Навигация

Statek turystyczny „Ładar”
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Statek turystyczny „Ładar”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieStatek turystyczny „Ładar”   Sob 04 Lut 2017, 14:48
Statek turystyczny „Ładar”

Jeden z niewielu statków turystycznych opływających wyspę Kronsztadt i okolice Zatoki Fińskiej. Jest cały biały, z monumentalną figurą niedźwiedzia  – który jednocześnie uchodzi za symbol Rosji – na dziobie oraz odciskami łap wzdłuż burt. W przeciwieństwie do mniejszych transportów wodnych łączących wyspę z centrum miasta, ten opływa ją najdłuższą trasą, aby turyści mogli nacieszyć się zapierającymi dech w piersiach widokami. Dla jego użytkowników są dwa piętra; pierwsze piętro ze skromną restauracją i toaletami oraz drugie – z drewnianymi ławkami i stolikami, a także płatnymi lornetkami. Nazwa tego statku wzięła się od jednego z bardziej znanych wilków morskich z początku XX wieku w magicznym świecie o pseudonimie Ładar.  

Powrót do góry Go down
avatar

Wielkie Tyrnowo, Bułgaria

27 lat

¾

za Raskolnikami

człowiek renesansu, nadworny lowelas, laureat orderu męczydupy miesiąca
http://petersburg.forum.st/t1997-andrei-asen#10787 http://petersburg.forum.st/t2009-andrei-asen#10805 http://petersburg.forum.st/t2010-andrei#10807 http://petersburg.forum.st/t2011-peso#10808
PisanieRe: Statek turystyczny „Ładar”   Czw 27 Wrz 2018, 10:49
3 VII 1999

Czyjeś wakacje dla Andreia od dawna były już pracą, tam, gdzie ktoś odpoczywał Asen zarabiał - cóż, a przynajmniej się starał, zachowując się przy tym jak najbardziej godnie. W wersji prezentowanej w Petersburgu, ale też wcześniej, w każdym mieście, które nie leżało w obrębie granic bułgarskich, był dzieckiem ulicy i jako taki był obeznany z, na przykład, wyfrunięciem przez tylne wyjście z lokalu, w którym pozwolił sobie na zbyt wiele - czasem jednak po prosu opłacało się ograniczyć wybryki. Z czegoś należało przecież żyć, a Andrei, przy całej swej swawolności, preferował jednak nie być utrzymankiem - nawet, jeśli było to osiągalne. A było, drodzy państwo, niejednokrotnie było. Asen wolał jednak mieć własny grosz. Swój - nie bogatej panny i, tym bardziej, nie własnej rodziny, do której średnio przecież, swoim własnym zdaniem, pasował. Potrzeba zarobku była zresztą silna tym bardziej, że musiał wreszcie gdzieś osiąść. Nie na swoim - do tego go nie ciągnęło - ale w miejscu, którego za tydzień nie zmieni, ani z którego nie zostanie wyrzucony. Nawet on musiał kiedyś dojść do wniosku, że tułał się wystarczająco długo i że przydałby się jakiś kąt, który choćby częściowo mógłby nazwać własnym. Andrei nie był sentymentalny, mimo tego już od kilku miesięcy czuł potrzebę. Potrzebę względnie własnego łóżka i ewentualnego spokoju, gdyby akurat tego właśnie potrzebował. Był włóczęgą, zmiany mieszkań i pokojów generalnie mu nie przeszkadzały, ale chyba już dosyć.
Teraz znalazł takie miejsce. Miejsce, w którym, wydawało się, mógłby zostać na trochę dłużej. Raz przypadkiem trafił do Cmętarni - naprawdę specyficznego lokalu, w którym odnalazł się jak nigdzie indziej - i podobnym przypadkiem okazało się, że nad knajpą jest mieszkanie, a w nim pokój, który mógłby wynająć. Dziewczyna, którą wziął za kelnerkę i próbował potraktować tak, jak zazwyczaj je traktuje - wiecie, o co chodzi - okazała się być właścicielką. Dziwną, umówmy się, bo zamiast go wypieprzyć na zbity pysk, to pogadała. I w zasadzie wyszło tak, że wziął ten pokój, machnąwszy ręką na ewidentny minus w postaci mieszkania z właścicielką pod jednym dachem.
I teraz musiał zarabiać jeszcze bardziej, niż przedtem. Wprawdzie Carla - jaśnie panująca w Cmętarni - dopuszczała możliwość odpracowywania należności (choć na pytanie, czy może również w naturze został, bezczelnie, naprawdę bezczelnie wyśmiany), mimo tego Andrei wolał mieć gotówkę i płacić gotówką. Nie przekreślał możliwości stanięcia za barem czy, powiedzmy, pomocy w inwentaryzowaniu zasobów lokalu, ale wszyscy wiemy, że pieniądz to jednak pieniądz. Z nim jest po prostu lepiej.
W efekcie Asen zaczął znowu pojawiać się na ulicach, częściej niż ostatnio i, co szczególnie zaskakujące, nie w celu wyrywania dup. Zaczął się pojawiać, by robić to, co potrafił całkiem dobrze - zabawiać ludzi. Ogień, iluzje, taniec - potrafił się z tego wyżywić, zakładając, że akurat mu się chciało. A teraz zaczęło mu się chcieć trochę bardziej.
To dlatego pojawił się też na pokładzie Ładara - i dlatego też pojawił się w towarzystwie. Gdy pojawiła się możliwość całodniowej imprezy wśród turystów, Andrei był bardziej niż świadom, że nie tylko nie może jej przepuścić, ale że powinien wkręcić też kogoś jeszcze. Bardzo konkretnego kogoś - jasnym było, że jako pierwsza nasunęła mu się Vasilja. To było bardziej niż oczywiste, że musiał o niej pomyśleć.
Choć więc impreza tak naprawdę przez większość dnia wcale dla nich nią nie była - oni musieli, nazwijmy to wprost, zapieprzać, zależnie od zachcianek kapitana statku i bawiących się turystów tyleż samo wywijać ogniem, co tworzyć tymczasowe, barwne malunki na nieskazitelnie gładkich skórach urlopowiczów - teraz, późnym wieczorem, i im miało skapnąć coś z pańskiego stołu. Taka była dobra wola kapitana, uwierzycie? Poza zapłatą - sakiewka z należnością spoczywała już bezpiecznie w kieszeni Andreia, do późniejszego podziału, podobnie jak druga z napiwkami - zapewnił im wyżywienie i alkohol. Słowem - wszystko, co przysługiwało turystom - dużej, zorganizowanej zagranicznej wycieczce, która postanowiła bawić się bardziej niż świetnie. Ani Asen, ani Vasilja do tej śmietanki towarzyskiej nie należeli, ale spłynęła na nich łaska w postaci odrobiny luksusu.
I świetnie. Ostatecznie narobili się dzisiaj i na to zapracowali, nie?
- Wyszło zaskakująco dobrze - stwierdził więc teraz jak gdyby nigdy nic Andrei, siadając na samym brzegu pokładu i wywieszając nogi za burtę przez szpary w otaczającej pokład barierce. Upił łyk - niespieszny, ten pierwszy, podczas którego jeszcze się delektował - bliżej nieokreślonego, wybranego w barze na chybił trafił alkoholu i odetchnął cicho, rozprostowując obolała i zmarznięte nieco plecy. Pół dnia paradował bez koszulki - wiecie, wymogi efektywności i indukowania odpowiedniej porcji westchnięć, skutkującej potem wysokimi napiwkami - teraz jednak z ulgą ponownie narzucił na siebie t-shirt i bluzę. Może i był lipiec, ale to nadal była Rosja. Jeśli dołożyć do tego przebywanie na wodzie, nie powinno dziwić, że Asen najzwyczajniej w świecie zmarzł.
Powrót do góry Go down
 
Statek turystyczny „Ładar”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: