Навигация

Latarnia morska
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Latarnia morska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieLatarnia morska   Pią 03 Lut 2017, 18:14
Latarnia morska

Trzynastometrowa wieża, całkowicie niewidoczna dla mugoli, ulokowana w niedalekiej odległości od linii brzegowej, już w momencie budowy służyć miała głównie za obiekt wypoczynkowy, a nie latarnię z prawdziwego zdarzenia. Stalowa konstrukcja pomalowana jest na biało i posiada oliwkowy dach. Na szczycie wieży, poza soczewką włączaną jedynie podczas ważniejszych wydarzeń i wyjątkowo gwałtownych burz, znajduje się także niewielki taras widokowy otoczony kamienną, wyszczerbioną zębem czasu, szeroką barierką. Na wieżę wejść można po lewitujących kamieniach spiralnie pnących się w górę wzdłuż ścian. Należy więc uważać, by przypadkiem nie spaść.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

25 lat

czysta

neutralny

zielarka / malarka
http://petersburg.forum.st/t738-yelizavieta-maksimova http://petersburg.forum.st/t743-yelizavieta-maksimova#1684 http://petersburg.forum.st/t744-vietka http://petersburg.forum.st/t767-orelek-w-okno-ci-walnie#1821
PisanieRe: Latarnia morska   Czw 13 Kwi 2017, 16:13
Była wolna. Choć, jak na razie, miast radości, czuła jedynie mieszaninę strachu, ulgi i niepewności. Determinacja, z którą wracała do Petersburga przybladła, niemal całkowicie zanikając w jej białym licu. Będąc już niedaleko miasta, wysłała wiadomość do swej drogiej przyjaciółki. Byłej przyjaciółki? Nie wiedziała, czy jeszcze ma jakiekolwiek prawo, by o cokolwiek ją prosić. Zapewne ma ją teraz za dwulicową szmatę, czy coś w tym stylu... Cóż, sama by na siebie wyzwiskami i jadem rzucała za to, co zrobiła Jadzi. Czy Vietka może jeszcze w ogóle mieć jakąkolwiek nadzieję, że wyrządzone im zło zostanie jej wybaczone? O to przede wszystkim winna prosić Jadzię, ale nie potrafiła, jeszcze, spojrzeć jej w oczy. Jeśli tylko zyska jakąkolwiek pomoc ze strony Veliszki...
Wspinała się lekko po lewitujących kamieniach, stąpając po nich ostrożnie, by nie spaść. W cieniutkim płaszczu było jej zimno, mimo ładnej, kwietniowej pogody - wiatr wiejący od strony morza zawsze był chłodniejszy, a dziś zachowywał się wybitnie złośliwie, jakby chcąc przegonić Vietkę z Petersburga. W końcu jednak dotarła na samą górę latarni, nie bez zgrzytów - raz na moment straciła równowagę, a torba podróżna, przewieszona przez jej ramię, omal nie spadła na ziemię. Odetchnęła głęboko morskim powietrzem, za którym nie przepadały jednak jej włosy. Podeszła do kamiennej barierki, spoglądając zlęknionym wzrokiem na horyzont. Jak wyglądałoby jej życie, gdyby stąd nie wyjechała? Gdyby już wtedy postawiła się bratu, pragnąc mieć swoje życie na własność? Ach, zawsze tego pragnęła. Jednak nigdy dotąd nie miała na tyle odwagi, by o to walczyć. Teraz jednak było inaczej.
Wymacała w kieszeni płaszcza różdżkę, sprawdzając czy tam jest. Opuściła dom tego potwora tak szybko, że nawet teraz nie potrafiła sobie przypomnieć, co właściwie spakowała do torby. Kilka ubrań, parę najpotrzebniejszych rzeczy. Czy coś jeszcze?
A czy potrzebowała czegoś z JEGO domu? Oczywiście, że nie.
Westchnęła. Vladimir nie będzie zadowolony. Na pewno domyśli się, jeśli już się tak nie stało, że przyjechała do Petersburga. Bo gdzie miałaby uciec? Niewiele znała osób, którym może zaufać na tyle, by prosić je o nocleg, tudzież o inną pomoc. Zresztą, nie jest głupi, wie, że nigdy nie przestała czuć czegoś specjalnego do Jadwigi. To już ponad sześć lat... Jak ten czas leci, co? Yelizavieta niewiele się zmieniła. Mówią, że dorosła, nabrała surowszych rysów na, bądź co bądź, dalej dziecinnej twarzyczce. Tylko... Nie czuła się dorosła. Dojrzalsza? Tak, zdecydowanie. Najbardziej widoczną zmianą w jej wyglądzie zapewne były włosy. Niegdyś długie, a niedawno skrócone tak mocno, że kosmyki nie sięgały nawet do jej smukłych ramion. Chciała je znowu zapuścić.
Powrót do góry Go down
avatar

Tak.

Petersburg, Rosja

23 lata

błękitna

neutralny

studentka kursu uzdrowicielskiego
http://petersburg.forum.st/t602-velika-aristova#1041 http://petersburg.forum.st/t635-velika-anastasia-aristova#1136 http://petersburg.forum.st/t621-veliszka http://petersburg.forum.st/t634-gridia#1818
PisanieRe: Latarnia morska   Pią 14 Kwi 2017, 00:37
Nieznajomy jej orzełek zapukał dzióbkiem do okna na poddaszu dzisiejszego ranka, kiedy mieszkanie Veliki powoli budziło się do życia. Powietrze zaczynał wypełniać zapach świeżej kawy i ciepłego pieczywa, które przed chwilą opuściło papierową torbę prosto z piekarni i znalazło się w koszyczku, na stole. Nie śpieszyła się z lekturą - spodziewała się, że to kolejne zaproszenie na ślub jednej z jej dalekich kuzynek ze strony matki. Nawet nie podejrzewała, że nadawcą może być osoba, która kilka lat temu doszczętnie zraniła jej ukochaną, starszą o rok kuzynkę. Skromną kartkę papieru położyła na stole, a orzełkowi wrzuciła do woreczka kilka rubli. Obdarzyła go również niewielkim ciasteczkiem, takim samym, jakie uwielbiał jej wysłużony już orzeł. Usiadła do stołu, trzymając w dłoniach gorącą filiżankę z kawą i ciepłego, maślanego croissanta. Nie były tak dobre jak te we Francji, ale nie zamierzała narzekać. Zawsze mogła poczekać do najbliższych świąt - wtedy jej babcia z pewnością przywiezie mnóstwo francuskich ciastek i rogalików, jak zawsze. W końcu mogli sobie na to pozwolić, prawda? Odłożyła filiżankę na spodeczek i zerknęła na zegarek. Miała jeszcze godzinę do wykładu na uniwersytecie, dlatego bez pośpiechu wzięła w dłoń ów list, który przyniósł jej ciemny orzełek. Odgryzła kolejny kawałek croissanta i niemal od razu tego pożałowała - zakrztusiła się i zadławiła gryzem ciasta, gdy tylko przeczytała pierwsze zdanie. Najpierw emocje się w niej zagotowały, później pobladła. Ze łzami w oczach, spowodowanymi zakrztuszeniem, odłożyła croissanta na talerzyk i zacisnęła palce obydwu rąk na świstku papieru. Pisała do niej Yelizavieta. Vieta, z którą przyjaźniła się przez tyle lat. Vieta, po uszy zakochana w jej najdroższej kuzynce - Jadzi. Vieta, która kilka lat temu opuściła Petersburg bez słowa, zostawiła Velikę, Jadzię i całe swoje życie towarzyskie. Velika nie potrafiła jej tego wybaczyć - nie odpisywała na żadne listy, nie odpowiadała nawet na korgorusze. A teraz prosiła o pomoc i spotkanie. Początkowo Velika zamierzała porwać kawałek pergaminu na strzępy i zapomnieć o sprawie, ale zaraz, w konsternacji, westchnęła i odrzuciła kartkę na stolik. Vieta nadal była droga jej sercu i nie potrafiła zostawić jej na pastwę losu. Maksimova prosiła o spotkanie na latarni morskiej. Aristova nie była tam od... lat. Odkąd w trójkę spędziły tam ostatni wieczór, gdy Vieta kończyła naukę w Koldovstoretz i należało to należycie uczcić, nie poszła tam ani razu. Velika zaczęła krążyć między oknem a drzwiami, zastanawiając się, co robić - iść na wykład czy zlekceważyć profesora i pomóc dawnej przyjaciółce? Przyjaciółce, która odcięła się od świata i nie dawała znaku życia, dopóki nie zaczęła potrzebować pomocy? Nie potrzebowała wiele czasu na decyzję.
Teleportowała się prosto na szczyt latarni morskiej, prawie stykając się ramionami z zziajaną Vietą, która stała oparta o barierkę, z walizką u boku. Wtargała ją tutaj na górę, po tych wszystkich schodach? Dlaczego? Swoją drogą - Vieta nie musiała długo czekać na przybycie przyjaciółki. Velika zaczęła przyglądać się w milczeniu Maksimovej. Ścięła swoje długie włosy, tą blond grzywę, która niegdyś była jej wielkim atutem. Wyglądała na bardziej zmęczoną niż kiedyś. Na zmarnowaną. Velika otworzyła usta, jakby w końcu chciała wydobyć z siebie jakieś przywitanie, ale zamarła, gdy spojrzała w dół. Nie chodziło o stare, zardzewiałe już barierki, ani o spienione fale i piaszczystą plażę majaczącą w dole. Nie chodziło o prażące słońce ani jego promyki odbijające się w morzu.
- Och - wydobyła z siebie krótko Velika Aristova, patrząc na swoje puchate, białe kapcie z króliczymi uszami.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

25 lat

czysta

neutralny

zielarka / malarka
http://petersburg.forum.st/t738-yelizavieta-maksimova http://petersburg.forum.st/t743-yelizavieta-maksimova#1684 http://petersburg.forum.st/t744-vietka http://petersburg.forum.st/t767-orelek-w-okno-ci-walnie#1821
PisanieRe: Latarnia morska   Pią 14 Kwi 2017, 17:37
Wyglądała na zmarnowaną? W sumie gdy się ją znało dłuższy czas tuż przed tym wszystkim, co przeszła... To rzeczywiście można było zaobserwować nie tylko zmianę "z wierzchu", spowodowaną upływem czasu, ale również te wewnętrzne przemiany, które nie dla wszystkich były widoczne gołym okiem. Mając zaledwie dwadzieścia pięć lat już miało się wrażenie, że patrzy się na styraną życiem matkę pięciorga maluchów, usługującą oczywiście mężowi w międzyczasie. Jednak Viecie było daleko do takiej pani domu. Teraz nie było tego widać, bo opatulał ją szczelnie lekki płaszcz, ale była wychudzona. Nie, nie znęcano się nad nią aż tak bardzo, to raczej wynikało z choroby, która prócz dobrego humoru, odbierała także apetyt. Nie mówiąc już o licznych bliznach na chudym ciele, których, na szczęście, nie było widać pod stosownym ubraniem.
Teleportacja? Nie pomyślała o tym. Ba, zawsze miała przed tym pewne obawy, a teraz jeszcze większe - dwa metry dalej, a Velika mogłaby skończyć niezbyt przyjemnie. Właśnie, Veliszka! Jej droga przyjaciółka, która przybyła na umówione miejsce, choć nie musiała tego robić. Mogła zapomnieć - założyć, że Vieta przestała istnieć sześc lat temu. A jednak zdecydowała się spotkać z dawną przyjaciółką. Być może tylko po to, by dowiedzieć się, dlaczego odeszła. Teraz wszystko zależy od Yelizaviety, która uświadomiwszy to sobie, zadrżała z przerażenia. W końcu prócz Jadzi, Veliki i być może paru innych osób, dosłownie paru, nie miała nikogo na tym marnym świecie, na kim mogłaby jakkolwiek polegać. W rodzinie nie miała żadnego wsparcia, nawet gorzej - widzieli w niej jedynie zysk, a nie dziecko, czy siostrę. Tym bardziej cała jej nadzieja kręciła się teraz wokół Aristovy.
Proszę, pomóż mi.
I ona otworzyła swoje blade usteczka, by coś powiedzieć, choć tak naprawdę nie wiedziała, jak mogłaby to zacząć. Zmarszczyła jednak brwi i podążyła spojrzeniem za wzrokiem Veliki, nie rozumiejąc, co się stało. I zaraz wszystko było jasne i... puchate. Na bladą twarzyczkę Vietki wypłynął mimowolnie delikatny, sentymentalny uśmiech. Nic się ta dziewczyna nie zmieniła.
- Przepraszam, że tak nagle poprosiłam Cię o spotkanie - tu znaczące chrząknięcie nawiązujące do kapcioszków - I przepraszam, że wcześniej nie dawałam znaku życia... - dodała już mniej pewnym siebie głosem. Cały ten czasu wzrok wbity miała w królicze uszy, tracąc nagle całą swoją odwagę, przez co nie mogła dziewczynie spojrzeć prosto w oczy.
- Nie mogłam... - wyszeptała po niedługiej chwili - Nie mogłam już tam dłużej zostać - podniosła w końcu wzrok na Velikę. Jej oczy... Pełno w nich było bólu, smutku i żalu. I ta nieprzyjemna rezygnacja, która nawiedzała ją niezliczoną ilość razy przez ostatnie sześć lat. W tej chwili nie była już niczego pewna. Nawet swojej ucieczki. Tak bardzo bała się tego, że zostanie całkiem sama, aż nie mogła powiedzieć nic więcej. Zagryzła mocno dolną wargę, bo poczuła piekące łzy pod powiekami, które jednak starała się przełknąć. Jak mogła sobie pomyśleć, że może być silna? Jest słaba, słabsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Powrót do góry Go down
avatar

Tak.

Petersburg, Rosja

23 lata

błękitna

neutralny

studentka kursu uzdrowicielskiego
http://petersburg.forum.st/t602-velika-aristova#1041 http://petersburg.forum.st/t635-velika-anastasia-aristova#1136 http://petersburg.forum.st/t621-veliszka http://petersburg.forum.st/t634-gridia#1818
PisanieRe: Latarnia morska   Sob 15 Kwi 2017, 13:33
Nie zmieniła się wiele przez te lata. Velika nadal była nieodpowiedzialną, dumną kobietką, o niespełnionych aspiracjach, mającą wielkie problemy z podjęciem najprostszej decyzji. Właśnie dlatego nie rozmyślała nad różnymi aspektami, nie rozpatrywała żadnych za lub przeciw. Najpierw robiła, a później myślała, tak jak przed chwilą. Nie zastanawiała się długo, ponieważ wiedziała, że im dłużej będzie myśleć, tym dalej myśli odwiodą ją od celu, jakiegokolwiek. Postanowiła wyciągnąć pomocną dłoń w kierunku dawnej przyjaciółki, okazać serce, pokazać jej, jak wiele straciła. Teleportowała się, niemalże idealnie, na szczyt latarni morskiej, jakby przeczuwała, że tuż obok siebie znajdzie Yelizavietę, której... wpadnie w objęcia, uściska i ucałuje policzki? Nie. Nie mogła tego zrobić, w imię solidarności z Jadzią. Na pewno nie usiłowała zmieszać jej z błotem, mimo że to  przecież Vieta zostawiła je bez słowa i, nie oszukujmy się, należało się jej. Z drugiej strony paliła ją ciekawość. Chciała wiedzieć, jak Maksimova spędziła ostatnie lata, co robiła, jak się czuła, a przede wszystkim - dlaczego je zostawiła? Czyżby znaczyły dla niej mniej niż myślały? Wpatrywała się w nią w milczeniu, ponieważ gdy tylko przyjrzała się dokładniej dziewczynie, jej wcześniejsze plany... przestały mieć znaczenie. Słuchała słów Viety, sama nie potrafiła wykrztusić chociażby jednego. Zaczęła od przeprosin. Raczej nie miała innego wyjścia, to było adekwatne zachowanie do tej sytuacji. Następnie wyszeptała kilka kolejnych słów, które brzmiały jak wstęp do zagadki. Velika spuściła głowę, a cała jej pewność siebie i buta zniknęła. Nie domyślała się, co spotkało ich przyjaciółkę, a może - nie chciała się domyślać? Odezwał się w niej cichy egoizm, usiłowała zacisnąć palce na barierce i utkwić wzrok w spienionych falach, które wyglądały na wolne, które mogły mieszać się ze sobą nawzajem bez żadnych skrupułów, które nie miały żadnych życiowych problemów. Niecodziennie traciło się wieloletnią przyjaciółkę, niecodziennie zapomniana przyjaciółka prosiła o pomoc. Jakby przyciągana pradawną siłą, Velika uniosła głowę i zerknęła prosto w smutne, zrozpaczone oczy Viety. Potrzebowała pomocy. Czy mogła jej odmówić? Oczywiście, że mogła - tak samo jak wcześniej Vieta odmówiła im informacji, gdzie przebywa, jak się miewa. Jednak Aristova nie potrafiła. Nie potrafiła zignorować wołania o pomoc.
- Czego potrzebujesz? - spytała w końcu, utkwiwszy wzrok w swoich króliczych bamboszkach. Zabrzmiała trochę chłodno, może trochę zbyt chłodno, ale jednocześnie niepewnie. Niestety, nie potrafiła znaleźć lepszych, odpowiednich słów. Głos uwiązł jej w gardle, dlatego zacisnęła tylko swoje drobne paluszki na jeszcze drobniejszej dłoni Yelizaviety. To miało wystarczyć jej za odpowiedź - jestem z tobą, będę cię wspierać. W uszach Veliki rozbrzmiewał już tylko szum fal i śpiew mew. Słońce dopiero wschodziło nad horyzont, wiatr mierzwił ich włosy i skutecznie osuszał piwne oczęta Veliki, które nieco się przez ten czas zamgliły.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

25 lat

czysta

neutralny

zielarka / malarka
http://petersburg.forum.st/t738-yelizavieta-maksimova http://petersburg.forum.st/t743-yelizavieta-maksimova#1684 http://petersburg.forum.st/t744-vietka http://petersburg.forum.st/t767-orelek-w-okno-ci-walnie#1821
PisanieRe: Latarnia morska   Nie 16 Kwi 2017, 14:20
Na ten krótki moment, gdy przestała w końcu mówić, jej serce kompletnie zamarło. To była jej ostatnia deska ratunku. No, prócz Jadzi. Jednak na to spotkanie naprawdę nie była jeszcze gotowa. A gdy wytłumaczy wszystko Veliszce, może nabierze także większej pewności siebie. Wiedziała, że źle zrobiła, ulegając bratu, poddając się, ale wtedy kompletnie o tym nie myślała, chcąc je przed nim chronić. Bogowie na dole i na górze tylko wiedzą, do czego jeszcze byłby zdolny Vladimir. Wolała poświęcić dla nich własne dobro niż się o tym przekonywać.
Drgnęła nieznacznie, szczerze zaskoczona drobnym gestem Veliki. Co jak co, ale to nieme wybaczenie, a raczej oznaka, że Vieta nie jest tak całkiem sama, poruszyło jej male serduszko. Po raz pierwszy od sześciu lat poczuła ciepło. I dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo jej tego w życiu brakowało. Ze strony dawnej przyjaciółki nawet nie liczyła na więcej. Może z czasem...
- Ja... Nie miałabyś może wolnej kanapy na kilka nocy? Nie mam się gdzie zatrzymać... Dom po rodzicach został już dawno sprzedany, a pieniędzy nie starczy mi teraz na wynajem niczego - mruknęła cicho, wstydząc się nieco swej prośby.
Drobną dłonią ujęła dłoń Aristov, po chwili robiąc to obiema łapkami. Otworzyła usteczka, jakby coś chciała jeszcze powiedzieć, ale zamknęła je ze smutkiem. Nie wiedziała, od czego miała zacząć. Chciała powiedzieć jej o wszystkim, by choć odrobinę zrozumiała jej położenie dzisiejsze, jak i te sprzed sześciu lat. Ale jak miała to zrobić? Wspomnienia wypaliły się nie tylko na jej umyśle, ale również na delikatnej skórze. Niegdyś tak czystej i nieskazitelnej, dziś wstyd było pokazać się komuś w stroju kąpielowym, czy w bieliźnie. Mówienie o tym nie było łatwe, ale teraz musiała to przełknąć i znaleźć w sobie odrobinę siły.
- Nigdy nie chciałam stąd wyjeżdżać, wiesz? - zaczęła cicho, na moment zatrzymując spojrzenie na przyjaciółce, by zaraz potem odwrócić nieco głowę i zapatrzeć się na morskie fale - Ale musiałam wyjechać. Vladimir... Nie wiem, jakim cudem dowiedział się o mnie i o Jadzi. Wpadł w szał... Chciał to zakończyć na swój sposób, czystą siłą. Chciał skrzywdzić was obie, wiec po prostu musiałam... Nie miałam innego wyjścia, jak tylko wyjechać razem z nim. Dla was. - głos jej drżał, gdy o tym mówiła. Wschodzące słońce coraz mocniej grzało jej lica, dodając im zdrowszej barwy.
- Wiem, że źle zrobiłam. Byłam głupia, ale proszę, pozwól mi to naprawić. Jesteś dla mnie ważna tak samo, jak wtedy. A Jadzia... Na bogów, nigdy nie przestałam jej kochać, rozumiesz? Przez te wszystkie lata nie było ani jednego dnia, bym o niej nie pomyślała. To chyba ten typ miłości, którego nie da się w żaden sposób wyleczyć - uśmiechnęła się smutno i żałośnie, głos już jej się załamywał. Pragnęła odzyskać to, co utraciła te sześć lat temu. Ale czy będzie jej to kiedykolwiek dane? Wyrządzonej krzywdy nie da się ot tak zapomnieć. Jednakże, można ją złagodzić, prawda?
- Chciałąbym zapomnieć o tym, co działo się przez ten czas. Zwłaszcza przez trzy ostatnie lata. - przymknęła powieki, mówiąc już tak cicho, jakby opuściły ją wszelkie siły. - Vladimir potraktował mnie jak przedmiot, który można sprezentować przyjacielowi. Byłam dla tego potwora zabawką, którą może się bawić jak chce i pokazywać znajomym - spuściła wzrok, odsuwając się od Veliszki. Oparła się o kamienny murek, mimowolnie spoglądając w dół. Jak wiele razy marzyła o zakończeniu swojego żywota? Nie potrafiła już tego zliczyć.
Powrót do góry Go down
avatar

Tak.

Petersburg, Rosja

23 lata

błękitna

neutralny

studentka kursu uzdrowicielskiego
http://petersburg.forum.st/t602-velika-aristova#1041 http://petersburg.forum.st/t635-velika-anastasia-aristova#1136 http://petersburg.forum.st/t621-veliszka http://petersburg.forum.st/t634-gridia#1818
PisanieRe: Latarnia morska   Pon 17 Kwi 2017, 14:50
Słońce zaczynało wschodzić nad horyzont, wysoko ponad linię morza, zostawiając w wodzie jasne, promienne refleksy. Velika mimowolnie zerknęła w jego stronę, mrużąc oczy. Od razu wzrok zaczął płatać jej figle, a jasna, niemal biała kula światła sprawiła, że zaczęła widzieć małe, irytujące, kolorowe plamki. Spuściła głowę, pozwalając, aby jasny warkocz opadł jej na jedno ramię. Nawet gdy zamknęła oczy, miała przed oczami denerwującą, nienaturalną feerię kolorów. Postąpiła dość lekkomyślnie, tak samo jak kiedyś, gdy każde jej działanie było nieprzemyślane, na dodatek często odznaczało się głupotą. Zachowywała się jak rusałka, którą zresztą nie była. Wodziła innych na manowce, nie miała problemów z okazywaniem swojej złości, często zmieniała zdanie. Może wieloletnie towarzystwo Viety tak na nią wpłynęło? W końcu to Maksimova miała w sobie krew rusałek, to ona mydliła innym oczy. Ciekawe czy teraz jej talent osłabł, czy próbowała na Velice swoich sztuczek? Aristova była odporna na niewielkie perswazje - w końcu nie bez powodu pobierała nauki oklumencji u swojego wuja, ale czy mogła sprzeciwić się życzeniom rusałki? Zresztą, Vieta nie wyglądała, jakby planowała podstęp, chociaż jej powrót w rodzinne strony po tylu latach nadal był dość... niespodziewany.
Zastukała paznokciami w barierkę, troszeczkę niecierpliwie, nieadekwatnie do sytuacji. Zawsze tak robiła, gdy głęboko się nad czymś zastanawiała - niby prośba Viety nie była niczym niecodziennym, w końcu przez jej mieszkanie przewinęło się już wiele lokatorek. Jednak miała poważne obiekcje przed przystaniem na prośbę dawnej przyjaciółki. W końcu nie widziały się tyle lat - co jeśli Vieta została światowej sławy złodziejką albo morderczynią? Ostatecznie machnęła ręką, wzdychając ciężko.
Raz kozie śmierć.
- Myślę, że znajdę u siebie trochę miejsca - przytaknęła, kiwając powoli głową. Dała Vietce jeszcze jedną szansę. Nie chciała, żeby tyle lat znajomości poszło na marne. W końcu kiedyś tak wiele dla siebie znaczyły, może uda im się jeszcze odbudować i naprawić więź, jaka je łączyła? Jednocześnie postawiła sobie ultimatum. Jeśli Vieta zniknie ponownie... wymaże ją ze swojego życia, bezpowrotnie. Nie potrzebowała przyjaciółki, która pojawiała się, gdy czegoś potrzebowała, a następnie znikała. I tak w kółko. Naprawdę chciała dać Viecie czystą kartę, w końcu minęło tyle lat, ale nadal majaczyły jej w pamięci godziny spędzone nad pisaniem listów, czas poświęcony na codzienne zachodzenie na pocztę, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie otrzymała odpowiedzi. Nigdy nie otrzymała odpowiedzi.  
- Vieta - zaczęła Velika, w końcu przenosząc wzrok na dziewczynę. Ścisnęła mocno jej palce, przygryzła wargę. - Nikt nie jest w stanie nas skrzywdzić. Ciebie, mnie, Jadzi. Nikt. Jak tylko Vladimir coś nam zrobi, Starszyzna odpowiednio go ukarze. Jak mogłaś na to nie wpaść? - spytała, zaczynając kreślić ósemki na jej nadgarstku. Zupełnie jakby nie dowierzała, że Vieta stoi obok niej, cała i zdrowa.
Z drugiej strony rozumiała Maksimovą. Prawdopodobnie postąpiłaby tak samo jak ona, ale nie byłaby sobą, gdyby nie powiedziała tych kilku gorzkich słów.
- Dlaczego nie odpisywałaś na listy? Dlaczego nie dałaś mi znać, chociażby za pomocą korgorusza, że musisz wyjechać? Jesteś czarownicą. Rusałką. Mogłaś zmienić się, no nie wiem, w kota i nabazgrać pazurem na kartce papieru, że jesteś w niebezpieczeństwie. Vieta, wyglądasz koszmarnie, co on ci zrobił? Dlaczego jesteś taka głupia? - mówiła Velika bez ładu i składu, tym razem już nie wytrzymując. Przesunęła walizkę przyjaciółki i objęła ją mocno. Zniknęły wszelkie uprzedzenia, przestała dbać o pozory. Kochała Vietę, jako przyjaciółkę, i nie chciała, aby działa jej się krzywda. Planowała schować Maksimovą w szafie, aby nigdy przenigdy nikt jej nie porwał ponownie i nie zmuszał do bycia ozdobą. - Niech Vladimir nie pokazuje mi się na oczy, bo go otruję. Obiecuję, zdobędę smoczą miksturę, choćbym miała przypłacić to życiem. Tęskniłam za tobą, głupia kwoko! - rzuciła znowu Velika, ściskając mocno rusałkę. Zaraz potem zastygła. Co przed chwilą powiedziała Vieta? Na bogów, nigdy nie przestałam jej kochać, rozumiesz? Nie przestała kochać Jadzi. Velika wiedziała o ich wielkiej miłości, ba, nawet urządzała im prywatne schadzki, była ich przykrywką. Ale teraz... - Vieta... Muszę ci coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego - Velika odsunęła przyjaciółkę na długość ramienia i zerknęła jej prosto w oczy. - Jadzia ma narzeczonego - wyrzuciła z siebie szybko, z bólem wypisanym w oczach. Zamilkła teraz, nie bardzo wiedząc, co powinna zrobić. Przytulić Vietę, zabrać ją do mieszkania, aby nie stały na szczycie latarni morskiej jak te dwie... samotne mewy?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

25 lat

czysta

neutralny

zielarka / malarka
http://petersburg.forum.st/t738-yelizavieta-maksimova http://petersburg.forum.st/t743-yelizavieta-maksimova#1684 http://petersburg.forum.st/t744-vietka http://petersburg.forum.st/t767-orelek-w-okno-ci-walnie#1821
PisanieRe: Latarnia morska   Sro 19 Kwi 2017, 23:32
Gdyby kiedykolwiek miała użyć swych specjalnych, rusałkowych zdolności na Vieliszce, albo Jadzi - musiałaby przestać nazywać ich przyjaciółką. Nigdy, przenigdy nie ośmieliłaby się wykorzystać tego przeciwko dwóm najbliższym sobie osobom. Wolałaby umrzeć, niż je w ten, czy inny sposób, zdradzić. Ileż to razy lękała się samej siebie, nawet przy Aristovej i jej kuzynce, myśląc, że jej moce mogą się wymknąć spod kontroli i, ot tak, zadziałać? Poza tym, Vietka i podstęp? Dobre sobie! Prędzej sama by w niego wpadła, niż nabrałaby w cokolwiek kogokolwiek innego, haha!
Poczuła swoistą ulgę na wieść, że nie będzie musiała szukać noclegu gdzie indziej, ba, przewidywała nawet spanie pod gołym niebem, tudzież gdzieś pod mostem na wypadek złej pogody w nocy. To byłby dopiero niecodzienny widok - drobna, porcelanowa wręcz panienka, śpiąca smacznie na jakimś kartonie, ewentualnie hamak by sobie jakiś zrobiła, bo to takie podatne na przeziębienie jest, że aż strach pozwolić jej w deszczu tańczyć. Ale mniejsza!
Veliszka miała świętą rację. Vietka o tym wiedziała, a mimo to pokręciła powoli głową.
- Znalazłby sposób. Nie jest tak głupi, by dać się łatwo złapać... - wymruczała w swojej obronie. Wierzyła w to. Vladimir to nie tępy idiota, jest diablo inteligentny i przebiegły. No i miał mnóstwo znajomości, wśród czarodziejów, jak i mugoli - a ci drudzy zrobiliby bardzo wiele, by spełnić jego wolę. Nikt by go nie podejrzewał, a to, że tylko jedna osóbka wiedziała o związku Jadzi i Viety, działało na jego korzyść. Najgorszym było to, że właśnie Velika o tym wiedziała, więc i ją spotkałoby coś złego. Poza tym, Yelizavieta od maleńkości traktowana była w ten sposób - jak ładny przedmiot, dzięki któremu można sobie zapewnić bogactwo. Dlatego też była mocno podatna na wpływ rodziny. Tak, była. Teraz zamierzała to zmienić.
- Z początku próbowałam, ale z czasem... Chyba w połowie umarłam, nie mogąc zrobić nic, co by ten stan naprawić - załkała cicho, rozklejając się. Pozwoliła pojedynczym łzom spłynąć po bardzo bladych policzkach. Tak, była głupia, zgadzała się z tym aż za bardzo! Może gdyby tylko wyjawiła im wtedy, jak bardzo lęka się tego, co może się stać... Co Vladzimir mógłby im zrobić i jak bardzo męczy się sama ze sobą, w domu czując się jak w przeklętej klatce... Może potoczyłoby się to inaczej?
Wtuliła się w Aristovę, jej kochaną Veliszkę, która doprawdy miała zbyt dobre serduszko dla swej dawnej przyjaciółki. Nie zawiedzie jej, Maksimova skorzysta z danej jej szansy, bo już zmądrzała. I nie miała więcej zamiaru wracać do strachu.
- Też za Tobą tęskniłam... - mruknęła z delikatnym uśmiechem przez łzy. Już się cieszyła, że odzyskała przyjaciółkę. To pierwszy promyk słońca tego dnia! Przysłowiowy w sensie. Jednak wyczuła zaraz, że coś jest nie tak. Brewki zmarszczyła i spojrzała w oczęta Veliszki z tą swoją niewinną, zaskoczoną mordką. I nagle poczuła, jak świat jej się zawalił. Jadzia ma... narzeczonego? Musiała się przytrzymać barierki, by nie opaść na kolana, które nagle przestały funkcjonować. Brała taką możliwość pod uwagę, więc dlaczego nie może teraz wziąć głębszego wdechu? W kompletnym szoku wpatrywała się w Veliszkę z takim bólem i smutkiem wypisanym w oczach, że aż można było pomyśleć, iż jej serce właśnie popełniło sudoku seppuku. Powrót do Petersburga wydał jej się teraz tak bezsensowny, jak wyrwanie się z domowych kajdanów. Po cóż więc wróciła?
Po chwili szok osłabł na tyle, że zwyczajnie przytuliła się do Veliszki, łkając cicho i mamrocząc niezrozumiałe słowa.
Powrót do góry Go down
avatar

Tak.

Petersburg, Rosja

23 lata

błękitna

neutralny

studentka kursu uzdrowicielskiego
http://petersburg.forum.st/t602-velika-aristova#1041 http://petersburg.forum.st/t635-velika-anastasia-aristova#1136 http://petersburg.forum.st/t621-veliszka http://petersburg.forum.st/t634-gridia#1818
PisanieRe: Latarnia morska   Nie 23 Kwi 2017, 14:38
Pytanie nie brzmiało - czy Vietka dałaby radę użyć swoich zdolności na przyjaciółkach, ponieważ gdyby wyzbyła się wszelkich wyrzutów sumienia i uprzedzeń, na pewno dałaby radę. Dla chcącego nic trudnego, jak to mawiał dziadek Nikolai. W każdym razie, pytanie brzmiało - czy Velika i Jadzia zdołałyby zaufać jej na tyle, aby nie mieć się na baczności w obecności Maksimovej i zachowywać się swobodnie? Wiele lat temu, gdy Vietka dołączyła do towarzystwa Aristovej i Wrońskiej, jeszcze w szkole, stworzyły nieduże miejsce dla wysokiej blondynki, która bardzo prędko wcisnęła się do ich kręgu i wspólnie wyglądały tak, jakby spędziły razem całe dzieciństwo. Co prawda rodzice zarówno Jadzi jak i Veliki mieli pewne obiekcje przed wpuszczaniem Vietki do domu, na dodatek rusałki, ale z biegiem lat - przyzwyczaili się. Co nie zmieniło faktu, że nie wyglądali na szczególnie smutnych, gdy Vieta zniknęła. Przez pewien czas Velika myślała, że Starszyzna maczała w tym palce, ale po wielokrotnych zapewnieniach matki, że nic takiego nie miało miejsca... Poddała się. Poddała się jak najsłabsza jednostka, zaprzestała poszukiwań, protestów, odwiedzin jej starego miejsca zamieszkania. Na próżno czekała na orła, który pod osłoną zapukałby w jej okienko. Orzeł przyleciał w momencie, w którym najmniej się go spodziewała - dzisiaj rano.
- Zawsze mnie irytował. Widział tylko cenę moich sukienek i butów - rzuciła pod nosem Velika z grobową miną, jakby chciała pocieszyć przyjaciółkę. Nie znała Vladimira zbyt dobrze. Wiedziała tylko, że jest starszym bratem Vietki, która... cóż, w większości przypadków mu się podporządkowywała. Zdawała sobie sprawę z tego, że jest bardzo łasy na duże ilości rubli, ale żeby do zdobycia ich wykorzystać swoją siostrę? Własną, rodzoną siostrę, którą potraktował jak towar przetargowy, jak prezent, za pomocą którego mógł wkupić się w jakiś ważny w świecie czarodziejów ród? Potraktował ją jak rzecz. Velika nie potrafiła znaleźć adekwatnych do tej sytuacji słów; rozumiała strach Vietki i jednocześnie podziwiała jej determinację, ponieważ w końcu zdołała opuścić brata i jego żelazne zasady. Jednak w jej serduszku pojawił się również strach - co zrobi Vladimir Viecie, gdy już odkryje jej miejsce pobytu? Co się stanie, gdy tu przyjedzie i każe jej wracać do domu? Objęła trochę mocniej Maksimovą, kurczowo wbijając jej palce w ramiona. Była silna, to fakt - jednak nawet ona okazywała czasem słabość. Każdy człowiek miał prawo do starannego uporządkowania swoich myśli, podjęcia właściwej decyzji, a przedtem nawet do chwili paniki.
- Może znowu musisz iść do Koldovstoretz, skoro wszystkiego zapomniałaś - załkała Velika, pół żartem, pół serio, przełykając łzy. Rozpłakała się - czułe wyznanie przyjaciółki i przemijający już szok sprawiły, że dopiero do niej dotarła cała powaga sytuacji. Widziała Vietę po raz pierwszy od kilku lat, a pierwszym, o czym pomyślała, było czy Yelizavieta nie stała się zbrodniarką i złodziejką? Zachowała się okropnie. Jak mogła tak w ogóle pomyśleć! W końcu Vieta opuściła je nie dla swojego kaprysu, tylko dla ich bezpieczeństwa. To było bardzo dobroduszne z jej strony, co nie zmieniało faktu, że zadra w serduszku Veliszki nadal tkwiła. Zadra, symbolizująca zdradę i samotność po odejściu Vietki. Nie powiedziała im niczego, jakby nic dla niej nie znaczyły.
- Ciii, ciii, już dobrze - mruczała delikatnie pod nosem Velika, mimo że na jej policzkach nadal znajdowały się jasne krople łez. - Jadzia na pewno nie kocha tego okropnego Anglika. Dasz wiarę? Zaręczyli ją z Anglikiem! Ma okropny akcent i ciągle się myli, pisząc cyrylicą. Jak jakiś niedouk. Vietko, nie płacz. Jesteś o stokroć lepsza od niego. Od niego, od Vladimira, ode mnie! Jestem pewna, że Jadzia nadal kocha tylko ciebie. Poinformowałaś ją, że przyjechałaś do Petersburga? - spytała w końcu Velika, już całkiem normalnym tonem, jakby pytała przyjaciółkę o pogodę.
Nic się nie zmieniła. Nadal jej nastrój zmieniał się o sto osiemdziesiąt stopni z chwili na chwilę - i jak miała zostać uzdrowicielką, kiedy była tak niestała emocjonalnie i miała problem z zachowaniem powagi?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Latarnia morska   
Powrót do góry Go down
 
Latarnia morska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: