Навигация

Ogród Główny
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Ogród Główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
avatar

PisanieOgród Główny   Sob 04 Lut 2017, 18:30
Ogród Główny

Ogród od wielu lat utrzymywany jest w barokowym stylu francuskim, do którego elementów ozdobnych od wieków przywiązuje się ogromną wagę. Cechą charakterystyczną dla niego jest symetria dwuboczna względem głównej alejki biegnącej przez środek ogrodu i regularność kompozycji. Nic tutaj nie rośnie przez przypadek – lokalna roślinność w postaci rozłożystych drzew i krzewów jest nie tylko przystrzygana w sposób równy i geometryczny, ale posadzona w identycznych odstępach od siebie. W ogrodzie znajduje się sporo boskietów ułożonych symetrycznie, zdobionych ławek, marmurowych fontann, antycznych rzeźb oraz dwóch parterów ogrodowych, które umiejscowione są przy samym wejściu do Pałacu Sprawiedliwości.

Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Ogród Główny   Nie 10 Gru 2017, 19:36

20.05.1999

Ogród Główny został przygotowany specjalnie na okazję, jaką była kwesta ku czci i pamięci ofiar zamachu na petersburskie Muzeum Sztuki Magicznej. Wielodniowe przygotowania zaowocowały eleganckim, jednak stonowanym i niemal skromnym, jak na ten wymiar uroczystości, wystrojem. Główna aleja prowadzi do niewielkiego podwyższenia, które – choć stoi na otwartej przestrzeni – to nie zajmuje centralnego miejsca wydarzenia. Tuż obok bowiem, na kilkupiętrowej komodzie, ustawione zostały kryształowe gabloty, w których bezpiecznie przechowywane były główne atrakcje, unikatowe przedmioty podarowane na aukcję przez wiele szczodrych rodów, łączących się w bólu z rodzinami ofiar. Licytacja zaczynała się od kwot wysokich, nikt jednak nie przyszedł tu dziś, by oszczędzać i łowić okazję, każdy rubel pojawiał się pod postacią rubinu, czerwonego niczym kropla krwi, wypełniającej szklaną misę wiszącą w powietrzu na lewo od gabloty. Nieco dalej, w głębi ogrodu przy jednej z odchodzących od głównej alei ścieżek, otwarto niewielki sklep, przystrojony, jak i reszta otoczenia, w stonowany, przydymiony beż i czerń, w którym można było zakupić inne wyjątkowe drobiazgi, również sprowadzone na kwestę z powodu tej przykrej, wyjątkowej okazji. Nie każdy bowiem był gotów i w stanie brać udział w aukcji i ubiegać się o posiadanie jednych z najcenniejszych artefaktów rodowych, do tej pory ukrywanych na dnie skarbców głęboko w podziemiach rodzinnych dworów, a jednak ród Zakharenko postanowił zadbać o to, by nawet najskromniejszy gość mógł ku pokrzepieniu serc dołożyć kilka rubli na ten zbożny cel. Gości witała łagodna muzyka, zaklęte instrumenty przygrywały cicho w tle spokojne, klasyczne melodie by umilić czas pozostały do otwarcia aukcji. Pomiędzy klombami znajdowały się stoły, które pomimo swej skromności mimo wszystko oferowały poczęstunek i trunki najwyższej klasy. Była to wszak kwesta na rzecz ofiar organizowana przez Starszyznę i nikt nawet nie próbował udawać, że nie jest to przyjęcie wysokich lotów. Nim jeszcze nastąpiło oficjalne otwarcie przez rodzinę odpowiedzialną za organizację, konferansjer przy bramie witał gości wręczając im niewielkie informatory zawierające opisy wystawionych na aukcji przedmiotów, zachęcając miłym słowem i uśmiechem do pozytywnego uczczenia ofiar. Zbyt wiele łez i gorzkich słów padło wraz z tą tragedią, dajmy dzisiaj zmarłym odejść godnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Ogród Główny   Wto 12 Gru 2017, 14:32
To, że małżonka śmiała się głośno każdego dnia z różnych względnie nieśmiesznych powodów było wiadome i powoli wchodziło w krew członkom rodziny, z którymi przyszło jej mieszkać. Śmiała się z dokazujących sobie psów, śmiała się na widok ptaków przecinających niebo, śmiała się nawet z pięknie przystrojonych kuropatw i dzików na wieczornym stole, bo wyglądały strasznie głupio obstawione kwiatkami z jabłkiem w ryjku. Ogrom energii i tego jej niegasnącego ognia buzującego w piersi dla Pani Sorokiny stawał się nie do zniesienia, więc biedna borykała się z własnymi emocjami, gdy z Jasną i Rumianą stroiły ją na jej pierwsze wyjście do ludzi. Z jednej strony przepełniony jej niespokojnym duchem dom w końcu będzie mógł odpocząć, z drugiej - na szali ważyła się godność rodziny, co matka starała się wzrokiem zakomunikować Endarowi, a co Adeli nie umknęło wcale, więc i z tego się śmiała.
Od rana, kiedy wyskoczyła dziarsko z łóżka, przywitała się z wszystkimi psami i pobiegła w piżamie do kuchni zjeść coś, zbyt podekscytowana tym, co miało się dziś wydarzyć by móc się przebrać i zasiąść z całą rodziną do porządnego śniadania, od kiedy oczy tworzyła czuła jakby zaczynał się jej w życiu zupełnie nowy rozdział wewnątrz zupełnie nowego rozdziału. Spędzała w domu długie godziny zastanawiając się jacy są ludzie z innych rodów, czy spotka swoich kuzynów Vasilchenko, czy inne damy mają równie wiele obowiązków i czy etykieta rzeczywiście jest tak ważna, jak codziennie powtarzała jej Sorokina. Wciskając się w sukienkę i dając się pudrować nieco nadgorliwej siostrze Endara zauważyła, po raz kolejny zresztą, że i młodej dziewczynie zaczyna udzielać się ekscytacja tym dniem. I dobrze. Żartując przez pół poranka czas upłynął szybko, dowiedziała się kilku niepodważalnie najważniejszych w życiu rzeczy o kształcie swojej twarzy i oczu i makijażu jaki powinna nosić, które z uwagą i skupieniem naumyślnie zignorowała i zapomniała już pięć minut po fakcie. Wystrojona i wyperfumowana znów się zaśmiała, tak bardzo to było nierealne. Jak laleczka, śliczna i elegancka, skinęła z gracją głową, kopiując ten gest zaobserwowany jakiś czas temu w wykonaniu jednej z Sorokinowych ciotek i ze zdziwieniem zauważyła... cień ulgi na twarzy Endarowej mamy? Dzień świra, ale tak miało być.
Całe szczęście zdążyła wcześniej odwiedzić Petersburg kilkukrotnie, w towarzystwie Endara, który korzystając z okacji opowiedział jej nieco o strukturze miasta i jego architekturze. Koło Pałacu Sprawiedliwości jednak jedynie przechodzili i przekraczając bramy ogrodu czuła się podekscytowana jak dzieckiem jeszcze będąc, gdy szła na pierwsze polowanie. Co prawda w tym ogrodzie nie spodziewała się ganiać zajęcy, na dodatek sukienka ledwie pozwalała jej majestatycznie kroczyć u boku męża, więc o bieganiu po krzakach nie było mowy, ale i tak wszystko zdawało się być fascynujące. Przepiękny majestat pałacu w tle, altany w ogrodzie, białe aleje, symetria ogrodu. Tak nagiąć naturę by była według tych ich norm i standardów "idealna", równo przystrzyżone rzędy bukszpanów, drzewka w eleganckich donicach, stonowane dekoracje.
Trzymała Endara jak się należało, pod ramię, z lekkością i gracją, nie mogła jednak powstrzymać palców zaciskających się na jego marynarce, ani tego uśmiechu, który mimo usilnych starań kręcił się jej po kącikach ust. Chciała wszystko zobaczyć. Najlepiej naraz. Najlepiej natychmiast.
Kiwnęła uprzejmie głową konferansjerowi, biorąc od niego informator i z gorliwością pięciolatka zaczęła go wertować, by za chwilę wydać z siebie dziwny kaszel, co było usilnie powstrzymywanym śmiechem.
- Atsa..!- szepnęła, wtulając twarz w jego ramię, by ukryć narastające niebezpiecznie rozbawienie i ekscytacje, po czym pokazała mu jedną z fotografii eksponatów, prezentującą jakiś średniowieczny zabytek w kształcie wyjątkowo niefortunnie upozowanego myśliwego z psem, któremu bliżej na pierwszy rzut oka było do hipopotama. A może to był hipopotam?- I ludzie wydadzą na to pieniądze? - ci słowiańscy szlachcice byli jednak niedorzeczni. Czy dlatego, że coś było stare i dziwne, znaczyło, że musi być piękne i drogie? Przewertowała gazetkę dochodząc do części o samym Pałacu Sprawiedliwości. Była nawet mapka! Spojrzała zaraz z zachwytem na swojego partnera, pójdźmy tam, mówiły jej oczy, tyle, że to "tam" to było wszędzie. Odrobinę za długo chyba trzymali ją w tym zamku...
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 13 Gru 2017, 00:40
Przed kwestą nie zmarnował wielu godzin, by się wystroić, smoking miał od dawna skrojony i uszyty z dobrej jakości materiału w jasnym odcieniu szarego. Nadchodziło lato i choć kwesta była okazją przypominającą o żałobie rodzin zubożonych w wyniku zamachu w Muzeum Sztuki Magicznej nie wszystkim wypadało pokazać się w czerni. Był to drobiazg, którego z pewnością nie poczytano by mu za afront, ale wolał skupiać się ostatnio, gdy myśląc o wyjściach towarzyskich musiał rozważyć także obecność Adeli, nawet na nieznaczących szczegółach.
Bardziej niż czy nie zrobi czegoś, co mogłoby zaprzepaścić jego reputację, Endar z początku zastanawiał się, jak się jej to wszystko podoba. Szukał w tym, czemu się łapczywie przyglądała i gdzie kierowała swoje kroki potwierdzenia dla swojej nadziei, że kiedyś – a najlepiej wkrótce – Adela przestanie się ze wszystkiego podśmiewywać i zwyczaje panujące w domu przejmie jako swoje. W końcu to był teraz jej świat, do którego nie pasowałaby bez starań Jasny, Rumiany i matki, by się odpowiednio ubrała i umalowała (a wyglądała po wszystkich upiększających zabiegach tak zupełnie inaczej, że Endar z ledwością poznał jej twarz uprzednio pozbawioną śladów pudru, różu czy pomadki. Musiał jednak przyznać, że siostry znają się na tej całej sprawie, bo Adela zapierała dech w piersiach.) i jeśli kiedykolwiek uda się jej z niego wyrwać, będzie to w jego towarzystwie i zawsze tylko na chwilę. Endar powtarzał jej do znudzenia, że ma nieograniczone możliwości, może nawet zażyczyć sobie powrotu do ziem ojczystych, ale dom jest w Irkucku i na ten jeden temat dyskusji nie będzie.
Atsa. Nie uśmiechnął się, ale na dźwięk tego nowego przezwiska, pierwszego, jakie kiedykolwiek mu nadano, coś w nim stopniało. Czułe słówka były wręcz nieodzowne młodemu małżeństwu, zwykle jednak mężowie uciekali się do „najdroższej”, a żony rozpływały się w „misiach”, „słońcach”, a o nieszczęsnym „kochanie” także nie wolno zapomnieć. A „Atsa” było inne, bardziej oryginalne i przynajmniej nie odwoływało się do uczuć, które jemu trudno było konkretnie i szczerze opisać. Endar nie miał w zanadrzu równie wyjątkowego określenia na Adelę, miał jednak jeszcze czas, by zdecydować się na ostateczną wersję. Goście dopiero schodzili się na kwestę, było ich jeszcze za mało, by opłaciło się zwrócić na siebie uwagę.
Może „skarb”? Dosyć neutralnie, nie zawiera w sobie żaru uczucia, a jest przecież szczególnie poufałe. Gromada materialistów, jaka miała zebrać się w ogrodzie z pewnością zrozumie, gdy Endar zwróci się tak do żony, że jest dla niego najważniejsza. Nie ma bowiem w ich świecie wartości jaśniejszej i bardziej podstawowej od waluty i złota.
- Te wszystkie… fatałaszki, które wystawia się na aukcji mają drugorzędne znaczenie. – wyjaśnił, kładąc rękę na żoninej dłoni zakleszczonej wokół jego przedramienia. Te poufałe gesty, ciągła bliskość, nawet drobne pocałunki, które składał od czasu do czasu na ustach Adeli (delikatnie, by nie rozmazać pomadki, o czym upomniała go Jasna przed wyjściem) były jedynie częścią przedstawienia, jakie dawał przed przyjaciółmi, znajomymi i zupełnie obcymi ludźmi. Wszyscy musieli dzisiaj dowiedzieć się, że ma żonę i jest z tego powodu przeszczęśliwy. – Szlachta przychodzi na takie kwesty, bo widzi w niej okazję, by się pokazać.zupełnie jak ja z tobą, przeszło mu przez myśl i czyżby w tamtej chwili ukuło go sumienie? Sam kiedyś brzydził się podobnym zachowaniem, a kilka miesięcy małżeństwa z Indianką kazało mu przypuszczać, że i jej nie podoba się pozerstwo.
- Ale jeśli coś ci się spodoba, powiedz tylko. Nie widzę przeszkód, byś przystąpiła do licytacji.
W kontrolowanych warunkach, ale mógł jej chyba pozwolić na korzystanie z uciechy, jaką było przebijanie się z innymi? Zerknął przez jej ramię na mapkę Pałacu Sprawiedliwości. Był udostępniony zwiedzającym, on ponadto jako syn nestora miał doń wstęp także w innych okolicznościach, ale nie miał jeszcze czasu, by także Adeli go pokazać od środka.
- A potem, jeśli zechcesz, pójdziemy obejrzeć komnaty w Pałacu. Myślę, że Salon Chiński szczególnie ci się spodoba.
W rzeczywistości nie miał pojęcia, czy to akurat błękitny pokoik najbardziej przemówi do poczucia estetyki Adeli, lecz pozostawało mu nic innego jak liczyć, że spragniona nowych wrażeń na wszystko przyklaśnie i zareaguje zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 13 Gru 2017, 09:03
To co dla niego było normą codzienności, wkładanie garnituru i wiązanie krawata, dla małżonki było ewenementem bo choć pani Matka usilnie każdego dnia, w uprzejmy acz charakterystyczny sobie sposób przekazywała jej wiedzę związaną z modą, prezencją i konwenansami, to Awendele równie usilnie zdawał się je ignorować. Uparta dziewucha miała trudności z przyswojeniem argumentów, dla których miałaby hodować długie, niewygodne włosy (bo tak jest elegancko) ubierać wąskie, długie suknie (przecież nie można w nich nawet ukucnąć!) a co najgorsze i co zajęło wszystkim kobietom Sorokinów lwią część czasu - pantofle. Noszenie obcasów było dla Indianki chorą abstrakcją, dlaczego zdrowe zdawać by się mogło na umyśle kobiety kaleczyłyby się w ten sposób z własnej woli? Mimo wszystko, dziś dzień specjalny, Adela, bo tak dziś się nazywała, prawda, nosiła prostą i elegancką suknię z dłuższym rękawem w kolorze przydymionego różu. Dała się ufryzować, dała się umalować, założyła nawet te absurdalne obcasy, odmawiając jedynie zdjęcia z nadgarstka wyjątkowo szpetnej bransoletki z paciorków, z której sterczały jakieś małe kłaczki i piórka. Być może dlatego pani Matka kazała uszyć suknię z długim rękawem? Pogoda przecież była wcale nie najgorsza. Uśmiechała się szeroko do mijanych ludzi, nawet tych, którym Endar nie podawał ręki tylko zdawkowo kiwał głową, bo o ile Jasna z Rumianą piąte przez dziesiąte wytłumaczyły jej relacje między rodami to przecież nie umiała przypisać żadnego z nazwisk do żadnej z twarzy, co więcej - miała duży problem z okazywaniem antypatii ludziom, którzy jej niczym nie zawinili, tak, jak okazywaniem sympatii komuś, kto był bucem. Uśmiech to przecież jeszcze nie przestępstwo, choć mogła sobie po tych kilku miesiącach zgadnąć, co na ten temat powiedziałaby Sorokinowa Matrona.
Miała dziś poznać tylu ludzi, kilku znajomych o których Endar wspomniał zdawkowo przy którymś obiedzie, kuzynkę o której mówiła Jasna, innych nestorów i inne rodziny, wszystko brzmiało jak niesamowita przygoda - prawdą było jednak to, że choć nie chciała się do tego wcale przyznać nawet sama przed sobą, to zerkała na Sorokina kątem oka, zaciekawiona jego zgoła odmiennym od zwyczajowego zainteresowaniem jej osobą. Czy to przez tę sukienkę? Lubił róż? A może makijaż? Trzeba było słuchać co to znaczy kontałrowanie i ejlejner. Miała tylko nadzieję, że nie chodzi o pantofle, bo jeśli makijaż i stanowczo za ciasne sukienki miały być pomostem porozumienia między nimi - była gotowa na to poświęcenie, ale obcasów absolutnie nie zamierzała znosić. Po prawdzie, to już zastanawiała się, gdzie by je zdjąć i schować. Sukienka była na tyle długa, że może zbyt szybko nie zauważyłby, że biega na bosaka?
- Pokazać? - przekrzywiła głowę niczym skonsternowany pies, przyglądając dryfującym w powietrzu instrumentom. Pokazać? Na imprezie na rzecz ofiar? Pomaganie rodzinom dotkniętym przez tragedię było dla niej czymś naturalnym, nawet w jej plemieniu zawsze okazywano ciepło i wsparcie osamotnionym dzieciom czy żonom. W Meksyku rządzonym przez mafie i kartele było inaczej, ludzie jednak mimo wszystko, szczególnie ci biedni, okazywali serce sobie na wzajem. Czy w tym tkwił sekret spaczenia tej szlachty? Pieniądze? Kolejna okazja, by coś wydać, by coś kupić, by pokazać się innym i pokazać ile gotowi byli wydać? Kwoty wywoławcze niektórych z przedmiotów wystawionych na aukcję były z pewnością błędem drukarskim, więc je zignorowała czytając jaju żar-ptaka czy magicznych kielichach. Na sugestię jakoby miała przyłączyć się do licytacji zaśmiała się wesoło, na co mijana para starszych panów zareagowała wysoce zniesmaczoną miną. No tak, w końcu miał tu panować klimat żałobnego luksusu, gdzież tu znaleźć miejsce na jej charakterystyczny śmiech. Nachyliła się jednak w stronę małżonka, łapiąc tym jego uwagę i zaglądając mu prosto w oczy.
- Obawiam się, że byłoby to bardzo nierozważne, mój drogi. - zaświergotała imitując pełen powagi i nieznoszący sprzeciwu, wysoki głos pani Matki, nasłuchała się go tyle, że zaczynała być w tym na prawdę dobra - Muszę pamiętać złotą zasadę, jeśli nie jestem pewna jak czegoś użyć, powiedzieć lub zrobić, powinnam z ostrożnością rozważyć, czy jest mi to niezbędnie potrzebne. - wypowiadała każdą zgłoskę z dokładnym akcentem, jak na zajęciach z dykcji, które wciąż przyjmowała dwa razy w tygodniu, choć wcale nie uważała ich za niezbędne. Znów roześmiała się, już nieco bardziej stonowanym śmiechem coby nie przyprawić państwa starszych o ból głowy od tego krzywienia się.
- Zechce. - powiedziała kiwając głową - Wszystko zechcę, to jak wycieczka turystyczna. - najbardziej to jednak chyba z mapki kusił ją zwierzyniec.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

28 lat

błękitna

za Starszyzną

dziedzic dynastii, alchemik, handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, zarządca domu pogrzebowego
http://petersburg.forum.st/t1313-mikhail-dolohov http://petersburg.forum.st/t1349-mikhail-dolohov http://petersburg.forum.st/t1350-subiektywna-abominacja http://petersburg.forum.st/t1351-finree
PisanieRe: Ogród Główny   Pią 15 Gru 2017, 15:28
Starałeś się nie myśleć o znużeniu.
Maksim powtarza, że to zdradliwa emocja – nieproszona, bezproduktywna i potrafiąca zdominować dziesiątki innych, zdawałoby się: istotniejszych odczuć. Znużenie jest podstępne. Zakrada się do umysłu tylną furtką, odnajduje wyłom w obwarowaniach, przeskakuje przez wyrwę w murze, siłą szturmuje ciało wraz z szorstką fakturą zaciskanego w palcach informatora. Ktoś przed kilka długich dni dokładnie dobierał słowa, aby jak najzgrabniej opisać w ulotce wystawione na aukcji przedmioty. Stare, wydarte z rodowych gardzieli artefakty. W większości to bezużyteczne śmieci, których magiczne dynastie pozbyły się z niekrytą ulgą – nietrafione prezenty ślubne dla prapraprababki, zabawki pamiętające carską Rosję, coś, co wstyd trzymać w odnowionym salonie, kilka tandetnych pamiątek z zagranicznych podróży, podróbki nieudolnie imitujące malarskie dzieła, wszystko dotychczas trzymane w piwnicach lub tych zakątkach skarbca, do którego żal zaglądać. Ciężko było znaleźć coś wartego uwagi. Jeszcze ciężej udawać, że wcale nie wzbudziło zainteresowania.
Po głównym ogrodzie Pałacu Sprawiedliwości snuli się nieliczni goście, którzy – podobnie jak ty – nie uznawali filozofii efektownego spóźnialstwa. Niepunktualność była wyrazem braku szacunku, a spośród zebranych to właśnie do ciebie należało najsilniejsze przeświadczenie, że zmarłym należy go okazywać.
Na wszelki wypadek – gdyby miało dojść do kolejnego spotkania.
Urokliwe suknie pań wybornie komponowały się ze skromnymi i należycie drogimi smokingami panów, złota biżuteria połyskiwała w promieniach majowego słońca równie olśniewająco, co białe uśmiechy; zachowywanie pozorów zadumy i dominującego żalu przestawało mieć znaczenie, gdy w grę wchodziło ugranie czegoś dla własnej korzyści. Kilka klepnięć w dyrektorskie plecy. Kilka pochlebstw rzuconych nad czerwonym kawiorem. Kilka tysięcy rubli wybłaganych w kuluarach. Kilka ukłuć zażenowania zbyt wiele.
Powietrze powoli opuszcza obolałe od niezdrowego bezdechu płuca, a ty skupiasz się na fragmentach scenerii, które nie ociekały fałszem tak, jak większość zebranych. Łagodna muzyka płynąca z magicznych instrumentów, wściekła czerwień kwiatów, przy których odnalazłeś chwilową przystań, wygazowany szampan wyglądający jak próbka moczu nadająca się do badania przez uzdrowiciela. Przestałeś zadawać sobie pytanie, co tak właściwie tu robisz – od śmierci Osipa minęło pół dekady, to wystarczająco wiele czasu, by oswoić się z (nie zawsze przyjemnymi) obowiązkami dziedzica. Zacząłeś pytać jak możesz na tym skorzystać.
Podziwianie klombów, niewątpliwie bardziej produktywne od prób nawiązania miarodajnej rozmowy z przynajmniej połową obecnych, nieszczególnie w tym pomagało. Picie pozbawionego nitki bąbelków szampana – choć smakowo zadowalającego – również. Mogłeś oceniać i sardonicznie kpić w myślach aż do końca kwesty, gdyby bezczynność nie budziła w tobie tej subtelnej, cuchnącej nadgniłą rybą odrazy. Musiałeś odnaleźć kogoś, kogo obecność nie wzbudzała nieodpartej (i pod każdym względem uzasadnionej) ochoty zrobienia użytku z tego, co bezpiecznie tkwiło w rodowym pierścieniu połyskującym na serdecznym palcu.
Zadanie trudne, ale – jak przekonałeś się po raczej niespiesznym powrocie w stronę stołu z alkoholami – wykonalne.
Rzadkich okazów należy szukać przy wodopoju.
Aristovto nazwisko pozostawia w ustach niesmak, który pragniesz zatrzeć kolejnym łykiem złotego szampana. Bezskutecznie – zwietrzały płyn rozprowadził te trzy sylaby po języku, wypalając kubki smakowe na resztę dnia. – Mógłbyś wyświadczyć nam przysługę i wykupić całą aukcję – cieniutkie szkło stuknęło cicho, gdy odstawiłeś je na wciąż (ale już niedługo) nieskazitelnie czysty obrus. To swoiście krępujące – próba udawania, że stojący przed tobą człowiek nie jest jedynie kupą mięsa, które chciałbyś – i być może wkrótce nadasz ochocie realnego wymiaru – rozkroić ze wstrząsającą precyzją. – Oszczędziłbyś zebranym mnóstwo czasu.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Ogród Główny   Nie 17 Gru 2017, 23:19
Zupełnie wystarczy mu, jeśli Adela przemęczy się z głupstwami pokroju pantofli wyłącznie z okazji wyjść towarzyskich. Na co dzień nie zamierzał przejmować się, czy biega na boso, czy w kaloszach, czy może w ogóle na rękach. Prawda, że wyglądając tak jak dziś absorbowała nieco więcej uwagi Endara, ale nie chciałby, tak prawdę powiedziawszy, by całkiem wtopiła się w tłumy młodych kobiet, w których nie sposób jedną odróżnić od drugiej. Cynamonowy odcień skóry Indianki i jej krótka fryzura (koszmar wielu panien, które gotowe były płakać przy ścinaniu długich włosów) były w końcu nie do przeoczenia i po części same w sobie stanowiły powód, dla którego to ją wybrał na żonę. Mile widziane byłoby tylko, gdyby wyzbyła się części przyzwyczajeń wyuczonych jeszcze w dzikiej najwyraźniej ojczyźnie, połączyła jakoś swoją wyjątkowość z nawykami, które im obojgu mogły znacznie ułatwić życie. Zupełnie zbędne były w jego opinii te całe pantofle, w końcu Adela była i bez nich raczej wysoka. Nie wyobrażał sobie ponadto (nie poświęcając damskiemu obuwiu w ogóle uwagi w swym życiu), by mogły być szczególnie wygodne, a wcale nie podkreślały tak bardzo urody, jak się przyjęło w modzie, toteż – o ile nie chciałby, by Adela pozostawiła swoje buty gdzieś na trawniku – nie miałby nic przeciwko, gdyby nosiła zupełnie płaskie trzewiki. Jej staranny makijaż zresztą też zauważył wyłącznie dlatego, iż Jasna zdążyła mu się pochwalić, że zdołała namówić nań Adelę. Owszem, policzki miała jakby bardziej rumiane, a oczy wyraziste, ale i bez tego miałaby swoją młodzieńczą urodę, imponującą bardziej niż próby zamaskowania upływu czasu, jakich podejmują się starsze kobiety nakładając na twarz różne mazidła.
Przechadzając się przez ogród, nie robili, podobnie jak inni goście, nic szczególnego. Licytacja nie rozpoczęła się jeszcze, a atmosfera nie była dość swobodna, by uciąć przyjazną pogawędkę z bliższym znajomym. Endar przedstawił kilkorgu małżonkę, niewielu było jednak wśród nich przedstawicieli Starszyzny, a na ich aprobacie dla wnuczki starego Vasilchenki zależało mu najbardziej. Przyciągała uwagę wszystkich, towarzystwo jest wszak spragnione świeżej krwi i nowych twarzy, tym lepiej, jeśli były ładne. Pomiędzy wymuszonymi uśmiechami, dygnięciami i pocałunkami zawieszonymi tuż nad dłonią Adeli obleczoną w koronkową rękawiczkę Endar powtarzał jej to, co zaczęły opowiadać jego siostry. Kto był dla niego kim, dlaczego był istotny, ewentualnie omawiał krótko zasobność skarbca i inne zasługi.
- Swoją hojność. Wrażliwość może. – nie byłaby to pierwsza taka okazja. Tragedie, zwykle dotyczące ludzi biednych i zwykłych, rzadko odbijały się echem w życiu elit na tyle, by przysłoniły arystokratom własne sprawy. Endar nie widział w tym nic zdrożnego, był to przecież układ dla obu stron korzystny: szlachta miała kolejną sposobność do zabawy nie szczędząc przy niej grosza, a poszkodowani otrzymywali niezbędne do naprawy swojej sytuacji środki. Którekolwiek jednak z proponowanych przez niego rozwiązań było prawidłowe on sam nie przyszedł tu pochwalić się żadnym z dwojga. Prezentował żonę wspartą na jego ramieniu jak klacz na padoku czekając nie wiadomo czego. W końcu to Adela powinna nawiązywać znajomości, które urozmaicą jej codzienność w Rosji, zjednywać sobie sympatię matron innych niż strasząca ją pantoflami Sorokina, odnaleźć wspólny język z młodymi kobietami obecnymi na kweście; Adela dorosła w zupełnie odmiennej kulturze, ale coś powinno chyba jednoczyć kobiety uniwersalnie?
Skrzywił się teatralnie, gdy imitowała wyniosły ton jego matki (a z każdą kolejną próbą wychodziło jej to coraz lepiej), chociaż przedtem jakby mignął mu na twarzy uśmiech.
- Pilnowanie złotych zasad zechciej pozostawić mnie i nie przejmuj się aż tak tym, co mówi matka. Dawno zapomniała już, jak to jest: mieć dwadzieścia lat.
Wśród gości na kweście wielu znalazłoby się gotowych oskarżyć także Endara, że nie pamięta przywilejów młodości i sam zachowuje się zbyt sztywniacko jak na niespełna trzydzieści lat i status nowożeńca (czy nie powinno być jasnym, że w chwili, gdy Adeli niewygodnie zrobi się w butach na obcasach, on powinien, pokrzepiony siłą uczucia, do końca pobytu w pałacowych ogrodach nosić ją na rękach?), trzeba przyznać. Ale nie można też zaprzeczyć, by postanowienie powzięcia większych starań, by zrozumieć Adelę zostało przez niego zaniedbane.
- No więc, znalazłaś w katalogu coś dla siebie? – zajrzał do książeczki kątem oka skupiając się na jaju żar-ptaka. Cena wywoławcza, choć niewyobrażalnie wielka, była i tak zbyt niska, by mogło ono być prawdziwe, więc sprowokowany tylko na chwilę ciekawością, odwrócił wzrok, by w tłumie być może znaleźć kogoś, kogo naprawdę chciałby Adeli przedstawić.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 12:50
Leon w poczuciu, że kwesta charytatywna to okazja do wydania zbyt dużej ilości pieniędzy, tak chętnie wystroił się, że prawie zapomniał o tym, że to idzie na ofiary i nie powinien może zakładać marynarki tkanej ze złotą nitką. Ale ma. Ma tę czarną aksamitną marynarkę i złote kwiaty na piersiach i znów się narazi gazetom plotkarskim na to, że sympatyzuje z jedną z córek Kosmasa Zakharenko. Ale ku wielkiemu zdziwieniu, zarówno własnemu, jak i światowemu, wcale z Melpomeną nie miał dzisiaj spędzić ani chwili. Za to krąży po ogrodzie, w ręku ma katalog i głowę pełną pomysłu na to, na co wyda dziś za dużo pieniędzy. Będzie potem mówił "ofiary trzeba wspierać", a przecież tak naprawdę to ma absolunie egocentryczne podejście do tej sprawy i jedyne czego chce, to uspokoić swoje myśli, zająć się czymś innym, niż myślenie o jednej czy drugiej kobiecie. Albo dwóch naraz.
Dlatego w tym całym niezbyt wyszukanym anturażu stoi w swojej marynarce i gryzie ciastko, przegląda katalog i mówi do obcych ludzi, że w tym roku licytacja jest wyjątkowo ciekawa. Jak na miłośnika złota i biżuterii przystało, najchętniej kupiłby wszystkie dostępne kamienie w złotych i srebrnych metalach. Ale jak na dziedzica przystało, musiał się zastanowić, które z rzeczy do licytacji mogłoby mu przynieść korzyści. Więc co, może wylicytuje laskę przewodniczącego, a może koronę i będzie w niej później biegał pośród Starszyźnianych znajomych i nazywał się władcą? Pomyślcie do czego prowadziłoby takie zachowanie, bo najprawdopodobniej do jakiś niezbyt miłych reakcji, a już na pewno do kolejnej kłótni z którymś z równie pyszałkowatych rodów.
Ciastko się skończyło i Leon idzie po następne, już widzi swego współpracownika w tłumie i już mu skinął głową, już ogląda sobie jego młodą żonę i serce mu się kraja, bo posiadanie żony, jakiekolwiek, to całkiem przemyślana droga. A on co, co jemu zostało. Obżeranie się i kupowanie, wydawanie pieniędzy i spoglądanie melancholijne w stronę wszystkich przyjaciół, którzy mu podwędzili najlepsze sztuki.
Jedna z takich sztuk, może nawet jedna z najważniejszych, właśnie wróciła i Leon znów odwrócił spojrzenie od Jasnej, żeby się nie wygłupić jak to miało miejsce na spotkaniu Starszyzny, kiedy się wgapiał w Kuraginę jak ciele w malowane wrota. Problem z Jasną był bardziej złożony, więc samo spoglądanie w jej kierunku nie było mądre. Ona chyba jednak nie była aż tak przerażona możliwością rozmawiania, bo właśnie pojawia sie przy stoliku z poczęstunkiem. Leon aż cały się zamienił w słup soli i teraz stoi tak z wyciągniętą ręką pomiędzy ciasteczkiem a tartoletką z kawiorem i ani w jedną ani w drugą się nie ruszy.
Co go tak przeraża? Chyba własna głupota i nieumiejętność bycia konsekwentnym. To on, ten sam, który jeszcze kilka dni temu podczas Ślubu Wrońskich, wymknął się i z całą premedytacją wsadził do kieszeni płaszcza Jasnej paczuszkę z podarunkiem. To on, teraz stoi nad jedzeniem i powoli podnosi wzrok na Sorokinę i jeszcze wolniej zmusza się do uśmiechu. Jak przyłapany na gorącym uczynku kot. Mija ta niezręczna sekunda, dwie, nawet chyba pięć, aż zdecydował się złapać tarteletkę z kawiorem i przełożyć ją na talerzyk. Wtedy chce sie wycofać, ale przecież się patrzy na Jasną, jakby miał coś powiedzieć. No może na przykład "Przepraszam"? Za to, że w Carskiej się tak pokłócili, że jej nie przeprosił na ślubie? Ale ma pustkę w głowie i dlatego mówi:
- Jak jestem po winie, to wychodzi mi to znacznie lepiej
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 13:30
Humor niewyjściowy to miała już od dobrych kilku miesięcy i wraz z każdym w życiu wydarzeniem nie zapowiadało się na rychłe zmiany. Pozbawiona obowiązku bycia piękną damusią dziś nie wcisnęła się w nic bajecznie powalającego, bo i okazja wcale nie wymagała kreacji od których koleżankom zbielałoby oko. Dziś nie byłą, w odróżnieniu od Adeli, narzeczoną do pokazania, dziś przyszła kupić coś miłego, wesprzeć rodziny ofiar i cicho pójść do domu. Bardziej niż ktokolwiek inny, a przynajmniej tak sobie w sercu wmawiała, czuła się związana z rodzinami ofiar. W podobnym zamachu zginął Tomas i choć jej rodzinie w związku z tym nie zabrakło pieniędzy, to jednak gest wsparcia i dobre słowo potrafiły ją czasem wyrwać z prędkiej drogi w samo jądro ciemności jakim była głęboka depresja. Czuła się zobowiązana, moralnie i społecznie, do pojawienia na takim przyjęciu i dlatego też (a trochę dlatego, żeby zobaczyć, jak ludzie zareagują na Adele - nie moa mocnych, bardzo była ciekawska) ubrana w skromną, długą sukienkę w kolorze zgaszonego beżu wraz z innymi członkami rodziny przybyła do pałacowych ogrodów.
Wystrój miejsca był bardzo przyjemny i z uznaniem zauważyła, że się pałacowi dekoratorzy jednak przejęli i powstrzymali od pompy i bogactwa, którym lubili epatować na lewo i prawo przy każdej, najdrobniejszej okazji, jakby każdy zakątek otoczenia musiał wrzeszczeć "To Pałac Sprawiedliwości! To P-A-Ł-A-C!". Osobiście preferowała surowe wystroje i chłodne wnętrza, czego jednak by się spodziewać po córce rodu Sorokinów, wychowanej w białej, kamiennej twierdzy.
Przeglądając informator kluczyła chwilę alejkami, trochę obserwując dryfujące instrumenty, trochę przyglądając się gościom (i w duchu podśmiewając z niektórych kreacji, bardzo nietrafione te odkryte plecy i ramiona na tak żałobnym przyjęciu), a trochę samej nie wiedząc co tu robi. Przeszła koło centralnej wystawki, przyjrzała się głównym eksponatom, bo przecież na żywo wszystko wygląda sto razy lepiej niż w gazetce i no, chciał nie chciał, zawędrowała do stolika z napitkiem i poczęstunkiem.
Szybko, zanim Endar zauważy, opróżniła dwa kieliszki wina, tak dla animuszu, a piła łapczywie jakby pół roku przez Saharę na tę kwestę szła, po czym prześlizgnęła się w stronę ciastek. Co innego mogło ją przyciągnąć, jak nie te wszystkie lukrowane biszkopty, markizy, zdobione pierniczki czy makaroniki, no chyba nie ten Onegin przebrzydły w tym garniturze przepięknym, w którym tak bardzo lubiła go oglądać. Tak jak i on, niczym przyłapany na gorącym uczynku niezdecydowany dziedzic, który jakże śmiał nie wiedzieć czy woli tartoletki czy ciasteczka, tak i ona znieruchomiała z małym talerzykiem, na którym leżało jedno, smutne nagryzione ciastko. I to chyba będzie już koniec jej z ciastkiem romansu, bo ledwie przełknęła i tego kęsa, czując, że zaraz obleje się intensywnym rumieńcem wstydu.
Aleksiejowi oczywiście napisała piękny list przeprosinowy, co więcej, Endar nawet zapewnił ją, że była damą i to szlachetnie urodzoną i należał się jej szacunek z urzędu już za sam ten fakt nią bycia, nie zmieniało to jednak sytuacji, że od wydarzenia w Carskiej unikała Onegina jak ognia i po dziś dzień nie zdecydowała się i jemu wystosować należnych przeprosin. Trudno powiedzieć, czy zabrakło jej klasy czy odwagi, fakt pozostawał jednak faktem, toteż jeszcze większym ciężarem na sumieniu okazał się być niepozorny pakunek w kieszeni jej płaszcza. Początkowo była gotowa go nawet wyrzucić, nie zastanawiając się co to za zawiniątko i skąd się wzięło w jej płaszczu, odwinęła jednak prezent z papieru i bóg mi świadkiem, dobrze, że była sama w pokoju, bo chyba nikt nigdy nie płakał tak żałośnie.
- Chyba gorzej. - duka, chciała brzmieć żartobliwie, ale znów wychodzi jej przytyk, więc uśmiecha się słabo, żeby nie było, że znów awanturę prowokuje. Rozmowa z bratem, choć zwięzła i rzeczowa, pomogła jej bardzo odnaleźć w sobie swojego upartego ducha. Zamierzała utrzymać rozum na odpowiednim torze, ale wiadomo, jak to z zamiarami bywa- Winko stoi tam. - wydyma usteczka i kiwa brwiami, ho ho, już przecież dwa kieliszki grzmotnęła, jakżeby mogła nie wiedzieć, gdzie stoi winko. Wzrokiem gdzieś się ślizga po talerzach, bo brakuje jej odwagi i samozaparcia, w odróżnieniu od Leona, żeby mu w twarz spojrzeć, więc tak strasznie jest zainteresowana kształtami pierników, jakby tam rzeczywiście remedium na raka było wypisane.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

25 lat

obstaculus

błękitna

za Starszyzną

dziennikarka Avoski / prywatna detektyw
http://petersburg.forum.st/t1035-gana-ivanovna-kuragina#3700 http://petersburg.forum.st/t1050-gana-i-kuragina#3791 http://petersburg.forum.st/t1049-twoja-osobista-detektyw#3790 http://petersburg.forum.st/t1048-orel#3789
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 13:42
Przyszła ubrana tak jak prawie nigdy - czyli zgodnie z kanonami wyższych sfer. Idealnie zrobiony makijaż, nieźle upięta w koku fryzura, intensywnie zielona sukienka zwracająca uwagę - rzadko kiedy pozwalała sobie na takie ekstrawagancje. Na co dzień jednak starała się unikać sytuacji, w których ktoś mógł ją zauważyć, bo to mogło zdecydowanie utrudnić jej pracę. Zdecydowanie prościej zdobywało się informacje kiedy ludzie brali cię za nic nieznaczącego zjadacza chleba.
Teraz jednak uznała, że nie powinna pozwolić sobie na szukanie sensacji z okazji tej kwesty. Nawet Gana zdawała sobie sprawę, że wszystko ma swoje granice i czasami należy zwyczajnie odpuścić. I choć nie powstrzymała się od nałożenia na siebie raczej nieodpowiedniego koloru (w końcu narodowo-czarodziejska żałoba!) to jednak miała nałożone czarne akcenty - a szczególnie wyróżniała się czarna wstążka na jej ręce. Miała nadzieję, że to wystarczy, najwyżej na szybko się teleportuje i przebierze. Jeśli zdąży.
A zdawało jej się, że raczej powinna. No bo w końcu dlaczego miałoby być inaczej? Wszyscy w końcu trzymali nos w informatorach. Kuragina pod tym względem też się nie wyróżniała - skoro już można zdobyć coś ciekawego z chęcią wybrałaby sobie coś ładnego. Mogłaby postawić taką rzecz (albo rzeczy) nad kominkiem, kiedy wreszcie zamieszkała by w jakimś domu z możliwością zapalania ognia bez opcji wywołania pożaru. Kwestią drugorzędną było dla niej to, że w takim lokum może nigdy nie zamieszkać.
I chociaż pewnie bardziej elegancko by wyglądało, gdyby przysiadła na ławeczce w pozie, w jakiej panienkom z dobrych domów przystało, ale nie! Ona wolała nie marnować czasu i w tym samym momencie iść i czytać, dodatkowo wsłuchując się w tą piękną muzykę graną przez zaczarowane insrumenty. Liczyła, że nim dojdzie do stołu z poczęstunkiem (a zdążyła zgłodnieć) ogarnie już jakie właściwie cudeńka będzie miała szanse zdobyć podczas całego wydarzenia. Kiedy wreszcie to się jej udało kątem oka przyuważyła Arseniya.
Noż kurwa, pięknie... - pomyślała na jego widok, po czym szybko swoją uwagę skierowała na jedzenie. Wyglądało zdecydowanie lepiej od przyszłego dziedzica jej rodu. No i istniała szansa, że kiedy będzie wgapiać swój wzrok w produkty spożywcze kuzyn jej nie zauważy albo korzystając z okazji, że nie widzi sam czmychnie gdzieś dalej. W końcu jaki miałby mieć cel w podchodzeniu do niej?
A tak pięknie im dotychczas szło niewpadanie na siebie...
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 13:52
Czy to żart czy nie, Leon nawet nie miał siły zareagować szczerze, bo jedynym szczerym co mu się na twarz nasuneło, było wygięcie dziwnie ust i wyglądał wtedy tak żałośnie, że żadne łzy tego nie pobiją. Więc zaraz zmienia twarz, jakby był w sklepie i kiwa głową podnosi przegryzkę do ust, bo sądził, że Jasna tylko coś powie i zaraz się wycofa, ona jednak stoi wciąż ze swoim talerzykiem i wskazuje mu drogę.  Do wina. Które według niej mu szkodzi. O, to dopiero przykre.
- No to nie będę sie tam zbliżał - a to boli całe jego ciało, bo jakże chętniej napiłby się i miał język bardziej rozwiązany. Może by wiedział jak ma przepraszać okropną Sorokinę, którą wyzywał od najgorszych przy stole Karamazova. Przeprosić Sorokinę? O, to dopiero ciekawa taktyka drogi panie dziedzicu. Czy nie powinienen się skupić na rodach, które mają  wobec niego przynajmniej odrobinę dobrych uczuć. A nie tych, które myślą jedynie o tym jak tego drugiego pogrążyć, upokorzyć. Ale jak ma myśleć o polityce, kiedy taki rozproszony, jak wcale nie stoi na dwóch nogach pewnie, bo jedną nogę, tę która powinna zostać podparta jakąś dobrą duszą, jak tę nogę ma wciąż w powietrzu dyndającą i nie wiadomo kiedy wreszcie uda mu się dobrze stanąć. Ktoś się przecisnął pomiędzy nich i wziął sobie cytrynkę do tartoletki i w tej chwili poczuł, że albo teraz albo nigdy. Bo znów ktoś wejdzie pomiędzy, znów zajęty sobą, nierozważnie nie pozwoli mu na rozmowę w cztery oczy. A te oczy Jasnej są wciśnięte w taką przestrzeń w której go nie ma, więc musi na siebie zwrócić uwagę. Teraz? Teraz!
- Mam ci coś ważnego do powiedzenia - wraca na zwolnione miejsce, szybko robiąc krok do przodu. Taki natarczywy, że strach, może lepiej z nim nie dyskutować? Może lepiej dać mu odejść gdzieś gdzie znów sam będzie i nie będzie mówił przykrych rzeczy po których łzy lecą.
Denerwuje się strasznie, odstawia talerzyk na stolik i rozgląda się, ale nie widzi ratunku, musi mówić tutaj.
- No więc, dostałaś mój prezent mam nadzieje? Chciałem cie przeprosić osobiście, ale na wesleu nie było sposobu, a i tak miałem to już przy sobie, trochę się wygłupiłem... Wiesz, może lepiej jak napisze list, bo tak to nie można - zrezygnował szybko z przepraszania w tłumie, mimo że mówił to cicho i udawał że wcale na nią nie patrzy, ale zanim się zorientował, to już chciał się wycofać i wysłać  dwa kosze kwiatów, byleby nie musieć jej w twarz mówić, że wtedy w Carskiej to zachował się  tak źle, że powinna go ośmieszyć publicznie czem prędzej.
Ale sam to zrobił. Tym swoim spoglądaniem na boki, tym że najpierw bardzo chcial z nią rozmawiać,  że zostawił talerzyk, a nagle zauważył Endara, Kosmasa, Fyodora i siostrę i zaraz złapał znów ciastko i chciał uciec.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 14:50
I czego w te pierniczki tak wpatrywała się - nie wiadomo, przecież już i tak supeł w brzuchu zaplątany ciasno, nic nie przełknie pewnie do jutra. Wino to im wszystkim szkodzi, nic jej jednak nie powstrzyma, żeby zaraz sobie jeszcze ze dwóch kieliszków, dama w końcu, nie chlapnąc, żeby dzień przetrwać.
Pierniczki kółeczka i prostokąty, zdobione w te same odcienie co obrusy i proporczyki okalające talerze. Miele w ustach jakieś ważne słowa, ale słodkie są i gorzkie i słodkie i zaraz gorzkie znów więc zamiast wypluć to przełyka je również z trudem i milczy uparcie, bóg jeden raczy wiedzieć czemu. Nawet szklanki z sokiem przestawia, bo przecież coś z rękami zrobić trzeba.
Na weselu, całe szczęście, całkiem była zajęta Aleksym i ich nieszczęsnymi perypetiami - choć wciąż nie wiedziała na czym stali, to przynajmniej mieli okazję w końcu porozmawiać po tych wszystkich długich tygodniach milczenia. Młody Karamazow znów wydawał się zbyt zajęty swoim życiem, by jej towarzyszyć w sprawach życia codziennego, nie nosiła jednak już goryczy w stosunku do jego osoby. Niech sobie robi co chce. Gdyby jednak wtedy właśnie jeszcze, do tej batalii narzeczeńskiej, Onegin wpadł dorzucić pięć groszy to by wzięła młodziutka Sorokina wybuchła i kto by te resztki z podłogi zbierał, kto by krew i flaki z sukienek doprał. To na prawdę lepiej, że to teraz a nie wtedy, tu przynajmniej otwarta przestrzeń i jakoś tak bezpieczniej, choć mimo szczerych chęci to jednak Jasna nie może skrzydeł rozłożyć i sobie odfrunąć po prostu fuck you all, I'm outta here. Męczy się jeszcze chwile po czym wybiera w końcu jednego pierniczka, z całego półmiska takich samych pierniczków i kładzie na swoim talerzu z zamiarem ucieczki - zgrali się doskonale, oboje chcą uciec, a jednak żadne nie umie - kiedy Onegin nagle dopada ją w ciasnej przestrzeni i jakby cały tlen zabiera, już nie ma czym oddychać.
- Tak? - duka znó, zaskoczona z tych jego gepardzich prędkich ruchów i marszcząc brwi, bo zaraz wypluwa szybko słowa niemalże bezładnie, co, panie Onegin, prosze zwolnić, ten pociąg to jedzie trochę za szybko.
- Dostałam. - w odróżnieniu od niego ona zanim zbierze się cokolwiek powiedzieć to się musi namyśleć, bo też trzeźwa przecież, a trzeźwość wymaga od Sorokiny rozwagi i powściągliwości. Tak matka uczyła.- Nie wiem, czy ten prezent to na przeprosiny, czy bardziej żeby mi dopiec... - dodaje ciszej, całkiem szczerze, wcale nie z pretensją i powoli wzrokiem celuje w Leonową twarz, jakoś tak gdzieś ślizga się po czole i nosie aż w końcu jak pijana mysz trafia w szczeliny jego powiek, te oczy niebieskie.
- Nie, mów. - prostuje się słysząc tę niepewność brzmiącą w jego głosie i chwyta go za nadgarstek, trochę zbyt pochopnie no ale już się stało, klamka zapadła, kajdan palców jak bardzo ciężki, zimny, biały zegarek zamknął się na jego skórze. Nie ma ucieczki. Stoi Jaszka, cała taka skromna i dumna, wpatruje się i milczy, nic nie da się po jej twarzy zgadnąć, co po tej głowie szalonej kręci się, nawet okiem nie mrugnie.- Mów... - powtarza tylko, nieco ciszej, troche bardziej łagodnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Syrakuzy, Włochy

33 lata

błękitna

neutralny

czytam wasz los z gwiazd, kart i dłoni, odprawiam rytuały, widzę duchy, jestem pewnie najlepiej znaną ci wdową w Rosji
http://petersburg.forum.st/t914-hersilia-lavinia-sorokina-zd-caravaggio#2831 http://petersburg.forum.st/t918-hersilia-l-sorokina-caravaggio#2892 http://petersburg.forum.st/t919-wdowa-po-tym-sorokinie#2893 http://petersburg.forum.st/t920-caesar-golab-i#2894
PisanieRe: Ogród Główny   Pon 18 Gru 2017, 18:00
Aukcje zazwyczaj mnie nudzą. Te ekscytujące licytacje, które widuje się w filmach (Tommaso kiedyś jedną odegrał, pamiętam, byłam wtedy na planie), zdarzają się raz na kilka lat, raz na całe życie. Niektóre aukcje wielkich dzieł sztuki albo niezrównanych klejnotów są wyjątkowe, wywołują ten dreszcz podniecenia i chęć, by ręki w ogóle nie opuszczać, ale czuję, że dzisiaj o nic nie będę walczyć ostatnimi rublami zostawionymi mi przez mojego męża. Trochę posiedzę, może kupię coś ładnego za niebotyczną sumę w zbożnym celu. Napiję się szampana – i ulotnię, zanim zagada mnie jakiś znajomy Tommaso z głową pełną głupich pytań typu „jak się pani trzyma?”.
Kiedy zrobił się ze mnie taki pustelnik? Gdy byłam młodsza i dopiero co wypuszczono mnie ze świata wiecznego ognia, modłów, ascezy i wypełniania pustek propagandowym jazgotem, poddałam się naiwnej fascynacji światem Starszyzny: blichtr, desery będące bardziej ucztą dla oczu niż podniebienia, srebrne widelczyki, staranna dykcja i idealnie odmierzona długość kroków w walcu. Dzisiaj mnie to tylko nuży, a diamentowe kolie wiszą na mojej szyi jak wisielczy sznur. Myślałam, że to wolność, ale okazuje się, że drzwiczki mojej wysadzanej szlachetnymi kamieniami klatki nawet na cal się nie uchyliły ani w momencie zakładania obrączki, ani w chwili przekładania jej na palec serdeczny lewej dłoni.
Jestem zmęczona towarzystwem. Manierami. Ciszą w straszącej pustym ogromem rezydencji, pełnej futer, rubinów, szmaragdów, brzęczących monet – pieniądze smutniejszymi nie czynią, ale nie przytulę się do nich w zimną, straszną noc, nie owieję im ciepłym oddechem karku, nie szepnę: „chyba coś słyszałam” (bo przecież słyszę). Oczekiwaniami wobec wdowy po herosie-amancie, której rolę mi narzucono bez pytania o zgodę.
Martwemu tak łatwo być symbolem. To Tommaso powinien tu być: stroić miny do aparatów, wykładać pieniądze, przekonywać lud do sprzeciwu wobec nadchodzących zmian, błyszczeć elokwencją i nienagannymi manierami. Zawsze był lepszy w tych salonowo-politycznych gierkach ode mnie; ja nie chcę tańczyć do wygrywanej przez Osipa muzyki. Ciągle wypadam z rytmu – muszę przyznać, że złośliwie.
Od pięciu minut wpatruję się w to samo zdjęcie z katalogu, palcami drugiej dłoni machinalnie kołysząc wino w kryształowym kieliszku. Żeby utrzymać pozory bycia zajętą, unoszę zeszycik nieco wyżej, kciukiem przewracam kartkę i znad wciąż pachnących tuszem stron spoglądam na spacerujących po ogrodzie ludzi. Kilku tu kojarzę z solidnych, biznesowych uścisków, jadowitych uśmiechów i zabawy na wspaniałych, zagranicznych przyjęciach Tommaso, ale nie ma tu aż tak dużo Starszyzny, jak mogłabym się spodziewać. Ciekawe, czy Jasna będzie. Z tym swoim narzeczonym?
A Endar z żoną?
Zaskakująca jest siła myśli: gdy tylko obraz Sorokina pojawia się w moim umyśle, zaraz dostrzegam jego jasną czuprynę dobry kawałek dalej. Akurat z kimś rozmawia: eleganckim ruchem ręki wskazuje na przyspawaną do jego boku sylwetkę, wystawioną na spojrzenia jakby specjalnie, niby obłędnie drogie płótno zawieszone w strategicznym miejscu domu, którego nie można ominąć wzrokiem. Jest coś znajomego w tym geście, w potłuczonym uśmiechu o starannie wyuczonych krzywiznach, w pięknie dopasowanym garniturze w wyważonym odcieniu pasującym akurat do koloru sukienki – coś bardzo znajomego, niebezpiecznie znajomego.
Co za złośliwa ironia losu, że historia zatoczyła koło właśnie w jego osobie.
Z początku nie zamierzam tam iść, ale po chwili opuszczam katalog i pewnym krokiem idę w ich kierunku. Staję przed na pewno szczęśliwą i zakochaną parą nowożeńców z (tylko odrobinę!) drwiącym uśmiechem namalowanym rosso di Valentino, spoglądam na nich spod przymrużonych powiek, krótką chwilę oceniam (Awendele, co za barbarzyńca ci zakrył te piegi?), nim otwieram usta i leniwie sączę słowa:
Zapowiada się ekscytujące popołudnie, prawda?
Upijam łyk wina i rozglądam się kątem oka. Znajomi Tommaso chwilowo zniknęli z horyzontu.
Mogę nie wytrzymać tych nagłych skoków adrenaliny.
Powrót do góry Go down
avatar


Nowy Meksyk, USA

22 lata

błękitna

neutralny

żona
http://petersburg.forum.st/t1148-awendele-kiwidinok-sorokina http://petersburg.forum.st/t1188-awendela-kiwidinok-sorokina#4690 http://petersburg.forum.st/t1189-caracara#4691
PisanieRe: Ogród Główny   Wto 19 Gru 2017, 14:54
Adela w pantoflach, Adela w makijażu, Adela w eleganckiej sukni, Adela prawdziwa syberyjska wybranka. Z pewnością dotrą jego uszu, już wkrótce, wszystkie opinie, choć wciąż nielicznych, gości zebranych póki co na kweście. Matka z siostrami mogły robić co się tylko dało, Indianka jednak uparcie nie chciała zgodzić się na zbyt wiele. W końcu, młoda to młoda, ale wyjść za przebraną na słowiańską modłę kukłę nie chciała wcale. Nie to, by w tych pantoflach chodziła jak kaczka, umalowana i ufryzowana na podobieństwo smutnego klauna - nie po to szlifowała maniery i szyk by teraz się wygłupić. Z ulgą przyjęłaby zapewnienia małżonka, że te pantofle to bzdura, że ten makijaż to po nic, jednakże tyle co mogła przyjąć do zrozumienia to jego wzrok pochlebny, więc w głowie tak czy inaczej odnotowała - styl na ruską laleczkę to styl który działa. Nie musiała się z tym godzić, nie musiała się z tego cieszyć, fakt pozostawał faktem. Odstawała od towarzystwa tylko trochę i dzięki bogom za to, bo gdyby jej pozwolić przyjść na tę kwestę po swojemu pewnie włożyłaby na głowę rytualny pióropusz, rozpaliła przy wejściu ciężkie kadzidła i większość czasu śpiewała, przyzywając duchy przodków i ofiar, by mogły towarzyszyć im w tym przyjęciu zorganizowanym przecież na ich cześć.
Wszystko tu było na opak, nie rozumiała sensu wydawania pieniędzy z powodu czyjejś śmierci, jednak w porównaniu z ogromem rzeczy, których w tutejszej kulturze nie rozumiała - akurat kwesta wypadała blado, ot kamyczek do ogródka.
- Okazywanie wrażliwości przez okazywanie hojności. - podsumowała unosząc ciemne brwi. Bez sensu, to wszystko było tak absurdalne, że chciało jej się śmiać, powstrzymując się tylko dlatego, że Endar był taki poważny ograniczała się jedynie do tego uśmiechu swojego, wielkiego i radosnego, niemal niestosownego podczas takiej uroczystości. Miała w oczach taką radość, przy której pewnie nawet tęsknicy drgnąłby kącik ust.
- A więc zajmiesz się wszystkim, a ja mogę chichotać i wybierać świecidełka, by potem marudnie chcieć od Ciebie, byś mi wszystko kupił, gwiazdkę z nieba? - zagaiła wesołkowato, spoglądając mu jednak porozumiewawczo w oczy. Nie była głupią gęsią, co Sorokin już zdążył odkryć, domyślała się przecież jaka jest jej dziś pisana rola. Czarowała wszystkich, którzy zechcieli poświęcić jej chwilę uwagi, wypatrując jednak przynajmniej Vasilchenków, jakiejś znajomej twarzy czy kędzierzawych loków Jaśmina.
- Coś mi wpadło w oko, ale chcę zobaczyć z bliska. - zakomunikowała, robiąc krok w stronę centralnego podium, na którym poustawiane były najważniejsze eksponaty. Dzień mógł się okazać przyjemny, na powietrzu, z dala od surowych ścian zamku, pomiędzy nowymi ludźmi, nowymi twarzami, dziś miała najlepszą okazję ku temu by nawiązać szersze grono znajomych i z całą pewnością, bardziej niż świecidełka z gablotek to właśnie to ją interesowało najbardziej. Wszystko miało być doskonale, dopóki odziana w szyk i obłok obłędnych perfum dama nie zastąpiła im drogi, nim Adela zdołała pociągnąć Endara do wystawy.
Czy spotkałeś kiedyś na swojej drodze żmiję, Atsa? Adeli się to zdarzyło. Piękne stworzenie, lśniące łuskami w słońcu, giętkie i gibkie o ruchach niemal hipnotyzujących, a jednak jedyny zdrowy odruch to krawędzią buta odkopnąć ją w krzaki, bądź kijem odepchnąć na bezpieczną odległość. Hersilia do żmii wcale podobna nie była, a jednak odczucie w młodej Indiande budziła całkiem podobne. Wzięła wdech przyglądając się tym drwiącym ustom, powiekom przymrużonym w tak odrażająco zblazowany sposób, królowa balu, niby cierpiąca od ciężaru roli jaką na nią narzucono, a jednak pławiąca się w niej bez ustanku.
Nie odpowiedziała nic, mimo, że starsza Sorokina, Inada - jak nazwaliby ją Indianie Cherokee, zadała pytanie. Nie to, że nie zrozumiała jej pytania, miała jednak okropne dreszcze w towarzystwie tej damy i nie były to dreszcze strachu.
Uśmiechnęła się szeroko, mimo wszystko, bo przecież dziś częstowała nim wszystkich i zerkając niby od niechcenia Endarowi przez ramię, jakby w poszukiwaniu kogoś, czegoś znajomego położyła mu dłoń na piersi, szukając niecierpliwie palcami linii rzemyka i kształtu tych kilku dziwnych kamieni, z których stworzyła mu wisior.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Ogród Główny   Wto 19 Gru 2017, 23:00
Pierniczki takie zajmujące, Leon też się w nie by pewnie wpatrywał, ale ma tę jedną na milion szansę wpatrywać się w Jasną tak blisko, jakby prawie chciała z nim spędzać czas. Więc chociaż bardzo chce skupić sie na tych ciasteczkach, to wzrok jego wędruje, niczym magnes przyciągany do metalu, w to oblicze ukochane, znienawidzone, najdroższe, jędzowate i utęsknione. Te niewypowiedziane słodko gorzkie wyznania, jeszcze bardziej niech im ciążą, aż pewnego razu wybuchną im głowy, albo serca, albo cali wybuchną, albo jak bańki mydlane pękną z rozpaczy.
I pewnie Leon pierwszy wybuchnie, bo już się cały trzęsie i już nie może tego znieść. A zaczęło się niewinnie. Od tego potłuczonego kryształu, który zebrał ostatkiem sił, nim został wyniesiony z powodu zawału z innej kwesty. Leżał ten naszyjnik u niego w pracowni i obiecywał sobie Onegin, że nigdy już go nie naprawi. Ale mijały tygodnie, a on coraz częściej spoglądał w jego kierunku. W końcu złapał narzędzia i zaczął majstrować. Wymienił rubin na mniejszy, ale o wiele bardziej cenny, naprawił uchwyty i kółeczka ze złota. I nim się ocknął siedział w Carskiej z narzeczonym Jasnej. Co tam robił, Bóg jeden wie. Pił i spił się tak, że jak zobaczył tę całą Sorokinę, to mu odbiło. Mówił coś pod nosem, albo i głośno, chciał żeby znikła, a ona znikła. I znów był zły, bo już jej nie było. To było jeszcze gorsze. A później ten ślub przeklęty na którym pił łapczywie patrząc jak Jasna tańczy nie z nim. I przekonywał siebie, że jej n i e n a w i d z i, bo jak można darzyć innym uczuciem kogoś, kto tak podle zakpił sobie z uczucia. Tylko, że później wbrew sobie, albo właśnie będąc wreszcie sobą, wsunął jej podarek w kieszeń i zniknął. I poczuł jakąś ulgę. Że wreszcie może mieć pewność, że zrozumie siebie, że jeżeli zobaczy ją kiedyś w przyszłości ubraną w ten naszyjnik, to dostanie odpowiedź jednoznaczną. I z tą lekką głową na spotkaniu Starszyzny wreszcie wstał i powiedział co myśli. I może o dwa słowa za dużo powiedział, ale zrozumiał, że nikt mu nie może życia ustawiać. Więc był pewny siebie, gdyby wtedy posłuchał przeczucia i pojechał pod zamek Sorokinów i stał na mrozie i walił w drzwi, aż mu nie dadzą z Jasną mówić, to może tą swoją pewnością siebie, by jej wreszcie zaimponował.
Ale dni mijaly, a pewność zamieniała się w rozgoryczenie i roztrzęsienie. I taki teraz, będąc zestresowaną kulką zabiera jej tlen i możliwość rozwinięcia skrzydeł. I dobrze, że nie bawi się w bycie oziębłym i przemyślanym. Bo to nie jest on, kłamałby gdyby  tak się zachowywał. Za dużo w nim emocji, żeby myśleć zanim coś powie. Starcza mu tyle trzeźwości, żeby spoglądać co jakiś czas, czy nikt nie podsłuchuje.
- Nie podoba ci sie...? - odpowiada tak samo ciszej, trochę skonsternowany, ale zaraz co przechodzi dreszcz, kiedy spojrzała mu wreszcie w oczy. Zawiesił się i dopiero jak mu kazała mówić, to mówi, bo nie jest mistrzem w powstrzymywaniu słów płynących z serca. - Brakuje mi ciebie - mówi a potem rozgląda się i na szczęście żadnego gumowego ucha nie widzi, ale to tak jest z uszami gumowymi, że zwykle ich nie widać. - To moje zachowanie to tylko efekt mojej głupoty, tak bardzo nie umiem znaleźć już w sobie... Może jak mi wybaczysz, to będziemy mogli rozmawiać normalnie? - ta jego nawina nadzieja, te oczy co nic nie kłamią. - Nie powinienem cię tak traktować. Za dużo wypiłem, ale uwierz mi, że to dlatego, że nie radzę sobie z tym wszystkim. A teraz, jak już wyjdziesz za mąż, to będziemy się widywać częściej. Może nawet się polubimy - biedny biedny Leon, tak sie upokarzać publicznie. Ale gdyby tylko pozwoliłaby mu mówić gdzieś na osobności to by pewnie jej przeczytał list miłosny na 10 stron, który dla niej napisał na przeprosiny.
Powrót do góry Go down
avatar

bitch, better have my money

Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

błękitna

za Starszyzną

dystrybuuję rodzinny alkohol, ściągam długi, udzielam pożyczek i kupuję wasze dusze
http://petersburg.forum.st/t1146-igor-aristov http://petersburg.forum.st/t1185-igor-aristov#4660 http://petersburg.forum.st/t1186-zadza-pieniadza#4676 http://petersburg.forum.st/t1192-zakia#4701
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 20 Gru 2017, 12:13
Spinki przy mankietach były złote, okrągłe i skandalicznie drogie.
Nie jest pewien, czy na pewno wszystko dobrze zapamiętał. Chyba nie. Wspomnienia z ostatnich godzin są dziurawe jak budżet co po niektórych, starszyźnianych dynastii. Coś z pewnością miało miejsce – całe morze pretensji, trzaskanie drzwiami, groźby i krzyki. Tak, groźby i krzyki rozbrzmiewały na pewno; rozbrzmiewały długo po opuszczeniu krętej klatki schodowej nadszarpniętej zębem czasu kamienicy. W pamięci Gorii – skupionego na drobnej łezce przy lewym mankiecie – wszystko jest teraz płaskie i czarno–białe. Jak w starych filmach Bergmana, jedynego słusznego czarodzieja kina.
Groźby i krzyki.
Po prostu stary film.
Przesuwa kciukiem po złotej spince, wyczuwając pod opuszką znajomy grawer. Krew wciąż pulsowała mu w żyłach, kiedy poczuł dotyk zimnego, szlachetnego metalu i żeliwny posmak na wargach – inne zmysły dźwigał ze sobą obojętnie, jak zamknięte w workach. Były nierealne.
Nieobecne.
Znacznie mniej rzeczywiste od czerwonej, zakrzepniętej kropelki krwi, która wżarła się w złotą spinkę niby nieostrożnie rozchlapany kwas. Kciuk ponownie muska chłodny metal zaokrąglonej łezki przy mankiecie, ale rubinowy, zaschły punkcik jest nieporuszony.
Kącik ust Igora drży ze zniecierpliwieniem na ułamek sekundy przed gwałtownym powrotem do rzeczywistości – Aristov unosi głowę i czuje się tak, jakby wynurzał się spod tafli wody; muzyka, gwar rozmów, szelest kartkowanych informatorów uderzają w niego nieznośną kakofonią dźwięków, które wypełniają umysł tak, jak płyn wypełnia płuca – boleśnie i bez jakiejkolwiek kontroli. Nie pamięta, kiedy dotarł do tego miejsca, ile dłoni uścisnął po drodze, ile pleców poklepał poufale, ile przeciągłych spojrzeń zniósł; w pozbawionym barw transie musiał uznać, że woli stanąć na uboczu. Blisko, lecz w stosownej odległości od pierwszych rzędów przedstawienia – oficjalne delegacje, urzędnicy reprezentujący powagę ministerstwa, żonaci szlachcice i inni smutni panowie. Sporo znanych twarzy, choć ludzi wciąż było niewielu; większość tłoczyła się tam, gdzie trzaskały migawki dziennikarskich aparatów. W cmentarnej atmosferze, jaka powinna panować podczas kwest na rzecz tragicznie zmarłych w zamachu ofiar, określenie hiena przybierało dziś na niesmacznie jaskrawej dosłowności.
Nic dziwnego, że do części ściśle bankietowej nie dopuszczono dziennikarzy – ogrodowe stoły uginały się od alkoholi wszelkich smaków, wielkości i gramatury, a butelek wina było co najmniej tyle, ile niechęci pomiędzy zebranymi dziś gośćmi. Do tego jakieś tartinki, mikroskopijne przekąski, koreczki ze składników, których nazw nikt nie potrafił wymówić. Krótko mówiąc, nieszczególnie treściwie, za to wystawnie i przede wszystkim – wysokoprocentowo.
Każda okazja dla odeskich gospodarzy była dobra, by zabłysnąć – nawet, jeśli tło stanowiła śmierć członka dynastii.
Aristov spokojnie zlustrował całe to alkoholowe bogactwo przeciągłym, uważnym wzrokiem; tak jakby kalkulował, ile może wypić i czy warto w ogóle zaczynać. Sądząc po wyborze napoju – szklanka gazowanej wody, do której przy nalewaniu nieostrożnie wpadło pół plasterka cytryny – nie warto.
Wciąż czuł na języku cierpki, kwaśny posmak pierwszego łyku, kiedy gdzieś zza jego pleców doleciał głos – znużony, pozbawiony emocji, Persilschein, głos, do którego nie potrafił przypasować twarzy, nazwiska, choćby przebłysku dzielonego wspomnienia.
Do czasu.
Mógłbym – kilka bąbelków uleciało do góry, kiedy Goria niespiesznie odwrócił się w stronę źródła dźwięku, które tak swobodnie – tak beztrosko! – radziło sobie z jego nazwiskiem. I majątkiem.  – Nie ma tu jednak nikogo, komu chciałbym wyświadczać przysługi – jasne spojrzenie zamiera na twarzy – nie bladej, ale białej, osowiałej, wyzutej z emocji. Trupiej?
Zagadka była łatwiejsza, niż się spodziewał.
Zwłaszcza nie tobie, Dolohov.
I nie dość prosta, by została rozwiązana do końca – Mikhail czy Maksim? Który z nich pojawiłby się dzisiaj w tak obscenicznie przesiąkniętym ideą śmierci miejscu?
Zebrani mają czasu w nadmiarze, to tylko przerywnik w drodze na kolacjęna ostatnią wieczerzę, tkwiło na końcu jego języka i łaskotało, by z niego spaść. – Jesz ją z kimś wyjątkowym, że tak spieszno ci do wyjścia? – zapytał spokojnie, na moment – na bardzo złudny moment – zapominając o spince, o krwi, o licytacji, o upatrzonym przedmiocie, o głębokich szarościach, którymi spowity był świat.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

24 lata

błękitna

za Starszyzną

klątwołamacz, spec. magia rytualna
http://petersburg.forum.st/t1045-jasna-sorokina http://petersburg.forum.st/t1262-jasna-sorokina#5059 http://petersburg.forum.st/t1068-jaszka#3913 http://petersburg.forum.st/t1059-rave
PisanieRe: Ogród Główny   Czw 21 Gru 2017, 09:53
Musiała przyznać, że wpierw kiedy odpakowała prezent niespodziankę znajdujący się w jej kieszeni nie bardzo wiedziała co to. Co zabawne, przez myśl jej nie przeszło, że to Aleksiej mógł sprawić jej taką niespodziankę, młodzieniec od czasu ich zaręczyn nie wykazywał się ani nadmiernym zainteresowaniem ani troską, już o romantycznych atrakcjach nie marząc. Wpatrywała się tępo w wisior zastanawiając się od kogo takie prezenty i z jakiej okazji i czy może to przypadek i wtedy trafiła, jakby niechcący, na coś co opisać można jedynie blizną pamięci. Z trudem skojarzyła fakty, zupełnie jakby ktoś jej usunął część wspomnień, wyciął z mózgu i załatał z chirurgiczną precyzją. Z małej dziurki jak z lejka zaraz wypłynęło wspomnienie walentynek i Hiacyntów i wielkiego rubinu. Skądś jeszcze wiedziała, że ten rubin został zniszczony, ale ciężar zzuć zupełnie dla niej niejasny zgniótł ją na pół nocy, wymuszając niezrozumiały płacz, bo żal ją przepełniał najogromniejszy i strach zarazem, bo przypomnieć sobie nie mogła dlaczego tak jej smutno z powodu tego wisiorka. Wisiorka... rubin był wielkości pięści dziecka, trudno nazwać go "wisiorkiem".
Czy jej się podobał?
- To bardzo ładny prezent, ale... - dlaczego było tak trudno? Znacznie prościej było na niego krzyczeć i po prostu się gniewać, ale ten rubin i ten całonocny płacz jakoś sprawił, że zaczęła tę nienawiść w sobie kwestionować, a czując, że brakuje jej w układance kilku istotnych elementów nie miała pojęcia co powiedzieć- ... on się potłukł? - się potłukł. Boże. Jaszka. Rozjebałaś go o podłogę, a nie się potłukł. Samo to się nic w przyrodzie nie dzieje. Lepiej było zapytać dlaczego jej dał taki prezent, może by się szybciej w głowie poukładało, ale no, nie wpadło jej na myśl tak rezolutne pytanie bo już się gubiła w jego jasnych oczach.
- To głupie. - mówi, uśmiechając się słabo, po bardzo długiej i bardzo niezręcznej ciszy, ale i tak trzyma Onegina za nadgarstek twardo, chyba trochę za mocno, ale już nie kontroluje się wcale. Nie, że to co powiedział głupie, ale że mu jej brakuje głupie. Jedyne co miała w pamięci związane z ich relacją to spojrzenia tak zimne, że mogłyby uczyć lodowce na biegunach jak robić dzieci, albo kłótnie tak ostre, że piekielny ogień to przy nich letnia bryza. Bez konkretów w sumie o co te kłótnie, ale takie wspomnienia. Kto normalny by za czymś takim tęsknił?
A jednak serce drgnęło, bo Sorokina była jaka była ale pikawę miała na swoim miejscu. Wybaczyć? Wydawało jej się, że to ona powinna przeprosić, w końcu zachowała się jak pijana krowa i choć była pewna, że miała ku temu solidny powód, to nie mogła przypomnieć sobie jaki.
- Z czym sobie nie radzisz? - marszczy brwi. Pamiętała z jakiejś plotkarskiej gazety o rozwodzie dziedzica Oneginów, ale nie sądziła, że Leon dałby się tak tym przytłoczyć. Czy to polityka? Obowiązki rodzinne?
- Nie chciałabym, żebyś mnie źle zrozumiał... - zaczęła, w końcu orientując się, że mu nadgarstek miażdży i puszczając go powoli, jakby nie chcąc wcale- Myślę, że tak, że chciałabym, byśmy mogli rozmawiać normalnie. Też Cię przepraszam. - chrząknęła - Za to, że mnie musiałeś oglądać w takim stanie. - rzadko jej się zdarzało szczerze przepraszać za wypowiedziane słowa, bo pijana czy trzeźwa wychodziła z założenia, że jak już coś mówi to mówi szczerze, a za szczerość przepraszać nie ma po co, fakt faktem musiała wyglądać bardzo żałośnie taka pijana i zblazowana, pokładająca nadzieje w tym, że Karamazov się nią zajmie zamiast besztać jak burą sukę.
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Ogród Główny   Czw 21 Gru 2017, 11:26
Więcej i więcej znajomych twarzy. Któraś z nich wreszcie podejdzie i się przywita, skończy tę mękę, którą  się Leon plami, stojąc z Jasną i chcąc jej w tym wszystkim opowiedzieć. O tym wszystkim o czym zapomniała, zresztą na własne życzenie. Ale on brnie w to i  jeszcze wiecej łaknie jej powiedzieć. Ale jak jej wytłumaczyć, że zachował się najgorzej w swoim życiu właśnie wobec niej, a przecież nigdy nie pragnął niczego innego jak jej szczęścia.
- Potłukł? - powtarza niczym echo i nie rozumie, dlaczego Jasna sobie z nim tak pogrywa. Bada jej twarz, czy zdradzi się jakąś miną, ale widzi tylko zdumienie. Może tak bardzo chciała go zapomnieć, że przekonała się o tym, że nie warto pamiętać. Ale on pamięta zbyt dobrze, cierpiał miesiącami przez to, zresztą zasłużenie, skoro to on był sprawcą wszystkiego tego co najgorsze. A teraz przestał się pilnować, patrzy na nią i rozmawiają tak jakby wcale nie było tu nikogo obok. - On... no rozbiłaś go, nie pamiętasz? - szuka zrozumienia, ale go nie widzi. A ona dalej trzyma jego nadgarstek i pali go to miejsce na ręku. To nie jest dotyk taki jaki pamiętał, ale z braku laku nawet ten zaciskający się kajdan może sprawiać ułamek przyjemności. - Złożyłem go spowrotem, ale jeżeli nie chcesz go nosić, to zrozumiem. Ale to jest dla Ciebie, może wcale nie powinienem tego zbierać, ale skoro już to zrobiłem, nie mogłem zatrzymać albo dać komuś innemu
I ta żałosność w jego głosie obudziła go, znów się spiął i patrzy pokątnie, czy nikt na nich nie patrzy.
- To bardzo głupie - przyznaje zaraz i tak stoją chwilę. - Ale kto powiedział, że jestem mądry -  żartuje, żeby zamaskować to, że się absolutnie nie spodziewał, że zostanie tak potraktowany. Chyba liczył na zdecydowane wyśmianie, albo na uśmiech zdradzający, że nie jest w tym sam. Ale głupie. Głupie nie znaczyło nic i znaczyło tak wiele zarazem.
Żałość w oczach ma, kiedy ma się tłumaczyć z czym mu tak źle, że nie umie sobie poradzić. Chciałby zabrać Jasną stąd, usiąść w altanie cichej i powiedzieć jej wszystko, a nie tak nad pierniczkami się spowiadać.
- Powiem Ci, ale może w jakiś innych okolicznościach - patrzy to na nią, to na stół, to na ludzi obok - Tu jest za dużo ludzi, którzy mogliby coś źle zrozumieć
A jak można opacznie zrozumieć, jak Onegin mówi Sorokinie, że nie radzi sobie z tym, że ona wychodzi za kogoś, skoro on ją kocha?
- Jasna, nie zadręczaj się tym - Kręci głową na jej przeprosiny, bo ona nic abolutnie nie rozumie! Nie chodzi o ten wieczór, chociaż tak, troche o niego chodzi. Ale to czubek góry lodowej. Dlatego tym razem to on chce ją w kajdan złapać, ale nim zrobił tę głupotę to uniósł wzrok i spojrzał w  stronę jednej z uroczych altanek zlokalizowanych w parku angielskim rozciągającym się na wiele hektarów.
- Znam tutaj takie jedno miejsce w którym moglibyśmy porozmawiać w samotności - pokazuje głową przestrzeń parkową - Przejdziemy się?

Leon i Jasna z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Mátészalka, Węgry

33 lata

czysta

neutralny

właścicielka herbaciarni
http://petersburg.forum.st/t1118-romana-dolohova http://petersburg.forum.st/t1124-dolohova-romana#4230 http://petersburg.forum.st/t1123-aktywisci-dysydenci-jogisci-pasjonaci#4232 http://petersburg.forum.st/t1125-marina#4234
PisanieRe: Ogród Główny   Czw 21 Gru 2017, 23:07
W taki dzień absolutnie nie wypadało ubrać się na biało, co Romka zwykle miała w zwyczaju, więc ograniczyła się do szarości, ubierając koszulkę czarną z krótkim rękawem, spodnie z wysokim stanem i luźną garsonkę, komplet popielaty, ładnie się w tło wtapiał, kulturalnie, ale nie z przesadną elegancją, przecież okazja w ogóle ku temu nie sprzyjała, ale kiedy tylko Romka znalazła się w ogrodzie, otoczona wszystkimi tymi smokingami, kokami i eleganckimi sukienkami tylko spojrzała na swojego towarzysza wymownie, nie komentując nawet na głos. Chyba nie o to chodzi, w kweście, żeby się odpierdolić jak świnia w boże ciało, ale czego się po Starszyźnie spodziewać, kiedy jeden drugiemu pokazać musi, że więcej ma cyrkonii w spódnicy, albo ze szczerszego złota spinki do mankietów. Stara się nawet nie prychać, gdyby się tutaj z Oriną razem zjawiły to pewnie tylko prychałyby jedna przez drugą, porozumiewając się w ten sposób i wszystko byłoby jasne.
Jakiś Dolohov, którego imienia nie pamiętała mignął jej w tłumie i Roma miała szczerą nadzieję, że on też jej nie pamięta, bo nie miała najmniejszej ochoty na mowę trawę.
Zerknęła na informator, który otwarła jedną ręką.
- Ani słowa o ofiarach. – Wszystko o wystawionych na aukcję przedmiotach, pięknie opisane, nic tylko wyciągać portfel. Oczywiście cel był wiadomy, z góry określony, ale brakowało konkretów ubranych w słowa pełne współczucia. Zamknęła informator rozglądając się. Skoro już ktoś w to wydarzenie tyle pieniędzy zainwestował, zanim przeznaczyć to na wsparcie dla rodzin ofiar, do czego też nie była do końca przekonana, to równie dobrze mogła skorzystać i poczęstować się szklanką whiskey.
Spojrzała na tablicę postawioną nieopodal.
- I nic o istotach, które pracowały w muzeum. – Dodała pomrukiem, na tyle, żeby Anastas usłyszał, chociaż twarz już w szklance zanurzała, bo chyba tej imprezy parszywej nie zniesie na trzeźwo.
Było dokładnie tak, jak podejrzewała.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

44 lata

czysta

neutralny

magomedyk
http://petersburg.forum.st/t874-anastas-rimsa#2531 http://petersburg.forum.st/t901-anastas-rimsa#2699 http://petersburg.forum.st/t900-w-naglym-wypadku-udaj-ze-nie-znasz#2698 http://petersburg.forum.st/t895-orzel-rymszy#2672
PisanieRe: Ogród Główny   Pią 22 Gru 2017, 01:13
Taka kwesta była okazją do spotkania się odpowiednio wpływowych osób bez budzenia podejrzeń. Oczywiście to również manifestacja bogactwa czy siły, choć to akurat Anastasa nie interesowało, do tego wybiegu nie bardzo mógłby dołączyć. Mógł sobie poobserwować i odpowiednio skomentować, akurat towarzystwo miał podatne.
Ubrany w stonowany strój wyjściowy, na który wybrał jednorzędowy ciemnogranatowy garnitur z kamizelką. Do tego proste, srebrne spinki na podwójnych mankietach niebieskiej koszuli i szary krawat, nawet się uczesał, trochę taki niepodobny do tego zabieganego uzdrowiciela z korytarzy szpitalnych (oraz zapleczy mniej lub bardziej podejrzanych lokali). Po drodze od konferansjera z programem do głębi ogrodu wymienił skinienia głową, krótkie powitania z dyrektorem szpitala, kolejnym ordynatorem, znajomym alchemikiem oraz z kilkoma arystokratycznymi osobami.
Romka mogła przyjść z Oriną, ale ta się zagubiła, chyba celowo, bo impreza była ponad prawie jej niewyczerpaną cierpliwość, więc skończyła z Rymszą. Podobne umiejętności w wyporności alkoholowej, jedynie zmieniła wronę na bełta.
- O najważniejszej każdy wie doskonale, reszta to przypadki - odpowiedział. Sami organizatorzy najlepiej o tym przypominali. - Choć więcej miejsca poświęcili renowacji fasady muzeum - cicho dodał po przelotnym przejrzeniu programu. Był pod niejakim wrażeniem, bo nawet on przy swojej znieczulicy pielęgnowanej przez ostatnie dekady, nie był w stanie nie przywołać widoku tych rannych, którymi wtedy się zajmował. Oraz tego ratownika, który mu z trupem stał na izbie w ogóle przez chwilę nie wiedząc, co dalej robić, to ze zmęczenia, hałasu, zamieszania, gdy się człowiek na chwilę wytrąca z odruchów, to ciężar przygniata do samej ziemi.
- Jeden kieliszek za każdą przewidziany element - mówi pochylając się w jej stronę. Sam również podnosi whiskey i odmówić nie może, że trunek jest bardzo dobry i podany jak trzeba.
Powrót do góry Go down
avatar


Mátészalka, Węgry

33 lata

czysta

neutralny

właścicielka herbaciarni
http://petersburg.forum.st/t1118-romana-dolohova http://petersburg.forum.st/t1124-dolohova-romana#4230 http://petersburg.forum.st/t1123-aktywisci-dysydenci-jogisci-pasjonaci#4232 http://petersburg.forum.st/t1125-marina#4234
PisanieRe: Ogród Główny   Pią 22 Gru 2017, 14:03
To też ją denerwowało. Chytre uśmieszki. Wiele rzeczy drażniło Romkę niemożebnie i bardzo łatwo można było to odczytać z jej niespokojnego spojrzenia i od czasu do czasu nerwowych ruchów, kiedy unosiła rękę, żeby odgarnąć jasne kosmyki z twarzy. Rzadko spinała włosy i teraz nie było inaczej, zaczesała je po prostu gładko do tyłu, ale jeden uparcie wracał na czoło, pewnie jeszcze chwila i Romka da sobie z nim spokój.
Proszę, dopiero co przyszli, a Rymsza już całkiem nieźle się rozgościł w loży na miejscu wrony, to dobrze, bardzo dobrze.
Zerknęła tylko w ten rymszowy informator, kiwając ledwo co głową i powstrzymując się od kolejnego wywrócenia oczami, no, no właśnie, elewacja. Zanurzyła dziub w kieliszku. Na wiele tematów mogła się wypowiedzieć rozlegle, ale o alkoholach niewiele wiedziała, tyle raczej, co każdy przeciętny konsument. Jak się można też domyślić z jej trybu życia nieczęsto miała okazję, żeby się napić, ale kiedy tylko się nadarzyła to korzystała. Kwesta była jak znalazł, bo wielkich oczekiwań względem niej nie miała.
Szczerze powiedziawszy myślała już nad jakimiś zbiórkami w okolicznych świetlicach, połączonych z zupełnie innego charakteru kiermaszem. Coś się jej o uszy już obiło, będzie musiała dopytać Ronję.
- Żartujesz. Musiałbyś mnie stąd wyprowadzić za jakieś piętnaście minut. – Przy takim tempie pochłaniania alkoholu, gdzie na każdym kroku zauważali coraz to bardziej schematyczne elementy. Od ogólnie panującego fałszu do wyraźnie sporych funduszy, dzięki którym tą kwestę zorganizowano. A można było od razu przeznaczyć na szczytny cel.
- Dlaczego to się odbywa w takim miejscu? – Jak tak dalej pójdzie, to przez całe wydarzenie będą do siebie mruczeć. Pytanie w zasadzie, na które nie musiał odpowiadać, ale paść i tak chyba musiało. Pałac Sprawiedliwości nie był korzystnie zlokalizowany, żeby każdy, kto tylko zapragnie mógł tutaj dotrzeć bez przeszkód.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

27 lat

błękitna

za Starszyzną

pracownik w Prikazie Sprawiedliwości i Ochrony Narodowej
http://petersburg.forum.st/t801-arseniy-kuragin http://petersburg.forum.st/t802-arseniy-kuragin#2128 http://petersburg.forum.st/t804-arseniy-kuragin#2145 http://petersburg.forum.st/t803-erwin#2130
PisanieRe: Ogród Główny   Sob 23 Gru 2017, 00:27
Kiedy na spotkaniu nadzwyczajnym Starszyzny usłyszałeś o oficjalnym komunikacie odnośnie kwesty charytatywnej na rzecz poszkodowanych ofiar i odbudowy Muzeum Sztuki Magicznej organizowanych przez Zakharenków, to od razu wiedziałeś, że twoja obecność będzie obowiązkowa. Nie mogłeś nie przyjść dziś jeszcze z jednego powodu. Coś ci się powoli przestawało podobać, a konkretniej – zachowanie Varvary, które było inne niż zazwyczaj. Ogromnie się zdziwiłeś, że niespodziewanie zaczęła spotykać się z Savvasem. Choć wiedziałeś o ich kilku niewinnych schadzkach, nic przecież nie zapowiadało na to, że mogłoby z tego wyjść coś poważniejszego. Mimo całej sympatii, którą obdarowałeś syna Kosmasa, to osobiście uważasz, że nie jest dla niej odpowiednim kandydatem na partnera. Znasz swoją starszą siostrę nie od dziś, powiedziałaby ci wszystko, a czujesz, że tego nie zrobiła. Nie tym razem. W tej bajkowej układance, którą próbowano ci zaserwować, brakowało ci jednego klocka i zamierzałeś go dzisiaj znaleźć. A co jeśli jesteś zwyczajnie przewrażliwiony i w rzeczywistości nic się nie dzieje? Może to tylko miłość, w którą nie chcesz uwierzyć? Przecież tyle o niej czytałeś w książkach, a nigdy nie zaznałeś na własnej skórze. Prawie. Nie licząc kilku błędów w swoim życiu.
Z głębokich rozmyślań nad problemem związanym z Varvarą wyrywa cię postać rudowłosej Gany, która nieoczekiwanie pojawiła się na twojej drodze. Aż skręciło cię od środka, gdyż nigdy za nią nie przepadałeś, niejednokrotnie uznając ją za zakałę rodziny. Dobrze wiedziałeś, że jest obstaculusem, nie dało się tego ukryć, a oni byli dla ciebie na równi z charłakami. Wciąż nie wiesz, dlaczego ojciec ostatecznie nie postanowił jej wydziedziczyć. Już dawno powinien to zrobić. Przynajmniej ty byś tak uczynił na jego miejscu. Pozwalasz sobie jednak uśmiechnąć się na widok Gany, która najwyraźniej próbowała od ciebie uciec. Czyżby miała nadzieję, że dzisiaj nie uraczysz jej swoim zacnym towarzystwem? Upijasz łyk czerwonego wina, które zgrabnie trzymasz w prawej dłoni, po czym ostentacyjnie kończysz zapoznawać się z informatorem otrzymanym na samym wejściu i podchodzisz bliżej. Nie może teraz od ciebie uciec. Nie wypadało zignorować jedynego syna samego Grigoryego Kuragina.
- Gano… – wypowiadasz jej imię, choć jest takie nieprzyjemne w brzmieniu, po czym obejmujesz na powitanie swoją kuzynkę. Robisz krok w tył, z radością wyciągając do niej ręce. – Jak miło widzieć moją rudowłosą ulubienicę. Nie mieliśmy okazji dawno porozmawiać. – Bo przecież zawsze jej unikałeś, chyba że akurat miałeś ochotę inaczej, a dziś, skoro nadarzyła się taka okazja, nie zamierzałeś się powstrzymywać. Przy okazji musisz ją poinformować o tym, że nie wypada objadać się już na samym początku uroczystości. – Z troski o twe zdrowie, zabieram cię teraz na spacer. Czyżbyś szukała jakiejś sensacji do „Avoski” na temat kwesty? – zapytujesz, prowadząc ją wzdłuż alei z przyklejonym uśmiechem na twarzy. Przecież rodzina musi się trzymać razem, nawet jeśli jedno z was ma wadliwe geny.
Jakbyś ty nie miał.
Powrót do góry Go down
avatar


Belgrad, Serbia

46 lat

czysta

za Starszyzną

zastępczyni komendanta Białej Gwardii
http://petersburg.forum.st/t667-dunja-yaneva http://petersburg.forum.st/t681-dunja-yaneva#1360 http://petersburg.forum.st/t683-pani-kosto-tfu-yaneva http://petersburg.forum.st/t682-rokita
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 27 Gru 2017, 13:26
Jakże miałaby nie przyjść na taką uroczystość? Przecież na kweście wspierającej rodziny ofiar musiał pojawić się ktoś z Yanevów. Jeśli kiedyś mieli dołączyć do Starszyzny powinni w końcu pokazywać się z jak najlepszej strony. A że z reguły ten "zaszczyt" spadał na nią? Cóż, już dawno uznała, że jest gotowa się poświęcić dla dobra rodziny.
Ubrana w żałobną czerń (nikt bliski nie zginął, ale w końcu tak wypadało) pojawiła się licząc, że nie tylko ona tutaj przyszła. Nie miała pojęcia czy Olaf mógł dzisiaj sobie zrobić wolne, mogła jednak mieć pewność, że Goranka i Sofija się nie pojawią - jedna ćpała lub pozwalała ćpać innym, druga z tego co wiedziała miała być na treningu. Cała nadzieja leżała więc w Gavriilu i Zorze.
Dunja dokładnie przyglądała się ogrodowi - na co dzień nie miała tu wstępu, a i wielką niewiadomą było włączenie się rodziny jej męża do Starszyzny, toteż korzystała z okazji i zachwycała się idealnie i równie posadzonymi roślinami tworzącymi piękną całość.
Yaneva powoli przejrzała informator. Jeden z tych przedmiotów na pewno by się przydał, może udało by się w ten sposób podnieść prestiż jej rodziny? W końcu one wcale nie są tanie, a jakby się udało któryś zakupić z pewnością zostałoby to zauważone.
Czekając na początek aukcji i oficjalne rozpoczęcie ruszyła w stronę przekąsek. Widząc, że to nie są pierwsze lepsze produkty spożywcze uśmiechnęła się pod nosem. Ostatnio żyła w biegu, nie miała czasu porządnie zjeść i zdążyła zauważalnie schudnąć. Bez żadnego wahania nałożyła więc sobie z dwie kanapki i nalała kieliszek wina. A co będzie sobie żałować? Trzy kanapki!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

44 lata

czysta

neutralny

magomedyk
http://petersburg.forum.st/t874-anastas-rimsa#2531 http://petersburg.forum.st/t901-anastas-rimsa#2699 http://petersburg.forum.st/t900-w-naglym-wypadku-udaj-ze-nie-znasz#2698 http://petersburg.forum.st/t895-orzel-rymszy#2672
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 27 Gru 2017, 19:34
Jak gdyby były powody do nerwów. To codzienność, oczywiście nie tych pacjentów i ich rodzin, którzy się tłoczyli w kolejkach w poradni, a czekali karnie i bez popiskiwania na obsunięcia w czasie, ale norma dla tych, którzy sobie panów doktorów na skinienia mieli. Oczywiście z zachowaniem wszystkich form grzecznościowych i znacznie lepszym wynagrodzeniem, ale jednak nie był w tej drabince lepszy od służącego, tylko bardziej wyspecjalizowany. Stąd Anastas widzi te uśmiechy, kolie, znaczące pierścionki, które pieczętowały kolejny sojusz kuluarowy i spinki do mankietów, widzi, ale nie zauważa.
- Z pewnością dostałabyś dyskretnego przybocznego. Stanowczego, ale bez zbędnego widowiska odholował by cię prosto do bram, gdzie siedzą ratownicy z Hotynki. - A dobrze płatny taki dyżur przy obstawianiu imprezy charytatywnej. Dowiedział się tego na dymku w palarni umieszczonej w najgłębszych trzewiach szpitala, która do tego była niezwykle dobrze zamaskowana zaklęciami tak, żeby nikt o niezdrowych nałogach medycznej kadry się nie dowiedział. I żeby mieć chwilę oddechu od stażystów.
Jego towarzyszka pozostała przy niespiesznym zapoznawaniu się z trunkiem, a on oczywiście pozwalał sobie na głębsze łyki. Nie po chamsku oczywiście, bo to tak nieładnie względem takiej dobrej wódki.
- A które wytłumaczenie będzie ci się mniej podobać, że Starszyza nie ma nic do ukrycia i jest otwarta na maluczkich czy żeby oni się swobodniej czuli się wśród takiego towarzystwa - odpowiada Romie, gdy dotarli w zaciszne miejsce przy boskiecie złożonego z brzóz karłowatych. - Szczycą się tym wstępem tylko dla arystokratów, ale kto im te partery i klomby czy podłogi poleruje? - Na co dzień wpuszczana jest tutaj najniższa warstwa społeczna liczniej, niż błękitnokrwistych. Gdyby Raskolnicy potrafiliby to wykorzystać, ale ich też istoty magiczne nie obchodziły. Szok, że się Rymsza tak szybko nasiąkł tymi wiecowymi nastrojami.
Skinął głową komendant Yanevej, kulturalnie, tym bardziej, że jej rodzina zyskiwała na znaczeniu. Przed wojną i rewolucją podobnie było z jego rodem, ale Straszyzna lubiła nowe zabawki, a potem znudzona wyrzuca gdzieś na bok. Niemniej Anastas z zainteresowaniem przyglądał czy historia zatoczy koło, jak ma w zwyczaju.
- Przeciągną początek, bo brakuje twarzy z pierwszych stron.
Powrót do góry Go down
avatar


Irkuck, Rosja

27 lat

błękitna

neutralny

adwokat
http://petersburg.forum.st/t1070-endar-sorokin#3929 http://petersburg.forum.st/t1104-endar-sorokin#4105 http://petersburg.forum.st/t1081-lew-polnocy#3983 http://petersburg.forum.st/t1102-yana
PisanieRe: Ogród Główny   Sro 27 Gru 2017, 23:52
Czekał na zaledwie kilka słów, opinie od starych przyjaciół i ludzi, których opinia liczyła się zawsze i wszędzie. Wszyscy musieli zobaczyć Indiankę, usłyszeć po raz pierwszy i ostatni, że to właśnie on dokonał tak niezwykłego wyboru towarzyszki życia, sięgnął swoją ciekawością i pasjami jeszcze dalej niż Tomas, ten światowy i spragniony kultury zachodu. Co zaś pomyślą sobie tępaki i nudziarze skłonni jak nikt do wydawania osądów o nowym pokoleniu było ich własną sprawą bez najmniejszego znaczenia. Endar, przychodząc dziś do Pałacu, wypełniał jedynie męczący obowiązek, robił maleńki krok na jednej z dróg, która mogła doprowadzić go do szczytu, gdyby trzy pierwsze wersje jego planu na życie się nie powiodły.
- Mniej więcej. – przytaknął mrugając porozumiewawczo, rozbawiony niemal entuzjazmem, z jakim Adela zabierała się do kaprysów. Były sztuczną powłoką, w końcu nie potrzebowała drogich bibelotów, zamiast prezentów, które sprowadzał z najlepszego domu handlowego w Petersburgu wolała kolejną ptaszarnię. Nieraz bliski był oniemienia w chwilach, gdy przychodziło zrozumienie – wolała niewielką chwilę skupienia, kilka zaklęć i kolejny strumień krążący po ziemiach należących do rodziny i lodowato zimna woda płynąca w jego płytkim korytku zamiast kufrów pełnych sukien, na które wydaje się fortunę tylko po to, by w przyszłym sezonie wyszły z mody.
Brzydkie i nieforemne kamyki nawleczone na rzemyk, który Adela uwiesiła mu u szyi jak samobójcy posłanego na most zaciążyły mu, gdy przed oczyma stanęła mu Hersilia wciąż pogrążona w żałobie. Po Tomasie, a może już także nieco po nim, w końcu odkąd miał u boku Adelę jakby umarł dla innych kobiet.
Czy jednak nie próbował przekonać siebie samego, że łatwiej byłoby, gdyby akurat dla niej nigdy nie żył? Historia jej rzekomego oswobodzenia z kraju, do którego nie ma teraz wstępu była mu doskonale znana, śmierdziała bajką, którą nieudolnie próbował naśladować sprowadzając sobie Awendele zza oceanu jak egzotyczny towar, jak futra dzikich zwierząt, bez życia za to z przyszytą ceną. Światły i mężny zdobywca niosący oświecenie dziczy. Albo zamykający ją pod kloszem, gdzie zgaśnie beznadziejnie bez tlenu, pod stoma warstwami perkalu.
Ukłonił się przed wdową po Tomasie nie spuszczając z niej wzroku. Była już od lat jego siostrą przez małżeństwo, znał ją dłużej niż własną żonę, a wciąż truchlał przy niej i cierpiał przez swoje uczucia ułomne.
- Hersilia. – czyżby to zazdrość powodowała Adelą, gdy ta położyła rękę na podarowanym mu naszyjniku? Rzadko go zdejmował w nadziei, że w końcu się przyzwyczai i przestanie odczuwać jego obecność, obcość i chłód kamienia na swojej skórze, ale dotychczas była to nadzieja tak płonna jak ta każąca czekać, aż zwyczajne stanie się gorąco dotyku Indianki, parzące i zdolne obnażyć wstydliwą prawdę. Należy już do niej; na dowód ma złotą obrączkę lśniącą na serdecznym palcu nowością i szczęściem zakochanych – samo to wystarczy do zazdrości, a gdyby nawet dziś akurat jej nie włożył, Adela nie jest głupia ni tym bardziej ślepa. A nie trzeba było więcej niż sprawny narząd wzroku, by zorientować się, że Endar wciąż darzy Włoszkę więcej niż braterskim sentymentem. Sentymentem mimo jej wdowieństwa zabronionym przez wszelkie prawo i dyktat sumienia, które przecież do tej pory skutecznie uciszał.
- Istotnie, kilku wystawionym na licytację przedmiotom trudno się oprzeć. – mógł spodziewać się jej obecności na kweście, lecz wolałby być pewien (wiedząc, że znów ją zobaczy), że spotkanie z Hersilią nie będzie – jak sama była łaskawa to ująć – skokiem adrenaliny narażającym na dalsze kompromitacje.
- Z pewnością pamiętasz moją żonę? Dawno nie mieliśmy zaszczytu gościć cię w Irkucku.
Na podobieństwo tonącego złapał rękę Adeli i uścisnął ją kurczowo. Musiał być już bezpieczny od tego, czym groziła mu obecność Hersilii tak blisko, zrobił wszystko, by się przed nią uchronić. Uśmiechnął się delikatnie, prowadząc obie kobiety w kierunku gablot, które chciała obejrzeć Adela.
Powrót do góry Go down
 
Ogród Główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next


Skocz do: