogi proszę. - poza tym, że był ewidentnym zbirem, wydawał się niemal uprzejmy. Zbliżył się, utykając, kolejny krok i zatrzymał się, wyraźnie marszcząc rzadkie brwi.
- Czekaj, Ty jesteś ten prawnik! - wycelował w niego palec- Bożydar Sorokin! Z Avoski!
Cóż za przewrotność losu, czy to był jakiś Endara fan? Jasna zacisnęła zęby ocierając z twarzy łzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Nie 22 Paź 2017, 20:17
Może ten tajemniczy i bezwzględny ktoś po prostu perwersyjnie zażartował sobie z Jasnej, chciał ją zwyczajnie nastraszyć? A na dodatek kiedy odsłonił twarz, stało się jasne, że nie jest pospolitym oprychem. Tacy zresztą nie popisywali się śmiercionośnymi starciami z korgoruszem.
- Co jej zrobiłeś? Pomóż jej, sukinsynu. – szczeknął, kątem oka zerkając z przestrachem na Jasną z trudem łapiącą w płuca powietrze. Nie wiedział przedtem, że więź czarodzieja z korgoruszem jest na tle silna, by uszkodzić ciało i pomieszać zmysły. – Jasna, dasz radę przenieść się do Hotynki? Potrzebujesz pomocy.
- Tak, Sorokin. Prawnik. – nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz, do której się w życiu przyzna, nie zamierzał wypierać się tożsamości. Ojciec może się go wstydził, nawet jeśli to on lepiej od braci spełniał wszystkie oczekiwania stawiane zwykle młodym szlachcicom; ba, nawet ten szemrany jegomość kojarzył go z mało imponującej „Awoski” – a pojawienie się jego nazwiska w jednym z tamtejszych artykułów nie miało szans przynieść mu podziwu. Poza tym - nie umiał, nie lubił, machać szabelką z zawziętą miną. Był nie synem swojego ojca; bardziej czuł się potomkiem zimnych murów irkuckiego zamku i śniegów zalegających na syberyjskich równinach. Nawet zima się go lęka, nie zamierzał więc ustępować z drogi.
A więc może to o niego chodziło; nie żeby szczególnie rozentuzjazmowała go ta zmiana w pojmowaniu zachowań śledzącego ich mężczyzny, ale przynajmniej był pewien, że nic więcej nie musiało grozić Jasnej. To popularna taktyka – zagrozić najbliższej osobie tego, kogo rzeczywiście bierze się na cel. O Adeli nie wiedział jeszcze prawie nikt, więc była bezpieczna, niestety kosztem Jasnej, która pozostawała w oczach świata najbliższą mu kobietą. A z tym tutaj, choć go nie pamiętał, może kiedyś już poznali się i pokłócili? Adwokat to zawód, w którym łatwo się narazić, a jeszcze łatwiej zapomnieć drobne utarczki, których nie brakuje na sali sądowej i poza nią.
- Zostaw ją w spokoju. – nie odwracał się od bandyty, chociaż ten zachowywał denerwujący wręcz spokój, odzywał się bezczelnie grzecznym tonem. – Wszystko możesz załatwić ze mną. – nieraz musiał pertraktować z najróżniejszymi typami, oferować im łagodniejsze wyroki lub po prostu pieniądze. I zwykle działało.
- Ile chcesz?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Pon 23 Paź 2017, 12:29
Sama Jasna również całą sytuacją była przestraszona, nawet nie tylko dlatego, że ktoś ją śledził w nocy, że kto wie skąd dostała trefne zaproszenie, że gdyby nie Endar... To wszystko bladło przy myśli, że jej własny korgorusz zawiódł. Sorokina od dziecka wykazywała duży talent w magii intuicyjnej. Nie każdy wiedział, że bawiła się po rodzinnych ogrodach wcale nie sama ale właśnie z hieną, która od wczesnych lat była w pełni uformowanym, materialnym kompanem, kiedy jej rówieśnicy umieli przyzwać jedynie bezkształtne kłęby dymu o wielu oczach i nogach. Była głęboko związana ze swoją zwierzęcą manifestacją i najpewniej dla tego każdy atak na jedno odzwierciedlał się w tym drugim. Przez otępiałe myśli próbowała zrozumieć, dlaczego hiena była zbyt wolna, dlaczego nie uskoczyła, dlaczego nie rozwiała się w pył by za chwilę znów uformować się w innym miejscu.
Czy to dlatego, że ostatnimi czasy sama Sorokina nie czuła się ze sobą najlepiej?
Zamknęła oczy i spróbowała myśleć trzeźwo.
- Endar. - miauknęła - Nie zostawię Cie tu! - tupnęła by nogą, ale widziała upór w oczach brata. Przeniosła spojrzenie na bandziora, który zdawał się być bardzo... skołowany całą sytuacją?
- Już wiem! - pstryknął palcami - Przepraszam za pieska. - zrobił zbolałą minę i brzmiał prawie przekonująco- Ale skoczył mi na głowę! A wcześniej ugryzł, o tu. - wskazał palcem na swoją słabszą nogę na którą i tak utykał, stąd laska.
Zmarszczył brwi skonsternowany sytuacją i podrapał się po głowie.
- Prawnik! No właśnie! - pokiwał głową wyciągając w jego stronę rękę jakby chciał mu uścisnąć po tym wszystkim dłoń. Jakiś szaleniec? W sumie mało to wariatów na Mahala...
- Siostra matki mojej żony miała męża, którego brat chciał go zabić. - wyliczył - Dwa lata temu, Pietrowicz Furkan. I Ty zamknąłeś go na zawsze! - zakrzyknął uradowany - Jakbym wiedział, że się znacie to ja bym nigdy, na prawdę... - wydawał się rzeczywiście skruszony, kiedy by podkreślić wagę swoich słów położył dłoń na sercu.
- Koleżance nic nie będzie? Pieska można kupić drugiego, Sorokin to bogaty pan.
Jasna aż zagotowała się ze złości i pewnie byłaby, mimo bólu i strachu, rzuciła się na rzezimieszka, gdyby nie to, że Endar wciąż kontrolnie trzymał rękę na jej drodze.
- Zamknij się, śmieciu! - krzyknęła wygrażając mu pięścią, choć krzyk miała żałosny bo nie mogła normalnie wziąć wdechu.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Brudne ulice   Pon 23 Paź 2017, 23:44
Nie pamiętał. Zabijcie go, a by sobie nie przypomniał. A pracuje dopiero od czterech lat… każda sprawa wymagała, by dobrze zapoznał się nie tylko z okolicznościami przestępstwa, ale też z historią oskarżonego, nierzadko pokrywającą imiona, nazwiska i bardzo skomplikowane relacje rodzinne.
Chociaż był zdziwiony jak chyba nigdy przedtem, jednym uchem wysłuchiwał peanów oprycha na swą cześć. Rękę dzierżącą różdżkę wycelował w napastnika chcąc powstrzymać go od gwałtownych ruchów, a drugą – wcześniej kategorycznie wyprostowaną, oddzielającą wściekłą Jasną od mężczyzny – podtrzymał słaniającą się na nogach siostrę. Nie mógł pozwolić, by padła tu przy nim bez życia – dość się ostatnio wycierpiała, a miał nadzieję, że zdarzenia ostatnich miesięcy otworzą przed nią mnóstwo obiecujących perspektyw, zupełnie tak, jak wyobrażał sobie swoje własne położenie.
- Pięknie dziękujesz mi za okazaną pomoc, atakując moją siostrę. – dopóki będzie żył, postanowił sobie w tamtej chwili, nie pozwoli, by Jasna sama pojawiała się w Mahala. Była zdolną czarownicą, kobietą odważniejszą niż większość przedstawicielek jej płci, ale była obarczona słabością, wychowaniem, które nie przygotowało na niebezpieczeństwa prawdziwego świata zwykłych ludzi, nawet mimo wielogodzinnych treningów z tym jej śmiesznym kordzikiem.
- Zapłacisz mi za to. – rzucił, niespecjalnie nawet siląc się na teatralną groźbę; w jego głosie wrzał już zupełnie szczery gniew i gdyby nie Jasna tracąca siły w zastraszającym tempie tuż przy jego boku, rzuciłby się na dziwacznego faceta. Najpierw czarami, a potem dałby jeszcze poużywać pięściom. W Rosji nie brakowało jego bliższych i dalszych krewnych, nawet Sorokinów znalazłoby się całkiem sporo, ale Jasna była jedyną, za kogo byłby w stanie tak walczyć.
(Nigdy jej tego nie powiedział i nie powie, chociaż nad słowami panował po mistrzowsku od lat.)
Na wyciągniętą w geście pojednania rękę spojrzał tylko kpiąco i byłby splunął, gdyby w głowie mu było pozostanie w tej brudnej cuchnącej uliczce choćby sekundę dłużej.
- Spadaj stąd, zanim ciebie też wrzucę za kratki. – pod wpływem gniewu z końca różdżki posypały się iskry. – Nie słyszałeś? Wypierdalaj!
Dopiero dosadne słownictwo i krzyk podziałały. Bandyta ulotnił się kuśtykając, a Endar skupił całą uwagę na siostrze. Podtrzymał ją pewniej.
- Spróbujemy się przenieść do szpitala, dobrze? Obróć się razem ze mną. – odprowadził spojrzenie Jasnej utkwione w resztkach korgorusza. – Nie martw się. Zaraz wrócę po niego.
Poprawił uchwyt na różdżce. Nie opanował do końca umiejętności teleportacji łącznej, ale jeśli Jasna da sobie radę z pierwszym etapem, powinno mu się udać ją poprowadzić.
- Gotowa?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Brudne ulice   Wto 24 Paź 2017, 16:26
Dla bandyty był najwyraźniej figurą, bo nawet butna postawa mu jakoś zmizerniała, troszkę się zgarbił i wydał posmutniały pogardą w głosie Sorokina. Oto i piękno wszechrzeczy, sploty ludzkich ścieżek, gdzie twoja od niechcenia zrobiona praca dla kogoś innego warta jest całe życie.
- Och, gdybym wiedział, och, gdybym wiedział - rozgorączkował się nieznajomy, rozglądając się w nieco chaotyczny sposób jakby rzeczywiście szukał jakiegoś rozwiązania sytuacji. Jak gdyby zastanawiał się jakby mógł zadośćuczynić, jednak gdy poczynił krok w stronę biednej, rozpłaszczonej hieny Jasna ofuknęła go z taką złością, że już wolał tej dwójce rodzeństwa nie wchodzić w paradę.
- Już mnie nie ma - stęknął i drobiąc tak szybko, jak tylko umiał wykuśtykał z alejki.
Sorokina miała groźną minę do ostatniej chwili, gdy nieszczęsny nieznajomy zniknął za rogiem. Dopiero gdy została z bratem sama załkała cicho, trochę z żalu, trochę z bólu, a trochę kiedy odpuściła adrenalina związana z buzującymi w niej emocjami. Przy nikim nie płakała, poza swoimi braćmi. Ani przy ojcu, ani matce, ani nawet Rumianej, jakby okazywanie łez i uczuć było godną pogardy słabością. Tomas głaskał ją po głowie, Nikolaj często podśmiewał się z jej głupich problemów, co zaraz skutecznie zamieniało smutki w złość, Endar za to, choć pozornie nie wzruszony jej marudzeniem zawsze podawał jej sugestie rozwiązania trapiącej jej tragedii. Wspaniały analityczny umysł geniusza.
- D-dobrze. - pociągnęła nosem, trzymając jego rękaw mocno, jakby był jedyną rzeczą, dzięki której mogła stać na nogach. Wierzchem dłoni wytarła oczy i rozpięła lekko pasek płaszcza, który zaczynał robić się niewygodny.
- P-przepraszam Endar. Nie chciałam wpakować nas w kłopoty. - patrzyła w ziemię- Nie wiem... nie wiem co by się stało, gdyby nie ty.
Oto po raz kolejny, mniej lub bardziej świadomie, pozostał bohaterem jej życia. Nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz, choć patrząc na ich relacje z boku nie można się było łatwo domyślać jak wygląda ona od środka w rzeczywistości. Kiwnęła głową wierzac mu i zgadzając się na jego zarządzenie, wyciągając też swoją różdżkę i skupiając bardziej na czarowaniu niż bolączkach.
Po chwil oboje zniknęli z alejki.

Endar i Jasna z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Nicea, Francja

35 lat

¾

neutralny

publicysta, realizator w Płanieta FM
http://petersburg.forum.st/t1266-tetreau-parade http://petersburg.forum.st/t1269-parade-tetreau#5139 http://petersburg.forum.st/t1268-tetro#5137 http://petersburg.forum.st/t1271-lalique#5144
PisanieRe: Brudne ulice   Pon 18 Gru 2017, 23:01

17.05.1999

Od ósmego maja do dnia, w którym list otrzymał zajmował się wszystkim tym, co normalnie, pracą głównie, oczywiście. Trochę tu, trochę tam, kawałek dalej też, wystawa, relacja, nocka, wódka z Jutrzenką, a raczej przy, zmęczone twarze kolegów radiowców, marszrutka, pozdrowienia od sąsiada.
Zatrzymał się na chwilę, kiedy ten list zobaczył i rozpoznał przecież z marszu papeterię i charakter pisma, torbę na podłogę w kuchni rzucił trochę głośniej niż zazwyczaj, zamknął drzwi mieszkania i postawił wodę na herbatę. Dopiero kiedy się zaparzyła przeczytał.
A potem przeczytał list jeszcze kilka razy w różnych odstępach czasu. I zaczął myśleć intensywnie, a przecież przez cały ten tydzień wydarzenia z ósmego maja zaprzątnęły mu głowę kilka razy, chyba trochę mniej, niż mogłyby. Dziewiątego, kiedy na świeżo siedział w pracy i później, nad kieliszkiem ku uciesze Chulpan, a to chyba nie lada wyczyn tęsknicę rozbawić, żeby jej twarz posągowa drgnęła.
Ot się stało, no i co. Kobieta dziwna, a sam nie był bez winy, nie chciał jej tak bez odpowiedzi zostawić, bo to nie wypada zupełnie i nie chciał. Problem był taki, że się zbierał do tego listu jak sójka za morze, aby w końcu dojść do wniosku, że nie chce odpisywać. Tylko z panią doktor porozmawiać. Bo list, jak ona, też był dziwny, nawet, jeśli oficjalny, to smutny. I chociaż w takiej sytuacji absurdalnej normalnie słuchałby instynktu samozachowawczego i unikał pani Godunovej (od pierwszego spotkania najlepiej) to miał świadomość, taką drobną ukrytą głęboko, do której się przed samym sobą niechętnie przyznał, że ma, cóż, do papapani doktor słabość jakąś.
W bardzo krótkim czasie chyba za dużo rzeczy zarejestrował, jej pewnych do niego podobieństw w obyciu i tego, że chyba samej siebie nie podejrzewałaby o taką dozę szaleństwa. I trochę też czuł, że to destrukcyjne z jego strony, po takim okresie znużenia wchodzić w relację, w której bodźców miał aż za dużo. I dwa już spotkania z nią przebiegły tak bardzo nieschematycznie, więc może po prostu los kusił zjawiając teraz na progu Marmuru. A może po prostu był w porządku.
Na tyle, na ile w porządku może być człowiek demon, nie?
Mogła w pracy być, albo gdziekolwiek, przecież się nie zapowiedział, nie chciałby, żeby zawału dostała, a nie był pewien które okna są w zasadzie jej, toteż ocenić nie mógł, świeci się czy nie.
Zapukał.
Szczerze to się w ogóle do tej rozmowy nie przygotował. Może by to zrobił, gdyby się denerwował, ale jak zawsze był spokojny, nie ma się co stresować, to niezdrowe. Będzie co ma być.
Poniedziałek dzisiaj, na Mahala pusto, połowa dogorywa po niedzieli, druga połowa odpoczywa po pracy.
A ten stoi, w swoich spodniach beżowych, z paskiem czarnym i uwaga szok teraz, bo wcale nie zapięty pod samą szyję na ostatni guzik. Za to miał koszulkę czarną z krótkim rękawem i flanelę rozpiętą, no miło, ale co ten Tetrocini tak chce wjechać na luzaka, o sprawach poważnych rozmawiać. To się nie godzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Brudne ulice   Wto 19 Gru 2017, 16:20
Od ósmego maja do dnia, w którym list napisała, zajmowała się wszystkim tym, co normalnie. Pracą. Głównie i pobocznie. Nic nie stało na przeszkodzie jednak, by ten jej umysł ścisły sprawnie podzielić na sekcje odpowiedzialne za analizę wyników z laboratorium, obsługę klientów w Marmurze, współpracę z lekarzami w Hotynce i oczywiście samobiczowanie się, przez cały czas, za kaszanę jaką odchrzaniła ten tydzień temu. Napisanie listu nie stanowiło dla niej problemu, komunikacja poprzez dokumenty to jej ulubiona forma wymiany opinii być może dlatego w szpitalu tak wygodnie było każdemu z nią pracować. Wszystko miała zawsze dokładnie zarejestrowane, opisane i posegregowane. Jak więc inaczej poradzić sobie z bolączkami umysłu, jeśli nie wylać ich trochę na papier, a jak inaczej wylać je na papier jak nie okraszone ładnymi słowami, z powagą, prostotą ale i elegancją. Stąd też papeteria z szuflady poszła w ruch, jak i jej orzeł uparty dureń, niechętnie to niechętnie ale pofrunął szukać biednego, oszukanego pana Paradki.
Sprawa załatwiona - chciałoby się rzec. Przynajmniej w głowie pani doktor, no wyszło jak wyszło, list nasmarowała, wyraźnie w nim podkreśliła, że jest jej przykro, przeprosiła za swoje karygodne zachowanie, rozdział zamknięty, pozamiatane. Można żyć dalej, bo choć na sumieniu wcale nie jakoś bardziej lekko, to przynajmniej z logicznego punktu widzenia zrobiła wszystko, co należało. Po pierwsze, przyznała się do winy natychmiast po tym, jak zorientowała się do czego się dopuściła. Po drugie, przeanalizowała sytuację wzdłuż i wszerz, swoje zachowanie, całe wydarzenie (nie bez wypieków i wybuchów gorąca). Po trzecie, napisała profesjonalny dokument z oficjalnymi przeprosinami i kilkoma słowami wyjaśnienia. Coś więcej? Nie, dziękuję. Dzyń, następny.
Mogła być w pracy, albo gdziekolwiek, przecież się nie zapowiadał, nie chciałby, żeby zawału dostała, ale jednak do tych drzwi zadzwonił i choć zajęło jej to chwilę czasu, bo z piwniczki musiała po schodach wspiąć się i przez salon dziarsko przemaszerować to już po chwili mógł usłyszeć stukot obcasów pani doktor. Naiwna kwoka myślała, że to może jakaś dostawa fiolek czy innych składników eliksirów, zastanawiając się, dlaczego dostawca zawitał do drzwi wejściowych, zamiast - tak jak zawsze - zostawić paczkę przy wyjściu z zaplecza. Nie ma żartów, przecież przebiła się do piwnicy sąsiadów i rozbudowała pracownie, która teraz ciągnęła się niemal pod całą kamienicą, zahaczając właśnie o zaplecze baru mlecznego na rogu.
Mosiężna gałka przekręciła się i drzwi otwarły zamaszyście, bo Saskia w życiu codziennym, w relacjach z ludźmi normalnymi, których magiczne geny nie robiły jej z mózgu sieczki, była osobą bardzo konkretną. Nie lubiła marnowania czasu, nie lubiła podchodów i grania. Drzwi otwierała, paczkę przyjmowała i zamykała, żadnych tam zerknięć przez wizjerki czy zaglądania przez szczelinkę. Pewnie kiedyś ktoś ją napadnie i panie trupem godzona zaklęciem prosto w pierś, może jednak nie dziś, choć uczucie nagle bardzo podobne i mostek jakoś zabolał też. Znasz to uczucie, kiedy ktoś zapuka, ty otwierasz, a tam jehowi i tak trochę chcesz pierdolnąć tymi drzwiami zaraz natentychmiast, ale trochę człowieczeństwo ci na to nie pozwala, ani maniery ani dobre wychowanie też nie? No więc Saskia widząc twarz Tetra właśnie taką myśl ma, żeby drzwiami szybko trzasnąć, pobiec na górę do sypialni, schować się pod łóżko i udawać, że jej nie ma w domu.
Cofa się jednak jedynie o krok, bo mimo, że chęć do powyższego jest silna, to jednak maniery silniejsze i patrzy się. Stoi pan Paradka, piękny jak ostatnio, choć nie był piękny wcale. W koszuli flanelowej, taki od niechcenia, elegancki, ale niezobowiązujący. Źdźbła w ustach albo kwiatka za uchem brakowało, żeby mogli grać w niskobudżetowym filmie z lat czterdziestych.
- Pan Paradé - udaje jej się wycisnąć coś z gardła, nie rusza się jednak ani o centymetr. Brawo, geniuszu, wspaniała wypowiedź, proszę wręczyć tej pani Nobla. Cała taka ciasno opatulona w te swoje garsonkę i koszulę z żabotem, spod którego błyskały perłowe guziczki. Dziś nie miała pod szyją apaszki, ale kołnierz był tak wysoki, że na apaszkę nie było miejsca. Wyglądała jak matrona z filmów o wampirach, gdyby tylko nosiła więcej czerni i miała w oczach błysk, zamiast ubierać się w szaro-beżowe, pozbawione charakteru i pazura ubrania urzędniczki. Włosy jak zwykle ściągnięte w kok na tyle ciasno, że nie było widać, że uniosła pytająco brwi. Po co komu botox, jak można nosić fryzurę „na Godunovą”.
Powrót do góry Go down
avatar


Nicea, Francja

35 lat

¾

neutralny

publicysta, realizator w Płanieta FM
http://petersburg.forum.st/t1266-tetreau-parade http://petersburg.forum.st/t1269-parade-tetreau#5139 http://petersburg.forum.st/t1268-tetro#5137 http://petersburg.forum.st/t1271-lalique#5144
PisanieRe: Brudne ulice   Sro 20 Gru 2017, 22:48
Czy Saskia Godunova lubi Simona i Garfunkela? Czy w ogóle wie coś o muzyce, czy ją lubi, ma płyty? Jeśli tak, to jakie? Czy jada ciemne czy jasne pieczywo? Kawę z mlekiem, bez? Herbatę czarną czy zieloną? Prasuje ubrania zaraz po wypraniu gdy są już suche, czy po wyjęciu z szafy przed wyjściem?
Zdarza jej się kłamać? Nie, inaczej. Każdemu się zdarza. Pytanie powinno brzmieć czy Saskia Godunova kłamie często, czy z pasją, by osiągnąć swoje cele.
Tetreau aż do momentu, kiedy ją w drzwiach zobaczył nie miał pojęcia, że w głowie mu się tyle pytań na jej temat narodziło i w której chwili to w ogóle nastąpiło. Kumulowały się, jedno za drugim, szeptane do uszu przez sen, czy nagle jak wielki wybuch pojawiły się przed oczami jednocześnie?
- Dobry wieczór. – W sekundzie czuje, że to wcale nie był dobry pomysł, aby uczciwie porozmawiać z nią w cztery oczy i co w ogóle mu do głowy strzeliło, nic sobie winni nie są, obcy zupełnie, los już sprowokował, drzwi otwarła i nic.
Garsonkę ma, żabot ma, nie pachnie jaśminem, nie ma źrenic ogromnych, wypadających z koka kosmyków, rumieńców na twarzy nie ma. Taka jest dokładnie jak w tych listach o marginesach równych. Z taką to jeszcze nie miał okazji rozmawiać kiedy i on bardzo zwykły, bardzo swój jest.
- Pani Godunova. – Tyle razy to już wypowiedział, tyle razy w innym tonie, że powinien za to mandat dostać. - Otrzymałem pani list. I postanowiłem na niego nie odpisywać, nie dlatego, że nie chciałem, uważam, że rozmowy na żywo są najbardziej lukratywną metodą komunikacji. – Równie dobrze mógł to napisać, tak urzędnicze pan Tetrocini brzmi, ale żadna nowość przecież. Taki z niego uprzejmy dziennikarz.
- Nie chciałbym również, aby uznała pani, że panią nachodzę, nie zajmę długo. – Tak zamierzał. Gorzej, jeśli wyjdzie jak zawsze, ale chyba się nikt nie zdziwi.
- Będę z panią szczery, rozsądek, którym się na ogół w życiu kieruję, musi mi pani uwierzyć na słowo, skoro nie znamy się dobrze, rozsądek rzecz jasna podpowiada mi, aby zakończyć relację na tym etapie i już do tego nie wracać, ale wiem, że to bardzo niestandardowa sytuacja, której nie można chłodno ocenić schematami. – No kurwa raczej.
Uniósł dłoń poprawiając opadające z nosa okulary i spojrzał na chwilę w głąb pogrążonej w ciemności klatki schodowej. Jeśli była zajęta to chyba lepiej by było, żeby jednak umówił się z nią gdzieś na kawę i wyłożył wszystko w innych warunkach. Miało być krótko, chyba nie wyjdzie.
Przeniósł wzrok na panią doktor i oparł się ramieniem o framugę, nie będzie tak stał jak widły w gównie, coś musi z ciałem zrobić, wypełnić czas jakoś, zareagować.
- Pani Godunova. – Dwa razy usłyszał, że pomyliła eliksiry. Mógłby tyle wniosków wysnuć na jej temat, ale potem dostał te listy i widzi panią pod szyję zapiętą, te obrazy nie pokrywałyby się w ogóle.
- Tak, jak powiedziałem, co nie dało pani spokoju, wiedziałem, co robię. Nie napoiła mnie pani niczym silnym, żebym nie był świadom swoich działań, równie dobrze mogłem przejść przez cały labirynt nie reagując na te kadzidła w żaden sposób, ale nie mam tak silnej woli, jak mi się wydawało. Jestem tak samo… odpowiedzialny zaistnienia tej sytuacji, co pani. – W zasadzie o winie nie chciał mówić, nie pasowało mu to określenie w ogóle, przedarcie winy na pół brzmiało, jakby dopuścili się tragicznej zbrodni i może by tak trochę było, ale pewne elementy nie pasowały. Jej pomyłka, jego antyprzyłożnicza moralność. Dlatego tak ciężko było mu jasno ocenić sytuację. Za dużo szczegółów istotnych.
Trochę się nakręcił, trochę wpadł w ten monolog jak kamień w wodę, żeby jak najkrócej przekazać jak najwięcej. Jakiś pies zaszczekał na ulicy, ktoś na niego gwizdnął, zawołał go, jedna z latarni zgasła, nie działo się nic nadzwyczajnego, a jednak trochę na tym progu aż za dużo.
Odwrócił się, na ulicę spoglądając, ciemno i pomarańczowo, wieczór całkiem ciepły, ale nie na tyle, żeby zrezygnować z dłuższego rękawa. Zbierał myśli.
- Zawarła pani w swoim liście bardzo dużo emocji, pomimo jego formalnego charakteru. – Spojrzał na nią i chciał jeszcze dodać, że bardzo by nie chciał, aby się zadręczała, ale zamilkł. Nie dlatego, że przestał nagle sobie tego życzyć, ale po prostu chyba to był ten moment, kiedy uznał za stosowne nie mówić niczego więcej.
I chyba jedna z tych chwil ulotnych, które się wspomina potem, analizując czym była, bo słyszy się bicie serca, chociaż czas zdaje się nagle nie płynąć. A światło prawie nie dociera do jej twarzy i półmrok ją spowija i tylko oczka czarne paciorki błyszczą, ale zupełnie inaczej niż ostatnio. Za każdym razem inaczej.
Powrót do góry Go down
avatar


Kazarman, Kirgistan

29 lat

czysta

neutralny

uzdrowiciel
http://petersburg.forum.st/t930-saskia-godunova#2960 http://petersburg.forum.st/t949-saskia-godunova#3020 http://petersburg.forum.st/t937-co-mi-panie-dasz#2984 http://petersburg.forum.st/t938-talon#2986
PisanieRe: Brudne ulice   Czw 21 Gru 2017, 11:58
Żeby pani doktor wiedziała, że mu coś wybucha w głowie na jej widok, to może by jakąś receptę wystawiła na psychotropy, bo to nie brzmi zdrowo, a przecież to nie z powodu zauroczenia. Rzeczywiście, fakt, po raz pierwszy zdarza im się spotkać w normalnym środowisku, w normalnych warunkach, żadne tam fuksjowe lasery czy szalone eliksiry. No i na tyle, na ile ich spaczenie można nazwać normalnym. Już nie jest źle, skoro się udało im wzajemnie rozpoznać, bo przecież ostatnio to się widzieli z innej perspektywy trochę i innych konfiguracjach. Stoi więc pani Godunova, prosta jak struna, poważna jak poborca podatkowy i patrzy się w Tetra. Trochę się patrzy, bo nie może się powstrzymać, ale trochę się patrzy, bo się Godunova zawsze tak gapi na ludzi jakby im, no właśnie, w mózg próbowała zajrzeć. Panie Paradé, bo tych pytań to tam w głowie już cała gromadka, a najważniejsze gdzieś bokiem chytrze umykają. Wiesz pan, czym się ta pana nieszczęsna znajoma na co dzień zajmuje?
Grzebaniem w myślach innych osób.
- Dobry wieczór - odpowiada niemal natychmiast po tym jego dobrym wieczorze, trochę zbyt szybko, wstrzymaj konie i to musi wyglądać naprawdę dziwnie, że tak sprawnie odpowiada skoro stoi jak posąg i chyba nawet nie oddycha. I dalej patrzy, ślinę przełyka na te jego słowa, bo czuje się jakby zamiast Tetreau jej stary nagle wyrósł spod ziemi i miał jej prawić kazanie
No to on woli rozmawiać, więc mówi, a Saskia woli pisać, więc milczy. Powinna głową kiwnąć na te jego wypowiedzi, podziękować i wrócić do gabinetu, napisać mu kolejny list i tak by się mogli porozumiewać. Bo pani Godunova to bardzo słaba jest w komunikacje tak twarzą w twarz, chyba że chodzi o sprawy zawodowe. Poza nimi była jak dziecko we mgle i jak ten królik na ulicy oczy tylko otwierała szerzej na widok świateł samochodu nieruchomiejąc niczym głaz. Że niby jak będzie udawać, że jej nie ma, to ktoś rzeczywiście jej nie zauważy.
Kiwa jednak głową, powoli, ale wyraźnie, na te jego zdroworozsądkowe podejście, bo i ona spodziewała się po nim takiej reakcji, nikt normalny by nie wchodził głębiej w te szaloną rzekę. Widzieli się dwa razy i dwa na dwa były nieszablonowe. To wcale nie znaczy, że dobre. Ani w sumie złe, ale to inna sprawa. Dalej więc stoi nieruchomo, patrzy, słucha i chyba zaczyna oddychać powoli, ale trudno ocenić tak ściśnięta jest tą garsonką.
Zaraz dostanie palpitacji jak on jeszcze raz to pani Godunova rzuci, bo jej się to echem odbija już w głowie i całe pa-pa-pa się przypomina i słabo się robi, dobrze, że się twardo za gałkę w drzwiach trzyma to nic a nic poznać nie można, że stan pod zawałowy. Może panu Paradce łatwo było nie nazywać tego winą, zamiatając krzywdę pod dywan, ale w głowie jego umiłowanej nieszczęsnej pani doktor to jest tragedia na skalę milenijną, także ona w zupełnie inny sposób interpretuje tę jego wypowiedź i ulgę (?) czuje jakąś, kiedy on mówi, że jest tak samo odpowiedzialny za tę sytuację. Oczywiście najchętniej to by mu wcięła się w słowo i zaraz zaczęła twardo mówić: „Nie, nie, absolutnie, to wyłącznie moja wina”, ale mogliby tak się przerzucać winami i odpowiedzialnościami jak się w labiryncie przepuszczali przodem, dwie mordki uprzejme, tacy byli grzeczni, że nie mogę, kto w to uwierzy.
I już trochę lepiej przez chwilę się robi, kiedy Tetreau znów milknie, a jej serce robi fikołka i ice-dropa do żołądka.
…bardzo dużo emocji.
No i koniec, leżymy. Statek nabiera wody, mili państwo, proszę zachować spokój i udać się do szalup ratunkowych. A ja tu postoję, pomilczę jeszcze, na dno razem ze statkiem, prawdziwy kapitan. Więc stoi i milczy, stoi i milczy i milczy i aż się robi niezręcznie tyle to trwa, ale Godunova zastanawia się, czy lepiej wyjść z domu czy wejść do środka i robi taki niezdecydowany krok w bok w tych lśniących, beżowych pantoflach, waha się i cofa.
- Nie wypada tak… trzymać pana w progu. Zechce pan wejść na filiżankę herbaty? - odzywa się w końcu, cofa głębiej i wpuszcza Pa-paradkę do środka, zamyka drzwi i idzie przodem przez tę wąską, taką mroczną klatkę schodową, tylko stuk obcasów niesie się echem, bo się nie odzywa pani doktor wcale.

Saskia i Tetreau z tematu
Powrót do góry Go down
 
Brudne ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: