Навигация

Biblioteka
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieBiblioteka   Sob 04 Lut 2017, 18:24
Biblioteka

Pomieszczenie nie przypomina w ogóle tych, które przychodzą w pierwszej kolejności na myśl, kiedy ktoś wspomni o bibliotece zamkowej lub akademickiej. Nie jest pełna ciemnych zakamarków, wręcz przeciwnie – wszystkie półki, stoły, ławy, stoliki i inne drobniejsze meble wykonane są z jasnego drewna. Półki sięgają niemalże sufitu, zasłaniając całkowicie większość ścian, a przy niektórych stoją wysokie, pozłacane i zdobione drabiny. Podłoga za to jest marmurowa i pokryta dodatkowo lazurowymi chodniczkami wzdłuż korytarzy. W bibliotece pałacowej znajduje się wiele zbiorów sprzed paru wieków, które umiejscowione zostały w specjalnych gablotach za magicznym szkłem. Dostęp do nich mają wyłącznie wykwalifikowani archiwiści. Jest jednym z niewielu pomieszczeń, do którego wstęp o każdej porze dnia i nocy mają wszyscy członkowie rodów, bez względu na swój wiek czy miejsce w hierarchii.

Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Biblioteka   Sob 17 Lis 2018, 12:26
17.07.1999

Pierwsze spotkanie w sprawie kryzysu związanego z atakami jarchuków odbyło się już ponad dwa tygodnie wcześniej. Od tamtego czasu zarówno drzwi biblioteki w Pałacu Sprawiedliwości, jak również sam Pałac pozostawały niemal cały czas otwarte dla każdego, kto zechciał wspomóc ministerialny zespół ekspertów do spraw magicznej fauny i flory w rozwiązaniu problemu z czarnymi bestiami. Prawdopodobnie nikt nie spodziewał się, że nie będzie to tak proste, jak początkowo zakładała Starszyzna. Im dłużej eksperci wraz z amatorami przesiadywali nad możliwymi sposobami poradzenia sobie z zaistniałą sytuacją, tym mniej możliwe każdemu wydawało się znalezienie rozsądnej i, przede wszystkim, jakiejkolwiek drogi wyjścia. Uciekający im przez czas palce oraz wcale nie poprawiający się stan zdrowia ofiar jarchuków nie poprawiał sytuacji – zdenerwowanie zaczynało brać nad niektórymi górę, uniemożliwiając właściwą ocenę faktów i łączenia w całość poszczególnych elementów układanki. Więc mimo że niemal codziennie pojawiały się nowe ręce do roboty, tak samo wiele po każdym dniu wykruszało się z pierwotnej ekipy. A to znaczyło, że większość pracy musiała być rozpoczynana od początku, co było katastrofalnym motywatorem.
Część osób była jednak niestrudzona w poszukiwaniu rozwiązania tak palącego problemu. Piętrzące się wokół nich stosy woluminów, notatek i traktatów przywodziły na myśl mury prowizorycznej, zbudowanej z desperacji fortecy, a zmęczone twarze jakie zza nich wychylały, niechybnie świadczyły o tym, że czarodziejom dawno nie dane było się porządnie wyspać. Mimo to na widok pojawiających się towarzyszy udawało im się wykrzesać z siebie chociaż trochę optymizmu, by powitać ich pokrzepiającymi uśmiechami, kiwnięciami głową i pełnymi otuchy słowami, że na pewno są już dużo bliżej znalezienia złotego środka niż było to choćby wczoraj.
- Jakieś wieści ze szpitalnego laboratorium? – Pytanie rzucono mimochodem do jednej z pierwszych grup związanych z Hotynką, która zjawiła się na porannej zmianie. Kilku uznanych uzdrowicieli postanowiło na typowo medyczne rozwiązanie, uznając, że skoro to widoczne obrażenia, z którymi zazwyczaj sobie radzono, tym razem również mogłoby się to udać tyle że bez ingerencji magicznych środków.
Powrót do góry Go down
avatar


Oban, Szkocja

29

czysta

neutralny

psycholog służb bezpieczeństwa, próbuje być dyplomatą, szpieguje
http://petersburg.forum.st/t1968-ben-watts http://petersburg.forum.st/t1972-ben-watts#10463 http://petersburg.forum.st/t1973-ben#10465 http://petersburg.forum.st/t1974-sigyn#10467
PisanieRe: Biblioteka   Pon 19 Lis 2018, 20:24
Obstawienie murami wybudowanymi z woluminów pachnących wytartą skórą i przykurzonymi kartami od zawsze zwykło wzbudzać w młodym Wattsie poczucie bezpieczeństwa oraz cichą pewność, że prędzej czy później odnajdzie rozwiązanie zagadki, którą miał akurat w rękach. Teraz wzbudzały jedynie chłodne rozczarowanie, gdy wraz z kolejną przerzuconą kartą i każdym słowem rozwiązanie problemu wciągniętego na szczyt listy priorytetów przez rosyjskie władze wciąż wydawało się tak samo odległe.
Był tu od początku, ze swoją specjalizacją w psychologii pasując do pełnego zapału kółeczka złożonego z uzdrowicieli, botaników, zoologów oraz pasjonatów tychże dziedzin jak pięść do przysłowiowego nosa. Przynajmniej na początku, kiedy jedyne co robili, to przekrzykiwali się, popisując wiedzą prowadzącą w ślepe, sprawdzone w przeszłości zaułki – Ben nie musiał słuchać ich myśli, by wiedzieć, kto  raźnym krokiem przyszedł do Pałacu Sprawiedliwości, by dopieścić swoje ego. Zanim usiedli razem zdobył tyle pism i woluminów szeroko i wąsko traktujących o jarchukach, ile zdołał, zawalając nimi lwią część salonu. Claire niby doceniała zaangażowanie z jakim oddawał się sprawie, szczególnie, że mieli pisać o tym raporty do przełożonych w Anglii, ale widział, że w pewnym momencie zaczęła drgać jej brew. Zła żona równa się nieprzyjemna żona, równa się chwilowy brak chęci na radosne spędzanie wieczorów, równa się niezadowolony Watts. Dlatego też notatki szybko zaczęły zastępować książki.
Może i nie przynosił ze sobą ekspertyz oraz lat studiów w temacie, ale skoro tak wielu odchodziło, równie dobrze mógł zostać i dokładać swoją cegiełkę uporu, oczytania i kontaktów. Ledwie dwa dni wcześniej wysłał wiadomości do wuja zafiksowanego na punkcie magicznych stworzeń oraz matki zielarki z pytaniami, czy nie byliby w stanie podsunąć czegoś, o czym Rosjanie dotąd nie pomyśleli. Wiązało się to z nieco uporczywym tłumaczeniem tekstów opisujących jarchuki na angielski, ale jakoś dał radę wtrącając też słowa po norwesku, jeśli akurat one najlepiej oddawały istotę rzeczy. Wychodziły z tego w niektórych fragmentach gramatyczne koszmarki, zdania które dałby radę prawidłowo odczytać tylko ktoś, kto biegle posługiwał się oboma językami.
Witał się cicho, bądź oszczędnym skinieniem głowy, bardziej zainteresowany szybkim przejrzeniem notatek, które zrobił poprzedniego wieczora przed snem. Nie było tego wiele i raczej rozczarowywało pod kątem praktycznego użycia, odetchnął więc krótko, opierając się wygodniej o krzesło i odruchowo zarzucając nogę na nogę. Zachowywał neutralny, może nieco nieobecny wyraz twarzy, póki nie napotkał wzroku siedzącego naprzeciwko Naryshkina – spokojnego, czasem płoszącego się wewnętrznie przy ludziach uzdrowiciela, który wiedział, o czym mówił, jeśli już zdecydował się odezwać. Kąt ust Wattsa uniósł się nieco, po czym on sam zerknął i na pozostałych, obecnych w bibliotece uzdrowicieli, którzy mogli odpowiedzieć na zadane pytanie. Werbalnie lub szybką, wyjątkowo głośną myślą.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

jeszcze 22 lata

czysta

neutralny

student medycyny, asystent, stażysta
http://petersburg.forum.st/t1475-lukasz-odrowaz#7375 http://petersburg.forum.st/t1489-lukasz-odrowaz#7579 http://petersburg.forum.st/t1490-a-dajcie-mi-wszyscy-swiety-spokoj#7581 http://petersburg.forum.st/t1488-odrzel#7577
PisanieRe: Biblioteka   Wto 20 Lis 2018, 23:37
Łukasz nie mógłby sobie odpuścić takiej okazji do wkręcenia się w ważny społecznie temat, który mógł go jakimś cudem wynieść na wyżyny sławy w kręgach magicznej medycyny i otworzyć drzwi do kariery z prawdziwego zdarzenia. Fakt, jego dotychczasowa, ciężka praca w zdobywaniu wiedzy mogła okazać się niewystarczająca, nie zmieniało to jednak prawdy, że skoro okazja czyni złodzieja, to jego może zrobić lekarzem, tyle że na przymusowym stażu. Nigdy by sobie nie wybaczył gdyby odpuścił coś takiego, nie wspominając o biednych ofiarach, których cierpienia nie chciał, do tego planował z nim zawalczyć, ale widział i coś dobrego w ich przymusowym poświęceniu. No, ale Odrowąż był w końcu egoistą, więc nie zamierzał płakać nad rozlanym mlekiem jakim były ugryzienia jarchuków.
Trochę już tu siedział i wiedział, że zespół z Hotynki myśli w ogóle nieracjonalnie. W końcu jeśli jarchuk należał do magicznej fauny (a z pewnością nie do mugolskiej) dawał głowę, że zwykłe zaleczanie ran nie wystarczy. A że wczoraj podczas prysznica (podczas którego w końcu wpadają najlepsze pomysły) pomyślał, że tu może chodzić o coś w rodzaju jadu chciał zaproponować zbadanie tego zwierzęcia pod tym względem. Wiedział, że mógł sam wpaść na jakiś głupi pomysł, ale uznał, że jeśli węże mają jad i odtrutkę (a przynajmniej tak słyszał) to może te czarne psy mają coś podobnego? Albo chociaż sam jad, który po zbadaniu okaże się łatwo wyleczalny?
Miał jeszcze parę pomysłów, ale ten aktualnie wydawał mu się najbardziej logiczny, więc od niego chciał zacząć. Jeśli się okaże, że jego koncepcja została obalona dawno temu przez jakiegoś biologa, naukowca czy kogoś takiego będzie mógł o niej całkowicie zapomnieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

piosenkarka
http://petersburg.forum.st/t2030-yelena-vasina http://petersburg.forum.st/t2033-lena-vasina#11184 http://petersburg.forum.st/t2035-lenka#11186 http://petersburg.forum.st/t2034-dzwonek#11185
PisanieRe: Biblioteka   Sro 21 Lis 2018, 00:19
Yelena nie była pewna, czy powinna się tutaj w ogóle pojawić. W końcu była śpiewaczką od siedmiu boleści a nie kwalifikowanym medykiem, czy było w ogóle dla niej tutaj miejsce? Dawno nie miała potrzeby używać swoich zdolności medycznych, chyba że chodziło o połatanie kogoś po misji u raskoli, ale nawet i wtedy znajdowali się lepsi od niej, którym po prostu ustępowała miejsca. Jakiś cichy głosik w jej głowie, sugerował jej, że może to jej szansa by zabłysnąć, by wybić się i zaimponować swoją wiedzą. Zdawało jej się jednak, że był on zbyt stłumiony przez hałdy pesymizmu, które nazbierała przez całe życie.
Jednak w takim razie... co ona tu w ogóle robiła?
Cóż, liczyła że chociaż w jakimś stopniu pomoże, albo przynajmniej posłucha kogoś mądrzejszego od niej i sama się czegoś nauczy. A jeśli nie... to cóż, będę kradła jedynie innym powietrze i przestrzeń.
Czy miała jakieś pomysły? Cóż. Może kilka. Nie wiedziała dokładnie co powoduje tak paskudne pogorszenie się rany w przypadku ugryzienia przez te stwory. Czy wydzielają jakiś jad? Czy to ich ślina? Czy przenoszą jakieś paskudne zarazki? Budziło jej to skojarzenia ze wścieklizną. Czy to możliwe, ze była to wścieklizna tylko na magicznych sterydach? Hmm... to było zapewne w jakimś stopniu możliwe. W każdym razie, odymienie się dzięgielem litworem przed wyjściem gdziekolwiek było też zawsze opcją, lepiej zapobiegać niż leczyć. Śmierdziało się po tym jak Auschwitz, jednak słyszała bajania, że odpędza to te psy. W sumie się nie dziwiła, jebie to jak cholera.
Biblioteka... tyle wiedzy schowanej między stronami. Przez sekundę zatrzymała się, by podziwić piękno tego miejsca, jednak stwierdziła, że ma cel do spełnienia tutaj, koniec z zachwytami. Poszła w stronę dzienników, kojarzyła tyle o ile, że był jeden uczony, który zajmował się mugolskimi chorobami w magicznym świecie. Warto zawsze sprawdzić, prawda?
Powrót do góry Go down
avatar


Tbilisi, Gruzja

34 lata

cień

nieznana

za Raskolnikami

psychiatra i właściciel lokalu „Mekka”
http://petersburg.forum.st/t2023-bagrat-chanturia http://petersburg.forum.st/t2026-bagrat-chanturia#11038 http://petersburg.forum.st/t2027-bagrat#11039 http://petersburg.forum.st/t2025-stalin#11036
PisanieRe: Biblioteka   Czw 22 Lis 2018, 20:44
Bagrat Chanturia niezwykle rzadko pojawiał się publicznie pod swoją prawdziwą postacią. Chorobliwie dbał o swoje dobre imię i nazwisko, nie chciał być w końcu przypadkowo wiązany z Raskolnikami, biorąc pod uwagę jego rozkwitającą karierę czarującego psychiatry w Hotynce, któremu na kozetce naiwnie zwierzała się ze swoich brudnych i pikantnych sekretów część Starszyzny. Chanturia dobrze znał struktury szpitala, pracował na Oddziale Zamkniętym i Psychiatrii od kilku dobrych lat, dlatego bez większego zastanowienia postanowił wziąć udział w poszukiwaniach złotego środka na ugryzienia jarchuków. Pokazywał się więc regularnie na spotkaniach pod maską jednego z naukowców, którego kiedyś udało mu się poznać osobiście. Dlatego też czterdziestokilkuletni Taras Lomonosov, chcąc wspomóc swoją bezcenną wiedzą i rzekomo ciężko zdobytym doświadczeniem, przybył tu aż z Machaczkały, niedużej miejscowości nieopodal Morza Kaspijskiego, która znajdowała się wcale nie tak daleko od jego rodzinnej, ukochanej Gruzji. Sam Chanturia był całkowicie przekonany, że nikt o nim nawet nigdy w życiu nie słyszał, toteż z tego powodu bezczelnie postanowił wykorzystać jego całą postać. Wcielony tymczasowo do Hotynki na specjalnych zasadach, pracował z innymi uzdrowicielami w laboratorium. Zachowywał się jednak niezwykle ostrożnie, byleby nie wzbudzić niepotrzebnie podejrzeń, które mogłyby go całkowicie zdemaskować. W końcu nie był tam tylko po to, by im pomagać.
- Nie bardzo. Wciąż czekamy na ostateczne wyniki – odpowiedział mocno zachrypniętym, niskim głosem, poprawiając staromodne okulary, które nosił zawsze na zakrzywionym nosie. Odchrząknął cicho pod nosem, po czym uważnie rozejrzał się po czarodziejach zebranych w bibliotece. Pojawiło się kilka nowych twarzy. – Otrzymaliśmy za to z samego rana wiadomość o trzech następnych ofiarach. Niestety, drodzy państwo, mamy coraz mniej czasu, jeśli chcemy ich uratować. – Dowiedział się tego od jednej z nowych recepcjonistek; nietrudno było ją przekonać, by zdradziła mu jakieś informacje w zamian za kilka miłych i czułych słówek na dzień dobry. Chanturia, w przeciwieństwie do innych ludzi, bawił się przy tym przednio. Nie był tutaj po to, by znaleźć lek na jarchuki. Pełnił rolę szpiega, który chciał o wszystkim wiedzieć na bieżąco – nie tylko dla Raskolników, ale przede wszystkim dla samego siebie. Bagrat od zawsze był żądnym wiedzy, uwielbiał być w centrum uwagi, przy każdej możliwej okazji próbując bezowocnie zaspokoić swoje ego. W tłumie znajomych osób niespodziewanie zauważył Vasinę – stali po tej samej strony barykady, choć nie wiedziała, że to właśnie Chanturia kryje się pod postacią Lomonosova. Uśmiechnął się do niej ledwo widzialnie.
Cześć, gwiazdeczko.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

25 lat

błękitna

neutralny

alchemiczka, nieoficjalnie trucicielka
http://petersburg.forum.st/t2038-yelizaveta-dolohova http://petersburg.forum.st/t2040-yelizaveta-dolohova http://petersburg.forum.st/t2039-trucizna-jest-bronia-kobiet http://petersburg.forum.st/t2041-tiberius
PisanieRe: Biblioteka   Pią 23 Lis 2018, 22:15
Zapewne nikt nie spodziewał się tutaj jej, filigranowej szlachcianki o śnieżnobiałej cerze i ciemnych włosach, okalających twarz. Pofalowane kosmyki swobodnie opadały wzdłuż jej twarzy, zaś reszta włosów była spięta w luźny kok. Yelizaveta ubrana była w szatę o swoim ulubionym kolorze - czarnym. Co nią kierowało? Chyba naukowa ciekawość oraz interesy Starszyzny, bo chociaż była politycznie neutralna to rodzice wychowali ją w pogardzie do czarodziejów mugolskiego pochodzenia, a ona sama była dosyć związana ze swoją dynastią i jej zadaniem było dbanie o dobre imię rodu. Oczywiście, że przyszła na owe spotkanie przygotowana, z pewnym pomysłem na rozwiązanie, które mogło przynieść postęp w sprawie. A może tknęło ją sumienie? Niezależnie od tego, co nią kierowało, postanowiła opuścić dobrze znane sobie mury rezydencji w Ufa i stawić się na jednym ze spotkań, które rzekomo miało prowadzić do przełomowego odkrycia sposobu na wyleczenie ofiar jarchuków.
Na razie jednak postanowiła milczeć i nie zwracać na siebie większej uwagi, prawdopodobnie dla większości obecnych tutaj będąc jedynie wysłannikiem Starszyzny, niewiele rozumiejącą powagę sytuacji panną. Cóż, pozory mogły mylić, ale dopóki nie uzna tego za dobre posunięcie, nie wychyli się poza szereg. Jednakże z udręką słuchała wywodów nadętych uzdrowicieli, którzy postanowili leczyć pacjentów objawowo, nie chcąc docierać do źródła problemu. Odchrząknęła delikatnie. - Przepraszam, że się wtrącę, ale widzę, że badania szpitalnych laboratoriów nie przynoszą skutków, nikt dotąd nie uwarzył eliksiru tak silnego, aby cofnąć szkodliwe objawy ugryzienia. Może to czas, aby tak naprawdę zająć się poszukiwaniem żar-ptaków? Jak większość z nas wie, jego pióra mają silne właściwości lecznicze, według mnie wystarczająco silne, aby wyleczyć ofiary ataków - jej głos był spokojny, na twarzy miała delikatny, uprzejmy uśmiech, ale coś w jej głosie mówiło, że to rozwiązanie i taka myśl jest na tyle oczywista, że nie wie dlaczego teoretycznie bardziej doświadczeni od niej alchemicy i uzdrowiciele nie wpadli na ten pomysł znacznie wcześniej.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

32 lata

czysta

neutralny

uzdrowiciel (specjalista w dziedzinie zatruć), alchemik
http://petersburg.forum.st/t1892-oleg-naryshkin http://petersburg.forum.st/t1902-oleg-naryshkin#9548 http://petersburg.forum.st/t1905-olka#9553 http://petersburg.forum.st/t1904-zino#9550
PisanieRe: Biblioteka   Nie 25 Lis 2018, 17:59
Do ostatniej chwili nie był przekonany, czy w ogóle chce się w to zaangażować. Do ostatniej chwili nie był pewien, czy spęd specjalistów i amatorów w jednym miejscu to rzeczywiście najlepszy pomysł i do ostatniej chwili też nie do końca widział w tym wszystkim miejsce dla siebie. To, że był uzdrowicielem, specjalistą od zatruć i alchemikiem - zdawałoby się, oczywiste atuty w tej sytuacji - zupełnie nie miały dla niego znaczenia, bo Oleg już jakiś czas temu przestał myśleć w sposób oczywisty. W tym momencie wcale nie uważał, by wszystkie powyższe przymioty wiązały się z obowiązkiem bycia tutaj, uczestniczenia w całej tej inicjatywie. Nie, wcale się nie wiązały. To, że zdecydował się wziąć w tym udział było jego własną decyzją, w żaden sposób nie wynikającą ze społecznej presji. Och, oczywiście, Naryshin wiedział, że podobna presja i podobne oczekiwania istnieją. Wiedział, po prostu nie przywiązywał do tej wiedzy wagi. Zdecydował się brać udział w tych zebraniach bo... Cóż, bo tak. Nie miał na to szczególnie dobrego wytłumaczenia. Może po to, by ratować ludzi, co przecież robił całe życie. A może z zupełnie innych względów.
Niezależnie od motywów, nie zmieniały one faktu, że Oleg wciąż do swej obecności tutaj nie był w pełni przekonanych.
Tym niemniej przyszedł, niemym skinieniem głowy przywitał się z tymi, których kojarzył - ze szpitalnych korytarzy lub, jak choćby w przypadku Wattsa, z innych miejsc, których w tej chwili nie byłby w stanie wskazać palcem czy wymienić - i usiadł na jednym z wolnych miejsc, zastanawiając się, co tak naprawdę z tego będzie. Z tego spotkania i z kolejnych (bo nie wierzył, że sprawa zamknie się tu i teraz, skoro nie zamknęła się już wcześniej). Czy w ogóle cokolwiek z tego będzie.
- Biorąc pod uwagę, że od przeszło dwustu lat nie było nawet najmniejszych wzmianek o jakimkolwiek żyjącym okazie żar-ptaka, są podstawy uważać, że podobne poszukiwania byłyby stratą czasu, którego nie mamy - odezwał się po długiej chwili milczenia, podczas którego słuchał tylko, co do powiedzenia mieli inni. Nie pałał szczególnym entuzjazmem na uczestnictwo w debatach, zabieranie głosu. Dawno już minęły czasy, kiedy jako pierwszy wychodził przed szereg, wyrywając się do dyskusji - zakładając, że w ogóle kiedykolwiek robił to z faktycznym zaangażowaniem. - To nie tak, że żar-ptaków się nie szuka. Szuka się. Szukają amatorzy, ale też specjaliści - zoolodzy, alchemicy, uzdrowiciele również. To naturalne - skoro gdzieś na świecie miałoby istnieć cudowne lekarstwo, środek na wszystko, nie będzie chwili, w której takie poszukiwania nie będą prowadzone, dopóki ów cud się nie znajdzie. Poszukiwania więc trwają. Po prostu jak dotąd nie przynoszą skutku.
Na kobietę, której propozycję kontrował, spojrzał tylko przelotnie, poświęcając jej wyłącznie niezbędne minimum uwagi. Zresztą, te minimum poświęcał dokładnie każdemu, z kim przyszło mu się spotykać. Jakiś czas temu ludzie zrobili się dla niego... Problematyczni? To było dobre określenie. Wyszli poza jego strefę komfortu. Nie zawsze tak było, ale teraz - już tak. Teraz jedyne towarzystwo, którego potrzebował, którego chciał i pożądał, to towarzystwo Arystei i własnej córki. Nikt inny nie był dla niego ważny, nie tak, by wzbudzić coś więcej niż wynikającą z dobrego wychowania grzeczność czy umiarkowaną, w dużej mierze neutralną sympatię.
- Jeśli chcemy czegoś szukać, proponowałbym skupić się raczej na znalezieniu kogoś, kto z ugryzieniem jarchuka sobie poradził - lub był przynajmniej bliski przełomowi, miał choćby chwilową poprawę stanu. - Uśmiechnął się krzywo. - Sukces takich poszukiwań nadal graniczyłby z niemożliwością, ale moim zdaniem i tak pozostawałby w większym zasięgu niż pogoń za legendą. - W zamyśleniu popukał opuszkami palców w okładkę jednej z leżących nieopodal książek, na której nieświadomie wsparł rękę kilka chwil wcześniej. - Znane jest w medycynie wykorzystywanie ozdrowieńców - ich krwi, surowicy - do leczenia tych, którzy sami sobie nie radzą. Choroba po ugryzienia jarchuka jest skutkiem nieporadności odporności naszych ciał na coś, czym jarchuk nas traktuje. Możemy przebadać samego psa, ale możemy też przebadać chorych - zawahał się na krótką chwilę. - Przebadać nie jako pacjentów, a jako obiekty badawcze. - To się różniło, choć różnice może wcale nie nasuwały się tak szybko. Mimo tego zmiana podejścia zmieniała też metody - wykonywane badania, perspektywę, z jakiej prowadzono analizy. Wtedy, gdy nieco mniej przywiązywano wagę do życia - jego ocalenia, zachowania w jak najmniej naruszonej formie - a nieco więcej skupiano się na samych dolegliwościach, uzyskiwało się inne efekty. Nieco inne lub znacznie inne, zależnie trochę od talentów i wiedzy badaczy, a znacznie bardziej - od szczęścia.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

piosenkarka
http://petersburg.forum.st/t2030-yelena-vasina http://petersburg.forum.st/t2033-lena-vasina#11184 http://petersburg.forum.st/t2035-lenka#11186 http://petersburg.forum.st/t2034-dzwonek#11185
PisanieRe: Biblioteka   Nie 25 Lis 2018, 18:32
Kiedy nawiązała się jakaś dyskusja, Yelena wyściubiła nos spoza dziennika ukraińskiego uzdrowiciela, który właśnie czytała. Miała ochotę wywrócić oczami, kiedy zobaczyła jakąś szlachciankę, tacy to sobie w ogóle ręce brudzą, by przyjść i kogoś leczyć? Nie musiała jej w ogóle znać, by wiedzieć że jest z jakiegoś poważnego rodu, było to po niej widać. Westchnęła delikatnie i nie podjęła dyskusji z nią, mając zamiar wrócić wzrokiem do tekstu, który właśnie czytała, jednak wtedy zobaczyła, że jeden z medyków, chyba, się na nią patrzył. Jakiś stary dziad. Spojrzała na niego mrożącym spojrzeniem, by następnie schować twarz w dziennik. Gdyby wiedziała, że to jest Bagrat pod przykrywką, to by pewnie tak nie zareagowała, no ale skąd miała to wiedzieć? Wtedy kolejna osoba się odezwała, a Yelena powstrzymała się od głośnego, teatralnego westchnięcia. Widocznie ludzie tutaj wolą gadać, zamiast pracować. Po raz kolejny podniosła wzrok i spojrzała tym razem na mężczyznę, zapewne uzdrowiciela... przynajmniej gadał od rzeczy. Spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Przede wszystkim trzeba by było ustalić czym to "coś" jest. Jakieś bakterie znajdujące się w pysku Jarucha? Związki chemiczne zawarte w jego ślinie? Czy coś bardziej magicznego, jak przekleństwo związane z ugryzieniem albo inne naznaczenie. Zadziwiające jest to, że przez tyle lat nikt nie zadał na poważnie takich pytań. - wywróciła oczami. Mugole mają problem ze swoją wścieklizną, ale to nie zmienia faktu, że cały czas szukają lekarstwa, przeciwciał i tego typu rzeczy. Tu musieli siedzieć głęboko z nosami w dziennikach, by dowiedzieć się czy ktokolwiek kiedykolwiek szukał odpowiedzi na ich pytania. No ale wiadomo, dopiero jak pierdolnie to trzeba szukać pomocy.
- Na myśl przychodzi mi paralela do choroby związanej z typowo mugolskimi zwierzętami, jaką jest wścieklizna. Powinniśmy rozważyć fakt, że możemy się mierzyć właśnie z wścieklizną na magicznych sterydach. W końcu ile chorób, nawet z samej nazwy, objawami przypomina te mugolskie, tylko że są silniejsze? Groszopryszczka, Opryszczka. Smoczna ospa, Ospa prawdziwa. Zwietrzenie, przeziębienie... - mogłaby tak wymieniać i wymieniać, ale tyle wystarczyło by podeprzeć jej tezę. Po wypowiedzeniu swojej opinii, wróciła wzrokiem do dziennika, który czytała. Po części z braku ochoty angażowania się w dalszą dyskusję, przedstawiła swoją opinię, co oni zrobią z tym to ich sprawa, a po części ze strachu. W końcu ona nie była uzdrowicielką, nawet nie dostała się na kurs. Wszyscy dookoła byli wyżsi stopniem od niej.
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Biblioteka   Nie 25 Lis 2018, 21:47
Głośne parsknięcie – ni to śmiech, ni oburzenie – rozległo się w bibliotece, która po słowach Olega na kilka ciężkich chwil wypełniła się ciszą, w której każdy obecny zdawał się rozważać zaproponowane przez uzdrowiciela rozwiązanie, a także słowa Yelizavety Dolohovy, które przyczyniły się do rozpoczęcia pierwszej tego dnia dyskusji.
- Naryshkin, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co proponujesz i jak bardzo jest to nieetyczne? – odezwał się z nieskrywaną odrazą jeden ze starszych wiekiem magomedyków, Ravil Dolohov, będący jednocześnie dalekim krewnym Yelizavety. – Przypominam ci, że jesteśmy zobligowani do chronienia życia, a nie eksperymentowania na nim, nawet w imię wyższego dobra. A może. – Mężczyzna uniósł ostrzegawczo rękę w górę, widząc, że niektórzy chcą włączyć się do dyskusji w trakcie, kiedy on mówił. – Może, jeśli żadna z ofiar nie wyrazi zgody na to, by stać się obiektem badawczym, sam zamierzasz przysłużyć się w tak szlachetny sposób tej sprawie? Skoro proponujesz takie rozwiązanie, raczej jesteś zdeterminowany, by wyniki okazały się sprzyjające.
- Panowie, uspokójcie się – żachnęła się jednak z młodych dziewcząt, siedząca nieopodal Yeleny.
Kiedy jej sąsiadka włączyła się do tej szalonej dyskusji, otworzyła jedynie ze zdziwieniem oczy, słuchając tego, co mówi, jednak z każdym kolejnym zdaniem mina jej rzedła – zupełnie nie miała pojęcia, do czego zmierzała rudowłosa, więc strategicznie wycofała się jeszcze bardziej za stos otaczających ją książek, które – dziwnym trafem – w większości traktowały o żar-ptakach, ich niebywałych właściwościach oraz zastosowaniu wszelkich mikstur, w skład których wchodziły jakiekolwiek części tego stworzenia.
- A może, Ravilu Pyotrevichu, zechcesz przedstawić wszystkim tu zgromadzonym listę ofiar jarchuków z ostatnich dwóch tygodni oraz dane na temat ich stanu zdrowia? – zagrzmiał Dosifei Karamazov, ceniony w czarodziejskim świecie naukowiec specjalizujący się w magicznych stworzeniach, który jednocześnie został wyznaczony do sprawowania pieczy nad chaosem tych przypadkowych spotkań. – Taras Lomonosov właśnie zaktualizował ją o trzy nowe przypadki, a z ostatnio otrzymanych raportów nie wynika, by którakolwiek z ofiar miała się w lepszym stanie. Jeśli tak bardzo pragniesz walczyć o zdrowie tych jednostek, równie dobrze możesz próbować amputować im pokąsane części ciała zaraz po zdarzeniu. Jeśli dobrze wiem, to również nie zostało zaproponowane – dodał z bezlitośnie obojętnym wyrazem twarzy, by zaraz zwrócić spojrzenie stalowych tęczówek na Yelenę. – Dziewczyno, rozwiń swoją wypowiedź na temat wścieklizny, bo jeśli dobrze się orientuję, niemagiczna wersja ma zupełnie inne objawy niż to, z czym się mierzymy. Natomiast ty, Yelizaveto Afanasiyevno, skoro zaproponowałaś poszukiwania żar-ptaka, racz sprawdzić, czy istnieją wzmianki o tym, by do wyleczenia ofiary jarchuka zastosowano miksturę, w skład której wchodził jakiś jego element.


Yelizaveta rzuca kością k20:
- jeżeli po zsumowaniu punktów z wiedzy magicznej i wyrzuconych oczek wynik będzie równy lub większy niż 20, masz ogromne szczęście, ponieważ już w trzeciej księdze, po którą sięgasz, znajdujesz odpowiednie informacje, ale brak jakichkolwiek wzmianek o rezultatach;
- jeżeli po zsumowaniu punktów z wiedzy magicznej i wyrzuconych oczek wynik będzie mniejszy niż 20, musisz przekopać się przez większą ilość tomiszczy, by zdobyć jakiekolwiek pomocne informacje.
Powrót do góry Go down
avatar


Moskwa, Rosja

30 lat

nieznana

za Raskolnikami

piosenkarka
http://petersburg.forum.st/t2030-yelena-vasina http://petersburg.forum.st/t2033-lena-vasina#11184 http://petersburg.forum.st/t2035-lenka#11186 http://petersburg.forum.st/t2034-dzwonek#11185
PisanieRe: Biblioteka   Wto 27 Lis 2018, 00:09
Nikt nie planował (chyba) Weles wie czego robić tym pacjentom, ci ludzie i tak byli martwi jeśli nie znajdą jakiegoś antidotum, tak więc kwestia zgody była powiedzmy że załatwiona. Większość osób powinna się zgodzić, wiedząc że i tak nie czeka ich nic innego niż śmierć. Tak przynajmniej będą mieli jakąś nadzieje do ostatnich sekund swojego życia. Tak więc musiała przyznać, że była po stronie tego nieznanego jej mężczyzny, jedynie spojrzała na niego tak jakby chciała mu zakomunikować, że ma racje, jednak nie powiedziała nic w jego obronie, to nie było w jej stylu.
- Mam na imię Yelena. - Wywróciła oczami, kiedy ten szlachcic od siedmiu boleści zwrócił się do niej per "dziewczyno". Niby wysoko postawieni, ale kultury osobistej próżno szukać.
- Z tego co wiem, mugolskie przeziębienie też nie powoduje paraliżu. Nie o objawy same w sobie chodzi, a sposób rozprzestrzeniania się i w pewnym stopniu przebieg. - odpowiedziała spokojnie. W tym momencie zdała sobie sprawę, że się trochę denerwuje i ręce zaczynają jej drżeć. O ile nie miała problemu z publicznym śpiewaniem, udział w takiej otwartej dyskusji z, bądź co bądź, specjalistami w tej dziedzinie, powodował u niej tremę, co dało się usłyszeć w jej głosie. Przełknęła jednak ślinę i zmusiła się do dalszego mówienia.
- Wścieklizna najczęściej rozprzestrzenia się przez ugryzienie, wirus żyje w ślinie zarażonego zwierzęcia i przez ugryzienie dostaje się do rany. Występują wszystkie objawy a następnie następuje zgon, najczęściej spowodowany niewydolnością oddechową. - opowiedziała w skrócie przebieg wścieklizny, to co ją najbardziej interesowało. - Z czym mamy do czynienia tutaj? Z ugryzieniem oraz żaden pacjent nie umiera na skutek samego ugryzienia, z tego co wiem nikt się nie wykrwawił, umiera na skutek, jak to pan tu ładnie określił "czegoś", co się przez to ugryzienie przenosi, bądź "coś" co jest skutkiem ugryzienia. Zależy czy to czynnik wirusowy, czy typowo magiczny, jak jakieś przekleństwo. - rozwinęła swoją wypowiedź, tak jak ją poproszono i zmusiła się by nie odwracać spojrzenia od mężczyzny, który ją o to poprosił. Najchętniej by uciekła gdzieś, by uniknąć oceny jej słów, jednak... cóż. Czas dorosnąć.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

jeszcze 22 lata

czysta

neutralny

student medycyny, asystent, stażysta
http://petersburg.forum.st/t1475-lukasz-odrowaz#7375 http://petersburg.forum.st/t1489-lukasz-odrowaz#7579 http://petersburg.forum.st/t1490-a-dajcie-mi-wszyscy-swiety-spokoj#7581 http://petersburg.forum.st/t1488-odrzel#7577
PisanieRe: Biblioteka   Wto 27 Lis 2018, 20:25
Początkowo ledwie przysłuchiwał się tej całej dyskusji. Ledwo kojarzony Oleg Naryshkin pozytywnie go zaskoczył propozycją zmiany podejścia do pacjentów i chłopak zaczął się zastanawiać, czy to właśnie jego nie poprosić, by mógł pod jego okiem mieć przeprowadzany obowiązkowy staż. Odrowąż do tej pory nie czuł pewności jaka specjalizacja jest mu najbliższa, ale przynajmniej wiedział, na jakiej może zyskać.
Propozycja Dolohovej go nie przekonała, gdyż dla niego mity to nie nauka, jednakże Yelena jak dla niego szła ciekawym tokiem myślenia. Ciekawym, ale zapewne błędnym.
- Dosifeiu Karamazovie - wstał i odezwał się tak, jak raczej nie powinien, jednak uznał, że w tej sytuacji mogą mówić sobie bez otczestw. A jeśli go ochrzani? Cóż, nie bez powodu Łukasz uchodził za buca. - Specjalizuje się pan w magicznych stworzeniach. Może pan powiedzieć,  czy badał pan kły lub zęby jarchuka? - spytał. - Podejrzewam, że w kłach może kryć się trucizna, jak u węża. A jak wiadomo, z węży pobiera się również odtrutkę. Jako osoba niewykwalifikowana jednak w magicznej faunie i florze nie wiem jednak, czy kombinowanie w tę stronę ma sens, czy też można już teraz je odrzucić - przyznał szczerze, po czym przyjrzał się obecnym. Widząc, że raczej nikt mu nie przerwie, kontynuował:
- Sądzę, że istnieją ledwie cztery opcje, które należy rozważyć przy jarchukach w pierwszej kolejności. Może chodzić o specyficzny, magiczny szczep bakterii znajdujący się w ślinie jarchuka, jak zasugerowała pani... - spojrzał na Vasinę, a gdy ta podała swoje imię (lub nie) mówił dalej. - Może też chodzić o jad jak wspomniałem, o pewien rodzaj klątwy, bo w końcu jeśli przedmioty mogą ją przynosić to czemu nie zwierzęta? - spytał retorycznie. - Oraz coś w stylu zaklęcia lub nawet antyzaklęcia powodującego, że żadne lecznicze czary nie mogą przynieść ulgi pacjentom. Za przeproszeniem, żar-ptaki przez problemy ze znalezieniem choćby paru osobników mnie nie przekonują, ale może warto rozważyć choćby ściągnięcie jednorożców z Anglii? Ale to niech pan Karamazov się wypowie, nie wiem czy mogą cokolwiek pomóc w tej sytuacji. Uważam też, że pan Naryshkin ma rację. Dlatego, że nie mamy wyjścia, i tak działamy na oślep. Nie chodzi tu o żadne widzimisie - powiedział tak pewnym siebie głosem, jakby nie wyobrażał sobie sytuacji, że ktoś mu jednak zaprzeczy. - W drugiej kolejności należy badać objawy, aby móc je niwelować, dopóki nie znajdzie się lekarstwa na przyczynę takowych dolegliwości. Póki co miałem do powiedzenia tyle - rzekł, pokłonił się i usiadł patrząc na reakcję.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

32 lata

czysta

neutralny

uzdrowiciel (specjalista w dziedzinie zatruć), alchemik
http://petersburg.forum.st/t1892-oleg-naryshkin http://petersburg.forum.st/t1902-oleg-naryshkin#9548 http://petersburg.forum.st/t1905-olka#9553 http://petersburg.forum.st/t1904-zino#9550
PisanieRe: Biblioteka   Sob 08 Gru 2018, 20:11
Westchnął cicho. Tak, nieetyczne. Tak, bestialskie. Ileż jeszcze określeń można by przytoczyć? Na pewno bardzo wiele. Problem polegał na tym, że szalenie łatwo było szafować podobnie skrajnymi opiniami, zupełnie zapominając, jak wiele medycyna nieetyczności zawdzięczała. Łatwo było wypierać tę brudną stronę służby zdrowiu teraz, gdy żyli we względnym - cóż, bardzo względnym - pokoju, gdy było miejsce na jakiś idealizm, jakiś honor. Łatwo było zgrywać nieskalanie czystego bohatera teraz, gdy okoliczności na to pozwalały. Wtedy jednak, gdy medycyna - ta mugolska i ta ich, magiczna - dopiero się rozwijała, kto mógł sobie na to pozwolić? Kto mógł pozwolić sobie na stwierdzenie, że czegoś nie zrobi, bo to nieetyczne? Na wszystkich bogów, Naryshkin był wdzięczny za to, że niegdysiejsi badacze nie przywiązywali się do etyki aż tak mocno, bo gdyby to zrobili to teraz, połowa z teraz zgromadzonych - lekko licząc - mogłaby zwyczajnie nie dożyć dnia dzisiejszego.
Rozwój - jakikolwiek, medycyny również - wymagał ofiar i kogoś, kto odważy się (lub po prostu zdecyduje się, jak wolał określać to Oleg, nie widząc w tym za grosz faktycznej odwagi) ubrudzić ręce. Jeśli tylko istniały jakiekolwiek szanse, że jakaś metoda - nawet nieetyczna, nawet brutalna i brudna - może nieść za sobą przełom i w efekcie zagwarantować bezpieczeństwo iluś kolejnym istnieniom, Naryshin uważał, że zaprzeczeniem służby zdrowiu jest ją odrzucać.
Nie wyrywał się jednak, by bronić swego zdania. Prowadził kiedyś podobne dyskusje, kiedyś, kiedy miał jeszcze na to siły i chęci. Teraz, wiedząc, że nie przynosi to żadnych efektów - żadnych poza ostracyzmem, z jakim mógłby zacząć się spotykać - ani sił, ani chęci już nie miał.
Westchnął po raz wtóry, tym razem bezgłośnie. Słuchając kolejnych zdań, kolejnych propozycji miał nieodparte wrażenie, że kręcą się wkoło, w dużej mierze wokół oczywistości - nic jednak niewnoszących. Porównanie do wścieklizny w jakimś stopniu było trafne. Chęć zidentyfikowania czynnika odpowiedzialnego za chorobę była w pełni zrozumiała i słuszna. Tylko, że co im to dawało? Póki dyskusja pozostawała w sferze teorii, póty nic z niej nie wynikało.
- Niezależnie, czy jednorożce mogłyby być pomocne czy nie, samo ich zdobycie będzie raczej większym problemem niż pan zakłada - zwrócił się tymczasem do młodego chłopaka. Chyba kojarzył go ze szpitalnych korytarzy - wróć, na pewno go kojarzył - ale, podobnie jak w przypadku większości studentów, także w jego przypadku nie był w stanie przypomnieć sobie nazwiska. Wynikało to w dużym stopniu z tego, że Naryshkin zwyczajnie w nauczanie się nie angażował - sporadyczne, okazjonalne prelekcje na specjalne zaproszenie trudno nazwać większą aktywnością, a niczego innego Oleg się dotąd nie podejmował. Nie dał się skusić etatem wykładowcy akademickiego, nie prowadził także zbyt wielu zajęć dla praktykantów czy stażystów. Przy czym nie było w tym jego szczególnej awersji - Oleg zwyczajnie nie miał na to czasu. Godzenie skrzywionego życia osobistego z pracą i tym, o czym nikomu nie opowiadał, a co ściśle wiązało się z nazwiskiem Franco było wystarczająco czasochłonne.
- Z tego, co mi wiadomo, w Anglii traktują je w sposób... - kontynuował tymczasem, przez chwilę szukając odpowiedniego zwrotu. - Może nie jak święte, ale w dużym stopniu nietykalne - podsumował wreszcie, nie decydując się jednak na większą krytykę czy aprobatę. Ot, dorzucenie faktu do tej plątaniny informacji, którymi się wymieniali.
Powrót do góry Go down
avatar


Tbilisi, Gruzja

34 lata

cień

nieznana

za Raskolnikami

psychiatra i właściciel lokalu „Mekka”
http://petersburg.forum.st/t2023-bagrat-chanturia http://petersburg.forum.st/t2026-bagrat-chanturia#11038 http://petersburg.forum.st/t2027-bagrat#11039 http://petersburg.forum.st/t2025-stalin#11036
PisanieRe: Biblioteka   Nie 09 Gru 2018, 15:27
Przysłuchując się bardzo uważnie wszystkim propozycjom, które padały co rusz w bibliotece, Bagrat Chanturia na uboczu dokładnie analizował każdą z nich. Pomysł Yelizavety mógł wydawać mu się niedorzeczny, ale jednak w tej kwestii Naryshinkowi musiał bezwzględnie przyznać rację. Nie brakowało amatorów czy profesjonalistów, którzy usilnie od wielu lat próbowali odnaleźć żar-ptaki, co przecież wcale nie było tak łatwym zadaniem, zwłaszcza że zaklasyfikowano je do wymarłego gatunku. Pozostało więc łudzić się, że w najbliższym czasie niespodziewanie się coś zmieni, co wątpliwe, albo – natychmiastowo przystąpić do konkretnego działania. Dotychczas żadne kroki nie przynosiły upragnionych rezultatów; liczba ofiar gwałtownie rosła z dnia na dzień, pomimo zwiększonych środków bezpieczeństwa przez Białą Gwardię. Rosja była jednak zdecydowanie zbyt duża, by wszystko utrzymać w ryzach, nie mówiąc już o całej Unii Słowiańskiej, która ostatnio zaczęła pogrążać się w podobnym chaosie, dlatego też musieli liczyć się z kolejnymi przypadkami poszkodowanych czarodziejów. Czas był w tej sprawie kluczowy, niemniej jednak było go coraz mniej. W końcu pierwsi ugryzieni pojawili się już ponad miesiąc temu, a nikt nie był w stanie przewidzieć, ile im jeszcze pozostało – czy to będą tylko ostatnie godziny, czy może nieznośnie długie tygodnie lub nawet miesiące. Chanturia nie wyobrażał sobie, by mógł się znaleźć na ich miejscu; był w końcu przekonany, że jego umiejętności cienia pozwolą mu pozostać nieuchwytnym. Przynajmniej tak, jak to było do tej pory.
- Nikt nie zadawał takich pytań, bo nie mieliśmy żadnych incydentów z jarchukami. Muszę jednak przyznać, że poglądy doktora Naryshkina są mi bardzo bliskie – postanowił się wreszcie Lomonosov odezwać, gdy w pomieszczeniu na moment zapanowała cisza. Bagrat nigdy nie lubił nerwowo wtrącać się do burzliwych dyskusji, o wiele bardziej ceniąc sobie często niedocenianą rolę obserwatora – chociaż czasem już sam przestawał wiedzieć, kim tak naprawdę jest. – Drodzy państwo, zawsze znajdzie się ktoś, kto wyrazi zgodę. O tym akurat jestem niemal całkowicie przekonany. Ludzie w takich momentach przecież chcą rozpaczliwie żyć, nie umierać; uparcie wierzyć do samego końca, że udało im się wykorzystać każdą z możliwych opcji, nawet jeśli miałaby zakończyć się niepowodzeniem. – A Bagrat w tej kwestii nie miał wątpliwości, że najprawdopodobniej skończy się to wielką klęską. Pierwsze eksperymenty nigdy nie są udane. – Jakkolwiek mogłoby to być nieetyczne na pierwszy rzut oka, należy to również rozpatrzyć i nie wzbraniać się przed tym pomysłem. Nie mamy nic do stracenia. Oprócz życia ludzkiego. – Dla niektórych mogło to wiązać się przy okazji z innymi konsekwencjami, jak choćby utrata pracy czy pozycji społecznej po nieudanych eksperymentach, jednak o nich w tym momencie Chanturia nie myślał, zwłaszcza że w ogóle go to nie dotyczyło. – Co do jednorożców, nawet jeśli udałoby się je sprowadzić z Anglii, to i tak musimy mieć na uwadze efekty uboczne – O ile go nie myliła już pamięć.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Biblioteka   
Powrót do góry Go down
 
Biblioteka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: