Навигация

Pokój sypialniany
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Pokój sypialniany

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar

PisaniePokój sypialniany   Sob 25 Mar 2017, 20:43
Pokój sypialniany

Połączenie sypialni z salonem. Pokój jest podzielony na dwie części przez parawan, aby umożliwić zachowanie jakiejś prywatności mieszkańcom. To właśnie stąd można przejść na balkon. Samo pomieszczenie jest zrobione w stonowanych, brązowych kolorach, z jednym obrazem przedstawiającym miskę owoców. Prócz tego można tu znaleźć jednoosobowe łóżko i rozkładaną kanapę robiącą za takowe, dwie małe szafki i lekko podniszczoną, choć dalej nieźle wyglądającą meblościankę doskonale pamiętającą czasy PRL-u.

Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Wto 20 Cze 2017, 23:02
Bruno przywykł do małych zatłoczonych pomieszczeń. Kiedy się wynajmuje kawalerkę na poddaszu, i to w dodatku na spółkę nie ma innej rady jak przywyknąć. Ale w końcu zabrał się z kuchni Bogny, zabierając talerz kanapek. Nie spodziewał się jedzenia, na pewno nie w takich ilościach (głównie oczekiwał niezręcznej ciszy i dziwnej polskiej muzyki), więc Nicicka z koleżankami strzeliły sobie plusa u wiecznie głodnego Chorwata. Choćbyś chciał, rosnący chłopcze, nie zerwiesz ze stereotypem wiecznie nienakarmionej sieroty. A tak się zwykle myśli o studentach… równie dobrze już mógł pójść coś studiować, skoro nie wymiga się od przesądu.
Może mógłby wtedy wyciągnąć z kieszeni mądrą książkę i zasiąść na popeerelowskiej kanapie z wyniosłą miną i brakiem zainteresowania dla kanapek. Pasowałaby do niego literatura czeska, nie musiałby udawać, że rozumie; albo surrealistyczne dramaty. Te, które towarzyszyły mu w życiu były stanowczo zbyt mocno osadzone w rzeczywistości. Ale że nie studiował, toteż nie miał ze sobą mądrej książki. W małej kawalerce niemal wszystkie należały do Valtera i skutecznie go odstraszały. Wyciągnął więc zamiast tego z kieszeni paczkę papierosów i stanął przy uchylonym oknie. W „salonie” nie było jeszcze nikogo, więc przynajmniej miał pewność, że nikt nie zabroni mu zapalić. Przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu zapałek (gdy szukał za pierwszym razem nigdy nie miał ich przy sobie, a potem dziwnym trafem zawsze znalazły się w kieszeni spodni). Odpalił spokojnie i zaciągnął się, rozglądając po pokoju. Był zaledwie niewiele większy od jego „komnat sypialnych” w mieszkanku kilka ulic dalej, co trochę podreperowało mu poczucie własnej wartości: oto nie był najbiedniejszym człowiekiem w Petersburgu. Albo przynajmniej przepaść nie była tak duża, jak mógłby się obawiać.
Szybko wrócił do wyglądania przez okno. Widok nie był zachwycający, szare podwórko jakich pełno przy blokowiskach. Trzepak, rozlatująca się szopka, kilkoro pijaczyn zbierających na butelkę. Dobrze znał te klimaty, może dlatego nie zwiewał jeszcze z imprezy, gdzie pieprz rośnie. Gdyby zaproszono go do przestronnego mieszkania z wysokimi sufitami na Eufrozynie pewnie z chęcią by obejrzał, może coś zwędził i po pięciu minutach pożegnał się.
Ale tu jest w porządku. Paliło się całkiem jak w domu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Nie 25 Cze 2017, 21:07
Świadomość misji, nawet tak błahej jak przeniesienie kanapek i kieliszków do salonu, skutecznie pomaga mi uspokoić myśli. Kanapki przejął Bruno, więc ja chwytam kieliszki, stawiam je wszystkie na jednej z szafek, tej większej. Najpierw w jednym miejscu, przyglądając się uważnie możliwościom znalezienia się w tym miejscu przez wszystkich obecnych. Cała otoczka imprezowa nagle niknie gdzieś w tle, bo skupiona jestem jedynie na tym, by jak najlepiej wykonać moje zadanie. Czy to już syndrom studenta kursu bezpieczeństwa? Że należy rozkaz wykonać jak najlepiej i dopiero wtedy można myśleć o czymkolwiek innym? Możliwe. Przesuwając kieliszki czuję się trochę jak strateg nad mapą. Moje pionki są jednak szklane a mapą jest blat szafki. Nie mogło być lepiej, Onegina, naprawdę. Z jednej skrajności w drugą skrajność.
Unoszę jednak głowę do góry, bo coś mi nie pasuje. Najpierw dźwięk, mogę przysiąść, że są to zapałki. Trzask siarczanej główki o draskę, później charakterystyczny zapach. Prostuję się, powoli, już bez żołnierskiego zapału. Wracam do bycia jedynie panną, która chce uciec od kryształowych pałaców. Nie zauważam nawet, gdy kąciki moich ust idą do góry.
Lubię obserwować ludzi. Znacznie lepiej odnajduję się w sytuacjach, gdy nie muszę dużo mówić, gdy wystarczy jedynie komfortowa cisza pomiędzy dwójką ludzi. Przez moment jeszcze udaję, że okropnie interesują mnie kieliszki i kanapki, chociaż nie mają one dla mnie w tej chwili żadnego znaczenia. Owszem, kieliszki zaraz będą czymś napełnione, kanapki wyglądają wyjątkowo zachęcająco, zaraz dołączą do nich pierogi. Uczta jakich mało.
Był tylko jeden problem i znajdował się on także w tym pokoju. Bruno Mrkšić. Koegzystowaliśmy w tym świecie obok siebie przez tyle lat, a jednak nie udało nam się nigdy, przynajmniej świadomie, nawiązać jakiejś relacji. Teraz była do tego idealna okazja, jednak nagle czuję, że kolana się pode mną uginają, gdzieś tam w środku mam jeszcze poczucie winy (cholerna chustka i moje problemy z przepraszaniem ludzi!). Pierwszy krok już mamy za sobą, jesteśmy nieformalnie poznani. Wiemy jak wyglądamy, na sam początek to już dużo.
Jeżeli mam kiedyś zostać żołnierzem, nie mogę się bać. Podejmuję decyzję i już chwilę później sama wyglądam przez okno, na trzepak, szopkę i pijaków. Sielsko, jak na Petersburg.
- Coś ci się stało w palec. - zauważam już chyba odruchowo, głosem cichym i miękkim na tyle, że w kuchni pewnie zniknąłby wśród wszystkich odgłosów walki z garnkami i talerzami. Zadra jest niewielka, prawie niewidoczna. Pewnie skaleczył się w trakcie szycia, takie rzeczy się zdarzały. - Dita Onegina, twój brat dużo mi o tobie opowiadał. - przedstawiam się, wyciągając do niego prawą dłoń. Jakoś trzeba zacząć, prawda? Nie jestem najlepszą osobą do rozpoczynania znajomości, jak widać, idzie mi to niezwykle opornie. Ale nadal się staram, zasługuję na medal. Albo chociaż uśmiech.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Pon 10 Lip 2017, 17:01
Popiół spadł z końca papierosa i byłby upadł wprost na głowę jednego z drobnych pijaczków (ortalion i szare dresy, klasa), gdyby nie wiatr, który rozproszył go w powietrzu. Wszystko w tym mieście ginie jak ten popiół, prędzej czy później wtapiając się w szarobure tło. Bruno na dobrą sprawę od samego początku swojej zinstytucjonalizowanej egzystencji był częścią jakiejś świadomości zbiorowej. Wszystkie dzieciaki w sierocińcu szybko uczyły się wpasować w te same schematy myślowe, potem należał do grona uczniów Koldovstoretz, by skończyć wśród typów snujących się po uliczkach Mahala na zmianę z krawcami myślącymi w rytm szumu maszyn do szycia. W Rosji zresztą indywidualizm nigdy nie był popularny, czemu miałby się więc wyróżniać? A jest to tym trudniejsze, że jest z kim go pomylić.
Dita nie pomyliła się pierwsza i na pewno nie jest też ostatnią, która się pomyli i ktoś kiedyś jemu zamiast Karlo przyłoży bez pytania, bo nie oddaje pieniędzy. Przyjemniej zdecydowanie było „znosić” takie spotkania jak to, dzięki któremu w ogóle znalazł się na domówce Bogny – Dita rozpoznała w nim brata bliźniaka i zachęciła, by przyszedł. Nie opowiedział Karlo o spotkaniu z jego dawną koleżanką. Jutro mu powie, albo jeszcze dzisiaj. Prędzej czy później mówili sobie o wszystkim.
- A mnie opowiadał o tobie. I jednak nie bujał. – owszem, zasługuje na medal, ale na medale nie stać naszego krawczyka. Niech więc będzie tylko uśmiech i to nawet nie taki, którym częstował ją w Scheherezade. Tam, znad lampki drogiego wina, uśmiechał się do niej udawany Karlo, a tu ten drugi Chorwat nie miał się już za czym ukryć. Dziewczyna szybko się zorientuje, że łobuz, który oddał jej kiedyś swoją chusteczkę jest chyba jednak ciekawszy niż jego ciotowaty brat, który tę chusteczkę uszył. Gołym okiem było widać, że – choć byli identycznej budowy – Bruno zajmuje w pokoju jakby mniej miejsca niż Karlo. Że gdyby był w pokoju ktoś jeszcze, można by wcale go nie zauważyć, mógłby być w tym wnętrzu elementem wystroju. Że chociaż palił w otwartym oknie i splunął przed chwilą w kierunku piaskownicy i bawiących się dzieci, dobrze skrojona wielobarwna kamizelka uszyta ze ścinków materiału i poranione ręce nie pasują do niego dziwacznie. Spojrzał na swoje dłonie z mieszaniną zażenowania i rozbawienia. Mogłaby sobie przypomnieć, że miał już wcześniej te blizny, choć był wtedy Karlo. Gdyby przyglądała się dłoniom, a nie twarzy, na której widok tak się ucieszyła, być może mogłaby się domyślić, że coś jest nie tak.
- Musiałem się skaleczyć przy pracy. – wzruszył ramionami i, by odwrócić jej uwagę, szybko chwycił w dłoń papierową paczkę z papierosami. – Chcesz? – jak to zwykle bywa, pewnie zainteresowała się Karlo, bo był nowością, nieznaną rzeczą, przepustką do zupełnie innego świata niż ten, w którym żyje na co dzień. A nie ma lepszej wizytówki dla tego świata niż śmierdzące tanie papierosy.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Czw 13 Lip 2017, 23:18
Mam mojej rodzinie za złe, że wychowali mnie za dobrze. Przecież gdyby dane mi było wejść chociaż raz, w samych tylko białych skarpetkach w błoto, świat by się nie skończył. Gdybym chociaż raz, spacerując z ojcem po ulicach Jekaterynburga, wyrwała mu się z objęć i wskoczyła w futrze w zaspę czarną od zanieczyszczeń samochodów i zaczęła rysować swym ciałem orły na śniegu - tak samo. Zazdrościłam i zazdroszczę do tej pory dzieciom zapracowanej klasy średniej, które mogły o wiele więcej ode mnie. Chciałam choć raz, w ciepłą, jak na standardy mego miasta, letnią noc spotkać się z moimi przyjaciółmi sama, bez niczyjej asysty. Zrzucilibyśmy się wtedy w piątkę na butelkę taniego wina, butelka krążyłaby wokół nas, a my krążylibyśmy po głównych arteriach miasta, prawdopodobnie prosząc się o kłopoty bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Takie doświadczenia, jestem o tym przekonana, na pewno sprawiłyby, że nie byłabym tą samą osobą, którą jestem teraz. Przybliżyłyby mnie do życia zwykłych ludzi, zrozumiałabym bardziej, co może wydarzyć się zarówno tutaj, w tym mieszkaniu. O czym myśli Valter, który potrącił mnie jeszcze w kuchni (mam na ten temat co prawda swoją teorię, że zgryźliwy charakter tego chłopaka dał o sobie znać bardziej po zakończeniu Koldovstoretz). Może byłabym w stanie lepiej zareagować na to, co mówił do mnie Bruno?
Bo przecież teraz, kompletnie zawstydzona, mam dwie opcje. Albo zasłonić sobie twarz dłońmi i uciec gdzieś, zapewne znów do kuchni albo na balkon, może do przedpokoju, niczym spłoszona łania. Nie jestem w stanie uśmiechnąć się do niego pewnie, spojrzeć mu w oczy i zrzucając włosy z ramion powiedzieć, że jestem tego świadoma. Bo nie jestem. Zostaje druga droga ucieczki, przez okno. Staję na palcach, przenoszę ciężar ciała na łokcie, którymi opieram się na parapecie i wychylam trochę bardziej, niczym łobuziak z bloku z wielkiej płyty, którego głównym hobby jest opluwanie ludzi, którzy idą ulicą pod jego oknem.
- Chyba miał dobry humor... - odpowiadam w końcu, nadal odrobinę zmieszana. Zakładam, że musiał być zadowolony z naszego spotkania, skoro poświęcił mi tyle czasu. Nie wydaje mi się, by nagle stał się mocno sentymentalny i pozwalał sobie na takie zachowania ze względu na stare znajomości. Zakładam też, że bratu mówił więcej dobrych, niż złych rzeczy.
Wykorzystuję parę chwil, by posłać mu kilka krótkich, jakby spłoszonych spojrzeń. Nie chcę się na niego tak obcesowo gapić - ale muszę przyznać sama przed sobą, że gdyby nie fakt, że został przedstawiony imieniem Bruno i ta kamizelka (swoją drogą klimatem przywodziła mi na myśl poetów z lat 20., jednak bardziej od Moskwy, czy Petersburga, swym stylem przypominała mi Paryż. Może to kwestia patchworku?) - dałabym sobie rękę uciąć, że on i Karlo to ta sama osoba. Na całe szczęście nie składam takich przyrzeczeń na głos - jeżeli Karlo faktycznie zjawi się na imprezie i będą fizycznie dwaj, okaże się, że mogę zostać pierwszym w historii oficerem Białej Gwardii bez ręki. Wolę się jednak nie wyróżniać aż w takim stopniu.
Na jego słowa kiwam głową ze zrozumieniem - o ile pamiętam jest krawcem, takie rzeczy w tym zawodzie się zdarzają. Pewnie kamizelka, która tak bardzo mnie zajęła, też jest jego kreacją. Nie dziwi mnie to, przecież będąc jeszcze małym chłopcem szył chusteczki z koszuli. To naturalna droga uzdolnionego krawca, chociaż mawiają, że szewc bez butów chodzi. Może ten był wyjątkiem? Staję znów na całych stopach, zatrzymując na moment dreszczyk emocji związany balansowaniem na krawędzi okna.
Wzrok kieruję na papierową paczkę, na moich ustach krąży gdzieś zmieszany uśmiech. Bo w moich fantazjach o tanim winie jest jeszcze wspomnienie wrzucania niedopałków do owej butelki. Palić... jakoś też nigdy nie paliłam.
Ale może to dobry moment, by zacząć poznawać ten świat?
- Chętnie. Oddam przy następnej okazji. - tym razem już się nie waham. Ostatnie zdanie wymawiam natomiast z pewnym dziwnym namaszczeniem, jakby była to reguła, którą zawsze trzeba wypowiedzieć, gdy zgadzasz się przyjąć od kogoś akurat papierosa. Słyszałam ją na ulicy tyle razy, że wydaje mi się wręcz oburzająco niestosowne w gronie palaczy, by nie doszło do jej użycia. Papieros, który chwytam w dwa palce i wysuwam z paczki zapisuję więc na mojej liście rzeczy, które jestem winna Bruno. Chustka, papieros. No ładnie, Onegina, zaczynasz znajomość z porządnym długiem.
Przynajmniej nie muszę prosić go o zapałki. Nie, że mam własne, ale pamiętam, że pomimo swojej zgryźliwości względem mnie, Valter nauczył mnie kiedyś pewnego zaklęcia. Już dawno go nie próbowałam, ale czemu nie wykonać go teraz?
Wsuwam papieros w usta i przytrzymuję go zębami, delikatnie, by nie przerwać bibułki. Z kieszeni wyciągam swą różdżkę, wykonuję odpowiedni obrót i szepcę:
- Ognit. - płomyk, który miał się pojawić na końcu różdżki nie jest wielki, wygląda bardziej jak cień i gdyby nie mój prawie wrodzony refleks, pewnie znikłby, zanim spotkałby się z papierosem. Na całe szczęście dzieje się inaczej, a do tego dochodzi mi kolejny powód, dla którego powinnam ćwiczyć magię użytkową. Nie wszystko przecież da się załatwić siłą.
Bez zbędnego gadania zaciągam się papierosem, znów kopiując trochę wszystkich palących przechodniów, jakich dane mi było zobaczyć w całym życiu. Trochę podpatruję i Bruna, który nagle stał się dla mnie w tych sprawach autorytetem. Dym drażni podniebienie, ścianę gardła. Staram się wstrzymać kaszel. W oczach stają mi łzy, a ja znów wychylam się przez okno, jakby w nadziei, że nie spojrzy. Wypuszczam z ust dym, ukradkiem wycieram efekt mojego braku doświadczenia. Przyzwyczaję się.


Ostatnio zmieniony przez Afrodita Onegina dnia Czw 13 Lip 2017, 23:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

PisanieRe: Pokój sypialniany   Czw 13 Lip 2017, 23:18
The member 'Afrodita Onegina' has done the following action : Kostki


'k6' : 4
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Sob 22 Lip 2017, 00:11
Jak się okazuje na przykładzie Dity – brak rodziny to jednocześnie więcej i mniej problemów na głowie. Sierocie przysługuje zupełnie inny wymiar swobody, który tylko wobec wyobrażeń o życiu z kochającymi mamą i papą może wydać się krzywdzący. W pakiecie dostaje także minimalne wychowanie i całkiem sporo rozczarowań, które w momencie ich  weryfikacji z rzeczywistością mogą przynieść zaskakującą przyjemność w dalszym życiu. Ani kraj, w którym mieszkał ani czasy nie pozwalały sierotom na krzywdowanie sobie z tego względu: trzeba było próbować pójść z życiem naprzód i coraz bardziej męczyć się, gdy po raz kolejny wychodzi na jaw, że tkwisz wciąż w tym samym miejscu.
Z okienka jego kawalerki dzielonej z Nikolaevem roztaczał się identyczny widok. Takie samo szare podwórko, cisza poprzetykana była nie dźwiękami muzyki klasycznej z okien, a przekleństwami zarówno wprawionych staruszków i dopiero uczących się życia młodzieniaszków. Zwyczajni ludzie. Oparty o parapet zerknął kątem oka na dziewczynę, która nie była jedną z nich. Stali tak blisko siebie w wąskim okienku, że niemal stykali się ramionami, a Bruno czuł jej pudrowy dziewczęcy zapach. Białe rękawiczki, białe skarpetki, sztywny kołnierzyk przy sukience, a zza grzecznych uśmiechów nijak nie mógł dopatrzeć się zazdrości, która ją męczyła. Nie wyobrażał sobie, by mogła chcieć zamienić się z nim na cokolwiek w życiu (chyba że byłaby to praktyczna umiejętność sikania na stojąco) i nie spodziewał się kiedykolwiek od niej o tym usłyszeć. Ale jeszcze dwa miesiące temu nie spodziewał się w ogóle z nią rozmawiać, więc kto wie. Zaletą niskiego pochodzenia był brak planów i duża tolerancja na zaskoczenie.
Mogłaby wyskoczyć. Gdyby zajrzał jej w oczy być może rozpoznałby strach. Strach, którego nie znał, spędzając całe dnie latem siedząc na parapecie z nogami wywieszonymi na zewnątrz. Zdarzało mu się spluwać na przechodniów, zarabiając od niektórych mnóstwo gróźb, wygrażanie pięścią, rzucanie kamieniami. Kiedy Afrodita tak się wychylała, by łyknąć nieco brudnego miejskiego powietrza, wyobraził sobie ją w identycznym położeniu i z ledwością powstrzymał śmiech. Podczas gdy on wtapiał się w pokoik, ona pasowała do niego jak pięść do nosa. Pokręcił głową i odwrócił wzrok, gdy odrobina śmiechu jednak wydostała się na świat.
- Chyba tak. – obserwowanie dziewczyny w obcym środowisku i obcej sytuacji rzeczywiście poprawiało mu humor, choć domyślał się, że gdyby to on wylądował w jej codzienności, cierpiałby katusze w każdej minucie i wcale nie byłoby mu do śmiechu. Na samą myśl o krynolinach, w które trzeba się wbić przed imprezą, dziesiątkach książek do przeczytania żeby z kimś porozmawiać „na poziomie” i używaniu co najmniej pięciu różnych widelczyków, by najeść się na śniadanie przechodziły go dreszcze. Poza tym myślał sobie, że lepiej już nie mieć ojca ani matki niż użerać się z dwójką zgorzkniałych snobów żyjących ze sobą dla interesu. Trudno było mu tak to rozsądzić w milczeniu, więc zostawiając Ditę jej marzeniom o locie w dół spojrzał tam gdzie ona.
Zgromadzenie pijaczków i pusta piaskownica nie należą do widoków fascynujących (chyba że pomiędzy osiedlowymi tygrysami rozgorzałaby bójka), lecz za każdym razem gdy przypadkowo podniósł wzrok na dziewczynę akurat wtedy, gdy i ona na niego spoglądała, uparcie odwracał wzrok i wbijał go w szarawy piasek jakby mógł stanowić źródło odwagi i charyzmy. Głupio byłoby mu przyznać się, że jest zwyczajnie nieśmiały, bo takie chłopaki, co klną jak szewcy (albo krawcy w tym przypadku), plują z okien i chleją na umór w środku tygodnia nie bywają po prostu nieśmiali. Zwykle raczej nie mają wstydu i jemu podobnych cech, ale skądś się jakoś u Brunona wzięło to zahukanie.
Obserwował za to czujnie, jak panienka częstuje się papierosem. Nie miał jej do zaoferowania eleganckiej cygarniczki, z której korzystają panie z wyższych sfer, ale Dita chyba takiej nie potrzebowała. Albo, jak domyślał się po jej niepewnych ruchach, nie wiedziałaby jak jej używać tak samo jak chyba nie umiała palić.
- Nie ma potrzeby. – zaoponował od razu, przekonany, że by oddać mu jednego Dita będzie zmuszona kupić całą paczkę, z której nic potem nie wypali, a to mijało się z celem. Choć rzeczywiście zapewnienia o oddawaniu fajek stały się już swoistą regułą mało kto przestrzegał jej naprawdę. Bruno chyba jeszcze w życiu ani jednego nie oddał, więc niech chociaż raz jest sprawiedliwie i obędzie się bez tej pustej formułki. Chyba że tym „następnym razem” Dita próbowała zapewnić sobie miejsce w jego przyszłości. Nie wśród spraw poważnych, nie gdzieś pośrodku nudy człowieka pracującego od rana do nocy nad tym samym. W przyszłości niejasnej i już przegranej na dobrą sprawę; w wieczorach i nocach, których nie sposób zaplanować, w chwilach, które mogłyby zostać uwiecznione na fotografii. Takie chwile nie potrzebują powodów, które do nich doprowadzają, nie wymagają wytłumaczenia potrzeby nieprzytomności, która towarzyszy w nich ludziom. Trzeba z nich uciec zanim skończy się noc i człowiek obudzi się z kacem.
Dokładnie tak, jak oczekiwał, Afrodita nie była zaznajomiona z gryzącym dymem tytoniowym w gardle. Z małym uśmieszkiem, któremu niewiele brakowało do protekcjonalnie wrednego grymasu poklepał ją delikatnie po plecach.
- Przyzwyczaisz się. – zapewnił konspiracyjnym półgłosem, choć w pokoju chyba nadal nikogo nie było. Niecodzienny widok perfekcyjnie wychowanej panienki z papierosem był wręcz rozbrajający, ale Bruno chyba już rozumiał, dlaczego po niego sięgnęła. Według jego przemyśleń było to mniej więcej z tego samego powodu, dla którego on ilekroć w pracy zaczepiała go panna Wrońska jakby odruchowo prostował się, wygładzał ubrania i starał się mówić ładnie i melodyjnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Pią 28 Lip 2017, 21:25
W pierwszej chwili po zaciągnięciu zatrzymałam się jakby w czasie, zamarłam w bezruchu, przyglądając się z przerażeniem papierosowi. Nie, nie dlatego, że zakasłałam, co samo w sobie było już trochę krępujące. Nagle przejęłam się tym, że dym przeniknie ubrania, jakie miałam na sobie. Szczególnie zaś rękawiczki, z którymi przecież prawie się nie rozstawałam. Wsunęłam więc papierosa w usta, przytrzymałam zębami i szybko pozbyłam się ich z dłoni, odkładając na parapecie.
Miałam nadzieję, że nie podzieli mojego nawyku patrzenia ludziom na dłonie. Moje w końcu nie pasowały do reszty ciała tak samo jak... ja do tego pokoju. Widoczne rozległe blizny po oparzeniach po prostu nie mogły prezentować się ładnie. Stanęłam jednak przed wyborem - dla innych pewnie błahym, dla mnie wybitnie tragicznym. Nie chciałam się jednak tłumaczyć Aisie skąd ten zapach (damy nie palą, a jak już, to starsze i takie długie fajki, nie najtańsze fajki z kiosku pod blokiem z wielkiej płyty). Z drugiej strony Bogna mówiła, że mamy się czuć tu jak u siebie. Tylko w domu przecież ściągałam rękawiczki, więc powiedzmy, że po prostu dostosowywałam się do jej wskazówek.
- Tak mówisz? - staram się zakryć swoje zakłopotanie, ale chyba nie wychodzi. Chcę myśleć, że jest inaczej, ale (przepraszam za określenie) prości ludzie potrafią przejrzeć wszystkie maski patrycjuszy. Zaciągam się jednak jeszcze raz, jakby na siłę, znów kaszlę, jednak trochę mniej. Wypuszczam dym, wychylając się przez okno. Ten miesza się z resztą odcieni szarości miasta. Dopiero gdy dresy na ławce zaczynają spoglądać w moją stronę chowam się na powrót w mieszkaniu. Nie lubię takich typów, mają duży potencjał na robienie zamieszania. A zwalczanie takowego będzie w przyszłości moją pracą.
- Karlo mówił ci, czy będzie? Zapraszałam go... - zaczęłam cicho, bo impreza powoli, bo powoli, ale jednak się rozkręcała, a jego ani śladu. Martwiłam się o niego odrobinę, przecież wszyscy wiedzieli, że ma w sobie coś, co sprawia, że kłopoty przychodzą do niego same, nawet jeżeli o nie nie zabiega. Co, jeżeli ktoś go zaczepił w bramie? Byłam święcie przekonana, że nie przepuściłby takiej zniewagi i pewnie skończyłoby się na bijatyce. Nie wiem czemu tak bardzo się o niego bałam. Przecież nasze relacje należało analizować raczej w kontekście przeszłości niż teraźniejszości. A może nie potrafiłam tak po prostu zostawić tego, kto kiedyś tyle dla mnie znaczył?
Westchnęłam cicho, chwilę później wykonując gest, nad którym nawet się nie zastanawiałam. Moja dłoń tak po prostu znalazła się na ułamek sekundy na jego ramieniu.
- Ale dobrze, że chociaż ty dotarłeś bez przygód. Jesteś naprawdę miły, byłaby szkoda, gdybyśmy mieli się znowu minąć. - głupia deklaracja bez żadnego celu? Wręcz przeciwnie. Takie miałam o nim zdanie, oczywiście po pierwszym kontakcie. Nie chciałam też, żeby brał się za zastępstwo dla swojego brata. Byli jednocześnie tak bardzo podobni i tak różni - jednak każdy z nich miał swój urok. Ten Bruno był szczególny, choć nadal jeszcze nie mogłam zidentyfikować tego, co tak naprawdę mnie do niego ciągnęło.
A może nie było potrzeby się w to zagłębiać? Człowiek śpi spokojniej, gdy nie wie wielu rzeczy.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Nie 30 Lip 2017, 22:35
Najspokojniej to człowiek śpi zalany w trzy dupy: zapomina wtedy nawet to niewiele, które wie i nic nie robi różnicy. Bywały takie dni w życiu, gdy bez takiej terapii nie mógł zasypiać, więc zapominał. Uporczywie i nie przejmując się, co będzie miał w środku, gdy już o wszystkim zapomni.
(Zostałaby mu pamięć poranionych palców i oczu znużonych widokiem sweterka z rękawem do zacerowania.)
Proste samo w sobie zasady, czy to więc dość, by ostatecznie sklasyfikować Bruno jako człowieka prostego? Najprawdopodobniej i nie byłby to nawet błąd czy obraza. Brakowało mu w końcu ogłady, głębi, przenikliwości. Była tylko głowa do interesów i do zmyślania, kiedy się chce dziewczynie zaimponować. Proste.
Typki z podwórka zauważyły parkę w okienku. Ani ich słowa ani miny nie docierały w pole percepcji Bruna, więc nie przejmował się nimi zbytnio, ale odwrócił wzrok. W samą porę, by zobaczyć jak Afrodita ściąga rękawiczki i nie udało mu się spojrzeć gdzie indziej, choć w tej chwili dziewczyna jakby próbowała schować się przed jego wzrokiem. Pamiętał te rękawiczki jeszcze po tym, jak zapomniał szczegóły twarzy Dity i gdzie w ogóle poszli po tym przypadkowym spotkaniu w parku. Misternie wykończone, śnieżnobiałe i ta gipiurowa koronka. Nigdy wcześniej nie widział, by ktoś naprawdę jeszcze nosił takie rękawiczki. Cóż rzec, to, co w świecie ludzi prostych było tragicznie przestarzałe i wręcz śmieszne, wśród arystokratów ceniono jako przedłużanie tradycji ubioru i wyraz elegancji.
Bruno patrzył jak urzeczony, jak materiał zsuwa się z delikatnych dłoni. I zrozumiał. Syk, który zalągł mu się w ustach zagłuszył, przytykając do nich papierosa i wciągając dym. Ale nie umiał oderwać oczu. Nie poczuł przerażenia – nie patrzył nieruchomo jak zwierzę uwięzione w światłach reflektora samochodu – widział już takie blizny. Okładał wodą i octem, machał na nie ręką. Nie poczuł obrzydzenia ani zdziwienia; nie do końca rozumiał, prawdę powiedziawszy, co aż tak mocno przykuwało jego wzrok do zabliźnionych dłoni, ale Bruno jest prostym człowiekiem. Nie musi umieć nazwać emocji, by czuć. Nie przejmuje się wszak takimi drobiazgami, a wszystko by lepiej potem spać. Proszę, jaki zdrowy tryb życia wynika z prostoty.
Karlo. Mając znajomy punkt zaczepienia, Bruno w końcu odwiódł spojrzenie od rąk Dity i wyjrzał przez okno, tym razem nie spoglądając na zaciekawionych typków w ortalionach. Karlo. Wystarczyłoby jedno „wypluj to, skurwysynu” gdzieś z oddali, by poznał, że brat jest w opałach. Czy rzuciłby się na ratunek, w dzisiejszych rozważaniach pozostanie kwestią sporną. Dita pewnie rzuciłaby się. W końcu to na niego czekała.
- Raczej nie. – powiedział, siląc się na obojętność. Wzruszył ramionami. Pięknie. Robił teraz z bliźniaka gbura i niewdzięcznika, choć wcale nie był pewien, czy Karlo nie przyjdzie. O ile zaproszenie Dity z oczywistych przyczyn nie dotarło do niego, w mieszkaniu Polki zebrało się sporo ich wspólnych znajomych. A Karlo nawet wśród nieznajomych mógłby znaleźć się nagle, a po imprezie wyjść z tuzinem nowych najlepszych przyjaciół. Albo z tuzinem wybitych zębów, ale – tak czy inaczej – zadowolony.
Jesteś miły. Bruno nie miał pojęcia, jak zareagować na ten banał. Przekaz, co prawda był jasny i zrozumiał go bez przeszkód, ale za nic nie spodziewałby się, że zostanie takim uraczony po kilku minutach niezręcznej rozmowy. Nie żeby teraz zrobiła się mniej niezręczna.
Mógłby posłuchać dalej. W końcu ciekawiło go, jaki jeszcze był. Ale że Bruno jest jednym z ludzi prostych, pewnie na miłym by się skończyło, więc dla dobra konwersacji – a także z braku obycia – zerknął na nieosłoniętą dłoń dotykającą jego ramienia i prosto z mostu zapytał:
- Skąd masz te blizny?
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Pon 31 Lip 2017, 17:45
Oczywiście, że mógł nie wiedzieć, że ktoś może w tych czasach jeszcze nosić podobne rękawiczki, co moje.
Gdyby nie to, co wydarzyło się jeszcze na przedostatnim roku w Koldovstoretz, sama bym ich nie nosiła. Może jedynie zmuszona specjalnymi okolicznościami, odziałabym nimi dłonie na jakieś uroczystości rodzinne, czy zimowe bale, na których miałabym przyjemność bywać. Wydaje mi się, że mogę być jedyną mieszkanką Petersburga, która rękawiczki ma na sobie niezależnie od pory roku. Mam ich naprawdę wiele, pasujące do każdej okazji, jednakże te, które swym misternym wykonaniem tak zachwyciły Bruno, są moimi ulubionymi.
Wiedziałam też, że patrzy. To było nie do uniknięcia i chociaż tak bardzo kusiło, by schować je przed widokiem jeszcze bardziej, nawet wcisnąć pod materiał czarnej (jak zawsze) sukienki, nie zważając na to, jak komicznie by to wyglądało... Nie wypada. Niech patrzy. Muszę się w końcu oswoić z tymi spojrzeniami, które nie były spojrzeniami magomedyków i uzdrowicieli jak doktor Lavrinenko, czy pani Osyena. Może i ja odważę się kiedyś patrzeć na nie bez strachu i swoistego obrzydzenia. Może przestanę mieć przed oczami błękitny płomień i własną głupotę, która doprowadziła do tego całego nieszczęścia.
Uśmiecham się jednak, trochę gorzko. No trudno, może kiedy indziej złapię tego urwisa Karlo i wygarnę mu, że czekałam na niego, a on tak po prostu się nie zjawił. Mogę chociaż myśleć, że zachowam się w taki sposób, gdy tylko go zobaczę. Muszę kiedyś przyznać, sama przed sobą, że nie jestem zdolna do podniesienia na niego chociażby głosu, co dopiero rzucenia pod jego adresem nawet cienia oskarżenia. Przecież wystarczyłby ten jego szelmowski uśmiech i już moje myśli byłyby na zupełnie innym torze.
Prawie słyszałam w swojej głowie głos Bregovića, który nakazywał mi się skupić, a nie myśleć o niebieskich migdałach. Skupiam się. Najwyższy czas.
- Te? - unoszę lekko rękę do góry, jakby nie były to jedyne blizny, które mam na swoim ciele. Przez moment biję się z myślami, czy w ogóle powinien poznać całą tę historię, czy dla ratowania i tak podupadłej atmosfery rozmowy, nie powinnam popchnąć rozmowy na inne tory. Dochodzę jednak do wniosku, że nawet, jeżeli pozna całą tę historię i tak nic z nią nie zrobi - nie ma jak i pewnie pytał bardziej z ciekawości, niż czegokolwiek innego. Nie jego ciało, nie jego problem.
- Pamiętasz wirydarz w Koldovstoretz? Na środku stał pomnik Żar-Ptaka, autorstwa Rodiona Mikolayeva. Krążą legendy, że raz do roku staje w płomieniach i z dorosłego feniksa zmienia się w jajo. - mój głos przybrał ton prawie nauczycielski i właściwie w całym tym nieszczęściu, dookoła którego krążą teraz moje myśli, znalazłam też element humorystyczny, bo przypomniały mi się wywody mojego Rumuńskiego chłopca, który zawsze opowiadał mi o sztuce. - Zmienił się na moich oczach. Kontakt z Żar-Ptakiem ma przynosić każdemu szczęście do końca życia. Pomyślałam, że warto byłoby spróbować. I jak głupia dotknęłam tego jaja, rozgrzanego w magicznych płomieniach. - ostatnie zdanie było z kolei przesycone złością na samą siebie i kpiną z braku rozsądku, czym mogłam się pochwalić prawie trzy lata temu. Spojrzałam na Bruno spod byka, jakby sondując jego reakcję na tę krótką, śmieszną, lecz dla mnie tragiczną w skutkach historię.
- Tak, wiem, że to było cholernie głupie. - dodałam po chwili, przypominając sobie reakcję Aisy, gdy tylko dowiedziała się o tej historii. Zrugała mnie jak nigdy, dlatego wolałam być ostrożniejsza przy opowiadaniu tej historii innym ludziom.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Wto 01 Sie 2017, 23:05
Była zima. Bruno marzł, ale wychodził na wirydarz patrzeć na dzwonnicę i szklarnie pod przeszkloną podłogą. Lubił szczególnie patrzeć, jak osłonięte przed zimnem rośliny wciąż kwitną i dają owoce. Jeśli jednak zagapił się i tkwił zbyt długo w jednym miejscu, dostawał śnieżką prosto w twarz. Tam, w dole, było nudno, duszno, dla ludzi – nie do życia. Do niego należały zaspy śniegu, skostniałe z zimna palce i okropne czerwone ślady na policzkach, gdy rozbijały się o nie kule ze śniegu.
Blizny, siniaki ani znamiona zupełnie nie są poetyckie. A wydawałoby się, że nie ma legendarnej postaci, która nie miałaby choć jednej. W rzeczywistości były tylko śladami po głupocie i bólu, a tych rzeczy nie chce się pamiętać. W niektórych kręgach z bliznami należy się obnosić, pamiętać, kto ją zostawił. To z kolei ślad po ludzkim okrucieństwie i niewdzięczności wykonywanej pracy. Bruno wciąż patrzył, to na dłonie dziewczyny, to na jej twarz i przemknęło mu przez myśl, że raczej nie będzie mogła się nimi pochwalić przed kolegami gwardzistami. To pamiątka po głupocie i naiwności. Dopiero po chwili uśmiechnął się lekko do siebie, wyglądając wreszcie za okno.
- Zrobiłbym to samo. – legendy o żar-ptaku dotarły także do jego uszu. Podobnie jak reszta najmłodszych uczniów wierzył w nią bezwarunkowo. Pewnego dnia zasugerował Karlo, że nigdy nie widzieli ojca, bo jest na drugim końcu świata, zajęty poszukiwaniem mitycznego stworzenia, by przywieźć go im w darze. Nieważne, czy miało to być za kilka miesięcy, czy wiele lat – na coś tak wspaniałego warto było czekać i łatwo usprawiedliwiało się nieobecność. Szczęście do końca życia… to tłumaczyłoby, dlaczego dotychczas mieli go tak mało. W końcu jednak oprzytomniał i dotarło do niego, że pomnik jest tylko wymyślnie ukształtowaną bryłą z kretyńskim piórem na czubku i nie ma na co czekać; ani nie dostanie od tego magicznego talentu, ani nikt mu za to nie zapłaci. A nawet gdyby tajemnicza przemiana miała się w końcu zdarzyć, na pewno nie przyniosłaby szczęścia komuś takiemu jak on. Ale jeśli panna Onegina, przedstawicielka rodu o czystej krwi i starannie selekcjonowanych cechach, wyszła z takiej sytuacji z koszmarnymi oparzeniami, dla pospólstwa nie było chyba nadziei.
Rzeczywiście, kierowała nim ciekawość. Ta wykształcona podczas chłopięcych zabaw, mniej lub bardziej poważnych wypadków i urazów doznanych podczas wspomnianych zabaw i okropnie ciągnącej się rekonwalescencji. Patrzył i pytał wiedziony szczątkową potrzebą, która kiedyś nakłaniała do ściągania strupów z gojących się zadrapań na kolanach. W końcu, ostrożnie, ledwo podnosząc na Ditę wzrok, dotknął jednej z jej dłoni, tej z papierosem, opartej o parapet. Swój niedopałek Bruno już dawno wyrzucił – został po nim tępy posmak filtra w ustach i zapach na palcach.
- Nie wierzyłem, że kiedyś rzeczywiście się zmieni. – sam miał poranione ręce, ale opuszki palców przyzwyczajonych do miękkiego jedwabiu i marszczonej żorżety bezbłędnie wyczuwały każde zgrubienie na dłoni. – Przepraszam. – zreflektował się w końcu i cofnął rękę. Gdyby Karlo był tu zamiast niego pewnie popatrzyłby tylko, może skrzywił się i zapytał, czy bolało. A może tylko tak mu się wydaje, bo Karlo nigdy nie był miękką dupą i nie zwracał uwagi na skaleczenia. Bruno nie mógł spamiętać, ile razy dopiero gdy on zauważył u brata coś niepokojącego, ten zdawał sobie sprawę, że – eureka, rzeczywiście – gdzieś oberwał.
Bruno zastanawiał się czasem, gdzie człowiek musi zabłądzić myślami, by nie zauważyć bólu.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Sro 02 Sie 2017, 23:50
Nie chciałam tych blizn. Nie chciałam, nie chciałam, nie chciałam. Pamiętam przecież, że w pierwszym momencie, nie zastanawiałam się nawet nad tym, jak bardzo boli. Byłam w szoku, biegłam, ciągnięta przez przyjaciela przez korytarze, aż w końcu wpadłam do doktora Lavrinenko, który wydawał się być niekoniecznie zadowolony z mojej wizyty. A kto by nie był? Rozpłakana siedemnastolatka prawie zawsze wygląda tak, jakby przeżyła właśnie atak histerii, z czerwonymi od mrozu policzkami, po których spływały kryształowe łzy. I ja tak wyglądałam, wyciągając do niego ręce, pokryte już bąblami i czarniejącą tkanką, jak dziecko, które prosi o jakieś jedzenie, bo od paru dni nie miało niczego w ustach.
Pamiętam też, że najbardziej przeraziłam się, gdy powiedziano mi, że są to oparzenia głównie trzeciego i drugiego stopnia. Wtedy było już pewne, że za swoją głupotę zapłacę, poświęcając chyba najbardziej reprezentatywną, poza twarzą oczywiście, część ciała. W jednej chwili przestałam się martwić o własne zdrowie, a pod znakiem zapytania stanęły mi wszystkie ewentualne możliwości zamążpójścia, ulatniające się w jednej chwili. Na cóż panom młodym o błękitnej krwi panna młoda z oszpeconymi dłońmi? Skaza na ciele może nie rzutowałaby tak na moją przyszłość, gdybym, w pewnym sensie, nie miała kiedyś zostać kartą przetargową w wielkiej polityce, tak jak moja siostra, która niedługo wychodzi za człowieka, z którym się nienawidzi, a udaje przede mną cały czas, że wszystko jest w porządku, żebym się tylko nie martwiła. Wiem, że ojciec mnie kocha. Mimo tego całego zamieszania. Napisał mi to przecież w liście, gdzieś po drodze informując, że gdy tylko doszła do nich wieść o tym wypadku, zdrowie mojej matki znacznie się pogorszyło.
To wtedy też zdecydowałam, że nie mogę tkwić bezczynnie w martwym punkcie. Że nie chcę na zawsze być zdana na łaskę i niełaskę przyszłych mężów, którzy po latach pewnie uciekną w ramiona innej, młodszej, piękniejszej. Że muszę stanąć na własne nogi, i wziąć sprawy (o ironio) w swoje ręce. I choć zdecydowałam, już parę lat temu, że blizny te nie będą definiować mojej wartości jako osoby, nadal je ukrywam. Nadal robiłam wszystko, by zmniejszyć ich widoczność i to, jak teraz się prezentują jest jedynie wynikiem współpracy magomedycyny i pieniędzy.
Kiwam głową na jego deklarację, chociaż nie sądzę, by odważył się dotknąć tego jaja sam, z własnej woli. Wydaje się być typem niesamowicie przyziemnym i mam spore wątpliwości, czy zachowałby się tak lekkomyślnie jak ja, w tamtej chwili. Jest przecież znacznie ode mnie mądrzejszy, już na pierwszy rzut oka. Wie więcej o życiu, takim, jakim jest, bez pudru i lukru, którym raczono mnie od dziecka, a który w tamtej chwili stał się nieznośnie gorzki. Może jednak dotknąłby, dla zakładu, wiedziony ewentualnością utraty honoru czy zadry na męskim ego?
Nie chciałam tych blizn wtedy, a co z teraźniejszością? Sama przecież zwróciłam uwagę na to, że ma skaleczone dłonie. Choć nasze życia były różne, tak samo jak powody, przez które nasze dłonie wyglądają tak czy inaczej - mieliśmy swego rodzaju wspólny grunt. Nie pomyślałam o tym wcześniej, dopiero wtedy, gdy dotknął mojej dłoni, stało się to dla mnie oczywiste. Więc patrzyłam się, przez ten ułamek sekundy, jak jego palce dotykają zgrubień po bliznach i starałam się zapamiętać jego dotyk tak, jakby nigdy miał się nie powtórzyć. Jakie było prawdopodobieństwo, że gdy impreza skończy się i każde z nas pójdzie w swoją stronę, kiedyś przyjdzie nam znów rozmawiać przy otwartym oknie? Na dobrą sprawę nie wiemy o sobie nic i jest to niewiedza równie wygodna co niekomfortowa.
- Mi zawsze mówiono, że jeżeli się w coś bardzo mocno wierzy, to cała magia wszechświata staje po naszej stronie. - powiedziałam w końcu, na przeprosiny tylko kiwając potakująco głową, z przymkniętymi oczami. Nie miał powodu, by przepraszać. Przecież byliśmy tylko ludźmi.
Ostatnie wciągnięcie dymu przez usta i papieros dokonał swojego żywota, zgaszony przeze mnie na parapecie.
Dziwne uczucie.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Czw 03 Sie 2017, 20:15
Bruno nie żałował, że nie poznał Dity wcześniej. Wciąż nie był pewien, czy nie żałuje usiłowania poznać ją teraz. Ale był ociupinkę ciekaw, jaka była przedtem. W końcu to było całkiem niedawno - zamiast złapać żar-ptaka za sterówki w ogonie, dziewczyna runęła w dół. Roztrzaskała się o ziemię, z której on nigdy się nie poderwał. Niepozorna ptaszyna. Zamiast skrzydeł ma plisy czarnych sukienek i zakładki kołnierzyków. Zaprasowane na sztywno, żeby nie uciekła. Żeby dało się taką spakować do klatki i na dobitkę zyskownego interesu ptaszynę wymienić.
Widywał dziewczyny takie jak ona. Piszczały, gdy – przechodząc przez wirydarz w zgrabnym, wyselekcjonowanym starannie stadku – gwizdnąć za nimi, albo obrzucić śnieżkami. Fukały, gdy przekrzywiały im się bereciki, marszczyły noski, gdy trzeba było wysunąć dłonie z mufek. Chciały wyglądać jak laleczki i zwykle osiągały sukces tak zjawiskowy, że niektórzy, oglądając się za nimi, najpewniej zastanawiali się, gdzie mają korbki uruchamiające przestawianie nóg i mruganie. Bruno także do nich należał, nie mając nigdy kontaktu z wysoko urodzoną obrzydliwie bogatą młodzieżą. Wychowanie, które przymusem odebrał w sierocińcu nakazywało dogadywać się z każdym, jak nie słowami, to pięściami, ale tamci nijak nie chcieli. Obracali się we własnych kręgach i wyniośle odwracali głowy, gdy do nich podejść. Bruno zaprzestał prób szybko – Akademia była pełna dzieciaków, z którymi mógł szwendać się po korytarzach między lekcjami. Nikomu wtedy nie przeszkadzało, że komuś wystaje koszula albo spluwa przez otwarte okno. Taka banda to, nie przymierzając, beznadziejni kandydaci na męża, a tamte dziewczątka… już wtedy marzyły o wspaniałych sukniach, wielkich ceremoniach, urządzaniu własnych saloników. Ich obrzydliwie bogate życie stało się nagle bardzo, bardzo małe. Nie chciały wykorzystywać ogromu możliwości, które im przysługiwały: wolały dać się przeprowadzać z pałacyku do pałacyku i przekładać z sukni w suknię. Na swoje nieszczęście, zanim to zrozumiał, Bruno zaczął im już zazdrościć. Nie tylko różdżek w dłoniach i czystej magicznej krwi w żyłach. Każdy z tych dzieciaków znał swój rodowód dziesięć pokoleń wstecz. Mieli rodzeństwo, dziesiątki kuzynów i hordy krewnych, o których można opowiadać anegdotki przy pogryzaniu drogich czekoladek. Miał im za złe, że zanim jeszcze przyszli na świat, on miał już dla nich miejsce i to skrojone na miarę.
Rzeczywiście. Bruno twardo stąpał po ziemi, wdychał pełną piersią miejskie powietrze pełne kurzu. Wydzierał z Petersburga kawałkami, cegła po cegle, miejsce dla siebie. Przyzwyczaił się do swojej spokojnej niziny, jakiś czas temu zaczął boleć go kark od ciągłego zadzierania głowy ku górze, tam, gdzie niebo wydawało się czystsze a na najwyższych piętrach kamienic zamieszkuje się apartamenty z wysokimi sufitami. Nic nie miało spaść na niego z tego czystego nieba, mógł jedynie przypomnieć sobie Chorwację. A nawet tam, prawdę powiedziawszy, nie był przecież szczęśliwy. Gdyby tylko zobaczył na własne oczy złote jajo żar-ptaka, doskoczyłby doń co sił w nogach i złapał tak mocno, by nikt nie zdołał mu go wydrzeć z rąk. Żal byłoby mu tylko Karlo – legendarne skarby rzadko da się podzielić na dwóch.
Bruno położył jedną rękę na parapecie. Po chwili dołożył drugą obróconą wnętrzem do góry tak, by kciuki obu były skierowane w jedną stronę. Był krawcem, umiał nawlec igłę w mniej niż pięć sekund, zacerować każdą dziurę, uszyć męską koszule i spodnie do garnituru. W razie potrzeby umiał też naprawić kuchenkę i zlew, ugotować makaron bez powodowania pożaru. Ale w pewnym sensie, można nawet powiedzieć, że w tym najważniejszym, miał dwie lewe ręce.
- Po mojej stronie nigdy nie stało jej zbyt wiele. – teraz ma już do tego dystans. Z olbrzymią pomocą brata Bruno przetrwał pierwsze lata nauki w Akademii, gdy nie dość, że był jedynym, który nie chodzi na praktyczne zajęcia, to jeszcze wszystkich wokół, którzy mieli ten przywilej najbardziej i tak interesowało, jak to jest, że on nie potrafi. Z czasem nauczył się ignorować ciekawość, zbywać ją półsłówkami. I żyć normalnie.
- Zawsze to pamiątka po najstarszym, najrzadszym magicznym stworzeniu. Jak dla mnie, nie masz się czego wstydzić.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Pią 04 Sie 2017, 21:31
Widać, że mój humor trochę podupada gdy słyszę, że po jego stronie nigdy nie stało wiele magii. Jednak z tego wszystkiego niestety nie mogę przyporządkować dobrze powodu, dla którego mógłby to mówić. Nie wiedząc o jego charłactwie (nie pytajcie, jak to możliwe - po prostu nie przykładam wagi do takich informacji i później efekty takowego przemilczenia są różne), automatycznie myślę o tym, że chodzi o brak rodziców. W tym względzie życie doświadczyło go mocno, ukształtowało go na takiego, jakim był teraz. I mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że słysząc tylko szczątkową wersję jego, ich historii, przekazaną mi kiedyś przez Karlo, jeszcze lata temu, z której już niewiele pamiętam - te ukształtowanie wyszło bardzo dobrze. Potrafił stanąć twarzą w twarz z losem, nie bał się ciężkiej pracy, miał talent, który potrafił wykorzystać. Czy nie mógłby być wzorem dla swoich młodszych kolegów?
W milczeniu znów zakładam rękawiczki, a moje dłonie chowają się za zasłoną z gipiurowej koronki. Ta jakby przywraca moje zmysły do normalnego funkcjonowania. W ciszy, jaka zapadła, szukam wzorkiem ratunku, jakiegoś wybawienia, bo ile można stać przy oknie? Odwracam głowę w kierunku wejścia do pokoju, wzrok mój zahacza o komodę, na której wcześniej postawiłam kanapki.
- Nie jesteś głodny? - pytam w końcu i nie ma w tym nic z wyuczonej grzeczności. Jest za to faktyczna troska o drugą osobę, bo Bruno, mimo swojej miłej aparycji, wygląda raczej na tego, który nie lubi się przejadać. Zresztą, przyszli tutaj między innymi dla jedzenia, więc szkoda by było, by takowe się zmarnowało.
Nie czekając więc na jego odpowiedź, odbijam się od parapetu i już sekundę później znajduję się przy kanapkach. Wyglądają na dobre i musiałabym bardzo nie ufać, i Bognie, i Izoldzie, by mieć jakiekolwiek podejrzenia, że w smaku nie dorównują wrażeniu wizualnemu. Biorę więc cały talerz, bo podawanie tak z ręki byłoby niehigieniczne i wracam do niego. Kładę talerz na parapecie, przytrzymuję lewą dłonią, żeby nie przechylił się i nie spadł - parapet jest jednak węższy od średnicy talerza.
- Nie krępuj się. - kolejne słowa, które zawsze raczej mają odwrotny skutek do intencji. Ale, żeby nie pozostawać gołosłowną (my, z wyższych sfer, mieliśmy do tego szczególną skłonność, prawdopodobnie przechodziła ona z pokolenia na pokolenie), sama chwyciłam jedną z kanapek. Nie pomyliłam się, dziewczyny nie chciały nas otruć, a wrażenia kulinarne były szczególnie przyjemne.
Głupio tak było zaczynać, gdy inni pochowali się po kątach tego - wydawać by się mogło - małego mieszkanka. Ale zaraz, zaraz, przecież nie piliśmy sami, prawda? Nie mieliśmy czego, bo to Bogna miała załatwić coś. Nadal jednak to były tylko kanapeczki i nikt braku dobrych manier nam tu chyba nie zarzuci.
Powrót do góry Go down
avatar


Split, Chorwacja

20 lat

charłak

nieznana

neutralny

krawiec
http://petersburg.forum.st/t623-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t632-bruno-mrksic http://petersburg.forum.st/t630-bruno http://petersburg.forum.st/t631-franka#1122
PisanieRe: Pokój sypialniany   Wto 22 Sie 2017, 18:18
Nieśmiała ciekawość jakby zaczęła się już przeistaczać w naukowe natchnienie. W głowie szumiały mu skrzydła żar-ptaków, a oczy uparcie odwracały się od dziewczyny obok, w niebo jakby istniała nadzieja, że wspaniałe stworzenie ukaże mu się i z grzecznymi przeprosinami obsypie barwnymi piórami. Skoro przy jednym parapecie mogli stać koło siebie kryształowa panna w koronkowych rękawiczkach i charłak bez korzeni i pieniędzy, to może na ortalionowych rycerzy na szarym podwórku mógłby nasrać najprawdziwszy feniks zamiast zwykłej złośliwej mewy.
Nie jesteś głodny?
Z gruchotem runął na ziemię. Takim jak on nie zadaje się ważnych w dziejach pytań, trudno zresztą odbyć rozmowę, która nie kończy się wianuszkiem „kurew” i podbitym okiem. Podobno. A tymczasem udało im się doprowadzić do pełnego kwadransa, może więcej. Może godziny. Może pół a może dwóch. Tak czy inaczej – temat, tak nagle jak się zaczął – z rozczarowującą klapą zamarł mu w ustach. Bo przecież, gdy już o tym pomyśleć, rzeczywiście głodny był.
Pokażcie mu dzieciaka, któremu jeszcze świecą się oczy – szczękę mu wybije, żeby oszczędzić zawodów. Głowa w dół, oto do czego się kiedyś przyzwyczaił. Nie rozglądaj się, rób swoje. Pozamykał sobie świat, klapki na oczy i… przynajmniej umie bardzo ładnie szyć. Przykładem dla młodych? Nie nauczyłby ich przecież iść pod prąd. Walki dla sprawy, szlachetnych wartości. Być może porządnego haftu richelieu. Ale poza tym – nie ma co dorabiać do niego ideologii.
Miał ochotę na kanapkę, pewnie. Na śniadanie była kawa i trzy papierosy, a w czasie pracy nie przegryzał zbyt zachłannie zbyt pożywnych specjałów. Kilka nitek chyba do tej pory utknęło mu między zębami od urywania ich ze szpulki z zajętymi rękami.
Ale, koniec końców, był także estetą. W próbie, jak to się mówi, podskoczenia wyżej dupy, postanowił, że nie obeszły go kanapki. Że nie chce wcale spadać z powrotem na ziemię, bo tam nic interesującego na niego nie czeka. Gdyby się odwrócił, znów byłby to tylko mały pokoik ze starymi mebelkami i dziewczyną w rękawiczkach.  
- Nie, ja… Nie mam ochoty, dzięki.
By przyszedł wystarczyło wypić z nią wcześniej butelkę wina. By został jednak chyba potrzebna byłaby odrobina słynnego bimbru pędzonego przez Bognę. Póki ten się nie poleje, istniało spore prawdopodobieństwo, że ludzie – jak oni, pochowani pojedynczo lub parkami w mniej lub bardziej nastrojowych kątach – zwyczajnie się znudzą i kiedy przyjdzie już do picia, wstawią się na smutno. A Bruno, zmęczony i roztrzaskany już o ziemię, nie miał ochoty na takie spektakle. Może powinien był powiedzieć Karlo o imprezie. Nie dla Dity, ale pro publico bono, on na pewno rozkręciłby imprezę.
- Chyba już pójdę. Na razie.
Nikomu nie zawadziłoby, gdyby także poczęstował się kanapką. Może by mu zasmakowała i przekonałby się do domówki. Ale nasz esteta wcisnął już swój wygnieciony w kieszeni kaszkiet na głowę i uśmiechnął się do Dity. W progu pokoju spojrzał jeszcze na nią przez ramię i przez chwilę mogła wyczytać z tego spojrzenia proste pytanie.
Idziesz?
Pewnie nie. Włożyła już rękawiczki – most zwodzony się podnosił. Świadom, że balet baletem, ale Dita za nim nie przeskoczy, dotknął tylko rąbka nakrycia głowy dwoma palcami i wyszedł, nie kłopocząc się szukaniem płaszcza w zawalonym rzeczami przedpokoju.

Bruno zt
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

20 lat

błękitna

neutralny

studentka kursu bezpieczeństwa
http://petersburg.forum.st/t599-afrodita-onegina#1033 http://petersburg.forum.st/t657-afrodita-onegina http://petersburg.forum.st/t658-dita http://petersburg.forum.st/t659-rodion#1229
PisanieRe: Pokój sypialniany   Pią 25 Sie 2017, 14:30
Zniknął. Ulotnił się jak senna mara, której nawet nie mogłam się bliżej przyjrzeć, bliżej poznać, żeby ustawić go sobie w swojej pamięci na dłużej.
Obserwuję więc spokojnie, jak spada w dół, niewzruszona, bo to przecież nie mój upadek. A może jestem wzruszona, ja, która zniszczyła magię chwili przyziemnymi kanapkami. Mugole mawiają, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane i mają rację, choć mi pewnie nigdy nie przyjdzie przekroczyć piekielnych bram, nie w ich wydaniu. Choć nad moim miastem górują cerkwie ze złota, ja spoglądam w kierunku lasów i drzewa są mi droższe od wszystkich kruszców świata. Ich piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. A moje czym?
Możliwe, że wcale nie jest brukowane. Możliwe, że mieści się w osobach szarych dresiarzy za oknem, w pamiętających wczesnego Chruszczowa blokowiskach, w oczach buntowników, których kiedyś będę pacyfikować. A może mieści się we mnie samej, bliznami zaznaczając jedynie bramy, przez które mogę przejść z podniesioną głową i zapomnieć o otaczającym mnie świecie?
Bo piekło cerkiewników to kotły i ogień, czarne figury z przebrzydłymi minami, smoła i wieczne potępienie. Piekło podobnych do mnie to chwilowa samotność w pokoju z zeszłej epoki, pod oknem, z talerzem kanapek.
Odwracam się jeszcze do niego i uśmiecham na pożegnanie. Mam nadzieję, że przez światło, które oświetla moją sylwetkę z tyłu, nie zauważy smutku spojrzenia, że będzie one kompletnie nijakie - jak ja sama. Śmieję się tylko w duchu z jego manier, kawalerskiego pożegnania, bo w całej minitragedii kanapkowej jest ono elementem szczerym i wybitnie uroczym.
Kiedy wychodzi - nie mam już żadnego zaczepienia. Erno nie widzę, ale poradzi sobie, on, wielka gwiazda MagiTV i sportu. Izolda gdzieś wyparowała, Bogna i Lan także. Nie chcę zaczepiać innych ludzi, oni mają swoje światy, swoje puzzle, inny komplet.
Po chwili odnoszę talerz na komodę i wychodzę do przedpokoju. Wśród tabunu płaszczy znajduję swój, na nim jakiś inny, z pewnością męski. Wypada z niego plik wizytówek. Nie wziął płaszcza? Czy on oszalał?
Jeden zarzucam na ramiona, drugi składam starannie i przerzucam przez bark. Może się ucieszy.

Dita z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Pokój sypialniany   
Powrót do góry Go down
 
Pokój sypialniany
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój przesłuchań
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Pokój medyczny
» Pokój gościnny
» Czarny pokój


Skocz do: