Навигация

Pushkin Restaurant
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 

 Pushkin Restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisaniePushkin Restaurant   Sob 04 Lut 2017, 18:43
Pushkin Restaurant

Ta modna restauracja została ulokowana w odrestaurowanym domu petersburskiego pisarza z końca XVIII wieku. Sama sala jest wysoka na kilka metrów i oświetlona rzędem złotych żyrandoli, a wykończono ją dębowymi zdobieniami, do których dodano efektowne, nowoczesne elementy. Lokal w bardzo kreatywny i niekonwencjonalny sposób łączy kuchnię rosyjskiej i francuską, zyskując tym samym silną pozycję wśród konkurencji w branży gastronomicznej. Na jednej ze ścian znajduje się ogromna, kunsztownie zdobiona szafa ze szklanymi drzwiczkami, w której leżą najsłynniejsze dzieła literatury rosyjskiej – w każdej chwili można do niej podejść i wybrać interesującą dla siebie pozycję. W końcu nie bez powodu tak właśnie się nazywa.

Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Sob 28 Paź 2017, 14:09

04.05.1999

Kolejka za kolejką, nie licząc monet, godzin, ni lat. To życie mija, nie on. Na pewno nie Leon, jak tak sobie siedzi i głowę podpiera, żeby nie upadła na blat stołu. Jeszcze nie czas chyba, jeszcze zbyt młoda godzina, by tak się upadlać. Jak się tak można pogubić, tak upić i to jeszcze w publicznym miejscu? Machinalnie unosi szklankę pełną alkoholu do ust, wzrok ma zgubiony w ciemności tego wieczora, ciężkie powieki zaraz się zamkną, a kiedy to się stanie, wtedy skończy się dla niego też zabawa.
- Igor - mówi tak cicho pod nosem, że jego przyjaciel nawet nie usłyszał. Znów przytyka do ust tę szklankę, a ona cuchnie jak coś, czego szybko będzie żałował. - Igor - powtarzam nieco głośniej i wyciąga rękę, żeby go złapać za łokieć. - Igor, powiem ci zaraz mój największy sekret, ale nie mów nikomu. To jest tajemnica taka, że jak powiesz, to niech ci wszystkie włosy wypadną, rozumiesz? - Ściska jego łokieć i patrzy mu w oczy błagalnie, żeby usłyszał jego największy sekret. Ale tego nie zrobił, bo zauważa zaraz nogi do nieba i jakąś znajomą twarz, która zbliża się w ich kierunku.
- O, Melcia! - rozanielam się bardzo na widok mojej kuzynki Zahkarenko, która dziś wygląda jak jakieś milion dolarsów amerykańskich. Nie zastanawiam się wcale co Mela robi tak późno w restauracji, bo przecież jej blond włosy tak pięknie migoczą. Musiałem być też bardzo bardzo bardzo pijany, skoro wydawało mi się, że Kalisto to jest jej siostra bliźniaczka. - Melpomena się pięknie dziś wystroiłaś, to dla mnie cukiereczku? - i tak mam te oczy prawie zamknięte, mrugam i mrugam, ale Kallisto sie zbliża i wcale nie wygląda jak Melpomena, ale raczej jak ta jej wiedźmowa sioistra bliźniaczka. Dlatego wzdycham w cierpieniu, ale cicho i znów patrzę na Aristova jakbym chciał go pointformować, że przyszła Zakharenko.   A potem znów patrzę na Kallisto tym zamglonym spojrzeniem, które błaga o pomoc i mówię trochę za mocno akcentując nazwisko Igora: - To mój przyjaciel, kuzyn Aristov, to on mnie tak spił
Tak tak, to jego wina, Kalisto.
Powrót do góry Go down
avatar

bitch, better have my money

Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

błękitna

za Starszyzną

dystrybuuję rodzinny alkohol, ściągam długi, udzielam pożyczek i kupuję wasze dusze
http://petersburg.forum.st/t1146-igor-aristov http://petersburg.forum.st/t1185-igor-aristov#4660 http://petersburg.forum.st/t1186-zadza-pieniadza#4676 http://petersburg.forum.st/t1192-zakia#4701
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Sob 28 Paź 2017, 17:10
Wszystko miało swój porządek, określony bieg, odgórnie narzucony scenariusz, w którym przypisano nam pełne dramaturgii role. Na początek (za spotkanie, Onegin, parszywcu!) zadziały się po trzy szklaneczki Białej Rosji, bo obaj wiedzieliśmy z doświadczenia, że w charakterze wczesnowieczornego aperitifu ludzie nie wymyślili jeszcze nic lepszego, a potem – już nie przy barze, ale stoliku – kolejna szklanka, tyle że Aristovej. Gdzieś pomiędzy dwoma kuflami Baltiki napatoczyło się białe deserowe, a dalej – dalej, Goria, co piłeś dalej?
Dalej, panie sędzio, niezbyt pamiętam.
Zaledwie trzy godziny temu byliśmy bardzo logiczni, bardzo poważni, bardzo wpływowi i bardzo bogaci. Teraz jesteśmy na dodatek bardzo pijani i nic z tego – absolutnie nic! – nie jest moją winą, bo to Onegin, nie ja, uśmiechnął się zbójecko, to on, nie ja, wskazał podbródkiem szyld restauracji i to on – wcale nie ja – zapytał to co? Może jakaś seteczka?.
A była ledwie osiemnasta.
Tego, co następowało przez trzy kolejnego godziny – tego wszystkiego język ludzki nie jest w stanie wyrazić. Ja również nie próbuję. Należy uczcić milczeniem te sto osiemdziesiąt minut. Należy pamiętać o nich w chwilach rozkoszy i rozpaczy, w triumfach i porażkach, we wzlotach i upadkach dnia codziennego. Pamiętać o nich i nie zapominać, bo to się nigdy nie powinno powtórzyć (chociaż jakaś część utopionego w alkoholu umysłu już wie, że się powtórzy. Może w tym tygodniu. Może nawet jutro. Może za moment, wraz z kolejnym łykiem).
Wiem, że obaj działamy mechanicznie, zupełnie jak dobrze naoliwione trybiki – chwycić wypełnione przezroczystym napojem szklanki, unieść je do ust, zawahać się niezauważalnie, tak, by ten drugi nie dostrzegł, że powoli docierasz do granic wytrzymałości, a później – jedno, krótkie chlup! – wlać w siebie płyn odważnym gestem. Mija sekunda. Wódka przedziera się przez moje gardło, wypala wnętrzności, sterylizuje myśli. Głos Leona jest niewyraźny i nie mam pewności, czy był taki przez cały czas, czy to mój słuch zniekształca padające słowa – zresztą, co za różnica? Czuję, jak Onegin zaciska palce na moim łokciu i bełkocze coś o tajemnicy, coś o łysieniu, coś o jakimś Igorze – Igor to ty, zalany w sztok kaszalocie – coś o Melopomene, a ja nie potrafię go słuchać, bo przypominam sobie zabawną (czyż po alkoholu wszystkie opowieści nie są zabawne?) historię – i czuję, że muszę ubrać ją w słowa. Powiedzieć na głos. Zaśmiać się ochryple.
A pamiętasz, Leon – zacząłem poważnie, chwytając mocno już rozchwianego Onegina za ramię; wieczór był rozgorączkowany i ta temperatura, to poczucie nieśmiertelności udzieliło się już wszystkim. – Pamiętasz jak szliśmy kiedyś Placem Dumy – mój wzrok zamarł na zbliżającej się statecznie sylwetce; wciąż była daleko, wciąż poza zasięgiem słuchu, ale coś w jej postawie i w niespiesznych ruchach pozwalało zgadnąć, że – ze wszystkich obecnych tu mężczyzn – to właśnie do nas, do nas! kieruje się metr siedemdziesiąt ucieleśnionej kobiecości. – I powiedziałeś eee, fajna dupa, podeszliśmy bliżej, a to jakiś małolat z kucykiem jedenastoletni, Leon, ty pederasto, idź się przetrzep i ochłoń, dość mam słuchania o Melopomene – chyba mówię za szybko, nieco zbyt bełkotliwie, odrobinę gniewnie – ale to bez znaczenia. Nic nie ma znaczenia, kiedy zaczynam się śmiać: krótko, cicho, szczerze i z rozchwianiem, które towarzyszy mojemu ciału, gdy podnoszę się z miejsca przy kolejnych słowach przyjaciela.
Enchanté, mademoiselle – z zakamarków umysłu odgrzebuję myśl, że jesteśmy w na wpół francuskiej restauracji – jedynym miejscu, gdzie wersalska kurtuazja nie zostanie poczytana za grę, a (ryzykowne w tym stanie) nachylenie się w stronę kobiecej dłoni stanowi jedynie dopełnienie komizmu sytuacji. – Igor Aristov – usta, nawet jeśli przelotnie dotknęły miękkiej skóry, zadrżały w wyrazie ledwie powstrzymywanego uśmiechu; musiałem wyprostować się znacznie ostrożniej, niż pochyliłem, przez moment walcząc z wirującym wokół własnej osi światem. – Proszę wybaczyć mu pomyłkę, jeszcze kolejka i nie odróżniłby pani od Puszkina – wystająca ze spodni, mocno zmięta koszula (naprędce wpycham ją za pas, robiąc to, co każdy pijany mężczyzna – udając, że jestem trzeźwy tak, jak byłem dwie godziny temu) wyraźnie sugeruje, że i mnie wystarczy jedna kolejka do kilku spektakularnych potknięć. Na poprawienie włosów nie starcza mi siły – nawet obdarzenie Onegina znużonym spojrzeniem jest ponad moje możliwości, choć za sugerowanie, że to ja doprowadziłem go do tego stanu (nieważkości i radości!) zasługuje na jawne potępienie.
Zapraszamy do loży, przyda się nam ktoś, kto doda stolikowi uroku – trudno uwierzyć, że ten ochrypły, wypieszczony przez alkohol dźwięk, przy akompaniamencie którego wskazuję jedno z wolnych krzeseł, to naprawdę mój głos; jeszcze trudniej uwierzyć w dłoń, która – co za przypadek – wskazuje miejsce najbliżej mnie, niewerbalnie sugerując, że to jedyny słuszny wybór.


Ostatnio zmieniony przez Igor Aristov dnia Pon 30 Paź 2017, 11:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

medium

błękitna

za Starszyzną

powieściopisarka, wierna córka i siostra
http://petersburg.forum.st/t1085-kallisto-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1119-kallisto-zakharenko#4173 http://petersburg.forum.st/t1095-ta-druga-siostra-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1120-cerber#4176
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Nie 29 Paź 2017, 23:36
Skowyt złamanego serca nie powinien być przewodnią linią melodyczną żadnego spotkania towarzyskiego okrapianego ciężkimi alkoholowymi deklaracjami. Nie zna jednakże innej metody stłamszenia, wydalenia z siebie żałosnych resztek emocji mogących świadczyć o jakichś ukrytych, naiwnych słabościach, które zamiast upiększać i dodawać uroku, czynią z niej istotę jeszcze bardziej skalaną i podatną na społeczne odrzucenie.
Jesteś skałą, pieprzoną skałą.
Złote loki falują w rytm dziarskiego przemierzania restauracji; trochę jej nie w smak publicznie dusić gardło palącymi trunkami, kiedy jedyną rzeczą jaką właśnie pragnie to usmarowanie własnej błękitnej podusi padołem łez, ale podświadomie wie, iż zapomnienie jest tym czego właśnie najbardziej potrzebuje. Przynajmniej tak sądzi.
Nie widzi jednakże plejady gwiazd, która to zawsze Leonowi towarzyszy; wzrokiem przedziera się przez majaczące na tle pushkhinowskiego wystroju, samotne męskie sylwetki, osadzone w bezpiecznej od niepożądanego wzroku, loży szyderczych dostojników. Na Welesa!
Ale napruci!
Jednym karcącym spojrzeniem zsyła na Leona zeusowe zastępy potężnych piorunów i bardzo, ale to bardzo żałuje, iż nie posiada chociażby ułamka mocy samej antycznej Meduzy. Jak bardzo życie byłoby prostsze, a na pewno, zabawniejsze?
Panie i panowie, oto najlepsze partie Petersburga, we własnej, krasnej osobie.
– Mela? Ja ci zaraz dam Melę, Onegin  – wycedza żmijowato, całkowicie niechcący sięgając aż pod stół, tylko po to, aby zahaczyć kilkucentymetrowym obcasem o łydkę nieszczęśnika. – Głupiś, dobrze wiesz, że ona już dawno drzemie pod swoją kołderką. Co nie zmienia faktu, że naprawdę wcześnie dzisiaj zaczęliście.
Cóż, strzela w nich tonem co najmniej oceniającym, a co, miałaby wyśpiewać chóralne peany na ich cześć? Stara się nie melodramatyzować, ale westchnięcie samo wdrapuje się na jej drgające z rozbawienia wargi. Przedziwna sprawa, iż leonowego kompana nie miała dotąd okazji osobiście poznać, a przecież niejeden trunkowy przyjaciel kuzyna jest jej doskonale znany już nie od dziś.
– Aristov? Och, przynajmniej to nie bracia Karama...ach – gryzie się w koniuszek języka, kiedy to Igor sili się na rozpalającą zlodowaciałe, dziewicze serca, szarmanckość godną samego potomka Casanovy – nieważne, chyba jeszcze nie mieliśmy tej przyjemności, Kallisto Zakharenko – byłaby poklepała go poczciwie po ramieniu, albo chociaż spróbowała pomóc usadowić na siedzisku, ale wolała nie ryzykować odebrania jej dobroczynności w sposób zalotny i flirciarski, a przynajmniej jeszcze nie teraz, kiedy z zażenowania policzki mogą struchleć i zakwitnąć w czerwone pąki. Wie, że popełnia błąd siadając tuż obok niego, ale to właśnie tymi najpodlejszymi błędami usłane są wieczory godne zapamiętania.
– Więc? Który z szanownych panów mi poleje?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pon 30 Paź 2017, 09:47
- Ale przestań - hamuję tę jego ofensywę, że niby ja wiecznie mówię o Meli. Mówię o niej od jakiegoś tygodnia, miesiąca, bo wtedy poszliśmy na eklerki i było tak uroczo, że poprosiłem, żeby poszła ze mną na wesele. I tyle, wcale wcześniej o Melpomenie nie gadałem, więc Igorek powinien się cieszyć, że nie toczę kolejnych smutnych i cichych dni po tym jak się rozwiodłem z Mszczuja. - Ale przestań - powtarzam, bo za pierwszym razem zabrzmiałem jakoś tak niepewnie. - To kłamstwo wielkie - przekonuję kuzynkę i ją witam po policzkach całując z trzy razy.
Kalisto bogini ze złamanym sercem. A to pierwszy raz? Jestem jej kuzynem i chyba nie zliczę momentów, kiedy wydawało mi się, że widzę Kalisto w złym humorze. I prawie na pewno dwa razy widziałem, jak była zdenerwowana przez jakiegoś chłopaka. Czy oni też połamali jej serce?
Czy ona ma serce?
Mrugam z niedowierzaniem, bo znikła mi piękna Melpomena sprzed oczu i widzę wściekłą Kalisto. Droga kuzyneczko, trochę więcej uśmiechu i świat leżałby u Twych stópek.
- Doprawdy już drzemie - i się rozanielam dalej, bo tor myśli pijackich wskazuje jakieś nieodkryte dotąd zakamarki podświadomości w których z drogą Melpomeną moglibyśmy razem pod tą kołderką właśnie drzemać o najczystszych garnkach na ziemi. Nie pytajcie, ale ja nie wiem o czym może śnić tak niewinne stworzenie, więc sądzę, że o czymś bardzo przyjemnym. Jak pluszaki, ciepła herbata z ziołami, jak czysty garnek i pyszna zupa. - Jak myślisz, jak śpi to czasami o mnie myśli??
I absolutnie zignorowałem uwagę, że zaczeliśmy wcześnie.
- Niech Aristov poleje - pokazuję ręką, bo wiem, że mój przyjaciel na wódce to się zna jak nikt inny. Jeszcze zaczaruje tak Kalisto, że ta się zaraz w nim zakocha i powie "będę się kąpać w wódce do śmierci!". Albo i nie, może tak nie powie, nie wiem, pijany jestem. Bardzo zmęczony brugam ospale i patrzę jak oni ładnie razem się prezentują. - Kuzyneczko kochana a ty nie pod kołderką?
No coś mi tu nie gra! Ewidentnie.
Powrót do góry Go down
avatar

bitch, better have my money

Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

błękitna

za Starszyzną

dystrybuuję rodzinny alkohol, ściągam długi, udzielam pożyczek i kupuję wasze dusze
http://petersburg.forum.st/t1146-igor-aristov http://petersburg.forum.st/t1185-igor-aristov#4660 http://petersburg.forum.st/t1186-zadza-pieniadza#4676 http://petersburg.forum.st/t1192-zakia#4701
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pon 30 Paź 2017, 13:18
Obracam w dłoni szklankę pełną przezroczystego, drżącego statycznie alkoholu i nie wiem, co myśleć. To wszystko – spotkania przy wódeczce, rozmowy przy wódeczce, żarty przy wódeczce, mniej lub bardziej udane wódeczkowe podboje – jest niezwykle proste. Wlewam w siebie łyk, prostuję się dumnie, umysł staje się czysty i lśniący, kilka kolejek później wygłaszam opinie łagodnym, stanowczym tonem i doskonale wiem – bo w tym stanie, po takiej ilości alkoholu, w towarzystwie, które dzielnie dotrzymuje mi kroku to oczywiste – że jestem w stanie podjąć się realizacji każdego planu. Poradzę sobie ze wszystkim, udźwignę każdą przeciwność losu, pokonam własne ograniczenia, bo przecież jestem prawy, mądry, śmiały, przystojny i namiętny. Mam ten przyklejony na twarz uśmiech, którym obdarzam mamroczącego na wpół przytomnie Leona, ale coś w moim spojrzeniu zakłóca beztroski odbiór.
Jakby na samym dnie jasnych tęczówek przykucnęła nieokreślona prośba. Ciche, niewysłowione dajmy już spokój.
Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Nie musimy upijać się do nieprzytomności – nawet, jeśli tylko dzięki temu możemy uciszyć własne demony.
Przestaję, już przestaję – gdybym tylko odnalazł w sobie dość siły, uniósłbym dłoń, by poklepać Onegina po plecach; jest nawet zabawny, kiedy tak zaciekle wypiera się własnych słów. Rozczula jak duży, mocno podpity kociak, który nie ma zamiaru przyznać się, że to on rozbił zabytkowy wazon z carskich czasów. I przy okazji wygląda komicznie, gdy tak chwiejnie całuje przybyłą kobietę po policzkach, jakby oddawał cześć jedynemu bożkowi, którego dzisiejszego wieczora znamy – bogini płodności i permanentnej nietrzeźwości. Nie mam nawet siły wykłócać się, że ja nigdy nie kłamię (co byłoby uroczym, pełnym hipokryzji kłamstwem), z narastającym zdumieniem obserwując nieuzasadniony gniew panny Zakharenko – kiedy tak spogląda potępiająco, wygląda jak gniewny starotestamentowy prorok w eleganckich, wysokich bucikach, które już wkrótce będzie przeklinać. Prorok umarłej religii i konających bóstw – Onegina i Aristova, wciąż potrafiących mówić, wciąż względnie trzymających się na nogach, wciąż będących w stanie wlać w siebie kolejną szklankę ichniejszej ambrozji.
Prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają… - gładko i bez grymasu potępienia przełykam oceniający ton panny Zakharenko, nawet nie siląc się na skruchę – żałować będę rano, po przebudzeniu, z głową ciężką jak kowadło i językiem zeschniętym na wiór. - … ale jak kończą – uśmiechnąłem się lekko, ledwie jednym kącikiem ust, ale nawet tyle wystarczyło, by ujawnić brutalną prawdę – był to uśmiech kogoś, kto wygrał majątek w rosyjską ruletkę, uśmiech, przez którym trudno uciec, uśmiech, który w pewnym momencie zastyga na wargach, tworząc maskę: mam wszystko, co chciałbyś kupić, ale najpierw się zastanów, czy jesteś w stanie zapłacić wygórowaną cenę.
Śpi i śni, Onegin. Koszmary o miłosnych peanach, które wyśpiewujesz na jej cześć – w ostatniej chwili unikam dłoni Leona, która przelatuje tuż przed moją twarzą; on nie kontroluje swoich ruchów, ja nie sprawuję władzy nad własnymi reakcjami. Wszystko dzisiejszego wieczora jest instynktowne – sięgnięcie po butelkę, przysunięcie jednej z wciąż czystych szklanek na sam brzeg stolika, wprawne napełnienie jej wódką bez uronienia nawet jednej, cennej kropelki. Powtarzam cały proces jeszcze dwukrotnie: nad szklanką Leona i swoją, napełniając je odważnie niemal po brzegi.
To żadna przyjemność spędzać wieczór pod kołdrą – mamroczę pod nosem na oneginowe mądrości, choć ani jedno z wypowiadanych przeze mnie słów nie jest skierowane do niego – najlepiej świadczy o tym wzrok, który traci zainteresowanie zawartością szklanki i zatrzymuje się na twarzy panny Zakharenko, najwyraźniej odnajdując w niej to, czego brakowało mu (i mnie?) dzisiejszej nocy: wartego uwagi punktu zaczepienia. – Zwłaszcza samemu.
Sekundę później popełniłem dwa błędy: pierwszy, uśmiechając się raz jeszcze, już bez tej irytującej naleciałości godnej zwycięzcy w każdej sferze życia zawodowego, za to z delikatnym cieniem obietnicy zaklętym w linii ust. I drugi: ostrożnie uderzając szklanką o szklankę Kallisto Zakharenko, oferując tym samym pozbawiony zbędnych słów układ, z którego żadne z nas nie wyjdzie cało.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

medium

błękitna

za Starszyzną

powieściopisarka, wierna córka i siostra
http://petersburg.forum.st/t1085-kallisto-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1119-kallisto-zakharenko#4173 http://petersburg.forum.st/t1095-ta-druga-siostra-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1120-cerber#4176
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Sro 01 Lis 2017, 03:07
Nie śmie o tym prawić na głos, wstępować na kwieciście przystrojoną mównicę oraz ogłaszać światu wszem i wobec, że tak właściwie, to typowe, męskie popijawy są tym, czym naprawdę gra w jej rzekomo opustoszałej duszy. Ogłuszają, zduszają to co niewygodne, to co boli, to co powinno się wyprać; poranki zazwyczaj wyściełane są jękami żałości, ale trzeźwość, ta rześka niczym zimny kubeł wody nadchodzi niespiesznie dopiero później, wieczorem gdy wlewać w siebie trutkę można od nowa. Wpraszała się na przyjęcia, tudzież mniej oficjalne spotkania wyprawiane przez Leona już od niepamiętnych czasów jeszcze szczenięcych brewerii, i o ile nie ma ona w zwyczaju osobiście wygłaszać swej wdzięczności, podzięki swoistej akceptacji jej niekiedy burzliwych nastrojów, mogących wpływać na atmosferę nasiadówek, to w głębi serca darzy go głęboką sympatią. Chociaż z drugiej strony, panie Onegin, jeśli jakimś cudem jesteś w stanie dostać się do umysłu drugiej osoby i odkryć ich najskrytsze myśli, to wiedz, iż prawie na pewno nie miałeś okazji doznać tej wątpliwej przyjemności przebywania w towarzystwie rozczarowanej miłosną rozterką Kallisto.
Tymczasem Mel zawsze gości na językach innych, nawet jeśli swą jasną buźką nie rozświetla ich przesiąkniętej oparami wódy świątyni zapomnienia. Kalli zdaje się przy tym subtelnie kiwać głową na słowa Igora, dosyć pozornie, bowiem nie byłaby tą swą zarozumiałą, niepojętą Zakharenko, jeśli nie dorzuciłaby swych trzech rubli. Może nie warto szastać portmonetką na oczach samego Aristova?
– Całkiem możliwe, że właśnie śni o tym jak kupujesz jej pudło eklerków.  Powiedz mi szczerze, kochany, chciałbyś zostać moim szwagrem, Leonie? – zbłąkany kosmyk włosia odgarnia za naznaczone długim kolczykiem z pawim piórem ucho, ewidentnie podpuszczając go do wydania z siebie jak największej ilości kłopotliwych treści, takich którymi mogłaby mu dokuczać przez kolejne dekady – to jest, o ile uda jej się zapamiętać ten chwalebny moment.
– Pod kołderką? Wyganiasz mnie już żebym zostawiła was samych? Może wam przeszkodziłam. – mruga sugestywnie, wzrocząc to na kuzyna to na Aristova z namaszczeniem polewającego pierwszy godziwy trunek dnia – eliksir na wszelkie zmartwienia, smutki i pocieszenie. Klarowna, paląca ciecz o zapachu, który nigdy nie powinien łechtać nozdrzy i voilà! - ona, Leon oraz mężczyzna, którego poznała przed kilkoma minutami, stają się przedziwnym trojakim tworem zlepionym w murach tego przybytku, jednostką którą dusząca mętność alkoholu, połączy trwale i ciasno aż do momentu jutrzejszego przebudzenia.
Demaskuje spojrzenie na niej ułożone, wydawać by się mogło, iż za jej łagodnym uśmiechem, kryje się zawstydzenie i zakłopotanie, ale czy Kallisto jest naprawdę aż tak niewinna oraz krystalicznie cnotliwa, jak próbuje każdemu nakreślić przed oczyma ojca oraz brata? Niemniej, powoli staje się jasne, iż za niejedną enigmatyczną obietnicą, kryć się mogą twory zarówno godne zapamiętania, jak i te skazane na piekielną otchłań czeluści samego dna świadomości.
– Zatem wznieśmy toast, za to, aby żadne z nas nie musiało już spędzać żadnej nocy samotnie. –
Ciekawe czy obu przyszła na myśl konkretna panna wyciągnięta z ich życiorysu? A może... faktycznie powinna ich zostawić tutaj samych?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Czw 02 Lis 2017, 12:56
Mam na opak, albo kosmiczną jednostkę światła do przodu. I nie myślę o tym, że jestem za stary na to, żeby się upijać do nieprzytomności. Ja czuję się zbyt stary. Ja myślę o tym, że zostało mi tak mało dni do końca, że powinienem wykorzystać je całkowicie. I każdy błąd, każdą decyzję podejmuję źle, więc muszę sobie poradzić z tymi konsekwencjami. Więc piję szklankami, piję żeby zapomnieć i żyć. I czy mówię coś mądrego, a kogo to obchodzi. Będę mówił i moje słowa przeminą, wpadną jednym uchem i wypadną drugim. Podobno to już tak jest: dorastamy i stajemy się mądrzejsi, aż pewnego dnia wszystko się odwraca i głupiejemy na starość. I wydaje mi się, że już osiągnąłem szczyty i teraz będę tylko spadał w dół głupoty i będę po kolei odhaczał kolejne stacje: wysiądą mi nogi, kolana, potem zgrubnę, wyłysieję, pojawią się zmarszczki i stracę pamięć. To wszystko dlatego, ze mam dwadzieścia dziewięć lat i zamiast dopiero myśleć o rodzinie, ja już jedną straciłem. Rodzinę. I jedną miłość swojego życia. Więc tak, czuję się jak siedemdziesięcioletni dziad, który żałuje wszystkiego. Chyba zostało mi teraz tylko picie.
A może nigdy nie dorosłem i jestem tylko beczącym brzdącem, który jedyne co umie, to pić z butelki.
- No to przestań - powtarzam, jak do usranej śmierci beziemy tak jeden przez drugiego mówić czy mamy przestawać czy nie przestawać, nawet jeżeli od dawana się ze sobą zgadzamy.
Kalisto więc siada naprzeciwko mnie, bliżej Igora. Jaka urocza, kiedy tak strzela oczami to na mnie to na niego. I myślę, że to chyba żałosne, że droga kuzynka mnie widzi w takim stanie. Dlatego przerywam to co mówi Igor i kładę rękę na stole, chociaż chyba chciałem złapać rękę mojej kuzynki.
- Kalisto, kochana, ja cie bardzo przepraszam, że sie tak spiłem i że musisz mnie takiego oglądać, ale wiedz, że nie pamiętałem, że się mam z Tobą spotkać. Musisz mi wybaczyć, jutro napiszę ci przeprosiny - postanawiam sobie i tak już myślę o czymś innym, ale ona mówi "pudło eklerów" i "szwagier" i się uśmiecham do niej zalotnie. - Oj ty ty, ty mnie już tak na ślubie wrońskich podpytywałaś i co chyba nie pamietasz: Kalisto, to co ja chciałbym, to sie nie liczy, bo ja chciałbym, żebyście miały najlepiej, a ja nie jestem najlepszym który mógłby się zdarzyć komukolwiek - macham jej palcem przed nosem i gubię rezon i wątek i wszystko i swoją szklankę przede wszystkim. I jeżeli rozchodzi się o te treści, które mają mnie pogrążać? Och, dopiero otworzyłem usta, a już mógłbym ich tysiące dać drogiej Kalisto. Bo Igor mówi, że jej śpiewam peany miłosne, więc parskam śmiechem.
- To sobie wyobraź jakbym ja razem z Aloszą poszedł pod jej okienko, zaraz by miała orkiestrę peanów, wszystkie okna by im w pałacu Zakharenków wypadły od tych jęków - znów parskam śmiechem i tak sobie pomyślałem, że zawsze jak zapraszam na wódeczkę Alosze, to Kali siada daleko od niego i wcale nie chce nawet się z nim stukać kieliszkami. Wzdycham sobie, bo jestem nieświadom tego, że Kali to myśli, że Alosza wcale się nie kochał w Meli. Kto by się w niej nie kochał, przecież to taka urocza istotka. - O właśnie, Alosza to by był dobry szwagier dla ciebie. Wiesz, że on umie polizać własny łokieć?
I gdybyście mi nie wierzyli, to mam tą sytuacje jak przy mnie lizał łokieć zapakowane w fiolkę wspomnień, którą czasami sobie puszczamy w myślodewni jak nam się nudzi.
A potem pijemy. Za to, żeby nikt nie spał dziś sam. Prawie zapłakałem jak sobie uświadomiłem, że JA to na pewno dziś będę sam spał.
Powrót do góry Go down
avatar

bitch, better have my money

Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

błękitna

za Starszyzną

dystrybuuję rodzinny alkohol, ściągam długi, udzielam pożyczek i kupuję wasze dusze
http://petersburg.forum.st/t1146-igor-aristov http://petersburg.forum.st/t1185-igor-aristov#4660 http://petersburg.forum.st/t1186-zadza-pieniadza#4676 http://petersburg.forum.st/t1192-zakia#4701
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Nie 05 Lis 2017, 00:15
Różne rzeczy potrafią chodzić za człowiekiem; za jednym chodzi wódka, za innym kobiety (za mną zwykle jedno i drugie), natomiast za zbłąkanymi duszami, które dzisiejszej nocy nie mogły zaznać spokoju, snuł się ekskluzywny klub VIP-ów, miejsce, gdzie nie ma śmierci, zmarszczek, miesiączek, upławów, małych zabawek, które mogą połknąć dzieci, wypadków samochodowych, starych-kurew-konfidentek-sąsiadek i nadpsutych jabłek w warzywniaku. Czasem dziwię się, że właśnie do niego pragnęli dostać się moi przodkowie, wszyscy ci rezolutni moskiewscy gorzelnicy, kupcy i lichwiarze, którzy wznieśli własną potęgę na najtrwalszym z budulców – ludzkiej słabości. Dziwię się, że przez lata zabiegali o wejście do loży wybrańców – tej samej, w której dzięki ich sprytowi dziś siedzę ja – mogącej przetrwać pierdolnięcie kosmodromu diabła i ostateczne starcie z obcą cywilizacją. Dziwię się, bo tu nie ma żartów. Żarty skończyły się godzinę temu, kiedy w żyłach zamiast krwi zaczął płynąć alkohol, a wzrok – dwie niebieskozielone sadzawki pod których taflą zwykle przemykają lśniące rybki ostrożności – zaszedł rozmazującą kontury świata mgłą. Umownie więc wpatruję się w Leona, z na wpół rozrzewnionym uśmiechem przyznając przed samym sobą, że Onegin jest zsyntetyzowaną kompilacją wszystkich tych cech, które uważam za wysoce niemoralne (nienormalne). Część z nich należy też do mnie – na przykład upijanie się w środku tygodnia. Inne nie – na przykład serdeczność i mówienie przepraszam. W przypływie alkoholowej czułości – tylko i wyłącznie alkoholowej, tylko i wyłącznie czułości – do tej zaplątanej w lepkie sieci miłostek istoty, klepię Leona po udzie, na które przed kwadransem zdążył wylać (ja wylałem na niego?) pół literatki wódki.
Nie przeszkodziłaś, gdyby nie Twoja obecność, żaden z nas nie trafiłby dziś pod kołdrę – słowa wypływają ze mnie jak wartki strumyczek pseudofilozofii, kaskada bełkotu, niekontrolowana żadnymi barierami. To nie przeszkodziłaś jest jak zdjęcie plomby na zatkanej tamie myśli, rozpierzchniętych jak pogrążone w chaosie stadko afrykańskich gnu. – Co najwyżej pod stół – dodaję ciszej, bo gdzieś z boku Onegin  trajkota jak zabawka na korbkę, wyrzuca serię za serią niekończących się zdań. Jest w tym coś nieszkodliwego i znajomego, jest ciepło i statycznie, jest spokojnie, mam ochotę obwarować się jego słowami i spędzić między sylabami miesiąc.
Zamiast tego uśmiecham się trochę do siebie, odrobinę do Kallisto i przynajmniej w połowie do własnych myśli – czuję, że muszę wrócić do domu, zmyć z siebie wspomnienie minionego dnia, półmrok restauracji, woń alkoholu i nieszkodliwe rozładowania elektryczne, które przeskoczyły po skórze wraz z wypowiedzeniem kolejnych słów.
Oralnie uzdolniony Karamazov – uśmiecham się szerzej, tym razem wbrew sobie; kiełkuje we mnie to uczucie, które przeraża i jednocześnie zatapia w szczęściu, sklejając zdrowy rozsądek skuteczniej niż opakowanie przeterminowanych gum do żucia. Nie chcę myśleć, skąd się wzięło. Nie chcę zastanawiać, z czyjej winy. – Oby to była cecha rodzinna, na taki talent nie można mieć wyłączności – w końcu przepłukuję własny uśmiech pospiesznym – zbyt pospiesznym? – łykiem alkoholu, brutalnie przykuwając marne ochłapy świadomości do tego, co tu i teraz. Pieprzyki mylą się z plamkami, zapach włosów ze smakiem szminek, marzenia z rzeczywistością i tylko Zakharenko, cała skąpana w złotawej poświacie, wydaje się realna – a przynajmniej realniejsza od Leona, który heroicznie stawia opór alkoholowi.
Żadnej… lub przynajmniej tej nocy – to złote światełko jest zgubne; ze szklanką przy ustach lgnę do niego jak ćma, destrukcyjnie i wbrew przeczuciom przysuwając się bliżej – dość blisko, by zrozumieć, że przyciąga może nie poświata, ale zapach Kallisto. Jak olejek kokosowy, wanilia i coś znacznie bardziej gorzkiego, coś, co ukrywa się przede mną – przed intruzem, który bez słowa napełnia jej szklankę, ignorując dezorientację skaczącą jak srebrzysta rtęć na wrzuconym do wrzątku termometrze.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

medium

błękitna

za Starszyzną

powieściopisarka, wierna córka i siostra
http://petersburg.forum.st/t1085-kallisto-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1119-kallisto-zakharenko#4173 http://petersburg.forum.st/t1095-ta-druga-siostra-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1120-cerber#4176
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Wto 07 Lis 2017, 23:49
Mizia Leona po rozgorączkowanych łapach, zapewniając nieszczególnie gorliwie, że przepraszać nie ma za co, wszak nie pierwszy i nie ostatni raz mają za sobą ciężko skrapiane melanże. Gdyby tylko w swej jeszcze merytorycznej trzeźwości potrafiła wykrzesać z siebie choćby iskierkę wylewności, afektów w niej drzemiących, to powiedziałaby mu, iż jest jej ulubionym kuzynem i kocha go nawet bardziej niż własne rodzeństwo.
Nie, tego nie mogłaby wyjawić na głos, tak samo jak wielu innych rzeczy, które w stanie upojenia wpełzają niekiedy na język niezauważone, podstępne.  
Zdolny Alosza – przedrzeźnia go, lecz szerszą uwagę na temat swych wątpliwych zażyłości z nim, zmiata pod jeszcze niezamieszkany przez żadnego biesiadnika, stół. – Wolałabym już średniowiecznego wupara za szwagra niż takiego Karamazova, ale ty moje błogosławieństwo otrzymujesz, Leonie – salutuje mu, przepijając pozaprogramową kolejeczkę, której nikt nie śmiałby jej wytknąć wskazującym paluszkiem, a przynajmniej nie wtedy, kiedy pozostali obecni tkwią zaklęci w obcym wymiarze mglistych doznań. Mętne to wszystko dziś i dziwaczne w swej nieopierzonej jeszcze formie, może to niespokojny stan ducha, żałoba, którą powinna nosić pod sercem, nowinki od Fyodora? A może osoba Aristova?
Tej nocy, tej nocy.
Obserwuje Igora zza półprzezroczystego szkiełka i byłaby obdarowała go przecinającym salę chichotem ambrozji rozrzucającym uwodzicielską sieć na nieszczęśnika, gdyby nie złote lata doświadczeń (już niemalże!) starej panny, niezdobytej jeszcze twierdzy na dwóch chuderlawych kończynach. Zna takich jak on na pęczki – śliczniutcy dżentelmeni o perlistych uśmiechach, nieskalanych manierach, słodkich usteczkach z których wymykają się papuzie komplementy, zawsze celne kontry i nieodłączny, zawsze obecny w pakiecie kompleks boga zamieszkałego na samym szczycie Olimpu.
Panie Igorze, chyba mieliśmy przyjemność przelotnie widzieć się ostatnio na weselu Gárdonyiów, czyż nie? – Kątem oka zerka ku Leonowi oczekując czystej afirmacji; tym samym opuszkami palców subtelnie podsuwając kieliszek w stronę butelki. – Przedziwna sprawa, iż do tej pory nie mieliśmy w sumie żadnej okazji się bliżej poznać, od kiedy to panowie przesiadujecie razem?
Powrót do góry Go down
avatar


Jekaterynburg, Rosja

29 lat

błękitna

za Starszyzną

obrońca sądowy
http://petersburg.forum.st/t1078-leon-hiacynt-onegin-budowa#3959 http://petersburg.forum.st/t1092-leon-hiacynt-onegin#4039 http://petersburg.forum.st/t1091-leon-hiacynt#4037 http://petersburg.forum.st/t1097-kreska#4063
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pią 10 Lis 2017, 15:55
Alkohol niemal od razu luzuje przerzutkę, która odpowiada za zachowywanie eleganckiej ciszy podczas rozmowy. Wystarczy przecież, by Leon się spił i zaraz zaczyna się niekontrolowany potok słów dziwnych, czasami żałosnych, z grubsza nieprzemyślanych i niekiedy wyjątkowo osobistych. Więc to może właśnie ich cecha, ludzi żyjących w ryzach specjalnych i sztywnych zasad, że jak tylko się napiją i strują, to zaraz się otwierają i okazuje się, jak wiele tak naprawdę mają w środku tej z pozoru pustej skorupy.
- Zdolny. Założę się, że cała rodzina Karamazovów ćwiczy tę sztuczkę przy stole, zaraz zanim zaczną obiad niedzielny - chichocze, bo te uwagi Igora podpowiedziały mu taką właśnie wizje, a ta go bardzo rozśmieszyła, ale zasłonił szybko usta, jakby się speszył, że powiedział mu tak niemiłą rzecz o Karamazovach. Tak się śmiejąc trochę, całuskiem dziękuje Kallisto, że go tak pobłogosławiła na swojego szwagra. Słodkie dziecko, prawie tak słodkie jak jej siostra. Ona jednak chyba sama nie wie, że Kallisto ją właśnie sprzedała.
Na chwilę się wyłączyłem z rozmowy, a bo zająłem się wyciąganiem zegarka z kieszeni. Mam taki piękny złoty zegar na łańcuszku a w środku tego zegara mam diamencik, taki no średniej wielkości. I jak pykam, żeby otworzyć pokrywkę, to na jej spodzie widnieje zdjęcie takiej jednej ślicznotki, ale nie powiem czyje to zdjęcie. Chowam zegarek zanim ktoś zajrzy mi przez ramię i patrzę zmęczony to na Kalisto to na Igora.
- A bo ja wiem? Wcale nie przychodzisz ostatnio, jak cię zapraszam moja droga, to się nie poznałaś z panem Aristovem. To już wiesz kto częściej przyjmuje moje zaproszenia....? - unoszę palec pijany przed jej buzię i tak trwam z dwie sekundy, aż się nie rozpromieniam, bo Igorek chyba zauważył, że znów zamierzam mówić o Melpomenie i mnie trzaska w łeb. Kochany!
Dlatego się ogarniam i pokazuję na Kalisto.
- A moja kochana kuzynka jest słuchaj p o w i e ś c i o p i s a r e c z k ą. Więc jak będziesz wystaraczająco ciekawy, to może nawet pojawisz się w jakiejś scenie w jej książce- ruszam brwiami w górę i w dół, żeby zachęcić kolegę do szaleństwa.
Powrót do góry Go down
avatar

bitch, better have my money

Petersburg, Rosja

26 lat

poświst

błękitna

za Starszyzną

dystrybuuję rodzinny alkohol, ściągam długi, udzielam pożyczek i kupuję wasze dusze
http://petersburg.forum.st/t1146-igor-aristov http://petersburg.forum.st/t1185-igor-aristov#4660 http://petersburg.forum.st/t1186-zadza-pieniadza#4676 http://petersburg.forum.st/t1192-zakia#4701
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pią 10 Lis 2017, 18:43
Odległy, orgiastyczny szum wieczornego miasta, kilka metrów kwadratowych odciętej od rzeczywistości loży sprawiedliwych, zwariowana ucieczka przed obowiązkami, zobowiązaniami i samym sobą – trójka zebranych w Pushkin Restaurant była głupcami, inwestując choćby rubla z psychicznego kapitału w tę dziwaczną fantazję, w jaką przeobrazili niepozorne spotkanie przy alkoholu. Fluorescencyjne cienie wyrzutów sumienia (wciąż niewyraźne, wciąż odległe, wciąż tkwiące w półmroku wyparcia) dryfują pod przymkniętymi powiekami, kiedy Igor – pijąc jeszcze jedną kolejkę – sam sobie udowodnia, że alkohol ogłupia. Nic, co ma miejsce tutaj, w loży ozdobionej pustymi i wciąż czekającymi na opróżnienie butelkami, nie może być nawet namiastką rzeczywistości; a już z całą pewnością rzeczywista nie jest Kallisto, która – jak starsza siostra, dobra samarytanka albo ktoś trzeźwy na tyle, by nie mieć sił na potyczki z mocno zawianym Oneginem – uspokajająco gładzi dłonie Leona i nieświadomie (nieracjonalnie) wywołuje tym ostre, ulotne ukłucie zazdrości w przyglądającym się tej scenie Aristovie.
On nie zasłużył?
Nie okazał dość skruchy?
Pewnie dlatego nigdy nie zapraszają gości – mówi spokojnie, zaklinając w tych sześciu słowach ostatni bastion trzeźwości, jaki mu pozostał; gorzki posmak niedocenienia rozmywa się pod wpływem cichego chichotu Leona wyglądającego na tak pozbawionego skruchy jak dziecko, które właśnie podkradło twoje ostatnie czekoladowe ciasteczko. Wypity przed momentem alkohol dotarł do mózgu, przywrócił zdolność w miarę normalnego funkcjonowania, przegnał z umysłu niewyraźne echo smakującego piołunem niezadowolenia. Goria nie potrafi się już gniewać, a już z całą pewnością nie na Leona, którego suto zakrapianą alkoholem wylewność można było albo przetrwać, albo pokojowo się z nią pogodzić. Jego uwagę pochłania zresztą coś ponad – metafizyczny zew pustej szklanki w kobiecej dłoni, badawczy błysk w lśniącej tęczówce i linia ust zawieszona pomiędzy uśmiechem a zniecierpliwionym cmoknięciem. Zakharenko i Aristov, w myśl politycznych niesnasek zaciekli wrogowie, patrzą na siebie przez przezroczyste szkiełko opróżnionej zgrabnymi łyczkami szklanki – jedynej granicy, która jest w stanie ich oddzielić – i przynajmniej jedno z nich zaczyna dowiadywać się czegoś o tym drugim. Kallisto patrzy z łagodnym politowaniem i wyrazem twarzy mówiącym wybaczam ci, jesteś tylko napędzanym pieniędzmi i testosteronem tworem, a Igor nie potrafi wyprowadzić jej z błędu – nie, gdy każdy centymetr odsłoniętej skóry świadczy o tym, jak dobrym i ułożonym chłopcem jest; afrykańska opalenizna przypomina teraz słoneczne pocałunki z nowobogackich kurortów w Soczi, rozchełstana koszula to nonszalancki przejaw wszechposiadana – pieniędzy, przyszłości i kobiet – a swobodny ton bywalca dobrego country-clubu stanowi ślepy gwóźdź zamykający go w trumnie nietrafionych stereotypów.
Na weselu? Niemożliwe, panno Zakharenko – musi wykonać ruch, jakikolwiek ruch, by wyrwać się spod uroku roziskrzonego spojrzenia; jest tylko pijanym samcem, niemal nie zauważa, jak Kallisto bierze go sobie na własność, jak więzi w pustej szklance niby dżinna, jak swobodnie poczyna sobie z pierwszą miłością Aristova – alkoholem. – Nie zmarnowałbym okazji do wspólnego tańca – nieco na oślep, nieco na wyczucie, nieco wiedziony nieuchwytnym dla laika zewem sięgnął po jedną ze stojących na stoliku butelek i nalał trzy hojne porcje przejrzystego, bursztynowego płynu, który może wypalić dziurę w podniebieniu i podobnie działa na mózg. Dopiero wtedy – gdy wznowili proces zalewania się w trupa – zerknął na Leona, natychmiast mamrocząc ostrzegawcze stary. Mógł powiedzieć Oneginowi, że jest nieszanującym uczuć Kallisto dupkiem i że życzy mu, żeby się zesrał swoimi cholernymi diamentami prosto do następnej kolejki wódki – czego, z uwagi na obecność damy, nie uczynił, ograniczając się do niezbyt mocnego, za to skutecznego uderzenia otwartą dłonią w leonową potylicę.
Od kilku lat często podróżuję, to wyjaśnia brak okazji do lepszego… - głos zamarł na moment, spojrzenie odnalazło drogę powrotną do oczu Kallisto, palce mocniej objęły szklankę. – … poznania – dodał spokojnie, analizując wcześniejsze zachowanie Leona; w jego specyficznym sposobie łączenia porywów czułego romantyzmu z jawną pornografią (bo niby co innego mogło tak przyciągnąć uwagę Onegina w zegarkowym zdjęciu?) było coś, co sprawiało, że słuchacz (a przynajmniej Igor) miał ochotę wsadzić palec do elektrycznej, mugolskiej temperówki tylko po to, żeby załagodzić ból. Na szczęście kolejne słowa przyjaciela przyniosły upragniony przez Aristova efekt – ponownie skupiały uwagę na Zakharenko.
Coś takiego – uniesiona do ust szklanka zniekształca wypowiadane słowa, jednak wypity sekundę później łyk alkoholu nadaje kolejnemu pytaniu chropowatą, swobodnie dryfującą w powietrzu dociekliwość, przed którą nie sposób się uchylić. – W jakiej scenie umieściłaby mnie panna najchętniej? – opuszki palców stuknęły o cienkie szkiełko szklanki, kiedy wzrok Igora – zadziwiająco trzeźwy jak na kogoś pijanego – wyłapywał niuanse kobiecej twarzy; jej lekko zmrużone oczy, w których kącikach powstały rysy drobniutkie jak włókna pajęczyny. Była młoda - młoda i jednocześnie stanowczo zbyt dorosła na to, by z takim uporem grać w coś, co nie zaowocuje błyskotliwym finałem.
Powrót do góry Go down
avatar


Odessa, Ukraina

25 lat

medium

błękitna

za Starszyzną

powieściopisarka, wierna córka i siostra
http://petersburg.forum.st/t1085-kallisto-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1119-kallisto-zakharenko#4173 http://petersburg.forum.st/t1095-ta-druga-siostra-zakharenko http://petersburg.forum.st/t1120-cerber#4176
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Czw 21 Gru 2017, 01:22
Owszem, Kallisto woli sprzedać siostrę zaufanemu, niegroźnemu kuzynowi, spokojnej owieczce, która nie skrzywdziłaby nawet muchy; woli również oszczędzić jej wielu matrymonialnych cierpień, tych samych, które każda panna ich statusem musi jakoś znosić. Ale czyż i sam Leon by na tym nie skorzystał? Ustatkowanie i poskładanie na nowo roztrzaskanego serca uszczęśliwiłoby nie tylko samego zainteresowanego, ale i ciotkę Persefonę… na Zeusa, czy to miejsce i ten czas są odpowiednie na rzewne rozpamiętywanie starszych członków rodziny, swoich ciotek i wujków? Może to dlatego nieszczęsna Kalli wpada w szerokie ramiona staropanieństwa?
Pamięcią próbuje przywołać ostatnie tygodnie, chwile w których to odmawiała zaproszeń na słynne leonowe popijawy – niestety wszystko zdaje się rozmywać i splatać w jedną, jednolitą całość, trochę zroszoną mgiełką przygnębienia, trochę nutą zobojętnienia monotonią codzienności. Natrętne myśli zmywa z siebie dzięki następnej, potajemnie unicestwionej kolejce, tym razem zakończonej ostrym kopniakiem wpełzającym na język z samych czeluści gardła. Paskudnego grymasu nie może się pozbyć, ale przynajmniej udaje jej się jakoś zamaskować ubawienie przygodami Leona ze swoim przenośnym świerszczykiem na łańcuszku.  
Spojrzeniem oraz ciałem, mimowolnie lgnie ku Gorii – niekoniecznie mogącym się podzielić świadomością większą od jej kuzyna, ale Kallisto poniekąd odnajduje w tym fascynującą zagwozdkę, taką której intensywny poryw jest możliwy wyłącznie dzięki całkowitej nieznajomości mężczyzny i jego nietrzeźwych zwyczajów. Im bardziej pogrąża się w jego jasnych tęczówkach, tym potężniejsze uczucie zaognionej bezbronności zdaje się ku niej napływać. Nie cierpi tego powodu, dla którego takich jak on bezwzględnie unika, a zwłaszcza po opróżnieniu co najmniej dwóch lampek wina. Wraca na ziemię, do namacalnej rzeczywistości obkutej w dwuznaczne słówka i coraz śmielsze wymiany spojrzeń bez przypisów.
Racja, jest powieściopisareczką i jak cholernie dobrze, że Leon jej o tym przypomina (jak niedobrze, że akurat teraz, gdy musi się tłumaczyć przed nimi niczym oskarżony na rozprawie)
W jakiej scenie? Pomyślmy.
Twardo opiera się o siedzisko, dzielnie walcząc z palącym rumieńcem wdzierającym się na policzki. Nie wie. Nie ma pojęcia – nieumiejętnie, bo zbyt szybko i gwałtownie podany organizmowi alkohol, tymczasowo zawiesza jej umysł w próżni. Ponownie mruży oczy, napotykając tym razem mrowie dryfujących posuwiście gwiazd i farfocli; zza ciężkiego, rozchylającego się wachlarza rzęs, ponownie natrafia na błękitne ślepia - atrybut który już chyba zawsze będzie ją prześladować, jeżeli nie w rodzinnych relacjach, to również tych, dużo mniej odpowiednich. Chociaż u Zakharenko oba zdarzają się zacierać.
Obawiam się, że nie mogę tego powiedzieć na głos. A przynajmniej nie tutaj, w towarzystwie – wyjaśnia tonem przedziwnie ostudzonym z emocji, tak jakby dwuznaczność odpowiedzi nie miała być zamierzona.
Tonuje obu dżentelmenów, samodzielnie nadrabiając przepite już wcześnie kolejki. Przesadza, mocno podsycając piekielny ogień trawiący jej wnętrzności. Chyba udaje jej się skutecznie stłamsić rozgoryczenie dominujące jaźnią jeszcze przed godziną; teraz zaś promienieje, emanuje różanym licem i złotym konfetti wysypującym się z na wpół przymkniętych oczu.
Już jest dobrze.
Zabiła wszystko co ciążyło i było złe, ale to nie mogło wystarczyć.
Na sam koniec są ledwie żywymi, ledwie kroczącymi truchłami. Wydawałoby się, iż ostatnimi gałązkami świadomości podjęła już decyzję, spontaniczną, acz zakomunikowaną sercu. Miała wypełznąć stamtąd pod ramieniem czarującego Aristova, ale uginające się pod jej ciężkim chodem obcasy pokierowały ją w inną stronę – tą bezpieczną, tą nudną, acz boleśnie referującą jej osobę. Przeklęty toast nie wypalił, ale może Leonowi, biednemu Leonowi, los jakimś cudem miał wreszcie zrzucić w ramiona świeżą niewiastę?

Igor, Kallisto i Leon z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Nie 08 Kwi 2018, 20:34
Jaśminowy pobyt w Petersburgu nie miał trwać długo, wynegocjować dobrą cenę jednej z klaczy i wrócić na szlak. Na początku wszystko przeciągnęło się o melanż z Gorią, który raz rozpoczęty, nigdy nie potrafił skończyć się szybko. Potem wesele Wrońskich, zmuszające go do udzielenia się w życiu publicznym petersburskiej elity, tym razem na uchodźctwie. Czy przewidywał wówczas, serię nieszczęśliwych wypadków, która czyhała na niego za następnym rogiem? Kiedy zapowiadało się, że po tej wspaniałej uroczystości, zniknie na zawsze, otrzymał wiadomość z góry o zmianie planów, według których koń miał trafić na Zakharenkovą kwestę. Pojawił się na chwilę przed nią zostawił papiery dotyczące własności i zniknął niezauważony przez nikogo. Potem pojawiła się on, orzeł niosący złe wieści, o czarnym upierzeniu informujący, że błogie lata życia Jasmina Vasilchenki dobiegły końca, czy mu się to podoba, czy nie. Próbował od tego uciec, najpierw poleciał na spotkanie z kuzynką, nie potrafił jednak powiedzieć jej jaki ciężki los spadł na jego ramiona, później spacerując po petersburskich ulicach, zastanawiał się nad sensem ogółu, wpadając na szlak bardzo dziwnego zbiegu zdarzeń. By w końcu, pod presją karcącej ręki sprawiedliwości Zoyki, zaakceptować swój ciężki los.
Tak więc trafili tutaj, do najlepszej restauracji w całym pieprzonym Petersburgu jaką znał, ale którą zwykł omijać szerokim łukiem przez zatęchły odór arystokracji jaki się tu unosił i brak świeżego przepływu myśli.
Siedzą naprzeciwko siebie trochę jak za karę, grzebiąc w swoich mikroskopijnych porcjach i zastanawiając się, czemu los pokarał akurat ich. Gdzie popełnili błąd? Jakby na to nie patrzeć, Vasilchenko zdawał się trafić całkiem dobrze, aż za dobrze, jakby się nad tym chwile dłużej zastanowić.
- Igor Ivanowich przesyła pozdrowienia – przerywa niezręczną ciszę, która zalega między nimi jak ta nieznośna zupa krem z zimnych pomidorów. Jakby chciał jeść zimną zupę to wyjąłby jakieś resztki z lodówki siostry, a nie wydawał tysiące rubli na zupę, której nikomu nawet nie chciało się podgrzać.
Stara się uśmiechnąć, ale chyba pierwszy raz w życiu nie potrafi, wizja ślubnych kajdan zwanych obrączkami wisi nad nim, odbierając całą chęć do życia i konwersacji z uroczą panną Wrońską.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

25 lat

błękitna

za Starszyzną

pianistka
http://petersburg.forum.st/t1214-lucja-wronska http://petersburg.forum.st/t1265-lucja-wronska http://petersburg.forum.st/t1263-mow-do-mnie-szeptem http://petersburg.forum.st/t1267-gowor#5128
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pon 16 Kwi 2018, 19:42
  Migotliwy blichtr jej sukni, spływającej drobnymi, spienionymi falami — zupełnie jak buzująca niczym tonik barwa jej głosu, gdy obdarza go odpowiedziami urywanymi, granymi staccato, w nieśmiałości ich brzmienia zawierającymi wszelkie oznaki górnolotnego, gargantuicznego nieomal piękna zamykającego się w jej drobnej, wątłej posturze. Odkąd Hypnos zechciał ściągnąć z jej powiek sen w wiekuisty niebyt, wyraźnie wychudła, tracąc kobiece atuty zaokrąglające ewentualne kanty postury, pod żarliwym błękitem tęczówek zaś zagościły sinawe cienie, pod którymi przebijała się wyrazistość sieci purpurowych żyłek; Obdarza go jednak spojrzeniem uporczywym, zawierającym w prostocie swego wyrazu całokształt majestatu, który brzemiennie spoczywa nań jako na arystokratce — spogląda na mężczyznę z niebanalnym skupieniem, ważąc każdy drobny gest, puentując go mimowolnym uniesieniem lewego kącika ust, wyrazem swojego niebotycznego piękna sprowadzając nań łaskę bogiń najistotniejszych w ów skromnym mikrokosmosie pamięci. Chce ujrzeć, jak jego wargi wyginają się w pełni figlarnego uśmiechu, sama jednak nie potrafi zdobyć się na szczerość w ów materii — jej serce tłucze mocniej, gdy mości w jego niszy spojrzenie tnące, barwą letniego nieboskłonu kontrastujące z miedzianymi falami loków spływającymi wartko po plecach. Unosi dłoń, zakładając za ucho niesforne kosmyki z urokliwością niewinnego raptem dziewczęcia, którym na samym dnie skarbca duszy pozostaje bezzmiennie.
  Wątły szkielet nieboskłonu, kłaniający się wpół obliczu ziemskiemu został już zabarwiony czernią nieomal rozlanej kawy, gwiazdy zaś, którymi poprzetykana była nocna szata migotliwie mrugały ku istnieniom ludzkim — maleńkim puchom lawirującym pośród betonowego świata. Jej usta opuszcza ciche westchnienie — lecące na ulotnych ramionach niewerbalnego, nieistniejącego motyla, z którego gracją opadło na ciążące przed jej zastygłą w czasie mimiką oblicze mężczyzny, przed którym spoczywa lekko, bojąc się nieomal, iż śmiałością własnego zaklętego gestu ukarze ich w sposób bardziej dojmujący, aniżeli uczyniła to socjeta. W gruncie rzeczy w rytm ów walca był wygrywany od zarania jej przędzony przez Mojry życiorys — chwiejąc się w rytm orkiestr wybijających pory roku, znaczący ścieżki majowe spadzistą, gęstą rosą łez. Drży jej dolna warga, zupełnie jakby pewne niewypowiedziane słowa ciążyły na jej migdałkach, gdy z niejakim przejęciem wpatruje się w fizjonomię Jasmina, którego chce obdarzyć perłami najpiękniejszego z uśmiechów — jej wargi jednak wyginają się w dwuznaczny grymas. Odwraca prędko spojrzenie sodalitu tęczówek, napominając się po raz kolejny w myślach, aby nie spoglądać nań ze zbytkiem wyrachowania, który mimowolnie niejednokrotnie pojawia się w jej wejrzeniu. Obrzuca nim zaś czerń nieba rozmywającego się za szklaną powierzchnią szyby, migotliwość przeklętych gwiazd, w których mrugających oczętach zatracała się przy każdej bezsennie spędzonej nocy, omiecionej przeklętym oddechem Chorzycy.
  — Zastanawia mnie niezmiernie, cóż się dzieje w twojej głowie, Jasminie? Obdarzasz mnie suchym brzmieniem pozdrowienia, nie wyjawiasz zaś, co się gromadzi na dnie twojego serca. A to przecież najciekawszy element tej gry! Nie zaprzeczysz chyba? — zagaja głosem jowialnym, iskry spojrzenia moszcząc ponownie w ciemnym odmęcie tęczówek mężczyzny. Bawi się jeszcze chwilę łyżką, grzebiąc w zimnym kremie z pomidorów, który interesuje ją w równej mierze, co zeszłoroczny śnieg. Nie! Nie to jest szkopułem w tym pozornie niewinnym miejscu, owianym perfumami dam, które wybuchają rubasznym śmiechem na wyszukane anegdoty swoich partnerów. W tym momencie, osnutym ciężką kotarą ich wzajemnej nieprzystępności chodzi o coś zgoła innego, większego, bardziej wyszukanego. Krem z pomidorów nie umywa się do istotności, w której z wolna mościli swoją niszę, wiedząc, iż są na siebie nieodwołalnie skazani.
  Opiera podbródek na dłoni, usiłując ponownie wejrzeć się w niego, każdą z drobnych istotności, którymi barwi świat, chcąc dojrzeć tych iskier ciekawości, które mogą gromadzić się jedynie na samym dnie źrenic. Uchyla nieznacznie wargi, chcąc obdarzyć go późnoletnim sokiem słów, które gromadzą się na samym spodzie serca, nie chcąc wydostać się brzmieniem pośród wątły poblask świecy, która ich dzieli. Zapatrzona w niego niczym w ukochany obrazek nie jest w stanie odnaleźć właściwego dictum na jego istnienie, które zapisuje się coraz wyraźniejszą linią w jej pozornie obojętnym na istotność mężczyzn umyśle. Przez moment, dosłownie ułamek sekundy tkwi jak zaklęta, nie mogąc go wypuścić z jedwabnych kajdanów własnego przejętego spojrzenia, w którym zawiera się najmilsza z pieszczot, którymi jest w stanie go obdarzyć. Odwraca jednak wzrok w popłochu, czując, iż zachowuje się nader niewłaściwie zamykając go w szczerozłotej klatce własnego wejrzenia. Czuje nieomal, jakoby dotykała jego duszy, miejsca, które powinno być odległe dłoniom błękitu, którym go z wolna omiata.
  — Hm, doprawdy frapujące z ciebie stworzenie, Jasminie. Powiem więcej, mało kto wywołuje u mnie taką istną feerię emocji — gdybyś tylko chciał uchylić mi rąbka tajemnicy, która kryje się w twoim spojrzeniu, byłabym wniebowzięta. Bo wyczuwam, a intuicja nigdy mnie nie zawodzi, że jesteś niebywale wyjątkowym istnieniem — nie bierz tego za czcze gadanie panny z socjety, brzydzę się kłamstwem — urywa na krótką chwilę. — Może kiedyś ci coś zagram na pianinie, co ty na to? — zmienia gładko temat, obdarzając go jednym z najznakomitszych swoich uśmiechów.
Powrót do góry Go down
avatar

Kijów, Ukraina

27 lat

błękitna

neutralny

cygan, grajek, wróżbita, czasem pan na włości
http://petersburg.forum.st/t1279-jasmin-vasilchenko#5187 http://petersburg.forum.st/t1286-jasmin-vasilchenko http://petersburg.forum.st/t1285-bania-u-cygana http://petersburg.forum.st/t1287-dumka#5276
PisanieRe: Pushkin Restaurant   Pon 16 Kwi 2018, 21:39
Łucja Vasilchenko.
Powtarza to słowo w myślach wielokrotnie, do znudzenia, przerzygu i momentu, w którym staje się ono wręcz komiczne, całkowicie tracąc swój pierwotny sens. Bawi się układem akcentów, brzmieniem, rozkłada na czynniki pierwsze, wsłuchuje się w dźwięki sylab, głosek, powtarza wspak, od środka, układa w losowej kolejności, wszystko po to by zrozumieć, co tu się tak w ogóle odpieprzyło. Kiedy przewrotny los postanowił złączyć te dwa pozornie oddzielne szlaki? Kto w ogóle, wpadł na tak odważny, wręcz szaleńczo-absurdalny pomysł, że w tym wszystkim może kryć się jakiś przewrotny sens? Komu się to tak naprawdę opłacało? Mógłby myśleć nad tym rok, dekadę, wiek, a nawet wszystkie następne milenia i nadal, nie odnalazłby w tym nic. N i c
Wojna o logikę była tu z góry przegrana, mógł się jej tylko przeglądać, z nadzieją, że przy którymś machnięciu tą cholerną łyżką, uda mu się wyłowić jakieś odpowiedzi. Ostatnia próba, po czym zrezygnowany, z twarzą ozdobioną nienachalnym uśmiechem spogląda w stronę swojej prawdopodobnie przyszłej narzeczonej.
Niepewnie, z lekkim zgaszeniem, podnosi błękitne spojrzenie w stronę panny Wrońskiej. Jeszcze, a może wiecznie? Wpatruje się w nią przez chwilę, niczym w święty obrazek, ucząc się jej od nowa, wyłapując zmiany, świadczące o dojrzałości o tym jak rozkwitła od czasu, kiedy widzieli się ostatni raz, siedem lat temu. Po raz kolejny w tym tygodniu, puszcza sobie przed oczami ten sam film, kolorowe obrazki z czasów szkolnych, kiedy o ukradkiem spoglądał w jej stronę, gdy anonimowo wysyłał jej zasuszone bławatki, z naprędce spisanymi strofami wierszy. Ale cóż to były za wiersze, grafomaństwo w najczystszej postaci, nie wartę papieru ani atramentu, którym były spisywane, a jednak to robił, nie jej pierwszej ani ostatniej.
A jednak ostatniej, a przynajmniej tego pragnęło by szczęśliwe zakończenie. Czy jednak znajdzie się na nie miejsce, czy znowu zrobi coś głupiego?  
Kiedy obok ich stolika przechodzi jakaś anonimowa para, na krótką chwilę owiewa ich mocny zapach kwiatowych perfum. Tak znajome, że mimowolnie, kątem oka, przez ułamek sekundy podążą za przypadkową parą, wpatruje się w plecy kobiety, to nie ona. Żal i radość, mieszają się w sobie, na jeden krótki moment. Szybko jak gdyby nigdy nic, wraca spojrzeniem do Łucji. To na niej musi się skupić, ją oczarować, jej serce skraść. Musi. Powtarza sobie to słowo jeszcze w kilku kontekstach, zanim z enigmatycznym uśmiechem, na śniadej twarzy odpowie.  
- Wybacz w obecnej chwili przewija się tam tylko jedno zdanie, Jasmin nie wyjdź na totalnego kretyna, to jest łyżka nią się nabiera zupę i wkłada do ust. – Jakby w próbie udowodnienia swoich słów, po raz kolejny na chwilę bierze do ręki tą nieszczęsną łyżkę i podnosi ją lekko do góry. Bez przekonania, przez chwilę śmieje się z własnego nieśmiesznego żartu po czym, wzdychając ciężko dodaje.  - Pewnie wychodzę na kretyna, ale na usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że jestem oszołomiony naszym spotkaniem, a twe spojrzenie odbiera mi resztki jasności umysłu, choć pewnie część moich przyjaciół zasugerowałoby, że nigdy nie miałem jej zbyt.
Odcina się od otaczającego go świata i teraz przygląda się jedynie Łucji, pozwala swoim myślom wolno krążyć wokół rysów jej twarzy, które zdawały się wyostrzyć się od czasów szkolnych, a może nigdy tego nie zauważył, bo nie przyglądał się jej z tak bliska? Temu jak opiera się na własnej, drobnej rączce i wpatruje w niego, jakby w jego oczach pragnęła wyczytać całą jego przeszłość.
- Jesteś dla mnie za dobra Łucjo. Czy mogę się tak do ciebie zwracać? Czy nie będzie to zbyt wielkim nietaktem z mojej strony? Nie chciałbym zostać uznany za większego dzikusa i ekscentryka, niż jest to w moim przypadku konieczne? A może wolałabyś bym nazywał się Panną, Panną Łucją, a w momencie całkowitego przypływu poetycznego uniesienia Eos Różanopalcą Boginią Jutrzenki? Nie  mylisz się pani, jest we mnie jakaś inność, jednak gatunki mi podobne nie są mile widziane na salonach. Wypominają nam zuchwałość, brak ogłady i ogrom niepotrzebnej brawury, trudno o zachowanie dobrych manier, kiedy miesiącami przemierza się samotnie mongolskie stepy, oprócz gwiazd i konia nie mając żadnych towarzyszy. Jednak to nie jest interesujące, na pewno nie chcesz słuchać o odciskach i trudach, włóczykijskiego życia. – Bierze do ust kieliszek z winem i macza w nim usta. - Nie będę mógł się doczekać, a w czymś się specjalizujesz? Co ci w duszy gra?
Powrót do góry Go down
 
Pushkin Restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: