Навигация

Zwierzyniec
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Zwierzyniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieZwierzyniec   Sob 04 Lut 2017, 14:52
Zwierzyniec

Gdyby zacząć od klasyfikacji tego miejsca – bez wątpienia można by określić je jako ogród angielski, gdyż wyraźnie kładzie nacisk na malowniczość, nieregularność i swobodę. Został więc dostosowany do naturalnych warunków okolic Petersburga, dlatego jest to wyjątkowo pagórkowaty teren z zielonymi trawnikami, krętymi alejkami obsadzonymi rozłożystymi drzewami i gęstymi, starannie dobranymi kępami długowiecznych roślin. Zwierzyniec służy przede wszystkim do polowań najbogatszych czarodziejów – znajdują się tutaj nie tylko jelenie, łosie, sarny czy niedźwiedzie, ale także różne gatunki magicznych zwierząt. Cały teren jest ogromny, a jego naturalność i nieregularne zgrupowania drzew sprawiają, że nigdy nie wiadomo, kiedy wejdzie się do pobliskiego lasu. Na samym środku zwierzyńca umieszczony jest pawilon, najczęściej służący do odpoczynku polujących i obserwacji zwierząt.

Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

26 lat

czysta

za Raskolnikami

śpiewaczka, gitarzystka, wolny strzelec w Sputniku, niespełniona pisarka
http://petersburg.forum.st/t695-lucija-gorchevski#1421 http://petersburg.forum.st/t1969-lucija-gorchevski#10418 http://petersburg.forum.st/t1970-chlopak-z-gitara-bylby-dla-mnie-para-dziewczyna-tez#10419 http://petersburg.forum.st/t717-hultaj#1526
PisanieRe: Zwierzyniec   Czw 08 Lis 2018, 15:16
05.07.1999

Nikt jej nie zaprosił, nie była tu też polować. Trzeba przyznać szczerze - dostała się tu nieoficjalnie i nielegalnie. Jako niezależna i aktywnie działająca Raskolniczka postanowiła iść na przeszpiegi do Zwierzyńca, aby przekonać się, czy nie warto się nim jakoś bardziej zainteresować. W końcu na odwiedziny i polowanie tutaj mogli pozwolić sobie tylko bogaci czarodzieje, a wiadomo jaka grupa społeczna w większości do niej należała.
No i szkoda jej było tych wszystkich zwierząt ściągniętych tu dla rozrywki bogatych panów. To dla niej jawiło się wręcz jako obrzydliwe zachowanie. Miała nadzieję znaleźć więc jakiś sposób, by pomóc tutejszym istotom, a zarazem zniszczyć zabawę Zbyt Uprawnionym.
I nie, nie była wegetarianką. Po prostu uznawała, że każdemu żyjącemu na tym świecie należy się przynajmniej minimalny szacunek. Dlatego mimo nieprzepadania za Starszyzną nie życzyła jej wszystkim członkom nagłej lub długotrwałej, ale zawsze bolesnej śmierci tylko chciała, by potracili swoje specjalne przywileje. To chyba nie aż tak dużo?
W długich spodniach (by nic jej nie pokłuło) i związanych włosach szła przez zadrzewiony teren starając się nie płoszyć ani nie prowokować żadnych zwierząt. Akurat trafiła na miejsce, w którym ani nie widziała żadnych płotów odgradzających łosie i inne jelenie od świata, ani nie widziała stworzeń większych od wiewiórki. Trochę się zawiodła, no ale cóż miała poradzić?
I kiedy zapowiadało się, że czeka ją dzień stracony zdarzyły się dwie rzeczy - natknęła się na mrucki i ujrzała gdzieś za gałęziami znaną jej postać. W pierwszym odruchu obejrzała dwa mruckowe dzieciątka, które najwyraźniej zostały tu porzucone na pewną śmierć. Gorchevski aż poczuła złość widząc takie okrucieństwo. Jako, że młode nie uciekały wzięła je ostrożnie na ręce, a potem zaczęła się przedzierać przez roślinność za ludzką sylwetką. Była pewna, że jakaś gałązka, liść, a może nawet robak przez to utknął jej we włosach i ledwo powstrzymywała ochotę, by odstawić zwierzątka, a potem drąc się potrząsnąć głową i spróbować wyjąć niechcianego lokatora (lub lokatorów) spośród swoich kosmyków. Na widok jednak znajomej twarzy, którą wreszcie ujrzała humor jej się poprawił.
- Yevgeny? Yevgeny, to ty?!


Ostatnio zmieniony przez Lucija Gorchevski dnia Wto 20 Lis 2018, 14:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Zwierzyniec   Pią 09 Lis 2018, 23:17
Rzadko wypuszczał się poza granice Petersburga, jak szczur przemykał pomiędzy wąskimi, brukowanymi uliczkami w centrum miasta tak, by słońce nie oświeciło go przypadkiem za mocno, by zbyt wiele osób nie spojrzało mu w twarz. W pewnym momencie niewielkie mieszkanie w kamienistym bloku zaczynało jednak śmierdzieć stęchlizną, z dwunastu palących się żarówek zostało tylko osiem, a przy samej podłodze zawsze panował przeciąg, zmuszając go do chowania głowy pod sparciałym kocem.
Zwierzyniec znajdował się niedaleko torów wyścigowych i obejmował teren na tyle obszerny, że nawet wśród ogromna zwierząt, można było poczuć się chociaż chwilowo odizolowanym. Yevgeny szedł przez las, ugniatając rosnące przy ziemi rośliny i niewielkie kępki mchu, spod których gąbczastego ciała wypływały pojedyncze krople wczorajszego deszczu.
Może powinieneś tu zostać, co Zhenya? Wśród zwierząt, które nigdy nie widziały kagańca, skazany na ciepło rozżarzonego naboju, wystrzelonego przez co odważniejszych czarodziejów. Takie miejsce by ci pasowało, odnalazłbyś się tutaj. Z dala od ludzi, z dala od problemów, ty i twoja wilcza natura.
W pewnym momencie się zatrzymał. Pojedyncza gałązka skrzypnęła cicho pod podeszwą buta (wciąż utykał na jedną nogę), a wyostrzony wzrok dostrzegł niewielkie, błyszczące światełka, migające pomiędzy drzewami w odległości niespełna metra na wysokości jego twarzy. Katia kiedyś o nich mówiła, niewielkich stworzeniach, wyprowadzających ludzi daleko w las. Yevgeny nie zdążył jednak przestąpić nawet krok do przodu, bo nim but znów ugrzązł w leśnym runie, wokół rozległ się czyjś podniesiony głos. Mężczyzna natychmiast odwrócił się za siebie, jego źrenice rozszerzyły się chwilowo, zatrzymując się na znajomej sylwetce.
- Lucija... – zaczął, kątem oka zerkając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą, nad ziemią unosiły się błędne ogniki, lecz te już dawno zniknęły, nie pozostało mu więc nic, jak skupić całą swoją uwagę na starszej dziewczynie. Oczekiwał w jej wyrazie jakiejkolwiek dozy niepewności, strachu lub chociaż zakłopotania, uporczywie próbował dostrzec charakterystyczny błysk w jasnych tęczówkach, lecz nic takiego się nie wydarzyło – na twarzy Luciji figurował uśmiech, ten sam, który znał jeszcze ze szkoły i który teraz odwzajemnił w postaci niewielkiego, krótkiego uniesienia prawego kącika ust.
- Po co ci te koty? – spytał zaraz, wskazując na dwa niewielkie zwierzątka, które kobieta trzymała na rękach, wyjątkowo zresztą nieporadne i mało urodziwe.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

26 lat

czysta

za Raskolnikami

śpiewaczka, gitarzystka, wolny strzelec w Sputniku, niespełniona pisarka
http://petersburg.forum.st/t695-lucija-gorchevski#1421 http://petersburg.forum.st/t1969-lucija-gorchevski#10418 http://petersburg.forum.st/t1970-chlopak-z-gitara-bylby-dla-mnie-para-dziewczyna-tez#10419 http://petersburg.forum.st/t717-hultaj#1526
PisanieRe: Zwierzyniec   Wto 13 Lis 2018, 22:59
Lucija za to nie przemykała - szła dumnie, jako kobieta walcząca o wolność, równość i koniec obecnego systemu prawnego (choć za to ostatnie bardzo po cichu). Nieraz też wymykała się ze stolicy rosyjskich czarodziejów do stolicy rosyjskich mugoli, aby tam skontaktować się z innymi rewolucjonistami i bojownikami o wolność, najczęściej na terenie Równoświata. A teraz też nie potrzebowała żarówek, gdyż dzisiejszy dzień był piękny i słoneczny i aż prosił o opuszczenie miasta, by pokorzystać z jego promieni.
Za to leśna cisza dla Gorchevskiej była trochę przerażająca. Przyzwyczajona do miejskiego zgiełku, patroli gwardzistów, nieraz tłumów, a przynajmniej ludzi w najbliższej okolicy czuła się trochę zagubiona i przytłoczona nadmiarem przyrody, której z reguły nie znajdowało się za wiele w jej okolicy. Można było spekulować czy to dobrze, czy źle.
Oczywiście dziewczyna nie miała pojęcia o genetyce swojego znajomego - w przeciwieństwie do Katii - więc z pewnością nie przytaknęłaby pomysłowi, aby miał tu zamieszkać. Jeszcze zrozumiałaby drewniany domek w okolicach lasu (niektórzy lubią w końcu spędzać czas na łonie przyrody), ale w miejscu przygotowanym wręcz na rzeź? W życiu!
Idąc w kierunku Bryusova zauważyła, że jego kroki nie są wcale tak swobodne, jak być powinny. Zaniepokoiło ją to trochę. Tym żwawiej krzyknęła za nim licząc, że jeśli chłopak wpakował się w kłopoty to może da radę mu pomóc. Jakby nie miała już dwóch mruckowych problemów na swoich barkach...
Nie zauważyła ogników - może to słońce ją oślepiło, a może nigdy ich tu nie było? - więc czym prędzej zbliżyła się do Yevgeniego. Dzieliła ich już jedynie odległość kroku, którą Lucija chętnie by przekroczyła, by przytulić dawno niewidzianego kumpla i wesoło spytać co się z nim działo, bała się jednak o zwierzaki oraz o to, czy przypadkiem chłopak nie miał na nie uczulenia.
- One? Ktoś je tu porzucił. Właśnie muszę się zastanowić co z nimi zrobić... - przyznała, po czym spojrzała uważnie na chorą nogę Bryusova. - Co ci się stało? Widziałam, że kulejesz - rzekła i wbiła w niego zaniepokojony wzrok. Starała się utrzymać uśmiech, ale trochę to było ciężkie przez sprzeczne emocje.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Zwierzyniec   Czw 15 Lis 2018, 23:12
Czasami zazdrościł takim ludziom – idącym samym środkiem ulicy, w promieniach porannego słońca, wyprostowanym, gotowym walczyć za to, w co wierzą, gotowym wziąć na siebie odpowiedzialność, za wszystko co uczynili, bez wycofywania się w cień, bez marszczenia nosa i dziecięcych grymasów. Ale być może warto się przyzwyczaić – zrozumieć, że nie każdy ma przetrąconą duszę i nie każdego uśmiech przypomina kły szczerzącego się zwierzęcia.
Yevgeny drgnął delikatnie kiedy Lucija nagle zbliżyła się w jego stronę, lecz po chwili jego mięśnie się rozluźniły, przyjął spokojną postawę osoby, która gotowa jest wziąć na siebie wszystko, co przyszykowało dla niej życie, włącznie z ciepłym uściskiem przyjaciółki szkolnych lat. Mimo to, nie umknęło jego uwadze chwilowe zaniepokojenie dziewczyny. Zdziwił się trochę, bo przecież całe życie wszystko ukrywał, stawał w cieniu, opierał się o kolumnę i upewniał, że nikt go nie widzi, wiecznie zaniepokojony zbyt dużą atencją, przed którą zawsze przestrzegał go ojciec. Tymczasem teraz nie potrafił nawet zataić niewielkiej (miał tendencję do wiecznego umniejszania wszystkiego) wady we własnym chodzie?
- A... okej. – odparł, niespecjalnie z resztą pewien w jaki sposób powinien zareagować. - Zawsze możesz wziąć je do domu. Jeśli nie chcesz ich tu zostawiać. – dodał zaraz, niezbyt subtelnie wskazując na wagę drugiej części zdania, po czym zawieszając jasne spojrzenie na niewielkich, koto-podobnych zwierzętach o zmechaconym futrze i długich, białych wąsach. Byłby przysiągł, że kiedyś widział już coś podobnego.
- Nic mi nie jest, Lucija. – odpowiedział po chwili, trochę zbyt stanowczo, ale przecież znali się wystarczająco długo, by kobieta była w stanie odczytać chociaż część jego zszarganych emocji, zbitych w jeden poplątany kłębek. Zaraz jednak – jak można by się spodziewać – jego lico zmieniło się, przybierając ofensywno-żartobliwy wyraz.
- Wolałbym wiedzieć co z tobą. Nie widzieliśmy się tyle czasu, a ty zaczynasz rozmowę od jakiś nieistotnych głupot dotyczących mojej nogi? Proszę cię, gdzie jest Lucija, która śpiewała przed wszystkimi bułgarskie piosenki i wymykała się do Petersburga? – uniósł brwi, posyłając jej zaczepne spojrzenie (przyjacielski gest oraz znakomita taktyka do zmiany tematu) - Nadal nie rozumiem, po co właściwie to robiłaś. Petersburg to okropne miasto. Nawet nie wiesz ile bym dał, żeby stąd wyjechać. - dodał, zwieńczając wypowiedź przelotnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

26 lat

czysta

za Raskolnikami

śpiewaczka, gitarzystka, wolny strzelec w Sputniku, niespełniona pisarka
http://petersburg.forum.st/t695-lucija-gorchevski#1421 http://petersburg.forum.st/t1969-lucija-gorchevski#10418 http://petersburg.forum.st/t1970-chlopak-z-gitara-bylby-dla-mnie-para-dziewczyna-tez#10419 http://petersburg.forum.st/t717-hultaj#1526
PisanieRe: Zwierzyniec   Wto 20 Lis 2018, 14:07
Czasami miała dość swojego życia - ciągła walka bez spektakularnych efektów, śpiewanie odgrzewanych kotletów bez możliwości zdobycia sławy, wieczna walka o prawa kobiet, która nie szła tak dobrze jakby chciała... To wszystko było strasznie męczące i momentami mało satysfakcjonujące. Nieraz przez to miała ochotę rzucić swoje całe dotychczasowe życie w cholerę i wyjechać gdzieś daleko, wypocząć bez informowania kogokolwiek. W takich chwilach jednakże przypominała sobie jak przeżywała nagłe zniknięcie Vanyi, jak często go szukała z rodzeństwem, jak bardzo go jej brakowało i natychmiast swoje chęci wyrzucała w kąt nie chcąc przez własny egoizm kogoś skrzywdzić. Jeśli już wyjedzie to informując wszystkich.
Yevgeny jak dla niej zachowywał się trochę jak dzikie zwierzątko, którym być może w głębi duszy był, a co było trochę ironiczne patrząc na okoliczności, w jakich się spotkali. Lucija więc jakoś z automatu zaczęła się zachowywać ostrożniej, jakby się bała wystraszyć chłopaka zbyt otwartym zachowaniem. W końcu może i dla niego zbyt mało mieli kontaktu ostatnimi czasy by się zachowywać swobodnie, a ona jednak rozumiała fakt, że każdy potrzebuje określonej przestrzeni osobistej czy określonej ilości spędzonego czasu z kimś, by móc podejść do danej osobie na luzie. A jakby nie patrzeć choćby ze względu na różnicę wieku nie znała go aż tak dobrze, by móc wymienić jego ulubione zespoły czy znienawidzone danie.
- Niezbyt mogę. Ciągle mnie nie ma w domu, a widać że przydałaby im się solidna opieka... - powiedziała dość smutno, choć chętnie te brudne, pewnie zapchlone stworzenia wzięłaby do siebie. - Myślisz, że jak zapłacę za ich leczenie będę mogła je podrzucić weterynarzowi na jakiś czas? - spytała ciekawa jego opinii. Rozważała czy w międzyczasie może nie mogłaby im poszukać domu.
- Yev... - powiedziała zdrobnienie jego imienia upominawczo, po bułgarsku przytakując głową zamiast kręcąc z lekkim niezadowoleniem. Nie podobało jej się, że Bryusov tak olewa swoje zdrowie, że zamiast podleczyć nogę szwenda się po lesie kuśtykając.
- Przed tobą - parsknęła. Dla niej za dużo się nie zmieniło, tyle że obecnie śpiewała za pieniądze, a wymykała się do Równoświata. Na jego stwierdzenie miała ochotę mu zaproponować wycieczkę do rodzinnego domu, ale smutna świadomość, że on spłonął nie pozwalała jej na to. Rzekła więc tylko:
- Żeby spełnić swoje marzenie, głuptasie - uśmiechnęła się do niego. - Ale dosyć o mnie. Byłeś w Hotynce?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Zwierzyniec   Czw 22 Lis 2018, 23:44
Nigdy nie znali się bardzo dobrze. Lucija była starsza, mijał ją biegnąc po korytarzach, wyglądał przez okno kiedy chodziła po błoniach i marszczył z niezadowoleniem nos ilekroć mierzwiła mu ręką włosy. Dopiero później, jak zwierzę, które przyzwyczaiło się (polubiło?) do czyjejś obecności, zaczął uśmiechać się częściej, rozmawiać szczerzej i zatrzymywać się ilekroć widział ją w szkole. Ale Lucija szybko zniknęła, skończyła naukę i – jak się okazało – wciąż nie zdawała sobie sprawy z wielu rzeczy, które wydarzyły się od tamtego czasu.
Yevgeny westchnął cicho, przybierając nieco bardziej spokojny i przyjacielski wyraz z jakim zwykł niegdyś obdarowywać ludzi.
- Na mnie nie patrz. – odparł pomiędzy wypowiedziami kobiety, ukradkiem spoglądając jeszcze na trzymane przez nią zwierzęta, po czym, kiedy znów się odezwała, zamyślając się na moment. - Chyba tak? – zgadujesz? - Możemy iść sprawdzić. – dodał w końcu, zdziwiony swoim własnymi słowami, reakcją, której geneza była dawno, zdawałoby się, już ukamieniowana gdzieś na dnie jego jestestwa. Bo czy faktycznie mógłby kierować się podobnym odruchem serca, krótkim, nagłym pragnieniem, związanym z pełną determinacji niechęcią do zostania samemu? Przecież Lucija zawsze umiała mu pomóc, prawda? Dlaczego teraz miałoby być inaczej?
- Niepotrzebnie się martwisz, potrafię o siebie zadbać. – skomentował pouczające spojrzenie przyjaciółki, samemu również przybierając nieprzychylny wyraz naburmuszonego dziecka. „Przecież wiesz” mógłby dodać, powstrzymał się jednak, bo i skąd miałaby? Nigdy nie był szczególnie entuzjastyczny, nawet obawy, które iskrzyły się jeszcze tlącymi się w umyśle płomykami, ukrywał zręcznie i bez szczególnego wysiłku.
Widząc rozbawienie Bułgarki uniósł brwi w semiwesołym geście, jakby w przyjacielski sposób próbował podważyć odpowiedź dziewczyny. Za każdym razem zadziwiał go jej optymizm. Nie widzieli się tyle czasu, jak mogli wciąż być tymi samymi ludźmi?
- Co to za marzenie, żeby mieszkać w Petersburgu... – przeszedł do przodu, w jej stronę, przygniatając butami kruche liście, które wydając z siebie ostatnie tchnienie, zostały całkowicie wgniecione w mszysty grunt Zwierzyńca. Wyminął dziewczynę, powoli kierując się w stronę miasta, lecz widocznie przystając z oczekiwaniem, aż ta pójdzie za nim przez zalesiony teren. - Byłem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

26 lat

czysta

za Raskolnikami

śpiewaczka, gitarzystka, wolny strzelec w Sputniku, niespełniona pisarka
http://petersburg.forum.st/t695-lucija-gorchevski#1421 http://petersburg.forum.st/t1969-lucija-gorchevski#10418 http://petersburg.forum.st/t1970-chlopak-z-gitara-bylby-dla-mnie-para-dziewczyna-tez#10419 http://petersburg.forum.st/t717-hultaj#1526
PisanieRe: Zwierzyniec   Pon 26 Lis 2018, 23:17
Lucija pamiętała Yevgeniego jako miłego młodzieńca, kolegę swojej siostry, który nigdy się chyba nie przyzwyczaił do jej mierzwienia włosów. Bryusov jednak trochę przypominał jej własnego, momentami nawiedzonego brata, tyle że w młodszej i łagodniejszej wersji. Nic dziwnego, że zwracała na niego uwagę mimo takiej różnicy wieku, choć ciężko powiedzieć, by łączyła ich jakaś szczególna więź. Wręcz ciężko było o takową, skoro oboje byli zajęci własnym życiem.
Nic dziwnego, że mieli o sobie nawzajem nieaktualne informacje. Gorchevski jednak cieszyło, że mogła się dzięki przypadkowi dowiedzieć czegoś nowego o znajomym ze szkolnych lat. Nie z każdym miała taką możliwość, w końcu niektórzy powyjeżdżali do innych krajów i miast, a i ona nie pozostała w Bułgarii...
Cieszyło ją, że chłopak trochę się w jej obecności rozluźnił. Chciała w końcu z nim pogadać, a nie zagryźć czy coś. W porównaniu do Bryusova nie była wilkołakiem (choć z jego przypadłości nie zdawała sobie sprawy).
- No dobrze, nie zostawię ci tych biedactw - parsknęła. Rozważała czy od biedy nie dać ich Katiuszy, istniała szansa, że będzie miała więcej czasu od niej. - O, jak miło. Sama bym się chyba pogubiła w tej leśnej głuszy - przyznała i uśmiechnęła się do Yeva. W towarzystwie w końcu zawsze raźniej! No i cieszyła się, że chłopak mimo wszystko w dalszym ciągu wykazywał, że gdzieś tam ma ukryte pokłady dobra, empatii, albo chociaż chęci do kontaktów z ludźmi. Lucija widziała, że on nie należy do najbardziej towarzyskich osób, więc doceniała fakt, że zdecydował się na taki gest.
Ułożyła sobie mrucki wygodniej na rękach drapiąc je lekko za uszami, aby łatwiej się uspokoiły. Niestety dalej wyglądały na wystraszone.
- Widzę - odpowiedziała tylko wskazując oczyma na jego nogę. Nie mogła mieć pewności, że chłopak sam se nie polał giry spirytusem w domu, po czym uznał, że jest odkażona i zabezpieczona i ruszył w świat zwiedzając dzikie ostępy lasu, gdzie dodatkowo mógł nabawić się kleszcza albo i dwóch.
- Bardziej mi chodziło o wydanie książki. W Petersburgu miałam większe możliwości - powiedziała. - Niestety nie wiedziałam, że sam talent nie wystarczy... A potem jakoś się tu zakorzeniłam - przyznała ruszając tuż za nim. Chciała wyrównać z nim krok, jednak bez pośpiechu, powoli. W końcu nie spieszyli się aż tak, by iść truchtem, szczególnie w stanie w jakim był Yevgeny. - I co ci powiedzieli? Czemu ci tego nie wyleczyli?
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Zwierzyniec   Sro 28 Lis 2018, 23:30
Mógłby udawać, że nic się nie zmieniło. Że wciąż obdarzał ludzi tymi samymi uśmiechami, wciąż denerwował się w podobny sposób i równie szybko, że wciąż nie miał pojęcia o historii magii, a neurotyczność została mu ze szkolnych lat, jakby sądził, że w każdej chwili mogą zawołać go na lekcję. Ale nie był już przecież dzieckiem, nikt mu głupich błędów nie wybaczy. Stać na poboczu jest łatwiej, odrobinę prościej, szczególnie teraz, kiedy cała złość ojca koncentrowała się bezpośrednio na nim. To wina zmęczonego umysłu, przetrąconej duszy, wszystkich tych siniaków i zadrapań, które ledwo zdążyły zblednąć, zanim pojawiały się kolejne.
Parsknął pod nosem na słowa dziewczyny, po czym machnął ręką w swobodnym geście.
- Ja zawsze jestem miły. – odparł, zapewne niepotrzebnie nawet akcentując zawadiacki sarkazm, zaciskając zęby przy znienawidzonym „zawsze” i chwilowo przenosząc wzrok na przyjaciółkę, bo wystarczyło znać go bardzo pobieżnie by wiedzieć, jak absurdalnie zabrzmiałyby te słowa.
- Twój wybór. W końcu to nie tak, że wszystko stracone. Zawsze miałaś w sobie coś takiego, że ludziom ciężko było wątpić, że nie zatriumfujesz. Jak nie w Rosji, to gdzie indziej. Może nie tak, żeby zdobyć Nagrodę Nobla, ale kto wie, może nazwą twoim imieniem jakąś poczną uliczkę na przedmieściach? – zagadnął, uśmiechając się zaczepnie i szturchając ją lekko w bok.
Powoli ruszyli przed siebie, Lucija dorównała mu kroku, lecz wraz z jej kolejną wypowiedzią, mężczyzna wydał z siebie cichy pomruk zastanowienia i zwolnił na chwilę, jakby dopiero teraz faktycznie zdał sobie sprawę, że decydując się na towarzystwo Bułgarki, nie uniknie rozmowy, którą z tak słabo ukrywaną determinacją próbował zepchnąć na drugi plan.
- Powiedzieli, że nie da się tego wyleczyć zaklęciami. – warknął, nagle zmieniając ton, ze spokojnego, przyjacielskiego taktu, na ostry warkot, przecinający powietrze z precyzją kuchennego noża. - Zadowolona? Świetnie. To chodź. – burknął zaraz i nie czekając na reakcję towarzyszki, ruszył przed siebie, wciąż dosyć powolnym krokiem zmierzając w kierunku miasta.
Powrót do góry Go down
avatar


Sofia, Bułgaria

26 lat

czysta

za Raskolnikami

śpiewaczka, gitarzystka, wolny strzelec w Sputniku, niespełniona pisarka
http://petersburg.forum.st/t695-lucija-gorchevski#1421 http://petersburg.forum.st/t1969-lucija-gorchevski#10418 http://petersburg.forum.st/t1970-chlopak-z-gitara-bylby-dla-mnie-para-dziewczyna-tez#10419 http://petersburg.forum.st/t717-hultaj#1526
PisanieRe: Zwierzyniec   Nie 02 Gru 2018, 14:00
W sumie póki co dalej udawał. Nie pokazywał po sobie, że coś mu jest, wprost przeciwnie, twierdził, że wszystko jest w porządku, nie chciał się nawet przyznać, że kulał, choć większość osób nie uznałoby tego w żadnym razie za przyznanie się do słabości czy powód do obśmiania Bryusova. A na pewno nie Lucija, która w jakiś sposób czuła potrzebę pomagania, bawiąc się niemal w Supermana czy Matkę Teresę z Kalkuty, która zaryzykuje nawet bez zysku. Tyle, że nawet ona miała swoje ograniczenia, nawet ona unikała niektórych sytuacji i również ona zdawała sobie sprawę, że nie zrobi niczego na siłę. Wiedziała też, że w jedno popołudnie nie nadrobi kilku lat, więc też nie próbowała na siłę wyciągać niczego, czego nie mogła sama zauważyć.
No cóż, najwyżej się wreszcie zirytuje, każdemu się zdarza.
- Czyżby? - spytała zaczepnie, ale ciągle z uśmiechem, nie mając nic złego na myśli. Uznała to za zwykłe droczenie się znajomych, bo i za co innego mogła to uznać? Nie chciała przecież powiedzieć mu nic niemiłego, nie miała do tego powodu. - No dobra, z reguły jesteś - powiedziała dobrodusznie mając wrażenie, że Yev tego potrzebuje. Mógł się zmienić, nawet bardzo, ale wedle Gorchevskiej każdy czasem potrzebował miłego słowa.
- Myślisz? Fajnie by było mieć własną ulicę, choć na razie triumfowanie marnie mi idzie. Póki co śpiewam na weselach i próbuję z zespołem nagrać coś własnego, ale też nie do końca nam to idzie - przyznała się koniec końców do tego, co uznawała za kolejną ze swoich porażek. Za największy sukces uznawała swoją organizację, która została nowymi przepisami przez Dumę rozwiązana, co ją naprawdę bardzo zirytowało. - A ty? Czemu nie wyjechałeś? - spytała. W końcu jeśli chłopak tu został, a tak nienawidził tego miejsca musiał mieć chyba jakiś powód, prawda?
Przez chwilę szli w milczeniu, nim - ku zaskoczeniu dziewczyny - rozmowa przestała być przyjemna. Lucija spojrzała na młodzieńca zaniepokojona. Przez chwilę miała ochotę zaoferować się w zrobieniu awantury w Hotynce, która najwyraźniej nie dba o pacjentów, ale wpadło jej do głowy, że przecież ostatnio nie wszystko da się teraz załatwić od ręki.
- Yev, spokojnie - powiedziała. Przestała się czuć już tak swobodnie i znów wróciła do taktyki, w której traktowała Bryusova jak dzikie zwierzątko. - Dlaczego nie mogą ci pomóc? Czy to przez jarchuka?
Pewnie kiedyś takie matkowanie młodszym się na niej zemści, ale obecnie o to w ogóle nie dbała.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

20 lat

wilkołak

nieznana

neutralny

często zawodzi
http://petersburg.forum.st/t1882-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1883-yevgeny-bryusov http://petersburg.forum.st/t1884-nie-wywoluj-wilka-z-lasu http://petersburg.forum.st/t1885-myszkin
PisanieRe: Zwierzyniec   Pią 07 Gru 2018, 00:30
Ciężko być sobą, skoro całe życie starało się udowodnić, że jest się kimś zupełnie innym. Można powtarzać sobie słowa pociechy jak mantrę, można stawać naprzeciwko lustra i wmawiać sobie, że widzi się człowieka, który mimo popełnienia tylu błędów, wciąż jest dobrą osobą. A ty byś przecież chciał tylko usiąść gdzieś, gdzie nikt cię nie znajdzie, odchylić głowę do tyłu i odpocząć, prawda Zhenya? Hibernować, jak niedźwiedź. Z dala od Petersburga, z dala od ojca, z dala od tej części siebie samego, obok której chodzisz na palcach, by przypadkiem zaklętej w środku postaci nie spłoszyć ani nie obudzić. Ale przecież nie jest jeszcze za późno, jeszcze możesz zajrzeć pod pajęczynę pełną much i pająków, kto wie co byś zobaczył.
Na słowa Bułgarki wzruszył lekko ramionami, na moment podnosząc wzrok nieco wyżej, jakby spodziewał się zobaczyć między drzewami cokolwiek więcej poza liśćmi, przez których cienkie blaszki prześwitywało blade słońce i pojedynczą wiewiórką, przeskakującą z jednej gałęzi na następną by zaraz znów zniknąć w gąszczu zieleni.
- Masz czas. – odparł pokrótce, darując sobie żart o weselu i przenosząc spojrzenie ponownie na starszą przyjaciółkę. Ja też mam jeszcze czas. chciałby nawet dodać, ale również się powstrzymał, marszcząc tylko lekko czoło w wyrazie jakiejś niemej konsternacji. Ile razy sobie to powtarzał? Jutro wyjadę, jutro do niej napiszę, jutro oddzielę się od świata grubym murem i będę siedział zupełnie sam, słuchając tylko swojego nierównego oddechu. Podobno takie myślenie to znak, że jest się już tylko sztucznie podtrzymywany przy życiu.
Wzruszył ramionami. Nie znał nikogo za miastem, nie miał dokąd jechać. Bo czy jeśli sam Petersburg jest tak zły, czy gdziekolwiek indziej mogłoby być lepiej?
Zauważył nagłą zmianę. Powietrze ścięło się jak podgrzane białko, wyostrzone zmysły dostrzegły reakcję Luciji i pomimo szczerej chęci, że uda im się dojść do miasta bez poruszania tego tematu, Yevgeny zdał sobie sprawę, że będąc nadal w towarzystwie Bułgarki, nie zdoła doświadczyć choćby chwili ciszy i spokoju, które wydały mu się nagle równie odległe, co pozostawiony dawno temu, rodzinny Irkuck, w którym ludzie znali życie znacznie lepiej niż Europejczycy, a wiatr, mróz i śnieg nie oszczędzały nikogo. Ojciec wspominał kiedyś, że być może powinien tam wrócić – zamieszkać z matką w rodzinnej wsi nieopodal, z daleka od rosyjskich metropolii.
- Nie, przez krasnoludka. – westchnięcie i niechętne odwrócenie się w stronę znajomej. Spokojnie, no właśnie. Nie ma co tupać i krzyczeć nogą, możesz tylko warczeć, ale przecież w tej postaci, nikt się nawet na twój widok ze strachu nie wzdrygnie. - Poradzę sobie. – dodał w końcu, łagodniej, bez agresji, którą zwykł podsycać większość swoich wypowiedzi. - Nie potrzebuję, żebyś ty też zaprzątała sobie tym głowę.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Zwierzyniec   
Powrót do góry Go down
 
Zwierzyniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: