Навигация

Ogród botaniczny
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Ogród botaniczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieOgród botaniczny   Sob 04 Lut 2017, 14:52
Ogród botaniczny

Choć ogród botaniczny nie należy do najpiękniejszych miejsc w Petersburgu, to nie powinno się go całkowicie pomijać. Przez lata zaniedbywany i dewastowany przez chuliganów, dopiero teraz odzyskuje swój blask. Mimo że wiele jeszcze zostało do zrobienia, to aktualnie cieszy oko ciekawymi rodzajami roślinności czy magicznym wodospadem – to w tym miejscu rzeka Newa przecina warstwę twardych, choć niedużych skał. W przebudowanej części ogrodu znajdują się również drewniane ławeczki, na których czarodzieje przysiadają podczas spacerowania w cieplejsze dni. Gdzieniegdzie również można zobaczyć niewielkie altanki porośnięte zaczarowaną wisterią czy marmurowe, choć często przybrudzone rzeźby poustawiane przypadkowo i osadzone bezpośrednio na ziemi, bez cokołu. Im dalej się zmierza w głąb ogrodu, tym bardziej jest on zaniedbany, stąd zaleca się nieoddalanie od głównych atrakcji tego miejsca do momentu całkowitej rewitalizacji.

Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Pią 20 Paź 2017, 23:07
Na jednej z tych ławeczek siedziała sobie spokojnie młoda Aristova. Wyglądała tego dnia (jak zawsze!) idealnie. Puszyste loki upięte były złotą spinką, do której Galina odważyła się doczepić obsypane błyszczącym brokatem skrzydełka. Dzięki temu przypominała bardziej siedzącego na bujnej czuprynie motyla niżeli ozdobę do włosów. Powieki pokrywał również błyszczący, niebieski cień, idealnie pod kolor długiej, lejącej się sukni, podkreślającej mocno staromodne podejście Galiny do mody. Zabrała ze sobą również kapelusz, aktualnie spoczywający tuż obok, żeby nikt z wędrujących bez pytania się nie dosiadł.
Blade, kościste dłonie poetki, zbyt drobne aby mogła oszukiwać się o predyspozycjach do grania na żywo muzyki na fortepianie bawiły się właśnie perłowym naszyjnikiem... omal nie niszcząc przy tym jego zapięcia.
Galina zwiedziła już znaczną część ogrodu i nie mogła powstrzymać się przed myślą, że miejsce to się najzwyczajniej w świecie marnowało. Ileż przepięknych rzeczy można tutaj było zrobić! Jak niewiele potrzeba było chęci i środków (no, przynajmniej na portfel Aristovów) aby doprowadzić niektóre grządki do porządku! Czy którejkolwiek z osób zarządzających tą placówką w ogóle na tym zależało?! Niebywałe! Panienka taka jak Galina nie mogła uznać tego zaniedbania za nic innego jak chory żart. Czuła wieczną potrzebę otaczania się pięknem, więc chciała aby okolice jej rodzinnego miasta zadowalały ją wizualnie chociaż w maleńkim stopniu. Znajdowała się aktualnie w części przebudowanej, co odrobinę nerwy biednej pani artystki ukoiło. Rozmarzyła się nawet trochę trochę, że miło byłoby przynieść tutaj swojego pufka, jednakże obawiała się, że wynoszenie go z rodzinnej posiadłości było w jego przypadku nierozsądne. Biedny Król Gordo, tak wiele go omijało przez jego niewinność... Westchnąwszy wlepiła spojrzenie w niebo, a przez gapiostwo nie zauważyła kiedy wspomniany wcześniej kapelusz spadł na ziemię wraz z powiewem wiosennego wiaterku.
Tak, wiosna była definitywnie jej ulubioną porą roku. Wiosna kojarzyła się jej z plątaniną polnych kwiatów, tak dobrze obrazujących jej umysł, potrzeby i uczucia. Ah ptak by się jeszcze w tym bukiecie zawieruszył...
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Ogród botaniczny   Nie 29 Paź 2017, 13:18
Wąskimi alejkami parku szedł Bohuš Kryll, jego obecność pośród tych wszystkich kolorowych kwiatów, pasowała do całego obrazka jak pięść do oka. Wielki, szeroki w barach mężczyzna, z włosami, krótko przystrzyżonymi, mocno zarysowanym podbródkiem i kwadratową szczeną, zdawał się wyrwać z jakiegoś starego serialu policyjnego, a niżeli powieści fantasy przepełnionej drobnymi, eterycznymi wróżkami. Nawet chód mężczyzny wydawał się po stokroć nienaturalny w tym środowisku, poruszał się bowiem, krokiem powolnym i majestatycznym, niczym lądolód.
W trakcie poznawania okolicy, bo tym właśnie był ów spacer, oczom Czecha ukazała się drobna istotka, prawdopodobnie płci żeńskiej, chociaż tego człowiek nigdy nie mógł być do końca pewny. Słyszał bowiem kiedyś, o mężczyznach, przebierających się w damskie ubrania i śpiewających w czymś z rodzaju kabaretu. Bohuš nie krytykował tego, była to jednak wizja daleko odsunięta od jego strefy komfortu. Przyglądając się przez chwilę dziewczęciu dostrzegł, że kapelusz, który drogą dedukcji uznał za własność, owej istoty, spadł i powoli niesiony lekkim, wiosennym wiatrem zaczął uciekać, czego niewiasta nie zauważyła jeszcze. Niesiony wyższą koniecznością, Czech ruszył w pogoń za nakryciem głowy, kiedy po chwili szybszego marszu, nie będącego już lodowcem, a bardziej lawiną błotną dogonił uciekiniera i ruszył w stronę kobiety.
- To chyba panienki. - Powiedział łamanym rosyjskim, przekazując zgubę, która w trakcie ucieczki zdążyła przybrudzić się trochę błotem.


Ostatnio zmieniony przez Bohuš Kryll dnia Czw 02 Lis 2017, 15:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Nie 29 Paź 2017, 17:28
Siedząca na owej ławeczce panienka leniwym ruchem głowy przesunęła spojrzenie z jakiegoś krzewu, by zawiesić je na zmęczonej życiem twarzy mężczyzny, który się do niej odezwał. Na początku nie za bardzo wiedziała co co chodzi - było to nawet widać w jej oczach jakieś zamieszanie. Cień powątpiewania wylał się nad jej lica. Jakaś żyłka drgnęła. Dała zatopić im się w dłuższej, dość niezręcznej i niewiele mówiącej ciszy. Dopiero kiedy wzrok Galiny mógł opaść, bo mięśnie przestały utrzymywać głowę w niezręcznym zadarciu w górę - dostrzegła - w dłoniach szanownego jegomościa swój kapelusz. Szybciutko obadała sprawę. Ojej (!), nie było go obok. Znajdował się teraz w rękach nieznajomego.
- Tak, owszem! - powiedziała szybko, niezdarnie podnosząc się na równe nóżki, ale niewiele to dało. Kryll należał do osób wysokich, toteż roztrzepana młódka  wyglądała przy nim jak pospolity karzeł.
- Przepraszam za to, trwałam w zamyśleniu - próbowała wyjaśnić sytuację sprzed chwili. Nie lubiła kiedy ludzie oceniali ją przez pryzmat takich zachowań, bo prędzej czy później...
wszystkie plotki docierały do uszu jej matki.
Aristova przełknęła ślinę. Matka jej jawiła się w duszy młodej arystokratki pod postacią zjawy, upiora, ale nie pospolitego. Była niczym boska istota, jaką to powinno się czcić i błogosławić, całując złoty piedestał na którym postanowiła stanąć swoim brudnym butem. Bo tyle ci, marny człowieku, było w jej obliczu dane.
Galina tę boginię zawodziła na każdym kroku.
- Jak mam panu dziękować, panie...? - Uśmiech przejął inicjatywę, rozpromieniając ją i ukazując, że nie była jedynie wymalowaną, nie zwracającą uwagi na otoczenie nastolatką. Miała w sobie też odrobinę uroku, a to przecież bardzo wiele w jej aparycji zmieniało. Chyba. No dobrze, nie zmieniało to absolutnie nic.
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Ogród botaniczny   Czw 02 Lis 2017, 15:19
Zmieszanie na twarzy dziewczęcia zmusiło go do ponownego przejrzenia faktów. Powoli kadr po kadrze w swojej głowie prześledził całe wydarzenie. Przy nogach nieznajomej znajduje się kapelusz, prawdopodobnie pasujący kolorem, krojem albo jakimś innym drobnym szczegółem do butów, torebki albo innego elementu damskiej odzieży, o których Kryll mógł ale nie musiał słyszeć. Ze smutkiem trzeba było stwierdzić, że mimo licznych zainteresowań, damska odzież nigdy do nich nie należała, chyba, że w tych momentach, w których dochodziło do jej szybkiego, pozbycia się z rzeczonego kobiecego ciała. O ile w tym przypadku można było mówić o tym jako o nagłej utracie części garderoby, nie było to ani miejsce, ani czas, ani tym bardziej osobnik, nie był tym, z którego Kryll chciałby ściągać kolejne warstwy odzieży.
Przerywając jednak na chwilę tę tyradę o bzikach Bogusia wróćmy jeszcze do parku botanicznego i sprawy znikającego kapelusza. Pierwszy raz podejrzanego zauważył nieopodal niewiasty, w następnej chwili ten rozpoczynał już swoją ucieczkę przy pomocy sił zewnętrznych. Wiatr podejrzany, ba wszystkie dowody wskazywały, że był współwinny całemu zajściu, nie był jednak pewny, czy to przy panience to wszystko się zaczęło, mogła być wszakże niewinnym, przypadkowym przechodniem. Już Bohus, miał się rozglądać za inną potencjalną właścicielką bądź właścicielem (Kryll nie dyskryminował nikogo, tylko dlatego, że nosił taki, a nie inny kapelusz) rzeczonego kapelusza, kiedy młoda dama odezwała się doń.
Słysząc, że zguba znalazła swojego właściciela podał go jej po czym wyprostował się dumnie, stuknął bokami butów o siebie i już chciał wrócić do wcześniej obranego kursu, kiedy to do uszu doszedł głos dziewczęcia.
- Nic się nie stało. - Rzekł głosem prostym, pozbawionym pretensji, nawet uśmiechnął się do dziewczęcia, w sposób, który jego zdaniem podnosił ludzi na duchu. Po chwili wyszukiwania w pamięci odpowiednich słów dodał jeszcze - to ja panience przerwałem rozmyślanie, co prawda była to sprawa najwyższej wagi, mam nadzieję, że w związku z tym będzie mi w stanie panienka wybaczyć.
- Kryll, Bohuš Kryll. A panienka?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Sob 04 Lis 2017, 00:13
Młoda Aristova zaczesała niesforny kosmyk włosów za ucho i usmiechnęła się, wmawiając sobie przy tym, że ten pąs, który przykrył twarz był prawie niezauważalny.  Rumiane lica niestety rzucały się w oczy, bo chociaż Boguś był jak kamień, to w Galinie aż za dużo było pozytywnych emocji, mających wreszcie okazję wyjść na zewnątrz. I była to okazja uzasadniona.
- Galina Aristova - przedstawiła się i ukłoniła lekko, dziewczęco, niekoniecznie nisko. Poza tym ręka bawiła jej się przy tym przymocowaną do kapelusza falbanką. - Jest szanowny pan naprawdę uprzejmym mężczyzną - przyznała od razu, szczerze żałując w duchu, że podobnych mu w Petersburgu brakowało. No, przynajmniej jej zdaniem. I obejmując myślami wyłącznie panów w jej wieku, bo przecież w sercu Galiny już coś zakwitło, ale nie było to zauroczenie ani bezpieczne, ani odpowiednie dla dwudziestoletniej panny.
Tylko jak żyć bez tego uczucia motyli w żołądku? Miałaby to sobie darować? W życiu. Po jej trupie. Nigdy nie zaprzestanie westchnieniom, nie powstrzyma bijącego serca... ah! Jakżeby mogła. Dla tych oczu, dla samego marzenia, że spojrzą na nią z fascynacją aż chciało się wstawać. Mogłaby nawet o tym opowiadać, tu i teraz, wiersz napisać. To przez ten ogród, te kwiaty, to czyste powietrze.
Galina czuła, że nie powinna być człowiekiem. Powinna urodzić się wiosną.
- Ciepło mi się na sercu zrobiło dzięki szanownemu panu, wszak wiele osób z pewnością zignorowałoby owy kapelusz, choćby i miał zaraz wpaść do stawu... Ten dzień był już wyjątkowo piękny, ale teraz aż mi w głowie gra orkiestra. Przepraszam, przynudzam pewnie i zagaduję zajętego człowieka, ale droga mi osoba zajmuje się muzyką i poleciła mi na prośbę kilka utworów... Słyszę je teraz wszędzie. Jakby ten wiatr, co kapelusz uniósł grał mi w uchu melodię.
Wariatka? Nie. Artystka. To przecież coś zupełnie innego.
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Ogród botaniczny   Nie 05 Lis 2017, 13:01
Milicjanci dzieli się od zawsze na tych spostrzegawczych i martwych, byli jeszcze Ci za biurkiem, ale to była osobna kategoria ludzi. Podział był prosty, obowiązywał w wielu zawodach, szczególnie dobrze widoczny, w tych, gdzie statystycznie łatwo było pożegnać się z życiem: hodowcy smoków, nauczyciele alchemii, czy zawodnicy quidditcha i wiele innych. W grupie uważnych, można było dostrzec, jeszcze jedno, mniejsze rozróżnienie, na bardzo wąski przedział zawierający w swoich granicach tych bystrych i na tyle szybkich, żeby zareagować po dostrzeżeniu potencjalnego zagrożenia. Od wielu lat Bohus, samego siebie zawsze widział w tej uważniejszej dziedzinie, świadczył o tym wiek i fakt, że ciągle jeszcze był w czynnej służbie, dlatego nie dziwota, że zwrócił uwagę na niby nic nie znaczące zachowanie dziewczęcia, poprawianie jakiś pojedynczych włosów, czy jego zdaniem lekko nerwową zabawę falbanką przy kapeluszu. Może obawiała się go?
Słysząc nazwisko dziewczęcia, zamyślił się na chwilę. Nie do końca pewien jak powinien się w tej sytuacji zachować, w końcu miał do czynienia z młodą arystokratką, jakkolwiek dziwnie to brzmiało. Spojrzał na nią niepewnie, w jego wyobrażeniach, które prawdopodobnie nadal były gdzieś w dziewiętnastym wieku, młode, dobrze urodzone panienki nie powinny same siedzieć w parku, co prawda jego zdaniem, żadnym panienkom to nie przystawało, przecież sam jeszcze dobrze pamiętał jak młodzieńcem był i co wtedy takim chłystkom w głowie siedzi. Tylko by dziewczyny za warkocze ciągnęli albo książki rozsypywali, nie młode niewiasty same siedzieć nie powinny, a już na pewno nie powinien im w tym towarzyszyć stary rozwodnik.
- Niezmiernie miło mi panienkę poznać. Dziękuję, schlebia mi panna. Jedno mnie jednak trapi, czy wybaczy mi panienka moją bezpośredniość, ale czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby panienka tu tak samotnie tu siedziała? - Nie wytrzymał syndrom ratowania całego świata był silniejszy, po za tym miał syna, a instynkt rodzicielski (wobec całego wszechświata) był u niego czymś na porządku dziennym.
Uśmiechnął sie delikatnie do dziewczęcia, nie wiedząc co też takiego chodzi jej po głowie. Gdyby wiedzia, poradziłby jej, że zakochiwanie się w nie jest mądrym pomysłem, że już lepiej skupić się na edukacji, ona była pewniejsza, miłość raz była, a potem znikała, zostawiając Cię samotnego, w pustym mieszkaniu z pustym wazonem.
- To mój obowiązek służyć pomocą, tam gdzie jest tylko potrzebna i w formie, która akurat jest oczekiwana. Pięknie panienka, mówi i z wielką przyjemnością wysłuchuję się panienki słowa. To bardzo miło ze strony wiatru, że tak pięknie śpiewa, szkoda tylko, że nie każdy dostaje bilet na tak wspaniały koncert.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Wto 07 Lis 2017, 00:01
Bądź bezpieczna, Galino. Uważaj na siebie, Galino. Nie ufaj obcym ludziom, chodź po chodniku, nie przedstawiaj się od razu nazwiskiem, kiedy jesteś sama. Ileż takich nakazów już w swoim życiu od matuli usłyszała... Łamała więc, jak to na buntowniczkę z krwi i kości przystało, wszystkie te zasady ustanowione przez rodzinę. I robiła to nagminnie, cudem unikając nieszczęść.
Co za różnica?! Największe nieszczęście jakie mogło już Aristovów przecież dopadło. Zaraza, pech, jak trucizna po żyłach, zakazane słowo na o, miejskie legendy i płacz zranionej dziewczynki, która nie chce, a musi. Cóż gorszego sięgnąć jej miało, nie licząc samej śmierci? Tylko że wtedy, jeżeli nikt w szacunkach się nie pomylił, to co doczesne i tak stanie się jej mocno obojętne. Podobno w ostatniej chwili człowiek na dobre i na złe godzi się z odejściem, łapie kostuchę za dłoń i tyle. Po tobie. A tyle planów było, tyle marzeń, szeptów do gwiazd, mrugnięć okiem.
- Doprawdy - zaczęła, odrobinę innym tonem głosu - zabrzmiał pan teraz, panie Kryll, jak moja matka.
Czuły punkt. To właśnie spostrzegawczy człowiek mógł dostrzec w zmianie jej aparycji. Młoda kokietka przerzuciła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, oczami lekko przekręciła, ale uśmiechu z ust nie zdjęła - niech ten szanowny pan nie myśli, że aż tak łatwo było ją do siebie zniechęcić.
Aristova czuła się jak porcelana, leciutka, piękna i delikatna. Trzeba było o nią dbać, by się nie zakurzyła, trzeba było jej używać, aby czuła się potrzebna. I chociaż tak niewiele trzeba było, aby się pokruszyła - niech będzie, niech upadnie - czasami najlepsza filiżanka to ta z wyszczerbionym uszkiem.
- To koncert niebiletowany. Koncert od samej Matki Natury, co mi najpiękniejszą z pór roku przywołała w najlepszym jej obliczu. Jakże bym mogła sobie spacer po ogrodzie darować, kiedy wszystko się zieleni i kwitnie, wręcz prosząc o uwagę. I muszę przyznać, że bardzo skutecznie.
Wzrok jednak na krótki moment utkwił w niebie. Słaba była Galina z rzeczy wymagających tęgiego umysłu - była jedynie filiżanką z porcelany, niczym więcej. Może płatkiem tonącym gdzieś w czystej wodzie, szumem wodospadu, trelem rudzików, kwitnącym wrzosem, ale to już w oczach swoich tylko i wyłącznie. Mimo tego nie można było jej odmówić orientacji w terenie i bezbłędnego określania czasu.
Czas był na nią. Konkretniej - jej zniknięcie. Nikt jednak nie powiedział, że miało być ono szybkie. O nie! Nóżki chciały podziwiać, kiedy niosło je przez te okolice.
- Jeżeli się szanowny pan martwi, to nie pogardzę, żeby powoli odprowadził mnie do wyjścia. Oczywiście, jeżeli to nie problem. Nie ukrywam, że miło mi w pana towarzystwie.
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Ogród botaniczny   Wto 07 Lis 2017, 16:25
- Najwidoczniej jest to nabyta zdolność wszystkich rodziców. - Nie zauważył zmiany głosu, a może nie zwrócił na nią uwagi, za bardzo pogrążając się we własnych myślach. Oczyma wyobraźni zobaczył Jarka, małego i bezbronnego jak papierowy żołnierzyk, pamiętał jak próbował śpiewać mu piosenki, jak nosił go na baranach i pokazywał Pragę, opowiadał o budynkach ich historię i legendy, które się w nich toczyły. Pamiętał jak chciał zmienić świat na lepsze, żeby jego rodzina żyła w bezpiecznie, a potem poznawał coraz więcej ludzi, coraz więcej smutku i zgrozy, i już chciał, żeby wszyscy mogli tak żyć. Jak łatwo jest się czasem zatracić w wizji szukania większego dobra.
Uśmiech na krótką chwilę znika, kąciki ust opadły, a wargi wyprostowały się, w cienką nic nie znaczącą kreskę, szare oczy zgasły, zasłonięte przez mgłę przeszłości, ręce, które wcześniej zwisały beztrosko, teraz zdają się na siłę znaleźć dla siebie zajęcie, dlatego mimowolnie próbuje szarpią za guzik przy mundurze, szybko jednak przestaje w obawie, że odpadnie, a kto mu go wtedy przyszyje?
- Prawdziwe są to słowa, to moja pierwsza wiosna w Petersburgu, jednak muszę się zgodzić, że oszałamia mnie ona gamą swych barw, zapachów, pragnę zobaczyć jeszcze wiele twarzy tego miasta zanim wrócę do domu. - W słowach tych przebija się kolejna nutka melancholii, tęsknoty za domem, kocimi łbami praskich uliczek, mostem Karola i cała magiczną aurą Starego Miasta. Los wygnał go z jego domu, skazując na dolę emigranta, w tajemniczym kraju jakim jest Rosja, dzikim i szalonym, z licznymi zasadami, których jeszcze nie poznał i do których nie ma podręcznika, ile gaf przed nim zanim nauczy się jak poruszać na tym polu minowym konwenansów.
- Nie musi panienka prosić, zrobię to z największą przyjemnością. Może wesprze się panienka na mym ramieniu, o ile nie będzie to zbyt wielka gafa z mej strony, ciągle nie jestem pewien jak powinienem się tu zachowywać. Jestem od niedawna w mieście i ciągle zachowuję się nieodpowiednio, mimo, że całych sił staram się tego nie robić.
Przeszli kilka kroków, a gdzieś między słowami wychodzącymi z ust Galiny w głowie Krylla pojawia się mroczny plan.
- Mam do panienki ogromną prośbę, wiem, że to może być niestosowne z mej strony, ba jestem pewny, że jest to pomysł głupi, jednak pragnę jak najlepiej spełniać moje obowiązki, a to zobowiązuje do odpowiedniego zachowania. Czy mogłaby panienka zdradzić mi sekrety waszej etykiety, mam nadzieję, że nie urażą Cię moje słowa, ale mam wrażenie, że czas się u was trochę zatrzymał i nadal tkwicie z całym dobrodziejstwem kultury XIX wieku, czytałem o tych czasach, ale co innego znać teorię, a musieć sprawdzać jej znajomość w praktyce. - Spogląda na nią z nadzieją w szarych oczach.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Sob 18 Lis 2017, 00:07
Wachlarz emocji przez Galinę prezentowany zwiększał się i ubarwiał z każdą sekundą i każdym słowem, jakie to śmiało opuścić jej usta. Nie tylko dlatego, że czuła i chciała to zaprezentować - po prostu uwielbiała wyglądać na uniesioną, zagrać kogoś, kim nie była, udawać. Żadna z niej była aktorka, każdy by się poznał na kłamstwie, ale jakoś udawało jej się ukrywać wewnętrzną pustkę i pytania o słuszność egzystencji. Za uśmiechem, jak brzydotę za grubą warstwą makijażu.
Jej myśli zatrzymały się na chwilę, zatoczyły kilka pętli w zaplątanym algorytmie jakim były próby Aristovej w dedukcji i indukcji i wreszcie przyznała sama sobie, że denerwowała ją niewiedza. Daleko było oczywiście antyczarodziejce do nauk ścisłych i wielkich teorii, ale to uczucia przecież, przedstawiane za pomocą wyszukanych metafor były podstawą sztuki, jaką próbowała światu zaprezentować. Czy takie działania nie były miłe samemu Bogu? Opisanie najpiękniejszego arcydzieła wszechświata, człowieka, wszystkiego co mógł zaoferować drugiej osobie.
Wszyscy byli stworzeni na Jego podobieństwo.
Ciężko było uwierzyć w to, że w jakiś sposób czyniło ją to podobną nawet i do Maman. Do Bohusa również. Do Pana C. Do każdego.
Delikatna, drobna dłoń arystokratki chwyciła za ramię białogwardzisty. Ruska i Czech - kto by pomyślał, że taka dwójka mogła iść obok siebie spokojnym krokiem, ale przecież lata zacierały ślady historii.
- Nie będę ukrywać, Szanowny Panie - zaczęła, pozytywnym, choć lekko rozbawionym tonem sygnalizując swoją otwartość - iż jestem najprawdopodobniej najgorszym z możliwych pomocników w tej dziedzinie. Matka moja by powiedziała, że jestem beznadziejnie naiwna, Ojciec, że urodziłam się z iskrą buntu w oku. Zmierzam tą wypowiedzią ku temu, że żadna ze mnie tradycjonalistka. Ja schematy przekreślam, nie powielam.
Wolna z dłoni pogładziła raz jeszcze błękitną falbankę.
- Pięknie się patrzy na powiew świeżości w naszym małym, ciasnym, petersburskim świecie. Ah, gdyby tylko więcej osób zechciało wpaść w jego rytm, byłabym zachwycona, bo chociaż ma w sobie przeszłość i zbudowana przez nas kultura wielką wartość, nie potrafię zrozumieć człowieka nie próbującego udoskonalać, odkrywać i patrzeć do przodu. Inaczej się gnije w tej swojej strefie komfortu i śmierdzi odleżyną i stęchlizną.
Powrót do góry Go down
avatar

Praga, Czechy

39 lat

brudna

neutralny

honorowy gwardzista
http://petersburg.forum.st/t1178-bohus-kryll#4647 http://petersburg.forum.st/t1212-bohus-kryll#4802 http://petersburg.forum.st/t1213-kartoteki-milicyjne#4804 http://petersburg.forum.st/t1302-tolstoj
PisanieRe: Ogród botaniczny   Wto 21 Lis 2017, 11:25
Pogoda była piękna, nowe buty wygodne, a w plecach nie łupało go już od tygodnia. Gdyby Bohus nie był sobą, a stałby się na jedną chwilę kimś zupełnie innym mógłby, niesiony tą radością zacząć śpiewać, tańczyć albo wygłaszać kwieciste mowy. Niestety albo stety pan Kryll był tylko panem Kryllem, więc w komplementach na temat uroku otaczającej go aury wyrazić się potrafił jedynie w prostych żołnierskich słowach, bardzo ładnie. Ach prostota niektórych umysłów potrafiła zaskakiwać.
Zmierzając w kierunku nieubłaganego końca z piękną panną Aristov u boku, Boguś pozwolił sobie na chwilę relaksu, odpływając myślami na wody tak odległe, że nie dało się myśli, które tam powstawały ubrać słowa. Spytany nad czym tak duma, uśmiechnąłby się tylko zagadkowo po czym z rozbrajającą szczerością stwierdził, że o niczym. Były to toki poznawcze, niemożliwe do przełożenia na żaden znany ludzki język, chociaż słyszał, że w starym krasnoludzkim było na to określenie.
- Tak? Bardzo mi smutno z tego powodu. – Posmutniał na chwilę, oczy mu jakby opadły, wbiły się w grunt, krok przez moment zdawał się mniej dziarski, a kąciki ust delikatnie opadły poniże swej wcześniejszej mocno wygiętej linii. Szybko jednak wrócił do siebie z przed chwili, gdyż w głowie urodził mu się jego zdaniem doskonały pomysł. – Przepraszam za mą impertynencję, ale może zna panienka kogoś, kto miałby czas i chęci by przedstawić mi trudne arkana rosyjskiej etykiety? Oczywiście byłbym skłonny zapłacić za te lekcję, co prawda budżet gwardzisty do najwyższych nie należy, ale wierzę, że udałoby się nam jakoś dogadać? – Zapytał spoglądając na nią wzrokiem przepełnionym nadzieją. Z jego informacji wynikało, że ostatnio dużo działo się w mieście i czy mieli na to ochotę, czy nie zostaną im przydzielane zadania obstawiania co ważniejszych uroczystości, w takim przypadku powinien wiedzieć jak się zachować.
Szli dalej, z ciekawością przysłuchiwał się słowom dziewczyny, które jednak zasmuciły go szczerze.
- Panny słowa wprawiają mnie w zakłopotanie, ze smutkiem muszę powiedzieć, że gdyby zależało to ode mnie to nigdy bym tu nie przyjechał, pewne okoliczności zmusiły mnie jednak do opuszczenia jak panienka to nazwała „mojej strefy komfortu”.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

21 lat

obstaculus

błękitna

neutralny

poetka
http://petersburg.forum.st/t1028-galina-aristova#3644 http://petersburg.forum.st/t1030-dziennik-galiny http://petersburg.forum.st/t1029-galinka#3646 http://petersburg.forum.st/t1032-zimistrz#3650
PisanieRe: Ogród botaniczny   Czw 07 Gru 2017, 00:15
Galina udała zastanowienie, chociaż już znała odpowiedź. Oczywiście, że w szeregu znanych jej osób widniało wiele imion i nazwisk kojarzących się z silną posuchą jeżeli o życiową rewolucję chodziło. Zdawała sobie jednakże sprawę z tego, że wiązało się to z czymś, a mianowicie... brakiem sympatii dla ludzi spoza kręgu rysowanego złotą kredą. A może się myliła? Miała jeszcze trochę czasu na wytężenie resztek możliwości swojego umysłu i ruszenie do przodu w tym przemyśleniu, kiedy kroki niosły ich ku wyjściu z ogrodu botanicznego.
Dziwnie musieli wyglądać, ale przecież dziwne rzeczy były czymś, co Aristova uwielbiała i pielęgnowała. Dziwactwo wymagało zaangażowania, jeżeli chciało się być dziwnym w sposób ciekawy i ujmujący, a nie odrażający.
"Tak, wydaje mi się, że tak".
Niby kilka osób, ale trzeba było je jeszcze przebrać, nadać wszystkiemu więcej siebie. "Ale to ktoś... nieco nietypowy".
Przebijali się wspólnie przez ścianę zieleni, a ich rozmowa niknęła zagłuszona śpiewem ptaków, szumem liści i resztą wiosny, sprezentowanej ich oczom w całej okazałości. Reszta rozmowy należała wyłącznie do ich uszu. Niech ten wspólny, krótki spacer ukoi zmęczone zmysły. Nijak do siebie niepodobni, o rozbieżnych potrzebach. Wykresy ich wieków tworzyły wręcz przepaść. Ale czasami po prostu tak jest. Nie wszyscy musieli być perfekcyjni, o czym Galina, jako ujmująca ten niepożądany stan rzeczy w slowa, wiedziała najlepiej. To było najciekawsze, chociaż najmniej barwne - jak leżący na ziemi liść, kiedy wszyscy zajęci są zrywaniem pachnących wrzosów. Nie każdy jednak zdaniem dziewczyny był w stanie to zauważyć i docenić. Po jakimś czasie przestała już liczyć na zmianę tego stanu rzeczy.

Bohuš i Galina z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogród botaniczny   
Powrót do góry Go down
 
Ogród botaniczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: