Навигация

Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  




 

 Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieBędziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Wto 16 Maj 2017, 19:21
czas: październik 1998
miejsce: jedna z polecanych przez Wrońskiego restauracji
osoby: Krzesimir Wroński i Cecil Yaxley

***

- Mam rezerwację na nazwisko Yaxley.
Dopiero wszedł. Nie patrząc na obsługującego go pracownika przybytku oddał mu płaszcz i dał się zaprowadzić do zarezerwowanego dla nich stolika. Następnie przyjął menu, które od niechcenia zaczął przeglądać. Niezbyt miał teraz ochotę siedzieć tu i biesiadować. Nie po tym, jak Voldemort zniknął - tym razem podobno na dobre - pozbawiając go nadziei na bezpieczny i upragniony powrót do Anglii. Niby minęło prawie pół roku, ale prawie robi wielką różnicę.
Musiał teraz szykować się na to, co miało go spotkać w Rosji. A czekało go wesele, ślub, dzieci, dalsze rozwijanie hotelu, który już teraz robił wrażenie... Nie żeby miał ochotę, ale nie licząc rozwijania swych talentów w zakazanej magii nie miał lepszego pomysłu na to, co mógłby ze sobą zrobić.
A jakby nie patrzeć zostawienie po sobie potomka, chociaż jednego, który przejmie jego idee było bardzo ważną sprawą.
Po dłuższej chwili podszedł do niego młodzieniec w charakterystycznym fartuchu i z jedną ręką trzymaną za plecami. Tak jak Anglik się spodziewał spytał go czy może przyjąć zamówienie.
- Jeszcze nie. Czekam na mojego towarzysza - powiedział kelnerowi, który ukłonił się wyuczenie i odszedł od stolika. Cecilowi wyglądał jeszcze na nie do końca nauczonego swojego fachu - gdyby to nie była tak dobra restauracja pewnie uznałby go za co najwyżej czarodzieja półkrwi, któremu w życiu się nie układa, ale podejrzewał, że w takim przybytku pochodzenie w połowie magiczne to minimum wymagań, by zadowolić nawet tych konserwatywnych ze Starszyzny.
Choć jakby nie patrzeć był w Rosji. Tu nawet charłakom dają szanse.
Chyba spytam Wrońskiego o zdanie, nazwy tych potraw niewiele mi mówią - rozmyślał, w międzyczasie kombinując, jak poprosić Krzesimira na świadka na swój ślub. Cecil nie miał nikogo bliskiego w Rosji, a zauważył, że Jadwiga najlepiej dogaduje się właśnie z bratem, który wykazywał się wobec niego dużą nieufnością. Chciał to zmienić skoro zostało im razem spędzić prawdopodobnie całe życie, a także pokazać, że nie zamierza ich rozdzielać.
No i liczył, że postawienie dzisiejszej kolacji też go udobrucha (choć nie był pewien, że chłopak odczytał jego sugestię - na wypadek wolał się nie narzucać). W końcu głupek zamiast skorzystać z koneksji rodzinnych sam zaczyna od zera, pewnie ma teraz problem dobrze jadać.
Mimo, że nie minęło wiele czasu Cecil niecierpliwie spojrzał na zegarek. W końcu punktualność była grzecznością królów, z tego powodu on pojawił się wcześniej, a zapowiadało się, że jego przyszły powinowaty zachowa się, jak na plebs przystało.
Oby się na nim nie zawiódł.


Ostatnio zmieniony przez Cecil Yaxley dnia Sob 28 Paź 2017, 22:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

21 lat

błękitna

za Starszyzną

początkujący kucharz
http://petersburg.forum.st/t674-krzesimir-wronski#1329 http://petersburg.forum.st/t778-krzesimir-wronski http://petersburg.forum.st/t770-zjedz-mnie#1850 http://petersburg.forum.st/t905-beszamel
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Wto 16 Maj 2017, 22:56
Krzesimir wylądował przed Literacką z rozmachem, który wprawił w ruch zawiązany w pośpiechu krawat. Nie lubił się spieszyć dla celów innych niż obsługa gości, nie jeśli pośpiech niósł za sobą teleportację przez pół miasta, ale nie mógł ryzykować spóźnienia. To wszystko przez dobór nieszczęsnego krawata: ledwie skończył pracę, wpadł do mieszkania, by się przebrać, a stamtąd Jadwiga nie chciała wypuścić póki nie zyskał zadowalającej oceny od siostry. A przecież wiedziała, że spieszył na spotkanie z jej tak zwanym lubym, a jemu z pewnością nie zrobi różnicy, czy krawat Krzesimira pasuje nie tylko do koszuli, ale też karnacji chłopaka.
-Yaxley? – nazwisko Anglika wymówił z ledwością i zapewne dwoma błędami, ale mimo to z sukcesem trafił do stolika. Podziękował kierownikowi sali, czego – mimo przyjaznego usposobienia i faktu, że po wielu wizytach znał jegomościa z nazwiska – nie zwykł robić wcześniej. Przywitał się zdawkowo, podał Cecilowi rękę i usiadł, rozpiąwszy przedtem kraciastą marynarkę. Nie przeprosił za spóźnienie; punktualność była w systemie wartości Krzesia w pierwszej piątce, więc nawet po dziesięciu godzinach pracy od rana miał dość samozaparcia, by przybyć na spotkanie zaledwie minutę po wybiciu godziny, na którą się umówili. A koniec końców to nie on musiał zabiegać o przychylność Yaxleya.
Rodzina Wrońskich nie odbiegała kultywowanymi zwyczajami od innych przynależących do Starszyzny; pozornie więc skoro Yaxley uzyskał zgodę Jadwigi i błogosławieństwo dla małżeństwa od jej ojca, powinien czuć się spokojny. Krzesimir nie zamierzał, co prawda, powodować awantury w czasie ceremonii, ale oczekiwał, że narzeczony Jadwigi okaże się bardziej zaangażowany. Propozycję kolacji w restauracji jego wyboru, Krzesimir poczytał sobie za krok w dobrym kierunku. Spróbował się więc uśmiechnąć, ale najwyraźniej zanim nie spróbuje przystawki i nie napije się wina, trudno o to będzie.
Wybrał Literacką głównie przez wzgląd na wyśmienitą wołowinę po burgundzku, którą zresztą planował zamówić. Odebrał menu od kelnera, nie obdarzając go promiennymi uśmiechami, ale odkąd sam pracował, był jakby bardziej świadomy obecności personelu w restauracjach i faktu, że podanie mu jedzenia nie jest jedynym celem ich życia. Miał nadzieję, że sprawa ma się inaczej z kucharzami, bo o ile był w stanie przeboleć nieuprzejmą obsługę, przesolonego consomme już zdecydowanie nie.
- Wybrałeś coś już? – najchętniej ostentacyjnie zwracałby się do Cecila per pan, ale na pół roku przed ślubem z Jadwigą byłoby to co najmniej śmiesznie, a Krzesimirowi nie zależało aż tak, by dać mu do zrozumienia, że nie do końca ufa jego miłości do panny Wrońskiej.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Sob 20 Maj 2017, 10:52
Ucieszył się widząc w menu znane mu z ojczyzny potrawy, mimo spisania ich cyrylicą. Najwyraźniej zachód dotarł do chociaż jednej restauracji. No, ale ciężko, żeby wiedział o innych, gdy jadał głównie to, co mu kucharz z hotelu ugotował.
Odłożył jednak koniec końców kartę dań na bok naprawdę nie mając pomysłu co wziąć. Nie miał w sumie ochoty na nic konkretnego nie licząc ginu. Nie pił go od dawna, dostosowując się do tutejszych przedsiębiorców preferujących wódkę, wino, czasem piwo. Z nudów przyglądał się innym klientom przybytku, wśród których mógł rozpoznać co najmniej kilka ważnych person. Rozpoznawanie najważniejszych osób Petersburga, nawet jeśli nie wszystkich, uznał za dobry znak.
Gdy Wroński w pośpiechu przyszedł (na szczęście niezbyt spóźniony) Yaxley wstał, by podać mu rękę na przywitanie, po czym zaraz usiadł. Widząc przesadne dopasowanie elementów jego stroju już wiedział, że Krzesimir wcześniej zaszedł do Jadwigi... Albo ona do niego.
Ciekawe, czy coś dyskutowali o naszym dzisiejszym spotkaniu - rozważał na szybko. Liczył, że nie mieli zbytnio czasu. Jeszcze któreś by stwierdziło, że na wypadek lepiej go sprawdzić, przetestować czy coś, a on miał ważniejsze rzeczy na głowie niż ciągłe upewnianie, że się nadaje na męża dla Jadzi.
Wystarczy, że narzeczona ciągle przegrzebuje jego szafę i wyrzuca ulubione garnitury. Nawet te angielskie.
A Krzesio nawet nie próbował się do niego uśmiechnąć. Anglik miał wrażenie, że może być trochę ciężko dojść do sedna sprawy, więc starał się utrzymać wyuczony półuśmiech, aby nie wyglądać, jakby siedział tu z obowiązku. Wiedział, że lepiej dla niego zachować jako takie pozory.
- Nie, czekałem na ciebie. - powiedział spokojnie. - Nie chciałem bez ciebie zamawiać. No i liczyłem, że mi pomożesz coś wybrać, bo się znasz. Mam ochotę na coś, co pasuje do ginu - może to zabrzmiało, jakby Cecil traktował Wrońskiego trochę gorzej od siebie, ale skoro już oficjalnie są na "ty" uznał, że nie ma co utrzymywać, a tym bardziej zwiększać dystansu. No, a że jego przyszły "brat" się znał na rzeczy, więc może doceni to "zaufanie", docenienie talentu czy jakkolwiek to nazwać.
Cecil przez chwilę rozmyślał, jak najlepiej zacząć z chłopakiem rozmowę, aby poszła w pożądanym przez niego kierunku. Wreszcie zaczął:
- Jak ci się układa w życiu? Wyglądasz na zabieganego - powiedział z wyczuwalnym, choć nie jakimś mocnym zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

21 lat

błękitna

za Starszyzną

początkujący kucharz
http://petersburg.forum.st/t674-krzesimir-wronski#1329 http://petersburg.forum.st/t778-krzesimir-wronski http://petersburg.forum.st/t770-zjedz-mnie#1850 http://petersburg.forum.st/t905-beszamel
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Pon 22 Maj 2017, 18:41
Jadwiga, owszem, nawiązywała do jego spotkania z Yaxleyem, nie przestając mówić nawet gdy zamknął za sobą drzwi żeby się przebrać. Do uszu Krzesia docierało jednak niewiele ponad jej utyskiwania, jak okropnie skrojone są jego angielskie garnitury i że nigdy mimo jej zapewnień, że będzie wyglądał świetnie, Cecil nie chce nosić fraku na obiady z babcią Ściborą. Krzesimir zastanawiał się, jak nestorka Wrońskich zapatruje się na kandydaturę Anglika (przy okazji jego poprzedniej wizyty w Kaliningradzie chciała raczej wydać Jadwigę za jakiegoś Kuragina), ale nie frapowała go ta kwestia na tyle, by napisał do niej list z prośbą, by to wyjaśniła. Bardziej zależało mu na tym, by Jadwiga była szczęśliwa, a nie miał na razie powodów, by aktywnie prowadzić kampanię nieufności wobec jej narzeczonego.
Znad karty (przeglądał akurat wina francuskie) zerknął na szklaneczkę z ginem, którą raczył się Cecil. Sam nie przepadał za tym alkoholem, szczególnie nie przyszło by mu do głowy zamówić go do posiłku, ale skoro wyprzedzała go reputacja zorientowanego w gastronomii, nie mógł niczego mu nie polecić, prawda? Niech mu będzie zapisane na poczet dobrego pożycia małżeńskiego Jadwigi, że nie zwrócił Cecilowi uwagi, jak mało pasują do posiłku - nawet obfitego - mocne trunki.
- Cóż, polecam zacząć od deski holenderskich serów, dobrze się połączy z goryczą. Następnie może krewetki? – przez chwilę poczuł się, jakby jego miejsce było za stołem w białym fartuchu i tacą na ręce, ale uczucie szybko minęło. Dając narzeczonemu Jadwigi czas do namysłu sam zamówił wołowinę po burgundzku i kazał sobie otworzyć butelkę czerwonego wina z ’95. Starał się nie obserwować, jak kelner otwiera butelkę, choć robił to raczej nieudolnie, a prawie rok pracy na tym stanowisku gwarantował, że Krzesio sam zrobiłby to szybciej. Postanowił nie zwracać już więcej podczas tej kolacji uwagi na obsługę, chyba że ktoś go czymś obleje, i to celowo. Kiedy zaakceptował smak wina, skupił się już zupełnie na rozmowie z Anglikiem.
- Całkiem dobrze, choć rzeczywiście jestem chyba przemęczony. – wahał się, czy nie zabrzmi, jakby użalał się nad sobą, ale skoro aż tak to widać, po co zaprzeczać. Gotowość do ciężkiej pracy w każdym biznesie powinna być w cenie, niezależnie czy od tego zależy możliwość przeżycia do następnego miesiąca. – Niedawno zacząłem pracę w „Carskiej”,  zdaje się, że byliście tam z Jadwigą zaproszeni przez naszych rodziców.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Sob 27 Maj 2017, 11:24
Cecil nie mógł, nie potrafił i nie chciał zrozumieć, co narzeczona miała do jego garniturów. Jeśli chodzi o ubiór czy zwyczaje był gotów w wielu rzeczach jej ustąpić - dla niej zmieniał wyznanie, prowadził hotel w jak najbardziej zachodnioeuropejskim stylu i nawet po domu nosił się elegancko, by w razie niezapowiedzianych wizyt wstydu jej nie przynosić złym strojem. Z ulubionych garniaków nie zamierzał jednak rezygnować, tylko dzięki nim mógł się pokazać jako Anglik, a nie jeden z wielu Rosjan.
A wątpił by było Jadwidze wstyd chodzić na obiady do rodziny z narzeczonym noszącym się po europejsku. Sama lubiła rejony, w których się wychował.
Miał wrażenie, że przez moment jego towarzysz z pewnym niesmakiem spojrzał na szklankę z ginem, którym się raczył. Może i trunek nie pasował ani do okoliczności, ani do dzisiejszej okazji, ale skoro Cecil wypatrzył go w karcie dań, nie mógł sobie odmówić. Zbyt dawno nie miał kontaktu z tak dobrze mu znaną angielską kuchnią i alkoholami.
- Myślisz, że najlepiej wziąć jakieś z makaronem, risotto czy jeszcze inne? - dopytał Wrońskiego o tę kwestię w międzyczasie zamawiając polecone przez niego sery. Jako, że Krzesio zamówił sobie tylko główne danie pozwolił sobie na podgryzanie przystawki w oczekiwaniu na nie.
- Miałeś rację, dobrze się łączą. Chcesz spróbować? - spytał znając jego kulinarną pasję. Jeśli nigdy ich nie próbował może skorzysta z dzisiejszej okazji.
Yaxleya trochę irytował niekompetentny kelner. Zachowywał się jakby go wzięli bez wcześniejszego szkolenia. To byłoby jednak wybaczalne, gdyby miał wcześniej doświadczenie w fachu, tymczasem miał problem otworzyć zwykłe wino.
- To niedobrze, powinieneś o siebie bardziej dbać - powiedział jakby troskliwie. - Z czasem będzie coraz gorzej, bo dojdą ci dodatkowe obowiązki, a szkoda byś już w tak młodym wieku miał problem znaleźć czas dla siebie.
Wbrew pozorom Cecil nie mógł sobie pozwolić na ciągłe rozwijanie czarnej magii, bo większość czasu spędzał rozwijając hotel, na spotkaniach biznesowych oraz szykowaniu się z Jadzią do ślubu. A jego przyszły szwagier zamiast skorzystać wpierw z życia albo chociaż założyć restaurację - Yaxley słyszał, że to jego marzenie, choć może Wrońska przesadzała - męczył się jako kelner. To go raziło, tym bardziej, że się bał, że ze zmęczenia chłopak nie da rady być świadkiem na jego ślubie.
- Gratuluję nowej pracy, to dobra restauracja - pogratulował mu ciesząc się w duchu, że jego towarzysz nie pracuje przynajmniej w najgorszych lokalach. - Tak, mieliśmy się spotkać właśnie w "Carskiej" tylko mamy problem uzgodnić termin. Podać ci go jak już będzie znany? - spytał podejrzewając, że sytuacja, w której Krzesimir będzie kelnerować swej rodzinie może być niezręczna. A tak przynajmniej może weźmie wolne.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

21 lat

błękitna

za Starszyzną

początkujący kucharz
http://petersburg.forum.st/t674-krzesimir-wronski#1329 http://petersburg.forum.st/t778-krzesimir-wronski http://petersburg.forum.st/t770-zjedz-mnie#1850 http://petersburg.forum.st/t905-beszamel
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Czw 08 Cze 2017, 20:57
Krzesio sączył wino powoli przygotowując kubki smakowe na wspaniałe doświadczenie, jakim miała być kolacja. Z początku rzeczywiście przestrzegał zwyczajowego porządku spożywania posiłków w restauracjach, ale z czasem przekonał się, że równie dobrze może po prostu zamawiać tylko to, na co naprawdę ma ochotę. Oczywiście podczas wystawnych kolacji z przyjaciółmi, rodzicami czy rodzeństwem zachowywał się, jak zwyczaj nakazywał (szczególnie, że Jadwiga nakazywała tak samo, a jej obawiał się jeszcze bardziej niż ewentualnej zniewagi dla obyczaju), teraz jednak dlaczego nie? Gdyby ktoś chciał mu zarzucić, że postępuje niezgodnie z etykietą, otrzymałby jedynie zmęczony uśmiech w miejscu przeprosin i musiałby obejść się smakiem. Krzesimir wszak wyrasta na prawowitego Wrońskiego; nie mógł sobie pozwolić, by dotykały go słowa osób, o których opinię nie dbał. Bliskim przychyliłby nieba, lecz im dłużej pracował samodzielnie, tym dotkliwiej zdawał sobie sprawę, że świat dorosłych nie ma w sobie miejsca na naiwność.
- Podają je z makaronem i tak właśnie radzę je zamówić. To w pewnym sensie specjalność Literackiej, więc nie będziesz zawiedziony. – doradził Anglikowi. W międzyczasie przyniesiono mu sery, a na propozycję posmakowania Krzesimir uśmiechnął się. Musiał się przypilnować, by uśmiech wyrażał wdzięczność, a nie rozbawienie, które pojawiło się na chwilę. Jakby spaskudniał specjalnie na spotkanie z Cecilem. – Nie, dziękuję. – w karcie dań restauracji było niewiele propozycji, których jeszcze nie próbował. Literacka należała do „klasyków” na petersburskiej arenie kulinarnej, a że Krzesimir zaczął bywać w najlepszych restauracjach już w skandalicznie młodym wieku dwunastu lat, nie należało się temu dziwić.
- To prawda, uchodzi wręcz za najlepszą. Mam nadzieję niedługo przejść do tamtejszej kuchni i zacząć gotować dla gości.
Nie tylko Cecil uważał, że praca na zmiany jest poniżej honoru szlachty, według opinii Krzesimira szlachectwo – z pozoru wciąż hermetyczne i niezmienne – musiało ulec transformacjom, by nie stać się zwyczajnie przeżytkiem. Nie znaczyło to jednak, by chciał zupełnie odgrodzić się od wartości Starszyzny. Przeciwnie, czuł czasem, że powinien udowodnić mu, jak to Wrońscy są arystokratami nie tylko z zasiedzenia na wysokich stołkach ani z fortuny dziedziczonej od poprzednich pokoleń, lecz także – a nawet przede wszystkim – z wychowania.
- Nie ma takiej potrzeby, bym także przychodził, dziękuję. Wydaje mi się, że rodzice chcą z wami omówić pewne rodowe kwestie jeszcze przed ślubem. A tego jeszcze się nasłucham, jeśli tylko pojawi się jakaś potencjalna pani Wrońska.
O żadnej niezręczności nie mogło być mowy. Odkąd pracował w Carskiej zdarzało już mu się obsługiwać znajomych ojca, dalekich krewnych z wizytą w Petersburgu, ba, nawet Niedamira z partnerami biznesowymi. Po prostu wykonywał wtedy swoją pracę, wobec zbiorowej tożsamości dzielonej przez wszystkich kelnerów, nawet jego imię nie miało znaczenia, a co dopiero pochodzenie. Nie było możliwości, by ktokolwiek sprawił, że Krzesimir zawstydzi się realizacji marzeń i planów snutych od wielu lat.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Pon 12 Cze 2017, 08:03
Cecil miał trochę dość Wrońskich. I Rosji ogólnie. Niby tacy przyjaźni, ale w sumie nic, czym się Yaxley zajął albo jego opinia nie była za bardzo akceptowana. Może i na tutejsze standardy zachowywał się wręcz jak antymugolski fanatyk i nosił się zbyt zagranicznie, ale też w dużej mierze się dostosowywał do starszyźnianej kultury. Nie sarkał (za głośno) kiedy kolejny raz musiał udać się z Jadwigą odwiedzić jej rodzinę. Udawał, że nie widzi, kiedy wszyscy radośnie ignorowali fakt, że zdobył - właśnie w tym kraju! - fortunę i traktowali go jak nieogarniętego obcokrajowca, albo wręcz najeźdźcę. Próbował się w miarę dopasować do arystokracji, aby przypadkiem nie dać gazetom pretekstu do opisywania skandali. Wszystko na nic.
A teraz jeszcze siedział z przyszłym niby-bratem, który mimo starań dalej nie miał do niego za dobrego podejścia. Anglik pomyślał, że po tym całym cholernym ślubie musi sobie zrobić wolne od Petersburga. Może porobi interesy w innych państwach unii słowiańskiej? Albo dostanie jakiegoś choróbska i wyjedzie do źródeł termalnych się wzmacniać? Każdy pretekst jest dobry, by stąd wyjechać.
- Skoro tak mówisz - Cecil zamówił polecone przez Krzesimira danie powoli dojadając zamówione sery. Nie chcąc niepotrzebnie przeciągać spotkania po posiłku postanowił w duchu, że gdy obaj dostaną swoje główne zamówienia zacznie kwestię świadkowania. Ani jemu, ani Wrońskiemu nie zależało prawdopodobnie na długim przebywaniu w swym towarzystwie.
Tymczasem zjadł przystawkę i popił ginem, zostawiając sobie jeszcze pół szklanki do krewetek.
- Życzę ci sukcesów w Carskiej - powiedział tonem, z którego ciężko było odczytać emocje. Mimo wszystko nie życzył chłopakowi źle, niepojęte jednak było dla niego, że uparł się na osiągnięcie samodzielnego sukcesu. Nie dość, że nie domyślał się, że rodzina zawsze może komuś szepnąć słówko, by go szybko przyjęli i awansowali (w końcu jego kariera chyba dość nienaturalnie nabierała tempa) to jeszcze Yaxley jak wyobraził sobie, że sam miał by być kelnerem stwierdził w duchu, że umarł by ze wstydu. Cała angielska arystokracja by go obśmiała, a do tego przyniósłby wstyd swojemu rodowi. Jeszcze by go wydziedziczyli! Niedoczekanie. Aż dziw, że Krzesimirowi na myśl nie przyjdzie, że ludzie mogą się śmiać, jak nisko Wrońscy upadli.
- Oczywiście - akurat niekompetentny kelner zdążył przynieść Cecilowi makaron prawie go upuszczając, a i Krzesia nie zostawił bez jedzenia. Mężczyzna stwierdził, że to najwyższy czas, by zacząć Ten Temat. Postanowił spróbować w miarę delikatnie. Głupio by wyszło, gdyby chłopak zrozumiał, że Cecil jego zaangażowanie w całe wydarzenie traktuje jako Wrońskiego obowiązek.
- Myślisz, że za rok będziesz miał możliwość bardziej się zaangażować w coś innego niż praca? Chciałbym cię poprosić o pomoc w pewnej kwestii związanej ze ślubem.
W sumie to w więcej niż jednej. Ale kwestię pomocy przy weselnym jedzeniu chyba lepiej, by podjęła jego narzeczona.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

21 lat

błękitna

za Starszyzną

początkujący kucharz
http://petersburg.forum.st/t674-krzesimir-wronski#1329 http://petersburg.forum.st/t778-krzesimir-wronski http://petersburg.forum.st/t770-zjedz-mnie#1850 http://petersburg.forum.st/t905-beszamel
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Pią 16 Cze 2017, 23:19
Nikt nie miał dość Wrońskich, może z wyjątkiem samych Wrońskich paradoksalnie. Na tle innych dynastii tworzących Starszyznę uchodzili za wzór jednomyślności, gościnności i rodzinnego ciepła, więc jak tu ich nie lubić wobec tak licznych chłodnych stosunków pomiędzy i wewnątrz rodzin? Tylko oni sami mogli mieć czasem dość ciągłych wizyt licznych krewnych, ale nigdy nie dali tego po sobie poznać. Liczyli, a przynajmniej Krzesimir, który zawsze chciał uchodzić za dobrego gospodarza, że Cecil także się nie zorientuje, co naprawdę o nim myśli. Nawet mimo prób Anglika, by się „zakolegować” i jego bardzo przyzwoitego wizerunku, który powinien przekonać do siebie Jadwigę nie udało mu się jednak dotychczas zmienić nastawienia, chociaż był mu winny chociaż spróbowanie zbudowanie poprawnej relacji.
- Miło, że tak ufasz mojej opinii, chociaż przecież jeszcze nie jestem kucharzem. Myślę, że dopiero za kilka miesięcy pozwolą mi starać się o pracę na kuchni. – i tyle. Na razie wystarczy o nim. Chociaż z chęcią posłuchałby od Yaxleya kilku rzeczy z pierwszej ręki o prowadzeniu hotelu w końcu temat na pewno by go znużył, więc nie mógł męczyć Cecila opowieściami o swojej pracy, raczej nieinteresującej dla kogoś, kto w restauracji siada tylko przy stoliku i czeka na danie, a to właśnie tyczyło się większości jego znajomych. Krzesimir był jednak dość zafascynowany swoim przyszłym zawodem, by wystarczyło mu krótkie opowiadanie Jadwidze o swoim dniu, gdy już oboje wrócili do domu; ona odwdzięczała się tym samym i na tym koniec. Nie znaczyło to, by nie wspierali się w rozwijaniu pasji, co nie zawsze było łatwe, jak mogłoby im zapewnić wstawiennictwo starszych Wrońskich w odpowiednich środowiskach – po prostu oboje wiedzieli, jak zależy temu drugiemu na pracy i nie potrzebowali dalszych zapewnień, czy szczegółowych historii. Zdarzało się, że ich światy się przenikały: Krzesio pomagał nawet Jadwidze w organizacji pierwszego pokazu, bo on w ogóle jest taki już pomocny chłopak.
Jak tu nie lubić Wrońskich, naprawdę.
- Planuję nadal pracować, ale oczywiście pomogę przy organizacji ślubu i wesela jak mogę. - w końcu zrobienie czegokolwiek, by pomóc wymagającej dyktatorce stylu, jaką stawała się jego starsza siostra mogło tylko przysłużyć się Krzesimirowi. W międzyczasie podziękował za postawione przed nim danie i po krótkiej chwili posmakował kawałka mięsa. Jak zwykle, przyrządzone było bez zarzutu.
- Słucham, czego tylko potrzebujesz. - chociaż nie domyślał się, o co może Yaxleyowi chodzić, postanowił dołożyć wszelkich starań, by spełnić jego prośbę. W końcu chodziło o ślub jego siostry, a dla niej zrobiłby już znacznie więcej niż nieznanego jeszcze obcokrajowca. Chociaż Wrońscy chlubili się gościnnością zdarzało się im nader często nieufnie, a przynajmniej z początku, podchodzić do obcych.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Nie 18 Cze 2017, 18:53
Gdyby Cecil zechciałby pogrzebać w umyśle Krzesia i zobaczył, co sądzi o własnej rodzinie zaprzeczyłby mu. Przynajmniej w duchu. Może i byli pełni ciepła między sobą, jednak czy nie kryli się z cieplejszymi uczuciami wobec obcych? Przecież gdyby było inaczej na tym etapie związku z Jadwigą powinien być już przyjmowany mniej oficjalnie, a wręcz być traktowany jako część rodziny. Tymczasem wszyscy zachowywali dystans jakby go sprawdzali... albo chcieli pokazać, że jego styl życia im nie pasuje. Różnie to odczuwał.
Zresztą czy gdyby ta rodzina na tle innych była tak wspaniała to czy Konstanty zniknąłby na dłuższy czas? Nawet on już znał ogólnie tę historię, w której mężczyzna zniknął bez słowa, i nawet miłująca każdego z rodziny Jadzia nieraz patrzyła na niego niczym na syna marnotrawnego Wrońskich.
Każda rodzina ma wewnętrzne konflikty, nie zawsze widoczne gołym okiem przez wszystkich - w końcu kto chciałby się nimi chwalić?
- Sądzę, że dostaniesz ją szybciej, niż się spodziewasz. Jakieś doświadczenie już masz - powiedział, jakby to było coś oczywistego. Wrońskiemu mieliby odmówić? Potomkowi Starszyzny? Wątpił w to zupełnie.
Cecil za bardzo nie oczekiwał, że Krzesio go spyta o dzień. Nawet z Jadwigą z reguły się o to nie pytał. Ale czyż to nie było małżeństwo z rozsądku? Takie tylko udają uczucie przed wszystkimi, a między sobą potrafią nie zamienić słowa. Ileż to razy narzeczona przed wszystkimi zapewniała cały świat o ich płomiennym uczuciu, po czym nie mieli za bardzo tematu do rozmowy? I nie chodziło wcale o kwestie językowe, Cecil mówił po rosyjsku już w miarę nieźle, a francuski był dla niego prawie jak ojczysty angielski.
Taka tam hipokryzja wyższych sfer. Yaxley już dawno się przyzwyczaił.
- Cieszy mnie to bardzo - jak na niego to był dobry znak. Wroński często przyjmował jego zaproszenia, ale potem za bardzo nie starał się o polepszenie ich relacji. Anglik nie potrafił wyczuć o co mu chodzi, a wolał nie używać na nim swych umiejętności. Wyczucie przez Krzesimira, że Cecil grzebał mu w głowie mogłoby się źle skończyć.
Przez moment rozważał jak zacząć swoją prośbę. Postanowił spróbować po słowiańsku, nawiązując do braterstwa i tym podobnych choć wątpił, by to mu się jakoś specjalnie udało.
- Krzesimirze Wroński, mimo że słabo się znamy jesteś najbliższym mi mężczyzną w Rosji i prawdopodobnie jesteś jedynym, którego mogę o to poprosić. Choćby ze względu na Jadwigę, liczę, że mój wybór, a twoja zgoda - jeśli się zgodzisz - ją uszczęśliwi. Zostaniesz moim świadkiem na ślubie? - spytał całkiem poważnie, bez żadnych uśmieszków, skomplikowanych metafor czy słowiańsko-braterskich uścisków. Był Anglikiem do cholery! Oni z natury utrzymują pewien dystans!
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

21 lat

błękitna

za Starszyzną

początkujący kucharz
http://petersburg.forum.st/t674-krzesimir-wronski#1329 http://petersburg.forum.st/t778-krzesimir-wronski http://petersburg.forum.st/t770-zjedz-mnie#1850 http://petersburg.forum.st/t905-beszamel
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Pią 21 Lip 2017, 20:19
Może i było w tym trochę prawdy; w końcu choć Krzesimir wszystkich gości przyjmował w swojej kuchni z uśmiechem, tylko dla niektórych pozostawał on szczery, a i większość jego krewnych można oskarżyć o podobnie selektywne uprzejmości. Trudno zaprzeczyć, by kiedy jeszcze młody Wroński spotykał się z polską półmugolaczką, półtora roku nie wystarczyło jej, by zjednać sobie przychylność chociażby Jadwigi, nie wspomniawszy już o starszym pokoleniu ich rodziny. Kiedy rozwinie się już tak rozległy ród nie trzeba szukać nowego towarzystwa: z każdym ślubem kuzynki, chrzcinami nowego potomka czy zaręczynami bratanka rodzina się powiększała i ci, którzy przedtem byli obcy mogli nimi pozostać bez uszczerbku na dobru rodziny. O ile Cecil znajdował się właśnie w takiej sytuacji i rzeczywiście powinien już zostać umieszczony na rodowym drzewie genealogicznym, nie pochodził przecież ze znanej Wrońskim rodziny. Nie miał w rodowodzie za sobą pokoleń świadczących o dobrym wychowaniu, wrodzonej elegancji i uczciwości, którymi dysponowali synowie rosyjskiej Starszyzny, a spośród nich także można było znaleźć Jadwidze męża. Należało go sprawdzić, przeczekać, w międzyczasie traktować z powierzchowną grzecznością: oto ważyły się losy rodziny. Chociaż Jadwiga miała aż trzech braci, których zadaniem jest przedłużenie rodu, to jej zamążpójście jest równie ważne jak ich potencjalne małżeństwa. Gdyby w końcu okazało się, mimo pokaźnego majątku i należnie dobrego traktowania jej przez Cecila, Jadwiga została wydana za skandalistę czy oszusta, opinia rodziny ucierpiałaby ciężki cios. Krzesimir nie chciał przejmować się takimi sprawami w przeszłości, ale im był dojrzalszy, tym bardziej angażował się w sprawy Starszyzny i rozumiał, że ma obowiązki nie tylko wobec rodziców, siostry i swojej przyszłej rodziny, ale też wielowiekowej historii rodu dla której powinien się wykazać.
- Liczę na to, chciałbym jak najszybciej zrealizować swój cel. – tego oczekuje się od potomków starych dynastii. Szybkich, bezbłędnych poczynań, wspaniałej kariery kwitnącej już od pierwszego dnia po ukończeniu szkoły. Choć Krzesimir radził sobie dobrze i pracował dopiero niecały rok, w obliczu spektakularnego sukcesu Jadwigi z pewnością byli tacy, którzy oczekiwali od niego podobnych osiągnięć – a to znaczy: własnej restauracji za nie więcej niż trzy lata. Taka perspektywa napawała go na razie raczej strachem niż ekscytacją.
Dokończył już niemal porcję wyśmienitej wołowiny, gdy pomiędzy małymi łykami wina padło pytanie Yaxleya. Krzesimir zamrugał, nieco zdziwiony – z początku zabrzmiało to, jakby Anglik i jemu zamierzał się oświadczyć, a byłoby to wyborem co najmniej niecodziennym, nawet zważywszy, że pochodził z innej kultury. Na szczęście okazało się, że chodzi tylko o rolę świadka na ślubie, więc młody Wroński uśmiechnął się i nie myśląc wiele nad odpowiedzią pokiwał głową.
- Oczywiście. To dla mnie wielkie wyróżnienie. – skłamałby mówiąc, że nie spodziewał się nieśmiało takiego obrotu spraw i z niekłamaną przyjemnością przyjął funkcję świadka, jednak głównie ze względu na znaczenie, jakie ślub miał dla Jadwigi. Chciał być jak najbliżej siostry i choć trudno było mu uwierzyć, by chłodny Anglik kochał ją aż tak mocno, jak zawsze zapewniał, cieszył się, że Yaxley umożliwił mu odegranie tak ważnej roli w tym przełomowym momencie.
Powrót do góry Go down
avatar


Londyn, Anglia

32 lata

błękitna

neutralny

właściciel hotelu / biznesmen
http://petersburg.forum.st/t746-cecil-yaxley#1694 http://petersburg.forum.st/t756-cecil-yaxley#1769 http://petersburg.forum.st/t757-pan-smierciozerca#1772 http://petersburg.forum.st/t758-tamiza#1774
PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   Nie 23 Lip 2017, 00:34
W porównaniu do rodzeństwa Wrońskich Cecil w Rosji był całkiem sam. Kiedy przyjeżdżał do tego kraju był pewien, że wróci do oczyszczonej ze ścierwa Anglii, ożeni się z kobietą swego życia, wychowa dumnych ze swego pochodzenia śmierciożerców i będzie żyć długo i szczęśliwie.
Tymczasem jakiś czas po przyjeździe tutaj wszystkie jego plany runęły, ze względu na śmierć Czarnego Pana nie miały szans na ponowne odrodzenie, a on został sam jak palec. I nieważne, że miał hotel i bogactwo, skoro mógł liczyć tylko i wyłącznie na siebie - w końcu przybył tu po to, by znaleźć chętnych do szerzenia jego idei, których nikt tu nie znał. Czy zostało mu coś innego niż tak jak wszyscy wziąć ślub z kimś równego stanu, powiększać ilość pieniędzy i mieć dzieci?
Niby mógł się jeszcze zabić, no ale w takim wypadku równie dobrze mógł zginąć w Wielkiej Brytanii. Przynajmniej umarłby w ukochanym kraju ku rozpaczy swojej matki, jednakże wola życia bywa silniejsza. No i nadzieja, że jeszcze będzie mógł ujrzeć swoją rodzicielkę też.
- Sądzę, że nie będziesz miał większych problemów z jego spełnieniem - rzekł nie wiedząc co innego mógłby na to powiedzieć. W końcu nie mógł go skrytykować za utrudnianie sobie życia. Kto mając możliwość zacząć wyżej startował od zera?
Przez chwilę Cecilowi zdawało się, że Wroński mu zwyczajnie odmówi. Zamrugał tak zdziwiony, jakby nawet nie myślał o świadkowaniu na ślubie własnej siostry. Nie dał jednak po sobie poznać tej chwili zwątpienia i już po chwili sam równie szczerze co Krzesimir się uśmiechnął.
- Cieszę się, że się zgodziłeś. Jestem pewien, że Jadwiga się ucieszy - powiedział niby wesołym głosem. Był pewien, że wszyscy się tego spodziewali. W końcu rodzeństwo nie kryło się z faktem, że jest ze sobą blisko.
Yaxley wraz ze swoim przyszłym bratem chwilę potem dokończyli posiłek. Choć wtedy wydawało mu się, że jak na rosyjskie standardy nie trafił źle z Wrońskimi z czasem miał odkryć rażące różnice w charakterach, które w duchu miały doprowadzać go czasem aż do białej gorączki.
Jednakże tego dopiero miał się dowiedzieć.

Koniec
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)   
Powrót do góry Go down
 
Będziesz mi bratem... (Cecil Yaxley i Krzesimir Wroński, październik '98)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: