Навигация

Ogród Główny
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Ogród Główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieOgród Główny   Sob 04 Lut 2017, 18:30
Ogród Główny

Ogród od wielu lat utrzymywany jest w barokowym stylu francuskim, do którego elementów ozdobnych od wieków przywiązuje się ogromną wagę. Cechą charakterystyczną dla niego jest symetria dwuboczna względem głównej alejki biegnącej przez środek ogrodu i regularność kompozycji. Nic tutaj nie rośnie przez przypadek – lokalna roślinność w postaci rozłożystych drzew i krzewów jest nie tylko przystrzygana w sposób równy i geometryczny, ale posadzona w identycznych odstępach od siebie. W ogrodzie znajduje się sporo boskietów ułożonych symetrycznie, zdobionych ławek, marmurowych fontann, antycznych rzeźb oraz dwóch parterów ogrodowych, które umiejscowione są przy samym wejściu do Pałacu Sprawiedliwości.

Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Ogród Główny   Nie 10 Gru 2017, 19:36

20.05.1999

Ogród Główny został przygotowany specjalnie na okazję, jaką była kwesta ku czci i pamięci ofiar zamachu na petersburskie Muzeum Sztuki Magicznej. Wielodniowe przygotowania zaowocowały eleganckim, jednak stonowanym i niemal skromnym, jak na ten wymiar uroczystości, wystrojem. Główna aleja prowadzi do niewielkiego podwyższenia, które – choć stoi na otwartej przestrzeni – to nie zajmuje centralnego miejsca wydarzenia. Tuż obok bowiem, na kilkupiętrowej komodzie, ustawione zostały kryształowe gabloty, w których bezpiecznie przechowywane były główne atrakcje, unikatowe przedmioty podarowane na aukcję przez wiele szczodrych rodów, łączących się w bólu z rodzinami ofiar. Licytacja zaczynała się od kwot wysokich, nikt jednak nie przyszedł tu dziś, by oszczędzać i łowić okazję, każdy rubel pojawiał się pod postacią rubinu, czerwonego niczym kropla krwi, wypełniającej szklaną misę wiszącą w powietrzu na lewo od gabloty. Nieco dalej, w głębi ogrodu przy jednej z odchodzących od głównej alei ścieżek, otwarto niewielki sklep, przystrojony, jak i reszta otoczenia, w stonowany, przydymiony beż i czerń, w którym można było zakupić inne wyjątkowe drobiazgi, również sprowadzone na kwestę z powodu tej przykrej, wyjątkowej okazji. Nie każdy bowiem był gotów i w stanie brać udział w aukcji i ubiegać się o posiadanie jednych z najcenniejszych artefaktów rodowych, do tej pory ukrywanych na dnie skarbców głęboko w podziemiach rodzinnych dworów, a jednak ród Zakharenko postanowił zadbać o to, by nawet najskromniejszy gość mógł ku pokrzepieniu serc dołożyć kilka rubli na ten zbożny cel. Gości witała łagodna muzyka, zaklęte instrumenty przygrywały cicho w tle spokojne, klasyczne melodie by umilić czas pozostały do otwarcia aukcji. Pomiędzy klombami znajdowały się stoły, które pomimo swej skromności mimo wszystko oferowały poczęstunek i trunki najwyższej klasy. Była to wszak kwesta na rzecz ofiar organizowana przez Starszyznę i nikt nawet nie próbował udawać, że nie jest to przyjęcie wysokich lotów. Nim jeszcze nastąpiło oficjalne otwarcie przez rodzinę odpowiedzialną za organizację, konferansjer przy bramie witał gości wręczając im niewielkie informatory zawierające opisy wystawionych na aukcji przedmiotów, zachęcając miłym słowem i uśmiechem do pozytywnego uczczenia ofiar. Zbyt wiele łez i gorzkich słów padło wraz z tą tragedią, dajmy dzisiaj zmarłym odejść godnie.

Zapraszamy wszystkich użytkowników na kwestę - bez względu na status społeczny! Do wylicytowania lub wylosowania będą ciekawe przedmioty, których opis pojawia się wraz z oficjalnym rozpoczęciem. Prosimy jednocześnie o sprawne odpisywanie.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Ogród Główny   Wto 12 Gru 2017, 14:32
To, że małżonka śmiała się głośno każdego dnia z różnych względnie nieśmiesznych powodów było wiadome i powoli wchodziło w krew członkom rodziny, z którymi przyszło jej mieszkać. Śmiała się z dokazujących sobie psów, śmiała się na widok ptaków przecinających niebo, śmiała się nawet z pięknie przystrojonych kuropatw i dzików na wieczornym stole, bo wyglądały strasznie głupio obstawione kwiatkami z jabłkiem w ryjku. Ogrom energii i tego jej niegasnącego ognia buzującego w piersi dla Pani Sorokiny stawał się nie do zniesienia, więc biedna borykała się z własnymi emocjami, gdy z Jasną i Rumianą stroiły ją na jej pierwsze wyjście do ludzi. Z jednej strony przepełniony jej niespokojnym duchem dom w końcu będzie mógł odpocząć, z drugiej - na szali ważyła się godność rodziny, co matka starała się wzrokiem zakomunikować Endarowi, a co Adeli nie umknęło wcale, więc i z tego się śmiała.
Od rana, kiedy wyskoczyła dziarsko z łóżka, przywitała się z wszystkimi psami i pobiegła w piżamie do kuchni zjeść coś, zbyt podekscytowana tym, co miało się dziś wydarzyć by móc się przebrać i zasiąść z całą rodziną do porządnego śniadania, od kiedy oczy tworzyła czuła jakby zaczynał się jej w życiu zupełnie nowy rozdział wewnątrz zupełnie nowego rozdziału. Spędzała w domu długie godziny zastanawiając się jacy są ludzie z innych rodów, czy spotka swoich kuzynów Vasilchenko, czy inne damy mają równie wiele obowiązków i czy etykieta rzeczywiście jest tak ważna, jak codziennie powtarzała jej Sorokina. Wciskając się w sukienkę i dając się pudrować nieco nadgorliwej siostrze Endara zauważyła, po raz kolejny zresztą, że i młodej dziewczynie zaczyna udzielać się ekscytacja tym dniem. I dobrze. Żartując przez pół poranka czas upłynął szybko, dowiedziała się kilku niepodważalnie najważniejszych w życiu rzeczy o kształcie swojej twarzy i oczu i makijażu jaki powinna nosić, które z uwagą i skupieniem naumyślnie zignorowała i zapomniała już pięć minut po fakcie. Wystrojona i wyperfumowana znów się zaśmiała, tak bardzo to było nierealne. Jak laleczka, śliczna i elegancka, skinęła z gracją głową, kopiując ten gest zaobserwowany jakiś czas temu w wykonaniu jednej z Sorokinowych ciotek i ze zdziwieniem zauważyła... cień ulgi na twarzy Endarowej mamy? Dzień świra, ale tak miało być.
Całe szczęście zdążyła wcześniej odwiedzić Petersburg kilkukrotnie, w towarzystwie Endara, który korzystając z okacji opowiedział jej nieco o strukturze miasta i jego architekturze. Koło Pałacu Sprawiedliwości jednak jedynie przechodzili i przekraczając bramy ogrodu czuła się podekscytowana jak dzieckiem jeszcze będąc, gdy szła na pierwsze polowanie. Co prawda w tym ogrodzie nie spodziewała się ganiać zajęcy, na dodatek sukienka ledwie pozwalała jej majestatycznie kroczyć u boku męża, więc o bieganiu po krzakach nie było mowy, ale i tak wszystko zdawało się być fascynujące. Przepiękny majestat pałacu w tle, altany w ogrodzie, białe aleje, symetria ogrodu. Tak nagiąć naturę by była według tych ich norm i standardów "idealna", równo przystrzyżone rzędy bukszpanów, drzewka w eleganckich donicach, stonowane dekoracje.
Trzymała Endara jak się należało, pod ramię, z lekkością i gracją, nie mogła jednak powstrzymać palców zaciskających się na jego marynarce, ani tego uśmiechu, który mimo usilnych starań kręcił się jej po kącikach ust. Chciała wszystko zobaczyć. Najlepiej naraz. Najlepiej natychmiast.
Kiwnęła uprzejmie głową konferansjerowi, biorąc od niego informator i z gorliwością pięciolatka zaczęła go wertować, by za chwilę wydać z siebie dziwny kaszel, co było usilnie powstrzymywanym śmiechem.
- Atsa..!- szepnęła, wtulając twarz w jego ramię, by ukryć narastające niebezpiecznie rozbawienie i ekscytacje, po czym pokazała mu jedną z fotografii eksponatów, prezentującą jakiś średniowieczny zabytek w kształcie wyjątkowo niefortunnie upozowanego myśliwego z psem, któremu bliżej na pierwszy rzut oka było do hipopotama. A może to był hipopotam?- I ludzie wydadzą na to pieniądze? - ci słowiańscy szlachcice byli jednak niedorzeczni. Czy dlatego, że coś było stare i dziwne, znaczyło, że musi być piękne i drogie? Przewertowała gazetkę dochodząc do części o samym Pałacu Sprawiedliwości. Była nawet mapka! Spojrzała zaraz z zachwytem na swojego partnera, pójdźmy tam, mówiły jej oczy, tyle, że to "tam" to było wszędzie. Odrobinę za długo chyba trzymali ją w tym zamku...
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 13 Gru 2017, 00:40
Przed kwestą nie zmarnował wielu godzin, by się wystroić, smoking miał od dawna skrojony i uszyty z dobrej jakości materiału w jasnym odcieniu szarego. Nadchodziło lato i choć kwesta była okazją przypominającą o żałobie rodzin zubożonych w wyniku zamachu w Muzeum Sztuki Magicznej nie wszystkim wypadało pokazać się w czerni. Był to drobiazg, którego z pewnością nie poczytano by mu za afront, ale wolał skupiać się ostatnio, gdy myśląc o wyjściach towarzyskich musiał rozważyć także obecność Adeli, nawet na nieznaczących szczegółach.
Bardziej niż czy nie zrobi czegoś, co mogłoby zaprzepaścić jego reputację, Endar z początku zastanawiał się, jak się jej to wszystko podoba. Szukał w tym, czemu się łapczywie przyglądała i gdzie kierowała swoje kroki potwierdzenia dla swojej nadziei, że kiedyś – a najlepiej wkrótce – Adela przestanie się ze wszystkiego podśmiewywać i zwyczaje panujące w domu przejmie jako swoje. W końcu to był teraz jej świat, do którego nie pasowałaby bez starań Jasny, Rumiany i matki, by się odpowiednio ubrała i umalowała (a wyglądała po wszystkich upiększających zabiegach tak zupełnie inaczej, że Endar z ledwością poznał jej twarz uprzednio pozbawioną śladów pudru, różu czy pomadki. Musiał jednak przyznać, że siostry znają się na tej całej sprawie, bo Adela zapierała dech w piersiach.) i jeśli kiedykolwiek uda się jej z niego wyrwać, będzie to w jego towarzystwie i zawsze tylko na chwilę. Endar powtarzał jej do znudzenia, że ma nieograniczone możliwości, może nawet zażyczyć sobie powrotu do ziem ojczystych, ale dom jest w Irkucku i na ten jeden temat dyskusji nie będzie.
Atsa. Nie uśmiechnął się, ale na dźwięk tego nowego przezwiska, pierwszego, jakie kiedykolwiek mu nadano, coś w nim stopniało. Czułe słówka były wręcz nieodzowne młodemu małżeństwu, zwykle jednak mężowie uciekali się do „najdroższej”, a żony rozpływały się w „misiach”, „słońcach”, a o nieszczęsnym „kochanie” także nie wolno zapomnieć. A „Atsa” było inne, bardziej oryginalne i przynajmniej nie odwoływało się do uczuć, które jemu trudno było konkretnie i szczerze opisać. Endar nie miał w zanadrzu równie wyjątkowego określenia na Adelę, miał jednak jeszcze czas, by zdecydować się na ostateczną wersję. Goście dopiero schodzili się na kwestę, było ich jeszcze za mało, by opłaciło się zwrócić na siebie uwagę.
Może „skarb”? Dosyć neutralnie, nie zawiera w sobie żaru uczucia, a jest przecież szczególnie poufałe. Gromada materialistów, jaka miała zebrać się w ogrodzie z pewnością zrozumie, gdy Endar zwróci się tak do żony, że jest dla niego najważniejsza. Nie ma bowiem w ich świecie wartości jaśniejszej i bardziej podstawowej od waluty i złota.
- Te wszystkie… fatałaszki, które wystawia się na aukcji mają drugorzędne znaczenie. – wyjaśnił, kładąc rękę na żoninej dłoni zakleszczonej wokół jego przedramienia. Te poufałe gesty, ciągła bliskość, nawet drobne pocałunki, które składał od czasu do czasu na ustach Adeli (delikatnie, by nie rozmazać pomadki, o czym upomniała go Jasna przed wyjściem) były jedynie częścią przedstawienia, jakie dawał przed przyjaciółmi, znajomymi i zupełnie obcymi ludźmi. Wszyscy musieli dzisiaj dowiedzieć się, że ma żonę i jest z tego powodu przeszczęśliwy. – Szlachta przychodzi na takie kwesty, bo widzi w niej okazję, by się pokazać.zupełnie jak ja z tobą, przeszło mu przez myśl i czyżby w tamtej chwili ukuło go sumienie? Sam kiedyś brzydził się podobnym zachowaniem, a kilka miesięcy małżeństwa z Indianką kazało mu przypuszczać, że i jej nie podoba się pozerstwo.
- Ale jeśli coś ci się spodoba, powiedz tylko. Nie widzę przeszkód, byś przystąpiła do licytacji.
W kontrolowanych warunkach, ale mógł jej chyba pozwolić na korzystanie z uciechy, jaką było przebijanie się z innymi? Zerknął przez jej ramię na mapkę Pałacu Sprawiedliwości. Był udostępniony zwiedzającym, on ponadto jako syn nestora miał doń wstęp także w innych okolicznościach, ale nie miał jeszcze czasu, by także Adeli go pokazać od środka.
- A potem, jeśli zechcesz, pójdziemy obejrzeć komnaty w Pałacu. Myślę, że Salon Chiński szczególnie ci się spodoba.
W rzeczywistości nie miał pojęcia, czy to akurat błękitny pokoik najbardziej przemówi do poczucia estetyki Adeli, lecz pozostawało mu nic innego jak liczyć, że spragniona nowych wrażeń na wszystko przyklaśnie i zareaguje zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 13 Gru 2017, 09:03
To co dla niego było normą codzienności, wkładanie garnituru i wiązanie krawata, dla małżonki było ewenementem bo choć pani Matka usilnie każdego dnia, w uprzejmy acz charakterystyczny sobie sposób przekazywała jej wiedzę związaną z modą, prezencją i konwenansami, to Awendele równie usilnie zdawał się je ignorować. Uparta dziewucha miała trudności z przyswojeniem argumentów, dla których miałaby hodować długie, niewygodne włosy (bo tak jest elegancko) ubierać wąskie, długie suknie (przecież nie można w nich nawet ukucnąć!) a co najgorsze i co zajęło wszystkim kobietom Sorokinów lwią część czasu - pantofle. Noszenie obcasów było dla Indianki chorą abstrakcją, dlaczego zdrowe zdawać by się mogło na umyśle kobiety kaleczyłyby się w ten sposób z własnej woli? Mimo wszystko, dziś dzień specjalny, Adela, bo tak dziś się nazywała, prawda, nosiła prostą i elegancką suknię z dłuższym rękawem w kolorze przydymionego różu. Dała się ufryzować, dała się umalować, założyła nawet te absurdalne obcasy, odmawiając jedynie zdjęcia z nadgarstka wyjątkowo szpetnej bransoletki z paciorków, z której sterczały jakieś małe kłaczki i piórka. Być może dlatego pani Matka kazała uszyć suknię z długim rękawem? Pogoda przecież była wcale nie najgorsza. Uśmiechała się szeroko do mijanych ludzi, nawet tych, którym Endar nie podawał ręki tylko zdawkowo kiwał głową, bo o ile Jasna z Rumianą piąte przez dziesiąte wytłumaczyły jej relacje między rodami to przecież nie umiała przypisać żadnego z nazwisk do żadnej z twarzy, co więcej - miała duży problem z okazywaniem antypatii ludziom, którzy jej niczym nie zawinili, tak, jak okazywaniem sympatii komuś, kto był bucem. Uśmiech to przecież jeszcze nie przestępstwo, choć mogła sobie po tych kilku miesiącach zgadnąć, co na ten temat powiedziałaby Sorokinowa Matrona.
Miała dziś poznać tylu ludzi, kilku znajomych o których Endar wspomniał zdawkowo przy którymś obiedzie, kuzynkę o której mówiła Jasna, innych nestorów i inne rodziny, wszystko brzmiało jak niesamowita przygoda - prawdą było jednak to, że choć nie chciała się do tego wcale przyznać nawet sama przed sobą, to zerkała na Sorokina kątem oka, zaciekawiona jego zgoła odmiennym od zwyczajowego zainteresowaniem jej osobą. Czy to przez tę sukienkę? Lubił róż? A może makijaż? Trzeba było słuchać co to znaczy kontałrowanie i ejlejner. Miała tylko nadzieję, że nie chodzi o pantofle, bo jeśli makijaż i stanowczo za ciasne sukienki miały być pomostem porozumienia między nimi - była gotowa na to poświęcenie, ale obcasów absolutnie nie zamierzała znosić. Po prawdzie, to już zastanawiała się, gdzie by je zdjąć i schować. Sukienka była na tyle długa, że może zbyt szybko nie zauważyłby, że biega na bosaka?
- Pokazać? - przekrzywiła głowę niczym skonsternowany pies, przyglądając dryfującym w powietrzu instrumentom. Pokazać? Na imprezie na rzecz ofiar? Pomaganie rodzinom dotkniętym przez tragedię było dla niej czymś naturalnym, nawet w jej plemieniu zawsze okazywano ciepło i wsparcie osamotnionym dzieciom czy żonom. W Meksyku rządzonym przez mafie i kartele było inaczej, ludzie jednak mimo wszystko, szczególnie ci biedni, okazywali serce sobie na wzajem. Czy w tym tkwił sekret spaczenia tej szlachty? Pieniądze? Kolejna okazja, by coś wydać, by coś kupić, by pokazać się innym i pokazać ile gotowi byli wydać? Kwoty wywoławcze niektórych z przedmiotów wystawionych na aukcję były z pewnością błędem drukarskim, więc je zignorowała czytając jaju żar-ptaka czy magicznych kielichach. Na sugestię jakoby miała przyłączyć się do licytacji zaśmiała się wesoło, na co mijana para starszych panów zareagowała wysoce zniesmaczoną miną. No tak, w końcu miał tu panować klimat żałobnego luksusu, gdzież tu znaleźć miejsce na jej charakterystyczny śmiech. Nachyliła się jednak w stronę małżonka, łapiąc tym jego uwagę i zaglądając mu prosto w oczy.
- Obawiam się, że byłoby to bardzo nierozważne, mój drogi. - zaświergotała imitując pełen powagi i nieznoszący sprzeciwu, wysoki głos pani Matki, nasłuchała się go tyle, że zaczynała być w tym na prawdę dobra - Muszę pamiętać złotą zasadę, jeśli nie jestem pewna jak czegoś użyć, powiedzieć lub zrobić, powinnam z ostrożnością rozważyć, czy jest mi to niezbędnie potrzebne. - wypowiadała każdą zgłoskę z dokładnym akcentem, jak na zajęciach z dykcji, które wciąż przyjmowała dwa razy w tygodniu, choć wcale nie uważała ich za niezbędne. Znów roześmiała się, już nieco bardziej stonowanym śmiechem coby nie przyprawić państwa starszych o ból głowy od tego krzywienia się.
- Zechce. - powiedziała kiwając głową - Wszystko zechcę, to jak wycieczka turystyczna. - najbardziej to jednak chyba z mapki kusił ją zwierzyniec.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

28 lat

błękitna

za Starszyzną

dziedzic dynastii, alchemik, handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, zarządca domu pogrzebowego
http://petersburg.forum.st/t1313-mikhail-dolohov http://petersburg.forum.st/t1349-mikhail-dolohov http://petersburg.forum.st/t1350-subiektywna-abominacja http://petersburg.forum.st/t1351-finree
PisanieRe: Ogród Główny   Pią 15 Gru 2017, 15:28
Starałeś się nie myśleć o znużeniu.
Maksim powtarza, że to zdradliwa emocja – nieproszona, bezproduktywna i potrafiąca zdominować dziesiątki innych, zdawałoby się: istotniejszych odczuć. Znużenie jest podstępne. Zakrada się do umysłu tylną furtką, odnajduje wyłom w obwarowaniach, przeskakuje przez wyrwę w murze, siłą szturmuje ciało wraz z szorstką fakturą zaciskanego w palcach informatora. Ktoś przed kilka długich dni dokładnie dobierał słowa, aby jak najzgrabniej opisać w ulotce wystawione na aukcji przedmioty. Stare, wydarte z rodowych gardzieli artefakty. W większości to bezużyteczne śmieci, których magiczne dynastie pozbyły się z niekrytą ulgą – nietrafione prezenty ślubne dla prapraprababki, zabawki pamiętające carską Rosję, coś, co wstyd trzymać w odnowionym salonie, kilka tandetnych pamiątek z zagranicznych podróży, podróbki nieudolnie imitujące malarskie dzieła, wszystko dotychczas trzymane w piwnicach lub tych zakątkach skarbca, do którego żal zaglądać. Ciężko było znaleźć coś wartego uwagi. Jeszcze ciężej udawać, że wcale nie wzbudziło zainteresowania.
Po głównym ogrodzie Pałacu Sprawiedliwości snuli się nieliczni goście, którzy – podobnie jak ty – nie uznawali filozofii efektownego spóźnialstwa. Niepunktualność była wyrazem braku szacunku, a spośród zebranych to właśnie do ciebie należało najsilniejsze przeświadczenie, że zmarłym należy go okazywać.
Na wszelki wypadek – gdyby miało dojść do kolejnego spotkania.
Urokliwe suknie pań wybornie komponowały się ze skromnymi i należycie drogimi smokingami panów, złota biżuteria połyskiwała w promieniach majowego słońca równie olśniewająco, co białe uśmiechy; zachowywanie pozorów zadumy i dominującego żalu przestawało mieć znaczenie, gdy w grę wchodziło ugranie czegoś dla własnej korzyści. Kilka klepnięć w dyrektorskie plecy. Kilka pochlebstw rzuconych nad czerwonym kawiorem. Kilka tysięcy rubli wybłaganych w kuluarach. Kilka ukłuć zażenowania zbyt wiele.
Powietrze powoli opuszcza obolałe od niezdrowego bezdechu płuca, a ty skupiasz się na fragmentach scenerii, które nie ociekały fałszem tak, jak większość zebranych. Łagodna muzyka płynąca z magicznych instrumentów, wściekła czerwień kwiatów, przy których odnalazłeś chwilową przystań, wygazowany szampan wyglądający jak próbka moczu nadająca się do badania przez uzdrowiciela. Przestałeś zadawać sobie pytanie, co tak właściwie tu robisz – od śmierci Osipa minęło pół dekady, to wystarczająco wiele czasu, by oswoić się z (nie zawsze przyjemnymi) obowiązkami dziedzica. Zacząłeś pytać jak możesz na tym skorzystać.
Podziwianie klombów, niewątpliwie bardziej produktywne od prób nawiązania miarodajnej rozmowy z przynajmniej połową obecnych, nieszczególnie w tym pomagało. Picie pozbawionego nitki bąbelków szampana – choć smakowo zadowalającego – również. Mogłeś oceniać i sardonicznie kpić w myślach aż do końca kwesty, gdyby bezczynność nie budziła w tobie tej subtelnej, cuchnącej nadgniłą rybą odrazy. Musiałeś odnaleźć kogoś, kogo obecność nie wzbudzała nieodpartej (i pod każdym względem uzasadnionej) ochoty zrobienia użytku z tego, co bezpiecznie tkwiło w rodowym pierścieniu połyskującym na serdecznym palcu.
Zadanie trudne, ale – jak przekonałeś się po raczej niespiesznym powrocie w stronę stołu z alkoholami – wykonalne.
Rzadkich okazów należy szukać przy wodopoju.
Aristovto nazwisko pozostawia w ustach niesmak, który pragniesz zatrzeć kolejnym łykiem złotego szampana. Bezskutecznie – zwietrzały płyn rozprowadził te trzy sylaby po języku, wypalając kubki smakowe na resztę dnia. – Mógłbyś wyświadczyć nam przysługę i wykupić całą aukcję – cieniutkie szkło stuknęło cicho, gdy odstawiłeś je na wciąż (ale już niedługo) nieskazitelnie czysty obrus. To swoiście krępujące – próba udawania, że stojący przed tobą człowiek nie jest jedynie kupą mięsa, które chciałbyś – i być może wkrótce nadasz ochocie realnego wymiaru – rozkroić ze wstrząsającą precyzją. – Oszczędziłbyś zebranym mnóstwo czasu.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ogród Główny   
Powrót do góry Go down
 
Ogród Główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: