Навигация

Gostinyi Dvor
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Gostinyi Dvor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieGostinyi Dvor   Pią 03 Lut 2017, 17:49
Gostinyi Dvor

Gostinyi Dvor to najstarszy dom handlowy w całym Petersburgu. Ten osiemnastowieczny budynek zalicza się również do pierwszych tego typu obiektów na świecie. Jego autorem był Jean-Baptiste Vallin de la Mothe, francuski architekt, który nadał temu miejscu bardzo klasyczny i funkcjonalny charakter. Z czasem miejsce przekształcono w jedną wielką halę targową, gdzie sprzedawcy codziennie na specjalnych stoiskach prezentują swoje towary – poczynając od produktów spożywczych, jubilerskich czy też obuwniczych. Gostinyi Dvor jest więc jednym z głównych miejsc handlu w Petersburgu, gdzie nierzadko można też spotkać czarodziejów.


Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Gostinyi Dvor   Wto 20 Lis 2018, 21:57

01.07.1999

Nic nie potrzebował, to znaczy - nie potrzebował żadnej z tych rzeczy, ale gdy zobaczył potężną sylwetkę Gostinyiego Dvoru, pomyślał, że może potrzebował po prostu znalezienia się tam w środku, zajęcia czymś uwagi.
To był już kolejny jego spacer; Hercules życzliwie ignorował służbę w domu Hersilii i wychodził z posiadłości niemal bez słowa, chcąc przez krótką chwilę cieszyć się jeszcze mniej zatłoczonymi ulicami i świeżym powietrzem. Dobrze mu się myślało w tych warunkach, a on - chociaż nie miał wcale potrzeby, by rozważać swoje położenie, bo to jedynie spychało go głębiej do tego wielkiego dołu żalu, tęsknoty i niepewności - lubił spokój, jakim mógł napawać się, nim dzień w ogóle się zaczął. Podziwiał wtedy miasto, to przede wszystkim. Lubił czuć się zagubiony, lubił błądzić, lubił przyglądać się napisom, których wcześniej by nie zrozumiał, ale czas poświęcony na intensywną, histeryczną wręcz naukę rosyjskiego odkrył przed nim wszystkie tajemnice.
Dzisiaj jednak nie udało mu się wstać tak wcześnie, co niemal go zaskoczyło. Ciało musiało wyraźnie przyzwyczaić się do nowych warunków, bo spało mu się lepiej, może nawet dobrze. Nie obudził się nad ranem, ale gdy słońce zawisło już na niebie. Nie miał pojęcia, dlaczego postanowił mimo to wyjść na swój spacer, ale zrobił to, uświadamiając sobie, że niewiele jeszcze miał okazji, żeby podziwiać Petersburg o tej porze.
Z trudem rozumiał tę potrzebę, żeby poznać miasto, w którym przecież nie planował zostać długo, ale Petersburg chyba trochę go... fascynował, porażając całkiem inną kulturą. Wszystko tutaj wciąż było nowe, całkiem odmienne od tej włoskiej, dusznej rzeczywistości, jaką poznał. Nie wiedział jeszcze, co o tym sądzić, chociaż ten entuzjazm budził w nim też pewien niepokój. Hercules... na pewno chciał w to brnąć? Na pewno chciał przechadzać się po mieście, z którego niedługo pewnie będzie uciekać? Jednocześnie wiedział też, że z Hersilią ułożyło mu się lepiej, niż zakładał, gdy przyjeżdżał do Rosji, więc sam już nie wiedział, co sądzić o tym wszystkim.
To w tym własnie miejscu Hersilia żyła tak długo, że stała się jego częścią, prawda? Tutaj. Hercules czuł się dziwnie z myślą, że byli tak blisko ze sobą spokrewnieni, chociaż ona... Nie była jak on. Była kimś zupełnie innym, kimś oddalonym od tych Włoch, które on poznał, a jednak przecież w żadnym stopniu nie oddawała Petersburga w jego oczach. Była... gdzieś pomiędzy, chociaż mógł wyobrażać sobie ten stan, bo to dawało mu nadzieję, że mógłby przeciągnąć ją na swoją stronę. Z drugiej strony, Hersilia była dla niego punktem zaczepienia, by pozostać w Petersburgu, ale zdecydowanie nie była sposobem, by to miasto zrozumieć, stąd jego spacery. Dlatego też wszedł do środka domu handlowego, dotarło do niego w środku.
Otaczał go przyjemny gwar, gdy stawiał kolejne kroki w eleganckim wnętrzu, rozglądając się powoli po wystawach, przyglądając się twarzom, chłonąc atmosferę miejsca. Znał podobne domy handlowe w Nowym Rzymie, które także porażały energią, przyciągały wzrok choćby na jedno spojrzenie. Rozluźnił się trochę i nagle zorientował się, że przez cały ten czas był spięty - najwyraźniej nie potrafił wyrzucić z siebie wątpliwości co do swojego pobytu w Rosji, nawet jeśli starał się o tym nie myśleć. Westchnął, wędrując wzrokiem po mnogości barw i pozwolił sobie po prostu dryfować po wrażeniach i odczuciach, jakie niosła ze sobą obserwacja tych ludzi. Był nawet skłonny przyznać, że mógłby to robić częściej - obserwować, po prostu obserwować życie miasta, któremu nie mógł zagrozić swoją klątwą, bo nie miało dla niego żadnej wartości.
Zamrugał szybko, gdy zorientował się, że gdzieś w tym wszystkim mignęła mu znajoma twarz. Wrócił wzrokiem w tamto miejsce i uśmiechnął się szeroko, ciesząc się z tego, że będzie mógł zamienić z kimś chociaż zdanie.
- Dzień dobry - odezwał się, gdy zbliżył się już wystarczająco blisko do młodej, ślicznej kobiety. Uśmiechnął się szeroko, patrząc jej w oczy. - Bardzo miło mi pannę widzieć, panno Kuragino. Jakież to tajemnicze sprawy ściągnęły pannę dzisiaj w to miejsce?
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Gostinyi Dvor   Czw 22 Lis 2018, 18:56
Zanim Gana znalazła się w środku starego, pięknego Gostinyego Dvoru znajdującego się całkiem blisko jej redakcji (jako obstaculus, który z racji swej genetyki nie mógł się teleportować bez obaw jak zwykły, prosty czarodziej z reguły używała własnych nóg i niekoniecznie wygodnych, ale szybszych od chodu środków transportu) zdecydowała się trochę popracować.
Poprawka - musiała popracować w redakcji w określonych godzinach, bo taką miała umowę. Nic dziwnego, że przyszła na czas na ósmą, choć dzień był tak piękny, że każdy by wolał pospacerować na świeżym powietrzu albo chociaż pospać. Jako, że niezbyt się wyspała zdążyła w Centrum Mediów Magicznych wypić dwie kawy, ustalić z szefową gdzie zamierza dziś czatować na plotki, pokończyła część artykułów po czym postanowiła wyjść trochę odsapnąć oraz coś zjeść. Potrzebowała przerwy, gdyż dla niej siedzenie w redakcji było najgorszą częścią jej roboty. Nie miała jednak w sumie prawa narzekać. W końcu lubiła być dziennikarką w plotkarskiej gazecie.
Dla Kuraginy Petersburg był kolejnym rosyjskim miastem, które zdążyła już nieźle poznać i - dodatkowo - trochę jej się znudziło. Miała czasem ochotę pojechać gdzieś za granicę, nieważne gdzie, na jakiś staż, wakacje czy kurs albo szkolenie. Ostatnio zainteresowała ją Rita Skeeter, która podobno nieźle radziła sobie w poczytnej gazecie, choć teoretycznie lepiej nadawałaby się na dziennikarkę plotkarskiego czytadła. Tak o niej słuchając czy czytając dziewczyna miała wrażenie, że wiele mogłaby się od niej nauczyć, a wraz z uzyskaną wiedzą wiele zyskać. Może nawet miałaby możliwość zamieszkania w Anglii na stałe, choć to akurat jakoś ją odrzucało. Mimo wszystko chciała już raczej pozostać w Rosji, a jeśli się przeprowadzić do innego kraju, to raczej w cieplejsze, mniej deszczowe rejony.
Doceniaj Herculesie, że ci się udało. Gana miała pecha jeśli chodzi o rodzinę. Można było spokojnie powiedzieć, że większość członków rodu Kuraginów jej nie doceniała, a nawet chętnie by się jej z rodziny pozbyło niczym plamy na prześcieradle. I choć świetnie dogadywała się z młodszymi braćmi to jednak to dość mała liczba osób, która może cię na tym świecie wesprzeć, prawda?
Mimo, że nie było jeszcze godziny szczytu dziennikarka weszła w mały tłum znajdujący się w tym najstarszym chyba w Rosji domu handlowym. Widziała kobiety kupujące marchew na małym straganiku, parę wybierającą pierścionek zapewne zaręczynowy czy sprzedawcę butów ze skóry, podobno sprowadzanych z Włoch jak głosiła informacja napisana dużymi literami, którą postawił tuż obok. Uśmiechnęła się wiedząc, że może trochę odetchnąć od konwenansów czy męczącego poprawiania własnych artykułów przed wysłaniem do korekty.
Nie spodziewała się, że napotka na swej drodze Herculesa Caravaggio, którego poznała podczas przebywania w dworku jego siostry, Hersilii, gdzie pod pretekstem chęci poznania przyszłości chciała znaleźć materiały do napisania o niej jakichś plotek. Od kiedy z gazety dowiedziała się, że ktoś ją widział na schadzce z Endarem pluła sobie w brodę, że to nie było jej odkrycie (i nie przeszkadzało jej, że dla Sorokina pracowała w kwestii znalezienia szkalujących dowodów na własnego kuzyna).
- Dzień dobry - odpowiedziała mu ze szczerym uśmiechem. Podczas pamiętnej wizyty chcąc nie chcąc zdążyła go polubić. Wydawał się taki... szczery. I szczerze miły. Nie mówiąc już o przystojnej twarzy czy tej charakterystycznej dla Włochów urodzie. - Przyznam szczerze, że to żadna tajemnica. Chciałam coś zjeść na obiad. Może... - zawahała się, jednak ciekawość wzięła górę. - Może chce pan zjeść ze mną zapiekankę? Na jednym stoisku robią naprawdę dobre.
Nie żeby zapiekanka powinna zaspokoić gusta wyższych sfer, ale Gana na nią nie narzekała, wprost przeciwnie. Nawet jej smakowała.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Gostinyi Dvor   Nie 09 Gru 2018, 20:27
Zaśmiał się otwarcie, zaskakując nawet samego siebie tym, jak niesamowita wydała mu się taka propozycja. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek ktokolwiek zaproponował mu coś równie prostego tak naturalnie, bez napięcia albo kpiny, a nawet jeśli, to dawno, dawno temu, gdy jeszcze był na tyle młody, żeby nie nieść ciężaru tego życia. Szczerze mówiąc, nie był nawet pewien, czy gdzieś w Syrakuzach albo Nowym Rzymie można było dostać zapiekankę. Miasta te na pewno proponowały regionalne przysmaki, które można było jeść, wdychając wciąż duszne od tak obecnej wokół historii powietrze, zastanawiając się nad tym, czy to nadal dwudziesty wiek, czy świat może cofnął się na kilka sekund, ale dlatego właśnie wydawały mu się zbyt ciężkie i skomplikowane, żeby tak po prostu… Zachęcać do spaceru, oferować coś tłustego, pewnie niezbyt smacznego, wabić przyjemną, rześką atmosferą.  Nie, Hercules zdecydowanie niewiele słyszał tak prostych, przyjemnych propozycji.
Zaskakiwało go to, że ludzie, których spotykał u Hersilii byli do niego nastawieni przyjaźniej od niej samej. Wkroczył do jej życia bez zapowiedzi i rozumiał złość, ale chyba nie spodziewał się, że tak szybko stanie się częścią tego wszystkiego. Że ten świat sam się o niego upomni, kiedy Hercules wciąż patrzył na to przede wszystkim z wątpliwościami. A może już nie? Może jednak dał się już przekupić tym wszystkim nowym doznaniom? W dodatku, lubił Ganę. Oczywiście, nie miało to żadnego znaczenia, skoro prędzej czy później pewnie będzie musiał porzucić Petersburg i tych wszystkich ludzi, gdy wszystko znowu się zepsuje, ale na razie uosabiała sobą ten odmienny świat, z jakim musiał się zmierzyć. I podobało mu się to – ciekawiła go praca w gazecie, jej swoboda, nawet to, że to właśnie ją mógł spotkać  w takim miejscu. Chciał o to zapytać i spędzić chwilę z kimś, kto znał tę rzeczywistość tak bardzo, że zaczynała go nudzić. To właśnie było najbardziej fascynujące w spotykaniu tych ludzi - może Gana mogła powiedzieć mu więcej o Hersilii, o Petersburgu i o tym wszystkim, czego on pewnie nie będzie miał okazji poznać, bo będzie musiał wracać do domu.
Cieszył się, że na nią wpadł.
- Z wielką chęcią zjem zapiekankę – oświadczył z szerokim uśmiechem. – Chociaż muszę uprzejmie poinformować, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakąś jadłem, więc jeśli… istnieje kilka rodzajów, będę potrzebował pomocy – zażartował lekko, mimo że wciąż ciężko mu było tak płynnie wypowiadać się w obcym języku. Spróbował to zamaskować kolejnym uśmiechem. – Proszę prowadzić.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Gostinyi Dvor   Sro 26 Gru 2018, 22:03
Gana pewnie nikomu innemu z wyższych sfer zapiekanki nie zaproponowała. Jeśli nie należała ona do oferty zawartej w menu jednej z elegantszych i droższych restauracji to jednak niektórzy mogliby źle odebrać taką propozycję. Z Herculesem było inaczej - jako bogaty turysta ciekawy nawet życia codziennego ludzi (wnioskowała to po tym, że oglądał nawet takie straganiki jak te, kiedy w innych miejscach znalazłby lepsze cudeńka) z pewnością takich propozycji nie odbierał źle. Ba! Szczerze się z nich cieszył jak uznała po jego reakcji. Z czego wynikało, że oboje na tym nieźle korzystali - ona nie jadła sama, on odkrywał lokalne smaki Petersburga, których nie poznałby z przewodnikiem, nawet tym najlepszym.
Ludzie tu nie byli źli, czasem po prostu źle wychowani i pełni nieszczerych chęci, ale nawet jeśli Rosjanie nie podchodziliby do Włochów przyjaźnie to jednak prędzej czy później znalazłaby się osoba, która chętnie by oprowadziła takiego turystę po mieście chwaląc piękno miasta albo gardząc jego brudami. A przy okazji zadała pytanie "po co pan tu przyjechał?".
A dlaczego uprawiasz takie czarnowidztwo, Herculesie? Czemu ma się to wszystko zepsuć? Daj sobie szansę tutaj zacząć od początku albo poszukaj źródła swoich nieszczęść i je zniszcz. To nie Anglia ani inny kraj zakazujący różnych możliwości, póki nie przesadzisz możesz korzystać także z czarnej magii. No, chyba że jesteś masochistą, wtedy cierp do woli...
- Tu raczej nie ma żadnych rodzai, kwestia dodatków, z którymi będzie chciał pan zjeść - zaśmiała się przyjaźnie. - Tutaj w lewo, zaraz dojdziemy - poradziła mu skręt. - Można kombinować z szynką, salami... - tu przerwała, gdyż mały tłum akurat przepychał się do ledwo otworzonego sklepu. Po chwili wahania Kuragina, by nie zgubić swojego gościa złapała go za rękę. - Pozwoli pan? - spytała w kontekście tego działania nim ruszyła z nim dalej, trzymając się za palce (albo i nie, jeśli nie chciał). - Salami, dodatkowym serem, pieczarkami, oliwkami... I chyba jeszcze czymś. Oczywiście tutaj oblewa się je ketchupem. - Dobrze, że nie zaproponowała mu pizzy, bo jakby Caravaggio zobaczył, że tutaj nawet do niej podają ketchup to by się pewnie załamał albo i depresji dostał jako pełnokrwisty Włoch.
Zatrzymała się przed stoiskiem z jedzeniem docelowym, który przez brak choćby jednego stolika do siądnięcia wymuszał pójście gdzieś dalej z żarciem w ręce.
- Wybrał już pan coś? - spytała patrząc na wywieszone opcje. Ona planowała wziąć zapiekankę z szynką i pieczarkami.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

wieszczy

błękitna

neutralny

jubiler
http://petersburg.forum.st/t1921-hercules-caravaggio#9898 http://petersburg.forum.st/t1924-hercules-caravaggio http://petersburg.forum.st/t1925-hercules http://petersburg.forum.st/t1926-sliski
PisanieRe: Gostinyi Dvor   Sro 09 Sty 2019, 06:54
Znaleźć źródło swoich nieszczęść i je zniszczyć – to brzmiało, jakby rozwiązanie rzeczywiście było na wyciągnięcie ręki. I co najśmieszniejsze, chyba właśnie z tego powodu pojawił się w Petersburgu, prawda? Spotkać Hersilię i sprawić, żeby przestała go nienawidzić, bo przecież niewątpliwie musiała go nienawidzić za te wszystkie lata milczenia. Porozmawiać z nią o tym wszystkim, co przez tyle lat w dusił gdzieś na dnie gardła, mimo że myślał o tym jasno, bezpośrednio, zadając sobie pytania. Teraz to ją chciał zapytać – dlaczego oboje jesteśmy sami, Hersilio? Dlaczego moja żona i twój mąż odeszli dokładnie tego samego dnia? Gdzie jest ojciec? Było tego tyle, a on gromadził te wszystkie wątpliwości od lat i teraz, chyba naprawdę pierwszy raz dotarło do niego, że ta sytuacja była inna. Przybył tutaj, żeby ją zmienić, tak? Znaleźć i zniszczyć to, co odbierało mu radość. W dodatku Wieszcze Sny nie były pomocne chyba pierwszy raz w życiu. Może…? Hercules sam już nie wiedział, w co wierzyć.
Wiedział za to, że bardzo chciał teraz zjeść zapiekankę i przestać myśleć o tym wszystkim. Lekkość tego spotkania uwalniała jego barki od ciężaru; w dodatku miło było poczuć dotyk cudzej dłoni na swojej, co uświadomił sobie chwilę później, gdy Kuragina chwyciła jego rękę w tłumie. Nie odezwał się w pierwszej chwili, nieco zaskoczony postępem sytuacji, po prostu pozwolił się prowadzić; odpowiedział za to mocnym uściskiem, starając się jednocześnie nie zrobić kobiecie krzywdy, gdy lawirowali przez chwilę wśród tych wszystkich ludzi.
Przypomniał mu się nagle dzień, o którym od dawna już nie myślał. Spędzili go z Tiziano, wybrali się do Nowego Rzymu i błąkali po uliczkach, pierwszy raz bez opieki i jakiejkolwiek kontroli. Miasto oglądane z takiej perspektywy wydało mu się ogromne, piękne i wieczne, ale nie przytłaczało go w żaden sposób, jedynie kusiło swoimi zakamarkami i tajemnicami. Teraz było trochę podobnie, prawda? Tiziano nie było już od dawna, również Daniela nie żyła, ale Hercules spędzał właśnie czas w obcym mieście, w zatłoczonej hali i miał próbować okolicznych przysmaków. To było niesamowite, miało w sobie coś… Uśmiechnął się tylko ciepło, ciesząc się tą chwilą.
- W takim razie ja wezmę z salami i oliwkami – oznajmił zdecydowanym tonem. – Jeśli mam być szczery, nie mam pojęcia, czym są… pieczarki. Gdybym usłyszał to po włosku, chyba bym sobie poradził, ale moja nauka rosyjskiego nie… obejmowała takich słów – zaśmiał się szczerze z samego siebie. – Dlatego pozostanę przy tym, co rozumiem. Chociaż wizja… zamówienia tylko tych dodatków, których nie potrafię zrozumieć, wydaje się zabawna – kontynuował, szukając przy tym słów. Tym razem jednak wychodziło mu dość płynnie, więc pewne napięcie wewnątrz zaczęło go opuszczać. - Mimo wszystko, rozumie panna, chyba jestem już za stary na takie zabawy. Boję się, że już ten ketchup to będzie za dużo dla mojego starego, włoskiego wnętrza. – To była prawda, nigdy nie użyłby czegoś takiego we własnym domu. Ale teraz jedynie jeszcze bardziej go rozbawiło jego pierwsze doświadczenie z zapiekanką i nagle zalała go wdzięczność, nie wiedział nawet dla kogo, dla siebie, że tu wszedł, dla Gany, że zaproponowała mu to wszystko, a może dla Hersilii, że w ogóle zachciała go przyjąć. Jeśli to wszystko miało runąć… Cóż, jeszcze nie teraz, prawda?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Gostinyi Dvor   
Powrót do góry Go down
 
Gostinyi Dvor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: