Навигация

Rotunda przy ulicy Grochowej
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Rotunda przy ulicy Grochowej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisanieRotunda przy ulicy Grochowej   Sob 04 Lut 2017, 18:41
Rotunda przy ulicy Grochowej

Wiele historii krąży na temat tego budynku. Podobno rotunda była niegdyś częścią masońskiej świątyni, w której przyszli członkowie loży odbywali inicjację. Podobno miała być częścią przybytku Szatana. Dużo później stała się fragmentem nocnego klubu odwiedzanego przez samego Rasputina. Obecnie daleko jej do świetności z początków swojego istnienia – klatka schodowa tonie w napisach zostawianych przez tych, którzy chcieliby spełnić swoje życzenie najczęściej wiążące się ze sprawami miłosnymi. Wystarczy bowiem napisać na ścianie swoje najskrytsze pragnienie, a na pewno się spełni. Inni wierzą natomiast w to, że powodzenie w życiu zyskają, kiedy z zamkniętymi oczami wejdą po żeliwnych schodach rotundy – nazwanymi Schodami Szatana – i odważą się zostać tam na całą noc, nie mrużąc ani na chwilę oka. Gdzie leży prawda, trudno orzec, jednak krążą pogłoski, jakoby członkowie najznamienitszych rodów właśnie w taki sposób dorobili się swoich fortun. Choć, gdy już znajdzie się w rotundzie, trudno uwierzyć, by szlachcice i szlachcianki chcieli zostać w tak obskurnym miejscu dłużej niż rzucenie nań okiem.

Powrót do góry Go down
avatar


Mozuli, Rosja

31 lat

mugol

neutralny

realizator imprez okolicznościowych
http://petersburg.forum.st/t1899-mariia-tekla-ruryk http://petersburg.forum.st/t1900-mariia-tekla-ruryk http://petersburg.forum.st/t1901-mani http://petersburg.forum.st/t1903-alfreda-bema-10-6
PisanieRe: Rotunda przy ulicy Grochowej   Wto 31 Lip 2018, 19:35

12.06.1999


Metan etan propan butan Mariia Tekla orangutan.
Niekoniecznie się ta rymowanka zgadzała z prawdą oczywiście, ale zobaczywszy pobazgrane ściany klatki schodowej ten krótki wierszyk od razu przyszedł Mani do głowy. Ktoś kiedyś tak napisał na jej ławce w sali z geografii i szkoda było zmywać skoro się tak ładnie rymowało. Szkolne ławki tylko w jednej klasie były zawsze nieziemsko popisane, cała reszta budynku szkolnego lśniła i nikt nie chciał odważyć się na taki akt barbarzyństwa, aby nie zostać przyłapanym, co skutkowało kilkoma uderzeniami drewnianej linijki w łapy zbrodniarza. Ale (stara) panna Kunkova była ślepa jak kura i w czwartki na siódmej godzinie każdy zamieniał się nagle w artystę gada.
Przeniosła wzrok na  żeliwne schody, po drodze zatrzymując go na wirującym w powietrzu kurzu. Ile czasu będą wdychać ten kurz nim ktokolwiek się pojawi? Nim im się nie znudzi? Czy straż miejska zaglądała w takie miejsca w poszukiwaniu śpiących tu nocą bezdomnych? Co robiła trafiając na idiotów, którzy chcieli sprawdzić czy legenda jest prawdą, siedząc uparcie na zimnych schodach aż to świtu?
Stanęła na palcach, stuknęła niecierpliwie obcasami pantofli z czerwonym guzikiem o zakurzoną posadzkę i w końcu zrobiła krok.
I natychmiast odwróciła głowę, jakby mogło jej to pomóc w nabraniu powietrza, w którym nie unosił się brud i smród stęchlizny. Takie budowle zawsze śmierdziały jak przeszłość, owiane zgnilizną, jak ziemia w doniczce marnego, początkującego ogrodnika. Mało to na świecie idiotów, którzy myślą, że absolutnie wszystkie rośliny podlewa się często i gęsto? Nawet wtedy, gdy zaczną im gnić korzenie.
A propos gnicia korzeni.
- Wczoraj, czy tam dzisiaj nad ranem, zaczepiła mnie cyganka, gdy wracałam ze stadionu. – Nigdy nie wiadomo zza którego rogu Rom wyskoczy.
Mariia Tekla przytrzymała swoją czarną, szeroką spódnicę, tak, aby jej nie pognieść, gdy przysiadła na jednym z metalowych spodni.
- Szła za mną aż do przystanku autobusowego i nie chciała się odczepić. – Przeczesała dłonią jasne włosy, które nie chciały się układać do tyłu, jak sobie tego życzyła, tylko uparcie rozchodziły się przedziałkiem na boki.
- Przepowiedziała mi. – Z kieszonki na piersi kolorowej koszuli prosto z szafy typowego polskiego ojca lat 90 wyjęła papieroska i paczkę zapałek. Pstryk.
- Że większość moich pójdzie z dymem tego lata. – Z dymem. Jak ten z papierosa. Zapach tytoniu, smród spalenizny, cokolwiek wróżka miała na myśli mówiąc twoich Mariia Tekla nie wzięła  sobie jej słów do serca.
Chociaż na pewno wspomniałaby je w odpowiednim momencie. Kiedy dotarłyby do niej parę miesięcy później wieści o pożarze stodoły w Mozuli. Ale to się nie stanie, opatrzność nie ma tego w planach.
Powrót do góry Go down
avatar

Petersburg, Rosja

32 lata

czysta

neutralny

uzdrowiciel (specjalista w dziedzinie zatruć), alchemik
http://petersburg.forum.st/t1892-oleg-naryshkin http://petersburg.forum.st/t1902-oleg-naryshkin#9548 http://petersburg.forum.st/t1905-olka#9553 http://petersburg.forum.st/t1904-zino#9550
PisanieRe: Rotunda przy ulicy Grochowej   Sro 01 Sie 2018, 18:43
Lubił dziwne miejsca. Takie, których nie powinno się odwiedzać, bo można znaleźć, złapać jakiś syf. Takie, ktoś zapomniał, a ktoś jeszcze pamięta - ale pamięta same złe rzeczy, nie mają dla równowagi żadnych dobrych wspomnień. Lubił ściany, które były świadkami wielu ludzkich tragedii i, czasem, także ludzkiego szczęścia; dachy, pod którymi, jeśli dobrze się wsłuchać, wciąż można było usłyszeć echa niezliczonych płaczów; i podłogi, w które wsiąkło tyle łez, tyle krwi, przez które przesączyło się tyle nerwów, na które spadło tyle złamanych serc.
Mogło się wydawać, że przy obecnej pracy powinien chylić się ku czemuś innemu. Mieć inne hobby, mniej brudne, mniej patologiczne. Przecież na co dzień się napatrzy. Będzie widział te oceany łez, te zszargane nerwy, te rozpadające się więzi. Czasem zobaczy coś, co się narodzi - jakaś raczkująca dotąd tylko miłość, jakaś przyjaźń, która w obliczu tragedii rozrośnie się nagle i niespodziewanie. To jednak nie mogło zapewnić mu równowagi. Bo i jak? Powinien gdzieś odpoczywać. Powinien mieć jakieś swoje miejsce, ale inne, nie takie jak to. Miał dom. Ale powinien mieć też coś poza nim. Coś, co nie byłoby przy tym ilustracją najgorszego syfu Petersburga - czy w ogóle całej Rosji.
Wydawałoby się, że odkąd przestał być tylko i wyłącznie swój, tym bardziej powinien mieć takie miejsce. Dobre. Ciepłe. W jakiś sposób kolorowe.
Skrzywił się, odruchowo drapiąc krótko po naznaczonym boku. Znamię tak naprawdę nie swędziało. Tylko w głowie miał przekonanie, że coś takiego musi być... Że nie może być obojętne. Że musi być nieprzyjemne, musi manifestować swą obecność i przypominać o sobie w drażniący sposób.
- Twoich - rzucił, słów Marysi słuchając jednym uchem, bo drugim łowił ciszę. Chodził z Ruryk czasem po takich miejscach, zwykle jednak bez celu, nie tak jak dziś. Dawał się jej prowadzić tam, gdzie sam jeszcze nie był - albo gdzie był, ale właśnie sam, nie w towarzystwie. Zwiedział miejsca, dla których czasem lepiej by było, by faktycznie o nich zapomnieć. Wymazać z kart historii, bo przecież nikomu nic dobrego nie przyjdzie z tego, że jeszcze na nich są. - Twoich czego?
Ludzi, oczywiście. Domyślał się, że chodziło o ludzi. Obrazy w przepowiedniach zawsze były albo do bólu słodkie i piękne, albo makabryczne. Zdziwiłby się, gdyby akurat Marii ktoś przepowiedział coś pięknego. Więc tak, ludzi. Ale jakich? Których?
Minął Ruryk, wszedł parę stopni w górę, potem wrócił i oparł się o pordzewiałą poręcz. Tę rdzę pewnie jeszcze będzie zbierał, wyskubywał z płaszcza. Albo nie on. Może jego kobieta. Jego słońce, wypominające mu przy tym, że szlaja się gdzieś i zupełnie o siebie nie dba. Jego miłość ganiąca go, ale tonem zbyt łagodnym, by widział w tym ostrzeżenie czy faktyczną złość. Co najwyżej troskę, tę mógłby zobaczyć - i zobaczy, więc pewnie przytaknie, że rzeczywiście, chyba nie dba. Ale nie przeprosi i nie zapewni, że się poprawi. Ona zresztą chyba nie będzie tego oczekiwała.
Dziś mieli plan. Jakiś konkretny zamiar, by tu być. Mówiło się o jednym takim, co to zawarł pakt. A skoro się mówiło, to chcieli sprawdzić.
Na ten moment sprowadzało się to do siedzenia.
Usiadł więc obok Marysi, wyciągnął swojego papierosa, zapalił. Mogłoby się wydawać, że całe życie ślęcząc nad ludźmi trawionymi zatruciami będzie bardziej się przykładał do własnego zdrowia. Bardziej o nie dbał, celebrował je.
Dawno już tego nie robił.
Powrót do góry Go down
avatar


Bułgaria, Płowdiw.

26 lat

nieznana

za Raskolnikami

Sprawdza móżdżek.
http://petersburg.forum.st/t1897-vasilija-maksimovic#9514 http://petersburg.forum.st/t1906-tej-vaski-dziennik-vasilija-maksimovic#9554 http://petersburg.forum.st/t1898-bad-girls-do-bad-things#9517
PisanieRe: Rotunda przy ulicy Grochowej   Sob 11 Sie 2018, 01:44
// Zła ze mnie Vaska, błagam o litość.

Schody Szatana? To było coś dla mnie i nie dlatego, że chciałam dorobić się fortuny, o nie, ale dlatego że tak świetnie się nazywały. Na Schodach Szatanach będę malować i zostawię po sobie nawet jakiś, nawet mały, ślad. Że tutaj byłam, że istniałam. Może ktoś kiedyś na to spojrzy i zastanowi się kim była, jak wyglądała? Życzeń wolałam nie wypisywać by przypadkiem nie było, że rzeczywiście się spełnią. Co przychodzi nagle to bywa niebezpieczne. Mania opowiadała mi o różnych swoich przygodach, na pewno zdarzyło jej się wspomnieć o popisanych ławkach, ale w rotundzie przy ulicy Grochowej pomyślałam o swoich ławkach i ruszających się autografach - choć oczywiście nie jawnych, nie byłam przecież samobójczynią, poza tym znana na całe Koldo sala też nie zachęcała. A lądowałam tam i mój tyłek nigdy tego nie zapomni. Jak dobrze że udało nam się tutaj trafić! Obowiązkowo musiałam sprawdzić to miejsce, a w sumie próba wytrzymania całą noc na tych schodkach mogła być zabawna. Choć... czy nie trzeba było usiąść w jakimś specjalnym miejscu? Cholera to już było problematyczne. Pewnie będziemy siedzieć do skutku. Do zapachu dało się przyzwyczaić, bywałam niekiedy w takich miejscach, a niektóre studia tatuażu miały osobliwy klimacik. Aż chciało się krzyknąć na cały głos by wezwać wszystkie demony świata i w tym samego diabła. W sumie skoro świat magii jest taki obszerny to czy istniał taki magiczny szatan? Niech przyjdzie, podejdzie, usiądzie z nami na schodach. W sumie... czy były tutaj jakieś rośliny? Z chęcią bym się nimi zajęła. W ogóle nikt nie wie, co mi gra w duszy, a teraz nowa kaseta została ustawiona. Gimme, gimme, gimme. Jeszcze więcej. Mariia taka klasyczna dama, nie to co ja. Przyglądałam się tej spódnicy patrząc na swoje stare szare spodnie, które miałam na tyłku. O, dziura. Nieźle. Wsadziłam w nią palca. Cyganka? Szlag, prawie jak w szkole. Ale uniosłam wzrok i skupiłam się na tej opowieści, choć palca nadal miałam w dziurze. Ogień. Dym. Papieros.
- Mogę? – poczęstowałam się, patrząc jeszcze na zapałki. Korciło mnie, być może za bardzo, ale w końcu odpaliłam od jej papierosa. Jeszcze mogłaby mi ta zapałka spaść i co by się wtedy stało? Miejsce obok Manii zostało zajęte, więc stwierdziłam, że sobie postoję i popatrzę w tę ciemność ponad nimi. Ciekawe czym kończyły się schody? Oleg był coś taki milczący, w sumie wszyscy trochę byli. W tej ciszy wyłapałam dziwne dźwięki, czułam się trochę jak po jakichś prochach. Ktoś tam był, w tych ciemnościach. A może tylko mi się wydawało?
Powrót do góry Go down
 
Rotunda przy ulicy Grochowej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bimber
» Cynamon reguluje cukier we krwi
» Księgi POZABIBLIJNE
» Ulica przy barze
» North City


Skocz do: